Niemcy potrzebują migrantów? Wicekanclerz: „To czyni kraj bogatszym”

6

Szef SPD stanął w obronie imigracji podczas telewizyjnej debaty

„Widzimy, że migracja czyni ten kraj bogatszym – pod względem różnorodności kulturowej, ale także gospodarczo”. Tymi słowami przewodniczący SPD i wicekanclerz Niemiec Lars Klingbeil bronił imigracji podczas programu „Arena” emitowanego przez ARD. W trakcie gorącej debaty polityk musiał zmierzyć się z licznymi pytaniami widzów dotyczącymi rynku pracy, świadczeń socjalnych, migracji, wsparcia dla Ukrainy oraz kryzysu gospodarczego. Część pytań okazała się dla niego szczególnie niewygodna.

Pytanie o miliony beneficjentów Bürgergeld i zagranicznych pracowników

Jedna z uczestniczek programu z Drezna zwróciła uwagę na liczbę osób pobierających świadczenie Bürgergeld. Jak wskazała, świadczenie otrzymuje 5,2 mln osób, z czego 3,8 mln uznawanych jest za zdolne do pracy. Kobieta zapytała, dlaczego Niemcy jednocześnie rekrutują kierowców autobusów z Republiki Południowej Afryki oraz personel pielęgniarski z Filipin. Klingbeil odpowiedział, że Niemcy muszą działać na dwóch frontach jednocześnie. Z jednej strony konieczne jest lepsze przygotowanie osób pobierających świadczenia socjalne do podjęcia pracy, z drugiej zaś pozyskiwanie wykwalifikowanych pracowników z zagranicy. – Potrzebujemy obu tych rozwiązań – podkreślił polityk. Jego zdaniem przyszłość Niemiec zależy również od skutecznej integracji imigrantów. – Jeśli nie nauczymy się być krajem, który żyje integracją i serdecznie wita ludzi przyjeżdżających do nas, to zaprzepaścimy swoją przyszłość – stwierdził przewodniczący SPD.

Klingbeil przyznaje: zdarzają się nadużycia

Polityk przyznał jednocześnie, że w systemie zdarzają się przypadki nadużyć. Według niego osoby, które cztery lub pięć razy nie stawiają się na wyznaczone spotkania w urzędzie pracy, powinny ponosić konsekwencje. Dodał jednak, że istnieją również indywidualne przypadki, w których ktoś formalnie figuruje jako zdolny do pracy, choć w praktyce nie jest w stanie jej wykonywać.

Spór o migrację do systemu socjalnego

Kolejna uczestniczka programu, pochodząca ze Szlezwiku-Holsztynu, skonfrontowała Klingbeila z wcześniejszymi wypowiedziami minister pracy Bärbel Bas. Współprzewodnicząca SPD twierdziła wcześniej, że nie istnieje zjawisko imigracji do niemieckiego systemu socjalnego. Kobieta zwróciła jednak uwagę na ostrzeżenia płynące z wielu samorządów, a także na kwestie minijobów, dodatkowych świadczeń socjalnych oraz zasiłków rodzinnych wypłacanych za granicę. – Potrzebujemy więcej kontroli – zaapelowała. Klingbeil poparł stanowisko swojej partyjnej koleżanki. – Traktuję ten problem bardzo poważnie, podobnie jak Bärbel Bas – odpowiedział. Jednocześnie zaznaczył, że państwo powinno zdecydowanie zwalczać pracę na czarno oraz uchylanie się od płacenia podatków.

„Migracja czyni Niemcy bogatszymi”

Najmocniejsze słowa padły podczas dyskusji o znaczeniu imigracji dla niemieckiej gospodarki. Klingbeil przestrzegł przed stygmatyzowaniem osób z doświadczeniem migracyjnym. – Widzimy, że migracja czyni ten kraj bogatszym – pod względem różnorodności kulturowej, ale również gospodarczo. Potrzebujemy ludzi, którzy przyjeżdżają tutaj i pracują – powiedział. Wypowiedź ta stała się jednym z najczęściej komentowanych momentów całego programu.

Ostre starcie w sprawie Ukrainy

Podczas debaty doszło także do wymiany zdań na temat niemieckiego wsparcia dla Ukrainy. Jeden z widzów skrytykował politykę rządu federalnego, pytając o strategię zakończenia zaangażowania Niemiec. Jego zdaniem zbyt wiele pieniędzy zostało zmarnowanych, a niemiecka amunicja przyczyniła się do cierpienia ludzi. Klingbeil zdecydowanie odrzucił te zarzuty. Podkreślił, że istnieje jedna osoba, która mogłaby zakończyć wojnę natychmiast. – To Władimir Putin. To człowiek, któremu obojętne jest, co dzieje się z jego własnymi ludźmi – stwierdził. Gdy uczestnik debaty nazwał strategię niemieckiego rządu „idiotyczną”, prowadzący program Louis Klamroth przerwał dyskusję, mówiąc, że strony najwyraźniej nie dojdą do porozumienia.

