Gwałty, zabójstwa i narkotyki. Niemcy odesłały grupę 25 groźnych przestępców do Afganistanu!

3

Nocny start samolotu czarterowego z Lipska

W nocy z poniedziałku na wtorek z niemieckiego lotniska Lipsk/Halle wystartował czarterowy samolot z kolejną grupą osób deportowanych do Afganistanu. Jak informuje „Der Spiegel”, maszyna należąca do linii czarterowej Freebird odleciała tuż po północy.

Na pokładzie znajdowało się około 25 obywateli Afganistanu, którzy zostali przymusowo odesłani do kraju pochodzenia. Samolot Airbus A320 miał zaplanowany krótki postój w tureckim Trabzonie, po czym kontynuował lot bezpośrednio do Kabulu.

Deportowani to wyłącznie skazani mężczyźni

Według informacji cytowanych przez „Der Spiegel”, wszyscy deportowani to mężczyźni, którzy zostali wcześniej skazani w Niemczech za różne przestępstwa.

Większość z nich została przewieziona bezpośrednio z zakładów karnych na lotnisko Lipsk/Halle. Jak podają źródła, mężczyźni odbywali kary za różne czyny zabronione, w tym:

  • Kradzieże,
  • Paserstwo,
  • handel narkotykami,
  • gwałt zbiorowy,
  • zabójstwo,
  • branie zakładników,
  • wymuszenia i porwania,
  • przestępstwa o podłożu politycznym.

Skazani z wielu landów Niemiec

Zgodnie z ustaleniami „Der Spiegel”, osoby objęte deportacją pochodziły z wielu niemieckich krajów związkowych. Wśród nich znajdują się m.in.:

Badenia-Wirtembergia, Bawaria, Brandenburgia, Berlin, Hamburg, Hesja, Meklemburgia-Pomorze Przednie, Dolna Saksonia, Nadrenia Północna-Westfalia, Saksonia, Saksonia-Anhalt, Szlezwik-Holsztyn oraz Turyngia.

Oznacza to, że operacja miała charakter ogólnokrajowy i została skoordynowana na poziomie federalnym.

Kolejna taka operacja w krótkim czasie

Nie był to pierwszy taki lot w ostatnich miesiącach. Jak przypomina „Der Spiegel”, pod koniec lutego z tego samego lotniska również odbył się czarterowy lot deportacyjny do Afganistanu.

W tamtym przypadku na pokładzie znajdowało się 20 mężczyzn zobowiązanych do opuszczenia Niemiec. Podobnie jak obecnie, byli to cudzoziemcy skazani za przestępstwa i przebywający w niemieckich więzieniach.

Przekazanie władzom w Kabulu i powrót funkcjonariuszy

Zgodnie z procedurą, po przylocie do Kabulu deportowani mają zostać przekazani miejscowym władzom, które w praktyce są obecnie kontrolowane przez talibów.

Niemieccy funkcjonariusze Bundespolizei, którzy eskortują osoby deportowane, mają wrócić do Niemiec tym samym samolotem po zakończeniu operacji.

Operacja budząca emocje polityczne

Choć tekst „Der Spiegel” ma charakter informacyjny, temat deportacji do Afganistanu od lat budzi w Niemczech silne emocje polityczne i społeczne. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której osoby skazane za ciężkie przestępstwa są odsyłane do kraju uznawanego przez część organizacji międzynarodowych za niebezpieczny i niestabilny.

Podsumowanie

Nocna operacja deportacyjna z Lipska do Kabulu objęła około 25 obywateli Afganistanu skazanych za poważne przestępstwa w Niemczech. Samolot czarterowy z przystankiem w Turcji dostarczył ich do stolicy Afganistanu, gdzie – według relacji medialnych – mają zostać przekazani lokalnym władzom.

Cała operacja jest kolejnym elementem niemieckiej polityki deportacyjnej wobec osób uznanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

źródło: spiegel.de

Niemcy mówią „stop” agresji i brudowi. Sprawdź, na których dworcach nie wypijesz już nawet łyka alkoholu

2

Nowe zasady na berlińskich stacjach

W Berlinie wprowadzono zdecydowane działania mające poprawić bezpieczeństwo i porządek na dworcach. Spółka Deutsche Bahn ogłosiła, że od 1 maja obowiązywać będzie całkowity zakaz spożywania alkoholu na dwóch ważnych stacjach S-Bahn: Bahnhof Berlin Zoologischer Garten oraz Berlin Ostbahnhof.

Zakaz obejmuje całą przestrzeń stacji oraz wyraźnie oznaczone obszary przed wejściami.

Co dokładnie będzie zabronione?

Nowe przepisy są bardzo restrykcyjne. Od 1 maja zabronione będzie:

  • spożywanie alkoholu,
  • posiadanie alkoholu w otwartych butelkach lub puszkach.

