Niemcy: Co zmienia się dla kierowców w 2026 roku? Droższe paliwo i nowe zasady dla aut elektrycznych

0

Nowy rok, nowe regulacje dla milionów kierowców

Od początku 2026 roku w Niemczech weszło w życie wiele zmian istotnych dla milionów kierowców. Część z nich oznacza realne korzyści finansowe, inne wiążą się z dodatkowymi kosztami lub nowymi obowiązkami. Zmiany dotyczą m.in. ulg podatkowych dla dojeżdżających do pracy, cen paliw, samochodów elektrycznych, dokumentów pojazdu oraz przepisów technicznych.

Poniżej szczegółowe i uporządkowane omówienie wszystkich kluczowych nowości.

Obowiązkowa wymiana prawa jazdy – ważny termin w styczniu 2026

Prawo jazdy wydane w latach 1999–2001 musi zostać wymienione na nowy, zabezpieczony przed fałszerstwami unijny dokument w formie karty. Ostateczny termin upływa 19 stycznia 2026 roku.

Z obowiązku tego są tymczasowo zwolnione osoby urodzone przed 1953 rokiem – dla nich ostateczny termin wymiany prawa jazdy wyznaczono na 2033 rok.

Kierowcy, którzy po 19 stycznia 2026 roku będą posługiwać się starym dokumentem, muszą liczyć się z:

  • mandatem w wysokości 10 euro,
  • obowiązkiem późniejszego okazania nowego prawa jazdy na policji,
  • dodatkowymi kosztami w razie niewywiązania się z tego obowiązku.

Warto pamiętać, że niemieckie wypożyczalnie samochodów nie akceptują już starych papierowych praw jazdy. Na terenie innych krajów UE dokument ten będzie jeszcze honorowany do 2033 roku.

Wyższa ulga dla dojeżdżających do pracy

Od 1 stycznia 2026 roku w Niemczech obowiązuje jednolita stawka ulgi dla dojeżdżających (Pendlerpauschale) w wysokości 38 centów za każdy kilometr, liczony od pierwszego kilometra.

Nowe zasady obowiązują:

  • niezależnie od środka transportu (samochód, komunikacja publiczna, rower),
  • bez wcześniejszego podziału na stawki do 20. kilometra i powyżej.

Istotne jest, że ulga przysługuje wyłącznie za jeden kierunek dojazdu do miejsca pracy, a nie za trasę w obie strony.

Wyższe ceny paliwa przez podatek CO₂

Od początku roku wzrosły ceny paliw, co jest bezpośrednim skutkiem podwyżki opłaty za emisję CO₂. Według danych ADAC:

  • benzyna Super E10 zdrożała średnio o około 3,4 centa za litr,
  • olej napędowy podrożał o około 4 centy za litr.

Dotychczasowa stawka podatku CO₂ wynosiła 55 euro za tonę, natomiast obecnie mieści się w przedziale 55–65 euro za tonę CO₂, co bezpośrednio przekłada się na koszty tankowania.

Wyższa premia klimatyczna dla właścicieli aut elektrycznych

W 2026 roku ponownie wzrosła premia THG, czyli świadczenie dla właścicieli:

  • samochodów elektrycznych,
  • elektrycznych skuterów.

Najwyższe stawki oferowane przez pośredników sięgają obecnie 290 euro rocznie.

Procedura uzyskania premii jest uproszczona:

  1. rejestracja u pośrednika zajmującego się handlem kwotami emisyjnymi,
  2. przesłanie kopii dowodu rejestracyjnego,
  3. podanie danych bankowych.

Pozostałe formalności realizowane są przez pośrednika.

Cyfrowy dowód rejestracyjny pojazdu

Aplikacja i-Kfz, umożliwiająca korzystanie z cyfrowego dowodu rejestracyjnego, została już uruchomiona dla osób prywatnych. W 2026 roku system ten zostaje rozszerzony na:

  • firmy,
  • stowarzyszenia,
  • floty firmowe,
  • pojazdy wynajmowane.

Oznacza to możliwość przechowywania dokumentów pojazdu w formie cyfrowej, bez konieczności wożenia wersji papierowej.

Nowe możliwości zarabiania dzięki ładowaniu dwukierunkowemu

Nowelizacja niemieckiej ustawy energetycznej, obowiązująca od 1 stycznia 2026 roku, umożliwia wykorzystywanie samochodów elektrycznych jako magazynów energii.

Auta wyposażone w technologię ładowania dwukierunkowego mogą oddawać energię zgromadzoną w akumulatorach do sieci. Obecnie dotyczy to około 225 tysięcy pojazdów elektrycznych.

Według szacunków firm z branży energetycznej:

  • możliwe jest uzyskanie nawet 700 euro rocznie,
  • konieczna jest instalacja specjalnej ładowarki typu wallbox (koszt od ok. 1000 euro),
  • oferty rynkowe mają pojawić się w ciągu najbliższych miesięcy.

Obowiązkowy paszport baterii dla nowych akumulatorów

Od 2026 roku dla nowych akumulatorów do samochodów elektrycznych wymagane będzie gromadzenie szczegółowych danych eksploatacyjnych, takich jak:

  • aktualna pojemność,
  • stopień zużycia,
  • parametry techniczne.

Dane te będą publicznie dostępne w bazie danych i możliwe do odczytania za pomocą kodu QR zawartego w dokumentacji pojazdu.

Od 2027 roku informacje te zostaną zintegrowane w jednolitym paszporcie baterii, obejmującym m.in. wskaźnik „State of Health” (SoH), co ma ułatwić wycenę używanych samochodów elektrycznych.

Nowa dopłata do zakupu samochodów elektrycznych

W 2026 roku rząd federalny planuje wprowadzenie nowej premii na zakup samochodów elektrycznych i hybryd plug-in, skierowanej do gospodarstw domowych o niskich i średnich dochodach.

Zasady wsparcia:

  • 3000 euro podstawowej dopłaty,
  • dodatkowo 1000 euro na dzieci (maksymalnie dwoje, po 500 euro na dziecko),
  • próg dochodowy: 80 000 euro brutto rocznie na gospodarstwo domowe,
  • osoby z dochodem poniżej 3000 euro netto miesięcznie otrzymają dodatkowe 1000 euro.

Wsparcie obejmie pojazdy o cenie katalogowej do 45 000 euro netto. Dotyczy zarówno zakupu, jak i leasingu. Na ten moment nie jest jasne, czy program obejmie także auta używane.

