Nawet najwierniejsi zwolennicy Merza widzą w nim dziś tylko klona Merkel

2

Półtora roku po wyborach do Bundestagu Friedrich Merz stracił kredyt zaufania nawet u wieloletnich zwolenników. Dopiero po chaotycznych zmianach personalnych i kontrowersjach wokół reformy podatkowej część z nich zaczyna dostrzegać, że Merz przez lata był przede wszystkim „ogromną powierzchnią projekcyjną” dla nadziei i oczekiwań konserwatywnej części CDU.

Dla wielu obserwatorów już po wyborach parlamentarnych w lutym 2025 roku było jasne, że Friedrich Merz nie będzie politycznym wybawcą, za jakiego – szczególnie w późnych latach rządów Angeli Merkel – przedstawiali go jego zwolennicy. Wkrótce po wyborach Merz porozumiał się z SPD w sprawie szeroko zakrojonego pakietu zadłużenia, o którym w takiej formie podczas kampanii wyborczej nie było mowy. Konieczna do jego wprowadzenia zmiana konstytucji została przegłosowana jeszcze przez stary Bundestag. Dla wielu był to bezprecedensowy przypadek utraty zaufania.

Wieloletni zwolennicy Merza są coraz bardziej rozczarowani

Około półtora roku później także wieloletni sympatycy Merza wydają się całkowicie rozczarowani polityczną codziennością jego rządów. Szczególnie krytyczne głosy dobiegają z Badenii-Wirtembergii. Przez lata domagano się tam bardziej konserwatywnego kursu i przedstawiano Merza jako nadzieję na zakończenie lewicowego zwrotu, który – zdaniem części działaczy – nastąpił za Angeli Merkel, a następnie jej następców, Annegret Kramp-Karrenbauer i Armina Lascheta.

Jednym z rozczarowanych jest Wolfgang Reinhart, były przewodniczący frakcji CDU w landtagu Badenii-Wirtembergii. W rozmowie z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) przyznał, że jest Merzem „bezlitośnie rozczarowany”.

„Nie dotrzymał swoich obietnic – ani pod względem wyników, ani programowym, ani jeśli chodzi o jego osobowość” – ocenił Reinhart. Jak wspomina, kiedy Merz ubiegał się o przywództwo partii, jego zwolennicy „trzykrotnie walczyli jak lwy”, aby go poprzeć. Oczekiwany efekt miał jednak całkowicie się rozpłynąć.

W CDU zmieniło się nastawienie do Merza

W części CDU wypowiedzi Reinharta spotykają się z niechęcią. Niektórzy sugerują, że były polityk próbuje jedynie zwrócić na siebie uwagę. Mimo to – jak wynika z przedstawionych opinii – trudno podważyć sedno jego krytyki.

O tym, jak bardzo zmieniły się nastroje, mówił FAZ doświadczony działacz CDU z Badenii-Wirtembergii. Według niego osiem lat temu około 75 proc. członków partii w tym landzie popierało Merza. Dziś proporcje miały się niemal całkowicie odwrócić.

Jeden z przedstawicieli Junge Union (JU), młodzieżówki CDU/CSU, wysuwa z tego powodu przypuszczenie, że przez wszystkie lata, gdy wiązano z Merzem duże nadzieje, był on dla wielu przede wszystkim „ogromną powierzchnią projekcyjną”. Podobne określenie mają powtarzać w rozmowach także inni rozczarowani politycy Unii.

Nastroje w Junge Union, która przez długi czas stała za Merzem niemal murem, zaczęły zmieniać się już w ubiegłym roku podczas sporu o reformę emerytalną. Teraz niezadowolenie coraz wyraźniej pojawia się również w szeregach samej CDU. Szczególnie duże niezrozumienie wywołała seria zmian personalnych przed przerwą wakacyjną w Bundestagu. Dla wieloletnich zwolenników Merza stała się ona kolejnym dowodem na to, że kanclerz nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań.

Chaotyczne zmiany personalne pogłębiły kryzys zaufania

Punktem wyjścia całej roszady była rezygnacja przewodniczącego frakcji CDU/CSU w Bundestagu Jensa Spahna, który znalazł się pod presją w związku z tym, że wraz z mężem został ojcem dziecka urodzonego przez surogatkę.

Zwolnienie miejsca na stanowisku szefa frakcji uruchomiło kolejne zmiany personalne w klubie parlamentarnym, rządzie i partii. Dla osób z zewnątrz część tych decyzji była trudna do zrozumienia zarówno pod względem merytorycznym, jak i politycznym, a niektóre spotkały się z wyraźnym sprzeciwem.

Przykładem jest były sekretarz generalny CDU Carsten Linnemann, którego Merz – wbrew jego widocznej woli – powołał na stanowisko ministra zdrowia. Jeszcze bardziej chaotycznie miała wyglądać sytuacja wokół dymisji ministra transportu Patricka Schniedera. Jego następcą miał zostać polityk zajmujący się finansami, Fritz Güntzler. Sam Güntzler nie uważał się jednak za odpowiednią osobę do objęcia tego stanowiska. Początkowo się zgodził, ale w krótkim czasie wycofał swoją kandydaturę.

