Coraz więcej Niemców chce opuścić swój kraj. Wśród popularnych kierunków również Polska!

0

Coraz więcej Niemców rozważa opuszczenie swojej ojczyzny i rozpoczęcie życia za granicą. Najnowsze dane pokazują, że nie chodzi już wyłącznie o deklaracje. W 2025 roku z Niemiec wyjechało ponad 288 tys. niemieckich obywateli – tak wielu jak nigdy wcześniej.

Jak informuje „Bild”, powołując się na dane Federalnego Urzędu Statystycznego, jednocześnie do kraju wróciło znacznie mniej Niemców. Bilans migracyjny obywateli Niemiec był w efekcie wyraźnie ujemny.

Szczególną uwagę zwraca fakt, że na życie za granicą często decydują się osoby dobrze wykształcone i aktywne zawodowo. Problem może mieć więc również znaczenie dla niemieckiej gospodarki, która już teraz zmaga się z niedoborem wykwalifikowanych pracowników.

Dobrze zarabiający rozglądają się za pracą za granicą

Zainteresowanie wyjazdem jest szczególnie widoczne wśród osób osiągających wysokie dochody. Z badania przeprowadzonego dla portalu Indeed wynika, że ponad połowa gospodarstw domowych dysponujących miesięcznym dochodem przekraczającym 6 tys. euro interesowała się w ciągu ostatnich 12 miesięcy ofertami pracy poza Niemcami.

Wśród powodów przemawiających za przeprowadzką wymieniane są przede wszystkim wyższa jakość życia, niższe podatki i lepsze perspektywy zawodowe. Część zainteresowanych nie traktuje przy tym zagranicznego wyjazdu jedynie jako kilkuletniej przygody, lecz rozważa pozostanie poza Niemcami na dłużej.

Młodzi Niemcy również myślą o wyjeździe

Jeszcze bardziej wymowne są wyniki badań dotyczących młodego pokolenia. Według opublikowanej w tym roku analizy „Jugend in Deutschland 2026” aż 21 proc. osób w wieku od 14 do 29 lat konkretnie planuje opuszczenie Niemiec, aby szukać lepszych warunków życia w innym kraju.

Kolejne 41 proc. młodych ludzi może sobie wyobrazić emigrację. Oznacza to, że łącznie zdecydowana większość badanych przynajmniej bierze pod uwagę możliwość rozpoczęcia życia poza Niemcami.

Wśród problemów wskazywanych przez młodych znajdują się m.in. niepewność gospodarcza, trudna sytuacja mieszkaniowa, brak perspektyw oraz niezadowolenie z sytuacji politycznej i społecznej.

Dokąd najchętniej wyjeżdżają Niemcy?

Jednym z największych beneficjentów emigracji z Niemiec pozostaje sąsiednia Szwajcaria. W 2025 roku przeprowadziło się tam około 22,7 tys. Niemców. Kolejne miejsca zajmowały Austria oraz Hiszpania.

Co ciekawe, wśród popularniejszych kierunków znajduje się również Polska. Według dostępnych danych w 2025 roku przeprowadziło się do naszego kraju prawie 5 tys. obywateli Niemiec.

Rosnąca liczba wyjazdów może stać się dla Berlina coraz poważniejszym problemem. Niemcy z jednej strony potrzebują setek tysięcy nowych pracowników z zagranicy, aby łagodzić skutki starzenia się społeczeństwa, a z drugiej – sami tracą część młodych, wykształconych i dobrze zarabiających obywateli.

źródło: rp-online.de

Szokująca sprawa w Niemczech! Syryjczyk przysiągł na Koran, że żałuje, ale zarzutu gwałtu nie będzie

2

Ogromne kontrowersje w Niemczech wywołuje sprawa 14-letniej dziewczyny z Dolnej Saksonii. Nastolatka twierdzi, że została zgwałcona przez trzech nieletnich chłopców w ośrodku młodzieżowym. Jeden z podejrzanych miał później napisać do niej na WhatsAppie i przysięgać na Koran, że żałuje tego, co się wydarzyło. Mimo to prokuratura w Stade umorzyła postępowanie dotyczące podejrzenia gwałtu.

Do zdarzenia miało dojść latem 2025 roku w ośrodku młodzieżowym w Gnarrenburgu w powiecie Rotenburg. Według „Apollo News” podejrzanymi byli trzej nieletni: obywatel Syrii, Iranu oraz Holandii. Jeden z nich miał nagrywać telefonem czynności seksualne, a nagranie zostało później rozpowszechnione w szkole dziewczyny.

„Przysięgam na Koran”

Szczególne emocje wzbudza wiadomość, którą jeden z podejrzanych, 15-letni Syryjczyk, miał wysłać dziewczynie już po zdarzeniu. Według „Apollo News”, powołującego się na informacje „Bilda”, nastolatek przysięgał na Koran, że żałuje tego, co się wydarzyło. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób prokuratura oceniła tę wiadomość w kontekście całego materiału dowodowego.

14-latka utrzymuje, że doszło do zbiorowego gwałtu. Jak relacjonowała mediom, podczas zdarzenia była sparaliżowana strachem i znajdowała się w stanie szoku. Nie krzyczała ani nie płakała, nie miała jednak – według własnej relacji – dobrowolnie uczestniczyć w czynnościach seksualnych.

Dlaczego prokuratura umorzyła sprawę?

Prokuratura w Stade przedstawiła inne spojrzenie na zgromadzony materiał dowodowy. Według śledczych nie udało się z wystarczającą do wniesienia aktu oskarżenia pewnością wykazać, że sprzeciw dziewczyny został wyrażony w sposób rozpoznawalny dla podejrzanych.

Prokuratura wskazuje, że na podstawie zabezpieczonych dowodów nie stwierdzono wystarczających przesłanek świadczących o tym, że 14-latka wyraziła swój sprzeciw w sposób wyraźny lub poprzez zachowanie, które byłoby dla innych osób jednoznacznie rozpoznawalne. Śledczy nie dopatrzyli się również możliwej do udowodnienia sytuacji przymusu lub groźby.