Zwolnienie z podatku drogowego dla aut elektrycznych

Samochody elektryczne pozostają zwolnione z podatku drogowego (Kfz-Steuer) do 2035 roku, pod warunkiem że:

  • zostaną zarejestrowane po raz pierwszy do 31 grudnia 2030 roku.

Zwolnienie obowiązuje maksymalnie przez 10 lat od pierwszej rejestracji, również w przypadku zmiany właściciela pojazdu.

Zmiana koloru plakietki TÜV

W 2026 roku:

  • niebieska plakietka TÜV oznacza obowiązek przejścia badania technicznego,
  • po pozytywnej kontroli pojazd otrzyma brązową plakietkę, ważną do 2028 roku.

Pojazdy z pomarańczową plakietką powinny były przejść badanie techniczne już w 2025 roku. Żółta plakietka oznacza termin badania dopiero w przyszłym roku.

Nowy kolor tablicy ubezpieczeniowej

Od 1 marca 2026 roku zmienia się kolor tablicy ubezpieczeniowej dla:

  • motorowerów,
  • skuterów,
  • lekkich pojazdów czterokołowych.

W sezonie 2026/2027 obowiązywać będzie kolor czarny.

źródło: bild.de

Niemcy: „Uzdrowicielka” oskarżona o wyłudzenie 321 300 euro

1

Proces o lichwę i nadużycia przy leczeniu bólu

Przed niemieckim sądem toczy się proces, który wzbudza duże zainteresowanie opinii publicznej. 64-letnia Karin H., określająca siebie jako uzdrowicielkę, została oskarżona o lichwę oraz uporczywe nękanie swojej klientki. Według prokuratury, przez ponad dziesięć lat wyłudziła od kobiety cierpiącej na silne bóle kręgosłupa łącznie 321 300 euro, oferując jej kontrowersyjną tzw. „terapię opukiwania”.

Początek relacji: od spotkania w Lipsku do wieloletniej „terapii”

Jak poinformowała prokuratura w Lipsku, Karin H. i jej późniejsza klientka, 46-letnia dziś Tanja Z. (nazwisko zmienione), poznały się we wrześniu 2010 roku podczas spotkania autorskiego w Lipsku. Miesiąc później kobieta zgłosiła się do uzdrowicielki z powodu silnych i przewlekłych bólów pleców.

Wówczas miała rozpocząć się tzw. „terapia opukiwania” (Klopftherapie), polegająca na rytmicznym stukaniu w określone punkty akupunkturowe ciała. Według zwolenników tej metody ma ona usuwać rzekome „blokady energetyczne”, które – jak twierdzą – odpowiadają za dolegliwości fizyczne i psychiczne, takie jak stres, lęki czy traumy.

Nawet 17 godzin „terapii” dziennie i seanse na odległość

Z ustaleń śledczych wynika, że Karin H. miała stosować tę metodę nawet do 17 godzin dziennie. Co więcej, część „zabiegów” odbywała się w sposób szczególnie kontrowersyjny – na odległość. Jak zapisano w akcie oskarżenia, oskarżona miała stukać we własne uda, zapewniając klientkę, że w ten sposób usuwa blokady w jej głowie.

Według prokuratury Karin H. postrzegała siebie jako „współpracownicę Boga” i miała obiecywać kobiecie przygotowanie jej do „wielkiej kariery życiowej”.

Rosnące koszty i presja finansowa

Stawka godzinowa za „terapię” miała wynosić początkowo 77 euro, jednak – jak twierdzi prokuratura – oskarżona wielokrotnie ją podnosiła. W niektórych przypadkach żądała nawet do 1 500 euro dziennie, a zdarzało się również, że pięciokrotnie zwiększała stawkę z dnia na dzień.

Gdy Tanja Z. próbowała zakończyć leczenie, Karin H. wywierała na niej presję psychiczną, strasząc ją samotnością, chorobą i wizją starości spędzonej „samotnie w fotelu bujanym”.

Izolacja, pogorszenie zdrowia i skrajne obciążenie psychiczne

Zgodnie z ustaleniami prokuratury, oskarżona nakazywała swojej klientce nie rozmawiać z nikim o terapii. W przerwach pomiędzy sesjami kobieta miała być zmuszana do spożywania od pięciu do dziesięciu tabliczek czekolady dziennie.

W efekcie poszkodowana znacznie przybrała na wadze, a jej stan zdrowia – zarówno fizyczny, jak i psychiczny – systematycznie się pogarszał. Według aktu oskarżenia doszło aż do zagrożenia samobójstwem.

Kredyty, polisy i uzdrowicielka jako beneficjentka

Prokuratura zarzuca Karin H., że wywierała na Tanję Z. ogromną presję finansową, w wyniku której kobieta zaciągnęła pożyczkę oraz zawarła polisy ubezpieczeniowe na życie, wskazując uzdrowicielkę jako osobę uposażoną.

Zerwanie kontaktu i zarzut uporczywego nękania

W styczniu 2018 roku Tanja Z. zdecydowała się definitywnie przerwać „terapię”. Zablokowała wszelkie kanały kontaktu i przekazała uzdrowicielce, że wolałaby umrzeć, niż kontynuować leczenie.

Mimo to, jak twierdzi prokuratura, Karin H. dalej ją nękała. Według aktu oskarżenia kobieta weszła nawet na posesję klientki, przechodząc przez ogrodzenie przy użyciu drabiny.

Linia obrony oskarżonej

Karin H., która przedstawia się jako była asystentka medyczna z nieukończonymi studiami medycznymi i obecnie „pracownica w obszarze duchowym i psychicznym”, nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że większość rachunków sporządzała sama Tanja Z., ponieważ ona „nie radzi sobie z obsługą komputera”.

Zaprzecza również, jakoby miała wiedzę na temat pożyczek, a w kwestii polis ubezpieczeniowych zapewnia, że chciała je zwrócić.

Stan zdrowia poszkodowanej i dalszy przebieg procesu

Tanja Z. krótko przed rozpoczęciem procesu doznała poważnego załamania zdrowotnego i nie była w stanie złożyć zeznań. Zgodnie z informacjami sądu, jej przesłuchanie zaplanowano na 23 stycznia.

Proces ma odpowiedzieć na pytanie, czy doszło do systematycznego wykorzystywania osoby chorej i podatnej na manipulację, czy też – jak twierdzi oskarżona – relacja miała charakter dobrowolny i opierała się na wzajemnych ustaleniach.

