Skandal w Niemczech: Talib kieruje teraz ambasadą Afganistanu w Berlinie!

5

Członek radykalno-islamskiej organizacji talibów kieruje aktualnie afgańską ambasadą w Berlinie – a rząd federalny rzekomo nie miał o tym pojęcia! Niemcy są tym samym pierwszym państwem UE, w którym talibowie faktycznie prowadzą ambasadę.

Co ciekawe, rząd federalny Niemiec oficjalnie nie uznaje islamistów, którzy od sierpnia 2021 r. sprawują władzę w Kabulu, za legalny rząd.

Talibowie zagrali Berlinowi na nosie

W centrum tej sprawy znajduje się Nebrasul H. Według ustaleń ARD pełni on obecnie funkcję tzw. chargé d’affaires – czyli szefa ambasady bez oficjalnego ambasadora. Przybył on do Berlina dopiero w lipcu – za zgodą rządu federalnego! Jednak najwyraźniej talibowie prowadzili podwójną grę: podobno nie poinformowali Berlina o swoich prawdziwych planach, aby później umieścić go na czele ambasady.

Poprzednik pozbawiony władzy

Dotychczasowy urzędnik Abdul P. ma być teraz tylko swego rodzaju figurantem. Oficjalnie nadal figuruje jako chargé d’affaires, ale według raportu faktycznie został pozbawiony władzy już na początku stycznia. Powód? Władze w Kabulie uznały, że dyplomata poprzedniego rządu, który nie jest członkiem talibów, nie jest wystarczająco godny zaufania.

Delikatna sytuacja polityczna

Pomimo braku uznania talibów rząd federalny Niemiec szuka z nimi kontaktu. Minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt (55, CSU) stara się o współpracę – na przykład w zakresie deportacji. Dopiero pod koniec lutego, po zawarciu porozumienia z talibami, 20 przestępców zostało odesłanych do ojczyzny.

źródło: dpa

Skandal w Brandenburgii: Dzieci skandowały rasistowskie hasła podczas imprezy!

1

Na imprezie dla nastolatków w Falkenbergu dzieci i młodzież wykrzykiwały rasistowskie hasła. Podczas przeboju imprezowego „L’Amour toujours” wielokrotnie skandowały: „Niemcy dla Niemców, obcokrajowcy precz”. Filmik z tego wydarzenia trafił na Instagram i wywołał oburzenie. Zszokowany jest również premier Brandenburgii Dietmar Woidke (SPD).

Dzieci i młodzież bawiły się w klubie

Około 100 do 150 dzieci i młodzieży w wieku od jedenastu lat bawiło się w minioną sobotę w klubie „Blue Velvet” w Falkenbergu (Brandenburgii). Właściciel Tino Veit wyraził w rozmowie z Niemiecką Agencją Prasową ubolewanie z powodu tego, co zrobiono z utworem – „zwłaszcza podczas imprezy dla dzieci”. W przyszłości zamierza lepiej przygotować DJ-ów na takie sytuacje, aby mogli szybciej reagować. Jest otwarty na świat i sprzeciwia się wszelkim radykalnym postawom.

Piosenka zabrzmiała dwa razy tego wieczoru

„Teenage-Party” rozpoczęła się o godz. 16:00 i według organizatora trwała do 20:30. W tym czasie piosenka zabrzmiała dwa razy – raz z playlisty Spotify, a później jeszcze raz z gramofonu DJ-a. Veit mówi o „trudnej sytuacji”: zaplanowany DJ początkowo się nie pojawił. Szukając zastępstwa, Veit najpierw odtworzył aktualną playlistę Bravohits.
Tam po raz pierwszy zabrzmiał utwór „L’Amour toujours” – i już wtedy młodzież wykrzykiwała hasła.

Według własnych słów właściciel Veit był w tym czasie zajęty poszukiwaniem zastępczego DJ-a i nie mógł interweniować. DJ zaczął grać o godz. 17:00 i odtworzył ten utwór jeszcze raz. Był tak zaskoczony reakcją młodzieży, że nie wiedział, co ma zrobić, jak podano w oświadczeniu właściciela. Kiedy właściciel klubu zauważył, że sytuacja się zaostrza, wyszedł na scenę. Ściszył muzykę i zwrócił uwagę, że tekst nie pasuje do piosenki.

Woidke: „Jestem oszołomiony”

Premier Brandenburgii Dietmar Woidke skrytykował na Instagramie, że utwór został odtworzony dwa razy, zanim ktoś wkroczył do akcji. „Młodzież wykrzykuje nazistowskie hasła, a nikt nie interweniuje. Jestem oszołomiony. Nie wolno nam nigdy milczeć w tej sprawie!”, napisał polityk.