W konsekwencji postępowanie dotyczące podejrzenia gwałtu i przymusu seksualnego zostało umorzone. Nie oznacza to jednak końca całej sprawy.

Rodzina 14-latki walczy dalej

Pełnomocniczka dziewczyny złożyła zażalenie na decyzję o umorzeniu. Sprawą ma się teraz zająć Prokuratura Generalna w Celle, która oceni, czy decyzja śledczych ze Stade była prawidłowa.

Osobno prowadzone jest postępowanie dotyczące nagrania przedstawiającego czynności seksualne z udziałem osoby nieletniej. Ten fragment sprawy został przekazany prokuraturze w Hanowerze, gdzie znajduje się wyspecjalizowana jednostka zajmująca się m.in. rozpowszechnianiem materiałów pornograficznych z udziałem nieletnich.

Matka 14-latki nagłośniła sprawę po tym, jak znalazła nagranie na telefonie swojej córki. Ośrodek młodzieżowy zapewnia natomiast, że po uzyskaniu informacji o zarzutach uruchomiono odpowiednie procedury i powiadomiono organy ścigania.

Decyzja prokuratury nie jest jeszcze ostatecznym końcem sprawy – teraz jej zasadność zostanie ponownie przeanalizowana po zażaleniu złożonym przez pełnomocniczkę nastolatki.

źródło: news.de

Niemcy zaniepokojeni sytuacją w Polsce. „Rośnie niechęć do Ukraińców”

3

Niemieckie media zwracają uwagę na pogarszające się nastroje wobec Ukraińców mieszkających w Polsce. „Süddeutsche Zeitung” opisuje rosnącą liczbę ataków na obywateli Ukrainy i wskazuje, że niechęć do dalszego wspierania naszego wschodniego sąsiada staje się coraz bardziej widoczna również w polskiej polityce.

Według danych policji przytoczonych przez niemiecki dziennik w pierwszej połowie 2026 roku liczba ataków na Ukraińców motywowanych ich narodowością wzrosła o około 30 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. „Süddeutsche Zeitung” pisze, że informacje o kolejnych incydentach pojawiają się niemal co tydzień.

Jednym z najgłośniejszych przypadków był atak na młodą ukraińską parę we Wrocławiu. Trzech mężczyzn miało najpierw obrażać 20-letnią kobietę ze względu na jej narodowość, a następnie zaatakować ją i jej 21-letniego partnera. Oboje odnieśli obrażenia wymagające pomocy medycznej. Dwóch podejrzanych zostało zatrzymanych.

Niemiecki dziennik przypomina również o innych incydentach. W Bielsku-Białej 54-letni mężczyzna miał obrażać 11-letnią Ukrainkę w autobusie i mówić jej, aby „wracała do domu”. Dziewczynka odpowiedziała, że to właśnie Bielsko-Biała jest jej domem. Z kolei we Wrocławiu 19-latek został zaatakowany podczas rozmowy telefonicznej z rodzicami w języku ukraińskim.

Tusk wskazuje winnych

Do sytuacji odniósł się premier Donald Tusk. Jak relacjonuje „Süddeutsche Zeitung”, szef polskiego rządu obarcza częścią odpowiedzialności za atmosferę wokół Ukraińców środowiska prawicowe i narodowe. Jego zdaniem sprawcy podobnych ataków mogą czuć polityczne przyzwolenie na swoje działania.

Jednocześnie zmienia się stosunek Polaków nie tylko do samych Ukraińców, ale również do dalszego wspierania Ukrainy. Według „Süddeutsche Zeitung” wszystkie partie opozycyjne sprzeciwiają się obecnie dalszej pomocy dla Kijowa, podczas gdy poparcie dla członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej znalazło się na niskim poziomie. Za dalszym wsparciem militarnym opowiada się już tylko około połowy Polaków.

Wołyń ponownie dzieli Polaków i Ukraińców

Jednym z najważniejszych punktów spornych pozostaje historia. Politycy PiS coraz mocniej uzależniają możliwość dalszego zbliżenia Ukrainy z Unią Europejską od rozliczenia z rzezią wołyńską.

Przemysław Czarnek domaga się uznania przez Ukrainę mordów dokonanych przez UPA na polskiej ludności cywilnej za ludobójstwo. Jarosław Kaczyński również krytykuje kult Stepana Bandery i sprzeciwia się wejściu Ukrainy do UE, dopóki – jego zdaniem – problem ten nie zostanie rozwiązany.

Napięcia polsko-ukraińskie są zauważane także przez inne niemieckie media. ARD informowała niedawno, że historyczny spór zaczyna wpływać nawet na współpracę między polskimi i ukraińskimi samorządami.

Jeszcze po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji w 2022 roku Polska była przedstawiana w Niemczech jako jeden z największych sojuszników Ukrainy i kraj, który przyjął ogromną liczbę uchodźców. Cztery lata później niemieckie media coraz częściej opisują zupełnie inny obraz – rosnące zmęczenie pomocą dla Ukrainy, powrót sporów historycznych oraz coraz bardziej napięte relacje między Polakami i Ukraińcami.

źródło: www.sueddeutsche.de

„W Niemczech ludzie są mili”. Nielegalny migrant z Ceuty zdradza, dokąd chce się dostać

3

34-letni Hamsa, który przedostał się do hiszpańskiej eksklawy Ceuta podczas ostatniej fali nielegalnej migracji, nie zamierza wracać do Maroka. Jak powiedział w rozmowie z dziennikarzem WELT, jego celem są Niemcy, Austria lub Holandia.

– „Chcę do Niemiec, Austrii albo Holandii. Ludzie tam mają być mili” – stwierdził migrant.

Hamsa przybył do Ceuty w ubiegłym tygodniu wraz z dziesiątkami tysięcy innych migrantów. Nie udało mu się znaleźć miejsca noclegowego, ponieważ ośrodki są przepełnione. Mimo to nie zamierza rezygnować z planów dalszej podróży do Europy.

