Niemcy: Angela Merkel broni odejścia od atomu. Była kanclerz ostrzega przed zmianami klimatu

4

Merkel: zmiany klimatu to „kwestia przetrwania ludzkości”

Była kanclerz Niemiec Angela Merkel ponownie zabrała głos w debacie dotyczącej polityki klimatycznej i energetycznej. Podczas uroczystości z okazji 40-lecia niemieckiego Federalnego Ministerstwa Środowiska określiła zmiany klimatu mianem „kwestii przetrwania ludzkości” i zaapelowała o większe zaangażowanie w walkę z globalnym ociepleniem. W swoim wystąpieniu była szefowa niemieckiego rządu podkreśliła, że mimo licznych współczesnych kryzysów politycznych problem zmian klimatycznych nie powinien schodzić na dalszy plan. – Pomimo wszystkich innych wyzwań politycznych zmiany klimatu pozostają kwestią przetrwania ludzkości. Czasami mam wrażenie, że obecnie schodzi to nieco na drugi plan – stwierdziła Merkel.

Jubileusz ministerstwa środowiska

Przemówienie odbyło się w obecności byłego ministra środowiska Jürgena Trittina z partii Zielonych oraz obecnego ministra środowiska Carstena Schneidera z SPD. W wydarzeniu uczestniczyła również znana działaczka klimatyczna Luisa Neubauer. Angela Merkel przypomniała również własne doświadczenia związane z polityką środowiskową. Zanim została kanclerzem Niemiec, w latach 1994–1998 pełniła funkcję federalnej minister środowiska. Podczas wystąpienia zwróciła uwagę na konieczność poważnego traktowania ostrzeżeń naukowców dotyczących zmian klimatu. Według byłej kanclerz wciąż aktualne pozostaje pytanie, czy społeczeństwa są gotowe reagować na naukowe prognozy odpowiednio wcześnie, czy też podejmują działania dopiero po wystąpieniu katastrof naturalnych.

Merkel nadal broni decyzji o odejściu od energetyki jądrowej

Jednym z najważniejszych tematów poruszonych podczas przemówienia była niemiecka polityka energetyczna. Merkel po raz kolejny broniła decyzji o wycofaniu Niemiec z energetyki jądrowej. To właśnie jej rząd w 2011 roku podjął decyzję o stopniowym wygaszaniu elektrowni atomowych. Proces ten został ostatecznie zakończony w kwietniu 2023 roku, kiedy od sieci odłączono ostatnie trzy działające reaktory jądrowe. Była kanclerz podkreśliła, że mimo rezygnacji z energii atomowej Niemcy są w stanie osiągnąć cele klimatyczne. – Nadal uważam, że możemy osiągnąć nasze cele klimatyczne również bez energii jądrowej – zaznaczyła.

Fukushima była punktem zwrotnym

Decyzja o odejściu od energetyki jądrowej została podjęta po katastrofie w japońskiej elektrowni Fukushima. Do awarii doszło w marcu 2011 roku po silnym trzęsieniu ziemi i tsunami, które uderzyło w wybrzeże Japonii. Wydarzenie wywołało szeroką debatę na temat bezpieczeństwa elektrowni atomowych także w Niemczech. Wkrótce potem rząd Angeli Merkel zdecydował o przyspieszeniu procesu wygaszania niemieckich reaktorów jądrowych.

Krytycy wskazują na wysokie ceny energii

Transformacja energetyczna rozpoczęta przez rząd Merkel od lat pozostaje przedmiotem sporów politycznych. Krytycy tej polityki argumentują, że przyczyniła się ona do wzrostu cen energii elektrycznej oraz osłabienia konkurencyjności niemieckiego przemysłu. W debacie publicznej regularnie pojawiają się również głosy, że rezygnacja z energetyki jądrowej utrudnia realizację celów klimatycznych, ponieważ energia atomowa nie generuje emisji dwutlenku węgla podczas produkcji prądu. Angela Merkel nie podziela jednak tych ocen i nadal uważa podjętą przed laty decyzję za słuszną.

Samokrytyczna refleksja na temat polityki klimatycznej

Podczas wystąpienia była kanclerz zdobyła się również na pewną dozę samokrytyki. Przyznała, że zastanawia się, czy jej rządy mogły zrobić więcej w zakresie ochrony klimatu. – Pozostaje pytanie, czy miałam możliwość podjęcia większych działań zapobiegawczych w polityce klimatycznej – powiedziała. Dodała, że w wielu przypadkach politycy kierowali się bardziej nadzieją niż zasadą ostrożności i długofalowego planowania.

Wspomnienie początku międzynarodowej kariery

Angela Merkel wspominała także swoją działalność na arenie międzynarodowej. Podkreśliła, że już podczas pierwszej konferencji klimatycznej ONZ, która odbyła się w Bonn w 1995 roku i której była gospodarzem jako minister środowiska, odkryła w sobie zainteresowanie polityką zagraniczną. Była kanclerz kierowała niemieckim rządem od 2005 roku do grudnia 2021 roku. Łącznie przez 21 lat zasiadała w niemieckich rządach jako minister lub kanclerz. Jej wystąpienie ponownie wywołało debatę na temat kierunku niemieckiej polityki energetycznej, skutków odejścia od energii jądrowej oraz sposobów walki ze zmianami klimatu.

źródło: bild.de

Niemcy: Celnicy skonfiskowali 8 ton kokainy w Wilhelmshaven

0

Jedna z największych konfiskat kokainy w Niemczech

Niemieckie służby celne odnotowały jeden z największych sukcesów w walce z międzynarodowym przemytem narkotyków w ostatnich latach. W porcie JadeWeserPort w Wilhelmshaven przejęto aż osiem ton kokainy ukrytej w kontenerze transportowym. Według informacji przekazanych przez urząd celny wartość zabezpieczonych narkotyków sięga setek milionów euro. Jest to największa ilość kokainy, jaką kiedykolwiek wykryto w tym porcie.

Zamiast ziaren kakao znaleziono narkotyki

Do przejęcia doszło już na początku lutego, jednak szczegóły operacji ujawniono dopiero teraz. Kontener, który wzbudził zainteresowanie śledczych, miał zgodnie z dokumentacją przewozić worki z ziarnami kakao. Podczas kontroli funkcjonariusze odkryli jednak zupełnie inną zawartość. Wewnątrz znajdowało się osiem ton kokainy zapakowanej w czarne pakiety. Tak ogromna ilość narkotyków mogłaby trafić na europejski rynek i wygenerować gigantyczne zyski dla organizacji przestępczych.

