„Ile istnieje płci?” Burza wokół edukacyjnych materiałów w niemieckich mediach

2

W Niemczech odbył się 14. Niemiecki Dzień Różnorodności (Deutscher Diversity-Tag), organizowany pod hasłem: „Kiedy wygrywa różnorodność, wygrywamy wszyscy”. W akcję zaangażowały się tysiące instytucji, w tym uniwersytety, urzędy państwowe, media publiczne oraz organizacje społeczne. W ramach wydarzenia organizowano wykłady, kampanie informacyjne, warsztaty i debaty dotyczące różnorodności, inkluzji oraz równości szans. Wśród tematów poruszanych podczas wydarzeń znalazły się m.in. kwestie płci kulturowej, migracji, sztucznej inteligencji i reprezentacji mniejszości.

Diversity-Tag organizowany od 2012 roku

Akcja została zainicjowana w 2012 roku przez stowarzyszenie Charta der Vielfalt, które określa się jako największa inicjatywa pracodawców w Niemczech promująca różnorodność w miejscu pracy. Według organizatorów kartę podpisało już około 6,5 tysiąca firm i instytucji. Stowarzyszenie podaje, że reprezentują one łącznie około 14,7 miliona pracowników w Niemczech. Do udziału w tegorocznej edycji zachęcała również Bundesagentur für Arbeit, czyli Federalna Agencja Pracy. Na stronie urzędu pojawiły się apele o wspieranie „kultury pracy wolnej od uprzedzeń” oraz propozycje aktywności integracyjnych dla zespołów. Wśród sugerowanych pomysłów znalazły się między innymi wspólne spacery po mieście czy dyskusje dotyczące różnic pokoleniowych w firmach.

Uniwersytety mocno zaangażowane w obchody

Szczególnie aktywnie w obchody włączyły się niemieckie uczelnie wyższe. Frankfurt University of Applied Sciences podkreślił, że różnorodność stanowi ważny element codziennego funkcjonowania uczelni. W komunikacie zaznaczono, że studenci pochodzą z różnych środowisk społecznych i edukacyjnych, co ma pozytywnie wpływać na jakość nauczania oraz badań naukowych. Uczelnia wymieniła również organizowane wcześniej wydarzenia, takie jak konferencja pod hasłem „Tęsknota za wolnością – queerowe perspektywy migracji, ucieczki azylu”. Według przedstawicieli uczelni tegoroczny Diversity-Tag ma szczególne znaczenie ze względu na – jak określono – „widoczną tendencję do podważania idei równości szans”.

Wykłady o płci, migracji i zaufaniu do informacji

Także Universität Duisburg-Essen przygotował liczne wydarzenia związane z tematyką różnorodności. Na kampusie w Duisburgu zorganizowano specjalną strefę informacyjną poświęconą inkluzji, równości oraz różnorodności. Studenci i pracownicy mogli uczestniczyć w dyskusjach oraz spotkaniach poświęconych tym zagadnieniom. Jednym z gości była Mai Thi Nguyen-Kim, która wygłosiła wykład dotyczący budowania zaufania do informacji w erze cyfrowej i sztucznej inteligencji.

Media publiczne promowały temat różnorodności

Do akcji szeroko włączyły się także niemieckie media publiczne. SWR poinformował, że podczas tegorocznego Diversity-Tagu stacje należące do ARD skupią się na tematyce sztucznej inteligencji pod hasłem: „re:code diversity – sprawiedliwa sztuczna inteligencja w różnorodnej demokracji”. Wśród promowanych materiałów znalazły się programy i artykuły zatytułowane między innymi:

  • „Matthias i queerowe życie”,
  • „Ile istnieje płci – i co z tego wynika?”,
  • „Jeden dzień w afrykańskim sklepie w Moguncji”.

KiKA przygotowała specjalne karty dotyczące różnorodności

Szczególnie aktywnie do wydarzenia podeszła dziecięca stacja KiKA należąca do ARD i ZDF. Nadawca zaprezentował specjalny zestaw kart dla redakcji, który ma pomagać w rozmowach o reprezentacji przed kamerą, różnorodności perspektyw w zespołach oraz nieświadomych schematach myślenia. Według autorów projektu karty mają wspierać otwartość, wymianę poglądów i świadomość społeczną.

Urzędy państwowe również wzięły udział

W obchody zaangażowały się również niemieckie instytucje państwowe. Deutsches Patent- und Markenamt podkreślił, że chce dawać przykład w zakresie szacunku, równości szans i współpracy między pracownikami różnych narodowości. Urząd zaznaczył, że zatrudnia osoby pochodzące z 49 krajów świata.

Prywatne firmy mniej aktywne niż sektor publiczny

Największe zaangażowanie w Diversity-Tag wykazywały przede wszystkim: uniwersytety i szkoły wyższe, urzędy państwowe, media publiczne. Znacznie rzadziej do udziału w akcji zachęcały prywatne przedsiębiorstwa.

Debata o różnorodności w Niemczech trwa

Tematy związane z różnorodnością, inkluzją i polityką tożsamości od lat wywołują w Niemczech silne emocje polityczne i społeczne. Zwolennicy podobnych inicjatyw podkreślają znaczenie równości szans i reprezentacji różnych grup społecznych. Krytycy uważają natomiast, że część działań promowanych pod hasłem „diversity” ma charakter ideologiczny i coraz mocniej przenika do instytucji publicznych, edukacji oraz mediów.

źródło: n-tv.de

Coraz więcej Żydów chce opuścić Niemcy. „Berlin przestał być bezpieczny”

4

Berlin w 2026 roku: „To nie historia sprzed 80 lat, to nasza codzienność”

„Kill all Jews” („Zabić wszystkich Żydów”) – taki napis pojawił się na ścianie jednego z budynków w dzielnicy Pankow. „Scheiß Juden!” („Cholerni Żydzi!”) – krzyki słychać na boisku piłkarskim w stolicy Niemiec. W centrum miasta zamyka się izraelska restauracja, ponieważ – jak relacjonują właściciele – antysemickie groźby i akty wandalizmu nie ustają. Dwóch studentów zostaje zaczepionych i śledzonych w rejonie dzielnicy rządowej tylko dlatego, że noszą kipę. To – jak podkreślają bohaterowie reportażu – nie jest obraz przeszłości sprzed II wojny światowej, lecz codzienność w Berlinie w 2026 roku.