Osoby łamiące zakaz mogą zostać usunięte z terenu dworca, a w przypadku powtarzających się naruszeń – objęte zakazem wstępu. Operator infrastruktury, DB InfraGO AG, zastrzega również możliwość złożenia zawiadomienia o przestępstwie.

Wyjątkiem objęte są lokale gastronomiczne i sklepy działające na terenie stacji – tam sprzedaż i spożywanie alkoholu na miejscu pozostaje dozwolone.

Na początek „łagodna edukacja”

W pierwszych tygodniach obowiązywania nowych zasad Deutsche Bahn zamierza postawić na działania informacyjne. Personel ochrony ma przede wszystkim pouczać pasażerów i dać im czas na przyzwyczajenie się do nowych przepisów.

Dopiero w przypadku ignorowania upomnień mają być stosowane surowsze środki, takie jak nakazy opuszczenia terenu dworca.

Tysiące przestępstw na dworcach

Decyzja o wprowadzeniu zakazu nie jest przypadkowa. Z danych policji wynika, że tylko w pierwszej połowie 2025 roku na berlińskich dworcach odnotowano aż 6987 przestępstw.

Najczęściej były to:

  • kradzieże (728 przypadków),
  • naruszenia przepisów o środkach odurzających (459),
  • uszkodzenia ciała (442).

Mimo niewielkiego spadku liczby przestępstw, dworce w Berlin wciąż uchodzą za miejsca budzące obawy wśród mieszkańców i podróżnych.

Alkohol jako jeden z głównych problemów

Przedstawiciele kolei podkreślają, że alkohol jest jednym z czynników sprzyjających agresji i zachowaniom problematycznym.

„Ataki fizyczne i słowne na pracowników kolei oraz pasażerów muszą się skończyć. Spożywanie alkoholu prowadzi do utraty kontroli nad zachowaniem, a także do nieakceptowalnych sytuacji, jak oddawanie moczu na terenie dworca” – wskazano w komunikacie.

Dotychczas regulamin dopuszczał alkohol, o ile nie był spożywany w nadmiarze. Jednak – jak pokazują badania prowadzone od ponad 20 lat – osoby nietrzeźwe wywołują u innych poczucie zagrożenia.

To dopiero początek zmian

Na razie zakaz obejmuje dwa duże węzły komunikacyjne, ale niewykluczone, że wkrótce zostanie rozszerzony. Jak zapowiada Deutsche Bahn, kolejne stacje mogą zostać objęte podobnymi regulacjami, jeśli nowe zasady przyniosą oczekiwane efekty.

źródło: bz-berlin.de

Szokujący proces w Niemczech. Syryjski uchodźca oskarżony o torturowanie i zabicie 70 osób

3

Brutalne zarzuty i kontrowersyjny początek procesu

W Koblenz rozpoczął się proces, który już od pierwszego dnia wywołał ogromne emocje. 48-letni Syryjczyk Fahad A., oskarżony o najcięższe zbrodnie, pojawił się na sali sądowej, pokazując znak zwycięstwa. Nawet w momencie odczytywania aktu oskarżenia miał się uśmiechać.

Mężczyzna odpowiada przed Oberlandesgericht Koblenz za zbrodnie przeciwko ludzkości, w tym za liczne przypadki morderstw, tortur oraz bezprawnego pozbawienia wolności.

Od uchodźcy do oskarżonego o zbrodnie wojenne

Według ustaleń śledczych Fahad A. przybył do Niemiec w 2023 roku jako uchodźca wojenny i złożył wniosek o azyl. Przez pewien czas mieszkał wraz z rodziną w Pirmasens, nie wzbudzając podejrzeń.

Sytuacja zmieniła się w maju 2025 roku, kiedy został zatrzymany przez funkcjonariuszy Bundeskriminalamt. Śledczy podejrzewają, że wcześniej był podoficerem w strukturach syryjskiego wywiadu – tzw. „Allgemeiner Geheimdienst” – działającego za rządów byłego dyktatora Baschar al-Assada.

Oskarżenie: 70 morderstw i zbrodnie przeciwko ludzkości

Prokuratura federalna zarzuca oskarżonemu m.in. dokonanie 70 zabójstw oraz udział w zbrodniach przeciwko ludzkości poprzez tortury, zabójstwa i bezprawne przetrzymywanie więźniów. Według aktu oskarżenia Fahad A. miał pracować jako strażnik w osławionym więzieniu Al-Khatib-Gefängnis w Damaszku, gdzie przetrzymywano i torturowano przeciwników reżimu.

Wstrząsające relacje: prąd, bicie i waterboarding

Śledczy odtworzyli wydarzenia z lat 2011-2012, kiedy w Syrii wybuchły protesty związane z Arabischer Frühling. Demonstracje zostały brutalnie stłumione.

Z ustaleń wynika, że Fahad A. miał od końca kwietnia 2011 do połowy kwietnia 2012 roku torturować co najmniej 115 osób w tzw. „oddziale 251”. Stosowane metody obejmowały m.in. rażenie prądem oraz bicie różnymi przedmiotami, takimi jak kable.

