Trump ostro atakuje Merza: „Nic dziwnego, że Niemcom idzie tak źle”

1

Konflikt na linii USA-Niemcy po wypowiedziach o Iranie

Prezydent USA Donald Trump publicznie skrytykował kanclerza Niemiec Friedricha Merza, odnosząc się do jego wypowiedzi dotyczących amerykańskiej strategii wobec Iranu. Spór rozgorzał po komentarzach niemieckiego polityka na temat polityki USA w regionie Bliskiego Wschodu.

Trump opublikował swoją reakcję na platformie Truth Social, gdzie odniósł się do słów Merza w bardzo ostrym tonie.

Trump: „Nie wie, o czym mówi”

W swoim wpisie Donald Trump stwierdził, że Friedrich Merz miałby rzekomo zgadzać się na to, aby Iran posiadał broń jądrową. Były prezydent USA skomentował to jednoznacznie: „Nie wie, o czym mówi!”.

Jednocześnie Trump ostrzegł przed potencjalnymi konsekwencjami: „Gdyby Iran miał broń jądrową, cały świat zostałby wzięty jako zakładnik”.

Obrona działań USA wobec Iranu

Trump bronił również działań Stanów Zjednoczonych w konflikcie z Teheranem. Podkreślił, że obecne działania są tym, co – jego zdaniem – inne państwa i wcześniejsi prezydenci powinni byli zrobić już dawno.

W dalszej części wpisu ponownie odniósł się do niemieckiego kanclerza, pisząc:
„Nic dziwnego, że Niemcom idzie tak źle – zarówno gospodarczo, jak i w innych kwestiach”.

Krytyka USA ze strony Merza

Friedrich Merz wcześniej sam odniósł się krytycznie do amerykańskiej polityki wobec Iranu. Podczas spotkania z uczniami zarzucił Waszyngtonowi brak jasnej strategii wyjścia z konfliktu.

Według niego Stany Zjednoczone „albo bardzo skutecznie negocjują, albo bardzo skutecznie nie negocjują”. Dodatkowo mówił o „upokorzeniu” USA przez irańskie władze.

Merz nie odnosił się w tym wystąpieniu do ewentualnego posiadania broni jądrowej przez Iran.

Narastające napięcia polityczne

Wymiana ostrych słów między Donaldem Trumpem a Friedrichem Merzem wpisuje się w szerszy kontekst napięć wokół polityki wobec Iranu oraz różnic w podejściu do strategii międzynarodowej między USA a Europą.

źródło: n-tv.de

Podejrzenie milionowego oszustwa w Berlinie. Schronisko dla bezdomnych mogło pobierać pieniądze za nieistniejących lokatorów

0

Śledztwo w Berlinie: sprawa dotyczy milionowych kwot

W Berlinie ujawniono podejrzenie poważnego oszustwa związanego z zakwaterowaniem osób bezdomnych. Jak wynika z ustaleń dziennika „Tagesspiegel”, jeden z pensjonatów w dzielnicy Charlottenburg miał przez wiele miesięcy pobierać środki za osoby, które w rzeczywistości nigdy nie były tam zakwaterowane.

Według informacji dziennika sprawa może dotyczyć szkody sięgającej około miliona euro. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi berlińska policja.

Obiekt w pobliżu Kurfürstendamm pod lupą

Pensjonat, którego dotyczy sprawa, znajduje się w pobliżu znanej berlińskiej ulicy Kurfürstendamm. Jak wynika z ustaleń, obiekt nie był wykorzystywany wyłącznie jako schronisko dla osób bezdomnych – pokoje miały być nadal dostępne również poprzez portale rezerwacyjne hoteli.

Właścicielka obiektu, która prowadziła go od wielu lat, nie odpowiedziała na pytania dziennikarzy.

Nieprawidłowości wykryte podczas kontroli

W 2024 roku berlińskie jobcenter przeprowadziły dwie kontrole, podczas których stwierdzono znaczące rozbieżności między zgłoszoną a rzeczywistą liczbą osób przebywających w obiekcie.

W kwietniu 2025 roku w dokumentach widniało 22 tzw. wspólnoty potrzeb (niem. Bedarfsgemeinschaften), obejmujące łącznie 74 osoby. Podczas kontroli nie stwierdzono obecności 14 z tych grup.

Podczas kolejnej kontroli we wrześniu sytuacja była podobna – z 21 zgłoszonych wspólnot aż 15 nie zostało odnalezionych na miejscu.

„Można założyć, że zakwaterowanie nigdy nie miało miejsca”

W wewnętrznym dokumencie Federalnej Agencji Pracy, na który powołuje się „Tagesspiegel”, znalazło się stwierdzenie: „Należy założyć, że zakwaterowanie nigdy nie miało miejsca”.

Po przeprowadzeniu kontroli wstrzymano wypłatę świadczeń dla osób, których dotyczyły nieprawidłowości.

Straty na poziomie miliona euro

Łączne straty oszacowano na około 1 milion euro. Z tego około 660 tys. euro stanowiły bezpośrednie koszty zakwaterowania wypłacane na rzecz pensjonatu. Pozostała część dotyczyła indywidualnych świadczeń socjalnych dla rzekomo przebywających tam osób.

Dalsze przydziały mimo ostrzeżeń

Zgodnie z informacjami jobcenter, 6 listopada 2025 roku powiadomiono władze dzielnicowe o wynikach kontroli i poproszono o zaprzestanie kierowania kolejnych osób do tego obiektu.

Mimo to po tej dacie do pensjonatu miało zostać skierowanych jeszcze 26 osób.

Decyzje władz i wstrzymanie finansowania

W połowie kwietnia regionalna dyrekcja Federalnej Agencji Pracy, po uzgodnieniach z administracją socjalną, podjęła decyzję o zaprzestaniu finansowania zakwaterowania w tym obiekcie.

Jobcenter poinformowało, że nie będzie już pokrywać kosztów pobytu w tym konkretnym pensjonacie, a zaległe rachunki nie zostaną opłacone. Jeśli władze dzielnicowe nadal będą kierować tam osoby, koszty będą musiały pokrywać samodzielnie.

źródło: tagesspiegel.de

Kto dominuje w statystykach przestępczości w Niemczech? Te dane zaskakują!

0

Bremer Hauptbahnhof jako jeden z głównych punktów zapalnych

Dworzec główny w Bremie (Bremer Hauptbahnhof) od lat uznawany jest za jeden z kluczowych obszarów działań policji w tym północnoniemieckim mieście. Funkcjonariusze regularnie interweniują tam w związku z handlem narkotykami, przestępstwami z użyciem przemocy oraz przestępstwami przeciwko mieniu.

Z wewnętrznych danych policji w Bremie, do których dotarł portal NIUS, wynika, że obszar ten określany jest jako „żywy, miejski węzeł komunikacyjny”. Jednocześnie jego obraz – jak wskazano – jest „naznaczony wieloma wyzwaniami”.

Wśród najważniejszych problemów wymieniono m.in. „widoczną publicznie przestępczość narkotykową”, „zauważalną bezdomność i ubóstwo”, a także „przestępstwa z użyciem przemocy i przeciwko mieniu”. Dodatkowo zwrócono uwagę na obecność rozbudowanej „dzielnicy klubowej”.

Obszar dworca został jednoznacznie sklasyfikowany jako „priorytetowy z politycznego punktu widzenia punkt działań policji”, co wiąże się z intensywną obecnością funkcjonariuszy.

Handel narkotykami: dominacja jednej grupy

Szczególnie interesujące są dane dotyczące podejrzanych w dwóch kluczowych obszarach przestępczości: handlu narkotykami oraz rozbojów.

W przypadku handlu środkami odurzającymi wyraźnie wyróżnia się jedna grupa narodowościowa. Zdecydowanie najwięcej przypadków dotyczy osób posiadających obywatelstwo Gwinei – odnotowano ich aż 87.

Z dużym dystansem za nimi plasują się obywatele Algierii (10 przypadków), Gambii i Turcji (po 7), Sierra Leone (6), Syrii (5), a także Afganistanu i Maroka (po 4).

Rozboje: inny obraz, ta sama koncentracja

Podobny schemat widoczny jest w przypadku młodych podejrzanych o rozboje, choć z innym rozkładem narodowości.

W tej kategorii najliczniejszą grupę stanowią obywatele Syrii – odnotowano 33 przypadki. Kolejne miejsca zajmują obywatele Algierii (13), Maroka (12) oraz Afganistanu (11).

W statystykach pojawiają się również Libijczycy (5 przypadków), osoby o nieustalonej narodowości (4) oraz obywatele Tunezji (3).

Spadek przestępczości mimo trudnej sytuacji

Mimo wskazanych problemów, dane pokazują jednocześnie wyraźną poprawę sytuacji bezpieczeństwa w rejonie dworca.

Łączna liczba przestępstw spadła z 3 632 w 2023 roku do 2 597 w roku 2025. Szczególnie zauważalny jest spadek liczby rozbojów oraz kradzieży kieszonkowych.

Policja przypisuje tę poprawę intensywnym działaniom operacyjnym oraz śledczym prowadzonym na tym obszarze.

Wnioski: hotspot pod stałą kontrolą

Dane pokazują, że Bremer Hauptbahnhof pozostaje miejscem o wysokim natężeniu problemów społecznych i przestępczości, ale jednocześnie jest obszarem objętym szczególną uwagą służb.

Struktura podejrzanych w poszczególnych kategoriach przestępstw wskazuje na wyraźną koncentrację określonych grup narodowościowych w konkretnych typach czynów zabronionych, co stanowi istotny element bieżącej debaty o bezpieczeństwie publicznym w Niemczech.

źródło: rtl.de

W Niemczech wykonano ponad 106 tys. aborcji w 2025 roku

1

Dane z Niemiec: stabilnie wysoki poziom zabiegów

W Niemczech liczba zabiegów przerywania ciąży w 2025 roku utrzymała się na relatywnie wysokim poziomie. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego (Statistisches Bundesamt) odnotowano ponad 106 000 przypadków.

Oznacza to niewielki spadek o 0,7 proc. względem roku poprzedniego. Mimo tego tendencji spadkowej nie uznaje się za wyraźną, ponieważ liczba aborcji nadal pozostaje wyższa niż w latach sprzed pandemii COVID-19. W latach 2014-2020 liczby te utrzymywały się stabilnie w przedziale od 99 000 do 101 000 rocznie.

Dominują przypadki w ramach tzw. regulacji konsultacyjnej

Zdecydowana większość zabiegów – około 96 proc. – została przeprowadzona w ramach tzw. regulacji konsultacyjnej (Beratungsregelung). Oznacza to procedurę po obowiązkowej konsultacji.

Pozostałe przypadki dotyczyły wskazań medycznych lub sytuacji wynikających z przestępstw na tle seksualnym.

Urząd statystyczny podkreśla, że nie posiada szczegółowych danych dotyczących indywidualnych powodów decyzji o przerwaniu ciąży w ramach tej regulacji.

Struktura społeczna: większość kobiet bez wcześniejszego dziecka

Analiza danych pokazuje również określone cechy społeczno-demograficzne kobiet poddających się zabiegowi.

Około 44 proc. z nich nie miało wcześniej dzieci. Ponadto ponad 63 proc. stanowiły kobiety niezamężne lub rozwiedzione. Dla porównania, w całej populacji kobiet w Niemczech pod koniec 2024 roku odsetek ten wynosił 42 proc.

Zmiana momentu wykonywania zabiegu

W ostatnich latach zauważalna jest zmiana w zakresie momentu przeprowadzania aborcji. Coraz częściej odbywa się ona na bardzo wczesnym etapie ciąży.

W 2025 roku 49 proc. zabiegów wykonano w pierwszych sześciu tygodniach ciąży. Dla porównania w 2015 roku było to 36 proc.

Dla kontekstu: pierwszy etap rozwoju serca płodu przypada zwykle około piątego tygodnia ciąży.

Coraz więcej starszych kobiet

Istotną zmianą jest także przesunięcie struktury wiekowej kobiet poddających się zabiegom.

W 2025 roku 29 proc. wszystkich przypadków dotyczyło kobiet powyżej 35. roku życia. Szczególnie wyraźny wzrost odnotowano w grupie 40-44 lata, gdzie liczba zabiegów wzrosła o około 24 proc. względem 2015 roku.

Jeszcze większy wzrost – niemal 28 proc. – odnotowano w grupie 35–39 lat.

Co istotne, wzrost ten przewyższa dynamikę zmian demograficznych w tych grupach wiekowych w populacji ogólnej. Dla porównania liczba kobiet w wieku 40-44 lata wzrosła w tym czasie o 6,6 proc., a w wieku 35-39 lat o 14,7 proc.

Spadek wśród młodszych kobiet

Jednocześnie spadek liczby zabiegów odnotowano w młodszych grupach wiekowych.

Wśród nastolatek w wieku 15-17 lat liczba aborcji zmniejszyła się o 6,1 proc. od 2015 roku, przy jednoczesnym spadku liczby kobiet w tej grupie o 4,0 proc.

W grupie 20-24 lata odnotowano spadek o 4,4 proc., co jest zbliżone do spadku liczby kobiet w tej populacji (4,9 proc.).

Podsumowanie trendów

Dane z Niemiec pokazują stabilnie wysoki poziom liczby aborcji w 2025 roku, przy jednoczesnych zmianach strukturalnych – zarówno pod względem wieku, jak i momentu wykonywania zabiegu. Coraz większy udział mają kobiety starsze, a procedury częściej wykonywane są na bardzo wczesnym etapie ciąży.

źródło: n-tv.de

Ponad 75 proc. poszukiwanych listami gończymi to cudzoziemcy – Polacy na pierwszym miejscu w statystykach niemieckiego landu

2

Dane z Meklemburgii-Pomorza Przedniego budzą dyskusję

W niemieckim kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie zdecydowana większość osób poszukiwanych na podstawie nakazu aresztowania nie posiada niemieckiego obywatelstwa. Z danych przekazanych przez rząd landowy – w odpowiedzi na zapytanie frakcji AfD – wynika, że cudzoziemcy stanowią ponad trzy czwarte wszystkich takich przypadków.

Spośród łącznie 1 497 osób objętych nakazami aresztowania aż 1 134 to osoby o nieniemieckim pochodzeniu. Oznacza to wyraźną dominację tej grupy w statystykach dotyczących osób poszukiwanych przez organy ścigania.

Najliczniejsze grupy narodowościowe

Wśród cudzoziemców poszukiwanych listami gończymi największą grupę stanowią obywatele Polski – 364 osoby. Kolejne miejsca zajmują obywatele Gruzji (107), Rumunii (75), Ukrainy (68) oraz Tunezji (58).

Dane pokazują również, że część osób jest poszukiwana w związku z więcej niż jednym nakazem aresztowania. Około 100 cudzoziemców figuruje w rejestrach z dwoma nakazami, 29 osób z trzema, a sześć osób z więcej niż trzema nakazami.

Jeszcze wyższe proporcje przy przestępstwach z użyciem przemocy

Jeszcze bardziej wyraźna dysproporcja pojawia się w przypadku przestępstw z użyciem przemocy. W tej kategorii osoby bez niemieckiego obywatelstwa stanowią niemal 90 proc. wszystkich poszukiwanych na podstawie nakazu aresztowania.

Z 83 osób objętych takimi nakazami aż 74 to cudzoziemcy. W tej grupie najliczniej reprezentowani są obywatele Tunezji (9 osób), Polski (8), a także Maroka i Rosji (po 5 osób).

Stanowisko AfD i polityczny kontekst danych

Do przedstawionych danych odniosła się partia AfD. Przewodniczący jej frakcji w landtagu, Nikolaus Kramer, stwierdził w rozmowie z dziennikiem „Junge Freiheit”, że cudzoziemscy przestępcy w znacznym stopniu przyczyniają się do poziomu przestępczości w Meklemburgii-Pomorzu Przednim.

Polityk wskazał również na czynniki, które według niego mogą mieć wpływ na tę sytuację, takie jak większa skłonność do przemocy, lekceważenie prawa czy brak poszanowania dla niemieckiego porządku społecznego.

Możliwość unikania odpowiedzialności

Zdaniem Kramera cudzoziemscy podejrzani mają także większe możliwości unikania odpowiedzialności karnej. Wśród wymienianych powodów znalazły się m.in. wyjazdy do krajów pochodzenia oraz ukrywanie się w istniejących w Niemczech środowiskach narodowościowych.

Polityk zasugerował, że w takich warunkach ryzyko związane z popełnianiem przestępstw może być postrzegane jako niższe, co sprzyja takim zachowaniom.

Artykuł opiera się na danych przedstawionych przez rząd Meklemburgii-Pomorza Przedniego oraz wypowiedziach politycznych i odzwierciedla aktualny stan debaty publicznej w Niemczech dotyczącej struktury przestępczości i skuteczności egzekwowania prawa.

źródło: n-tv.de

Wstrząsający dokument o młodych islamistach: „Obowiązuje nas prawo szariatu. Prawo niemieckie jest dla nas nieistotne”

3

Wstrząsające nagrania z Berlina-Neukölln

W Niemczech wywołał poruszenie reportaż ukazujący radykalne postawy części młodych muzułmanów. Materiał zawiera niepokojące wypowiedzi młodych mężczyzn z berlińskiej dzielnicy Neukölln, którzy otwarcie deklarują, że nie uznają niemieckiego prawa.

„Dla nas obowiązuje szariat, niemieckie przepisy nas nie interesują” – mówią w nagraniach. Zdaniem twórców materiału jest to dowód na to, że islam na dobre zakorzenił się w Niemczech, a w niektórych środowiskach podważa podstawy demokratycznego porządku państwa.

Reportaż programu „KLAR” i rozmowy z mieszkańcami

Materiał powstał dla programu politycznego „KLAR”, emitowanego przez Bayerischer Rundfunk. Dziennikarka Julia Ruhs, wraz z zespołem reporterów, rozmawiała w Niemczech z osobami dotkniętymi problemem islamizmu.

Wśród rozmówców znalazła się m.in. kobieta zmuszona do małżeństwa oraz nauczyciel, który padł ofiarą gróźb po tym, jak podczas lekcji próbował promować tolerancję religijną.

„Kieruję się tylko Koranem” – deklaracje młodych mężczyzn

Szczególne poruszenie wywołały sceny z Berlina-Neukölln. Sami Alkomi ze stowarzyszenia „Demokratielotsen” prowadził rozmowy z młodymi mężczyznami w języku arabskim.

Na pytanie, co wybraliby w przypadku konfliktu między niemieckim prawem a szariatem, jeden z młodych respondentów odpowiedział bez wahania:
„Kieruję się moim szariatem, Koranem. Niemcy mnie w tym nie interesują. Liczy się tylko moja religia”.

Radykalne poglądy na temat kar

W kolejnych wypowiedziach pojawiają się jeszcze bardziej radykalne opinie. Jeden z młodych mężczyzn zapytany o sytuację, w której kobieta żyje z partnerem bez ślubu, stwierdził:
„To jest złe”.

Na pytanie o karę odpowiedział:
„Cudzołożnicy są kamienowani na śmierć. Niezamężni są chłostani”.

Inny uczestnik rozmowy dodał:
„Nie, zrzuca się go z najwyższego budynku”.

Zapytany o los kobiety, odpowiedział:
„Jej brat musiałby ją zabić”.

Gdy reporter zwrócił uwagę, że rozmowa odbywa się w Niemczech, mężczyzna odparł, że takie zachowanie „hańbi całą ummę”, czyli wspólnotę wszystkich muzułmanów.

Eksperci: radykalizacja zaczyna się wcześniej

W materiale wielokrotnie wypowiada się ekspertka ds. islamizmu Gülden Hennemann. Zwraca ona uwagę, że problemu nie można sprowadzać wyłącznie do aktów przemocy.

Jak podkreśla, kluczowe jest zrozumienie ideologicznych podstaw radykalizacji:
„Terrorysta nie spada z nieba. To proces, który zaczyna się znacznie wcześniej”.

Niepokojące sygnały w szkołach

Reportaż pokazuje również sytuację w jednej z berlińskich szkół podstawowych w dzielnicy Neukölln. Placówka ta trafiła wcześniej na nagłówki mediów.

Ponad dwie trzecie uczniów ma tam pochodzenie migracyjne. W czasie ramadanu dochodziło do sytuacji, w których dzieci muzułmańskie zabierały jedzenie kolegom, którzy nie pościli.

Groźby wobec nauczyciela w Bonn

Z problemem radykalizacji zetknął się także nauczyciel Rolf Haßelkus z Bonn. Po lekcji na temat tolerancji i wolności słowa znalazł na tablicy groźbę:
„Ciebie też dopadnie ISIS!”.

Jak relacjonuje, sytuacja była dla niego szokująca i wzbudziła realny strach.

Zamach w Monachium i jego konsekwencje

Skrajna radykalizacja znalazła tragiczny finał w ubiegłym roku w Monachium. 25-letni Farhad Noori wjechał samochodem w grupę demonstrantów.

W wyniku ataku zginęła 37-letnia kobieta i jej 2-letnia córka, a kilkadziesiąt osób zostało rannych. Wśród poszkodowanych był Erhan Er, który do dziś zmaga się z traumą.

„Te same obrazy ciągle wracają” – mówi w reportażu.

Kontrowersyjne zachowanie sprawcy na sali sądowej

Podczas rozpoczęcia procesu w Monachium oskarżony wykonał tzw. gest islamistyczny, unosząc palec wskazujący, co zostało odebrane jako prowokacja wobec ofiar.

Według aktu oskarżenia mężczyzna uważał, że musi zranić i zabić jak najwięcej osób, aby zwrócić uwagę na cierpienie muzułmanów.

Głos ofiary: „To nie ma nic wspólnego z religią”

Jedna z ofiar zamachu, Erhan Er, sam będący muzułmaninem, podkreśla w materiale, że nie utożsamia swojej religii z ekstremizmem.

Zwraca uwagę na tragiczny paradoks:
ofiary ataku – kobieta i jej dziecko – również były muzułmanami.

„Nie potrafię tego zrozumieć” – mówi. – „Ale przez takich ludzi jestem znienawidzony”.

Podsumowanie

Reportaż programu „KLAR” pokazuje różne oblicza problemu islamizmu w Niemczech – od radykalnych deklaracji młodych ludzi, przez niepokojące zjawiska w szkołach, aż po tragiczne skutki ekstremizmu.

Materiał wywołał szeroką debatę na temat integracji, bezpieczeństwa oraz granic tolerancji w niemieckim społeczeństwie.

źródło: bild.de

Niemcy chcą umożliwić uchodźcom wyjazdy do Syrii… bez utraty zasiłków i ochrony!

6

Politycy SPD, Zielonych i Lewicy w Niemczech opowiadają się za umożliwieniem uchodźcom z Syrii tymczasowych wyjazdów do kraju pochodzenia bez ryzyka utraty statusu ochronnego. Propozycje te, określane jako tzw. „Go-and-see” (wyjazdy „zobacz i oceń”), wywołują ostrą krytykę ze strony CDU/CSU oraz AfD.

„Go-and-see”: powrót do Syrii bez utraty ochrony?

Pod pojęciem „Erkundungsreisen” (wyjazdy rozpoznawcze) politycy SPD, Zielonych i Lewicy chcą umożliwić Syryjczykom posiadającym ochronę w Niemczech czasowe podróże do kraju pochodzenia.

Celem takich wyjazdów miałoby być:

  • sprawdzenie sytuacji w Syrii na miejscu,
  • ocena możliwości ewentualnego powrotu,
  • uzyskanie własnego obrazu warunków życia i bezpieczeństwa.

Jednocześnie postulowane jest, aby takie podróże nie skutkowały automatyczną utratą statusu ochronnego.

SPD: możliwość oceny sytuacji i wsparcie odbudowy

Sebastian Fiedler (SPD), rzecznik ds. polityki wewnętrznej frakcji SPD w Bundestagu, w rozmowie z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” stwierdził, że takie rozwiązanie mogłoby pomóc osobom objętym ochroną lepiej ocenić realne perspektywy powrotu.

Według niego:

  • wyjazdy mogłyby ułatwić podjęcie decyzji o powrocie,
  • mogłyby również wspierać proces odbudowy Syrii.

Zieloni i Lewica: brak konsekwencji dla statusu

Filiz Polat (Zieloni) poparła ideę umożliwienia takich podróży niezależnie od rodzaju statusu pobytowego, pod warunkiem, że nie będą one prowadziły do negatywnych konsekwencji dla uchodźców.

Z kolei Clara Bünger (Lewica) również opowiedziała się za powrotem koncepcji „Go-and-see” dla osób objętych ochroną.

Obecne prawo i problem statusu ochronnego

Zgodnie z obowiązującymi przepisami w Niemczech:

  • podróż do kraju pochodzenia przez osobę objętą ochroną może skutkować wszczęciem procedury jej cofnięcia,
  • oznacza to, że taki wyjazd może zostać uznany za przesłankę do utraty statusu uchodźcy.

Dane Federalnego Urzędu ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) pokazują, że:

  • w 2025 roku wszczęto 2 593 procedury związane z czasowymi wyjazdami do Syrii,
  • w pierwszym kwartale bieżącego roku dodano kolejne 708 przypadków,
  • brak jednak statystyk dotyczących faktycznego cofnięcia statusu ochronnego.

Krytyka z CDU/CSU i AfD

Propozycje spotkały się z ostrą reakcją opozycji.

Alexander Throm (CDU/CSU) podkreślił, że jeśli ktoś może bezpiecznie podróżować do kraju pochodzenia, to nie spełnia już warunków ochrony – w takim przypadku naturalną konsekwencją powinno być odebranie statusu.

Podobne stanowisko wyraził Gottfried Curio (AfD), również krytykując propozycje jako sprzeczne z logiką systemu azylowego.

Spór o fundamenty prawa azylowego

Debata dotyczy podstawowej zasady prawa azylowego w Niemczech:

  • ochrona przysługuje osobom, które nie mogą bezpiecznie wrócić do kraju pochodzenia,
  • jeśli powrót jest możliwy, status ochronny może zostać zakwestionowany.

Krytycy propozycji twierdzą, że „Go-and-see” może osłabiać tę zasadę, podczas gdy zwolennicy uważają je za narzędzie ułatwiające dobrowolne powroty i lepszą ocenę sytuacji w kraju pochodzenia.

Spór polityczny bez szybkiego rozwiązania

Temat wyjazdów „zobacz i oceń” stał się kolejnym punktem sporu w niemieckiej polityce migracyjnej. Z jednej strony pojawia się argument pragmatyzmu i indywidualnej oceny sytuacji, z drugiej – obawa o rozmycie zasad systemu azylowego.

Na razie nie zapadły żadne decyzje legislacyjne, a propozycje pozostają na etapie politycznej debaty.

źródło: n-tv.de

Gwałty, zabójstwa i narkotyki. Niemcy odesłały grupę 25 groźnych przestępców do Afganistanu!

3

Nocny start samolotu czarterowego z Lipska

W nocy z poniedziałku na wtorek z niemieckiego lotniska Lipsk/Halle wystartował czarterowy samolot z kolejną grupą osób deportowanych do Afganistanu. Jak informuje „Der Spiegel”, maszyna należąca do linii czarterowej Freebird odleciała tuż po północy.

Na pokładzie znajdowało się około 25 obywateli Afganistanu, którzy zostali przymusowo odesłani do kraju pochodzenia. Samolot Airbus A320 miał zaplanowany krótki postój w tureckim Trabzonie, po czym kontynuował lot bezpośrednio do Kabulu.

Deportowani to wyłącznie skazani mężczyźni

Według informacji cytowanych przez „Der Spiegel”, wszyscy deportowani to mężczyźni, którzy zostali wcześniej skazani w Niemczech za różne przestępstwa.

Większość z nich została przewieziona bezpośrednio z zakładów karnych na lotnisko Lipsk/Halle. Jak podają źródła, mężczyźni odbywali kary za różne czyny zabronione, w tym:

  • Kradzieże,
  • Paserstwo,
  • handel narkotykami,
  • gwałt zbiorowy,
  • zabójstwo,
  • branie zakładników,
  • wymuszenia i porwania,
  • przestępstwa o podłożu politycznym.

Skazani z wielu landów Niemiec

Zgodnie z ustaleniami „Der Spiegel”, osoby objęte deportacją pochodziły z wielu niemieckich krajów związkowych. Wśród nich znajdują się m.in.:

Badenia-Wirtembergia, Bawaria, Brandenburgia, Berlin, Hamburg, Hesja, Meklemburgia-Pomorze Przednie, Dolna Saksonia, Nadrenia Północna-Westfalia, Saksonia, Saksonia-Anhalt, Szlezwik-Holsztyn oraz Turyngia.

Oznacza to, że operacja miała charakter ogólnokrajowy i została skoordynowana na poziomie federalnym.

Kolejna taka operacja w krótkim czasie

Nie był to pierwszy taki lot w ostatnich miesiącach. Jak przypomina „Der Spiegel”, pod koniec lutego z tego samego lotniska również odbył się czarterowy lot deportacyjny do Afganistanu.

W tamtym przypadku na pokładzie znajdowało się 20 mężczyzn zobowiązanych do opuszczenia Niemiec. Podobnie jak obecnie, byli to cudzoziemcy skazani za przestępstwa i przebywający w niemieckich więzieniach.

Przekazanie władzom w Kabulu i powrót funkcjonariuszy

Zgodnie z procedurą, po przylocie do Kabulu deportowani mają zostać przekazani miejscowym władzom, które w praktyce są obecnie kontrolowane przez talibów.

Niemieccy funkcjonariusze Bundespolizei, którzy eskortują osoby deportowane, mają wrócić do Niemiec tym samym samolotem po zakończeniu operacji.

Operacja budząca emocje polityczne

Choć tekst „Der Spiegel” ma charakter informacyjny, temat deportacji do Afganistanu od lat budzi w Niemczech silne emocje polityczne i społeczne. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której osoby skazane za ciężkie przestępstwa są odsyłane do kraju uznawanego przez część organizacji międzynarodowych za niebezpieczny i niestabilny.

Podsumowanie

Nocna operacja deportacyjna z Lipska do Kabulu objęła około 25 obywateli Afganistanu skazanych za poważne przestępstwa w Niemczech. Samolot czarterowy z przystankiem w Turcji dostarczył ich do stolicy Afganistanu, gdzie – według relacji medialnych – mają zostać przekazani lokalnym władzom.

Cała operacja jest kolejnym elementem niemieckiej polityki deportacyjnej wobec osób uznanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

źródło: spiegel.de

Niemcy mówią „stop” agresji i brudowi. Sprawdź, na których dworcach nie wypijesz już nawet łyka alkoholu

2

Nowe zasady na berlińskich stacjach

W Berlinie wprowadzono zdecydowane działania mające poprawić bezpieczeństwo i porządek na dworcach. Spółka Deutsche Bahn ogłosiła, że od 1 maja obowiązywać będzie całkowity zakaz spożywania alkoholu na dwóch ważnych stacjach S-Bahn: Bahnhof Berlin Zoologischer Garten oraz Berlin Ostbahnhof.

Zakaz obejmuje całą przestrzeń stacji oraz wyraźnie oznaczone obszary przed wejściami.

Co dokładnie będzie zabronione?

Nowe przepisy są bardzo restrykcyjne. Od 1 maja zabronione będzie:

  • spożywanie alkoholu,
  • posiadanie alkoholu w otwartych butelkach lub puszkach.

Osoby łamiące zakaz mogą zostać usunięte z terenu dworca, a w przypadku powtarzających się naruszeń – objęte zakazem wstępu. Operator infrastruktury, DB InfraGO AG, zastrzega również możliwość złożenia zawiadomienia o przestępstwie.

Wyjątkiem objęte są lokale gastronomiczne i sklepy działające na terenie stacji – tam sprzedaż i spożywanie alkoholu na miejscu pozostaje dozwolone.

Na początek „łagodna edukacja”

W pierwszych tygodniach obowiązywania nowych zasad Deutsche Bahn zamierza postawić na działania informacyjne. Personel ochrony ma przede wszystkim pouczać pasażerów i dać im czas na przyzwyczajenie się do nowych przepisów.

Dopiero w przypadku ignorowania upomnień mają być stosowane surowsze środki, takie jak nakazy opuszczenia terenu dworca.

Tysiące przestępstw na dworcach

Decyzja o wprowadzeniu zakazu nie jest przypadkowa. Z danych policji wynika, że tylko w pierwszej połowie 2025 roku na berlińskich dworcach odnotowano aż 6987 przestępstw.

Najczęściej były to:

  • kradzieże (728 przypadków),
  • naruszenia przepisów o środkach odurzających (459),
  • uszkodzenia ciała (442).

Mimo niewielkiego spadku liczby przestępstw, dworce w Berlin wciąż uchodzą za miejsca budzące obawy wśród mieszkańców i podróżnych.

Alkohol jako jeden z głównych problemów

Przedstawiciele kolei podkreślają, że alkohol jest jednym z czynników sprzyjających agresji i zachowaniom problematycznym.

„Ataki fizyczne i słowne na pracowników kolei oraz pasażerów muszą się skończyć. Spożywanie alkoholu prowadzi do utraty kontroli nad zachowaniem, a także do nieakceptowalnych sytuacji, jak oddawanie moczu na terenie dworca” – wskazano w komunikacie.

Dotychczas regulamin dopuszczał alkohol, o ile nie był spożywany w nadmiarze. Jednak – jak pokazują badania prowadzone od ponad 20 lat – osoby nietrzeźwe wywołują u innych poczucie zagrożenia.

To dopiero początek zmian

Na razie zakaz obejmuje dwa duże węzły komunikacyjne, ale niewykluczone, że wkrótce zostanie rozszerzony. Jak zapowiada Deutsche Bahn, kolejne stacje mogą zostać objęte podobnymi regulacjami, jeśli nowe zasady przyniosą oczekiwane efekty.

źródło: bz-berlin.de

Szokujący proces w Niemczech. Syryjski uchodźca oskarżony o torturowanie i zabicie 70 osób

3

Brutalne zarzuty i kontrowersyjny początek procesu

W Koblenz rozpoczął się proces, który już od pierwszego dnia wywołał ogromne emocje. 48-letni Syryjczyk Fahad A., oskarżony o najcięższe zbrodnie, pojawił się na sali sądowej, pokazując znak zwycięstwa. Nawet w momencie odczytywania aktu oskarżenia miał się uśmiechać.

Mężczyzna odpowiada przed Oberlandesgericht Koblenz za zbrodnie przeciwko ludzkości, w tym za liczne przypadki morderstw, tortur oraz bezprawnego pozbawienia wolności.

Od uchodźcy do oskarżonego o zbrodnie wojenne

Według ustaleń śledczych Fahad A. przybył do Niemiec w 2023 roku jako uchodźca wojenny i złożył wniosek o azyl. Przez pewien czas mieszkał wraz z rodziną w Pirmasens, nie wzbudzając podejrzeń.

Sytuacja zmieniła się w maju 2025 roku, kiedy został zatrzymany przez funkcjonariuszy Bundeskriminalamt. Śledczy podejrzewają, że wcześniej był podoficerem w strukturach syryjskiego wywiadu – tzw. „Allgemeiner Geheimdienst” – działającego za rządów byłego dyktatora Baschar al-Assada.

Oskarżenie: 70 morderstw i zbrodnie przeciwko ludzkości

Prokuratura federalna zarzuca oskarżonemu m.in. dokonanie 70 zabójstw oraz udział w zbrodniach przeciwko ludzkości poprzez tortury, zabójstwa i bezprawne przetrzymywanie więźniów. Według aktu oskarżenia Fahad A. miał pracować jako strażnik w osławionym więzieniu Al-Khatib-Gefängnis w Damaszku, gdzie przetrzymywano i torturowano przeciwników reżimu.

Wstrząsające relacje: prąd, bicie i waterboarding

Śledczy odtworzyli wydarzenia z lat 2011-2012, kiedy w Syrii wybuchły protesty związane z Arabischer Frühling. Demonstracje zostały brutalnie stłumione.

Z ustaleń wynika, że Fahad A. miał od końca kwietnia 2011 do połowy kwietnia 2012 roku torturować co najmniej 115 osób w tzw. „oddziale 251”. Stosowane metody obejmowały m.in. rażenie prądem oraz bicie różnymi przedmiotami, takimi jak kable.

Więźniowie mieli być również polewani wodą w nocy, co wywoływało u nich wrażenie topienia się – była to forma tzw. waterboardingu. Według prokuratury stosowano także inne brutalne praktyki, określane jako „imprezy powitalne”, podczas których nowo przybyli więźniowie byli bici do tego stopnia, że niektórzy umierali na miejscu.

W czasie służby oskarżonego miało zginąć co najmniej 70 osób, a on – zdaniem śledczych – godził się na ich śmierć.

Oskarżony milczy, ofiary czekają na sprawiedliwość

Fahad A. nie odniósł się dotąd do zarzutów. Jego obrońca, Jamil Azem, podkreślił, że liczy na sprawiedliwy proces i udowodnienie, że jego klient znajdował się nisko w hierarchii i nie był odpowiedzialny za zarzucane mu czyny.

Jednym z oskarżycieli posiłkowych jest syryjski reżyser Feras Fayyad, który sam był więziony przez cztery miesiące w tym samym ośrodku. W rozmowie z mediami podkreślił:

„Chcę, aby został skonfrontowany z każdym swoim czynem i z tym, co zrobił nam oraz naszemu życiu. Mam nadzieję na sprawiedliwość.”

Proces potrwa lata

Postępowanie przed sądem w Koblenz ma potrwać długo – według zapowiedzi nawet do 2027 roku. Sprawa ta jest kolejnym przykładem procesów dotyczących zbrodni reżimu syryjskiego prowadzonych na terenie Niemiec i pokazuje, że osoby podejrzane o najcięższe naruszenia praw człowieka mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności także poza granicami swojego kraju.

źródło: bild.de