Makabryczna zbrodnia w Niemczech. Kobieta została śmiertelnie ugodzona nożem w samochodzie, zatrzymano 41-letniego Irakijczyka

4

Ciało kobiety znalezione w aucie na polnej drodze

W niemieckim Bad Rappenau doszło do tragicznego odkrycia. Na jednej z polnych dróg odnaleziono ciało kobiety znajdujące się w samochodzie. Krótko po ujawnieniu sprawy policja zatrzymała podejrzanego mężczyznę.

Jak poinformowały niemieckie służby, zatrzymany został 41-letni obywatel Iraku. Mężczyzna został ujęty w Regensburgu przez funkcjonariuszy niemieckiej policji federalnej. Według śledczych ciąży na nim poważne podejrzenie zabójstwa 39-letniej kobiety.

Policja mówi o podejrzeniu zabójstwa

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że między ofiarą a podejrzanym istniała wcześniejsza relacja. Śledczy nie ujawniają jednak obecnie szczegółów dotyczących charakteru tej znajomości ani możliwego motywu zbrodni.

Już od początku okoliczności odnalezienia ciała wskazywały na możliwość popełnienia przestępstwa o charakterze zabójstwa. W związku z tym dyrekcja policji kryminalnej w Heilbronn bardzo szybko powołała specjalną grupę śledczą „Stern”, liczącą około 50 funkcjonariuszy.

Zwłoki odkrył przypadkowy przechodzień

Ciało kobiety zostało odnalezione rano przez spacerowicza. Samochód znajdował się na polnej drodze w rejonie rolniczym pomiędzy dzielnicami Fürfeld i Bonfeld, należącymi do miasta Bad Rappenau.

Po zgłoszeniu na miejsce natychmiast skierowano policję kryminalną oraz techników zajmujących się zabezpieczaniem śladów. Funkcjonariusze odgrodzili szeroki obszar w pobliżu drogi krajowej L1107, aby umożliwić prowadzenie czynności śledczych.

Duża akcja służb w Bad Rappenau

Na miejscu przez wiele godzin trwały intensywne działania policji. Pomimo dużej operacji służb ruch drogowy w okolicy nie został zakłócony.

Śledztwo w sprawie okoliczności śmierci kobiety nadal trwa. Niemiecka policja nie przekazała dotąd dodatkowych informacji dotyczących przebiegu zdarzenia ani możliwego motywu działania podejrzanego.

źródło: bild.de

Niemcy: 17-letni Syryjczyk podejrzany o planowanie zamachu terrorystycznego. Prokuratura skierowała go na badania psychiatryczne

2

W Hamburgu zatrzymano 17-letniego Syryjczyka podejrzanego o przygotowywanie zamachu terrorystycznego. Niemieckie służby twierdzą, że nastolatek miał planować atak inspirowany tzw. Państwem Islamskim. Decyzją sądu trafił do aresztu tymczasowego, a prokuratura zleciła również przeprowadzenie badań psychiatrycznych.

Zatrzymanie przeprowadziły jednostki specjalne

Jak poinformowała Prokuratura Generalna, do zatrzymania doszło już w ubiegły czwartek. Akcję przeprowadzili funkcjonariusze jednostek specjalnych policji. Według śledczych wobec 17-latka istnieje podejrzenie przygotowywania poważnego aktu przemocy zagrażającego bezpieczeństwu państwa, czyli przestępstwa o charakterze terrorystycznym. Sąd w Hamburg zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego tymczasowego aresztu.

Śledczy znaleźli m.in. nóż i materiały łatwopalne

Podczas przeszukania u nastolatka zabezpieczono między innymi uniwersalny nawóz, płynną podpałkę do grilla, kominiarkę oraz nóż. Według informacji podawanych przez niemieckie media śledczy zakładają, że podejrzany chciał zaatakować osoby określane przez islamistów jako „niewierni”. Pojawiają się również informacje, że 17-latek miał inspirować się propagandą tzw. Państwa Islamskiego.

Prokuratura zleciła badania psychiatryczne

Równolegle z postępowaniem dotyczącym planowanego zamachu prokuratura nakazała przeprowadzenie badań psychiatrycznych podejrzanego. Jak podkreślono, ma to powiązanie także z innymi czynami, w związku z którymi prowadzone są wobec niego postępowania. Na obecnym etapie śledczy nie ujawniają jednak szczegółów dotyczących tych spraw.

W akcję zaangażowano niemieckie służby specjalne

Według ustaleń niemieckich mediów zatrzymanie było możliwe dzięki informacjom przekazanym przez kilka służb bezpieczeństwa, w tym Federalną Służbę Wywiadowczą (BND), Urząd Ochrony Konstytucji, Federalny Urząd Kryminalny (BKA) oraz Krajowy Urząd Kryminalny Hamburga. Sprawa została potraktowana przez niemieckie władze jako potencjalne zagrożenie terrorystyczne.

Minister spraw wewnętrznych zabrał głos

Do zatrzymania odniósł się również niemiecki minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt. – Podejrzany wyrażał zamiar przeprowadzenia zamachu terrorystycznego. Podczas przeszukania zabezpieczono przedmioty świadczące o przygotowaniach do ataku – powiedział polityk w rozmowie z „Münchner Merkur”. Dobrindt podkreślił również, że niemieckie służby bezpieczeństwa pozostają w stanie wysokiej gotowości. – Nadal istnieje wysokie abstrakcyjne zagrożenie, które dodatkowo wzrosło w związku z wojną w Iranie – zaznaczył minister.

źródło: bild.de

Szokujące nagrania z Niemiec. Nastolatkowie brutalnie pobili bezdomnego mężczyznę z niepełnosprawnością intelektualną

0

W niemieckim Torgau w Saksonii doszło do brutalnego ataku na 37-letniego bezdomnego mężczyznę z niepełnosprawnością intelektualną. Sprawa wywołała ogromne oburzenie po tym, jak nagrania z pobicia zaczęły krążyć w mediach społecznościowych. Na filmach widać grupę dzieci i nastolatków otaczających ofiarę, która błaga o litość, zanim zostaje przewrócona na ziemię i kopana. Śledztwo prowadzone jest przeciwko ośmiu osobom w wieku od 12 do 18 lat. Dwóch domniemanych głównych sprawców trafiło już do aresztu tymczasowego.

Brutalny atak w Torgau

Do zdarzenia doszło 27 kwietnia 2026 roku około godziny 20:15 na terenie LAGA w Torgau. Informację potwierdziła prokurator Vanessa Fink z prokuratury w Lipsku.