źródło: bild.de

Czy kanclerz Niemiec chce wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo Ukrainy i reszty Europy?

2

Szczyt w Paryżu i wyraźna zmiana kursu Berlina

Podczas szczytu poświęconego Ukrainie, który odbył się w Paryżu, kanclerz Niemiec Friedrich Merz (CDU) zapowiedział gotowość Berlina do militarnego udziału w zabezpieczeniu ewentualnego zawieszenia broni między Ukrainą a Rosją. Byłaby to istotna zmiana dotychczasowego stanowiska Niemiec, które do tej pory unikały deklaracji dotyczących bezpośredniego zaangażowania wojskowego w tym kontekście.

Merz podkreślił, że udział Bundeswehry miałby odbywać się wyłącznie na terytorium państw NATO, sąsiadujących z Ukrainą, a nie bezpośrednio na jej obszarze.

Niemcy gotowe do udziału wojskowego na terytorium NATO

Po spotkaniu tzw. „Koalicji chętnych” w Paryżu kanclerz Niemiec oświadczył, że Republika Federalna Niemiec jest gotowa wnieść wkład wojskowy w monitorowanie i zabezpieczenie rozejmu, o ile do niego dojdzie.

Może to obejmować na przykład zgłoszenie niemieckich sił do udziału w działaniach na sąsiadującym z Ukrainą terytorium NATO po zawarciu zawieszenia broni – zaznaczył Merz.

Jednocześnie jasno wskazał, że decyzja o charakterze i skali niemieckiego zaangażowania należałaby do rządu federalnego oraz Bundestagu i mogłaby zapaść dopiero po spełnieniu określonych warunków.

Warunki Berlina: gwarancje USA i „amerykański backstop”

Kanclerz podkreślił, że kluczowym warunkiem niemieckiego udziału byłoby zapewnienie silnych, prawnie wiążących gwarancji bezpieczeństwa ze strony Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście mówił również o konieczności istnienia tzw. amerykańskiego „backstopu”, czyli zabezpieczenia amerykańskiego wsparcia dla europejskiego zaangażowania wojskowego.

Merz wyraził przekonanie, że Waszyngton jest gotowy do udzielenia takiego wsparcia. Zapewnił przy tym, że Niemcy będą nadal angażować się politycznie, finansowo oraz – w razie potrzeby – militarnie na rzecz bezpieczeństwa Ukrainy.

Bundeswehra poza Ukrainą, ale w bezpośrednim sąsiedztwie

Wypowiedzi kanclerza po raz pierwszy otworzyły możliwość wysłania żołnierzy Bundeswehry w ramach międzynarodowej misji związanej z Ukrainą. Merz jednoznacznie zaznaczył jednak, że niemieccy żołnierze nie byliby rozmieszczeni na terytorium Ukrainy, lecz w jednym z sąsiednich państw należących do NATO.

Zapytany, czy taka forma obecności byłaby wystarczająca, Merz odpowiedział, że oba warianty mogą się uzupełniać. Podkreślił, że podstawą bezpieczeństwa Ukrainy pozostają własne siły zbrojne, które muszą być wzmacniane i wspierane, natomiast dodatkowe wojska w państwach sąsiednich mogłyby zostać użyte w razie ponownej rosyjskiej agresji.

Liczba i zadania niemieckich żołnierzy pozostają nieznane

Od wielu miesięcy w gronie zachodnich sojuszników toczy się debata na temat mechanizmów zabezpieczenia ewentualnego rozejmu oraz ochrony Ukrainy przed kolejnymi atakami Rosji. Dotychczas inicjatywę w tej sprawie wykazywały przede wszystkim Francja i Wielka Brytania, podczas gdy Niemcy podkreślały, że rozmowa o udziale wojskowym jest przedwczesna bez jasnych ustaleń politycznych.

Deklaracja Friedricha Merza oznacza odejście od tej ostrożnej linii. Kanclerz po raz pierwszy otwarcie zadeklarował gotowość Niemiec do udziału militarnego, choć liczba żołnierzy oraz zakres ich zadań nie zostały jeszcze określone.

Międzynarodowa koalicja i dotychczasowe zaangażowanie Niemiec

Już we wrześniu 26 państw zachodnich zadeklarowało gotowość do wysłania wojsk w celu zabezpieczenia ewentualnego pokoju lub zawieszenia broni między Rosją a Ukrainą. Rozważane są różne formy obecności: siły lądowe, powietrzne oraz morskie. Celem takiej misji byłoby odstraszanie przed nową agresją i długofalowe wzmocnienie bezpieczeństwa Ukrainy.

Francja wielokrotnie podkreślała, że nie chodzi o bezpośredni udział w walkach na froncie, lecz o działania stabilizacyjne prowadzone z większej odległości.

Niemcy już dziś są obecne militarnie we wschodniej flance NATO. W ubiegłym roku uruchomiono niemiecką brygadę pancerną na Litwie, która do 2027 roku ma liczyć około 5000 żołnierzy. Ponadto niemieckie samoloty bojowe uczestniczą w ochronie przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, Polski oraz Rumunii.

Nowością byłoby jednak włączenie niemieckich żołnierzy do międzynarodowej formacji, której zadaniem byłoby bezpośrednie zabezpieczanie bezpieczeństwa Ukrainy w razie zawieszenia broni.

Apel do młodych Ukraińców

Podczas szczytu w Paryżu kanclerz Niemiec zwrócił się również z apelem do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Merz podkreślił, że młodzi Ukraińcy powinni w przyszłości angażować się w odbudowę bezpiecznej i stabilnej gospodarczo Ukrainy, zamiast wyjeżdżać do Niemiec, Polski czy Francji – jak, według jego słów, ma to obecnie miejsce.

Zełenski: gwarancje bezpieczeństwa nabierają realnych kształtów

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, odnosząc się do wyników paryskiego spotkania, ocenił je jako istotny krok naprzód. Podkreślił, że omawiane gwarancje bezpieczeństwa zyskały konkretną treść, a nie pozostały jedynie na poziomie deklaracji.

To nie są tylko słowa. Mamy konkretną treść: wspólną deklarację wszystkich państw koalicji oraz trójstronną deklarację Francji, Wielkiej Brytanii i Ukrainy – powiedział Zełenski podczas konferencji prasowej z udziałem Friedricha Merza, brytyjskiego premiera Keira Starmera, prezydenta Francji Emmanuela Macrona oraz przedstawicieli Stanów Zjednoczonych, Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera.

