Niemcy: Pracodawca śledził pracownicę na L4. Teraz musi zapłacić jej 5000 euro!

1

Pracodawca wynajął detektywa, który śledził kobietę podczas zwolnienia lekarskiego

Sprawa pracownicy ze Hiszpanii odbiła się szerokim echem również w Niemczech, ponieważ dotyczy kwestii, które od lat budzą kontrowersje także w niemieckim prawie pracy – granic kontroli pracowników przebywających na zwolnieniu lekarskim oraz dopuszczalności obserwacji prowadzonej przez prywatnych detektywów. Hiszpański sąd pracy w A Coruña uznał, że zwolnienie kobiety było bezprawne i dyskryminujące. Nakazał pracodawcy przywrócenie jej do pracy, wypłatę zaległego wynagrodzenia oraz przyznał poszkodowanej 5 000 euro zadośćuczynienia.

Udar i ponad dwa lata niezdolności do pracy

Kobieta rozpoczęła pracę w przedsiębiorstwie w lipcu 2019 roku. W maju 2023 roku doznała udaru mózgu spowodowanego zakrzepicą, w wyniku czego została uznana za niezdolną do pracy. Jej zwolnienie lekarskie trwało ponad dwa lata – aż do lipca 2025 roku, kiedy lekarze ponownie uznali ją za zdolną do wykonywania obowiązków zawodowych. Miesiąc wcześniej hiszpański zakład ubezpieczeń społecznych odmówił jej przyznania renty z tytułu niezdolności do pracy. Uznano, że nie stwierdzono trwałych następstw neurologicznych uniemożliwiających zatrudnienie, mimo że kobieta nadal skarżyła się między innymi na bezsenność oraz problemy z układem nerwowym.

Detektyw śledził ją podczas codziennych czynności

W czasie zwolnienia lekarskiego pracodawca zdecydował się wynająć prywatnego detektywa. W czerwcu 2025 roku kobieta była obserwowana i filmowana w miejscach publicznych. Detektyw zarejestrował między innymi, jak robi zakupy, spaceruje oraz odprowadza swoje dziecko na przystanek autobusowy. Firma uznała, że wykonywanie tych codziennych czynności świadczy o symulowaniu choroby. 6 czerwca 2025 roku pracownica została zwolniona dyscyplinarnie. Pracodawca zarzucił jej nadużywanie zwolnienia lekarskiego, naruszenie obowiązków wynikających z umowy o pracę oraz oszustwo.

Sąd: obserwacja była legalna, ale zwolnienie już nie

Kobieta odwołała się od decyzji pracodawcy do sądu. Sąd pracy w A Coruña wydał orzeczenie, które rozstrzygnęło sprawę w dwóch aspektach. Po pierwsze uznał, że obserwacja prowadzona przez prywatnego detektywa w miejscach publicznych była zgodna z prawem i proporcjonalna do celu. Nagrania mogły więc zostać wykorzystane jako dowód. Jednocześnie sąd stwierdził, że materiał zebrany przez detektywa nie potwierdzał, iż kobieta była zdolna do wykonywania pracy. Zdaniem sędziów robienie zakupów, spacerowanie czy odprowadzanie dziecka na przystanek autobusowy są zwykłymi czynnościami życia codziennego i same w sobie nie dowodzą odzyskania pełnej sprawności zawodowej. W ocenie sądu rzeczywistą przyczyną zwolnienia był stan zdrowia pracownicy, co stanowiło niedopuszczalną dyskryminację. Dlatego wypowiedzenie zostało uznane za nieważne.

Firma musi przywrócić kobietę do pracy

Sąd zobowiązał przedsiębiorstwo do ponownego zatrudnienia pracownicy. Pracodawca będzie musiał również wypłacić jej zaległe wynagrodzenie za okres pozostawania bez pracy oraz 5 000 euro zadośćuczynienia za poniesioną krzywdę. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny i może zostać zaskarżony.

Co wolno podczas zwolnienia lekarskiego?

