Burza śnieżna i zimowe zamiecie? Czy pracownik w Niemczech może zostać w domu?

Obfite opady śniegu, gołoledź, mroźny, silny wiatr – ekstremalne warunki pogodowe mogą wielu pracownikom utrudniać możliwość dostania się do pracy, a tym samym powodować ich spóźnienia. Czy pracodawca musi zaakceptować pogodę jako przyczynę spóźnienia? Jakie konsekwencje może wyciągnąć?

Załamanie pogody i zimowe zamiecie nie mogą być przyczyną nagłego, płatnego urlopu okolicznościowego dla pracownika, ponieważ przyczyny przyznania takiego urlopu są jasno określone. Załamanie pogody i trudności z tego wynikające się do nich nie zaliczają. „Jeśli ta sama przyczyna (np. intensywne opady śniegu) uniemożliwia kilku pracownikom wykonywania swoich obowiązków w tym samym czasie, to nie klasyfikuje się to jako powód przyznania płatnego urlopu okolicznościowego” – wyjaśnia prawnik Kati Kunze z berlińskiej kancelarii prawnej Steinkühler. Zgodnie z orzecznictwem Federalnego Sądu Pracy, pracodawcy nie są zatem zobowiązani do wypłaty wynagrodzenia, jeśli pracownicy są nieobecni w pracy z powodu burz, gołoledzi, intensywnych opadów śniegu, gradu lub ogólnych zakłóceń w ruchu drogowym. Jednak – zdaniem eksperta – sędziowie uznali wypadki osobiste – takie jak wypadki drogowe za podstawę przyznania urlopu okolicznościowego.

Ostrzeżenia serwisów pogodowych

W przypadku ostrzeżeń i wskazań, aby pozostać w domu, pracownicy powinni „zgodnie ze zdrowym rozsądkiem” samodzielnie zdecydować, czy sytuacja faktycznie zmusza ich do pozostania w domu i niepojawienia się w pracy – mówi Kunze. Jednak zgodnie z powyższym zapisem dotyczącym płatnego urlopu okolicznościowego, pracodawca nie jest zobowiązany do wypłaty wynagrodzenia za pracę, która nie została z tego powodu wykonana.

Pogoda nie usprawiedliwia spóźnień

Co w sytuacji, kiedy złe warunki pogodowe przyczyniają się do spóźnień pracowników? Pracownik ponosi tzw. „ryzyko drogowe”. Oznacza to, że sam musi zadbać o to, w jaki sposób i na którą godzinę dotrze do pracy – mówi prawnik Stefan Lunk z Hamburga. Zamarznięte zwrotnice na przejeździe kolejowym nie są zatem usprawiedliwieniem dla spóźnienia się do pracy. Szefowie mogą mieć uzasadnione pretensje, jeśli pracownik spóźnia się do pracy – zwłaszcza jeśli można było przewidzieć złe warunki drogowe, spowodowane na przykład zimową pogodą. „Pracodawca może oczekiwać, że jego pracownicy będą śledzić prognozę pogody i dostosowywać się do niej” – powiedział Lunk.

Wcześniejsza pobudka

Jeśli prognoza pogody nie jest optymistyczna, zapowiadane są burze, opady śniegu lub intensywne opady deszczu, to pracownicy powinni wcześniej wstać i wcześniej wyjść do pracy – tak, aby zdążyć na umówioną godzinę. Jeśli mimo to pracownik się spóźni, to może oczekiwać, że pracodawca nie wypłaci mu wynagrodzenia za nieprzepracowane godziny. Warto jednak spróbować dogadać się z pracodawcą i poprosić o możliwość odpracowania spóźnienia.

Codzienne usprawiedliwienia

Szef nie musi tolerować spóźnień, które teoretycznie nie wynikają z winy pracownika. Wymówki takie jak „samochód nie odpalił” lub „musiałem odśnieżyć samochód” nie są usprawiedliwieniem dla pracodawcy – twierdzi Lunk. Są to problemy, które mogą zostać rozwiązane, jeśli zajmie się nimi w odpowiednim czasie. To samo dotyczy nieprzewidzianych spóźnień osób, które do pracy dojeżdżają komunikacją miejską. Opóźnienia pociągów, autobusów czy tramwajów to ryzyko, które ponosi pracownik.

Upomnienie

Osoby, które nagminnie spóźniają się do pracy, muszą liczyć się z możliwą naganą lub upomnieniem od szefa. Jednak takie działania są zazwyczaj proporcjonalne do zachowania pracownika. Jeśli ten zazwyczaj jest sumienny i na czas pojawia się w pracy, to rzadko zdarza się, żeby pracodawca tak ostro reagował na jednorazowe spóźnienia.

Niemcy w potrzasku biurokracji. Afgańczyk chce opuścić kraj, ale państwo mu to uniemożliwia

1

Dobrowolna rezygnacja z ochrony uchodźczej, ale bez realnej drogi wyjazdu

To jeden z tych przypadków, które budzą zdumienie nawet wśród doświadczonych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Obywatel Afganistanu przebywający w Niemczech dobrowolnie zrzekł się statusu uchodźcy i zadeklarował chęć powrotu do ojczyzny, jednak niemieckie instytucje nie tylko nie ułatwiają mu wyjazdu, lecz w praktyce przerzucają całą odpowiedzialność na niego samego – mimo że przebywa on w zamkniętej placówce psychiatrycznej.

Przyjazd w czasie kryzysu migracyjnego

Safiuallah F. (31) przybył do Niemiec w 2015 roku, podczas masowego napływu migrantów do Europy. Niemieckie władze przypisały mu administracyjnie datę urodzenia 1 stycznia 1995 roku, co jest częstą praktyką w przypadkach braku dokumentów tożsamości.

Jego pierwotny wniosek azylowy został odrzucony. Jak ustalił dziennik BILD, Afgańczyk twierdził, że utrzymywał pozamałżeński związek z dziewczyną z sąsiedztwa, przez co miał być prześladowany przez jej rodzinę. Według osób zajmujących się procedurami azylowymi jest to jedna z najczęściej powielanych narracji, które migranci otrzymują od przemytników ludzi.

