„O Wandzie, co nie chciała Niemca” – ile zostało z legendy? Prof. Piotr Roguski o stosunkach polsko-niemieckich!

1

Prof. Piotr Roguski opowiada o pracy jako docent na niemieckich uniwersytetach, a także stosunkach polsko-niemieckich na przestrzeni lat oraz jak były one przedstawiane w literaturze. Zapraszamy do lektury!

Adam Gaik: Dzień dobry Panie Profesorze Roguski, bardzo dziękuję, że zgodził się Pan ze mną porozmawiać.

Piotr Roguski: Panie Adamie, znamy się od wielu lat, więc miło mi, że odbywamy tę rozmowę. Wraca ona niejako do lat wcześniejszych, kiedy połączył nas układ: profesor – student. Wtedy również wiele ze sobą rozmawialiśmy, raz na zajęciach seminaryjnych, dwa – przy pisaniu pracy licencjackiej. Wybrał Pan sobie bardzo ambitny temat. Przypomnę krótko, że osnową pracy stała się powieść Rolfa Hochhutha Eine Liebe in Deutschland. Zabrał się Pan bardzo rzetelnie do dzieła i nie tylko odbył rozmowę z autorem, ale odwiedził Pan miejsce opisywanego zdarzenia oraz przeprowadził badania w miejscowym archiwum. Znalazł Pan przy okazji ciekawe dokumenty, które ja wykorzystałem w swojej najnowszej książce (Nie) poszła za Niemca. Myślę, że do niej jeszcze wrócimy.

A.G.: Tak, wrócimy. Ale wcześniej chciałbym zapytać o następującą kwestię: przez wiele lat wykładał Pan na uniwersytecie w Kolonii. Dlaczego zdecydował się Pan na pracę na niemieckim uniwersytecie? Jakie kryteria należy spełniać, aby móc się starać o tego typu stanowisko?

P.R.: Moja przygoda z uniwersytetami niemieckimi zaczęła się dość wcześnie. Po raz pierwszy przyjechałem na zaproszenie Uniwersytetu we Frankfurcie nad Menem w latach osiemdziesiątych minionego stulecia. Między Seminarium Slawistycznym we Frankfurcie a Wydziałem Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego istniała umowa, na mocy której delegowano polskiego pracownika naukowego do pracy ze studentami niemieckimi (i nie tylko). Prowadziłem typowe zajęcia lektorskie: od nauki języka na różnych kursach, przez seminaria i wykłady tematyczne. Można powiedzieć, że byłem trochę takim „panem od polskiego” na wydziale Slawistyki.

Po pięciu latach wróciłem do Warszawy, by w 1993 roku znowu powrócić nad Men i to na dłużej. W roku 2000 przeniosłem się na Universität zu Köln, na którym mnie Pan zastał i tak doszło do naszego spotkania. W ciągu tych lat zrobiłem habilitację i zdobyłem stanowisko profesora. Jak Pan widzi, nie ma w mojej pracy na uniwersytetach niemieckich nic nadzwyczajnego, ot, zwykła droga pracownika naukowego… Chociaż nie do końca jest to odpowiedź prawdziwa, trzeba tu uwzględnić również zmiany polityczne, jakie się wówczas dokonywały. Nie zapominajmy, że Niemcy i Polska należały po wojnie do różnych systemów politycznych i obronnych, byliśmy dłużej wrogami niż przyjaciółmi. To miało spore znaczenie w podejściu do siebie, co przekładało się również na zainteresowanie Polską w Niemczech, a tym samym na liczbę moich studentów. Muszę powiedzieć, że od pierwszego do ostatniego dnia pracy konfrontowany byłem z ogromnie ciekawymi dla mnie doświadczeniami. To przecież ze stosunków polsko-niemieckich uczyniłem tematykę swoich książek: tych naukowych jak i poetyckich.

A.G.: Czy miał Pan jakieś obawy związane z wyjazdem do Niemiec? Czy znalazły one odzwierciedlenie w rzeczywistości?

P.R.: Jak wspomniałem, początkowy okres pracy, czyli lata osiemdziesiąte XX wieku, nie był najłatwiejszy. Po pierwsze: trudności w przekraczaniu granic. Najpierw kontrole na granicy PRL-NRD, później NRD-RFN. Trudności w urzędach, problemy z przedłużaniem prawa pobytu i pewnego rodzaju „ogólna podejrzliwość”. Musiałem się przestawić z rzeczywistości i mentalności polsko-socjalistycznej, by tak rzec, na rzeczywistość i mentalność niemiecko-kapitalistyczną. Człowiek przyjeżdżający „ze Wschodu” miał wiele do nadrobienia… Ponieważ jednak byłem bardzo ciekaw Niemiec, te trudności nie zraziły mnie. Szybko doszedłem do wniosku, że trzeba otworzyć się na drugą stronę, by pobyt tam nie był stracony. Uczyłem się więc dosłownie wszystkiego, od języka począwszy po studiowanie kultury pamięci i zachowań. Swoje doświadczenia zawarłem w kilku tomikach poetyckich, m.in. w zbiorze wierszy Co mnie obchodzą Niemcy? czy Adieu, Cologne.

A.G.: Czy z perspektywy pobytu w Niemczech zmieniło się Pańskie postrzeganie naszych zachodnich sąsiadów?

P.R.: I to bardzo. Przyjeżdżałem nieufnie nastawiony do Niemców, czemu trudno się dziwić, przecież podlegałem działaniu propagandy. Z czasem nieufność przerodziła się z jednej strony w podziw i uznanie, z drugiej – w „zdrowy krytycyzm”. Jak wiadomo, stosunki polsko-niemieckie są pogmatwane i trudne, i potrzeba dużo czasu oraz zmysłu analitycznego, by wypracować sobie wyważone sądy.

