Niemcy: Czy wynajmujący może podnieść opłaty po wprowadzeniu się do mieszkania partnera?

Prawie wszystkie pary w pewnym momencie stają przed dylematem: wprowadzasz się do mnie czy ja do Ciebie? Nawet jeśli partnerzy dość szybko się dogadają w tej kwestii, to nie jest to wcale takie proste. Wynajmujący musi bowiem wyrazić zgodę na wprowadzenie się partnera czy partnerki do mieszkania.

Wprowadzenie się do mieszkania partnera z perspektywy niemieckiego prawa najmu

Przyjęcie partnera do swojego wynajmowanego mieszkania to prawnie podnajem. Rolf Janßen ze Stowarzyszenia Ochrony Najemców DMB we Frankfurcie nad Menem, w rozmowie z niemieckim dziennikiem „Rheinische Post” wyjaśnia, że „podnajmowanie mieszkania bez zgody jego właściciela to naruszenie umowy”.

Skutkiem takiego naruszenia umowy najmu, może być w najgorszym wypadku, zerwanie umowy przez wynajmującego. Jednak wcześniej wynajmujący musiałby próbować przekazać najemcy upomnienie, co okazałoby się bezskuteczne. Tylko wtedy wynajmujący może bezterminowo rozwiązać umowę.

Z kolei Silvia Jörg, ze Stowarzyszenia Ochrony Najemców w Hamburgu, mówi, że „małżonek czy zarejestrowany partner mogą się wprowadzić do Waszego mieszkania nawet bez zgody jego właściciela. Jednak powinniście wynajmującego powiadomić o tym fakcie”.

Na co jeszcze należy zwrócić uwagę?

Poniżej znajdziecie odpowiedzi na najważniejsze pytania odnośnie wprowadzenia się do mieszkania partnera:

1. Czy Wynajmujący może się nie zgodzić na wprowadzenie się do mieszkania Waszego partnera życiowego?
W zasadzie nie może on tego zrobić. Jeśli najemca przedstawi powody, dla których chciałby zamieszkać z partnerem a wynajmujący nie ma żadnych istotnych powodów, dla których partner miałby się nie wprowadzać, wtedy musi on wyrazić zgodę. Julia Wagner ze Stowarzyszenia właścicieli „Haus&Grund” w Berlinie podkreśla, że: „sytuacja finansowa partnera bądź jego pochodzenie nie mogą mieć żadnego znaczenia przy ocenie sytuacji”.
Przyczyny odmowy mogą mieć związek z osobą partnera, jeśli jego wprowadzenie się, miałoby negatywny wpływ na całą wspólnotę mieszkalną. Wynajmujący może też nie wyrazić zgody, jeśli wprowadzenie się partnera życiowego, skutkowałoby przepełnieniem mieszkania.

2. Czy wynajmujący może podnieść opłaty?
Tak, jest to dopuszczalne. Mówi o tym paragraf 553 Kodeksu Cywilnego (niem. Bürgerliches Gesetzbuch, w skrócie BGB). Julia Wagner wyjaśnia, że „nie chodzi tutaj o jakiś dodatek do opłat najmu ale o dopasowanie umowy do nowej sytuacji, jaką jest rozszerzenie zakresu wynajmu o kolejną osobę”. Zwiększyć może się zarówno czynsz jak i koszty eksploatacji mieszkania.

3. Co z kaucją za mieszkanie?
Zgodnie z prawem, kaucja może wynosić maksymalnie tyle, co trzykrotny miesięczny czynsz, nie wliczając w to zaliczki na wykazane koszty eksploatacji. Jeśli coś w tej kwestii zostało ustalone na niekorzyść najemcy, wtedy jest to pozbawione mocy prawnej.

4. Czy trzeba zawrzeć nową umowę najmu?
Zgodnie z opinią Silvii Jörg, nowa umowa nie jest konieczna. Tylko jeśli partner życiowy również ma być stroną biorącą mieszkanie w najem, wtedy należałoby zawrzeć nową umowę lub zaaneksować poprzednią umowę.

5. Jaskie zalety wiążą się z nową umową?
Główną zaletą nowej umowy, uwzględniającej partnera, jest fakt, że staje się on stroną umowy – łącznie ze wszystkimi prawami i obowiązkami. Bez ujęcia partnera do umowy, między nim a wynajmującym nie ma absolutnie żadnego stosunku prawnego. Co to oznacza w praktyce? Jeśli pierwotny najemca będzie się chciał wyprowadzić i złoży wypowiedzenie mieszkania, wtedy jego partner również musi się wyprowadzić.

6. Jakie minusy mogą ew. z tego wyniknąć?
Jeśli obydwoje partnerzy są najemcami mieszkania i widnieją w umowie, wtedy wymówienie mieszkania również mogą złożyć tylko wspólnie, we dwójkę. Może być to dość problematyczne, jeśli jeden z partnerów chce się wyprowadzić a drugi wolałby zostać w mieszkaniu. Silvia Jörg wyjaśnia, że „najemca chcący się wyprowadzić oczywiście może to zrobić, jednak nadal pozostaje stroną umowy i musi się wywiązywać z opłat”. Obydwie osoby widniejące w umowie jako najemcy muszą spłacać zobowiązania względem wynajmującego. Jeśli np. osoba, która pozostała w mieszkaniu przestanie płacić, wtedy wynajmujący może zażądać zapłaty od drugiego najemcy, nawet jeśli wyprowadził się z mieszkania i z niego nie korzysta.

Polski lekarz w Niemczech – czy żałuje wyjazdu?

17

Dzisiaj rozmawiamy z Michałem Głuszkiem, polskim lekarzem, który pracuję w Niemczech, a w wolnym czasie zajmuje się prowadzeniem kanału „Medycyna na łatwo” mającego na celu przybliżyć nam medyczne ciekawostki oraz poznać lepiej świat lekarzy.

1. Michał Fic (dojczland.info): Na wstępie chciałbym podziękować za rozmowę. Wszystko się od czegoś zaczyna, skąd pomysł na to, by zostać lekarzem?

Nie ma problemu i dziękuję za zaproszenie. Mój dziadek był lekarzem, jeszcze za czasów, kiedy medycyna trochę inaczej wyglądała – był jedynym medykiem na kilka okolicznych wsi, zajmował się wszystkim – od leczenia stanów ostrych po wyrywanie zębów. Oglądając jak pracuje, po raz pierwszy zacząłem się interesować medycyną. Intrygował mnie fakt, że zadając parę pytań, wykonując parę ruchów i osłuchując, dochodził do tego, co jest przyczyną czyichś dolegliwości. Wtedy wydawało mi się to taką współczesną magią. Potem w szkole nieźle radziłem sobie z chemią i fizyką i pomyślałem, że dam szansę tej ścieżce kariery.