Ochrona przyznana po wyroku sądu

Mimo pierwotnej odmowy, w 2019 roku niemiecki sąd przyznał Safiuallahowi F. ochronę uchodźczą. Decyzja zapadła jednak na zupełnie innej podstawie – uznano, że jako osoba homoseksualna byłby w Afganistanie narażony na prześladowania.

Od tego momentu Afgańczyk legalnie przebywał w Niemczech i pobierał świadczenia socjalne, które w ostatnim okresie wynosiły około 600 euro miesięcznie.

Atak nożem w ośrodku dla uchodźców w Dreźnie

Safiuallah F. mieszkał w ośrodku dla uchodźców w Dreźnie do 28 listopada 2025 roku. Tego dnia, około godziny 11:30, doszło do niebezpiecznego incydentu.

Najpierw mężczyzna rzucał w ludzi nożem do masła, a następnie zagroził współlokatorowi ostrym nożem. Na miejsce wezwano policję. Rzecznik policji w Dreźnie, Thomas Geithner, poinformował:

„Zamknięta jednostka interwencyjna zabezpieczyła mężczyznę i przeprowadziła jego przeszukanie”.

Umieszczenie w placówce psychiatrycznej

Po zdarzeniu Afgańczyk został umieszczony w zamkniętym oddziale psychiatrycznym. Z informacji uzyskanych przez BILD wynika, że cierpi na schizofrenię, a dodatkowo nie ma świadomości choroby i bez przypomnień nie przyjmuje leków.

Mimo tego, od momentu hospitalizacji wielokrotnie deklarował chęć opuszczenia Niemiec i powrotu do Afganistanu, rezygnując formalnie ze statusu uchodźcy.

Status prawny: brak obowiązku natychmiastowego wyjazdu

Landesdirektion Sachsen, czyli najwyższy organ ds. cudzoziemców w Saksonii, potwierdziła w odpowiedzi dla BILD, że:

„Osoba ta zrzekła się statusu uchodźcy, jednak obecnie nie podlega natychmiastowemu obowiązkowi opuszczenia kraju, ponieważ nadal posiada ważne zezwolenie na pobyt”.

Oznacza to, że formalnie nie można jej deportować, mimo jej wyraźnej woli wyjazdu.

„Niech sam zorganizuje powrót do Afganistanu”

Największe kontrowersje budzi jednak dalsza część stanowiska władz. Jak poinformował rzecznik burmistrza Landesdirektion Sachsen, Béli Bélafiego:

„Kwestia tego, czy i na jakich warunkach możliwy jest wjazd tej osoby do Afganistanu, musi zostać przez nią samodzielnie wyjaśniona z właściwymi władzami afgańskimi. W ramach swoich możliwości władze Saksonii będą ją w tym wspierać”.

W praktyce – jak wynika z ustaleń BILD – żadne realne wsparcie nie zostało udzielone.

Krytyka ze strony służb bezpieczeństwa

Z kręgów bezpieczeństwa płynie otwarta krytyka takiego podejścia. Jeden z informatorów BILD nie kryje zdumienia:

„Jak osoba przebywająca w zamkniętej placówce psychiatrycznej w Dreźnie ma samodzielnie uzyskać dokument zastępczy w Konsulacie Generalnym Afganistanu w Monachium?”

Jak podkreślają rozmówcy, z punktu widzenia prawa karnego nie istnieją żadne przeszkody dla dobrowolnego wyjazdu.

Koszty zamiast rozwiązania

Zdaniem osób z kręgu bezpieczeństwa, władze powinny były niezwłocznie przetransportować mężczyznę do Monachium, aby umożliwić mu dopełnienie formalności. Zamiast tego:

  • nadal wypłacane są świadczenia socjalne,
  • państwo ponosi wysokie koszty hospitalizacji psychiatrycznej,
  • a sprawa pozostaje w biurokratycznym impasie.

Jak podsumowuje jeden z rozmówców:

„Zamiast rozwiązać problem, system go konserwuje – i to za pieniądze podatników”.

źródło: bild.de

Niemcy: Setki skrytek splądrowanych. Bank chce wypłacić wszystkim odszkodowanie w tej samej kwocie

0

Ponad 100 milionów euro łupu

Po spektakularnym włamaniu do Sparkasse Gelsenkirchen-Buer w Nadrenii Północnej-Westfalii setki klientów znalazły się w dramatycznej sytuacji finansowej. Z sejfów bankowych zniknęły duże ilości gotówki, złote monety i sztabki oraz prywatna biżuteria, gromadzone często przez dziesięciolecia. Według ustaleń śledczych i informacji medialnych łup sprawców może przekraczać 100 milionów euro.

Dla wielu ofiar oznacza to utratę całego dorobku życia. Jedną z nich jest 56-letnia Ümmühan Y., która podkreśla, że wraz z mężem przez 30 lat przechowywała w banku środki przeznaczone na zabezpieczenie przyszłości pięciorga dzieci oraz własnej emerytury.

Jedna stawka odszkodowania: 10 300 euro za skrytkę

Sparkasse Gelsenkirchen poinformowała, że każda z około 3250 splądrowanych skrytek sejfowych jest ubezpieczona na kwotę 10 300 euro. To oznacza, że bank zamierza wypłacić taką samą sumę każdemu poszkodowanemu, niezależnie od faktycznej wartości przechowywanych przedmiotów.

Problemem jest jednak konieczność wiarygodnego udowodnienia zawartości skrytki. Wielu klientów twierdzi, że przechowywało w nich złoto i gotówkę o wartości kilkuset tysięcy euro, a nawet więcej.

Prawnicy: bank mógł rażąco naruszyć obowiązek staranności

Coraz ostrzejsze stanowisko zajmują prawnicy reprezentujący poszkodowanych. Jürgen Hennemann, adwokat specjalizujący się w prawie ubezpieczeniowym, wskazuje na możliwe rażące zaniedbania po stronie banku.