Próbom bardziej obiektywnego spojrzenia na wzajemne relacje poświęciłem sporo publikacji. Najpierw w książce Tułacz polski nad Renem przypominałem polskiej opinii publicznej o wyjątkowym okresie, jakim było serdeczne przyjęcie w krajach niemieckich polskich żołnierzy-tułaczów po upadku powstania listopadowego. Otrzymywali duchowe i finansowe wsparcie w drodze na emigrację. To również czas wspólnego, europejskiego projektu zbudowania nowej, demokratycznej Europy, zrzeszającej wyzwolone spod zaborczych tyranii niepodległe państwa. Idea zwołania wielkiego Święta Wolności w miejscowości Hambach w 1832 roku wyprzedzała o ponad dwa wieki założenia dzisiejszej Unii Europejskiej. Antologia Do przyjaciela wroga. Niemcy w poezji polskiej przypominała z kolei, jak w słowie poetyckim odciskały się wydarzenia historyczne na przestrzeni prawie tysiąca lat.  Podobnie jest z moją ostatnią książką, śledzącą ten proces historyczny z perspektywy małżeństw polsko-niemieckich.

A.G.: Oprócz działalności wykładowczej, spełnia się Pan również literacko. Pod koniec roku 2018, nakładem wydawnictwa „Śląsk”, ukazała się bardzo interesująca książka o wymownym tytule (Nie) poszła za Niemca. Opowieść historyczno-literacka. Analizuje w niej Pan stosunki polsko-niemieckie na przestrzeni wieków, biorąc pod lupę relacje damsko-męskie. Skąd pomysł na ten temat i czy mógłby Pan uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić co czytelnik znajdzie w książce?

P.R.: Książka, o której Pan wspomina, powstawała przez wiele lat, również w okresie kolońskim. Wykorzystywałem świadomie seminaria literackie do znalezienia odpowiedzi na pytanie, skąd bierze się nienawiść między Polakami i Niemcami, i w jakim stopniu wpływa (wpływała) ona na tak delikatne i intymne uczucie, jakim jest miłość, a w jej następstwie także i na decyzję zawarcia małżeństwa.

Polem moich obserwacji byliście wy, studenci slawistyki, a wśród was zwłaszcza liczne „mieszane pary”: te  jeszcze przed zawarciem związku, w trakcie jego trwania lub już po rozwodzie. Wciągałem was w dyskusję, której podstawę stanowiły utwory literackie obu krajów. Rozważaliśmy liczne kwestie, zwracając uwagę na różne aspekty tego skomplikowanego procesu.

I co się okazywało, jakie płynęły wnioski z naszych wspólnych dywagacji? Po pierwsze, że młode pokolenie bądź nie wie, bądź nie przywiązuje żadnej wagi do zaleceń starej legendy „O Wandzie, co nie chciała Niemca”. Mieszane pary polsko-niemieckie były najlepszym dowodem na to, że definiowane obowiązujące zwłaszcza w XIX i na początku XX wieku powinności młodej Polki w stosunku do Niemca wroga przestały mieć znaczenie.

Ale to była tylko część naszych konstatacji. Niesłychanie ważne stawały się analizy przyczyn pojawiającej się wrogości: natury rasowej, narodowej, społecznej i wyznaniowej. Zwłaszcza w literaturze niemieckiej od połowy XIX wieku zaczął kształtować się negatywny obraz Polki. Autorzy niemieccy wprost lub pośrednio pokazywali niekorzystne skutki, jakie rodziła miłość, a w jej następstwie zawierane małżeństwa. Głównie chodziło o polonizację mieszanych rodzin, „zły wpływ” żony Polki na męża Niemca, polskie wychowanie wspólnych dzieci, przechodzenie majątków niemieckich w ręce polskie itd. Kulminacją procesu narastającej wrogości był okres wojny i okupacji, kiedy nie tylko zabroniono małżeństw mieszanych, uznając je za „pohańbienie rasy”, ale zakazano również wszelkich kontaktów obu płci.

W mojej książce znajdzie Pan wiele przykładów. Jeden z nich opisał i zanalizował dokładnie Rolf Hochhuth, co stało się tematem Pańskiej pracy licencjackiej. W książce pokazuję również, jak ze skutkami tej straszliwej ideologii pogardy radzono sobie po wojnie i jak długo trwał proces dochodzenia do sytuacji normalności. Do sytuacji, w której znaleźli się Pańscy rówieśnicy z racji daty urodzenia, czyli takiej, kiedy bez przeszkód i w wyniku wyłącznie własnych decyzji młodzi Niemcy i młode Polki zaczęli zakochiwać się w sobie, a nawet planować wspólną przyszłość. Przyzna Pan, że nasza historia wykonała dziwny manewr: od legendarnej „Wandy, co nie chciała Niemca” do współczesnej Polki, która go „zechciała”. Czy nie jest to przejaw normalności w obustronnych stosunkach, tak jak normalnym i naturalnym stał się brak kontroli granicznych, o czym lata temu mogłem tylko pomarzyć? Ale, o czym Pan dobrze wie, ta dzisiejsza normalność nie jest dana na zawsze i trzeba o nią dalej walczyć. To chyba najlepsza puenta moich ponad dwudziestoletnich doświadczeń polsko-niemieckich.

Książkę, o której mowa w wywiadzie, można nabyć na stronie wydawnictwa „Śląsk”, a także za pośrednictwem innych księgarni internetowych: (NIE) POSZŁA ZA NIEMCA

Czy koszty korepetycji można w Niemczech odliczyć od podatku?

Niestety, co do zasady wydatków ponoszonych na korepetycje nie można w Niemczech odliczyć od podatku. Istnieją jednak dwa istotne wyjątki:

  1. Jeśli rodzina się przeprowadza, często zdarza się, że dziecko musi zmienić szkołę. Jeśli wynikną z tego jakieś trudności, którym można zaradzić korzystając z dodatkowych, prywatnych lekcji, rodzice mogą wpisać związane z tym koszty w deklaracji podatkowej jako koszty uzyskania przychodu (niem. Werbungskosten).Aby móc skorzystać z tej ulgi podatkowej, rodzice muszą udowodnić w urzędzie skarbowym konieczność przeprowadzki ze względów zawodowych. Nie jest to jednak trudne, gdyż urząd uzna taką konieczność już wtedy, gdy rodzice wykażą, że dzięki zmianie miejsca zamieszkania ich czas dojazdu do pracy skrócił się o 60 minut.
  2. Koszty korepetycji można w Niemczech odliczyć od podatku także wtedy, gdy dziecko jest dyslektykiem. Od 2000 r. koszty leczenia dzieci z dysleksją mogą być traktowane jako nadmierne obciążenie (niem. außergewöhnliche Belastung) – dotyczy to również kosztów korepetycji. Warunkiem jest jednak, aby konieczność leczenia została wcześniej potwierdzona oficjalnym zaświadczeniem lekarskim.W tym przypadku jednak wydatki poniesione na korepetycje mogą być odliczone od podatku tylko wtedy, gdy koszty przekraczają indywidualnie ustalony próg obciążenia dostosowanego do możliwości finansowych podatnika (niem. zumutbare Eigenbelastung). W zależności od struktury rodziny i osiąganych dochodów kwota ta może wynosić od jednego do siedmiu procent całkowitego dochodu.

