Kiedy do akcji ratunkowej wkracza straż pożarna, wodna, karetka pogotowia, czy przykładowo helikopter ratunkowy – zawsze wiąże się to z jakimiś kosztami. W jakich sytuacjach trzeba w Niemczech zapłacić za akcję ratunkową z własnej kieszeni? Tego dowiecie się z poniższego tekstu.
W jakich sytuacjach trzeba w Niemczech trzeba zapłacić za akcję ratunkową z własnej kieszeni?
Koszty za akcję ratunkową w Niemczech zależą od zakresu podejmowanych czynności, a także czasu trwania akcji. Jak wielu ratowników jest zaangażowanych w akcję ratunkową? Jaki sprzęt musi zostać użyty do jej przeprowadzenia? Wszystko to składa się na jej cenę. Z reguły koszty akcji ratunkowych przeprowadzanych przez straż pożarną czy Czerwony Krzyż ponosi gmina. W przypadku konieczności udzielenia pomocy medycznej, koszty te są później ponoszone przez kasę chorych. Jeśli miał miejsce wypadek samochodowy, to w tym wypadku koszty ponosi ubezpieczalnia sprawcy. W sytuacji kiedy w akcji bierze udział policja, koszty te są ponoszone przez państwo.
Wyjątek stanowi nadużycie telefonu ratunkowego
Osoby, które umyślnie nadużywają telefonu ratunkowego i wywołują fałszywy alarm, muszą zapłacić za akcję ratunkową z własnej kieszeni. Od laików nie wymaga się jednak poprawnej oceny sytuacji i czy ma miejsce zagrożenie życia. Również, jeśli w danej sytuacji okaże się, że akcja ratunkowa była niepotrzebna, osobą która ją wywołała nie musi za nią odpowiadać, jeśli nie mogła o tym wiedzieć.
Jeśli w grę wchodzi alkohol lub narkotyki i przez nie zostanie wywołana akcja ratunkowa, to w większości przypadków sprawca otrzyma później rachunek za nią. Generalnie obowiązuje zasada, że uzasadnione koszty zostaną pokryte. Pacjenci kas chorych muszą jednak zapłacić 10 euro za akcję lekarza pogotowia ratunkowego oraz helikoptera ratunkowego.
Koszty akcji ratunkowej w Niemczech
Podczas gdy w przypadku akcji ratunkowej służb naziemnych, koszty liczone są za godzinę i na podstawie stopnia wykształcenia personelu biorącego udział w akcji oraz rodzaju pojazdów, które zostały w niej użyte, to w przypadku udziału w akcji helikoptera ratunkowego, koszty te rozlicza się za każdą minutę jego udziału w niej. Każda minuta pomiędzy startem oraz lądowaniem helikoptera ratunkowego z miejsca startu kosztuje w Niemczech pomiędzy 40 a 60 euro za minutę. Cena ta zawiera już koszty personelu.
Zwykła karetka pogotowia ratunkowego generuje w Niemczech koszty rzędu 100 euro za godzinę, udział lekarza pogotowia ratunkowego 160 euro, a w pełni wyposażony pojazd ratunkowy 300 euro. Wóz strażacki to koszt rzędu 150 euro, a dźwig ponad 300 euro.
Trzyletenie dziecko w zamkniętym mieszkaniu nie musi się znajdować pod ciągłą obserwacją. Tak zadecydował Wyższy Sąd Krajowy w Düsseldorfie. W związku z tą decyzją, rodzice nie musieli w rozpatrywanym przypadku płacić za szkodę spowodowaną zalaniem łazienki przez dziecko.
Ubezpieczenie żądało od rodziców 15.000 euro
Dziecko wstało w nocy do toalety i zatkało papierem toaletowym odpływ. Pech chciał, że zablokował się również przycisk słpuczki, który spowodował zalanie łazienki i części mieszkania.
Ubezpieczyciel domu chciał, aby rodzina zapłaciła za część spowodowanych szkód, w sumie 15.000 euro. Powołano się ono na złamanie przez matkę dziecka obowiązku nadzoru. Sąd widział to jednak inaczej: wystarczy, jeśli rodzice znajadują się w zasięgu słuchu.
Jeśli chcecie zbudować w Niemczech dom, najpierw musicie posiadać działkę. Poszukiwania odpowiedniej działki budowlanej w Niemczech to wcale nie taka prosta sprawa. A zakończenie poszukiwań sukcesem często wydaje się praktycznie niemożliwe, zwłaszcza w dużych miastach. Jeśli już uda Wam się znaleźć odpowiednią działkę, musicie ją koniecznie dokładnie sprawdzić, a nie od razu kupować – nawet jeśli jest to pozornie bardzo dobra okazja.
W centrum dużych miast, ziemia jest towarem unikatowym i drogim. Dlatego wiele osób szuka działek na obrzeżach – w mniejszych miastach i rejonach wokół metropolii wybór działek jest zdecydowanie większy. Jednak tak, jak wspomnieliśmy na początku, nawet jeśli potencjalna działka wydaje się idealna, powinniście ją dokładnie sprawdzić, centymetr po centymetrze.
Działka budowlana w Niemczech – finansowanie
Na początek należałoby sprawdzić stan swoich finansów. Łączna wartość inwestycji to kapitał własny, jaki macie do dyspozycji i finansowanie przy pomocy kredytu.
Maksymalną kwotę kredytu możecie obliczyć w następujący sposób:
(miesięczna rata w euro * 12 miesięcy * 100) / (odsetki wyrażone w procentach + amortyzacja w procentach)
Zamiast rat miesięcznych, można tez wyliczyć kwotę, które byłaby płacona co roku.
Wtedy formuła wygląda następująco:
(kwota roczna w euro * 100) / (odsetki wyrażone w procentach + amortyzacja w procentach)
Przykład:
Jeśli rodzina zainwestuje 800 euro miesięcznie, zakładając oprocentowanie i amortyzację w wysokości 2%, wtedy sytuacja kredytowa wygląda następująco:
(800 euro *12 *100) / (2+2) = 240.000 euro
Ta przykładowa rodzina mogłaby więc zaciągnąć kredyt o wartości ok. 240.000 euro.
Rady dla poszukujących działek budowlanych w Niemczech
lub współpracując z maklerami czy bankami regionalnymi. Możecie też zlecić maklerowi znalezienie w Waszym imieniu odpowiedniej działki.
Ponadto warto też pytać w gminach. Czasami gminy organizują też sprzedaż działek w nowych rejonach budowlanych. Do tego dochodzą jeszcze właściciele działek, którym co prawda może nie zależy tak bardzo na sprzedaży działki, ale są gotowi rozważyć taką opcję i przedstawili swoje intencje miastu.
Jeśli chcecie „się budować”, możecie też poszukać domów do zburzenia. Oznacza to co prawda więcej pracy ale wcale niekoniecznie musi być droższe. Niektóre domy są tak zapuszczone, że trzeba zapłacić jedynie cenę działki lub nawet mniej. Szczególnie w dużych miastach można w ten sposób „dorwać” działkę, którą inni przeoczyli.
Oszacowanie wartości działki
Nie zawsze od razu wiadomo, czy cena działki jest adekwatna. Najłatwiej to ocenić, gdy sprzedawanych jest kilka podobnych działek. Wtedy kupujący może porównać ceny działek różnej wielkości. W przypadku sprzedaży pojedynczej działki, sprawa wygląda nieco inaczej: sprzedawca może zażądać dowolnej kwoty. Postępowanie w sprawie porównania wartości pozwala jednak chociaż w pewnym stopniu oszacować, czy żądana cena jest na miejscu czy też nie.