Według hiszpańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych około 70 tys. z blisko 72 tys. migrantów miało już wrócić do Maroka. Dziennikarze relacjonują jednak, że na miejscu nadal przebywają tysiące osób, a lokalne służby i organizacje pomocowe mówią o poważnym kryzysie humanitarnym oraz przepełnionych ośrodkach.

Ceuta pozostaje jednym z głównych punktów napięcia na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej po niedawnym masowym napływie migrantów.

źródło: Bild

Segregacja śmieci w Niemczech – co i do którego pojemnika wyrzucać? Praktyczny poradnik

Segregacja śmieci jest w Niemczech codziennością, jednak dla osób, które dopiero przeprowadziły się z Polski, obowiązujące zasady nie zawsze są oczywiste. Żółty worek, niebieski pojemnik, kontenery na szkło, bioodpady i odpady resztkowe – pomyłka może zdarzyć się bardzo łatwo.

Według danych przytaczanych przez Grüner Punkt zdecydowana większość konsumentów w Niemczech uważa segregację odpadów za właściwą drogę do skutecznego recyklingu opakowań. Prawidłowe sortowanie ma jednak znaczenie nie tylko dla środowiska. Nieprzestrzeganie lokalnych zasad gospodarowania odpadami może prowadzić do problemów, a w niektórych przypadkach również do kar.

Co zatem wrzucać do żółtego pojemnika, gdzie powinien trafić karton po pizzy, co zrobić ze starą szklanką i dlaczego nie każdy kawałek papieru nadaje się do niebieskiego pojemnika? Wyjaśniamy najważniejsze zasady segregacji śmieci w Niemczech.

Segregacja śmieci w Niemczech – podstawowe rodzaje odpadów

System może nieznacznie różnić się w zależności od miasta lub gminy, ale najczęściej spotkamy następujące kategorie:

  • lekkie opakowania z tworzyw sztucznych, metalu i materiałów kompozytowych – żółty pojemnik lub żółty worek (Gelbe Tonne/Gelber Sack),
  • papier i tekturę – najczęściej niebieski pojemnik (Papiertonne),
  • szkło opakowaniowe – kontenery na szkło (Altglascontainer),
  • bioodpady – pojemnik na odpady organiczne (Biotonne),
  • odpady resztkowe – pojemnik na odpady zmieszane (Restmülltonne).

W praktyce kolory pojemników mogą się lokalnie różnić, dlatego zawsze warto zwracać uwagę na znajdujące się na nich oznaczenia.

Żółty pojemnik i żółty worek – co można do nich wyrzucać?

Żółty pojemnik (Gelbe Tonne) oraz żółty worek (Gelber Sack) przeznaczone są przede wszystkim na lekkie opakowania wykonane z tworzyw sztucznych, metalu i materiałów kompozytowych.

Mogą tam trafić między innymi plastikowe opakowania po żywności i kosmetykach, folie opakowaniowe, puszki po konserwach, aluminiowe opakowania czy kartony po mleku i sokach.

Ważna jest jednak jedna rzecz: żółty pojemnik nie jest po prostu „pojemnikiem na plastik”. Nie każdy przedmiot wykonany z tworzywa sztucznego automatycznie powinien do niego trafić. Kluczowe znaczenie ma zazwyczaj to, czy jest to opakowanie. Lokalne systemy zbiórki mogą jednak przewidywać wyjątki.

źródło: www.gruener-punkt.de

Opakowania powinny być opróżnione, ale nie trzeba ich dokładnie myć. W większości przypadków wystarczy usunąć z nich większe resztki zawartości.

Niebieski pojemnik – co wyrzucamy do papieru?

Do niebieskiego pojemnika trafiają papier, tektura i karton nadające się do recyklingu.

Można do niego wyrzucać między innymi:

  • gazety i czasopisma,
  • katalogi i ulotki,
  • papier do drukarki i papier listowy,
  • koperty,
  • zeszyty,
  • kartony i pudełka,
  • papierowe torby,
  • wytłaczanki po jajkach,
  • papier pakowy.

Duże kartony najlepiej przed wyrzuceniem złożyć lub rozdrobnić. Dzięki temu zajmują mniej miejsca i pojemnik nie zapełnia się niepotrzebnie powietrzem.

Karton po pizzy – do papieru czy odpadów zmieszanych?

To jeden z najczęściej popełnianych błędów. Czysty karton po pizzy może trafić do pojemnika na papier. Jeżeli jednak jest mocno zabrudzony tłuszczem, sosem lub resztkami jedzenia, nie powinien być wrzucany do makulatury.

Jeśli tylko część pudełka jest zabrudzona, można oddzielić czystą część kartonu i wyrzucić ją do papieru, a zabrudzony fragment umieścić w odpowiednim pojemniku zgodnie z lokalnymi zasadami.

Paragony, ręczniki papierowe i papier do pieczenia – gdzie je wyrzucać?

Nie wszystko, co wygląda jak papier, nadaje się do recyklingu razem z makulaturą.

Do niebieskiego pojemnika nie powinny trafiać między innymi:

  • zużyte ręczniki papierowe,
  • chusteczki higieniczne,
  • zabrudzone serwetki,
  • papier kuchenny,
  • papier do pieczenia,
  • zdjęcia i papier fotograficzny,
  • tapety,
  • tłuste i zabrudzone kartony,
  • kartony po mleku i sokach.

Te ostatnie składają się z kilku materiałów, dlatego należy je zazwyczaj wyrzucać do żółtego pojemnika lub żółtego worka.

W przypadku paragonów trzeba zwrócić uwagę na rodzaj papieru. Wiele z nich drukowanych jest na papierze termicznym, który nie powinien trafiać do zwykłej makulatury. Najbezpieczniej stosować się do zaleceń lokalnego przedsiębiorstwa zajmującego się odpadami.