– Mogę potwierdzić, że doszło do fizycznego ataku na bezdomnego i niepełnosprawnego intelektualnie człowieka – przekazała niemieckim mediom.

Jak poinformowała prokuratura, wszczęto postępowanie w sprawie podejrzenia dokonania niebezpiecznego uszkodzenia ciała.

Sprawcy sami nagrali pobicie

Według ustaleń śledczych dowody w sprawie dostarczyli sami sprawcy. Nagrania, które trafiły do internetu, pokazują momenty brutalnego ataku. Na jednym z filmów ofiara błaga napastników o litość, zanim zostaje popchnięta na ziemię i kopana. Inne nagranie ma przedstawiać mężczyznę próbującego uciec przed prześladowcami jedynie w bieliźnie. Prokuratura potwierdziła, że całe zajście zostało utrwalone na kilku filmach.

Wśród podejrzanych dzieci i nastolatkowie

Śledztwo prowadzone jest przeciwko ośmiu podejrzanym w wieku od 12 do 18 lat. W grupie znajduje się również jedna dziewczyna. Według prokuratury wszyscy podejrzani są obywatelami Niemiec. Najmłodszy uczestnik zdarzenia ma zaledwie 12 lat. Śledczy podkreślają jednak, że obecnie nie ma dowodów wskazujących na istnienie zorganizowanego gangu lub stałej grupy przestępczej.

Dwóch głównych sprawców trafiło do aresztu

Mimo młodego wieku podejrzanych niemiecki wymiar sprawiedliwości zdecydował się na zastosowanie surowych środków. Wobec dwóch domniemanych głównych sprawców w wieku 14 i 17 lat sąd zastosował tymczasowy areszt. Obaj trafili do młodzieżowego zakładu karnego w Regis-Breitingen. Prokuratura poinformowała, że napastnicy ostatecznie sami przerwali atak.

Ofiara doznała licznych obrażeń

37-letni mężczyzna odniósł liczne obrażenia w wyniku pobicia. Trafił do szpitala, jednak według prokuratury został już wypisany i opuścił placówkę. Śledczy nadal próbują ustalić motyw brutalnego ataku.

= Zadaniem prowadzonego postępowania jest wyjaśnienie, co było przyczyną lub impulsem do napaści – przekazali przedstawiciele prokuratury.

Ze względu na wiek podejrzanych niemieckie organy ścigania odmawiają na razie udzielania informacji dotyczących ewentualnej wcześniejszej karalności uczestników zdarzenia lub podobnych incydentów z ich udziałem.

źródło: bild.de

Niemcy: „Zadźgaj go!”. Szokujące nagranie z telefonu pogrążyło młodych bandytów

2

Przed sądem krajowym w Dortmundzie ruszył proces członków tzw. „Knappi-Gang”, młodzieżowego gangu oskarżonego o brutalny atak na pięciu mężczyzn. Śledczy zarzucają siedmiu oskarżonym próbę zabójstwa oraz udział w wyjątkowo brutalnym pobiciu, które zostało nagrane telefonem komórkowym. To właśnie film, na którym napastnicy biją i kopią leżące na ziemi ofiary, miał doprowadzić śledczych do sprawców.

Brutalne sceny na nagraniu

Sprawa wywołała ogromne poruszenie w Niemczech ze względu na wyjątkowo brutalny charakter ataku. Na nagraniu widać grupę młodych mężczyzn, którzy kopią i biją leżące na ziemi ofiary, jednocześnie wzajemnie się dopingując i wykrzykując agresywne hasła.

Według niemieckich mediów członkowie gangu mieli nawet chwalić się nagraniem przemocy. Film zawiera również wulgarne komentarze i okrzyki podżegające do dalszego ataku.

Oskarżeni w wieku od 17 do 20 lat

Przed sądem stanęło siedmiu oskarżonych w wieku od 17 do 20 lat. Są to młodociani i młodzi dorośli posiadający obywatelstwo niemieckie, syryjskie, afgańskie oraz erytrejskie.

Większość z nich została doprowadzona do sądu w kajdankach. Tylko jeden z oskarżonych nie przebywa w areszcie tymczasowym, ponieważ odpowiada jedynie za pomoc przy napaści. To właśnie na jego telefonie śledczy znaleźli nagranie brutalnego ataku wraz z szokującymi okrzykami uczestników.

Atak na przystanku autobusowym

Do zdarzenia doszło w sierpniu ubiegłego roku na przystanku autobusowym w Dortmundzie. Według ustaleń prokuratury grupa napastników zaatakowała pięciu mężczyzn.

Za głównych sprawców śledczy uznają 20-letniego Faiza G. oraz 18-letniego Abdula-Kadira A., którzy mieli powalić ofiary na ziemię. Z kolei 17-letni Abolfazl A. miał użyć gazu pieprzowego, aby unieruchomić zaatakowanych.

Nagranie zawiera wyjątkowo brutalne komentarze. W pewnym momencie osoba filmująca miała krzyczeć: „Leży na ziemi, pie*** jego matkę, zadźgaj go!”. Według śledczych autorem nagrania może być 17-letni Diego F., który pojawił się w sądzie w towarzystwie matki.

„Ej, daj też mnie”. Napastnicy mieli wzajemnie się dopingować

Według aktu oskarżenia sprawcy działali w atmosferze wręcz euforycznej agresji. Napastnicy mieli zmieniać się podczas bicia ofiar i wzajemnie zachęcać do dalszej przemocy. Na nagraniu słychać między innymi okrzyk: „Ej, daj też mnie”, wypowiedziany przez jednego z uczestników ataku, podczas gdy inny skakał już rannemu mężczyźnie na plecy. Ciosy pięściami w twarz oraz kopnięcia w brzuch miały zakończyć się dopiero w momencie, gdy napastnicy usłyszeli syreny policyjne i zobaczyli światła radiowozów.

Policja rozbiła „Knappi-Gang”

Śledztwo trwało cztery miesiące. Następnie policja kryminalna przeprowadziła akcję zatrzymań członków „Knappi-Gang”. Nazwa grupy ma pochodzić od znajdującego się w pobliżu szpitala Knappschaftskrankenhaus. Część podejrzanych została zatrzymana nocą przez jednostkę specjalną SEK, która wyciągała młodych podejrzanych prosto z ich pokoi. Niektórzy oskarżeni odpowiadają również za inne przestępstwa. 19-letni Maxim W. usłyszał dodatkowo zarzuty rozboju oraz nielegalnego posiadania broni.

Kolejny członek gangu trafił do aresztu

Proces ma być kontynuowany w najbliższych tygodniach. W poniedziałek oskarżeni mają złożyć wyjaśnienia, natomiast pod koniec maja z członkami gangu twarzą w twarz spotkają się ofiary, które zostały wezwane do sądu jako świadkowie.