Kryzys gospodarczy i przyszłość niemieckiego przemysłu

Odnosząc się do problemów gospodarczych Niemiec, Klingbeil podkreślił konieczność zwiększenia wzrostu gospodarczego i inwestycji. Zapowiedział, że do lata temat ten będzie ponownie szczegółowo omawiany przez komisję koalicyjną. Mówiąc o sytuacji przemysłu motoryzacyjnego, minister finansów zauważył, że można by dziś pytać, dlaczego producenci samochodów nie postawili znacznie wcześniej na elektromobilność, ale jego zdaniem takie rozważania nie pomogą w rozwiązaniu obecnych problemów. Polityk starał się również przekazać bardziej optymistyczny komunikat. – Czasami mam wrażenie, że sytuacja jest lepsza niż nastroje społeczne – powiedział. Dodał, że Niemcy nie powinny nieustannie przedstawiać swojego kraju w negatywnym świetle. – Wierzę, że damy sobie radę – podkreślił.

Więcej pracy zamiast czterodniowego tygodnia

W końcowej części programu uczestnicy zadawali krótkie pytania wymagające jednoznacznych odpowiedzi. Klingbeil opowiedział się za większą aktywnością zawodową społeczeństwa zamiast wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy. Według niego kobiety powinny mieć łatwiejszą możliwość wyjścia z niechcianej pracy w niepełnym wymiarze godzin, a migranci szybciej trafiać na rynek pracy. Ocenił również, że koncepcja czterodniowego tygodnia pracy jest obecnie „nieco bardziej odległa”. Zapytany o wybór między emeryturą w wieku 63 i 70 lat, opowiedział się za utrzymaniem możliwości przechodzenia na emeryturę w wieku 63 lat.

Pytanie o prawicowy ekstremizm w szkołach

Jeden z uczniów poruszył temat rosnącej liczby przypadków prawicowego ekstremizmu w niemieckich szkołach. Zwrócił uwagę, że statystyki w tej dziedzinie gwałtownie rosną, jednocześnie pytając, dlaczego ograniczane są środki przeznaczone na projekty wspierające demokrację. Klingbeil wskazał na federalny program „Demokratie leben!” („Demokracja żyje!”), o którego utrzymanie – jak podkreślił – osobiście zabiegał. Jednocześnie program ma zostać przeorganizowany. W projekcie budżetu na 2026 rok jego finansowanie zostało zmniejszone o 4,5 mln euro – do poziomu 186,52 mln euro.

„Nie mogę powiedzieć: Damy radę”

Pod koniec programu Klingbeil nawiązał do jednego z najbardziej znanych zdań z okresu rządów kanclerz Angeli Merkel. Polityk zażartował, że nie może powiedzieć „Damy radę” („Wir schaffen das”), ponieważ to hasło jest już nierozerwalnie kojarzone z byłą kanclerz. Zamiast tego przedstawił własne przesłanie. – Wierzę w ten kraj i w ludzi, którzy w nim żyją – podsumował przewodniczący SPD.

źródło: n-tv.de

Rekordowa liczba Ukraińców w Niemczech: Mężczyźni w wieku poborowym i migracja wtórna z Polski

2

Liczba uchodźców z Ukrainy przebywających w Niemczech osiągnęła najwyższy poziom od początku rosyjskiej inwazji. Z najnowszych danych Federalnego Urzędu ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) wynika, że w Republice Federalnej Niemiec mieszka obecnie 1 348 258 obywateli Ukrainy, którzy przybyli do kraju w związku z wojną trwającą od 2022 roku. To niemal 100 tysięcy osób więcej niż jeszcze rok temu. Szczególną uwagę zwraca jednak struktura nowych przyjazdów. Według danych coraz większą część nowo przybyłych stanowią mężczyźni w wieku poborowym.

Coraz więcej mężczyzn w wieku poborowym przyjeżdża do Niemiec

Według statystyk w Niemczech przebywa obecnie 355 745 ukraińskich mężczyzn w wieku od 18 do 63 lat. W porównaniu z rokiem 2025 oznacza to wzrost o blisko 60 tysięcy osób. Jak wynika z danych, około 60 procent wszystkich nowych przybyszów stanowią osoby należące do grupy, która teoretycznie mogłaby zostać objęta obowiązkiem służby wojskowej w Ukrainie. Zmiana ta wyraźnie odróżnia obecną falę migracji od sytuacji z pierwszych miesięcy wojny.

Zmiany w ukraińskich przepisach mogły wpłynąć na migrację

Jednym z powodów wzrostu liczby przyjazdów mężczyzn może być częściowe złagodzenie ograniczeń dotyczących opuszczania Ukrainy. Pod koniec sierpnia 2025 roku weszły w życie przepisy umożliwiające wyjazd z kraju mężczyznom w wieku od 18 do 22 lat. Wcześniej grupa ta była objęta znacznie bardziej restrykcyjnymi zasadami. Według doniesień właśnie ta zmiana mogła przyczynić się do zwiększenia liczby młodych mężczyzn wyjeżdżających do państw Unii Europejskiej, w tym do Niemiec.

