Wartość samochodu osoby żyjącej w Niemczech z zasiłku nie może przekraczać 7.500€!

Zgodnie z decyzją Krajowego Sądu ds. Socjalnych Dolna Saksonia – Brema (niem. Landessozialgericht Niedersachsen-Bremen), rodzina zdana na zasiłek dla bezrobotnych, nie może domagać się posiadania wspólnego, droższego samochodu, zamiast dwóch tańszych.

W Niemczech obowiązuje przepis, który zezwala osobom żyjącym z zasiłku socjalnego dla bezrobotnych (Hartz IV lub inaczej ALG II) i będącym zdolnymi do pracy, na posiadanie samochodu o maksymalnej wartości do 7.500 euro. Ma ona na celu ułatwienie tym osobom znalezienia pracy. Wartość ta nie może być jednak sumowana, w celu nabycia droższego pojazdu – tak zadecydowali we wtorek sędziowie (19.09.17 – źródło: Bild.de). Rodzina posiadająca droższy samochód, musi się w tym wypadku utrzymać z kwoty, która przekracza 7.500 € wartości samochodu, zanim otrzyma zasiłek dla bezrobotnych.

Sąd argumentuje swoją decyzję tym, że przepis ma chronić mobilność danej osoby, a nie jej majątek.

Wartość samochodu musi zostać przeznaczona na utrzymanie

Pozew złożyła rodzina z Wolfsburga, która złożyła wniosek o zasiłek dla bezrobotnych (Hartz IV) i posiadała samochód o wartości 11.000 euro. W tym wypadku sąd zdecydował, że zanim zostanie jej przyznany zasiłek, musi ona przeznaczyć na życie 3.500 euro, o które została przekroczona dopuszczalna wartość samochodu.

Rodzina próbowała argumentować, że przecież zarówno ojciec, jak i matka mogą posiadać samochód o wartości 7.500 euro, co w sumie daje 15.000 euro. Wspólny samochód znajdowałby się według ich interpretacji przepisu w dopuszczalnej granicy.

Sąd zdecydował jednak inaczej. Wniosek o rewizję został odrzucony.

Bitwa o Polskę, walczymy z Islamistami!

„Bitwa o Polskę” to nazwa planowanej do wydania gry planszowej i nie byłoby w niej nic intrygującego, gdyby nie fakt dotyczący jej fabuły. W grze przyjdzie nam bowiem walczyć przeciwko muzułmanom zalewającym Europę! Mimo, iż po zapoznaniu się z jej regułami, temat prezentuje się zgoła inaczej, to właśnie tak „w złym świetle” gra została odebrana.

Z fikcji do rzeczywistości?

Fabuła przedstawia się następująco: jest rok 2039, w którym cała Europa została już opanowana przez islamskich fanatyków. Swoich granic przed najeźdźcami jako ostatni kraj broni Polska. Tu w swoje role wchodzą gracze, obrońcy i najeźdźcy, polska armia i terroryści.

„Celem gry jest pokonanie wroga, a dróg do zwycięstwa jest wiele i nie ma jednej taktyki, która zapewnia wygraną” tłumaczy główny twórca gry, Michał Jeżak.

W założeniu twórców, studentów i absolwentów Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, którzy są autorami tego projektu, gra przede wszystkim ma przypominać czym jest patriotyzm, rozwijać strategiczne myślenie, uczyć taktyki i pokory.

Zamachy inspiracją

Głównym założeniem przy tworzeniu gry, było przypomnienie przyszłym graczom, w niespotykany dotąd sposób, czym jest prawdziwy patriotyzm i jak powinna być kształtowana postawa obywatela wobec różnych zagrożeń zewnętrznych. Twórcy tym projektem chcą również zwrócić uwagę na problem terroryzmu w Europie i skłonić ludzi do refleksji na temat historii Polski. Inspiracją była, jak sami mówią, niestabilna obecnie sytuacja spowodowana zamachami terrorystycznymi.

W sieci zawrzało

Po opublikowaniu pierwszych informacji promocyjnych dotyczących gry, w sieci zawrzało. Mimo wielu krzepiących komentarzy, znaczna część osób zarzucała i wciąż zarzuca twórcom ksenofobię. Głównym problemem (prócz arabskich napisów) jaki widzieli, była zamieszczona grafika reklamowa, przedstawiająca z jednej strony Polaków z biało-czerwonymi opaskami na ramionach, po drugiej, muzułmanów z zakrwawionym nożem i karabinem, która prezentowała się tak;

Grafika ta została już edytowana i w lekko zmienionej formie wygląda następująco;

Na grę zwrócił również uwagę Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, który orzekł „gra wpisuje się w popularną prawicową narrację; każdy terrorysta to muzułmanin” dodając na temat stylu powyższej grafiki „stereotypowe postaci z gry niebezpiecznie przypominają styl propagandy, w której przedstawiano Żydów”.

Na falę komentarzy, twórcy na oficjalnym profilu gry również odpowiedzieli oświadczeniem;

https://www.facebook.com/bitwaopolske/posts/148891992369809

Czy studenci mają problem?

