Aplikacje antyradarowe są w Niemczech zabronione!

Korzystanie z systemów antyradarowych w samochodzie jest w Niemczech zabronione. Regulacja ta dotyczy również aplikacji na smartfony. Osoby korzystające z tego typu urządzeń, bądź aplikacji zapłacą w Niemczech grzywnę w wysokości 75 euro. Niektóre nawigacje posiadają aplikacje ostrzegające przed radarami. Korzystanie z tych funkcji podlega takiej samej karze, jak w przypadku aplikacji antyradarowych. Jeśli zostaniecie zatem przyłapani na korzystaniu z nawigacji z włączoną funkcją ostrzegania przed radarami, będziecie musieli zapłacić karę. W niektórych przypadkach nawigacja może zostać nawet skonfiskowana.

Tak wynika z wyroku Wyższego Sądu Krajowego w Rostock, sygnatura akt 21 Ss OWi 38/17. Sprawa dotyczyła kierowcy, u którego stwierdzono korzystanie z tego typu aplikacji podczas kontroli policyjnej. Załączony telefon znajdował się w uchwycie na podszybiu. Kierowca otrzymał mandat w wysokości 75 euro. Złożył on jednak apelację argumentując, iż telefon komórkowy nie jest urządzeniem, którego przeznaczeniem miałoby być wskazywanie informacji drogowych, o których to mowa jest w kodeksie ruchu drogowego (Straßenverkehrsordnung, § 23, ustęp 1b).

Sąd był jednak innego zdania i odrzucił apelację. Paragrafy kodeksu ruchu drogowego mówiące o stosowaniu urządzeń antyradarowych, podają je tylko jako przykłady. Wystarczające jest bowiem aktywowanie oprogramowania albo aplikacji, w celu uzyskania informacji o kontrolach radarowych. Kierowca musiał zapłacić mandat.

Co zrobić podczas kontroli policyjnej?

Jeśli podczas kontroli policyjnej zostaniecie złapani na gorącym uczynku, czyli na telefonie będzie włączona tego typu aplikacja, wtedy będziecie się musieli poddać karze. Warto mieć oczy szeroko otwarte i wyłączyć aplikację za wczasu, a najlepiej schować telefon. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem będzie jazda zgodnie z obowiązującymi przepisami, aby korzystanie z aplikacji radarowych nie było konieczne.

Kilka uwag końcowych

Na koniec trzy ciekawostki:

  • Pasażer może mieć włączoną aplikację antyradarową i sprawdzać lokalizacje radarów, lecz nie może informować o nich kierowcy
  • Korzystanie z aplikacji antyradarowych przed rozpoczęciem jazdy (np. na parkingu), w celu zlokalizowania kontroli radarowych na trasie jest legalne
  • Informacje o kontrolach radarowych przekazywane w radio nie łamią prawa, ponieważ nie podaje się w nich dokładnej lokalizacji radaru, a jedynie nazwę ulicy czy rejonu. Pozwala to przypuszczać, że kierowca zachowa odpowiednią prędkość na całym odcinku przejazdu

Patientenverfügung – rozporządzenie na wypadek stanu niemożności podejmowania decyzji

Czy zastanawialiście się, co stanie się w sytuacji, jeśli nie będziecie mogli sami zadecydować o Waszym życiu? Czy chcecie wtedy przedłużyć je za wszelką cenę? Żeby przygotować się na wypadek ciężkiej choroby, w Niemczech można sformułować swoje oczekiwania w tzw. rozporządzeniu pacjenta na wypadek stanu niemożności podejmowania decyzji (w skrócie DNAR, niem. Patientenverfügung). Niektórzy nazywają takie rozporządzenie też „testamentem życia”. Jednak rodzina i lekarze będą się tego trzymać, tylko, jeśli bardzo dokładnie opiszecie tam zakres zachorowania i kroki postępowania, jakie sobie życzycie, aby zostały podjęte. Tak zadecydował Trybunał Federalny (niem. Bundesgerichtshof) 6 lipca 2016 (nr sprawy XII 61/16). Ogólnie sformułowane życzenie, że nie chcecie żadnych środków sztucznie przedłużających życie, nie wystarczy.

Co zrobić po sporządzeniu Patientenverfügung?

Jeśli macie już przygotowane takie rozporządzenie, ale macie wątpliwości co do jego mocy prawnej, udajcie się najlepiej do doradcy (w tym wypadku będzie to lekarz lub prawnik). Dokładne wyjaśnienia oraz datę wprowadzenia zmian możecie wtedy nanieść ręcznie. Najlepiej wziąć pod uwagę stany chorobowe, podczas których nie da się już samemu decydować o leczeniu. Są to np.:

  • bliskość śmierci,
  • nieuleczalne choroby w stadium końcowym,
  • uszkodzenia mózgu,
  • śpiączka,
  • demencja,
  • inne przypadki, które mogą wynikać z Waszych indywidualnych stanów chorobowych.

Dla każdego z tych przypadków należy określić, podjęcia jakich kroków sobie życzycie lub wręcz przeciwnie – na co się nie zgadzacie.
Przykładowo:

  • czy należy podjąć próby reanimacji?
  • czy należy włączyć sztuczne odżywianie?
  • czy należy włączyć sztuczne oddychanie?
  • czy można podać silne leki przeciwbólowe?