Reinhart określił te zmiany w rozmowie z FAZ jako „wymuszoną roszadę” i „żart”, wskazując, że część decyzji została jego zdaniem źle uzasadniona.

CDU traci cierpliwość do kanclerza

Niezadowolenie wyraził również premier Nadrenii-Palatynatu i przewodniczący tamtejszej CDU Gordon Schnieder. Polityk skrytykował Merza za sposób, w jaki potraktowano jego brata Patricka. Frakcja CDU w landtagu odwołała nawet zaplanowane spotkanie z kanclerzem.

W piśmie skierowanym do Merza wyjaśniono, że obecnie brakuje „minimum wzajemnego zaufania i szacunku”, które pozwalałoby na osobistą wymianę zdań.

Również w sprawie Jensa Spahna Merz miał – zdaniem krytyków – wykazać się niewielką wrażliwością na oczekiwania własnego elektoratu. Skala krytyki wobec Spahna, który decydując się na skorzystanie z surogacji w USA, postąpił wbrew zasadniczemu stanowisku swojej partii, miała wyraźnie zaskoczyć kanclerza i postawić go w trudnej sytuacji.

To właśnie tego rodzaju wydarzenia wzmacniają przekonanie części konserwatywnych wyborców, że Merz przez lata był przede wszystkim ekranem, na który rzutowano własne oczekiwania – a rzeczywistość jego rządów przyniosła rozczarowanie.

Reforma podatkowa kolejnym źródłem rozczarowania

Szczególnie wyraźna ma być różnica między obietnicami a rzeczywistością w przypadku planowanej reformy podatkowej. Merz obejmował władzę, obiecując odciążenie klasy średniej i pobudzenie gospodarki. Tymczasem projekt przedstawiony przez koalicję ma w praktyce prowadzić do większych obciążeń.

Jednym z powodów jest planowane zawieszenie – po raz pierwszy od 2015 roku – mechanizmu wyrównywania skutków tzw. zimnej progresji podatkowej. W efekcie nawet ograniczone ulgi podatkowe mają zostać w dużej mierze zniwelowane. Dodatkowym obciążeniem są wyższe składki na ubezpieczenia społeczne.

Także w tej kwestii w CDU narasta sprzeciw. Deputowana Bundestagu Melanie Bernstein określiła jako „słaby wynik” sytuację, w której podatek dochodowy nie uwzględnia nawet inflacji. Jej partyjny kolega Yannick Bury domaga się natomiast całkowitego zniesienia skutków zimnej progresji. Jego zdaniem przy obecnych planach „obciążenie podatkowe wzrośnie”.

CDU i SPD mają odmienne cele

Podstawowy problem CDU ma wynikać jednak z różnic w celach politycznych między chadekami a SPD. Socjaldemokraci pozostają partnerem koalicyjnym, którego udział w rządzie nie jest na razie poważnie kwestionowany. Dotychczasowa praca rządu potwierdziła natomiast przewidywane wcześniej rozbieżności.

O wspólnej, spójnej agendzie reform trudno więc mówić. Czy wśród członków CDU w najbliższym czasie rozpadną się również ostatnie złudzenia dotyczące obecnej koalicji i przywództwa Merza, pozostaje jednak otwarte.

Coraz więcej wskazuje natomiast na to, że Friedrich Merz może nie być politykiem zdolnym do skutecznego zmuszenia koalicyjnego partnera do ustępstw. Dla części jego dawnych zwolenników szczególnie gorzkie może być odkrycie, że oczekiwania wobec Merza były znacznie większe niż to, co jest on w stanie rzeczywiście zaoferować. Możliwe, że część gniewu, który dziś kieruje się przeciwko kanclerzowi we własnej partii, jest jednocześnie gniewem na własną wcześniejszą naiwność.

źródło: apollo-news.net

53-letnia Niemka poślubiła 23-latka z Gambii. Rodzina się od niej odwróciła

1

Miłość Susanne i Lamina dzieli ogromna różnica wieku. 53-letnia Niemka jest żoną 23-letniego mężczyzny z Gambii. Jak zdradza w programie „Amore unter Palmen”, za swoją decyzję zapłaciła jednak wysoką cenę.

Susanne z Moers ma 53 lata, a jej mąż Lamin zaledwie 23. Para poznała się początkowo za pośrednictwem rozmów na czacie i wideorozmów. Kiedy Niemka zdecydowała się odwiedzić go w Gambii, ich znajomość przerodziła się w związek.

Już podczas drugiego spotkania para zdecydowała się na ślub. „Poznałam kogoś, z kim jestem teraz po ślubie” – opowiada Susanne w programie telewizji SAT.1 „Amore unter Palmen”.

Dla byłej doradczyni finansowej związek jest ważnym nowym początkiem. Po rozstaniu i rozwodzie Susanne dwukrotnie doświadczyła wypalenia zawodowego. Obecnie pracuje jako coach i wspiera osoby znajdujące się w kryzysowych sytuacjach.