Niemcy zastosowali podstęp

Śledczy z Hanoweru postanowili nie kończyć operacji na samym przejęciu narkotyków. Po zabezpieczeniu kokainy kontener został ponownie załadowany specjalnie przygotowanym ładunkiem maskującym. Następnie pozostawiono go w normalnym obiegu transportowym i wysłano do portu docelowego w Barcelonie. Równocześnie niemieccy funkcjonariusze nawiązali współpracę z hiszpańskimi służbami celnymi, które miały obserwować dalszy rozwój sytuacji.

Zatrzymania w Hiszpanii

Po dotarciu kontenera do Hiszpanii przez pewien czas nic się nie działo. Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy zgłosiła się firma zainteresowana odbiorem przesyłki. Dzięki temu hiszpańskie służby mogły przeprowadzić działania operacyjne, które doprowadziły na początku maja do zatrzymania dwóch mężczyzn w miejscowości El Ejido w Andaluzji. Jak wynika z informacji uzyskanych przez niemieckie media, obaj zatrzymani są obywatelami Hiszpanii i mieli być powiązani z przedsiębiorstwem odpowiedzialnym za import towaru. Według ustaleń śledczych jeden z zatrzymanych był już wcześniej znany organom ścigania w związku z innym transportem kokainy.

Śledczy chwalą międzynarodową współpracę

Podczas konferencji prasowej w Kolonii kierująca służbą celną w Hanowerze Monika Dennhardt podkreśliła znaczenie współpracy między niemieckimi i hiszpańskimi funkcjonariuszami. Jak zaznaczyła, wspólne działania pozwoliły lepiej poznać międzynarodowe struktury odpowiedzialne za przemyt narkotyków oraz doprowadziły do zatrzymania osób podejrzewanych o udział w procederze. Również szef Federalnego Urzędu Kryminalnego Służby Celnej, Tino Igelmann, ocenił operację jako poważny cios wymierzony w zorganizowaną przestępczość narkotykową.

Narkotyki szybko zniszczono

Śledczy podkreślają, że ważnym elementem całej operacji była szybka decyzja prokuratury w Aurich o zniszczeniu przejętych narkotyków. Według służb miało to zapobiec ewentualnym próbom odzyskania kokainy przez członków grup przestępczych. W przypadku tak ogromnych ilości narkotyków ryzyko podobnych działań jest traktowane bardzo poważnie.

Przemytnicy zmieniają trasy

Przejęcie rekordowego transportu w Wilhelmshaven pokazuje również zmieniające się strategie międzynarodowych gangów. Przez wiele lat głównymi punktami przerzutowymi kokainy do Europy były największe porty kontynentu, takie jak Antwerpia, Rotterdam czy Hamburg. Tymczasem służby obserwują coraz częstsze wykorzystywanie mniejszych portów, które dotychczas znajdowały się poza głównym zainteresowaniem opinii publicznej. W JadeWeserPort wcześniej nie odnotowywano konfiskat kokainy liczonych w tonach.

Coraz więcej kokainy trafia do Europy

Według niemieckich służb od około dziesięciu lat obserwowany jest stały wzrost przemytu kokainy do Europy. W odpowiedzi na to zagrożenie wiele europejskich portów w ostatnich latach znacząco zaostrzyło procedury bezpieczeństwa i kontrole transportów. W rezultacie w portach w Hamburgu i Bremerhaven w latach 2024 i 2025 przejęto znacznie mniej kokainy niż wcześniej. Nie oznacza to jednak spadku skali przemytu. Zdaniem celników grupy przestępcze po prostu coraz częściej wybierają alternatywne szlaki transportowe oraz nowe metody ukrywania narkotyków.

Trop prowadzi do Sierra Leone

Jak wynika z informacji przekazanych przez NDR, statek przewożący kontener z kokainą przypłynął z Sierra Leone. Kraj ten w ostatnich latach coraz częściej pojawia się w raportach dotyczących międzynarodowego handlu narkotykami i jest wskazywany jako ważny punkt na trasach przemytu kokainy do Europy. Zaledwie kilka tygodni temu hiszpańska policja przejęła inny statek towarowy, na którym znajdowało się ponad 30 ton kokainy. Również ta jednostka przypłynęła z Sierra Leone. Śledczy przypuszczają, że zachodnioafrykańskie państwo odgrywa coraz większą rolę w globalnych szlakach przemytu narkotyków, które prowadzą z Ameryki Południowej do Europy.

Śledztwo nadal trwa

Mimo spektakularnego sukcesu służb nie jest jeszcze jasne, czy śledczym uda się dotrzeć do wszystkich osób stojących za organizacją transportu. Dochodzenie prowadzone przez niemieckie i hiszpańskie organy ścigania trwa, a funkcjonariusze próbują ustalić pełną strukturę siatki przemytniczej odpowiedzialnej za rekordowy transport narkotyków do Europy.

źródło: ndr.de

Niemcy: Lawinowy wzrost diagnoz dysforii płciowej wśród młodzieży. Najnowsze badanie pokazuje skalę zjawiska

1

Coraz więcej diagnoz wśród młodych ludzi

W Niemczech odnotowano wyraźny wzrost liczby diagnoz dysforii płciowej, dawniej określanej jako zaburzenie tożsamości płciowej. Choć całkowita liczba przypadków nadal pozostaje stosunkowo niewielka, tempo wzrostu w ostatnich latach zwraca uwagę badaczy. Takie wnioski płyną z nowego badania przeprowadzonego przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Münster oraz Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Hamburgu. Wyniki zostały opublikowane w maju na łamach specjalistycznego czasopisma „International Journal of Transgender Health”. Naukowcy przeanalizowali dane około dziewięciu milionów osób ubezpieczonych w niemieckiej kasie chorych Barmer w latach 2010–2021.

Wśród niepełnoletnich liczba diagnoz wzrosła ponad trzykrotnie

Z badania wynika, że w grupie osób niepełnoletnich liczba diagnoz dysforii płciowej wzrosła z 14 do 48 przypadków na 100 tysięcy osób. Szczególnie wyraźny wzrost odnotowano wśród dziewcząt. W 2010 roku diagnozę stawiano 41 dziewczętom na 100 tysięcy, natomiast jedenaście lat później wskaźnik ten wynosił już 175 na 100 tysięcy. Oznacza to wzrost o około 326 procent. W przypadku chłopców wzrost również był zauważalny, jednak znacznie mniejszy. Liczba diagnoz zwiększyła się z 18 do 47 przypadków na 100 tysięcy osób.

