NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Mieszkania w Niemczech coraz droższe. 29 proc. najemców obawia się, że nie będzie ich stać na czynsz

0

Rosnące koszty mieszkania coraz mocniej obciążają najemców w Niemczech. Z najnowszego Mietenreport 2026 Niemieckiego Związku Najemców (Deutscher Mieterbund) wynika, że 29 proc. ankietowanych obawia się, iż w przyszłości nie będzie w stanie opłacać czynszu.

Raport został zaprezentowany 1 września podczas konferencji prasowej w Berlinie. Według reprezentatywnego badania aż 58 proc. najemców odnotowało w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wzrost kosztów mieszkania. Co drugi badany obawia się natomiast, że w razie konieczności przeprowadzki nie znajdzie innego lokum w przystępnej cenie.

29 proc. najemców obawia się problemów z opłaceniem czynszu

Niepewność finansowa jest szczególnie widoczna w odpowiedziach dotyczących przyszłości. 29 proc. ankietowanych martwi się, że może nie być ich stać na dalsze opłacanie czynszu. Ponad jedna czwarta najemców deklaruje również, że po poważnym spadku dochodów byłaby w stanie utrzymać swoje obecne mieszkanie najwyżej przez trzy miesiące.

Wysokie koszty mieszkania już teraz zmuszają część gospodarstw domowych do oszczędzania na innych wydatkach. Deutscher Mieterbund wskazuje m.in. na ograniczanie oszczędności, zakupów, wydatków na żywność czy zdrowie.

W Niemczech brakuje około 1,4 mln mieszkań

Problemem pozostaje również niedobór lokali. Według danych wykorzystanych w raporcie w Niemczech brakuje około 1,4 mln mieszkań. Jednocześnie liczba mieszkań socjalnych spadła w 2025 roku do około 1,03 mln. W poprzednim roku wygasło ponad dwa razy więcej zobowiązań dotyczących mieszkań socjalnych, niż powstało nowych lokali tego typu.

Deutscher Mieterbund określa obecną sytuację jako kryzys, który coraz bardziej staje się również problemem państwa socjalnego. Organizacja domaga się m.in. skuteczniejszego ograniczania wzrostu czynszów, zwiększenia liczby mieszkań socjalnych i trwałego zwiększenia podaży przystępnych cenowo mieszkań.

Źródło: Deutscher Mieterbund, Mietenreport 2026

Niemcy ponownie deportują Afgańczyków. Kolejny lot wystartował z Lipska

1

Władze Niemiec kontynuują politykę egzekwowania powrotów do Afganistanu. W nocy z poniedziałku na wtorek z portu lotniczego Lipsk/Halle wystartował kolejny samolot z osobami deportowanymi.

Na pokładzie 22 Afgańczyków zobowiązanych do opuszczenia Niemiec

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez dziennik „Bild”, tuż po północy w trasę do Afganistanu wyruszył Airbus A320 należący do linii lotniczych Freebird Airlines. Na pokładzie maszyny znajdowało się 22 obywateli Afganistanu objętych administracyjnym nakazem opuszczenia terytorium Niemiec. Pasażerowie byli eskortowani przez funkcjonariuszy policji podczas wejścia na pokład. Jak wskazują wcześniejsze doniesienia dotyczące tych transportów, w gronie deportowanych znajdowały się m.in. osoby skazane za przestępstwa kryminalne.

Niemcy ponownie prowadzą deportacje do Afganistanu

Deportacje do Afganistanu były przez kilka lat wstrzymane. Jak zauważa portal NIUS, regularne powroty zostały wznowione po okresie, w którym za czasów koalicji rządowej SPD, Zielonych i FDP takie działania nie były realizowane. Niemniej jednak, skala wznowionych lotów deportacyjnych pozostaje niewielka w relacji do całkowitej liczby osób zobowiązanych do wyjazdu.

Statystyki wskazują, że na terytorium Niemiec przebywa obecnie około 15,3 tys. obywateli Afganistanu, którzy posiadają prawny obowiązek opuszczenia kraju. W okresie od stycznia do lipca z Niemiec do Afganistanu odesłano łącznie 121 osób, co oznacza, że zdecydowana większość osób objętych nakazem nadal pozostaje w państwie.

Równocześnie wstrzymaniu uległy deportacje do Syrii. Po przeprowadzeniu zaledwie trzech takich operacji w styczniu, od lutego nie zrealizowano ani jednego kolejnego lotu powrotnego do tego kraju. Powyższe dane ilustrują, że pomimo częściowego wznowienia procedur wobec państw, w których powroty były wcześniej zamrożone, skala faktycznych eksmisji pozostaje ograniczona w stosunku do liczby osób zobowiązanych do opuszczenia Niemiec.

źródło: bild.de; nius.de

Lider znanego niemieckiego zespołu o wyborcach AfD: „Prawdopodobnie głosowaliby na NSDAP”

1

Podczas koncertów Die Toten Hosen ich frontman Campino po raz kolejny zabrał głos w sprawie sytuacji politycznej w Niemczech. Muzyk krytycznie odniósł się do rosnącego poparcia dla AfD oraz politycznego przesunięcia kraju w prawo. W swojej wypowiedzi nawiązał również do historii Niemiec i porównał współczesne głosowanie na AfD do wyborów dokonywanych przez Niemców na początku lat 30. XX wieku.

Campino: większość Niemców nie popiera AfD

Tematy polityczne regularnie pojawiały się podczas ostatnich koncertów Die Toten Hosen. Campino przekonywał, że w debacie publicznej niektóre kwestie powinny być nazywane wprost, zamiast unikać jednoznacznych określeń. Wokalista odniósł się między innymi do sytuacji politycznej we wschodnich Niemczech. Zwrócił uwagę, że AfD cieszy się tam obecnie większym poparciem niż inne partie. Jednocześnie podkreślił, że nie oznacza to poparcia większości mieszkańców. Jako przykład wskazał Saksonię-Anhalt. Według Campino około 60 procent mieszkańców tego kraju związkowego nie chce, aby AfD była partią dominującą. Zdaniem muzyka właśnie ta większość powinna stanowić najważniejszy punkt odniesienia.