Możecie też oczywiście wyjaśnić inne kwestie, związane np. z Waszymi indywidualnymi schorzeniami. Chodzi o to, aby w takim rozporządzeniu pacjenta, możliwie jak najdokładniej przedstawić Wasze oczekiwania i to, czym się kierujecie przy takim, a nie innym wyborze. Weźcie pod uwagę Waszą moralność, czy poglądy religijne. Jeśli wiecie, że na coś chorujecie, to również to uwzględnijcie. Wszystko to służy temu, aby w razie gdyby zaistniała taka sytuacja, działać zgodnie z Waszą wolą.

Rozporządzenie pacjenta należy uaktualniać

Ważne, żebyście uaktualniali na bieżąco takie rozporządzenie pacjenta, bowiem z biegiem czasu Wasz stosunek do pewnych spraw może się zmienić a tym samym także kroki postępowania w przypadku poważnych stanów chorobowych.

Centrale konsumenckie radzą, aby przy przygotowywaniu DNAR skorzystać z rady fachowca, czyli w tym wypadku lekarza. Może to być np. Wasz lekarz rodzinny, który dobrze zna Wasz stan zdrowia i może Wam w związku z tym indywidualnie i kompetentnie doradzić. Podczas takiego spotkania lekarz może Wam też wyjaśnić i pomóc zrozumieć różne pojęcia medyczne, takie jak np. reanimacja, sztuczne odżywianie czy sztuczne oddychanie. Jako laik można takich rzeczy po prostu nie wiedzieć.

Kasa chorych nie ponosi kosztów za takie „doradztwo”, ponieważ nie jest to usługa widniejąca na liście kasy chorych.

Wzory formularzy mogą się okazać nieważne

Rozporządzenie pacjenta na wypadek stanu niemożności podejmowania decyzji powinno być spersonalizowane, czyli odpowiadające konkretnie Waszym oczekiwaniom, a nie ogólne. Jest to dość ważne, aby miało wogóle moc prawną. Dlatego należy uważać, korzystając z gotowych wzorców dostępnych w internecie, w których podane są od razu konkretne sformułowania. Często lekarze mają wzorcowy formularz z Izby Lekarskiej – należy go dokładnie przeczytać, omówić oraz dostosować do Waszych indywidualnych preferencji.
Oczywiście pewne gotowe sformułowania mogą się okazać bardzo pomocne i możecie ich używać, ale należy pamiętać o dopasowaniu ich do Waszej konkretnej sytuacji i Waszych oczekiwań.

Ponadto pomocne może być omówienie rozporządzenia pacjenta wspólnie z rodziną lub przyjaciółmi. Mogą się oni też podpisać na DNAR jako świadkowie – jest to dowód na to, że te osoby dobrze wiedzą, jaka jest Wasza wola.

Niektóre ubezpieczenia od kosztów związanych z ochroną interesów prawnych, obejmują koszty doradztwa prawnego w zakresie przygotowania DNAR. Warto się dowiedzieć, jak to jest w przypadku Waszego ubezpieczyciela. Z kolei notariusz jest tutaj niepotrzebny.

Gotowe rozporządzenie pacjenta na wypadek niemożności podejmowania decyzji możecie trzymać w domu, u lekarza bądź u świadków podpisanych na dokumencie. Natomiast w portfelu powinniście mieć zawsze ze sobą jakąś wskazówkę, czy kartkę z informacją, że takie rozporządzanie przygotowaliście i gdzie się ono znajduje.

W nowej niemieckiej fabryce Adidasa większość załogi to roboty!

Światowy producent artykułów sportowych numer dwa (po marce Nike, przyp.red) zaczyna nowy rozdział w swojej bogatej historii. To za sprawą w pełni zrobotyzowanej fabryki produkcji butów w miejscowości Brodswinden (Bawaria). Jest to zarazem symboliczny powrót produkcji do Niemiec, gdyż zdecydowana większość towarów marki Adidas wytwarzana jest w Azji.

(tutaj w formacie PDF dostępna pełna lista Adidas – fabryki i dostawcy)

Do tej pory, pomijając główną siedzibę w Herzogenaurach, jedynym zakładem na terytorium Niemiec był ten znajdujący się w Scheinfeld. Produkuje on jednak tylko i wyłącznie mocno spersonalizowane rzeczy dla wszystkich sportowców i drużyn będących twarzami marki lub produkty ściśle powiązane z imprezami o wysokim prestiżu, jak na przykład Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, których Adidas od lat jest jednym z głównych sponsorów.

Adidas i wspólnicy

Fabryka powstała we współpracy z technologicznym partnerem Adidasa, firmą Oechsler. „Naszym celem jest produkcja tam, gdzie są nasi klienci” powiedział Jan Hill, który zarządza projektem „Speedfactory”, jak potocznie nazwany został nowy zakład. Prócz firmy Oechsler, do parku technologicznego swoje „trzy grosze” dorzuciły takie marki jak Siemens, BASF, Manz czy Kuka. Główną pracę w odróżnieniu od fabryk w Azji wykonują roboty, a aktualnie zatrudnionych 120 pracowników to w większości specjaliści IT i technolodzy potrzebni do utrzymania ruchu. Domyślnie planowanych jest 160-200 stanowisk.

Jaka będzie wydajność?

Nowy zakład ma w aktualnych założeniach produkować 500 000 par butów rocznie. Czy to duża ilość? W ogólnym rozrachunku, pomijając już fakt pracy ludzkich rąk znikoma, ponieważ Adidas we wszystkich swoich fabrykach wytwarza 360 milionów butów rocznie.
Aktualnie nie wypłynie to znacząco na wysoko procentowy udział tego zakładu w ogólnej produkcji, lecz firma stawia kroki ku przyszłości i pełnej automatyzacji, aby mieć gotowe i sprawdzone rozwiązania krok przed konkurencją na zmieniającym się rynku. Na rynku gdzie rola człowieka stopniowo ograniczana jest do minimum, komentuję szef Adidasa, Kasper Rorsted.