Aby móc w Niemczech odliczyć od podatku wydatki na korepetycje, bardzo ważne jest, aby gromadzić wszystkie faktury i pokwitowania i dołączyć je do swojego zeznania podatkowego.

10 najpopularniejszych szlaków turystycznych w Niemczech: wszystkie znajdują się w Bawarii

Wyciszyć się, zrobić coś dla zdrowia i jednocześnie cieszyć się wspaniałą przyrodą? Na to wszystko pozwala jedna z najpopularniejszych wśród Niemców aktywności: piesze wędrówki. Firma Strava, z aplikacji której korzystają miłośnicy sportu, aby śledzić pokonywane trasy, wybrała dziesięć najpopularniejszych szlaków turystycznych w Niemczech i jak się okazuje, wszystkie znajdują się w Bawarii. Z tego artykułu dowiecie się, po jakich szlakach najchętniej wędrują mieszkańcy Niemiec.

Które szlaki turystyczne w Niemczech są szczególnie popularne?

Niemcy szczególnie upodobali sobie spacery w dni świąteczne. Od czasu pandemii koronawirusa liczba odbywanych wędrówek wzrosła aż trzykrotnie. Popularnością cieszą się również wypady weekendowe. Jednak terminem najczęściej wybieranym przez niemieckich turystów w ciągu roku jest weekend, w którym przypadają Zielone Świątki.

„Rosnąca popularność turystyki pieszej w Europie to trend, który obserwujemy na całym świecie, ponieważ po okresie pandemii wielu z nas chce wyjść na łono natury. Tego lata widzieliśmy, że więcej osób niż kiedykolwiek wcześniej wybierało się na pobliskie szlaki, ale także szukało wymagających tras z dala od swojego miejsca zamieszkania” – powiedział Michael Horvath, CEO i współzałożyciel firmy Strava.

Szczególnie okolice Garmisch-Partenkirchen są niezwykle popularne wśród miłośników pieszych wędrówek w Niemczech. Ale z analizy przeprowadzonej przez firmę Strava wynika, że mieszkańcy tego kraju cenią sobie również spacery w regionie Berchtesgadener Land. Oto 10 najpopularniejszych szlaków turystycznych w Niemczech.

Miejsce 1: Hammersbach – Höllentalklamm

Najpopularniejszym szlakiem wśród amatorów turystyki pieszej w Niemczech jest ten prowadzący z Hammersbach do wąwozu Höllentalklamm w okolicy Garmisch-Partenkirchen.

Do pokonania jest tu dystans 2,31 km, różnica wysokości wynosi 210 m, a średnie nachylenie 9,1%. Z danych zarejestrowanych przez aplikację Strava wynika, że najlepszemu piechurowi przejście tej trasy zajęło dobry kwadrans.

Miejsce 2: Mitterkaser Alm – Watzmannhaus

Innym bardzo popularnym terenem do uprawiania turystyki pieszej jest Berchtesgadener Land. Na trasie z Mitterkaser Alm do Watzmannhaus do pokonania jest dystans 2,13 km. Różnica wysokości wynosi 490 m, a nachylenie 23%.

Według portalu Strava, najlepszy wędrowiec potrzebował mniej niż pół godziny, aby przebyć drugą najpopularniejszą trasę turystyczną w Niemczech

Miejsce 3: Brunntalgrat-Steig 

Na trzecim miejscu wśród najpopularniejszych szlaków turystycznych w Niemczech jest Brunntalgrat-Steig w pobliżu Garmisch-Partenkirchen. Szlak ma długość 1,07 km, różnica wysokości wynosi 147 m, a nachylenie 13,7%. Według portalu Strava, najszybszy turysta potrzebował mniej niż dziesięć minut na pokonanie tej trasy.

Miejsce 4: Knorrhütte – Münchner Haus Steig 

Kolejnym popularnym szlakiem turystycznym w pobliżu Garmisch-Partenkirchen jest trasa z Knorrhütte do Münchner Haus Steig. Do pokonania są 4 km, różnica wysokości wynosi 865 m, a nachylenie 21,6%.

Nawet doświadczeni wędrowcy potrzebują ponad godzinę na pokonanie popularnej trasy prowadzącej ze schroniska Knorrhütte do Münchner Haus Steig.

Miejsce 5: Höllentalangerhütte – wejście na via ferratę w pobliżu Garmisch-Partenkirchen 

Według portalu Strava, na piątym miejscu wśród najpopularniejszych szlaków turystycznych w Niemczech znajduje się ścieżka prowadząca od schroniska Höllentalangerhütte do wejścia na via ferratę w pobliżu Garmisch-Partenkirchen.

Trasa ta ma długość 1,15 km, różnica wysokości wynosi 184 m, a nachylenie 15,8%. Doświadczeni wędrowcy potrzebują około kwadransa, aby pokonać ten popularny szlak turystyczny w okolicy Garmisch-Partenkirchen.

Miejsca 6 do 10

W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych szlaków turystycznych w Niemczech znalazły się ponadto: trasa z Grüner Buckel do lodowca w pobliżu Garmisch-Partenkirchen, Watzmannüberschreitung z Mittelspitze do Südspitze w pobliżu Berchtesgaden, szlak z Jochberg do Kesselberg w pobliżu jeziora Walchensee, trasa z Alpspitze do via ferraty w pobliżu Garmisch-Partenkirchen oraz Sonntraten Steig niedaleko miasta Bad Tölz.

Niemieckie prawo najmu: jak często właściciel może wchodzić do wynajmowanego lokalu?