Dyrektor biura prasowego Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie Dominik Łazarz, napisał; „Informujemy, że autorzy gry bezprawnie i bez zgody Władz Uczelni użyli logotypu WSIiZ oraz podali nieprawdziwą informację, iż grę wspiera Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Z uwagi na powyższe, sprawa ta została w trybie natychmiastowym skierowana do Rzecznika Dyscyplinarnego ds. Studentów WSIiZ”.

Mój komentarz tego dla ludzi z Ośrodka Monitorowania zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych jest taki:

Nie każdy muzułmanin to terrorysta, racja, lecz tak się ostatnio „niefortunnie” składa, że większość ostatnich zamachowców stanowili muzułmanie. Nie ma zatem co się dziwić genezie Państwa słów „gra wpisuje się w popularną prawicową narrację”, ponieważ to tylko odzwierciedlenie rzeczywistości w społecznych nastrojach.

Stanowisko wysoko cenionej w ogólnopolskich rankingach uczelni, o odcięciu się od pracy swoich studentów jestem w stanie zrozumieć. Na tej samej uczelni studiują również obcokrajowcy, dla których wspieranie takich jak ten „nacjonalistycznych” projektów byłoby co najmniej niezrozumiałe.

Również sama szkoła dzięki dofinansowaniu ze środków unijnych może zaoferować taniej taki kierunek jak chociażby „Master of Business Administration” (MBA) jak czytamy na stronie; »Dofinansowane przez UE studia dają wyjątkową możliwość uczestnictwa w takim kształceniu na Podkarpaciu za cenę kilkakrotnie niższą niż w innych ośrodkach w Polsce«. Świetna okazja uważam! Dlatego też za „wybryki” kilku własnych studentów, można byłoby stracić zdecydowanie więcej, takie dofinansowanie na przykład. Łatwiej się odciąć niż tłumaczyć.

(Opis gry, jako „pochwała” pracy studentów jeszcze w sobotę (09.09.) znajdowała się na internetowej stronie WSIiZ, lecz został już usunięty)

Do twórców

Osobiście mogę tylko przyklasnąć i pogratulować pomysłu na fikcyjną grę. Nie warto przejmować się skrajnymi komentarzami, a medialny szum, który spowodowała fabuła tylko pomoże w jej (Bitwa o Polskę) wypromowaniu. Wszyscy możemy tworzyć projekty i gry jakie chcemy, bo czy nie na tym polega wolność słowa i przekonań? Nieuregulowaną sprawą zostało by jedynie to, kto do kogo najchętniej by w tych grach strzelał, ale to już kwestia gustu.

Pomyślcie panowie kiedyś o wysłaniu kilku już gotowych i darmowych egzemplarzy do urzędów emigracyjnych Francji, Szwecji, Belgi czy chociażby Niemiec. Może pomogłyby bardziej, niż malowanie kredkami asfaltów w miejscach dotychczasowych zamachów.

Muzułmanie w Europie – zintegrowani lecz nieakceptowani?

1

W porównaniu do innych krajów zachodnioeuropejskich, Niemcy wypadaja całkiem dobrze, jeśli chodzi o integrację muzułmańskich migrantów. Taki jest wynik badań fundacji Bertelsmann, w których porównano sytuację muzułmanów, przybyłych do Niemiec, Szwajcarii, Austrii, Francji oraz Wielkiej Brytanii przed rokiem 2010. W badaniach rozpatrzono cztery kategorie: praca, kompetencje językowe, wykształcenie oraz kontakty społeczne.

Odsetek pracujących muzułmanów jest najwyższy w Niemczech

W przypadku integracji na rynku pracy, Niemcy wypadają najlepiej spośród wszystkich przebadanych krajów. Prawie 60 procent muzułmanów pracuje na pełnym etacie, a 20 procent na pół etatu, co jest zbliżone do średniej krajowej. Również kwoty dotyczące bezrobotnych są coraz bardziej zbliżone do tych krajowych.

Nieco trudniej mają w Niemczech głęboko wierzący muzułmanie. Ci znajdują pracę odpowiadającą ich kwalifikacjom bardzo rzadko oraz zarabiają znacznie mniej, niż niepraktykujący muzułmanie. Pod koniec roku 2015 w Niemczech żyło 4,7 mln muzułmanów. 40 procent z nich mówi o sobie, że są wierzący.

W Wielkiej Brytanii, praktykujący muzułmanie wykonują podobne zawody, jak ci nie praktykujący, biorąc pod uwagę takie same kwalifikacje zawodowe. „Muzułmanie mieszkający w Wielkiej Brytanii, zyskują najwidoczniej na prawie równości, które stawia islam na równi z innymi religiami” – zauważa Yasemin El-Menouar, ekspertka ds. islamu w fundacji Bertelsmann. Przykładem jest choćby istniejąca od prawie 10 lat regulacja, która zezwala brytyjskim policjantkom na noszenie hidżabu.

Odestek muzułmanów dorastających z językiem niemieckim wynosi 73 procent

Badania Bertelsmann wykazały oprócz tego, iż 73 procent dzieci muzułmańskich migrantów dorasta z językiem niemieckim jako pierwszym językiem. Odestek ten wzrasta z generacji na generację. Pośród wszystkich muzułmańskich migrantów, jedna piąta deklaruje język niemiecki jako pierwszy język.