Jego zdaniem fakt, że sprawcy przez wiele godzin, a według części ustaleń nawet przez dwa dni, mogli przy użyciu wiertnic rdzeniowych forsować pomieszczenie sejfowe bez uruchomienia alarmu, świadczy o niewystarczającym nadzorze i zabezpieczeniach. W takiej sytuacji odpowiedzialność instytucji finansowej może wykraczać poza standardową sumę ubezpieczenia.

Kluczowe znaczenie ma dokładna lista strat

Prawnicy apelują do poszkodowanych o maksymalną precyzję przy sporządzaniu wykazu utraconych przedmiotów. Dokumentacja powinna obejmować rachunki, potwierdzenia zakupu, daty nabycia oraz inne dowody, które mogą potwierdzić rzeczywistą wartość mienia.

Jak podkreśla Hennemann, klienci mają tylko jedną możliwość przedstawienia kompletnej listy – późniejsze korekty mogą podważyć wiarygodność roszczeń.

Możliwe odszkodowania powyżej limitu

Jeżeli w toku postępowania zostanie wykazane zawinione działanie lub poważne zaniedbania Sparkasse, możliwe są roszczenia przekraczające kwotę 10 300 euro, w tym również dotyczące skradzionej gotówki. Każdy przypadek będzie jednak oceniany indywidualnie.

Adwokat Burkhard Benecken, który reprezentuje wielu poszkodowanych, zwraca uwagę, że informowanie klientów o niskim limicie odpowiedzialności jedynie w drobnym druku umów jest niewystarczające. Jego zdaniem bank powinien jasno i jednoznacznie informować o tym jeszcze przed zawarciem umowy.

Milionowe straty i rosnąca wartość złota

Według informacji medialnych wśród poszkodowanych mają być osoby, które przechowywały w skrytkach ponad milion euro, m.in. przedsiębiorcy operujący dużą ilością gotówki. Dodatkowo gwałtowny wzrost cen złota sprawił, że wartość wielu depozytów znacząco wzrosła w ostatnich latach.

źródło: bild.de

Niemcy: Dacia Spring za mniej niż 12 tys. euro. Najtańszy nowy samochód na rynku to elektryk

0

Producent obniża cenę jeszcze przed rządowymi dopłatami

Na niemieckim rynku motoryzacyjnym doszło do przełomu cenowego. Dacia Spring stała się najtańszym nowym samochodem oferowanym w Niemczech – i to samochodem elektrycznym. Rumuńska marka należąca do koncernu Renault obniżyła cenę swojego najmniejszego modelu jeszcze przed wprowadzeniem nowego programu dopłat do aut elektrycznych przez rząd federalny.

„Elektromobilność dla wszystkich” – cena spada o 5000 euro

W ramach akcji promocyjnej nazwanej przez producenta „Elektromobilność dla wszystkich”, cena Dacii Spring została obniżona o 5000 euro. W efekcie zamiast 16 900 euro samochód kosztuje teraz 11 900 euro, co czyni go najtańszym nowym autem dostępnym obecnie na niemieckim rynku. Jednocześnie Spring pozostaje najtańszym samochodem elektrycznym w Europie.

Obniżka nie jest związana z państwowym wsparciem – to bezpośredni rabat producenta, obowiązujący niezależnie od formy zakupu.

Modernizacja techniczna i wyższa moc silnika

Decyzja o obniżeniu ceny zapadła krótko po technicznej modernizacji modelu Spring. Samochód otrzymał mocniejszy silnik elektryczny – 71 KM zamiast dotychczasowych 45 KM. Mimo poprawy parametrów technicznych, producent zdecydował się na wyraźne obniżenie ceny, aby pobudzić sprzedaż.

Jak przyznaje rzecznik Dacii Andreas Lübeck, marka wyprzedza działania niemieckiego rządu, który planuje wprowadzenie nowego „Umweltbonus” w 2026 roku. Według zapowiedzi państwowe dopłaty mają wynosić od 3000 do 5000 euro, w zależności od dochodów i wielkości gospodarstwa domowego.

Zasady przyznawania „elektrobonusu” Dacii

Rabat Dacii obowiązuje przy zakupie gotówkowym, finansowaniu oraz leasingu. Można go uzyskać zarówno poprzez stronę internetową producenta, jak i u autoryzowanych dealerów. Promocja skierowana jest do klientów indywidualnych i obowiązuje do 28 lutego 2026 roku.

W cenie 11 900 euro oferowana jest wersja podstawowa Spring „Essential Electric 70” z silnikiem o mocy 71 KM.

Ładowanie: prosto, ale bez pośpiechu

Dacia Spring oferuje ładowanie prądem przemiennym (AC) do 7 kW oraz ładowanie prądem stałym (DC) do 40 kW. Jak jednak przyznaje producent, większość użytkowników korzysta ze zwykłego gniazdka domowego (Schuko). W takim przypadku pełne ładowanie akumulatora trwa około dziesięciu godzin.

Mimo ograniczeń technicznych Spring pozostaje propozycją skierowaną przede wszystkim do kierowców miejskich, dla których kluczowe są niskie koszty zakupu i eksploatacji.

Decyzja Dacii wyraźnie pokazuje, że elektromobilność w Niemczech zaczyna wchodzić w segment naprawdę niskobudżetowy, jeszcze zanim na dobre ruszą nowe programy rządowego wsparcia.

źródło: bild.de

Zalando zamyka centrum logistyczne w Erfurcie. Pracę straci około 2700 osób

0

Decyzja po przejęciu About You i reorganizacji logistyki

Niemiecki gigant sprzedaży internetowej odzieży Zalando ogłosił, że z końcem września zamknie swoje centrum logistyczne w Erfurcie, w którym zatrudnionych jest około 2700 pracowników. Informację przekazał koncern notowany w indeksie DAX, mający siedzibę w Berlinie.

Restrukturyzacja europejskiej sieci logistycznej

Powodem zamknięcia zakładu jest — jak wyjaśnia firma — kompleksowa reorganizacja europejskiej sieci logistycznej Zalando. Ma ona na celu zwiększenie efektywności i ograniczenie kosztów operacyjnych. Kluczowe znaczenie w tym kontekście ma przejęcie konkurencyjnej platformy About You, do którego doszło w ubiegłym roku.