Czy wynajmujący w Niemczech ma prawo do kontroli lokalu bez podania uzasadnienia? Czy musi zapowiedzieć wizytę? I czy oględzin mieszkania mogą też dokonywać osoby trzecie?

My home is my castle – co na język polski tłumaczy się mniej więcej tak: „mój dom jest moją twierdzą”. To powiedzenie nie dotyczy tylko właścicieli. Również lokatorzy mają prawo do niezakłóconego korzystania z wynajmowanego lokalu. Wynajmujący nie może tak po prostu zadzwonić do drzwi najemcy i powiedzieć, że chce dokonać kontroli wynajmowanych pomieszczeń i zobaczyć, w jakim stanie jest mieszkanie.

Prawo gospodarza domu z wyjątkami

„Zasadniczo najemcy przysługuje wyłączne prawo gospodarza w mieszkaniu, które wynajął” – twierdzi stowarzyszenie reprezentujące interesy lokatorów w Hamburgu.

Jednak niewątpliwie istnieją sytuacje, w których właściciele mogą uzyskać dostęp do wynajmowanego mieszkania. „Tak jest na przykład wtedy, gdy najemca zgłosił wadę, a wynajmujący chce to sprawdzić i zlecić usunięcie usterek” – wyjaśnia berlińskie stowarzyszenie lokatorów.

Właściciel może również wejść do mieszkania w sytuacji planowanej sprzedaży domu lub mieszkania, jego ponownego wynajęcia lub modernizacji. „Wynajmujący ma prawo do kontroli po upływie 5-10 lat najmu w celu przeprowadzenia ewentualnych niezbędnych prac remontowych” – wyjaśnia stowarzyszenie właścicieli Haus & Grund Deutschland w Berlinie.

Może też zaistnieć konieczność regularnego sprawdzania przez wynajmującego urządzeń technicznych w mieszkaniu. Dotyczy to zwłaszcza starszych instalacji oraz systemów podatnych na awarie.

Prawo do wizyty podczas odczytu liczników

„Także instalacja i odczyt liczników wody i ciepła uprawnia właściciela do wejścia do wynajmowanego mieszkania” – podkreśla Haus & Grund. Niemniej jednak wynajmujący lub firma, której to zlecił, ma obowiązek zapowiedzieć wizytę z odpowiednim wyprzedzeniem (3-7 dni w przypadku najemców aktywnych zawodowo). Taką decyzję podjął sąd rejonowy w Berlinie-Schöneberg oraz sąd okręgowy we Frankfurcie nad Menem.

„W przypadku niepracujących najemców wystarczy zapowiedzieć wizytę z 24-godzinnym wyprzedzeniem” – wyjaśnia stowarzyszenie lokatorów. Wszystko jednak zależy od tego, co ma być przedmiotem kontroli. Jeśli wady muszą być usunięte w trybie pilnym, np. ze względu na grożące niebezpieczeństwo, okres ten może być krótszy.

Podejrzenie naruszenia umowy

Także podejrzenie zachowania niezgodnego z umową może uprawniać właściciela do wejścia do wynajmowanego mieszkania. Przykład: zapach stęchlizny dochodzący z mieszkania, który może rodzić obawy o zawilgocenie lokalu i rozwój pleśni. Inny przykład: szkody spowodowane przez wilgoć w sąsiednim mieszkaniu świadczące o tym, że w wynajmowanym mieszkaniu pękła rura.

Jeśli wynajmujący wejdzie do mieszkania za zgodą najemcy, niekoniecznie ma prawo do skontrolowania wszystkich pomieszczeń. „Jeśli np. uszkodzenie, które ma obejrzeć, znajduje się w salonie, może wejść tylko do odpowiednich pomieszczeń przejściowych, aby dostać się do salonu” – tłumaczy Haus & Grund.

Wizyta może trwać do 45 minut

Jeśli właściciel chce zaoferować mieszkanie nowym lokatorom lub osobom zainteresowanym kupnem, to może on pokazać wszystkie pomieszczenia. Czas trwania wizyt powinien być jednak ograniczony do 30-45 minut – twierdzi Haus & Grund, powołując się na orzeczenie sądu okręgowego we Frankfurcie nad Menem.

Wizyty te mogą odbywać się w określonych godzinach. Według Niemieckiego Stowarzyszenia Lokatorów, za stosowne uznaje się umawianie wizyt w dni powszednie między godziną 10:00 a 13:00 oraz między 16:00 a 18:00.

Niemcy: czy osoby owdowiałe mogą liczyć na ulgi podatkowe?

Utrata partnera jest nie tylko trudnym i bolesnym doświadczeniem, ale często wiąże się także z dużym obciążeniem finansowym. Dlatego też niemieckie prawo podatkowe przewiduje specjalne regulacje dotyczące wdów i wdowców.

Jeżeli małżeństwo kończy się z powodu śmierci jednego z partnerów, obowiązuje specjalna zasada: chociaż wdowy i wdowcy są z prawnego punktu widzenia uznawani za osoby samotne, nie są oni od razu zaliczani do 1. klasy podatkowej. Oto co powinny wiedzieć osoby owdowiałe mieszkające w Niemczech.

Do jakiej klasy podatkowej należą w Niemczech osoby owdowiałe?

Osoby owdowiałe są początkowo zaliczane do 3. klasy podatkowej. Jest to dla nich szczególnie korzystne, ponieważ przysługuje im dwukrotność podstawowej kwoty wolnej od podatku. W 2022 roku jest to 20.694 euro. Dopiero kiedy ich dochód przekroczy tę kwotę, muszą zapłacić podatek – i to tylko od części przekraczającej wyżej wymienioną kwotę.

Powodem tej ulgi jest fakt, że wdowa lub wdowiec, oprócz obciążeń emocjonalnych związanych ze śmiercią współmałżonka, doświadcza też dużego obciążenia finansowego. Problem ten ma złagodzić fakt, że w początkowym okresie nadal istnieje możliwość wspólnego rozliczenia podatku (Gnadensplitting).

Jednak osoby owdowiałe mogą pozostawać w 3. klasie podatkowej tylko przez określony czas. Zasada ta ma zastosowanie w roku, w którym zmarł partner, oraz w roku następnym. Potem z reguły przechodzi się do innej klasy podatkowej.

