„Jesteśmy praktycznie niezdolni do pracy”. Poważny cyberatak na berlińską administrację. Możliwy wyciek danych

0

Część berlińskiej administracji padła ofiarą cyberataku. Władze landu powołały sztab kryzysowy, a według informacji medialnych podczas ataku mogło dojść również do wycieku danych. Z jednego z dotkniętych problemem urzędów płyną informacje, że pracownicy są obecnie praktycznie pozbawieni możliwości normalnej pracy.

Powołano sztab kryzysowy

W poniedziałek utworzono kryzysowy sztab ds. sytuacji awaryjnych w zakresie technologii informacyjnych i komunikacyjnych (IKT). Jego zadaniem jest koordynowanie dalszych działań zabezpieczających oraz badań informatyki śledczej. Sztab działa pod kierownictwem pełnomocnika kraju związkowego Berlina ds. bezpieczeństwa informacji. Biuro Prasowe i Informacyjne Berlina nie przekazało dalszych szczegółów, powołując się na względy związane z prowadzonym dochodzeniem. W związku z incydentem wszczęto postępowanie wyjaśniające – potwierdził rzecznik berlińskiej prokuratury w rozmowie z agencją dpa.

„Poważny cyberatak” na berlińską sieć administracyjną

Według informacji dziennika „Tagesspiegel” atak mógł objąć większą liczbę urzędów niż początkowo zakładano. Jedna z osób znających kulisy sprawy przekazała gazecie, że podczas incydentu doszło również do wycieku danych. Według tych informacji miały to być jednak dane, które były również publicznie dostępne. Inne źródło określiło zdarzenie jako „poważny cyberatak”. Kancelaria Senatu Berlina nie potwierdziła ani nie zaprzeczyła doniesieniom o wycieku danych. Rzeczniczka Senatu Christine Richter poinformowała jedynie, że w tej sprawie nadal prowadzone są badania i analizy.

Atakujący mieli wykorzystać lukę w systemie IT

Według stacji RBB napastnicy mieli wykorzystać lukę w infrastrukturze informatycznej berlińskiego senackiego departamentu odpowiedzialnego za budownictwo, aby zaatakować sieć administracji kraju związkowego. Skutki incydentu są odczuwalne również w innych częściach administracji. Pracownik senackiego departamentu ds. transportu powiedział „Tagesspiegelowi”, że w poniedziałek rano pracownicy zostali poinformowani, iż wykonywanie obowiązków w trybie pracy zdalnej nie jest możliwe.

– Jesteśmy praktycznie niezdolni do pracy, bez dostępu do internetu i bez możliwości komunikacji mailowej ze światem zewnętrznym – przekazał pracownik.

Jak dodał, wśród pracowników niewiele osób wierzyło, że problem zostanie rozwiązany już następnego dnia.

Początkowo mówiono o problemach po aktualizacji

W chwili, gdy pracownicy otrzymywali pierwsze informacje o awarii, nie wiedzieli jeszcze, że jej przyczyną był atak hakerski. Według informacji „Tagesspiegel” jeszcze w piątek sugerowano im, że problemy są skutkiem aktualizacji systemu informatycznego. Obecnie trwa ustalanie pełnej skali cyberataku, liczby dotkniętych nim urzędów oraz tego, czy i jakie dane mogły zostać przejęte. Władze Berlina ograniczają przekazywanie szczegółowych informacji, powołując się na trwające działania zabezpieczające i postępowanie wyjaśniające.

źródło: tagesspiegel.de

Szef Urzędu Ochrony Konstytucji Turyngii chce odbierać politykom AfD prawa wyborcze. Wskazuje na przykład Dolnej Saksonii

2

Szef Urzędu Ochrony Konstytucji Turyngii Stephan Kramer opowiada się za możliwością odbierania politykom Alternatywy dla Niemiec (AfD) czynnego i biernego prawa wyborczego. Jak mówił w podcaście „AfD vor Gericht”, zamiast prowadzić długie debaty na temat ewentualnego zakazu działalności partii, należy wykorzystywać także inne instrumenty przewidziane przez niemieckie prawo. O jego stanowisku informuje Apollo News.

Kramer wskazuje przy tym na Dolną Saksonię jako przykład dla innych krajów związkowych. Przed wyborami samorządowymi zaplanowanymi na 13 września 2026 roku lokalne komisje wyborcze zakwestionowały możliwość startu kilku polityków AfD, powołując się na wątpliwości dotyczące ich lojalności wobec konstytucji.

Politycy AfD wykluczani z wyborów

W Dolnej Saksonii komisje wyborcze odmówiły dopuszczenia kilku polityków AfD do rywalizacji o najważniejsze stanowiska samorządowe.

Stephan Bothe nie może kandydować na urząd starosty powiatu Lüneburg. Komisja wyborcza zdecydowała o tym stosunkiem głosów 6:1, wskazując na uzasadnione wątpliwości, czy kandydat daje wystarczającą gwarancję przestrzegania zasad wolnościowego i demokratycznego porządku konstytucyjnego.