Ostrzeżenie władz: „Sytuacja dla Żydów jest skrajnie niebezpieczna”

81 lat po zakończeniu II wojny światowej i Holokauście, w którym zamordowano około sześciu milionów Żydów, kanclerz Niemiec Friedrich Merz podczas wystąpienia przed berlińską wspólnotą Chabad stwierdził, że „żydowskie życie w Niemczech jest tak zagrożone, jak dawno nie było”. W Berlinie mieszka około 40 tys. Żydów, a w całych Niemczech ok. 225 tys. Od czasu ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku – w którym zginęło ponad 1200 osób – liczba incydentów antysemickich znacząco wzrosła. Według danych organizacji monitorującej Research and Information Centre on Antisemitism (RIAS) w 2024 roku w Berlinie odnotowano 2521 zdarzeń antysemickich. Nowe dane za 2025 rok mają zostać opublikowane wkrótce.

„Każdego dnia dostaję groźby”

W reportażu przytoczono wypowiedź rapera Ben Salomo, urodzonego w Izraelu, który przez lata działał na niemieckiej scenie hip-hopowej. Jak twierdzi, codziennie otrzymuje wiadomości zawierające groźby śmierci i nienawiść na tle religijnym. Wśród cytowanych wiadomości pojawiają się m.in. brutalne obelgi i nawoływanie do przemocy. Artysta twierdzi, że środowisko muzyczne i część debaty publicznej w Niemczech stały się dla Żydów niebezpieczne, a on sam rozważa emigrację.

Narastający strach i plany wyjazdu

Coraz więcej Żydów – jak wynika z rozmów cytowanych w artykule – zastanawia się nad opuszczeniem Niemiec. Jeden z rozmówców mówi wprost, że podczas spotkań znajomych „wszyscy rozmawiają o wyjeździe”.

Pojawia się również obawa przed dalszą eskalacją przemocy. Służby bezpieczeństwa ostrzegają przed nowymi grupami ekstremistycznymi. W marcu 2026 roku w Europie doszło do serii ataków na instytucje żydowskie. Według niemieckiego kontrwywiadu Federal Office for the Protection of the Constitution (BfV) za częścią z nich może stać sieć o powiązaniach z Iranem. Dodatkowo rośnie zagrożenie ze strony radykalnych środowisk palestyńskich. W raporcie BfV wskazano, że w Berlinie ukształtował się „twardy rdzeń” grup ekstremistycznych, które mają coraz większy wpływ na sytuację bezpieczeństwa.

„Antysemityzm stał się częścią przestrzeni publicznej”

Przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech Josef Schuster ostrzega, że sytuacja jest wyjątkowo poważna. Jego zdaniem żydowskie wspólnoty funkcjonują dziś pod stałą ochroną, a antysemityzm „znormalizował się” w przestrzeni publicznej.

Jak podkreśla, nawet jawne nawoływania do przemocy w przestrzeni publicznej często nie spotykają się z wystarczającą reakcją społeczną.

„Nasz codzienny strach”

Jedna z mieszkanek Berlina, pracująca w żydowskiej organizacji, opisuje codzienne życie swojej rodziny. Jej syn miał zostać nazwany obraźliwym określeniem na tle religijnym przez rówieśnika w szkole.

Rodzina – jak twierdzi kobieta – planuje każdy dzień z uwzględnieniem potencjalnych zagrożeń. Zmienia trasy poruszania się, analizuje bezpieczeństwo i unika sytuacji, które mogłyby narazić ich na niebezpieczeństwo. Wprost przyznaje, że rozważają wyjazd z Niemiec.

Sport pod ochroną policji

W Berlinie-Westend mecze młodzieżowe klubu TuS Makkabi Berlin odbywają się w asyście policji. Klub od lat funkcjonuje pod szczególnym nadzorem służb. Rodzice dzieci grających w drużynie mówią o strachu i ograniczaniu normalnego życia. Dzieci przestają nosić elementy identyfikujące je z klubem lub społecznością żydowską, takie jak koszulki czy kipy. W artykule przywołano również incydent z 2024 roku, gdy młodzież z Makkabi Berlin została zaatakowana po meczu przez grupę napastników wykrzykujących antysemickie hasła.

Antysemityzm na uczelniach

Przedstawiciel Jüdischen Studierendenunion Deutschland (JSUD) opisuje wzrost liczby incydentów na niemieckich uczelniach. Studenci żydowskiego pochodzenia mają unikać kampusów z obawy przed agresją i protestami. W jednym z opisanych zdarzeń dwaj studenci zostali zaczepieni w centrum Berlina i obrażeni hasłami politycznymi oraz antyizraelskimi.

„Nie chcę już słyszeć słowa ‘nigdy więcej’”

W końcowej części artykułu przytoczono fragment wystąpienia Mathiasa Döpfnera, który krytykuje sposób, w jaki hasło „nigdy więcej” funkcjonuje w debacie publicznej. Jego zdaniem stało się ono pustym sloganem, który nie przekłada się na realne działania. Jak mówi, rzeczywistość pokazuje, że przemoc i antysemityzm nadal się powtarzają, a deklaracje nie zatrzymują kolejnych ataków.

Podsumowanie

Reportaż przedstawia obraz narastającego poczucia zagrożenia wśród części społeczności żydowskiej w Niemczech. Wskazuje na wzrost liczby incydentów, obawy o bezpieczeństwo oraz coraz częstsze rozważania o emigracji. Jednocześnie podkreśla, że według rozmówców sytuacja przestała być postrzegana jako incydentalna – a zaczęła być traktowana jako stały element życia codziennego w Berlinie.