Więźniowie mieli być również polewani wodą w nocy, co wywoływało u nich wrażenie topienia się – była to forma tzw. waterboardingu. Według prokuratury stosowano także inne brutalne praktyki, określane jako „imprezy powitalne”, podczas których nowo przybyli więźniowie byli bici do tego stopnia, że niektórzy umierali na miejscu.

W czasie służby oskarżonego miało zginąć co najmniej 70 osób, a on – zdaniem śledczych – godził się na ich śmierć.

Oskarżony milczy, ofiary czekają na sprawiedliwość

Fahad A. nie odniósł się dotąd do zarzutów. Jego obrońca, Jamil Azem, podkreślił, że liczy na sprawiedliwy proces i udowodnienie, że jego klient znajdował się nisko w hierarchii i nie był odpowiedzialny za zarzucane mu czyny.

Jednym z oskarżycieli posiłkowych jest syryjski reżyser Feras Fayyad, który sam był więziony przez cztery miesiące w tym samym ośrodku. W rozmowie z mediami podkreślił:

„Chcę, aby został skonfrontowany z każdym swoim czynem i z tym, co zrobił nam oraz naszemu życiu. Mam nadzieję na sprawiedliwość.”

Proces potrwa lata

Postępowanie przed sądem w Koblenz ma potrwać długo – według zapowiedzi nawet do 2027 roku. Sprawa ta jest kolejnym przykładem procesów dotyczących zbrodni reżimu syryjskiego prowadzonych na terenie Niemiec i pokazuje, że osoby podejrzane o najcięższe naruszenia praw człowieka mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności także poza granicami swojego kraju.

źródło: bild.de

„Mali islamiści” w niemieckich szkołach? Szokujący raport z Berlina o presji religijnej!

2

Rzecznik berlińskiej organizacji pomocowej dla dzieci i młodzieży Arche, Wolfgang Büscher, alarmuje w wywiadzie dla „Focus Online” o rosnącym wpływie islamu i presji religijnej w niemieckich szkołach. Według jego relacji część uczniów ma doświadczać wykluczenia i nacisku ze strony rówieśników.

„Kleine Hardcore-Muslime” w szkołach – mocne słowa przedstawiciela Arche

Büscher twierdzi, że pracownicy organizacji Arche coraz częściej otrzymują sygnały o sytuacjach, w których dzieci są izolowane lub zastraszane, ponieważ nie są muzułmanami albo nie przestrzegają zasad religijnych.

W rozmowie z „Focus Online” powiedział:
„Tam dorastają mali hardcorowi muzułmanie, mini-islamisci”.

Według niego problem ma dotyczyć przede wszystkim szkół w tzw. „trudnych dzielnicach”, gdzie nakładają się na siebie problemy społeczne, duże obciążenie szkół oraz wysoki odsetek dzieci z rodzin imigranckich.

Presja religijna i przypadki wykluczenia

Büscher podkreśla, że – według relacji pracowników – presja religijna nie dotyczy wyłącznie dzieci chrześcijańskich czy żydowskich. Jak twierdzi, także dzieci muzułmańskie mogą doświadczać nacisku, jeśli są uznawane za „zbyt liberalne”.

W jego ocenie uczniowie, którzy nie przestrzegają określonych zasad, mogą być:

  • wykluczani z grup rówieśniczych,
  • zastraszani,
  • naciskani psychicznie,
  • a w niektórych przypadkach nawet nakłaniani do konwersji na islam (jeśli należą do innej religii).

Według niego szczególnie silna presja ma pochodzić od dzieci pochodzenia arabskiego.

Badania w Berlinie i krytyka metodologii

W Berlinie prowadzone są badania naukowe, które mają lepiej ocenić skalę zjawiska. Senator ds. edukacji Katharina Günther-Wünsch (CDU) zleciła ankietę w kilkuset szkołach.

Büscher krytykuje jednak zakres badania. Jego zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby skupienie się wyłącznie na szkołach w trudnych dzielnicach. Obecne podejście – obejmujące około 450 placówek – według niego może „rozmywać wyniki” i obniżać ich wiarygodność.

Proponowane rozwiązania i spór polityczny

Jako możliwe działanie Büscher wskazuje większą „mieszankę społeczną” w szkołach o wysokim stopniu problemów, np. poprzez finansowanie dojazdów uczniów do innych placówek.

Jednocześnie wyraża sceptycyzm, czy istnieje wola polityczna do takich działań.

Podkreśla również, że:
„Ekstremizm politycznego islamu może w ciągu kilku lat stać się znacznie większym problemem, jeśli nie zostanie teraz powstrzymany”.

Kontrowersje wokół wcześniejszych prób reagowania

Według relacji przytoczonych w artykule wcześniejsze próby stworzenia systemu zgłaszania problematycznych zachowań religijnych w szkołach w Berlinie nie zostały wdrożone. Powodem miały być obawy części polityków i przedstawicieli Kościołów przed stygmatyzacją uczniów muzułmańskich.