Oszacowanie kosztów dodatkowych
Jak droga ostatecznie okaże się budowa – tego nie da się dokładnie ocenić w fazie początkowej. Jednak od razu wiadomo, że np. trzeba zburzyć aktualnie stojący dom czy wyciąć drzewa. Sporo można się też dowiedzieć od sąsiadów, zwłaszcza, jeśli sami niedawno zamieszkali w danym miejscu. Można od nich np. zasięgnąć informacji, czy ziemia budowlana jest ogólnie rzecz biorąc w porządku czy ew. wysoki poziom wody może stanowić problem. Szczegółowe informacje będziecie mieli po dokładnym zbadaniu gruntu, co może się przeciągnąć w niektórych przypadkach.
Jeśli na działce są drzewa, które uniemożliwiają budowę, nie można ich tak po prostu usunąć. Na jakich warunkach jest to możliwe, określa statut ochrony drzew danej gminy. Ponadto plan zabudowy może określać, ile drzew i jakie, muszą zostać zasadzone na danej działce.
Sprawdzanie działki
Działka może być obciążona w dwojaki sposób: z jednej strony poprzez chemikalia czy odpady, a z drugiej poprzez prawa względem innych osób, związane z wpisami do księgi wieczystej czy spisem obciążeń właścicieli nieruchomości gruntowej. Mowa tu m. in. o prawie sąsiada do wykorzystania części Waszej działki jako drogi dojazdowej do jego działki albo zobowiązanie dobudowy budynku na działce sąsiada.
Czy ziemia jest obciążona, można sprawdzić przy pomocy analizy gruntu budowlanego. Będziecie wtedy wiedzieli czy można np. zamontować pompę wodną, czy ma sens robienie piwnicy lub w najgorszym wypadku, czy ziemia jest na tyle zanieczyszczona, że wymaga kosztownego oczyszczenia. Jest to tzw. „ryzyko gruntu”, gdyż odpowiedzialny jest za takie oczyszczanie aktualny właściciel działki.
Księga wieczysta
W księdze wieczystej znajdziecie wszystkie istotne informacje. Dowiecie się np. czy grunt obciążony jest hipoteką, czy osoby trzecie mają jakiekolwiek prawa do działki oraz sprawdzicie kwestię prawa pierwokupu. Takie informacje mogą mieć spory wpływ na decyzję o planach budowlanych. Zwłaszcza, jeśli np. na części interesującej Was działki, ma powstać droga dojazdowa do działki sąsiada lub jeśli miasto ma prawo poprowadzić tamtędy linię elektroenergetyczną.
Czy działka nadaje się pod zabudowę?
Nawet najpiękniejsza działka nie przyda się na nic, jeśli nie można na niej nic wybudować – a przynajmniej nie w ten sposób, jakbyście tego chcieli. Najważniejszym kryterium jest więc kwestia, czy działka nadaje się pod zabudowę, a więc czy jest to działka budowlana. Działka budowlana powinna więc być całkowicie uzbrojona i mieć plan zabudowy.
Jeśli natomiast jest to tylko teren pod zabudowę, wtedy brakuje uzbrojenia. Najprawdopodobniej właściciel może przekształcić teren pod zabudowę w działkę budowlaną, jeśli inna najbliższa działka budowlana leży w niewielkiej odległości. Jednak przekształcenie charakteru działki leży też w gestii miasta, które wcale nie jest zobowiązane, aby działkę uzbroić.
Z kolei działka pod zabudowę to ziemia, w przypadku której w planie zagospodarowania przestrzennego przewidziana jest zabudowa mieszkalna, nie ma jednak planu zabudowy, ani możliwości uzbrojenia działki. Kto kupi taką działkę, czeka potem całe życie na możliwość budowania się tam.
Rozróżnia się też działki na terenie pozbawionym planu zabudowy. Są to głównie tereny rolne i leśne. Jeśli chcielibyście wybudować dom na takiej działce pozbawionej planu zabudowy, musielibyście liczyć na otrzymanie zezwolenia wyjątkowego, od odpowiedniego urzędu budowlanego.
Nawet na działce budowlanej, właściciel nie może wcielić w życie wszystkich swoich planów. Informacje na temat tego, jaki dom można wybudować na danej działce, znajdziecie w planie zabudowy. Istotne jest np. jakie mogą być maksymalne wymiary domu, kształt dachu czy ukształtowanie fasady. Taki plan zabudowy może mieć różny charakter – w niektórych regionach jest bardzo szczegółowy a w innych inwestorzy budowlani mają większe pole popisu. Jeśli chcielibyście mieć pewność, że będziecie mogli zbudować dom zgodnie z Waszymi wyobrażeniami ale nie macie jeszcze szczegółowego planu zabudowy, możecie zacząć od zapytania budowlanego.
Zakup działki w Niemczech – podsumowanie
Zakup działki w Niemczech można podzielić z grubsza na trzy etapy:
– kupujący i sprzedający (lub jego makler) muszą wspólnie uzgodnić cenę zakupu/sprzedaży
– kupujący musi dysponować odpowiednią gotówką lub powinien otrzymać od kredytodawcy zgodę na przyznanie kredytu w danej wysokości
– obie strony spotykają się u notariusza w celu podpisania umowy. Obecność notariusza zapewnia, że sprzedający rzeczywiście otrzyma kwotę, która została ustalona.
Niektórzy niemieccy pracodawcy bardzo dokładnie sprawdzają, czy ktoś już był wcześniej karany czy też nie. Nie wszyscy polegają tylko na tym, co mówi kandydat podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Pracodawcy hcą mieć wszystko czarno na białym – żądają więc zaświadczenia o niekaralności (niem. Führungszeugnis).
Co to jest zaświadczenie o niekaralności?
Chodzi o wyciąg z Federalnego Centralnego Rejestru Karnego (niem. Bundeszentralregister). Federalny Urząd ds. Sądownictwa sporządza w tym rejestrze listę wszystkich wyroków, jakie niemieckie sądy wydały w ubiegłych latach wobec danej osoby.
Jakie kary wymienione są w niemieckim zaświadczeniu o niekaralności?
W dokumencie wymienione są tylko ciężkie przewinienia. Prawnik z Hamburga, Jes Meyer-Lohkamp tłumaczy, że: „kary pieniężne do 90 stawek dziennych, czy kary pozbawienia wolności krótsze niż trzy miesiące, nie są wymieniane w zaświadczeniu o niekaralności”. Tylko osoby, które w przeszłości miały wymierzone większe kary, traktowane są jako wcześniej karane.
Czy kary zawarte w rejestrze pozostają tam na zawsze?
Wpisy w dokumencie ulegają przedawnieniu. Jak wyjaśnia Jes Meyer-Lohkamp, w zależności od kwalifikacji czynu karalnego, wpisy w rejestrze ulegają przedawnieniu po trzech, pięciu lub dziesięciu latach.
Jakie warunki muszą zostać spełnione, aby wpis uległ przedawnieniu?
Osoba skazana nie może zostać w tym czasie skazana po raz kolejny. Jeśli ktoś otrzyma od sądu kolejny raz karę za czyn, który widnieje już w zaświadczeniu o niekaralności, wtedy stare wpisy nie są usuwane. Widnieją tak długo, dopóki najnowszy wpis nie ulegnie przedawnieniu.
Dlaczego dokument nosi nazwę „policyjne” zaświadczenie o niekaralności?
Potocznie często używa się określenia „policyjne” zaświadczenie o niekaralności (niem. „polizeiliches” Führungszeugnis). Wprowadza to jednak w błąd. Nie chodzi bowiem o to, aby ujawniać takim zaświadczeniem swoje dotychczasowe kontakty z policją.
Czy istnieją różne rodzaje zaświadczeń o niekaralności?
Tak, rozróżnia się np. zaświadczenie prywatne oraz rozszerzone. Zaświadczenie rozszerzone informuje dodatkowo o ewentualnych incydentach na tle seksualnym lub czynach karalnych wobec osób niepełnoletnich. Takiego dokumentu może zażądać pracodawca od kogoś, kto zawodowo lub honorowo chciałby pracować z dziećmi lub młodzieżą.
