Benzyna w Niemczech nigdy nie była tak droga! Padł nowy rekord

1

Kierowcy w Niemczech muszą przygotować się na wyjątkowo wysokie ceny paliwa. Benzyna Super E10 osiągnęła nowy rekord. Jak poinformował ADAC, w środę średnia cena litra tego paliwa w całym kraju wzrosła do 2,215 euro. Tym samym pobity został dotychczasowy rekord wynoszący 2,203 euro za litr, odnotowany w marcu 2022 roku. Dla kierowców oznacza to bardzo wysoki koszt tankowania. Przy obecnej średniej cenie napełnienie baku o pojemności 50 litrów kosztuje około 110,75 euro. Trzeba jednak zaznaczyć, że jest to rekord nominalny. Po uwzględnieniu inflacji paliwo w przeszłości bywało już droższe – między innymi w 2012 roku.

Wojna z Iranem ponownie podbija ceny ropy

Jednym z głównych powodów najnowszego wzrostu cen paliw jest ponowna eskalacja konfliktu z Iranem. Po wznowieniu przez Stany Zjednoczone ataków na Iran i odpowiedzi Teheranu w postaci kontrataków wyraźnie wzrosły również ceny ropy naftowej. Na ceny paliw wpływa dodatkowo niski poziom wody w Renie. Utrudnia on transport paliw i zwiększa jego koszty, co przekłada się na ceny na stacjach. Super E10 pozostaje najtańszym powszechnie dostępnym rodzajem benzyny w Niemczech. Zazwyczaj jest ono o około 5-6 centów za litr tańsze od benzyny Super E5.

Czy kierowcy mogą liczyć na powrót rabatu na paliwo?

Nowy rekord cen może ponownie zwiększyć presję na niemiecki rząd, aby wprowadził ulgę dla kierowców. Podobne rozwiązanie obowiązywało już wcześniej – od początku maja do końca czerwca kierowcy korzystali z obniżki podatkowej na paliwo wynoszącej 16,7 centa na litrze. Według szacunków niemieckiego Ministerstwa Finansów wprowadzenie tego rozwiązania kosztowało budżet federalny około 1,6 miliarda euro. Na razie rząd federalny nie zamierza jednak ponownie wprowadzać takiego rabatu. Wysokie ceny energii zaczynają również coraz wyraźniej wpływać na ogólny poziom cen w Niemczech. W sierpniu inflacja wzrosła do 2,9 proc.

O której godzinie najlepiej tankować?

Kierowcy mogą przynajmniej częściowo ograniczyć wydatki, wybierając odpowiednią porę na tankowanie. Z analiz ADAC wynika, że osoby, które mają możliwość elastycznego wyboru godziny wizyty na stacji, powinny tankować możliwie krótko przed południem, około godziny 12. Po tej godzinie ceny paliwa na wielu stacjach wyraźnie rosną. Odpowiednie wybranie momentu tankowania może więc pozwolić zaoszczędzić kilka euro. Przy obecnych rekordowo wysokich cenach nawet niewielka różnica na litrze może mieć znaczenie, szczególnie w przypadku większego tankowania.

Ceny paliwa w Niemczech biją rekordy

Rekordowa cena Super E10 to kolejny sygnał, że sytuacja na rynku paliw pozostaje bardzo napięta. Na ceny wpływają przede wszystkim notowania ropy na światowych rynkach, sytuacja geopolityczna oraz koszty transportu. Dla kierowców oznacza to jedno: za tankowanie trzeba obecnie zapłacić znacznie więcej niż jeszcze kilka lat temu. Przy średniej cenie 2,215 euro za litr zatankowanie 50 litrów E10 oznacza wydatek przekraczający 110 euro.

źródło: bild.de

Niemcy: 14-latka nie chciała już aparatu ortodontycznego. W gabinecie wyciągnęła nóż

2

Niecodzienny i niebezpieczny incydent wydarzył się w poniedziałek w gabinecie ortodontycznym w Erlangen w Bawarii. Zwykła wizyta 14-letniej pacjentki zakończyła się groźbą skierowaną wobec lekarki. Jak poinformowała policja, nastolatka była niezadowolona z tego, że jej leczenie ortodontyczne trwa zbyt długo. Dziewczyna domagała się zakończenia terapii i zdjęcia aparatu ortodontycznego.

Chciała zakończyć leczenie

Do zdarzenia doszło w poniedziałek w południe w gabinecie ortodontycznym w Erlangen. Według ustaleń policji 14-latka uznała, że leczenie trwa zdecydowanie za długo. Zażądała od swojej 44-letniej ortodontki, aby ta poinformowała jej rodziców, że terapia została już zakończona. Lekarka nie zgodziła się na takie rozwiązanie. Wtedy sytuacja gwałtownie się zaostrzyła.

Nastolatka miała wyciągnąć nóż

Według policji 14-latka nagle wyciągnęła nóż i zagroziła nim ortodontce, chcąc w ten sposób wymusić spełnienie swojego żądania. Rzecznik komisariatu policji Erlangen-Stadt potwierdził zdarzenie w rozmowie z BILD. Jak przekazał, pacjentka miała zagrozić dentystce „przedmiotem służącym do zadawania ran”, a następnie opuścić gabinet.

Policja nie zastała nastolatki na miejscu

Po otrzymaniu zgłoszenia funkcjonariusze przyjechali do gabinetu. 14-latki nie było już jednak ani w placówce, ani w jej bezpośrednim otoczeniu. Na szczęście podczas zdarzenia nikt nie został ranny. Bez obrażeń pozostały zarówno lekarka, jak i pracownicy gabinetu. Policja wszczęła wobec 14-latki postępowanie w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa polegającego na groźbie.

Sprawą zajmuje się policja

Na obecnym etapie wiadomo, że postępowanie ma wyjaśnić dokładny przebieg zdarzenia i okoliczności, w jakich doszło do groźby. Według policji bezpośrednim powodem konfliktu miało być niezadowolenie nastolatki z długości prowadzonego leczenia ortodontycznego. Dziewczyna chciała, aby terapia została zakończona, a aparat ortodontyczny zdjęty.

źródło: bild.de

Hamburg wynajmuje nowy designerski hotel dla uchodźców. 340 miejsc dla Ukraińców

1

Hamburg zdecydował się wynająć nowo otwarty hotel, aby zapewnić zakwaterowanie 340 uchodźcom z Ukrainy. Obiekt „The Niu Quay” w dzielnicy Harburg został otwarty dopiero w maju, a od 1 września do końca grudnia nie można już rezerwować w nim pokoi. Hotel został w całości zarezerwowany na potrzeby zakwaterowania uchodźców. Choć liczba osób ubiegających się o azyl w Niemczech spada, Hamburg tłumaczy decyzję niedoborem miejsc w publicznych ośrodkach zakwaterowania.