Sprawa może jednak jeszcze się rozszerzyć. Od ubiegłego tygodnia w areszcie tymczasowym przebywa również ósmy domniemany członek „Knappi-Gang”. Według niemieckich mediów miał zostać obciążony zeznaniami przez 19-letniego Maxima W., który na nagraniu ma być widoczny podczas wykonywania kopnięć w głowę i brzuch jednej z ofiar.

źródło: bild.de

Niemcy ogłaszają sukces w sprawie migracji. Krytycy: „Żaden z kluczowych problemów nie został rozwiązany”

3

Coraz ostrzejsza debata o migracji w Niemczech

W Niemczech ponownie narasta dyskusja wokół polityki migracyjnej i skutków wieloletniego napływu migrantów. Punktem wyjścia do kolejnej fali komentarzy stały się wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza, który w marcu, a następnie ponownie pod koniec kwietnia stwierdził, że problem migracji został w dużej mierze rozwiązany.

Autor analizowanego komentarza uważa jednak, że takie deklaracje nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Jego zdaniem spadek liczby nowych wniosków azylowych nie oznacza rozwiązania kryzysu migracyjnego, a jedynie chwilowe zmniejszenie presji wynikające głównie z sytuacji międzynarodowej.

Spadek liczby wniosków azylowych, ale migracja nadal trwa

Według tekstu kanclerz Friedrich Merz odnosił się przede wszystkim do mniejszej liczby osób ubiegających się o azyl w poprzednim roku. Autor podkreśla jednak, że miało to być związane głównie z zakończeniem wojny domowej w Syrii po upadku reżimu Baszara al-Asada.

Jednocześnie zaznacza, że mimo spadku liczby nowych wniosków azylowych do Niemiec w 2025 roku nadal przybyło około 280 tysięcy migrantów, wliczając w to łączenie rodzin. Według przytoczonych danych migracja netto z państw spoza Unii Europejskiej wyniosła 278 tysięcy osób. Oznacza to, że liczba wyjazdów była bardzo niska i zdecydowana większość migrantów pozostała w kraju.

Autor krytycznie ocenia również politykę deportacyjną niemieckiego rządu. Zwraca uwagę, że do głównych państw pochodzenia migrantów deportowano jedynie pojedyncze osoby lub niewielkie grupy. W przypadku Syrii i Afganistanu miały to być jedynie pojedyncze przypadki, a do Iraku – kilkaset osób.

Prawie połowa beneficjentów Bürgergeld to cudzoziemcy

Zdaniem autora same dane dotyczące liczby migrantów nie pokazują pełnej skali problemu. Znacznie ważniejsze mają być skutki społeczne i ekonomiczne. W tekście wskazano, że od 2015 do 2025 roku udział cudzoziemców pobierających Bürgergeld – niemieckie świadczenie socjalne dla osób bezrobotnych lub osiągających bardzo niskie dochody – miał się podwoić.

Według przytoczonych danych cudzoziemcy stanowią obecnie 47,6 procent wszystkich osób pobierających to świadczenie. Autor zaznacza jednocześnie, że statystyki te nie obejmują niemieckich obywateli posiadających pochodzenie migracyjne. Obecnie – według tekstu – prawie 1,8 miliona zdolnych do pracy cudzoziemców pobiera Bürgergeld. Podobna sytuacja nie występuje w żadnym innym kraju świata.

Niska aktywność zawodowa części migrantów

W komentarzu szczególną uwagę poświęcono również sytuacji uchodźców z Ukrainy. Według autora wskaźnik zatrudnienia Ukraińców w Niemczech wynosi 37,5 procent i ma być najniższy w Europie. Dla porównania w Polsce wskaźnik ten ma sięgać około 75 procent, a na Węgrzech 71 procent.

Autor wskazuje, że w wielu państwach Europy osoby pozostające bez pracy otrzymują znacznie mniejsze wsparcie socjalne niż w Niemczech. Według przytoczonych danych jedynie 17 procent ukraińskich uchodźców planuje powrót do ojczyzny po zakończeniu wojny, natomiast 59 procent chce zostać w Niemczech na stałe. Jeszcze niższa ma być gotowość do powrotu wśród Syryjczyków. Autor powołuje się na badanie UNHCR z 2025 roku, według którego jedynie około 3 procent syryjskich uchodźców planuje powrót do kraju w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. W jego ocenie przeczy to wcześniejszym deklaracjom Friedricha Merza dotyczącym potencjalnej skali powrotów migrantów.

Spór o przestępczość i statystyki policyjne

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych fragmentów tekstu jest kwestia przestępczości. Autor podkreśla, że udział cudzoziemców wśród podejrzanych o popełnienie przestępstw ma być wyraźnie wyższy niż ich udział w całkowitej liczbie mieszkańców Niemiec. Według przytoczonych danych w 2025 roku w Niemczech mieszkało 14,07 miliona cudzoziemców, co stanowiło około 16,9 procent populacji.

Cudzoziemcy byli rejestrowani jako podejrzani ponad dwukrotnie częściej niż obywatele Niemiec. Szczególnie wysoki wskaźnik miał dotyczyć osób pochodzących z państw Maghrebu, takich jak Algieria, Tunezja i Maroko. W tekście wskazano również na wysoki udział obywateli Syrii, Afganistanu i Iraku w statystykach dotyczących przestępstw z użyciem przemocy. Autor podkreśla, że jego zdaniem nie można mówić o poprawie sytuacji w zakresie bezpieczeństwa.

Rosnące obawy dotyczące radykalizacji

Ostatnia część tekstu dotyczy kwestii integracji oraz stosunku części młodych muzułmanów do niemieckiego systemu prawnego. Autor przywołuje niedawno opublikowane badanie, które wywołało szeroką debatę publiczną. Według cytowanych danych około 45 procent badanych muzułmanów miało wykazywać postawy określane jako „sprzyjające islamizmowi”.

Według relacji Berliner Zeitung 11,5 procent muzułmanów poniżej 40. roku życia miało prezentować „jawne postawy islamistyczne”, natomiast kolejne 33,6 procent – „ukryte lub latentne skłonności islamistyczne”.

Badanie miało obejmować między innymi takie poglądy jak:

  • przekonanie, że prawo religijne powinno stać ponad prawem państwowym,
  • poparcie dla religijnego modelu państwa,
  • negatywny stosunek do zachodnich społeczeństw i innych religii,
  • przekonanie, że jedynie islam może rozwiązać problemy społeczne.