Rozszerzone zaświadczenie o niekaralności obowiązuje też w ośrodkach dla osób wymagających pomocy, dla osób upośledzonych oraz dla niepełnoletnich poszukujących azylu. Z kolei europejskiego zaświadczenia o niekaralności, pracodawca może zażądać od pracownika, który pochodzi z innego kraju Unii Europejskiej.
Co to jest urzędowe zaświadczenie o niekaralności?
Urzędowe zaświadczenie o niekaralności (niem. behördliches Führungszeugnis) jest konieczne, aby założyć działalność gospodarczą. Są tam zawarte decyzje urzędów na temat delikwenta. Może to być np. cofnięcie pozwolenia na założenie działalności, czy cofnięcie pozwolenia na broń. Jes Meyer-Lohkamp wyjaśnia, że „w rozszerzonym urzędowym zaświadczeniu o niekaralności wymienione jest wszystko, co mogłoby być istotne od strony prawa karnego”. Te informacje są jednak tylko do wglądu dla sędziów i prokuratorów. W ten sposób zyskują oni wiedzę na temat danej osoby – czy oskarżony był już kiedyś wcześniej skazany.
Jak otrzymać w Niemczech zaświadczenie o niekaralności?
Każda osoba, która ukończyła 14. rok życia, może otrzymać na wniosek zaświadczenie o niekaralności. Mówi o tym § 30 Ustawy o Federalnym Centralnym Rejestrze Karnym (niem.Bundeszentralregistergesetz – w skrócie BZRG). Takie zaświadczenie może zostać wydane w celach prywatnych jak i w celu przedłożenia w niemieckich urzędach.
Wniosek o zaświadczenie o niekaralności należy złożyć osobiście, przedstawiając swój dowód osobisty lub paszport w miejscowym urzędzie meldunkowym lub za pomocą portalu internetowego Federalnego Urzędu ds. Sprawiedliwości. Osoby, które są zwolnione z obowiązku meldunku albo nie mają stałego miejsca zamieszkania, mogą złożyć wniosek o zaświadczenie o niekaralności w urzędzie meldunkowym, w obrębie którego zazwyczaj przebywają.
Do niemieckich urzędów zgłoszono już ponad 100 podejrzanych portali streamingowych. W większości proponują one bezpłatne, 5-dniowe abonamenty – jednak jest problem z rejestracją albo nawet jeśli to się powiedzie – nie można obejrzeć filmów czy seriali. A rachunek przychodzi mimo to. Poniżej przedstawimy Wam, na jakie strony internetowe należy uważać i co możecie zrobić, gdy staniecie się celem oszustów.
Portale są wyglądem bardzo do siebie zbliżone, różni je tylko logo lub adres URL. Zespół „strażników rynku” centrali konsumenckiej w Nadrenii-Palatynacie trafił dzięki skargom na całą sieć pseudo portali streamingowych. Na takich stronach oszuści próbują zwabić Was w tzw. „pułapkę abonamentową”. Ponadto rozpowszechniają nieprawdziwe informacje za pośrednictwem stworzonych we własnym zakresie filmików na youtube. Wszystkie te informacje przekazane zostały już urzędom śledczym.
Dzięki systemowi wczesnego ostrzegania centrali konsumenckiej, zauważono sporo podejrzanych portali streamingowych. Użytkownicy, często osoby niepełnoletnie, przez reklamę w postaci okienka pop-up przechodzą na stronę oszustów. Zazwyczaj zachęcają oni 5-dniowym bezpłatnym abonamentem testowym. Aby z niego skorzystać użytkownik musi podać poza danymi adresowymi także swój adres e-mail i numer telefonu. Potem scenariusz bywa różny: albo użytkownik otrzymuje informację, że rejestracja się nie powiodła albo po udanej rejestracji i tak nie da się obejrzeć żadnego filmu. Wtedy użytkownik wychodzi z założenia, że z rejestracją coś jednak poszło nie tak. Ale potem niemiła niespodzianka: dane użytkownika trafiają mimo to na portal, który wystawia rachunek za korzystanie z abonamentu.
Często na portalach streamingowych brakuje dodatkowych informacji
Nie na wszystkich stronach i nie zawsze znajdziecie informacje chroniące użytkowników, takie jak: koszty abonamentu, guzik automatycznego przedłużenia czy „płatna rejestracja”. Maximilian Heitkämper, referent prawny w zespole Digitale Welt centrali konsumenckiej Nadrenii-Palatynatu uważa, że jest to „część strategii oszustów”. Jego zdaniem „w przypadku wiarygodnych ofert, użytkownicy otrzymują mailem potwierdzenie rejestracji wraz ze wszelkimi danymi dotyczącymi warunków umowy. Mogą też od razu skorzystać z zasobów usługodawcy streamingowego. Natomiast na podejrzanych stronach najwyraźniej nie można skorzystać z żadnych filmów czy seriali”.
Agresywne żądania płatności
Po upływnie 5-dniowej fazy testowej użytkownicy kontaktowani są mailowo, bądź telefonicznie przez zarządcę portalu. W agresywny sposób żąda się od nich zapłaty za roczny abonament. Oszuści powołują się na zawarcie płatnego abonamentu rocznego i żądają zapłaty w wysokości 144, 238 lub nawet 359 euro.
Nieprawdziwe informacje przekazane przy pomocy filmików na youtube
Niektórzy z użytkowników nie potrafili zrozumieć roszczeń ze strony portali i zaczęli szukać informacji na własną rękę w internecie. Zespół z centrali konsumenckiej w Nadrenii-Palatynacie stwierdził, że zarządzający podejrzanymi stronami zabezpieczyli się na taką okoliczność i załadowali na yotube różne dziwne filmiki wideo. Z tych filmów użytkownik otrzymuje informację prawną (wyglądającą na poważną i fachową), że żądanie dostawcy usług jest słuszne, ponieważ użytkownik przy rejestracji musi zaakceptować warunki korzystania z portalu.
Uważajcie na te portale: „Turquoiz Limited”, „Lovelust Limited”, „Bizcon Limited”, „Anmama Limited”, „CIDD Limited”, „OLJO Ltd”, „SAFE4MEDIA Ltd”, „Kino Bino Limited” i „Kino Cinemas Ltd”
Osoby zarządzające wymienionymi stronami najwyraźniej regularnie tworzą nowe adresy www. Według danych z centrali konsumenckiej w Nadrenii-Palatynacie takich stron może już być ponad 100. Zgodnie z informacjami z centrali „ok. połowa portali jest aktualnie aktywna, a druga połowa jest na stałe lub na jakiś czas offline”. Centrala konsumencka ostrzega przed rejestracją na tych stronach.
Organy śledcze zostały już poinformowane
Maximilian Heitkämper z zespołu „strażników rynku” w Nadrenii-Palatynacie obawia się, że „dane firmy podane stopce zapewne są fałszywe (często siedziba firmy mieści się w Anglii) i oszuści próbują w ten sposób nie dać się namierzyć. Dlatego jest to sprawa dla policji i prokuratury”.
Zespół badawczy z centrali konsumenckiej w Nadrenii-Palatynacie znalazł następujące adresy stron, na które powinniście uważać:
Rachunek z podejrzanego portalu streamingowego – co robić?
Jeśli otrzymaliście rachunek, ale nie doszło do wykonania żadnej usługi, nie musicie wcale płacić za rzekomy abonament
Nie dajcie się zastraszyć agresywnymi żądaniami zapłaty
Złóżcie na policji doniesienie o przestępstwie
Jeśli nie macie pewności, czy żądania są uzasadnione, wtedy zawsze możecie zasięgnąć indywidualnej porady w Waszej centrali konsumenckiej
Aby nie dać się nabrać na oferty podejrzanych portali streamingowych, sprawdźcie najpierw te portale w wyszukiwarce, zanim podacie Wasze dane personalne. Jeśli mowa o jakiejś podejrzanej stronie, wtedy są duże szanse, że znajdziecie informacje na ten temat w internecie.