Coraz więcej Ukraińców przenosi się z Polski do Niemiec

Na wzrost liczby ukraińskich uchodźców w Niemczech wpływa również migracja wtórna z innych krajów europejskich. Według informacji przytaczanych w niemieckich mediach wielu obywateli Ukrainy przebywających wcześniej w Polsce decyduje się obecnie na przeprowadzkę do Niemiec. Jednym z powodów mają być zmiany w systemie świadczeń socjalnych w Polsce oraz ograniczenie części form wsparcia dla uchodźców. W rezultacie część osób szuka lepszych warunków życia i pracy za zachodnią granicą.

Na początku wojny dominowały kobiety i dzieci

Obecna sytuacja znacząco różni się od tej obserwowanej bezpośrednio po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji. W pierwszych miesiącach wojny do Niemiec przyjeżdżały przede wszystkim kobiety wraz z dziećmi. Udział samotnych rodziców oraz ich dzieci wśród ukraińskich uchodźców był wówczas wyjątkowo wysoki. Według niemieckich danych grupa ta stanowiła około 40 procent wszystkich uchodźców z Ukrainy, czyli pięciokrotnie więcej niż w całej populacji Niemiec.

Niemiecki minister chce zmian dla ukraińskich mężczyzn

Dyskusję wywołała również propozycja federalnego ministra spraw wewnętrznych Alexandra Dobrindta. Podczas spotkania ministrów spraw wewnętrznych państw Unii Europejskiej polityk opowiedział się za zmianą zasad ochrony dla ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym. Jego zdaniem osoby te nie powinny automatycznie korzystać z ochrony przyznawanej na podstawie unijnej dyrektywy dotyczącej masowego napływu uchodźców.

Możliwe przejście na procedurę azylową

Gdyby propozycja ministra została zaakceptowana na szczeblu europejskim, ukraińscy mężczyźni objęci nowymi zasadami musieliby składać indywidualne wnioski o azyl. Według autora tekstu nie oznaczałoby to jednak automatycznego zmniejszenia ich szans na pozostanie w Niemczech. W praktyce mogliby oni nadal uzyskiwać ochronę w ramach niemieckiego systemu azylowego.

Debata o przyszłości ukraińskich uchodźców trwa

Rosnąca liczba obywateli Ukrainy w Niemczech oraz zmieniająca się struktura nowych przyjazdów coraz częściej stają się przedmiotem debaty politycznej. Z jednej strony niemieckie władze podkreślają konieczność dalszego zapewniania ochrony osobom uciekającym przed wojną. Z drugiej strony pojawiają się pytania dotyczące zasad przyznawania statusu ochronnego, integracji oraz przyszłego kształtu niemieckiej polityki migracyjnej. Najnowsze dane pokazują jednak wyraźnie, że napływ uchodźców z Ukrainy do Niemiec nie ustaje, a liczba osób objętych ochroną osiągnęła najwyższy poziom od początku wojny.

źródło: n-tv.de

Policja w Bundestagu po wywieszeniu flagi Niemiec przez posłów AfD – nietypowa interwencja podczas demonstracji w Berlinie

2

Interwencja w Bundestagu

Podczas demonstracji pod hasłem „Merz musi odejść” przed Reichstagiem doszło do interwencji policji Bundestagu wobec posłów AfD. Powodem było wywieszenie i machanie niemiecką flagą na balkonie biur parlamentarnych.

Gdy w poniedziałek przez dzielnicę rządową w Berlinie przeszły tysiące demonstrantów, którzy domagali się ustąpienia kanclerza Friedricha Merza (CDU), część posłów opozycyjnej AfD oraz ich współpracowników obserwowała wydarzenia z balkonów biur Bundestagu. W pewnym momencie politycy zaczęli machać flagą Niemiec, podobnie jak wielu uczestników demonstracji poniżej. Wśród obecnych byli m.in. Beatrix von Storch, Stefan Keuter oraz Pierre Lamely. Keuter miał również skandować hasło „Merz muss weg” („Merz musi odejść”), co zostało nagrane i opublikowane w mediach społecznościowych przez Lamely’ego.

Reakcja policji Bundestagu

Krótko po tym na miejscu pojawili się uzbrojeni funkcjonariusze policji Bundestagu. Jak poinformowali, zostali „wysłani z powodu flagi Niemiec”. Nie było jasne, czy decyzja wyszła od przewodniczącej Bundestagu Julii Klöckner (CDU), czy jednego z jej zastępców. Funkcjonariusze mieli poinformować posłów AfD, że wywieszanie lub machanie czarno-czerwono-złotą flagą może stanowić naruszenie regulaminu Bundestagu. Jeden z policjantów miał powiedzieć, że „istnieje podejrzenie naruszenia regulaminu, dlatego sprawa jest analizowana”. Gdy jeden z posłów zapytał: „Jaki jest problem? Flaga Niemiec?”, funkcjonariusz odpowiedział, że sytuacja jest w trakcie wyjaśniania.