Sprawa ponownie wywołała dyskusję na temat praw osób przebywających na zwolnieniu lekarskim. Jak podkreślają eksperci, samo zwolnienie lekarskie nie oznacza obowiązku pozostawania w domu przez cały okres choroby. Najważniejsze jest to, aby wykonywane czynności nie utrudniały ani nie opóźniały procesu leczenia. Według niemieckiego związku zawodowego IG Metall, osoby przebywające na zwolnieniu lekarskim mogą co do zasady robić zakupy, spacerować, spotykać się z rodziną lub znajomymi, a nawet podróżować, jeśli nie wpływa to negatywnie na powrót do zdrowia. Problemy mogą pojawić się dopiero wtedy, gdy chory podejmuje aktywności sprzeczne z zaleceniami lekarza lub utrudniające rekonwalescencję.

Kiedy pracodawca może wynająć detektywa?

Także w Niemczech możliwość obserwowania pracowników przez prywatnych detektywów podlega ścisłym ograniczeniom. Federalny Sąd Pracy (Bundesarbeitsgericht) w wyroku z 25 lipca 2024 roku podkreślił, że taka obserwacja jest dopuszczalna wyłącznie wtedy, gdy istnieją konkretne i poparte faktami przesłanki wskazujące na naruszenie obowiązków pracowniczych. Same podejrzenia nie wystarczają. Dodatkowo obserwacja musi być proporcjonalna i stanowić najmniej ingerujący sposób wyjaśnienia sprawy. Jeżeli warunki te nie zostaną spełnione, pracodawca może zostać zobowiązany do wypłaty odszkodowania na podstawie przepisów o ochronie danych osobowych (RODO), ponieważ podczas takiej obserwacji dochodzi do przetwarzania szczególnie chronionych informacji dotyczących zdrowia pracownika.

Sprawa może mieć znaczenie także dla niemieckiego prawa pracy

Wyrok hiszpańskiego sądu wpisuje się w szerszą europejską debatę dotyczącą równowagi pomiędzy prawem pracodawców do przeciwdziałania nadużyciom zwolnień lekarskich a ochroną prywatności i zakazem dyskryminacji osób chorych. Orzeczenie pokazuje, że nawet jeśli sama obserwacja pracownika jest zgodna z prawem, nie oznacza to automatycznie, że zebrane w ten sposób materiały będą wystarczającą podstawą do rozwiązania umowy o pracę. W ocenie sądu codzienne czynności, takie jak zakupy czy spacer, nie są dowodem zdolności do wykonywania obowiązków zawodowych.

źródło: fr.de

Niemcy: Morderca sześciu osób nie żyje. Odebrał sobie życie w więzieniu

2

Mężczyzna odebrał sobie życie w zakładzie karnym

45-letni Fatih G., podejrzany o dokonanie jednej z najtragiczniejszych zbrodni ostatnich miesięcy w Niemczech, nie żyje. Jak poinformował we wtorek Zakład Karny w Bremervörde, mężczyzna odebrał sobie życie podczas pobytu w więzieniu. Informację potwierdziło również Ministerstwo Sprawiedliwości Dolnej Saksonii, które przekazało ją Podkomisji ds. Więziennictwa i Pomocy Postpenitencjarnej. Według obecnego stanu ustaleń wszystko wskazuje na to, że był to akt samobójczy.

– Na obecnym etapie postępowania przyjmujemy, że doszło do samobójstwa. Nie ma obecnie żadnych przesłanek wskazujących na udział osób trzecich – przekazało ministerstwo.

Zwłoki znaleziono podczas porannej kontroli

Z przekazanych informacji wynika, że we wtorek o godzinie 06:05 funkcjonariusz więzienny podczas rutynowej porannej kontroli znalazł Fatiha G. w jego jednoosobowej celi. Według komunikatu więzienia skazany nie wykazywał już oznak życia.

– Więzień nie miał już temperatury ciała – poinformowano w oficjalnym komunikacie.

Na miejsce wezwano lekarza pogotowia, który o godzinie 06:29 stwierdził zgon mężczyzny. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, przyczyną śmierci było powieszenie.

Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci

Władze wszczęły postępowanie mające wyjaśnić dokładne okoliczności samobójstwa. Śledczy badają przebieg zdarzeń oraz wszystkie okoliczności, które doprowadziły do śmierci osadzonego. O zdarzeniu poinformowano zarówno rodzinę zmarłego, jak i bliskich ofiar tragedii w Stade.