Nowy hotel wyłączony z normalnej działalności

Hotel „The Niu Quay” w Hamburgu-Harburgu rozpoczął działalność w maju tego roku. Od 1 września do 31 grudnia obiekt ma być przeznaczony wyłącznie dla uchodźców. Według informacji przedstawionych w materiale większość mieszkańców może pozostać w hotelu również po zakończeniu tego okresu. Wykorzystanie obiektu na potrzeby zakwaterowania ma być bowiem stopniowo ograniczane aż do czerwca 2027 roku. Oznacza to, że hotel, który miał być jednym z elementów rozwoju turystycznego hamburskiego portu śródlądowego w Harburgu, przez wiele miesięcy nie będzie funkcjonował przede wszystkim jako obiekt turystyczny.

Inwestor krytykuje decyzję miasta

Hotel był postrzegany jako ważny element rozwoju turystycznego obszaru Harburger Binnenhafen. W okolicy zainwestowano około 60 milionów euro. Decyzję władz Hamburga krytykuje między innymi inwestor Ingo Mönke, który wcześniej sprzedał działkę przeznaczoną pod budowę hotelu. W rozmowie z WELT przedsiębiorca zarzucił miastu, że obecne rozwiązanie podważa pierwotną koncepcję inwestycji, łączącą funkcję hotelową i gastronomiczną. Jego zdaniem ostateczny koszt takiej decyzji ponosi podatnik.

Ile kosztuje zakwaterowanie uchodźców?

Kontrowersje dotyczą również kosztów. Według hamburskiego urzędu ds. socjalnych średnia cena zakwaterowania uchodźców w hotelach w 2025 roku wynosiła 82 euro za osobę dziennie, wliczając wyżywienie. Tymczasem standardowy pokój z łóżkiem podwójnym w hotelu „The Niu Quay” kosztuje obecnie 124 euro. Nie oznacza to jednak, że właśnie tyle miasto płaci za jedną osobę w ramach zawartej umowy. Hamburg nie ujawnił konkretnej ceny wynajmu hotelu ani całkowitego kosztu obecnego zakwaterowania. Lokalni politycy obawiają się jednak, że wykorzystanie nowo otwartego hotelu może być znacznie droższe od dotychczasowych form zakwaterowania.

Politycy mówią o sprzeczności w polityce migracyjnej

Decyzję władz krytykują przedstawiciele opozycji w hamburskim parlamencie. Szef frakcji FDP Dirk Kannengießer wskazuje na jego zdaniem sprzeczność w polityce miasta. Z jednej strony władze Hamburga zapowiadają ograniczenie kosztownego zakwaterowania uchodźców w hotelach, z drugiej zaś wynajmują nowo otwarty obiekt, który zostaje praktycznie całkowicie zajęty na potrzeby zakwaterowania. Z kolei przewodniczący frakcji CDU Rainer Bliefernicht twierdzi, że wielu mieszkańców Harburga czuje się decyzją władz zaskoczonych i pominiętych. Są to stanowiska polityków krytykujących decyzję miasta.

Hamburg: brakuje miejsc w ośrodkach

Władze Hamburga tłumaczą wynajem hotelu przede wszystkim brakiem odpowiedniej liczby miejsc. Według urzędu ds. socjalnych publiczny system zakwaterowania jest obecnie obciążony w 103 procentach. Jednocześnie do 2027 roku ma zostać zamkniętych kilka dużych obiektów, oferujących łącznie ponad 1600 miejsc. Miasto argumentuje więc, że potrzebuje krótkoterminowego rozwiązania, które pozwoli uzupełnić brakujące miejsca. Wynajem hotelu ma być właśnie takim rozwiązaniem.

Ponad 5300 uchodźców w hotelach i pensjonatach w Hamburgu

Problem nie dotyczy wyłącznie hotelu „The Niu Quay”. Według badania BILD przeprowadzonego wśród największych niemieckich miast w 2025 roku co najmniej 11 tys. uchodźców było zakwaterowanych w hotelach lub pensjonatach. W samym Hamburgu pod koniec czerwca 2025 roku było to 5303 osoby. Były one rozmieszczone w 55 obiektach. Koszt takiego zakwaterowania w Hamburgu wyniósł w ubiegłym roku 164 mln euro. Jednym z wykorzystywanych obiektów był również czterogwiazdkowy „Hotel International Hamburg”, w którym mieszkało około 500 uchodźców. Większość z nich stanowili Ukraińcy.

Nie wszystkie niemieckie miasta korzystają z hoteli

Hamburg nie jest jedynym dużym niemieckim miastem, które wykorzystuje hotele i pensjonaty do zakwaterowania uchodźców. Miliony euro na takie rozwiązania przeznaczają również między innymi Berlin, Kolonia, Düsseldorf, Monachium i Frankfurt. Jednocześnie część miast przyjęła inną strategię i nie korzysta z hoteli jako formy zakwaterowania uchodźców. Wśród nich wymieniane są Dortmund, Poczdam, Brema, Chemnitz, Drezno oraz Rostock.

Nowy hotel zamiast tradycyjnego zakwaterowania

Decyzja Hamburga pokazuje problem, z którym mierzą się niemieckie miasta: z jednej strony władze chcą ograniczać kosztowne zakwaterowanie uchodźców w hotelach, z drugiej muszą zapewnić miejsca osobom kierowanym do systemu publicznego zakwaterowania. W przypadku „The Niu Quay” dodatkowe kontrowersje wywołuje fakt, że chodzi o nowo otwarty hotel, który pierwotnie miał wspierać rozwój turystyczny Harburga. Miasto przekonuje jednak, że przy obecnym obłożeniu systemu zakwaterowania potrzebuje dodatkowych miejsc, a hotel ma pomóc rozwiązać ten problem w krótkim terminie. Ostateczny koszt wynajmu „The Niu Quay” nie został przez władze Hamburga publicznie podany.

źródło: bild.de

Nowy zakaz na 5400 dworcach w Niemczech. Piwa na peronie już nie wypijesz

1

Deutsche Bahn stopniowo wprowadza zakaz spożywania alkoholu na wszystkich około 5400 dworcach w Niemczech. Od 1 września nowe zasady obowiązują już m.in. na Berlin Hauptbahnhof, Berlin Gesundbrunnen, a także na dworcach głównych w Kilonii i Brunszwiku. Do 15 października 2026 roku zakaz ma zostać rozszerzony na wszystkie dworce należące do DB.

