„Stop deportacjom!” – protesty w Niemczech przeciwko odesłaniu skazanych Afgańczyków

4

W poniedziałek, na lotnisku Lipsk-Halle odbyły się protesty przeciwników deportacji po tym, jak Niemcy przeprowadziły kolejny lot deportacyjny do Afganistanu. Uczestnicy demonstracji sprzeciwiali się wydaleniu z kraju afgańskich przestępców, skandując hasła takie jak „Stop deportacjom” oraz „Uchodźcy mile widziani”.

Według informacji podanych przez dziennik „Bild” na pokładzie samolotu znajdowało się 31 obywateli Afganistanu skazanych za przestępstwa kryminalne. Maszyna miała już wylądować w Kabulu. Przeciwko deportacji protestowało tzw. „antyrasistowskie porozumienie” przed terminalem lotniska Lipsk-Halle. Kolejne demonstracje odbyły się podobno we wtorek w centrum Lipska.

Wśród deportowanych byli sprawcy najcięższych przestępstw

Według niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych deportowane osoby to w większości sprawcy poważnych i najpoważniejszych przestępstw. Na liście zarzutów i skazań miały znajdować się między innymi:

  • zabójstwo,
  • usiłowanie zabójstwa,
  • gwałt,
  • wykorzystywanie seksualne dzieci,
  • ciężkie rozboje,
  • ciężkie uszkodzenia ciała.

Władze niemieckie podkreślają, że deportacje dotyczą osób, które popełniły poważne przestępstwa i nie mają prawa do dalszego pobytu w Niemczech.

Krytyka współpracy z talibami

Organizatorzy protestów skrytykowali możliwość przeprowadzania deportacji do Afganistanu. Rzeczniczka inicjatywy, Luca Müller, stwierdziła, że takie działania są możliwe jedynie dzięki „brudnym zakulisowym układom niemieckiego rządu z talibami”. Według protestujących wszelka współpraca z talibami – których określają jako organizację łamiącą prawa człowieka i prawa kobiet – powinna zostać natychmiast zakończona.

Saksonia chce rozszerzyć deportacje

Minister spraw wewnętrznych Saksonii Armin Schuster (CDU) w ubiegłym tygodniu pozytywnie ocenił rozszerzenie możliwości deportacji osób, którym odmówiono prawa do azylu i które przebywają w Niemczech bez prawa pobytu. Polityk zapowiedział, że dotychczas skupiano się przede wszystkim na deportacji ciężkich przestępców, jednak zakres działań ma zostać rozszerzony.

– Do tej pory koncentrowaliśmy się na ciężkich przestępcach, ale teraz, dzięki utrwaleniu tego rozwiązania, rozszerzymy grupę również na wszystkich przestępców oraz osoby zobowiązane do opuszczenia kraju, które dotychczas nie wykazały żadnych działań integracyjnych, korzystają ze świadczeń socjalnych lub nie współpracują przy ustalaniu swojej tożsamości – powiedział Schuster.

Debata wokół deportacji do Afganistanu

Deportacje do Afganistanu pozostają jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów niemieckiej polityki migracyjnej. Zwolennicy takich działań argumentują, że osoby skazane za poważne przestępstwa i niemające prawa pobytu powinny opuścić Niemcy. Przeciwnicy wskazują natomiast na sytuację polityczną w Afganistanie po przejęciu władzy przez talibów oraz obawy dotyczące bezpieczeństwa osób odsyłanych do tego kraju. Spór pokazuje szerszy konflikt między polityką bezpieczeństwa państwa a argumentami dotyczącymi ochrony praw człowieka i zasad prowadzenia polityki migracyjnej.

źródło: nius.de

Trzęsienie ziemi w Niemczech! Odebrać paszporty islamistycznym radykałom? CDU proponuje drastyczne zmiany

2

Wypowiedź szefa rządu Saksonii-Anhaltu, Sven Schulze, wywołała w Niemczech gorącą debatę na temat podwójnego obywatelstwa, integracji oraz granic państwa prawa. Polityk CDU stwierdził, że osoby posiadające niemiecki paszport, które odrzucają niemieckie wartości i radykalizują się islamistycznie, nie powinny mieć możliwości dalszego życia w Niemczech. Debata nabrała tempa po islamistycznym zamachu przeprowadzonym przez osobę posiadającą podwójne obywatelstwo podczas berlińskiego CSD. Schulze powiedział:

„Jako Niemcy nie możemy już pozwalać na to, aby żyli u nas ludzie, którzy nie akceptują naszej kultury”.

Zdaniem polityka sprawca ataku urodził się w Niemczech, posiada niemiecki paszport, ale mimo to odrzuca „nas jako kraj, państwo i wspólnotę”. Schulze podkreślił:

„Nie chcę takich ludzi w Niemczech”.

CDU proponuje możliwość odebrania obywatelstwa stwarzającym zagrożenie 

W praktyce propozycja Schulzego dotyczy przede wszystkim osób posiadających dwa obywatelstwa. Polityk uważa, że w przypadku islamistycznej radykalizacji lub uznania danej osoby za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa powinno istnieć prawo do odebrania jej niemieckiego obywatelstwa.

W przypadku osób posiadających wyłącznie niemieckie obywatelstwo takie rozwiązanie jest obecnie niemal niemożliwe z punktu widzenia prawa. Pomysł wywołał jednak kontrowersje, ponieważ oznaczałby rozróżnienie pomiędzy różnymi grupami niemieckich obywateli.

Zarzut podwójnych standardów wobec CDU

Stanowisko Schulze jest szczególnie trudne dla CDU, która od miesięcy krytykuje Alternative für Deutschland za rzekome dzielenie obywateli na „prawdziwych” i „nieprawdziwych” Niemców ze względu na pochodzenie, religię czy wygląd. W swojej aktualnej broszurze wyborczej CDU zarzuca AfD promowanie etnicznie rozumianej koncepcji narodu.

Tymczasem teraz właśnie polityk CDU postuluje, aby niektórzy niemieccy obywatele – ci, którzy według niego odrzucają „kraj, państwo i wspólnotę” – nie mogli dalej mieszkać w Niemczech. Choć Schulze nie argumentuje pochodzeniem etnicznym, lecz kulturą, lojalnością wobec państwa i akceptacją jego wartości, krytycy zauważają, że również dokonuje podziału wśród obywateli.