Był podejrzany o zabójstwo sześciu osób

Fatih G. był podejrzany o zamordowanie sześciu osób w ośrodku dla matek z dziećmi w Stade. Sprawa wywołała ogromne poruszenie w całych Niemczech i należała do najgłośniejszych śledztw ostatniego czasu. Po jego śmierci postępowanie dotyczące okoliczności zgonu prowadzone jest niezależnie od śledztwa w sprawie samej zbrodni. Obecnie nie ma informacji wskazujących na udział osób trzecich w śmierci 45-latka.

źródło: bild.de

Niemcy: Irakijczyk bez niemieckiego obywatelstwa decyduje o prawie pobytu innych cudzoziemców

1

Reportaż telewizji HR pokazał kulisy pracy urzędu ds. cudzoziemców w Darmstadt

Reportaż przygotowany przez Hessischer Rundfunk (HR) wywołał dyskusję na temat funkcjonowania niemieckich urzędów ds. cudzoziemców. W materiale przedstawiono pracownika urzędu w Darmstadt, który sam nie posiada niemieckiego obywatelstwa ani prawa stałego pobytu, a mimo to podejmuje decyzje dotyczące prawa pobytu innych cudzoziemców w Niemczech. Materiał zatytułowany „Urząd ds. cudzoziemców: decyzje, które zmieniają życie” powstał między innymi dlatego, że urząd w Darmstadt według opinii zamieszczanych w Google należy do najgorzej ocenianych tego typu instytucji w Niemczech.

Sam czekał latami na decyzję azylową

Jednym z bohaterów reportażu jest urzędnik przedstawiony jako pan Abduljabbar. Jego imię, podobnie jak imiona pozostałych pracowników występujących w materiale, nie zostało ujawnione. Mężczyzna pochodzi z Iraku i przyjechał do Niemiec pod koniec 2015 roku. Jak sam opowiada, na decyzję dotyczącą swojego wniosku o azyl czekał ponad sześć lat. Mimo że nadal nie posiada niemieckiego obywatelstwa ani bezterminowego prawa pobytu, od pięciu lat pracuje w urzędzie ds. cudzoziemców w Darmstadt. Jak podkreśla narrator reportażu, Abduljabbar sam w sprawach dotyczących swojego pobytu musi zgłaszać się do innego urzędu ds. cudzoziemców na terenie Hesji.

Decyduje o pobycie innych cudzoziemców

Pomimo własnego statusu pobytowego Abduljabbar wykonuje obowiązki związane z rozpatrywaniem spraw innych cudzoziemców. Jak wyjaśniono w reportażu, jednym z jego zadań jest podejmowanie decyzji o tym, czy oraz na jak długo obywatele innych państw mogą legalnie pozostać w Niemczech. Na początku materiału pokazano, jak urzędnik analizuje sprawę osoby, której wcześniej odmówiono prawa do azylu.

Odrzucony azylant ma otrzymać czasowe pozwolenie na pobyt

W przedstawionym przypadku chodzi o cudzoziemca, który od kwietnia 2025 roku ma obowiązek opuszczenia Niemiec. Pomimo tego ma otrzymać czasowe zezwolenie na pobyt. Powodem jest fakt, że przedstawił umowę o rozpoczęciu kształcenia zawodowego i już rozpoczął naukę w ramach tego programu.

„Chciałbym pomagać, ale obowiązuje mnie prawo”

Abduljabbar przyznaje, że dzięki własnym doświadczeniom dobrze rozumie osoby przychodzące do urzędu. Jak mówi, stara się przede wszystkim uspokoić wnioskodawców, ponieważ sam wie, z jakim stresem wiążą się procedury pobytowe. Jednocześnie podkreśla, że jego możliwości są ograniczone przez obowiązujące przepisy.

„Chciałbym pomagać, ale pracuję w granicach prawa. To, co mówi prawo, muszę później stosować w swojej pracy” – wyjaśnił w reportażu.

Chce zostać obywatelem Niemiec

Przed wyjazdem z Iraku Abduljabbar studiował literaturę angielską. Po przyjeździe do Niemiec ukończył natomiast kształcenie zawodowe jako pracownik administracyjno-biurowy. Jak wynika z reportażu Hessischer Rundfunk, jego kolejnym celem jest uzyskanie niemieckiego obywatelstwa. Według autorów materiału wkrótce będzie spełniał wszystkie wymagania umożliwiające złożenie odpowiedniego wniosku.

źródło: apollo-news.net

Fala ataków na personel. Deutsche Bahn zakazuje alkoholu na peronach w całych Niemczech!