Również we Francji, Wielkiej Brytanii, Austrii oraz Szwajcarii kompetencje językowe ulegają poprawie z generacji na generację.

Aż 36 procent niemieckich muzułmanów kończy edukację w wieku 17 lat

We Francji jedynie 11 procent muzułmanów kończy edukację w wieku 17 lat. W Niemczech jest ich o wiele więcej, bo aż 36 procent. Naukowcy podają jako powód różne systemy szkolnictwa: We Francji dzieci uczą się dłużej w tych samych klasach, a migranci znają często bardzo dobrze francuski, ze względu na przeszłość kolonialną. Wysoki współczynnik zdobycia wykształcenia nie chroni jednak francuskich muzułmanów przed ponadprzeciętnym bezrobociem.

„Międzynarodowe porównanie pokazuje, że to nie religia decyduje o powodzeniu integracji, lecz ogólne warunki państwowe, ekonomiczne i społeczne” – mówi Stephan Vopel, ekspert fundacji Bertelsmann ds. społecznych.

Muzułmanie chętnie spędzają wolny czas z osobami innych wyznań

85 procent przebadanych w Szwajcarii muzułmanów podaje, iż w czasie wolnym utrzymuje często lub bardzo często kontakty z osobami innych wyznań. Również w Niemczech i Francjii odsetek ten jest stosunkowo wysoki i wynosi 78 procent. Nieco rzadziej mają miejsce tego typu kontakty w Wielkiej Brytanii (68 procent) i w Austrii (62 procent).

96 procent niemieckich muzułmanów podaje, iż czuje więź z Niemcami.

Muzułmanie nadal nieakceptowani w Europie

Badania „Muzułmanie w Europie – zintegrowani lecz nie akceptowani” pokazują również, jak duża jest niechęć wobec muzułmanów. Na pytanie „Kogo niezakaceptowalibyście jako sąsiada” we wszystkich pięciu krajach największy odsetek badanych opowiedział się przeciwko muzułmanom. Dopiero w dalszej kolejności wymieniano rodziny z dużą ilością dzieci, pracowników sezonowych, homoseksualistów, żydów, ludzi o innym kolorze skóry, ateistów i chrześcijan.

Jedynie niechęć Brytyjczyków do wielodzietnych rodzin osiągnęła porównywalnie zły wynik, który wyniósł 28 procent. W Niemczech 19 procent badanych opowiedziała się przeciwko muzułmanom jako sąsiadom.

Cejrowski o Polakach za granicą – dlaczego wstydzimy się swojego pochodzenia?

5

Jak słusznie zauważa Wojciech Cejrowski, wielu Polaków wstydzi się za granicą swoich korzeni. Jest to o tyle smutne, że nie mamy większych powodów, żeby się tego wstydzić. Możemy się poszczycić wspaniałą historią i wieloma osiągnięciami na arenie międzynarodowej.

Wojciech Cejrowski opisuje jak widzą nas, Polaków, na całym świecie. Posłuchajcie sami:

https://www.youtube.com/watch?v=2gmUhLXjtdo

Streaming filmów w internecie jest w Niemczech przestępstwem!

Jeśli oglądacie na tzw. „streamie” nielegalnie filmy, to łamiecie prawo (Trybunał Unii Europejskiej, decyzja z dnia 26.04.2017, nr sprawy C-527/15).

Decyzja Trybunału niektórych mocno zaskoczyła: jeśli oglądacie na streamie filmy, seriale czy transmisje na żywo wydarzeń sportowych bez zgody autorów, istnieje ryzyko, że postępujecie niezgodnie z prawem. Aby mieć pewność, należy unikać korzystania z takich stron jak kinox.to albo movie4k.to.

Sytuacja prawna odnośnie streamingu

Streaming to wszelkie usługi pozwalające na słuchanie muzyki, czy też oglądanie filmów online. W tym przypadku nie trzeba ściągać plików na swój komputer, a dostawca wysyła treści w postaci transmisji online. Najczęściej treści te są chronione prawem autorskim. Istnieje jeszcze natomiast coś takiego jak „filesharing”, czyli wymiana plików. W tym wypadku użytkownicy ściągają pewne treści, ale też tak jakby w zamian dodają inne z własnego dysku. Filesharing treści chronionych prawem autorskim też jest oceniany jako naruszenie prawa. Przemysł muzyczny i filmowy wystąpił przeciwko osobom zarządzającym takimi stronami jak kinox.to, czy movie4k.to, ale użytkownicy tych podejrzanych stron do tej pory nie mieli nieprzyjemności, ani nie byli karani.

Było to związane z tym, że zgodnie z opiniami prawników, streaming stanowi wyjątek w prawie autorskim: plik z filmem zapisywany jest na komputerze tylko w pamięci tymczasowej podczas oglądania, później tych danych już nie ma. Zgodnie z wytycznymi unijnymi i niemieckim prawem autorskim, jest to wyjątkowy przypadek czynności „przejściowej, mijającej i krótkotrwałej”. Dlatego użytkownicy nielegalnych stron z filmami mogli się czuć do tej pory bezkarni, ponieważ nie ściągali filmów tylko je po prostu oglądali. Ci użytkownicy, a także prawnicy, którzy myśleli właśnie w ten sposób, muszą teraz zmienić swój tok rozumowania.

