Niemieckie firmy padają jedna po drugiej. Już 33 duże przedsiębiorstwa zbankrutowały w pół roku

3

Druga połowa roku może przynieść jeszcze więcej upadłości

Liczba dużych niewypłacalności przedsiębiorstw w Niemczech nadal rośnie. W pierwszej połowie 2026 roku odnotowano łącznie 33 przypadki upadłości firm, których roczne obroty wynosiły co najmniej 50 mln euro. Tak wynika z analizy przygotowanej przez ubezpieczyciela kredytów handlowych Allianz Trade. To o 10 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Dane wskazują tym samym, że problemy niemieckich przedsiębiorstw nie ustępują, a presja ekonomiczna w wielu sektorach pozostaje bardzo wysoka. W całym 2025 roku w Niemczech odnotowano aż 94 duże niewypłacalności. Był to najwyższy wynik od rozpoczęcia prowadzenia tego typu analiz w 2015 roku. Dla porównania, w 2024 roku liczba dużych upadłości wyniosła 87, a rok wcześniej – 64.

„Również w 2026 roku nie ma wytchnienia w przypadku dużych niewypłacalności” – powiedział Milo Bogaerts, szef Allianz Trade w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Jak ocenił, liczba dużych upadłości w 2026 roku prawdopodobnie pozostanie na podwyższonym poziomie.

Niemiecka gospodarka wciąż odczuwa silną presję

Według analizy negatywny trend obserwowany w ubiegłym roku nadal się utrwala. Zdaniem ekspertów pokazuje to, że w wielu branżach przedsiębiorstwa wciąż muszą mierzyć się z ogromną presją związaną z koniecznością dostosowania się do zmieniających się warunków gospodarczych. Duże przedsiębiorstwa często znajdują się w centrum skomplikowanych łańcuchów dostaw i powiązań biznesowych. Ich problemy mogą więc szybko przenosić się na inne firmy.

„Jeśli wypada z rynku podmiot tej wielkości, często pod presją znajdują się również dostawcy, usługodawcy i inni partnerzy biznesowi” – wyjaśnił Bogaerts.

Oznacza to, że upadłość dużego przedsiębiorstwa może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza samą firmę i jej pracowników.

Branża motoryzacyjna najbardziej dotknięta kryzysem

Najwięcej dużych niewypłacalności w pierwszej połowie 2026 roku odnotowano w niemieckiej branży motoryzacyjnej. Doszło tam do siedmiu takich przypadków. Na drugim miejscu znalazł się handel detaliczny z pięcioma dużymi upadłościami. Po cztery przypadki odnotowano natomiast w sektorze budowy maszyn oraz w branży usługowej. Problemy przedsiębiorstw przekładają się również na skalę strat gospodarczych. Łączne roczne obroty dużych firm, które ogłosiły niewypłacalność w pierwszej połowie 2026 roku, wzrosły o 3 proc. i wyniosły 4,5 mld euro.

Upadają nieco mniejsze firmy, ale skala problemu nadal jest ogromna

Jednocześnie średni obrót niewypłacalnych dużych przedsiębiorstw spadł o prawie 7 proc. – do około 137 mln euro. Zdaniem Allianz Trade może to wskazywać, że w ostatnim czasie problemy zaczęły dotykać nieco mniejszych przedsiębiorstw niż wcześniej. Nie oznacza to jednak poprawy sytuacji. Łączna wartość obrotów firm objętych postępowaniami upadłościowymi nadal pozostaje bardzo wysoka, a liczba dużych niewypłacalności wzrosła w porównaniu z poprzednim rokiem.

Eksperci nie widzą końca problemów

Allianz Trade nie spodziewa się również trwałej poprawy w kolejnych miesiącach.

„Również w dalszej części roku nie oczekujemy trwałego uspokojenia sytuacji” – powiedział Bogaerts.

Według eksperta liczba dużych niewypłacalności w Niemczech prawdopodobnie pozostanie w 2026 roku na podwyższonym poziomie. Szczególnie narażone mają być przedsiębiorstwa działające w branżach charakteryzujących się wysokimi kosztami inwestycji i energii. Ryzyko problemów finansowych jest również większe w przypadku firm, które mają ograniczone możliwości podnoszenia cen swoich produktów i usług.

Niemieckie firmy nadal walczą o przetrwanie

Najnowsze dane Allianz Trade pokazują, że kryzys dużych przedsiębiorstw w Niemczech nie został jeszcze zażegnany. Już w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2026 roku liczba dużych niewypłacalności przekroczyła 30 przypadków, a cały ubiegły rok zakończył się rekordowym wynikiem 94 upadłości. Jeżeli prognozy ekspertów się sprawdzą, druga połowa 2026 roku również może przynieść kolejne głośne bankructwa. Szczególnie trudna sytuacja może utrzymać się w sektorach obciążonych wysokimi kosztami energii i inwestycji oraz tam, gdzie przedsiębiorstwa mają niewielką możliwość przerzucania rosnących kosztów na klientów.

źródło: bild.de

Niemcy: Nocne krzyki i skargi mieszkańców. Dlaczego państwo wciąż wypłaca mu świadczenia?