Element kampanii wyborczej w Saksonii-Anhalt

Obserwatorzy zwracają uwagę, że wypowiedzi Schulze pojawiły się na kilka tygodni przed wyborami do landtagu Saksonii-Anhalt, które odbędą się 6 września. Pauline Voss, zastępczyni redaktora naczelnego portalu NIUS, określiła ten ruch jako „ostatni nabój” w kampanii przeciwko liderowi listy AfD Ulrich Siegmund.

Jej zdaniem istnieje sprzeczność w argumentacji CDU: partia krytykowała wcześniej AfD za rozróżnianie między obywatelami, a teraz sama proponuje rozwiązania, które opierają się na podobnym podziale – choć uzasadnianym nie pochodzeniem, lecz lojalnością wobec państwa. Voss zauważa, że gdyby podobne słowa wypowiedział polityk AfD, prawdopodobnie zostałyby natychmiast przedstawione jako dowód na rzekomo niekonstytucyjne rozumienie narodu przez tę partię. Tymczasem teraz podobnie ostrą retorykę przyjmuje przedstawiciel CDU.

„Obywatelstwo nie może być przedmiotem politycznych negocjacji”

Innego zdania jest publicysta NIUS Gunnar Schupelius. Ostrzega on przed traktowaniem niemieckiego obywatelstwa jako instrumentu politycznego.

„Albo ktoś je otrzymuje i wtedy jest Niemcem, albo go nie otrzymuje” – powiedział.

Według niego niemieckiemu obywatelowi nie można po prostu odebrać paszportu dlatego, że w późniejszym czasie uległ radykalizacji islamistycznej. Schupelius podkreślił szczególną historyczną wagę niemieckiego prawa obywatelskiego:

„Obywatelstwo jest bardzo wysokim dobrem. Kto je otrzymał, ten jest Niemcem – i to wszystko”.

Jednocześnie skrytykował szybkie procedury nadawania obywatelstwa:

„Bardzo szybkie i zbyt łatwe przyznawanie obywatelstwa, którego obecnie doświadczamy, prowadzi najwyraźniej do przekonania, że można je później po prostu odebrać”.

Jego zdaniem byłoby to „bardzo niebezpieczne”, ponieważ chodzi o podstawowe prawa obywatelskie.

Zwolennicy ostrzejszych przepisów wskazują na podwójnych obywateli

Pauline Voss prezentuje odmienne stanowisko. Jej zdaniem odebranie niemieckiego obywatelstwa mogłoby być uzasadnione w przypadku osób posiadających drugie obywatelstwo lub osób niedawno naturalizowanych, które następnie otwarcie zwalczają państwo prawa i demokratyczny porządek. Jednocześnie przyznaje, że największym problemem pozostaje kwestia udowodnienia przed sądem islamistycznych przekonań i rzeczywistego zagrożenia.

Kto zyska na tej debacie?

Zdaniem Voss politycznym zwycięzcą tej dyskusji może okazać się AfD i jej kandydat Ulrich Siegmund. Paradoksalnie bowiem im ostrzejsza staje się retoryka CDU, tym łatwiej AfD może przedstawiać się jako umiarkowana alternatywa dla wyborców niezadowolonych z obecnej polityki migracyjnej. Debata pokazuje więc trudne położenie niemieckiej chadecji: próbując przejąć część tematów związanych z bezpieczeństwem i migracją, CDU ryzykuje, że sama znajdzie się pod zarzutem stosowania podobnych kryteriów, które wcześniej zarzucała swoim politycznym przeciwnikom.

źródło: nius.de

„Niemcy, ale halal”: organizacja od deradykalizacji pod ostrzałem po zamachu w Berlinie

1

Organizacja zajmująca się deradykalizacją islamistów prowadziła rozmowy z Abdullem Balloutem, podejrzanym o przeprowadzenie zamachu podczas berlińskiego CSD. Jej dyrektor Thomas Mücke jest jednocześnie członkiem zarządu innego stowarzyszenia, którego materiały publikowane w mediach społecznościowych zawierają kontrowersyjne hasła dotyczące kształtu niemieckiego społeczeństwa. Thomas Mücke jest dyrektorem zarządzającym finansowanej ze środków publicznych organizacji Violence Prevention Network, która prowadzi rozmowy deradykalizacyjne z osobami podejrzewanymi o związki z islamizmem.

Jak wynika z informacji przekazywanych przez portal NIUS, Abdul Ballout – domniemany sprawca ataku podczas berlińskiego CSD – przed zamachem odbył dwa spotkania kontaktowe z przedstawicielami tej organizacji. Okazuje się jednak, że Mücke pełni również funkcję członka zarządu innego stowarzyszenia, które w mediach społecznościowych publikuje treści o wyraźnym charakterze politycznym.

Thomas Mücke związany także z organizacją Gangway e.V.

Chodzi o berlińskie stowarzyszenie Gangway e.V., zajmujące się pracą społeczną, przede wszystkim z młodzieżą oraz osobami bezdomnymi. Organizacja jest finansowana głównie przez berliński Senat oraz urzędy dzielnicowe. Według własnych deklaracji jej celem jest wspieranie osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej, przeciwdziałanie rasizmowi oraz promowanie „różnorodności kultur, języków i różnych stylów życia” jako „wzbogacenia dla naszego społeczeństwa”. Jednak – jak wskazują autorzy materiału – analiza publikacji organizacji w mediach społecznościowych pokazuje również jej wyraźne zaangażowanie polityczne.

„Niemcy, ale halal” – kontrowersyjny slogan

W kilku wpisach na Instagramie grupa Gangway z berlińskiej dzielnicy Wedding udostępniała grafiki inicjatywy „Zusammen gegen Rassismus Wedding & Moabit” („Razem przeciwko rasizmowi Wedding i Moabit”). Materiały te odnosiły się do plakatów wyborczych ugrupowań konserwatywnych i prawicowych, przedstawiając je w krytycznym świetle. Organizacja tłumaczyła, że chce w ten sposób zwrócić uwagę na rasistowski język obecny w codziennym życiu oraz przypomnieć o zamachu w Hanau. Jedna z grafik nawiązywała do hasła wyborczego AfD:

„Deutschland. Aber normal.” („Niemcy. Ale normalnie.”)

i zmieniała je na:

„Deutschland, aber helal” („Niemcy, ale halal”).