Zdaniem prezydenta Ukrainy dokumenty te dowodzą realnej determinacji Zachodu, by dążyć do trwałego bezpieczeństwa jego kraju.

źródło: spiegel.de

Niemcy: Albańczyk zaatakował nożem w Hamburgu. Krwawy ślad prowadził z małej knajpy na ulicę

2

Brutalna nocna awantura w dzielnicy Billstedt

Do poważnego aktu przemocy doszło w nocy z wtorku na środę w Hamburgu. W niewielkiej knajpie w dzielnicy Billstedt wybuchła gwałtowna kłótnia między dwoma mężczyznami, która zakończyła się atakem nożem. Jeden z uczestników zajścia, 55-letni mężczyzna, został ciężko ranny.

Na miejscu zdarzenia policjanci zastali liczne ślady krwi na podłodze oraz przewrócony stołek, co wskazywało na wyjątkowo brutalny przebieg zdarzeń.

Atak tuż po trzeciej

Do zdarzenia doszło krótko po godzinie 3:00 w środę. Jak ustaliła policja, w niewielkim lokalu doszło do ostrej sprzeczki pomiędzy dwoma mężczyznami. W jej trakcie 51-letni obywatel Albanii zaatakował 55-latka przy użyciu noża, zadając mu poważne obrażenia.

Z lokalu na zewnątrz prowadziła wyraźna smuga krwi, ciągnąca się aż na ulicę, co potwierdza skalę przemocy, do jakiej doszło w małej przestrzeni baru.

Poszkodowany trafił do szpitala

Na miejsce natychmiast wezwano pogotowie ratunkowe. Ranny mężczyzna otrzymał pomoc medyczną na miejscu, po czym został przewieziony do szpitala. Jak poinformowała policja w rozmowie z mediami, obrażenia były ciężkie, jednak – według aktualnych informacji – nie zagrażają bezpośrednio życiu poszkodowanego.

Sprawca uciekł, potem sam zgłosił się na policję

Po ataku sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia. Policja rozpoczęła natychmiastowe działania poszukiwawcze. Jeszcze tego samego dnia 51-letni Albańczyk sam zgłosił się na jeden z komisariatów w Hamburgu, gdzie został tymczasowo zatrzymany.

Funkcjonariusze przez wiele godzin – mimo zimna i nocnej pory – zabezpieczali ślady zarówno wewnątrz lokalu, jak i przed budynkiem.

Motywy ataku nadal nieznane

Okoliczności i przyczyny konfliktu pozostają na razie niejasne. Policja bada, co doprowadziło do eskalacji sprzeczki oraz jakim dokładnie narzędziem zadano obrażenia, które początkowo mogły stanowić zagrożenie dla życia ofiary.

Śledczy analizują również, czy charakter obrażeń uzasadnia włączenie do sprawy wydziału zabójstw. Decyzja w tej kwestii ma zapaść po dokładnej analizie materiału dowodowego i opinii biegłych.

Dochodzenie w toku

Sprawa pozostaje rozwojowa. Policja prowadzi intensywne czynności wyjaśniające, przesłuchuje świadków oraz analizuje przebieg zdarzeń, aby w pełni odtworzyć okoliczności nocnej awantury, która w jednej chwili przerodziła się w brutalny atak z użyciem noża.

źródło: bild.de

Niemcy: lewicowi ekstremiści przyznają się do ataku na infrastrukturę w Berlinie. Drugie oświadczenie po spekulacjach o Rosji

4

Nowe oświadczenie sprawców po blackoutcie w Berlinie

Grupa określająca się jako anonimowa Vulkangruppe opublikowała drugie oświadczenie, w którym ponownie przyznaje się do sabotażu infrastruktury energetycznej w Berlinie. Atak doprowadził do poważnych przerw w dostawie prądu w południowo-zachodniej części miasta. Sprawcy przedstawiają się jako środowisko skrajnie lewicowe i określają swoje działania jako „polityczną akcję wymierzoną w system”.

Nowy komunikat pojawił się po nasilających się spekulacjach, jakoby za atakiem mogły stać rosyjskie służby lub podmioty powiązane z Rosją.

„Nie przeciwko ludziom”, lecz przeciwko infrastrukturze

W opublikowanym oświadczeniu ekstremiści twierdzą, że ich działania „nie są skierowane przeciwko ludziom”, lecz przeciwko infrastrukturze, która – jak piszą – „codziennie niszczy środowisko”. Jednocześnie wprost przyznają, że mieli świadomość konsekwencji swojego czynu.

W treści pisma zaznaczają, że skutki ataku dotykające osoby starsze, chore oraz dzieci nie były przypadkowe. Jak stwierdzili autorzy oświadczenia, „te trudności nie są dziełem przypadku”, co jednoznacznie wskazuje, że liczyli się z negatywnymi skutkami dla ludności cywilnej.

Odrzucenie zarzutów o rosyjskie sterowanie

Członkowie Vulkangruppe stanowczo odrzucają sugestie, że ich działania mogły być inspirowane lub sterowane z Rosji. W ich ocenie takie tezy są próbą usprawiedliwienia bezradności państwa.

„To próba ukrycia własnej bezsilności” – napisali, dodając, że fakt, iż ludzie działający lokalnie są w stanie skutecznie zaatakować infrastrukturę, nie pasuje do narracji bezpieczeństwa prezentowanej przez polityków i instytucje państwowe. Ich zdaniem właśnie dlatego „konstruuje się zewnętrznego wroga”.

Policja: brak jakichkolwiek śladów prowadzących do Rosji

Do spekulacji na temat możliwego rosyjskiego udziału odniósł się również wiceprezes policji Berlina Marco Langner. We wtorek podkreślił jednoznacznie, że nie istnieją żadne dowody wskazujące na Rosję.

Jak zaznaczył, analizy prowadzone wspólnie z Federalnym Urzędem Kryminalnym (BKA) wyraźnie wskazują na Vulkangruppe. Policja uznaje opublikowane oświadczenia za autentyczne i jednoznacznie lokuje sprawców w środowisku skrajnej lewicy.

Intensywne działania śledcze i analiza miejsca ataku

Langner poinformował, że służby bardzo dokładnie zbadały miejsce ataku oraz użyty środek przyspieszający spalanie. W dochodzeniu wykorzystano psy tropiące, a także przeanalizowano nagrania z kamer monitoringu na dworcach i w przestrzeni publicznej.