„Speedfactory to znacznie więcej niż produkt” – Paul Gaudio, szef marketingu Adidas.
„Pomysł jest wliczony w koszty, po prostu chcemy być szybsi w realizacji naszych celów, aktualnie od pierwszych pomysłów do gotowego produktu potrzebujemy jako firma 18 miesięcy, za długo” kontynuował. Dokładnie takie jak te w pełni zmechanizowane zakłady mają pomóc w innowacjach i usprawnionym wprowadzaniem nowości na rynek. Adidas prócz obecnego zakładu w Brodswinden planuje wybudowanie identycznego w Atlancie (USA). To głównie za sprawą mocnego wejścia w domowy i jednocześnie największy rynek głównego konkurenta, Nike.

Dzisiejsze oczekiwania klientów są zupełnie inne, lojalność do marki traci na wartości. Klienci przywykli do otrzymywania produktów natychmiast (Amazon), bądź w jak najkrótszym czasie, co staje się jednocześnie coraz większym wyznacznikiem zakupów.
Celem jest, aby indywidualne i spersonalizowane produkty prócz lepszej jakości wykonania i materiałów, znalazły się u klienta w ciągu 24 godzin od złożenia zamówienia – tak przedstawia się stanowisko firmy Adidas.

źródło: inFranken.deSüddeutsche Zeitung, Adidas

Mój komentarz do tego jest taki:

Zaprojektowałem i kupiłem sobie jakiś czas temu takie buty i mogę potwierdzić, że szefowie Adidas mają rację. W moim przypadku od daty złożenia zamówienia do dnia doręczenia przesyłki minęło 6 tygodni, a sama paczka, śledząc jej drogę (Sendungsverfolgung), aby dotrzeć do Niemiec pokonała pół świata; Chiny, Hongkong, Korea Południowa, Polska. Mimo, iż w moim wypadku czas oczekiwania nie był kryterium zakupu, to zdaję sobie sprawę z tego, że większość, zwłaszcza młodego pokolenia jest mocno roszczeniowa i chciałaby mieć wszystko na już, w tej chwili, a najpóźniej jutro. Dlatego pomysł uważam za dość innowacyjny z potencjałem zwrotu.

Pomijając powyższy fakt zamówień, sama idea fabryki w Niemczech jest dobra, można się sprzeczać czy to nie jedynie zagrywka PR-owa, lecz nawet jeśli tak, to bardzo dobra. Produkcja po wielu latach wraca do Niemiec, co z pewnością spece od reklamy rozdmuchają w świadomości konsumentów do granic możliwości, nawet jeśli będzie to „tylko” 1.5% ogólnej produkcji. Kolejna ciekawa kwestia: nikt nie słyszał o tym, aby Nike budowało swoją fabrykę gdziekolwiek w Niemczech, odbiłoby się to światowym echem… a dokładnie to robi Adidas, planując otwarcie produkcji dla Amerykanów w Atlancie.

Reasumując: marka wróciła do domu a slogan „Adidas – Made in Germany” jest z perspektywy firmy warty każdej ceny.

PS. Poszukują ludzi, gdyby ktoś z czytelników był zainteresowany odsyłam TU.

Tak obniżysz rachunki za wodę w Niemczech!

0

Odpowiednia słuchawka prysznicowa może obniżyć zużycie wody nawet o połowę! Kupno takiej wodooszczędnej słuchawki na pewno się opłaca – kosztuje ona ok. 20 euro, a możecie dzięki niej zaoszczędzić nawet 50% zużycia wody. Kluczowe jest to, ile wody spływa przez słuchawkę w ciągu minuty. W przypadku normalnych słuchawek jest to 10-12 litrów. Czasem może to być nawet 14 litrów, a mając tzw. deszczownicę aż 20 litrów.

Oszczędna słuchawka prysznicowa to taka, gdzie w ciągu minuty wypływa mniej niż 9 litrów. Przy zakupie zwróćcie koniecznie uwagę, żeby ta wartość była podana na opakowaniu. Nie wystarczy, że na opakowaniu będzie widniał napis „Eco” czy „sparsam” – nie są to bowiem zastrzeżone określenia i wcale niekoniecznie muszą oznaczać niskie zużycie wody.

Nie musicie się obawiać utraty komfortu: oszczędne słuchawki mają zazwyczaj bardzo przyjemny strumień wody, a jej zużycie jest mniejsze. Sztuczka polega na tym, że jest to mieszanka wody i powietrza (strumień wody zostaje optycznie powiększony poprzez napowietrzenie).