Kontrowersyjne porównanie do NSDAP

W swojej wypowiedzi Campino sięgnął również do historii Niemiec. Muzyk stwierdził, że osoby oddające dziś głos na AfD popierają jego zdaniem partię neofaszystowską. Następnie porównał współczesną sytuację do wydarzeń z początku lat 30. XX wieku. Campino powiedział, że osoby, które obecnie głosują na AfD, „prawdopodobnie na początku lat 30. wybrałyby NSDAP”. Wokalista dodał, że jeśli obecny rozwój wydarzeń zakończy się w jego ocenie „strasznym rozbiciem o ścianę”, nie chciałby później słuchać narzekań ze strony osób, które wcześniej wspierały takie tendencje polityczne. Wypowiedzi te należy traktować jako polityczną ocenę Campino, a nie jako stwierdzenie faktu dotyczące wszystkich wyborców AfD.

„Nasze poglądy nie zaczęły się wczoraj”

Frontman Die Toten Hosen odniósł się również do krytyki, z jaką spotyka się zespół. Jednym z zarzutów wobec muzyków jest to, że po wielu dekadach sukcesów i osiągnięciu statusu milionerów mieli stracić kontakt z rzeczywistością. Campino zdecydowanie odrzucił takie zarzuty. Podkreślił, że polityczne przesłanie zespołu nie jest czymś nowym i towarzyszy Die Toten Hosen od początków działalności. Jak zaznaczył, zespół mówił o swoich najważniejszych przekonaniach politycznych już w czasach, gdy występował w okupowanych budynkach. Campino stwierdził również, że próby przedstawiania zespołu w określony sposób zupełnie go nie interesują. Podkreślił przy tym, że kiedy pojawia się na scenie, nie występuje jako przedstawiciel konkretnego kierunku politycznego, lecz jako zaniepokojony obywatel.

Die Toten Hosen zmierzają do końca działalności koncertowej

Wypowiedzi Campino padły w czasie, gdy Die Toten Hosen są na pożegnalnej trasie koncertowej. Zespół koncertuje obecnie pod hasłem „Trink Aus! Wir Müssen Gehen”, czyli „Wypij! Musimy iść”. Podczas jednego z ostatnich koncertów w Dreźnie zgromadziło się ponad 65 tysięcy fanów. Wszystko wskazuje na to, że jednym z ostatnich, a być może ostatnim stadionowym koncertem Die Toten Hosen będzie występ zaplanowany na lipiec 2027 roku w Düsseldorfie. To właśnie Düsseldorf jest rodzinnym miastem zespołu. Jeżeli zapowiedzi muzyków zostaną zrealizowane, koncert ten może więc symbolicznie zamknąć jeden z najważniejszych rozdziałów w historii niemieckiego rocka.

źródło: focus.de

Niemiecka minister zarabia 16,5 tys. euro miesięcznie i uważa, że żywność jest zbyt tania

2

Wypowiedź minister rolnictwa Nadrenii-Palatynatu Christine Schneider (CDU) na temat cen żywności wywołała dyskusję. Polityczka uważa, że produkty spożywcze w Niemczech są „wciąż zbyt tanie”, a ich niska cena może prowadzić do mniejszego doceniania pracy związanej z ich produkcją. Schneider podkreśla jednak, że jej celem nie jest narzucanie konsumentom, co powinni kupować. Chce natomiast zwiększyć świadomość społeczeństwa dotyczącą produkcji zdrowej i regionalnej żywności.

„Większa świadomość i szacunek dla zdrowej żywności”

Jak przekazała Christine Schneider, od lat istnieje rozdźwięk między tym, co konsumenci deklarują w badaniach opinii, a ich rzeczywistymi zachowaniami podczas zakupów. Minister zaznacza, że chciałaby zwiększyć wśród mieszkańców świadomość oraz szacunek dla produkcji zdrowej żywności. Jej zdaniem zbyt niskie ceny mogą sprawiać, że konsumenci mniej doceniają produkty oraz pracę osób odpowiedzialnych za ich wytwarzanie.

„Jeśli żywność jest zbyt tania, to również jej wartość w oczach konsumentów spada” – argumentowała Schneider, cytowana przez Deutsche Presse-Agentur.

Polityczka zwróciła również uwagę, że w Niemczech żywność jest jej zdaniem stosunkowo tania w porównaniu z innymi państwami europejskimi. Jako przykłady wskazała Austrię i Francję, gdzie – według niej – w supermarketach można znaleźć przede wszystkim produkty pochodzące z danego kraju.

Minister wspomina również lata pandemii

Christine Schneider odwołała się także do okresu pandemii COVID-19, obejmującego lata 2020-2023. Według minister w tamtym czasie wyraźnie wzrosła sprzedaż produktów ekologicznych i regionalnych. Jej zdaniem mogło to mieć związek między innymi z ograniczeniem możliwości spędzania czasu poza domem. Ludzie mieli wówczas więcej czasu na przygotowywanie posiłków i robienie zakupów. Schneider zauważyła jednak, że po zakończeniu pandemii ten trend ponownie się odwrócił.

„Niestety po pandemii sytuacja znowu rozwinęła się w przeciwnym kierunku” – stwierdziła.

Ceny żywności coraz ważniejsze dla konsumentów

Wypowiedź minister pojawia się w czasie, gdy ceny żywności pozostają jednym z istotnych elementów domowych budżetów. Dla wielu gospodarstw domowych cena jest ważnym kryterium przy wyborze produktów. Autor komentowanego tekstu zwraca uwagę na sprzeczność, z jaką jego zdaniem mierzą się konsumenci. Z jednej strony deklarują oni poparcie dla dobrostanu zwierząt, produktów regionalnych czy zdrowego odżywiania, z drugiej zaś nie zawsze są gotowi zapłacić za te produkty więcej. W tekście pojawiają się przykłady podobnych oczekiwań: konsumenci chcą lepszych warunków hodowli zwierząt, ale jednocześnie nie chcą znaczącego wzrostu cen mięsa. Chętnie kupują produkty regionalne, lecz oczekują, że nie będą one droższe od importowanych odpowiedników.