Z kolei Thorsten Moriße został wykluczony z wyborów na burmistrza Wilhelmshaven. W jego przypadku komisja wyborcza podjęła decyzję jednogłośnie. Władze miasta wcześniej zwróciły się do ministerstwa spraw wewnętrznych o ocenę jego lojalności wobec konstytucji.

Także Justin Vogel nie został dopuszczony do wyborów na burmistrza Herzbergu am Harz. Nie oznacza to jednak, że wszyscy kandydaci AfD w Dolnej Saksonii zostali odrzuceni – w niektórych okręgach politycy tej partii otrzymali zgodę na start.

Kramer chce stosować podobne rozwiązania w Turyngii

Zdaniem Stephana Kramera podobne kontrole powinny być prowadzone również w Turyngii. Szczególną uwagę zwraca on na kandydatów ubiegających się o stanowiska burmistrzów i starostów.

W przypadku tych funkcji komisje wyborcze mogą badać między innymi to, czy kandydat daje gwarancję przestrzegania zasad konstytucyjnych. Właśnie taki mechanizm został zastosowany w Dolnej Saksonii.

AfD krytykuje takie działania i określa je mianem „zakazu tylnymi drzwiami”, argumentując, że politycy partii są pozbawiani możliwości startu w wyborach bez formalnego zakazania samej partii.

W centrum uwagi Björn Höcke

Kramer szczególnie odnosi się do Björna Höckego, przewodniczącego frakcji AfD w parlamencie Turyngii. Jego zdaniem Höcke nadal może kandydować w wyborach, co – jak przyznaje szef turyngijskiego Urzędu Ochrony Konstytucji – jest dla niego niezrozumiałe.

Kramer uważa, że należy próbować wykorzystywać dostępne instrumenty prawne, nawet jeśli wcześniejsze podobne działania nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Podkreśla przy tym, że „demokracja zdolna do obrony” dysponuje mechanizmami, które mogą zostać zastosowane jeszcze przed ewentualnym zakazem działalności partii.

Czy można odebrać prawa wyborcze na podstawie art. 18?

Jednym z rozwiązań, o których mówi Kramer, jest zastosowanie art. 18 niemieckiej Ustawy Zasadniczej. Przepis ten przewiduje możliwość utraty określonych praw podstawowych przez osobę, która wykorzystuje je do walki z wolnościowym i demokratycznym porządkiem konstytucyjnym.

Wniosek w takiej sprawie mogą złożyć Bundestag, rząd federalny lub rząd jednego z krajów związkowych. Dotychczas jednak żadne postępowanie prowadzone na podstawie art. 18 nie zakończyło się skutecznym odebraniem praw.

Sam fakt skazania Björna Höckego za użycie zakazanego hasła SA również nie oznacza automatycznej utraty przez niego biernego prawa wyborczego. Höcke został w dwóch postępowaniach skazany na kary pieniężne, jednak takie wyroki nie prowadzą automatycznie do pozbawienia prawa do kandydowania.

Kramer od lat pozostaje w konflikcie z AfD

Stephan Kramer od lat pozostaje w ostrym sporze z turyngijską AfD. Kierowany przez niego urząd w 2021 roku zaklasyfikował regionalne struktury partii jako organizację o potwierdzonym charakterze skrajnie prawicowym.

Jednocześnie sam Kramer stał się przedmiotem postępowań sądowych. W grudniu 2025 roku Sąd Administracyjny w Weimarze częściowo przyznał rację AfD w sprawie jego wypowiedzi dotyczących partii. Sąd uznał, że Kramer naruszył zasadę neutralności, oceniając merytoryczną zawartość programu AfD. Dwie inne kwestionowane przez partię wypowiedzi zostały natomiast uznane za zgodne z prawem.

Na razie nie wiadomo, czy Turyngia zdecyduje się zastosować rozwiązania podobne do tych wprowadzonych w Dolnej Saksonii. Wybory samorządowe w tym landzie dopiero się odbędą, a kwestia możliwości ograniczania prawa polityków AfD do kandydowania może stać się przedmiotem kolejnych sporów prawnych.

źródło: nius.de

Migranci zamkną swoje sklepy na kilka godzin. Protest przed wyborami w Saksonii-Anhalt

3

Na krótko przed wyborami do parlamentu krajowego w Saksonii-Anhalt organizacje działające na rzecz migrantów zapowiedziały akcję protestacyjną. Migranci prowadzący własne firmy mają dobrowolnie zamknąć swoje przedsiębiorstwa na kilka godzin, aby zaprotestować przeciwko rasizmowi, wykluczeniu oraz – jak podają organizatorzy – politycznym debatom, w których coraz częściej podważa się przynależność ludzi ze względu na ich pochodzenie lub historię migracji. Do akcji na 26 sierpnia wezwała Rada ds. Uchodźców Saksonii-Anhalt.

Firmy mają zostać zamknięte od 10:00 do 15:00

Zgodnie z zapowiedzią, w środę 26 sierpnia migranci prowadzący działalność gospodarczą mają dobrowolnie zamknąć swoje firmy w godzinach od 10:00 do 15:00. Równocześnie przed parlamentem krajowym w Magdeburgu ma odbyć się demonstracja. Uczestniczący w akcji przedsiębiorcy mają opowiedzieć o swoich doświadczeniach, obawach oraz powodach i celach protestu. Organizatorzy wskazują, że tłem akcji są doświadczenia związane z rasizmem i społecznym wykluczeniem. Jak podają, niepokój wywołują również postulaty dotyczące masowych deportacji oraz – ich zdaniem – wypierania osób z historią migracji, co ma powodować strach i poczucie niepewności wśród wielu migrantów i uchodźców.