źródło: bild.de

Niemiecka gospodarka hamuje. W trzy miesiące zniknęło prawie pół miliona miejsc pracy!

3

W Niemczech utrzymuje się negatywny trend na rynku pracy. Według najnowszych danych Federalnego Urzędu Statystycznego liczba osób pracujących spadła w pierwszym kwartale roku, podczas gdy w całej Unii Europejskiej zatrudnienie nadal rośnie. Największe spadki odnotowano w przemyśle i budownictwie.

Spadek zatrudnienia o prawie pół miliona osób

Jak poinformował Statistisches Bundesamt, w pierwszym kwartale bieżącego roku liczba osób pracujących w Niemczech wyniosła 45,6 miliona. W porównaniu z poprzednim kwartałem oznacza to spadek o 486 tysięcy osób, czyli o 1,1 procent. Po uwzględnieniu czynników sezonowych, które zwykle wpływają na wyniki na początku roku, spadek wyniósł 61 tysięcy osób, czyli 0,1 procent.

Trwa niekorzystny trend na rynku pracy

Dane wskazują, że jest to kontynuacja negatywnego trendu obserwowanego od lata 2025 roku. W ujęciu rocznym zatrudnienie również spadło – o około 0,3 procent względem poprzedniego roku. Oznacza to, że mimo ogólnej stabilności gospodarki, niemiecki rynek pracy zaczyna wykazywać oznaki osłabienia.

Przemysł i budownictwo najbardziej dotknięte spadkami

Największe straty odnotowano w sektorach produkcyjnych:

  • przemysł przetwórczy: spadek o 2,1 procent,
  • budownictwo: spadek o 1,1 procent.

W tych branżach odnotowano wyraźne ograniczenie liczby miejsc pracy, co wskazuje na spowolnienie w sektorze produkcyjnym gospodarki.

Usługi rosną, ale nie równoważą strat

W sektorze usługowym odnotowano niewielki wzrost zatrudnienia – o 45 tysięcy osób, czyli 0,1 procent.

Największy przyrost miejsc pracy wystąpił w obszarze:

  • administracji publicznej, edukacji i ochrony zdrowia – wzrost o 181 tysięcy miejsc pracy (+1,5 procent).

To jednak nie wystarczyło, aby zrekompensować straty w przemyśle i budownictwie.

Mniej etatów i mniej samozatrudnionych

Łączna liczba pracowników objętych ubezpieczeniem społecznym spadła o 120 tysięcy osób (0,3 procent), do poziomu 42 milionów. Spadła także liczba osób samozatrudnionych – o 37 tysięcy, czyli o 1 procent, do 3,6 miliona osób. Jednocześnie całkowity wolumen pracy pozostał bez zmian i wyniósł 15,7 miliarda godzin. Oznacza to, że mniej osób wykonuje podobną ilość pracy, często pracując dłużej.

Niemcy słabsze od reszty Europy

W tym samym czasie w innych częściach Europy sytuacja wygląda lepiej. W strefie euro zatrudnienie wzrosło o 0,5 procent, a w całej Unii Europejskiej o 0,6 procent. Oznacza to, że Niemcy wypadają wyraźnie słabiej niż średnia unijna, co może wskazywać na rosnące wyzwania strukturalne na rynku pracy największej gospodarki Europy.

Oferty pracy w Niemczech 

Zachęcamy do odwiedzenia naszego portalu z ofertami pracy w Niemczech, gdzie znajdziecie aktualne ogłoszenia z całego kraju: praca.dojczland.info

źródło: t-online.de

Bruksela chce wysłać Merkel do Putina. Europa szykuje dyplomatyczny zwrot

3

W Unii Europejskiej prowadzone są rozmowy na temat możliwego wyznaczenia specjalnego przedstawiciela, który mógłby w przyszłości uczestniczyć w potencjalnych negocjacjach z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Według doniesień medialnych w gronie rozważanych kandydatów znajdują się m.in. była kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz były premier Włoch i były szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi.

Jak informuje „Financial Times”, europejskie rządy prowadzą nieformalne konsultacje dotyczące osoby, która mogłaby reprezentować Unię Europejską w ewentualnych rozmowach pokojowych z Rosją. Wśród nazwisk pojawiają się także: obecny prezydent Finlandii Alexander Stubb oraz jego poprzednik Sauli Niinistö.

Według gazety, która powołuje się na anonimowe źródła w strukturach rządowych, temat wyboru potencjalnego mediatora ma zostać poruszony podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych państw UE na Cyprze w przyszłym tygodniu.

Źródła cytowane przez „Financial Times” twierdzą również, że zarówno Stany Zjednoczone, jak i Ukraina miały wyrazić poparcie dla idei bezpośrednich rozmów między takim przedstawicielem Unii Europejskiej a stroną rosyjską.

Zełenski ma preferować Draghiego

Jeden z ukraińskich urzędników powiedział gazecie, że prezydent Ukrainy Volodymyr Zelenskyy preferowałby „kogoś takiego jak Mario Draghi” albo „silnego obecnego przywódcę państwa”. Według tych informacji Wołodymyr Zełenski ma jeszcze w tym tygodniu omawiać tę kwestię z przedstawicielami Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Mario Draghi po zakończeniu kadencji na stanowisku prezesa Europejskiego Banku Centralnego pełnił również funkcję premiera Włoch przez ponad półtora roku.

Putin wcześniej wskazywał Gerharda Schrödera

Rosyjski prezydent Vladimir Putin już wcześniej sygnalizował gotowość do rozmów z europejskimi państwami na temat zakończenia wojny w Ukrainie. Sam Putin jako potencjalnego mediatora wymieniał byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera z SPD. Schröder od lat utrzymuje bliskie relacje z rosyjskim prezydentem i nawet po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę współpracował z rosyjskimi koncernami energetycznymi.