Autor zwraca uwagę, że w porównaniu z podobnym badaniem z 2021 roku odsetek takich postaw miał wzrosnąć o około 10 punktów procentowych. Wiceprzewodniczący FDP Wolfgang Kubicki określił wyniki badania mianem „społecznej bomby zegarowej” i zaapelował o zdecydowane działania polityczne.

„Brakuje politycznej woli”

W końcowej części komentarza autor stwierdza, że deklaracje o rozwiązaniu problemu migracyjnego są przedwczesne i nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Jego zdaniem obecny rząd nie zamierza przeprowadzać głębokich reform w zakresie prawa azylowego oraz świadczeń socjalnych. Jako przykład skuteczniejszego podejścia wskazano Danię, która ograniczyła liczbę migrantów poprzez zaostrzenie przepisów i likwidację tzw. czynników przyciągających.

W opinii autora niemieckim partiom głównego nurtu brakuje politycznej determinacji do przeprowadzenia podobnych zmian. Krytycznie odnosi się on również do wpływu organizacji pozarządowych, mediów, Kościołów i organizacji społecznych na debatę migracyjną. Tekst kończy się pesymistyczną oceną przyszłości Niemiec i sugestią, że dalszy rozwój sytuacji zależeć będzie od ewentualnych zmian politycznych wymuszonych przez wyborców.

źródło: n-tv.de

Modlitwy przeciwko AfD w niemieckim kościele wywołały burzę

3

Kościoły w Niemczech od lat angażują się w debatę polityczną dotyczącą AfD, jednak najnowsza kampania katolickiego biskupstwa w Magdeburgu wywołała szczególnie ostrą reakcję części komentatorów i środowisk konserwatywnych. Powodem stała się akcja „Świadomie wybierać”, której celem jest mobilizacja wyborców przed wyborami krajowymi w Saksonii-Anhalt. Krytycy zarzucają Kościołowi otwarte opowiedzenie się przeciwko AfD oraz wykorzystywanie religii do walki politycznej.

Kościół mobilizuje przeciw AfD

Według krytyków niemieckie Kościoły coraz częściej funkcjonują jak organizacje polityczne związane z lewicą. Szczególne emocje budzi działalność katolickiego biskupstwa w Magdeburgu, które przed wyborami w Saksonii-Anhalt rozpoczęło kampanię pod hasłem „Bewusst wählen” („Świadomie wybierać”).

W ocenie przeciwników tej inicjatywy akcja ma w praktyce zniechęcać wiernych do głosowania na Alternatywę dla Niemiec (AfD). W tle znajduje się również polityczna sytuacja w regionie – według części komentatorów właśnie w Saksonii-Anhalt szanse na udział AfD we władzy są obecnie szczególnie wysokie.

Krytycy twierdzą, że niemieckie Kościoły obawiają się potencjalnych zmian, jakie mogłaby przynieść ewentualna współpraca rządowa z AfD, zwłaszcza w kwestiach dotyczących finansowania Kościołów poprzez podatek kościelny.

Kontrowersyjne „modlitwy przeciw prawicy”

Największe kontrowersje wzbudziła przygotowana przez biskupstwo „modlitwa na wybory krajowe”. Tekst został zaprezentowany przez koordynatora inicjatywy „Świadomie wybierać”, diakona Christopha Tekaatha.

Zdaniem krytyków modlitwa nie ma charakteru duchowego, lecz polityczny i została napisana językiem typowym dla lewicowego aktywizmu. Pojawiają się w niej odniesienia do „dialogu”, „solidarności”, odpowiedzialności społecznej czy sprzeciwu wobec „nienawiści i podżegania”.

W interpretacji przeciwników kampanii przekaz modlitwy sugeruje, że osoby głosujące na AfD kierują się strachem, gniewem lub emocjami, natomiast wyborcy innych partii mają działać odpowiedzialnie, rozsądnie i z „czystym sumieniem”.

Szczególnie mocno krytykowane jest używanie przez przedstawicieli Kościoła określenia „nienawiść i podżeganie” wyłącznie wobec AfD i środowisk prawicowych.

Ostra krytyka biskupa Gerharda Feige

Centralną postacią sporu stał się biskup Gerhard Feige, stojący na czele biskupstwa Magdeburg od ponad dwóch dekad. Krytycy oskarżają go o prowadzenie wyraźnie lewicowego kursu oraz angażowanie Kościoła w bieżącą walkę polityczną.

Według przytaczanych danych od czasu objęcia przez niego stanowiska liczba katolików w diecezji spadła o około jedną czwartą i obecnie wynosi niespełna 68 tysięcy wiernych.

Przeciwnicy zarzucają biskupowi, że bardziej koncentruje się na polityce i wspieraniu określonych środowisk ideologicznych niż na kwestiach duchowych i problemach wiernych.

Na stronie kampanii materiały o „walce z prawicą”

Dodatkowe kontrowersje wywołały materiały publikowane na stronie inicjatywy „Świadomie wybierać”. Znaleźć tam można m.in. treści dotyczące postępowania wobec AfD oraz innych organizacji określanych jako prawicowo-populistyczne lub ekstremistyczne.

Na stronie kampanii publikowane są również materiały oraz zapowiedzi wydarzeń organizowanych przez środowiska związane z niemieckimi Zielonymi. Jednym z przykładów jest wydarzenie Fundacji Heinricha Bölla pod hasłem: „Społeczeństwo obywatelskie pod presją: narzędzia prawne przeciw autorytarnym i prawicowym atakom

Pojawiają się również inicjatywy skierowane do młodzieży, dotyczące sposobów reagowania na prawicowy ekstremizm w pracy wychowawczej i duszpasterskiej.

Coraz więcej wiernych odchodzi z Kościoła

Krytycy działań biskupstwa podkreślają, że angażowanie Kościoła w spory polityczne może przyspieszać proces odchodzenia wiernych. Ich zdaniem wielu niemieckich katolików ma coraz większe poczucie, że Kościół przestaje pełnić funkcję duchową, a zaczyna działać jak uczestnik politycznego konfliktu.

Szczególnie mocno krytykowane jest wykorzystywanie formy modlitwy do promowania określonych postaw politycznych. Zdaniem przeciwników kampanii granica między działalnością duszpasterską a agitacją została przekroczona.

Spór wokół działań biskupstwa w Magdeburgu wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą roli Kościołów w niemieckiej polityce oraz ich stosunku do rosnącego poparcia dla AfD.