2

Nowe przepisy obejmą ponad 5 400 dworców w całych Niemczech

Deutsche Bahn zapowiedziała wprowadzenie ogólnokrajowego zakazu spożywania alkoholu na wszystkich peronach oraz w halach dworcowych. Nowe zasady mają obowiązywać na ponad 5 400 stacjach kolejowych w całych Niemczech i zostać wdrożone najpóźniej do 15 października 2026 roku. Decyzja została uzasadniona koniecznością poprawy bezpieczeństwa pracowników kolei oraz podróżnych. Władze spółki podkreślają, że liczba agresywnych incydentów stale rośnie.

Szefowa Deutsche Bahn: „Dość. Koniec z pobłażaniem”

Prezes Deutsche Bahn Evelyn Palla poinformowała, że przewoźnik zamierza zdecydowanie zaostrzyć działania wobec osób zakłócających porządek. „Dość. Dość tego. Będziemy działać jeszcze bardziej stanowczo” – powiedziała w rozmowie z dziennikiem „Bild”. Jak podkreśliła, najważniejszym celem jest zwiększenie bezpieczeństwa na dworcach i w pociągach. „Liczy się dla mnie tylko jedno – ochrona naszych pracowników i naszych pasażerów” – zaznaczyła.

Zakaz nie obejmie pociągów ani restauracji na dworcach

Nowe przepisy dotyczą wyłącznie spożywania alkoholu na peronach oraz w halach dworcowych. Oznacza to, że pasażerowie nadal będą mogli pić alkohol w lokalach gastronomicznych znajdujących się na terenie dworców. Nie będzie również naruszeniem przepisów przewożenie zamkniętych butelek z alkoholem ani zakupów zawierających napoje alkoholowe. Co istotne, zakaz nie będzie obowiązywał również w samych pociągach.

Kontrole przeprowadzą służby DB i Policja Federalna

Przestrzeganie nowych zasad będą kontrolować pracownicy ochrony Deutsche Bahn oraz funkcjonariusze niemieckiej Policji Federalnej. Osoby przyłapane na spożywaniu alkoholu na peronie lub w hali dworcowej będą musiały natychmiast opuścić teren dworca. W przypadku powtarzających się naruszeń przewoźnik będzie mógł nałożyć również długoterminowy zakaz wstępu na swoje obiekty. W najbliższych tygodniach lokalne regulaminy obowiązujące na poszczególnych dworcach mają zostać odpowiednio zmienione we współpracy z samorządami oraz właściwymi urzędami.

W części niemieckich miast podobne przepisy już obowiązują

Deutsche Bahn przypomina, że podobne zakazy funkcjonują już na około 30 największych dworcach w Niemczech. Obejmują one między innymi Hamburg, Kolonię i Monachium. Według przewoźnika po wprowadzeniu zakazu spożywania alkoholu na Dworcu Głównym w Hamburgu w kwietniu 2024 roku zauważalnie zmniejszyła się liczba konfliktów i agresywnych zachowań.

Ponad 1 600 ataków na pracowników kolei od początku roku

Jednym z powodów zaostrzenia przepisów był również niedawny incydent na trasie między Offenburgiem a Karlsruhe. W piątkowy wieczór podczas kontroli biletów w pociągu regionalnym doszło do awantury z nietrzeźwym pasażerem. 26-letni pracownik ochrony Deutsche Bahn został zaatakowany i podczas jazdy wypadł z pociągu, odnosząc obrażenia zagrażające życiu. Okoliczności tego zdarzenia nie są jednak jednoznaczne. Po obejrzeniu nagrania z incydentu sędzia odmówił wydania nakazu aresztowania wobec podejrzanego.

Średnio dziewięć ataków dziennie

Jak wynika z danych Deutsche Bahn, tylko do początku lipca 2026 roku odnotowano już około 1 630 ataków na pracowników kolei. Po przeliczeniu na pierwsze sześć miesięcy roku oznacza to średnio około dziewięciu ataków dziennie. Zdaniem przewoźnika skala problemu pokazuje, że kwestie bezpieczeństwa dotyczą już nie tylko samych dworców, ale również pociągów i codziennego funkcjonowania transportu kolejowego w Niemczech.