2. Dlaczego po ukończeniu studiów, zdecydował się Pan na pracę w Niemczech?

Cytując klasyka, „trzeba kolekcjonować mocne wrażenia”. Chciałem spróbować pracy w innym języku, w innym środowisku niż studiowałem. Z doświadczenia wiem, że po rozpoczęciu pracy w Polsce jako lekarz, rzadko wyjeżdża się za granicę, dlatego zdecydowałem się na tej krok zaraz po studiach. Jest też inny ważny czynnik mojej decyzji – wybór specjalizacji, czyli najczęstszej ścieżki kariery lekarza. Mianowicie w Polsce system robienia specjalizacji jest bardzo nieprzyjazny, żeby nie użyć dosadniejszego słowa. Podstawowe grzechy to:

mała ilość miejsc, co roku na cały kraj jest po mniej niż 10 miejsc z gastroenterologii czy endokrynologii, przy xxxxxxxxxxx absolwentów rocznie.

możliwość wyboru tylko jednego województwa w rekrutacji, muszę zdecydować, czy rekrutuję się do Wrocławia, czy do Warszawy, nie mogę próbować tu i tu.

możliwość rekrutacji na tylko jedną specjalizację, nie mogę rekrutować się na chirurga i internistę, myśląc, że jeżeli nie dostanę się na jedno, to pójdę na drugie.

nie dostanie się na specjalizacje wiąże się z czekaniem na kolejną rekrutację, która jest co pół roku i nigdy nie wiadomo, ile miejsc specjalizacyjnych zostanie za pół roku rzuconych.

i wreszcie, po dostaniu się na specjalizacje, uproszczając nie można jej zmienić na inną, jeżeli okaże się, że to jednak nie dla mnie. Czyli masz jeden strzał. W Niemczech funkcjonuje to inaczej. Na początku poszedłem na radiologię, na której jednak po pół roku pracy się nie widziałem i teraz zacząłem ortopedię. Nikomu to nie sprawiało problemu, każdy rozumie, że wyobrażenie o specjalizacji na studiach i sama praca to co innego. A lekarz robiący coś, czego nie lubi, najzwyczajniej gorzej leczy i z czasem wyładowuje frustracje na pacjentach. Szerzej temat omówiłem w jednym z moich filmów.

Trzecią przyczyną jest frustracja na niezwracanie uwagi na postulowane zmiany. Przed wyjazdem byłem jedną z najbardziej aktywnych osób działających w Porozumieniu Rezydentów w województwie. Chcąc zmian, razem z kolegami po fachu byliśmy w Warszawie na dwóch manifestacjach, zbieraliśmy na rynku we Wrocławiu podpisy pod petycją, działaliśmy w akcjach promujących nasze postulaty. Gdy okazało się, że nadzieja na zmiany jest nikła, w ramach protestu postanowiłem wyjechać. Z uwagą obserwuję sytuację w Polsce i działalność kolegów.

3. Jakie różnice z perspektywy lekarza, widzi Pan między polską a niemiecką służbą zdrowia?

Podstawowa różnica jest w możliwościach leczenia – znacznie krótszy jest czas oczekiwania na zabiegi, podczas kiedy w Polsce trzeba czekać na zabiegi nieostre nawet więcej niż rok, w Niemczech udaje się to zrobić w ciągu kilku tygodni. Wynika to po pierwsze z większej ilości pieniędzy przeznaczonej na ochronę zdrowia – wydaje nam się, że w podatku na NFZ płacimy dużo, ale tak nie jest. W Polsce na służbę zdrowia przeznacza się 4,8% PKB, w Niemczech – 8,7%, do tego przy wyższym PKB. Natomiast tu i tu wykonuje się te same zabiegi, a leczenie powinno być takie same. Nie ma co się dziwić, że w Niemczech trzeba czekać krócej, dla pacjentów jest lepsze jedzenie, infrastruktura jest ładniejsza, a dostęp do sprzętu jest łatwiejszy.

Drugim powodem jest mądrzejsze rozporządzenie czasem lekarzy. Tutaj na każdym oddziale są mikrofony, przez które lekarze nagrywają to, co musi znaleźć się w dokumentacji. Są specjalnie zatrudnione sekretarki, które odsłuchują to, co dyktuję.
Dzięki temu czas lekarzy jest oszczędzany i mogę poświęcić więcej czasu na pracę merytoryczną, na rozmowę z pacjentem i zastanowienie, dzięki czemu więcej się uczę i pracuję lepiej. Ponadto, gdy pracy jest dużo, w jednostce czasu jestem w stanie zrobić więcej. W Polsce z wykwalifikowanych lekarzy zrobiono sekretarki medyczne, papierów do wypełnienia jest około 3x więcej, w czasie rozmowy z pacjentem patrzyłem się w kartkę lub komputer. W czasie stażu, przez pół dnia roboczego zajmowałem się prowadzeniem pacjentów z jednego końca szpitala na drugi, żeby im pokazać, gdzie mają mieć zrobione RTG lub EKG, bo na 20 lekarzy przypadał jeden sanitariusz. Innym razem szukałem po okolicznych oddziałach działającego ksera. Moja narzeczona z kolei musiała iść po wagę do innego budynku na trzecie piętro, żeby móc zważyć pacjenta. Tak się korzysta z wykwalifikowanej kadry, w której kształcenie państwo włożyło podobno pół miliona złotych od łebka.

4. Jak ocenia Pan poziom wiedzy i umiejętności, między polskimi, a niemieckimi studentami medycyny? Czy lekarze, którzy skończyli swoje studia w Polsce, są dobrze przygotowani do pracy za granicą?

Oczywiście trzeba się nauczyć języka, ale poza tym uważam, że po studiach w Polsce lekarze są dobrze przygotowani merytorycznie do pracy w Niemczech. Zna się więcej teorii niż praktyki, ale tak jest chyba po każdych studiach. Będąc na wymianie w ramach programu Erasmus ja i moi znajomi odnieśliśmy wrażenie, że egzaminy wymagające wiedzy teoretycznej w Polsce są bardziej wymagające, czasem nawet znacznie bardziej (chociaż to zależy od przedmiotu), natomiast w Niemczech było w ramach zajęć więcej praktyki. Np. w ramach zajęć z chirurgii wszyscy obowiązkowo chodzili na salę operacyjną asystować do zabiegów, w Polsce tylko chętni w ramach swojego czasu wolnego. W Niemczech wszyscy na zajęciach z diagnostyki laboratoryjnej pobieraliśmy sobie wzajemnie krew, w Polsce robiliśmy to tylko w czasie praktyk. I to tylko chętni. Z kolei ilość materiału, który trzeba było przyswoić do zdania farmakologii (nauki o lekach, ich interakcjach, drogach podawania) jest w Polsce znacznie większa niż w Niemczech.

5. Czy miał Pan styczność z Niemcami, nim zdecydował się Pan na pracę tutaj i czy wśród niemieckich lekarzy pracuje dużo obcokrajowców?

Tak, mieszkam przy granicy i wielokrotnie bywałem w Niemczech, także jako uczestnik kilkutygodniowych wymian w liceum. Dlatego akurat dla mnie wyjazd nie był aż tak trudną do podjęcia decyzją, tym bardziej że pracuję w przygranicznym landzie. Wiedziałem, na co się piszę. Są jednak tacy, którzy niekoniecznie odnajdą się w pracy u naszych zachodnich sąsiadów – jest to inna kultura, inne poczucie humoru, inne podejście do naprawdę wielu rzeczy. Znam osoby, które wróciły z emigracji w Niemczech, bo mimo lepszych zarobków i warunków zatrudnienia po prostu się tutaj źle czuły, nie potrafiły znaleźć wspólnego języka ze współpracownikami, przez co były nieszczęśliwe. Jestem w stanie to zrozumieć. Kiedyś myślałem, że środowisko pracy jest nieważne, trzeba po prostu robić swoje. Dziś uważam, że w pracy takiej jak lekarz, gdzie trzeba pracować w zespole, dobre relacje są bardzo ważne i nawet dobre zarobki nie są w stanie ich zastąpić.

