Dzisiaj rozmawiamy z Michałem Głuszkiem, polskim lekarzem, który pracuję w Niemczech, a w wolnym czasie zajmuje się prowadzeniem kanału „Medycyna na łatwo” mającego na celu przybliżyć nam medyczne ciekawostki oraz poznać lepiej świat lekarzy.

1. Michał Fic (dojczland.info): Na wstępie chciałbym podziękować za rozmowę. Wszystko się od czegoś zaczyna, skąd pomysł na to, by zostać lekarzem?

Nie ma problemu i dziękuję za zaproszenie. Mój dziadek był lekarzem, jeszcze za czasów, kiedy medycyna trochę inaczej wyglądała – był jedynym medykiem na kilka okolicznych wsi, zajmował się wszystkim – od leczenia stanów ostrych po wyrywanie zębów. Oglądając jak pracuje, po raz pierwszy zacząłem się interesować medycyną. Intrygował mnie fakt, że zadając parę pytań, wykonując parę ruchów i osłuchując, dochodził do tego, co jest przyczyną czyichś dolegliwości. Wtedy wydawało mi się to taką współczesną magią. Potem w szkole nieźle radziłem sobie z chemią i fizyką i pomyślałem, że dam szansę tej ścieżce kariery.

2. Dlaczego po ukończeniu studiów, zdecydował się Pan na pracę w Niemczech?

Cytując klasyka, „trzeba kolekcjonować mocne wrażenia”. Chciałem spróbować pracy w innym języku, w innym środowisku niż studiowałem. Z doświadczenia wiem, że po rozpoczęciu pracy w Polsce jako lekarz, rzadko wyjeżdża się za granicę, dlatego zdecydowałem się na tej krok zaraz po studiach. Jest też inny ważny czynnik mojej decyzji – wybór specjalizacji, czyli najczęstszej ścieżki kariery lekarza. Mianowicie w Polsce system robienia specjalizacji jest bardzo nieprzyjazny, żeby nie użyć dosadniejszego słowa. Podstawowe grzechy to:

mała ilość miejsc, co roku na cały kraj jest po mniej niż 10 miejsc z gastroenterologii czy endokrynologii, przy xxxxxxxxxxx absolwentów rocznie.

możliwość wyboru tylko jednego województwa w rekrutacji, muszę zdecydować, czy rekrutuję się do Wrocławia, czy do Warszawy, nie mogę próbować tu i tu.

możliwość rekrutacji na tylko jedną specjalizację, nie mogę rekrutować się na chirurga i internistę, myśląc, że jeżeli nie dostanę się na jedno, to pójdę na drugie.

nie dostanie się na specjalizacje wiąże się z czekaniem na kolejną rekrutację, która jest co pół roku i nigdy nie wiadomo, ile miejsc specjalizacyjnych zostanie za pół roku rzuconych.

i wreszcie, po dostaniu się na specjalizacje, uproszczając nie można jej zmienić na inną, jeżeli okaże się, że to jednak nie dla mnie. Czyli masz jeden strzał. W Niemczech funkcjonuje to inaczej. Na początku poszedłem na radiologię, na której jednak po pół roku pracy się nie widziałem i teraz zacząłem ortopedię. Nikomu to nie sprawiało problemu, każdy rozumie, że wyobrażenie o specjalizacji na studiach i sama praca to co innego. A lekarz robiący coś, czego nie lubi, najzwyczajniej gorzej leczy i z czasem wyładowuje frustracje na pacjentach. Szerzej temat omówiłem w jednym z moich filmów.

Trzecią przyczyną jest frustracja na niezwracanie uwagi na postulowane zmiany. Przed wyjazdem byłem jedną z najbardziej aktywnych osób działających w Porozumieniu Rezydentów w województwie. Chcąc zmian, razem z kolegami po fachu byliśmy w Warszawie na dwóch manifestacjach, zbieraliśmy na rynku we Wrocławiu podpisy pod petycją, działaliśmy w akcjach promujących nasze postulaty. Gdy okazało się, że nadzieja na zmiany jest nikła, w ramach protestu postanowiłem wyjechać. Z uwagą obserwuję sytuację w Polsce i działalność kolegów.