Friedrich Merz: Europa sama zdecyduje, kto będzie ją reprezentował

Do sprawy odniósł się również obecny kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Podczas przemówienia wygłoszonego przy okazji wręczenia Międzynarodowej Nagrody Karola Wielkiego w Aachen Merz podkreślił, że Europa sama podejmie decyzję dotyczącą ewentualnego mediatora. „My, Europejczycy, sami decydujemy, kto przemawia w naszym imieniu. Nikt inny” – powiedział kanclerz. Jednocześnie Friedrich Merz wyraził wątpliwości, czy po stronie rosyjskiej rzeczywiście istnieje realna gotowość do negocjacji pokojowych.

UE szuka nowej strategii wobec wojny

Dyskusja o możliwym mediatorze pokazuje, że w Europie coraz intensywniej rozważane są różne scenariusze dotyczące przyszłych rozmów pokojowych między Rosją a Ukrainą. Na razie nie zapadły jednak żadne oficjalne decyzje, a cała sprawa pozostaje na etapie nieformalnych konsultacji pomiędzy europejskimi rządami.

źródło: n-tv.de

Śmiertelny wirus w sercu Europy. Samolot z pacjentem chorym na Ebolę wylądował w Berlinie!

1

Do Berlina przetransportowano amerykańskiego lekarza zakażonego wirusem Ebola. Mężczyzna został przewieziony do specjalistycznej izolatki w szpitalu Charité, który należy do najlepiej przygotowanych placówek w Niemczech do leczenia wyjątkowo niebezpiecznych chorób zakaźnych. Transport odbywał się przy zachowaniu najwyższych środków bezpieczeństwa i pod eskortą policji.

Chory lekarz przyleciał z Konga

Zakażonym pacjentem jest amerykański lekarz Peter Stafford, który zaraził się wirusem Ebola podczas pobytu w Demokratycznej Republice Konga. Mężczyzna został przetransportowany do Niemiec specjalnym lotem medycznym. Razem z nim do Berlina przyleciało sześć osób, które miały z nim kontakt. Według niemieckich mediów mogła to być między innymi jego rodzina. Po lądowaniu na lotnisku BER pacjenta przewieziono specjalistycznym pojazdem medycznym do berlińskiego szpitala Charité. Konwój był eskortowany przez policję.

Nocna akcja na lotnisku w Berlinie

Świadkowie relacjonowali, że transport odbywał się późno w nocy i przy zachowaniu bardzo rygorystycznych procedur bezpieczeństwa. Lekarz opuszczał samolot ubrany w biały kombinezon ochronny, maskę oddechową oraz osłonę twarzy. Osoby pomagające mu podczas transportu również były wyposażone w specjalistyczne środki ochrony biologicznej. Cała operacja była przeprowadzana w sposób maksymalnie izolujący pacjenta od otoczenia.

Charité posiada specjalną stację izolacyjną

Szpital Charité dysponuje jedną z najbardziej zaawansowanych jednostek izolacyjnych w Niemczech. Specjalna stacja znajduje się na terenie kampusu Virchow-Klinikum w Berlinie. Placówka została przygotowana do leczenia pacjentów z wysoce zakaźnymi i zagrażającymi życiu chorobami infekcyjnymi, takimi jak Ebola. Oddział posiada: własne systemy śluz bezpieczeństwa, oddzielne drogi transportowe, specjalne instalacje wentylacyjne i filtrujące, zamknięty system oczyszczania ścieków. Według informacji szpitala jednostka może jednocześnie izolować i leczyć do 20 pacjentów.

Władze uspokajają mieszkańców Berlina

Niemieckie ministerstwo zdrowia podkreśliło, że dla mieszkańców Berlina oraz innych pacjentów szpitala nie istnieje żadne zagrożenie. Pacjent ma być całkowicie odizolowany od otoczenia i leczony w zamkniętej części specjalistycznego oddziału. Władze zaznaczają, że procedury bezpieczeństwa stosowane w Charité należą do najbardziej rygorystycznych w Europie.

Sytuacja epidemiologiczna w Kongo

Ministerstwo zdrowia Demokratycznej Republiki Konga poinformowało tymczasem o 513 podejrzanych przypadkach zakażenia wirusem Ebola oraz 131 przypuszczalnych zgonach związanych z chorobą. Wirus Ebola przenosi się poprzez bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi zakażonej osoby lub zainfekowanymi materiałami biologicznymi. Choroba jest uznawana za jedną z najgroźniejszych infekcji wirusowych na świecie i często prowadzi do śmierci.

Ebola nadal budzi ogromny strach

Szczególnie dramatyczny przebieg miała epidemia wirusa Ebola w Afryce Zachodniej w latach 2014-2015. Wówczas z powodu wariantu Zaire zmarło ponad 11 tysięcy osób. Od tamtego czasu europejskie państwa znacząco rozbudowały systemy reagowania na zagrożenia epidemiologiczne i stworzyły wyspecjalizowane centra leczenia pacjentów zakażonych najbardziej niebezpiecznymi wirusami. Transport amerykańskiego lekarza do Berlina pokazuje, że niemieckie placówki nadal odgrywają ważną rolę w międzynarodowym systemie walki z groźnymi chorobami zakaźnymi.

źródło: bild.e

Paraliż komunikacyjny w Dolnej Saksonii. Strajki obejmują kolejne miasta

0

W Dolnej Saksonii trwa kolejna fala strajków ostrzegawczych w komunikacji miejskiej i regionalnej. Związek zawodowy ver.di rozszerzył protesty na kolejne miasta, a mieszkańcy muszą liczyć się z poważnymi utrudnieniami w kursowaniu autobusów i tramwajów. Spór dotyczy przede wszystkim czasu pracy i warunków zatrudnienia pracowników transportu publicznego.

Strajki rozpoczęły się w Getyndze

We wtorek protest rozpoczęli pracownicy przedsiębiorstwa komunikacyjnego w Getyndze. Związek zawodowy ver.di ponownie wezwał zatrudnionych do wstrzymania pracy także w kolejnych dniach tygodnia. Od środy i czwartku do protestów dołączyli również pracownicy komunikacji miejskiej i regionalnej w Hanowerze, w tym przedsiębiorstw Üstra oraz Regiobus Hannover.