AfD nie została wymieniona w apelu

W oficjalnym wezwaniu do protestu nie wskazano bezpośrednio AfD. Partia od dłuższego czasu zapowiada jednak, że w przypadku objęcia władzy będzie dążyć do deportacji osób przebywających w Niemczech nielegalnie. Przed zbliżającymi się wyborami do parlamentu Saksonii-Anhalt nie jest to pierwszy przypadek, gdy organizacje zrzeszające migrantów zajmują stanowisko w sprawie politycznej przyszłości landu. Undra Dreßler, przewodnicząca Krajowej Sieci Organizacji Migranckich Saksonii-Anhalt (Lamsa), apelowała wcześniej o przygotowanie się na ewentualne zwycięstwo AfD. Wezwała pozostałe 15 niemieckich krajów związkowych do stworzenia programów przyjmowania uchodźców z Saksonii-Anhalt, jeśli ich sytuacja po wyborach miałaby się znacząco pogorszyć.

„80 procent migrantów rozważa wyjazd”

Według danych przedstawianych przez Lamsa aż 80 procent migrantów w Saksonii-Anhalt ma rozważać opuszczenie tego landu. Organizacja powołuje się przy tym na ankiety przeprowadzone w ramach własnej sieci. Undra Dreßler przekazała, że wielu migrantów ma obecnie obserwować rozwój sytuacji politycznej i uzależniać swoje decyzje dotyczące przyszłości od wyniku wyborów.

Organizacja otrzymuje milionowe wsparcie publiczne

Lamsa jest organizacją finansowaną w znacznej części ze środków publicznych. Według przedstawionych danych w 2025 roku z budżetu Saksonii-Anhalt organizacja otrzymała około 2,5 mln euro. Do tego dochodzą środki z budżetu federalnego w wysokości ponad 1,6 mln euro, około 60 tys. euro od miasta Halle, około 100 tys. euro od powiatu Wittenberga oraz około 1,5 mln euro ze środków Unii Europejskiej. Zapowiedziany na 26 sierpnia protest ma być jednym z kolejnych politycznych sygnałów wysyłanych przez organizacje migranckie przed wyborami w Saksonii-Anhalt.

źródło: jungefreiheit.de

Samorządowiec Zielonych mówi wprost: „Nie walczyłbym za Niemcy”. Dla Ghany zrobiłby wyjątek

3

Suraj Mailitafi, rzecznik lewicowego sojuszu „Widersetzen”, w rozmowie z influencerem politycznym Marcantem stwierdził, że nie walczyłby za Niemcy. Jednocześnie przyznał, że w przypadku swojego kraju urodzenia – Ghany – najprawdopodobniej zdecydowałby się na walkę. Ponad trzygodzinna rozmowa ukazała się w podcaście Marcanta. Prowadzący chciał poruszyć między innymi argument, który – jak mówił – często słyszy „właśnie od osób prawicowych”. Chodziło o pytanie, czy osoby z historią migracji, a szczególnie posiadające dwa obywatelstwa, w przypadku wojny wybrałyby walkę za inne państwo zamiast za Niemcy.

„Nie walczyłbym za Niemcy”

Marcant przedstawił tezę, według której osobom z historią migracji zarzuca się, że nie są „prawdziwymi Niemcami”, ponieważ w przypadku wojny miałyby opowiedzieć się po stronie swojego drugiego kraju.

„Gdyby wybuchła wojna, zawsze wybraliby inne państwo” – podsumował ten argument prowadzący, a następnie zapytał Mailitafiego, jak ocenia takie twierdzenie.

Mailitafi nie zaprzeczył mu w odniesieniu do własnej osoby. Najpierw zakwestionował jednak samo założenie, że w czasie wojny należy zastanawiać się, za kogo lub za co się walczy.

„Więc pytanie brzmi: o co walczymy? Dla czyjej władzy walczymy? I w jakim stopniu, co daje mi ta władza?” – pytał.

Jego zdaniem w „kapitalistycznym systemie” nie jest tak, „że walczę za siebie”. Następnie odpowiedział już bezpośrednio na pytanie dotyczące Niemiec.

„Zasadniczo nie walczyłbym za Niemcy ani za żaden europejski kraj” – powiedział Mailitafi.

Chwilę później sam porównał tę sytuację z Ghaną, gdzie się urodził.

„I często też zadawałem sobie pytanie: dobrze, jestem z urodzenia Ghańczykiem, czy walczyłbym za Ghanę? I myślę, że tak, walczyłbym za Ghanę” – stwierdził.

Urodził się w Ghanie, od lat działa w Niemczech

Mailitafi urodził się w 2001 roku w Ghanie. Do Niemiec przyjechał w wieku dziewięciu lat. Od 2021 roku jest aktywny w polityce samorządowej w Bersenbrück. Na stronie internetowej Zielonych w gminie zbiorowej Bersenbrück nadal figuruje jako członek rady miejskiej. Obecnie Mailitafi działa również jako aktywista polityczny. Jest rzecznikiem lewicowego sojuszu „Widersetzen”, który między innymi organizuje blokady mające uniemożliwić wydarzenia AfD.