Dzisiaj rozmawiamy z Natalią Kamysz Grosz, polską youtuberka, która w sposób prosty i zrozumiały uczy „nas” języka niemieckiego.
1. Michał Fic (dojczland.info): Dziękuję serdecznie za wywiad. Skąd pomysł na założenie kanałów i uczenie języka niemieckiego poprzez serwis YouTube?
Zanim założyłam swój kanał, sama dość często obserwowałam innych youtuberów. Podobało mi się to, że sami tworzą cząstkę internetu, sami regulują sobie czas „pracy”. Dość często myślałam o założeniu swojego kanału, jednak długo wahałam się, bo nie wiedziałam, czy pogodzę prowadzenie vloga z życiem zawodowym i prywatnym, a nie chciałam też tworzyć czegoś „na chwilę”. Decyzję o założeniu kanału podjęłam wtedy, gdy wpadłam na pomysł nagrania pierwszej playlisty i nazwania ich „Podstawy języka niemieckiego w 40 dni”. Stwierdziłam, że pomysł jest na tyle dobry, że powinien on znaleźć widzów. Założyłam kanał, następnie przez 40 dni każdego dnia, wstawiałam jedną lekcję. Było tak duże zainteresowanie lekcjami i otrzymałam tak dużo wiadomości, że postanowiłam kontynuować rozszerzanie kanału.
2. Co możemy na nich znaleźć i komu mogłaby je Pani polecić?
W tej chwili mam 2 kanały. Pierwszy to „Niemiecki? Z przyjemnością”, drugi „Szkoła języka niemieckiego”. Na pierwszym kanale znajduje się bardzo duża ilość lekcji skierowana zarówno do osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z językiem niemieckim, a także dla tych, którzy są już na poziomie średniozaawansowanym. Znajdziemy tu całe serie, które krok po kroku wprowadzają nas w budowanie zdań w języku niemieckim, pokazują codzienne sytuacje, np. w sklepie, u lekarza itp., wprowadzają nas w słownictwo z różnych zakresów tematycznych i na różnym poziomie zaawansowania. Na tym kanale znajduje się również wyjaśnienie sporej ilości zagadnień gramatycznych.
Na drugim kanale znajdują się 4 serie: „Język niemiecki od poziomu A1″ – jest to 100 lekcji skierowanych do osób rozpoczynających naukę języka niemieckiego”, „Język niemiecki od poziomu A2″ – to kolejna seria lekcji skierowana do osób na trochę wyższym poziomie językowym”, „Gramatyka języka niemieckiego” – w tej serii znajdziemy wyjaśnienie większości zagadnień gramatycznych, na każdym poziomie zaawansowania, dlatego każdy znajdzie coś tutaj dla siebie. „Przydatny niemiecki” – to seria, w której tłumaczę ciekawostki, różnice między słówkami podobnie brzmiącymi, a także wyjaśniam zastosowanie pojedynczych słów, które możemy znaleźć w różnych kontekstach.
Myślę, że na każdym z moich kanałów dla każdego coś się znajdzie.
3. Skąd czerpię Pani inspirację na nowe odcinki? Czy czyta Pani komentarze pod swoimi filmami?
Dość długo prowadziłam indywidualne zajęcia z języka niemieckiego, a także pracowałam w szkole językowej, dla każdej z tych osób oraz dla każdej z tych grup przygotowywałam oddzielne materiały (podczas nauczania nigdy nie bazuje na jednej książce), dlatego przez te kilka lat trochę się tego nazbierało, więc po części to one są moją inspiracją.
4. Czy ma Pani szczególne metody nauki języka dla osób dorosłych, którzy w porównaniu do dzieci, mają większe problemy z jego przyswajaniem?
Każdy z nas jest inny. Uczyłam już wiele osób dorosłych, które zaczynały naukę od podstaw. Na początku zawsze kieruję się tym „do czego” dana osoba potrzebuje język niemiecki. Są osoby, które muszą bardzo szybko nauczyć się „dogadywać” w języku niemieckim i wtedy to jest naszym priorytetem, a poprawność gramatyczna odchodzi na drugi plan. Są również osoby, które potrzebują języka niemieckiego do pracy w firmie i w przyszłości będzie musiała zarówno pisać, jak i komunikować się w języku niemieckim w tym przypadku jest więcej czasu na naukę i od samego początku uczymy się wszystkiego „porządnie”.
Odpowiadając jednak na pytanie, takim moim pomysłem na to, by osoby dorosłe szybciej przyswajały język niemiecki są fiszki, rozwieszone tylko tam, gdzie się da. Czyli oklejamy dom karteczkami, na szafce będzie fiszka z niemieckim słowem „szafka”, najlepiej, jeśli pod nim jest od razu zdanie w języku niemieckim. Musimy zanurzyć się w tym języku, musimy być im otoczeni – wtedy z pewnością szybciej go przyswajamy.
5. Co mogłaby Pani doradzić osobom, które uczyły się języka, nawet w stopniu zaawansowanym, jednak potem, przez dłuższy czas go nie używali, a teraz kurs podstawowy nie za bardzo się nadaję. Czy są jakieś dobre metody na „odkurzenie” wiedzy?
To jest zawsze problematyczne, bo część wiedzy trochę uleciało, szczególnie słówka. Zaczynanie od początku nie ma większego sensu. Takim osobom rozpisuję zawsze, co powinna potrafić na poziomie B1/B2 – i poświęcamy sobie 5 lekcji na sprawdzenie i przypomnienie tych wszystkich zagadnień. Tylko w ten sposób możemy sprawdzić, gdzie są „jakieś luki”.
6. Jak ocenia Pani zdolności lingwistyczne nas, Polaków, czy nauka języka niemieckiego jest dla nas trudniejsza od Angielskiego lub Rosyjskiego?
Moi uczniowie często mówią mi, że niemiecki jest prostszy od angielskiego, jeśli chodzi o budowę zdania – jest ona bardzo uporządkowana, każda część zdania ma swoje miejsce. Problem wciąż stanowią dla wielu osób rodzajniki – i nie chodzi o tyle o ich odmianę, co o to, jaki rodzajnik ma dany rzeczownik – a tego niestety musimy nauczyć się na pamięć wraz z rzeczownikiem. Jest kilka zasad, które mówią nam np. o tym, że rzeczowniki kończące się na „ung” mają zawsze rodzajnik „die”, ale te zasady to jednak wciąż za mało.
7. Czy istnieje jedna metoda i sposób nauczania dla wszystkich? Czy jednak każdy z nas jest indywidualny i sposób najbardziej efektywnej nauki zależy od nas samych? (lekcje, książki, muzyka)
Nie ma niestety jednej metody nauczania dla wszystkich. Każdy z nas jest inny, ma różne zapotrzebowania. Rolą nauczyciela jest stwierdzenie, która metoda u danej osoby sprawdza się najlepiej. Kierując się tym, nauczyciel powinien sięgać po odpowiednie materiały dla danego ucznia.
8. Często motywacją do rozpoczęcia nauki jest emigracja. Co poleciłaby Pani osobom, które zaczynają naukę nowego języka, wraz z przeprowadzką do nowego kraju?
Nie bójcie się mówić. Każdy z nas robi błędy nawet w ojczystym języku. No i przebywajcie dużo czasu z Niemcami. Znam osoby, które wyjechały za granicę i spędzają tam większość czasu z Polakami – w ten sposób ciężko będzie się nam nauczyć języka obcego.
Serdecznie dziękujemy za wywiad i ogrom pracy włożonej do tej pory w prowadzenie kanałów, oraz zapraszamy wszystkich zainteresowanych do subskrypcji i wspólnej nauki!