Decyzja Trybunału Unii Europejskiej uderza w użytkowników stron ze streamami

Właściwa podstawa powództwa, o którym wspomnieliśmy na wstępie, nie dotyczyła wcale użytkowni ków, a komercyjnego dostawcy usług z siedzibą w Holandii. Jego strona z multimediami o nazwie „Filmspeler” linkowała też do filmów, które były tam nielegalnie. W związku z tym Sąd Holenderski poprosił Trybunał Unii Europejskiej o decyzję. Najwyraźniej sąd przychylił się do decyzji prokuratora generalnego. Argumentował on w swojej mowie oskarżycielskiej, że użytkownicy streamingu mieli zamiar za darmo oglądać filmy, za które tak naprawdę powinni zapłacić. Tłumaczył też, że użytkownicy doskonale wiedzieli, kiedy chodzi o streaming. Mówił, że nie jest to normalne działanie w sieci i nie można tego porównać z surfowaniem w internecie. Wnioski były takie, że z technicznego punktu widzenia, nie można porównać osoby, która szpera w internecie i odwiedza różne portale z zachowaniem osoby, która ogląda filmy czy seriale przy pomocy streamingu.

Trybunał Unii Europejskiej przychylił się do tej opinii tłumacząc, że oferta portalu może stanowić naruszenie praw autorskich, ponieważ chronione dzieła udostępniane są publicznie. Nawet jeśli to powielanie jest z technicznego punktu widzenia tylko „przelotne i krótkotrwałe”, działa to na szkodę autorów, ponieważ użytkownicy nie płacą za oglądanie ich dzieł. W związku z tym, że decyzję Trybunału Unii Europejskiej można odnieść do każdego komputera, to przyszła prawna ocena będzie zależeć od dokładnego przebiegu procesu streamingowego.

Konsekwencje dla użytkowników stron streamingowych

Krótko mówiąc: ryzyko pociągnięcia do odpowiedzialności i otrzymania upomnienia oraz kary finansowej zdecydowanie wzrosły wraz z wyżej opisaną decyzją Trybunału Unii Europejskiej. Sądy będą musiały w przyszłości rozstrzygać w każdym przypadku z osobna, czy użytkownik mógł rozróżnić nielegalną stronę od legalnej. W pierwszej kolejności będzie należało zatem wyjaśnić i ustalić, czy chodzi o „jawne i sprzeczne z prawem” wykorzystanie zasobów internetu.

Wygrana w lotto jako pobierający zasiłek w Niemczech – skutki prawne

Jeśli jako odbiorca świadczeń dla bezrobotnych, Hartz IV, coś wygracie, musicie to niezwłocznie zgłosić w Jobcenter. Taka wygrana doliczana jest do kwoty zasiłku. W zależności od wysokości wygranej, może ona doprowadzić do obniżenia ALG II (Arbeitslosengeld II czyli inaczej mówiąc Hartz IV). W orzecznictwie były już takie przypadki:

  • Wliczenie wygranej w wysokości 500 euro do świadczeń Hartz IV w dwóch ratach miesięcznych

Sąd przyznał jednak powodowi równowartość kosztów losów, w tym konkretnym przypadku było to 15 euro (Krajowy Sąd do Spraw Socjalnych Nadrenia-Westfalia, decyzja z dnia 13.02.2010, nr. sprawy L 19 AS 77/09).

  • Wliczenie nagrody pieniężnej artysty w wysokości 300 euro

Zdaniem sądu nagroda pieniężna była nieporównywalna z niewliczanymi wydatkami w związku ze specjalnymi okazjami albo zasługami, jak np. artystyczne wynagrodzenia honorowe (Sąd ds. Socjalnych Mainz, Decyzja z dnia 09.06.2017, nr. sprawy S 15 AS 148/16).

Świadczenia dla osób bezrobotnych to świadczenia zapewniające byt. Jeśli natomiast odbiorca świadczeń może sobie zapewnić byt z własnych środków, poprzez np. wygrane pieniężne, może to doprowadzić do obniżenia lub nawet całkowitej likwidacji wypłaty środków z zasiłku. Nie ma tutaj znaczenia, czy odbiorca świadczeń wykorzysta wygraną na spłatę zobowiązań (Sąd ds. Socjalnych, Frankfurt na Menem, decyzja z dnia 14.07.2011, nr. sprawy S 32 AS 788/11 ER).

A jak wygląda sytuacja w przypadku wygranych rzeczowych?

Również nagrody rzeczowe dolicza się do dochodów odbiorcy świadczeń. Tak to wygląda np. w przypadku wygrania samochodu (Sąd ds. Socjalnych Dortmund, decyzja z dnia 19.03.2007, nr. sprawy S 27 AS 59/07 ER). Nieistotne jest, czy wygrana została spieniężona, czy też nie. Chodzi bowiem o wartość danego przedmiotu. Zaraz po przekazaniu informacji o wygranej, Jobcenter ustala wartość rzeczy. Jeśli Jobcenter zwleka z ustaleniem wartości aż do zbycia wygranego przedmiotu, aby dopiero wtedy doliczyć dochód, to w takiej sytuacji obcięcie lub zwrot świadczeń ALG II jest nieuzasadnione. Jeśli wygrana rzeczowa nie zostanie uwzględniona w momencie jej zgłoszenia, wtedy odbiorcy świadczeń mogą być spokojni, że przysługują im świadczenia w pełnej kwocie (Sąd ds. Socjalnych Mainz, decyzja z dnia 06.05.2014, nr. sprawy  S 15 AS 132/11).