W każdym szpitalu w Niemczech, w którym byłem, było co najmniej kilku obcokrajowców. W niektórych obcokrajowcy stanowią nawet ponad połowę kadry, jak w szpitalu, w którym pracuje. Nie jest to jednak domena, tylko medycyny – w Niemczech jest w ogóle bardzo dużo imigrantów. Nie spotkałem się jeszcze ze złym patrzeniem ze strony pacjenta z uwagi na zagraniczne pochodzenie, myślę, że Niemcy są już przyzwyczajeni do obcokrajowców.

6. Czy drogi, aby zostać lekarzem w Niemczech i Polsce są takie same?

Bardzo podobne. Tu i tu trzeba skończyć 6-letnie studia i ponad roczny staż, jest kilka różnic, ale są to raczej drobne różnice administracyjne i formalne. Dużą różnicą jest rekrutacja na specjalizacje, o czym pisałem już wyżej. W Niemczech sposób jest prosty i przemyślany – do pracy rekrutujesz się jak do prywatnej firmy, wysyłasz swoje CV i idziesz na rozmowę wstępną. Nie ma żadnej centralnej rekrutacji jak na studia. Po przepracowaniu określonego czasu na oddziałach, które są konieczne do zostania specjalistą, wysyła się zaświadczenia o przepracowanym czasie na danych oddziałach. Jeśli przepracowałem przykładowo 1 rok na ortopedii, 3 miesiące na anestezjologii, 4 lata na chirurgii ogólnej itp., to mogę przystępować do egzaminu specjalizacyjnego z chirurgii ogólnej (wymagania zmyślone, pokazuję tylko ideę).

Każda specjalizacja ma swoje wymagania co do tego, kto może zostać specjalistą. Czyli skacze się między oddziałami, mając otwartą drogę do różnych specjalizacji, bo zależnie od czasu, który spędzę na ortopedii i gdzie pójdę dalej, mogę robić kilka różnych specjalizacji – ortopedię, chirurgię urazową, ogólną oraz inne. Nie zależy to od żadnych egzaminów, po prostu idziesz do pracy tam, gdzie spodobasz się pracodawcy, jak w każdej innej branży. Może zwracać uwagę, na co chce, niekoniecznie na ocenę z egzaminu. Bo jak wynik egzaminu pisemnego ma się mieć do manualnych możliwości potrzebnych w chirurgii. Takie proste, a takie mądre.

7. Jak po skończeniu medycyny w Polsce, zacząć pracę w Niemczech? 

Trzeba otrzymać aprobację dyplomu – zwraca się w tym celu do urzędu wojewódzkiego (Landesdirektion) wysyłając podanie i koniecznie dokumenty podane na stronie internetowej. Następnie otrzymuje się termin egzaminu, w którego czasie musimy zebrać wywiad z pacjentem – aktorem, postawić diagnozę i zaproponować leczenie. Po zdaniu egzaminu i sprawdzeniu dokumentów otrzymujemy aprobację – prawo do wykonywania zawodu i możemy zabierać się za szukanie pracy. Omówiłem temat szerzej w jednym z moich filmów:

8. Jakie plusy pracy w Niemczech dostrzegasz i czy to z Niemcami wiążesz swoją karierę?

Już o tym mówiłem, ale w mojej branży dla młodego lekarza na pewno najważniejszy jest lepszy dostęp do specjalizacji. Ponadto lepsze warunki pracy, przez co rozumiem mniejszą ilość papierologii i spraw administracyjnych do załatwienia. Trudno też nie wspomnieć o zarobkach, które w tym momencie dla lekarza rezydenta w Polsce wynoszą 2300 złotych za etat, a w Niemczech kwota jest niemal taka sama, tylko że w euro. Z jednej strony można uznać to za materializm, ale przy takich zarobkach w Polsce trzeba pracować ponad etat, żeby zarobić na mieszkanie i rodzinę, przez co młode małżeństwa lekarskie często widzą się tylko w niedzielę, a dzieci wychowują dziadkowie.

Jestem w Niemczech jeszcze względnie krótko, ale mogę już stwierdzić, że jestem zadowolony. Nasi sąsiedzi traktują mnie z szacunkiem, inwestują we mnie swój czas i pieniądze, bo wiedzą, że im się to zwróci w postaci dobrego pracownika. U nas w telewizji, w czasie rozmów o problemach młodych lekarzy usłyszałem „niech jadą”. Na razie nie planuję wracać do pracy jako lekarz w Polsce.

9. Przygotowując się do wywiadu, znalazłem informację o tym, że Polacy są europejskimi rekordzistami pod względem pieniędzy, jakie zostawiamy w aptekach. Z danych firmy badawczej QuintilesIMS wynika, że w ubiegłym roku wydaliśmy w nich aż 31,5 miliarda złotych. Czy naprawdę jako naród jesteśmy tak chorzy? Czy jest to raczej wynikiem pracy marketingowców wmawiających nam w reklamach, że na wszystko jest lek?

Prawdę mówiąc, nie znałem tego rankingu. Myślę, że wynik badania może wynikać z kilku czynników – w Polsce jest długi okres czekania do specjalistów, przez co przychodzą oni do lekarzy z na tyle zaawansowaną chorobą, że wymaga ona długiej terapii farmakologicznej. Nasze społeczeństwo poza tym jest nieufnie nastawione do ochrony zdrowia, przez co często wolą sami kupować leki bez recepty, bo wolą leczyć się sami, przez co często kupują leki, których nie potrzebują. Być może winni są też sami lekarze, którzy przypisują czasem zbyt dużo leków, żeby zostać uznanymi za dobrych specjalistów – niestety wielokrotnie spotykałem się ze stwierdzeniem, że jakiś lekarz jest zły, bo wypisał mało leków. Ktoś czekał tydzień na wizytę, a lekarz wypisał tylko jeden lek, podczas gdy inny na tę samą chorobę wypisał np. 5. Lekarz wypisujący dużo leków jest często uznany za lepszego, bo wytwarza to złudzenie, że lepiej leczy. Tymczasem wiele leków nie jest potrzebnych do leczenia chorób, na które są przepisywane i dają tylko złudzenie leczenia, jak np. witamina C, czy „leki” homeopatyczne w przeziębieniu. Inna sprawa, że Placebo rzeczywiście nieraz polepsza rokowanie, bo choroba siedzi także w głowie.

10. Starzejące się społeczeństwo i jednocześnie niedobór lekarzy w Polsce, jakie kierunki i specjalizacje będą wkrótce miały problem z niedoborem personelu.

Skoro mówimy o starzejącym się społeczeństwie, na pewno jest warto wspomnieć o geriatrii. Trzeba być do tego silnym psychicznie, mało lekarzy decyduje się na tą ścieżkę kariery, ale chciałbym wspomnieć o czymś innym, bardziej palącym problemie w naszej ochronie zdrowia. Mówię o pielęgniarkach. Społeczeństwo nie zdaje sobie z tego sprawy, ale mamy właśnie katastrofę kadrową. Na jednym z oddziałów, gdzie robiłem staż, najmłodsza pielęgniarka miała 30 lat stażu pracy. Pracujące pielęgniarki odchodzą powoli na emeryturę, a młode wyjeżdżają za granicę zaraz po zakończeniu studiów. Nic dziwnego – muszą studiować przez 5 lat, wykonują ciężką i obciążającą psychicznie pracę, a zarabiają częściej mniej niż pracownicy bez żadnego wykształcenia. Do tego nie mają tylu kolejnych kroków kariery jak lekarze, którzy mogą robić specjalizacje, kiedy to następuje skok zarobkowy. Jest to bardzo niedoceniany zawód. Bardzo niedługo spotka nas nieprzyjemna niespodzianka, bo szpitale nie mogą funkcjonować tak bez pielęgniarek, jak i bez lekarzy.