Gdzie wyrzucać szkło w Niemczech?

W Niemczech szkło opakowaniowe jest zazwyczaj zbierane w specjalnych publicznych kontenerach. Trafiają tam przede wszystkim puste jednorazowe butelki oraz słoiki, które nie są objęte systemem kaucji.

Szkło należy segregować według kolorów:

  • biały kontener – szkło bezbarwne,
  • brązowy kontener – szkło brązowe,
  • zielony kontener – szkło zielone oraz szkło w innych kolorach, jeśli nie ma dla nich osobnego pojemnika.

W praktyce oznacza to, że np. niebieską butelkę najczęściej należy wyrzucić do kontenera na szkło zielone. Zielone szkło najlepiej toleruje domieszki innych kolorów.

Nie każde szkło można wrzucić do kontenera!

To bardzo ważna zasada. Kontenery na szkło nie są przeznaczone na wszystkie przedmioty wykonane ze szkła, lecz przede wszystkim na szkło opakowaniowe.

Nie należy wrzucać do nich między innymi:

  • szklanek i kieliszków,
  • kryształowych naczyń,
  • wazonów,
  • porcelany i ceramiki,
  • kamionki,
  • luster,
  • szyb okiennych i samochodowych,
  • żaroodpornych naczyń do pieczenia,
  • żarówek,
  • świetlówek,
  • bombek choinkowych.

Powód jest prosty: poszczególne rodzaje szkła różnią się składem i właściwościami, w tym temperaturą topnienia. Domieszka niewłaściwego materiału może utrudnić produkcję nowego szkła.

Większe elementy, takie jak szyby czy lustra, można zazwyczaj oddać do lokalnego punktu zbiórki odpadów (Wertstoffhof). Świetlówki, lampy LED i inne produkty wymagające specjalnej utylizacji należy natomiast przekazywać do odpowiednich punktów zbiórki.

Czy przed wyrzuceniem szkła trzeba zdejmować zakrętki?

Butelki i słoiki powinny być przede wszystkim opróżnione. Nie ma potrzeby ich dokładnego mycia – niepotrzebne płukanie oznacza dodatkowe zużycie wody.

Metalowe i plastikowe nakrętki można oddzielić i wyrzucić do żółtego pojemnika lub worka. Jeżeli jednak pozostaną na opakowaniu, w wielu systemach recyklingu zostaną później oddzielone podczas przetwarzania.

Latem pozostawienie zakrętki na butelce może mieć dodatkową zaletę: resztki słodkich napojów nie przyciągają wtedy tak łatwo os i innych owadów.

W jakich godzinach można wyrzucać szkło w Niemczech?

Wrzucanie butelek do kontenera powoduje spory hałas, dlatego korzystanie z publicznych pojemników na szkło jest ograniczone czasowo.

Często spotyka się godziny około 7:00–20:00 od poniedziałku do soboty oraz zakaz korzystania z kontenerów w niedziele i święta. Nie jest to jednak jednolita zasada obowiązująca w identycznej formie w całych Niemczech.

Decydujące są godziny podane bezpośrednio na konkretnym kontenerze lub zasady obowiązujące w danej gminie.

Jeżeli kontener jest pełny, butelek nie należy pozostawiać obok niego. Takie pozbywanie się odpadów może zostać potraktowane jako niedozwolone zaśmiecanie przestrzeni publicznej.

Bioodpady – co trafia do Biotonne?

Do pojemnika na bioodpady trafiają odpady organiczne. W zależności od lokalnych zasad mogą to być m.in. obierki z owoców i warzyw, fusy z kawy, torebki herbaty, skorupki jaj, zwiędłe kwiaty czy niewielkie odpady ogrodowe.

Właśnie w przypadku bioodpadów szczególnie ważne jest sprawdzenie zasad obowiązujących w danym mieście. Poszczególne gminy mogą inaczej regulować np. wyrzucanie resztek gotowanej żywności, mięsa czy produktów pochodzenia zwierzęcego.

Do bioodpadów nie należy wrzucać zwykłych plastikowych worków.

Odpady resztkowe – co trafia do Restmüll?

Restmüll to odpady, których nie można przyporządkować do innych systemów recyklingu lub zbiórki.

Mogą tam trafiać między innymi zabrudzone artykuły higieniczne, zużyte chusteczki, niektóre rodzaje papieru nienadającego się do recyklingu, niewielkie ilości potłuczonej ceramiki czy inne odpady, których nie można odzyskać w standardowym systemie.

Nie oznacza to jednak, że do Restmüll można wrzucać wszystko. Baterie, akumulatory, urządzenia elektryczne, farby, chemikalia czy inne odpady niebezpieczne podlegają odrębnym zasadom utylizacji.

Dlaczego prawidłowa segregacja śmieci jest tak ważna?

Segregowanie odpadów pozwala odzyskać wartościowe surowce i ponownie wykorzystać je do produkcji nowych produktów. Dotyczy to między innymi papieru, szkła, metali i tworzyw sztucznych.

Szczególnie dobrym przykładem jest szkło, które może być wielokrotnie przetwarzane. Wykorzystanie stłuczki szklanej pozwala ograniczyć zapotrzebowanie na pierwotne surowce i energię potrzebną do produkcji nowych opakowań.

Prawidłowa segregacja ułatwia również pracę sortowni. Im mniej niepożądanych materiałów znajduje się w poszczególnych frakcjach, tym skuteczniejszy może być późniejszy recykling.

Uwaga: zasady segregacji mogą różnić się w zależności od miasta

To jedna z najważniejszych informacji dla osób mieszkających w Niemczech. Nie wszystkie szczegółowe zasady są identyczne w całym kraju.

Za gospodarkę odpadami odpowiadają lokalne podmioty, dlatego sposób zbierania poszczególnych frakcji może różnić się w zależności od miasta, powiatu czy gminy. Różnice mogą dotyczyć zarówno kolorów pojemników, jak i tego, gdzie powinny trafiać konkretne rodzaje odpadów.