Rodzina nie zaakceptowała związku Susanne

Podczas gdy Susanne cieszy się nowym życiem uczuciowym, jej decyzja spotkała się z odrzuceniem ze strony rodziny. 53-latka ma dwie dorosłe córki i otwarcie mówi o konsekwencjach swojego związku.

„Moja rodzina nie zareagowała na to szczególnie dobrze. Zostałam wykluczona i teraz przeżywam swoje życie bez mojej rodziny” – mówi kobieta.

Codzienność pary nadal wiąże się również z dużą odległością dzielącą Niemcy i Gambię. Po dwóch miesiącach rozłąki Susanne i Lamin przygotowują się do kolejnego spotkania. Tym razem w podróż do Afryki razem z Susanne wybiera się Karin, która jest dla niej kimś w rodzaju starszej siostry. Dla emerytki będzie to pierwsza podróż na ten kontynent.

Chcą wspólnie otworzyć biznes w Gambii

Mimo rodzinnego konfliktu Susanne i Lamin patrzą w przyszłość. Para planuje otworzyć w Gambii sklep, w którym zamierza sprzedawać produkty związane z wellness. Zdaniem Susanne mieszkańcy tego kraju są „niedostatecznie zaopatrywani w witaminy i minerały”.

Oboje podkreślają również, że łączy ich wyjątkowo silne uczucie. Lamin wspomina pierwsze osobiste spotkanie z Susanne: „Pamiętam, kiedy Susanne odwiedziła mnie po raz pierwszy. Wtedy naprawdę się w sobie zakochaliśmy”.

Susanne z kolei mówi o wyjątkowej więzi między nimi. „Kiedy on ma ból głowy, ja też go mam” – twierdzi 53-latka.

źródło: focus.de

Niemcy chcą przejąć polską sieć światłowodową. Na stole miliard euro!

1

Deutsche Telekom zamierza przeznaczyć około miliarda euro na przejęcie polskiego operatora sieci światłowodowej Fiberhost oraz dostawcy usług internetowych i telewizyjnych Inea. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, T-Mobile Polska znacząco wzmocni swoją pozycję na rynku usług stacjonarnych, zyskując ponad 300 tys. dodatkowych klientów oraz dostęp do rozległej własnej sieci światłowodowej.

Fiberhost dociera do ponad 1,4 mln gospodarstw domowych

Skala infrastruktury Fiberhost jest znacząca. Jego sieć światłowodowa dociera do ponad 1,4 mln gospodarstw domowych w ośmiu z 16 polskich województw. Obejmuje również ponad 9700 miast i miejscowości.

Dla T-Mobile Polska przejęcie oznaczałoby więc solidną bazę do dalszej rozbudowy działalności na rynku usług stacjonarnych.

Telekom chce oferować więcej usług w ramach jednej firmy

Obecnie T-Mobile Polska w segmencie usług stacjonarnych w dużej mierze korzysta z sieci należących do innych operatorów. Z zewnętrznej infrastruktury korzysta również Inea. Dotychczasowa działalność związana z siecią została wydzielona w 2021 roku i od tego czasu należy do Fiberhost.

To właśnie infrastruktura Fiberhost jest dla Deutsche Telekom szczególnie atrakcyjna. Koncern chce połączyć istniejącą sieć komórkową, w tym 5G, z przyłączami światłowodowymi Fiberhost. Dzięki temu T-Mobile Polska mogłoby w większym stopniu oferować usługi mobilne i szybki internet stacjonarny z jednej ręki, jednocześnie ograniczając zależność od innych operatorów infrastruktury.

Sieć Fiberhost nadal ma być dostępna dla innych operatorów

Dla pozostałych dostawców usług internetowych zmiana właściciela nie powinna oznaczać dużych zmian. Fiberhost ma nadal udostępniać swoją sieć innym operatorom, a nie wyłącznie T-Mobile Polska.

Jak informuje Deutsche Telekom, zarówno obecni, jak i potencjalni nowi dostawcy mają również w przyszłości korzystać z infrastruktury na uczciwych i równych zasadach.

Transakcja wymaga jeszcze zgody polskich organów

Miliardowa transakcja nie została jeszcze ostatecznie sfinalizowana. Deutsche Telekom osiągnął już porozumienie w sprawie zakupu z dotychczasowymi właścicielami Fiberhost i Inea, wśród których znajduje się fundusz infrastrukturalny Macquarie oraz inni udziałowcy mniejszościowi.

Do zakończenia transakcji potrzebna jest jednak jeszcze zgoda polskich organów ochrony konkurencji. Dopiero po uzyskaniu wymaganych zezwoleń Deutsche Telekom będzie mógł przejąć Fiberhost i Inea, a T-Mobile Polska zyskać znacznie większy dostęp do własnej infrastruktury światłowodowej.