źródło: n-tv.de

73 godziny pracy w tygodniu?! Niemcy szykują rewolucję, która przeraża ekspertów

7

Rząd Friedricha Merza planuje zmiany w czasie pracy

W Niemczech trwa gorąca debata wokół planowanej reformy prawa pracy. Rząd kanclerza Friedricha Merza chce odejść od dotychczasowego modelu opartego na klasycznym ośmiogodzinnym dniu pracy i wprowadzić bardziej elastyczne zasady dotyczące czasu pracy. Federalna minister pracy Bärbel Bas zapowiedziała w Bundestagu, że projekt odpowiedniej ustawy ma zostać przedstawiony już w czerwcu. Zmiany mogą objąć miliony pracowników w całych Niemczech i już teraz wywołują bardzo silne reakcje związków zawodowych oraz ekspertów prawa pracy.

Obecne przepisy chronią pracowników przed zbyt długą pracą

Obowiązujące obecnie niemieckie prawo pracy przewiduje jasne ograniczenia dotyczące długości czasu pracy. Zgodnie z § 3 ustawy o czasie pracy standardowy dzień pracy nie może przekraczać ośmiu godzin. W wyjątkowych sytuacjach możliwe jest wydłużenie go do dziesięciu godzin, pod warunkiem że średni czas pracy w okresie sześciu miesięcy nie przekroczy ośmiu godzin dziennie. Dodatkowo obowiązuje tygodniowy limit wynoszący 48 godzin pracy.

To właśnie ten model ma zostać zmieniony. Zgodnie z zapisami umowy koalicyjnej CDU/CSU i SPD w przyszłości miałby obowiązywać wyłącznie tygodniowy limit czasu pracy, bez sztywnego ograniczenia liczby godzin w ciągu jednego dnia.

Eksperci wyliczają: nawet 73,5 godziny pracy tygodniowo

Plany reformy opierają się między innymi na unijnej dyrektywie dotyczącej czasu pracy oraz wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 2019 roku. Zgodnie z tym orzeczeniem państwa członkowskie Unii Europejskiej muszą zobowiązać pracodawców do systematycznego rejestrowania czasu pracy pracowników. Minister Bärbel Bas zapowiedziała, że równolegle z większą elastycznością mają zostać wprowadzone także przepisy dotyczące elektronicznego rejestrowania godzin pracy. – Nie może to prowadzić do wyzysku – zaznaczyła minister.

Krytycy reformy obawiają się jednak dokładnie takiego scenariusza. Prawnicy specjalizujący się w prawie pracy – dr Amélie Sutterer-Kipping oraz dr Laurens Brandt z Hugo-Sinzheimer-Institut działającego przy fundacji Hans-Böckler-Stiftung – przeanalizowali możliwe skutki nowych przepisów. Według ich wyliczeń po odliczeniu wymaganej jedenastogodzinnej przerwy na odpoczynek oraz 45 minut przerwy pracownik mógłby legalnie pracować nawet 12 godzin i 15 minut dziennie. Przy sześciodniowym tygodniu pracy – ponieważ unijne przepisy wymagają jedynie jednego dnia wolnego tygodniowo – dawałoby to maksymalnie 73,5 godziny pracy w tygodniu. Choć średni czas pracy w dłuższym okresie nadal musiałby mieścić się w granicy 48 godzin tygodniowo, pojedyncze tygodnie mogłyby oznaczać ogromne obciążenie dla pracowników.

Związki zawodowe alarmują

Plany rządu spotkały się z ostrą krytyką niemieckich związków zawodowych. Związek Verdi ostrzega, że nowe przepisy mogą otworzyć drogę do dni pracy trwających nawet 12 lub 13 godzin, jeśli tylko średnia tygodniowa zostanie zachowana. Szefowa Niemieckiej Konfederacji Związków Zawodowych (DGB) Yasmin Fahimi w rozmowie z „Süddeutsche Zeitung” wyraziła zdecydowany sprzeciw wobec reformy.

– Mogę tylko odradzać takie rozwiązanie. Pracownicy mogliby zostać zmuszeni do pracy przez wiele godzin jednego dnia i praktycznie nie mieliby możliwości sprzeciwienia się poleceniu pracy trwającej nawet 13 godzin – ostrzegła.

Przedstawiciele DGB podkreślają również, że obecne przepisy powstały przede wszystkim w celu ochrony zdrowia pracowników. Zdaniem związkowców zbyt długie godziny pracy oraz brak wpływu na organizację czasu pracy prowadzą do problemów zdrowotnych, które obciążają zarówno gospodarkę, jak i system ochrony zdrowia.

Szczególnie zagrożone niektóre branże

Największe obawy dotyczą sektorów, w których już dziś występują niedobory pracowników, wysoka intensywność pracy i system zmianowy. Guido Zeitler, przewodniczący związku zawodowego NGG reprezentującego pracowników branży spożywczej, gastronomicznej i hotelarskiej, ostrzegł, że reforma może szczególnie mocno uderzyć między innymi w pracowników piekarni, przemysłu cukierniczego i gastronomii. – W branżach, w których praca zmianowa, braki kadrowe i ogromne obciążenie są już codziennością, wydłużenie czasu pracy byłoby katalizatorem problemów zdrowotnych i dalszego odpływu pracowników – ocenił.

Naukowcy ostrzegają przed skutkami zdrowotnymi

Obawy związków zawodowych znajdują potwierdzenie również w analizach naukowych. Federalny Instytut Bezpieczeństwa i Higieny Pracy (BAuA) już wcześniej ostrzegał przed skutkami zbyt długiego czasu pracy. W opublikowanym we wrześniu 2023 roku raporcie instytut podkreślił, że praca przekraczająca 40 godzin tygodniowo wiąże się z wysokim ryzykiem dla zdrowia i samopoczucia pracowników.

Wśród możliwych skutków wymieniono:

  • bóle i chroniczne zmęczenie,
  • spadek dobrostanu psychicznego,
  • choroby układu krążenia,
  • zaburzenia metaboliczne,
  • problemy psychiczne.

Eksperci zwracają również uwagę na spadek koncentracji i wydajności przy bardzo długim czasie pracy, co zwiększa ryzyko błędów, wypadków przy pracy oraz wypadków podczas dojazdów.

Gorąca debata przed przedstawieniem projektu ustawy

Projekt reformy ma zostać przedstawiony już w czerwcu, dlatego w Niemczech trwa intensywna debata o granicach elastyczności pracy i ochronie pracowników. Zwolennicy zmian argumentują, że bardziej elastyczne przepisy lepiej odpowiadają współczesnemu rynkowi pracy i oczekiwaniom części firm oraz pracowników. Krytycy ostrzegają jednak, że w praktyce może to oznaczać znaczące wydłużenie czasu pracy i większą presję na zatrudnionych – szczególnie w zawodach, które już dziś należą do najbardziej obciążających.