8-latka kontra podróżniczy Rekord Polski

0

Asia Kordaszewska, wkrótce trzecioklasistka z Sosnowca, 21 czerwca 2017 roku została zgłoszona do ustalenia nowego Rekordu Polski jako „Najmłodsza Polka, która odwiedzi wszystkie stolice Europy”.

Jednak jak to wszystko się zaczęło?

Asia razem z mamą Kasią podróżują od zawsze. Od zawsze, bo śmieją się, że swoją pierwszą podróż odbyły jak Kasia była jeszcze w ciąży i wyruszyła podbijać Meksyk. Choć nie zawsze było tak kolorowo, podróżują do dziś. W chwilach kryzysu, zarówno zdrowotnego, bo Asia miała AZS (atopowe zapalenie skóry), jak i finansowego – eksplorowały Polskę. Teraz chcą zdobyć całą Europę.

W kwietniu tego roku dziewczyny trafiły na wywiad z Pawłem Kałczakiem. To jeden z polskich obierzyświatów, który w przeciągu 15 lat postawił nogę w 46 stolicach europejskich. Robił to dla siebie, więc nie spieszył się tak jak teraz Asia. Ona ma na celu zakończenie projektu do 27 lutego 2020 roku, jednen dzień przed swoimi 11 urodzinami. Pan Paweł tak bardzo zainspirował dziewczyny, że zaczęły szukać informacji na temat rekordów Guinessa i Polski. Ze względu na fakt, że rekordy Guinessa nie mogą ograniczać się terytorialnie, pani Barbara z poznańskiego Biura Rekordów które ich wspiera, podpowiedziała im jak ustalić nowy Rekord Polski. Maszyna ruszyła!

Dzięki uprzejmości Biura, odwiedzone już stolice zostały uznane do Rekordu. Tym sposobem Asia ma już na koncie 7 z 46 stolic: Oslo z 2017 roku; Warszawę, Amsterdam i Pragę z 2016 oraz Budapesz, Berlin i Kopenhagę z 2017.

Baszta Rybacka w Budapeszcie

Opera Tańca i Baletu w Oslo

Do dziś Asi najmniej podobało się w Kopenhadze. Bardzo zatłoczone i szybko żyjące miasto, a do tego ceny nie na polską kieszeń. Mimo tego, że Asia ma 8 lat nawet duński Park Rozrywki Tivoli nie zachwycił dziewczynki. Podobało jej się jednak w Ogrodzie Botanicznym.

Ogrody Botaniczne w Kopenhadze, w tle Palmiarnia

Asia bardzo lubi Warszawę, do której wraca przywitać się z Syrenkami, i tą na Powiślu i tą na Małym Rynku.

Syrenka warszawska na Powiślu

Amsterdam w kwietniu, kiedy to w każdej namniejszej doniczce holendrzy sadzą setki, a nawet tysiące kwiatów urzekł ją bezpowortnie.

Ulice Amsterdamu

Wisienką na torcie było zwiedzanie niemieckiego Bundestagu i spacer wzdłuż ścian muru berlińskiego czyli słynna East Side Gallery.

Makieta Bundestagu – Berlin

Asia lubi zwiedzać muzea, poznawać historię. Jeździ nie tylko by postawić nogę w kolejnym miejscu i zaznaczyć je szpilką na mapie, ale także po to by spróbować nowych smaków i poznać nowych ludzi.

Pokrywa kanalizacji odnaleziona tuż przy Moście Karola w Pradze

Asia z Kasią nie mają góry pieniędzy, więc często korzystają z pomocy ludzi mieszkających w danej stolicy. Używają Couchsurfingu, polują na tanie bilety autobusowe i lotnicze. Pytają tubylców, gdzie zjeść by nie przepłacić, a większość miast przeszły na nogach by zaoszczędzić na biletach na metro czy autobus.

Ostatnio ich życie nabrało tempa i jeszcze w tym roku postawią nogę w przynajmniej 3 stolicach. W sierpniu odwiedzą Kijów, gdzie kijewskie Oceanarium zaprosiło je w swoje progi. We wrześniu lecą na Islandię, gdzie dzięki firmie IcePol oraz Berenice z IceStory.pl będą nie tylko zwiedzać Rejkiawik, ale postawią nogę na lodowcu i zanurzą się w najczystszych wodach pomiędzy amerykańską i europejką płytą tektoniczną by snurkować w Silfrze. A w październiku ruszają podziwiać BigBena i widoki Londynu z Hali o2.

Wiele się u nich dzieje, a ich losy można śledzić na blogu podrozekasi.blogspot.com oraz facebookowym fan page-u Podróże Kasi i Asi

Ciasteczkowa niesprawiedliwość skończona!