Słowo „halal”, oznacza to, co jest dozwolone zgodnie z zasadami islamu i prawem szariatu. W praktyce termin ten odnosi się m.in. do produktów i zachowań zgodnych z zasadami religijnymi – np. unikania wieprzowiny czy alkoholu. Przeciwieństwem jest „haram”, czyli to, co według islamu jest zakazane lub grzeszne. Autorzy materiału wskazują, że hasło można odczytywać jako postulowanie Niemiec dostosowanych do norm islamskich.

Spór wokół przekazu organizacji

W innym wpisie grupa przerobiła hasło:

„Der Islam gehört nicht zu Deutschland” („Islam nie należy do Niemiec”)

na:

„Die Kartoffel gehört nicht zu Deutschland” („Ziemniak nie należy do Niemiec”).

Określenie „Kartoffel” bywa w Niemczech używane jako stereotypowe, żartobliwe lub pogardliwe określenie Niemców. Krytycy materiałów twierdzą, że takie przedstawienie może samo opierać się na uproszczonym i negatywnym obrazie Niemców, co – ich zdaniem – stoi w sprzeczności z deklarowanym przez organizację sprzeciwem wobec stereotypizacji i rasizmu. Kolejne grafiki również miały charakter politycznej satyry. Jedna z nich odnosiła się do plakatu FDP z kampanii wyborczej w Berlinie i zmieniała hasło:

„Dlaczego przy nowych wyborach wybierać stare problemy? Wybierzmy nowe”

na:

„Dlaczego przy nowych wyborach wybierać stary rasizm”.

Grafika nawiązywała również wizualnie do kolorystyki kampanii FDP. Inny materiał przerabiał slogan CDU dotyczący walki z przestępczością:

„Wybierz CDU, ponieważ ścigamy przestępców dnia dzisiejszego przy pomocy wyposażenia jutra”

na:

„Głosujmy razem przeciwko rasizmowi, ponieważ dzięki edukacji dzisiejszego dnia pokonujemy przestępstwa jutra”.

Mücke o rozmowach z Abdullem Balloutem

Thomas Mücke odniósł się do kontaktów z Abdullem Balloutem w niedzielnym wydaniu programu „Tagesthemen” niemieckiej telewizji ARD. Według niego Ballout podczas rozmów zachowywał się spokojnie i uprzejmie, jednak jednocześnie starał się dopasować swoje odpowiedzi do sytuacji. Przy pytaniach dotyczących jego poglądów ideologicznych miał unikać jednoznacznych odpowiedzi.

Z tego powodu – jak wyjaśnił Mücke – nie było jasne, czy specjaliści organizacji mogliby nawiązać z nim skuteczną relację terapeutyczną i rozpocząć dalszą pracę. Dyrektor Violence Prevention Network poinformował również, że organizacja pracowała dotychczas z 490 osobami ze środowisk islamistycznych, a tylko w jednym przypadku doszło według niego do ponownej radykalizacji i powrotu do działalności ekstremistycznej.

Debata o skuteczności deradykalizacji

Sprawa wywołała w Niemczech pytania dotyczące skuteczności programów deradykalizacyjnych oraz kontroli organizacji korzystających z publicznego finansowania. Krytycy zwracają uwagę na możliwą sprzeczność między działalnością organizacji zajmującej się przeciwdziałaniem ekstremizmowi a politycznymi treściami publikowanymi przez inne stowarzyszenie powiązane personalnie z jej dyrektorem. Zwolennicy takich programów podkreślają natomiast, że rozmowy z osobami zagrożonymi radykalizacją mają właśnie służyć wykrywaniu zagrożeń i zapobieganiu przemocy, a sama praca deradykalizacyjna wymaga kontaktu również z osobami o skrajnych poglądach.

źródło: apollo-news.net

Niemcy: Ślepo zaufał nawigacji. Samochód utknął na wąskiej kładce dla pieszych

0

78-letni kierowca z Polski bezkrytycznie zaufał wskazaniom nawigacji i wjechał na leśne drogi oraz górski szlak turystyczny w bawarskiej miejscowości Krün. Jego podróż zakończyła się na wąskiej kładce dla pieszych, z której samochód częściowo zsunął się, blokując przeprawę. Akcja ratunkowa trwała ponad cztery godziny. Do zdarzenia doszło w poniedziałek na terenie obszaru chronionego krajobrazu w pobliżu miejscowości Krün w Górnej Bawarii. Mężczyzna wyjechał samochodem marki Volvo z Krün i – zgodnie ze wskazaniami systemu nawigacyjnego – najpierw poruszał się drogami leśnymi w kierunku schroniska Finzalm.

Nawigacja prowadziła coraz węższą trasą

Jak przekazał komisarz policji Andreas Breitrück z komendy w Garmisch-Partenkirchen, kierowca kontynuował jazdę wzdłuż potoku Finzbach w stronę Esterbergalm. Z czasem droga stawała się jednak coraz węższa. Leśny trakt stopniowo przechodził w stromy szlak pieszy, który – jak podkreślają miejscowi strażacy – jest bardzo trudny do pokonania nawet ciągnikiem rolniczym.

– W dalszej części leśna droga zwęża się do ścieżki przeznaczonej wyłącznie dla pieszych – wyjaśnił Breitrück.

Dowódca Ochotniczej Straży Pożarnej w Krün Anton Simon przyznał, że dla ratowników pozostaje zagadką, jak 78-latkowi udało się dojechać samochodem aż tak daleko.

Samochód zawisł na kładce dla pieszych

Nietypowa podróż zakończyła się na kładce nad potokiem Angerl-Graben. Przeprawa okazała się zbyt wąska dla Volvo. Koła pojazdu zsunęły się z jej boków, a samochód zawisł podwoziem na konstrukcji. Kierowca nie był już w stanie ani ruszyć do przodu, ani wycofać pojazdu. O pomoc poprosił przechodzącego turystę. Ten początkowo chciał zawiadomić znajdującego się w dolinie rolnika, jednak ze względu na trudność sytuacji ostatecznie wezwano służby ratunkowe.

Strażacy musieli zabezpieczyć most

Po przybyciu na miejsce strażacy szybko ocenili, że akcja będzie wyjątkowo skomplikowana. Pierwszym zadaniem było zabezpieczenie kładki przed zawaleniem.

– Konstrukcję trzeba było podeprzeć, ponieważ istniała obawa, że nie wytrzyma ciężaru samochodu – wyjaśnił Anton Simon.