Poniższy przegląd pokazuje, które klasy podatkowe mają zastosowanie do wdów i wdowców i w jakich przypadkach:

  • Steuerklasse 1 (klasa podatkowa 1): po upływie roku, w którym zmarł Wasz partner, oraz następnego roku, jeśli nie zawarliście nowego związku małżeńskiego.
  • Steuerklasse 2 (klasa podatkowa 2): po upływie roku, w którym zmarł Wasz partner, oraz następnego roku, jeśli w gospodarstwie domowym nadal mieszka co najmniej jedno niepełnoletnie dziecko, na które przysługuje Wam zasiłek rodzinny Kindergeld.
  • Steuerklasse 3 (klasa podatkowa 3): w roku, w którym zmarł Wasz partner oraz w następnym roku lub jeśli ponownie zawarliście związek małżeński, a Wasz partner należy do klasy podatkowej 5.
  • Steuerklasse 4 (klasa podatkowa 4): po upływie roku, w którym zmarł Wasz partner oraz następnego roku, jeśli ponownie zawarliście związek małżeński i rozliczacie się z nowym partnerem według kombinacji klas podatkowych 4/4.
  • Steuerklasse 5 (klasa podatkowa 5): po upływie roku, w którym zmarł Wasz partner oraz następnego roku, jeśli ponownie zawarliście związek małżeński, a Wasz nowy partner należy do klasy podatkowej 3.
  • Steuerklasse 6 (klasa podatkowa 6): dodatkowo oprócz jednej z pozostałych klas podatkowych, jeśli macie pracę dodatkową i zarabiacie powyżej 450 euro miesięcznie (od października 2022 roku kwota ta wzrośnie do 520 euro miesięcznie) lub jeśli macie kilka prac dodatkowych.

Zobrazujmy to na przykładzie:

Załóżmy, że jesteście małżeństwem od 30 lat, kiedy w marcu 2022 roku umiera Wasz mąż. Urząd skarbowy przeniesie Was do klasy podatkowej 3 od kwietnia i pozostaniecie w niej przez cały 2022 r. Ponieważ Wasze dzieci już się wyprowadziły, nie macie możliwości ubiegania się o zmianę klasy podatkowej na Steuerklasse 2.

Oznacza to, że albo pozostaniecie w klasie podatkowej 3 do końca 2023 roku, a następnie zostaniecie przypisani do klasy podatkowej 1, albo – w przypadku ponownego zamążpójścia – zostaniecie wraz ze swoim nowym partnerem zakwalifikowani do kombinacji klas podatkowych 3/5 lub 4/4, ewentualnie 4/4 z faktorem.

Jak długo osoby owdowiałe należą do 3. klasy podatkowej?

Klasa podatkowa 3 dla wdów i wdowców obowiązuje w roku, w którym zmarł partner, oraz w roku następnym. Jeśli więc Wasz partner zmarł w sierpniu 2022 roku, od 1 września zostaniecie przeniesieni do 3. klasy podatkowej i pozostaniecie w niej także w 2023 roku.

W jaki sposób osoby owdowiałe mogą zmienić klasę podatkową?

Wdowy i wdowcy nie muszą składać wniosku o przypisanie ich do 3. klasy podatkowej. Urząd skarbowy automatycznie przeniesie Was do Steuerklasse 3, gdy tylko otrzyma z urzędu meldunkowego informację o dacie śmierci Waszego partnera.

Jeśli w Waszym gospodarstwie domowym mieszkają niepełnoletnie dzieci, na które przysługuje Wam zasiłek rodzinny Kindergeld, w pewnych okolicznościach korzystniejsze może być przejście do 2. klasy podatkowej. Wynika to z faktu, że istnieje specjalna ulga dla osób samotnie wychowujących dzieci. W takiej sytuacji musicie jednak sami złożyć wniosek o zmianę klasy podatkowej.

Jakie są zasady podatkowe dotyczące renty wdowiej?

W przypadku renty wdowiej obowiązują te same zasady podatkowe, co w przypadku klasycznej emerytury. Zasadniczo podlega ona opodatkowaniu. To, czy rzeczywiście będziecie musieli płacić podatek, zależy od dwóch czynników: roku, w którym przejdziecie na rentę, oraz wysokości otrzymywanych świadczeń.

Jest tak dlatego, że wysokość tzw. Rentenfreibetrag, czyli kwoty wolnej od podatku dla osób pobierających rentę lub emeryturę, zależy od tego, kiedy zaczniecie pobierać te świadczenia. Do roku 2040 ma ona spaść do zera, co oznacza, że renta wdowia będzie od tego czasu w pełni opodatkowana.

Ponadto – tak jak w przypadku wszystkich podatników – obowiązuje podstawowa kwota wolna od podatku (niem. Grundfreibetrag). Kwota ta wzrasta co roku i odpowiada minimum egzystencji. Tylko w przypadku, gdy po odliczeniu kwoty wolnej Rentenfreibetrag Wasz dochód z renty nadal przekracza podstawową kwotę wolną od podatku (Grundfreibetrag), od nadwyżki będziecie musieli zapłacić podatek dochodowy.

Czy koszty czesnego można w Niemczech odliczyć od podatku?

Szkoła waldorfska, szkoła chrześcijańska, szkoła z internatem… Jeśli Wasze dziecko uczęszcza do szkoły prywatnej, możecie odliczyć od podatku koszty czesnego w wysokości maksymalnie 5.000 euro rocznie. Oto jak skorzystać z tej ulgi przewidzianej w niemieckim systemie podatkowym.

Uczęszczanie do prywatnej instytucji edukacyjnej wiąże się z koniecznością opłacania czesnego. W państwowych szkołach podstawowych, głównych (Hauptschulen) i realnych (Realschulen), gimnazjach, szkołach ogólnokształcących i zawodowych nie ma żadnych opłat ani czesnego.

Jeśli natomiast Wasze dziecko uczęszcza do szkoły prywatnej, możecie odliczyć do 30 procent kosztów, ale nie więcej niż 5.000 euro rocznie, jako wydatki specjalne (niem. Sonderausgaben). Warunkiem jest otrzymywanie zasiłku rodzinnego Kindergeld lub korzystanie z kwoty wolnej od podatku ze względu na posiadanie dzieci, czyli Kinderfreibetrag.