Autor: konsumenci muszą brać pod uwagę własne możliwości

Autor krytycznie odnosi się do sugestii, że problemem mogą być zbyt niskie ceny produktów spożywczych. Przypomina, że możliwości finansowe konsumentów są ograniczone. W jego ocenie osoby robiące zakupy w supermarketach i dyskontach mają prawo wybierać produkty odpowiadające zarówno ich preferencjom, jak i możliwościom finansowym. Autor podkreśla również, że wzrost cen może oznaczać konieczność ograniczenia ilości kupowanej żywności. W jego opinii gospodarstwa domowe, które dysponują ograniczonym budżetem, mogą być zmuszone do kupowania mniejszej ilości mięsa, warzyw czy owoców, jeśli ceny będą nadal rosły.

Spór o to, kto powinien ponosić koszty

W tle wypowiedzi minister znajduje się szersza dyskusja dotycząca przyszłości niemieckiego rolnictwa. Z jednej strony rolnicy ponoszą wysokie koszty produkcji i konkurują z producentami z innych państw, gdzie część kosztów może być niższa. Z drugiej strony konsumenci oczekują przystępnych cen. Autor zwraca uwagę, że niemieccy rolnicy nie zawsze są w stanie produkować równie tanio jak rolnicy z Polski czy państw bałtyckich, takich jak Estonia, Łotwa i Litwa. Jednocześnie krytykuje podejście, w którym oczekiwania producentów miałyby być ważniejsze od możliwości finansowych konsumentów.

„Nie czas, by krytykować osoby kupujące taniej”

Komentarz kończy się apelem o większe zrozumienie dla osób, które podczas zakupów kierują się przede wszystkim ceną. Autor uważa, że w sytuacji, gdy część konsumentów musi coraz dokładniej kontrolować swoje wydatki, kupowanie tańszej żywności nie powinno być przedstawiane jako brak świadomości czy szacunku dla producentów. Jego zdaniem potrzebne jest raczej wsparcie dla osób, które chcą kupować żywność dobrej jakości, ale jednocześnie muszą zmieścić się w określonym budżecie. Debata pokazuje więc szerszy problem: jak pogodzić interesy rolników, oczekiwania dotyczące jakości i pochodzenia żywności oraz możliwości finansowe milionów konsumentów.

źródło: nius.de

Jobcenter odebrał mu 1131 euro zasiłku. Wszystko przez płatności kartą 370 km od domu

1

Mężczyzna pobierający Bürgergeld stracił prawo do dalszych wypłat, ponieważ jego karta bankowa była regularnie używana około 370 kilometrów od deklarowanego miejsca zamieszkania. Jobcenter uznał, że świadczeniobiorca w rzeczywistości przeprowadził się do swojej partnerki. Sprawa trafiła jednak do sądu. Landessozialgericht Nordrhein-Westfalen uznał, że same transakcje kartą nie wystarczyły, aby udowodnić zmianę miejsca zamieszkania. Co więcej, urząd popełnił istotny błąd proceduralny.

1 131 euro miesięcznie i nagle koniec wypłat

Do końca stycznia 2025 roku mężczyzna otrzymywał co miesiąc 1 131 euro Bürgergeld. Na tę kwotę składało się 563 euro podstawowego świadczenia, 500 euro na koszty zakwaterowania oraz 68 euro na ogrzewanie. W grudniu 2024 roku złożył wniosek o dalszą wypłatę świadczenia. Wtedy Jobcenter zaczęło dokładniej analizować jego sytuację. Szczególne podejrzenia wzbudziły wyciągi z konta. Od końca sierpnia do końca listopada 2024 roku wszystkie wypłaty z bankomatów oraz płatności kartą były dokonywane w okolicy, w której mieszkała jego partnerka. Problem polegał na tym, że była ona oddalona od jego oficjalnego miejsca zamieszkania o około 370 kilometrów. Dodatkowo w tej samej okolicy znajdowali się lekarze oraz prawnik mężczyzny. Pracownicy Jobcenter przeprowadzili również trzy niezapowiedziane wizyty w jego mieszkaniu, ale za każdym razem nikogo nie zastali. Dla urzędu był to zestaw sygnałów wskazujących, że mężczyzna faktycznie przeniósł się do swojej partnerki.

Jobcenter uznało, że mężczyzna mieszka już gdzie indziej

Jobcenter uznało, że nie jest już właściwym urzędem do wypłacania świadczenia. W marcu 2025 roku odmówiło więc dalszej wypłaty Bürgergeld, począwszy od lutego. Mężczyzna nie czekał jednak na zakończenie całej procedury. Ponieważ jego wniosek o dalsze świadczenia przez pewien czas pozostawał nierozpatrzony, już 10 lutego 2025 roku zwrócił się do Sozialgericht Detmold o zabezpieczenie swoich praw. Sąd pierwszej instancji w kwietniu oddalił jego wniosek w trybie pilnym. Mężczyzna złożył jednak zażalenie do Landessozialgericht Nordrhein-Westfalen. To właśnie ten sąd nakazał ostatecznie tymczasową wypłatę świadczeń.

Zużycie wody również wzbudziło podejrzenia

Na niekorzyść mężczyzny przemawiały także dane dotyczące zużycia wody. Z rozliczenia kosztów dodatkowych wynikało, że w całym 2024 roku zużył zaledwie cztery metry sześcienne wody. Tak niski wynik również wzbudził wątpliwości sądu co do tego, czy mieszkanie było przez niego faktycznie stale użytkowane. Brak płatności kartą w miejscu deklarowanego zamieszkania oraz trzy nieudane wizyty pracowników Jobcenter dodatkowo wzmacniały podejrzenia urzędu. Mężczyzna miał jednak wyjaśnienie dla tych okoliczności.