Następnie do akcji wykorzystano firmę holowniczą z Mittenwaldu, ciągnik rolniczy, samochód Unimog należący do służb komunalnych, poduszki pneumatyczne oraz specjalistyczny sprzęt ratowniczy. Dzięki współpracy wszystkich służb udało się unieść pojazd, bezpiecznie zdjąć go z kładki i odholować.

Akcja trwała ponad cztery godziny

Cała operacja zakończyła się dopiero po około czterech godzinach i trwała do godzin wieczornych. W zdarzeniu nikt nie odniósł obrażeń. Policja wszczęła wobec 78-letniego kierowcy postępowanie w sprawie wykroczenia. Jak poinformowali funkcjonariusze, mężczyzna poruszał się drogami i szlakami, które nie są przeznaczone dla ruchu pojazdów mechanicznych.

źródło: fr.de

Więcej Polaków zginęło w zamachach islamistycznych w Niemczech niż w Polsce. Niemcy pytają: jak to możliwe?

1

Śmierć 65-letniej Polki podczas sobotniego zamachu islamistycznego na paradzie CSD w Berlinie wywołała poruszenie zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. Kobieta zginęła na miejscu, a jej córka została ranna. Sprawa wywołała również debatę na temat bezpieczeństwa oraz polityki migracyjnej Niemiec.

Tragiczne skutki zamachu

W sobotni wieczór podczas ataku terrorystycznego na uczestników berlińskiej parady CSD zginęła 65-letnia mieszkanka Warszawy. Kobieta przyjechała do Berlina wraz z córką, która również ucierpiała w zamachu i znalazła się wśród 31 osób rannych, z których część odniosła ciężkie obrażenia. Śmierć Polki spotkała się z reakcją polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które wyraziło współczucie rodzinie ofiary oraz ubolewanie z powodu tragedii.

Burzliwa dyskusja w Polsce

Jak opisuje niemiecki dziennik „Die Welt”, zamach jest szeroko komentowany w Polsce. W mediach społecznościowych wielu internautów wiąże tragedię z niemiecką polityką migracyjną, zarzucając władzom naszych zachodnich sąsiadów, że nie są w stanie skutecznie zapewnić bezpieczeństwa swoim obywatelom i turystom. Według gazety wydarzenie wpisuje się w utrwalone już w Polsce przekonanie, że kraj prowadzący bardziej restrykcyjną politykę migracyjną pozostaje bezpieczniejszy niż Niemcy. W efekcie informacje o aktach przemocy i zamachach terrorystycznych za Odrą są w Polsce szczególnie uważnie śledzone.

Niemieckie media przypominają wcześniejsze ofiary z Polski

„Die Welt” zwraca uwagę, że w islamistycznych zamachach przeprowadzonych na terenie Niemiec zginęło już więcej obywateli Polski niż w podobnych atakach na terytorium samej Polski. Gazeta przypomina m.in. historię Łukasza Urbana – polskiego kierowcy ciężarówki zamordowanego w grudniu 2016 roku przez Anisa Amriego. Sprawca najpierw zastrzelił kierowcę, a następnie porwał jego ciężarówkę i wykorzystał ją do przeprowadzenia zamachu na jarmark bożonarodzeniowy przy Breitscheidplatz w Berlinie, w którym zginęło 12 osób.

W Polsce głośno było także o innych przestępstwach

Niemiecki dziennik zauważa również, że duże zainteresowanie w Polsce wywołują także poważne przestępstwa, które nie są kwalifikowane jako akty terroryzmu. Jako przykład przywołano sprawę z 2023 roku, gdy polski turysta został zgwałcony na stacji metra w Monachium przez obywatela Afganistanu. Według „Die Welt” wydarzenie to odbiło się w Polsce znacznie większym echem niż w samych Niemczech.

Zmieniają się kierunki migracji

Gazeta wskazuje również na zmianę trendów migracyjnych między oboma krajami. Według przytoczonych danych w 2025 roku po raz pierwszy więcej osób przeprowadziło się z Niemiec do Polski niż z Polski do Niemiec. Zdaniem „Die Welt” jednym z czynników wpływających na takie decyzje jest poczucie bezpieczeństwa.

Ostrożna reakcja polskich władz

Jak podkreśla dziennik, rząd premiera Donalda Tuska zareagował na zamach stosunkowo powściągliwie. Jednocześnie przypomniano, że w poprzednich latach politycy Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie wskazywali niemiecką politykę migracyjną jako przykład działań, których – ich zdaniem – Polska powinna unikać. Artykuł „Die Welt” pokazuje, że tragiczny zamach w Berlinie stał się nie tylko przedmiotem śledztwa i dyskusji o bezpieczeństwie, ale również elementem szerszej debaty dotyczącej migracji, ochrony granic oraz polityki bezpieczeństwa w Europie.

źródło: welt.de

Niemcy chcą deportować Afgańczyka bez przeszłości kryminalnej. Wszystko przez wyjazd do Włoch

1

Faridoon Tofan uciekł z Afganistanu przed talibami i w Niemczech przez kilka lat pracował, uczył się języka oraz utrzymywał rodzinę pozostawioną w Kabulu. Teraz grozi mu deportacja do Afganistanu – nie z powodu przestępstwa, lecz przez dwudniowy prywatny wyjazd do Włoch. Sprawa 46-letniego inżyniera wywołała protesty organizacji praw człowieka, które ostrzegają, że może stać się ona niebezpiecznym precedensem.

Dwudniowy wyjazd do Włoch zakończył się aresztem

Faridoon Tofan przyjechał do Niemiec w listopadzie 2022 roku, uciekając przed rządzącymi Afganistanem talibami. Przez niemal cztery lata mieszkał w Niemczech, pracował i uczył się języka. Mężczyzna nie wiedział jednak, że jako osoba zobowiązana do opuszczenia kraju nie może wyjeżdżać poza granice Niemiec.

W kwietniu 2026 roku pojechał autobusem do Rzymu. Według ustaleń nie popełnił przy tym żadnego przestępstwa. Po powrocie do Niemiec został jednak zatrzymany i od tego czasu przebywa w areszcie deportacyjnym na lotnisku w Monachium.

Jak wynika z informacji medialnych, lot deportacyjny do Kabulu miał już się odbyć. W nocy z 27 na 28 lipca z Lipska wystartował samolot z osobami deportowanymi do Afganistanu, jednak Tofan nie znalazł się na jego pokładzie – prawdopodobnie dlatego, że sąd nie rozpatrzył jeszcze jego pilnego wniosku.