Przypominamy, że nie można odliczyć od podatku kosztów zakupu zwykłych pomocy naukowych, takich jak książki, zeszyty, długopisy i inne materiały szkolne dla dziecka – niezależnie od tego, do jakiej szkoły dziecko uczęszcza. Więcej na ten temat można przeczytać w naszym artykule: Czy w Niemczech można odliczyć od podatku koszty zakupu podręczników szkolnych?

Koszty czesnego ponoszone na rzecz tych szkół można w Niemczech odliczyć od podatku

Dla urzędów skarbowych w Niemczech nie ma znaczenia to, czy szkoła, do której uczęszcza dziecko, jest instytucją prywatną czy kościelną. W związku z tym możecie odliczyć od podatku koszty czesnego pobieranego przez takie instytucje edukacyjne jak szkoła waldorfska (Waldorfschule), szkoła Montessori (Montessorischule), freie Schule, katolicka szkoła z internatem czy ewangelicka szkoła specjalna.

To samo dotyczy szkół w innych krajach europejskich, zarówno szkół niemieckich, jak i lokalnych. Warunek jest taki: uczęszczanie do szkoły niepublicznej musi prowadzić do uzyskania kwalifikacji ogólnych lub zawodowych. Oznacza to, że świadectwo ukończenia prywatnej szkoły ogólnokształcącej lub zawodowej musi być uznawane przez właściwe krajowe Ministerstwo Edukacji lub Ministerstwo Kultury i Oświaty, Biuro ds. Uznawania Dyplomów (niem. Zeugnisanerkennungsstelle) lub konferencję ministrów kultury i oświaty krajów związkowych (niem. Kultusministerkonferenz). Ma to na celu zapewnienie, że kwalifikacje uzyskane w szkole prywatnej są porównywalne z kwalifikacjami uzyskanymi w szkole publicznej.

Do 5.000 euro rocznie jako wydatki specjalne

Najpierw zła wiadomość: nie możecie odliczyć kosztów zakwaterowania i wyżywienia. Jeśli więc szkoła, do której uczęszcza Wasze dziecko, przysyła Wam rachunek do zapłaty, nie możecie dodać opłat za posiłki i noclegi do czesnego i wykazać łącznej kwoty w swoim zeznaniu podatkowym. Odliczyć od podatku możecie jedynie koszty rzeczowe i osobowe związane stricte z nauczaniem, np. wynagrodzenia nauczycieli lub koszty utrzymania budynku szkoły.

Możecie również odliczyć od podatku pewne dobrowolne wpłaty jako darowiznę. Dotyczy to np. pokrycia kosztów związanych z organizowaną w szkole uroczystością lub zakupem materiałów dydaktycznych dla szkoły.

W wyjątkowych przypadkach można odliczyć koszty czesnego jako nadzwyczajne obciążenie (niem. außergewöhnliche Belastung)

Jak już wyżej wspomniano, zasadniczo koszty czesnego podlegają w Niemczech odliczeniu od podatku jako wydatki specjalne (niem. Sonderausgaben). W pewnych wyjątkowych przypadkach można jednak wykazać je w swojej deklaracji podatkowej jako nadzwyczajne obciążenie (außergewöhnliche Belastung). Tak orzekł Federalny Trybunał Finansowy (Bundesfinanzhof), najwyższa instancja niemieckiego sądownictwa finansowego, powołanego do orzekania w sprawach podatków i ceł, w sprawie dziecka z zaburzeniami zachowania, które uczęszczało do zwykłej szkoły. Lekarz rodzinny i pracownicy opieki społecznej zalecili rodzicom, aby zapisali dziecko do szkockiej szkoły z internatem dla dzieci wybitnie uzdolnionych. Rodzice mogli odliczyć koszty czesnego jako nadzwyczajne obciążenie, ponieważ uczęszczanie do szkoły prywatnej było konieczne ze względów terapeutycznych.

Korzyść z odliczania kosztów czesnego jako nadzwyczajnego obciążenia jest taka, że jeśli przekroczycie tzw. granicę obciążenia dostosowanego do możliwości podatnika (niem. zumutbare Belastungsgrenze), możecie odliczyć od podatku kwotę przekraczającą 5.000 euro rocznie.

Służbowy telefon komórkowy a niemieckie prawo pracy. Najważniejsze pytania i odpowiedzi

Czy na Waszym biurku wciąż stoi telefon stacjonarny, czy raczej posługujecie się już wyłącznie służbowym telefonem komórkowym? Szczególnie teraz, gdy wiele osób przynajmniej w pewnym stopniu pracuje w trybie zdalnym, firmowy smartfon stał się w wielu przedsiębiorstwach niezbędnym narzędziem pracy. Dlatego warto, aby pracownicy znali sytuację prawną w tym zakresie. Oto najważniejsze pytania i odpowiedzi dotyczące użytkowania telefonów służbowych w Niemczech.

Czy pracownicy w Niemczech mają prawo do służbowego telefonu komórkowego?

„Nie, to zależy od decyzji pracodawcy” – mówi Peter Meyer, prawnik z Berlina specjalizujący się w prawie pracy. Pracodawca może zdecydować, czy i komu udostępni służbowy telefon komórkowy.

Co więcej, nie jest zobowiązany do równego traktowania wszystkich pracowników, jeśli chodzi o tę kwestię. „Fakt, że koledzy używają służbowego telefonu komórkowego, sam w sobie nie uzasadnia prawa do otrzymania takiego telefonu” – mówi Daniel Stach, prawnik ze związku zawodowego Verdi.

Jednocześnie Stach wyjaśnia, że możliwe do wyegzekwowania prawo do otrzymania służbowego telefonu komórkowego może wynikać z umowy o pracę, porozumienia zakładowego lub układu zbiorowego pracy. „Dlatego warto uważnie przeczytać odpowiednie zapisy umowy o pracę” – radzi prawnik.

A co, jeśli pracownicy muszą być dostępni pod telefonem także poza normalnymi godzinami pracy?

W takich przypadkach pracodawcy zazwyczaj dobrowolnie udostępniają służbowy telefon komórkowy. „Tak jest na przykład w przypadku, gdy w firmie pełnione są dyżury pod telefonem” – mówi Peter Meyer – albo gdy przełożeni oczekują, że pracownicy będą dostępni pod telefonem np. w godzinach wieczornych lub w weekendy.