Choroba miała tłumaczyć korzystanie z karty przez partnerkę

Świadczeniobiorca cierpi na spastyczne porażenie oraz inne schorzenia. Jak wyjaśnił, ze względu na stan zdrowia nie jest w stanie samodzielnie opuścić mieszkania znajdującego się na drugim piętrze. Dlatego jego partnerka miała robić zakupy przy użyciu jego karty bankowej. Korzystała również z jego samochodu. Sam mężczyzna twierdził, że odwiedza partnerkę zaledwie dwa lub trzy razy w miesiącu, a podczas każdej wizyty pozostaje u niej przez kilka dni. Wyjaśniał również, dlaczego nadal korzysta z lekarzy znajdujących się w pobliżu miejsca zamieszkania partnerki. Jak wskazywał, chodziło o wieloletnie zaufanie do tych specjalistów.

Zapowiedziana kontrola przemówiła na jego korzyść

Istotne znaczenie miał później przeprowadzony, tym razem zapowiedziany, domowy wywiad. Pracownik Jobcenter zastał mężczyznę w jego mieszkaniu. Lokal był w pełni umeblowany. Znajdowały się w nim jego osobiste dokumenty, ubrania oraz żywność. Tymczasem w mieszkaniu partnerki, które zostało sprawdzone przez inne Jobcenter, nie znaleziono przedmiotów jednoznacznie wskazujących na jego stałe zamieszkanie. Poza przedmiotem, który mógł należeć do mężczyzny, czyli laską służącą do chodzenia, nie było tam niczego, co potwierdzałoby jego trwałe przeniesienie się.

Sąd uznał, że karta nie jest dowodem przeprowadzki

Po przeprowadzeniu postępowania dowodowego Landessozialgericht Nordrhein-Westfalen uznał za bardziej prawdopodobne, że mężczyzna nadal mieszkał w swoim dotychczasowym mieszkaniu. Sąd uznał jego wyjaśnienia dotyczące płatności kartą oraz tankowania samochodu za wiarygodne. Partnerka potwierdziła, że korzystała z jego karty i samochodu, a także opisała wzajemne wizyty. Ograniczenia zdrowotne mężczyzny potwierdził również jego ojczym, który zeznawał na temat jego sytuacji życiowej i finansowej. Nie wszystkie wątpliwości zostały jednak wyjaśnione. Sąd uznał między innymi, że tłumaczenie wyjątkowo niskiego zużycia wody nie jest szczególnie przekonujące. Mimo to całokształt materiału dowodowego nie pozwolił stwierdzić, że mężczyzna rzeczywiście przeprowadził się do partnerki. Nietypowe transakcje na koncie były więc ważną poszlaką, ale nie stanowiły wystarczającego dowodu zmiany miejsca zamieszkania.

Jobcenter popełniło jeszcze jeden ważny błąd

Na decyzję sądu wpłynęła jednak nie tylko kwestia tego, gdzie mężczyzna faktycznie mieszkał. Landessozialgericht zwrócił uwagę na istotny problem proceduralny. Sam fakt, że dane Jobcenter uznało się za niewłaściwe miejscowo, nie oznacza automatycznie utraty prawa do świadczenia. Zgodnie z § 16 ust. 2 SGB I, jeżeli urząd uzna, że nie jest właściwy do rozpatrzenia wniosku, powinien co do zasady niezwłocznie przekazać go właściwej instytucji. W tym przypadku do takiego przekazania nie doszło. Zdaniem sądu oznaczało to, że dotychczasowe Jobcenter nadal pozostawało zobowiązane do wypłaty świadczeń. Wątpliwości dotyczące miejsca zamieszkania nie mogły więc stanowić podstawy do całkowitego wstrzymania wypłat przez ten urząd.

Brak świadczenia doprowadził do problemów z mieszkaniem

Sprawa miała dla mężczyzny bardzo poważne konsekwencje finansowe. Do czasu wydania decyzji przez sąd jego zaległości czynszowe wzrosły do około 1 500 euro. Właściciel wypowiedział mu umowę najmu. Problemy pojawiły się również z dostawcą gazu. Z powodu kolejnych 206 euro zaległości zapowiedziano możliwość odcięcia dostaw. W tej sytuacji Landessozialgericht Nordrhein-Westfalen 8 lipca 2025 roku wydał postanowienie w trybie pilnym (L 21 AS 537/25 B ER).

Sąd nakazał tymczasową wypłatę pieniędzy

Sąd zobowiązał Jobcenter do tymczasowego wypłacania mężczyźnie świadczenia podstawowego oraz kosztów ogrzewania od 10 lutego 2025 roku. Koszty zakwaterowania miały być natomiast pokrywane od marca. Oznaczało to, że od marca Jobcenter musiało ponownie wypłacać mu pełną kwotę 1 131 euro miesięcznie, początkowo do 30 września 2025 roku. Sprawa pokazuje jednocześnie, że nietypowe transakcje na koncie bankowym mogą wzbudzić zainteresowanie Jobcenter i stać się podstawą do dodatkowej weryfikacji sytuacji świadczeniobiorcy. Nie oznacza to jednak, że same płatności dokonywane w innym mieście automatycznie dowodzą przeprowadzki. W tym przypadku sąd uznał, że przedstawione dowody nie były wystarczające, a dodatkowo Jobcenter nie dopełniło obowiązku przekazania sprawy właściwemu organowi.