Zakaz alkoholu na 5400 dworcach w Niemczech

Nowa regulacja obejmuje przede wszystkim perony i hale dworcowe. Oznacza to, że pasażer nie będzie mógł tam otworzyć i wypić piwa, wina ani innego napoju alkoholowego. Deutsche Bahn wprowadza zakaz w ramach swojego prawa gospodarza obiektu i tłumaczy decyzję chęcią zwiększenia bezpieczeństwa pasażerów oraz pracowników kolei.

Nie oznacza to jednak całkowitego zakazu posiadania alkoholu na dworcu. Zamknięte butelki czy puszki nadal można przewozić w bagażu, a alkohol kupiony w sklepie na terenie dworca można ze sobą zabrać.

Alkohol nadal będzie można kupić i wypić w restauracji

Co ciekawe, sprzedaż alkoholu na dworcach nie zostaje zakazana. Wyjątek przewidziano również dla lokali gastronomicznych. W restauracji, barze czy innym punkcie gastronomicznym znajdującym się na dworcu nadal będzie można legalnie zamówić i wypić napój alkoholowy.

Nie ma też obecnie ogólnokrajowego zakazu picia alkoholu w pociągach dalekobieżnych Deutsche Bahn. W wagonach restauracyjnych i bistro DB nadal sprzedaje napoje alkoholowe. W ruchu regionalnym zasady mogą natomiast zależeć od konkretnego przewoźnika.

Co grozi za złamanie zakazu?

Osoba, która mimo zakazu będzie piła alkohol na objętym nim terenie, może zostać wezwana do opuszczenia dworca. W przypadku powtarzających się naruszeń Deutsche Bahn może zastosować Hausverbot, czyli zakaz wstępu na teren obiektu.

DB wskazuje na doświadczenia z dworców, na których podobne regulacje funkcjonują już od dłuższego czasu. Zakaz obowiązywał wcześniej na ponad 30 stacjach, m.in. w Hamburgu, Dortmundzie i Frankfurcie. Według kolei w miejscach tych odnotowano mniej konfliktów i problemów związanych z alkoholem, a także mniej śmieci.

Deutsche Bahn chce zwiększyć bezpieczeństwo

Szefowa Deutsche Bahn Evelyn Palla uzasadniała wprowadzenie nowych zasad związkiem między nadmiernym spożyciem alkoholu a agresją. Przestrzegania zakazu mają pilnować pracownicy ochrony DB, a w sytuacjach wymagających interwencji również policja federalna.

Nowe zasady są wdrażane stopniowo. Najważniejsza data dla pasażerów to 15 października 2026 roku – najpóźniej wtedy zakaz spożywania alkoholu ma obowiązywać na wszystkich około 5400 dworcach Deutsche Bahn w Niemczech.

Źródło: Deutsche Bahn, Tagesschau

Mimo obietnic oszczędności niemiecki rząd zwiększa zatrudnienie. Tysiące nowych etatów w administracji federalnej

1

W Niemczech rośnie niepewność na rynku pracy. Według danych przywoływanych przez BILD w samej branży przemysłowej każdego miesiąca znika około 15 tys. miejsc pracy. Tymczasem liczba stanowisk w niemieckiej administracji federalnej ma ponownie wzrosnąć. Jak wynika z informacji BILD, minister finansów Lars Klingbeil uwzględnił w projekcie budżetu na 2027 rok 310 487 stanowisk w administracji federalnej. To o 12 347 więcej niż w 2024 roku, czyli ostatnim roku rządów koalicji SPD, Zielonych i FDP. Dane te rodzą pytania o realizację jednej z zapowiedzi obecnej koalicji CDU/CSU i SPD dotyczących ograniczenia zatrudnienia w części administracji federalnej.

Koalicja obiecywała redukcję zatrudnienia

W umowie koalicyjnej CDU/CSU i SPD zapisały, że do końca kadencji liczba pracowników w wybranych obszarach administracji federalnej ma zostać zmniejszona o co najmniej 8 procent. Według analizy przygotowanej przez Initiative Neue Soziale Marktwirtschaft (INSM) na podstawie projektu budżetu na 2027 rok sytuacja na razie wygląda jednak odwrotnie. Z wyliczeń wynika, że liczba stanowisk w bezpośredniej cywilnej administracji federalnej wzrośnie z 298 140 w 2024 roku do 310 487 w 2027 roku. Oznacza to zwiększenie zatrudnienia o 12 347 etatów. Trzeba jednak zaznaczyć, że zestawienie INSM dotyczy wyłącznie bezpośredniej cywilnej administracji federalnej. Nie uwzględnia nowych stanowisk dla żołnierzy.

Największy wzrost związany z resortem obrony

Według analizy INSM aż 87 procent całego wzrostu liczby stanowisk ma przypadać na obszar związany z obronnością. Jednocześnie skala wzrostu zatrudnienia jest jeszcze większa, jeśli porównać dane z 2027 rokiem z sytuacją sprzed dekady. W porównaniu z 2017 rokiem liczba stanowisk w analizowanej części administracji federalnej ma być większa o 53 418. Jeżeli rząd chciałby mimo wszystko zrealizować zapisany w umowie koalicyjnej cel redukcji zatrudnienia, w latach 2028 i 2029 konieczne byłoby według INSM likwidowanie średnio około 18 tys. stanowisk rocznie.

Przybywa przede wszystkim stanowisk dla urzędników

INSM zwraca uwagę, że wzrost zatrudnienia dotyczy przede wszystkim stanowisk urzędniczych. W latach 2024-2026 liczba stanowisk dla urzędników wzrosła o 9008. W tym samym czasie liczba stanowisk pracowniczych nieznacznie się zmniejszyła. Na 2027 rok rząd federalny planuje natomiast utworzenie kolejnych 4316 stanowisk dla urzędników. Według analizy oznacza to, że wzrost zatrudnienia w administracji nie jest równomierny i w dużej mierze wynika ze zwiększania liczby stanowisk urzędniczych.