3. Jakie różnice z perspektywy lekarza, widzi Pan między polską a niemiecką służbą zdrowia?

Podstawowa różnica jest w możliwościach leczenia – znacznie krótszy jest czas oczekiwania na zabiegi, podczas kiedy w Polsce trzeba czekać na zabiegi nieostre nawet więcej niż rok, w Niemczech udaje się to zrobić w ciągu kilku tygodni. Wynika to po pierwsze z większej ilości pieniędzy przeznaczonej na ochronę zdrowia – wydaje nam się, że w podatku na NFZ płacimy dużo, ale tak nie jest. W Polsce na służbę zdrowia przeznacza się 4,8% PKB, w Niemczech – 8,7%, do tego przy wyższym PKB. Natomiast tu i tu wykonuje się te same zabiegi, a leczenie powinno być takie same. Nie ma co się dziwić, że w Niemczech trzeba czekać krócej, dla pacjentów jest lepsze jedzenie, infrastruktura jest ładniejsza, a dostęp do sprzętu jest łatwiejszy.

Drugim powodem jest mądrzejsze rozporządzenie czasem lekarzy. Tutaj na każdym oddziale są mikrofony, przez które lekarze nagrywają to, co musi znaleźć się w dokumentacji. Są specjalnie zatrudnione sekretarki, które odsłuchują to, co dyktuję.
Dzięki temu czas lekarzy jest oszczędzany i mogę poświęcić więcej czasu na pracę merytoryczną, na rozmowę z pacjentem i zastanowienie, dzięki czemu więcej się uczę i pracuję lepiej. Ponadto, gdy pracy jest dużo, w jednostce czasu jestem w stanie zrobić więcej. W Polsce z wykwalifikowanych lekarzy zrobiono sekretarki medyczne, papierów do wypełnienia jest około 3x więcej, w czasie rozmowy z pacjentem patrzyłem się w kartkę lub komputer. W czasie stażu, przez pół dnia roboczego zajmowałem się prowadzeniem pacjentów z jednego końca szpitala na drugi, żeby im pokazać, gdzie mają mieć zrobione RTG lub EKG, bo na 20 lekarzy przypadał jeden sanitariusz. Innym razem szukałem po okolicznych oddziałach działającego ksera. Moja narzeczona z kolei musiała iść po wagę do innego budynku na trzecie piętro, żeby móc zważyć pacjenta. Tak się korzysta z wykwalifikowanej kadry, w której kształcenie państwo włożyło podobno pół miliona złotych od łebka.

4. Jak ocenia Pan poziom wiedzy i umiejętności, między polskimi, a niemieckimi studentami medycyny? Czy lekarze, którzy skończyli swoje studia w Polsce, są dobrze przygotowani do pracy za granicą?

Oczywiście trzeba się nauczyć języka, ale poza tym uważam, że po studiach w Polsce lekarze są dobrze przygotowani merytorycznie do pracy w Niemczech. Zna się więcej teorii niż praktyki, ale tak jest chyba po każdych studiach. Będąc na wymianie w ramach programu Erasmus ja i moi znajomi odnieśliśmy wrażenie, że egzaminy wymagające wiedzy teoretycznej w Polsce są bardziej wymagające, czasem nawet znacznie bardziej (chociaż to zależy od przedmiotu), natomiast w Niemczech było w ramach zajęć więcej praktyki. Np. w ramach zajęć z chirurgii wszyscy obowiązkowo chodzili na salę operacyjną asystować do zabiegów, w Polsce tylko chętni w ramach swojego czasu wolnego. W Niemczech wszyscy na zajęciach z diagnostyki laboratoryjnej pobieraliśmy sobie wzajemnie krew, w Polsce robiliśmy to tylko w czasie praktyk. I to tylko chętni. Z kolei ilość materiału, który trzeba było przyswoić do zdania farmakologii (nauki o lekach, ich interakcjach, drogach podawania) jest w Polsce znacznie większa niż w Niemczech.