Po więcej ciekawostek i ewentualnych pytań z Państwa strony, zapraszamy na kanał YouTube i facebookowy profil Michała „Medycyna na łatwo

https://www.facebook.com/Medycynanalatwo/posts/606689136366180

Dawstwo narządów w Niemczech – 5 faktów, które powinniście wiedzieć!

W Niemczech stosunkowo mało osób decyduje się na oddanie swoich organów do transplantacji. Jakie są w ogóle przyczyny małego zainteresowania tematem? Jak działa legitymacja dawcy narządów? Poniżej znajdziecie wszystkie najważniejsze informacje na ten temat.

Niemiecki rząd chciałby zwiększyć gotowość Niemców do oddawania narządów do przeszczepów – w końcu u naszych zachodnich sąsiadów na listach oczekujących na nowe organy jest ok. 10.000 osób.

Legitymacja dawcy narządów – można wyrazić zgodę lub sprzeciw

Legitymacja dawcy narządów to oświadczenie woli osoby, która chciałaby, aby w razie jej śmierci mózgowej, przekazać jej organy do transplantacji.

Kasa chorych Barmer przeprowadziła ankietę wśród swoich członków. O opinię zapytano ok. 1000 osób. Jedno z pytań brzmiało: „Czy wiecie, że posiadając legitymację dawcy narządów można wyrazić nie tylko zgodę na pobranie organów, ale też sprzeciw”? Blisko 40% ankietowanych nie była tego świadoma.

Legitymacja dawcy daje jeszcze więcej możliwości, a mianowicie:

  • możecie się zgodzić na pobranie organów
  • możecie się sprzeciwić pobraniu organów
  • możecie się zgodzić na pobranie tylko konkretnych organów lub wykluczyć pobranie jakiegoś organu
  • możecie określić osobę, która w Waszym imieniu podejmie decyzję, jeśli będzie tego wymagała sytuacja. Uwaga! Nie musi to być członek rodziny.

Legitymację dawcy narządów znajdziecie bezpłatnie w aptekach lub w wersji elektronicznej pod adresem: https://www.organspende-info.de/organspendeausweis/bestellen

To nieprawda, że dowód dawcy narządów ważny jest dopiero od 18. roku życia

Za małoletnich to rodzice decydują w wielu przypadkach, ale nie we wszystkich. Młodzież od 16. roku życia może w dowodzie obwieścić, że chce oddać swoje narządy do przeszczepu. Z kolei jak informuje Niemiecka Fundacja Transplantologii Organów (niem. Deutsche Stiftung Organtransplantation, w skrócie DSO), brak zgody na oddanie narządów można obwieścić w dowodzie już od 14. roku życia.

W Niemczech więcej organów się przeszczepia niż oddaje do przeszczepów

Niemcy są członkiem związku ośmiu państw, w których organizacja Eurotransplant reguluje kwestie przyznania organów. Eurotransplant to związek państw dzielących wspólną listę transplantacji narządów i poszukiwania narządów do transplantacji na terenie państw członkowskich Eurotransplantu, ściśle współpracujących ze sobą. Poza Niemcami, pozostałe państwa członkowskie to: Belgia, Chorwacja, Luxemburg, Holandia, Austria, Węgry i Słowenia. Zgodnie z danymi DSO, Niemcy uważane są w tym związku od lat za kraj importowy. W roku 2017 w Niemczech 2595 organów zostało pośmiertnie oddanych do transplantacji. Z tego 434 organy zostały przeszczepione biorcom spoza Niemiec. Z kolei w tym samym roku w Niemczech przeszczepiono 609 organów, które pochodziły od dawców z innego państwa należącego do Eurotransplant.

To, że w Niemczech oddaje się tak mało organów do przeszczepów, jest też winą klinik

W Niemczech oddaje się mniej narządów do transplantacji niż w pozostałych państwach należących do Eurotransplant. Jeśli myślicie, że jest to spowodowane brakiem gotowości Niemców do oddawania organów, to jesteście w błędzie. Źródło problemu tkwi w strukturach klinik transplantologicznych. Axel Rahmel, członek zarządu DSO uważa, że „zanim podjęte zostaną poważne medyczne kroki, powinno się więcej myśleć o oddaniu narządów i więcej o tym mówić. A w codziennym życiu kliniki niestety nie zawsze tak się dzieje.” Nie oznacza to, że kliniki świadomie nie zgadzają się na oddawanie organów. Prawdziwe powody to bardziej ogromna rozbudowa świadczonych usług w szpitalach, olbrzymia presja na stacjach intensywnej terapii i brak personelu.

Wielu Niemców jest skłonnych zgodzić się na wprowadzenie regulacji dot. nie wyrażenia zgody na oddanie narządów do przeszczepów

Jakie muszą być spełnione warunki przed oddaniem organów do transplantacji?

  • Dwóch specjalnie wyszkolonych w tym kierunku lekarzy musi niezależnie od siebie stwierdzić śmierć mózgową potencjalnego dawcy, a więc ostateczny i nieodwracalny zanik wszystkich funkcji kresomózgowia, móżdżku oraz pnia mózgu.
  • Zgoda zmarłego musi być przedłożona w formie dowodu dawcy narządów albo członkowie rodziny muszą się zgodzić na pobranie narządów, o ile nie ma takiego oświadczenia woli ze strony zmarłego.

W wielu krajach europejskich działa to trochę inaczej – chodzi tu o regulacje dot. sprzeciwu wobec pobrania narządów. Jeśli ktoś nie wyrazi sprzeciwu albo wyraźnie nie przekaże kwestii podjęcia decyzji w tej sprawie innej osobie, automatycznie uważany jest za potencjalnego dawcę organów. We wcześniej wspomnianej ankiecie kasy chorych Barmer, aż 58% osób z tysiąca ankietowanych było za wprowadzeniem takiego rozwiązania w Niemczech, 27% było przeciwnych a 15% było niezdecydowanych lub nie podali oni żadnej odpowiedzi.

„Arabom wstęp wzbroniony!”

To nie populistyczne hasło, a instrukcje dla pracowników w jednej z najlepszych paryskich restauracji, „L’Avenue”, znajdującej się nieopodal słynnego bulwaru Champs-Elysees.

Dyskryminacja?

Z dziennikarskiego śledztwa przeprowadzonego przez redakcję BuzzFeed wynika, że restauracja miała systematycznie odmawiać telefonicznych rezerwacji, osobom z arabsko brzmiącymi nazwiskami.

Prócz arabsko brzmiących nazwisk, pracownicy, którzy przyjmowali rezerwację, mieli „ściągę” z numerami kierunkowymi krajów, dla których restauracja zawsze miała być pełna. Jak widać na załączonym zdjęciu są to między innymi: Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn oraz Arabia Saudyjska.


Wszyscy pracownicy, którzy przyjęli rezerwację na arabskie nazwisko, byli upominani i szykanowani przez szefa, dzięki czemu sprawa ujrzała światło dzienne.

Piękna czy bogata?