źródło: buergergeld.org

Jobcenter od lat zostawia go w spokoju z obawy przed „niebezpiecznymi sytuacjami”. Syryjczyk nadal otrzymuje świadczenia

3

Amer G. od lat ma w Witten regularnie i głośno recytować wersety Koranu, czasami już we wczesnych godzinach porannych. Jednocześnie, jak informuje BILD, mężczyzna utrzymuje się ze świadczeń socjalnych. Z dokumentów wewnętrznych Jobcenter, do których dotarła gazeta, ma wynikać, że urząd przez lata w dużej mierze odstępował od standardowych działań wobec mężczyzny z obawy przed możliwymi „sytuacjami zagrożenia”. Według doniesień medialnych Amer G. przyjechał do Niemiec z Syrii w 2015 roku. Jego głośne recytacje Koranu od lat mają być powodem skarg mieszkańców. Sprawą wielokrotnie zajmowały się również policja i władze miasta.

„Potencjalnych sytuacji zagrożenia nie należy prowokować”

Także dla lokalnego Jobcenter Amer G. miał być przypadkiem wymagającym szczególnego podejścia. Jak wynika z dokumentów, kluczowa adnotacja w jego aktach pochodzi z 7 sierpnia 2023 roku. W notatce zapisano, że ze względu na jego „pochodzenie” czy też „tło” standardowe działania związane z pośrednictwem pracy nie wydają się możliwe. Następnie pojawia się istotne zdanie: „Potencjalnych sytuacji zagrożenia nie należy prowokować”. Jeszcze tego samego dnia Amer G. został oznaczony w systemie jako osoba „zwolniona z aktywizacji”. Z aktualnych akt ma wynikać, że okres „braku aktywizacji” został przewidziany do 7 grudnia 2026 roku. Jako wewnętrzny powód wskazano określenie „klient odłożony koncepcyjnie”, czyli osobę tymczasowo wyłączoną z określonych działań aktywizacyjnych. W praktyce oznaczało to, według BILD, że Amer G. nie miał być już regularnie wzywany na spotkania dotyczące pośrednictwa pracy. Zmniejszyć miała się również liczba standardowych działań, takich jak obowiązkowe wizyty, udział w programach aktywizacyjnych czy przedstawianie ofert pracy. Jednocześnie świadczenia miały być nadal wypłacane.

Świadczenia nadal wypłacane, choć bez regularnej aktywizacji

Informator Jobcenter potwierdził BILD, że Amer G. nadal otrzymuje świadczenia. Według informacji gazety jego obecny okres przyznawania świadczeń ma trwać do lipca 2027 roku. Jako osoba samotna ma otrzymywać 563 euro miesięcznie w ramach podstawowej kwoty świadczenia. Obecnie mieszka w placówce dla osób bezdomnych, dlatego – według informacji przekazanych BILD – urząd nie wypłaca mu dodatkowo kosztów zakwaterowania. Z informacji przekazanych przez informatora wynika również, że od momentu odroczenia aktywizacji Amer G. nie jest już regularnie zapraszany na spotkania z pracownikami odpowiedzialnymi za pośrednictwo pracy. Jobcenter jest prowadzone przez powiat Ennepe-Ruhr. W odpowiedzi na pytania BILD przedstawiciele powiatu nie odnieśli się bezpośrednio do sprawy Amera G., powołując się na przepisy dotyczące ochrony danych osobowych. Urząd przekazał jednak ogólne informacje dotyczące obowiązujących zasad. Spotkania z beneficjentami nadal są możliwe, a co najmniej raz w roku powinno odbyć się osobiste spotkanie. Powiat nie wyjaśnił jednak, czy taki obowiązek został w przypadku Amera G. faktycznie zrealizowany.

Już wcześniej miał interweniować jego kurator

Z dokumentów wynika, że sprawa miała być znana Jobcenter jeszcze przed decyzją z sierpnia 2023 roku. W maju 2023 roku do urzędu miał zgłosić się kurator sądowy Amera G. Według zawartej w aktach informacji mężczyzny nie należało „prowokować”. Ówczesny odpowiedzialny za jego integrację zawodową pracownik Jobcenter miał początkowo sprzeciwiać się takiemu podejściu. W jego ocenie przepisy prawa nie przewidywały możliwości rezygnacji ze standardowej aktywizacji zawodowej wyłącznie z tego powodu. Trzy miesiące później, po konsultacji z kierownictwem zespołu, Amer G. został jednak formalnie „odłożony”, czyli wyłączony z regularnych działań aktywizacyjnych. Nie wiadomo, dlaczego w tamtym czasie mężczyzna znajdował się pod nadzorem kuratora sądowego.

Żona i dzieci miały przebywać w domu dla kobiet

W aktach Jobcenter pojawiają się również informacje dotyczące rodziny Amera G. Jedna z notatek z 2020 roku wskazuje, że jego żona wraz z dziećmi przebywała wówczas w domu dla kobiet, czyli placówce zapewniającej schronienie i ochronę kobietom oraz dzieciom znajdującym się w trudnej sytuacji. Od sierpnia żona i dzieci nie były już uwzględniane przy obliczaniu wysokości świadczeń Amera G. Szczególnie istotny jest zapis dotyczący „blokady informacji dla męża”. Oznaczało to, że Amerowi G. nie wolno było przekazywać informacji o miejscu pobytu jego żony.

Ministerstwo pracy NRW: takie wyłączenie może być niezgodne z prawem

Do sprawy odniosło się również ministerstwo pracy Nadrenii Północnej-Westfalii. Resort, odpowiadając na pytania BILD, zaznaczył, że co do zasady wycofanie osoby z aktywnego pośrednictwa pracy wyłącznie ze względu na potencjalne zagrożenie nie jest zgodne z prawem i nie jest przewidziane w przepisach. Ministerstwo podkreśliło jednak, że jego stanowisko ma charakter ogólny i nie odnosi się bezpośrednio do przypadku Amera G. Podobne stanowisko przedstawiła Federalna Agencja Pracy (Bundesagentur für Arbeit). Na jej podstawie w Jobcenter, które prowadzone są wspólnie przez Agencję i samorządy, samo potencjalne zagrożenie nie stanowi podstawy do całkowitego wyłączenia osoby z pośrednictwa pracy. W tym konkretnym przypadku Federalna Agencja Pracy nie ma jednak kompetencji. Jobcenter w Witten nie jest bowiem wspólną jednostką prowadzoną przez Federalną Agencję Pracy i samorząd. Jest ono prowadzone samodzielnie przez powiat Ennepe-Ruhr.