5. Czy miał Pan styczność z Niemcami, nim zdecydował się Pan na pracę tutaj i czy wśród niemieckich lekarzy pracuje dużo obcokrajowców?

Tak, mieszkam przy granicy i wielokrotnie bywałem w Niemczech, także jako uczestnik kilkutygodniowych wymian w liceum. Dlatego akurat dla mnie wyjazd nie był aż tak trudną do podjęcia decyzją, tym bardziej że pracuję w przygranicznym landzie. Wiedziałem, na co się piszę. Są jednak tacy, którzy niekoniecznie odnajdą się w pracy u naszych zachodnich sąsiadów – jest to inna kultura, inne poczucie humoru, inne podejście do naprawdę wielu rzeczy. Znam osoby, które wróciły z emigracji w Niemczech, bo mimo lepszych zarobków i warunków zatrudnienia po prostu się tutaj źle czuły, nie potrafiły znaleźć wspólnego języka ze współpracownikami, przez co były nieszczęśliwe. Jestem w stanie to zrozumieć. Kiedyś myślałem, że środowisko pracy jest nieważne, trzeba po prostu robić swoje. Dziś uważam, że w pracy takiej jak lekarz, gdzie trzeba pracować w zespole, dobre relacje są bardzo ważne i nawet dobre zarobki nie są w stanie ich zastąpić.

W każdym szpitalu w Niemczech, w którym byłem, było co najmniej kilku obcokrajowców. W niektórych obcokrajowcy stanowią nawet ponad połowę kadry, jak w szpitalu, w którym pracuje. Nie jest to jednak domena, tylko medycyny – w Niemczech jest w ogóle bardzo dużo imigrantów. Nie spotkałem się jeszcze ze złym patrzeniem ze strony pacjenta z uwagi na zagraniczne pochodzenie, myślę, że Niemcy są już przyzwyczajeni do obcokrajowców.

6. Czy drogi, aby zostać lekarzem w Niemczech i Polsce są takie same?

Bardzo podobne. Tu i tu trzeba skończyć 6-letnie studia i ponad roczny staż, jest kilka różnic, ale są to raczej drobne różnice administracyjne i formalne. Dużą różnicą jest rekrutacja na specjalizacje, o czym pisałem już wyżej. W Niemczech sposób jest prosty i przemyślany – do pracy rekrutujesz się jak do prywatnej firmy, wysyłasz swoje CV i idziesz na rozmowę wstępną. Nie ma żadnej centralnej rekrutacji jak na studia. Po przepracowaniu określonego czasu na oddziałach, które są konieczne do zostania specjalistą, wysyła się zaświadczenia o przepracowanym czasie na danych oddziałach. Jeśli przepracowałem przykładowo 1 rok na ortopedii, 3 miesiące na anestezjologii, 4 lata na chirurgii ogólnej itp., to mogę przystępować do egzaminu specjalizacyjnego z chirurgii ogólnej (wymagania zmyślone, pokazuję tylko ideę).

Każda specjalizacja ma swoje wymagania co do tego, kto może zostać specjalistą. Czyli skacze się między oddziałami, mając otwartą drogę do różnych specjalizacji, bo zależnie od czasu, który spędzę na ortopedii i gdzie pójdę dalej, mogę robić kilka różnych specjalizacji – ortopedię, chirurgię urazową, ogólną oraz inne. Nie zależy to od żadnych egzaminów, po prostu idziesz do pracy tam, gdzie spodobasz się pracodawcy, jak w każdej innej branży. Może zwracać uwagę, na co chce, niekoniecznie na ocenę z egzaminu. Bo jak wynik egzaminu pisemnego ma się mieć do manualnych możliwości potrzebnych w chirurgii. Takie proste, a takie mądre.