Podobnie sprawa miała się z klientami, którzy bez rezerwacji wybierali się na miejsce, a dla których notorycznie go brakowało. Obsługa restauracji miała używać argumentu „braku miejsc” dla kobiet w chustach oraz wszystkich wyglądających na obywateli krajów bliskiego wschodu, nawet wtedy gdy restauracja nie była pełna. „Właściciel restauracji często mówił, że woli na tarasie dwie piękne blondynki z kawą, aniżeli bogatą kobietę w chuście” – powiedziała w wywiadzie udzielonym dla BuzzFeed jedna z byłych pracownic restauracji, w której pracowała ponad 10 lat.

Co na to Paryż?

Zastępca burmistrza Paryża odpowiedzialnego za walkę z dyskryminacją, Hélène Bidard, wystosowała pismo do prokuratora Republiki Francuskiej, François Molins, z prośbą o zbadanie ewentualnych aktów dyskryminacji.

Właściciel restauracji odrzuca wszystkie oskarżenia.

Źródło: ladepeche.frBuzzFeed

Mój komentarz tego jest taki:

Nie znam francuskiego prawa, ale restauracja to prywatny biznes. Właściciel może sam decydować, dla kogo chce gotować i kogo obsługiwać. Osiągnął pewien status, a jego „L’Avenue” ma renomę, należy więc przypuszczać, że doskonale zdawał sobie sprawę z takiego, a nie innego nastawienia do klientów i działał świadomie. Jego sprawa. W każdym razie, płaci podatki miastu, które teraz nasłało na niego prokuratora. Dla jednych to dyskryminacja, a dla innych wręcz przeciwnie, świetny argument, by to właśnie tam wybrać się na posiłek. Jeśli tak dalej pójdzie to jedynym wyborem na romantyczną kolację w Paryżu zostaną kebaby.

Nie dajmy się zwariować poprawności politycznej! Coraz mniej wolności, a z Francji do Niemiec niedaleko.

PS. mała dygresja dla wszystkich Panów. Nie wiem jak się ma sprawa z kobietami w chustach we Francji, ale osobiście Francuzki kojarzą mi się jeszcze tak:

Samochodów których marek jest w Niemczech najwięcej?

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda dokładnie rynek samochodów w Niemczech, to dzięki danym Federalnego Urzędu ds. Ruchu Drogowego (Kraftfahrt-Bundesamt) mogliśmy przygotować dla was przejrzystą tabelkę.

Grafika przedstawia niemieckie statystyki dotyczące wszystkich zarejestrowanych samochodów w roku 2016 i 2017.

W kolumnach kolejno; marka.
1. Ilość zarejestrowanych samochodów danej marki w 2017 roku.
2. Procentowy udział marki w całym rynku.
3. Ilość zarejestrowanych samochodów danej marki w 2016 roku.
4/5. Procentowy spadek bądź wzrost rejestracji samochodów danej marki w roku 2017 w porównaniu do roku poprzedniego.

Ogólne wnioski

W roku 2017 w Niemczech, zarejestrowanych było 46 474 594 samochodów.

Największy udział wśród zarejestrowanych na niemieckim rynku samochodów ma marka Volkswagen (21.5%). Na kolejnych miejscach znajdują się: Opel (9.8%), Mercedes (9.4%), Ford (7.3%) oraz Audi, któremu podobnie jak i BMW przypada po 6.9% rynku wśród zarejestrowanych samochodów.

Jeśli chodzi o marki Azjatyckie, największy udział na rynku ma Toyota (2.8%), dalej kolejno Hyundai (2.4%), Nissan (1.9%), Mazda (1.8%), KIA (1.3%) oraz Honda (1%).

Marki amerykańskie reprezentuję przede wszystkim już wcześniej wspomniany Ford (7.3%), przede wszystkim, ponieważ kolejne marki producentów zza Oceanu to Chevrolet i Jeep z zaledwie 0.5% i 0.2% udziałami na rynku.

W porównaniu do roku 2016 największy spadek liczby rejestracji zanotowały marki: Lancia, Daihatsu, Chrysler oraz MG Rover.

Z kolei największy wzrost wśród zarejestrowanych samochodów w porównaniu do roku 2016, odnotowały samochody marek: Hyundai, Dacia, Mini, Seat, Skoda oraz Porsche.

Betreuungsgeld – gdzie świadczenie jest jeszcze wypłacane i ile wynosi?

Betreuungsgeld był częścią ustawy o Elterngeld i wszedł w życie w roku 2013. Niestety świadczenie nie przetrwało zbyt długo, w 2015 roku zostało bowiem zniesione. Poniżej wyjaśniamy komu należy się świadczenie i w których landach można je jeszcze otrzymać.

Betreuungsgeld – definicja

Betreuungsgeld to świadczenie państwowe wypłacane rodzicom, którzy w pierwszych latach rozwoju dziecka opiekują się nim w pełnym wymiarze czasowym i w związku z tym nie wysyłają je do żłobka, czy przedszkola. Świadczenie to weszło w życie w sierpniu roku 2013 i obowiązywało w całych Niemczech.

Ile wynosi Betreuungsgeld?

Betreuungsgeld jest wypłacane na dzieci w wieku od 15. do 36. miesiąca zycia w wysokości 150 euro na każde dziecko.

Należy pamiętać, że Betreuungsgeld nie jest wypłacane rodzicom, którzy pobierają Elterngeld. Świadczenie to można wnioskować po zakończeniu otrzymywania Elterngeld, czyli wraz z ukończeniem przez dziecko 13. Lub 15, miesiąca życia, w zależności czy Elterngeld został zawnioskowany na 12. lub 14. Miesięcy.

Betreuungsgeld można otrzymywać przez maksymalnie 22 miesiące. Bayerisches Betreuungsgeld można jednocześnie pobierać z Landeserziehungsgeld.

Dlaczego Betreuungsgeld zostało zniesione?

Zniesienie świadczenia uzasadniono z jego niezgodnością z niemiecką konstytucją. Od tamtej pory za przyznawanie świadczenia odpowiedzialne są poszczególne landy. O tym, które z nich w dalszym ciągu wypłacają Betreuungsgeld przeczytacie poniżej.

Które landy wypłacają jeszcze Betreuungsgeld?

W związku z tym, że Betreuungsgeld jest regulowany na poziomie landów, nie każdy z nich zdecydował się na kontynuowanie wypłacania świadczenia. Większość z nich zrezygnowała  z tego i postanowiła zainwestować te pieniądze przykładowo w przedszkola lub inne insytyucje.

Oto, które landy wypłacają jeszcze Betreuungsgeld:

  • Bawaria

Oto, które landy nie wypłacają więcej Betreuungsgeld:

  • Szlezwik-Holsztyn
  • Brema
  • Hamburg
  • Nadrenia Północna-Westfalia
  • Dolna Saksonia
  • Nadrenia-Palatynat
  • Badania-Wirtembergia
  • Saara
  • Berlin
  • Brandenburgia
  • Saksonia-Anhalt
  • Hesja
  • Turyngia
  • Meklemburgia-Pomorze Przednie
  • Saksonia

Najczęstsze pytania odnośnie Familiengeld w Bawarii – mamy dla Was odpowiedzi!

Jakie są cele bawarskiego wsparcia finansowego w postaci Familiengeld, czyli „pieniędzy dla rodziny“?

Rodziny z małymi dziećmi w Bawarii mają otrzymać wsparcie finansowe. Celem tego wsparcia jest poprawienie jakości życia rodzin w Bawarii oraz polepszenie szans dzieci na dobry start w dorosłe życie.

Kto otrzyma Familiengeld w Bawarii?