Zalando zakłada, że transakcja ta przyniesie w dłuższej perspektywie dodatkowy zysk operacyjny w wysokości około 100 milionów euro rocznie, m.in. dzięki optymalizacji procesów logistycznych. Już w trzecim kwartale koncern odnotował wyraźny wzrost przychodów.

Zamknięcie zakładu i rozmowy o osłonach socjalnych

Spółka zarządzająca zakładem w Erfurcie, będąca spółką zależną Zalando, zakończy działalność wraz z końcem roku. Do tego czasu praca w centrum logistycznym ma przebiegać bez zmian. Jednocześnie firma zapowiedziała rozpoczęcie negocjacji z radą zakładową w sprawie planu socjalnego dla pracowników.

Dodatkowo Zalando poinformowało, że nie przedłuży umów z zewnętrznymi operatorami trzech centrów logistycznych za granicą, co wpisuje się w szerszą strategię restrukturyzacyjną.

Erfurt – kluczowy, lecz wygaszany punkt na mapie logistyki

Centrum logistyczne w Erfurcie zostało uruchomione w 2012 roku i — według danych koncernu — było jedynym własnym obiektem Zalando tej wielkości we wschodnich Niemczech. Firma nadal będzie prowadzić duże centra logistyczne m.in. w Gießen, Lahr w Schwarzwaldzie oraz Mönchengladbach.

Po zakończeniu reorganizacji Zalando planuje utrzymać łącznie 14 centrów logistycznych w siedmiu krajach, co ma zapewnić stabilność dostaw przy jednoczesnym obniżeniu kosztów działalności.

źródło: spiegel.de

Uznanie polskich kwalifikacji zawodowych i dyplomów w Niemczech

Decydując się na emigrację napotykamy początkowo na wiele trudności. Jednym z ważnych, nurtujących Polaków problemów zaraz po przyjeździe do Niemiec jest szybkie znalezienie pracy. Kwalifikacje niejednokrotnie nabywamy jeszcze w Polsce. Nikt z nas przecież nie potrafi przewidzieć, czy w przyszłości wyjedzie do innego kraju. Co więc zrobić jeśli, mieszkając już w Niemczech i poszukując pracy, chcielibyśmy sprawdzić, czy zdobyte w Polsce doświadczenie, nauka i kwalifikacje nie poszły „w las”? Dla osób, pragnących pracować w zawodzie, adekwatnie do swoich kwalifikacji, konieczność uznania kompetencji zawodowych jest przydatna a czasem wręcz niezbędna.

Czym jest uznanie kwalifikacji zawodowych w Niemczech?

Uznanie kwalifikacji zawodowych zdobytych w Polsce bądź innym kraju, to inaczej porównanie ich pod względem prawnym z niemieckimi regulacjami dotyczącymi porównywalnych kwalifikacji. Uznanie takie jako dokument posiada moc prawną, na podstawie ustawy o uznaniu kwalifikacji zawodowych zdobytych za granicą (uchwalona w roku 2012) i jest jak najbardziej mile widziane przez niemieckich pracodawców. Nie każdy zawód jednak wymaga takiego dokumentu.

Uznanie kwalifikacji w Niemczech – dla kogo?

Istnieją zawody, które wymagają uznania polskich dokumentów w celu możliwości wykonywania zawodu w Niemczech. Do takich zawodów należą m. in.:

  • lekarze
  • pielęgniarki
  • nauczyciele i wychowawcy
  • inżynierzy
  • zawody prawnicze

Kryterium, na podstawie którego decyduje się o konieczności uznania kwalifikacji to tzw. reglamentacja, czyli regulacja przepisami prawnymi. Niektóre z zawodów regulowanych są automatycznie uznawane w Niemczech, inne zaś mimo że są regulowane prawnie, wymagają dodatkowo formalnego uznania. Istnieje również pojęcie zawodów niereglamentowanych, które nie muszą być uznawane, ponieważ nie są objęte regulacjami prawnymi. Jeśli jednak chcemy mimo wszystko uznać kwalifikacje zawodowe, możemy to zrobić. Taka procedura nie zaszkodzi a wręcz pomoże, gdyż pracodawca otrzymuje „czarno na białym“ pewność co do porównywalności naszych kwalifikacji z tymi, które nabywa się w Niemczech.

Gdzie w Niemczech uznaje się kwalifikacje zawodowe?

Już wiemy, że musimy złożyć wniosek o uznanie. Czy istnieje urząd, w którym to uczynimy? Odpowiedź brzmi: nie ma jednego konkretnego organu administracyjnego zajmującego się tego typu sprawami. Jest to bowiem zależne od zdobytego przez nas zawodu. Z reguły są to zatem izby rzemieślnicze, izby lekarskie, ministerstwa i urzędy, a także sądy rejonowe.

Jakie dokumenty potrzebne są do złożenia wniosku o uznanie kwalifikacji zawodowych w Niemczech?

Kiedy już zdecydowaliśmy się na złożenie wniosku o uznanie naszych kwalifikacji zawodowych, musimy uwzględnić wszystkie, potrzebne nam dokumenty:

  • formularz wniosku, który otrzymamy od właściwego organu drogą elektroniczną
  • alternatywa dla formularza to nieformalne pismo z prośbą o uznanie dyplomów
  • uwierzytelniona kopia dokumentu tożsamości (paszport lub dowód osobisty, ew. dokument potwierdzający zmianę nazwiska)
  • uwierzytelniona kopia dyplomu, wraz z wykazem przedmiotów i ocen, indeksem, suplementem do dyplomu
  • uwierzytelniona kopia tłumaczenia przysięgłęgo na jęz. niemiecki dyplomu, wraz z wykazem przedmiotów i ocen, indeksem, suplementem do dyplomu
  • uwierzytelniona kopia świadectw pracy
  • uwierzytelniona kopia tłumaczenia przysięgłego na jęz. niemiecki kopii świadectw pracy
  • uwierzytelniona kopia świadectw szkoleń lub przekwalifikowania
  • uwierzytelniona kopia tłumaczenia przysięgłego na jęz. niemiecki świadectw szkoleń lub przekwalifikowania
  • Curriculum Vitae w układzie tabelarycznym sporządzone w jęz. niemieckim, własnoręcznie podpisane
  • oświadczenie w jęz. niemieckim o dotychczas złożonych wnioskach (czy i w jakim organie został ew. złożony wniosek o uznanie kwalifikacji zawodowych). O formie takiego wniosku informuje właściwy organ

Tłumaczenia dokumentów często muszą być sporządzone i uwierzytelnione wyłącznie przez tłumacza przysięgłego zaprzysiężonego w Niemczech. Warto zwrócić na to uwagę przy wyborze odpowiedniego tłumacza.