Imprezowy hit „L’Amour toujours” autorstwa producenta muzycznego Gigi D’Agostino ma ponad 20 lat, a jego refren nie ma tekstu. Piosenka ta jest od jakiegoś czasu wykorzystywana do skandowania rasistowskich haseł. W 2024 r. duże oburzenie wywołało wideo, na którym goście baru na wyspie Sylt nad Morzem Północnym skandowali przy tej melodii „Precz z obcokrajowcami” i „Niemcy dla Niemców”.

źródło: bild.de

USA publikuje kartoteki NSDAP: Miliony Niemców mogą odkryć niewygodną prawdę

3

8,5 miliona Niemców było do 1945 roku członkami NSDAP. Ich kartoteki są teraz ogólnodostępne w sieci. Jednak wyszukiwanie jest bardziej skomplikowane niż się wydaje.

Obszerne zbiory archiwalne po raz pierwszy dostępne bez ograniczeń

W przeciwieństwie do Niemiec, Stany Zjednoczone umożliwiają dostęp do pełnej cyfrowej kopii mikrofilmowanego centralnego rejestru NSDAP oraz rejestru lokalnych grup NSDAP. Dzięki temu ponad 16 milionów obiektów cyfrowych, takich jak zdjęcia, na ponad 5000 zdigitalizowanych rolkach mikrofilmowych jest dostępnych bezpłatnie dla każdego użytkownika internetu.

Zawierają one dane milionów Niemców, którzy do 1945 roku byli członkami Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej (NSDAP). Według danych Niemieckiego Muzeum Historycznego w 1945 roku „co piąty dorosły Niemiec był jednym z łącznie 8,5 miliona członków partii” i tym samym, przynajmniej na papierze, wspierał ten niesprawiedliwy system.

Nie jest niczym niezwykłym, że takie zbiory znajdują się w Archiwum Narodowym Stanów Zjednoczonych i są tam dostępne w formie cyfrowej – mówi historyk Martin Winter z Uniwersytetu w Lipsku. „Ma to transatlantycką historię – dokumenty te zostały wykorzystane po wojnie do denazyfikacji i procesów sądowych”.

Również w Archiwum Federalnym w Berlinie znajdują się cyfrowe kopie tych materiałów. Jednak ze względów prawnych ich wykorzystanie jest znacznie bardziej ograniczone.

W danych archiwalnych można znaleźć Hitlera, Himmlera i Hessa

Trzonem amerykańskiej kolekcji jest tak zwany „Master File”, który łączy kilka głównych kartotek. Należy do niego kartoteka grup lokalnych zawierająca około 6,6 miliona kart członkowskich, zawierających szczegółowe dane, takie jak imię i nazwisko, data urodzenia, zawód, data przystąpienia do partii oraz miejsce zamieszkania. Uzupełnieniem jest kartoteka centralna zawierająca około 4,3 miliona kart, które zostały utworzone w latach 1929–1943 i obejmują również czołowych funkcjonariuszy nazistowskich, takich jak Adolf Hitler, Heinrich Himmler i Rudolf Hess.

Do tego dochodzi ponad 200 000 kwestionariuszy członków NSDAP z aglomeracji berlińskiej oraz materiały dotyczące organizacji powiązanych, takich jak przykładowo Narodowosocjalistyczny Związek Nauczycieli czy Izba Lekarska Rzeszy.

Dyrektor fabryki papieru ratuje materiały dowodowe przed zniszczeniem

To, że skrupulatnie sporządzone przez nazistów kartoteki członków partii w ogóle jeszcze istnieją, zawdzięczamy Hannsowi Huberowi, dyrektorowi fabryki papieru na północ od Monachium. Tuż przed końcem II wojny światowej sprzeciwił się rozkazowi zniszczenia łącznie 65 ton papieru. W ten sposób uratował obszerny materiał dowodowy przed zniszczeniem.

Monachijski Centralny Instytut Historii Sztuki określa to z perspektywy czasu jako „odważną decyzję o znaczeniu politycznym”. Jesienią 1945 roku amerykański rząd wojskowy w końcu dostrzegł znaczenie kart i akt, które piętrzyły się w ogromnych stosach w fabryce papieru, i umieścił je w nowo utworzonym Berlin Document Center (BDC).

Historyk: To nie jest „wyszukiwarka nazistów”

Badacze, a także osoby prywatne mogą teraz korzystać z archiwum online. Historyk Winter podkreśla, że chodzi o dostęp do bardzo obszernych zbiorów archiwalnych: „To nie jest prosta »wyszukiwarka nazistów«, w której wpisuje się nazwisko i od razu znajduje się wszystko”.