Jak zapewnił wiceprezes policji, śledczy zamierzają wykorzystać wszystkie dostępne możliwości techniczne, aby doprowadzić do identyfikacji sprawców. Funkcjonariusze zwracają uwagę, że zarówno język użyty w oświadczeniu, jak i dobór celów ataku, odpowiadają schematom znanym ze środowisk skrajnie lewicowych.

Politycy CDU podzieleni w ocenie możliwych inspiracji

Nie wszyscy politycy są jednak gotowi całkowicie wykluczyć inne scenariusze. Poseł CDU zajmujący się polityką zagraniczną, Roderich Kiesewetter, stwierdził w rozmowie z dziennikiem „Die Welt”, że przeprowadzona analiza językowa budzi wątpliwości.

Zwrócił uwagę, że po przetłumaczeniu tekstu z powrotem na język rosyjski brzmiał on znacznie bardziej naturalnie niż w oryginalnym, „nieporadnym” niemieckim. Jego zdaniem może to oznaczać albo niski poziom językowy autorów, albo zewnętrzny wpływ na treść oświadczenia. Podkreślił przy tym, że na obecnym etapie nie należy wykluczać żadnej hipotezy.

Głos byłych polityków i ekspertów językowych

Były sekretarz generalny CDU Ruprecht Polenz napisał w serwisie X, że interesuje go, czy brutalna, skrajnie lewicowa Vulkangruppe mogła mieć kontakty z rosyjskim wywiadem, który – jego zdaniem – mógłby wykorzystywać takie grupy do aktów sabotażu.

Dodatkowe wątpliwości zgłosiła również ekspertka ds. sztucznej inteligencji i analizy języka Andrea Schlüter. Na platformie Bluesky stwierdziła, że w niektórych fragmentach oświadczenia jest „dość pewna”, iż tekst nie został pierwotnie napisany po niemiecku.

Śledztwo trwa, a sprawa pozostaje otwarta

Choć berlińska policja nie widzi obecnie żadnych dowodów na zagraniczne sterowanie atakiem, śledztwo wciąż trwa. Analizowane są zarówno aspekty techniczne ataku, jak i kontekst polityczny oraz językowy opublikowanych oświadczeń.

Sprawa sabotażu infrastruktury energetycznej w Berlinie pozostaje jednym z najpoważniejszych incydentów o charakterze ekstremistycznym w ostatnich miesiącach i nadal budzi duże emocje – zarówno wśród polityków, jak i opinii publicznej.

źródło: bild.de

Niemcy: Policja poszukuje Somalijczyka z Aschaffenburga. Bohater, który powstrzymał nożownika, zniknął po decyzji o deportacji

0

Od publicznego uznania do policyjnych poszukiwań

Jeszcze niedawno był publicznie chwalony za odwagę i obywatelską postawę, dziś niemiecka policja prowadzi jego poszukiwania. 31-letni Somalijczyk Ahmed Mohamed Odowaa, który w Aschaffenburgu stanął na drodze napastnikowi uzbrojonemu w nóż, od przełomu roku jest formalnie zobowiązany do opuszczenia Niemiec. Ponieważ nie wiadomo, gdzie obecnie przebywa, został wpisany do rejestru osób poszukiwanych w celu zatrzymania.

Władze nie wiedzą, czy opuścił Niemcy

Organy administracyjne w Dolnej Frankonii przyznają, że nie mają pewności, czy Odowaa faktycznie wyjechał z Niemiec. Choć niektóre media informują o jego wyjeździe, urzędowo nie zostało to dotychczas potwierdzone.

Jak poinformowała Rada Rządowa Dolnej Frankonii, mężczyzna nie zgłosił swojego wyjazdu do Centralnego Urzędu ds. Cudzoziemców. W komunikacie podkreślono, że w takich przypadkach urzędy nie dysponują narzędziami pozwalającymi ustalić rzeczywiste miejsce pobytu osoby, zwłaszcza poza granicami kraju. Z tego powodu wydano nakaz poszukiwania w celu zatrzymania.

Odrzucony azyl i wcześniejsze wyroki

Wniosek azylowy Ahmeda Mohameda Odowaa został odrzucony już w maju 2024 roku, a złożona przez niego skarga nie przyniosła skutku. Mimo posiadania zezwolenia na pracę, mężczyzna — według władz — nie podjął legalnego zatrudnienia i utrzymywał się ze świadczeń socjalnych.

Ponadto, jak przekazał urząd w Würzburgu (Bawaria), 31-latek był wielokrotnie skazywany za różne przestępstwa. Ostatnio mieszkał w ośrodku zakwaterowania w Würzburgu, jednak — zgodnie z informacjami urzędowymi — jego pokój pozostaje niezamieszkany od 15 grudnia 2025 roku.

Obowiązek wyjazdu do Włoch

Ahmed Mohamed Odowaa ma obowiązek wyjazdu do Włoch, gdzie posiada ważne prawo pobytu. W związku z tym niemieckie władze nałożyły na niego zakaz wjazdu i pobytu na terytorium Niemiec.

Rzeczniczka urzędu wyjaśniła, że w przypadku nielegalnego powrotu do Niemiec mężczyzna musiałby liczyć się z osadzeniem w areszcie deportacyjnym, a następnie z przymusowym przekazaniem do Włoch, podobnie jak każda inna osoba uchylająca się od obowiązku opuszczenia kraju.

Tymczasowa tolerancja po ataku nożownika

Po ataku nożownika w styczniu ubiegłego roku, podczas którego Odowaa aktywnie interweniował i stanął w obronie innych osób, otrzymał on czasowe zezwolenie na pobyt w formie tzw. tolerancji (Duldung). Było to związane z jego rolą kluczowego świadka w postępowaniu karnym.

Sprawa przeciwko napastnikowi — psychicznie choremu obywatelowi Afganistanu — została już zakończona. Mężczyzna został umieszczony w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym o charakterze sądowym.

Odznaczenie za odwagę cywilną

Za swoją postawę podczas ataku Ahmed Mohamed Odowaa został w maju ubiegłego roku uhonorowany przez burmistrza Bawarii Markusa Södera (CSU) Medalem św. Krzysztofa, przyznawanym za szczególną odwagę cywilną.

Obecnie jednak jego los ponownie znajduje się w centrum uwagi niemieckich służb — tym razem w kontekście postępowania deportacyjnego i poszukiwań policyjnych.