Rosną również wydatki na wynagrodzenia

Wraz ze wzrostem liczby stanowisk zwiększają się również koszty osobowe państwa. Zgodnie z założeniami budżetowymi wydatki na personel wzrosły z 44,97 mld euro w 2024 roku do 48 mld euro w 2026 roku. Na 2027 rok zaplanowano już 51,62 mld euro. Jeszcze wyraźniej widać zmianę w dłuższej perspektywie. Według badania INSM od 2017 roku liczba stanowisk w administracji federalnej zwiększyła się o 48 684, czyli o 18,9 procent. W tym samym okresie wydatki na personel wzrosły aż o 50,1 procent.

Szybko rośnie liczba stanowisk na wyższych szczeblach

Analiza INSM wskazuje również na szczególnie wyraźny wzrost zatrudnienia na wyższych stanowiskach urzędniczych. Od 2017 roku liczba stanowisk w wyższej służbie urzędniczej zwiększyła się o 43,9 procent. W przypadku najwyższych stanowisk objętych grupą wynagrodzeń B wzrost wyniósł 28,2 procent. Dane te dotyczą jednak stanowisk w administracji federalnej objętych analizą, a nie całego sektora publicznego w Niemczech.

Rząd: wyższe zatrudnienie ma służyć bezpieczeństwu

Niemiecki rząd odniósł się do ustaleń BILD i analizy INSM. W odpowiedzi przekazanej gazecie podkreślono, że wzrost liczby stanowisk ma być związany przede wszystkim z potrzebami w zakresie „bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego”. Rząd wskazał w tym kontekście przede wszystkim na rozbudowę struktur związanych z obronnością. Jednocześnie przedstawiciele rządu zakwestionowali kompletność wyliczeń INSM opartych na projekcie budżetu na 2027 rok. Według rządu przedstawione zestawienie nie uwzględnia wszystkich danych. W odpowiedzi dla BILD zaznaczono między innymi, że nie zostały jeszcze uwzględnione – według rządu – niektóre oszczędności kadrowe wynikające z ustawy budżetowej na 2026 rok, które mają obowiązywać w 2027 roku. Rząd nie przedstawił jednak gazecie jednej, skonsolidowanej liczby wskazującej, ile stanowisk ostatecznie ma zostać zlikwidowanych. Zamiast tego poinformowano, że po szczegółowe dane należałoby zwrócić się oddzielnie do poszczególnych resortów.

Spór o skalę oszczędności

Przedstawione dane pokazują więc wyraźny rozdźwięk między założeniami zapisanymi w umowie koalicyjnej a wyliczeniami opartymi na obecnym projekcie budżetu. Według INSM liczba stanowisk w analizowanej części administracji federalnej zamiast spadać, rośnie. Jednocześnie rząd argumentuje, że część przedstawionych wyliczeń nie uwzględnia jeszcze wszystkich planowanych redukcji. Ostateczna skala zatrudnienia w administracji federalnej w 2027 roku będzie zatem zależeć od dalszych zmian w projekcie budżetu oraz od tego, które oszczędności kadrowe zostaną ostatecznie uwzględnione.

źródło: bild.de

Alarm w Niemczech po wyborach. Lewicowi ekstremiści grożą atakami, Deutsche Bahn ostrzega pracowników

3

W Niemczech pojawiły się ostrzeżenia dotyczące możliwych aktów przemocy ze strony środowisk lewicowo-autonomicznych. Na platformie Kontrapolis, określanej w niemieckich mediach jako lewicowo-ekstremistyczna, opublikowano wezwanie do przeprowadzenia „tygodnia działań przeciwko państwu niemieckiemu”. Ma on rozpocząć się bezpośrednio po wyborach do landtagu Saksonii-Anhaltu i potrwać od 7 do 13 września. Autorzy apelu krytykują obecny system polityczny w Niemczech i przekonują, że tradycyjne formy protestu, takie jak demonstracje czy organizowanie „łańcuchów świateł”, nie są już wystarczające. Wzywają natomiast do działań wymierzonych w funkcjonowanie państwa.

Lewicowi aktywiści mówią o walce z „faszyzmem”

W opublikowanym apelu autorzy przedstawiają swoją ocenę sytuacji politycznej w Niemczech. Twierdzą, że kraj w ciągu ostatnich dziesięciu lat miał przesunąć się w kierunku faszyzmu i ostrzegają przed możliwością dalszego wzrostu znaczenia AfD. Według autorów wezwania wynik wyborów w Saksonii-Anhalcie ma stanowić ważną cezurę. Ich zdaniem niezależnie od tego, które partie ostatecznie znajdą się u władzy, osoby określane przez nich mianem „faszystów” mogą uzyskać większe wpływy. W apelu pojawiają się również oskarżenia pod adresem przyszłych władz o możliwość ograniczania praw osób należących do grup marginalizowanych, a także o rozwijanie aparatu policyjnego i cenzury. Są to jednak polityczne oceny i przewidywania autorów publikacji, a nie stwierdzone fakty.

Wezwanie do atakowania państwowej infrastruktury

Najbardziej niepokojącym elementem apelu jest wezwanie do podejmowania działań przeciwko instytucjom państwowym. Autorzy publikacji określają szeroko rozumianą infrastrukturę państwa jako potencjalne cele. Jednocześnie wzywają swoich zwolenników do przygotowania struktur mających służyć konfrontacji z osobami i grupami, które postrzegają jako skrajnie prawicowe. W tekście pojawia się również postulat odbudowy podziemnych struktur lewicowego ruchu autonomicznego. Całość utrzymana jest w bardzo radykalnym tonie i przedstawia konflikt polityczny jako sytuację wymagającą zdecydowanych, także konfrontacyjnych działań.

Deutsche Bahn ostrzega swoich pracowników

Że groźby są traktowane poważnie, ma wynikać z wewnętrznego dokumentu Deutsche Bahn, do którego dotarł niemiecki portal Apollo News. Według przedstawionych przez portal informacji, Federalny Urząd Kryminalny (BKA) miał ocenić zagrożenie płynące ze środowisk lewicowo-autonomicznych jako autentyczne. W dokumencie wskazano również, że nie można wykluczyć ataków na Deutsche Bahn. Pracownikom przekazano zalecenia dotyczące zachowania w przypadku potencjalnego zagrożenia. Zgodnie z nimi nie powinni oni narażać własnego bezpieczeństwa, a zauważenie nietypowych zachowań lub spontanicznych demonstracji należy zgłaszać odpowiednim służbom. W przypadku bezpośredniego zagrożenia zalecany jest natychmiastowy kontakt z policją.