źródło: bild.de

Kuriozalny apel kandydata niemieckiej Lewicy: „Nie głosujcie na mnie!” Chce powstrzymać AfD

2

Startuje w wyborach, ale sam apeluje do swoich sympatyków, by oddali głos na inną kandydatkę. Daniel Trepsdorf, 49-letni polityk Lewicy, wywołał poruszenie podczas kampanii wyborczej w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Wezwał swoich wyborców, aby zamiast na niego zagłosowali na premier landu Manuelę Schwesig z SPD. Jak wyjaśnił, jego decyzja wynika z „matematycznego i politycznego rozsądku”. Według Trepsdorfa taki krok ma pomóc w uniemożliwieniu sukcesu wyborczego AfD.

„Każdy głos na mnie nie trafi do Schwesig”

Jeszcze kilka dni wcześniej regionalne struktury Lewicy ostro krytykowały Manuelę Schwesig. Powodem była decyzja publicznego nadawcy NDR, który do telewizyjnej debaty zaprosił jedynie premier landu oraz lidera AfD w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, Leifa-Erika Holma. Przewodniczący regionalnych struktur Lewicy Hennis Herbst określił taką sytuację jako „wysoce problematyczną” i zarzucił Schwesig wywieranie presji na nadawcę. Teraz Daniel Trepsdorf obrał jednak zupełnie inną strategię. Wyjaśnił, że każdy głos oddany na niego przez wyborców z „postępowego obozu” będzie głosem, którego Manuela Schwesig nie otrzyma w bezpośredniej rywalizacji z Leifem-Erikiem Holmem.

Wewnętrzny spór w Lewicy

Stanowisko Trepsdorfa, które sam określa jako „jasne stanowisko przeciwko prawicy”, nie jest jednak bezdyskusyjne również wewnątrz jego własnej partii. Niedawno krytyka spadła także na jednego z liderów Lewicy, Luigiego Pantisano. Zapowiedział on, że w Saksonii-Anhalt, w przypadku konieczności, z „odpowiedzialności państwowej” poparłby kandydata CDU na premiera, Svena Schulzego, gdyby alternatywą było zwycięstwo kandydata AfD Ulricha Siegmunda. Część środowiska partyjnego uznała, że udział Lewicy w szerokim sojuszu wszystkich pozostałych partii przeciwko AfD może osłabić jej wiarygodność jako ugrupowania opozycyjnego.

Czy Schwesig w ogóle potrzebuje jego głosów?

Nie jest również pewne, czy Manuela Schwesig rzeczywiście potrzebuje wsparcia Trepsdorfa. Podczas wyborów pięć lat temu w okręgu Schwerin I zdobyła 43,3 proc. głosów – niemal czterokrotnie więcej niż jej ówczesny konkurent z AfD, Martin Schmidt, który otrzymał 11,2 proc. Mimo obecnego wzrostu poparcia dla AfD w sondażach, gdzie partia osiąga obecnie 36 proc., pokonanie Schwesig w tym okręgu wydaje się mało prawdopodobne. Co więcej, w Meklemburgii-Pomorzu Przednim mandaty rozdzielane są na podstawie głosów drugich, czyli głosów oddawanych na listy partyjne. Wynik w okręgu Schwerin nie ma więc decydującego znaczenia dla ogólnego rezultatu wyborów w landzie. Sam Trepsdorf również nie ma dużych szans na zdobycie mandatu. Zajmuje 36. miejsce na liście swojej partii, która obecnie posiada dziewięć mandatów w landtagu.

źródło: bild.de

Niemieckie agencje pozarządowe przywiozły do Włoch ponad 22 tys. migrantów. Rzym ma dość!

3

Od objęcia urzędu przez premier Giorgię Meloni niemieckie organizacje pozarządowe działające na Morzu Śródziemnym przetransportowały do Włoch około 22,5 tys. migrantów – wynika z danych włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych obejmujących okres od października 2022 roku do lipca 2026 roku. Łącznie w tym czasie do włoskich portów na pokładach prywatnych statków ratunkowych dotarło około 42,3 tys. osób. Oznacza to, że ponad 53 proc. z nich zostało przywiezionych przez niemieckie organizacje pomocowe.

Niemiecki udział sięga niemal dwóch trzecich

Do tej liczby należy doliczyć około 4,5 tys. migrantów, którzy dotarli do Włoch na statkach innych europejskich organizacji, pływających jednak pod niemiecką banderą. Łącznie organizacje pozarządowe oraz statki związane z Niemcami miały więc przetransportować niemal dwie trzecie wszystkich migrantów, którzy od czasu objęcia władzy przez Giorgię Meloni przypłynęli do Włoch na pokładach prywatnych jednostek ratunkowych. Dla porównania włoskie organizacje w tym samym okresie przetransportowały na ląd niespełna 4,7 tys. osób, natomiast hiszpańskie organizacje – ponad 5,6 tys.