źródło: fr.de

Niemcy znów apelują o oszczędzanie gazu. Szef Bundesnetzagentur ostrzega przed wzrostem cen i problemami z dostawami

1

Niemcy wracają do tematu oszczędzania energii

W Niemczech ponownie pojawiły się apele o ostrożniejsze korzystanie z gazu. Szef Bundesnetzagentur, czyli niemieckiej Federalnej Agencji Sieci, Klaus Müller, wezwał obywateli do bardziej oszczędnego zużycia surowca i ostrzegł przed możliwymi podwyżkami cen energii.

Powodem obaw są między innymi napięcia związane z wojną z udziałem Iranu oraz sytuacja na światowych rynkach energii. Müller podkreślił w rozmowie z Redaktionsnetzwerk Deutschland, że gaz pozostaje „cennym dobrem”, dlatego rozsądne gospodarowanie nim jest nadal ważne.

„Gaz to cenne dobro”

Jak zaznaczył Klaus Müller, wielu prywatnych odbiorców jest obecnie częściowo chronionych przed gwałtownymi podwyżkami dzięki obowiązującym jeszcze umowom z gwarancją cenową. – Na szczęście obecna sytuacja nie jest porównywalna z tą sprzed pięciu lat – powiedział szef Bundesnetzagentur.

Przypomniał w ten sposób kryzys energetyczny po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, kiedy ceny gazu gwałtownie wzrosły w całej Europie. Jeszcze jesienią Müller ostrzegał nawet przed „energetycznymi cenami grozy”. Choć obecna sytuacja nie jest tak dramatyczna jak w 2022 roku, to nadal uważa on gaz za surowiec wymagający ostrożnego gospodarowania. – Ostrożne obchodzenie się z gazem nie jest niczym niewłaściwym – podkreślił w wywiadzie.

Historycznie niski poziom zapełnienia magazynów gazu

W artykule zwrócono uwagę, że zimą niemieckie magazyny gazu były wypełnione wyjątkowo słabo. Według danych inicjatywy Energie Speichern poziom zapełnienia magazynów gazu ziemnego wynosił w lutym jedynie około 25,5 procent. Był to historycznie najniższy poziom dla 10 lutego. Dla porównania rok wcześniej, 10 lutego 2025 roku, magazyny były zapełnione w 48,7 procentach. Typowe poziomy dla tego okresu zwykle przekraczają 40 procent. Mimo to niemiecki rząd nie widział wówczas powodów do interwencji.

Rząd zapewniał, że dostawy są bezpieczne

Ministerstwo Gospodarki Niemiec zapewniało wcześniej, że sytuacja pozostaje stabilna. W odpowiedzi na pytania mediów resort przekazał, że „dostawy gazu są bezpieczne”, a bezpieczeństwo energetyczne Europy nie jest zagrożone. Rząd podkreślał również, że posiada instrumenty umożliwiające ewentualną szybką interwencję, jednak – według władz – nie było potrzeby ich wykorzystania zimą 2025/2026. Jak zaznaczono, przekazanie procesu uzupełniania magazynów mechanizmom rynkowym miało zakończyć się sukcesem.

Nowe przepisy UE mogą jeszcze bardziej podnieść ceny

Dodatkowe obawy budzą również planowane regulacje Unii Europejskiej dotyczące emisji metanu. Od 2027 roku państwa UE będą mogły importować gaz ziemny i węgiel wyłącznie z krajów spełniających europejskie standardy dotyczące dokumentowania emisji metanu oraz działań ograniczających jego uwalnianie.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Producentów Ropy i Gazu (IOGP) ostrzega jednak, że nowe przepisy mogą doprowadzić do poważnego ograniczenia podaży surowców energetycznych. Według organizacji import gazu mógłby spaść nawet o 43 procent, a import ropy naftowej aż o 87 procent.

Surowe zasady dotyczące emisji metanu

Unijne przepisy nie określają konkretnego procentowego celu redukcji emisji metanu. Zamiast tego wprowadzają szczegółowe wymogi techniczne. Zasadniczo zakazane ma być wypuszczanie i spalanie metanu przy instalacjach gazowych, z wyjątkiem szczególnych sytuacji awaryjnych. Firmy będą musiały regularnie kontrolować instalacje pod kątem wycieków i usuwać wszelkie wykryte nieszczelności. Unia Europejska uzasadnia nowe regulacje tym, że metan jest drugim najbardziej szkodliwym gazem cieplarnianym po dwutlenku węgla.

Tylko niewielka część światowej produkcji spełnia wymagania UE

Według raportu opublikowanego przez IOGP w marcu jedynie około 7 procent światowej produkcji ropy i gazu spełnia obecnie wymogi przewidziane przez Unię Europejską. Organizacja podkreśla, że żadne państwo nie posiada jeszcze w pełni uznawanego przez UE systemu standardów dotyczących emisji metanu. Komisja Europejska ma dopiero przygotować listę krajów, których procedury będą uznawane za zgodne z unijnymi wymogami. Lista ta nie została jednak jeszcze opublikowana.

Obawy o przyszłe ceny energii w Niemczech

Wypowiedzi Klausa Müllera oraz planowane unijne regulacje ponownie wywołały w Niemczech debatę na temat bezpieczeństwa energetycznego i przyszłych kosztów ogrzewania. Choć sytuacja nie przypomina jeszcze kryzysu z 2022 roku, coraz częściej pojawiają się ostrzeżenia, że ceny gazu mogą ponownie wzrosnąć, szczególnie po wygaśnięciu obecnych gwarancji cenowych dla gospodarstw domowych. Dla wielu Niemców oznacza to powrót obaw związanych z rachunkami za energię oraz pytania o to, czy Europa będzie w stanie utrzymać stabilne dostawy surowców w kolejnych latach.

źródło: bild.de

Niemiec został oszukany przez oszustkę matrymonialną na Tinderze na ponad 50 000 euro

1

„Pomyślałem: jak można być tak głupim?”

41-letni Christian L. z powiatu Groß-Gerau w Hesji uwierzył, że w internecie poznał kobietę swoich marzeń. Rozmawiali o wspólnej przyszłości, ślubie, dzieciach i własnym domu. Wszystko okazało się jednak starannie przygotowanym oszustwem. Mężczyzna padł ofiarą tzw. love scam, czyli oszustwa romantycznego polegającego na budowaniu internetowej relacji w celu wyłudzenia pieniędzy. W rozmowie z niemieckim „Bildem” postanowił opowiedzieć swoją historię, aby ostrzec innych.