Takie duże zbiory danych są bardzo pomocne na przykład dla historyków, ponieważ można wyszukiwać nazwiska, ale dzięki innym hasłom wyszukiwania można również znaleźć nowe osoby, na które w innym przypadku w ogóle by się nie natrafiło – mówi Winter, który prowadzi badania na

Uniwersytecie w Lipsku prowadzi badania na temat „Kultury korporacyjnej, pracy przymusowej i mordowania Żydów w lipskim koncernie zbrojeniowym HASAG”.

Tak działa wyszukiwanie w bazie danych

Kto chce znaleźć członków NSDAP na stronie internetowej (LINK) Archiwum Narodowego Stanów Zjednoczonych, musi najpierw aktywować wyszukiwanie na stronie głównej („Search within this Series”). Wówczas użytkownik uzyska dostęp do dokumentów.

Podobnie jak w przypadku wyszukiwania w Google, choć nieco bardziej skomplikowanie, należy zawęzić wyniki – a robi się to w ten sposób: jeśli na przykład wyszukuje się tylko „Müller”, wyświetla się prawie 200 wyników. Pomocne jest zawężenie wyszukiwania według schematu: nazwisko, imię i, najlepiej, ówczesne miejsce zamieszkania. Najlepsze wyniki zapewnia wprowadzenie dodatkowej daty urodzenia bez podawania stulecia – na przykład 10.06.18.

Kto w idealnym przypadku ma tylko jeden wynik, i tak jest daleki od celu: za dokumentem często kryje się kilka tysięcy stron zdigitalizowanego mikrofilmu. Historyk Winter opisuje następujący proces przeglądania jako „znacznie bardziej żmudny, niż się wydaje”. W idealnym przypadku powinna wyświetlić się lista wyników wyszukiwania w obrębie mikrofilmu. Może to być pomocne: karty zaznaczone na zielono powinny zawierać wyszukiwane hasła.

O znaczeniu: członkostwo i jego konsekwencje

Jeśli znajdzie się nazwisko w archiwum, nie należy wyciągać pochopnych wniosków. Członkostwo w partii wskazuje na razie tylko, że ktoś do niej wstąpił, i niewiele mówi o tym, jak dana osoba zachowywała się w czasach nazizmu – wyjaśnia Winter i podkreśla: „Jednak przystąpienie do partii w każdym razie oznaczało wyrażenie zgody”. Z drugiej strony nie oznacza to jednak, że osoba, której nie ma w archiwum, nie miała nic wspólnego z nazizmem.

Czy mimo wszystko może to stać się tematem rozmów przy rodzinnym stole? Byłby to „pozytywny impuls, ponieważ istnieje pewna odpowiedzialność za zmierzenie się z własną historią rodzinną” – uważa Winter. Jednocześnie historyk podkreśla: „Nikt nie musi dziś brać na siebie moralnej odpowiedzialności za czyny swojego pradziadka”.

źródło: rp-online.de

Yashar G. skazany na 8,5 roku więzienia. Niemiecki prokurator sprzedawał tajne informacje mafii!

2

Niemiecki prokurator został skazany na osiem lat i sześć miesięcy więzienia za współpracę z gangiem narkotykowym. W piątek Sąd Krajowy w Hanowerze uznał 40-latka za winnego przyjęcia łapówki i naruszenia tajemnicy służbowej. Sąd uznał za udowodnione, że mężczyzna ujawnił wyniki śledztwa i wydał informacje o planowanej akcji policyjnej.

W styczniu Yashar G. (40) niespodziewanie przyznał się do większości zarzucanych mu czynów, ostatecznie przyznając się do 9 z 14 zarzutów. W zamian za to, na wniosek prokuratury w Osnabrück, wycofano pozostałe zarzuty, w tym utrudnianie śledztwa w ramach pełnienia obowiązków służbowych. Wcześniej G. konsekwentnie zaprzeczał wszystkim zarzutom.

Ostrzegł gang narkotykowy przed nalotem

Zgodnie z aktem oskarżenia skorumpowany prokurator w okresie od czerwca 2020 r. do marca 2021 r. ujawniał za pieniądze poufne informacje z postępowań przygotowawczych i ostrzegł międzynarodowy gang narkotykowy przed nalotem. Za każdy czyn miał otrzymać 2500 euro. Prokuratura mówiła nawet o kwocie 5000 euro za każdy przypadek.

Wskazówki dotyczące przecieku w organach władzy pojawiły się już wcześniej. Już w 2022 r. wszczęto postępowanie przeciwko prokuratorowi. Przeszukano również jego mieszkanie i pomieszczenia służbowe. Ponieważ początkowo podejrzenia nie znalazły potwierdzenia, postępowanie zostało umorzone w październiku 2023 r. Jednak 7 miesięcy później śledztwo wznowiono.

Brano również pod uwagę, że przekazane informacje mogły dotyczyć importu 16 ton kokainy (o wartości rynkowej około 448 mln euro) na początku 2021 roku. Nie znaleziono na to jednak potwierdzenia.