Spór między Rzymem a Berlinem

Dane nabierają politycznego znaczenia w związku z trwającym sporem między Włochami a Niemcami dotyczącym tzw. migrantów wtórnych. Berlin chce odsyłać do Włoch osoby, które po raz pierwszy przekroczyły granicę Unii Europejskiej właśnie na terytorium tego kraju, a następnie udały się do Niemiec i tam złożyły wnioski o azyl. Rząd w Rzymie zwraca jednak uwagę na działalność zagranicznych organizacji pozarządowych. Włochy domagają się formy rekompensaty i wskazują między innymi na migrantów, którzy zostali przetransportowani na włoskie wybrzeże przez statki ratunkowe organizacji z innych państw Unii Europejskiej. Włoski minister spraw wewnętrznych Matteo Piantedosi i jego niemiecki odpowiednik Alexander Dobrindt nadal prowadzą rozmowy w tej sprawie. Niemcy chcą w pierwszej kolejności przekazać do Włoch trzy osoby. Sprawy te mają pokazać, czy po dłuższej przerwie ponowne odsyłanie migrantów do Włoch będzie możliwe.

Salvini apelował do Niemiec i Hiszpanii

Wicepremier Włoch Matteo Salvini już wcześniej wzywał Niemcy i Hiszpanię, aby „ściągnęły ze smyczy” działające pod ich auspicjami organizacje pomocowe. Jego zdaniem organizacje te nadal transportują migrantów do Włoch. Nowe dane włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych mają obecnie stanowić dla włoskiego rządu kolejny argument w sporze z innymi państwami Unii Europejskiej dotyczącym odpowiedzialności za migrantów przybywających do Europy przez Morze Śródziemne.

źródło: jungefreiheit.de

Bunt nauczycieli w „najniebezpieczniejszej szkole w Niemczech”. 90 proc. uczniów ma pochodzenie migracyjne!

4

Ataki z użyciem noża, groźby śmierci, liczne interwencje policji i protest nauczycieli. Dramatyczna sytuacja w Karolina-Burger-Realschule w Ludwigshafen nad Renem doprowadziła do zdecydowanej reakcji władz. Całe dotychczasowe kierownictwo szkoły ma zostać natychmiast wymienione, a dyrektor straci stanowisko. Decyzja zapadła po tym, jak już w pierwszych dniach nowego roku szkolnego znaczna część nauczycieli zgłosiła nieobecność z powodu choroby. Pedagodzy protestowali w ten sposób przeciwko utrzymującej się przemocy i – jak twierdzili – brakowi wystarczającego wsparcia ze strony dyrekcji oraz władz.

Policja musiała interweniować niemal codziennie

W szkole od lat dochodzi do poważnych aktów przemocy i wandalizmu. W ciągu ostatnich dwóch lat sytuacja szczególnie się zaostrzyła. W pewnym okresie policja musiała niemal codziennie pojawiać się na terenie placówki, aby zapewnić bezpieczeństwo i umożliwić normalne prowadzenie zajęć. Nauczyciele informowali o wyzwiskach, bójkach, aktach wandalizmu oraz fałszywych alarmach. Jedna z nauczycielek powiedziała w rozmowie z SWR, że uczniowie mają dopuszczać się przestępstw każdego dnia. Według przytoczonych w niemieckich mediach informacji około 90 procent uczniów szkoły ma historię migracji.

Jedna trzecia nauczycieli nie pojawiła się w pracy

Nerwy wielu pedagogów są na granicy wytrzymałości. Już w pierwszym tygodniu nowego roku szkolnego nieobecnych było 15 nauczycieli. W poniedziałek drugiego tygodnia ich liczba wzrosła do 17 spośród 54 pracowników. Część nauczycieli miała dać jasno do zrozumienia, że nie zamierza wracać do pracy, dopóki dotychczasowy dyrektor pozostaje na stanowisku. Pedagodzy twierdzili, że zostali pozostawieni bez odpowiedniego wsparcia. W poniedziałek do szkoły przybyli przedstawiciele ministerstwa edukacji oraz Urzędu Nadzoru i Usług (ADD). Obie instytucje poinformowały, że mimo wyraźnego uspokojenia sytuacji po policyjnej interwencji wiosną 2026 roku nie udało się osiągnąć trwałej stabilizacji wewnątrz szkoły. Od tej pory sprawą ma bezpośrednio zajmować się kierownictwo władz oświatowych w Moguncji.

118 zgłoszonych przestępstw i atak z gazem pieprzowym

Tylko do wiosny 2026 roku na terenie szkoły zgłoszono łącznie 118 przestępstw. Rzeczywista liczba incydentów może być wyższa, ponieważ – jak podają niemieckie media – nie wszystkie przypadki miały zostać zgłoszone policji. Jednym z najpoważniejszych zdarzeń był atak z użyciem gazu drażniącego, w wyniku którego poszkodowanych zostało 40 osób. Za atak miało odpowiadać trzech uczniów w wieku od 13 do 15 lat. Pełna skala problemu wyszła na jaw w 2026 roku po opublikowaniu dramatycznego listu otwartego nauczycieli. Pedagodzy opisywali w nim między innymi groźby śmierci, brutalne ataki oraz akty wandalizmu. Wśród opisanych zdarzeń znalazła się groźba: „Wszystkich was zastrzelę”, a także atak, podczas którego uczeń miał uderzać innego ucznia młotkiem bezpieczeństwa. Jednym z najpoważniejszych incydentów był natomiast atak 16-letniej uczennicy, która miała zaatakować nauczycielkę nożem składanym. W związku z trwającym kryzysem władze zdecydowały o całkowitej zmianie kierownictwa Karolina-Burger-Realschule. Dyrektor szkoły ma natychmiast opuścić stanowisko.