W tekście wspomniano również o sytuacji z Berlina-Neukölln, gdzie – według opisu – miało dojść do przypadku zgwałcenia dziewczynki przez młodzież arabskiego pochodzenia w ogrodzie ośrodka młodzieżowego Wutzkyallee. Zdarzenie to miało nie zostać zgłoszone przez pracowników socjalnych, aby uniknąć stygmatyzacji sprawców.

Debata, która dzieli Niemcy

Sprawa wywołuje silne emocje i wpisuje się w szerszą debatę w Niemczech na temat integracji, religii w szkołach oraz granic wolności religijnej i bezpieczeństwa uczniów.

Z jednej strony pojawiają się ostrzeżenia o możliwym wzroście radykalizacji i presji społecznej, z drugiej – obawy przed generalizowaniem i stygmatyzowaniem całych grup religijnych i etnicznych.

Temat pozostaje jednym z najbardziej wrażliwych punktów niemieckiej debaty publicznej dotyczącej migracji i systemu edukacji.

źródło: welt.de

Niemcy znów dopłacą kierowcom? Trzeci pakiet ratunkowy na horyzoncie!

1

Rosnące i utrzymujące się na wysokim poziomie ceny ropy oraz benzyny skłaniają niemieckich polityków do dalszych działań osłonowych dla kierowców. Frakcja Unii w Bundestagu zapowiada możliwość wprowadzenia trzeciego pakietu ulg dla użytkowników samochodów. Konkretne rozwiązania nie zostały jeszcze jednak doprecyzowane.

Unia w Bundestagu: możliwy trzeci pakiet odciążający kierowców

W wypowiedzi dla gazety „Bild” wiceprzewodniczący frakcji parlamentarnej Unii, Sepp Müller, podkreślił, że sytuacja na rynku paliw może wymagać kolejnych działań państwa.

Jak zaznaczył: „Jeśli blokada Cieśniny Ormuz się utrzyma, powinniśmy uruchomić trzeci pakiet odciążający. W centrum znajdą się wtedy bardziej ukierunkowane wsparcia dla średnich przedsiębiorstw, logistyki oraz osób dojeżdżających do pracy. Jako grupa robocza przedstawimy w tym zakresie konkretne propozycje działań.”

Cieśnina Ormuz jest jednym z kluczowych szlaków transportu ropy naftowej na świecie, dlatego jej ewentualna blokada może mieć bezpośredni wpływ na ceny paliw w Europie.

Wsparcie dla pracowników i podwyższenie ulgi na dojazdy

Według informacji „Bild”, powołującej się na kręgi koalicyjne, wśród rozważanych rozwiązań znajdują się m.in.:

  • ukierunkowana pomoc dla osób o niskich i średnich dochodach,
  • podwyższenie tzw. ulgi na dojazdy (Pendlerpauschale), która miałaby wejść w życie od lipca.

Oznaczałoby to dodatkowe wsparcie finansowe dla osób dojeżdżających codziennie do pracy samochodem, co w Niemczech stanowi znaczną część społeczeństwa, szczególnie poza dużymi miastami.

Ostrzeżenia polityków: brak możliwości trwałych dopłat

Sepp Müller jednocześnie studzi oczekiwania wobec długoterminowej pomocy państwa. Zwrócił uwagę, że sytuacja cenowa nie ustabilizuje się natychmiast.

„Prawda jest również taka: normalizacja cen potrwa miesiące. Trwałe subsydiowanie z pieniędzy podatników jest trudne do utrzymania” – powiedział polityk dla „Bild”.

Oznacza to, że ewentualne nowe wsparcie miałoby raczej charakter czasowy i dostosowany do aktualnej sytuacji na rynku energii, a nie stały system dopłat.

Już dwa wcześniejsze pakiety dla kierowców

Niemiecki rząd federalny oraz Bundestag w ostatnich miesiącach już dwukrotnie wprowadzali działania mające złagodzić skutki wysokich cen paliw:

  • pierwszy pakiet wszedł w życie 1 kwietnia,
  • drugi pakiet został wdrożony 1 maja.

Oba miały na celu zmniejszenie obciążeń finansowych dla kierowców oraz wsparcie gospodarki, szczególnie w sektorze transportu i logistyki.

Co dalej?

Na razie nie ma jeszcze konkretnych decyzji dotyczących trzeciego pakietu. Trwają rozmowy polityczne, a ewentualne działania będą zależeć od dalszego rozwoju sytuacji na rynku ropy oraz stabilności międzynarodowych szlaków dostaw.

Jedno jest jednak jasne: temat cen paliw pozostaje jednym z kluczowych wyzwań politycznych w Niemczech i bezpośrednio wpływa na codzienne życie milionów kierowców.