Sędzia nie uwierzyła w jego skruchę

Dwa dni przed ogłoszeniem wyroku Yashar G. oświadczył: „Zawiodłem wiele osób i głęboko tego żałuję. Biorę na siebie pełną i wyłączną odpowiedzialność”. Sędzia nie uwierzyła w tę próbę okazania skruchy. Podczas procesu miał on kilka okazji, by zabrać głos, ale zachowywał się obojętnie i wolał wskazywać palcem na innych. Według informacji BILDa jego przyznanie się do winy wynikało z pojawienia się nowych dowodów.

Poważne naruszenie zaufania do państwa prawa

Zawieszony prawnik poważnie naruszył zaufanie do państwa prawa – stwierdził prokurator w mowie końcowej, domagając się ośmiu lat i sześciu miesięcy więzienia, które G. teraz otrzymał. Jego pośrednik, trener boksu Amir-Houman M. (42), przyznał się do 7 z 12 zarzucanych mu czynów. Otrzymywał łapówki od gangu i przekazywał je G. w swojej szkole sztuk walki. M. został skazany za pomocnictwo w przekupstwie na karę w zawieszeniu na rok i dziesięć miesięcy.

źródło: tagesschau.de

Przełomowy wyrok sądu w Bremie: kandydat na policjanta może nosić turban na służbie

5

Kandydat na policjanta w Bremie może – przynajmniej tymczasowo – nosić turban podczas służby, także w kontaktach z obywatelami. Tak zdecydował sąd administracyjny w Bremie w trybie pilnym. Mężczyzna należy do religii sikhijskiej i nosi turban (tzw. „dastar”) z powodów religijnych.

Wcześniej jego przełożeni nakazali mu zdejmowanie turbanu podczas służby w terenie. Ponieważ odmówił, został skierowany wyłącznie do pracy biurowej. Kandydat złożył skargę do sądu, argumentując, że zakaz narusza jego wolność religijną, a także prawo do nauki zawodu i pracy. Sąd przyznał mu rację.

Uzasadnienie sądu

Sąd uznał, że zakaz noszenia turbanu nie ma wystarczającej podstawy prawnej. Przepisy dotyczące munduru policji nie regulują szczegółowo kwestii symboli religijnych, dlatego nie można było na ich podstawie wprowadzić takiego zakazu.

W związku z tym policjant może na razie nosić turban, dopóki nie zapadnie ostateczna decyzja w głównym postępowaniu.

Sprawa wywołała debatę polityczną. Część polityków uważa, że noszenie symboli religijnych nie narusza neutralności państwa, inni podkreślają potrzebę jednolitego, neutralnego wyglądu policji.

źródło: bild.de

W Berlinie mieszka 177 tys. uchodźców – coraz więcej z nich podejmuje pracę

5

Uchodźcy stanowią około 5 proc. mieszkańców Berlina

Około 177 tys. uchodźców mieszkało w 2024 roku w Berlinie, co stanowi mniej więcej 5 proc. populacji miasta. Za uchodźców uznaje się osoby, które złożyły wniosek o azyl lub posiadają status humanitarny. W porównaniu z rokiem poprzednim ich liczba nieznacznie spadła – o 1736 osób.

Najliczniejszą grupę stanowią Ukraińcy – ich liczba wzrosła do 57 070. Poza nimi największe grupy pochodzą z Syrii i Afganistanu. Łącznie obywatele tych trzech krajów stanowią 59,7 proc. wszystkich uchodźców w Berlinie.

Coraz więcej uchodźców pracuje

Z raportu wynika, że rośnie liczba uchodźców podejmujących pracę. W 2024 roku około 35 proc. obywateli Ukrainy miało zatrudnienie podlegające ubezpieczeniom społecznym. W przypadku osób z głównych krajów pochodzenia azylantów wskaźnik ten wyniósł około 50 proc.

Widoczny jest także wzrost rok do roku – w grupie uchodźców z krajów azylowych zatrudnienie wzrosło o 3,9 punktu procentowego, osiągając poziom 46 proc. Autorzy raportu wskazują, że integracja na rynku pracy przebiega szybciej niż w przypadku wcześniejszych fal migracji, m.in. dzięki programom wsparcia takim jak tzw. „Job-Turbo”.

Struktura zatrudnienia i rola migrantów

Wśród pracujących uchodźców znacząca część wykonuje pracę wymagającą kwalifikacji. W przypadku Ukraińców około 38 proc. zatrudnionych pracuje jako wykwalifikowani pracownicy, a wśród innych grup odsetek ten sięga niemal połowy.