Oto kilka propozycji wodooszczędnych słuchawek prysznicowych, znalezionych na Amazon.de:

Przepustowość 6l/min.; 2 rodzaje natrysku

Przepustowość 9l/min.; 2 rodzaje natrysku

60% mniejsze zużycie wg producenta; 3 rodzaje natrysku

60% mniejsze zużycie wg producenta; 4 rodzaje natrysku

O czym należy pamiętać

Jednak należy mieć na uwadze, że nie wszystkie oszczędne słuchawki prysznicowe działają z podgrzewaczem hydraulicznym. Podgrzewacze potrzebują bowiem przepływu minimum 8 litrów wody na minutę. Ale na to też jest sposób: warto wcześniej sprawdzić przy pomocy zwykłego ogranicznika przepływu wody (mała płytka z dziurkami, do kupienia w każdym sklepie z materiałami budowlanymi), czy Wasz podgrzewacz przy mniejszej ilości wody też jest w stanie podgrzać ją do odpowiedniej temperatury. Tą małą płytkę należy umieścić w szlauchu i odkręcić wodę. Jeśli będzie ona tak jak zwykle ciepła, możecie bez problemu kupić oszczędną słuchawkę z obniżonym przepływem wody. Dzięki strumieniowi wody z milionami pęcherzyków powietrza, objętość strumienia będzie większa niż z ogranicznikiem, a ilość przepływającej wody się zmniejszy.

Armatury: dużo  zależy od ustawienia

Jakiego typu armatury używacie? I jak to robicie? Bowiem te dwie kwestie mają wpływ na Wasze zużycie ciepłej wody. Zdecydowanie bardziej korzystne są baterie jednouchwytowe oraz baterie mieszające, niż te dwuuchwytowe, ponieważ nie trzeba „eksperymentować”, żeby osiągnąć odpowiednią temperaturę wody. Raz ustawiacie kran i woda jest odpowiednio ciepła, nie musi najpierw długo lecieć, aby ustawić właściwą temperaturę (tak, jak w przypadku baterii dwuzaworowych). W ten sposób zużywacie mniej wody i mniej energii.

Przy umywalce najlepiej ustawić kran najpierw na wodę zimną, czyli całkiem w prawo. Myjąc ręce możecie zadecydować, czy wystarczy Wam zimna woda czy jednak chcecie wodę ciepłą. Jeśli zdecydujecie się na zimną wodę, zaoszczędzicie na energii.

Ilość wody możecie też regulować za pomocą perlatora. Jest to rodzaj nakładki w kształcie pierścienia, którą montuje się na końcu kranu czy prysznica zwiększając optycznie strumień wody poprzez jej napowietrzenie. Taka nakładka z funkcją oszczędzania kosztuje zaledwie kilka euro i można ją kupić w każdym tzw. Baumarkcie. Możecie w ten sposób oszczędzić do 30% zużycia wody. Można je rónież zakupić na Amazonie:

Małe zmiany w działaniu – duża różnica w kosztach

To, ile ciepłej wody zużyjecie, w dużym stopniu zależy od Waszego zachowania. Np. kąpiel w wannie zużywa więcej wody niż prysznic. Poza tym warto patrzeć na zegarek: im dłużej jesteście pod prysznicem, tym więcej zużywacie oczywiście wody i energii. Warto czasem też zakręcić wodę przy namydlaniu i nawet w ten prosty sposób zaoszczędzić kilka euro.

Facebook po śmierci

0

Czy zastanawialiście się kiedyś co stanie się z Waszymi kontami w mediach społecznościowych i danymi tam zawartymi po Waszej śmierci? Spadkobiercy nie otrzymują dostępu do kont w kanałach social media – tak 31 maja 2017 zadecydował w Berlinie Wyższy Sąd Krajowy w procesie przeciwko Facebookowi. FB nie musi udostępniać rodzicom zmarłej dziewczynki danych do jej konta. Sąd odwołuje się tu do tajemnicy telekomunikacyjnej użytkownika. Jeśli ten wyrok stanie się prawomocny, wtedy spadają też szanse na uzyskanie danych do innych kont zmarłego użytkownika – w kanałach social media oraz w przypadku kont e-mailowych.

Cyfrowy spadek

Opisany wyżej przypadek uzmysławia dlaczego taki „cyfrowy spadek” może być ważny. Dziewczynka zginęła w roku 2012, wpadając pod pociąg metra. Rodzice chcieli wiedzieć, czy było to samobójstwo i mieli nadzieję znaleźć różne informacje m.in. w jej rozmowach na czacie. Poza tym pojawia się też pytanie, czy mogło to być spowodowane mobbingiem. Jednak w związku z jej śmiercią Facebook zmienił ustawienia konta i teraz nikt nie ma już dostępu do jej danych.

Strona oskarżenia może się jeszcze odwołać od decyzji sądu więc ewentualnie spór prawny będzie toczył się dalej.

Najlepiej jak najwcześniej zatroszczyć się o cyfrowy spadek

Nieważne czy chodzi o e-maile, konta użytkownika, udostępnione zdjęcia, czy rozmowy na czacie – przekazane i zapamiętane dane również po śmierci użytkownika pozostaną u danego dostawcy. Dlatego najlepiej podjąć pewne kroki na wszelki wypadek i zatroszczyć się jeszcze za życia o swój cyfrowy spadek.

Jak zapewnić najbliższym dostęp do kont w mediach społecznościowych po śmierci?