Budował obiekty dla zachodnich wojsk. Potem uciekł przed talibami

Historia Tofana zaczęła się na długo przed jego przyjazdem do Europy. Afgańczyk pochodzący z grupy etnicznej Pasztunów studiował rachunkowość, a następnie przez ponad 14 lat prowadził własną firmę budowlaną. Realizował między innymi projekty publiczne. Krótko przed przejęciem władzy przez talibów w 2021 roku zbudował centrum rekrutacyjne dla afgańskiej policji współpracującej z Międzynarodowymi Siłami Wsparcia Bezpieczeństwa NATO i ONZ. Jak twierdzi, właśnie jego związki z zachodnimi strukturami oraz poprzednim rządem sprawiły, że stał się zagrożony. Po przejęciu Afganistanu przez talibów miał kilkukrotnie uciekać przed nimi w obrębie kraju, zanim w październiku 2022 roku opuścił Afganistan.

Niemcy odrzuciły jego pierwszy wniosek azylowy

Tofan złożył pierwszy wniosek o azyl w styczniu 2023 roku. W 2024 roku został on odrzucony. Jego odwołanie również zakończyło się niepowodzeniem – 27 maja 2025 roku sąd administracyjny we Frankfurcie nad Odrą utrzymał decyzję w mocy. Sąd uznał wówczas, że między pojawieniem się zagrożenia a wyjazdem mężczyzny z Afganistanu upłynęło zbyt dużo czasu. Od tego momentu Tofan był formalnie zobowiązany do opuszczenia Niemiec, jednak otrzymał zgodę na czasowy pobyt (Duldung). Mógł pracować i co miesiąc wysyłał około 250 euro swojej żonie oraz sześciorgu dzieciom mieszkającym w Kabulu.

Kontrowersyjna wizyta w ambasadzie Afganistanu

Kolejnym elementem sprawy była procedura ustalenia jego tożsamości. Podczas pobytu w areszcie deportacyjnym niemiecka policja federalna przewiozła go do ambasady Afganistanu w Berlinie, gdzie miała zostać potwierdzona jego tożsamość i obywatelstwo. Tofan początkowo odmawiał udziału w spotkaniu, ponieważ wiedział, że w ambasadzie mogą przebywać przedstawiciele talibów. Ostatecznie, po decyzji sądu, został tam przewieziony 8 maja 2026 roku. Według jego relacji przedstawiciel talibów pytał go między innymi o:

  • imię i nazwisko,
  • pochodzenie,
  • ewentualną karalność w Niemczech,
  • miejsce pobytu jego rodziny.

Tofan wskazał, że jego bliscy mieszkają w Kabulu. Po powrocie z ambasady miał odczuwać silny lęk. Jak relacjonował, funkcjonariusze próbowali go uspokoić, jednak wyjaśnił im, że nie boi się policji, lecz talibów.

Talibowie mieli odwiedzić jego rodzinę

Niecałe dwa tygodnie później jego brat przesłał mu zdjęcia, na których – według Tofana – widać pojazd talibów przed domem rodziny. Podczas przesłuchania mężczyzna twierdził, że talibowie mieli pytać o niego bezpośrednio. Władze rozważały również możliwość, że była to jedynie próba zweryfikowania informacji przekazanych podczas spotkania w ambasadzie. Tofan odrzucił tę interpretację. Według niego wizyta miała służyć wywarciu presji na jego rodzinę i mogła być zapowiedzią dalszych działań.

BAMF: „Ryzyko śmierci nie jest wystarczająco prawdopodobne”

Jego prawniczka Anna Frölich złożyła 17 czerwca 2026 roku kolejny wniosek azylowy. Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) uznał go za dopuszczalny, ale 20 lipca odrzucił wszystkie formy ochrony jako „oczywiście bezzasadne”. To oznacza, że Tofanowi nie przyznano:

  • statusu uchodźcy,
  • ochrony uzupełniającej,
  • prawa do azylu,
  • zakazu deportacji.

Według uzasadnienia BAMF śmierć z rąk talibów nie jest „wystarczająco prawdopodobna”, ponieważ mężczyzna nie był – zdaniem urzędu – osobą o szczególnie wysokiej pozycji. Wizyta talibów u jego rodziny została potraktowana jako możliwa weryfikacja informacji, a nie jako forma zastraszenia.

Organizacje praw człowieka krytykują decyzję

Organizacja Pro Asyl ostro skrytykowała stanowisko BAMF. Jej dyrektorka Helene Rezene podkreśliła, że sprawa Tofana dotyczy szerszego problemu:

– Niemcy muszą odpowiedzieć na pytanie, czy mogą odsyłać ludzi do reżimu, który charakteryzuje się systematycznymi naruszeniami praw człowieka i arbitralnymi prześladowaniami.

Według organizacji urząd błędnie zakłada, że talibowie działają w sposób przewidywalny i racjonalny, podczas gdy wiele raportów ONZ i organizacji praw człowieka wskazuje na ich samowolne działania.

Prawniczka: „To przekroczenie ważnej granicy”

Adwokatka Anna Frölich uważa, że przypadek Tofana pokazuje problem związany z obecnym kierunkiem niemieckiej polityki deportacyjnej.

– Osoba szukająca ochrony nie może być narażana na nieprzewidywalne ryzyko tylko ze względu na polityczne oczekiwania dotyczące migracji – podkreśla.

Jej zdaniem Afganistan nadal nie posiada skutecznych struktur ochrony prawnej, a powrót może oznaczać dla wielu osób ryzyko prześladowania, zatrzymania lub kryzysu humanitarnego. Prawniczka zwraca również uwagę, że rozszerzanie deportacji na osoby, które nie popełniły żadnych przestępstw, może zacierać dotychczasową granicę między osobami stanowiącymi zagrożenie a innymi migrantami.

Amnesty ostrzega przed „niebezpiecznym precedensem”

Amnesty International określiła sprawę Tofana jako potencjalnie „niebezpieczny precedens”, który powinien zostać zatrzymany. Według organizacji obecnie co najmniej pięciu innych obywateli Afganistanu przebywa w niemieckim areszcie deportacyjnym mimo braku wyroków karnych. Niemcy wznowiły deportacje do Afganistanu w 2024 roku. Według danych Amnesty od tego czasu deportowano tam łącznie 198 osób, z czego 87 w samym 2026 roku. Organizacja wskazuje, że co najmniej jedna z deportowanych po 2024 roku osób miała zostać później zabita w Afganistanie.