źródło: focus.de

Berlin: Syryjczyk planował atak terrorystyczny z użyciem pasa szahida

3

Podejrzany o terroryzm przyznaje się do planów zamachu

22-letni obywatel Syrii, podejrzany o działalność terrorystyczną, przyznał się przed sądem do planowania zamachu w Berlinie. Do zatrzymania doszło około sześć miesięcy wcześniej, a teraz sprawa trafiła przed Landgericht Berlin.

Podczas rozprawy mężczyzna zasadniczo potwierdził zarzuty. Jak sam stwierdził, zradykalizował się w internecie i ostatecznie był „zdecydowany” na przeprowadzenie ataku. „Miałem szczęście, że zostałem złapany” – powiedział 22-latek.

Planowany atak na Żydów i „niewiernych”

Z aktu oskarżenia wynika, że najpóźniej od marca 2025 roku podejrzany rozważał przeprowadzenie zamachu terrorystycznego. Jego celem mieli być przede wszystkim Żydzi mieszkający w Berlin, a także osoby, które uważał za „niewiernych”.

Według ustaleń śledczych planował najpierw zaatakować nożem jak największą liczbę osób pochodzenia żydowskiego oraz nie-muzułmanów, a następnie dokonać samobójczego zamachu przy użyciu pasa z materiałami wybuchowymi.

Poważne zarzuty: terroryzm i propaganda

Prokuratura zarzuca mu przygotowywanie poważnego aktu przemocy zagrażającego państwu oraz finansowanie terroryzmu. Dodatkowo oskarżony odpowiada za rozpowszechnianie materiałów propagandowych organizacji terrorystycznych w czterech przypadkach.

Według śledczych w marcu i październiku 2025 roku publikował w mediach społecznościowych nagrania opatrzone pieśniami i hymnami wykorzystywanymi przez tzw. Państwo Islamskie (IS).

„Diabeł siedział w mojej głowie”

Na początku procesu oskarżony opowiedział o swojej drodze do radykalizacji. Twierdzi, że pod koniec 2023 roku przyjechał do Niemiec, aby pracować i zarabiać pieniądze. Z czasem jednak jego cele uległy zmianie.

Jak przyznał, radykalizował się głównie za pośrednictwem internetu, m.in. na platformie TikTok. W rozmowach online interesował się ideą męczeństwa oraz analizował materiały publikowane przez tzw. Państwo Islamskie.

„Diabeł siedział w mojej głowie” – powiedział. „Moje myśli pochodziły od IS”.

Zakup noża i materiałów do budowy ładunku

W trakcie śledztwa ustalono, że 22-latek kontaktował się w sieci z nieznanymi osobami, z którymi omawiał m.in. budowę ładunku wybuchowego i szczegóły potencjalnego zamachu.

Miał również zakupić nóż oraz różne przedmioty przez internet, które – zdaniem śledczych – mogły posłużyć do skonstruowania improwizowanego ładunku wybuchowego lub zapalającego.

„Był o krok od zbudowania bomby”

Z ustaleń prokuratury wynika, że podejrzany znajdował się już na zaawansowanym etapie przygotowań.

„Był bezpośrednio przed zbudowaniem urządzenia wybuchowego” – podkreślono w akcie oskarżenia. Według śledczych rozpoczął już pierwsze próby eksperymentalne.

W swojej wizji zamach miał pozwolić mu „odkupić grzechy” i zapewnić status męczennika zgodnie z ideologią radykalnego islamizmu.

Areszt i dalszy przebieg procesu

Oskarżony mieszkał ostatnio u krewnego w dzielnicy Berlin-Neukölln, gdzie wykonywał prace pomocnicze w biurze podróży.

Od 1 listopada 2025 roku przebywa w areszcie śledczym. Podczas przeszukań zabezpieczono liczne dowody.

Proces będzie kontynuowany – zaplanowano jeszcze cztery dni rozpraw, które mają potrwać do 5 czerwca.

Kolejny sygnał ostrzegawczy

Sprawa ponownie zwraca uwagę na problem radykalizacji w internecie oraz zagrożenia związane z działalnością ekstremistyczną w Germany.

Śledczy podkreślają, że szybka reakcja służb mogła zapobiec tragedii na dużą skalę.

źródło: welt.de

Niezwykła rodzina z Berlina: Lekarze kazali jej „redukować” ciążę. Dziś urodziła dziewiąte dziecko!

4

Niezwykła historia z Berlina trwa dalej

Ta rodzina z Berlina już raz przyciągnęła uwagę mediów na całym świecie. W 2008 roku Roksana Temiz urodziła sześcioraczki – cztery dziewczynki i dwóch chłopców. Dziś, po latach, znów jest o niej głośno. Na świat przyszło jej dziewiąte dziecko, a rodzina liczy obecnie jedenaście osób.