źródło: bild.de; Foto: www.change.org

Niemcy po ataku na sieć energetyczną w Berlinie. Eksperci ostrzegają przed ryzykiem wielkich blackoutów w innych miastach

1

Tysiące gospodarstw domowych bez prądu po ataku w Berlinie

Od soboty tysiące gospodarstw domowych w Berlinie pozostają bez dostaw energii elektrycznej. Jak potwierdziły niemieckie władze, doszło do politycznie motywowanego ataku o podłożu lewicowo-ekstremistycznym, który sparaliżował jednocześnie trzy dzielnice miasta. Uszkodzenia infrastruktury są na tyle poważne, że naprawa potrwa jeszcze kilka dni.

Wydarzenie wywołało ogólnokrajową dyskusję na temat bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej i pytanie, czy podobny scenariusz mógłby powtórzyć się w innych niemieckich miastach.

Bundesnetzagentur uspokaja, ale przyznaje: awarie się zdarzają

Federalna Agencja Sieci (Bundesnetzagentur) podkreśla, że niemiecki system elektroenergetyczny należy do najbezpieczniejszych w Europie. W odpowiedzi na zapytanie mediów rzecznik instytucji zwrócił uwagę na dane statystyczne:

W 2024 roku przeciętny niemiecki odbiorca energii był pozbawiony prądu średnio przez 11,7 minuty w skali całego roku. Są to dane czysto statystyczne, obejmujące zarówno drobne usterki, jak i poważniejsze awarie.

Ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego: inne miasta także są podatne na ataki

Znacznie bardziej krytycznie sytuację ocenia dr Frank Umbach, politolog i ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego. Jego zdaniem Berlin jest wprawdzie szczególnym celem ataków ekstremistycznych, jednak podatność infrastruktury krytycznej nie ogranicza się wyłącznie do stolicy.

– Wrażliwość sieci energetycznej dotyczy także innych niemieckich miast – podkreśla Umbach. Jako główny problem wskazuje niedostateczne zabezpieczenia fizyczne obiektów i linii energetycznych.

Ekspert zwraca uwagę, że około 80 procent infrastruktury krytycznej znajduje się w rękach sektora prywatnego, co wymaga ścisłej współpracy między państwem a przedsiębiorstwami energetycznymi. Jego zdaniem zarówno politycy, jak i firmy zbyt często rezygnują z inwestycji w bezpieczeństwo z powodu wysokich kosztów.

Podziemne linie zamiast napowietrznych? Kosztowne, ale bezpieczniejsze

Dr Umbach postuluje, aby kluczowe magistrale energetyczne – takie jak połączenia północ–południe – prowadzić pod ziemią, mimo że jest to nawet pięciokrotnie droższe niż budowa linii napowietrznych.

– Dawniej linie kablowe ukrywano pod ziemią głównie ze względów krajobrazowych. Dziś decydują o tym argumenty związane z bezpieczeństwem państwa – zaznacza ekspert.

Dane o sieciach energetycznych „podane na tacy”

Krytyczne uwagi zgłasza również Kerstin Andreae, prezes Federalnego Związku Gospodarki Energetycznej i Wodnej (BDEW). Zwraca ona uwagę na fakt, że szczegółowe mapy sieci energetycznych są publicznie dostępne w internecie.

Operatorzy sieci są zobowiązani prawnie do publikowania tych danych, co – zdaniem Andreae – stwarza poważne ryzyko. Informacje raz opublikowane bardzo trudno usunąć, dlatego przepisy dotyczące przejrzystości infrastruktury krytycznej powinny zostać ponownie przeanalizowane.

Zabezpieczenia techniczne i ochrona fizyczna obiektów

Z kolei Wolfgang Weber, dyrektor zarządzający Związku Przemysłu Elektrycznego i Cyfrowego (ZVEI), apeluje o wzmocnienie ochrony kluczowych obiektów energetycznych.

Jego zdaniem stacje transformatorowe i rozdzielnie powinny być wyposażone w:

  • nowoczesne systemy kontroli dostępu,
  • monitoring wizyjny,
  • fizyczną ochronę realizowaną przez wyspecjalizowane służby.

Czy inne niemieckie miasta są lepiej przygotowane?

Po berlińskim ataku media zapytały operatorów sieci w największych miastach o odporność ich systemów energetycznych.

  • Lipsk – tamtejsze przedsiębiorstwo komunalne podkreśla, że architektura sieci znacząco różni się od berlińskiej, a długotrwały blackout na taką skalę jest mało prawdopodobny.
  • Frankfurt nad Menem – Operator Netzdienste Rhein-Main podkreśla, że frankfurcka sieć energetyczna opiera się w dużej mierze na układach rezerwowych, które umożliwiają przejęcie zasilania przez alternatywne linie w przypadku awarii i tym samym utrzymanie ciągłości dostaw energii elektrycznej.
  • Hamburg – gęsta, równoległa struktura sieci umożliwia szybkie przekierowanie przepływu energii bez konieczności układania nowych kabli.
  • Hanower – spółka enercity zapewnia, że nawet w przypadku awarii dużych linii lub transformatorów system działa stabilnie.
  • Monachium – sieć została zaprojektowana w taki sposób, aby w razie awarii poszczególne jej części mogły przejąć zasilanie.
  • Kolonia – RheinEnergie AG podkreśla istnienie wielu punktów zasilania i połączeń poprzecznych, co zwiększa odporność sieci.
  • Północno-zachodnia Dolna Saksonia – operator EWE Netz informuje, że cała sieć średniego napięcia o długości około 80 tysięcy kilometrów przebiega pod ziemią, co zapewnia wysoki poziom ochrony.
  • Drezno – SachsenNetze wzmocniło monitoring, systemy kontroli dostępu oraz ogrodzenia obiektów.
  • Magdeburg – tamtejsze przedsiębiorstwo energetyczne regularnie przeprowadza ćwiczenia na wypadek sytuacji kryzysowych.
  • Erfurt – operatorzy zapewniają o systematycznym aktualizowaniu planów awaryjnych.
  • Mannheim – MVV Netze GmbH wskazuje na jasno określone procedury kryzysowe i ścisłą współpracę z władzami miasta.
  • Norymberga – w razie długotrwałego braku prądu mieszkańcy mogą korzystać z 43 punktów tzw. „latarni ochrony ludności”, zlokalizowanych m.in. przy straży pożarnej i policji.