Wcześniej krytykowano go za wypowiedzi o przemocy wobec reporterów

To nie pierwszy raz, gdy wypowiedzi Mailitafiego wywołują kontrowersje. Ostatnio szerokie zainteresowanie wzbudziły jego słowa dotyczące przemocy wobec reporterów Apollo News. Po tym, jak reporterzy tego portalu zostali podczas zjazdu AfD w Erfurcie przepędzeni przez grupę działaczy Antify, Mailitafi powiedział w rozmowie z tygodnikiem Stern, że nie chce potępiać przemocy wobec dziennikarzy Apollo News. W wywiadzie zapytano go bezpośrednio, jak określiłby sytuację, „gdy reporterzy są bici, a jednego z nich kopie się w głowę”. Mailitafi odpowiedział, że organizatorzy wcześniej jasno poinformowali, iż nie będą rozmawiać z przedstawicielami Nius i Apollo News, a jednocześnie wzywali do deeskalacji. Następnie stwierdził: „To nie są dziennikarze, tylko prawicowi prowokatorzy”.

Rozmowa trwała ponad trzy godziny

Rozmowa Mailitafiego z Marcantem została opublikowana 23 lipca jako 18. odcinek „Marcant Podcast”. W dalszej części obaj poruszali między innymi tematy „rasizmu wobec białych?” oraz „białych przywilejów”. Cały odcinek trwa ponad trzy godziny.

źródło: apollo-news.net

„Afro-Tennis” i program dla „Black Kids”. Na co niemiecka organizacja EOTO wydaje publiczne pieniądze?

2

Berlińskie stowarzyszenie EOTO (Each One Teach One) znalazło się ostatnio w centrum publicznej debaty po kontrowersjach wokół odwołanego wydarzenia przy Volksbühne. Tymczasowy basen, który miał stanąć przed teatrem, miał być przez kilka godzin dostępny wyłącznie dla osób czarnoskórych. Jak wynika z działalności organizacji, projekty skierowane wyłącznie do czarnoskórej młodzieży nie ograniczają się jednak do tej jednej inicjatywy. Finansowane ze środków publicznych stowarzyszenie prowadzi również specjalne zajęcia sportowe, warsztaty muzyczne i programy wakacyjne adresowane do określonej grupy odbiorców.

„Afro-Tennis” dla czarnoskórych dzieci i młodzieży

Jednym z projektów organizowanych przez EOTO jest „Afro-Tennis”. Program sportowy jest skierowany konkretnie do czarnoskórych dzieci i młodzieży. Podczas regularnych treningów uczestnicy pod okiem trenera uczą się podstawowych technik tenisowych i pracują nad ogólną koordynacją ruchową. Jak wynika z opisu projektu, oferta jest adresowana do „społeczności” oraz „Black Kids”, czyli czarnoskórych dzieci.

Wakacyjny program wyłącznie dla „Black Kids”

Podobny charakter ma program wakacyjny organizacji. EOTO informowało w jego opisie, że również w tym roku zaprasza „Black Kids” do udziału w wakacyjnych zajęciach. We współpracy z partnerami przygotowano dwa tygodnie aktywności obejmujących sport, kreatywne warsztaty i wspólne wydarzenia. Program został więc określony jako oferta skierowana do czarnoskórych dzieci.

Warsztaty muzyczne dla „Black Youth”

Również jedna z organizowanych przez EOTO sesji studyjnych jest adresowana wyłącznie do „Black Youth”, czyli czarnoskórej młodzieży. W opisie wydarzenia uczestnicy są zachęcani do poznania produkcji muzycznej i techniki dźwiękowej, nagrywania wokalu lub instrumentów oraz wspólnego tworzenia i słuchania muzyki w gronie czarnoskórych młodych ludzi.

Kontrowersje wokół „Volksbadu”

Organizacja znalazła się niedawno w centrum zainteresowania mediów w związku z wydarzeniem planowanym przed berlińskim teatrem Volksbühne przy Rosa-Luxemburg-Platz. W ubiegły piątek miał tam zostać ustawiony tymczasowy basen, który przez sześć godzin miał być dostępny wyłącznie dla osób czarnoskórych. Zapowiedź wydarzenia wywołała kontrowersje i szeroką debatę. Ostatecznie Volksbühne oraz organizatorzy odwołali wydarzenie w krótkim czasie po nagłośnieniu sprawy.

EOTO otrzymuje finansowanie publiczne

Działalność EOTO skierowana do młodzieży jest od 2020 roku finansowana przede wszystkim ze środków Senackiego Urzędu ds. Rodziny oraz urzędu dzielnicy Mitte w Berlinie. Celem tej działalności jest tworzenie w Berlinie „safer spaces”, czyli bezpiecznych przestrzeni dla czarnoskórej, afrykańskiej i afrodiasporycznej młodzieży. Grupą docelową są osoby w wieku od 15 do 27 lat. W ramach działalności oferowane są między innymi zajęcia wyrównawcze, piątkowe spotkania młodzieżowe oraz wybrane wydarzenia kulturalne.