Wszyscy rodzice otrzymają to wsparcie, niezależnie od tego, czy dziecko uczęszcza do żłobka czy też nie. Rodzice mogą dzięki temu zapewnić dziecku dobre wykształcenie, nieważne jak chcą kształtować swoje życie i opiekę nad dziećmi. To rodzice wiedzą najlepiej, jak zagospodarować te pieniądze – czy wydać je na składkę w przedszkolu, czy na jakieś inne zajęcia dla dziecka.

Korzystając z bawarskiego Familiengeld rodziny z małymi dziećmi, które przez dwa lata pobierają to wsparcie finansowe, otrzymują w sumie więcej pieniędzy, niż z Betreuungsgeld (wsparcie finansowe na pokrycie wydatków związanych z opieką nad dzieckiem) i Landeserziehungsgeld (zasiłek wychowawczy) razem.

Najbardziej zyskują na tym oczywiście mniej zamożne rodziny z małymi dziećmi oraz rodziny wielodzietne.

Kto najbardziej zyskuje i ile?

Z bawarskiego wsparcia finansowego w postaci Familiengeld największe korzyści czerpać będą rodzice rocznych i dwuletnich dzieci. Wsparcie wynosi 250 euro na miesiąc na dziecko. Od trzeciego dziecka kwota się zwiększa i wynosi 300 euro miesięcznie. Oznacza to w przypadku pobierania wsparcia przez maksymalny okres dwóch lat – 6.000 lub nawet 7.200 euro. Familiengeld wypłacane jest niezależnie od wysokości wynagrodzenia.

Od kiedy będą wypłacane pieniądze w ramach Familiengeld?

Wypłaty mają się rozpocząć 1 września 2018 roku. Bawaria wesprze w ten sposób 250.000 dzieci.

Czy trzeba składać wniosek o wypłatę Familiengeld?

Procedura jest bardzo prosta: jeśli ktoś wnioskował w Bawarii o Elterngeld (zasiłek wychowawczy) i został mu on przyznany, nie musi dodatkowo składać wniosku o Familiengeld. Wniosek o Elterngeld to w zasadzie 2 w 1, bo spełnia też funkcję wniosku o Familiengeld. 98% rodziców nie musi już wykonywać żadnych więcej działań – otrzymają Familiengeld automatycznie. Wszyscy inni będą mieli do dyspozycji wniosek w wersji online na stronie „Zentrum Bayern Familie und Soziales”.

Gdzie można otrzymać szczegółowe informacje odnośnie Familiengeld?

„Zentrum Bayern Familie und Soziales” (w skrócie ZBFS) stworzyło specjalną infolinię, na której uzyskacie odpowiedzi na wszelki pytania związane z Familiengeld. Wystarczy zadzwonić pod nr telefonu 0931 32090929, od poniedziałku do czwartku w godzinach 8.00-16.00 lub w piątki w godzinach 08.00-12.00.

Czy rzeczywiście wszystkich dotyczą korzyści związane z Familiengeld?

Głównym celem ustawy jest dać „więcej” wszystkim rodzinom, też tym mniej zarabiającym. Dlatego w projekcie ustawy, w artykule pierwszym, zawarta jest informacja, że „Familiengeld nie może być wliczane w świadczenia socjalne zapewniające niezbędne minimum egzystencji”. Oznacza to, że Familiengeld nie może się wliczać w zasiłek dla bezrobotnych Hartz IV.

Familiengeld wypada korzystniej niż dotychczasowe środki wsparcia, czyli wcześniej wspomniane Betreuungsgeld oraz Landeserziehungsgeld. Żeby w fazie przejściowej wszyscy rodzice mogli skorzystać, obowiązuje zasada największego uprzywilejowania: wsparcie miesięczne (np. Landeserziehunggeld oraz Betreuungsgeld) ma pozostać dla wszystkich w dotychczasowej wysokości albo ma się zwiększyć dzięki otrzymaniu Familiengeld (nie może się za to zmniejszyć).

źródło: www.zbfs.bayern.de

Nieudany wyjazd urlopowy? Tak należy dochodzić swoich praw!

Najpiękniejsze tygodnie w roku bywają jednocześnie bardzo frustrujące: zdarza się, że przebywając na wymarzonych wakacjach obok hotelu znajduje się działający na nerwy plac budowy albo hotelowe jedzenie pozostawia wiele do życzenia. Podczas urlopu mogą się przydarzyć różnego rodzaju kłopoty. W takich przypadkach podróżujący mają jednak spore szanse na przeforsowanie obniżki ceny wycieczki.

Należy szybko działać

Najważniejsza zasada brzmi: jeśli zauważycie jakieś wady, braki czy inne problemy podczas urlopu, musicie zgłosić je od razu będąc na miejscu i zażądać pomocy – a nie zacząć narzekać dopiero po powrocie do domu. Katia Genkin, prawniczka z Düsseldorfu, z którą  mieliśmy okazję porozmawiać na ten temat, tłumaczy, że „organizator wycieczki musi mieć szansę na zlikwidowanie usterek czy problemów”. W przypadku wycieczek z biura podróży to organizator jest odpowiedzialny za Wasz urlop, natomiast w przypadku wycieczek bukowanych indywidualnie może to być np. właściciel hotelu. Musi on mieć wystarczająco dużo czasu, aby zadziałać i naprawić szkody czy też usunąć jakieś usterki. Jeśli np. przeszkadza Wam hałas z pobliskiego placu budowy, to dwa dni wydają się odpowiednim terminem, aby zakwaterowano Was w innym spokojniejszym miejscu.

Jeśli mija termin, w jakim miały nastąpić działania naprawcze i nic się nie zmieniło, wtedy możecie sami zacząć aktywnie działać i zażądać zwrotu poniesionych wydatków. Jeśli np. na miejscu okazuje się, że ustalony w umowie kurs nurkowania się nie odbędzie, wtedy możecie na własną rękę szukać innego podobnego kursu, a jego koszty powinny Wam zostać zwrócone.

Skargi należy dokumentować

Jeśli jako podróżujący poprosicie pilota wycieczki o przekazanie listy skarg organizatorowi, to nie oznacza to automatycznie, że będziecie mogli skutecznie dochodzić swoich praw. Musicie mieć potwierdzenie, że zgłosiliście skargę. Np. pilot wycieczki może wystawić takie pisemne potwierdzenie, że danego dnia złożyliście zażalenie.

Raczej nie ma większego sensu, żądać od pilota wycieczki potwierdzenia usterek czy braków. Byłoby to przyznanie się do winy, a czegoś takiego piloci wycieczek zazwyczaj nawet nie mogą podpisać.

Przed wyjazdem należy wszystko sprawdzić

Nie każda nieprzyjemność podczas urlopu jest od razu traktowana jako powód do złożenia skargi czy reklamacji. Możecie mieć pretensje, tylko, jeśli na miejscu zastaliście co innego, niż mogliście się spodziewać. Co to oznacza? Należy bardzo dokładnie zapoznać się z ofertą zawartą w katalogu. Prawniczka Katia Genkin wskazuje na przykładową sytuację: „Jeśli w katalogu była mowa o budowie na terenie hotelu, wtedy podróżujący nie może złożyć na to skargi”.

Należy zwrócić też szczególną uwagę na pewne sformułowania zawarte w katalogowym opisie oferty. Określenie „podgrzewany basen” nie oznacza automatycznie, że basen faktycznie będzie podgrzany. Z prawnego punktu widzenia ma to olbrzymie znaczenie, ponieważ podróżujący może domagać się swoich praw tylko w kontekście usług, które faktycznie zostały mu obiecane.