7. Jak po skończeniu medycyny w Polsce, zacząć pracę w Niemczech? 

Trzeba otrzymać aprobację dyplomu – zwraca się w tym celu do urzędu wojewódzkiego (Landesdirektion) wysyłając podanie i koniecznie dokumenty podane na stronie internetowej. Następnie otrzymuje się termin egzaminu, w którego czasie musimy zebrać wywiad z pacjentem – aktorem, postawić diagnozę i zaproponować leczenie. Po zdaniu egzaminu i sprawdzeniu dokumentów otrzymujemy aprobację – prawo do wykonywania zawodu i możemy zabierać się za szukanie pracy. Omówiłem temat szerzej w jednym z moich filmów:

8. Jakie plusy pracy w Niemczech dostrzegasz i czy to z Niemcami wiążesz swoją karierę?

Już o tym mówiłem, ale w mojej branży dla młodego lekarza na pewno najważniejszy jest lepszy dostęp do specjalizacji. Ponadto lepsze warunki pracy, przez co rozumiem mniejszą ilość papierologii i spraw administracyjnych do załatwienia. Trudno też nie wspomnieć o zarobkach, które w tym momencie dla lekarza rezydenta w Polsce wynoszą 2300 złotych za etat, a w Niemczech kwota jest niemal taka sama, tylko że w euro. Z jednej strony można uznać to za materializm, ale przy takich zarobkach w Polsce trzeba pracować ponad etat, żeby zarobić na mieszkanie i rodzinę, przez co młode małżeństwa lekarskie często widzą się tylko w niedzielę, a dzieci wychowują dziadkowie.

Jestem w Niemczech jeszcze względnie krótko, ale mogę już stwierdzić, że jestem zadowolony. Nasi sąsiedzi traktują mnie z szacunkiem, inwestują we mnie swój czas i pieniądze, bo wiedzą, że im się to zwróci w postaci dobrego pracownika. U nas w telewizji, w czasie rozmów o problemach młodych lekarzy usłyszałem „niech jadą”. Na razie nie planuję wracać do pracy jako lekarz w Polsce.

9. Przygotowując się do wywiadu, znalazłem informację o tym, że Polacy są europejskimi rekordzistami pod względem pieniędzy, jakie zostawiamy w aptekach. Z danych firmy badawczej QuintilesIMS wynika, że w ubiegłym roku wydaliśmy w nich aż 31,5 miliarda złotych. Czy naprawdę jako naród jesteśmy tak chorzy? Czy jest to raczej wynikiem pracy marketingowców wmawiających nam w reklamach, że na wszystko jest lek?

Prawdę mówiąc, nie znałem tego rankingu. Myślę, że wynik badania może wynikać z kilku czynników – w Polsce jest długi okres czekania do specjalistów, przez co przychodzą oni do lekarzy z na tyle zaawansowaną chorobą, że wymaga ona długiej terapii farmakologicznej. Nasze społeczeństwo poza tym jest nieufnie nastawione do ochrony zdrowia, przez co często wolą sami kupować leki bez recepty, bo wolą leczyć się sami, przez co często kupują leki, których nie potrzebują. Być może winni są też sami lekarze, którzy przypisują czasem zbyt dużo leków, żeby zostać uznanymi za dobrych specjalistów – niestety wielokrotnie spotykałem się ze stwierdzeniem, że jakiś lekarz jest zły, bo wypisał mało leków. Ktoś czekał tydzień na wizytę, a lekarz wypisał tylko jeden lek, podczas gdy inny na tę samą chorobę wypisał np. 5. Lekarz wypisujący dużo leków jest często uznany za lepszego, bo wytwarza to złudzenie, że lepiej leczy. Tymczasem wiele leków nie jest potrzebnych do leczenia chorób, na które są przepisywane i dają tylko złudzenie leczenia, jak np. witamina C, czy „leki” homeopatyczne w przeziębieniu. Inna sprawa, że Placebo rzeczywiście nieraz polepsza rokowanie, bo choroba siedzi także w głowie.