Firma Bahlsen, producent popularnych ciastek Leibniz Butterkeks, zapowiedziała ujednoliconą recepturę na wszystkie rynki dystrybucji. Do tej pory na spożywcze rynki Europy Wschodniej, zamiast droższego, prawdziwego masła, jako zamiennik stosowany był tani, znacznie szkodliwszy olej palmowy. Zawartość masła była znikoma, a jedynym argumentem na jego znikomą obecnością był przepis oraz fakt, iż firma musiałaby zmienić nazwę produktu, jeśli nie zawierałby on masła. W przeciwnym razie, dopuściłaby się ona oszustwa.

Zmiana strategii

Zgodnie z zapowiedziami Bahlsen, produkcja ciastek z prawdziwym masłem rozpoczęła się 1 Lipca. Decyzja firmy spowodowana jest niewątpliwie rosnącą świadomością społeczeństw takich krajów jak Polska, Węgry, Czechy czy Słowacja, na temat jakości towarów tam oferowanych, a które to składem, a często również mniej sprawiedliwą ceną, odbiegają znacząco od swoich oryginalnych odpowiedników.

żródło: Süddeutsche Zeitung

Oficjalny komunikat prasowy firmy Bahlsen;

„Wysoka jakość produktów oraz konsument i jego preferencje zawsze były i są w centrum uwagi firmy Bahlsen. Dlatego podążając za zmieniającymi się trendami, podjęliśmy decyzję o zmianie strategii dla marki Leibniz. Odnotowaliśmy bowiem, że jednym z elementów procesu globalizacji jest rosnące oczekiwanie wobec producentów, aby produkty, niezależnie od rynku, na którym są dostępne, wytwarzane były według tych samych receptur. W związku z tym zdecydowaliśmy, by ciastka Leibniz na wszystkich rynkach, na które dostarczamy produkty pochodzące z naszego zakładu w Skawinie, miały tę samą recepturę jak na rynkach krajów zachodnioeuropejskich. Już wkrótce Leibniz według oryginalnej niemieckiej receptury pojawi się w sprzedaży zarówno w Polsce, jak i innych krajach Europy Środkowo Wschodniej”

żródło: Bahlsen Polska

Pozytywny wyjątek

Wcześniej, ciastka znane jako typowo niemieckie, niemieckimi właśnie dopiero się stały. Wprawdzie lepiej późno niż wcale, lecz podchodząc do sprawy obiektywnie, należy pochwalić firmę Bahlsen za stosunek do klienta. Przejrzysta polityka bez wymijających tłumaczeń o potrzebach dostosowania się do konkretnego rynku, jest sama w sobie pozytywną reklamą w konsumenckim środowisku. Zwłaszcza na tle innych producentów, dla których mieszkańcy Europy Wschodniej są ciągle mniej wymagającymi klientami.

Sprawa składu jak i jakości produktów, zdobyła publiczny rozgłos wiosną tego roku. Stało się to za sprawa rządów oraz organizacji społecznych w takich krajach jak Węgry, Bułgaria, Czechy oraz Słowacja. W Polsce, prócz połowicznego zainteresowania tematem przez media, nie były przeprowadzane i publicznie publikowane żadne testy i śledztwa.

Węgry

Urząd do spraw kontroli żywności na Węgrzech wziął pod lupę 24 produkty spożywcze, nie różniące się niczym innym jak tylko krajem, w którym zostały zakupione (Austria/Węgry). Jak podejrzewano, wyniki jakościowo-porównawcze produktów dostępnych w węgierskich sklepach okazały się gorsze od ich austriackich odpowiedników. Nie były to produkty niszowych firm, które dopiero walczą o uznanie klienta, a rzec można starych wyjadaczy z ugruntowaną pozycją na rynku, między innymi Nutella od Ferrero i wafle marki Manner.

„Uważam to za obecnie za jeden z największych skandali” – podsumował węgierski minister János Lázár.

Bułgaria

W podobnym tonie wypowiedział się również szef bułgarskiej agencji ds. bezpieczeństwa żywności, Lubomir Kulinski „Duże zachodnie firmy sprzedają w Bułgarii żywność gorszej jakości niż na Zachodzie; panują podwójne standardy, inne wobec zachodniego rynku niż wschodnioeuropejskiego” Słowa te były z kolei skutkiem bułgarskiego raportu, z wynikami analiz grupy artykułów żywnościowych tych samych marek, sprzedawanych w supermarketach w Bułgarii, Austrii oraz Niemczech. Testy zostały przeprowadzone w pięciu niezależnych laboratoriach i wykazały, że około 20% artykułów ma inny, znacznie „uboższy” skład na domowym, w tym wypadku bułgarskim rynku.

„Chodzi o identyczne produkty, sprzedawane w trzech krajach pod tą samą marką handlową” – zastrzegł Kulinski.

Jak się również okazało, połowa z przebadanych produktów jest proporcjonalnie droższa w Bułgarii, aniżeli na Zachodzie. Podobnie jak podczas „węgierskich testów” wyniki dotyczyły wyrobów czekoladowych, soków, nabiału, kiełbas i odżywek dla dzieci, z tą różnicą, że nie podano ich nazwy.

Czechy i Słowacja

Podobne praktyki mają miejsce również w tych krajach. Wyniki testów naukowców, jak również podniebienia naszych południowych sąsiadów nie pozostawiają złudzeń.