W przypadku kopii dokumentów należy zawsze uwzględnić uwierzytelnienie przez organ administracyjny. Może to być jakikolwiek urząd polski jak również ambasada Polski lub biuro konsularne Polski w Niemczech. Uwierzytelnienie to pisemne poświadczenie zgodności z oryginałem i zatwierdzenie pieczęcią urzędową. Udając się do urzędu bądź ambasady konieczne jest zabranie zarówno oryginałów, jak i kopii. Również kopie tłumaczeń przysięgłych muszą zostać sprawdzone i uwierzytelnione.

Ważnym dokumentem może okazać się certyfikat językowy. Wymagany poziom języka oparty jest na Europejskim systemie opisu kształcenia językowego. Z reguły jest to poziom B2- C2.

Po wysłaniu kompletu dokumentów czekamy na odpowiedź danego organu właściwego. Okres oczekiwania wynosi z reguły 4-6 tygodni. Czasami możemy zostać poproszeni o dosłanie dodatkowych dokumentów.

Koszty uznania kwalifikacji zawodowych w Niemczech

Postępowanie w sprawie uznania kwalifikacji zawodowych jet odpłatne. Aktualnie opłaty wynoszą pomiędzy 25 euro a nawet 1000 euro. IHK FOSA i izby rzemieślnicze żądają, w zależności od nakładów na procedurę, od 100 euro do 600 euro. O dokładną kwotę do zapłaty należy spytać właściwy organ. Opłata za złożenie wniosku zostaje uiszczona z góry, przed przystąpieniem organu do rozpatrywania wniosku. Pamiętajmy przy tym również o kosztach za tłumaczenie przysięgłe oraz za uwierzytelnienie dokumentów. Tutaj ceny zależą od tłumaczy lub urzędów poświadczających, np. ambasady polskiej, konsulatu lub innych placówek.

Jak widać powyżej, procedura uznania dokumentów może początkowo przerażać, jednak w praktyce jest to naprawdę dobry krok, który przynosi wymierne korzyści. Po podjęciu decyzji i znalezieniu odpowiedniego organu właściwego możemy liczyć jego na wsparcie w kompletowaniu dokumentów i pytaniach dotyczących wniosków, opłat itd. Warto więc spróbować. Kto pyta, nie błądzi!

Gdzie można wnioskować o pokrycie kosztów uznania kwalifikacji w Niemczech?

O pokrycie kosztów należy najpierw zawnioskować w odpowiedniej agencji pracy lub, w przypadku pobierania Bürgergeld, w urzędzie aktywizacji zawodowej. Jeżeli nie przysługuje dofinansowanie od agencji zatrudnienia, na stronie internetowej poświęconej dodatkowi na uznanie kwalifikacji (niem. Anerkennungszuschuss) lub na stronie internetowej IHK-FOSA można poznać dodatkowe możliwości dofinansowania w ramach procedury uznawania wykształcenia w Niemczech.

Uwaga: wniosek o przyznanie dotacji w ramach procedury uznawania kwalifikacji należy złożyć przed wnioskiem o uznanie wykształcenia zawodowego! Później nie można już ubiegać się o tę dotację.

 

 

Niemcy pod wpływem niżu Elli: intensywne opady śniegu i niebezpieczna gołoledź

0

Meteorolodzy ostrzegają przed „ekstremalną sytuacją”

Niemcy mierzą się z kolejną falą surowej zimowej pogody. Nad kraj nadciąga niż baryczny Elli, który w nocy z czwartku na piątek ma przynieść intensywne opady śniegu, oblodzenie dróg oraz silny, porywisty wiatr. Niemiecka Służba Meteorologiczna (DWD) ostrzega przed poważnymi utrudnieniami i apeluje do mieszkańców, by – o ile to możliwe – pozostali w domach.

To będzie naprawdę ekstremalna sytuacja – podkreślił meteorolog DWD, odnosząc się do prognozowanych warunków pogodowych.

Intensywne opady śniegu i zamiecie na północy kraju

Zgodnie z prognozami DWD, opady, które przyniesie niż Elli, na północy Niemiec wystąpią niemal wyłącznie w postaci śniegu. W zależności od regionu spodziewane są od 10 do 20 centymetrów świeżego puchu. Silny, wschodni wiatr może powodować zawieje i zaspy śnieżne, znacząco utrudniając ruch drogowy.

Podobne ilości śniegu prognozowane są także w niemieckich pasmach gór średnich. W pozostałych częściach kraju szczególnym zagrożeniem będzie gołoledź, powstająca w wyniku opadów marznącego deszczu. Służby i meteorolodzy zgodnie apelują o ograniczenie podróży do absolutnego minimum.

Przemieszczanie się niżu i groźny mróz

W sobotę niż Elli ma przesunąć się na południowy wschód Niemiec. Zwłaszcza na obszarach górskich przewidywane są kolejne intensywne opady śniegu, które przy silnych porywach wiatru mogą prowadzić do powstawania wysokich zasp.

Na niedzielę prognozowana jest stopniowa poprawa pogody, jednak w wielu regionach spodziewane są bardzo niskie temperatury. W pasmach gór średnich możliwe są spadki nawet do –20 stopni Celsjusza, co stwarza dodatkowe zagrożenie dla infrastruktury i zdrowia mieszkańców.

Kolej ogranicza ruch dalekobieżny

Już w czwartek po południu Deutsche Bahn zapowiedziała poważne zakłócenia w ruchu kolejowym. Z powodu warunków atmosferycznych przewoźnik profilaktycznie ogranicza ruch dalekobieżny na północy i północnym wschodzie Niemiec.