10. Starzejące się społeczeństwo i jednocześnie niedobór lekarzy w Polsce, jakie kierunki i specjalizacje będą wkrótce miały problem z niedoborem personelu.

Skoro mówimy o starzejącym się społeczeństwie, na pewno jest warto wspomnieć o geriatrii. Trzeba być do tego silnym psychicznie, mało lekarzy decyduje się na tą ścieżkę kariery, ale chciałbym wspomnieć o czymś innym, bardziej palącym problemie w naszej ochronie zdrowia. Mówię o pielęgniarkach. Społeczeństwo nie zdaje sobie z tego sprawy, ale mamy właśnie katastrofę kadrową. Na jednym z oddziałów, gdzie robiłem staż, najmłodsza pielęgniarka miała 30 lat stażu pracy. Pracujące pielęgniarki odchodzą powoli na emeryturę, a młode wyjeżdżają za granicę zaraz po zakończeniu studiów. Nic dziwnego – muszą studiować przez 5 lat, wykonują ciężką i obciążającą psychicznie pracę, a zarabiają częściej mniej niż pracownicy bez żadnego wykształcenia. Do tego nie mają tylu kolejnych kroków kariery jak lekarze, którzy mogą robić specjalizacje, kiedy to następuje skok zarobkowy. Jest to bardzo niedoceniany zawód. Bardzo niedługo spotka nas nieprzyjemna niespodzianka, bo szpitale nie mogą funkcjonować tak bez pielęgniarek, jak i bez lekarzy.

Po więcej ciekawostek i ewentualnych pytań z Państwa strony, zapraszamy na kanał YouTube i facebookowy profil Michała „Medycyna na łatwo

I udało się zdobyć pierwsze 500 lajków, dziękuję 🙂 jest to dla mnie motywacja, by częściej coś pisać/ wrzucać. A teraz dobranoc i miłego początku tygodnia!

Posted by Medycyna na latwo on Sunday, 3 June 2018

Pisanie słabo mi wychodzi, ale znam się na reklamie w sieci ;) Online marketing i rynek e-commerce to moja działka, pozdrawiam i zapraszam do współpracy.

9 KOMENTARZE

  1. Pytanie do lekarza za 100 pkt. Czy zwróciłeś państwu pieniądze, które zostały wydane aby mógł studiować? Chyba, ze studiował na prywatnej uczelni i dosłownie za WSZYSTKO płacił sam, to wtedy zwracam honor 😉

    • Ja nie zwróciłem, i nie mam zamiaru zwracać. Chcecie moich usług to stwórzcie mi warunki pracy i płacy takie, żebym dla was pracował. Polnische Wirtschaft, wykształcić pracownika za rzekome pół miliona a w sejmie powiedzieć „niech jadą”. Pojechałem, ja akurat nie żałuję, miło czasem odetchnąć normalnością.

      • Sytuacja w służbie zdrowia jest niezmiennie kiepska od dekad. Trzeba było o tym pomyśleć przed wybraniem kierunku, a nie teraz jęczeć, że w Polsce nie ma warunków do pracy.

    • Nie zwrócił, dlaczego miałby zwracać? Nie ma prawa zakazującego pracy poza granicami Polski jakiemukolwiek absolwentowi uczelni wyższej w naszym kraju

    • Jeśli Państwo Polskie stwarza warunki do nauki ale już nie do godnej pracy, jeszcze dodając „niech jadą” to nic innego jak tylko to wykorzystać i pracować tam gdzie chcemy. Chyba że Pan „Artek” lubi pracować dla idei i za darmo? To nie wina ludzi a polskiego systemu.

      Zresztą, nie tylko absolwentów szkół wyższych, ale każdego kto skończył w Polsce publiczną szkołę i ma fach w ręku, od hydraulików po inżynierów, można do tego podpiąć.