W razie wątpliwości najlepiej sprawdzić stronę internetową lokalnej firmy komunalnej lub urzędu miasta. Wiele niemieckich gmin udostępnia również tzw. Abfall-ABC – internetową wyszukiwarkę, w której wystarczy wpisać nazwę odpadu, aby dowiedzieć się, gdzie należy go wyrzucić.

Segregacja śmieci w Niemczech – najważniejsze zasady w skrócie

Najłatwiej zapamiętać kilka podstawowych reguł:

  • Żółty pojemnik/worek: przede wszystkim lekkie opakowania z plastiku, metalu i materiałów kompozytowych.
  • Niebieski pojemnik: czysty i suchy papier, karton oraz tektura.
  • Kontener na szkło: wyłącznie szkło opakowaniowe, przede wszystkim butelki i słoiki, posortowane według kolorów.
  • Bioodpady: odpady organiczne zgodnie z zasadami obowiązującymi w danej gminie.
  • Odpady resztkowe: odpady, których nie można poddać standardowej segregacji – z wyjątkiem odpadów niebezpiecznych, elektrośmieci i innych produktów wymagających specjalnej utylizacji.
  • Najważniejsza zasada brzmi jednak: w razie wątpliwości warto sprawdzić lokalne przepisy. Kilka minut poświęconych na sprawdzenie odpowiedniego pojemnika może uchronić przed błędami i jednocześnie sprawić, że odpady rzeczywiście będą mogły zostać wykorzystane ponownie.

Źródła: Der Grüne Punkt, informacje niemieckich przedsiębiorstw gospodarki odpadami, BILD.

Nie poszedł na obowiązkowe warsztaty LGBT. 14-latkowi z Bawarii grozi grzywna

4

Rodzice nie zgodzili się na udział syna w szkolnych zajęciach

14-letni uczeń gimnazjum z powiatu Dachau w Bawarii może zostać ukarany grzywną za nieobecność na obowiązkowych warsztatach poświęconych rolom płciowym i tożsamości płciowej. Jak informuje portal Apollo News, powołując się na własne ustalenia, rodzice świadomie nie posłali syna na zajęcia, ponieważ mieli wątpliwości co do ich bezstronności światopoglądowej i politycznej.

Rodzice wcześniej zadali szkole pytania

Przed planowanymi warsztatami rodzice zwrócili się do szkoły z szeregiem pytań dotyczących organizacji zajęć. Chcieli uzyskać informacje między innymi na temat:

  • przestrzegania zasady zakazu wywierania presji światopoglądowej na uczniów (tzw. zakazu indoktrynacji lub Überwältigungsverbot),
  • materiałów wykorzystywanych podczas warsztatów,
  • zasad wyboru zewnętrznej organizacji prowadzącej zajęcia.

Według relacji rodziców przedstawionej portalowi Apollo News, na część najważniejszych pytań nie otrzymali odpowiedzi. W związku z tym jeszcze przed przeprowadzeniem warsztatów złożyli formalną skargę na sposób działania szkoły.

Szkoła: udział był obowiązkowy

Dyrekcja szkoły odpowiedziała, że warsztaty były obowiązkowym elementem programu nauczania, realizowanym zgodnie z bawarską podstawą programową. Po nieobecności ucznia właściwy urząd powiatowy wszczął wobec niego postępowanie w sprawie nałożenia grzywny. Ponieważ zgodnie z niemieckim prawem 14-latek osiągnął wiek odpowiedzialności karnej, pismo dotyczące postępowania zostało skierowane bezpośrednio do niego, a nie do jego rodziców. Rodzina zapowiedziała, że jeśli grzywna zostanie nałożona, sprawa zostanie skierowana do sądu w celu zbadania jej zgodności z prawem.

Warsztaty prowadziła organizacja „diversity München”

Zajęcia zostały przeprowadzone przez organizację „diversity München”, która jest finansowo wspierana przez miasto Monachium. Stowarzyszenie określa się jako queerowa organizacja młodzieżowa. Według informacji zamieszczonych przez organizację, warsztaty prowadzą młode osoby identyfikujące się jako osoby queer. Podczas spotkań z uczniami poruszane są między innymi tematy:

  • tożsamości płciowej,
  • orientacji seksualnej,
  • przeciwdziałania uprzedzeniom wobec osób LGBT.

Organizacja postuluje większą obecność tematów queer w szkołach

Na swojej stronie internetowej „diversity München” deklaruje również poparcie dla szerszego uwzględnienia zagadnień dotyczących społeczności queer w programach nauczania. Organizacja opowiada się także za zmianami w oficjalnym nazewnictwie stosowanym w dokumentach publicznych, proponując między innymi odejście od określeń „matka” i „ojciec” na rzecz bardziej neutralnych sformułowań.

Sprawa może trafić do sądu

Na obecnym etapie postępowania nie zapadła jeszcze decyzja o nałożeniu grzywny. Jeżeli urząd wyda taką decyzję, rodzice zapowiadają jej zaskarżenie i skierowanie sprawy do sądu. Przypadek 14-letniego ucznia wywołał dyskusję na temat obowiązkowego charakteru niektórych zajęć szkolnych oraz prawa rodziców do zgłaszania zastrzeżeń wobec treści przekazywanych podczas warsztatów prowadzonych przez organizacje zewnętrzne.

źródło: nius.de

Rodzice studenta zamordowanego przez Afgańczyka: „Czas skończyć z izolowaniem AfD”

3

Po śmierci 22-latka rodzice zabrali publicznie głos

Rodzice Mariusa Dicka, 22-letniego studenta zamordowanego w lipcu w Trewirze, udzielili wywiadu, w którym zaapelowali o zmianę podejścia niemieckich partii do współpracy z Alternatywą dla Niemiec (AfD) w kwestiach związanych z polityką migracyjną i bezpieczeństwem. Ich wypowiedzi padły kilka tygodni po tragicznym ataku z użyciem noża, w którym zginął ich syn.