Decyzja sądu nadal nie zapadła

24 lipca 2026 roku prawniczka Tofana złożyła skargę oraz wniosek o pilne zabezpieczenie sprawy do sądu administracyjnego w Poczdamie. Powołała się między innymi na raporty niemieckiego MSZ, Agencji Unii Europejskiej ds. Azylu oraz Szwajcarskiej Pomocy Uchodźcom, według których byli pracownicy administracji afgańskiej oraz ich rodziny nadal mogą być celem zastraszania, zatrzymań i przemocy mimo ogłoszonej przez talibów amnestii. Do tej pory sąd nie wydał decyzji. Faridoon Tofan nadal przebywa w areszcie deportacyjnym na lotnisku w Monachium. Nie ma pewności, czy zostanie odesłany do Afganistanu – kraju, przed którym kilka lat temu uciekł.

źródło: tz.de

Muzułmanie ze społeczności LGBT+ po zamachu w Berlinie: „Islamizm to nie islam”

1

Po islamistycznym zamachu podczas berlińskiego Christopher Street Day (CSD) queerowi muzułmanie w Niemczech zabierają głos. Potępiają przemoc, opłakują ofiary i jednocześnie ostrzegają przed utożsamianiem islamu z islamizmem. Ich zdaniem tragedia nie powinna prowadzić do wzrostu nienawiści wobec wszystkich wyznawców islamu.

„Na CSD czułem się wolny”

Jednym z głosów w tej dyskusji jest Mehmed König – muzułmanin i aktywista działający na rzecz społeczności LGBTQ+. Urodził się w Mostarze w Bośni i Hercegowinie, dorastał w Ingolstadt, a obecnie mieszka w Berlinie. Jak wspomina, udział w Christopher Street Day był dla niego wyjątkowym doświadczeniem.

– Dla mnie CSD jest czymś szczególnym. To miejsce, w którym człowiek czuje się wolny – powiedział.

Podczas parady spotkał dwie muzułmanki, które opowiedziały mu o swoim coming oucie i wyraziły uznanie dla jego otwartości. Kilka godzin później dowiedział się o zamachu.

– Byłem załamany, ponieważ po raz kolejny zaatakowano ludzi tylko za to, kim są. Jednocześnie czułem złość, bo wiedziałem, że wiele osób wykorzysta tę tragedię do szerzenia nienawiści wobec muzułmanów – przyznał.

„Islamizm jest ideologią, a nie religią”

Zdaniem Königa islamizm to skrajna ideologia oparta na nienawiści i odrzuceniu praw człowieka, w tym osób queer. Podkreśla jednak, że nie można utożsamiać jej z islamem jako religią.

– Islamizm nie jest islamem. Walcząc z islamizmem, nie wolno stawiać całej wspólnoty muzułmańskiej pod zbiorowym podejrzeniem – zaznaczył.

Podobne stanowisko przedstawia Bundeszentrale für politische Bildung (bpb). Instytucja wskazuje, że utożsamianie islamu z islamizmem nie odpowiada rzeczywistości ani w społeczeństwach zachodnich, ani w krajach z większością muzułmańską. Jednocześnie eksperci zwracają uwagę, że islamizm odwołuje się do religii islamu i stanowi jedną z możliwych – choć skrajną – interpretacji tej religii.

Atak wymierzony w społeczność queer

Według śledczych sprawca zamachu był znany służbom jako islamista sympatyzujący z tzw. Państwem Islamskim i zginął podczas policyjnej interwencji. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz określił wydarzenie jako „atak na nasze wolne społeczeństwo”. Profesor Mouhanad Khorchide uważa jednak, że równie ważne jest dostrzeżenie faktu, iż celem zamachu była konkretnie społeczność LGBTQ+. Według niego islamiści są przekonani, że jedynym akceptowalnym modelem życia jest związek kobiety i mężczyzny, a wszelkie odstępstwa od tej normy są przez nich odrzucane.

Czy meczety sprzyjają homofobii?

Eksperci zwracają uwagę, że wiele wspólnot muzułmańskich w Niemczech prezentuje konserwatywne stanowisko wobec homoseksualności. Religioznawczyni i etnolożka Leyla Jagiella ocenia, że większość meczetów w Niemczech reprezentuje tradycyjne podejście do kwestii osób queer. Jednocześnie podkreśla, że konserwatywne poglądy nie oznaczają nawoływania do przemocy. Jej zdaniem osoby dopuszczające się zamachów islamistycznych radykalizują się przede wszystkim w internecie, a nie w meczetach.

Spór o interpretację islamu

Profesor Khorchide przyznaje, że w wielu wspólnotach muzułmańskich homoseksualność nadal uznawana jest za grzech, a niektórzy duchowni określają ją nawet jako „chorobę”, którą można leczyć. Jednocześnie zwraca uwagę, że istnieją również liberalne wspólnoty muzułmańskie, które postrzegają orientację homoseksualną jako część Bożego planu stworzenia. Podkreśla, że niezależnie od wyznania każda interpretacja religii, która narusza godność człowieka, powinna zostać jednoznacznie odrzucona. Według teologa klasyczna myśl islamska zawiera również interpretacje, które mogą stanowić podstawę dla bardziej otwartego podejścia wobec osób queer.

Muzułmańskie organizacje potępiły zamach

Po ataku wiele organizacji muzułmańskich w Niemczech publicznie potępiło przemoc. Między innymi Zentralrat der Muslime in Deutschland oświadczyła, że religia nie może być wykorzystywana do usprawiedliwiania nienawiści ani przemocy. Dla Lisy Osman, queerowej muzułmanki pochodzącej z Günzburga, było to ważne doświadczenie.

– Jako queerowa muzułmanka poczułam ulgę, widząc, że wiele wspólnot muzułmańskich jasno potępiło zamach. Po raz pierwszy miałam wrażenie, że mogę być jednocześnie częścią obu tych światów – powiedziała.

Osman zwróciła również uwagę na przesłanie zawarte w Koranie.

– W surze 4, wersecie 135 wierni są wezwani do wytrwałego stania po stronie sprawiedliwości. Myślę, że właśnie to może nas wszystkich łączyć – podkreśliła.