Kolej nie komentuje wewnętrznych dokumentów

Deutsche Bahn, zapytana o sprawę, nie potwierdziła ani nie zaprzeczyła szczegółom zawartym w dokumencie. Przedstawiciel kolei przekazał jedynie, że firma zasadniczo nie komentuje swoich wewnętrznych dokumentów. Oznacza to, że szczegóły dotyczące oceny zagrożenia oraz wewnętrznych procedur bezpieczeństwa pochodzą z dokumentu, którego treść została opublikowana przez Apollo News, a nie z oficjalnego publicznego komunikatu Deutsche Bahn.

Tydzień po wyborach pod szczególną obserwacją

Zapowiadany „tydzień działań” ma rozpocząć się 7 września, dzień po wyborach do landtagu Saksonii-Anhalt, i potrwać do 13 września. Sam apel nie oznacza, że dojdzie do konkretnych ataków. Jednak fakt, że jego treść została potraktowana jako potencjalne zagrożenie przez służby oraz że Deutsche Bahn miała przekazać pracownikom zalecenia dotyczące bezpieczeństwa, pokazuje, że niemieckie instytucje podchodzą do sprawy poważnie. W najbliższych dniach szczególne znaczenie będzie miało więc monitorowanie sytuacji po wyborach oraz ewentualnych działań podejmowanych przez środowiska ekstremistyczne.

źródło: apollo-news.org

Jobcenter całkowicie wstrzymał świadczenie matce z trojgiem dzieci. Zażądał wyciągów z kont z ponad 5 lat

2

Jobcenter może w określonych sytuacjach zażądać od osoby pobierającej Bürgergeld wyciągów bankowych obejmujących znacznie dłuższy okres niż standardowe trzy miesiące. W jednym z postępowań urząd domagał się od matki trojga małoletnich dzieci pełnych wyciągów z wybranych kont aż od sierpnia 2020 roku. Kobieta nie przedstawiła wymaganych dokumentów w całości. W rezultacie Jobcenter wstrzymał wypłatę przyznanych jej świadczeń. Sprawa trafiła do sądu, a Landessozialgericht Berlin-Brandenburg w dużej mierze przyznał rację urzędowi. Jednocześnie sąd wyznaczył ważną granicę: świadczeń nie można było odebrać za okres, który już upłynął.

Jobcenter zażądał wyciągów aż od 2020 roku

Matka trojga małoletnich dzieci miała przyznane świadczenie Bürgergeld do lipca 2026 roku. W sierpniu 2025 roku Jobcenter dowiedział się jednak o prowadzonym wobec niej postępowaniu karnym. Informacje, które znalazły się w dokumentacji, wzbudziły podejrzenia dotyczące sytuacji majątkowej i dochodów kobiety. Pojawiły się między innymi wskazówki sugerujące prowadzenie działalności handlowej. Dodatkowo chodziło o leasingowany samochód, skrytkę depozytową oraz kolejne rachunki bankowe, do których kobieta miała mieć dostęp. Jobcenter zwrócił się następnie o informacje dotyczące rachunków i zażądał licznych dokumentów. W przypadku dwóch kont urząd domagał się kompletnych wyciągów bankowych za okres od 1 sierpnia 2020 roku do 20 września 2025 roku. W przypadku pozostałych rachunków wymagane okresy były krótsze – od kilku miesięcy do ponad dwóch lat. Urząd zażądał również dokumentów dotyczących samochodu oraz informacji na temat skrytki depozytowej.

Zwykle wystarczą trzy miesiące, ale są wyjątki

Sprawa jest istotna, ponieważ standardowo przy składaniu wniosku o świadczenie urząd oczekuje wyciągów bankowych z ostatnich trzech miesięcy. Nie oznacza to jednak, że trzy miesiące stanowią absolutną granicę. Jeżeli Jobcenter ma konkretne podstawy, aby podejrzewać, że informacje dotyczące dochodów lub majątku są niepełne albo nieprawdziwe, może przeprowadzić znacznie szerszą kontrolę. W tym przypadku urząd powoływał się właśnie na konkretne okoliczności, które wzbudziły wątpliwości dotyczące majątku i dochodów rodziny. Należy przy tym odróżnić dwie kwestie: zakres okresu, za jaki urząd może żądać dokumentów, oraz to, jakie informacje na wyciągach bankowych mogą pozostać widoczne, a jakie można zgodnie z przepisami zasłonić.

Sąd uznał żądanie za uzasadnione

Landessozialgericht Berlin-Brandenburg w postanowieniu z 27 stycznia 2026 roku uznał, że w opisanej sytuacji żądanie przedstawienia wyciągów za tak długi okres było dopuszczalne. Sprawa nosi sygnaturę L 1 AS 1363/25 B ER. Sąd rozpatrywał jednak w tym postępowaniu przede wszystkim wniosek rodziny o tymczasową ochronę przed wstrzymaniem świadczeń. Nie oznacza to więc ostatecznego rozstrzygnięcia całego sporu dotyczącego decyzji Jobcenter. Zdaniem sądu istniejące postępowanie karne dawało konkretne podstawy do przypuszczenia, że wcześniejsze informacje dotyczące dochodów i majątku mogły być nieprawidłowe. Nie można było również wykluczyć, że rodzina nie spełniała warunków do otrzymywania świadczenia także w okresie, za który zostało ono przyznane. W takiej sytuacji kompletne wyciągi z rachunków uznano za odpowiedni środek pozwalający wyjaśnić sytuację finansową rodziny.

Brak dokumentów może doprowadzić do wstrzymania całego świadczenia

Kobieta mimo wielokrotnych wezwań nie przedstawiła wszystkich wymaganych dokumentów. Dotyczyło to między innymi dwóch rachunków, dla których Jobcenter zażądał wyciągów obejmujących pełne pięć lat. Urząd zdecydował w związku z tym o wstrzymaniu wcześniej przyznanych świadczeń. Początkowo Sozialgericht Berlin nakazał wstrzymanie wykonania tej decyzji. Jobcenter odwołał się jednak od tego rozstrzygnięcia. Landessozialgericht Berlin-Brandenburg w postępowaniu odwoławczym w zdecydowanej większości przyznał rację urzędowi.

Co mówi § 66 SGB I?

Podstawą działania Jobcenter był § 66 niemieckiej księgi prawa socjalnego SGB I. Przepis ten pozwala w określonych okolicznościach całkowicie lub częściowo wstrzymać świadczenie, jeżeli osoba zobowiązana do współpracy nie wykonuje wymaganych obowiązków, a przez to ustalenie istotnych dla sprawy okoliczności staje się znacznie trudniejsze. Nie oznacza to jednak, że urząd może automatycznie odebrać świadczenie. Przed zastosowaniem takiego rozwiązania urząd musi między innymi pisemnie poinformować zainteresowaną osobę o możliwych konsekwencjach braku współpracy i wyznaczyć odpowiedni termin na dostarczenie wymaganych informacji. Decyzja o wstrzymaniu świadczenia musi również uwzględniać charakter konkretnej sprawy. W opisanym postępowaniu sąd uznał, że warunki te zostały spełnione w odniesieniu do przyszłych wypłat.