  • Przygotujcie listę wszystkich kont w kanałach social media z loginami i hasłami.
  • Listę kont z danymi zapiszcie najlepiej na pendrivie, który będzie zabezpieczony hasłem i zdeponujcie go w jakimś bezpiecznym miejscu, np. w sejfie lub w skrytce bankowej.
  • Wyznaczcie jakąś jedną zaufaną osobę na Waszego cyfrowego spadkobiercę. Taka osoba miałaby Wasze pełnomocnictwo, aby w razie Waszej ew. śmierci zająć się wszystkimi internetowymi sprawami.
  • W pełnomocnictwie należy szczegółowo określić, co ma się stać z Waszymi kontami: jakie dane mają zostać usunięte, co ma się stać z poszczególnymi kontami w mediach społecznościowych i co ma się stać ze zdjęciami umieszczonymi w sieci.
  • Powinniście też ustalić co ma się stać z Waszymi sprzętami i danymi na nich zawartymi, chodzi tu np. o komputery, smartfony, tablety itp.
  • Takie pełnomocnictwo musi być podpisane ręcznie i opatrzone datą. Dotyczy ono czasu po Waszej śmierci.
  • Pełnomocnictwo należy przekazać zaufanej osobie i poinformować o tym Waszych najbliższych.
  • Przekażcie tej wybranej, zaufanej osobie, gdzie znajdują się dane dostępowe do Waszych kont społecznościowych; np. gdzie zdeponowaliście pendrive’a.
  • Pamiętajcie o tym, żeby lista z kontami i danymi dostępowymi była zawsze aktualna. Jeśli np. zrezygnujecie z jakiegoś konta, to wykreślcie je z listy, a jeśli dojdzie Wam jakieś nowe to dopiszcie je do tej listy.
  • Istnieją też wyspecjalizowane firmy, które komercyjnie zajmują się zarządzaniem spadkiem cyfrowym. Jednak ciężko ocenić bezpieczeństwo takiej współpracy. Jeśli rozważacie coś takiego, to na pewno lepiej się najpierw upewnić w kwestii zakresu usług i kosztów.
  • W żadnym wypadku nie udostępniajcie takim firmom Waszych haseł. Również jeśli chodzi o sprzęty takie jak komputer, tablet czy smartfon, nie powinniście ich przekazywać firmom w celu przeszukania ich pod kątem cyfrowego spadku. Ryzyko, że osobiste dane trafią w niepowołane ręce jest zbyt duże.

Płaca minimalna w Niemczech – ważne decyzje sądowe

Ponad dwa i pół roku po wprowadzeniu w Niemczech płacy minimalnej, Federalny Sąd Pracy wzmocnił pozycję tysięcy pracowników zmianowych. Jego aktualny wyrok w tej sprawie mówi bowiem jasno, iż płaca minimalna obowiązuje również odnośnie dodatków za pracę w nocy, a także podczas świąt.

Płaca minimalna w Niemczech w przypadku pracy w nocy

Sprawa, o której była mowa na wstępie, dotyczy pewnej pracownicy zatrudnionej już od ponad 25 lat w tej samej firmie w regionie Bautzen. Ta otrzymuje za swoją regularną pracę na produkcji płacę minimalną. Niedawno kobieta zażądała, aby dodatek nocny także został wyliczony na podstawie płacy minimalnej. Jej pracodawca wyliczał go bowiem inaczej: 25% zgodnie ze starą saksońską umową taryfową w sprawie wynagrodzeń, która przewidywała wynagrodzenie za godzinę w wysokości 7 euro.

Pracownica ta otrzymuje co prawda w dalszym ciągu wypłatę na bazie starego porozumienia, ale każdego miesiąca dostaje też dodatek, który wyrównuje różnicę do wysokości płacy minimalnej. W tej sprawie należało wyjaśnić jeszcze jedną kwestię: czy dodatek urlopowy w danym miesiącu wlicza się do płacy minimalnej i z tego powodu pracownica go nie otrzyma?

Również w tej kwestii decyzja sądu była na korzyść pracownicy: dodatek pracowniczy wypłacany jest w momencie pójścia na urlop i tym samym nie jest traktowany jako zapłata za wykonaną pracę, ale jako dodatkowe świadczenie. Zgodnie z wyrokiem sądu z 2016 roku, jako wynagrodzenie  za pracę można potraktować  tzw. „trzynastkę”, czyli trzynastą pensję, zdefiniowaną w umowie o pracę.

Ilu pracowników może dotyczyć aktualna decyzja sądu?

W wymienionym przypadku chodziło o małą kwotę – powódka otrzyma od firmy dodatkowe 29,74 euro. Ale wyjaśnienie sprawy było o tyle ważne, że ta decyzja sądu dotyczy dziesiątek tysięcy innych pracowników – nie tylko w przemyśle istnieje bowiem praca zmianowa. Jak wyjaśnia specjalista od prawa pracy gazety „Focus”, zgodnie z przepisami przysługuje im odpowiedni dodatek za pracę w nocy, który ma na celu wynagrodzenie tego dodatkowego obciążenia. Dodatek ten nie powinien się zawierać w płacy minimalnej. Fundacja Hansa Böcklera podaje, że przed rokiem 2015, ok. 5 milionów pracowników zarabiało mniej niż 8,50 euro za godzinę.

Dlaczego sędziowie nadal zajmuje ustawa w sprawie płacy minimalnej, która została wprowadzona już ponad 2,5 roku temu?

Zanim przypadki sporne dotyczące płacy minimalnej przejdą przez regionalne sądy pracy i trafią do ostatniej instancji, czyli do Federalnego Sądu Pracy (niem. Bundesarbeitsgericht, w skrócie BAG) w Erfurcie, mija trochę czasu. W tym czasie kształtuje się orzecznictwo sądowe. Płaca minimalna wynosiła początkowo 8,50 euro, teraz już 8,84 euro za godzinę – trzy główne uchwały co do płacy minimalnej już obowiązują.

Jaki jest skutek wymienionych decyzji sądowych?