Także wśród młodych dorosłych liczba przypadków rośnie

Podobny trend zaobserwowano w grupie dorosłych do 30. roku życia. Liczba osób z rozpoznaną dysforią płciową wzrosła tam z 12 do 39 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców. Po rozdzieleniu danych według płci badacze zauważyli, że bezwzględny wzrost był zbliżony zarówno u kobiet, jak i mężczyzn. Jednak procentowo wzrost wśród mężczyzn okazał się większy, ponieważ rozpoczynał się z niższego poziomu. W przypadku mężczyzn wskaźnik wzrósł z 6 do 33 przypadków na 100 tysięcy osób. Wśród kobiet zwiększył się z 17 do 47 przypadków na 100 tysięcy.

Naukowcy: to nie jest wyłącznie zjawisko dotyczące nastolatków

Jeden z autorów badania, André Karch z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Münster, zwrócił uwagę, że wzrost liczby diagnoz występuje równolegle zarówno wśród nastolatków, jak i młodych dorosłych.

– Centralnym wnioskiem naszego badania jest to, że wzrost obserwujemy jednocześnie u młodzieży i osób dorosłych – powiedział badacz w rozmowie z dziennikiem „Tagesspiegel”.

Zdaniem autorów oznacza to, że nie można mówić wyłącznie o zjawisku ograniczonym do wieku nastoletniego.

Skąd bierze się wzrost liczby diagnoz?

Samo badanie nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego liczba diagnoz dysforii płciowej tak wyraźnie wzrosła. Autorzy wskazują jednak kilka możliwych wyjaśnień. Ich zdaniem wpływ mogą mieć między innymi łatwiejszy dostęp do opieki medycznej oraz większa społeczna akceptacja osób transpłciowych. Nie wszyscy eksperci zgadzają się jednak z taką interpretacją.

Trwa dyskusja w środowisku psychiatrów

Odmienne stanowisko prezentuje Florian Zepf, psychiatra dziecięcy i młodzieżowy związany z Uniwersytetem w Jenie. Według niego przedstawione dane nie pozwalają wykluczyć czynników specyficznych dla wieku dojrzewania. W środowisku psychiatrów dziecięcych od kilku lat dyskutowane jest między innymi zjawisko określane jako „Rapid Onset”. Termin ten odnosi się do sytuacji, w której młodzi ludzie nagle zaczynają identyfikować się jako osoby transpłciowe. Jak wynika z pierwszego badania przeprowadzonego przez Lisę Littman, część takich nastolatków zmagała się również z innymi problemami psychicznymi, między innymi depresją lub zaburzeniami lękowymi.

Media społecznościowe pod lupą ekspertów

Psychiatra dziecięcy Alexander Korte uważa natomiast, że jednym z czynników mogących wpływać na wzrost liczby osób identyfikujących się jako transpłciowe są media społecznościowe. Według niego internet i platformy społecznościowe mogą odgrywać rolę w kształtowaniu postaw oraz sposobu postrzegania własnej tożsamości przez część młodych ludzi. Kwestia ta pozostaje jednak przedmiotem dalszych badań i debat naukowych.

Wielu pacjentów rozpoczyna terapię hormonalną

Badanie pokazuje również, że znaczna część osób, u których zdiagnozowano dysforię płciową, decyduje się na leczenie hormonalne. Wśród niepełnoletnich około jedna trzecia pacjentów rozpoczyna terapię hormonalną w ciągu dwóch lat od postawienia diagnozy. W przypadku osób dorosłych odsetek ten jest wyższy i wynosi około dwóch trzecich. Autorzy badania zwracają jednak uwagę, że niższy udział niepełnoletnich może wynikać również z bardziej skomplikowanych i czasochłonnych procedur związanych z uzyskaniem zgody na leczenie.

Debata trwa

Opublikowane wyniki ponownie rozbudziły dyskusję na temat przyczyn rosnącej liczby diagnoz dysforii płciowej w Niemczech. Eksperci zgadzają się co do samego faktu wzrostu liczby przypadków, jednak różnią się w ocenie czynników odpowiedzialnych za to zjawisko. Naukowcy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania, które pozwolą lepiej zrozumieć przyczyny obserwowanych zmian i ich znaczenie dla systemu ochrony zdrowia oraz opieki nad młodymi ludźmi.

źródło: bild.de

Niemcy: Brutalny atak na gejów w berlińskim parku. Śledczy badają możliwy motyw homofobiczny

2

Mężczyzna trafił do szpitala po nocnym ataku

Berlińskie służby prowadzą dochodzenie w sprawie brutalnego ataku, do którego doszło w Volkspark Friedrichshain. Śledztwo prowadzi Państwowy Urząd Ochrony Państwa (Staatsschutz), ponieważ istnieje podejrzenie, że przestępstwo mogło mieć podłoże homofobiczne. Poszkodowanym jest 45-letni mężczyzna, którego 22 maja, krótko przed północą, znaleziono rannego w rejonie skrzyżowania ulic Büschingstraße i Friedensstraße. Po odnalezieniu został przewieziony do szpitala. Jak poinformowała policja, wcześniej służby otrzymały zgłoszenie od osoby, która zawiadomiła o rannym mężczyźnie. O sprawie poinformował niemiecki dziennik „Tagesspiegel”.

Śledczy podejrzewają celowy atak na mężczyzn przebywających w tzw. strefie cruisingowej

Według dotychczasowych ustaleń policji grupa nastolatków lub młodych dorosłych mogła celowo atakować mężczyzn przebywających w tzw. strefie cruisingowej znajdującej się na terenie parku. W związku ze zdarzeniem wszczęto postępowanie dotyczące uszkodzenia ciała. Ze względu na trwające śledztwo policja nie ujawnia obecnie dalszych szczegółów.

Czym jest cruising?

Termin „cruising” odnosi się do miejsc, w których homoseksualni mężczyźni spontanicznie i anonimowo poszukują kontaktów seksualnych. Takie lokalizacje znajdują się między innymi w parkach, terenach zielonych czy nad jeziorami. Obszar objęty śledztwem znajduje się w pobliżu Pomnika Bojowników Hiszpańskich („Denkmal der Spanienkämpfer”) w Volkspark Friedrichshain i od dłuższego czasu jest znany jako miejsce spotkań tego typu.

Świadek: grupa liczyła około 15 młodych mężczyzn

Jeden ze świadków opisał dziennikowi „Tagesspiegel” przebieg zdarzeń. Według jego relacji przez park przemieszczała się grupa około 15 młodych mężczyzn w wieku od 16 do 22 lat. Część z nich miała poruszać się z latarkami. Świadek twierdzi, że napastnicy wypychali mężczyzn ukrywających się w zaroślach na bardziej otwarte przestrzenie, a następnie ich atakowali. Kiedy na miejsce przybyła policja, domniemanych sprawców nie było już w okolicy.