źródło: bild.de

Niemcy: Brutalne zabójstwo w Eisenach. Współlokator zabił 35-letnią kobietę siekierą, bo nie pozmywała

0

Szokujące motywy zbrodni w Turyngii

Przed Sądem Krajowym w Meiningen rozpatrywana jest sprawa jednego z najbardziej wstrząsających zabójstw ostatnich miesięcy w Niemczech. 35-letnia Adelheid H. została brutalnie zamordowana w swoim mieszkaniu w Eisenach (Turyngia) przez współlokatora, 38-letniego Marcela T. Jak ustalono, bezpośrednim powodem ataku był konflikt o nieumyte naczynia.

Oskarżony przyznał się do winy w poniedziałek podczas rozprawy sądowej.

Przebieg brutalnego ataku

Zgodnie z ustaleniami prokuratury w Meiningen, do zbrodni doszło 25 stycznia 2025 roku. Adelheid H. przeżyła wówczas dramatyczne chwile. Prokuratura szczegółowo opisała sekwencję wydarzeń, które doprowadziły do jej śmierci.

Marcel T. najpierw uderzył kobietę pięścią w skroń, powalając ją na podłogę. Następnie kopał ją w twarz, ciągnął za włosy i kilkukrotnie uderzał jej głową o podłoże. Na tym przemoc się nie skończyła — oskarżony rozbił pustą butelkę po alkoholu na jej głowie, po czym sięgnął po siekierę rzeźniczą, którą rzucił w tył jej głowy.

Podczas ataku miał krzyczeć, że ją zabije oraz że zamierza poćwiartować ciało.

Prokuratura: działanie wyjątkowo okrutne

Prokurator Julia Krannich podkreśliła przed sądem, że zabójstwo miało szczególnie brutalny i okrutny charakter, a jego motyw był rażąco niski. W ocenie oskarżenia czyn spełnia przesłanki morderstwa, a nie zabójstwa, co w niemieckim prawie karnym ma kluczowe znaczenie dla wymiaru kary.

Gest wyznania winy przed sądem

Podczas odczytywania aktu oskarżenia Marcel T. sprawiał wrażenie obojętnego, spuszczał wzrok i nie reagował emocjonalnie. Następnie jego obrońca, Markus Kruppa, odczytał przygotowane wcześniej, własnoręcznie napisane oświadczenie oskarżonego, liczące kilka stron.

Mężczyzna przyznał się do brutalnego ataku, określając siebie jako osobę uzależnioną od narkotyków i alkoholu. Jak zeznał, w okresie poprzedzającym zbrodnię codziennie spożywał alkohol i zażywał metamfetaminę. Utrzymywał się z drobnej przestępczości, m.in. kradzieży ubrań.

Od października 2024 roku mieszkał w lokalu Adelheid H. oraz jej partnera, 36-letniego Daniela N.

„Straciłem panowanie przy temacie zmywania”

W swoim oświadczeniu Marcel T. opisał dzień zabójstwa, wskazując na konflikt w kuchni. Jak przyznał, denerwował go bałagan, a gdy pojawił się temat zmywania naczyń, „puściły mu hamulce”.

Oskarżony tłumaczył, że jego wspomnienia z tamtego dnia są niepełne z powodu intensywnego zażywania narkotyków. Zapowiedział również chęć podjęcia terapii odwykowej i skierował przeprosiny do rodziny ofiary.

Zarzuty dotyczące przemocy wobec kolejnej kobiety

Akt oskarżenia obejmuje również inne brutalne czyny. Marcel T. w przeszłości ciężko pobił swoją 20-letnią partnerkę, Celine F.. Według ustaleń śledczych ugryzł ją w nos oraz wielokrotnie uderzał jej głową o umywalkę, powodując poważne obrażenia.

Grozi mu dożywotnie więzienie

W przypadku uznania winy za morderstwo Marcelowi T. grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Proces przed Sądem Krajowym w Meiningen jest kontynuowany, a sąd będzie analizował zarówno okoliczności samej zbrodni, jak i wcześniejsze zachowania oskarżonego.

źródło: bild.de

Niemcy: Rodzice pobili 10-letnią dziewczynkę na parkingu supermarketu. Interweniowała policja i Jugendamt

2

Wstrząsające zdarzenie w Ahrensfelde pod Berlinem

Dopiero teraz na jaw wyszedł poważny przypadek znęcania się nad dzieckiem, do którego doszło w piątek, 2 stycznia, w Ahrensfelde w powiecie Barnim (Brandenburgia), tuż przy granicy z Berlinem. Sprawą zajmuje się policja, a dzieci zostały objęte opieką instytucjonalną.

Do zdarzenia doszło około godziny 15:00 na terenie supermarketu Edeka przy ulicy Dorfstraße, gdzie świadkami brutalnych scen byli klienci sklepu.

Zakupy zamieniły się w publiczną przemoc

Tego dnia na zakupy przyjechali: 42-letnia Melanie J. oraz 40-letni Marco N. Towarzyszyły im dzieci: 10-letnia Judith*, biologiczna córka kobiety, oraz 7-letni Johannes* — wspólny syn pary, lekko niepełnosprawny intelektualnie i fizycznie (*imiona dzieci zostały zmienione przez redakcję).

Według relacji świadków dziewczynka nie podporządkowała się poleceniom rodziców. W odpowiedzi na to matka i ojczym dopuścili się wobec niej przemocy fizycznej w miejscu publicznym.

Brutalne sceny w sklepie i na parkingu

Z informacji zawartych w policyjnym raporcie, do którego dotarły media, wynika, że dziewczynka była kopana, popychana oraz brutalnie wyciągnięta ze sklepu. Na tym jednak przemoc się nie zakończyła.

Jak relacjonują świadkowie, na parkingu przed supermarketem, w pobliżu zaparkowanego samochodu rodziny, doszło do dalszych aktów agresji. Zgodnie z ustaleniami policji, matka wepchnęła 10-latkę na karoserię auta, a następnie siłą wrzuciła ją do pojazdu.

Chwilę później dołączył ojczym, który — jak zapisano w raporcie — kilkukrotnie uderzył dziecko, gdy dziewczynka siedziała już w samochodzie.

Interwencja świadków i zabezpieczenie nagrań

Zaniepokojeni klienci supermarketu natychmiast powiadomili policję. Funkcjonariusze przesłuchali świadków i zabezpieczyli nagrania z monitoringu, zarówno z wnętrza sklepu, jak i z parkingu.