Prawie wszystkie pary w pewnym momencie stają przed dylematem: wprowadzasz się do mnie czy ja do Ciebie? Nawet jeśli partnerzy dość szybko się dogadają w tej kwestii, to nie jest to wcale takie proste. Wynajmujący musi bowiem wyrazić zgodę na wprowadzenie się partnera czy partnerki do mieszkania.
Wprowadzenie się do mieszkania partnera z perspektywy niemieckiego prawa najmu
Przyjęcie partnera do swojego wynajmowanego mieszkania to prawnie podnajem. Rolf Janßen ze Stowarzyszenia Ochrony Najemców DMB we Frankfurcie nad Menem, w rozmowie z niemieckim dziennikiem „Rheinische Post” wyjaśnia, że „podnajmowanie mieszkania bez zgody jego właściciela to naruszenie umowy”.
Skutkiem takiego naruszenia umowy najmu, może być w najgorszym wypadku, zerwanie umowy przez wynajmującego. Jednak wcześniej wynajmujący musiałby próbować przekazać najemcy upomnienie, co okazałoby się bezskuteczne. Tylko wtedy wynajmujący może bezterminowo rozwiązać umowę.
Z kolei Silvia Jörg, ze Stowarzyszenia Ochrony Najemców w Hamburgu, mówi, że „małżonek czy zarejestrowany partner mogą się wprowadzić do Waszego mieszkania nawet bez zgody jego właściciela. Jednak powinniście wynajmującego powiadomić o tym fakcie”.
Na co jeszcze należy zwrócić uwagę?
Poniżej znajdziecie odpowiedzi na najważniejsze pytania odnośnie wprowadzenia się do mieszkania partnera:
1. Czy Wynajmujący może się nie zgodzić na wprowadzenie się do mieszkania Waszego partnera życiowego?
W zasadzie nie może on tego zrobić. Jeśli najemca przedstawi powody, dla których chciałby zamieszkać z partnerem a wynajmujący nie ma żadnych istotnych powodów, dla których partner miałby się nie wprowadzać, wtedy musi on wyrazić zgodę. Julia Wagner ze Stowarzyszenia właścicieli „Haus&Grund” w Berlinie podkreśla, że: „sytuacja finansowa partnera bądź jego pochodzenie nie mogą mieć żadnego znaczenia przy ocenie sytuacji”.
Przyczyny odmowy mogą mieć związek z osobą partnera, jeśli jego wprowadzenie się, miałoby negatywny wpływ na całą wspólnotę mieszkalną. Wynajmujący może też nie wyrazić zgody, jeśli wprowadzenie się partnera życiowego, skutkowałoby przepełnieniem mieszkania.
2. Czy wynajmujący może podnieść opłaty?
Tak, jest to dopuszczalne. Mówi o tym paragraf 553 Kodeksu Cywilnego (niem. Bürgerliches Gesetzbuch, w skrócie BGB). Julia Wagner wyjaśnia, że „nie chodzi tutaj o jakiś dodatek do opłat najmu ale o dopasowanie umowy do nowej sytuacji, jaką jest rozszerzenie zakresu wynajmu o kolejną osobę”. Zwiększyć może się zarówno czynsz jak i koszty eksploatacji mieszkania.
3. Co z kaucją za mieszkanie?
Zgodnie z prawem, kaucja może wynosić maksymalnie tyle, co trzykrotny miesięczny czynsz, nie wliczając w to zaliczki na wykazane koszty eksploatacji. Jeśli coś w tej kwestii zostało ustalone na niekorzyść najemcy, wtedy jest to pozbawione mocy prawnej.
4. Czy trzeba zawrzeć nową umowę najmu?
Zgodnie z opinią Silvii Jörg, nowa umowa nie jest konieczna. Tylko jeśli partner życiowy również ma być stroną biorącą mieszkanie w najem, wtedy należałoby zawrzeć nową umowę lub zaaneksować poprzednią umowę.
5. Jaskie zalety wiążą się z nową umową?
Główną zaletą nowej umowy, uwzględniającej partnera, jest fakt, że staje się on stroną umowy – łącznie ze wszystkimi prawami i obowiązkami. Bez ujęcia partnera do umowy, między nim a wynajmującym nie ma absolutnie żadnego stosunku prawnego. Co to oznacza w praktyce? Jeśli pierwotny najemca będzie się chciał wyprowadzić i złoży wypowiedzenie mieszkania, wtedy jego partner również musi się wyprowadzić.
6. Jakie minusy mogą ew. z tego wyniknąć?
Jeśli obydwoje partnerzy są najemcami mieszkania i widnieją w umowie, wtedy wymówienie mieszkania również mogą złożyć tylko wspólnie, we dwójkę. Może być to dość problematyczne, jeśli jeden z partnerów chce się wyprowadzić a drugi wolałby zostać w mieszkaniu. Silvia Jörg wyjaśnia, że „najemca chcący się wyprowadzić oczywiście może to zrobić, jednak nadal pozostaje stroną umowy i musi się wywiązywać z opłat”. Obydwie osoby widniejące w umowie jako najemcy muszą spłacać zobowiązania względem wynajmującego. Jeśli np. osoba, która pozostała w mieszkaniu przestanie płacić, wtedy wynajmujący może zażądać zapłaty od drugiego najemcy, nawet jeśli wyprowadził się z mieszkania i z niego nie korzysta.
Dzisiaj rozmawiamy z Michałem Głuszkiem, polskim lekarzem, który pracuję w Niemczech, a w wolnym czasie zajmuje się prowadzeniem kanału „Medycyna na łatwo” mającego na celu przybliżyć nam medyczne ciekawostki oraz poznać lepiej świat lekarzy.
1. Michał Fic (dojczland.info): Na wstępie chciałbym podziękować za rozmowę. Wszystko się od czegoś zaczyna, skąd pomysł na to, by zostać lekarzem?
Nie ma problemu i dziękuję za zaproszenie. Mój dziadek był lekarzem, jeszcze za czasów, kiedy medycyna trochę inaczej wyglądała – był jedynym medykiem na kilka okolicznych wsi, zajmował się wszystkim – od leczenia stanów ostrych po wyrywanie zębów. Oglądając jak pracuje, po raz pierwszy zacząłem się interesować medycyną. Intrygował mnie fakt, że zadając parę pytań, wykonując parę ruchów i osłuchując, dochodził do tego, co jest przyczyną czyichś dolegliwości. Wtedy wydawało mi się to taką współczesną magią. Potem w szkole nieźle radziłem sobie z chemią i fizyką i pomyślałem, że dam szansę tej ścieżce kariery.
2. Dlaczego po ukończeniu studiów, zdecydował się Pan na pracę w Niemczech?
Cytując klasyka, „trzeba kolekcjonować mocne wrażenia”. Chciałem spróbować pracy w innym języku, w innym środowisku niż studiowałem. Z doświadczenia wiem, że po rozpoczęciu pracy w Polsce jako lekarz, rzadko wyjeżdża się za granicę, dlatego zdecydowałem się na tej krok zaraz po studiach. Jest też inny ważny czynnik mojej decyzji – wybór specjalizacji, czyli najczęstszej ścieżki kariery lekarza. Mianowicie w Polsce system robienia specjalizacji jest bardzo nieprzyjazny, żeby nie użyć dosadniejszego słowa. Podstawowe grzechy to:
–mała ilość miejsc, co roku na cały kraj jest po mniej niż 10 miejsc z gastroenterologii czy endokrynologii, przy xxxxxxxxxxx absolwentów rocznie.
–możliwość wyboru tylko jednego województwa w rekrutacji, muszę zdecydować, czy rekrutuję się do Wrocławia, czy do Warszawy, nie mogę próbować tu i tu.