Autobusy i tramwaje nie wyjadą na trasy

Władze Hanoweru poinformowały, że od rozpoczęcia do zakończenia kursów nie będą kursować tramwaje ani autobusy komunikacji miejskiej. Utrudnienia dotkną również transport szkolny. Część połączeń obsługiwanych przez podwykonawców ma jednak funkcjonować normalnie, ponieważ firmy zewnętrzne nie uczestniczą w strajku.

Protest nie obejmuje:

  • kolei miejskiej S-Bahn,
  • regionalnych połączeń kolejowych,
  • usług transportu na żądanie „Sprinti”.

Miasto zaznaczyło jednak, że w niektórych gminach również mogą pojawić się ograniczenia.

Kolejne miasta dołączają do protestów

Jak poinformowano w poniedziałek, ver.di rozszerzył akcję protestacyjną na następne miasta Dolnej Saksonii.

W czwartek i piątek strajki mają objąć pracowników komunikacji miejskiej w:

  • Brunszwiku,
  • Wolfsburgu,
  • Hildesheim,
  • Delmenhorst,
  • Lüchow.

Powodem protestów pozostaje trwający spór płacowy w sektorze lokalnego transportu publicznego.

Pracodawcy ostro krytykują protesty

Zdecydowaną krytykę wobec strajków wyraził komunalny związek pracodawców Dolnej Saksonii. Dyrektor generalny organizacji, Michael Bosse-Arbogast, stwierdził, że postulaty związkowców są nierealistyczne. „Pracować mniej i zarabiać więcej – tak nie działa społeczna gospodarka rynkowa”. Przedstawiciel pracodawców podkreślił również, że dwudniowe protesty trudno już określać mianem „strajku ostrzegawczego”.

Największy spór dotyczy czasu pracy

Kluczowym punktem konfliktu pozostaje żądanie zmniejszenia tygodniowego czasu pracy przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowych wynagrodzeń. Pracodawcy twierdzą, że spełnienie tych postulatów mogłoby doprowadzić do ograniczenia oferty transportu publicznego w regionie. Michael Bosse-Arbogast zaznaczył, że pracodawcy są gotowi do kompromisu w części kwestii, ale redukcja czasu pracy pozostaje dla nich nie do zaakceptowania.

Czwarta runda negocjacji zakończyła się fiaskiem

W poniedziałek zakończyła się czwarta runda rozmów pomiędzy związkami zawodowymi a pracodawcami. Negocjacje ponownie nie przyniosły porozumienia. Ver.di poinformowało, że po stronie pracodawców zabrakło wystarczającej gotowości do kompromisu, szczególnie w kwestii zmniejszenia obciążenia pracowników. Związkowcy podkreślają, że pracownicy komunikacji miejskiej od dawna zmagają się z dużą presją, brakami kadrowymi i rosnącą liczbą obowiązków.

To nie pierwszy strajk w ostatnich tygodniach

To już kolejna fala protestów w niemieckiej komunikacji publicznej. W ubiegły piątek i sobotę strajkowali pracownicy miejskich zakładów komunalnych w Osnabrück, co doprowadziło do odwołania wielu kursów autobusowych. Również pod koniec kwietnia w regionie odbył się dwudniowy strajk komunikacji miejskiej.

Mieszkańcy muszą przygotować się na utrudnienia

Władze miast apelują do mieszkańców o wcześniejsze planowanie podróży i korzystanie z alternatywnych środków transportu. Na razie nie wiadomo, czy kolejne rundy negocjacji doprowadzą do zakończenia konfliktu. Jeśli strony nie osiągną porozumienia, niewykluczone są dalsze protesty i kolejne zakłócenia w funkcjonowaniu transportu publicznego w Niemczech.

źródło: ndr.de

Ponad połowa beneficjentów Bürgergeld w Bawarii to cudzoziemcy. Nowe dane wywołały polityczną burzę w Niemczech

1

Nowe dane opublikowane przez Federalną Agencję Pracy w Niemczech wywołały szeroką debatę dotyczącą systemu socjalnego oraz migracji. Z odpowiedzi udzielonej na zapytanie parlamentarzystów AfD wynika, że w Bawarii już niemal 55 procent osób pobierających Bürgergeld stanowią cudzoziemcy. W skali całych Niemiec udział osób bez niemieckiego obywatelstwa również pozostaje bardzo wysoki.

AfD pytała o dane dotyczące Bürgergeld

Wiceszef frakcji AfD w bawarskim landtagu Johannes Meier skierował do Federalnej Agencji Pracy zapytanie dotyczące liczby osób pobierających Bürgergeld w Niemczech oraz udziału cudzoziemców w systemie świadczeń socjalnych. Odpowiedź urzędu pokazała, że według stanu na grudzień 2025 roku Bürgergeld pobierało około 5,32 miliona osób w całych Niemczech. Łączne koszty świadczeń oraz dopłat mieszkaniowych wyniosły w 2025 roku około 46,6 miliarda euro.

Prawie połowa beneficjentów w Niemczech pochodzi z zagranicy

Z danych Federalnej Agencji Pracy wynika, że ponad 47 procent osób uprawnionych do podstawowych świadczeń socjalnych stanowiły osoby pochodzenia zagranicznego. Według urzędu około 2,51 miliona cudzoziemców w całych Niemczech otrzymywało Bürgergeld. Oznacza to, że osoby bez niemieckiego obywatelstwa są w statystykach świadczeniobiorców nadreprezentowane względem swojego udziału w populacji.

W Bawarii sytuacja jest jeszcze bardziej wyraźna

Jeszcze większy udział cudzoziemców odnotowano w Bawarii. Jak wynika z najnowszych danych przedstawionych po zapytaniu AfD, aż 54,7 procent regularnych świadczeń Bürgergeld w landzie trafiało do obcokrajowców. To kolejny wzrost względem wcześniejszych statystyk. Według danych opublikowanych w lipcu 2025 roku udział ten wynosił 54,5 procent. Łącznie w Bawarii Bürgergeld pobierało ponad 240 tysięcy cudzoziemców. Dla porównania liczba niemieckich obywateli korzystających z tego świadczenia była niższa niż 200 tysięcy.