Pełnomocnik Berlina ds. integracji Katarina Niewiedzial podkreśliła, że wzrost zatrudnienia w Niemczech w całości wynika obecnie z pracy cudzoziemców, powołując się na dane Federalnej Agencji Pracy. Jej zdaniem dane pokazują bardziej złożony obraz migracji niż dominujący w debacie publicznej negatywny przekaz.

Rozmieszczenie uchodźców w mieście

Uchodźcy mieszkają w całym Berlinie, jednak częściej osiedlają się w dzielnicach peryferyjnych.

W 2024 roku:

  • Ukraińcy najczęściej mieszkali w Charlottenburg-Wilmersdorf, Reinickendorf oraz Mitte,
  • Syryjczycy – w Lichtenberg, Mitte i Spandau,
  • Afgańczycy – w Marzahn-Hellersdorf, Lichtenberg i Spandau.

Około jedna czwarta uchodźców przebywa w ośrodkach prowadzonych przez urząd ds. uchodźców (LAF), natomiast pozostałe osoby mieszkają w lokalnych placówkach lub wynajmują własne mieszkania.

Głos uchodźców i krytyka decyzji rządu

„Nie jesteśmy tylko liczbami” – podkreślił Khalil Sharaf, uchodźca z Syrii, który pracuje w projekcie sąsiedzkim finansowanym przez miasto. Zwrócił uwagę, że za każdą statystyką stoją konkretne historie i potrzeby.

Katarina Niewiedzial skrytykowała decyzję niemieckiego MSW o ograniczeniu kursów integracyjnych, nazywając ją „absurdalną”. Krytyka dotyczy także planowanego zakończenia niezależnego doradztwa w sprawach azylowych.

Socjolożka Ishtar Al Jabiri podkreśliła, że dostęp do rzetelnych informacji i wsparcia jest kluczowy w funkcjonowaniu nowoczesnego społeczeństwa i nie powinien być postrzegany jako działanie lobbingowe.

źródło: tagesspiegel.de

Niemcy: Negatywny wpływ na ciąże i liczne działania niepożądane? Ostry spór o bezpieczeństwo szczepionek przeciw COVID-19

0

Starcie stanowisk w komisji ds. pandemii COVID-19

W komisji śledczej Bundestagu zajmującej się pandemią COVID-19 doszło do wyraźnego zderzenia odmiennych ocen dotyczących szczepionek. Różnice dotyczyły nie tylko interpretacji danych, ale również samych podstaw faktycznych. Podczas publicznego wysłuchania omawiano m.in. wydolność systemu ochrony zdrowia, strategię szczepień oraz kwestie badań naukowych.

Debata ujawniła podział, który wcześniej funkcjonował głównie w oddzielnych przestrzeniach publicznych. Tym razem przeciwstawne stanowiska zostały skonfrontowane bezpośrednio, w ramach jednej dyskusji.

Krytyczne stanowisko: zarzuty wobec procedur i bezpieczeństwa

Dr Helmut Sterz, farmakolog z wieloletnim doświadczeniem w branży farmaceutycznej, przedstawił zdecydowanie krytyczną ocenę szczepionek przeciw COVID-19. W trakcie wysłuchania zakwestionował zarówno proces ich dopuszczenia do obrotu, jak i bezpieczeństwo stosowania.

Jego zdaniem procedura rejestracyjna została przeprowadzona w trybie przyspieszonym, co miało skutkować pominięciem istotnych badań toksykologicznych. Wskazywał, że nie przeprowadzono pełnej analizy potencjalnych zagrożeń, w tym ryzyka nowotworowego.

Zastrzeżenia dotyczyły również badań nad wpływem szczepionek na rozrodczość. Jak podkreślał, dostępne analizy – m.in. badania na zwierzętach – nie pozwalały na wiarygodną ocenę wpływu preparatów na ciążę i rozwój potomstwa.

Sterz zwrócił także uwagę na dane dotyczące działań niepożądanych. Odwoływał się do raportów po wprowadzeniu szczepionek na rynek oraz zgłoszeń kierowanych do instytucji nadzorczych. Podkreślał przy tym problem niedoszacowania liczby zgłoszeń i wskazywał, że rzeczywista skala może być wyższa.

W swojej argumentacji sugerował również, że produkt stosowany po dopuszczeniu do obrotu mógł różnić się od tego używanego w badaniach klinicznych, co rodzi dodatkowe pytania o bezpieczeństwo.

Stanowisko rządu: szeroka baza danych i brak potwierdzenia zagrożeń

Federalny minister zdrowia Karl Lauterbach zdecydowanie odrzucił przedstawione zarzuty. Podkreślił, że szczepionki przeciw COVID-19 należą do najlepiej przebadanych preparatów w historii medycyny.

Jako kluczowy argument wskazał skalę ich zastosowania oraz ogromną liczbę dostępnych danych. Zwrócił uwagę na analizy prowadzone na całym świecie oraz szerokie monitorowanie działań niepożądanych przez instytucje takie jak Paul-Ehrlich-Institut.