Spodziewane są liczne opóźnienia i odwołania pociągów, a „odczuwalne utrudnienia” obejmą m.in. połączenia dalekobieżne do Norddeich Mole, Kilonii, Westerland na wyspie Sylt, Rostocku, Binz na Rugii oraz Kopenhagi.

Na liniach dużych prędkości, takich jak Berlin–Wolfsburg, Hanower–Würzburg oraz Kolonia–Rhein/Main, maksymalna prędkość pociągów ICE została ograniczona do 200 km/h. Pasażerowie posiadający bilety na podróże od czwartku do soboty mogą skorzystać z nich w innym terminie – obowiązek konkretnego połączenia został zniesiony.

Zakłócenia w lotnictwie i działania zapobiegawcze

Niemieckie lotniska również przygotowują się na kolejne zakłócenia w ruchu lotniczym. Zaledwie kilka dni wcześniej niż Goretti spowodował liczne odwołania lotów w Europie Zachodniej, w tym w Paryżu i Amsterdamie. Skutki tych problemów odczuły także lotniska we Frankfurcie nad Menem i Monachium, gdzie odwołano rejsy Lufthansy i KLM.

Na czwartek prognozowane są dalsze ograniczenia operacyjne związane z opadami śniegu. Operator lotniska we Frankfurcie poinformował o zwiększeniu zapasów środków do odladzania samolotów, aby utrzymać ciągłość operacji w miarę możliwości.

Szkoły zamknięte, imprezy sportowe przyspieszone

Już w czwartek w części Dolnej Saksonii zawieszono zajęcia stacjonarne w szkołach. W miejscowościach takich jak Wilhelmshaven, Emden oraz w powiecie Aurich nauka została przeniesiona na tryb zdalny. Niewykluczone, że w piątek podobne decyzje zapadną również w innych landach.

Organizatorzy Pucharu Świata w biathlonie w Oberhofie (Turyngia) zdecydowali się na przyspieszenie terminów zawodów, aby zminimalizować ryzyko związane z nadchodzącą falą złej pogody.

Na wyspie Fehmarn burmistrz zaapelował do mieszkańców, by zaopatrzyli się w żywność na co najmniej trzy dni, tak aby nie było konieczności opuszczania domów w trakcie przechodzenia burzy.

Prognoza na czwartek: spokojniej, ale tylko przejściowo

W ciągu dnia w czwartek w północno-wschodnich Niemczech ma być jeszcze sucho, a miejscami możliwe są nawet przejaśnienia. W pozostałych regionach przeważać będzie duże zachmurzenie, z lokalnymi opadami śniegu.

Według DWD po południu i wieczorem opady nasilą się szczególnie na południu i zachodzie kraju. Początkowo wystąpi śnieg, jednak na południowym zachodzie możliwy jest marznący deszcz, który znacząco zwiększy ryzyko wypadków.

źródło: zeit.de

Niemcy: 83-letnia kobieta zmarła w karetce. Czy to pierwsza ofiara śmiertelna blackoutu w Berlinie?

1

Tragiczna śmierć seniorki w trakcie masowej awarii prądu

W Berlinie mogło dojść do pierwszego zgonu powiązanego z rozległą awarią prądu, która sparaliżowała południowo-zachodnią część miasta. 83-letnia kobieta, wymagająca stałej opieki, zmarła w karetce pogotowia w drodze do szpitala po tym, jak została znaleziona leżąca na podłodze swojego mieszkania.

Do zdarzenia doszło w dzielnicy Zehlendorf, na ulicy Poßweg. Okoliczności śmierci seniorki są obecnie przedmiotem szczegółowego postępowania.

Niejasne okoliczności upadku lub zasłabnięcia

Jak poinformował w rozmowie z mediami Marco Langner, wiceprezydent berlińskiej policji, do tej pory nie udało się jednoznacznie ustalić, czy kobieta upadła w ciemności spowodowanej brakiem prądu, czy też znalazła się na podłodze w wyniku gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia.

Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy doszło do upadku w ciemności, czy kobieta leżała tam z powodu bardzo złego stanu zdrowia. Dlatego wystąpiliśmy o przeprowadzenie sekcji zwłok – wyjaśnił Langner.

Dodał również, że nie można wykluczyć, iż w kolejnych dniach pojawią się dodatkowe przypadki zgonów, które mogą mieć związek z blackoutem.

Seniorka chorowała na demencję

Z ustaleń policji wynika, że kobieta została odnaleziona we wtorek około godziny 14:30 w swoim mieszkaniu. Jej funkcje życiowe były już bardzo słabe. Straż pożarna została zaalarmowana o godzinie 14:51.

Ratownicy natychmiast rozpoczęli czynności medyczne, które przerodziły się w reanimację, jednak mimo podjętych działań nie udało się uratować życia seniorki. Policja wszczęła formalne postępowanie w sprawie ustalenia przyczyny zgonu.

Kobieta cierpiała na demencję i wcześniej przebywała na leczeniu w pobliskim szpitalu Waldfrieden. Została jednak wypisana do domu jeszcze przed wystąpieniem awarii prądu.

W mieszkaniu panowało zaledwie 11 stopni

Sąsiedzi zwracają uwagę na bardzo trudne warunki panujące w budynkach objętych blackoutem. Jedna z mieszkanek powiedziała, że w jej lokalu temperatura spadła do 11 stopni Celsjusza.

Podkreśliła również, że syn zmarłej codziennie doglądał matki i regularnie się nią opiekował. Jej zdaniem kobieta nie powinna była zostać wypisana ze szpitala, biorąc pod uwagę stan zdrowia i warunki panujące w mieszkaniach podczas awarii.

Policja i służby działają w trybie kryzysowym

Po awarii prądu, która rozpoczęła się wczesnym rankiem w sobotę, policja przeprowadziła na dotkniętym obszarze około 600 komunikatów megafonowych, aby dotrzeć do jak największej liczby mieszkańców.

W regionie odnotowano również kolejne włamania do domów jednorodzinnych, w tym jedno do zakładu jubilerskiego, gdzie straty oszacowano na około 60 tysięcy euro. Obecność policji wciąż pozostaje podwyższona.