Miliardowe koszty świadczeń i mieszkań

W samej tylko Bawarii koszty podstawowych świadczeń Bürgergeld wyniosły około 3,16 miliarda euro. Dodatkowo około 1,45 miliarda euro przeznaczono na koszty zakwaterowania. Szczególne emocje wzbudziły dane dotyczące jednorazowych świadczeń mieszkaniowych, obejmujących między innymi:

  • kaucje za mieszkania,
  • prowizje dla pośredników,
  • koszty przeprowadzek,
  • spłatę zaległości czynszowych.

Na ten cel wydano około 25,6 miliona euro. Według danych aż 67,6 procent tych środków trafiło do cudzoziemców. Jednocześnie osoby bez niemieckiego obywatelstwa stanowią około 16 procent całej populacji Bawarii.

Ostre reakcje polityków AfD

Dane wywołały zdecydowane reakcje polityków AfD. Johannes Meier stwierdził, że przedstawione liczby są „policzkiem dla każdego pracującego Niemca”. Według niego niemiecki system socjalny jest systematycznie wykorzystywany, a cudzoziemcy mają być szczególnie uprzywilejowani w zakresie świadczeń oraz kosztów mieszkaniowych. Polityk zaapelował również o całkowitą likwidację obecnego systemu Bürgergeld oraz o zatrzymanie masowej migracji do niemieckiego systemu socjalnego.

Debata o priorytecie dla obywateli Niemiec

Do sprawy odniosła się także Elena Roon, rzeczniczka AfD ds. polityki rodzinnej w bawarskim landtagu. Polityczka stwierdziła, że niemieccy obywatele powinni mieć absolutny priorytet przy przyznawaniu świadczeń mieszkaniowych oraz innych form wsparcia socjalnego. Jej zdaniem jest to konieczne, aby utrzymać zaufanie obywateli do państwa prawa i poczucia sprawiedliwości społecznej.

Bürgergeld od lat budzi spory w Niemczech

System Bürgergeld od momentu wprowadzenia pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów niemieckiej polityki społecznej. Zwolennicy podkreślają, że świadczenie ma zapewniać minimalne bezpieczeństwo socjalne osobom bez pracy lub o bardzo niskich dochodach. Krytycy wskazują natomiast na rosnące koszty systemu, wysokie obciążenie budżetu państwa oraz coraz większy udział cudzoziemców wśród beneficjentów świadczeń. Najnowsze dane z Bawarii ponownie zaostrzyły debatę dotyczącą migracji, integracji oraz przyszłości niemieckiego państwa socjalnego.

źródło: bild.de

Śmiertelnie niebezpieczny wirus w Niemczech. Nowy przypadek w Bawarii – prawie wszyscy zakażeni umierają

5

W Bawarii potwierdzono kolejny przypadek zakażenia rzadkim, ale wyjątkowo groźnym wirusem Borna (BoDV-1). Jak informują lokalne władze, choroba niemal zawsze kończy się śmiercią, a liczba znanych przypadków w całych Niemczech jest bardzo niska.

Nowy przypadek w powiecie Regen

Jak poinformował urząd powiatowy w Regen w poniedziałek, u 79-letniej osoby z tego regionu wykryto zakażenie wirusem Borna. Pacjent przebywa obecnie na oddziale intensywnej terapii.

To kolejny przypadek w krótkim czasie. Wcześniej w Bawarii odnotowano już dwa zgony związane z tym wirusem – pod koniec kwietnia w rejonie Bad Wörishofen w powiecie Unterallgäu oraz na początku maja w Augsburgu.

Bardzo rzadki, ale skrajnie groźny patogen

Wirus Borna (BoDV-1) jest w Niemczech uznawany za wyjątkowo rzadki, ale bardzo niebezpieczny. Zakażenia występują sporadycznie – w skali kraju notuje się mniej niż 10 przypadków rocznie, a większość z nich pochodzi właśnie z Bawarii.

Choroba ma bardzo wysoki współczynnik śmiertelności. Według danych bawarskiego landowego urzędu zdrowia, niemal wszyscy zakażeni umierają, a pojedyncze przypadki przeżycia zakończyły się ciężkimi, trwałymi uszkodzeniami neurologicznymi.

Jak dochodzi do zakażenia? Źródłem są małe gryzonie

Głównym nosicielem wirusa jest ryjówka aksamitna (tzw. ryjówka polna). Zwierzęta te nie chorują, ale wydalają wirusa z organizmu. Do zakażenia u ludzi dochodzi najprawdopodobniej poprzez kontakt z wydzielinami zwierząt, takimi jak kał, mocz, ślina, fragmenty skóry. Podobny mechanizm przenoszenia obserwuje się w przypadku infekcji hantawirusowych. Władze podkreślają, że zakażenia są skrajnie rzadkie, ale potencjalnie bardzo niebezpieczne.

Objawy rozwijają się szybko i gwałtownie

Przebieg choroby jest ciężki i najczęściej obejmuje układ nerwowy. Według bawarskiego landowego urzędu zdrowia, początkowe objawy są niespecyficzne i mogą przypominać zwykłą infekcję:

  • ból głowy,
  • gorączka,
  • ogólne złe samopoczucie .

Po kilku dniach pojawiają się objawy neurologiczne:

  • zaburzenia świadomości i dezorientacja,
  • problemy z mową,
  • napady padaczkowe.

W dalszym etapie choroby pacjenci często zapadają w głęboką śpiączkę. W większości przypadków dochodzi do zgonu w krótkim czasie od wystąpienia objawów.