Jedno jest jasne: chodzi o pieniądze. Pierwszy wyrok z maja 2016 miał daleko idące konsekwencje, ponieważ ustalono wtedy, jakie poszczególne dodatki pracownik może sobie doliczyć, aby osiągnąć płacę minimalną. Wliczyć można np. dodatek urlopowy czy dodatek świąteczny, o ile zostały one wypłacone jako wynagrodzenie za świadczenie pracy bez żadnych ograniczeń.

Uproszczony przykład: pracownik pracuje 100 godzin w miesiącu i zarabia 850 euro – za mało jak na aktualną płacę minimalną. Jeśli pracodawca wpadnie na pomysł, aby dodatek świąteczny w wysokości 500 euro wypłacić nie jednorazowo a w 12 ratach, dodatkowo do pensji, wtedy płaca miesięczna wynosi 891 euro i tym samym jest to więcej niż płaca minimalna. Taka sytuacja jest jak najbardziej zgodna z prawem.

Jakie istnieją jeszcze inne decyzje związane z płacą minimalną?

Po dwóch kolejnych wyrokach sądu, pracownicy mogą obstawać przy płacy minimalnej w przypadku choroby i dyżuru w pracy. Tak było w sytuacji pewnego sanitariusza z Nadrenii Północnej-Westfalii – sąd orzekł, że ustawa o płacy minimalnej nie pozwala na rozróżnienie pomiędzy regularnym czasem pracy, a godzinami dyżuru. W związku z tym ustawa obowiązuje także w czasie, gdy pracownik czeka na swoje uczestnictwo w akcji.

W przyszłości może zaistnieć potrzeba wyjaśnienia pewnych kwestii, przykładowo w przypadku praktykantów oraz osób pełniących urzędy honorowe. Wiele partii ma w swoich programach wyborczych propozycje, jak doprecyzować ustawę o płacy minimalnej oraz jak ją ulepszyć, aby poprawić sytuację osób zarabiających najmniej.

10 złotych zasad Dalajlamy na udane życie i utrzymanie pozytywnej energii

2

Dalajlamy chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Oto 10 jego zasad, które pozwolą Wam utrzymać pozytywną energię i prowadzić szczęśliwe życie!

  • Nie otaczaj się ludźmi, którzy potrzebują cię tylko do tego, by się poskarżyć, dzielić problemami, tragicznymi historiami, lękiem i osądzają przy tobie innych. Nie bądź czyimś koszem na śmieci.
  • Płać rachunki na czas. Długi to olbrzymie obciążenie psychiczne.
  • Dotrzymuj obietnic. Jeśli nie dotrzymujesz obietnicy, pamiętaj, że zawsze możesz przeprosić, zmienić zdanie, zaproponować alternatywne rozwiązanie, albo powiedzieć „nie” jeszcze na samym początku.
  • Wyeliminuj, jeśli to możliwe, obowiązki, których nie lubisz, poświęcaj czas na to, co przynosi ci satysfakcję, co kochasz.
  • Pozwól sobie na odpoczynek, jeśli czujesz, że w tej chwili go potrzebujesz. Pozwól sobie działać, gdy przyjdzie na to czas.
  • Pozbądź się tego, co związane z przeszłością, zwłaszcza smutną i złą.
  • Traktuj swoje zdrowie jako priorytet. Twoje ciało to maszyna, wiele nie zdziałasz, gdy funkcjonuje nieprawidłowo.
  • Staw czoło toksycznym sytuacjom, w które jesteś zamieszany, począwszy od ciągłego „ratowania” znajomego czy członka rodziny z opresji, po tolerowanie negatywnych zachowań innych osób wobec ciebie.
  • Akceptuj to, że są sprawy, których zmienić nie możesz.
  • Wybaczaj. Odpuszczaj w sytuacjach, które sprawiają ci ból.

Wartość samochodu osoby żyjącej w Niemczech z zasiłku nie może przekraczać 7.500€!

Zgodnie z decyzją Krajowego Sądu ds. Socjalnych Dolna Saksonia – Brema (niem. Landessozialgericht Niedersachsen-Bremen), rodzina zdana na zasiłek dla bezrobotnych, nie może domagać się posiadania wspólnego, droższego samochodu, zamiast dwóch tańszych.

W Niemczech obowiązuje przepis, który zezwala osobom żyjącym z zasiłku socjalnego dla bezrobotnych (Hartz IV lub inaczej ALG II) i będącym zdolnymi do pracy, na posiadanie samochodu o maksymalnej wartości do 7.500 euro. Ma ona na celu ułatwienie tym osobom znalezienia pracy. Wartość ta nie może być jednak sumowana, w celu nabycia droższego pojazdu – tak zadecydowali we wtorek sędziowie (19.09.17 – źródło: Bild.de). Rodzina posiadająca droższy samochód, musi się w tym wypadku utrzymać z kwoty, która przekracza 7.500 € wartości samochodu, zanim otrzyma zasiłek dla bezrobotnych.

Sąd argumentuje swoją decyzję tym, że przepis ma chronić mobilność danej osoby, a nie jej majątek.

Wartość samochodu musi zostać przeznaczona na utrzymanie

Pozew złożyła rodzina z Wolfsburga, która złożyła wniosek o zasiłek dla bezrobotnych (Hartz IV) i posiadała samochód o wartości 11.000 euro. W tym wypadku sąd zdecydował, że zanim zostanie jej przyznany zasiłek, musi ona przeznaczyć na życie 3.500 euro, o które została przekroczona dopuszczalna wartość samochodu.