2

Mieszkańcy skarżą się na nocne krzyki, a mężczyzna nadal otrzymuje świadczenia

W Witten w Nadrenii Północnej-Westfalii narasta konflikt wokół Amery’ego G. Mężczyzna, określany przez niemieckie media jako „krzyczący Koran”, ma regularnie zakłócać nocny spokój mieszkańców. Według przedstawianych w komentarzu relacji jego zachowanie ma budzić mieszkańców dzielnic mieszkaniowych, w tym osoby pracujące na nocne zmiany oraz rodziny z małymi dziećmi. Mieszkańcy określają sytuację mianem „terroru psychicznego”. Jednocześnie, jak wynika z opisywanej sprawy, mężczyzna nadal otrzymuje świadczenia socjalne.

Jobcenter nie chce, aby mężczyzna pojawiał się w urzędzie

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów sprawy jest kwestia kontaktów Amery’ego G. z Jobcenter. Według komentarza urząd miał zrezygnować z wymagania, aby mężczyzna osobiście stawiał się w placówce. Nie oznacza to jednak wstrzymania wypłaty świadczeń. Autor komentarza krytykuje takie rozwiązanie i przekonuje, że osoba, która swoim zachowaniem miałaby uporczywie zakłócać życie innych mieszkańców, nie powinna pozostawać bez konsekwencji.

„To absurd! Temu, kto dręczy ludzi, trzeba zakręcić kurek z pieniędzmi!” – stwierdza autor komentarza.

Spór o grzywny i sposób ich egzekwowania

Kolejnym punktem krytyki są nałożone na mężczyznę grzywny. Autor uważa, że władze miasta nie powinny zadowalać się spłatą należności w niewielkich, dziesięcioeurowych ratach. W komentarzu pojawia się postulat bardziej zdecydowanego egzekwowania nałożonych kar, a w przypadku braku ich zapłaty – zastosowania przewidzianych prawem środków przymusu. Autor wskazuje w tym kontekście również na możliwość zastosowania tzw. aresztu przymusowego, jeśli spełnione zostałyby wymagane przez prawo przesłanki.

„Ochrona nie jest ulicą jednokierunkową”

W dalszej części komentarza autor odnosi się do pochodzenia Amery’ego G. Według przedstawionych informacji mężczyzna pochodzi z Syrii i otrzymał w Niemczech azyl. Autor podkreśla przy tym, że przyznanie ochrony międzynarodowej nie zwalnia z obowiązku przestrzegania prawa i poszanowania innych mieszkańców.

„Ochrona nie jest ulicą jednokierunkową. Kto ją otrzymuje, musi respektować nasze zasady i swoich bliźnich” – czytamy w komentarzu.

Jednocześnie autor podkreśla, że wolność religijna jest chronionym prawem, ale jego zdaniem nie może być wykorzystywana jako uzasadnienie dla zachowań naruszających spokój innych osób.

Autor komentarza: „Prawo i przepisy muszą obowiązywać wszystkich”

Sednem komentarza jest apel o zdecydowaną reakcję państwa i władz lokalnych. Autor przekonuje, że mieszkańcy powinni mieć poczucie, iż obowiązujące przepisy są skutecznie egzekwowane, niezależnie od tego, kogo dotyczą.

„Państwo nie może pozostawiać żadnych wątpliwości: tutaj decydują prawo i przepisy – a nie osoba krzycząca wersety Koranu” – podsumowuje autor.

Sprawa Amery’ego G. stała się tym samym przykładem szerszej debaty dotyczącej granic wolności religijnej, zakłócania porządku publicznego, egzekwowania kar oraz prawa osób korzystających z pomocy państwa do jednoczesnego przestrzegania obowiązujących przepisów. Należy przy tym odróżnić opisane w komentarzu zarzuty i relacje od prawomocnie ustalonych faktów. Odpowiedzialność za konkretne naruszenia prawa może wynikać wyłącznie z odpowiednich postępowań i decyzji właściwych organów.

źródło: bild.de

Najbardziej niebezpieczna szkoła w Niemczech. Minister mówi o „nielicznych uczniach, którzy przekraczają granice”

3

Groźby, przemoc i zarzuty wymuszeń. Teraz konsekwencje poniosą także nauczyciele

Groźby, przemoc z użyciem noży, a nawet podejrzenia wymuszania haraczy – informacje dotyczące szkoły Karolina-Burger-Schule w Ludwigshafen w Nadrenii-Palatynacie wywołały ogromne poruszenie w całych Niemczech. Ministerstwo Edukacji Nadrenii-Palatynatu zapowiada zdecydowane działania mające poprawić sytuację. Jednocześnie za część problemów odpowiedzialnością obciążeni zostali również nauczyciele, którzy od lat mieli zmagać się z trudnymi zachowaniami części uczniów. W 2025 roku pedagodzy szkoły podstawowej i średniej w Ludwigshafen wystosowali dramatyczny list otwarty, w którym publicznie opisali m.in. groźby śmierci, przypadki przemocy wobec uczniów i nauczycieli, poczucie bezsilności oraz strach panujący w placówce. Według nauczycieli problemy przez lata były bagatelizowane przez odpowiedzialne instytucje. Ostatnio pojawiły się również informacje, że starsi uczniowie mieli wymuszać od młodszych pieniądze w zamian za „ochronę”.

Ministerstwo zapowiada pakiet działań

Nowa minister edukacji Nadrenii-Palatynatu Ute Eiling-Hütig (58 lat, CDU) zapowiedziała zdecydowaną reakcję. Podczas posiedzenia komisji edukacji landtagu, które odbyło się w czwartek 3 września, podkreśliła, że najważniejszym celem powinno być zapewnienie uczniom bezpiecznych warunków nauki.