Według informacji przekazanych przez policję materiał wideo jednoznacznie potwierdza fakt znęcania się nad dzieckiem.

Dzieci regularnie bite – relacja dziewczynki

Podczas rozmowy z funkcjonariuszami 10-letnia dziewczynka zeznała, że ona i jej młodszy brat byli regularnie bici przez rodziców. W związku z doznanymi obrażeniami dziewczynkę przewieziono do Szpitala Urazowego Berlin-Marzahn, gdzie została pozostawiona na obserwacji medycznej.

Natychmiastowa reakcja urzędu ds. młodzieży

Policja w Brandenburgii niezwłocznie poinformowała właściwy berliński urząd ds. młodzieży. W rezultacie dzieci zostały odebrane rodzicom i objęte opieką państwa.

Postępowanie karne przeciwko rodzicom

Przeciwko Melanie J. i Marco N. wszczęto postępowanie karne w sprawie znęcania się nad osobami pozostającymi pod ich opieką. Śledztwo jest w toku, a organy ścigania badają również, czy przemoc wobec dzieci miała charakter długotrwały.

źródło: bild.de

Niemcy: Polowanie na lewicowo-ekstremistyczną „Vulkangruppe”. Po ataku na sieć energetyczną Berlina grozi im do 10 lat więzienia

0

Atak na infrastrukturę krytyczną w Berlinie

Niemieckie federalne i krajowe służby bezpieczeństwa prowadzą intensywne poszukiwania sprawców podpalenia infrastruktury energetycznej w Berlinie, które — według śledczych — miało lewico-ekstremistyczne podłoże. Celem ataku był most kablowy przy elektrowni Berlin-Lichterfelde, co doprowadziło do poważnych zakłóceń w dostawie energii elektrycznej.

Zdarzenie wywołało alarm na najwyższych szczeblach władzy. Burmistrz Berlina Kai Wegner (CDU) określił je w programie „Abendschau” stacji RBB jednoznacznie jako akt terrorystyczny, podkreślając, że nie była to zwykła dewastacja ani sabotaż.

Władze: to nie sabotaż, to terroryzm

Według słów Wegnera atak wymierzony w infrastrukturę energetyczną stanowił bezpośrednie zagrożenie dla życia ludzi. W jego ocenie mamy do czynienia z terroryzmem, a nie jedynie przestępstwem kryminalnym. Niemieckie organy ścigania uznały za autentyczne pierwsze anonimowe oświadczenie, w którym do ataku przyznała się lewicowo-ekstremistyczna grupa działająca pod nazwą „Vulkangruppe”.

Burmistrz Berlina zapowiedział zdecydowane działania państwa, jasno deklarując: sprawcy muszą zostać schwytani i pociągnięci do odpowiedzialności karnej.

Zakrojona na szeroką skalę operacja służb

Śledztwo prowadzone jest równolegle przez organy Berlina oraz instytucje federalne. Na szczeblu landowym zaangażowane są m.in.:

  • Krajowy Urząd Kryminalny (LKA),
  • wydziały ochrony państwa,
  • Berliński Urząd Ochrony Konstytucji (LfV).

Służby zabezpieczają ślady na miejscu zdarzenia i analizują dostępne informacje z przestrzeni publicznej, w tym materiały internetowe, publikacje środowisk skrajnie lewicowych, ulotki oraz inne wydawnictwa propagandowe.

W działaniach wykorzystywane są również informacje pozyskiwane od tzw. informatorów (V-Leute), którzy — jak podkreśla berliński Senat — są celowo i systematycznie wykorzystywani do zdobywania wiedzy o działalności ekstremistycznej i zazwyczaj otrzymują za to wynagrodzenie.

Zaangażowanie władz federalnych

Ze względu na wagę ataku i podejrzenie działalności terrorystycznej Berlin zwrócił się do władz federalnych o wsparcie. Potwierdził to sam burmistrz Wegner, podkreślając, że sprawa nie ma charakteru marginalnego i dotyczy bezpieczeństwa państwa.

W śledztwo włączono m.in.:

  • Federalny Urząd Kryminalny (BKA),
  • Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV),
  • inne służby działające na szczeblu centralnym.

Wymiana informacji oraz koordynacja działań odbywa się we Wspólnym Centrum Zwalczania Ekstremizmu i Terroryzmu (GETZ) w Kolonii. W ramach regularnych narad analizowane są zgromadzone dane, oceniane zagrożenia i uzgadniane kolejne kroki operacyjne.

„Vulkangruppe” pod lupą kontrwywiadu

Grupa „Vulkangruppe” była już wcześniej wymieniana w Raporcie Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji za 2024 rok. Służby ostrzegają, że lewicowi ekstremiści dopuszczają możliwość poważnych szkód ubocznych, także wobec osób postronnych.

W raporcie podkreślono, że tego rodzaju działania świadomie narażają życie ludzi, co w ocenie służb jednoznacznie spełnia kryteria terroryzmu. Z informacji pochodzących z kręgów bezpieczeństwa wynika, że federalne instytucje są zgodne co do charakteru ataku w Berlinie-Lichterfelde i traktują go jako zamach terrorystyczny.

Zagrożenie dla pacjentów i infrastruktury medycznej

Władze zwracają szczególną uwagę na fakt, że skutki ataku mogły być dramatyczne. Przerwy w dostawie prądu zagrażały osobom zależnym od urządzeń podtrzymujących życie, w tym pacjentom wymagającym stałej wentylacji mechanicznej.

Zagrożone były również szpitale, domy opieki oraz inne placówki medyczne na terenie Berlina, które zostały dotknięte awarią sieci energetycznej.

Surowe konsekwencje karne dla sprawców

Kai Wegner zapowiedział bezwzględne ściganie sprawców i surowe kary, podkreślając, że atak na infrastrukturę krytyczną jest nie do zaakceptowania. Według informacji pochodzących z kręgów bezpieczeństwa w grę wchodzą m.in. następujące zarzuty:

  • udział w zorganizowanej grupie przestępczej (§ 129 niemieckiego kodeksu karnego),
  • udział w organizacji terrorystycznej (§ 129a),
  • szczególnie ciężkie podpalenie (§ 306b), obejmujące czyny, które narażają inne osoby na niebezpieczeństwo utraty życia.

W przypadku skazania członkom „Vulkangruppe” grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

źródło: bild.de