Prawie 9 milionów euro na Black Communities Center

EOTO prowadzi również szereg innych projektów. Pierwsze w Niemczech Black Communities Center, które zostało otwarte na początku maja w berlińskiej dzielnicy Wedding, otrzymało blisko 9 milionów euro finansowania ze środków federalnych i krajowych. Całkowity koszt projektu wyniósł 10,5 miliona euro. Stowarzyszenie EOTO zostało założone w 2012 roku. Jak podaje organizacja, jej celem jest działanie na rzecz „interesów czarnoskórych, afrykańskich i afrodiasporycznych osób w Niemczech i Europie”. Działalność organizacji i sposób, w jaki część jej projektów określa swoją grupę docelową, ponownie wywołują pytania o granice tworzenia programów przeznaczonych wyłącznie dla konkretnych grup oraz o zasady wykorzystywania środków publicznych do ich finansowania.

źródło: apollo-news.net

Krzyki rozpaczy w środku nocy w Hagen. Policja znalazła martwego mężczyznę, zatrzymano sąsiada

1

W nocy po osiedlu Cunosiedlung w dzielnicy Kuhlerkamp rozległy się rozpaczliwe krzyki wzywające pomocy. Jedna z mieszkanek usłyszała je i szybko zorientowała się, że dochodzą z tego samego budynku wielorodzinnego. Kobieta podejrzewała, że słyszy głos mężczyzny mieszkającego na jednym z wyższych pięter. Natychmiast powiadomiła policję, jednak na pomoc było już za późno. Około godziny 1:30 funkcjonariusze znaleźli w mieszkaniu w Hagen 54-letniego mieszkańca budynku. Mężczyzna leżał bez życia. Wezwany na miejsce lekarz pogotowia mógł jedynie stwierdzić jego zgon.

Co wydarzyło się wcześniej?

Zatrzymano sąsiada z pierwszego piętra

Jeszcze tej samej nocy podejrzenia śledczych skierowały się na 48-letniego sąsiada mieszkającego na pierwszym piętrze. Mężczyzna został zatrzymany przez policję. Na razie nie wiadomo, co doprowadziło do konfliktu między sąsiadami ani dlaczego zakończył się on śmiercią jednego z nich. Śledztwo przejęła specjalna komisja do spraw zabójstw. Pod kierownictwem prokuratury w Hagen funkcjonariusze próbują odtworzyć dokładny przebieg wydarzeń.

Na miejscu pracowali specjaliści kryminalistyki

We wtorkowy poranek na miejscu zdarzenia pojawili się również eksperci z zespołu techniki kryminalistycznej. Zabezpieczyli liczne ślady, które zostaną teraz poddane szczegółowej analizie. Policja i prokuratura nie ujawniają na tym etapie dalszych informacji dotyczących ofiary, podejrzanego ani dokładnego przebiegu zdarzenia. Wszystkie te okoliczności są obecnie przedmiotem prowadzonego śledztwa.

źródło: bild.de

Bliskość z Bractwem Muzułmańskim kosztowała ją awans. Urzędniczka nie zostanie urzędnikiem państwowym

1

Pracownica urzędu ds. cudzoziemców w Karlsruhe nie może zostać mianowana na urzędnika państwowego z powodu wątpliwości dotyczących jej lojalności wobec niemieckiego porządku konstytucyjnego. Kobieta prowadzi działalność społeczną jako nauczycielka w meczecie, który – według ustaleń służb ochrony konstytucji Badenii-Wirtembergii – jest powiązany ze strukturami islamistycznego Bractwa Muzułmańskiego. Decyzję miasta Karlsruhe potwierdził teraz Sąd Administracyjny w Karlsruhe. Zdaniem sądu kobieta nie odcięła się w sposób jednoznaczny, poważny i wiarygodny od poglądów oraz celów przypisywanych Bractwu Muzułmańskiemu.

Pracuje w urzędzie ds. cudzoziemców

Kobieta jest zatrudniona przez miasto Karlsruhe na czas nieokreślony i pracuje jako referentka w urzędzie ds. cudzoziemców. Starała się o przyjęcie do służby urzędniczej na okres próbny. Miasto odmówiło jednak jej mianowania po otrzymaniu informacji od Krajowego Urzędu Ochrony Konstytucji Badenii-Wirtembergii dotyczących jej działalności w stowarzyszeniu „Verein für Dialog und Völkerverständigung in Karlsruhe e.V.” oraz związanym z nim meczecie Annur. Szczególne znaczenie miała jej dobrowolna działalność jako nauczycielki w meczecie. Jak wynika z informacji sądu, fakt prowadzenia przez nią zajęć w tej placówce nie był kwestionowany ani przez miasto, ani przez samą skarżącą. Według ustaleń służb ochrony konstytucji meczet Annur jest „włączony w struktury Bractwa Muzułmańskiego”. Organizacji tej przypisuje się poglądy i dążenia, które – jak wskazano w komunikacie sądu – „bez wątpienia nie dają się pogodzić z wolnościowym i demokratycznym porządkiem podstawowym”.