Prawie wszystkie znane przypadki kończą się śmiercią

Jak podaje bawarski urząd zdrowia, spośród wszystkich dotychczas zarejestrowanych przypadków BoDV-1 tylko cztery osoby przeżyły zakażenie – i to z ciężkimi powikłaniami neurologicznymi. Pozostałe przypadki zakończyły się zgonem. Dane te pokazują, że mimo rzadkości występowania, wirus należy do najbardziej śmiertelnych znanych patogenów występujących w Europie.

Jak doszło do zakażenia w Bawarii? Trwa dochodzenie

Na razie nie wiadomo, w jaki sposób najnowszy pacjent z powiatu Regen zakaził się wirusem. Eksperci zakładają, że do infekcji doszło poprzez kontakt ze środowiskiem, w którym obecne były wydzieliny zakażonych ryjówek. Podkreśla się również, że w bardzo rzadkich przypadkach udokumentowano możliwość transmisji wirusa poprzez przeszczepy narządów, jednak jest to skrajnie nietypowa droga zakażenia.

Władze apelują o ostrożność

Służby sanitarne przypominają, że w przypadku zauważenia ryjówek w otoczeniu domu należy:

  • ustalić źródło ich pożywienia i je usunąć,
  • unikać bezpośredniego kontaktu ze zwierzętami,
  • nigdy nie dotykać żywych ani martwych osobników gołymi rękami.

Choć ryzyko zakażenia pozostaje bardzo niskie, konsekwencje choroby są na tyle poważne, że zaleca się zachowanie ostrożności.

Podsumowanie

Nowy przypadek zakażenia wirusem Borna w Bawarii ponownie zwraca uwagę na jedną z najgroźniejszych, choć bardzo rzadkich chorób wirusowych w Niemczech. Mimo niskiej liczby infekcji, wysoka śmiertelność i szybki przebieg choroby sprawiają, że BoDV-1 pozostaje poważnym wyzwaniem dla lekarzy i epidemiologów.

źródło: t-online.de

Niemcy cofają obywatelstwo za poglądy? Głośna sprawa Palestyńczyka z Berlina

0

W Niemczech trwa głośna debata dotycząca granic wolności słowa, prawa obywatelskiego oraz polityki wobec konfliktu izraelsko-palestyńskiego. W centrum sprawy znalazł się Abdallah A. – mężczyzna palestyńskiego pochodzenia, który po otrzymaniu niemieckiego obywatelstwa stracił je zaledwie kilka tygodni później. Powodem miały być wpisy opublikowane przez niego w mediach społecznościowych dotyczące Palestyny i Hamasu. Sprawa odbiła się szerokim echem w niemieckich mediach i wywołała spór o to, czy nowe przepisy dotyczące obywatelstwa są wykorzystywane do oceniania poglądów politycznych migrantów.

Obywatelstwo cofnięte kilka tygodni po jego przyznaniu

Abdallah A. urodził się w 1990 roku w Libanie. Jak podano, od drugiego miesiąca życia mieszkał wraz z palestyńską rodziną w Berlinie. Tam dorastał, chodził do szkoły i pracował. We wrześniu 2025 roku otrzymał niemieckie obywatelstwo.

Według dokumentów cytowanych przez portal Jacobin, niedługo później berlińskie władze wszczęły procedurę cofnięcia naturalizacji. Impulsem miały być zapytania prasowe skierowane do berlińskich urzędów przez media oraz publicystów zainteresowanych aktywnością mężczyzny w internecie. W centrum zainteresowania znalazły się publikacje dotyczące Palestyny oraz konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Kontrowersyjne wpisy w mediach społecznościowych

Jednym z materiałów, które miały zostać uznane przez niemieckie służby za problematyczne, była relacja opublikowana na Instagramie. Przedstawiała dwóch zamaskowanych mężczyzn z palestyńskimi flagami siedzących nad morzem. Według części mediów mogli oni przypominać członków zbrojnego skrzydła Hamasu.

Abdallah A. opatrzył zdjęcie podpisem: „Heroes of Palestine” oraz emotikonem zielonego serca. Drugim wskazywanym wpisem była publikacja dotycząca szejka Ahmada Jasina – współzałożyciela Hamasu – opublikowana na platformie Threads. Mężczyzna miał dodać do zdjęcia emotikony serca i palestyńskiej flagi. Berlińskie służby uznały te treści za przejaw sympatii wobec Hamasu. Na tej podstawie rozpoczęto procedurę cofnięcia obywatelstwa.

Niemieckie władze powołują się na nowe przepisy

Kluczową rolę w sprawie odegrała reforma niemieckiego prawa obywatelskiego z 2024 roku. Nowe przepisy ułatwiły wprawdzie uzyskanie obywatelstwa, ale jednocześnie wprowadziły dodatkowy wymóg. Osoby ubiegające się o niemiecki paszport muszą zadeklarować uznanie „szczególnej historycznej odpowiedzialności Niemiec za narodowosocjalistyczne bezprawie oraz ochronę życia żydowskiego”. Zdaniem władz Abdallah A. miał podczas procedury naturalizacyjnej złożyć nieprawdziwe oświadczenie dotyczące swojego stosunku do tych wartości. Właśnie dlatego uruchomiono procedurę cofnięcia obywatelstwa na podstawie paragrafu 35 ustawy o obywatelstwie.

Mężczyzna odpiera zarzuty

Sam Abdallah A. stanowczo odrzuca oskarżenia o wspieranie Hamasu. Jak podkreślał w dokumentach sądowych i rozmowach z mediami, jego solidarność dotyczy wyłącznie narodu palestyńskiego, a nie organizacji terrorystycznych.

Twierdzi również, że publikowane przez niego materiały zostały wyrwane z kontekstu. Według niego wpisy miały wyrażać poparcie dla Palestyńczyków, a nie dla Hamasu czy przemocy. Mężczyzna zaznacza, że uznaje historyczną odpowiedzialność Niemiec i nie kieruje swojej krytyki przeciwko Żydom.