Ojciec: „Trzeba szukać większości”

Ojciec zamordowanego studenta, Thomas Dick, w rozmowie z dziennikiem „Die Welt” stwierdził, że jego zdaniem politycy powinni być gotowi do rozmów również z AfD.

– „Trzeba szukać większości, aby je znaleźć. Oznacza to także usiąść z AfD do stołu i rozmawiać o punktach wspólnych” – powiedział.

Matka 22-latka, Elke Dick, dodała, że nie można po prostu wykluczać ugrupowania, które zostało – jak podkreśliła – „zgodnie z prawem i licznie wybrane przez wyborców”. Ich wypowiedzi odnoszą się do tzw. „Brandmauer” (zapory ogniowej) – obowiązującej w niemieckiej polityce nieformalnej zasady, zgodnie z którą większość partii odmawia współpracy z AfD na szczeblu parlamentarnym i rządowym.

„Nie można już mówić o pewnych problemach”

Thomas Dick ocenił również, że presja na rząd federalny w sprawie polityki migracyjnej powinna być większa. Jego zdaniem w Niemczech panuje atmosfera, w której poruszanie niektórych tematów związanych z migracją prowadzi do oskarżeń o poglądy skrajnie prawicowe.

– „Panuje atmosfera, w której nie można już mówić o pewnych problemach, nie będąc od razu przypisanym do prawicy. W ten sposób niszczymy nasz kraj” – powiedział.

Ojciec ofiary skrytykował także fakt, że – jak stwierdził – w Niemczech przebywają osoby uznawane za niebezpieczne lub karane, a państwo nie ma nad nimi wystarczającej kontroli. Podkreślił również, że osoby, które w poważny sposób nadużywają prawa pobytu, nie powinny mieć możliwości pozostania w Niemczech. Według niego podobne zasady powinny obowiązywać również na poziomie całej Unii Europejskiej.

Rodzice wskazują na Danię i Szwecję

Zdaniem rodziców zamordowanego studenta niemieccy politycy powinni podjąć zdecydowane działania, aby ograniczyć falę brutalnych przestępstw. Thomas i Elke Dick jako przykłady państw, których rozwiązaniom warto się przyjrzeć, wskazali Danię i Szwecję. Według nich warto analizować, w jaki sposób kraje nordyckie prowadzą debatę oraz budują ponadpartyjne porozumienia w sprawach dotyczących polityki migracyjnej.

Matka odniosła się do krytyki swojej działalności politycznej

W wywiadzie Elke Dick odniosła się także do komentarzy dotyczących swojej przynależności do CDU oraz działalności w samorządzie. Podkreśliła, że jako polityk lokalny nie ma wpływu na politykę migracyjną prowadzoną przez władze federalne swojej partii.

– „Wręcz przeciwnie – to właśnie gminy odczuwają skutki tej sytuacji, ponieważ brakuje środków finansowych i musimy zastanawiać się, gdzie zakwaterować osoby kierowane do naszych miejscowości” – powiedziała.

Kobieta ujawniła również, że po śmierci syna otrzymała obraźliwe wiadomości. Jak relacjonowała, niektórzy mieli pisać do niej między innymi:

  • „Ma pani krew na rękach!”
  • „W końcu spotkało to właściwych ludzi!”

Do tragedii doszło w połowie lipca

Marius Dick zginął 15 lipca, niedaleko Uniwersytetu w Trewirze. Według dotychczasowych ustaleń śledczych został śmiertelnie ugodzony nożem. Podejrzanym o dokonanie zabójstwa jest Sajad M., obywatel Afganistanu ubiegający się o azyl w Niemczech. Według informacji zawartych w materiale źródłowym przyjechał do Niemiec jako dwunastolatek. Jego wniosek o azyl został odrzucony w 2017 roku, jednak nadal przebywał w kraju na podstawie statusu pobytu tolerowanego (Duldung). Obecnie 22-letni podejrzany przebywa w zakładzie psychiatrii sądowej, gdzie pozostaje do dyspozycji organów prowadzących postępowanie.

Tragiczne wydarzenie wywołało debatę

Śmierć Mariusa Dicka ponownie wywołała w Niemczech dyskusję na temat polityki migracyjnej, bezpieczeństwa publicznego oraz sposobu współpracy partii politycznych. Rodzice ofiary zaapelowali o ponadpartyjną debatę nad rozwiązaniami dotyczącymi migracji i walki z przestępczością, jednocześnie argumentując, że z rozmów nie powinno się wykluczać ugrupowań posiadających demokratyczny mandat wyborczy. Ich wypowiedzi spotkały się z dużym zainteresowaniem opinii publicznej i wpisują się w trwającą w Niemczech debatę dotyczącą polityki migracyjnej oraz bezpieczeństwa.

źródło: jungefreiheit.de

Szokujące sceny w Niemczech. Nieznajomy miał przytrzymać 2-latka pod wodą w fontannie. Policja bada motyw rasistowski

2

Policja prowadzi śledztwo po zdarzeniu w centrum miasta

Policja w Badenii-Wirtembergii prowadzi dochodzenie w sprawie niebezpiecznego incydentu, do którego doszło w środę po południu w centrum miasta Rastatt. Według ustaleń śledczych nieznany mężczyzna miał przytrzymać pod wodą dwuletniego chłopca bawiącego się przy fontannie, jednocześnie kierując pod jego adresem wypowiedzi o charakterze ksenofobicznym. Dzięki szybkiej reakcji matki dziecka oraz przypadkowych świadków mężczyzna przerwał swoje działanie i uciekł z miejsca zdarzenia. Chłopiec nie odniósł obrażeń.

Dziecko bawiło się przy fontannie

Do zdarzenia doszło około godziny 13:20 przy fontannie Bernhardusbrunnen w centrum Rastatt. Jak wynika z informacji przekazanych przez policję, dwuletni chłopiec bawił się przy fontannie, gdy nagle podszedł do niego nieznany mężczyzna i miał przytrzymać dziecko pod wodą przez kilka sekund. Według relacji funkcjonariuszy, podczas zdarzenia podejrzany miał również wypowiadać pod adresem chłopca ksenofobiczne (antycudzoziemskie) słowa.