Lauterbach odniósł się również do konkretnych obaw. W jego ocenie nie ma dowodów na negatywny wpływ szczepień na płodność ani na zwiększone ryzyko zachorowań na nowotwory. Podkreślił także, że znane działania niepożądane zostały dokładnie zbadane i opisane.

Minister zaznaczył, że wyższa liczba zgonów była obserwowana w regionach o niższym poziomie zaszczepienia.

Spór o dane i ich interpretację

Jednym z kluczowych punktów konfliktu była interpretacja danych dotyczących bezpieczeństwa szczepień. Strona krytyczna wskazywała na możliwe niedoszacowanie liczby działań niepożądanych oraz ograniczenia systemów raportowania.

Z kolei przedstawiciele rządu opierali się na szerokiej bazie danych pochodzących z badań międzynarodowych oraz systemów monitorowania, uznając je za wystarczającą podstawę do oceny bezpieczeństwa.

Różnice te pokazują, że spór nie dotyczy wyłącznie wniosków, ale także sposobu oceny dostępnych informacji.

źródło: nius.de

Niemcy: Wojna w Iranie napędza ceny energii i nawozów. Latem grozi fala podwyżek cen żywności

3

Rosnące ceny energii uderzają w sektor spożywczy

Zamknięcie cieśniny Ormuz powoduje gwałtowny wzrost cen energii na światowych rynkach i wywołuje niepewność wśród rolników oraz producentów żywności. Choć Niemcy w dużej mierze zaopatrują się w surowce rolne z najbliższych regionów, sama produkcja żywności i napojów pozostaje silnie uzależniona od energii.

Jak wskazuje ekspert rynku dóbr konsumpcyjnych Christoph Treiber z firmy doradczej OC&C, koszty energii stanowią istotny element całkowitych kosztów produkcji. W praktyce oznacza to, że ich wzrost bezpośrednio przekłada się na ceny końcowe produktów spożywczych.

Obawy branży spożywczej i zakłócenia łańcuchów dostaw

Niepokój w związku z konfliktem wyraża także prezes firmy Frosta, Felix Ahlers. Jego zdaniem wojna w Iranie może wpłynąć na globalne łańcuchy dostaw i doprowadzić do wzrostu kosztów produkcji. Skala tych zmian pozostaje jednak trudna do oszacowania.

Od początku marca obserwowany jest wyraźny wzrost cen ropy naftowej i gazu ziemnego. Cieśnina Ormuz ma kluczowe znaczenie dla światowego handlu – transportowane jest przez nią około 20% globalnych dostaw ropy oraz jedna trzecia nawozów.

Nawet w przypadku szybkiego zakończenia konfliktu problemy mogą się utrzymywać. Miny morskie oraz uszkodzona infrastruktura mogą przez wiele miesięcy ograniczać wydobycie ropy i transport morski.

Energochłonna produkcja żywności

Według danych statystycznych około 6000 przedsiębiorstw niemieckiego sektora spożywczego odpowiada za 6,4% całkowitego zużycia energii w przemyśle.

Do tych danych nie wlicza się handlu detalicznego, który również zużywa znaczne ilości energii, między innymi na chłodzenie produktów.

Szczególnie energochłonna jest branża mrożonek. W przypadku firmy Frosta koszty energii i transportu stanowią 8,5% kosztów produkcji. Wzrost cen energii dotyka nie tylko producentów, lecz także dostawców surowców.

Produkty takie jak ryby, mięso czy warzywa, są często transportowane drogą morską – częściowo z Azji – a następnie poddawane szybkiemu mrożeniu bezpośrednio po zbiorach.

Wzrost cen paliw i nawozów uderza w rolników

W ostatnim czasie wyraźnie wzrosły również ceny oleju napędowego, co dodatkowo obciąża rolników. Szczególnie dotkliwe jest to w okresie wiosennych prac polowych.

Jak podkreśla przewodniczący związku rolników Joachim Rukwied, nagłe podwyżki cen diesla są wyjątkowo bolesne właśnie w czasie przygotowań do sezonu upraw.

Jeszcze większy wpływ na koszty produkcji rolnej mają nawozy. Od początku konfliktu ceny nawozów azotowych, mocznika i nawozów siarkowych wzrosły nawet o 45%. Produkcja nawozów sztucznych jest silnie uzależniona od gazu ziemnego, który pełni zarówno funkcję surowca, jak i źródła energii.

W uprawie zbóż nawozy stanowią zazwyczaj około 20% kosztów operacyjnych. Rolnik Gernot Lindemann-Berk z Frechen zwraca uwagę, że obecne wzrosty cen są szczególnie problematyczne, ponieważ pojawiły się w kluczowym momencie sezonu. Jego zapasy nawozów zostały już wyczerpane, a wiele upraw wymaga dalszego nawożenia aż do lata.