To nie pierwszy taki przypadek w tym parku

Volkspark Friedrichshain już wcześniej był miejscem podobnych incydentów. W ubiegłym roku policja wielokrotnie interweniowała w związku ze zdarzeniami mającymi miejsce w obrębie tamtejszej strefy cruisingowej. Szczególnie w sierpniu odnotowano kilka przestępstw, które według policji mogły mieć podłoże homofobiczne. Wówczas służby informowały o wyraźnym wzroście liczby takich zdarzeń.

Organizacja Maneo alarmuje

Na problem zwraca uwagę również berlińska organizacja Maneo, zajmująca się pomocą ofiarom przemocy wobec osób homoseksualnych. Według danych tej instytucji w ubiegłym roku odnotowano 29 przypadków przemocy w miejscach wykorzystywanych do cruisingu. Aż 24 z nich miały charakter wymierzony przeciwko homoseksualnym mężczyznom. Dane te pokazują, że tego rodzaju lokalizacje regularnie stają się celem agresywnych działań sprawców kierujących się uprzedzeniami.

Policja zapowiada wzmożone kontrole

W związku z kolejnym niepokojącym incydentem policja zapowiedziała dalsze monitorowanie sytuacji w Volkspark Friedrichshain. Jak podkreślono, funkcjonariusze odpowiedzialni za ten rejon zostali ponownie uwrażliwieni na zagrożenia związane z możliwymi atakami na tle homofobicznym. Służby deklarują, że będą zwracać szczególną uwagę na bezpieczeństwo osób przebywających w tej części parku. Śledztwo w sprawie ataku pozostaje w toku. Na obecnym etapie nie dokonano jeszcze zatrzymań, a policja nadal wyjaśnia wszystkie okoliczności zdarzenia.

źródło: tagesspiegel.de

Dramat w Niemczech. Uzbrojony mężczyzna postrzelił policjanta i zabarykadował się z dziećmi

1

Wielogodzinna akcja służb w Dortmundzie zakończona

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Dortmundzie, w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia. Uzbrojony 51-letni mężczyzna postrzelił policjanta, a następnie przez wiele godzin barykadował się w mieszkaniu razem z trojgiem swoich dzieci. Dopiero nad ranem zakończył trwający przez całą noc kryzys i dobrowolnie oddał się w ręce policji. Jak poinformowały niemieckie służby, dzieci nie odniosły obrażeń i znajdują się obecnie pod opieką urzędu ds. młodzieży. Ranny funkcjonariusz doznał jedynie lekkich obrażeń dzięki kamizelce kuloodpornej, która uchroniła go przed znacznie poważniejszymi konsekwencjami.

Napastnik poddał się po negocjacjach

Według informacji przekazanych przez policję około godziny 3.30 nad ranem 51-latek po wielogodzinnych negocjacjach dobrowolnie wyszedł przed budynek. Na miejscu od wielu godzin znajdowali się funkcjonariusze oraz specjalna jednostka policji SEK. Mężczyzna został zatrzymany bez stawiania oporu. Policja podkreśliła, że obecnie trwa szczegółowe wyjaśnianie okoliczności zdarzenia oraz ustalanie motywów działania sprawcy.

Wszystko zaczęło się od telefonu alarmowego żony

Początek dramatycznych wydarzeń miał miejsce we wtorek wieczorem. Żona 51-latka zadzwoniła pod numer alarmowy i poprosiła policję o pomoc. Gdy funkcjonariusze przybyli do budynku mieszkalno-usługowego w dzielnicy Höchsten w Dortmundzie, mężczyzna miał otworzyć ogień z ostrej broni palnej. Jeden z wystrzelonych pocisków trafił policjanta. Po oddaniu strzałów sprawca wycofał się do swojego mieszkania. W lokalu przebywała również trójka jego dzieci. To właśnie ich obecność sprawiła, że sytuacja była szczególnie niebezpieczna i wymagała bardzo ostrożnego działania ze strony służb.

Nie wiadomo, czy przez cały czas miał przy sobie broń

Jak przekazał rzecznik policji, na obecnym etapie śledztwa nie jest jasne, czy mężczyzna przez cały okres oblężenia mieszkania posiadał przy sobie broń. Służby nie były również w stanie od razu potwierdzić, czy matka dzieci znajdowała się w mieszkaniu przez część trwania zdarzenia. Policja zaznaczyła jednak, że przez cały czas nie istniało zagrożenie dla osób postronnych.

Doniesienia o wcześniejszym incydencie w restauracji

Dodatkowe informacje na temat przebiegu wydarzeń opublikował dziennik „Bild”. Według gazety mężczyzna miał wcześniej wszcząć awanturę w jednej z restauracji w Dortmundzie. Jak podano, miał grozić gościom lokalu oraz użyć gazu pieprzowego. Następnie miał odjechać samochodem z miejsca zdarzenia. Według tych doniesień, gdy policja próbowała go zatrzymać, oddał strzał przez szybę pojazdu, trafiając funkcjonariusza. Należy jednak podkreślić, że policja początkowo nie potwierdziła tych informacji.

Śledztwo trwa

Po zatrzymaniu 51-latka policja rozpoczęła dalsze czynności dochodzeniowe. Funkcjonariusze będą wyjaśniać zarówno przebieg strzelaniny, jak i okoliczności, które doprowadziły do wielogodzinnego kryzysu z udziałem dzieci. Najważniejszą informacją pozostaje fakt, że trójka dzieci wyszła z tej sytuacji bez obrażeń, a postrzelony policjant odniósł jedynie lekkie rany dzięki ochronie zapewnionej przez kamizelkę kuloodporną.

źródło: bild.de

Nawet 500 euro kary za papierosa! Niemiecki land zaostrza przepisy

2

Nowe przepisy weszły w życie 1 czerwca

Od 1 czerwca w Badenii-Wirtembergii obowiązują znacznie surowsze przepisy dotyczące palenia w miejscach publicznych. Władze landu znowelizowały ustawę o ochronie osób niepalących, rozszerzając listę miejsc objętych zakazem. Nowe regulacje dotyczą nie tylko tradycyjnych papierosów. Po raz pierwszy przepisy obejmują również e-papierosy, waporyzatory oraz szisze. Osoby, które nie będą przestrzegać nowych zasad, muszą liczyć się z wysokimi karami finansowymi.

W tych miejscach palenie jest teraz zabronione

Zgodnie z nowymi przepisami zakaz palenia obowiązuje w wielu ogólnodostępnych miejscach publicznych. Na liście znalazły się między innymi:

  • place zabaw dla dzieci,
  • przystanki autobusowe,
  • przystanki tramwajowe,
  • zewnętrzne strefy ogrodów zoologicznych,
  • tereny parków rozrywki,
  • obszary odkrytych basenów i kąpielisk.