– W centrum mojej uwagi są uczennice i uczniowie. Ich przyszłość musi być naszym najwyższym priorytetem. Mają prawo do dobrej i bezpiecznej edukacji – powiedziała minister.

Planowane działania obejmują między innymi zwiększenie liczby pedagogów społecznych, zatrudnienie trzech psychologów, rozszerzenie programów profilaktycznych oraz dodatkowe wsparcie w nauce języka niemieckiego Rozważane jest również tworzenie mniejszych klas oraz wprowadzenie podwójnej obsady nauczycielskiej, czyli obecności dwóch pedagogów podczas zajęć. Nadzór nad szkołą ma natomiast początkowo być obecny na miejscu codziennie.

Minister: „Nieliczni uczniowie przekraczają granice”

Minister Eiling-Hütig określiła problemy jako działania „nielicznych uczniów, którzy przekraczają granice”. Jej zdaniem tacy uczniowie powinni być objęci odpowiednimi działaniami ze strony pomocy młodzieży, a w razie potrzeby również sankcjami. W skrajnych przypadkach może to oznaczać nawet wykluczenie ucznia ze szkoły.

Dyrektor przeniesiony, dwóch nauczycieli również zmieni szkołę

Najbardziej zdecydowane działania dotyczą jednak nie tylko uczniów, ale również kadry szkoły. Zdaniem minister „pokój w szkole” został poważnie naruszony, przede wszystkim z powodu konfliktów i podziałów wewnątrz grona pedagogicznego. Kontrowersyjny dyrektor Oliver Kästel (56 lat) ma w połowie września zostać oddelegowany do innej szkoły. Dwóch nauczycieli również zostanie przeniesionych do innych placówek. Ponadto władze oświatowe skierowały do Sądu Administracyjnego w Moguncji wniosek o rozwiązanie rady zakładowej szkoły. Według władz oświatowych rada miała naruszyć ustawowy obowiązek współpracy opartej na wzajemnym zaufaniu. Jednym z zarzutów jest publiczne ujawnianie problemów występujących w placówce.

90 procent uczniów to migranci

Do problemów związanych z bezpieczeństwem dochodzi również kwestia struktury uczniowskiej szkoły. Według przedstawionych informacji około 90 procent uczniów placówki ma pochodzić ze środowisk migracyjnych. Ekspert ds. migracji Ahmad Mansour (50 lat) powiedział wcześniej w rozmowie z BILD, że jego zdaniem szkołę należałoby całkowicie zamknąć, a uczniów rozdzielić pomiędzy inne placówki. Minister edukacji Ute Eiling-Hütig zdecydowanie odrzuciła jednak taki scenariusz.

– Zamknięcie nie wchodzi w grę. Nie rezygnujemy z nikogo i nie rezygnujemy również z żadnej szkoły – stwierdziła.

Nauczyciele chcieli kontroli z wykrywaczami metalu

W swoim liście otwartym nauczyciele przedstawili również własne propozycje dotyczące poprawy bezpieczeństwa. Jedną z nich było wprowadzenie kontroli przy wejściu do szkoły z wykorzystaniem wykrywaczy metalu. Pedagodzy argumentowali, że pozwoliłoby to ograniczyć możliwość wnoszenia do budynku noży i innych niebezpiecznych przedmiotów. Nauczyciele postulowali także obecność pracowników ochrony na korytarzach oraz podczas przerw na szkolnym boisku. Kolejnym elementem propozycji była stała obecność policji na terenie placówki. Ministerstwo nie zdecydowało się jednak na takie rozwiązania. Ute Eiling-Hütig zapowiedziała, że w szkole nie zostanie zatrudniona ochrona. Wykrywacze metalu również nie były przedmiotem dyskusji podczas posiedzenia komisji. Zamiast tego minister stawia na zapowiedziany pakiet działań obejmujący m.in. dodatkowych specjalistów, wsparcie psychologiczne, profilaktykę oraz dodatkową pomoc w nauce języka niemieckiego.

– Działania będą prowadzone tak długo, jak będzie to konieczne. Jesteśmy to winni uczennicom i uczniom – podkreśliła minister.

Sytuacja w Karolina-Burger-Schule pozostaje tym samym jednym z poważniejszych wyzwań stojących przed władzami oświatowymi Nadrenii-Palatynatu. Zapowiedziane działania mają poprawić bezpieczeństwo i warunki nauki, ale jednocześnie decyzje dotyczące kadry pokazują, że konflikt wokół szkoły wykracza daleko poza problemy związane wyłącznie z zachowaniem uczniów.

źródło: bild.de

Polska obawia się zwycięstwa AfD. Ekspertka: „To bezpośrednie zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa”

3

W Polsce z uwagą śledzone są wybory do landtagu w Saksonii-Anhalt. Według sondaży Alternatywa dla Niemiec (AfD) może zostać tam zdecydowanie najsilniejszą partią. W rozmowie z niemieckim dziennikiem „Welt” polska ekspertka Patrycja Tepper ostrzega, że ewentualny sukces ugrupowania może mieć konsekwencje również dla Polski.

„Bezpośrednie zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa”

Tepper wskazuje przede wszystkim na stosunek AfD do Rosji. Jej zdaniem bliskość części polityków ugrupowania wobec Moskwy sprawia, że wzrost znaczenia partii należy rozpatrywać także z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski.

„AfD jest bezpośrednim zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa” – mówi ekspertka cytowana przez „Welt”. Z polskiej perspektywy szczególne znaczenie ma przy tym wojna Rosji przeciwko Ukrainie oraz przyszły kurs Niemiec wobec Moskwy.