Władze Berlina: sytuacja nadal napięta

Choć prąd wrócił już do ostatnich około 20 tysięcy gospodarstw domowych, władze Berlina podkreślają, że sytuacja wciąż jest niestabilna.

Dziś jest najlepszy dzień od 3 stycznia – powiedział na konferencji prasowej burmistrz Berlina Kai Wegner (CDU), zaznaczając jednak, że kryzys jeszcze się nie zakończył.

Naprawy mają charakter tymczasowy

Od momentu sabotażu infrastruktury energetycznej, którego dopuścili się lewicowi ekstremiści, ponad 180 pracowników spółki Stromnetz Berlin oraz firm partnerskich pracowało bez przerwy nad przywróceniem zasilania.

Najtrudniejsze prace prowadzono przy elektrowni Lichterfelde, gdzie trzy stare kable zostały połączone z 300-metrowym odcinkiem nowego okablowania. Jak zaznaczył szef spółki Bernhard Büllmann, obecne rozwiązania są jednak wyłącznie prowizoryczne.

Dodatkowe zabezpieczenia i dalsze prace

Kolejne zabezpieczenie systemu energetycznego ma zapewnić druga inwestycja przy Argentinische Allee w dzielnicy Dahlem, gdzie do niedzieli lub poniedziałku mają zostać połączone nowe linie wysokiego napięcia.

Jak poinformowała senator ds. energii Franziska Giffey (SPD), agregaty prądotwórcze pozostaną w użyciu, dopóki infrastruktura nie zostanie w pełni zabezpieczona. Priorytetem jest obecnie przywrócenie ogrzewania w budynkach mieszkalnych.

Planowane jest także wzmocnienie ochrony newralgicznych odcinków sieci energetycznej, w tym monitoring wizyjny oraz systemy oparte na sztucznej inteligencji, wykorzystujące czujniki ruchu i temperatury.

Stan klęski nadal obowiązuje

Berlin pozostaje w stanie rozszerzonej sytuacji kryzysowej. Jak podkreśliła senator ds. wewnętrznych Iris Spranger (SPD), sztaby kryzysowe nadal pracują, a decyzja o zakończeniu tego stanu zostanie podjęta dopiero po pełnej stabilizacji sytuacji.

źródło: bild.de

Niemcy deportują Syryjczyków do Syrii. Druga taka deportacja od początku wojny domowej

0

Pierwsza deportacja w 2026 roku i wyraźny sygnał polityczny z Berlina

Niemcy przeprowadziły kolejną deportację syryjskiego obywatela bezpośrednio do Syrii. Jest to dopiero druga taka operacja od wybuchu wojny domowej w tym kraju w marcu 2011 roku. Deportacja nastąpiła w momencie, gdy CSU otwarcie domaga się masowego zaostrzenia polityki migracyjnej, a federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt (CSU) zapowiada konsekwentną realizację kursu „zero tolerancji” wobec cudzoziemców skazanych za poważne przestępstwa.

Deportacja w dniu obrad CSU w klasztorze Seeon

Do deportacji doszło 7 stycznia, w czasie gdy w bawarskim klasztorze Seeon obradowała CSU-Landesgruppe Bundestagu. Równolegle z posiedzeniem, w którym uczestniczył również unijny komisarz Magnus Brunner, na lotnisku w Damaszku wylądował rejsowy samolot ze Stambułu, na pokładzie którego znajdował się 32-letni Syryjczyk Mazen A.

Mężczyzna był eskortowany przez funkcjonariuszy niemieckiej policji, w tym przez wyspecjalizowane jednostki zabezpieczające deportacje osób niebezpiecznych.

Kim jest deportowany Syryjczyk

Deportowany Mazen A. był wielokrotnie karany i odbywał karę pozbawienia wolności na terenie Saksonii-Anhalt. Został skazany:

  • na 6 lat i 4 miesiące więzienia za handel narkotykami,
  • oraz na 10 miesięcy więzienia za uszkodzenie ciała.

Łącznie spędził w niemieckim więzieniu kilka lat. Gdyby nie decyzja o deportacji, mógłby opuścić zakład karny 20 kwietnia. Zamiast tego został bezpośrednio przetransportowany z więzienia na lotnisko, skąd trafił do Syrii.

Potwierdzenie władz federalnych

Deportację potwierdził rzecznik władz federalnych w odpowiedzi na zapytanie dziennika BILD:

„Dziś, 7 stycznia, kolejny syryjski przestępca został odesłany do Syrii rejsowym samolotem. Mężczyzna był wielokrotnie skazywany za przestępstwa z użyciem przemocy oraz przestępstwa narkotykowe”.

Jest to druga deportacja obywatela Syrii z Niemiec od początku syryjskiej wojny domowej, co podkreśla wyjątkowy charakter tej decyzji.

Stanowisko ministra spraw wewnętrznych

Federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt odniósł się do sprawy podczas obrad CSU w Seeon. W rozmowie z BILD stwierdził jednoznacznie:

„Deportujemy przestępców – również do Syrii i Afganistanu. Kto popełnia w naszym kraju przestępstwa, nie może w nim pozostać. Nasze społeczeństwo ma uzasadnione prawo oczekiwać, że osoby łamiące prawo opuszczą Niemcy”.

Minister podkreślił, że jego resort realizuje tę politykę konsekwentnie, a deportacja Mazena A. jest tego dowodem.

Porozumienia z władzami w Damaszku

Podstawą prawną umożliwiającą tę deportację były ustalenia zawarte pod koniec 2025 roku pomiędzy rządem Niemiec a syryjskimi władzami przejściowymi, na czele których stoi Ahmed al-Scharaa.

Rzecznik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych poinformował:

„Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych osiągnęło porozumienia z rządem syryjskim, które umożliwiają regularne deportacje przestępców oraz osób stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa”.

Oznacza to, że kolejne deportacje do Syrii nie są wykluczone.