Bractwo Muzułmańskie według niemieckiego kontrwywiadu

Urząd Ochrony Konstytucji Badenii-Wirtembergii zalicza Bractwo Muzułmańskie do organizacji politycznego islamizmu. Założona w 1928 roku w Egipcie organizacja ma – według niemieckich służb – dążyć poprzez działalność misyjną i inicjatywy społeczne do stworzenia islamistycznego porządku państwowego i społecznego opartego na szariacie. Odrzuca przy tym rozdział państwa od religii, a jej ideologia jest przez urząd określana jako „w swojej istocie sprzeczna z konstytucją”. Zdaniem służb Bractwo Muzułmańskie stosuje przede wszystkim strategię legalistyczną, czyli działa zasadniczo w ramach obowiązującego prawa. Jednocześnie ma dążyć do przenikania struktur państwa i społeczeństwa, aby z kluczowych stanowisk realizować swoją islamistyczną agendę. Do tego celu wykorzystywane mają być również projekty społeczne i oferta edukacyjna.

Sąd: wątpliwości nie zostały rozwiane

Pracownica odwołała się od decyzji miasta. Po nieskutecznym postępowaniu odwoławczym skierowała sprawę do Sądu Administracyjnego w Karlsruhe. Argumentowała, że raport służb ochrony konstytucji, na którym oparto decyzję, bazował na nieprawidłowo ustalonym stanie faktycznym. 12, Izba Sądu Administracyjnego w Karlsruhe oddaliła jednak jej skargę wyrokiem z 30 lipca. Sąd podkreślił przy tym, że miasto nie mogło po prostu bezkrytycznie przejąć oceny przedstawionej przez urząd ochrony konstytucji. Nie jest ono bowiem prawnie związane ustaleniami tej instytucji i powinno dokonać własnej oceny. Informacje przekazane przez służby były jednak – zdaniem sądu – wystarczające, aby wzbudzić uzasadnione wątpliwości, czy pracownica będzie w każdej chwili stać po stronie wolnościowego i demokratycznego porządku podstawowego. Taka gwarancja jest natomiast jednym z warunków koniecznych do uzyskania statusu urzędnika państwowego zgodnie z niemiecką ustawą o statusie urzędników.

„Nie zamierza się od tego odciąć”

Zdaniem sądu kobieta nie zdołała rozwiać istniejących wątpliwości. Miasto Karlsruhe mogło bez błędu w ocenie uznać, że pracownica nie odcięła się „wyraźnie, poważnie i wiarygodnie” od poglądów i działań Bractwa Muzułmańskiego, które są niezgodne z wolnościowym i demokratycznym porządkiem podstawowym.W uzasadnieniu sąd stwierdził wprost, że „skarżąca najwyraźniej w ogóle nie dąży do zdystansowania się” od tych poglądów i celów.

Stowarzyszenie przedstawia się inaczej

Samo stowarzyszenie prowadzące meczet przedstawia swoją działalność w zupełnie inny sposób. Na swojej stronie internetowej „Verein für Dialog und Völkerverständigung” określa się jako organizacja niezależna od innych stowarzyszeń, instytucji oraz partii politycznych. W statucie deklaruje, że działa na rzecz dialogu i porozumienia między narodami w duchu niemieckiej ustawy zasadniczej oraz wolnościowego i demokratycznego porządku podstawowego. Stowarzyszenie podaje, że liczy około 110 członków.

Nadal pracuje w urzędzie

Mimo wątpliwości dotyczących jej lojalności wobec niemieckiego porządku konstytucyjnego kobieta nadal pracuje jako referentka w urzędzie ds. cudzoziemców w Karlsruhe. Postępowanie dotyczyło wyłącznie jej przejścia do służby urzędniczej. Obecny, bezterminowy stosunek pracy z miastem Karlsruhe nie został przez wyrok zakończony. Orzeczenie nie jest jeszcze prawomocne. Kobieta może w ciągu miesiąca od doręczenia pełnego wyroku wystąpić o dopuszczenie apelacji. W takiej sytuacji sprawą zajmie się Wyższy Sąd Administracyjny Badenii-Wirtembergii.

źródło: apollo-news.net

Co dziesiąty młody dorosły w Niemczech nie pracuje i nie zdobywa wykształcenia

2

Co dziesiąta osoba w wieku od 20 do 24 lat w Niemczech nie pracuje, nie odbywa żadnego szkolenia zawodowego ani nie kształci się w szkole czy na uczelni. Odsetek takich młodych ludzi wzrósł w ostatnich latach. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego tzw. wskaźnik NEET wynosi obecnie w Niemczech 10 proc. W 2022 roku było to jeszcze 8,8 proc. Skrót NEET pochodzi od angielskiego określenia „Not in Employment, Education or Training” i odnosi się do młodych osób, które nie pracują ani nie uczestniczą w edukacji lub szkoleniu zawodowym.