Matka i świadkowie natychmiast zareagowali

Policja poinformowała, że gdy mężczyzna nadal miał kierować wobec dziecka obraźliwe wypowiedzi o charakterze antycudzoziemskim, z pomocą ruszyła obecna na miejscu matka chłopca oraz inni świadkowie zdarzenia. Pod wpływem ich interwencji podejrzany puścił dziecko i uciekł. Na szczęście dwuletni chłopiec nie odniósł żadnych obrażeń.

Policja prowadzi postępowanie

Funkcjonariusze wszczęli dochodzenie w sprawie podejrzenia uszkodzenia ciała. Na razie nie zapadła decyzja, czy sprawę przejmie niemiecki wydział ochrony państwa (Staatsschutz), który zajmuje się m.in. przestępstwami motywowanymi politycznie oraz czynami popełnionymi z pobudek nienawiści. Rzecznik policji odmówił ujawnienia szczegółów dotyczących treści wypowiedzi, które podejrzany miał kierować do dziecka.

Policja opublikowała rysopis podejrzanego

Poszukiwany mężczyzna został opisany jako osoba:

  • w wieku około 50–60 lat,
  • o wzroście około 190 cm,
  • silnej budowy ciała, z lekko wystającym brzuchem,
  • z krótką, pełną brodą,
  • z siwymi włosami zaczesanymi do tyłu z użyciem żelu.

W chwili zdarzenia miał na sobie:

  • beżowe krótkie spodenki,
  • białą letnią koszulę,
  • okulary przeciwsłoneczne.

Policja apeluje do świadków

Śledczy poszukują osób, które były świadkami zdarzenia lub mogą pomóc w identyfikacji podejrzanego. Każda informacja mogąca przyczynić się do wyjaśnienia okoliczności zdarzenia jest istotna dla prowadzonego postępowania. Policja podkreśla, że dochodzenie jest w toku, a wszystkie okoliczności incydentu, w tym jego możliwe motywy, są obecnie wyjaśniane.

źródło: bild.de

Skandal w Niemczech. Urząd odrzucił możliwość deportacji 500 cudzoziemców, wśród nich byli groźni przestępcy

0

Władze miasta odrzuciły ofertę wsparcia przy przygotowaniu deportacji

Władze Kolonii znalazły się pod presją po ujawnieniu wewnętrznej korespondencji oraz dokumentów urzędowych dotyczących postępowania wobec kilkuset cudzoziemców zobowiązanych do opuszczenia Niemiec. Jak informuje „Kölner Stadt-Anzeiger”, 19 listopada 2024 roku Centralny Urząd ds. Cudzoziemców (Zentrale Ausländerbehörde – ZAB) w Coesfeld zwrócił się do Urzędu ds. Cudzoziemców w Kolonii z propozycją pomocy w przygotowaniu deportacji około 500 osób. Do pisma dołączono listę osób pochodzących z Albanii, Bośni i Hercegowiny, Kosowa, Czarnogóry, Macedonii Północnej oraz Serbii.nWedług urzędu wszystkie te osoby były prawnie zobowiązane do opuszczenia Niemiec (vollziehbar ausreisepflichtig). Ich deportacja nie została jednak przeprowadzona między innymi z powodu braku dokumentów umożliwiających powrót do kraju pochodzenia.

Urząd zaoferował pomoc w zdobyciu dokumentów

Centralny Urząd ds. Cudzoziemców zaproponował, że sam zajmie się uzyskaniem tzw. dokumentów zastępczych (Passersatzpapiere) od władz państw pochodzenia, co umożliwiłoby przygotowanie procedur deportacyjnych. Według urzędników warunki do takiego działania były korzystne, ponieważ współpraca z administracją państw Bałkanów Zachodnich od wielu lat przebiega sprawnie. Jednak już siedem dni później Urząd ds. Cudzoziemców w Kolonii odrzucił tę propozycję. W odpowiedzi przekazano, że w żadnym z wymienionych przypadków dokumenty zastępcze nie są potrzebne. W korespondencji napisano również: „Przy wsparciu pracowników socjalnych pomagamy tym osobom uzyskać stałe prawo pobytu.” Oznacza to, że urząd zamiast przygotowywać deportacje zamierzał wspierać długo tolerowanych cudzoziemców w uzyskaniu zezwolenia na dalszy pobyt w Niemczech.

Na liście znalazł się wielokrotnie karany mężczyzna

Wśród około 500 osób znajdował się również Huso B., wielokrotnie notowany przez policję. Według opublikowanych informacji mężczyzna mieszka w Kolonii od 23 lat wraz z żoną i ośmiorgiem dzieci. Rodzina otrzymuje świadczenia socjalne w wysokości około 7 500 euro miesięcznie. W maju 2025 roku Huso B. został skazany za oszustwo na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wcześniej jego nazwisko miało pojawić się w policyjnych rejestrach 147 razy.

Rodzina również została objęta programem prawa pobytu

Według wewnętrznych dokumentów żona Huso B. również miała konflikt z wymiarem sprawiedliwości – sprawa dotyczyła zarzutów kradzieży. Z dokumentów wynika także, że rodzina nie podejmowała samodzielnych działań w celu uzyskania dokumentów umożliwiających powrót do kraju pochodzenia. Mimo to została objęta kolońskim programem umożliwiającym uzyskanie prawa pobytu. Gdy Centralny Urząd ds. Cudzoziemców zaoferował przejęcie procedury pozyskania wymaganych dokumentów, władze Kolonii również w tym przypadku zrezygnowały z tej pomocy.