Dlaczego mężczyzna został wyłączony z aktywizacji?

To pozostaje najważniejszym niewyjaśnionym elementem sprawy. Z dokumentów wynika, że od sierpnia 2023 roku Amer G. figuruje jako „klient odłożony koncepcyjnie”, a okres jego „braku aktywizacji” ma trwać do 7 grudnia 2026 roku. Jednocześnie powiat Ennepe-Ruhr nie odpowiedział na pytanie BILD, dlaczego dokładnie zastosowano takie rozwiązanie w jego przypadku. Ogólne stanowisko ministerstwa wskazuje natomiast, że samo potencjalne zagrożenie nie powinno być podstawą do całkowitego wycofania osoby z aktywnego pośrednictwa pracy. Według informacji BILD Amer G. nadal otrzymuje świadczenia, podczas gdy standardowe działania związane z jego aktywizacją zawodową zostały w dużej mierze ograniczone. Sprawa pozostawia więc pytanie o to, czy względy bezpieczeństwa pracowników Jobcenter mogą w konkretnych okolicznościach uzasadniać zastosowanie wyjątkowego sposobu postępowania oraz czy w przypadku Amera G. procedura została przeprowadzona zgodnie z obowiązującymi przepisami.

źródło: bild.de

W Berlinie zagłosują w meczecie. Świątynia została wyznaczona na lokal wyborczy

4

Khadija-Moschee ponownie wykorzystana podczas wyborów do berlińskiej Izby Deputowanych

Khadija-Moschee w berlińskiej dzielnicy Heinersdorf zostanie ponownie wykorzystana jako lokal wyborczy podczas wyborów do Izby Deputowanych Berlina. Meczet należy do Ahmadiyya Muslim Jamaat (AMJ), islamskiej wspólnoty wywodzącej się z powstałego w Indiach ruchu Ahmadiyya. Jej religijnym przywódcą jest kalif. Fakt, że świątynia ponownie będzie pełnić funkcję oficjalnego lokalu wyborczego, przedstawiciele wspólnoty postrzegają jako przejaw „normalizacji i równego traktowania wspólnot religijnych”. W meczecie kazania wygłasza imam Scharjil Khalid. Jak informował „Tagesspiegel”, duchowny ma obawiać się rosnącego poparcia dla AfD, której przewodzą Alice Weidel i Tino Chrupalla. Według relacji Khalid obawia się między innymi ograniczenia finansowania oraz większej presji na muzułmanów. Jego zdaniem mogłoby to doprowadzić do ponownego wzrostu znaczenia radykalnych ugrupowań.

Imam krytykuje AfD i mówi o „cynicznej” metodzie

Khalid określił sposób, w jaki AfD zwraca się do muzułmańskich migrantów, jako „perfidyjny i cyniczny”. Według imama partia rozróżnia migrantów, którzy mieszkają w Niemczech od dłuższego czasu, od osób, które przybyły niedawno. Jak twierdzi Khalid, uprzedzenia podsycane przez AfD są kierowane przede wszystkim wobec nowych migrantów, którym zarzuca się brak integracji, odbieranie miejsc pracy oraz pogarszanie wizerunku migrantów mieszkających w Niemczech od wielu lat. Zdaniem 32-letniego duchownego AfD nie jest już jednak w środowisku muzułmańskim zjawiskiem marginalnym. Jak powiedział, każdy muzułmanin zna „kogoś, kto głosuje na AfD albo przynajmniej rozważa oddanie na nią głosu”. Khalid od 2022 roku jest członkiem Niemieckiej Konferencji Islamu.

Kontrowersyjne wypowiedzi imama po ataku Hamasu

W materiale przypomniano również wcześniejsze wypowiedzi Khalida dotyczące wydarzeń po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku. Imam krytykował przede wszystkim reakcję Izraela. Zarzucał państwu izraelskiemu działanie oparte na – jak określił – „morderczym rasizmie” oraz celowe zabijanie cywilów, w tym dzieci. W wywiadzie dla „t-online” Khalid określił jako „ogromny błąd” sytuację, w której po 7 października oczekiwano od wszystkich muzułmanów jednoznacznego odcięcia się od Hamasu. Jego zdaniem miało to świadczyć o niewielkim zrozumieniu muzułmańskiego życia w części środowisk politycznych i medialnych. W tym samym wywiadzie imam, występując w imieniu swojej wspólnoty i jej kalifa, opowiedział się za „kontrolowaną migracją”. Jednocześnie krytycznie odniósł się do określenia „islamizm”, uznając ten termin za problematyczny. Argumentował, że w przypadku ekstremistów żydowskich czy chrześcijańskich nie stosuje się analogicznie tego samego sposobu tworzenia określeń.

Jak funkcjonuje wspólnota Ahmadiyya?

Ahmadiyya Muslim Jamaat jest w Niemczech uznawana za korporację prawa publicznego i określa się jako jedną z najbardziej postępowych wspólnot w islamie. Jednocześnie praktyki religijne wspólnoty mają charakter konserwatywny. Mężczyźni i kobiety modlą się oddzielnie, a w ramach wspólnoty obowiązują określone zasady dotyczące kontaktów między płciami. Materiały AMJ dotyczące chusty przedstawiają ją między innymi jako symbol godności, skromności i wierności małżeńskiej. Wspólnota wskazuje również na jej rolę w ograniczaniu seksualnych pokus. W przeszłości AMJ znalazła się także w centrum kontrowersji. W 2007 roku, krótko przed otwarciem meczetu, na stronie internetowej związanej ze wspólnotą opublikowano materiał zawierający twierdzenie, że spożywanie wieprzowiny prowadzi do homoseksualności. Tekst został później usunięty.