Dodatkowo ze szkolnych dziedzińców mają całkowicie zniknąć wyznaczone wcześniej strefy dla palaczy. Władze argumentują, że celem zmian jest lepsza ochrona dzieci, młodzieży oraz osób niepalących przed biernym wdychaniem dymu.

Niejasności wokół przystanków

Choć nowe przepisy już obowiązują, część ekspertów i samorządowców zwraca uwagę na problemy interpretacyjne. Najwięcej wątpliwości budzi kwestia przystanków komunikacji miejskiej. Nie sprecyzowano bowiem dokładnie, jak duży obszar wokół przystanku jest objęty zakazem. Nie wiadomo między innymi, czy ograniczenia dotyczą wyłącznie miejsca oczekiwania pasażerów, czy również przylegających chodników oraz pobliskich przestrzeni publicznych. To może prowadzić do sporów dotyczących egzekwowania nowych regulacji.

W restauracjach nadal można palić, ale pod warunkami

Mimo zaostrzenia przepisów całkowity zakaz palenia w gastronomii nie został wprowadzony. Restauracje mogą nadal udostępniać pomieszczenia dla palaczy, jednak muszą spełnić określone wymogi. Takie pomieszczenia muszą być całkowicie oddzielone od pozostałej części lokalu, a wstęp do nich mogą mieć wyłącznie osoby pełnoletnie. Wyjątek przewidziano również dla niewielkich lokali gastronomicznych. Jeżeli powierzchnia sali dla gości nie przekracza 75 metrów kwadratowych, właściciel może zezwolić na palenie w całym lokalu. Warunkiem jest jednak brak ciepłych posiłków w ofercie oraz wyraźne oznaczenie obiektu jako lokalu dla palaczy.

Co z barami z sziszą?

Podobne zasady dotyczą lokali oferujących sziszę. Jednocześnie ustawodawca przewidział wyjątek dla barów sziszowych, które funkcjonowały już przed wejściem nowych przepisów w życie. Takie lokale nie będą musiały dostosowywać się do wszystkich nowych ograniczeń.

Wyjątki dla szpitali i domów opieki

Nowelizacja przewiduje również szczególne rozwiązania dla niektórych placówek. Specjalne pomieszczenia dla palaczy mogą nadal funkcjonować między innymi:

  • na oddziałach opieki paliatywnej,
  • w placówkach psychiatrycznych,
  • w domach opieki.

W każdym przypadku konieczne jest jednak spełnienie określonych wymogów prawnych i organizacyjnych. Przepisy przewidują również wyjątki związane z działalnością artystyczną oraz niektórymi czynnościami prowadzonymi przez policję, na przykład podczas przesłuchań.

Kary mogą być bardzo wysokie

Za złamanie nowych przepisów grożą dotkliwe sankcje finansowe. Osoba przyłapana na paleniu w miejscu objętym zakazem może otrzymać mandat w wysokości do 200 euro. Jeżeli naruszenie przepisów się powtórzy, kara może wzrosnąć nawet do 500 euro. Jeszcze wyższe sankcje przewidziano dla właścicieli i operatorów obiektów. Jeżeli nie będą egzekwować zakazu palenia, mogą zostać ukarani grzywną sięgającą 3300 euro. W przypadku kolejnych naruszeń wysokość kary może wzrosnąć nawet do 6500 euro.

Burmistrz Tybingi krytykuje nowe regulacje

Do nowych przepisów sceptycznie odniósł się Boris Palmer. W opublikowanym wpisie w mediach społecznościowych zwrócił uwagę przede wszystkim na nieprecyzyjne zapisy dotyczące przystanków komunikacji miejskiej. Palmer przypomniał, że już podczas prac legislacyjnych Rada Kontroli Norm Badenii-Wirtembergii wskazywała na problem braku jasnego określenia granic obszaru objętego zakazem. Jego zdaniem ustawodawca nie wyjaśnił, gdzie dokładnie kończy się strefa przystanku, co może powodować trudności zarówno dla mieszkańców, jak i służb odpowiedzialnych za egzekwowanie nowych przepisów.

Badenia-Wirtembergia stawia na ochronę osób niepalących

Mimo pojawiających się kontrowersji nowe przepisy oznaczają jedno z największych zaostrzeń zasad dotyczących palenia w Niemczech w ostatnich latach. Władze Badenii-Wirtembergii podkreślają, że głównym celem zmian jest ograniczenie narażenia osób postronnych na dym tytoniowy oraz dostosowanie prawa do nowych form używania nikotyny, takich jak e-papierosy i waporyzatory. Dla palaczy oznacza to jednak konieczność zwracania jeszcze większej uwagi na miejsca, w których sięgają po papierosa. W przeciwnym razie mogą narazić się na wysokie kary finansowe.

źródło: n-tv.de

Niemiecka urzędniczka chce kontrolować AI. Bo algorytm może… kogoś urazić

1

W Niemczech trwa dyskusja o regulacji sztucznej inteligencji

Pełnomocniczka rządu federalnego ds. przeciwdziałania dyskryminacji Ferda Ataman opowiedziała się za wprowadzeniem nowych regulacji dotyczących sztucznej inteligencji i algorytmów. Jej zdaniem obecne przepisy nie zapewniają obywatelom wystarczającej ochrony przed przypadkami dyskryminacji, do których może dochodzić za pośrednictwem systemów komputerowych. Swoje stanowisko przedstawiła podczas konferencji prasowej w Berlinie, gdzie wraz z Evą Andrades, dyrektor zarządzającą Niemieckiego Stowarzyszenia Przeciwdziałania Dyskryminacji, zaprezentowała raport za 2025 rok.

Algorytmy coraz częściej podejmują ważne decyzje

Według Ataman problem staje się coraz bardziej istotny, ponieważ algorytmy i systemy sztucznej inteligencji są wykorzystywane w wielu obszarach życia. Chodzi między innymi o procesy rekrutacyjne, przydzielanie mieszkań czy ocenę klientów przez firmy ubezpieczeniowe. W takich sytuacjach decyzje mające wpływ na życie ludzi mogą być podejmowane częściowo lub całkowicie przez systemy informatyczne. Pełnomocniczka podkreśliła, że osoby korzystające z takich usług powinny być chronione przed ewentualną dyskryminacją wynikającą z działania algorytmów.

Postulat zmian w ustawie o równym traktowaniu

Ataman zaapelowała do Bundestagu o uwzględnienie sztucznej inteligencji i algorytmów w planowanej reformie niemieckiej ustawy o równym traktowaniu (Allgemeines Gleichbehandlungsgesetz – AGG). Jej zdaniem w projekcie zmian zabrakło przepisów odnoszących się do nowych technologii, mimo że ich znaczenie stale rośnie. Jak zaznaczyła, jeśli kwestia dyskryminacji przez sztuczną inteligencję nie zostanie wyraźnie ujęta w ustawie, w niemieckim systemie prawnym pozostanie poważna luka ochronna.