To nie jest zwykła sankcja za niewypełnienie obowiązku

Istotne jest również to, że wstrzymanie świadczenia z powodu braku wymaganych dokumentów różni się od typowej sankcji związanej na przykład z niewykonaniem określonego obowiązku wobec urzędu. Nie chodzi tutaj o procentowe zmniejszenie podstawowego świadczenia. Problem polega na tym, że bez wymaganych dokumentów Jobcenter może nie być w stanie ustalić, czy dana osoba w ogóle spełnia warunki do otrzymywania świadczenia. Jeżeli brak współpracy uniemożliwia wyjaśnienie sytuacji, wypłata świadczenia może zostać całkowicie wstrzymana do czasu uzupełnienia wymaganych informacji.

Jobcenter nie mógł jednak odebrać pieniędzy za wcześniejsze miesiące

W tej sprawie rodzina odniosła jednak ważne zwycięstwo. Jobcenter próbował zastosować wstrzymanie świadczeń również wobec miesięcy, które już minęły po upływie wyznaczonego terminu na przedstawienie dokumentów. Landessozialgericht Berlin-Brandenburg nie zgodził się na takie rozwiązanie. Sąd uznał, że zastosowanie § 66 SGB I działa na przyszłość. Nie można na tej podstawie pozbawić osoby prawa do świadczenia, które już powstało za wcześniejszy okres. Oznacza to, że decyzja sądu niższej instancji pozostała w mocy w tej części, natomiast Jobcenter wygrał spór dotyczący przyszłych miesięcy.

Co ta decyzja oznacza dla osób pobierających Bürgergeld?

Sprawa pokazuje dwie ważne kwestie. Po pierwsze, standardowy wymóg przedstawienia wyciągów bankowych z ostatnich trzech miesięcy nie oznacza, że Jobcenter nigdy nie może poprosić o dokumenty z wcześniejszych lat. Jeżeli urząd dysponuje konkretnymi przesłankami wskazującymi na możliwe nieujawnione dochody lub majątek, zakres kontroli może zostać znacząco rozszerzony. Po drugie, brak współpracy nie daje urzędowi automatycznie prawa do cofnięcia już powstałego prawa do świadczeń za minione miesiące. W opisanej sprawie sąd wyraźnie odrzucił możliwość zastosowania § 66 SGB I wstecz. Decyzja Landessozialgericht Berlin-Brandenburg dotyczyła konkretnego postępowania i konkretnych okoliczności. Nie oznacza więc, że każde żądanie wyciągów bankowych obejmujących pięć lat będzie automatycznie uznawane za zgodne z prawem. Kluczowe znaczenie mają powody, dla których urząd żąda dodatkowych dokumentów, oraz to, czy osoba pobierająca świadczenie rzeczywiście ma możliwość ich przedstawienia.

źródło: buergergeld.org

Wrzesień zacznie się od upałów? Termometry w Niemczech mogą pokazać nawet 35 stopni

0

Choć wraz z początkiem września nadchodzi meteorologiczna jesień, lato nie zamierza jeszcze całkowicie ustąpić. Według aktualnych prognoz w pierwszej połowie miesiąca pogoda w Niemczech może przynosić znaczne wahania temperatur. W niektórych regionach możliwy jest powrót bardzo ciepłej, a nawet upalnej pogody. Jeden ze scenariuszy przewiduje temperatury sięgające 33-35°C. Meteorolodzy zaznaczają jednak, że prognoza dotycząca tak wysokich wartości jest na razie obarczona niepewnością.

Pogoda podzieli Niemcy na dwie części

Klimatolog dr Karsten Brandt w rozmowie z BILD zwraca uwagę, że nadchodzące dni mogą przynieść duże różnice pogodowe między poszczególnymi regionami kraju. Według eksperta fala ciepła ma pojawiać się etapami. Pierwsza, słabsza odsłona ocieplenia ma być widoczna przede wszystkim w różnicach temperatur. Podczas gdy na wybrzeżu Niemiec mogą dominować szare chmury i deszczowa aura, w rejonie Górnego Renu temperatury w czwartek i piątek mogą wzrosnąć do około 25-26°C. Oznacza to, że początek września nie będzie wyglądał tak samo w całym kraju.

Od 5 września możliwy silny powrót ciepła

Po deszczowej sobocie w centralnej części Niemiec oraz na wybrzeżu sytuacja pogodowa może ponownie się zmienić. Z południowego zachodu ma napływać cieplejsze, subtropikalne powietrze znad regionu Morza Śródziemnego. W rezultacie temperatury mogą gwałtownie wzrosnąć. Meteorolog dyplomowany Dominik Jung powiedział BILD, że od 5 września amerykański model pogodowy GFS przewiduje wyraźny napływ gorącego powietrza. Według tego scenariusza temperatury mogłyby sięgnąć od 33 do nawet 35°C. Prognozowany okres wysokich temperatur miałby potrwać do 9 września.

35 stopni? Meteorolodzy pozostają ostrożni

Scenariusz zakładający temperatury na poziomie 33-35°C nie jest jednak przesądzony. Dominik Jung określił ten trend jako interesujący, ale jednocześnie niepewny. Oznacza to, że kolejne aktualizacje modeli pogodowych mogą jeszcze znacząco zmienić prognozę. Pozostałe modele przewidują mniej ekstremalny wariant. Według nich temperatury na północy Niemiec mogą osiągnąć około 27°C, natomiast na południowym zachodzie kraju mogą sięgać około 32°C. Na obecnym etapie nie można więc z całą pewnością stwierdzić, że w Niemczech rzeczywiście pojawią się temperatury dochodzące do 35°C.

Jesień i lato będą „grały w ping-ponga”

Według prognoz pierwsza połowa września może przynieść kolejne gwałtowne zmiany pogody. Późne lato i wczesna jesień mają przeplatać się ze sobą, przynosząc naprzemiennie ocieplenia i ochłodzenia. Dr Karsten Brandt przewiduje, że od środy do piątku, temperatury ponownie mogą wzrosnąć.