Rodzina próbowała argumentować, że przecież zarówno ojciec, jak i matka mogą posiadać samochód o wartości 7.500 euro, co w sumie daje 15.000 euro. Wspólny samochód znajdowałby się według ich interpretacji przepisu w dopuszczalnej granicy.

Sąd zdecydował jednak inaczej. Wniosek o rewizję został odrzucony.

Bitwa o Polskę, walczymy z Islamistami!

„Bitwa o Polskę” to nazwa planowanej do wydania gry planszowej i nie byłoby w niej nic intrygującego, gdyby nie fakt dotyczący jej fabuły. W grze przyjdzie nam bowiem walczyć przeciwko muzułmanom zalewającym Europę! Mimo, iż po zapoznaniu się z jej regułami, temat prezentuje się zgoła inaczej, to właśnie tak „w złym świetle” gra została odebrana.

Z fikcji do rzeczywistości?

Fabuła przedstawia się następująco: jest rok 2039, w którym cała Europa została już opanowana przez islamskich fanatyków. Swoich granic przed najeźdźcami jako ostatni kraj broni Polska. Tu w swoje role wchodzą gracze, obrońcy i najeźdźcy, polska armia i terroryści.

„Celem gry jest pokonanie wroga, a dróg do zwycięstwa jest wiele i nie ma jednej taktyki, która zapewnia wygraną” tłumaczy główny twórca gry, Michał Jeżak.

W założeniu twórców, studentów i absolwentów Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, którzy są autorami tego projektu, gra przede wszystkim ma przypominać czym jest patriotyzm, rozwijać strategiczne myślenie, uczyć taktyki i pokory.

Zamachy inspiracją

Głównym założeniem przy tworzeniu gry, było przypomnienie przyszłym graczom, w niespotykany dotąd sposób, czym jest prawdziwy patriotyzm i jak powinna być kształtowana postawa obywatela wobec różnych zagrożeń zewnętrznych. Twórcy tym projektem chcą również zwrócić uwagę na problem terroryzmu w Europie i skłonić ludzi do refleksji na temat historii Polski. Inspiracją była, jak sami mówią, niestabilna obecnie sytuacja spowodowana zamachami terrorystycznymi.

W sieci zawrzało

Po opublikowaniu pierwszych informacji promocyjnych dotyczących gry, w sieci zawrzało. Mimo wielu krzepiących komentarzy, znaczna część osób zarzucała i wciąż zarzuca twórcom ksenofobię. Głównym problemem (prócz arabskich napisów) jaki widzieli, była zamieszczona grafika reklamowa, przedstawiająca z jednej strony Polaków z biało-czerwonymi opaskami na ramionach, po drugiej, muzułmanów z zakrwawionym nożem i karabinem, która prezentowała się tak;

Grafika ta została już edytowana i w lekko zmienionej formie wygląda następująco;

Na grę zwrócił również uwagę Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, który orzekł „gra wpisuje się w popularną prawicową narrację; każdy terrorysta to muzułmanin” dodając na temat stylu powyższej grafiki „stereotypowe postaci z gry niebezpiecznie przypominają styl propagandy, w której przedstawiano Żydów”.

Na falę komentarzy, twórcy na oficjalnym profilu gry również odpowiedzieli oświadczeniem;

https://www.facebook.com/bitwaopolske/posts/148891992369809

Czy studenci mają problem?

Dyrektor biura prasowego Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie Dominik Łazarz, napisał; „Informujemy, że autorzy gry bezprawnie i bez zgody Władz Uczelni użyli logotypu WSIiZ oraz podali nieprawdziwą informację, iż grę wspiera Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Z uwagi na powyższe, sprawa ta została w trybie natychmiastowym skierowana do Rzecznika Dyscyplinarnego ds. Studentów WSIiZ”.

Mój komentarz tego dla ludzi z Ośrodka Monitorowania zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych jest taki:

Nie każdy muzułmanin to terrorysta, racja, lecz tak się ostatnio „niefortunnie” składa, że większość ostatnich zamachowców stanowili muzułmanie. Nie ma zatem co się dziwić genezie Państwa słów „gra wpisuje się w popularną prawicową narrację”, ponieważ to tylko odzwierciedlenie rzeczywistości w społecznych nastrojach.

Stanowisko wysoko cenionej w ogólnopolskich rankingach uczelni, o odcięciu się od pracy swoich studentów jestem w stanie zrozumieć. Na tej samej uczelni studiują również obcokrajowcy, dla których wspieranie takich jak ten „nacjonalistycznych” projektów byłoby co najmniej niezrozumiałe.

Również sama szkoła dzięki dofinansowaniu ze środków unijnych może zaoferować taniej taki kierunek jak chociażby „Master of Business Administration” (MBA) jak czytamy na stronie; »Dofinansowane przez UE studia dają wyjątkową możliwość uczestnictwa w takim kształceniu na Podkarpaciu za cenę kilkakrotnie niższą niż w innych ośrodkach w Polsce«. Świetna okazja uważam! Dlatego też za „wybryki” kilku własnych studentów, można byłoby stracić zdecydowanie więcej, takie dofinansowanie na przykład. Łatwiej się odciąć niż tłumaczyć.

(Opis gry, jako „pochwała” pracy studentów jeszcze w sobotę (09.09.) znajdowała się na internetowej stronie WSIiZ, lecz został już usunięty)

Do twórców

Osobiście mogę tylko przyklasnąć i pogratulować pomysłu na fikcyjną grę. Nie warto przejmować się skrajnymi komentarzami, a medialny szum, który spowodowała fabuła tylko pomoże w jej (Bitwa o Polskę) wypromowaniu. Wszyscy możemy tworzyć projekty i gry jakie chcemy, bo czy nie na tym polega wolność słowa i przekonań? Nieuregulowaną sprawą zostało by jedynie to, kto do kogo najchętniej by w tych grach strzelał, ale to już kwestia gustu.