Niemcy poniżej średniej Unii Europejskiej

Mimo wzrostu Niemcy nadal wypadają lepiej niż średnia dla całej Unii Europejskiej. W UE odsetek osób w wieku 20-24 lat należących do grupy NEET wynosi 12,9 proc. W niektórych państwach sytuacja wygląda jednak znacznie lepiej niż w Niemczech. W Holandii wskaźnik wynosi zaledwie 5,6 proc. Niski poziom odnotowano również w Szwecji i Czechach. Na drugim końcu zestawienia znajduje się Rumunia. Tam aż 22,8 proc. osób w wieku od 20 do 24 lat nie pracuje i jednocześnie nie uczy się ani nie odbywa szkolenia.

Kobiety częściej niż mężczyźni

W Niemczech problem nieco częściej dotyczy młodych kobiet. Wskaźnik NEET wynosi w ich przypadku 10,5 proc., podczas gdy wśród młodych mężczyzn jest to 9,6 proc. Znaczenie ma również miejsce zamieszkania. W większych miastach odsetek młodych osób pozostających poza rynkiem pracy i systemem edukacji wynosi 10,6 proc. Na obszarach wiejskich jest wyraźnie niższy i sięga 7,9 proc.

Nie wszyscy są gotowi do podjęcia pracy

Dane pokazują również, że osoby należące do grupy NEET znajdują się w bardzo różnych sytuacjach życiowych. Według Narodowego Raportu Edukacyjnego z 2024 roku około jedna czwarta z nich aktywnie poszukiwała pracy. Około 10 proc. wkrótce miało rozpocząć studia, szkolenie zawodowe lub pracę. Jednocześnie prawie dwie trzecie osób należących do grupy NEET nie było dostępnych dla rynku pracy. Jako przyczyny często wskazywano obowiązki związane z opieką nad innymi osobami oraz problemy zdrowotne. Wzrost wskaźnika NEET w Niemczech nie oznacza więc, że wszyscy młodzi ludzie pozostający poza pracą i edukacją są bezrobotni lub nieaktywni zawodowo z tego samego powodu. Za statystyką kryją się różne sytuacje – od poszukiwania zatrudnienia po obowiązki opiekuńcze czy problemy zdrowotne.

źródło: nius.de

„Drugi czynsz” uderza w Niemców. W tych miastach koszty dodatkowe rosną najszybciej

3

Czynsz został opłacony, więc największy miesięczny wydatek związany z mieszkaniem wydaje się załatwiony. Wtedy jednak dochodzą ogrzewanie, ciepła woda, wywóz śmieci, sprzątanie, koszty administracyjne czy ubezpieczenia. W efekcie mieszkanie generuje coś w rodzaju „drugiego czynszu”. Jak wynika z analizy ponad 164 tys. rozliczeń kosztów dodatkowych przeprowadzonej przez firmę Mineko, najemcy w Niemczech płacą za nie średnio około 3400 euro rocznie. Co więcej, w 43 z 60 przeanalizowanych miast koszty eksploatacyjne rosną szybciej niż sam czynsz podstawowy.

Ponad 3400 euro rocznie na koszty dodatkowe

Zaliczki na poczet kosztów dodatkowych, które najemcy co miesiąc płacą razem z czynszem, w skali roku tworzą znaczącą kwotę. Według danych Mineko średnie koszty dodatkowe w Niemczech wynoszą obecnie około 3,59 euro za metr kwadratowy miesięcznie. Przy przeciętnej powierzchni mieszkania wynoszącej 78,9 m² daje to około 283 euro miesięcznie. W ciągu roku suma sięga więc około 3400 euro. W porównaniu z poprzednim rokiem koszty ponoszone przez najemców wzrosły o około 5 proc. Chris Möller, założyciel Mineko, zwraca uwagę, że dane firmy pokazują wyraźny trend: w większości analizowanych niemieckich miast „drugi czynsz” rośnie szybciej niż czynsz podstawowy.

W tych miastach koszty wzrosły najbardziej

Największy wzrost wśród 60 przeanalizowanych miast odnotowano w Wiesbaden. W ciągu zaledwie roku koszty dodatkowe wzrosły tam o 18,9 proc. Dwucyfrowe wzrosty odnotowano również w Bielefeld, Krefeld, Chemnitz, Duisburgu i Bonn. Różnice pomiędzy poszczególnymi miastami są przy tym znaczące. W trzech największych miastach Niemiec średnie koszty dodatkowe wynoszą:

  • Berlin – 3,83 euro za m² miesięcznie,
  • Hamburg – 3,77 euro za m² miesięcznie,
  • Monachium – 4,15 euro za m² miesięcznie.

Gdzie najemcy płacą najwięcej?

Pod względem wysokości samych kosztów dodatkowych najdrożej wypada Akwizgran (Aachen). Według analizy Mineko najemcy płacą tam średnio 4,54 euro za m² miesięcznie. Na kolejnych miejscach znalazły się Darmstadt z wynikiem 4,46 euro oraz Bergisch Gladbach – 4,38 euro za m². Największą część kosztów dodatkowych stanowi ogrzewanie. Średnio odpowiada ono za 1,23 euro za m² miesięcznie. Kolejne pozycje to ciepła woda – 0,63 euro – oraz ubezpieczenia – 0,36 euro. To właśnie niektóre z tych wydatków podrożały w ostatnim czasie szczególnie mocno. Koszty ciepłej wody wzrosły o 13,2 proc., ubezpieczeń o 10,1 proc., a ogrzewania o 8,5 proc. Analizę przygotowano na podstawie ponad 164 tys. sprawdzonych rozliczeń kosztów dodatkowych oraz umów najmu.