Podsumowanie: Wrzesień może przynieść wyjątkowo zmienną pogodę

Początek meteorologicznej jesieni w Niemczech zapowiada się więc bardzo dynamicznie. W krótkim czasie mieszkańcy mogą doświadczyć zarówno deszczu i ochłodzenia, jak i temperatur charakterystycznych dla środka lata. Najbardziej spektakularny scenariusz zakłada od 5 września temperatury sięgające nawet 33-35°C, jednak meteorolodzy podkreślają, że jest on obecnie niepewny. Pewniejsze wydaje się natomiast to, że pierwsza połowa września będzie charakteryzowała się dużymi wahaniami temperatur i częstą zmianą warunków pogodowych.

źródło: bild.de

Mieli wyjechać z Niemiec. Zamiast deportacji była integracja – ujawniono szokujące dokumenty

1

21 stron ściśle zadrukowanego dokumentu zawiera nazwiska 471 osób, które według przedstawionych informacji mają być zobowiązane do opuszczenia Niemiec. Chodzi o migrantów pochodzących z państw Bałkanów Zachodnich, których nazwiska znalazły się na liście sporządzonej przez Centralny Urząd ds. Cudzoziemców w Coesfeld. Według BILD w dokumentach znajdują się również osoby podejrzewane lub skazane w przeszłości za różnego rodzaju przestępstwa. Gazeta twierdzi, że mimo obowiązku opuszczenia Niemiec część z nich nadal przebywa na terenie kraju. Szczególne kontrowersje budzi fakt, że pod koniec 2024 roku urząd w Coesfeld miał zaoferować miastu Kolonia pomoc w uzyskaniu dokumentów zastępczych niezbędnych do przeprowadzenia powrotów. Według BILD Kolonia z tej możliwości nie skorzystała, stawiając zamiast tego na działania integracyjne. Jak wynika z informacji przytoczonych przez gazetę, po tym czasie 152 osoby znajdujące się na liście miały ponownie wejść w konflikt z prawem. Łącznie przypisano im 568 czynów zabronionych.

Lista 471 osób i spór między urzędami

Lista została sporządzona przez Centralny Urząd ds. Cudzoziemców w Coesfeld i dotyczy 471 osób zobowiązanych do opuszczenia Niemiec. Pod koniec 2024 roku urząd miał zwrócić się do miasta Kolonia z ofertą pomocy przy uzyskaniu dokumentów zastępczych. Ich brak może uniemożliwiać przeprowadzenie deportacji lub powrotu osoby do kraju pochodzenia. Według BILD miasto Kolonia nie skorzystało z tej możliwości i zdecydowało się skoncentrować na integracji osób znajdujących się na liście. Gazeta twierdzi, że konsekwencją miało być między innymi ponowne popełnienie czynów zabronionych przez 152 osoby znajdujące się w wykazie.

Polityk CDU mówi o „porażce administracji”

Do sprawy odniósł się Gregor Golland, ekspert CDU ds. polityki wewnętrznej w parlamencie Nadrenii Północnej-Westfalii. Polityk określił dokument jako przykład poważnych zaniedbań ze strony administracji. Jego zdaniem sprawa powinna zostać dokładnie wyjaśniona, a wobec osób odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji powinny zostać rozważone konsekwencje dyscyplinarne i prawne. Golland zapowiedział również zwrócenie się do władz odpowiedzialnych za nadzór nad samorządem.

W dokumentach znajdują się zarzuty dotyczące różnych przestępstw

Według BILD analiza listy pokazuje, że pojawiają się na niej wielokrotnie nazwiska tych samych rodzin. Wśród opisanych w dokumentach zarzutów znajdują się między innymi kradzieże, oszustwa, włamania, rozboje, uszkodzenia ciała oraz inne przestępstwa. Gazeta wskazuje również na sprawy dotyczące bardzo poważnych zarzutów, w tym przemocy seksualnej wobec osób małoletnich. Należy jednak podkreślić, że samo pojawienie się nazwiska w policyjnym lub urzędowym rejestrze nie oznacza automatycznie prawomocnego skazania. Dokument może obejmować również podejrzenia, postępowania zakończone umorzeniem lub sprawy, w których nie zapadł wyrok skazujący.

Jedna z rodzin miała mieć na koncie setki czynów

Szczególną uwagę BILD poświęca rodzinie S. pochodzącej z Serbii i Czarnogóry. Według gazety członkowie tej rodziny występują w dokumentach pod 31 różnymi imionami, a w aktach policyjnych przypisano im łącznie 279 czynów. Z opisów wynika, że część członków rodziny miała wielokrotnie pojawiać się w sprawach dotyczących kradzieży, przemocy i gróźb. Dokumenty mają zawierać również informacje dotyczące miejsc oraz dat poszczególnych zdarzeń. BILD zwraca uwagę, że niektóre osoby z tej samej rodziny miały być podejrzewane o działanie wspólnie.

Poważne zarzuty wobec poszczególnych osób

W materiale opisano także przypadki konkretnych osób znajdujących się na liście. Jednym z nich jest Leo S., 20-letni obywatel Czarnogóry, wobec którego w dokumentach ma znajdować się wpis dotyczący przestępstwa seksualnego wobec dziecka. Inny przypadek dotyczy Hasana K., 42-letniego obywatela Bośni i Hercegowiny. W jego aktach miały znajdować się wpisy dotyczące niebezpiecznego uszkodzenia ciała oraz podejrzenia udziału w zabójstwie. Według informacji BILD Hasan K. miał być w czerwcu 2016 roku związany ze strzelaniną przed kioskiem w Kolonii. Zarzut zabójstwa nie został jednak później potwierdzony. W 2017 roku postępowanie karne zostało umorzone przez sąd krajowy w Kolonii.

67 wpisów w aktach jednego z mężczyzn

BILD opisuje również przypadek Stefana S., 26-letniego obywatela Serbii, który według gazety miał być jednym z członków rodziny S. W jego dokumentacji miało znaleźć się 67 wpisów dotyczących różnych czynów. Według materiału zakres spraw obejmował między innymi naruszenia przepisów dotyczących narkotyków, jazdę bez biletu, a także zarzuty dotyczące poważniejszych przestępstw, w tym rozboju, uszkodzenia ciała i gwałtu. Kolejną opisywaną osobą jest Zlatan S., 37-letni obywatel Serbii. Według BILD w jego aktach znajdowało się 38 czynów, w tym sprawy dotyczące kradzieży samochodów, kradzieży kieszonkowych, oszustw komputerowych, uszkodzenia ciała i gróźb.