W Polsce obawy dotyczą nie tylko Rosji

Jak opisuje „Welt”, w Warszawie dyskusja dotyczy również podejścia AfD do historii i relacji polsko-niemieckich. Gazeta przytacza wypowiedź polskiego dyplomaty, według którego niepokój może budzić kierunek, w jakim w przypadku dalszego wzrostu znaczenia ugrupowania mogłaby rozwijać się debata dotycząca historii oraz stosunków z Polską.

W artykule pojawia się nawet kwestia polsko-niemieckiej granicy jako jednego z tematów, które – zdaniem rozmówcy gazety – mogłyby ponownie znaleźć się w debacie politycznej.

AfD z poparciem powyżej 40 procent

Stawką są wybory w Saksonii-Anhalt, gdzie AfD osiąga w sondażach poparcie przekraczające 40 procent. Tak wysoki wynik oznaczałby znaczące wzmocnienie ugrupowania na poziomie regionalnym i byłby szeroko komentowany również poza Niemcami.

Polscy obserwatorzy podkreślają, że wynik wyborów w jednym niemieckim landzie nie zmienia automatycznie polityki całych Niemiec. Jednocześnie może on pokazać skalę wzrostu poparcia dla AfD i kierunek zmian politycznych u zachodniego sąsiada Polski.

Źródło: WELT

Lewicowy influencer zaniemówił. Muzułmanka wprost o problemach z imigrantami w Köthen

2

Kilka dni przed wyborami do parlamentu krajowego anty-AfD influencer Marcant wyruszył w podróż po Saksonii-Anhalcie i rozstawił swój stolik dyskusyjny na rynku w Köthen. W rozmowie z nim muzułmańska kobieta opowiedziała o problemach z młodymi Afgańczykami i wyjaśniła, dlaczego potrafi zrozumieć ludzi, którzy z tego powodu głosują na AfD.

Podczas akcji pod szyldem „DEBATE ME” każdy mógł porozmawiać z influencerem o poglądach politycznych. W materiale wideo opublikowanym w środę pod tytułem „DEBATE ME w najbardziej prawicowym mieście Saksonii-Anhaltu” znalazła się m.in. relacja z rozmowy z mieszkanką wyznającą islam. Wcześniej Marcant rozmawiał z dwoma nietrzeźwymi Niemcami, którzy skarżyli się na zaczepki ze strony cudzoziemców. W odpowiedzi influencer zapytał napotkaną kobietę, jak wygląda rzeczywistość w mieście i kto odpowiada za szerzącą się przemoc.

Dwie strony medalu i codzienne realia w Köthen

Kobieta sprzeciwiła się jednostronnemu obwinianiu jakiejkolwiek grupy. Zaznaczyła, że sytuacja nie jest czarno-biała i nie można twierdzić, iż „tylko Niemcy” wywołują konflikty. Choć sama nie potrafi pojąć poparcia dla AfD, zrozumiała motywacje wyborców, którzy decydują się na ten krok pod wpływem negatywnych doświadczeń z obcokrajowcami.

Opisując własne przeżycia, wskazała na sytuację na rynku wokół godziny 21, kiedy kończy pracę. Wtedy gromadzą się tam grupy młodzieży – jak wyraźnie zaznaczyła, „w większości Afgańczyków” oraz innych obcokrajowców. Zwróciła uwagę na brak szacunku, uporczywe wpatrywanie się w kobiety, gwizdy oraz obraźliwe komentarze kierowane również w stronę starszych obywateli niemieckich. Podkreśliła jednak, że mimo tych problemów trzeba zachować realizm i nie przypisywać winy wyłącznie jednej stronie.

Przyczyny przemocy zdaniem influencera

Marcant zgodził się z opinią rozmówczyni, przyznając, że Niemcy zmagają się z problemami związanymi z migracją, a statystyki potwierdzają, że sprawcami przemocy nie są wyłącznie Niemcy. Jako główne źródło problemu wskazał jednak brak perspektyw społecznych i ekonomicznych.

Jego zdaniem największe trudności generują młodzi mężczyźni w obszarach miejskich, którzy po przyjeździe do Niemiec nie mają żadnych perspektyw życiowych. Influencer wyraził przekonanie, że zapewnienie im miejsc w szkołach zawodowych oraz eliminacja ubóstwa mogłyby doprowadzić do radykalnego spadku przestępczości.

Oficjalne statystyki rządu federalnego

Według najnowszych danych rządu federalnego za 2025 rok obywatele Afganistanu byli znacząco nadreprezentowani w statystykach dotyczących przestępczości z użyciem przemocy. W przeliczeniu na 100 000 mieszkańców odnotowano 158 podejrzanych wśród obywateli niemieckich, podczas gdy w przypadku Afgańczyków wskaźnik ten wyniósł 1508, co oznacza wartość niemal dziesięciokrotnie wyższą.

źródło: apollo-news.net

Niemcy tracą zaufanie do wyników wyborów. Największy sceptycyzm wśród wyborców AfD

0

Prawie jedna trzecia mieszkańców Niemiec deklaruje, że nie ufa wynikom wyborów. Szczególnie sceptyczni są zwolennicy AfD – wynika z najnowszego badania opinii przeprowadzonego przez instytut INSA. Z badania wynika, że 55 procent ankietowanych ma zasadniczo zaufanie do wyników wyborów, natomiast 31 procent deklaruje brak zaufania. Wśród osób popierających AfD proporcje wyglądają zupełnie inaczej: 54 procent nie ufa wynikom wyborów, a 33 procent deklaruje do nich zaufanie. Oznacza to, że sympatycy AfD są jedyną badaną grupą elektoratu, w której osoby sceptyczne wobec wyników wyborów stanowią większość.