–możliwość rekrutacji na tylko jedną specjalizację, nie mogę rekrutować się na chirurga i internistę, myśląc, że jeżeli nie dostanę się na jedno, to pójdę na drugie.
–nie dostanie się na specjalizacje wiąże się z czekaniem na kolejną rekrutację, która jest co pół roku i nigdy nie wiadomo, ile miejsc specjalizacyjnych zostanie za pół roku rzuconych.
–i wreszcie, po dostaniu się na specjalizacje, uproszczając nie można jej zmienić na inną, jeżeli okaże się, że to jednak nie dla mnie. Czyli masz jeden strzał. W Niemczech funkcjonuje to inaczej. Na początku poszedłem na radiologię, na której jednak po pół roku pracy się nie widziałem i teraz zacząłem ortopedię. Nikomu to nie sprawiało problemu, każdy rozumie, że wyobrażenie o specjalizacji na studiach i sama praca to co innego. A lekarz robiący coś, czego nie lubi, najzwyczajniej gorzej leczy i z czasem wyładowuje frustracje na pacjentach. Szerzej temat omówiłem w jednym z moich filmów.
Trzecią przyczyną jest frustracja na niezwracanie uwagi na postulowane zmiany. Przed wyjazdem byłem jedną z najbardziej aktywnych osób działających w Porozumieniu Rezydentów w województwie. Chcąc zmian, razem z kolegami po fachu byliśmy w Warszawie na dwóch manifestacjach, zbieraliśmy na rynku we Wrocławiu podpisy pod petycją, działaliśmy w akcjach promujących nasze postulaty. Gdy okazało się, że nadzieja na zmiany jest nikła, w ramach protestu postanowiłem wyjechać. Z uwagą obserwuję sytuację w Polsce i działalność kolegów.
3. Jakie różnice z perspektywy lekarza, widzi Pan między polską a niemiecką służbą zdrowia?
Podstawowa różnica jest w możliwościach leczenia – znacznie krótszy jest czas oczekiwania na zabiegi, podczas kiedy w Polsce trzeba czekać na zabiegi nieostre nawet więcej niż rok, w Niemczech udaje się to zrobić w ciągu kilku tygodni. Wynika to po pierwsze z większej ilości pieniędzy przeznaczonej na ochronę zdrowia – wydaje nam się, że w podatku na NFZ płacimy dużo, ale tak nie jest. W Polsce na służbę zdrowia przeznacza się 4,8% PKB, w Niemczech – 8,7%, do tego przy wyższym PKB. Natomiast tu i tu wykonuje się te same zabiegi, a leczenie powinno być takie same. Nie ma co się dziwić, że w Niemczech trzeba czekać krócej, dla pacjentów jest lepsze jedzenie, infrastruktura jest ładniejsza, a dostęp do sprzętu jest łatwiejszy.
Drugim powodem jest mądrzejsze rozporządzenie czasem lekarzy. Tutaj na każdym oddziale są mikrofony, przez które lekarze nagrywają to, co musi znaleźć się w dokumentacji. Są specjalnie zatrudnione sekretarki, które odsłuchują to, co dyktuję.
Dzięki temu czas lekarzy jest oszczędzany i mogę poświęcić więcej czasu na pracę merytoryczną, na rozmowę z pacjentem i zastanowienie, dzięki czemu więcej się uczę i pracuję lepiej. Ponadto, gdy pracy jest dużo, w jednostce czasu jestem w stanie zrobić więcej. W Polsce z wykwalifikowanych lekarzy zrobiono sekretarki medyczne, papierów do wypełnienia jest około 3x więcej, w czasie rozmowy z pacjentem patrzyłem się w kartkę lub komputer. W czasie stażu, przez pół dnia roboczego zajmowałem się prowadzeniem pacjentów z jednego końca szpitala na drugi, żeby im pokazać, gdzie mają mieć zrobione RTG lub EKG, bo na 20 lekarzy przypadał jeden sanitariusz. Innym razem szukałem po okolicznych oddziałach działającego ksera. Moja narzeczona z kolei musiała iść po wagę do innego budynku na trzecie piętro, żeby móc zważyć pacjenta. Tak się korzysta z wykwalifikowanej kadry, w której kształcenie państwo włożyło podobno pół miliona złotych od łebka.
4. Jak ocenia Pan poziom wiedzy i umiejętności, między polskimi, a niemieckimi studentami medycyny? Czy lekarze, którzy skończyli swoje studia w Polsce, są dobrze przygotowani do pracy za granicą?
Oczywiście trzeba się nauczyć języka, ale poza tym uważam, że po studiach w Polsce lekarze są dobrze przygotowani merytorycznie do pracy w Niemczech. Zna się więcej teorii niż praktyki, ale tak jest chyba po każdych studiach. Będąc na wymianie w ramach programu Erasmus ja i moi znajomi odnieśliśmy wrażenie, że egzaminy wymagające wiedzy teoretycznej w Polsce są bardziej wymagające, czasem nawet znacznie bardziej (chociaż to zależy od przedmiotu), natomiast w Niemczech było w ramach zajęć więcej praktyki. Np. w ramach zajęć z chirurgii wszyscy obowiązkowo chodzili na salę operacyjną asystować do zabiegów, w Polsce tylko chętni w ramach swojego czasu wolnego. W Niemczech wszyscy na zajęciach z diagnostyki laboratoryjnej pobieraliśmy sobie wzajemnie krew, w Polsce robiliśmy to tylko w czasie praktyk. I to tylko chętni. Z kolei ilość materiału, który trzeba było przyswoić do zdania farmakologii (nauki o lekach, ich interakcjach, drogach podawania) jest w Polsce znacznie większa niż w Niemczech.
5. Czy miał Pan styczność z Niemcami, nim zdecydował się Pan na pracę tutaj i czy wśród niemieckich lekarzy pracuje dużo obcokrajowców?
Tak, mieszkam przy granicy i wielokrotnie bywałem w Niemczech, także jako uczestnik kilkutygodniowych wymian w liceum. Dlatego akurat dla mnie wyjazd nie był aż tak trudną do podjęcia decyzją, tym bardziej że pracuję w przygranicznym landzie. Wiedziałem, na co się piszę. Są jednak tacy, którzy niekoniecznie odnajdą się w pracy u naszych zachodnich sąsiadów – jest to inna kultura, inne poczucie humoru, inne podejście do naprawdę wielu rzeczy. Znam osoby, które wróciły z emigracji w Niemczech, bo mimo lepszych zarobków i warunków zatrudnienia po prostu się tutaj źle czuły, nie potrafiły znaleźć wspólnego języka ze współpracownikami, przez co były nieszczęśliwe. Jestem w stanie to zrozumieć. Kiedyś myślałem, że środowisko pracy jest nieważne, trzeba po prostu robić swoje. Dziś uważam, że w pracy takiej jak lekarz, gdzie trzeba pracować w zespole, dobre relacje są bardzo ważne i nawet dobre zarobki nie są w stanie ich zastąpić.
W każdym szpitalu w Niemczech, w którym byłem, było co najmniej kilku obcokrajowców. W niektórych obcokrajowcy stanowią nawet ponad połowę kadry, jak w szpitalu, w którym pracuje. Nie jest to jednak domena, tylko medycyny – w Niemczech jest w ogóle bardzo dużo imigrantów. Nie spotkałem się jeszcze ze złym patrzeniem ze strony pacjenta z uwagi na zagraniczne pochodzenie, myślę, że Niemcy są już przyzwyczajeni do obcokrajowców.