„Światowi giganci wychodzą z założenia, że ludom zza dawnej żelaznej kurtyny, można opychać byle barachło” – skomentowała czeska eurodeputowana Olga Sehnalova.

„Nie może być Europejczyków pierwszej i drugiej klasy” – premier Słowacji, Robert Fico.

Bardziej ostro, skomentował sprawę Czeski Minister rolnictwa, nazywając kraje które otrzymują towar gorszej jakości „Śmietnikiem Europy”

Jak dotąd, władze Europejskie nie podchwyciły opinii wcześniej wymienionych krajów, a spawa nie trafiła na publiczną wokandę. Obecnie żadne europejskie przepisy nie zabraniają koncernom zróżnicowanej produkcji na podstawie tego, na jaki rynek mają trafić. Z prawnego punktu widzenia jest to sprawa czysto etyczna.

Mój komentarz tego jest taki:

Różnice były, są i raczej nic nie zapowiada by się skończyły. Można nawoływać do działania nasz rząd, media, pisać jak ten podobne artykuły, by bardziej nagłaśniać sprawę, lecz nie uważam, aby samo „gadanie” miało znaczący wpływ na producentów. Pomoże co najwyżej uświadomić, a też nie wszystkich, jeszcze niewtajemniczonych, w będące faktami różnice.

Popyt i podaż

Każdy z nas ma wpływ na to nieodzowne prawo rynku. Jeśli mimo świadomości gorszego składu i wyższej ceny, towar ląduje w naszym koszyku, to nikt w zarządzie producenta nie wpadnie na pomysł, aby dodatkowo inwestować w niego lepszymi składnikami. Jesteśmy odpowiedzialni tylko za nasze własne zakupy, działając, często nieświadomie jak wyrocznia przy każdym ich robieniu. Jeśli towar jest „słaby” i bliżej mu do podróbki niż oryginału, nie kupujmy. Uważam, że nie warto wspierać byle jakiej jakości, gdy się o tym wie. Rynek sam by się zweryfikował z takim naszym podejściem.

Często zdarza się, że cudze, pięknie rozreklamowane chwalimy, a swojego niestety nie znamy. Wiele lokalnych, bądź po prostu mniejszych firm, nie posiada takich środków na marketing jak światowe koncerny, co nie znaczy, że ich produkty są gorsze. Dlatego warto czasem przeczytać etykietę „niemieckich” ciastek, porównać ją z mniej znanym odpowiednikiem i kupić po prostu lepszy produkt. Oczywiście każdy z nas ma swoje wymagania, lecz nie dajmy nabierać się specom od marketingu. W większości przypadków, w zamian za fałszywe poczucie posiadania czegoś lepszego i znanego, tracimy pieniądze i a często również zdrowie.

Reasumując, bagażnik wypchany jedzeniem z biedronki, nie zawsze jest tak opłacalny, jak nam się to może wydawać. Co z tego, że po przeliczeniu (a i nie zawsze) tańszy, jeśli zamiast mięsa otrzymamy zmielone ścięgna i kości. Często porównuję, prowadząc własne „śledztwa” dla wiedzy i ciekawości. Zwróciłem uwagę, że często „uganiamy” się za forsą, stawiając ją na pierwszym miejscu, oszczędzając na tańszym, lecz jakościowo gorszym jedzeniu, potem wydając te pieniądze, by je z powrotem odzyskać.

PS. Zdrowie, od którego ważniejszych jest kilka kartonów proszku do prania, które zabierzemy w drodze powrotnej do Polski.

Niemcy: W tych sytuacjach najemca musi pokryć koszty zatrudnienia fachowca!

Jeśli podczas wynajmu mieszkania coś się w nim zepsuje, to z reguły wynajmujący odpowiada za naprawę i ponosi związane z tym koszty. Problem pojawia się wtedy, gdy wynajmujący nie poczuwa się do obowiązku lub robi to bardzo opieszale. Czy w takim razie najemca ma prawo zatrudnić fachowca na własną rękę w celu naprawienia szkody? Poniżej dowiecie się jak to zostało uregulowane prawnie w Niemczech.

Zatrudnienie fachowca na własną rękę – uregulowania prawne w Niemczech

W Niemczech najemca może w wyjątkowych przypadkach zaangażować we własnym zakresie fachowca w celu naprawienia szkody i zażądać od wynajmującego zwrotu poniesionych kosztów. Taka własna inicjatywa możliwa jest na mocy paragrafu 536 ustęp  1 BGB ( BGB – Bürgerliches Gesetzbuch czyli Kodeks Cywilny) oraz paragrafu  536a ustęp 2 BGB, w dwóch przypadkach:

1. Wynajmujący zwleka z naprawieniem szkody w mieszkaniu

W przypadku zwłoki wynajmującego, jak najbardziej wskazane jest w pierwszej kolejności doniesienie o szkodzie oraz upomnienie. Zanim najemca zatrudni na własną rękę fachowca, powinien zażądać od wynajmującego naprawienia szkody wraz z określeniem ostatecznego terminu naprawy.