Niedobór nawozów może mieć poważne konsekwencje dla jakości plonów. W przypadku pszenicy zbyt mała ilość nawożenia prowadzi do niższej zawartości białka, co uniemożliwia jej wykorzystanie do produkcji chleba.

Ostrzeżenie przed wzrostem cen żywności

Federalne Zrzeszenie Przemysłu Spożywczego (BVE) ostrzega przed możliwym „tsunami kosztów”, jeśli kluczowy szlak transportowy w rejonie Zatoki Perskiej pozostanie zablokowany przez dłuższy czas.

Na razie konsumenci w Niemczech nie odczuwają jeszcze bezpośrednich skutków sytuacji w sklepach. Jednak – jak wskazują przedstawiciele branży – od lata możliwy jest wyraźny wzrost cen żywności.

źródło: nius.de

W Niemczech panuje „utrwalone” rasistowskie myślenie

4

Według badania przeprowadzonego przez Deutsches Zentrum für Integrations- und Migrationsforschung (DeZIM), wielu mieszkańców Niemiec wierzy w rzekomo naturalne różnice między grupami etnicznymi i kulturowymi.

Z analizy wynika, że:

  • dwie trzecie ankietowanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że niektóre kultury są „bardziej rozwinięte i lepsze” od innych,
  • niemal połowa badanych uznała, że pewne grupy są „z natury bardziej pracowite” niż inne,
  • 36% respondentów zgodziło się z twierdzeniem, że istnieją różne „rasy”.

Badanie zostało przeprowadzone w okresie od października 2025 roku do stycznia 2026 roku na próbie około 8200 osób za pomocą narzędzia online. Wyniki mają charakter reprezentatywny dla populacji Niemiec w wieku od 18 do 74 lat.

Badanie stanowi część szerszego projektu Nationaler Diskriminierungs- und Rassismusmonitor (NaDiRa), który zbiera i analizuje dane na zlecenie rządu federalnego na temat sytuacji osób dotkniętych uprzedzeniami rasowymi.

Rasizm jako element codzienności

Z raportu wynika, że doświadczenia związane z rasizmem i dyskryminacją są dla wielu osób w Niemczech codziennością. Dotyczy to szczególnie tzw. osób „rasowo oznaczonych” – czyli takich, które są postrzegane jako „obce” na podstawie cech zewnętrznych.

Najczęściej wskazywane grupy to:

  • osoby o innym kolorze skóry,
  • muzułmanie i muzułmanki.

Według danych:

  • 25% osób czarnoskórych oraz 17% osób muzułmańskich deklaruje, że przynajmniej raz w miesiącu doświadcza obrażania, nękania, gróźb lub ataków,
  • około jedna trzecia tych osób doświadczyła takich sytuacji w ciągu ostatnich 12 miesięcy,
  • 63% osób czarnoskórych wskazuje na częste, bardziej subtelne formy dyskryminacji, takie jak nieprzyjazne traktowanie lub ignorowanie.

Spadek zaufania do instytucji państwowych

Badanie wykazało również wyraźny związek między doświadczeniami dyskryminacji a poziomem zaufania do państwa.

Wśród osób często doświadczających dyskryminacji:

  • około 65% deklaruje znacznie niższe zaufanie do instytucji publicznych, takich jak policja, sądy, rząd czy politycy,
  • jedynie około 29% ufa rządowi federalnemu.

Od 2022 roku zauważalny jest także spadek zaufania wśród grup szczególnie narażonych na dyskryminację, w tym muzułmanów.

Jak podkreślił współautor badania Tae Jun Kim, dyskryminacja nie jest jedynie subiektywnym odczuciem, lecz stanowi realne zagrożenie dla legitymizacji instytucji państwowych oraz spójności społecznej.

Ostrzeżenia ekspertów i wezwania do działania

Dyrektor DeZIM Frank Kalter ocenił, że badanie pokazuje „bardzo silne utrwalenie” postaw rasistowskich w społeczeństwie. Zwrócił uwagę, że dyskusja publiczna często bagatelizuje problem rasizmu i dyskryminacji.

Podobne stanowisko przedstawiła niezależna pełnomocniczka rządu do spraw walki z dyskryminacją Ferda Ataman, która stwierdziła, że:

  • rasistowskie postawy i działania szkodzą zarówno ofiarom, jak i demokracji,
  • podważają zaufanie do instytucji państwowych.

Zaapelowała o wprowadzenie:

  • polityki „zero tolerancji” wobec rasizmu i dyskryminacji,
  • reformy ogólnej ustawy o równym traktowaniu (Allgemeines Gleichbehandlungsgesetz),
  • większej odpowiedzialności ze strony firm oraz obywateli w codziennych sytuacjach społecznych.