Po zamachu w Berlinie w Niemczech trwa debata nie tylko o zagrożeniu islamizmem, lecz także o odpowiedzialności za język publiczny. Wielu przedstawicieli społeczności muzułmańskiej apeluje, aby walka z ekstremizmem była stanowcza, ale nie prowadziła do stygmatyzowania milionów wyznawców islamu, którzy jednoznacznie odrzucają przemoc.

źródło: br.de

Karl Lauterbach z kontrowersyjną teorią po zamachu w Berlinie. Mówi o możliwym udziale Rosji

2

Były minister zdrowia Niemiec Karl Lauterbach (SPD) wywołał dyskusję po swoich wpisach dotyczących zamachu na uczestników Christopher Street Day (CSD) w Berlinie. Polityk zasugerował, że za atakiem mogły stać „zagraniczne siły”, wskazując na możliwość rosyjskich wpływów, nie przedstawiając jednak na poparcie tej tezy żadnych dowodów ani informacji ze śledztwa.

Lauterbach: „To bardzo możliwe”

Karl Lauterbach opublikował w serwisie X wpis odnoszący się do wypowiedzi posła SPD Sebastiana Fiedlera, który w telewizji Phoenix stwierdził, że od 2024 roku można zauważyć wyraźny wzorzec zamachów mających miejsce tuż przed wyborami. Fiedler mówił również o prowadzonej przez Rosję tzw. wojnie hybrydowej przeciwko Niemcom. Komentując tę wypowiedź, Lauterbach napisał:

„Bardzo możliwe, że wpływ mają tu zagraniczne siły. Kolega Fiedler ma rację, że nasze służby powinny otrzymać lepsze podstawy prawne do działania.”

Polityk nie przedstawił jednak żadnych dowodów ani przesłanek wskazujących na udział Rosji lub innych państw w przygotowaniu zamachu.

Podobne głosy pojawiły się także po lewej stronie sceny politycznej

Krótko po ataku posłanka partii Lewica Didem Aydurmus opublikowała wpis na platformie Threads, w którym uznała zamach za kolejny argument przemawiający za delegalizacją partii Alternative für Deutschland (AfD).

Twierdziła między innymi, że przed pojawieniem się AfD w niemieckiej polityce nie dochodziło do podobnych wydarzeń oraz sugerowała, że rosyjskie wpływy mogą sprzyjać aktom terroru mającym zwiększyć poparcie dla ugrupowań skrajnej prawicy. Także w tym przypadku nie przedstawiono publicznie żadnych dowodów potwierdzających te przypuszczenia.

Co wiadomo o sprawcy?

Według dotychczasowych ustaleń śledczych sprawcą sobotniego ataku był 21-letni Abdul Ballout, obywatel Niemiec libańskiego pochodzenia. Mężczyzna był od lat znany służbom jako osoba związana ze środowiskiem islamistycznym i posiadał status osoby stwarzającej zagrożenie. W sobotni wieczór miał wjechać białym samochodem dostawczym w tłum uczestników CSD w berlińskim Tiergarten, a następnie – według policji – zaatakować kolejne osoby ostrym narzędziem. Federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt poinformował, że była to maczeta.

W wyniku zamachu zginęła 65-letnia obywatelka Polski, a 29 osób zostało rannych. Wśród poszkodowanych znalazła się również córka ofiary śmiertelnej. Według władz wszyscy ranni znajdują się już poza bezpośrednim zagrożeniem życia. Po szeroko zakrojonych poszukiwaniach Ballout został odnaleziony w niedzielę wieczorem w Berlinie-Spandau i zginął podczas policyjnej interwencji.

Wcześniej próbował wyjechać do Syrii

Z ustaleń śledczych wynika, że Ballout już wcześniej próbował dołączyć do tzw. Państwa Islamskiego w Syrii. W maju 2026 roku sąd rejonowy Tiergarten skazał go na rok i dziesięć miesięcy pozbawienia wolności w związku z wcześniejszą sprawą dotyczącą działalności ekstremistycznej. Zastosowano wobec niego przepisy prawa karnego dla nieletnich, uznając, że mimo osiągnięcia pełnoletności jego rozwój był opóźniony. Sąd odroczył wykonanie kary do listopada, natomiast prokuratura złożyła apelację.

Na telefonie znaleziono nagranie z deklaracją wierności ISIS

Według informacji dziennika „Bild”, powołującego się na źródła w służbach bezpieczeństwa, na telefonie znalezionym w samochodzie sprawcy zabezpieczono nagranie wykonane w dniu zamachu. Na filmie Ballout miał deklarować lojalność wobec tzw. Państwa Islamskiego (ISIS). Jednocześnie wewnętrzne dokumenty wymiaru sprawiedliwości wskazują, że podczas pobytu w areszcie nie odnotowano oznak odejścia od poglądów ekstremistycznych.

Z materiałów tych wynika, że przebywając w zakładzie karnym dla młodocianych, miał pięć razy dziennie się modlić, zachęcać do tego innych osadzonych oraz próbować pełnić rolę osoby prowadzącej modlitwy i religijnego mentora. Według ocen służb od początku 2026 roku jego zachowanie i wygląd miały świadczyć o jeszcze silniejszym związaniu z ideologią salaficką.

Dotychczas organy ścigania nie poinformowały o istnieniu dowodów wskazujących na udział zagranicznych służb lub państw w organizacji zamachu. Toczące się śledztwo koncentruje się przede wszystkim na działalności islamistycznej sprawcy, jego kontaktach oraz procesie radykalizacji.

źródło: bild.de

500 euro dla każdej rodziny, która ochrzci dziecko. Niemiecki milioner ruszył z nietypową akcją!

2

Niemiecki przedsiębiorca i milioner Peter Löw postanowił wesprzeć lokalną wspólnotę katolicką w nietypowy sposób. Rodzice, którzy zdecydują się ochrzcić swoje dziecko, mogą otrzymać od niego 500 euro. Celem inicjatywy jest zachęcenie młodych rodzin do przyjmowania sakramentu chrztu oraz przeciwdziałanie spadkowi liczby chrztów. Peter Löw, inwestor i autor książek, którego majątek szacowany jest na 250–500 mln euro, tłumaczy, że pomysł narodził się po rozmowie z przedstawicielem rady parafialnej w Starnbergu.