Co właściciel mieszkania może doliczyć do czynszu?

Wysokość rachunku warto dokładnie sprawdzić, ponieważ nie wszystkie koszty mogą być automatycznie przerzucane na najemcę. Właściciel ma obowiązek dostarczyć rozliczenie kosztów dodatkowych w ciągu 12 miesięcy od zakończenia okresu rozliczeniowego. Jeżeli zrobi to po terminie, co do zasady traci prawo do żądania od najemcy dopłaty. Najemca ma natomiast rok od otrzymania rozliczenia na zgłoszenie sprzeciwu. Przeciętne rozliczenie obejmuje około 18 różnych pozycji. Mogą się wśród nich znaleźć m.in. koszty ogrzewania, wywozu śmieci, utrzymania budynku czy pracy dozorcy.

Koszty, które mogą znaleźć się w rozliczeniu

Do typowych kosztów eksploatacyjnych należą m.in.:

  • odprowadzanie ścieków,
  • instalacja antenowa,
  • winda,
  • oświetlenie,
  • sprzątanie budynku,
  • pielęgnacja terenów zielonych,
  • podatek od nieruchomości,
  • ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej,
  • koszty pracy dozorcy,
  • ogrzewanie,
  • wywóz odpadów,
  • czujniki dymu, jeśli zostały odpowiednio uwzględnione w umowie najmu,
  • usługi kominiarskie,
  • utrzymanie i sprzątanie ulic,
  • ciepła woda,
  • urządzenia pralnicze,
  • dostarczanie wody,
  • ubezpieczenie budynku.

Rosnące koszty ogrzewania, ciepłej wody i ubezpieczeń sprawiają, że dla wielu najemców całkowity koszt utrzymania mieszkania staje się coraz większym obciążeniem. Sama wysokość czynszu podstawowego nie pokazuje już więc pełnych miesięcznych wydatków związanych z wynajmem.

źródło: bild.de

Coraz więcej Syryjczyków traci ochronę w Niemczech. Powód? Coraz trudniej wykazać podstawy do azylu

4

Liczba cofniętych statusów ochronnych wyraźnie wzrosła

W pierwszej połowie tego roku znacząco wzrosła liczba Syryjczyków, którym niemieckie władze odebrały lub cofnęły status ochronny. Z odpowiedzi rządu federalnego na zapytanie partii Lewica wynika, że w tym okresie decyzja taka dotyczyła łącznie 1900 osób. W sumie przeprowadzono 8320 postępowań weryfikacyjnych dotyczących obywateli Syrii. Oznacza to, że status ochronny został cofnięty lub odebrany około 23 procentom sprawdzanych osób. Dla porównania, rok wcześniej Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) odebrał Syryjczykom status ochronny jedynie w 3,7 procent przypadków. W 2024 roku odsetek ten wynosił 3,1 procent.

Najczęściej cofany jest status uchodźcy lub ochrona uzupełniająca

W większości przypadków decyzje dotyczyły odebrania statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej. Częściej dochodzi przy tym do cofnięcia statusu niż do jego unieważnienia. Cofnięcie następuje wtedy, gdy przestają istnieć przesłanki, na podstawie których dana osoba otrzymała ochronę. Może do tego dojść między innymi wtedy, gdy sytuacja bezpieczeństwa w kraju pochodzenia ulegnie trwałej poprawie.

Zmiany w Syrii mają wpływ na decyzje niemieckich władz

W tekście wskazano, że sytuacja w Syrii zmieniła się po upadku reżimu Baszara al-Asada w grudniu 2024 roku i zakończeniu wojny domowej. Poprawa warunków bezpieczeństwa w kraju może mieć znaczenie przy ponownej ocenie powodów, dla których syryjscy obywatele otrzymali wcześniej ochronę w Niemczech. Nową sytuację w Syrii poruszył również kanclerz Friedrich Merz podczas marcowej wizyty syryjskiego prezydenta tymczasowego Ahmeda al-Szary. Merz mówił wówczas o powrocie 80 procent syryjskich uchodźców w ciągu kolejnych trzech lat.

Spór o słowa dotyczące powrotu 80 procent Syryjczyków

Wypowiedź kanclerza spotkała się z ostrą krytyką. Już następnego dnia Friedrich Merz wycofał się ze swoich wcześniejszych słów i stwierdził, że to syryjski prezydent miał mówić o powrocie 80 procent Syryjczyków, a niemiecka strona jedynie „przyjęła tę liczbę do wiadomości”. W rozmowie z agencją dpa Merz przekonywał, że wspomniana liczba nie była propozycją strony niemieckiej. Temu stanowczo zaprzeczył jednak Ahmed al-Szara. Syryjski polityk oświadczył, że propozycja padła z innej strony, wskazując bezpośrednio na kanclerza Niemiec. Dane dotyczące pierwszej połowy roku pokazują tymczasem wyraźną zmianę w liczbie Syryjczyków, których status ochronny jest odbierany po ponownej weryfikacji ich sytuacji.

źródło: apollo-news.net