Pomyślcie panowie kiedyś o wysłaniu kilku już gotowych i darmowych egzemplarzy do urzędów emigracyjnych Francji, Szwecji, Belgi czy chociażby Niemiec. Może pomogłyby bardziej, niż malowanie kredkami asfaltów w miejscach dotychczasowych zamachów.

Muzułmanie w Europie – zintegrowani lecz nieakceptowani?

1

W porównaniu do innych krajów zachodnioeuropejskich, Niemcy wypadaja całkiem dobrze, jeśli chodzi o integrację muzułmańskich migrantów. Taki jest wynik badań fundacji Bertelsmann, w których porównano sytuację muzułmanów, przybyłych do Niemiec, Szwajcarii, Austrii, Francji oraz Wielkiej Brytanii przed rokiem 2010. W badaniach rozpatrzono cztery kategorie: praca, kompetencje językowe, wykształcenie oraz kontakty społeczne.

Odsetek pracujących muzułmanów jest najwyższy w Niemczech

W przypadku integracji na rynku pracy, Niemcy wypadają najlepiej spośród wszystkich przebadanych krajów. Prawie 60 procent muzułmanów pracuje na pełnym etacie, a 20 procent na pół etatu, co jest zbliżone do średniej krajowej. Również kwoty dotyczące bezrobotnych są coraz bardziej zbliżone do tych krajowych.

Nieco trudniej mają w Niemczech głęboko wierzący muzułmanie. Ci znajdują pracę odpowiadającą ich kwalifikacjom bardzo rzadko oraz zarabiają znacznie mniej, niż niepraktykujący muzułmanie. Pod koniec roku 2015 w Niemczech żyło 4,7 mln muzułmanów. 40 procent z nich mówi o sobie, że są wierzący.

W Wielkiej Brytanii, praktykujący muzułmanie wykonują podobne zawody, jak ci nie praktykujący, biorąc pod uwagę takie same kwalifikacje zawodowe. „Muzułmanie mieszkający w Wielkiej Brytanii, zyskują najwidoczniej na prawie równości, które stawia islam na równi z innymi religiami” – zauważa Yasemin El-Menouar, ekspertka ds. islamu w fundacji Bertelsmann. Przykładem jest choćby istniejąca od prawie 10 lat regulacja, która zezwala brytyjskim policjantkom na noszenie hidżabu.

Odestek muzułmanów dorastających z językiem niemieckim wynosi 73 procent

Badania Bertelsmann wykazały oprócz tego, iż 73 procent dzieci muzułmańskich migrantów dorasta z językiem niemieckim jako pierwszym językiem. Odestek ten wzrasta z generacji na generację. Pośród wszystkich muzułmańskich migrantów, jedna piąta deklaruje język niemiecki jako pierwszy język.

Również we Francji, Wielkiej Brytanii, Austrii oraz Szwajcarii kompetencje językowe ulegają poprawie z generacji na generację.

Aż 36 procent niemieckich muzułmanów kończy edukację w wieku 17 lat

We Francji jedynie 11 procent muzułmanów kończy edukację w wieku 17 lat. W Niemczech jest ich o wiele więcej, bo aż 36 procent. Naukowcy podają jako powód różne systemy szkolnictwa: We Francji dzieci uczą się dłużej w tych samych klasach, a migranci znają często bardzo dobrze francuski, ze względu na przeszłość kolonialną. Wysoki współczynnik zdobycia wykształcenia nie chroni jednak francuskich muzułmanów przed ponadprzeciętnym bezrobociem.

„Międzynarodowe porównanie pokazuje, że to nie religia decyduje o powodzeniu integracji, lecz ogólne warunki państwowe, ekonomiczne i społeczne” – mówi Stephan Vopel, ekspert fundacji Bertelsmann ds. społecznych.

Muzułmanie chętnie spędzają wolny czas z osobami innych wyznań

85 procent przebadanych w Szwajcarii muzułmanów podaje, iż w czasie wolnym utrzymuje często lub bardzo często kontakty z osobami innych wyznań. Również w Niemczech i Francjii odsetek ten jest stosunkowo wysoki i wynosi 78 procent. Nieco rzadziej mają miejsce tego typu kontakty w Wielkiej Brytanii (68 procent) i w Austrii (62 procent).

96 procent niemieckich muzułmanów podaje, iż czuje więź z Niemcami.

Muzułmanie nadal nieakceptowani w Europie

Badania „Muzułmanie w Europie – zintegrowani lecz nie akceptowani” pokazują również, jak duża jest niechęć wobec muzułmanów. Na pytanie „Kogo niezakaceptowalibyście jako sąsiada” we wszystkich pięciu krajach największy odsetek badanych opowiedział się przeciwko muzułmanom. Dopiero w dalszej kolejności wymieniano rodziny z dużą ilością dzieci, pracowników sezonowych, homoseksualistów, żydów, ludzi o innym kolorze skóry, ateistów i chrześcijan.

Jedynie niechęć Brytyjczyków do wielodzietnych rodzin osiągnęła porównywalnie zły wynik, który wyniósł 28 procent. W Niemczech 19 procent badanych opowiedziała się przeciwko muzułmanom jako sąsiadom.