  2. Problem jest taki ze w Polsce nie ma z czego zwiekszac tych nakladow. Trzeba by podniesc skladki zdrowotne a przeciez juz i tak z placy minimalnej zostaje raptem 350 eur vs 1100 w niemczech. Latwo powiedziec „zapewnijcie nam warunki jak na zachodzie” pytanie tylko „skad”. Trzeba sie z tym pogodzic ze w Polsce jest jak jest dopoki zarobki sa jakie sa.

  3. Państwo okrada wszystkich obywateli, którzy są za ślepi, żeby dostrzec proste zależności ekonomiczne i wierzą w podarki w stylu 500+, ale szczucie obywateli na wyjeżdżających lekarzy poszło wspaniale. Nagle zauważają, że ich podatki na coś tam idą. A że jest to kropla w morzu marnowanego kapitału to już nie takie ważne.
    @Artek – niestety niewielu z nas myślało o ekonomii idąc na te studia, raczej o ideałach, których przecież od nas usilnie WYMAGACIE. Wybacz, że poświęciłem swoje lata życia na przebijanie się przed studia nie myśląc o tych pieniążkach, które Państwo wydało w Twoim imieniu na nietrafione inwestycje, dziwnie drogie autostrady, olbrzymie stadiony na Euro, inwestycje Ojca Dyrektora, miesięcznice smoleńskie i elektryczne kosze na śmieci w placówkach publicznych, ale nie na opiekę zdrowotną światowego poziomu. Wybacz, że też chciałbym kiedyś założyć rodzinę i pożyć pełną piersią spełniając się w pięknym zawodzie, gdzieś, gdzie będzie to możliwe.
    I nikt nie będzie oddawał pieniążków. Wiesz czemu? Bo moi rodzice też płacili podatki. Co więcej, płacili też za korepetytorów, którzy wypełnili lukę w systemie edukacji, które przecież też Rzeczpospolita nam pięknie zorganizowała. Czemu jeszcze? Bo mój uniwerek był w dużej mierze opłacany ze środków EU, które to płyną z państw, do których wyjeżdżamy. Brzmi uczciwie. Więcej? Bo mam prawo skończyć państwowe studia, na które dostałem się dzięki swojej ciężkiej pracy i pracy moich rodziców i nauczycieli. Tak samo jak tysiące studentów rocznie ma prawo kończyć kierunki, które nie przynoszą Państwu żadnej wymiernej korzyści.

  4. Polscy lekarze obecnych czasów to w większości niewykształceni głupcy, którzy nie rozpatruja pacjenta jako całości, jednego ciała wzajemnych zalezności, tylko nerka, noga, płuca. W szpitalach słabizna. Nie dziwię się, że płace są dość niskie. Za co? Za leczenie jak w hispicjum? W szpitalu leżała moja babcia i gnojki nie zajmowały się nią, tylko rodzina musiała czuwać, także by przypilnować aby leki podano. Nieprzytomnym pacjentom przynosi się na śniadanie chleb i szynkopodobne coś, a człowiek nie jest w stanie nawet podnieść głowy. Idiotyzm polskich szpitali sięga zenitu. Po pierwsze NIE SZKODZIĆ. Więc tu jest do polskich pseudo lekarzy… nie szkodzcie przede wszystkim, później leczcie. Babcia miała niegojącą się ranę na nodze, bo słabe krążenie. Idiota konował mówił, żeby uciąć. 3 lata temu. Na szczęście spotkaliśmy mądrą pielęgniarkę i opatrunkami wyleczyliśmy bez problemu. Poziom polskiej medycyny, szacunek do pacjenta i oddanie to jest ZERO. Więc jak jadą do Niemiec, to jadą tam szkodzić. Dobrze, że mniej debili po lekarskim tu szkodzi. Mam nadzieję, że niedouczonych, aroganckich polskich konowałów zastąpią innie lekarze, z Azji, oddani i profesjonalni, a nie przygłupy bezmyślne. Polskie konowały – jedźcie sobie jak najdalej. Najlepiej nie studiujcie w Polsce, bo szkoda na takich imbecyli pieniędzy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz!
Tutaj wpisz Twoją nazwę użytkownika