Z kolei określenie „lot bezpośredni” oznacza, że podróżujący powinien się nastawić na przynajmniej jedno międzylądowanie. Po starcie w Düsseldorfie, samolot lecący do Turcji zatrzyma się jeszcze np. w Lipsku, aby zabrać kolejnych podróżujących. Lot bezpośredni (niem. Direktflug) oznacza jedynie, że nie będziecie musieli się przesiadać. Lot bez żadnej przerwy to lot non-stop (niem. Non-Stop-Flug).

„Bezpośrednio nad morzem“: pewnie każdy marzy o tym, aby na urlopie tylko otworzyć drzwi hotelowe, zrobić kilka kroków i już znaleźć się na pięknej plaży. Jednak zauważcie, że tutaj nie ma mowy o plaży – hotel leży zapewne na klifie lub jest usytuowany przy porcie.

Jeśli w opisie oferty znajdziecie informację, że w 10 minut znajdziecie się na plaży, to znak, że należy uważać. Taksówką czy busem faktycznie może to być 10 minut, natomiast na piechotę oznacza to już półgodzinny „spacerek”. Jeśli z kolei hotel jest „centralnie położony”, osoby wypoczywające (zwłaszcza w południowych regionach), mogą się spodziewać ulicznego hałasu 24 godziny na dobę.

Znajdźcie świadków

Znalezienie świadków zaistniałej sytuacji na pewno ułatwi Wam zadanie przy składaniu skargi. Może to być zarówno członek Waszej rodziny, jak i jakiś inny podróżujący. Jednak osoba z Wami niezwiązana na pewno będzie bardziej wiarygodna, zwłaszcza, jeśli sama również miała do czynienia z jakimiś mankamentami. Świadków zagranicznych należy brać pod uwagę tylko wtedy, jeśli nie ma żadnych innych. Jeśli bowiem zostaną wezwani na proces, wtedy powstaną znaczne koszty sądowe.

Jeśli mimo złożenia skargi, usterki nie zostały usunięte, należy zabezpieczyć dowody. Zdjęcia i filmy wideo przedstawiające np. brudną plażę hotelową mogą być później bardzo przydatne.

Sprawdźcie wcześniejsze wyroki

Co roku sądy zajmują się po okresie wakacyjnym skargami urlopowymi. Jeśli porównacie sprawy z lat ubiegłych, będziecie mogli lepiej oszacować Wasze szanse. Np. w katalogu hotel zachęcał „fantastycznym widokiem na morze”. W rzeczywistości podróżujący widział ze swojego pokoju jedynie wielką ścianę hotelową. Sąd Rejonowy w Duisburgu uznał w tym wypadku obniżenie ceny wycieczki o 7% za odpowiednie.

Inny przykład: pewien hotel miał zapewnić klimatyzację w restauracji hotelowej. Jednak przez cztery dni (z siedmiu dni pobytu) klimatyzacja ta nie działała. W tej sytuacji organizator wycieczki musiał zapewnić obniżenie ceny o 5% – proporcjonalnie do liczby dni, kiedy urządzenie nie działało.

Oprócz tego warto przeczytać: Prawa klientów linii lotniczych i biur podróży w Niemczech w przypadku niedogodności

Prawo jazdy w Niemczech od 17. roku życia – dowiedz się jak je zdobyć!

Od kiedy wprowadzono w Niemczech możliwość kierowania pojazdem w obecności osoby towarzyszącej, minimalny wiek ubiegania się o prawo jazdy został obniżony do 17-stu lat. Dotyczy to kategorii B i BE. Jednak pojazdy mechaniczne można prowadzić przed 18-stymi urodzinami tylko w towarzystwie osoby wpisanej w zaświadczenie o zdaniu egzaminu.

Jakie warunki należy spełnić uzyskać w Niemczech prawo jazdy od 17 roku życia?

Nastolatek może się zapisać na kurs prawa jazdy sześć miesięcy przed skończeniem 17-go roku życia i wtedy też może złożyć wniosek w urzędzie. Do egzaminu teoretycznego może podejść najwcześniej trzy miesiące przed 17-stymi urodzinami, a do egzaminu praktycznego miesiąc przed. Po zdanym egzaminie nastolatek otrzymuje tzw. zaświadczenie o jego pozytywnym wyniku. Należy wtedy złożyć wniosek o wydanie prawa jazdy lecz otrzymuje się je dopiero po skończeniu 18-stu lat.

Prawo jazdy od 17 roku życia jest ważne na terenie Niemiec

Wyżej wymienione zaświadczenie o zdaniu egzaminu na prawo jazdy obejmuje tylko teren Niemiec. Za granicą nie wolno prowadzić pojazdów mając takie zaświadczenie – wyjątkiem jest Austria.

Okres próbny wynosi 2 lata

Zgodnie z § 2a Ustawy o ruchu drogowym (niem. Straßenverkehrsgesetz w skrócie StVG), okres próbny rozpoczyna się od razu po otrzymaniu zaświadczenia i wynosi 2 lata.

Głównym warunkiem przy „prawie jazdy B17” jest osoba towarzysząca

Mając  17 lat i prowadząc pojazd na podstawie zaświadczenia, zawsze musi z Wami jechać osoba, która wpisana jest w zaświadczenie. Taka osoba musi mieć przynajmniej 30 lat. Ponadto w momencie wnioskowania o zaświadczenie, osoba ta może mieć maksymalnie jeden punkt karny. Dodatkowo osoba towarzysząca musi mieć prawo jazdy od minimum pięciu lat. I ostatni warunek: osoba towarzysząca nie może mieć podczas jazdy więcej niż 0,5 promila we krwi.

Jeśli przed wnioskowaniem o zaświadczenie, toczy się jakieś postępowanie w sprawie wykroczenia drogowego planowanej osoby towarzyszącej (np. przekroczenie prędkości czy przejechanie na czerwonym świetle), warto grać na czas, aby opóźnić wpis do rejestru.

Grzywna w przypadku jazdy bez osoby towarzyszącej

Jeśli policja złapie nastolatka kierującego pojazdem bez osoby towarzyszącej wpisanej do zaświadczenia, grozi mu mandat w wysokości 70 euro oraz jeden punkt karny. Ponadto cofane jest pozwolenie na kierowanie pojazdem. W związku z tym, że jest to traktowane jak duże wykroczenie podczas okresu próbnego, nowe wydanie zaświadczenia o kierowaniu pojazdem może nastąpić tylko wtedy, jeśli nastolatek weźmie udział w szkoleniu dokształcającym.

Czy osoba na niemieckim zasiłku musi przyjąć każdą ofertę pracy z urzędu?

Bezrobotni, którzy korzystają w Niemczech z zasiłku, musza przyjąć ofertę pracy złożoną przez niemiecki urząd pracy, jeśli nie chcą się znaleźć w tzw. fazie zawieszenia (niem. Sperrzeit). Ten obowiązek podjęcia pracy dotyczy ich jednak tylko pod warunkiem, że oferowana praca rzeczywiście jest na miarę ich możliwości.

Jak to wygląda w praktyce?

Jak to wygląda w praktyce opiszemy na przykładzie Marii, która straciła pracę. Otrzymuje ona zasiłek dla bezrobotnych i za wszelką cenę chce uniknąć sytuacji, w której urząd pracy nałożyłby jej „blokadę”. Jeśli tak się stanie, znacznie skróci jej się bowiem okres przysługiwania zasiłku.