6. Czy drogi, aby zostać lekarzem w Niemczech i Polsce są takie same?
Bardzo podobne. Tu i tu trzeba skończyć 6-letnie studia i ponad roczny staż, jest kilka różnic, ale są to raczej drobne różnice administracyjne i formalne. Dużą różnicą jest rekrutacja na specjalizacje, o czym pisałem już wyżej. W Niemczech sposób jest prosty i przemyślany – do pracy rekrutujesz się jak do prywatnej firmy, wysyłasz swoje CV i idziesz na rozmowę wstępną. Nie ma żadnej centralnej rekrutacji jak na studia. Po przepracowaniu określonego czasu na oddziałach, które są konieczne do zostania specjalistą, wysyła się zaświadczenia o przepracowanym czasie na danych oddziałach. Jeśli przepracowałem przykładowo 1 rok na ortopedii, 3 miesiące na anestezjologii, 4 lata na chirurgii ogólnej itp., to mogę przystępować do egzaminu specjalizacyjnego z chirurgii ogólnej (wymagania zmyślone, pokazuję tylko ideę).
Każda specjalizacja ma swoje wymagania co do tego, kto może zostać specjalistą. Czyli skacze się między oddziałami, mając otwartą drogę do różnych specjalizacji, bo zależnie od czasu, który spędzę na ortopedii i gdzie pójdę dalej, mogę robić kilka różnych specjalizacji – ortopedię, chirurgię urazową, ogólną oraz inne. Nie zależy to od żadnych egzaminów, po prostu idziesz do pracy tam, gdzie spodobasz się pracodawcy, jak w każdej innej branży. Może zwracać uwagę, na co chce, niekoniecznie na ocenę z egzaminu. Bo jak wynik egzaminu pisemnego ma się mieć do manualnych możliwości potrzebnych w chirurgii. Takie proste, a takie mądre.
7. Jak po skończeniu medycyny w Polsce, zacząć pracę w Niemczech?
Trzeba otrzymać aprobację dyplomu – zwraca się w tym celu do urzędu wojewódzkiego (Landesdirektion) wysyłając podanie i koniecznie dokumenty podane na stronie internetowej. Następnie otrzymuje się termin egzaminu, w którego czasie musimy zebrać wywiad z pacjentem – aktorem, postawić diagnozę i zaproponować leczenie. Po zdaniu egzaminu i sprawdzeniu dokumentów otrzymujemy aprobację – prawo do wykonywania zawodu i możemy zabierać się za szukanie pracy. Omówiłem temat szerzej w jednym z moich filmów:
8. Jakie plusy pracy w Niemczech dostrzegasz i czy to z Niemcami wiążesz swoją karierę?
Już o tym mówiłem, ale w mojej branży dla młodego lekarza na pewno najważniejszy jest lepszy dostęp do specjalizacji. Ponadto lepsze warunki pracy, przez co rozumiem mniejszą ilość papierologii i spraw administracyjnych do załatwienia. Trudno też nie wspomnieć o zarobkach, które w tym momencie dla lekarza rezydenta w Polsce wynoszą 2300 złotych za etat, a w Niemczech kwota jest niemal taka sama, tylko że w euro. Z jednej strony można uznać to za materializm, ale przy takich zarobkach w Polsce trzeba pracować ponad etat, żeby zarobić na mieszkanie i rodzinę, przez co młode małżeństwa lekarskie często widzą się tylko w niedzielę, a dzieci wychowują dziadkowie.
Jestem w Niemczech jeszcze względnie krótko, ale mogę już stwierdzić, że jestem zadowolony. Nasi sąsiedzi traktują mnie z szacunkiem, inwestują we mnie swój czas i pieniądze, bo wiedzą, że im się to zwróci w postaci dobrego pracownika. U nas w telewizji, w czasie rozmów o problemach młodych lekarzy usłyszałem „niech jadą”. Na razie nie planuję wracać do pracy jako lekarz w Polsce.
9. Przygotowując się do wywiadu, znalazłem informację o tym, że Polacy są europejskimi rekordzistami pod względem pieniędzy, jakie zostawiamy w aptekach. Z danych firmy badawczej QuintilesIMS wynika, że w ubiegłym roku wydaliśmy w nich aż 31,5 miliarda złotych. Czy naprawdę jako naród jesteśmy tak chorzy? Czy jest to raczej wynikiem pracy marketingowców wmawiających nam w reklamach, że na wszystko jest lek?
Prawdę mówiąc, nie znałem tego rankingu. Myślę, że wynik badania może wynikać z kilku czynników – w Polsce jest długi okres czekania do specjalistów, przez co przychodzą oni do lekarzy z na tyle zaawansowaną chorobą, że wymaga ona długiej terapii farmakologicznej. Nasze społeczeństwo poza tym jest nieufnie nastawione do ochrony zdrowia, przez co często wolą sami kupować leki bez recepty, bo wolą leczyć się sami, przez co często kupują leki, których nie potrzebują. Być może winni są też sami lekarze, którzy przypisują czasem zbyt dużo leków, żeby zostać uznanymi za dobrych specjalistów – niestety wielokrotnie spotykałem się ze stwierdzeniem, że jakiś lekarz jest zły, bo wypisał mało leków. Ktoś czekał tydzień na wizytę, a lekarz wypisał tylko jeden lek, podczas gdy inny na tę samą chorobę wypisał np. 5. Lekarz wypisujący dużo leków jest często uznany za lepszego, bo wytwarza to złudzenie, że lepiej leczy. Tymczasem wiele leków nie jest potrzebnych do leczenia chorób, na które są przepisywane i dają tylko złudzenie leczenia, jak np. witamina C, czy „leki” homeopatyczne w przeziębieniu. Inna sprawa, że Placebo rzeczywiście nieraz polepsza rokowanie, bo choroba siedzi także w głowie.
10. Starzejące się społeczeństwo i jednocześnie niedobór lekarzy w Polsce, jakie kierunki i specjalizacje będą wkrótce miały problem z niedoborem personelu.
Skoro mówimy o starzejącym się społeczeństwie, na pewno jest warto wspomnieć o geriatrii. Trzeba być do tego silnym psychicznie, mało lekarzy decyduje się na tą ścieżkę kariery, ale chciałbym wspomnieć o czymś innym, bardziej palącym problemie w naszej ochronie zdrowia. Mówię o pielęgniarkach. Społeczeństwo nie zdaje sobie z tego sprawy, ale mamy właśnie katastrofę kadrową. Na jednym z oddziałów, gdzie robiłem staż, najmłodsza pielęgniarka miała 30 lat stażu pracy. Pracujące pielęgniarki odchodzą powoli na emeryturę, a młode wyjeżdżają za granicę zaraz po zakończeniu studiów. Nic dziwnego – muszą studiować przez 5 lat, wykonują ciężką i obciążającą psychicznie pracę, a zarabiają częściej mniej niż pracownicy bez żadnego wykształcenia. Do tego nie mają tylu kolejnych kroków kariery jak lekarze, którzy mogą robić specjalizacje, kiedy to następuje skok zarobkowy. Jest to bardzo niedoceniany zawód. Bardzo niedługo spotka nas nieprzyjemna niespodzianka, bo szpitale nie mogą funkcjonować tak bez pielęgniarek, jak i bez lekarzy.
Po więcej ciekawostek i ewentualnych pytań z Państwa strony, zapraszamy na kanał YouTube i facebookowy profil Michała „Medycyna na łatwo”
W Niemczech stosunkowo mało osób decyduje się na oddanie swoich organów do transplantacji. Jakie są w ogóle przyczyny małego zainteresowania tematem? Jak działa legitymacja dawcy narządów? Poniżej znajdziecie wszystkie najważniejsze informacje na ten temat.
Niemiecki rząd chciałby zwiększyć gotowość Niemców do oddawania narządów do przeszczepów – w końcu u naszych zachodnich sąsiadów na listach oczekujących na nowe organy jest ok. 10.000 osób.
Legitymacja dawcy narządów – można wyrazić zgodę lub sprzeciw
Legitymacja dawcy narządów to oświadczenie woli osoby, która chciałaby, aby w razie jej śmierci mózgowej, przekazać jej organy do transplantacji.