Obywatele powinni wiedzieć, dlaczego algorytm podjął decyzję

Jednym z najważniejszych postulatów pełnomocniczki jest wprowadzenie ustawowego prawa do uzyskania informacji o sposobie działania algorytmu w konkretnym przypadku. Obecnie osoba, która podejrzewa, że została potraktowana niesprawiedliwie przez system sztucznej inteligencji, nie ma prawa dowiedzieć się, dlaczego podjęto wobec niej określoną decyzję. Ataman chce, aby podobne uprawnienia obowiązywały również na poziomie krajowym. Wskazuje przy tym na przepisy unijnego aktu o sztucznej inteligencji (AI Act), które przewidują określone obowiązki informacyjne. Jej zdaniem dostęp do takich informacji pozwoliłby zarówno obywatelom, jak i organizacjom zajmującym się walką z dyskryminacją lepiej oceniać działanie wykorzystywanych systemów.

„Szczególnie niebezpieczna luka w ochronie”

Podczas konferencji prasowej Ferda Ataman podkreśliła, że obecne przepisy nie odpowiadają na pytanie, co dzieje się w sytuacji, gdy źródłem dyskryminacji nie jest człowiek, lecz program komputerowy. Zwróciła uwagę, że niemiecka ustawa o równym traktowaniu nie odnosi się obecnie do takich przypadków. Brakuje również orzecznictwa sądowego, które mogłoby wyznaczyć kierunek interpretacji prawa. Według pełnomocniczki oznacza to istnienie „szczególnie niebezpiecznej luki w ochronie”, która wymaga pilnego usunięcia.

Krytyka planowanej reformy

Postulaty dotyczące sztucznej inteligencji są częścią szerszej debaty nad reformą niemieckich przepisów antydyskryminacyjnych. Rząd federalny przygotował projekt zmian w ustawie AGG, jednak zdaniem Ataman proponowane rozwiązania są niewystarczające. Pełnomocniczka oceniła, że projekt nie odpowiada rzeczywistym potrzebom reformy i nie zapewnia skutecznej ochrony osobom doświadczającym dyskryminacji.

Co przewiduje projekt rządu?

Jednym z elementów przygotowywanej reformy jest wydłużenie terminu na wniesienie pozwu w sprawach dotyczących dyskryminacji o dwa miesiące. To właśnie ten zapis znalazł się wśród punktów szczególnie krytykowanych przez Ataman. Jej zdaniem zmiany są zbyt ograniczone i nie rozwiązują najważniejszych problemów związanych z ochroną praw obywateli. Według pełnomocniczki jedynie w obszarze ochrony przed molestowaniem seksualnym można mówić o pewnych, choć niewielkich, postępach.

Rząd „zmarnował szansę”?

Podsumowując swoje stanowisko, Ferda Ataman stwierdziła, że niemiecki rząd nie wykorzystał okazji do stworzenia skutecznego narzędzia prawnego chroniącego przed dyskryminacją. Jej zdaniem nowe technologie już dziś wpływają na decyzje dotyczące zatrudnienia, mieszkania czy usług finansowych, dlatego przepisy powinny nadążać za tymi zmianami. Debata wokół reformy ustawy o równym traktowaniu prawdopodobnie będzie kontynuowana w najbliższych miesiącach. Jednym z głównych tematów pozostanie pytanie, w jaki sposób państwo powinno kontrolować wykorzystanie sztucznej inteligencji i chronić obywateli przed ewentualnymi nadużyciami związanymi z automatycznym podejmowaniem decyzji.

źródło: n-tv.de

Chrześcijanie na celowniku w Niemczech? Przerażający bilans ataków na kościelną kawiarnię

0

Po niespełna trzech latach kawiarnia kończy działalność

Konserwatywny kościół Zeal Church z Lipska poinformował o zamknięciu prowadzonej przez siebie kawiarni Stay-Café. Decyzja została podjęta po serii 26 ataków przypisywanych środowiskom lewicowych ekstremistów.

Jak wyjaśnił pastor René Wagner podczas niedzielnego nabożeństwa, była to bardzo trudna decyzja, podyktowana względami finansowymi. Podkreślił, że za projektem stały miejsca pracy, marzenia, ogromne zaangażowanie członków wspólnoty, a także zainwestowane pieniądze i lata wysiłku.

„Lewicowi ekstremiści nie wygrali”

Mimo zamknięcia lokalu pastor kilkukrotnie podkreślał, że sprawcy ataków nie osiągnęli swojego celu. – Lewicowi ekstremiści w Lipsku nie wygrali – powiedział podczas wystąpienia.

Wagner zwrócił uwagę, że przez wiele lat konserwatywni chrześcijanie w Niemczech praktycznie nie byli obecni w debacie publicznej. Jego zdaniem sytuacja zmieniła się w ostatnim czasie, gdy media publiczne zaczęły publikować materiały dokumentalne poświęcone konserwatywnym wspólnotom chrześcijańskim.

Pastor krytycznie odniósł się do niektórych reportaży emitowanych przez niemieckie stacje publiczne ARD i ZDF, które przedstawiały zaangażowanych chrześcijan w negatywnym świetle. Jednocześnie zaznaczył, że dzięki temu temat działalności konserwatywnych wspólnot religijnych stał się bardziej widoczny w przestrzeni publicznej.

Wspólnota nie zamierza rezygnować ze swojej działalności

René Wagner zapewnił, że zamknięcie kawiarni nie oznacza rezygnacji z działalności religijnej. Jak podkreślił, misją wspólnoty nigdy nie była sprzedaż kawy czy wypieków, lecz działalność duszpasterska i ewangelizacyjna. Zapowiedział dalsze prowadzenie nabożeństw, modlitw oraz chrztów. Według jego deklaracji dotychczasowa przestrzeń zajmowana przez kawiarnię ma być nadal wykorzystywana przez wspólnotę, choć szczegóły przyszłych planów nie zostały jeszcze przedstawione.

Seria ataków od momentu otwarcia

Stay-Café rozpoczęła działalność we wrześniu 2023 roku. Jak podaje wspólnota, pierwsze akty wandalizmu pojawiły się niemal natychmiast po otwarciu lokalu. Najpoważniejsze szkody spowodował atak z użyciem kwasu masłowego przeprowadzony w nocy z Wigilii na pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. Według przedstawicieli kościoła straty wyniosły około 20 tysięcy euro. Oprócz tego lokal wielokrotnie stawał się celem innych działań, takich jak wybijanie szyb, niszczenie elewacji czy wykonywanie graffiti. Dodatkowe koszty generowały również przymusowe zamknięcia lokalu po kolejnych incydentach.