źródło: bild.de

Niemiecki skarb nad Renem. To miasto zachwyciło Europę

0

Kto ma dość zatłoczonych starówek, długich kolejek i drogich turystycznych atrakcji, coraz częściej wybiera mniejsze miejscowości. Trend ten doczekał się nawet własnej nazwy – „townsizing”. Zamiast wielkich metropolii turyści świadomie wybierają niewielkie miasta, które oferują kulturę, historię i bliskość natury, ale pozwalają wypoczywać w znacznie spokojniejszej atmosferze.

Jednym z takich miejsc jest Bacharach nad środkowym Renem w Nadrenii-Palatynacie. Niewielkie niemieckie miasto znalazło się wysoko w aktualnym europejskim rankingu platformy turystycznej HomeToGo. W zestawieniu najlepszych mniej znanych kierunków Europy zajęło 4. miejsce, stając się jednocześnie najwyżej sklasyfikowanym niemieckim miastem.

Bacharach zachwyca spokojem i romantycznym krajobrazem Renu

Bacharach uchodzi za spokojniejszą alternatywę dla popularnych turystycznych miejscowości, takich jak Rothenburg ob der Tauber czy Füssen. Miasto przyciąga przede wszystkim zabytkowymi domami z muru pruskiego, wąskimi uliczkami i historycznymi placami.

Podczas spaceru po starówce można zobaczyć między innymi Alter Posthof, Altkölnischen Saal oraz kościół św. Piotra. Zabytkowa architektura sprawia, że Bacharach doskonale wpisuje się w charakterystyczny krajobraz doliny środkowego Renu.

Jedną z największych atrakcji jest górujący nad miastem zamek Stahleck. Z jego okolic rozciąga się widok na dolinę Renu, porośnięte winoroślą wzgórza oraz dachy historycznej starówki.

Nie brakuje również winiarni i tradycyjnych lokali, w których można spróbować regionalnych win. Położenie bezpośrednio nad Renem sprawia, że Bacharach bywa nazywane nieformalną stolicą romantyzmu nadreńskiego.

Burgen, winnice, zabytkowe domy i malownicza rzeka tworzą scenerię, z której słynie cały region. Jednocześnie Bacharach pozwala cieszyć się nią z dala od tłumów, które w sezonie pojawiają się w najbardziej znanych europejskich kurortach.

Bacharach wysoko w europejskim rankingu

Bacharach znalazło się na 4. miejscu zestawienia HomeToGo, dzięki czemu zostało najwyżej ocenionym niemieckim kierunkiem w rankingu związanym z trendem „townsizing”.

Pierwsze miejsce zajęło Sozopol nad bułgarskim wybrzeżem Morza Czarnego. Na kolejnych pozycjach znalazły się Beddgelert w Walii oraz Vogüé we Francji.

Wysoka pozycja Bacharach pokazuje, że turyści coraz częściej szukają alternatywy dla najbardziej obleganych europejskich miast. Zamiast zatłoczonych atrakcji wybierają niewielkie miejscowości, w których można połączyć zwiedzanie, kontakt z naturą i lokalną kulturę z bardziej spokojnym wypoczynkiem.

źródło: bild.de

Coraz więcej młodych Niemców odmawia służby wojskowej. Liczba wniosków wzrosła ponad dwukrotnie

2

W Niemczech wyraźnie rośnie liczba młodych ludzi, którzy nie chcą odbywać służby wojskowej. W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego roku do Federalnego Urzędu ds. Rodziny i Zadań Społeczeństwa Obywatelskiego (BAFzA) wpłynęło już ponad dwa razy więcej wniosków o odmowę służby niż w całym 2025 roku. Jak przekazała rzeczniczka urzędu Evangelischer Pressedienst, do 31 lipca złożono łącznie 8302 takie wnioski. Dla porównania, w całym 2025 roku było ich 3879.

Nowe zasady służby wojskowej w Niemczech

Od 1 stycznia w Niemczech obowiązuje nowy model służby wojskowej. Mężczyźni krótko po ukończeniu 18. roku życia otrzymują korespondencję i muszą wypełnić specjalny kwestionariusz. Bundeswehra chce w ten sposób sprawdzić, kto jest zainteresowany służbą i kto potencjalnie się do niej nadaje. W przypadku kobiet udział w badaniu jest dobrowolny – mogą, ale nie muszą odpowiadać na pytania. Choć obowiązek służby wojskowej zapisany w niemieckiej konstytucji został zawieszony w 2011 roku, nowe rozwiązanie ma zwiększyć liczbę żołnierzy poprzez dobrowolne zgłaszanie się do służby.