Narodziny w berlińskiej Charité

Dziewczynka o imieniu Ayla przyszła na świat w Virchow-Klinikum der Charité w dzielnicy Wedding. Szczęśliwa mama podzieliła się radosną nowiną w mediach społecznościowych:

„Nasze dziewiąte małe cudo dotarło do nas i dopełniło nasze wielkie szczęście. Ayla już jest” – napisała.

Roksana Temiz prowadzi popularny profil „berliner_sechslinge”, który śledzi około 383 tysięcy osób. Regularnie pokazuje tam codzienność swojej licznej rodziny. Tym razem opublikowała zdjęcie ze szpitala – siedzi na łóżku, otoczona dziećmi i mężem Hikmetem, a na jej ramieniu, owinięta w kocyk, leży nowo narodzona córka.

Pierwsze sześcioraczki w Niemczech od 20 lat

Narodziny sześcioraczków w 2008 roku były wydarzeniem bez precedensu. Był to pierwszy taki przypadek w Niemczech od dwóch dekad i wzbudził ogromne zainteresowanie również w środowisku medycznym. Przed zajściem w ciążę Roksana Temiz przeszła terapię hormonalną. W trakcie ciąży stanęła przed dramatycznym wyborem – lekarze zalecali tzw. redukcję płodów, czyli przerwanie rozwoju części z nich poprzez wstrzyknięcie substancji do serca, aby zwiększyć szanse przeżycia pozostałych dzieci. Kobieta nie zgodziła się na to i zdecydowała się zmienić szpital.

Poród w 27. tygodniu i walka o każdy dzień

W 27. tygodniu ciąży dzieci przyszły na świat dzięki zespołowi specjalistów z Charité. Rana, Adem, Esma, Zeynep, Zehra i Ahmed urodzili się poprzez cesarskie cięcie – bez powikłań. Po porodzie noworodki trafiły na oddział wcześniaków, gdzie panowały bardzo rygorystyczne zasady i precyzyjnie ustalony harmonogram opieki. Rodzice przenieśli tę dyscyplinę do domu, co pozwoliło im zapanować nad codziennym chaosem. Dzięki konsekwencji i dobrej organizacji radzą sobie z wychowywaniem licznej rodziny już od niemal 18 lat. W tym roku sześcioraczki osiągną pełnoletność.

Wielodzietna rodzina stale się powiększa

Gdy w 2008 roku na świat przyszły sześcioraczki, ich starsza siostra Meryem miała cztery lata. Rok później urodził się brat Malik-Mussa, który dziś ma 16 lat. Teraz, wraz z narodzinami małej Ayli, rodzina ponownie się powiększyła. Wszystko wskazuje na to, że najmłodszy członek znów wprowadzi sporo energii i zamieszania do już i tak bardzo intensywnego życia tej berlińskiej rodziny.

Historia, która wciąż fascynuje

Losy rodziny Roksana Temiz od lat budzą zainteresowanie opinii publicznej. Ich historia to przykład ogromnego wyzwania, ale też determinacji i konsekwencji w wychowywaniu wielodzietnej rodziny. Narodziny dziewiątego dziecka pokazują, że ta niezwykła historia wciąż trwa – i nadal przyciąga uwagę nie tylko w Niemczech, ale i poza jego granicami.

źródło: blld.de

Niemcy na samym końcu! Wielka wpadka w rankingu najbardziej przyjaznych miast

2

Coraz więcej turystów wybiera zwiedzanie pieszo

Podczas wyjazdów typu city break wiele osób robi przede wszystkim jedno – dużo spaceruje. Z tego powodu magazyn Time Out ponownie przeanalizował, które miasta są najbardziej przyjazne dla pieszych i opublikował najnowszy ranking.

Stres związany z ruchem drogowym nie należy do przyjemnych aspektów podróżowania. Coraz więcej turystów świadomie rezygnuje więc z samochodu. Często i tak podróżują bez własnego pojazdu lub czują się niepewnie, poruszając się według lokalnych przepisów drogowych.

Dlatego szczególnego znaczenia nabierają miasta, które można bez problemu zwiedzać pieszo. Taki sposób odkrywania nowych miejsc oznacza mniej stresu, jest bardziej przyjazny dla środowiska, a przy okazji sprzyja aktywności fizycznej.

Jak powstał ranking „Time Out”?

Na potrzeby zestawienia magazyn Time Out przeprowadził szeroko zakrojone badania. W ankietach wzięły udział tysiące osób z całego świata – ponad 24 000 mieszkańców oceniło swoje miasta. Dodatkowo uwzględniono opinie ponad 100 ekspertów.

W analizie brano pod uwagę nie tylko ofertę spędzania wolnego czasu, lecz także ogólne odczucia związane z życiem w danym miejscu. Jak podaje Travelbook, szczególną rolę odegrało tzw. „poczucie miejsca” (ang. sense of place).

W przypadku rankingu miast przyjaznych pieszym zastosowano jeszcze bardziej szczegółowe kryteria. Z każdego kraju wybrano najlepiej ocenione miasto i przeanalizowano je pod kątem tzw. „walkability”, czyli możliwości wygodnego poruszania się pieszo. Kluczowe znaczenie miał odsetek mieszkańców, którzy uznali swoje miasto za dobre lub bardzo dobre pod tym względem.