– Nawet jeśli dzięki temu uda się uchronić choć jedną osobę przed podobnym losem, to warto o tym mówić – podkreśla. Dziś 41-latek został z długiem wynoszącym 52 tysiące euro i przyznaje, że przez wiele miesięcy nie mógł uwierzyć, jak łatwo dał się zmanipulować.

Znajomość zaczęła się na Tinderze

Historia rozpoczęła się na początku 2025 roku na popularnej aplikacji randkowej Tinder. Christian poznał tam kobietę przedstawiającą się jako Salome – rzekomo 30-letnią Australijkę o azjatyckich korzeniach. Według profilu pracowała w sektorze finansowym i szukała przyjaźni oraz poważnego związku.

– Profil nie wzbudzał żadnych podejrzeń. Bardzo szybko złapaliśmy kontakt i przenieśliśmy rozmowę na WhatsAppa – opowiada mężczyzna. Kobieta miała opowiadać także o trudnych doświadczeniach życiowych i osobistych problemach, co dodatkowo budowało emocjonalną więź.

Codzienne rozmowy i stopniowe zdobywanie zaufania

Z czasem kontakt między nimi stał się bardzo intensywny. Christian i Salome pisali do siebie codziennie po dwie-trzy godziny. Po pół roku wymienili już kilka tysięcy wiadomości. 41-latek twierdzi, że początkowo zachowywał ostrożność, ponieważ wcześniej spotykał się już z próbami oszustw internetowych.

– Sprawdzałem jej zdjęcia pod kątem fałszywek generowanych przez sztuczną inteligencję. Porównywałem fotografie. Kiedy w Australii była noc, ona rzeczywiście nie odpisywała. Nie była nachalna, nie plątała się w swoich historiach i stopniowo zdobywała moje zaufanie – mówi. Według niego właśnie cierpliwość i pozorna wiarygodność sprawiły, że uwierzył w autentyczność relacji.

Najpierw mały zysk, później coraz większe inwestycje

Po około dwóch miesiącach znajomości Salome po raz pierwszy poruszyła temat pieniędzy i inwestycji. Christian początkowo podchodził do tego sceptycznie, jednak zgodził się na niewielką próbę inwestycji w kryptowaluty. – Zainwestowałem 100 euro i dostałem z powrotem 130 euro – wspomina. Dla niego był to dowód, że kobieta mówi prawdę i można jej zaufać. Dziś uważa jednak, że cała platforma inwestycyjna była fałszywa, a pieniądze zostały mu wypłacone przez samych oszustów wyłącznie po to, by wzbudzić zaufanie i zachęcić do dalszych wpłat.

Następnie Salome zaczęła opowiadać o nowej, bardzo perspektywicznej kryptowalucie. -Zainwestowałem swoje oszczędności – około tysiąca euro – relacjonuje. To jednak nie był koniec. Mężczyzna zaczął zaciągać kredyty na kolejne inwestycje. Łącznie pożyczył dziesiątki tysięcy euro.

Po przelewach kontakt nagle się urwał

Christian twierdzi, że wszystkie decyzje podejmował w przekonaniu, że inwestuje w ich wspólną przyszłość. Po przelaniu pieniędzy sytuacja nagle się jednak zmieniła. Rozmowy o ślubie, dzieciach i wspólnym domu zniknęły. Salome zaczęła odpisywać coraz rzadziej, aż w końcu całkowicie zerwała kontakt. – Nie mogłem już także wejść na stronę z kryptowalutami. Dopiero wtedy zrozumiałem, że padłem ofiarą oszustwa romantycznego – mówi. Mężczyzna przyznaje, że towarzyszył temu ogromny wstyd. – Pomyślałem sobie: jak można być tak głupim? – dodaje.

„To może spotkać każdego”

Dziś Christian L. zmaga się z bardzo trudną sytuacją finansową. – Kompletnie zrujnowałem swoją sytuację materialną – przyznaje. Jak wylicza, przez najbliższe siedem lat będzie spłacał 52 tysiące euro długu. W tej kwocie znajdują się również odsetki oraz koszty zabezpieczenia kredytów. Oprócz problemów finansowych mężczyzna zmaga się także z konsekwencjami psychicznymi całej sytuacji. Nieustannie zadaje sobie pytania, dlaczego uwierzył w wielką miłość i jak mógł dać się oszukać. Dziś chce przede wszystkim ostrzegać innych. – To stereotyp, że takie rzeczy przydarzają się wyłącznie naiwnym albo głupim ludziom. To może spotkać każdego – podkreśla.

Śledztwo umorzono

Christian zgłosił sprawę policji i złożył zawiadomienie przeciwko nieznanym sprawcom. Postępowanie prowadziła prokuratura w Darmstadt, jednak zostało ono umorzone. Jak poinformowano, śledczy nie byli w stanie ustalić tożsamości sprawców oszustwa.

Historia 41-latka jest kolejnym przykładem rosnącego problemu internetowych oszustw romantycznych, w których przestępcy miesiącami budują emocjonalne relacje z ofiarami tylko po to, by wyłudzić od nich pieniądze.

źródło: bild.de

Niemcy budują pierwszy muzułmański cmentarz w kraju. Powstanie obok nekropolii żydowskiej i chrześcijańskiej

2

Wuppertal wydał pozwolenie na budowę wyjątkowego projektu

W niemieckim Wuppertalu powstanie pierwszy w kraju cmentarz muzułmański prowadzony przez społeczności islamskie. Po latach przygotowań i licznych problemach projekt otrzymał oficjalne pozwolenie na budowę. Nowa nekropolia powstanie w dzielnicy Varresbeck przy ulicy Krummacher Straße, bezpośrednio obok istniejących już cmentarzy żydowskiego i chrześcijańskiego.

Uroczyste przekazanie pozwolenia odbyło się w ratuszu w dzielnicy Barmen. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele władz miasta oraz członkowie stowarzyszenia Muslimische Friedhöfe Wuppertal, zrzeszającego kilka muzułmańskich wspólnot z miasta. Według władz Wuppertal projekt ma wyjątkowy charakter nie tylko ze względu na swoją funkcję, ale także symbolikę sąsiedztwa trzech religii.

„To dla nas wyjątkowy dzień”

Przedstawiciele stowarzyszenia nie kryli wzruszenia po otrzymaniu zgody na realizację inwestycji. – To dla nas naprawdę wyjątkowy dzień. Wytrwałość się opłaciła – powiedział Samir Bouaissa, przewodniczący stowarzyszenia Muslimische Friedhöfe Wuppertal. Z kolei Mohamed Abodahab z zarządu organizacji podkreślił ogromną ulgę po zakończeniu wieloletnich starań. – Kamień spadł mi z serca. To ogromny kamień milowy dla całego projektu – zaznaczył.