Liczba odmów rośnie od kilku lat

Po zawieszeniu obowiązkowej służby wojskowej liczba wniosków o odmowę służby była początkowo niewielka i wynosiła zaledwie kilkaset rocznie. W 2022 roku ponownie zbliżyła się do poziomu tysiąca – złożono wówczas 951 wniosków. W kolejnych latach liczba ta nadal rosła. W 2023 roku urząd odnotował 1079 wniosków, natomiast rok później było ich już 2249. Prawo do odmowy służby wojskowej ze względu na przekonania jest zagwarantowane w niemieckiej konstytucji. Artykuł 4 Ustawy Zasadniczej stanowi: „Nikt nie może być zmuszany wbrew swojemu sumieniu do służby wojskowej z bronią”. Dane z pierwszych siedmiu miesięcy tego roku wskazują więc na dalszy, wyraźny wzrost liczby osób korzystających z tego prawa.

źródło: bild.de

„Jesteśmy praktycznie niezdolni do pracy”. Poważny cyberatak na berlińską administrację. Możliwy wyciek danych

0

Część berlińskiej administracji padła ofiarą cyberataku. Władze landu powołały sztab kryzysowy, a według informacji medialnych podczas ataku mogło dojść również do wycieku danych. Z jednego z dotkniętych problemem urzędów płyną informacje, że pracownicy są obecnie praktycznie pozbawieni możliwości normalnej pracy.

Powołano sztab kryzysowy

W poniedziałek utworzono kryzysowy sztab ds. sytuacji awaryjnych w zakresie technologii informacyjnych i komunikacyjnych (IKT). Jego zadaniem jest koordynowanie dalszych działań zabezpieczających oraz badań informatyki śledczej. Sztab działa pod kierownictwem pełnomocnika kraju związkowego Berlina ds. bezpieczeństwa informacji. Biuro Prasowe i Informacyjne Berlina nie przekazało dalszych szczegółów, powołując się na względy związane z prowadzonym dochodzeniem. W związku z incydentem wszczęto postępowanie wyjaśniające – potwierdził rzecznik berlińskiej prokuratury w rozmowie z agencją dpa.

„Poważny cyberatak” na berlińską sieć administracyjną

Według informacji dziennika „Tagesspiegel” atak mógł objąć większą liczbę urzędów niż początkowo zakładano. Jedna z osób znających kulisy sprawy przekazała gazecie, że podczas incydentu doszło również do wycieku danych. Według tych informacji miały to być jednak dane, które były również publicznie dostępne. Inne źródło określiło zdarzenie jako „poważny cyberatak”. Kancelaria Senatu Berlina nie potwierdziła ani nie zaprzeczyła doniesieniom o wycieku danych. Rzeczniczka Senatu Christine Richter poinformowała jedynie, że w tej sprawie nadal prowadzone są badania i analizy.

Atakujący mieli wykorzystać lukę w systemie IT

Według stacji RBB napastnicy mieli wykorzystać lukę w infrastrukturze informatycznej berlińskiego senackiego departamentu odpowiedzialnego za budownictwo, aby zaatakować sieć administracji kraju związkowego. Skutki incydentu są odczuwalne również w innych częściach administracji. Pracownik senackiego departamentu ds. transportu powiedział „Tagesspiegelowi”, że w poniedziałek rano pracownicy zostali poinformowani, iż wykonywanie obowiązków w trybie pracy zdalnej nie jest możliwe.

– Jesteśmy praktycznie niezdolni do pracy, bez dostępu do internetu i bez możliwości komunikacji mailowej ze światem zewnętrznym – przekazał pracownik.

Jak dodał, wśród pracowników niewiele osób wierzyło, że problem zostanie rozwiązany już następnego dnia.

Początkowo mówiono o problemach po aktualizacji

W chwili, gdy pracownicy otrzymywali pierwsze informacje o awarii, nie wiedzieli jeszcze, że jej przyczyną był atak hakerski. Według informacji „Tagesspiegel” jeszcze w piątek sugerowano im, że problemy są skutkiem aktualizacji systemu informatycznego. Obecnie trwa ustalanie pełnej skali cyberataku, liczby dotkniętych nim urzędów oraz tego, czy i jakie dane mogły zostać przejęte. Władze Berlina ograniczają przekazywanie szczegółowych informacji, powołując się na trwające działania zabezpieczające i postępowanie wyjaśniające.

źródło: tagesspiegel.de

Szef Urzędu Ochrony Konstytucji Turyngii chce odbierać politykom AfD prawa wyborcze. Wskazuje na przykład Dolnej Saksonii

2

Szef Urzędu Ochrony Konstytucji Turyngii Stephan Kramer opowiada się za możliwością odbierania politykom Alternatywy dla Niemiec (AfD) czynnego i biernego prawa wyborczego. Jak mówił w podcaście „AfD vor Gericht”, zamiast prowadzić długie debaty na temat ewentualnego zakazu działalności partii, należy wykorzystywać także inne instrumenty przewidziane przez niemieckie prawo. O jego stanowisku informuje Apollo News.