Lewicowi ekstremiści tłumaczyli swoje działania

Na portalu Indymedia osoby identyfikujące się ze środowiskami lewicowo-ekstremistycznymi uzasadniały swoje działania poglądami wspólnoty. Według zamieszczonych tam wpisów kawiarnia miała być prowadzona przez „fundamentalistycznych” i „skrajnie konserwatywnych” chrześcijan oraz reprezentować postawy określane przez autorów jako „wrogie wobec osób LGBT” i „mizoginiczne”. Z tego powodu autorzy wpisów deklarowali, że celem ich działań jest doprowadzenie lokalu do finansowego upadku.

Jakie poglądy reprezentuje Zeal Church?

Zeal Church to chrześcijańska wspólnota zielonoświątkowa działająca w Niemczech. Choć wyróżnia się nowoczesnym stylem nabożeństw i dopuszcza kobiety do pełnienia funkcji pastorek, w kwestiach etycznych i rodzinnych prezentuje raczej konserwatywne stanowisko. Wspólnota nie udziela ślubów parom jednopłciowym oraz opowiada się za ochroną życia nienarodzonych dzieci.

Zarzuty wobec władz miasta

Pastor Wagner skrytykował również postawę władz Lipska. Jego zdaniem miasto do dziś nie uznało politycznego i religijnego charakteru ataków. Jak podkreśla, chodzi nie tylko o zniszczenie lokalu, lecz także o ataki wymierzone w chrześcijańską tożsamość wspólnoty, jej teologię oraz konserwatywne rozumienie małżeństwa i rodziny.

Władze miasta prezentowały jednak inne stanowisko. W przeszłości przedstawiciele magistratu argumentowali, że ataki były wymierzone przede wszystkim w działalność komercyjną kawiarni, a nie bezpośrednio w praktyki religijne prowadzone przez wspólnotę. Zdaniem urzędników nie doszło więc do ograniczenia wolności religijnej, ponieważ nabożeństwa i inne działania kościoła mogły odbywać się nadal.

Pastor: „Wrogość wobec chrześcijan w Europie rośnie”

René Wagner wyraził przekonanie, że podobnych incydentów może w przyszłości przybywać. Jego zdaniem w Europie rośnie liczba ataków na kościoły i instytucje chrześcijańskie, dlatego wierzący powinni głośno mówić o takich przypadkach. Jednocześnie podkreślił, że odpowiedzią wspólnoty nie będzie nienawiść ani chęć odwetu.

Według pastora konieczne jest jednak egzekwowanie prawa, pociąganie sprawców do odpowiedzialności oraz zwracanie uwagi opinii publicznej na zjawiska, które mogą negatywnie wpływać na społeczne współistnienie różnych grup i środowisk w Niemczech.

Sprawa zamknięcia kawiarni Stay-Café ponownie wywołała debatę na temat granic protestu politycznego, wolności religijnej oraz narastających napięć ideologicznych w niemieckim społeczeństwie.

źródło: bild.de

Niemcy szykują nowy system deportacji. UE zgodziła się na centra odsyłania migrantów poza granicami wspólnoty

1

Przełomowa decyzja Unii Europejskiej

Po latach sporów dotyczących polityki migracyjnej państwa członkowskie Unii Europejskiej oraz Parlament Europejski osiągnęły porozumienie w sprawie nowego systemu powrotów migrantów. Nowe przepisy przewidują możliwość kierowania osób, którym odmówiono prawa do azylu, do specjalnych ośrodków znajdujących się poza granicami Unii Europejskiej. To właśnie stamtąd mają być organizowane ich deportacje do krajów pochodzenia. Porozumienie zostało potwierdzone przez cypryjską prezydencję w Radzie UE. Ostateczna akceptacja przez Parlament Europejski i państwa członkowskie jest uznawana za formalność.

Odrzucony wniosek azylowy będzie oznaczał przeniesienie do ośrodka poza UE

Zgodnie z nowymi zasadami osoby, które nie otrzymają statusu ochronnego i nie opuszczą Unii dobrowolnie, będą mogły zostać przeniesione do specjalnych centrów zlokalizowanych w państwach trzecich. To właśnie tam mają być prowadzone procedury związane z ich wydaleniem z Europy. Z nowych przepisów wyłączono małoletnich bez opieki. Nie dotyczy to jednak rodzin z dziećmi, które również mogą zostać objęte nowym systemem. Państwa spoza UE, które zgodzą się prowadzić takie ośrodki, mają otrzymywać wsparcie finansowe lub ułatwienia wizowe.

Niemcy już szukają partnerów do realizacji planu

Niemcy należą do krajów aktywnie wspierających nowe rozwiązanie. Jak wynika z informacji przekazanych przez niemieckie media, rząd federalny prowadzi już rozmowy z potencjalnymi państwami partnerskimi, które mogłyby przyjmować osoby przeznaczone do deportacji. Jednym z głównych zwolenników projektu jest niemiecki minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt (CSU), który od miesięcy opowiada się za zaostrzeniem polityki migracyjnej. Na razie nie ujawniono, które kraje mogłyby uczestniczyć w nowym systemie.

Surowsze konsekwencje dla osób odmawiających wyjazdu

Nowe regulacje przewidują również dodatkowe środki wobec migrantów, którzy będą utrudniać lub odmawiać wykonania decyzji o opuszczeniu kraju. W takich przypadkach możliwe będzie między innymi:

  • odebranie świadczeń socjalnych,
  • zatrzymanie dokumentów podróży,
  • zastosowanie aresztu deportacyjnego.

Standardowy maksymalny okres takiego zatrzymania ma wynosić do 24 miesięcy. W szczególnych przypadkach będzie mógł zostać wydłużony nawet do 30 miesięcy. Co istotne, pod koniec ubiegłego roku UE przyjęła już podstawy prawne umożliwiające dalsze przenoszenie części procedur azylowych poza granice wspólnoty.

Europa wyciągnęła wnioski z wcześniejszych niepowodzeń

W ostatnich latach podobne rozwiązania próbowały wdrażać pojedyncze państwa. Włochy planowały utworzenie ośrodków dla migrantów w Albanii, jednak projekt napotkał problemy prawne i trafił przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Jeszcze większym echem odbił się brytyjski plan wysyłania osób ubiegających się o azyl do Rwandy. Program kosztował około 830 milionów euro, ale ostatecznie został zablokowany przez sądy. Według zwolenników nowego systemu Unia Europejska opracowała rozwiązanie różniące się od wcześniejszych projektów i mające większe szanse na skuteczne wdrożenie.