Organizacje praw człowieka alarmują

Sprawa wzbudziła duże zainteresowanie organizacji zajmujących się prawami człowieka. Wsparcie dla Abdallaha A. zadeklarowały m.in. Amnesty International Deutschland oraz European Legal Support Center. Krytycy działań władz twierdzą, że nowe przepisy mogą prowadzić do ograniczania wolności słowa osób z migracyjnym pochodzeniem. Według nich istnieje ryzyko stworzenia sytuacji, w której naturalizowani obywatele będą traktowani inaczej niż osoby posiadające niemieckie obywatelstwo od urodzenia.

Prawnicy zwracają uwagę, że zgodnie z obecnymi przepisami niemieckie obywatelstwo może zostać cofnięte nawet do dziesięciu lat po naturalizacji, jeśli władze uznają, że zostało uzyskane na podstawie nieprawdziwych informacji.

Sprawa wywołała polityczną debatę w Niemczech

Decyzję władz Berlina poparli niektórzy niemieccy politycy. Burmistrz Berlina Kai Wegner podkreślił, że deklaracja przywiązania do demokratycznego porządku nie jest jedynie formalnością. Również federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt wyraził aprobatę dla działań władz i zapowiedział podobne podejście wobec innych przypadków, jeśli pojawią się podobne przesłanki.

Sprawa Abdallaha A. jest obecnie analizowana przez sąd administracyjny. Jeśli decyzja o cofnięciu obywatelstwa zostanie utrzymana, mężczyzna może zostać bezpaństwowcem, a jego dalszy pobyt w Niemczech stanie pod znakiem zapytania.

źródło: jacobin.de

Dane, które szokują: kobiety z Syrii i Iraku częściej w rękach policji niż niemieccy mężczyźni? Oto liczby!

1

Nowe dane niemieckiej policji wywołały debatę o migracji i przestępczości

Najnowsze dane opublikowane w ramach niemieckiej statystyki policyjnej wywołały szeroką dyskusję na temat przestępczości i migracji. Według informacji przedstawionych na podstawie Policyjnej Statystyki Kryminalnej za 2025 rok, cudzoziemcy są w Niemczech znacznie częściej rejestrowani jako osoby podejrzane o popełnienie przestępstw niż obywatele niemieccy. Szczególne emocje wzbudził fakt, że – według przedstawionych danych – kobiety z niektórych państw mają wyższy wskaźnik podejrzanych o przestępstwa niż niemieccy mężczyźni.

Federalny Urząd Kryminalny wprowadził nowy wskaźnik

Już w 2024 roku niemiecki Federalny Urząd Kryminalny (BKA) wprowadził do swoich statystyk istotną zmianę. Po raz pierwszy zaczęto analizować liczbę osób podejrzanych o popełnienie przestępstw w odniesieniu do liczby mieszkańców danej grupy narodowościowej. Wskaźnik ten nazwano „Tatverdächtigenbelastungszahl”, co można przetłumaczyć jako wskaźnik obciążenia podejrzeniami o przestępstwo. Oznacza on liczbę zidentyfikowanych osób podejrzanych przypadającą na 100 tysięcy mieszkańców danej grupy ludności, z wyłączeniem dzieci poniżej ósmego roku życia.

Poseł AfD poprosił o szczegółowe dane

O szczegółowe zestawienie danych za 2025 rok wystąpił poseł Bundestagu z ramienia partii AfD, Martin Hess. Poprosił on niemiecki rząd o porównanie niemieckich podejrzanych z dziesięcioma najliczniejszymi grupami cudzoziemców uwzględnionych w statystykach policyjnych. Dane zostały dodatkowo podzielone według płci.

Migranci z Syrii i Iraku znacznie częściej pojawiają się w statystykach

Z przedstawionych informacji wynika, że mężczyźni pochodzący z Syrii i Iraku byli niemal pięciokrotnie częściej rejestrowani jako osoby podejrzane o popełnienie przestępstw niż niemieccy mężczyźni. Jednocześnie statystyki pokazują, że kobiety z części państw również osiągały wyższe wskaźniki niż niemieccy mężczyźni.

Dotyczyło to kobiet pochodzących między innymi z:

  • Serbii,
  • Bułgarii,
  • Rumunii,
  • Iraku,
  • Afganistanu,
  • Syrii,
  • Ukrainy.

Największe różnice widoczne przy przestępstwach z użyciem przemocy

Jeszcze wyraźniej różnice mają być widoczne w przypadku przestępczości z użyciem przemocy. Do tej kategorii niemieckie statystyki zaliczają:

  • zabójstwa,
  • przestępstwa seksualne,
  • ciężkie pobicia,
  • rozboje.

Według danych wskaźnik dla niemieckich mężczyzn wynosił 265 podejrzanych na 100 tysięcy mieszkańców. W przypadku kobiet z niektórych krajów wartości były wyższe:

  • Irak – 409,
  • Bułgaria – 348,
  • Serbia – 344,
  • Syria – 335,
  • Afganistan – 319.

Dane wywołały polityczne kontrowersje

Publikacja statystyk ponownie rozgrzała debatę dotyczącą polityki migracyjnej w Niemczech. Krytycy obecnej polityki azylowej wskazują, że dane mają potwierdzać związek między niekontrolowaną migracją a wzrostem przestępczości.

Z kolei przeciwnicy takiej interpretacji podkreślają, że statystyki dotyczą osób podejrzanych o popełnienie przestępstw, a nie osób skazanych prawomocnym wyrokiem sądu. Zwracają również uwagę na czynniki społeczne, ekonomiczne oraz strukturę wiekową migrantów.

Dyskusja o bezpieczeństwie w Niemczech trwa

Temat bezpieczeństwa i migracji pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych zagadnień w niemieckiej polityce. W ostatnich miesiącach kwestia przestępczości cudzoziemców regularnie powraca w debacie publicznej, szczególnie po publikacji kolejnych danych policyjnych oraz serii głośnych przestępstw w różnych częściach kraju. Nowe statystyki prawdopodobnie jeszcze bardziej zaostrzą dyskusję dotyczącą polityki migracyjnej, integracji oraz bezpieczeństwa publicznego w Niemczech.

źródło: n-tv.de