Edinburgh najlepszym miastem dla pieszych w Europie

Pierwsze miejsce w zestawieniu zajęło Edinburgh. Stolica Szkocji słynie z brukowanych ulic i licznych wzniesień, które dla wielu mogą wydawać się wyzwaniem. Jednak to właśnie one nadają miastu wyjątkowy charakter.

Najlepszym sposobem na poznanie Edinburgh jest spacer. Miasto jest stosunkowo kompaktowe, a najważniejsze atrakcje znajdują się blisko siebie. Przechadzka po historycznej Old Town prowadzi m.in. wzdłuż Royal Mile – od zamku Edinburgh Castle aż po malowniczą ulicę Victoria Street, znaną z kolorowych fasad.

Te miasta również sprzyjają spacerom

Wśród europejskich miast szczególnie przyjaznych pieszym znalazły się także:

  • Kopenhaga,
  • Oslo,
  • Stockholm,
  • Paryż,
  • Helsinki,
  • Riga,
  • Wiedeń,
  • Amsterdam.

To miejsca, które według mieszkańców i ekspertów oferują dobre warunki do poruszania się pieszo oraz komfortowego zwiedzania bez konieczności korzystania z samochodu.

Niemcy daleko w tyle

Na tle innych krajów Niemcy wypadają słabo. W międzynarodowym zestawieniu zajmują ostatnie miejsce.

Najlepiej ocenionym niemieckim miastem było Monachium. 75 procent jego mieszkańców uznało, że miasto jest dobre lub bardzo dobre pod względem przyjazności dla pieszych. Mimo to wynik ten wystarczył jedynie na 20. miejsce w globalnym rankingu najbardziej „spacerowych” miast świata.

Wnioski: Europa przyjazna pieszym, ale nie wszędzie

Ranking pokazuje wyraźnie, że wiele europejskich miast stawia na komfort pieszych i ograniczanie ruchu samochodowego. Jednak nie wszystkie kraje nadążają za tym trendem.

Dla turystów oznacza to jedno – wybierając kierunek podróży, coraz częściej warto zwracać uwagę nie tylko na atrakcje, ale także na to, jak łatwo można je odkrywać… na własnych nogach.

źródło: bild.de

„Tęczowe flagi nie zatrzymają nożowników!” Brutalne podsumowanie ery Merkel na marszu w Dreźnie

2

Marsz żałobny w Dreźnie ku pamięci ofiar przemocy

W miniony weekend w Dreźnie odbył się marsz żałobny poświęcony ofiarom przemocy i terroru. Wydarzenie zostało zainicjowane przez Michaela Kyratha, którego 17-letnia córka Ann-Marie została w 2023 roku zamordowana wraz ze swoim partnerem w pociągu regionalnym.

Do tragedii doszło w miejscowości Brokstedt w Szlezwiku-Holsztynie. Sprawcą był Palestyńczyk, który zaatakował ofiary nożem.

Przemówienie przed Frauenkirche wywołało kontrowersje

Podczas wydarzenia głos zabrał m.in. Waldemar Hartmann, który przemawiał przed Frauenkirche Dresden. Jego wystąpienie było jednym z najgłośniejszych momentów całej uroczystości.

Hartmann wygłosił ostrą krytykę, wskazując – jego zdaniem – na systemowe zaniedbania. W swoim przemówieniu powiedział:

„Chcę dziś wnieść skargę. Skargę przeciwko władzom, instytucjom, organizacjom i polityce w tych sprawach, o których dziś tutaj pamiętamy.”

Odwołał się również do słynnych słów Angela Merkel:

„‘Damy radę!’ – pani Merkel wypowiedziała te słowa spokojnie. Kraj do dziś ponosi tego konsekwencje.”

„Tęczowe flagi nie zatrzymają tej tendencji”

W dalszej części przemówienia Hartmann odniósł się do polityki społecznej i integracyjnej:

„Nie powinniśmy się dziwić, jeśli pozwalamy, by to wszystko po prostu się działo, że lista ofiar, które dziś opłakujemy, będzie się nieuchronnie wydłużać. Tęczowymi flagami oraz apelami o różnorodność i integrację nie powstrzymamy tego rozwoju.”

Słowa te wywołały szerokie komentarze i podzieliły opinię publiczną.

Krytyka mediów: „Nikt tego nie wsparł”

Dzień po wydarzeniu Waldemar Hartmann wystąpił w programie NIUS Live, gdzie odniósł się do kulisów swojego wystąpienia oraz samego marszu.

Szczególnie mocno skrytykował brak zainteresowania ze strony mediów:

„Ani jedna gazeta, ani jedna stacja radiowa – nikt nie wsparł tej akcji.”