Krótka interwencja i powrót do normalności

Po krótkiej rozmowie policjanci opuścili miejsce zdarzenia bez podejmowania dalszych działań. Posłowie AfD zareagowali na sytuację z rozbawieniem i kontynuowali machanie flagą. Stefan Keuter skomentował później, że funkcjonariusze „wycofali się nieśmiało”. Z kolei Beatrix von Storch stwierdziła, że „znaleźliśmy się w miejscu, w którym jesteśmy”. Dodała również, że policjanci sprawiali wrażenie zakłopotanych. Politycy kontynuowali demonstracyjne machanie flagą, podkreślając, że nie widzą w swoim działaniu niczego niewłaściwego.

Demonstracja przed Reichstagiem

Sama demonstracja odbyła się pod hasłem „Projekt M1llion”. Według danych policji wzięło w niej udział około 2000 osób, mimo że zgłoszono nawet 10 000 uczestników. Organizator, Marcel Baldauf z Saksonii, liczył na mobilizację nawet miliona demonstrantów w Berlinie. Główna część zgromadzenia odbyła się przed Bramą Brandenburską. Uczestnicy protestu domagali się m.in.:

  • dymisji rządu federalnego,
  • wprowadzenia demokracji bezpośredniej na wzór Szwajcarii,
  • zniesienia podatku CO₂,
  • wstrzymania reformy systemu zdrowia,
  • likwidacji opłaty abonamentowej („GEZ”),
  • wprowadzenia „surowej odpowiedzialności polityków”.

Kontekst polityczny incydentu

Cała sytuacja wywołała dodatkowe emocje, ponieważ dotyczyła symboli państwowych i miejsca o wysokim znaczeniu instytucjonalnym, jakim jest kompleks Bundestag. Według relacji uczestników zdarzenia, interwencja policji miała charakter krótkotrwały i nie doprowadziła do eskalacji konfliktu. Jednak sam fakt pojawienia się funkcjonariuszy na balkonie biur parlamentarnych wzbudził dyskusję na temat interpretacji przepisów dotyczących zachowania w budynkach Bundestagu.

źródło: n-tv.de

Emerytowi z Hamburga obcięto podstawowe świadczenie socjalne, ponieważ zebrał butelki zwrotne o wartości 58,25 euro

1

Kontrowersyjna decyzja urzędu w Hamburgu

Sprawa 75-letniego emeryta z Hamburga wywołała w Niemczech dyskusję na temat ubóstwa wśród seniorów oraz zasad przyznawania świadczeń socjalnych. Mężczyzna, który oprócz emerytury otrzymuje również podstawowe świadczenie socjalne, próbował poprawić swoją sytuację finansową, zbierając butelki zwrotne. Gdy uczciwie zgłosił dodatkowy dochód, spotkały go nieprzyjemne konsekwencje.

Zgłosił zarobek i stracił część świadczenia

Senior poinformował urząd o uzyskaniu 58,25 euro ze zbierania i oddawania butelek. Dochód został jednak uznany za przychód podlegający rozliczeniu, dlatego urząd pomniejszył jego świadczenie dokładnie o tę kwotę. Decyzja wywołała falę krytyki. Organizacje społeczne oraz lokalni politycy zwracali uwagę, że takie podejście uderza w osoby, które mimo trudnej sytuacji finansowej próbują samodzielnie poprawić swój budżet. Sam emeryt podkreślał, że problem nie dotyczy wyłącznie jego. Jak powiedział w rozmowie z niemieckimi mediami, nie zna żadnej osoby pobierającej świadczenia, która nie musiałaby dodatkowo dorabiać.

Urząd zmienił decyzję

Po nagłośnieniu sprawy została ona ponownie przeanalizowana przez administrację. Ostatecznie władze Hamburga zdecydowały się złagodzić zasady w tym konkretnym przypadku. Obecnie emeryt może zachować do 50 euro miesięcznie uzyskanych ze zbierania butelek bez ryzyka pomniejszenia świadczenia socjalnego. Dopiero kwoty przekraczające ten limit mogą zostać uwzględnione przy wyliczaniu wysokości pomocy.

Wyjątek tylko dla jednego emeryta

Jak poinformował urząd dzielnicy Altona, nowa zasada nie obowiązuje automatycznie wszystkich beneficjentów pomocy społecznej. Limit 50 euro został wprowadzony wyłącznie dla tego konkretnego emeryta. Każdy podobny przypadek ma być rozpatrywany indywidualnie. Osoby zbierające butelki muszą udokumentować swoje dochody za pomocą paragonów oraz zgłaszać je odpowiednim urzędom. Według informacji niemieckich mediów Hans S. jest dotychczas jedyną osobą w Hamburgu, która oficjalnie zgłosiła dochody ze zbierania butelek zwrotnych do organów odpowiedzialnych za wypłatę świadczeń socjalnych.