Maria z jednej strony bardzo się stara sama znaleźć pracę. Z drugiej strony pójdzie też na rozmowę do wszystkich pracodawców przedstawionych przez Urząd Pracy. W obu przypadkach jest zobowiązana do podjęcia pracy, tylko jeśli jest to posada odpowiednio dostosowana do jej możliwości.

Czynniki decydujące o tym, czy praca jest faktycznie na miarę możliwości danej osoby zawarte są w ustawie. Należą do nich:

  • kwalifikacje zawodowe
  • ewentualne ograniczenia nowej umowy o pracę
  • zarobki w nowym miejscu pracy
  • lokalizacja nowego miejsca pracy
  • rodzaj pracy: chodzi tu o pracę zmianową, w nocy czy tzw. leasing pracowniczy

1. Kwalifikacje zawodowe Marii

Regulacje ustawowe zakładają, że praca jest dostosowana do możliwości, nawet jeśli nie odpowiada kwalifikacjom zawodowym Marii albo działalności, którą wykonywała ona przed bezrobociem. Maria musi więc zaakceptować fakt, że w przyszłości może jej się zdarzyć praca zdecydowanie poniżej jej poziomu kwalifikacji, jeśli sama znajdzie taką pracę lub jeśli zostanie ona jej zaoferowana z urzędu.

2. Ograniczenia czasowe nowej umowy o pracę

Nawet jeśli nowa umowa o pracę będzie ograniczona czasowo to jest to nadal traktowane jako „praca do przyjęcia” – wynika to bezpośrednio z ustawy.

3. Zarobki w nowej pracy

Maria musi się zgodzić na pracę za mniejsze wynagrodzenie, jeśli chce uniknąć okresu zawieszenia.

  • Degradacja finansowa

Jeśli chodzi o zarobki, Maria musi niestety wziąć pod uwagę, że być może będzie „stratna”. Jeśli w ciągu pierwszych trzech miesięcy bezrobocia Maria znajdzie nową pracę lub urząd jej ją zaproponuje, wtedy musi ją przyjąć, nawet jeśli będzie tam zarabiać 20% brutto mniej niż dotychczas. Jeśli w ciągu pierwszych trzech miesięcy bezrobocia nie znajdzie nowego zatrudnienia, wtedy musi zaakceptować umowę z zarobkami brutto niższymi o 30%. Jeśli Maria po sześciu miesiącach nadal nie znajdzie nowego zatrudnienia, musi przyjąć każdą pracę, przy której zarobki netto będą tak samo wysokie jak zasiłek dla bezrobotnych. Warto zwrócić uwagę, że od zarobków netto Maria może odliczyć sobie koszty związane z nowym zatrudnieniem. Są to np. koszty związane z dojazdem do miejsca pracy komunikacją publiczną.

  • Zapłata niższa niż przewiduje to układ zbiorowy pracy

Regulacja ustawowa zakłada, że praca jest nie do przyjęcia, jeśli jest niezgodna z założeniami układu zbiorowego pracy. Jeśli więc zbiorowy układ pracy przewiduje jakieś wynagrodzenie, wtedy praca z mniejszymi zarobkami jest nie do przyjęcia. Dotyczy to jednak tylko takiej sytuacji, gdy układ zbiorowy można zastosować w nowym stosunku pracy. Ma to miejsce wtedy, gdy Maria jest w odpowiednim związku zawodowym a jej nowy pracodawca w odpowiednim związku pracodawców.

Ministerstwo Pracy ustaliło pewne wiążące regulacje dotyczące wysokości wynagrodzenia, zawartego w układzie zbiorowym i nowy pracodawca Marii musi się ich trzymać. Jeśli nie, wtedy warunki pracy traktowane są jako nie do przyjęcia.

  • Wynagrodzenie poniżej płacy minimalnej

Niezastosowanie się do przepisów ustawowych również może prowadzić do nieprzyjęcia pracy przez Marię. Zgodnie z ustawą dot. płacy minimalnej, od 1 stycznia 2017 roku, minimalna płaca wynosi 8,84 euro brutto za godzinę. W związku z tym wszystkie osoby, których dotyczy ta ustawa, nie muszą przyjmować pracy, jeśli zaproponowana im zostanie niższa stawka.

4. Lokalizacja nowego miejsca zatrudnienia

Maria musi wziąć pod uwagę, że może dłużej dojeżdżać do nowego miejsca pracy.

  • Zróżnicowanie czasowe

Jeśli Maria pracuje dłużej niż sześć godzin dziennie, przyjmuje się, że czas dojazdu do pracy i z powrotem może jej zająć max. 2,5 godziny. Jeśli pracuje krócej niż sześć godzin, wtedy przyjęty czas dojazdów to max. 2 godziny. Ustawa mówi, że ten czas dojazdu to „czas regularny”. Oznacza to, że mogą zaistnieć wyjątki. Np. jeśli Maria musi się opiekować dziećmi albo jej stan zdrowia nie pozwala na tak długie dojazdy. Z drugiej strony akceptowalne są też dłuższe dojazdy niż 2,5 godziny – jeśli np. w danym regionie pośród podobnych pracowników przyjęty jest dłuższy czas dojazdu do pracy i z powrotem.

  • Dojazdy weekendowe

Zgodnie z ustawą dopuszczalna jest nawet praca, która narzuca kursowanie między pracą a domem na dużych odległościach, tak, że pracownik bywa w domu tylko w weekendy. Jest to do przyjęcia, ale tylko w okresie „przejściowym”. Za taki „czas przejściowy” Urząd Pracy przyjmuje okres 6 tygodni. Ponadto nie ma obowiązku przyjęcia takiej pracy, jeśli nie ma możliwości zapewnienia alternatywnej opieki dzieciom, bądź innym osobom wymagającym stałej opieki.

  • Przeprowadzka

Jak już minie okres wspomnianych wcześniej 6 tygodniu, pojawia się pytanie, czy Maria musi się przeprowadzić w okolice swojej nowej pracy? Jeśli można się spodziewać, że w ciągu trzech miesięcy znajdzie pracę, do której dojedzie w „standardowym” czasie, nie musi się przeprowadzać. Od czwartego miesiąca bezrobocia przeprowadzka jest z reguły traktowana jako „do przyjęcia”. Wyjątek stanowią tylko sytuacje, gdzie problemem może być wiek Marii, jej stan zdrowia albo jakieś szczególne więzi rodzinne.

5. Leasing pracowniczy, czyli praca za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej

Maria może zawrzeć umowę o pracą z agencją pracy tymczasowej, jeśli nie znalazła innej pracy na miarę swoich możliwości, zgodnie z wyżej opisanymi kryteriami. Jednak Federalny Sąd Społeczny zadecydował  8 listopada 2001, że Urząd Pracy nie może od razu kierować bezrobotnych, którzy przed okresem bezrobocia pracowali w oparciu o standardową umowę o pracę, do agencji pracy tymczasowej, jeśli „nie jest wykluczone szybkie zatrudnienie na standardowych warunkach pracy”.

6. Praca nocna i praca zmianowa

Maria musi się zgodzić także na pracę nocną i/lub zmianową, jeśli odpowiada wytycznym umowy o czasie pracy lub założeniom medycyny pracy. Jednak nawet w takim wypadku należy sprawdzić, czy da się połączyć pracę nocną/zmianową z ustawowo zagwarantowaną możliwością sprawowania opieki nad rodziną.