Kramer wskazuje przy tym na Dolną Saksonię jako przykład dla innych krajów związkowych. Przed wyborami samorządowymi zaplanowanymi na 13 września 2026 roku lokalne komisje wyborcze zakwestionowały możliwość startu kilku polityków AfD, powołując się na wątpliwości dotyczące ich lojalności wobec konstytucji.

Politycy AfD wykluczani z wyborów

W Dolnej Saksonii komisje wyborcze odmówiły dopuszczenia kilku polityków AfD do rywalizacji o najważniejsze stanowiska samorządowe.

Stephan Bothe nie może kandydować na urząd starosty powiatu Lüneburg. Komisja wyborcza zdecydowała o tym stosunkiem głosów 6:1, wskazując na uzasadnione wątpliwości, czy kandydat daje wystarczającą gwarancję przestrzegania zasad wolnościowego i demokratycznego porządku konstytucyjnego.

Z kolei Thorsten Moriße został wykluczony z wyborów na burmistrza Wilhelmshaven. W jego przypadku komisja wyborcza podjęła decyzję jednogłośnie. Władze miasta wcześniej zwróciły się do ministerstwa spraw wewnętrznych o ocenę jego lojalności wobec konstytucji.

Także Justin Vogel nie został dopuszczony do wyborów na burmistrza Herzbergu am Harz. Nie oznacza to jednak, że wszyscy kandydaci AfD w Dolnej Saksonii zostali odrzuceni – w niektórych okręgach politycy tej partii otrzymali zgodę na start.

Kramer chce stosować podobne rozwiązania w Turyngii

Zdaniem Stephana Kramera podobne kontrole powinny być prowadzone również w Turyngii. Szczególną uwagę zwraca on na kandydatów ubiegających się o stanowiska burmistrzów i starostów.

W przypadku tych funkcji komisje wyborcze mogą badać między innymi to, czy kandydat daje gwarancję przestrzegania zasad konstytucyjnych. Właśnie taki mechanizm został zastosowany w Dolnej Saksonii.

AfD krytykuje takie działania i określa je mianem „zakazu tylnymi drzwiami”, argumentując, że politycy partii są pozbawiani możliwości startu w wyborach bez formalnego zakazania samej partii.

W centrum uwagi Björn Höcke

Kramer szczególnie odnosi się do Björna Höckego, przewodniczącego frakcji AfD w parlamencie Turyngii. Jego zdaniem Höcke nadal może kandydować w wyborach, co – jak przyznaje szef turyngijskiego Urzędu Ochrony Konstytucji – jest dla niego niezrozumiałe.

Kramer uważa, że należy próbować wykorzystywać dostępne instrumenty prawne, nawet jeśli wcześniejsze podobne działania nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Podkreśla przy tym, że „demokracja zdolna do obrony” dysponuje mechanizmami, które mogą zostać zastosowane jeszcze przed ewentualnym zakazem działalności partii.

Czy można odebrać prawa wyborcze na podstawie art. 18?

Jednym z rozwiązań, o których mówi Kramer, jest zastosowanie art. 18 niemieckiej Ustawy Zasadniczej. Przepis ten przewiduje możliwość utraty określonych praw podstawowych przez osobę, która wykorzystuje je do walki z wolnościowym i demokratycznym porządkiem konstytucyjnym.

Wniosek w takiej sprawie mogą złożyć Bundestag, rząd federalny lub rząd jednego z krajów związkowych. Dotychczas jednak żadne postępowanie prowadzone na podstawie art. 18 nie zakończyło się skutecznym odebraniem praw.

Sam fakt skazania Björna Höckego za użycie zakazanego hasła SA również nie oznacza automatycznej utraty przez niego biernego prawa wyborczego. Höcke został w dwóch postępowaniach skazany na kary pieniężne, jednak takie wyroki nie prowadzą automatycznie do pozbawienia prawa do kandydowania.

Kramer od lat pozostaje w konflikcie z AfD

Stephan Kramer od lat pozostaje w ostrym sporze z turyngijską AfD. Kierowany przez niego urząd w 2021 roku zaklasyfikował regionalne struktury partii jako organizację o potwierdzonym charakterze skrajnie prawicowym.

Jednocześnie sam Kramer stał się przedmiotem postępowań sądowych. W grudniu 2025 roku Sąd Administracyjny w Weimarze częściowo przyznał rację AfD w sprawie jego wypowiedzi dotyczących partii. Sąd uznał, że Kramer naruszył zasadę neutralności, oceniając merytoryczną zawartość programu AfD. Dwie inne kwestionowane przez partię wypowiedzi zostały natomiast uznane za zgodne z prawem.

Na razie nie wiadomo, czy Turyngia zdecyduje się zastosować rozwiązania podobne do tych wprowadzonych w Dolnej Saksonii. Wybory samorządowe w tym landzie dopiero się odbędą, a kwestia możliwości ograniczania prawa polityków AfD do kandydowania może stać się przedmiotem kolejnych sporów prawnych.

źródło: nius.de