Debata o ubóstwie seniorów

Sprawa ponownie zwróciła uwagę na problem rosnącego ubóstwa wśród części niemieckich emerytów. Dla wielu osób pobierających niskie świadczenia nawet kilkadziesiąt euro miesięcznie może mieć znaczenie dla domowego budżetu, dlatego decyzja hamburskiego urzędu wywołała tak duże emocje i ogólnokrajową debatę.

źródło: bild.de

„Widoczna chusta to cel”. Dramatyczny wzrost ataków na muzułmanki w Berlinie

1

Niepokojący wzrost liczby incydentów

W Berlinie odnotowano w 2025 roku znaczący wzrost liczby incydentów wymierzonych w muzułmanów i muzułmańskie instytucje. Z najnowszego raportu organizacji dokumentującej tego typu zdarzenia wynika, że w ciągu jednego roku zarejestrowano aż 975 przypadków obejmujących m.in. zniewagi, groźby, dyskryminację, akty przemocy fizycznej oraz uszkodzenia mienia. To wyraźnie więcej niż rok wcześniej, gdy odnotowano 644 podobne zdarzenia.

Najbardziej narażone są kobiety

Raport wskazuje, że szczególnie narażone na antymuzułmańskie ataki są kobiety. Stanowiły one 58 procent wszystkich poszkodowanych. Autorzy opracowania zwracają uwagę, że wiele z nich jest łatwo rozpoznawalnych ze względu na noszenie chusty, a sprawcy często postrzegają je jako mniej zdolne do obrony. Mężczyźni byli ofiarami w 41 procentach zgłoszonych przypadków. Wśród poszkodowanych znalazły się również dzieci. Przedstawiciele organizacji podkreślają, że wielu muzułmanów doświadcza przejawów rasizmu niemal codziennie. Jednocześnie ich zdaniem takie doświadczenia są często bagatelizowane lub podważane w debacie publicznej.

Do incydentów dochodzi głównie w codziennym życiu

Najwięcej zgłoszonych przypadków dotyczyło zniewag i gróźb. Odnotowano ich 399. Ponadto zarejestrowano 273 przypadki dyskryminacji, 212 uszkodzeń mienia oraz 65 przypadków przemocy fizycznej. Do zdarzeń dochodziło przede wszystkim w miejscach publicznych i podczas codziennych aktywności. Poszkodowani zgłaszali incydenty na ulicach, w autobusach i pociągach, w szkołach, miejscach pracy, podczas wizyt lekarskich czy poszukiwania mieszkań. Organizacja zwróciła uwagę, że około 10 procent mieszkańców Berlina stanowią muzułmanie pracujący w wielu kluczowych zawodach, m.in. jako lekarze, pielęgniarze, nauczyciele, sprzedawcy, pracownicy usług czy właściciele restauracji.

Przykłady zgłoszonych zdarzeń

W raporcie opisano również konkretne incydenty. W kwietniu 2025 roku w dzielnicy Prenzlauer Berg grupa pięciu kobiet została zaczepiona przez mężczyznę podczas wsiadania do tramwaju. Według relacji sprawca blokował im wejście, opluł je oraz obrażał z powodu noszonych chust. Z kolei w czerwcu na placu zabaw w Charlottenburg mężczyzna znieważył dwie dziewczynki noszące chusty oraz młodsze dzieci znajdujące się w ich towarzystwie. W październiku w jednym z berlińskich środków komunikacji miejskiej inny mężczyzna kierował pod adresem pasażerów rasistowskie, antymuzułmańskie, antypalestyńskie i islamofobiczne hasła.

Ogólnokrajowy raport już w czerwcu

23 czerwca ma zostać opublikowany ogólnoniemiecki raport dotyczący incydentów antymuzułmańskich i przypadków dyskryminacji odnotowanych w całym kraju w 2025 roku. W ostatnich latach w Berlinie powstało wiele inicjatyw zajmujących się monitorowaniem różnego rodzaju przestępstw i incydentów motywowanych uprzedzeniami, w tym antysemityzmem, rasizmem, homofobią, ekstremizmem politycznym oraz niechęcią wobec muzułmanów. Znaczna część tych projektów jest współfinansowana przez władze federalne lub lokalne.

źródło: morgenpost.de

Skandal w Berlinie. Goście zostali wyrzuceni z kawiarni za izraelską flagę

3

Kontrowersyjny incydent w centrum Berlina

W samym sercu Berlina doszło do zdarzenia, które wywołało falę oburzenia i dyskusji. Według doniesień medialnych grupa gości została wyproszona z kawiarni przy Potsdamer Platz po tym, jak jedna z osób miała na sobie izraelską flagę. Sytuacja była na tyle napięta, że interweniowała policja, która eskortowała opuszczających lokal klientów. Do incydentu doszło w sobotnie popołudnie w pobliżu propalestyńskiej demonstracji odbywającej się w berlińskiej dzielnicy Mitte.