„Muzułmanie są przyszłością tego kraju”

Khalid uważa siebie oraz swoją wspólnotę za swego rodzaju przedstawicieli muzułmanów we wschodniej części Berlina. Jak mówił, ze względu na fakt, że Khadija-Moschee jest jedynym meczetem we wschodniej części miasta, pełni on wraz ze wspólnotą szczególną rolę. Zdaniem imama skuteczna walka z islamizmem nie jest możliwa bez udziału samych muzułmanów. Ahmadiyya Muslim Jamaat liczy w Niemczech około 53 tysięcy członków. To niewielka część całej społeczności muzułmańskiej w Niemczech, szacowanej w materiale na około siedem milionów osób. Jednocześnie Khalid w rozmowie z „Berliner Zeitung” zwrócił uwagę na zmiany demograficzne.

„Jeśli spojrzymy na rozwój demograficzny, to trzeba jasno stwierdzić, że muzułmanie są przyszłością tego kraju” – powiedział.

Meczet jako lokal wyborczy

Wykorzystanie Khadija-Moschee jako lokalu wyborczego oznacza, że miejsce związane z jedną ze wspólnot religijnych będzie ponownie pełnić funkcję publiczną podczas wyborów do berlińskiej Izby Deputowanych. Sprawa wzbudza zainteresowanie ze względu na publiczne wypowiedzi imama dotyczące AfD, migracji, islamizmu oraz konfliktu na Bliskim Wschodzie. Jednocześnie sama wspólnota przedstawia udział meczetu w organizacji wyborów jako symbol równego traktowania wspólnot religijnych i ich obecności w społeczeństwie.

źródło: jungefreiheit.de

Makabryczne odkrycie w Niemczech. Mężczyzna znaleziony z siekierą w głowie, SEK zatrzymał jego brata

0

Makabryczne odkrycie w Hattingen w Nadrenii Północnej-Westfalii. Przechodzień znalazł na podjeździe ciężko rannego 61-letniego mężczyznę. Według informacji niemieckich mediów w jego głowie tkwiła siekiera. Poszkodowany w stanie zagrażającym życiu został przetransportowany śmigłowcem do specjalistycznej kliniki.

Ciężko ranny mężczyzna znaleziony na podjeździe

Do zdarzenia doszło w poniedziałek, 31 sierpnia, około godziny 15:30 przy Breddestraße w dzielnicy Niederwenigern. Spacerujący w okolicy mężczyzna zauważył zakrwawioną osobę leżącą na podjeździe jednej z posesji i zaalarmował służby ratunkowe.

Na miejsce skierowano policję, straż pożarną, pogotowie oraz śmigłowiec ratunkowy „Christoph 8”. Ratownicy udzielili 61-latkowi pierwszej pomocy, po czym przewieźli go drogą lotniczą do specjalistycznej kliniki. Mężczyzna nie reagował na bodźce, a jego stan określono jako krytyczny.

SEK otoczył budynek

Policjanci odgrodzili teren wokół domu i rozpoczęli poszukiwania osoby mogącej mieć związek ze zdarzeniem. W akcji uczestniczyli uzbrojeni funkcjonariusze oraz jednostka specjalna SEK. Śledczy podejrzewali, że tło zdarzenia może mieć charakter prywatny.

Według dziennika „Bild” brat ciężko rannego mężczyzny zabarykadował się w sąsiednim budynku. Policyjni negocjatorzy przez megafon polecili mu podejść do okna, a następnie wyjść z pustymi rękami. Około godziny 20:20 mężczyzna opuścił dom i został obezwładniony przez funkcjonariuszy SEK. Podczas zatrzymania nie stawiał oporu.

Sprawę bada komisja zabójstw

Prokuratura w Essen oraz policja w Hagen prowadzą postępowanie w kierunku usiłowania zabójstwa. Dochodzenie przejęła komisja zabójstw, a technicy kryminalistyczni zabezpieczają ślady i dowody. Dokładny przebieg oraz motyw zdarzenia pozostają przedmiotem śledztwa. Sam fakt zatrzymania nie przesądza o winie podejrzanego.

Źródło: Bild, dpa

Niemcy: 34-latek wtargnął z nożem do urzędu ds. cudzoziemców. Zażądał niemieckiego paszportu!

4

Dramatyczne sceny rozegrały się w urzędzie ds. cudzoziemców w Dreźnie. 34-letni mężczyzna próbował podpalić dokument, a następnie zagroził nożem 48-letniemu pracownikowi urzędu. Według doniesień medialnych miał wtargnąć do jednego z pomieszczeń i domagać się wydania niemieckiego paszportu. Na miejscu interweniowała policja.

Do zdarzenia doszło w piątek przed południem w Ausländerbehörde przy Lingnerallee w Dreźnie.

Jak poinformowała drezdeńska policja, 34-letni mężczyzna próbował wzniecić ogień na terenie urzędu. Następnie miał zagrozić nożem 48-letniemu pracownikowi.

Według opisu zdarzenia przytaczanego przez COMPACT mężczyzna był niezadowolony z otrzymanego w urzędzie dokumentu. Miał oblać go łatwopalną cieczą i próbować podpalić.

Pracownik ochrony interweniował

Na sytuację zareagował pracownik ochrony, który uniemożliwił 34-latkowi wzniecenie ognia. Podczas interwencji ochroniarz miał zostać oblany łatwopalną substancją.

Na tym jednak zdarzenie się nie zakończyło.

Mężczyzna miał następnie wyciągnąć nóż i wtargnąć do jednego z biur urzędu ds. cudzoziemców. Według relacji przytoczonej przez COMPACT, powołującej się na lokalny portal Tag24, 34-latek miał wówczas domagać się wydania mu niemieckiego paszportu.

Policjanci zatrzymali 34-latka

Na miejsce wezwano funkcjonariuszy policji. Mężczyzna został zatrzymany.