W takich przypadkach pracodawcy pokrywają również koszty operatora telefonii komórkowej. „Przecież nikt nie może zobowiązać pracowników do używania prywatnych telefonów komórkowych w celu prowadzenia rozmów służbowych” – mówi Daniel Stach.

Home office – jakie zasady obowiązują?

„To właśnie wtedy pracownicy naprawdę potrzebują służbowego telefonu komórkowego” – mówi Peter Meyer. Daniel Stach podkreśla, że używanie przez pracowników prywatnych urządzeń mobilnych do celów zawodowych jest niezgodne z niemieckim prawem pracy.

Dlatego pracodawcy zazwyczaj dobrowolnie udostępniają – w zależności od potrzeb – służbowe telefony komórkowe, notebooki i inne urządzenia mobilne.

Czy pracownik w Niemczech może odmówić przyjęcia służbowego telefonu komórkowego?

„W zasadzie nie” – mówi prawnik Meyer. Jeśli służbowy telefon komórkowy jest niezbędny z punktu widzenia pracodawcy, pracownicy muszą z niego korzystać w godzinach pracy i być dostępni. „Ale oczywiście pracodawca nie może zabronić pracownikowi korzystania z osobnego, prywatnego telefonu komórkowego” – wyjaśnia Meyer.

Nie ma obowiązku pozostawiania po pracy włączonego służbowego telefonu komórkowego – dodaje Daniel Stach. „Pracownicy nie muszą być dostępni w swoim czasie wolnym od pracy”.

Czy wolno używać służbowego telefonu komórkowego do celów prywatnych?

Z reguły pracownicy nie mogą używać służbowego telefonu komórkowego, który jest własnością pracodawcy, do celów prywatnych. „Wyjątkiem jest sytuacja, w której pracodawca zezwala na to lub to toleruje” – mówi Daniel Stach. Pracodawca musi wiedzieć o tym, że pracownik korzysta z urządzenia do celów prywatnych.

Co się stanie, jeśli służbowy telefon komórkowy ulegnie zniszczeniu lub zepsuje się?

„Pracownicy muszą natychmiast poinformować pracodawcę o wszelkich uszkodzeniach lub wadach służbowego telefonu komórkowego” – mówi Peter Meyer.

Jeśli w umowie o pracę, porozumieniu zakładowym lub układzie zbiorowym pracy nie przewidziano regulacji dotyczących postępowania z zepsutymi służbowymi telefonami komórkowymi, to według Daniela Stacha pracodawcy muszą sami zdecydować, czy naprawić uszkodzone urządzenie, wymienić je na nowe, czy też zrezygnować z dalszego udostępniania pracownikowi urządzenia mobilnego.

Na to, kto ponosi koszty w przypadku uszkodzenia sprzętu w czasie jego użytkowania do celów służbowych, decydujący wpływ ma stopień winy pracownika i indywidualne okoliczności sprawy.

A co, jeśli służbowy telefon komórkowy zepsuje się w czasie wolnym od pracy?

„W pewnych okolicznościach pracownicy będą musieli pokryć koszty” – mówi prawnik Meyer. To zależy od tego, czy uszkodzili mienie pracodawcy umyślnie, czy w wyniku zaniedbania. „Odpowiedzialność może być jednak ograniczona lub wyłączona, jeśli pracodawca przyczynił się do powstania szkody, np. nie podjął środków ostrożności i nie przeprowadził kontroli” – wyjaśnia Daniel Stach.

Jeśli telefon komórkowy zepsuje się podczas prywatnego urlopu, kwestia odpowiedzialności zależy również od tego, czy szkoda powstała w związku z podejmowanymi czynnościami służbowymi, czy podczas załatwiania spraw prywatnych. „Tylko w pierwszym przypadku w grę wchodzi złagodzenie odpowiedzialności” – mówi Daniel Stach.

Kto płaci w przypadku przekroczenia limitu określonego w umowie?

„Jeśli telefon firmowy jest używany wyłącznie do celów służbowych, pracodawca musi pokryć dodatkowe koszty” – mówi Peter Meyer. Problem może się pojawić, jeśli pracownicy używają telefonu nie tylko do celów służbowych, a pracodawcy nie chcą płacić za prywatne rozmowy telefoniczne i surfowanie po internecie.

„W takim przypadku warto zawrzeć porozumienie z przedstawicielami pracowników, aby uniknąć problemów przy rozliczeniach” – radzi Daniel Stach.

Jakie są konsekwencje nieprzestrzegania ustalonych zasad?

„Pracodawcy mogą udzielić pracownikom upomnienia” – mówi Meyer. Może się tak zdarzyć, jeśli pracownicy zignorują wyraźny zakaz używania służbowego telefonu komórkowego do celów prywatnych.

Daniel Stach ostrzega: „W najgorszym przypadku naruszenie obowiązków może doprowadzić do zwolnienia.”

Wycieczka zorganizowana – czy jej cena może wzrosnąć już po dokonaniu rezerwacji?

Czy po dokonaniu rezerwacji cena wczasów zorganizowanych może ulec zmianie? Jak wyjaśnia Europejskie Centrum Konsumenckie, pod pewnymi warunkami organizatorzy mogą podnieść cenę wycieczki nawet o osiem procent i nie potrzebują na to zgody klienta. Załóżmy, że wczasy kosztują 5.000 euro. To oznaczałoby, że touroperator może podnieść cenę do maksymalnie 5.400 euro.

Istnieje jednak szereg warunków wstępnych: umowa z organizatorem musi zawierać klauzulę przewidującą możliwości zmiany ceny (niem. Preisanpassungsklausel). Trzeba w niej sprecyzować nie tylko okoliczności, w jakich może dojść do podniesienia ceny, ale także warunki, po spełnieniu których cena podróży ulega obniżeniu.

Jeśli istnieje taka klauzula, podróżni muszą być o niej poinformowani jeszcze przed zawarciem umowy za pomocą formularza – informuje Europejskie Centrum Konsumenckie.