– Moje ośmioro dzieci zostało ochrzczonych. Rozmawiałem z osobą z rady parafialnej, która powiedziała mi, że w ostatnich miesiącach odbyło się bardzo niewiele chrztów. Pomyślałem wtedy: „Jak to będzie wyglądało w przyszłości?” – powiedział Löw w rozmowie z niemieckim dziennikiem „Bild”.

500 euro dla rodziców po chrzcie

Przedsiębiorca uruchomił akcję pod nazwą „Starnberger Schutzengelchen” („Mały Anioł Stróż ze Starnbergu”). Jak wyjaśnia, pieniądze mają pomóc rodzinom, dla których organizacja uroczystości chrztu stanowi wyzwanie finansowe. Choć sam sakrament chrztu w Kościele katolickim jest bezpłatny, wielu młodych rodziców obawia się kosztów związanych z organizacją rodzinnego spotkania po ceremonii. Premia w wysokości 500 euro trafia bezpośrednio do rodziców dziecka.

Pierwsze efekty już po dwóch tygodniach

Według Löwa inicjatywa spotkała się z dużym zainteresowaniem. W ciągu dwóch tygodni od rozpoczęcia programu ochrzczono już pięcioro dzieci. Przedsiębiorca opowiada, że rodziny przeznaczają otrzymane pieniądze na różne cele.

– Podczas pierwszego chrztu rodzice zabrali dzieci do parku rozrywki. Inni chcieli założyć dziecku książeczkę oszczędnościową. Jeśli niewielki impuls sprawi, że rodzice zdecydują się na chrzest, to uważam, że jest to coś dobrego – podkreśla.

Program tylko dla mieszkańców powiatu Starnberg

Choć o możliwość otrzymania premii zaczęły pytać również rodziny z innych regionów Niemiec, organizatorzy zdecydowali, że na razie program pozostanie ograniczony. Oferta obowiązuje wyłącznie w parafiach znajdujących się na terenie powiatu Starnberg i dotyczy dzieci w wieku od 0 do 3 lat. Pod koniec roku organizatorzy planują ocenić, czy akcja spełniła swoje założenia i czy będzie kontynuowana.

Milioner odpowiada na krytykę

Pomysł wywołał również kontrowersje. Niektórzy zarzucają, że oferowanie pieniędzy za chrzest może być próbą „kupowania wiernych”. Peter Löw zdecydowanie odrzuca takie zarzuty.

– Krytycy mogą powiedzieć, że zaczynamy kupować chrześcijan. Ale to nie o to chodzi. To piękne, gdy dziecko jest ochrzczone. Można powiedzieć, że od tego momentu ma przy sobie małego anioła stróża i buduje relację z Bogiem. Dzięki temu dorasta w lepszej atmosferze – przekonuje.

Jak dodaje, dotychczas otrzymał przede wszystkim pozytywne opinie. Sam uczestniczył we wszystkich dotychczasowych uroczystościach objętych programem. Oprócz 500 euro każde ochrzczone dziecko otrzymuje od niego również pluszową zabawkę oraz egzemplarz Ewangelii.

źródło: bild.de

Czy Niemcy są gotowe na kolejne ataki? Minister ostrzega po zamachu w Berlinie

5

Minister spraw wewnętrznych Nadrenii Północnej-Westfalii Herbert Reul (CDU) zapowiedział ponowną analizę procedur bezpieczeństwa podczas wydarzeń publicznych w swoim kraju po domniemanym islamistycznym zamachu na obrzeżach berlińskiego Christopher Street Day (CSD). Polityk podkreślił jednak, że państwo nigdy nie będzie w stanie zapewnić całkowitej ochrony przed każdym możliwym atakiem.

„Prawdą jest jednak to, że nigdy nie będziemy mogli zagwarantować stuprocentowego bezpieczeństwa” – powiedział Reul w rozmowie z gazetami należącymi do grupy medialnej Funke Mediengruppe.

Jak zaznaczył, zawsze istnieć będą osoby, które mogą nie zostać wykryte przez służby, ponieważ ich proces radykalizacji przebiega w ukryciu i może nastąpić bardzo szybko.

„Zawsze będą ludzie, którzy prześlizgną się przez system, ponieważ ich radykalizacja odbywa się w tajemnicy i w krótkim czasie. Także osoby, które nie mają statusu potencjalnie niebezpiecznych, mogą dokonać zamachu” – stwierdził minister.

„Zagrożenie islamistycznymi zamachami jest abstrakcyjnie wysokie”

Herbert Reul ocenił, że ryzyko ataku jest elementem, z którym należy liczyć się podczas organizacji każdego większego wydarzenia. Jednocześnie zaapelował, aby mieszkańcy Niemiec nie rezygnowali z udziału w uroczystościach, festynach i wydarzeniach publicznych z powodu zagrożenia terrorystycznego.

„Nie możemy pozwolić, aby ludzie odebrali sobie święta, wydarzenia i wolność” – powiedział.

Minister dodał, że służby od dawna wiedzą o zagrożeniu związanym z islamskim ekstremizmem.

„Wiemy, że zagrożenie islamistycznymi zamachami jest abstrakcyjnie wysokie. W Berlinie stało się ono teraz bardzo konkretne. Uczuliliśmy na to naszą policję” – przekazał Reul.

W związku ze zbliżającymi się obchodami CSD w Nadrenii Północnej-Westfalii zapowiedział ponowne sprawdzenie istniejących koncepcji bezpieczeństwa.

Atak podczas CSD w Berlinie

Zapowiedź ministra jest reakcją na sobotni atak w Berlinie, do którego doszło podczas wydarzeń związanych z Christopher Street Day. Według dotychczasowych ustaleń śledczych 21-letni obywatel Niemiec libańskiego pochodzenia, mający mieć związki ze środowiskiem islamistycznym, wjechał samochodem dostawczym w grupę ludzi. W wyniku zdarzenia zginęła 65-letnia kobieta z Polski, a kolejnych 29 osób (niektóre źródła podają 31) zostało rannych, w tym część ciężko.

Podejrzany Abdul B. uciekł z miejsca zdarzenia i ukrył się w jednej z altan działkowych w Berlinie. W niedzielę wieczorem podczas interwencji funkcjonariuszy został śmiertelnie postrzelony przez służby. Atak ponownie rozpoczął w Niemczech debatę na temat skuteczności działań prewencyjnych, monitorowania osób zagrożonych radykalizacją oraz sposobów zabezpieczania dużych wydarzeń publicznych.

źródło: welt.de