Największe zaufanie wśród wyborców CDU/CSU

Poziom zaufania wyraźnie różni się w zależności od preferencji politycznych. Największą wiarę w prawidłowość wyników wyborów deklarują wyborcy Unii CDU/CSU. Aż 81 procent z nich ufa wynikom głosowania. Na kolejnych miejscach znaleźli się:

  • wyborcy Zielonych – 75 procent deklaruje zaufanie,
  • wyborcy SPD – 68 procent,
  • wyborcy FDP – 64 procent,
  • wyborcy Lewicy – 60 procent,
  • wyborcy BSW – 50 procent.

W przypadku AfD zaufanie do wyników wyborów deklaruje natomiast 33 procent badanych, podczas gdy 54 procent odnosi się do nich sceptycznie.

Zaufanie do wyborów rośnie wraz z wiekiem

Badanie INSA pokazuje również wyraźną zależność między wiekiem respondentów a ich stosunkiem do wyników wyborów. Wśród osób w wieku od 18 do 29 lat zaledwie 38 procent deklaruje zaufanie do wyników głosowania. W starszych grupach odsetek ten systematycznie rośnie:

  • 30–39 lat – 47 procent,
  • 40–49 lat – 53 procent,
  • 50–59 lat – 55 procent,
  • 60–69 lat – 62 procent,
  • 70 lat i więcej – 69 procent.

Jednocześnie wraz z wiekiem spada odsetek osób deklarujących brak zaufania do wyników wyborów. W najmłodszej grupie, czyli wśród osób w wieku 18-29 lat, 37 procent respondentów nie ufa wynikom. W grupie osób mających co najmniej 70 lat odsetek ten wynosi 24 procent.

Różnica między wschodem a zachodem Niemiec

Sondaż pokazuje również różnice regionalne. W zachodniej części Niemiec wynikom wyborów zasadniczo ufa 56 procent ankietowanych. We wschodniej części kraju odsetek ten wynosi 48 procent. Oznacza to, że deklarowane zaufanie do wyników wyborów jest na zachodzie Niemiec o 8 punktów procentowych wyższe niż na wschodzie.

Sondażom wyborczym Niemcy ufają mniej

Jeszcze większy sceptycyzm dotyczy sondaży wyborczych. W przypadku badań opinii publicznej odsetek osób ufających sondażom i tych, które im nie ufają, wynosi po 42 procent. W poszczególnych grupach wiekowych zaufanie do sondaży przedstawia się następująco:

  • 18–29 lat – 34 procent,
  • 30–39 lat – 48 procent,
  • 40–49 lat – 44 procent,
  • 50–59 lat – 44 procent,
  • 60–69 lat – 40 procent,
  • 70 lat i więcej – 39 procent.

Jednocześnie brak zaufania do sondaży deklaruje 42 procent osób w wieku 18-29 lat, 37 procent osób w wieku 30-39 lat, 41 procent osób w wieku 40-49 lat, 39 procent osób w wieku 50-59 lat, 44 procent osób w wieku 60-69 lat oraz 46 procent respondentów mających co najmniej 70 lat. W tym przypadku zależność od wieku nie jest więc tak jednoznaczna jak w przypadku zaufania do ostatecznych wyników wyborów.

Niemcy zachodni bardziej ufają sondażom

Także tutaj widoczna jest różnica między wschodem a zachodem kraju. Na zachodzie Niemiec 43 procent ankietowanych deklaruje zaufanie do sondaży wyborczych. Na wschodzie odsetek ten wynosi 38 procent. Różnica wynosi więc 5 punktów procentowych.

AfD nadal prowadzi w sondażu wyborczym

W tym samym badaniu INSA sprawdzono również, jak obecnie wygląda poparcie dla poszczególnych partii w tzw. niedzielnym pytaniu, czyli sondażu pokazującym, na kogo wyborcy zagłosowaliby, gdyby wybory odbywały się w najbliższą niedzielę. AfD utrzymuje pierwsze miejsce z wynikiem 29 procent. Na kolejnych pozycjach znajdują się:

  • CDU/CSU – 20,5 procent,
  • Zieloni – 13,5 procent,
  • SPD – 12 procent,
  • Lewica – 10,5 procent,
  • FDP – 4,5 procent,
  • BSW – 3,5 procent.

W porównaniu z poprzednim badaniem AfD pozostaje na poziomie 29 procent, podobnie jak CDU/CSU, Zieloni i SPD. Lewica traci 0,5 punktu procentowego, natomiast BSW zyskuje 0,5 punktu. Poparcie dla FDP pozostaje bez zmian.

Sondaż pokazuje polityczny podział w kwestii zaufania

Dane INSA wskazują więc na wyraźną różnicę w podejściu Niemców do wyników wyborów w zależności od ich preferencji politycznych. Zdecydowana większość wyborców CDU/CSU, Zielonych czy SPD deklaruje zaufanie do wyników wyborów. Wśród zwolenników AfD dominuje natomiast sceptycyzm. Jednocześnie ogólne zaufanie do samych wyników wyborów jest większe niż do sondaży przedwyborczych. W całej badanej grupie 55 procent ufa wynikom wyborów, podczas gdy w przypadku sondaży odsetek ten spada do 42 procent. Warto podkreślić, że badanie INSA mierzy opinie i deklaracje respondentów. Sam fakt, że część ankietowanych nie ufa wynikom wyborów lub sondażom, nie stanowi dowodu na nieprawidłowości w procesie wyborczym czy prowadzeniu badań opinii publicznej.