71 przypadków kradzieży sklepowych

Na liście ma znajdować się również Jesika U., 20-letnia obywatelka Serbii. Według przedstawionych przez BILD danych w latach 2016-2025 jej nazwisko miało pojawić się w dokumentach w związku z 71 przypadkami na terenie Kolonii. Wśród wymienianych spraw znalazły się przede wszystkim kradzieże sklepowe, naruszenie miru domowego oraz konflikty z personelem sklepów.

Wśród osób z listy są również nieletni

Dokumenty mają obejmować także osoby, które w chwili odnotowania zdarzeń były bardzo młode. BILD opisuje między innymi przypadki dzieci podejrzewanych o udział w kradzieżach. W jednym z opisanych przypadków chodzi o 8-letnią dziewczynkę z Bośni i Hercegowiny, której nazwisko miało pojawić się w związku z kradzieżą sklepową. Gazeta wspomina również o dziewięcioletnich bliźniętach z Czarnogóry, którym przypisano udział w kradzieżach rowerów. Najpoważniejszy z opisywanych przypadków dotyczy dziewięcioletniego chłopca z Serbii, którego nazwisko miało znaleźć się w dokumentacji w związku z zarzutem dotyczącym przestępstwa seksualnego. Ze względu na wiek osób, a także charakter zarzutów, szczegóły dotyczące tych spraw wymagają szczególnej ostrożności. Sam fakt odnotowania dziecka w dokumentacji nie przesądza o jego odpowiedzialności karnej.

CDU domaga się szybkiego działania

Gregor Golland uważa, że osoby, wobec których istnieje prawny obowiązek opuszczenia Niemiec i które jednocześnie zostały prawomocnie skazane za przestępstwa, powinny zostać objęte odpowiednimi procedurami dotyczącymi powrotu. Polityk zapowiedział, że zwrócił się do władz okręgowych pełniących funkcję nadzoru nad samorządem o podjęcie działań w sprawie. Sprawa budzi pytania przede wszystkim o sposób współpracy między poszczególnymi urzędami oraz o to, dlaczego oferta pomocy w uzyskaniu dokumentów zastępczych nie została wykorzystana. Jednocześnie w przypadku poszczególnych osób konieczne jest rozróżnienie między prawomocnymi wyrokami a samymi podejrzeniami lub wpisami dotyczącymi prowadzonych w przeszłości postępowań.

źródło: bild.de

Cały samolot dla zaledwie 7 osób. Tak wyglądają deportacje w NRW

3

Nadrenia Północna-Westfalia od początku 2025 roku zorganizowała 15 specjalnych lotów związanych z przekazywaniem osób zobowiązanych do opuszczenia Niemiec. W ich ramach do innych państw Unii Europejskiej przewieziono około 130 osób. Niska liczba pasażerów przypadających na poszczególne samoloty wzbudza pytania o koszty organizacji takich operacji. Władze landu tłumaczą jednak, że liczba osób, które mogą zostać przyjęte podczas konkretnego lotu, jest uzależniona od wymogów państw docelowych.

15 specjalnie zorganizowanych lotów od 2025 roku

Jak informuje „Welt”, powołując się na dane ministerstwa ds. uchodźców w Düsseldorfie, od początku 2025 roku Nadrenia Północna-Westfalia wykorzystała łącznie 15 specjalnie zorganizowanych lotów do przeprowadzenia transferów osób zobowiązanych do opuszczenia Niemiec. Ministerstwo przekazało te dane na zapytanie Niemieckiej Agencji Prasowej (dpa). Łącznie w ramach tych operacji do innych europejskich państw przewieziono około 130 osób. Oznacza to średnio niespełna dziewięć osób na jeden zorganizowany lot.

Pierwszy lot: cały Airbus dla siedmiu osób

Szczególne zainteresowanie opinii publicznej wzbudził już pierwszy tego rodzaju lot. Około półtora roku temu władze landu wynajęły cały samolot Airbus, aby przetransportować do Sofii siedmiu mężczyzn zobowiązanych do opuszczenia Niemiec. Wśród nich znajdowało się czterech obywateli Syrii oraz trzech obywateli Afganistanu. Poza deportowanymi na pokładzie znajdowali się jedynie członkowie personelu odpowiedzialnego za przeprowadzenie powrotu oraz załoga samolotu. W przypadku pozostałych lotów czarterowych szczegóły nie były dotychczas publicznie znane.

Nie były to deportacje do krajów pochodzenia

Ministerstwo wyjaśnia, że wszystkie opisane transfery odbywały się na podstawie tzw. zasad dublińskich. Oznacza to, że osoby te były przekazywane do tych państw członkowskich UE, w których zostały po raz pierwszy zarejestrowane po przybyciu do Europy. Nie chodziło więc o deportacje do krajów ich pochodzenia. W praktyce były to transfery w ramach europejskiego systemu odpowiedzialności za rozpatrywanie wniosków o ochronę międzynarodową.

Dlaczego samoloty przewoziły tak mało osób?

Niewielką liczbę pasażerów władze Nadrenii Północnej-Westfalii tłumaczą zasadami obowiązującymi w państwach, które przyjmowały przekazywane osoby. Według ministerstwa państwa docelowe często określają maksymalną liczbę osób, które mogą zostać przyjęte w ramach jednego lotu. Limit ten ma często wynosić około dziesięciu osób. Oznacza to, że nawet jeśli po stronie niemieckiej znajduje się więcej osób zobowiązanych do przekazania do danego państwa, nie zawsze można przetransportować je wszystkie podczas jednej operacji. Rzeczniczka ministerstwa ds. uchodźców podkreśliła, że w tej kwestii NRW nie ma możliwości wpływania na decyzje państw przyjmujących i musi stosować się do ustalonych przez nie limitów.

Pytania o koszty organizacji lotów

Dane dotyczące 15 lotów i około 130 przewiezionych osób zwracają uwagę przede wszystkim ze względu na stosunkowo niewielką liczbę pasażerów przypadających na poszczególne operacje. Samo ministerstwo wskazuje jednak, że niska liczba osób na pokładzie nie wynika z decyzji władz landu, lecz z ograniczeń nakładanych przez państwa, do których przekazywane są osoby. W przypadku pierwszego opisywanego lotu szczególnie wyraźnie było to widoczne: cały Airbus został wynajęty w celu przetransportowania zaledwie siedmiu osób do Sofii. Władze NRW przekonują, że organizując takie operacje, są związane zasadami oraz możliwościami przyjmowania osób przez poszczególne państwa europejskie.

źródło: apollo-news.net