Nagranie obiegło media społecznościowe

Sprawa szybko zyskała rozgłos po publikacji nagrań w mediach społecznościowych. Film, udostępniany przez propalestyńskich influencerów na Instagramie, pokazuje grupę osób siedzących w wydzielonej części ogródka należącego do kawiarni „Espresso House”. Na nagraniu widać kobietę z izraelską flagą zarzuconą na ramiona. W pewnym momencie pracownik lokalu rozmawia z nią, a wokół znajdują się funkcjonariusze policji. Mundurowi pilnują porządku i wielokrotnie zwracają uwagę osobom nagrywającym zdarzenie, aby zachowały odpowiedni dystans. W opisie jednego z filmów pojawiła się informacja, że właściciel kawiarni miał wyprosić izraelskich turystów z powodu eksponowania izraelskiej flagi.

Policja eskortowała gości

Na dalszej części nagrania widać, jak grupa opuszcza lokal. Dwie kobiety oraz mężczyzna wychodzą pod ochroną policjantów. Funkcjonariusze oddzielają ich od zgromadzonego tłumu, z którego słychać okrzyki i wiwaty. W internecie pojawiło się wiele komentarzy odnoszących się do całej sytuacji. Część użytkowników otwarcie popierała decyzję o usunięciu gości z lokalu, a w niektórych wpisach pojawiały się również wrogie komentarze wobec Izraela i Żydów.

Oburzenie organizacji żydowskich

Do sprawy odniósł się przewodniczący Niemiecko-Izraelskiego Towarzystwa, Jochen Feilcke. Nazwał całe zdarzenie „hańbą dla otwartego i tolerancyjnego Berlina”. Jego zdaniem sytuacja wymaga zdecydowanej reakcji ze strony władz miasta. Feilcke uważa również, że okoliczności zdarzenia mogą mieć znaczenie z punktu widzenia prawa karnego i powinny zostać dokładnie przeanalizowane przez organy ścigania. Przedstawiciel organizacji zaapelował także o zdecydowane potępienie lokalu przez opinię publiczną.

Właściciel sieci przedstawia inną wersję wydarzeń

Operator sieci kawiarni początkowo nie odpowiedział na pytania mediów dotyczące przyczyn wyproszenia gości. Później do sprawy odniósł się jednak Nikolas Niebuhr, dyrektor zarządzający firmy z siedzibą w Hamburgu. Jak stwierdził, powodem interwencji personelu nie była sama izraelska flaga. Według jego relacji mężczyzna i kobieta mieli głośno wykrzykiwać hasła w momencie przechodzenia demonstracji, co wywołało skargi innych klientów. – Nie chcemy być częścią żadnej demonstracji. Chcemy po prostu sprzedawać kawę – tłumaczył Niebuhr.

Niejasne okoliczności zdarzenia

Na razie nie wiadomo, czy w związku z incydentem zostały złożone oficjalne zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Berlińska policja nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć mediom, czy wpłynęły jakiekolwiek zgłoszenia dotyczące tego zdarzenia. Sprawa nadal budzi duże emocje i wpisuje się w trwającą w Niemczech debatę dotyczącą napięć związanych z konfliktem na Bliskim Wschodzie, wolnością wyrażania poglądów oraz bezpieczeństwem społeczności żydowskiej.

źródło: bild.de

Wielkie przemówienie Merza wyśmiane? Kanclerz użył słynnego hasła Merkel, a sala wybuchła śmiechem!

2

Merz przedstawił wizję przyszłości Niemiec

Kanclerz Niemiec, Friedrich Merz, podczas zjazdu regionalnego CDU w Linstow w Meklemburgii-Pomorzu Przednim przedstawił swoją wizję przyszłości kraju. W długim przemówieniu kreślił obraz nowoczesnych, sprawnie funkcjonujących Niemiec, w których administracja działa cyfrowo, przedsiębiorcy postrzegają państwo jako partnera, energia jest dostępna i przystępna cenowo, a infrastruktura oraz system edukacji należą do najnowocześniejszych w Europie. Merz mówił również o konieczności utrzymania pozycji Niemiec jako kraju przemysłowego, który jednocześnie pozostaje liderem ochrony klimatu. W jego wizji pociągi kursują punktualnie, dane przesyłane są szybko, armia należy do najsilniejszych w Europie, a niemieckie przedsiębiorstwa odgrywają czołową rolę na światowych rynkach.

Padły słowa kojarzone z Angelą Merkel

Szczególną uwagę zwrócił fragment kończący wystąpienie. Kanclerz stwierdził, że Niemcy mogą odzyskać wiarę we własne możliwości i ponownie stać się krajem silnym, wolnym oraz bezpiecznym. – Damy radę. Możemy to osiągnąć, jeśli znów uwierzymy w siebie – powiedział Merz. Sformułowanie „Wir schaffen das” („Damy radę”) jest w Niemczech nierozerwalnie kojarzone z byłą kanclerz Angela Merkel. To właśnie tych słów użyła ona podczas kryzysu migracyjnego w 2015 roku, gdy Niemcy otworzyły się na przyjęcie setek tysięcy migrantów. Według relacji mediów po wypowiedzeniu przez Merza tego zdania w sali pojawiły się uśmiechy i stłumione śmiechy części uczestników zjazdu.