źródło: jungefreiheit.de

Benzyna w Niemczech nigdy nie była tak droga! Padł nowy rekord

1

Kierowcy w Niemczech muszą przygotować się na wyjątkowo wysokie ceny paliwa. Benzyna Super E10 osiągnęła nowy rekord. Jak poinformował ADAC, w środę średnia cena litra tego paliwa w całym kraju wzrosła do 2,215 euro. Tym samym pobity został dotychczasowy rekord wynoszący 2,203 euro za litr, odnotowany w marcu 2022 roku. Dla kierowców oznacza to bardzo wysoki koszt tankowania. Przy obecnej średniej cenie napełnienie baku o pojemności 50 litrów kosztuje około 110,75 euro. Trzeba jednak zaznaczyć, że jest to rekord nominalny. Po uwzględnieniu inflacji paliwo w przeszłości bywało już droższe – między innymi w 2012 roku.

Wojna z Iranem ponownie podbija ceny ropy

Jednym z głównych powodów najnowszego wzrostu cen paliw jest ponowna eskalacja konfliktu z Iranem. Po wznowieniu przez Stany Zjednoczone ataków na Iran i odpowiedzi Teheranu w postaci kontrataków wyraźnie wzrosły również ceny ropy naftowej. Na ceny paliw wpływa dodatkowo niski poziom wody w Renie. Utrudnia on transport paliw i zwiększa jego koszty, co przekłada się na ceny na stacjach. Super E10 pozostaje najtańszym powszechnie dostępnym rodzajem benzyny w Niemczech. Zazwyczaj jest ono o około 5-6 centów za litr tańsze od benzyny Super E5.

Czy kierowcy mogą liczyć na powrót rabatu na paliwo?

Nowy rekord cen może ponownie zwiększyć presję na niemiecki rząd, aby wprowadził ulgę dla kierowców. Podobne rozwiązanie obowiązywało już wcześniej – od początku maja do końca czerwca kierowcy korzystali z obniżki podatkowej na paliwo wynoszącej 16,7 centa na litrze. Według szacunków niemieckiego Ministerstwa Finansów wprowadzenie tego rozwiązania kosztowało budżet federalny około 1,6 miliarda euro. Na razie rząd federalny nie zamierza jednak ponownie wprowadzać takiego rabatu. Wysokie ceny energii zaczynają również coraz wyraźniej wpływać na ogólny poziom cen w Niemczech. W sierpniu inflacja wzrosła do 2,9 proc.

O której godzinie najlepiej tankować?

Kierowcy mogą przynajmniej częściowo ograniczyć wydatki, wybierając odpowiednią porę na tankowanie. Z analiz ADAC wynika, że osoby, które mają możliwość elastycznego wyboru godziny wizyty na stacji, powinny tankować możliwie krótko przed południem, około godziny 12. Po tej godzinie ceny paliwa na wielu stacjach wyraźnie rosną. Odpowiednie wybranie momentu tankowania może więc pozwolić zaoszczędzić kilka euro. Przy obecnych rekordowo wysokich cenach nawet niewielka różnica na litrze może mieć znaczenie, szczególnie w przypadku większego tankowania.

Ceny paliwa w Niemczech biją rekordy

Rekordowa cena Super E10 to kolejny sygnał, że sytuacja na rynku paliw pozostaje bardzo napięta. Na ceny wpływają przede wszystkim notowania ropy na światowych rynkach, sytuacja geopolityczna oraz koszty transportu. Dla kierowców oznacza to jedno: za tankowanie trzeba obecnie zapłacić znacznie więcej niż jeszcze kilka lat temu. Przy średniej cenie 2,215 euro za litr zatankowanie 50 litrów E10 oznacza wydatek przekraczający 110 euro.

źródło: bild.de

Niemcy: 14-latka nie chciała już aparatu ortodontycznego. W gabinecie wyciągnęła nóż

2

Niecodzienny i niebezpieczny incydent wydarzył się w poniedziałek w gabinecie ortodontycznym w Erlangen w Bawarii. Zwykła wizyta 14-letniej pacjentki zakończyła się groźbą skierowaną wobec lekarki. Jak poinformowała policja, nastolatka była niezadowolona z tego, że jej leczenie ortodontyczne trwa zbyt długo. Dziewczyna domagała się zakończenia terapii i zdjęcia aparatu ortodontycznego.

Chciała zakończyć leczenie

Do zdarzenia doszło w poniedziałek w południe w gabinecie ortodontycznym w Erlangen. Według ustaleń policji 14-latka uznała, że leczenie trwa zdecydowanie za długo. Zażądała od swojej 44-letniej ortodontki, aby ta poinformowała jej rodziców, że terapia została już zakończona. Lekarka nie zgodziła się na takie rozwiązanie. Wtedy sytuacja gwałtownie się zaostrzyła.

Nastolatka miała wyciągnąć nóż

Według policji 14-latka nagle wyciągnęła nóż i zagroziła nim ortodontce, chcąc w ten sposób wymusić spełnienie swojego żądania. Rzecznik komisariatu policji Erlangen-Stadt potwierdził zdarzenie w rozmowie z BILD. Jak przekazał, pacjentka miała zagrozić dentystce „przedmiotem służącym do zadawania ran”, a następnie opuścić gabinet.