Wymagana terminowa informacja i przejrzyste zestawienie

Jeśli te warunki są spełnione, to w przypadku podwyżki cen obowiązuje następująca zasada: urlopowicze muszą zostać o niej poinformowani co najmniej 21 dni przed wyjazdem. Touroperator musi też w przejrzysty sposób przedstawić, w jaki sposób skalkulowano nową cenę – np. czy podwyżka wynika ze znaczącego wzrostu cen paliwa, wzrostu opłat portowych lub lotniskowych, czy też bardzo niekorzystnej zmiany kursów walut.

To ważne, ponieważ inne wzrosty kosztów w ogóle nie mogą być przenoszone na klienta – podaje centrum konsumenckie.

W jakich przypadkach późniejsza zmiana ceny wyjazdu zorganizowanego może być nieskuteczna?

Dobrze wiedzieć, choć może nie tak łatwo udowodnić to w praktyce, że jeśli takie wzrosty kosztów organizator mógł przewidzieć już w momencie dokonywania rezerwacji, podróżni mogą odmówić zapłaty. Dotyczy to również sytuacji, gdy nie jest spełniony jeden z wymienionych warunków – np. gdy brakuje klauzuli przewidującej możliwość zmiany ceny.

Jeśli jednak wszystkie te warunki zostały spełnione, późniejsze podniesienie ceny staje się skuteczne nawet bez zgody podróżnych – wyjaśnia Europejskie Centrum Konsumenckie.

Co w przypadku podwyżki przekraczającej osiem procent?

Dopuszcza się również wzrost cen o ponad osiem procent – jednak w takim przypadku organizator musi wyraźnie poinformować o tym swoich klientów. Musi wyznaczyć termin na zaakceptowanie tej podwyżki lub odstąpienie od umowy.

Jeśli otrzymacie takie pismo, nie ignorujcie tego. Jeśli nie odpowiecie w wyznaczonym terminie, podwyżkę uznaje się za zaakceptowaną – ostrzega Europejskie Centrum Konsumenckie. Jeśli więc nie zgadzacie się na podniesienie ceny wyjazdu, powinniście natychmiast zareagować.

Minijob w Niemczech: czy pracownicy mogą ubiegać się o państwowe dotacje na dokształcanie?

Przyznawane przez państwo środki na doskonalenie zawodowe przynoszą pracownikom wiele korzyści w życiu zawodowym. Z dofinansowania mogą skorzystać również osoby zatrudnione w Niemczech w ramach Minijob.

Jeśli pobierają one zasiłek dla bezrobotnych Arbeitslosengeld II, mogą we właściwym Jobcenter złożyć wniosek o środki na doskonalenie zawodowe. Ale o wsparcie finansowe mogą ubiegać się także inne osoby zatrudnione w ramach Minijob, tj. zarabiające maksymalnie 520 euro miesięcznie.

Wysokość dofinansowania jest różna w poszczególnych landach

Perspektywy uzyskania dofinansowania i wymagania warunkujące możliwość ubiegania się o nie są różne w poszczególnych krajach związkowych. Na przykład w Nadrenii Północnej-Westfalii pracownicy mogą skorzystać ze specjalnego bonu na szkolenia, tzw. Bildungsscheck NRW, który pozwala na pokrycie połowy kosztów dokształcania. Dopłata może wynosić maksymalnie 500 euro. W innych krajach związkowych ten limit może być wyższy.

Bliższe informacje na temat możliwości doskonalenia zawodowego w Niemczech można znaleźć na stronach internetowych Federalnego Ministerstwa Pracy i Spraw Socjalnych (niem. Bundesministerium für Arbeit und Soziales) oraz Federalnej Agencji Pracy (niem. Bundesagentur für Arbeit).

Więcej na temat dofinansowania na kształcenie w Niemczech przeczytacie tutaj: Jak zdobyć dofinansowanie na kurs dokształcający w Niemczech?.

Niemcy: oto co grozi za prowadzenie samochodu bez prawa jazdy

Każdy, kto prowadzi w Niemczech samochód nie posiadając ważnego prawa jazdy, musi liczyć się z tym, że zostanie ukarany. Co ciekawe, niekoniecznie trzeba być przyłapanym na gorącym uczynku, czyli prowadzeniu samochodu. Wystarczy poważne podejrzenie popełnienia przestępstwa i potwierdzające to wypowiedzi w trakcie przesłuchania na miejscu zdarzenia.

Wskazuje na to wyrok sądu rejonowego w Monachium (sygn. akt: 922 Ds 436 Js 178055/21), o którym donosi grupa robocza ds. prawa o ruchu drogowym Stowarzyszenia Adwokatów Niemieckich (niem. Deutscher Anwaltverein, DAV).

Mężczyzna śpiący na fotelu kierowcy – czy jest kierowcą?

Sprawa dotyczyła mężczyzny, który latem 2021 roku spał na fotelu kierowcy w aucie znajdującym się na parkingu przy autostradzie. Gdy policja go skontrolowała, okazało się, że już w 2016 roku stracił prawo jazdy z powodu zażywania narkotyków.

Gdy policjanci zwrócili na to uwagę, mężczyzna odpowiedział: „Przyjechałem z Imsee, bo tam podrzuciłem kolegę. Zrobiłem sobie przerwę tutaj na parkingu”. Ponadto stwierdził, że nie otrzymał żadnego pisma, w którym byłaby mowa o tym, że musi oddać prawo jazdy. Mężczyzna podpisał oświadczenie. Jednak w trakcie rozprawy nie tylko nie podał więcej informacji, ale wręcz zaprzeczył stawianym mu zarzutom.

Proces nie ułożył się po myśli oskarżonego

Nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Podczas rozprawy odczytano decyzję o odebraniu prawa jazdy i potwierdzenie odbioru. Zwrócono uwagę na to, że oskarżony spał na siedzeniu kierowcy, a podczas kontroli, która trwała pół godziny, nie pojawił się nikt inny, kto mógłby być kierowcą. Sam ten fakt sprawił, że sąd uznał to za poważne podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Do tego doszły słowa wypowiedziane przez oskarżonego na miejscu podczas przesłuchania. Sąd uznał to za przyznanie się do prowadzenia pojazdu.

Za umyślne prowadzenie pojazdu bez uprawnień mężczyzna został skazany na karę grzywny w wysokości 110 stawek dziennych po 60 euro każda.