Coraz więcej deportacji, coraz mniej wniosków azylowych

Z danych przytoczonych przez unijnych polityków wynika, że skuteczność deportacji w Europie stopniowo rośnie. W 2025 roku około 28 proc. osób zobowiązanych do opuszczenia UE faktycznie zostało odesłanych do swoich krajów. Jednocześnie liczba nowych wniosków azylowych systematycznie spada. Szczególnie widoczne jest to w Niemczech, gdzie w maju odnotowano najniższą liczbę nowych wniosków azylowych od 2020 roku. Zmniejsza się również liczba nielegalnych przekroczeń granic.

Politycy: bez skutecznych powrotów system traci wiarygodność

Porozumienie poparła między innymi europosłanka CDU Lena Düpont, pełniąca funkcję rzeczniczki Europejskiej Partii Ludowej do spraw polityki wewnętrznej. Jej zdaniem osoby potrzebujące ochrony powinny ją otrzymywać, natomiast osoby niespełniające warunków azylowych muszą opuszczać Europę. Według polityk tylko skuteczne wykonywanie decyzji deportacyjnych może zapewnić długoterminowe funkcjonowanie europejskiego paktu migracyjnego. Podobne stanowisko przedstawił unijny komisarz do spraw wewnętrznych i migracji Magnus Brunner. Podkreślił on, że nowe porozumienie stanowi kolejny ważny krok w zmianie europejskiej polityki migracyjnej. Jego zdaniem osoby, które nie mają prawa przebywać na terytorium Unii Europejskiej, powinny skutecznie opuszczać jej granice, a nowe przepisy mają zwiększyć kontrolę nad wykonywaniem decyzji deportacyjnych.

Niemcy liczą na skuteczniejsze odsyłanie migrantów

Nowe przepisy są postrzegane przez niemiecki rząd jako jedno z kluczowych narzędzi mających usprawnić politykę migracyjną. Berlin liczy, że możliwość kierowania migrantów do ośrodków poza UE pozwoli zwiększyć liczbę skutecznie przeprowadzanych deportacji i ograniczyć przypadki pozostawania w Europie osób, które otrzymały prawomocną decyzję o opuszczeniu kraju. Jeżeli proces legislacyjny zakończy się zgodnie z planem, Unia Europejska po raz pierwszy stworzy jednolite ramy prawne umożliwiające funkcjonowanie takich centrów na szeroką skalę.

źródło: bild.de

Niemcy: właściciel sklepu skazany za tabliczkę „Zakaz wstępu dla Żydów”. Sąd mówi o podżeganiu do nienawiści

0

Antysemicki napis wywołał oburzenie w całym kraju

Sąd Rejonowy we Flensburgu skazał 60-letniego właściciela sklepu z używanymi przedmiotami za podżeganie do nienawiści. Powodem był antysemicki napis, który mężczyzna umieścił w witrynie swojego lokalu we wrześniu 2025 roku.

Na wywieszonym ogłoszeniu znajdował się między innymi napis: „Żydzi mają tutaj zakaz wstępu!!!”. Kartka była dobrze widoczna dla przechodniów i pozostawała w oknie sklepu przez około cztery godziny. Sprawa wywołała duże poruszenie nie tylko w Niemczech, ale również za granicą.

Wyrok: sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu

Sąd uznał mężczyznę za winnego podżegania do nienawiści zgodnie z § 130 niemieckiego kodeksu karnego. W rezultacie 60-latek został skazany na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Dodatkowo, jako jeden z warunków okresu próbnego, będzie musiał wpłacić 1200 euro na rzecz miejsca pamięci byłego obozu koncentracyjnego w Ladelund. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Sąd: napis przypominał nazistowskie bojkoty

Uzasadniając orzeczenie, sędzia podkreśliła, że oskarżony podżegał do nienawiści wobec Żydów mieszkających w Niemczech oraz naruszył ich godność poprzez publiczne poniżenie i dyskryminację. Zdaniem sądu mężczyzna doskonale wiedział, co robi.

Sędzia wskazała, że treść ogłoszenia miała świadomie nawiązywać do nazistowskich wezwań do bojkotu żydowskich sklepów i przedsiębiorców z czasów III Rzeszy. Jak zaznaczono podczas rozprawy, nie był to spontaniczny wybryk ani działanie chronione wolnością słowa. – To było podżeganie i tworzenie nastrojów nienawiści, a nie dopuszczalna forma wyrażania opinii – stwierdził sąd.

Oskarżony przyznał się do winy

Podczas procesu mężczyzna przyznał, że to on wywiesił kontrowersyjny napis. Oświadczenie w jego imieniu odczytał adwokat. Oskarżony wyraził żal z powodu swojego postępowania i zapewnił, że nie chciał zranić uczuć członków społeczności żydowskiej. Zadeklarował również, że podobna sytuacja nie powtórzy się w przyszłości.

Tłumaczył się wojną w Strefie Gazy

W trakcie wcześniejszego postępowania przygotowawczego mężczyzna próbował uzasadniać swoje zachowanie konfliktem na Bliskim Wschodzie. Podczas przesłuchania przez policję twierdził, że wszyscy znani mu Żydzi popierają działania wojenne w Strefie Gazy. Później przyznał jednak, że błędnie uogólnił swoje przekonania i powinien był odróżniać osoby popierające wojnę od tych, które są jej przeciwne.

Interweniowała policja

Jak ustalono podczas procesu, właściciel sklepu usunął kartkę z witryny dopiero po stanowczej interwencji policji. Następnie miał jeszcze zawiesić ją wewnątrz swojego lokalu. Sprawa szybko stała się głośna. Informowały o niej liczne niemieckie i zagraniczne media.

Zgłoszenia napływały także z zagranicy

Według informacji przekazanych przez sąd w związku z incydentem wpłynęły łącznie 24 zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Część zgłoszeń pochodziła nie tylko z Niemiec, ale również z innych krajów. Skala reakcji pokazała, jak duże oburzenie wywołał antysemicki napis i jego historyczne skojarzenia z prześladowaniami Żydów w czasach narodowego socjalizmu.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny

Orzeczenie zostało wydane w ramach porozumienia pomiędzy stronami postępowania. Z tego względu uczestnicy procesu nie mogą skutecznie zrzec się prawa do odwołania. Oznacza to, że wyrok może jeszcze zostać zaskarżony. Zgodnie z niemieckimi przepisami obowiązuje tygodniowy termin na wniesienie środka odwoławczego. Sprawa ponownie wywołała w Niemczech debatę na temat granic wolności słowa, odpowiedzialności za publiczne wypowiedzi oraz walki z antysemityzmem.

źródło: lto.de