Według niego wydarzenie nie otrzymało należytej uwagi, mimo jego znaczenia dla uczestników i rodzin ofiar.

Debata publiczna w Niemczech znów zaostrzona

Marsz w Dreźnie oraz towarzyszące mu wypowiedzi wpisują się w szerszą debatę na temat bezpieczeństwa, migracji oraz roli mediów w Niemczech. Wydarzenie pokazuje, jak silne emocje budzą tego typu tematy oraz jak bardzo spolaryzowana pozostaje opinia publiczna w tej kwestii.

źródło: nius.de

Koszty leczenia azylantów w Niemczech rosną do ponad 100 mln euro rocznie!

2

Wydatki na opiekę medyczną dla osób ubiegających się o azyl gwałtownie wzrosły

W Nadrenii Północnej-Westfalii (NRW) znacząco wzrosły wydatki na leczenie medyczne osób ubiegających się o azyl. Dane ujawnione w odpowiedzi na zapytanie parlamentarnej frakcji AfD skierowane do rządu premiera Hendrika Wüsta pokazują wyraźny wzrost kosztów w ostatnich latach – zarówno na poziomie landu, jak i gmin.

Według informacji rządu krajowego, wydatki na świadczenia medyczne w ramach ustawy o świadczeniach dla osób ubiegających się o azyl wyniosły:

  • ok. 37,4 mln euro w 2022 roku,
  • ok. 61,6 mln euro w 2023 roku,
  • ok. 68,6 mln euro w 2024 roku.

Na 2025 rok zaplanowano dotychczas około 55,3 mln euro, przy czym ostateczne rozliczenie budżetowe nie jest jeszcze znane.

Jeszcze większe obciążenie dla gmin

Znacznie wyższe koszty ponoszą same samorządy lokalne. Według statystyk dotyczących świadczeń dla osób ubiegających się o azyl, wydatki na leczenie, ciążę i porody wyniosły:

  • ok. 123,6 mln euro w 2022 roku,
  • ok. 118,1 mln euro w 2023 roku,
  • ok. 108,9 mln euro w 2024 roku,
  • ok. 76,6 mln euro w 2021 roku.

Łącznie oznacza to, że koszty systemu opieki zdrowotnej dla tej grupy w NRW sięgają rocznie ponad 100 milionów euro, jeśli uwzględnić zarówno wydatki landu, jak i gmin.

Dodatkowe wsparcie finansowe landu

Rząd NRW dodatkowo pokrywa część szczególnie kosztownych przypadków medycznych. Jeśli wydatki na leczenie jednej osoby przekroczą określony próg (obecnie 25 000 euro rocznie), land partycypuje w nadwyżce kosztów.

Na ten cel przeznaczano w ostatnich latach od nieco ponad 3 mln euro do ponad 6 mln euro rocznie (w latach 2022–2025).

Braki w danych i ograniczona przejrzystość

W odpowiedzi rządu landowego zwrócono uwagę na istotne ograniczenia w dostępnych danych. Jak podkreślono, wydatki w budżecie ujmowane są jedynie jako ogólne sumy.

Brakuje natomiast:

  • szczegółowego podziału kosztów (np. leczenie ambulatoryjne vs. szpitalne),
  • danych dotyczących konkretnych chorób,
  • informacji o liczbie osób objętych leczeniem,
  • pełnych zestawień dotyczących zakresu świadczonych usług.

Oznacza to, że realny obraz wykorzystania systemu ochrony zdrowia przez osoby ubiegające się o azyl pozostaje częściowo nieznany.

Koszty także dla systemu doradczego

Dodatkowe wydatki generują tzw. centra „clearingowe”, które doradzają migrantom w zakresie ich praw do świadczeń zdrowotnych i pomagają w organizacji leczenia.

Ich finansowanie wyniosło:

  • ok. 996 tys. euro w 2024 roku,
  • ok. 937 tys. euro w 2025 roku.

Większość środków pochodzi z budżetu landu oraz funduszy unijnych.

Szerszy kontekst migracyjny

W ubiegłym tygodniu portal NIUS informował, że w pierwszym kwartale 2026 roku do Niemiec przybyło prawie 50 tysięcy migrantów spoza UE w ramach systemu azylowego oraz łączenia rodzin.

W tym okresie:

  • ok. 27 tys. osób otrzymało wizę w ramach łączenia rodzin,
  • 22 491 osób złożyło pierwszy wniosek o azyl.

Według tych danych, autorzy wskazują, że „realna zmiana kursu migracyjnego” w Niemczech nadal nie nastąpiła.

Podsumowanie

Dane z Nadrenii Północnej-Westfalii pokazują wyraźny wzrost kosztów opieki medycznej dla osób ubiegających się o azyl – zarówno na poziomie landu, jak i gmin. Łączne wydatki liczone są w setkach milionów euro rocznie, a jednocześnie rząd przyznaje, że szczegółowe dane dotyczące struktury tych kosztów pozostają niepełne.

źródło: n-tv.de