2. Konieczne jest niezwłoczne usunięcie szkody w celu zachowania odpowiedniego stanu mieszkania

Chodzi tu o działania, które muszą zostać podjęte natychmiast. Czas odgrywa tu bardzo istotną rolę, dlatego w tym wypadku upomnienie nie jest konieczne. Takie niezwłoczne działanie może mieć miejsce np. gdy w zimie zepsuje się kaloryfer (warto się zapoznać z decyzją Sądu w Münster z dnia 30.09.2009, nr sprawy 4 C 2725/09), pęknie rura lub trzeba się pozbyć plagi robactwa.

Czy najemca może zażądać od wynajmującego zaliczki na naprawę/usunięcie szkody?

Jeśli wynajmujący zwleka z naprawą szkody (szkoda w rozumieniu paragrafu  536a ustęp 2 nr. 1 BGB), wtedy najemca może zażądać od niego zaliczki, zanim na własną rękę zatrudni fachowca (decyzja Trybunału Federalnego – Bundesgerichtshof z dnia 21.04.2010, nr sprawy VIII ZR 131/09).

Zatrzymano polskich pseudokibiców przemycających uchodźców!

Straż graniczna rozbiła zorganizowaną grupę przestępczą, zajmującą się nielegalnym przewozem uchodźców. Zatrzymano 10 osób, powiązanych ze środowiskiem krakowskich pseudokibiców. Wszystkim postawiono już zarzuty. Wobec podejrzanych zastosowano środki zapobiegawcze w postaci tymczasowego aresztowania, poręczenia majątkowego, zakaz opuszczania kraju oraz dozór policji.

Grupa ta wspólnie z afrykańskimi i arabskimi przemytnikami, zajmowała się przemytem ludzi z południa Europy do Niemiec i Austrii. Wielce prawdopodobne, że również do innych państw Europy. Uchodźcy to przede wszystkim obywatele Syrii, Iraku, Afganistanu i Pakistanu. Zatrzymania to skutek śledztwa, które prowadzone jest przez śląski oddział Straży Granicznej od 2015 roku. Śledztwo jest w toku, więc nie wykluczone są kolejne zatrzymania.

Zdjęcia: Śląski Odział Straży Granicznej

Działania o charakterze zorganizowanej grupy przestępczej

Zatrzymani usłyszeli zarzuty kierowania oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze międzynarodowym, fałszowania dokumentów, organizowanie imigrantom pochodzenia arabskiego nielegalnego przekraczania granicy Polski oraz innych państw Unii Europejskiej. Poza polskimi funkcjonariuszami Straży Granicznej, w działaniach przeprowadzonych na terenie Krakowa udział wzięli również przedstawiciele EUROPOLU oraz służb niemieckich. Wcześniej, biorąc pod uwagę skalę i charakter działania grupy przestępczej, w ramach współpracy została utworzona polsko-niemiecka grupa dochodzeniowo-śledcza.

Polska tranzytem przemytników

W trakcie śledztwa ustalono, że polscy członkowie grupy nawiązali i podjęli ścisłą współpracę z przemytnikami ludzi, działającymi na terenach państw bałkańskich (jest tam wiele „tymczasowych” obozów dla uchodźców przyp. red.). Celem podjętej współpracy było utworzenie szlaków i transport ludzi z wykorzystaniem samochodów dostawczych.
Szlaki te prowadziły tranzytem przez terytorium Polski, Czech i Słowacji i uzależnione były od miejsca docelowego. Szacunki mówią o kwotach w wysokości od 300 do 1000 euro za osobę i liczbie kilkuset emigrantów, która w taki sposób dostała się do Niemiec.

żródło: Komenda Główna Straży Granicznej

Mój komentarz tego jest taki:

Mimo, iż z krajów Bałkańskich dostać się do Niemiec jest zdecydowanie bliżej przez Austrię, Włochy czy Szwajcarię, to przemytnicy nie bez powodu wybierali tranzyt przez Polskę i Czechy mimo, iż zdecydowanie dłuższy. Jak widać, nasze granice były jak sito i być może nadal są… Tymczasem granicy austriacko-włoskiej zgodnie z planem ministra wpraw zagranicznych Austrii, Sebastiana Kurza, wkrótce ma strzec wojsko. Podjęcie podobnych kroków zapowiedzieli przedstawiciele rządu Szwajcarii.

Sukces wart odnotowania, lecz niech nie uśpi on czujności służb. Wręcz przeciwnie, powinien zmotywować do jeszcze większej pracy dla wspólnego bezpieczeństwa.
Kolejnym ciekawym wnioskiem jest udział w tej grupie polskich kiboli. Jest to subkultura dość mocno kojarzona z wszelakimi przejawami rasizmu i dyskryminacji. W szczególności aż nadto antyemigrancka. Jak widać również bardzo sprzedajna, gdyż mimo wielkiej niechęci do wszelakiej masy obcych „pomagają” im.

PS. Często widzę pytania w naszych polskich grupach na Facebooku, „jak kontrole na granicy?” Pytania, którym często towarzyszą narzekania i bezsensowne dyskusje w komentarzach. Nim coś napiszemy, warto się czasem zastanowić, czemu mają służyć i czym są spowodowane. Czasem taka profilaktyczna kontrola złapie schowanego w bagażniku człowieka, który mógłby się potem stać potencjalnym zagrożeniem dla mojej lub twojej dziewczyny, która poszła wieczorem pobiegać z koleżanką.