Kanclerz mówił o sukcesach i optymizmie

W trakcie wystąpienia Merz zachęcał działaczy CDU do częstszego podkreślania pozytywnych aspektów rozwoju kraju. Podkreślał, że Niemcy pozostają jednym z najpiękniejszych państw świata i że należy mówić również o sukcesach, a nie wyłącznie o problemach. Kanclerz zwrócił także uwagę na rozwój nowych technologii w Niemczech Wschodnich. Jako przykład podał branżę półprzewodników i produkcji chipów, które jego zdaniem mogą odegrać kluczową rolę w przyszłości całej gospodarki.

Inna ocena sytuacji gospodarczej

Merz stwierdził również, że podczas niedawnego Wschodnioniemieckiego Forum Gospodarczego w Bad Saarow zauważył wśród przedsiębiorców dużą dawkę optymizmu. Ocena ta kontrastuje jednak z licznymi głosami przedstawicieli biznesu, którzy wskazują na problemy związane z niedoborem wykwalifikowanych pracowników, słabnącymi inwestycjami oraz niekorzystnymi zmianami demograficznymi. Przedstawiciele środowisk gospodarczych zwracali uwagę, że szczególnie w Niemczech Wschodnich rosną obawy o utratę konkurencyjności i spowolnienie rozwoju gospodarczego regionu.

Trudna sytuacja CDU przed wyborami

Wystąpienie Merza odbyło się również w kontekście rozpoczynającej się kampanii przed wyborami do landtagu Meklemburgii-Pomorza Przedniego, które odbędą się 20 września. Według przywoływanych w niemieckich mediach sondaży CDU zajmuje obecnie trzecie miejsce, wyraźnie ustępując zarówno SPD, jak i AfD. Przemówienie kanclerza miało więc nie tylko nakreślić wizję przyszłości Niemiec, ale także zmobilizować działaczy partii przed nadchodzącą kampanią wyborczą.

źródło: n-tv.de

Niemcy zwrócą Polsce bezcenne skarby zrabowane podczas II wojny światowej. Wśród nich królewski pierścień

0

Przy okazji 35. rocznicy podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie Niemcy przekażą Polsce kilka cennych zabytków utraconych w czasie II wojny światowej. Wśród nich znajduje się pierścień króla Zygmunta I Starego, uznawany za jeden z najważniejszych klejnotów związanych z historią polskiej monarchii.

Poszukiwany przez dziesięciolecia

Pierścień wykonany ze złota i ozdobiony dużym diamentem został zrabowany przez niemieckich okupantów jesienią 1939 roku. Przez wiele lat nie było wiadomo, gdzie się znajduje. Przełom nastąpił dopiero w 2007 roku, kiedy odnaleziono go w muzeum w Pforzheim. Po latach analiz i rozmów między stronami zapadła decyzja o jego zwrocie do Polski.

Do Polski wrócą także rękopisy i średniowieczny zabytek

Na liście odzyskanych obiektów znalazł się również najstarszy zachowany zapis średniowiecznego hymnu „Gaude Mater Polonia”, przechowywany dotychczas w Berlińskiej Bibliotece Państwowej. Niemcy mają przekazać Polsce także rękopisy pochodzące z dzienników Stefana Żeromskiego.

Nierozwiązana pozostaje kwestia odszkodowań

Zwrot zabytków jest ważnym gestem w relacjach polsko-niemieckich, jednak nadal nie udało się osiągnąć postępu w sprawie rekompensat dla żyjących ofiar niemieckiego reżimu nazistowskiego. Kanclerz Friedrich Merz zapowiedział wprawdzie osobiste zaangażowanie w poszukiwanie rozwiązania, lecz na razie nie przedstawiono żadnych konkretnych propozycji.

Ważny symbol dla obu krajów

Odzyskanie historycznych pamiątek, zwłaszcza królewskiego pierścienia Zygmunta I Starego, stanowi symboliczny krok w procesie przywracania Polsce dóbr kultury utraconych podczas wojny i okupacji.

źródło: polskieradio.pl

Niemcy: Pijany ojciec wysłał 11-latka po piwo! Kazał mu prowadzić auto

1

Niecodzienna sytuacja w Brandenburgii

Do niezwykle nieodpowiedzialnego zdarzenia doszło w miejscowości Oberkrämer w powiecie Brandenburgii. Policja zatrzymała 11-letniego chłopca, który prowadził samochód. Jak się okazało, za kierownicę posłał go własny ojciec. Według ustaleń funkcjonariuszy 36-letni mężczyzna chciał dostać się na stację benzynową, aby kupić piwo. Ponieważ sam znajdował się pod wpływem alkoholu, postanowił, że samochód poprowadzi jego 11-letni syn.