COMPACT, powołując się na lokalne doniesienia, podaje, że zatrzymany ma być Palestyńczykiem i miał być już wcześniej znany policji. Informacji o jego pochodzeniu nie zawiera jednak cytowany w artykule fragment oficjalnego komunikatu drezdeńskiej policji.

Dokładne motywy działania 34-latka oraz okoliczności, które doprowadziły do eskalacji sytuacji w urzędzie, będą przedmiotem dalszego postępowania.

Źródło: Polizei Dresden / COMPACT / Tag24

Niemcy poszukiwani listem gończym nadal mogą dostawać zasiłek! CDU: „Reszta świata łapie się za głowę”

2

Osoba poszukiwana w Niemczech na podstawie nakazu aresztowania może nadal otrzymywać państwowe świadczenie socjalne. CDU domaga się szybkiej zmiany przepisów i ostro krytykuje minister pracy Bärbel Bas z SPD. Problemem jest m.in. brak wymiany informacji między policją a urzędami Jobcenter. Rząd zapowiada nowe przepisy, ale mają one zostać wprowadzone dopiero do końca 2026 roku.

W Niemczech ponownie rozgorzała dyskusja dotycząca wypłacania świadczeń socjalnych osobom poszukiwanym przez wymiar sprawiedliwości. Sam fakt wydania nakazu aresztowania nie powoduje bowiem automatycznie utraty prawa do świadczenia wypłacanego przez Jobcenter.

Potwierdzała to już wcześniej niemiecka Bundesregierung. Obowiązujące przepisy dotyczące świadczeń pozostają zasadniczo w mocy również po wydaniu nakazu aresztowania. Inaczej wygląda sytuacja m.in. wtedy, gdy dana osoba przestaje być dostępna dla Jobcenter i nie spełnia ustawowych wymogów dotyczących dostępności.

Od 1 lipca 2026 roku dotychczasowe Bürgergeld zostało formalnie zastąpione przez Grundsicherungsgeld, czyli nowe świadczenie podstawowe dla osób poszukujących pracy.

CDU ostro krytykuje minister pracy

Wiceszef frakcji parlamentarnej CDU/CSU Günter Krings ostro skrytykował minister pracy Bärbel Bas (SPD). Zarzuca jej, że zapowiadany plan walki z nadużyciami świadczeń socjalnych wciąż nie został przedstawiony.

– Reszta świata może już tylko łapać się za głowę – powiedział Krings w rozmowie z „Rheinische Post”.

Polityk CDU stwierdził, że jest „przerażony” tempem działań resortu pracy.

Jego zdaniem osoba, która rzeczywiście ukrywa się przed państwem i jest poszukiwana na podstawie nakazu aresztowania, nie powinna jednocześnie otrzymywać pieniędzy od państwa.

CDU i SPD chciały zakończyć takie wypłaty

Problem miał zostać rozwiązany już wcześniej. Partie tworzące niemiecki rząd – CDU/CSU i SPD – uzgodniły około dwóch miesięcy temu działania mające zapobiec wypłacaniu świadczeń osobom ukrywającym się przed wymiarem sprawiedliwości.

Według Kringsa minister Bas miała przedstawić odpowiedni plan już w lipcu.

– Nic z tego się nie wydarzyło – skrytykował polityk CDU.

Jednym z głównych problemów jest obecnie przepływ informacji między poszczególnymi instytucjami państwowymi.

Jobcenter często nie wie o nakazie aresztowania

Urzędy Jobcenter odpowiedzialne za wypłatę świadczenia często nie otrzymują informacji o tym, że wobec konkretnego świadczeniobiorcy został wydany nakaz aresztowania.

W efekcie może dojść do sytuacji, w której policja poszukuje danej osoby, a Jobcenter nadal przelewa jej świadczenie.

Rząd chce umożliwić odpowiednim urzędom wymianę takich informacji. Jednocześnie nowe rozwiązania muszą uwzględniać niemieckie przepisy dotyczące ochrony danych osobowych.

Ponad 148 tys. osób z otwartymi nakazami aresztowania

Skala zjawiska jest duża, choć nie oznacza to, że wszystkie poszukiwane osoby pobierają świadczenia.

Według danych niemieckiego rządu na dzień 1 lipca 2026 roku w policyjnym systemie figurowało 170 667 aktywnych wpisów dotyczących krajowych nakazów aresztowania. Dotyczyły one łącznie 148 311 osób – wobec niektórych wydano bowiem więcej niż jeden nakaz.

Nie wiadomo jednak, ile spośród tych osób rzeczywiście pobiera Grundsicherungsgeld. Niemieckie władze nie prowadzą obecnie odpowiedniej statystyki, dlatego nie można również wiarygodnie określić, ile kosztuje to podatników.

Warto przy tym zaznaczyć, że nakaz aresztowania nie oznacza automatycznie, iż dana osoba jest skazanym przestępcą ukrywającym się przed policją. Nakazy mogą być wydawane z różnych powodów, m.in. w związku z niestawieniem się przed sądem czy niewykonaniem określonych obowiązków.

Ministerstwo: nowe przepisy do końca 2026 roku

Ministerstwo pracy tłumaczy, że pracuje nad rozwiązaniem problemu wspólnie z Federalnym Ministerstwem Spraw Wewnętrznych kierowanym przez Alexandra Dobrindta (CSU).

Resort nie jest jednak obecnie w stanie wskazać konkretnego terminu, w którym plan przeciwdziałania nadużyciom świadczeń zostanie przedstawiony niemieckiemu rządowi.

Rzecznik ministerstwa zapewnił, że wejście w życie odpowiednich zmian prawnych jest nadal planowane do końca 2026 roku.

Do tego czasu sam fakt istnienia nakazu aresztowania nadal nie będzie automatycznie oznaczał utraty prawa do Grundsicherungsgeld.

Źródło: Junge Freiheit / Rheinische Post / Bundestag / Bundesagentur für Arbeit