Dyskryminacja w instytucjach publicznych

Badanie wskazuje również, że zjawisko dyskryminacji rasowej występuje w instytucjach publicznych i urzędach.

Zdaniem Ataman oznacza to konieczność szczególnej odpowiedzialności państwa, które powinno pełnić funkcję wzorcową i aktywnie przeciwdziałać takim praktykom.

źródło: zeit.de

Niemcy: Dzieci w przedszkolu uczą się modlitwy w meczecie

3

Projekt edukacyjny w przedszkolu w Gelsenkirchen wywołuje dyskusję

W jednym z przedszkoli w Gelsenkirchen w Nadrenii Północnej-Westfalii zrealizowano zajęcia poświęcone Ramadanowi, które stały się początkiem szerszej debaty. W ramach projektu dzieci poznawały elementy religii islamskiej – uczyły się, jak wygląda modlitwa w meczecie, a także zapisywały swoje imiona w języku arabskim.

Działania placówki miały na celu przybliżenie najmłodszym znaczenia muzułmańskiego miesiąca postu. Jednak część rodziców zareagowała na inicjatywę z niepokojem i krytyką.

Krytyka ze strony części środowisk politycznych

Sprawa została nagłośniona m.in. przez przedstawicielkę AfD w Nadrenii Północnej-Westfalii, Enxhi Seli-Zacharias. W wypowiedzi dla mediów oceniła ona projekt jako niepokojący sygnał, sugerując, że może on prowadzić w niepożądanym kierunku.

Jak relacjonowano, do polityk zgłosili się rodzice, którzy wyrażali obawy związane z silnym akcentowaniem tematyki religijnej w przedszkolu i zwracali uwagę na skupienie się na Ramadanie.

Różne opinie wśród rodziców

Nie wszyscy opiekunowie podzielają te obawy. Jedna z matek, Jessica Tiennemeier, podkreśliła, że jej zdaniem zajęcia nie stanowią problemu. Jak zaznaczyła, jej syn miał okazję nie tylko poznać sposób modlitwy oraz zapis swojego imienia po arabsku, ale także wykonać pracę plastyczną przedstawiającą meczet.

W jej ocenie takie działania nie są szczególnie istotne, ale mogą być dla dzieci interesujące jako forma poznawania innych kultur i tradycji.

Stanowisko miasta Gelsenkirchen

Na zapytanie mediów odpowiedziały również władze miasta. Rzecznik Gelsenkirchen wyjaśnił, że przedszkole przy ulicy Herforder Straße co roku realizuje działania edukacyjne związane z różnymi świętami religijnymi.

Obok wydarzeń takich jak Wielkanoc, święto św. Marcina, Mikołajki czy Boże Narodzenie, w programie znajdują się także Ramadan oraz Święto Przerwania Postu (Eid al-Fitr). Według miasta jest to element szerszego podejścia do edukacji międzykulturowej.

Krytyczna ocena ekspertki ds. islamu

Inne stanowisko przedstawiła islamoznawczyni Susanne Schröter. W rozmowie z mediami oceniła, że tego typu działania mogą mieć charakter wyraźnego sygnału ideowego.

Jej zdaniem widoczna jest próba podkreślenia, że islam stanowi część życia w Niemczech, a dzieci są zachęcane do postrzegania tej religii w pozytywnym świetle. Według ekspertki taki kierunek budzi wątpliwości i może prowadzić do niepożądanych konsekwencji.

Reakcja ministerstwa i ramy prawne

Ministerstwo ds. rodziny Nadrenii Północnej-Westfalii nie odniosło się bezpośrednio do konkretnego przypadku. W ogólnym stanowisku podkreślono jednak, że poznawanie różnych kultur, stylów życia i religii ma na celu rozwijanie zrozumienia oraz akceptacji.

Jednocześnie zaznaczono, że działania edukacyjne nie powinny prowadzić do oddalania dzieci od wartości ich rodzin.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami decyzja o zakresie takich działań należy do podmiotu prowadzącego placówkę przedszkolną, co oznacza, że konkretne rozwiązania mogą różnić się w zależności od instytucji.

Spór o granice edukacji międzykulturowej

Sprawa z Gelsenkirchen wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą roli religii i edukacji międzykulturowej w niemieckich placówkach oświatowych. Dyskusja koncentruje się wokół pytania, gdzie przebiega granica między budowaniem otwartości a ingerencją w sferę wartości wyniesionych z domu rodzinnego.

Różnice opinii – zarówno wśród rodziców, jak i ekspertów – pokazują, że temat ten pozostaje w Niemczech przedmiotem intensywnej i wieloaspektowej debaty.

źródło: rtl.de