CSU chce pójść znacznie dalej

Deportacja Mazena A. to jednak dopiero początek tego, czego domaga się CSU. W przedstawionym katalogu postulatów partia żąda:

  • znaczącego zwiększenia liczby deportacji,
  • powrotu większości Syryjczyków do kraju pochodzenia,
  • utworzenia ogólnokrajowych centrów wyjazdowych,
  • budowy oddzielnego terminala deportacyjnego na lotnisku w Monachium,
  • oraz ograniczenia świadczeń socjalnych dla osób zobowiązanych do opuszczenia kraju do konstytucyjnego minimum.

Kontrowersyjny pomysł „centrów powrotu” poza UE

CSU postuluje także utworzenie centrów powrotowych poza Unią Europejską dla osób, których wnioski azylowe zostały odrzucone, a których kraje pochodzenia odmawiają przyjęcia. Jako przykład wskazywana jest Uganda.

Propozycja ta już teraz budzi poważne kontrowersje prawne i polityczne, jednak chadecy zapowiadają dalsze naciski na rząd federalny.

Jasny przekaz Markusa Södera

Premier Bawarii Markus Söder (CSU) już na otwarciu obrad w Seeon jasno określił linię polityczną swojej partii:

„Kto tu pracuje, ma przed sobą wielką przyszłość w naszym kraju. Kto jednak nie pracuje i nie zdobywa wykształcenia, ostatecznie musi wrócić do swojej ojczyzny”.

Skala problemu w liczbach

Z danych Centralnego Rejestru Cudzoziemców wynika, że w Niemczech zarejestrowanych jest obecnie 940 401 obywateli Syrii. Spośród nich 10 253 osoby mają status osób zobowiązanych do opuszczenia kraju.

źródło: bild.de

Niemcy na skraju paraliżu drogowego. Rolnicy zapowiadają blokady autostrad w proteście przeciwko umowie z Ameryką Południową

1

Planowane blokady mimo trudnych warunków pogodowych

Kierowcy w Niemczech od kilku dni zmagają się z wyjątkowo trudnymi warunkami zimowymi. Teraz sytuacja na drogach może ulec dalszemu pogorszeniu. Rolnicy zapowiadają masowe blokady autostrad przy użyciu traktorów, co grozi poważnym paraliżem komunikacyjnym w kilku regionach kraju. Zapowiedziana akcja protestacyjna wywołuje kontrowersje nie tylko wśród kierowców, lecz także w samym środowisku rolniczym.

Mecklenburg-Vorpommern i Brandenburg na celowniku protestujących

Członkowie inicjatywy „Land schafft Verbindung” oraz organizacji Freie Bauern zapowiedzieli, że w czwartek zablokują około dwóch trzecich wjazdów na autostrady w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Równolegle podobne działania planowane są w Brandenburgii, gdzie protestujący zamierzają zablokować jedenaście wjazdów na autostrady, przede wszystkim wzdłuż tras A11 oraz A24.

Akcja ma trwać od godziny 7:00 do 17:00, co oznacza poważne utrudnienia w porannym i popołudniowym szczycie komunikacyjnym.

Sprzeciw wobec umowy handlowej Mercosur

Bezpośrednim powodem protestów jest planowana umowa o wolnym handlu pomiędzy Unią Europejską a państwami Mercosur, czyli Brazylią, Argentyną, Urugwajem i Paragwajem. Niemieccy rolnicy obawiają się, że wejście w życie porozumienia doprowadzi do poważnego pogorszenia ich sytuacji konkurencyjnej.

Ich zdaniem import produktów takich jak wołowina z Argentyny czy cukier trzcinowy z Brazylii oznaczałby nierówną rywalizację, ponieważ w krajach Ameryki Południowej obowiązują inne – mniej restrykcyjne – normy dotyczące ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt i warunków pracy niż w Unii Europejskiej.

Z punktu widzenia konsumentów porozumienie mogłoby oznaczać niższe ceny żywności, jednak rolnicy ostrzegają, że długofalowe skutki mogą zagrozić lokalnej produkcji rolnej.

„To zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego”

„To niesprawiedliwe, aby narażać krajowe rolnictwo na konkurencję, która dzięki niższym standardom społecznym i ekologicznym może produkować taniej i próbować wprowadzać swoje nadwyżki na rynek europejski za wszelką cenę” – podkreśla Reinhard Jung z Bauernbund Brandenburg.

Jego zdaniem taka polityka stawia pod znakiem zapytania stabilne zaopatrzenie Niemiec w krajową żywność, co w dłuższej perspektywie może mieć poważne konsekwencje.

Duży związek rolników dystansuje się od blokad

Choć Niemiecki Związek Rolników również krytycznie odnosi się do umowy Mercosur i domaga się jej renegocjacji, wyraźnie odcina się od formy protestu polegającej na blokowaniu autostrad.

„Naszym celem jest reprezentowanie uzasadnionych interesów rolnictwa stanowczo, ale jednocześnie z umiarem” – zaznacza Karsten Trunk, prezydent związku rolników Meklemburgii-Pomorza Przedniego. – „Działania, które mogą zagrozić społecznej akceptacji dla postulatów rolników, nie są w naszej ocenie właściwą drogą”.

W praktyce oznacza to obawy, że kierowcy nie okażą zrozumienia dla protestów, zwłaszcza w kontekście zimowej pogody i codziennych utrudnień.

Protestujący nie zamierzają ustępować

Organizatorzy zapowiadanych blokad nie wykazują jednak gotowości do wycofania się z planów. – „Będziemy walczyć dalej. Ta umowa nie może zostać podpisana” – oświadczył Peter Guhl z Freie Bauern w Meklemburgii-Pomorzu Przednim.

Na tym protesty się nie kończą. W piątek rolnicy z Nadrenii-Palatynatu zapowiedzieli demonstrację przed miejscem obrad CDU, która w tym czasie będzie odbywać swoją zamkniętą naradę w Moguncji.

Rosnące napięcie wokół polityki handlowej

Zapowiadane akcje pokazują, jak silne emocje wywołuje w Niemczech kwestia międzynarodowych umów handlowych i ochrony krajowego rolnictwa. W najbliższych dniach konflikt ten może przenieść się bezpośrednio na autostrady, dotykając setek tysięcy kierowców i wywołując szeroką debatę społeczną.

źródło: bild.de