Jak przyznali przedstawiciele stowarzyszenia, od momentu pojawienia się pierwszego pomysłu w 2008 roku projekt przechodził przez wiele trudnych etapów. – Wielokrotnie musieliśmy się nawzajem pocieszać – mówił Bouaissa. Mimo licznych przeszkód organizatorzy konsekwentnie kontynuowali działania, aby stworzyć pierwszy w Niemczech cmentarz prowadzony przez muzułmańskie wspólnoty religijne.

Kluczowa była zmiana prawa w Nadrenii Północnej-Westfalii

Jedną z największych przeszkód okazały się przepisy prawne. Wcześniej muzułmańskie stowarzyszenia nie mogły formalnie prowadzić cmentarzy. Do zmiany prawa doprowadzono między innymi dzięki zaangażowaniu ówczesnego burmistrza Wuppertal Petera Junga. W 2014 roku zmieniono ustawę pogrzebową obowiązującą w Nadrenii Północnej-Westfalii, co umożliwiło tworzenie takich miejsc przez organizacje muzułmańskie.

Rok później oficjalnie powstało stowarzyszenie odpowiedzialne za projekt. Następnie rozpoczęły się poszukiwania odpowiedniego terenu. W 2020 roku podpisano umowę kupna działki z Kościołem ewangelickim. Cały teren został pierwotnie przeznaczony pod cmentarz już w 1902 roku. Kościół nie wykorzystał jednak całej powierzchni na potrzeby nekropolii chrześcijańskiej. Część obszaru przekazano wcześniej społeczności żydowskiej, która otworzyła tam swój cmentarz w 2008 roku. Pozostała część działki stanie się teraz cmentarzem muzułmańskim.

Powódź i zapadlisko niemal zatrzymały inwestycję

Realizacja projektu została poważnie zagrożona po katastrofalnej powodzi stulecia w 2021 roku. Przez teren przepływa niewielki strumień, który podczas ulewnych deszczy gwałtownie wezbrał. Doszło również do powstania zapadliska ziemi. Samir Bouaissa określił tamtą sytuację mianem „supergau”, czyli katastrofy najgorszego możliwego scenariusza. Po powodzi wszystkie prace planistyczne zostały wstrzymane. Konieczne było dokładne zbadanie źródła problemu i ustalenie, jak zapobiec podobnym zniszczeniom w przyszłości.

Teren badali również speleolodzy

Miasto oraz organizatorzy projektu współpracowali przy analizach z Wupperverbandem, czyli regionalnym związkiem zajmującym się gospodarką wodną. Badano między innymi podziemne pustki i jaskinie powstałe pod terenem przyszłego cmentarza. Do prac zaangażowano nawet speleologa.

Ostatecznie ustalono, że część obszaru nie może zostać wykorzystana pod groby, jednak inne fragmenty uznano za bezpieczne. Niektóre podziemne przestrzenie mają dodatkowo pełnić funkcję naturalnych zbiorników retencyjnych dla nadmiaru wody.

Na końcu działki zaplanowano także specjalne zagłębienie retencyjne. Kolejne miesiące zajęły ekspertyzy dotyczące ochrony gatunków oraz badań gruntu. Dopiero w 2025 roku możliwe było formalne złożenie wniosku budowlanego. Teraz inwestycja otrzymała ostateczną zgodę.

Władze: to coś więcej niż zwykła decyzja administracyjna

Nadburmistrz Wuppertal Miriam Scherff podkreśliła podczas uroczystości, że wydanie pozwolenia ma wymiar symboliczny. – To coś więcej niż zwykła decyzja administracyjna – powiedziała. Według niej nowy cmentarz stanowi „kolejny element procesu zakorzeniania się ludzi” w mieście. Samir Bouaissa zwrócił uwagę na znaczenie takich miejsc dla muzułmańskich mieszkańców Niemiec. – Ojczyzna jest tam, gdzie pochowani są przodkowie – podkreślił.

Jak poinformowano, w przeprowadzonych ankietach wielu muzułmanów wyrażało potrzebę stworzenia miejsca umożliwiającego pochówki zgodne z islamską tradycją. Annette Berg, odpowiedzialna w mieście za integrację, stwierdziła natomiast, że Wuppertal wysyła w ten sposób sygnał, iż jest „domem dla wielu ludzi”.

Cmentarz ma przypominać park

Planowany teren ma około 20 tysięcy metrów kwadratowych i znajduje się pomiędzy cmentarzem żydowskim a zabudowaniami przy Krummacher Straße i Bodelschwinghweg. Obecnie jest to zaniedbany teren porośnięty wysoką trawą, krzewami i jeżynami. Docelowo obszar zostanie przekształcony w tarasowy cmentarz z miejscem dla około tysiąca grobów.

Za projekt zagospodarowania odpowiada architekt krajobrazu Erdem Duman. – Cmentarz ma mieć charakter parku – wyjaśnił. Jak podkreślił, większość istniejących drzew zostanie zachowana, a dodatkowo posadzone zostaną nowe pojedyncze drzewa ozdobne. Od strony zabudowań mieszkalnych przewidziano żywopłot oraz szybko rosnące drzewa mające oddzielać teren nekropolii od domów. Projekt uwzględnia również pomysły studentów oraz sugestie mieszkańców zgłaszane podczas konsultacji społecznych. Groby będą zgodne z tradycją muzułmańską – przewidziano jedynie proste nagrobki, a reszta przestrzeni pozostanie częścią zielonego krajobrazu.

Powstanie także „plac spotkań” trzech religii

Przy wejściu na teren nekropolii planowany jest specjalny „plac spotkań”, z którego będzie można dostać się na wszystkie trzy sąsiadujące cmentarze: muzułmański, żydowski i chrześcijański. W tym miejscu mają pojawić się również informacje dotyczące zwyczajów pogrzebowych wszystkich trzech religii. Miasto zamierza ubiegać się o dofinansowanie tego projektu ze środków NRW-Heimatmuseum.

Pierwsze pochówki możliwe w 2027 roku

Obecne pozwolenie obejmuje pierwszy etap inwestycji o powierzchni około 15 tysięcy metrów kwadratowych. Pierwsze wbicie łopaty planowane jest na wrzesień tego roku. Jeżeli prace przebiegną zgodnie z planem, pierwsze pochówki mogłyby odbyć się już wiosną 2027 roku. Równolegle rozpoczną się przygotowania do drugiego etapu inwestycji obejmującego dodatkowe 5 tysięcy metrów kwadratowych oraz budowę „placu spotkań”.

źródło: wz.de