Policja nie zastała nastolatki na miejscu

Po otrzymaniu zgłoszenia funkcjonariusze przyjechali do gabinetu. 14-latki nie było już jednak ani w placówce, ani w jej bezpośrednim otoczeniu. Na szczęście podczas zdarzenia nikt nie został ranny. Bez obrażeń pozostały zarówno lekarka, jak i pracownicy gabinetu. Policja wszczęła wobec 14-latki postępowanie w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa polegającego na groźbie.

Sprawą zajmuje się policja

Na obecnym etapie wiadomo, że postępowanie ma wyjaśnić dokładny przebieg zdarzenia i okoliczności, w jakich doszło do groźby. Według policji bezpośrednim powodem konfliktu miało być niezadowolenie nastolatki z długości prowadzonego leczenia ortodontycznego. Dziewczyna chciała, aby terapia została zakończona, a aparat ortodontyczny zdjęty.

źródło: bild.de

Hamburg wynajmuje nowy designerski hotel dla uchodźców. 340 miejsc dla Ukraińców

1

Hamburg zdecydował się wynająć nowo otwarty hotel, aby zapewnić zakwaterowanie 340 uchodźcom z Ukrainy. Obiekt „The Niu Quay” w dzielnicy Harburg został otwarty dopiero w maju, a od 1 września do końca grudnia nie można już rezerwować w nim pokoi. Hotel został w całości zarezerwowany na potrzeby zakwaterowania uchodźców. Choć liczba osób ubiegających się o azyl w Niemczech spada, Hamburg tłumaczy decyzję niedoborem miejsc w publicznych ośrodkach zakwaterowania.

Nowy hotel wyłączony z normalnej działalności

Hotel „The Niu Quay” w Hamburgu-Harburgu rozpoczął działalność w maju tego roku. Od 1 września do 31 grudnia obiekt ma być przeznaczony wyłącznie dla uchodźców. Według informacji przedstawionych w materiale większość mieszkańców może pozostać w hotelu również po zakończeniu tego okresu. Wykorzystanie obiektu na potrzeby zakwaterowania ma być bowiem stopniowo ograniczane aż do czerwca 2027 roku. Oznacza to, że hotel, który miał być jednym z elementów rozwoju turystycznego hamburskiego portu śródlądowego w Harburgu, przez wiele miesięcy nie będzie funkcjonował przede wszystkim jako obiekt turystyczny.

Inwestor krytykuje decyzję miasta

Hotel był postrzegany jako ważny element rozwoju turystycznego obszaru Harburger Binnenhafen. W okolicy zainwestowano około 60 milionów euro. Decyzję władz Hamburga krytykuje między innymi inwestor Ingo Mönke, który wcześniej sprzedał działkę przeznaczoną pod budowę hotelu. W rozmowie z WELT przedsiębiorca zarzucił miastu, że obecne rozwiązanie podważa pierwotną koncepcję inwestycji, łączącą funkcję hotelową i gastronomiczną. Jego zdaniem ostateczny koszt takiej decyzji ponosi podatnik.

Ile kosztuje zakwaterowanie uchodźców?

Kontrowersje dotyczą również kosztów. Według hamburskiego urzędu ds. socjalnych średnia cena zakwaterowania uchodźców w hotelach w 2025 roku wynosiła 82 euro za osobę dziennie, wliczając wyżywienie. Tymczasem standardowy pokój z łóżkiem podwójnym w hotelu „The Niu Quay” kosztuje obecnie 124 euro. Nie oznacza to jednak, że właśnie tyle miasto płaci za jedną osobę w ramach zawartej umowy. Hamburg nie ujawnił konkretnej ceny wynajmu hotelu ani całkowitego kosztu obecnego zakwaterowania. Lokalni politycy obawiają się jednak, że wykorzystanie nowo otwartego hotelu może być znacznie droższe od dotychczasowych form zakwaterowania.

Politycy mówią o sprzeczności w polityce migracyjnej

Decyzję władz krytykują przedstawiciele opozycji w hamburskim parlamencie. Szef frakcji FDP Dirk Kannengießer wskazuje na jego zdaniem sprzeczność w polityce miasta. Z jednej strony władze Hamburga zapowiadają ograniczenie kosztownego zakwaterowania uchodźców w hotelach, z drugiej zaś wynajmują nowo otwarty obiekt, który zostaje praktycznie całkowicie zajęty na potrzeby zakwaterowania. Z kolei przewodniczący frakcji CDU Rainer Bliefernicht twierdzi, że wielu mieszkańców Harburga czuje się decyzją władz zaskoczonych i pominiętych. Są to stanowiska polityków krytykujących decyzję miasta.

Hamburg: brakuje miejsc w ośrodkach

Władze Hamburga tłumaczą wynajem hotelu przede wszystkim brakiem odpowiedniej liczby miejsc. Według urzędu ds. socjalnych publiczny system zakwaterowania jest obecnie obciążony w 103 procentach. Jednocześnie do 2027 roku ma zostać zamkniętych kilka dużych obiektów, oferujących łącznie ponad 1600 miejsc. Miasto argumentuje więc, że potrzebuje krótkoterminowego rozwiązania, które pozwoli uzupełnić brakujące miejsca. Wynajem hotelu ma być właśnie takim rozwiązaniem.