Kasa chorych Barmer przeprowadziła ankietę wśród swoich członków. O opinię zapytano ok. 1000 osób. Jedno z pytań brzmiało: „Czy wiecie, że posiadając legitymację dawcy narządów można wyrazić nie tylko zgodę na pobranie organów, ale też sprzeciw”? Blisko 40% ankietowanych nie była tego świadoma.
Legitymacja dawcy daje jeszcze więcej możliwości, a mianowicie:
możecie się zgodzić na pobranie organów
możecie się sprzeciwić pobraniu organów
możecie się zgodzić na pobranie tylko konkretnych organów lub wykluczyć pobranie jakiegoś organu
możecie określić osobę, która w Waszym imieniu podejmie decyzję, jeśli będzie tego wymagała sytuacja. Uwaga! Nie musi to być członek rodziny.
To nieprawda, że dowód dawcy narządów ważny jest dopiero od 18. roku życia
Za małoletnich to rodzice decydują w wielu przypadkach, ale nie we wszystkich. Młodzież od 16. roku życia może w dowodzie obwieścić, że chce oddać swoje narządy do przeszczepu. Z kolei jak informuje Niemiecka Fundacja Transplantologii Organów (niem. Deutsche Stiftung Organtransplantation, w skrócie DSO), brak zgody na oddanie narządów można obwieścić w dowodzie już od 14. roku życia.
W Niemczech więcej organów się przeszczepia niż oddaje do przeszczepów
Niemcy są członkiem związku ośmiu państw, w których organizacja Eurotransplant reguluje kwestie przyznania organów. Eurotransplant to związek państw dzielących wspólną listę transplantacji narządów i poszukiwania narządów do transplantacji na terenie państw członkowskich Eurotransplantu, ściśle współpracujących ze sobą. Poza Niemcami, pozostałe państwa członkowskie to: Belgia, Chorwacja, Luxemburg, Holandia, Austria, Węgry i Słowenia. Zgodnie z danymi DSO, Niemcy uważane są w tym związku od lat za kraj importowy. W roku 2017 w Niemczech 2595 organów zostało pośmiertnie oddanych do transplantacji. Z tego 434 organy zostały przeszczepione biorcom spoza Niemiec. Z kolei w tym samym roku w Niemczech przeszczepiono 609 organów, które pochodziły od dawców z innego państwa należącego do Eurotransplant.
To, że w Niemczech oddaje się tak mało organów do przeszczepów, jest też winą klinik
W Niemczech oddaje się mniej narządów do transplantacji niż w pozostałych państwach należących do Eurotransplant. Jeśli myślicie, że jest to spowodowane brakiem gotowości Niemców do oddawania organów, to jesteście w błędzie. Źródło problemu tkwi w strukturach klinik transplantologicznych. Axel Rahmel, członek zarządu DSO uważa, że „zanim podjęte zostaną poważne medyczne kroki, powinno się więcej myśleć o oddaniu narządów i więcej o tym mówić. A w codziennym życiu kliniki niestety nie zawsze tak się dzieje.” Nie oznacza to, że kliniki świadomie nie zgadzają się na oddawanie organów. Prawdziwe powody to bardziej ogromna rozbudowa świadczonych usług w szpitalach, olbrzymia presja na stacjach intensywnej terapii i brak personelu.
Wielu Niemców jest skłonnych zgodzić się na wprowadzenie regulacji dot. nie wyrażenia zgody na oddanie narządów do przeszczepów
Jakie muszą być spełnione warunki przed oddaniem organów do transplantacji?
Dwóch specjalnie wyszkolonych w tym kierunku lekarzy musi niezależnie od siebie stwierdzić śmierć mózgową potencjalnego dawcy, a więc ostateczny i nieodwracalny zanik wszystkich funkcji kresomózgowia, móżdżku oraz pnia mózgu.
Zgoda zmarłego musi być przedłożona w formie dowodu dawcy narządów albo członkowie rodziny muszą się zgodzić na pobranie narządów, o ile nie ma takiego oświadczenia woli ze strony zmarłego.
W wielu krajach europejskich działa to trochę inaczej – chodzi tu o regulacje dot. sprzeciwu wobec pobrania narządów. Jeśli ktoś nie wyrazi sprzeciwu albo wyraźnie nie przekaże kwestii podjęcia decyzji w tej sprawie innej osobie, automatycznie uważany jest za potencjalnego dawcę organów. We wcześniej wspomnianej ankiecie kasy chorych Barmer, aż 58% osób z tysiąca ankietowanych było za wprowadzeniem takiego rozwiązania w Niemczech, 27% było przeciwnych a 15% było niezdecydowanych lub nie podali oni żadnej odpowiedzi.
To nie populistyczne hasło, a instrukcje dla pracowników w jednej z najlepszych paryskich restauracji, „L’Avenue”, znajdującej się nieopodal słynnego bulwaru Champs-Elysees.
Dyskryminacja?
Z dziennikarskiego śledztwa przeprowadzonego przez redakcję BuzzFeed wynika, że restauracja miała systematycznie odmawiać telefonicznych rezerwacji, osobom z arabsko brzmiącymi nazwiskami.
Prócz arabsko brzmiących nazwisk, pracownicy, którzy przyjmowali rezerwację, mieli „ściągę” z numerami kierunkowymi krajów, dla których restauracja zawsze miała być pełna. Jak widać na załączonym zdjęciu są to między innymi: Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn oraz Arabia Saudyjska.
Wszyscy pracownicy, którzy przyjęli rezerwację na arabskie nazwisko, byli upominani i szykanowani przez szefa, dzięki czemu sprawa ujrzała światło dzienne.
Piękna czy bogata?
Podobnie sprawa miała się z klientami, którzy bez rezerwacji wybierali się na miejsce, a dla których notorycznie go brakowało. Obsługa restauracji miała używać argumentu „braku miejsc” dla kobiet w chustach oraz wszystkich wyglądających na obywateli krajów bliskiego wschodu, nawet wtedy gdy restauracja nie była pełna. „Właściciel restauracji często mówił, że woli na tarasie dwie piękne blondynki z kawą, aniżeli bogatą kobietę w chuście” – powiedziała w wywiadzie udzielonym dla BuzzFeed jedna z byłych pracownic restauracji, w której pracowała ponad 10 lat.
Co na to Paryż?
Zastępca burmistrza Paryża odpowiedzialnego za walkę z dyskryminacją, Hélène Bidard, wystosowała pismo do prokuratora Republiki Francuskiej, François Molins, z prośbą o zbadanie ewentualnych aktów dyskryminacji.
INADMISSIBLE ! Après les graves révélations sur le restaurant L'Avenue à @Paris 8ème, grâce aux témoignages des employées, nous demandons au Procureur de la République de Paris d'ouvrir une enquête concernant d'éventuels faits de #discriminations cc @Fredhocpic.twitter.com/X2UwCEhB7W
Nie znam francuskiego prawa, ale restauracja to prywatny biznes. Właściciel może sam decydować, dla kogo chce gotować i kogo obsługiwać. Osiągnął pewien status, a jego „L’Avenue” ma renomę, należy więc przypuszczać, że doskonale zdawał sobie sprawę z takiego, a nie innego nastawienia do klientów i działał świadomie. Jego sprawa. W każdym razie, płaci podatki miastu, które teraz nasłało na niego prokuratora. Dla jednych to dyskryminacja, a dla innych wręcz przeciwnie, świetny argument, by to właśnie tam wybrać się na posiłek. Jeśli tak dalej pójdzie to jedynym wyborem na romantyczną kolację w Paryżu zostaną kebaby.
Nie dajmy się zwariować poprawności politycznej! Coraz mniej wolności, a z Francji do Niemiec niedaleko.
PS. mała dygresja dla wszystkich Panów. Nie wiem jak się ma sprawa z kobietami w chustach we Francji, ale osobiście Francuzki kojarzą mi się jeszcze tak: