Niemcy: Nadciąga pierwszy zimowy atak – śnieg możliwy nawet na nizinach

    0

    Modele pogodowe zapowiadają wczesny zimowy przełom

    Według najnowszych prognoz meteorologicznych, Niemcy mogą już w najbliższych dniach doświadczyć pierwszego poważnego ataku zimy. Z danych europejskiego modelu pogodowego wynika, że w drugiej połowie listopada dojdzie do wyraźnej zmiany w układzie barycznym: zamiast spokojnej, lekko chłodnej pogody wysokociśnieniowej pojawi się dynamiczny układ niżowy z zachodu i północy.

    Taka sytuacja sprzyja zmiennym frontom atmosferycznym, częstym opadom deszczu, przelotnym burzom oraz napływowi zimnych mas powietrza pochodzenia polarnego. W konsekwencji spodziewany jest spadek temperatur i obniżenie granicy opadów śniegu, początkowo w rejonach górskich i podgórskich, a przy intensywniejszych opadach również na obszarach nizinnych.

    Czy Niemcy czeka powtórka z zimy 2010 roku?

    Synoptycy zwracają uwagę na interesujące podobieństwa do wyjątkowo śnieżnej zimy z 2010 roku, jednak – jak podkreślają – taki scenariusz jest obecnie mało prawdopodobny. W tamtym roku utrzymywał się przez wiele tygodni silnie ujemny indeks NAO (North Atlantic Oscillation), który sprzyjał długotrwałemu napływowi chłodnego powietrza z północy i wschodu Europy. Dodatkowo obecne były stabilne układy wyżowe od Grenlandii po Skandynawię, blokujące ciepłe masy powietrza znad Atlantyku.

    W tym roku prognozy wskazują raczej na zwiększoną zmienność i krótsze epizody chłodu, choć nie można wykluczyć kilku dni z intensywnymi opadami śniegu. Szansa na powtórzenie scenariusza z 2010 roku, czyli długotrwałej i mroźnej zimy, jest szacowana na zaledwie 10–20 procent.

    Wczesny śnieg i zmienne warunki – co oznaczają dla zimy?

    Meteorolodzy tłumaczą, że wczesne pojawienie się śniegu i mrozu nie musi oznaczać wyjątkowo surowej zimy, ale zwiększa prawdopodobieństwo dłuższych okresów chłodu. Zasypane śniegiem powierzchnie i wychłodzona gleba działają jak naturalny magazyn zimna, dzięki czemu kolejne napływy chłodnego powietrza mogą utrzymywać się dłużej.

    Do przedłużonych zimowych epizodów mogą przyczynić się również takie czynniki jak osłabienie stratosferycznego wiru polarnego, okresowe blokady Atlantyku oraz dominacja północno-zachodniego lub północnego kierunku cyrkulacji powietrza.

    Prognozy na koniec listopada i grudzień

    Najbardziej prawdopodobny scenariusz dla drugiej połowy listopada to zmienny, przedzimowy charakter pogody – okresy chłodu z przelotnym śniegiem i przymrozkami będą przeplatać się z napływami łagodniejszego, atlantyckiego powietrza. W wielu regionach Niemiec może więc dojść do pierwszych zimowych epizodów, zwłaszcza w nocy i na wyżej położonych terenach.

    Synoptycy studzą jednak nadzieje na trwałą zimę: białe Święta Bożego Narodzenia są możliwe, ale nie stanowią scenariusza bazowego. Jak podkreślają eksperci, osoby liczące na powtórkę z 2010 roku powinny szczególnie obserwować wskaźniki takie jak NAO, siła polarnego wiru, blokady nad północnym Atlantykiem oraz rozkład śniegu w Eurazji – to one zadecydują o ostatecznym obliczu tegorocznej zimy w Niemczech.

    źródło: merkur.de

    Niemcy: Tanie oferty, wolny internet – jak dyskonty wprowadzają klientów w błąd przy ofertach telefonicznych?

      1

      Obietnice kontra rzeczywistość

      Kolorowe reklamy obiecują zawrotną prędkość internetu – dane mają płynąć niczym bolid Formuły 1. W praktyce jednak użytkownicy wielu tanich taryf telefonicznych w Niemczech surfują z prędkością porównywalną raczej do traktora jadącego wiejską drogą.

      Według aktualnej analizy portalu porównawczego Verivox, operatorzy deklarują swoim klientom średnio 145 megabitów na sekundę, tymczasem rzeczywista prędkość wynosi przeciętnie zaledwie 70 Mbit/s. Różnica jest więc znacząca, a najbardziej odczuwają ją osoby szukające okazji cenowych, czyli klienci tzw. dyskontowych dostawców usług komórkowych.

      Dyskonty znacznie wolniejsze od dużych operatorów

      Użytkownicy ofert firm takich jak Drillisch czy klarmobil surfują wyraźnie wolniej niż klienci dużych sieci. Około połowa tanich taryf ogranicza prędkość transmisji danych do maksymalnie 50 Mbit/s. Dla porównania – operatorzy tacy jak Telekom, Vodafone, O2 czy 1&1 oferują na papierze nawet 300 Mbit/s, czyli sześciokrotnie więcej.

      Analiza 225 taryf obejmujących zarówno operatorów sieci, jak i dostawców usług oraz dyskonty (oferty postpaid dla klientów prywatnych, w tym taryfy młodzieżowe) pokazuje wyraźny podział rynku.

      Deklarowana prędkość internetuLiczba ofertUdział procentowy
      5 Mbit/s20,89%
      15 Mbit/s52,22%
      21,6/25 Mbit/s52,22%
      50 Mbit/s11551,11%
      100/150 Mbit/s156,67%
      300 Mbit/s8336,89%
      Średnia prędkość145,14 Mbit/s

      Mimo wysokich obietnic marketingowych, dane Verivoxu pokazują, że rzeczywiste prędkości są znacznie niższe. Dokładne określenie rozbieżności między deklaracjami a realnymi wynikami jest jednak trudne, ponieważ wpływa na nie wiele czynników.

      Dlaczego dyskonty ograniczają prędkość internetu?

      Ekspert ds. ochrony konsumentów Jörg Schamberg tłumaczy:

      „Na faktyczną prędkość surfowania wpływa wiele elementów – przede wszystkim wydajność urządzenia końcowego, przepustowość sieci w danym miejscu oraz liczba użytkowników aktywnych w tej samej komórce sieciowej.”

      Jak podkreśla, spadki prędkości są szczególnie widoczne podczas dużych wydarzeń, gdy tysiące osób jednocześnie korzystają z internetu w jednym miejscu. Wówczas sieć ulega przeciążeniu – wideo się zacina, a wiadomości nie chcą się wysyłać.

      Innymi słowy: jeśli wielu użytkowników tanich taryf surfuje w tym samym czasie i miejscu, sieć bardzo szybko osiąga swoje granice możliwości.

      Nowe modele taryf: zamiast limitu danych – limit prędkości

      Coraz więcej operatorów w Niemczech wprowadza nowe modele abonamentowe, w których nie ogranicza się już ilości przesyłanych danych, lecz maksymalną prędkość internetu.

      Przykładem jest O2, które oferuje tzw. „nielimitowany pakiet danych” za około 20 euro miesięcznie, jednak z prędkością zredukowaną do 15 Mbit/s. Jeszcze bardziej restrykcyjne są niektóre taryfy Freenet, w których prędkość spada do zaledwie 5 Mbit/s – poziomu znanego z dawno wyłączonej technologii UMTS.

      Tak niska przepustowość uniemożliwia oglądanie filmów w jakości HD, a nawet zwykłe streamowanie może być utrudnione.

      Komu wystarczą tanie taryfy?

      Prędkość do 50 Mbit/s – dostępna w wielu budżetowych ofertach – w zupełności wystarcza do korzystania z komunikatorów (np. WhatsApp), przeglądania stron internetowych czy prowadzenia zwykłych wideorozmów.

      Jednak użytkownicy, którzy często streamują filmy w wysokiej jakości, wysyłają duże pliki lub grają online, szybko odczują ograniczenia tanich pakietów. W ich przypadku wybór tańszej oferty może okazać się pozorną oszczędnością.

      Wniosek: przed podpisaniem umowy sprawdzaj prędkość

      Eksperci apelują, by przy wyborze oferty nie kierować się wyłącznie ceną czy hasłem „nielimitowany internet”, lecz zwracać uwagę przede wszystkim na realne ograniczenia prędkości transferu danych.

      W Niemczech wiele tzw. dyskontowych taryf kusi atrakcyjną ceną, ale w praktyce wiąże się z wyraźnym spowolnieniem internetu.

      źródło: bild.de

      Niemcy: Sąd uznał e-zwolnienie bez konsultacji lekarskiej za oszustwo. Pracownik stracił pracę

        0

        Sąd pracy w Hamm wydał precedensowy wyrok

        W Niemczech zapadł ważny wyrok, który może mieć daleko idące konsekwencje dla pracowników korzystających z internetowych zwolnień lekarskich. Krajowy Sąd Pracy w Hamm (Landesarbeitsgericht Hamm, sygn. akt: 14 SLa 145/25) orzekł, że osoba, która przedstawia zaświadczenie o niezdolności do pracy wystawione bez faktycznego kontaktu z lekarzem, dopuszcza się świadomego wprowadzenia pracodawcy w błąd. Taki czyn stanowi poważne naruszenie zaufania i może skutkować natychmiastowym zwolnieniem z pracy bez wcześniejszego upomnienia.

        Zwolnienie lekarskie tylko na podstawie ankiety

        Sprawa dotyczyła pracownika, który przedłożył swojemu pracodawcy zaświadczenie o chorobie wystawione wyłącznie na podstawie wypełnionego online formularza. Nie odbyła się żadna rozmowa z lekarzem – ani telefoniczna, ani w formie wideokonsultacji. Mimo to dokument wyglądał jak standardowe zwolnienie lekarskie.

        Dla sądu było to jednoznaczne. W uzasadnieniu wyroku podkreślono, że pracownik „świadomie i niezgodnie z prawdą podał, iż niezdolność do pracy została stwierdzona przez lekarza”, podczas gdy w rzeczywistości taka konsultacja w ogóle się nie odbyła.

        Utrata zaufania i natychmiastowe zwolnienie

        Zdaniem sądu, takie działanie stanowi poważne naruszenie zaufania, które jest fundamentem relacji pracodawcy z pracownikiem. Pracodawca musi mieć pewność, że przedstawiane zwolnienia lekarskie są autentyczne, szczególnie że z mocy prawa nie może on samodzielnie weryfikować stanu zdrowia zatrudnionych osób ani żądać szczegółów medycznych.

        W związku z tym sąd uznał, że w omawianej sytuacji nie było konieczności wcześniejszego udzielenia upomnienia – naruszenie obowiązków pracowniczych było na tyle poważne, że natychmiastowe rozwiązanie umowy o pracę w trybie dyscyplinarnym było w pełni uzasadnione.

        Sygnał dla wszystkich pracowników

        Wyrok z Hamm ma charakter precedensowy i ostrzegawczy. Jak podkreślono, zwolnienia lekarskie uzyskane drogą cyfrową są dopuszczalne tylko wtedy, gdy rzeczywiście doszło do kontaktu z lekarzem – czy to poprzez rozmowę wideo, telefoniczną konsultację, czy też czat.

        Jeśli taki kontakt nie ma miejsca, dokument traci swoją ważność i może zostać uznany za próbę oszustwa, a jego przedłożenie pracodawcy – za powód do natychmiastowego rozwiązania umowy.

        Nowa rzeczywistość cyfrowa wymaga ostrożności

        Wraz z rosnącą popularnością telemedycyny i platform oferujących szybkie zwolnienia online, wyrok sądu w Hamm stanowi ważne przypomnienie: digitalizacja nie zwalnia z obowiązku zachowania rzetelności i uczciwości.

        Każdy pracownik w Niemczech powinien upewnić się, że jego e-zwolnienie zostało wystawione po rzeczywistej konsultacji z lekarzem. W przeciwnym razie może nie tylko stracić prawo do wynagrodzenia chorobowego, lecz także – jak pokazał ten przypadek – również swoją pracę.

        źródło: bild.de

        Niemcy: Rząd rozważa wysokie premie za dobrowolny powrót uchodźców. Ile naprawdę kosztuje państwo migracja?

          2

          Polityczny zwrot w Niemczech: powrót do twardszej polityki migracyjnej

          Kanclerz Friedrich Merz (CDU) zapowiedział znaczące ograniczenie liczby uchodźców w Niemczech. W centrum uwagi znajdują się Syrijczycy, ponieważ wojna domowa w ich kraju oficjalnie dobiegła końca. Merz chce rozpocząć proces powrotów do Syrii, a przewodniczący frakcji CDU/CSU w Bundestagu, Jens Spahn, zapowiedział w rozmowie z ARD, że syryjscy uchodźcy powinni „stopniowo opuszczać Niemcy”.

          Rząd jednak zdaje sobie sprawę, że same deportacje nie wystarczą. Dlatego coraz głośniej mówi się o systemie zachęt finansowych dla osób, które zdecydują się na dobrowolny powrót do ojczyzny – wzorem duńskiego programu, w którym powracający Syryjczycy otrzymują nawet 27 tysięcy euro.

          Pieniądze zamiast deportacji? Kontrowersyjna propozycja rządu

          W tym tygodniu niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zaproponowało nowy model zachęt finansowych również dla uchodźców afgańskich. Około 600 Afgańczyków przebywających w Pakistanie, którzy posiadają już decyzję o przyjęciu do Niemiec, otrzymało ofertę: do 12,5 tysiąca euro w zamian za rezygnację z przyjazdu i powrót do Afganistanu lub wyjazd do innego kraju.

          Reakcja była jednoznaczna – oburzenie. W liście skierowanym do rządu federalnego afgańscy uchodźcy napisali:

          „Nie uciekliśmy przed biedą, lecz przed przemocą i śmiercią.”

          Dyskusja na temat skuteczności takich rozwiązań dopiero się rozpoczyna. Aby ocenić sens wypłacania wysokich premii, trzeba przeanalizować pełny obraz: liczbę deportacji, koszty utrzymania uchodźców i ich poziom integracji zawodowej.

          Ilu Syryjczyków wraca, a ilu wciąż przybywa?

          Od zakończenia działań wojennych w Syrii około miliona uchodźców wróciło do ojczyzny. Jednak z Niemiec powroty mają charakter marginalny.

          Z ponad 947 000 Syryjczyków przebywających obecnie w Niemczech, od stycznia do października 2025 roku zaledwie 2869 osób zdecydowało się na powrót, korzystając z rządowego wsparcia (pokrycie kosztów podróży i 1000 euro na osobę, maksymalnie 4000 euro na rodzinę).

          W tym samym czasie 20 735 Syryjczyków złożyło w Niemczech nowe wnioski o azyl – siedem razy więcej, niż liczba osób, które wyjechały w ramach programu dobrowolnych powrotów.

          Deportacje do Syrii: wciąż niemożliwe

          Od 2012 roku, kiedy wprowadzono zakaz deportacji do Syrii ze względu na panujący tam reżim i ryzyko dla życia uchodźców, nie przeprowadzono żadnego przymusowego powrotu.

          Minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt (CSU) prowadzi obecnie rozmowy z nowymi władzami w Damaszku na temat możliwego wznowienia deportacji, przede wszystkim osób karanych i uznanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

          Dobrowolne powroty zamiast przymusu

          Według danych rządowych, od stycznia do września 2025 roku z Niemiec odesłano jedynie 17 651 osób, którym odmówiono azylu. Tymczasem aż 225 506 migrantów (stan na czerwiec 2025 r.) jest zobowiązanych do opuszczenia kraju.

          Z tej liczby 82 procent posiada tymczasowe pozwolenie na pobyt, które uniemożliwia deportację z powodów humanitarnych, zdrowotnych lub formalnych (np. brak dokumentów tożsamości).

          Program dobrowolnych powrotów, mimo finansowego wsparcia, przyniósł skromne rezultaty – w 2025 roku skorzystało z niego 12 262 osób.

          Niemcy płacą mniej niż inne kraje

          W porównaniu z innymi państwami Europy, niemiecki system wsparcia dla powracających uchodźców jest mało atrakcyjny finansowo. Obecnie oferuje 1000 euro na osobę, podczas gdy Dania wypłaca do 27 000 euro dorosłym Syryjczykom decydującym się na powrót.

          Niektórzy politycy CDU sugerują, by wzorować się na Danii.

          „Duński model mógłby być przykładem dla Niemiec” – powiedział Jürgen Hardt (CDU), rzecznik ds. polityki zagranicznej frakcji Unii, w rozmowie z Bild.

          Ekspert ds. migracji dr Martin Fieder z Uniwersytetu Wiedeńskiego zaproponował alternatywne rozwiązanie:

          „Pomoc finansowa mogłaby być wypłacana pod warunkiem, że uchodźcy podejmą pracę przy odbudowie swoich krajów. Niemcy mogłyby współfinansować ich wynagrodzenie – to bardziej sensowne niż jednorazowe premie.”

          Jak dotąd jednak efekty podobnych inicjatyw są ograniczone. W Danii z programu wysokich świadczeń skorzystało od stycznia do lipca 2025 roku zaledwie 120 Syryjczyków.

          Koszty migracji dla niemieckiego budżetu

          Utrzymanie i integracja uchodźców to wciąż ogromne obciążenie finansowe. Wydatki związane z migracją w budżecie federalnym wzrosły od 2014 roku o ponad 40 procent, osiągając w 2024 roku 28,4 miliarda euro.

          Również kraje związkowe wydają coraz więcej – 6,7 miliarda euro na świadczenia dla osób ubiegających się o azyl, co oznacza wzrost o 179 procent w porównaniu z 2014 rokiem.

          Czy uchodźcy wspierają niemiecką gospodarkę?

          Według dr. Wido Geis-Thöne z Instytutu Gospodarki Niemieckiej, migracja z Syrii i Afganistanu nie przyniosła dotąd wyraźnych korzyści ekonomicznych.

          „Wielu uchodźców przybyło bez kwalifikacji zawodowych, a ich integracja na rynku pracy przebiega bardzo powoli” – podkreśla ekspert.

          Obecnie 480 000 osób otrzymuje świadczenie obywatelskie (Bürgergeld), natomiast 299 730 Syryjczyków ma pracę – z czego 249 000 w pełnym wymiarze (objętych ubezpieczeniem społecznym), a reszta w formie minijob.

          Ukraińcy: największa grupa uchodźców w Niemczech

          Od początku rosyjskiej inwazji w 2022 roku do Niemiec przybyło ponad 1,3 miliona Ukraińców, co czyni ich najliczniejszą grupą spośród 3,3 miliona osób pod ochroną.

          W przeciwieństwie do innych uchodźców, nie przechodzą oni procedury azylowej – mogą natychmiast podejmować pracę lub pobierać świadczenia socjalne.

          W lipcu 2025 roku 672 511 Ukraińców otrzymywało Bürgergeld lub inne formy zabezpieczenia socjalnego, a 352 000 osób pracowało – w tym 298 200 na pełen etat, co stanowi trzykrotny wzrost w ciągu dwóch lat.

          Według Yulii Kosyakovej z Instytutu Badań nad Rynkiem Pracy i Zatrudnieniem, poprawa sytuacji jest wynikiem ukończenia kursów językowych i integracyjnych, a także wzrostu liczby mężczyzn przybywających do Niemiec, którzy szybciej znajdują zatrudnienie – m.in. w budownictwie i logistyce.

          Nowe kierunki migracji i zaostrzone kontrole

          Na koniec 2024 roku w Niemczech mieszkało 975 060 Syryjczyków (64% mężczyzn, średnia wieku: 28 lat) oraz 348 000 Afgańczyków (65% mężczyzn).

          Liczba nowych wniosków o azyl – nie licząc Ukraińców – spada trzeci rok z rzędu. W 2023 roku było to 329 120 osób, a do października 2025 roku – 97 277.

          Według ekspertów, to efekt zaostrzenia kontroli granicznych i odmowy automatycznego przyznawania azylu.

          „Niemcy dały jasny sygnał: azyl nie jest już gwarantowany. Odwrót od polityki otwartych drzwi działa odstraszająco” – ocenia dr Fieder.

          źródło: bild.de

          Niemcy: 26-latek zaatakował sąsiada maczetą – policja użyła paralizatora

            1

            Brutalny atak w Dolnej Saksonii

            W miejscowości Neustadt am Rübenberge w regionie Hanoweru doszło w sobotni wieczór do niebezpiecznego incydentu. 26-letni mężczyzna zaatakował swojego 62-letniego sąsiada maczetą, po czym zabarykadował się w swoim mieszkaniu. Do akcji wkroczyły liczne oddziały policji, w tym Spezialeinsatzkommando (SEK).

            Jak przekazała policja, napastnik najpierw wszczął awanturę w wielorodzinnym budynku, a następnie niespodziewanie zaatakował starszego sąsiada. Poszkodowany doznał lekkich obrażeń w dolnej części ciała, jednak zdołał uciec do swojego mieszkania i wezwać pomoc, dzwoniąc pod numer alarmowy.

            Starcie z policją i użycie broni palnej

            Po ataku 26-latek wrócił do swojego mieszkania, gdzie kontynuował demolowanie wyposażenia. Wkrótce potem budynek został otoczony przez policję. Sytuacja gwałtownie się zaostrzyła, gdy napastnik nagle wybiegł z mieszkania z maczetą w ręku i rzucił się na funkcjonariuszy.

            Jak relacjonuje policja, mimo wielokrotnych wezwań do zatrzymania się oraz ostrzeżeń o możliwości użycia broni palnej, mężczyzna nie reagował. Wówczas jeden z policjantów oddał strzał, jednak nie trafił napastnika. Po oddaniu strzału 26-latek uciekł z powrotem do swojego mieszkania. Nie wiadomo dokładnie, ile strzałów padło – w tej sprawie prowadzone jest obecnie postępowanie wyjaśniające.

            Interwencja oddziału specjalnego SEK

            Na miejsce wezwano oddział specjalny SEK oraz policyjną grupę negocjacyjną, która nawiązała kontakt z mężczyzną. Po dłuższej próbie przekonania go do poddania się, funkcjonariusze zdecydowali się na użycie paralizatora. Dzięki temu napastnik został obezwładniony i aresztowany bez konieczności użycia broni palnej.

            Według policyjnych informacji, 26-latek został lekko ranny podczas zatrzymania i został przebadany przez lekarza pogotowia. Następnie został przewieziony do aresztu policyjnego. Żaden z funkcjonariuszy nie odniósł obrażeń podczas interwencji.

            Śledztwo w sprawie motywów ataku

            Policja wszczęła śledztwo przeciwko zatrzymanemu z powodu podejrzenia o niebezpieczne uszkodzenie ciała oraz zniszczenie mienia. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną agresywnego zachowania 26-latka. Funkcjonariusze sprawdzają, czy w momencie zdarzenia mógł znajdować się pod wpływem alkoholu lub narkotyków.

            Jak poinformowała rzeczniczka policji, do czasu zakończenia badań toksykologicznych nie można jednoznacznie określić, czy napastnik był pod wpływem substancji odurzających. Śledczy starają się również ustalić, czy wcześniej dochodziło do konfliktów między sąsiadami.

            Standardowa procedura wobec policjanta, który oddał strzał

            Zgodnie z niemieckimi przepisami, równoległe postępowanie prowadzone jest także wobec funkcjonariusza, który oddał strzał w kierunku napastnika. Jak podkreśla rzeczniczka policji, jest to standardowa procedura, mająca na celu ocenę zasadności użycia broni palnej podczas interwencji.

            Tymczasem 62-letni poszkodowany sąsiad po udzieleniu pomocy medycznej został przewieziony do szpitala, z którego został już wypisany.

            Spokojny koniec dramatycznego wieczoru

            Dzięki szybkiej reakcji policji i skutecznej akcji oddziału SEK udało się uniknąć tragedii. Incydent w Neustadt am Rübenberge pokazuje jednak, jak nieprzewidywalne i niebezpieczne potrafią być sytuacje z udziałem uzbrojonych i agresywnych osób. Śledztwo w sprawie przyczyn ataku oraz zachowania zatrzymanego mężczyzny wciąż trwa.

            źródło: n-tv.de

            Brutalny atak w Berlinie – 17-letnia dziewczyna ciężko ranna najprawdopodobniej po gwałcie zbiorowym

              1

              Policja prowadzi śledztwo w sprawie brutalnego przestępstwa w dzielnicy Hellersdorf

              W berlińskiej dzielnicy Hellersdorf, w jednym z bloków z wielkiej płyty, miało dojść do brutalnego gwałtu zbiorowego na 17-letniej dziewczynie. Ofiara została znaleziona w sobotni poranek przez mieszkankę budynku, która natychmiast wezwała pogotowie. Policja potwierdza, że prowadzi śledztwo w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa na tle seksualnym.

              Jak przekazał rzecznik policji Martin Stralau, zatrzymano jednego mężczyznę, jednak został on już zwolniony. Funkcjonariusze nie ujawniają dalszych szczegółów śledztwa ze względu na dobro ofiary, podkreślając, że postępowanie znajduje się na wczesnym etapie.

              Świadek: „Była cała posiniaczona i nie mogła mówić”

              Z relacji kobiety, która jako pierwsza udzieliła pomocy poszkodowanej, wynika, że dziewczyna była w stanie skrajnego wycieńczenia. Około godziny 8:15 rano wbiegła do klatki schodowej, kiedy świadek wracała z zakupów.
              „Była cała zielono-niebieska od siniaków. Nie była w stanie mówić. Wezwałam karetkę i pomogłam jej usiąść, bo ledwo stała na nogach” – relacjonuje kobieta w rozmowie z dziennikarzami.

              Ratownicy medyczni, którzy przybyli na miejsce, szybko ustalili, że obrażenia dziewczyny wskazują na przemoc seksualną. O zdarzeniu natychmiast powiadomiono policję.

              Dochodzenie prowadzone przez LKA

              Na miejsce przybyli specjaliści z berlińskiego Urzędu Kryminalnego (LKA), którzy do późnych godzin nocnych zabezpieczali ślady w mieszkaniu na trzecim piętrze. To właśnie tam – według wstępnych ustaleń – miało dojść do przestępstwa.

              Z informacji, do których dotarli dziennikarze, wynika, że 17-latka mogła zostać zaatakowana przez dwóch, a być może nawet trzech mężczyzn przebywających w tym czasie w lokalu. Policja analizuje zabezpieczone dowody i przesłuchuje świadków, aby ustalić dokładny przebieg wydarzeń.

              Niejasności wokół mieszkania i jego lokatorów

              Według relacji sąsiadów, w mieszkaniu, w którym doszło do zdarzenia, często mieszkali różni podnajemcy, głównie mężczyźni o obcym pochodzeniu. W budynku panował duży ruch, a lokatorzy zmieniali się regularnie.

              Co ciekawe, nikt z mieszkańców nie zna osoby, na którą formalnie zarejestrowane jest mieszkanie. Policja bada, w jaki sposób lokal był wynajmowany i kto w danym czasie miał do niego dostęp.

              Śledztwo w toku

              Berlińska policja kontynuuje intensywne dochodzenie w celu ustalenia wszystkich okoliczności zdarzenia oraz tożsamości sprawców. Na obecnym etapie nie ujawniono, czy istnieją zapisy z monitoringu ani czy przeprowadzono już badania DNA.

              Ze względu na brutalny charakter ataku i młody wiek ofiary, śledczy prowadzą sprawę ze szczególną ostrożnością i w ścisłej współpracy z prokuraturą.

              Bis spät in die Nacht sicherten Ermittler Spuren in der mutmaßlichen Tatwohnung
              Foto: Axel Billig / Pressefoto Wagner

              źródło: bild.de

              Niemcy: Proces w sprawie zamachu samochodowego w Monachium – Afgańczyk oskarżony o podwójne morderstwo

                1

                Tragedia podczas demonstracji związkowej

                W Monachium rozpoczyna się proces w sprawie tragicznego zdarzenia, które wstrząsnęło Niemcami w lutym tego roku. 24-letni Farhad Noori, pochodzący z Afganistanu, wjechał 13 lutego swoim Mini Cooperem w uczestników demonstracji związkowej organizowanej przez Verdi. W wyniku ataku zginęły 37-letnia kobieta i jej dwuletnia córka, a 44 inne osoby zostały narażone na śmierć.

                Prokuratura federalna oskarżyła mężczyznę o dwa zarzuty morderstwa oraz 44 próby morderstwa. Według ustaleń śledczych, Noori działał z „nadmiernej motywacji religijnej”.

                Proces przed Sądem Krajowym w Monachium

                Jak informuje dziennik Bild, proces przeciwko Nooriemu ma rozpocząć się 16 stycznia przed Senatem ds. Ochrony Państwa Wyższego Sądu Krajowego (OLG) w Monachium. Zgodnie z opinią biegłych psychiatrów, oskarżony był w pełni poczytalny w chwili popełnienia czynu. Ustalono, że w momencie ataku poruszał się z prędkością nieco ponad 30 km/h.

                Jeśli sąd potwierdzi jego pełną odpowiedzialność karną, grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności w zakładzie karnym, bez możliwości umieszczenia w zakładzie psychiatrycznym.

                Spór o poczytalność oskarżonego

                Obrona Nooriego kwestionuje stanowisko prokuratury. Jego adwokat, Ömer Sahinci z Monachium, zapowiedział, że proces w dużej mierze będzie dotyczył właśnie kwestii poczytalności jego klienta.

                Po ataku 24-latek został początkowo umieszczony w oddziale psychiatrycznym więzienia w Straubing, jednak po wstępnym badaniu biegły uznał, że jest w pełni poczytalny. Następnie został przeniesiony do aresztu śledczego w Stadelheim, gdzie przebywał krótko, po czym ponownie trafił do Straubing.

                Adwokat Sahinci twierdzi, że jego klient wykazuje poważne problemy psychiczne, dlatego ponownie wymagał hospitalizacji psychiatrycznej. Dodał również, że prokuratura federalna odrzuciła wniosek o włączenie opinii lekarzy ze Straubing do akt sprawy.

                Stanowisko prokuratury i sądu

                Rzeczniczka Prokuratury Generalnej (GBA) potwierdziła w rozmowie z Bild, że urząd nadal wychodzi z założenia, iż oskarżony był całkowicie poczytalny w chwili popełnienia czynu.

                Z kolei Bettina Kaestner, rzeczniczka Wyższego Sądu Krajowego w Monachium, odmówiła podania szczegółów dotyczących warunków przebywania Nooriego w zakładzie karnym. Jak podkreśliła, kwestie związane z ewentualnym leczeniem psychiatrycznym lub miejscem osadzenia „dotyczą zarówno sfery prywatnej oskarżonego, jak i bezpieczeństwa zakładów penitencjarnych”.

                Atak, który wstrząsnął Monachium

                Do tragedii doszło w centrum Monachium podczas pokojowej demonstracji związkowej. Noori wjechał samochodem w tłum z prędkością około 30 km/h, powodując śmierć matki i jej dwuletniego dziecka. Według ustaleń śledczych, jego działanie miało charakter celowy i motyw religijny, co spowodowało, że sprawa została przekazana do rozpatrzenia przez Federalną Prokuraturę Generalną.

                Proces, który rozpocznie się w styczniu 2026 roku, będzie kluczowy dla ustalenia, czy sprawca poniesie pełną odpowiedzialność karną, czy też zostanie uznany za osobę niepoczytalną.

                źródło: bild.de

                Niemcy: Afgańczycy z obietnicą przyjęcia apelują do kanclerza Merza o dotrzymanie słowa

                  1

                  List do kanclerza z dramatycznym apelem

                  Prawie dwa tysiące Afgańczyków, którzy otrzymali obietnicę przyjęcia do Niemiec, wciąż czeka w Pakistanie na możliwość wyjazdu. W obliczu zakończenia niemieckich programów ewakuacyjnych i przedłużającej się niepewności, wystosowali oni list do kanclerza Friedricha Merza, w którym proszą o dotrzymanie zobowiązań i zapewnienie im bezpieczeństwa.

                  Jak donosi ARD-Hauptstadtstudio, autorzy listu podkreślają, że ich sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna. Wielu z nich – w tym obrońcy praw człowieka, dziennikarze i sędziowie – od lat przebywa w Pakistanie w trudnych warunkach, obawiając się powrotu do Afganistanu rządzonego przez talibów.

                  „Nie uciekliśmy przed biedą, lecz przed śmiercią”

                  W liście Afgańczycy wyrażają rozczarowanie decyzją nowego rządu Niemiec, który zakończył programy przyjęć uchodźców, mimo wcześniejszych obietnic. Część osób musiała wnieść pozwy sądowe, by wymusić realizację wcześniejszych zobowiązań.

                  Szczególne oburzenie budzi propozycja przedstawiona przez Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Niektórym oczekującym w Pakistanie zaproponowano pieniądze w zamian za dobrowolną rezygnację z udziału w programie przyjęcia. Autorzy listu określają tę ofertę jako „niezrozumiałą i raniącą”, pisząc, że daje im poczucie, iż ich życie jest traktowane jak „suma w euro”.

                  „Nie uciekliśmy przed ubóstwem, lecz przed przemocą i śmiercią” – czytamy w liście. – „Nie rozumiemy, jak rząd, który deklaruje przywiązanie do praw człowieka i godności ludzkiej, może składać taką propozycję. Nie prosiliśmy o pieniądze. Szukaliśmy ochrony, by uciec przed reżimem talibów i przeżyć.”

                  Apel o ratunek i godność

                  Autorzy kończą swój list wezwaniem do kanclerza Merza, by znalazł rozwiązanie, które nie naraża ich na śmiertelne niebezpieczeństwo. Wskazują, że długie oczekiwanie w Pakistanie w niepewnych warunkach staje się coraz trudniejsze – zarówno psychicznie, jak i materialnie.

                  Afgańczycy przypominają, że ich zaufanie do Niemiec wynikało z przekonania, iż kraj ten przestrzega wartości humanitarnych. Teraz oczekują, że niemiecki rząd dotrzyma swojego słowa i pozwoli im bezpiecznie rozpocząć nowe życie w Niemczech.

                  źródło: tagesschau.de

                  Najnowsze badanie: Co czwarty Niemiec tęskni za Angelą Merkel!

                    2

                    25 procent Niemców tęskni za Angelą Merkel. Według badania opinii publicznej przeprowadzonego przez instytut Civey na zlecenie niemieckiego domu medialnego Funke, była kanclerz jest szczególnie popularna wśród młodych osób oraz wśród zwolenników Zielonych i Lewicy. Ponad trzy lata po zakończeniu jej urzędowania jako kanclerz (CDU) chce jej powrotu co czwarty Niemiec.

                    „Czy tęskni Pan/Pani za Angelą Merkel jako kanclerzem?”

                    Na pytanie: „Czy tęskni Pan/Pani za Angelą Merkel jako kanclerzem?” – łącznie 25 proc. odpowiedziało „tak” lub „raczej tak”, a 68 proc. „nie” lub „raczej nie”.

                    Wśród osób, które zadeklarowały, że przy następnych wyborach do Bundestagu zagłosują na Lewicę (Die Linke), aż 61 proc. stwierdziło, że tęskni za Merkel; wśród wyborców Zielonych – 52 proc.. Wśród wyborców CDU było to tylko 22 proc., a wśród wyborców SPD – 34 proc..

                    Merkel popularna wśród 18–29-latków

                    Największą sympatią Merkel cieszy się w grupie wiekowej 18–29 lat – w tej grupie co trzeci respondent stwierdził, że za nią tęskni. Wśród osób powyżej 65 lat było to zaledwie 19 proc. Różnice w poziomie sympatii zauważalne są także pomiędzy regionami – im bardziej miejska jest okolica, tym większe pragnienie powrotu byłej kanclerz.

                    Merkel zakończyła urząd kanclerza na początku grudnia 2021 po 16 latach urzędowania i zastąpił ją Olaf Scholz (SPD). Badanie zostało przeprowadzone w dniach 4–6 listopada online wśród około 5000 osób w wieku 18 lat i więcej. Badanie jest – według Civey – reprezentatywne.

                    Szef organizacji Jugend­Union, Johannes Winkel, ostatnio skrytykował publiczne wypowiedzi byłej kanclerz: „Niesłychane, jak często włącza się w bieżącą politykę”, powiedział. Wielu w CDU jest tym – według niego – „poirytowanych”.

                    źródło: welt.de

                    Zagrożenie zamachami na jarmarkach bożonarodzeniowych w Niemczech. Ekspert: „Ochroniarze tylko gapią się w telefony”

                      2

                      Po zatrzymaniu 22-letniego Syryjczyka na początku listopada w Berlinie — mężczyzny podejrzanego o planowanie zamachu — minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt (CSU) powiedział: „To zatrzymanie ponownie pokazuje, że zagrożenie terroryzmem w Niemczech nie jest tylko abstrakcyjne, ale wciąż bardzo realne.”

                      Ekspert ds. bezpieczeństwa Stefan Bisanz, od wielu lat zajmujący się ochroną osób i zarządzaniem ryzykiem, interpretuje te słowa jednoznacznie: „To oznacza, że zagrożenie stało się bardziej konkretne”. Jego zdaniem obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie może dodatkowo zwiększać ryzyko zamachów także w Niemczech.

                      Podobnego zdania jest Hans-Jakob Schindler, ekspert ds. terroryzmu i dyrektor berlińskiego Counter Extremism Project. Jak mówi, radykalny islamizm znów zyskuje na sile na całym świecie.

                      W Afryce Zachodniej dżihadyści z organizacji JNIM oblegają stolicę Mali – Bamako. Z kolei afgański odłam tzw. Państwa Islamskiego, IS – Prowincja Chorasan, planuje i przeprowadza zamachy również poza Afganistanem – w 2024 roku m.in. w Moskwie.

                      Choć w Syrii i Iraku Państwo Islamskie zostało militarnie pokonane, to – jak zauważa Schindler – „W tym roku doszło tam do większej liczby ataków niż w 2024, który i tak był rekordowy. IS czuje, że znów jest na fali.”

                       „Zabezpieczenia dają tylko pozorne poczucie bezpieczeństwa”

                      W Niemczech właśnie rozpoczyna się sezon jarmarków bożonarodzeniowych – pierwsze z nich otwierają się już w najbliższych dniach. To tzw. miękkie cele, czyli miejsca szczególnie narażone na ataki indywidualnych, zradykalizowanych sprawców.

                      Od czasu tragicznych wydarzeń z 2016 roku w Berlinie oraz późniejszych ataków – m.in. w 2024 roku w Magdeburgu i ubiegłorcznego ataku nożownika na festynie w Solingen – przepisy dotyczące bezpieczeństwa zostały w Niemczech zaostrzone. Wjazdy na teren jarmarków muszą być zabezpieczane betonowymi blokami, a służby mają obowiązek prowadzić kontrole.

                      „Mimo wszystko ryzyko nigdy nie zniknęło całkowicie” – podkreśla Schindler. – „Nie da się przecież zamienić jarmarku bożonarodzeniowego w fortecę.”

                      „Tanie firmy ochroniarskie, minimalne szkolenie, zero czujności”

                      Stefan Bisanz ma jednak poważne zastrzeżenia co do skuteczności takich zabezpieczeń: „Od lat nie wprowadzono żadnych realnych usprawnień w ochronie tzw. miękkich celów. Bariery antyterrorystyczne to praktycznie jedyny środek, jaki się stosuje – a one zapobiegają wyłącznie jednemu scenariuszowi: wjazdowi pojazdu w tłum ludzi.”

                      Jak dodaje, motocykle i rowery nadal mogą bez problemu ominąć takie przeszkody. „To drogie rozwiązania, a realna wartość dodana jest bardzo ograniczona.” Problemem są też koszty bezpieczeństwa, które zgodnie z przepisami ponoszą organizatorzy. W Nadrenii Północnej-Westfalii z powodu rosnących wydatków niektóre jarmarki zostały w tym roku całkowicie odwołane. „Organizatorzy chcą po prostu zarobić. Wielu z nich myśli: i tak nic się nie stanie” – mówi Bisanz. – „Dlatego wybierają najtańsze możliwe firmy ochroniarskie.” Wielu zatrudnionych tam ochroniarzy ma minimalne przygotowanie zawodowe.

                      „Żeby zostać pracownikiem ochrony, wystarczy 40 godzin szkolenia w izbie przemysłowo-handlowej. Nie ma nawet egzaminu. Po tym kursie można już legalnie pracować w ochronie” – tłumaczy Bisanz.

                      „Zamiast pilnować, grają na telefonach”

                      Ekspert przyznaje, że często sam obserwuje ochroniarzy, którzy podczas pracy… grają na telefonach lub przeglądają internet, zamiast skupiać się na otoczeniu.

                      Równie krytycznie ocenia typowe działania patroli: „Zazwyczaj po jarmarkach chodzą dwójkami w mundurach – potencjalny sprawca od razu widzi, gdzie są luki w ochronie.”

                      Bisanz postuluje, by częściej wykorzystywać patrole w cywilu, które mogłyby mieszać się z tłumem i obserwować sytuację z bliska. Pomocne byłyby też psy do wykrywania materiałów wybuchowych. „Nie muszą to być wielkie owczarki policyjne – nawet niepozorny jamnik potrafi wiele wykryć” – dodaje z uśmiechem.

                      źródło: merkur.de