Ponad 5300 uchodźców w hotelach i pensjonatach w Hamburgu

Problem nie dotyczy wyłącznie hotelu „The Niu Quay”. Według badania BILD przeprowadzonego wśród największych niemieckich miast w 2025 roku co najmniej 11 tys. uchodźców było zakwaterowanych w hotelach lub pensjonatach. W samym Hamburgu pod koniec czerwca 2025 roku było to 5303 osoby. Były one rozmieszczone w 55 obiektach. Koszt takiego zakwaterowania w Hamburgu wyniósł w ubiegłym roku 164 mln euro. Jednym z wykorzystywanych obiektów był również czterogwiazdkowy „Hotel International Hamburg”, w którym mieszkało około 500 uchodźców. Większość z nich stanowili Ukraińcy.

Nie wszystkie niemieckie miasta korzystają z hoteli

Hamburg nie jest jedynym dużym niemieckim miastem, które wykorzystuje hotele i pensjonaty do zakwaterowania uchodźców. Miliony euro na takie rozwiązania przeznaczają również między innymi Berlin, Kolonia, Düsseldorf, Monachium i Frankfurt. Jednocześnie część miast przyjęła inną strategię i nie korzysta z hoteli jako formy zakwaterowania uchodźców. Wśród nich wymieniane są Dortmund, Poczdam, Brema, Chemnitz, Drezno oraz Rostock.

Nowy hotel zamiast tradycyjnego zakwaterowania

Decyzja Hamburga pokazuje problem, z którym mierzą się niemieckie miasta: z jednej strony władze chcą ograniczać kosztowne zakwaterowanie uchodźców w hotelach, z drugiej muszą zapewnić miejsca osobom kierowanym do systemu publicznego zakwaterowania. W przypadku „The Niu Quay” dodatkowe kontrowersje wywołuje fakt, że chodzi o nowo otwarty hotel, który pierwotnie miał wspierać rozwój turystyczny Harburga. Miasto przekonuje jednak, że przy obecnym obłożeniu systemu zakwaterowania potrzebuje dodatkowych miejsc, a hotel ma pomóc rozwiązać ten problem w krótkim terminie. Ostateczny koszt wynajmu „The Niu Quay” nie został przez władze Hamburga publicznie podany.

źródło: bild.de

Nowy zakaz na 5400 dworcach w Niemczech. Piwa na peronie już nie wypijesz

1

Deutsche Bahn stopniowo wprowadza zakaz spożywania alkoholu na wszystkich około 5400 dworcach w Niemczech. Od 1 września nowe zasady obowiązują już m.in. na Berlin Hauptbahnhof, Berlin Gesundbrunnen, a także na dworcach głównych w Kilonii i Brunszwiku. Do 15 października 2026 roku zakaz ma zostać rozszerzony na wszystkie dworce należące do DB.

Zakaz alkoholu na 5400 dworcach w Niemczech

Nowa regulacja obejmuje przede wszystkim perony i hale dworcowe. Oznacza to, że pasażer nie będzie mógł tam otworzyć i wypić piwa, wina ani innego napoju alkoholowego. Deutsche Bahn wprowadza zakaz w ramach swojego prawa gospodarza obiektu i tłumaczy decyzję chęcią zwiększenia bezpieczeństwa pasażerów oraz pracowników kolei.

Nie oznacza to jednak całkowitego zakazu posiadania alkoholu na dworcu. Zamknięte butelki czy puszki nadal można przewozić w bagażu, a alkohol kupiony w sklepie na terenie dworca można ze sobą zabrać.

Alkohol nadal będzie można kupić i wypić w restauracji

Co ciekawe, sprzedaż alkoholu na dworcach nie zostaje zakazana. Wyjątek przewidziano również dla lokali gastronomicznych. W restauracji, barze czy innym punkcie gastronomicznym znajdującym się na dworcu nadal będzie można legalnie zamówić i wypić napój alkoholowy.

Nie ma też obecnie ogólnokrajowego zakazu picia alkoholu w pociągach dalekobieżnych Deutsche Bahn. W wagonach restauracyjnych i bistro DB nadal sprzedaje napoje alkoholowe. W ruchu regionalnym zasady mogą natomiast zależeć od konkretnego przewoźnika.

Co grozi za złamanie zakazu?

Osoba, która mimo zakazu będzie piła alkohol na objętym nim terenie, może zostać wezwana do opuszczenia dworca. W przypadku powtarzających się naruszeń Deutsche Bahn może zastosować Hausverbot, czyli zakaz wstępu na teren obiektu.

DB wskazuje na doświadczenia z dworców, na których podobne regulacje funkcjonują już od dłuższego czasu. Zakaz obowiązywał wcześniej na ponad 30 stacjach, m.in. w Hamburgu, Dortmundzie i Frankfurcie. Według kolei w miejscach tych odnotowano mniej konfliktów i problemów związanych z alkoholem, a także mniej śmieci.

Deutsche Bahn chce zwiększyć bezpieczeństwo

Szefowa Deutsche Bahn Evelyn Palla uzasadniała wprowadzenie nowych zasad związkiem między nadmiernym spożyciem alkoholu a agresją. Przestrzegania zakazu mają pilnować pracownicy ochrony DB, a w sytuacjach wymagających interwencji również policja federalna.

Nowe zasady są wdrażane stopniowo. Najważniejsza data dla pasażerów to 15 października 2026 roku – najpóźniej wtedy zakaz spożywania alkoholu ma obowiązywać na wszystkich około 5400 dworcach Deutsche Bahn w Niemczech.

Źródło: Deutsche Bahn, Tagesschau