W Kolonii mieszkało ponad 3,6 tys. osób z pobytem tolerowanym

Według danych miasta w 2025 roku w Kolonii przebywało 3 657 cudzoziemców posiadających status pobytu tolerowanego (Duldung). Miasto poinformowało jednocześnie, że nie jest w stanie technicznie wyodrębnić kosztów ponoszonych na rzecz tej grupy osób. W tym samym roku z Kolonii deportowano 245 osób, w tym 130 skazanych przestępców. Urząd nie potrafi jednak wskazać, ilu spośród około 500 osób znajdujących się na wspomnianej liście:

  • dobrowolnie opuściło Niemcy,
  • zostało deportowanych,
  • otrzymało zezwolenie na pobyt.

Problem wpisuje się w szerszy trend w Niemczech

Jak wynika z przedstawionych danych, sytuacja w Kolonii ma odzwierciedlać szerszy problem dotyczący wykonywania decyzji o deportacji w całych Niemczech. W 2025 roku przeprowadzono 22 787 deportacji, jednak 32 855 prób zakończyło się niepowodzeniem jeszcze przed przekazaniem danej osoby funkcjonariuszom odpowiedzialnym za wykonanie decyzji. Oznacza to, że liczba nieskutecznych prób deportacji była wyższa niż liczba faktycznie przeprowadzonych wydaleń.

Sprawa wywołała dyskusję o polityce migracyjnej

Ujawnione dokumenty wywołały debatę na temat sposobu postępowania wobec osób zobowiązanych do opuszczenia Niemiec. Z jednej strony Centralny Urząd ds. Cudzoziemców deklarował gotowość do uzyskania dokumentów niezbędnych do przeprowadzenia deportacji. Z drugiej – Urząd ds. Cudzoziemców w Kolonii zdecydował się skupić na wspieraniu długo tolerowanych cudzoziemców w staraniach o legalizację ich pobytu. Jednocześnie z danych przedstawionych przez miasto nie wynika, jaki był ostateczny los większości osób znajdujących się na liście około 500 cudzoziemców, wobec których pierwotnie planowano podjęcie działań związanych z wykonaniem obowiązku opuszczenia Niemiec.

źródło: apollo-news.net

Strzały i noże na ulicach Kolonii. Wszystkich zatrzymanych zwolniono!

3

Prokuratura nie wystąpiła o areszt dla żadnego z podejrzanych

Wszystkie siedem osób zatrzymanych w związku z brutalną strzelaniną i bójką z użyciem noży, do której doszło w poniedziałek wieczorem w Kolonii, zostało zwolnionych. Jak poinformowała prokuratura, w obecnym stanie postępowania nie było podstaw do wydania nakazów aresztowania. Śledczym nie udało się bowiem ustalić, która z zatrzymanych osób odpowiada za konkretne czyny. Jednocześnie prokuratura podkreśla, że śledztwo jest kontynuowane.

Cztery osoby ciężko ranne po starciu dwóch rodzin

Do zdarzenia doszło późnym wieczorem w poniedziałek na Berliner Straße w kolońskiej dzielnicy Mülheim. Według dotychczasowych ustaleń doszło tam do gwałtownego starcia pomiędzy dwiema wielodzietnymi rodzinami (tzw. klanami rodzinnymi). W trakcie konfrontacji użyto zarówno broni palnej, jak i noży. Łącznie cztery osoby odniosły ciężkie obrażenia:

  • dwie zostały postrzelone,
  • dwie ugodzono nożem.

Policja poinformowała, że mimo użycia broni zdarzenie nie stanowiło zagrożenia dla przypadkowych mieszkańców. Śledczy nie ujawnili narodowości osób biorących udział w bójce.

Dlaczego wszyscy zostali zwolnieni?

Po zdarzeniu policja zatrzymała:

  • cztery ranne osoby,
  • dwóch 19-latków,
  • jednego 21-latka.

Prokuratura wyjaśniła jednak, że nie udało się osiągnąć wymaganego prawem stopnia podejrzenia, który pozwalałby wystąpić o zastosowanie tymczasowego aresztu. Jak przekazał rzecznik prokuratury, śledczy nie byli w stanie przypisać konkretnych czynów poszczególnym osobom, co uniemożliwiło wydanie nakazów aresztowania. Nie oznacza to jednak zakończenia sprawy.

Śledztwo trwa

Prokuratura zapewnia, że dochodzenie jest nadal prowadzone. Jak podkreślono, śledczy pracują nad odtworzeniem przebiegu całego zajścia oraz ustaleniem motywu konfliktu. Celem jest dokładne ustalenie, kto brał udział w bójce i jakie działania można przypisać poszczególnym uczestnikom. Istnieją również przesłanki wskazujące, że w zdarzeniu mogły uczestniczyć także inne osoby, które dotychczas nie zostały zidentyfikowane.

Motyw konfliktu nadal pozostaje nieznany

Według prokuratury wiadomo jedynie, że pomiędzy obiema rodzinami już wcześniej dochodziło do poważnych konfliktów. Na razie nie ustalono jednak, co bezpośrednio doprowadziło do poniedziałkowego starcia. Niemiecki dziennik „Bild” informował, że przyczyną bójki mógł być wcześniejszy incydent o charakterze seksualnym. Rzecznik prokuratury nie wykluczył takiej możliwości, ale podkreślił, że na obecnym etapie postępowania nie ma wystarczających dowodów, aby potwierdzić tę wersję wydarzeń. Zaznaczył również, że nie chce uczestniczyć w spekulacjach dotyczących motywów zdarzenia.

Śledczy chcą odtworzyć przebieg wydarzeń

Najważniejszym zadaniem prowadzących dochodzenie jest obecnie szczegółowa rekonstrukcja przebiegu bójki. Dopiero po ustaleniu, kto używał broni palnej, kto posługiwał się nożem oraz jaki był udział poszczególnych osób, możliwe będzie podjęcie dalszych decyzji procesowych. Na obecnym etapie postępowania nikt nie usłyszał zarzutów skutkujących zastosowaniem tymczasowego aresztu, jednak śledztwo pozostaje otwarte i nie zostało zakończone.

źródło: bild.de