Świadkowie natychmiast zawiadomili policję

Sytuację zauważyli świadkowie, którzy byli zaniepokojeni widokiem dziecka siedzącego za kierownicą samochodu. Niezwłocznie powiadomili o tym policję. Na miejsce skierowano patrol, który po krótkim czasie zatrzymał pojazd. Za kierownicą rzeczywiście znajdował się 11-letni chłopiec, natomiast jego ojciec siedział na miejscu pasażera.

Ojciec odmówił badania alkomatem

Podczas kontroli funkcjonariusze stwierdzili, że 36-latek jest pod wpływem alkoholu. Mężczyzna odmówił jednak dobrowolnego poddania się badaniu alkomatem. W związku z całym zdarzeniem policja wszczęła przeciwko niemu postępowanie karne.

Sprawą zajmują się śledczy

Niemieckie służby wyjaśniają obecnie wszystkie okoliczności zdarzenia. Szczególną uwagę zwraca fakt, że za kierownicą samochodu znalazło się 11-letnie dziecko, które nie posiadało żadnych uprawnień do prowadzenia pojazdu. Na razie nie podano informacji o ewentualnych dalszych konsekwencjach prawnych dla ojca ani o tym, jaką odległość chłopiec zdążył przejechać przed zatrzymaniem przez policję.

źródło: bild.de

Niemcy: Absurdalny proces Afgańczyka po ataku prętem: Kamery wszystko nagrały, a sąd przesłucha 35 świadków

2

Głośny incydent w Sonneberg trafił do sądu

Przed Sądem Rejonowym w Sonneberg w Turyngii rozpoczął się proces 33-letniego obywatela Afganistanu Amuradina O., który w kwietniu miał zaatakować policjantów metalowym prętem. Nagrania z interwencji szybko rozprzestrzeniły się w mediach społecznościowych i wywołały szeroką debatę na temat postępowania wobec agresywnych migrantów w Niemczech. Do zdarzenia doszło 10 kwietnia w centrum miasta. Policjanci zostali wezwani po tym, jak mężczyzna miał zniszczyć witryny drogerii, powodując straty szacowane na około 30 tysięcy euro.

Policjanci ścigani przez uzbrojonego napastnika

Na nagraniach, które trafiły do internetu, widać, jak oskarżony wybija kilka szyb sklepowych, a następnie trzymając w ręku ciężki metalowy pręt, grozi funkcjonariuszom i rusza w ich kierunku. Według prokuratury był to jedynie kulminacyjny moment dłuższej serii przestępstw, których miał dopuścić się mężczyzna. Akt oskarżenia obejmuje między innymi kradzieże sklepowe, naruszenie miru domowego, uszkodzenie mienia, groźby karalne, oszustwa, niebezpieczne uszkodzenie ciała, stawianie oporu funkcjonariuszom oraz czynną napaść na policjantów.

Oskarżony wycofał wcześniejsze przyznanie się do winy

Choć wielu obserwatorów spodziewało się szybkiego zakończenia sprawy, już na początku procesu nastąpił nieoczekiwany zwrot. Amuradin O. wycofał swoje wcześniejsze przyznanie się do winy. Za pośrednictwem tłumacza oświadczył przed sądem: „Nie mogę przyznać się do czynów, których nie popełniłem”. W związku z tym sąd będzie musiał przesłuchać aż 35 świadków. Ich zeznania mają potwierdzić przebieg zdarzeń widocznych na nagraniach oraz wyjaśnić okoliczności poprzedzające i następujące po incydencie.

Wcześniejsze zarzuty i konflikty z policją

Jak wynika z ustaleń śledczych, już przed kwietniowym atakiem mężczyzna miał wielokrotnie popadać w konflikty z prawem. 8 kwietnia, podczas interwencji związanej z kradzieżą w tej samej drogerii, miał zranić policjanta w szyję oraz ugryźć go w nogę. Z kolei 28 lutego, podczas usuwania go z ośrodka dla uchodźców za naruszanie regulaminu, miał lekko zranić funkcjonariusza.

Politycy reagują na sprawę

Starosta powiatu Sonneberg Robert Sesselmann z AfD określił atak na policjantów mianem „zamachu terrorystycznego”. Jednocześnie zaznaczył, że deportacja nie jest możliwa automatycznie, ponieważ wymaga braku ważnego tytułu pobytowego lub cofnięcia prawa pobytu. Do sprawy odniosła się również minister sprawiedliwości Turyngii Beate Meißner z CDU. – Kto szuka w tym kraju ochrony, a jednocześnie dopuszcza się brutalnych przestępstw wobec niewinnych osób, policjantów i porządku publicznego, ten na taką ochronę nie zasługuje – podkreśliła.

Grozi mu deportacja

Według informacji mediów czasowe zezwolenie na pobyt Amuradina O. wygasa we wrześniu. Do tego czasu prawdopodobnie potrwa również proces. Oskarżony pozostaje obecnie w areszcie śledczym. Jeśli zostanie skazany, po odbyciu kary może zostać deportowany z Niemiec.

źródło: bild.de