źródło: jungefreiheit.de

Niemcy: Syryjczyk, który zaatakował pasażerów ICE siekierą i młotkiem, uznany za niepoczytalnego. Trafi na stałe do szpitala psychiatrycznego

2

Sąd wydał decyzję po brutalnym ataku w pociągu dużych prędkości

Sąd Krajowy w Ratyzbonie (Regensburg) zdecydował o bezterminowym umieszczeniu w szpitalu psychiatrycznym 21-letniego obywatela Syrii, który w lipcu 2025 roku zaatakował pasażerów pociągu ICE przy użyciu siekiery i młotka. W wyniku napaści dwie osoby odniosły ciężkie obrażenia. Zdaniem sądu mężczyzna był w chwili czynu niepoczytalny z powodu choroby psychicznej, dlatego nie ponosi odpowiedzialności karnej. Orzeczenie nie jest jeszcze prawomocne.

Odpowiadał za usiłowanie zabójstwa i ciężkie uszkodzenie ciała

21-latkowi zarzucono między innymi usiłowanie zabójstwa oraz spowodowanie ciężkiego uszkodzenia ciała. Sąd przychylił się do zgodnych wniosków prokuratury, pełnomocników pokrzywdzonych oraz obrony, które domagały się skierowania mężczyzny do zamkniętego szpitala psychiatrycznego. Zdaniem wszystkich stron postępowania oskarżony nadal stanowi poważne zagrożenie dla otoczenia, dlatego konieczne jest jego dalsze leczenie w warunkach zamkniętych.

Atak w pociągu ICE. Dwie osoby zostały ciężko ranne

Według ustaleń sądu do ataku doszło 3 lipca 2025 roku w pociągu dużych prędkości ICE, który ostatecznie zatrzymał się w pobliżu miejscowości Straßkirchen w powiecie Straubing-Bogen w Bawarii. Napastnik miał nagle zaatakować współpasażerów siekierą i młotkiem. W wyniku ataku dwie osoby zostały ciężko ranne. Przewodnicząca składu sędziowskiego podkreśliła, że fakt, iż nikt nie poniósł śmierci, był wyłącznie dziełem przypadku.

Pasażerowie obezwładnili napastnika

Do jeszcze większej tragedii nie doszło dzięki zdecydowanej reakcji innych pasażerów. Świadkowie zdarzenia uruchomili hamulec bezpieczeństwa, a następnie wspólnie obezwładnili napastnika do czasu przybycia służb ratunkowych i policji. Ich interwencja pozwoliła opanować sytuację i zapobiec kolejnym ofiarom.

Sąd: Mężczyzna cierpi na schizofrenię

Podczas procesu przeprowadzono opinię biegłych psychiatrów, z której wynikało, że 21-latek cierpi na schizofrenię. Według ustaleń choroba miała rozwinąć się w czasie kilkuletniej ucieczki do Niemiec, którą odbywał jako małoletni uchodźca bez opieki. Eksperci wskazali, że mężczyzna doświadczał między innymi omamów słuchowych. Słyszał głosy wydające mu polecenia i nakazujące określone działania. W chwili ataku miał subiektywnie odczuwać zagrożenie i postrzegać swoje zachowanie jako formę obrony koniecznej.

Bezterminowy pobyt w szpitalu psychiatrycznym

Biorąc pod uwagę stan psychiczny oskarżonego oraz wysokie ryzyko ponownego popełnienia podobnych czynów, sąd zdecydował o jego dalszym, bezterminowym pobycie w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym. Orzeczenie nie jest jeszcze prawomocne, jednak do czasu zakończenia postępowania mężczyzna pozostanie w placówce psychiatrycznej.

źródło: apollo-news.net

Jens Spahn zrezygnował z urzędu, ale nadal pobiera 17.300 euro miesięcznie

1

Były szef frakcji CDU/CSU stracił stanowisko, ale zachowuje mandat posła i wysokie uposażenie

Jens Spahn zrezygnował z funkcji przewodniczącego frakcji CDU/CSU w Bundestagu, jednak nie oznacza to końca jego działalności parlamentarnej ani utraty głównej części dochodów. Polityk pozostaje posłem do Bundestagu i nadal będzie otrzymywał miesięczne wynagrodzenie oraz przysługujące parlamentarzystom świadczenia. Choć zrezygnował z wpływowego stanowiska, z budżetu Bundestagu wciąż będzie otrzymywał łącznie około 17 300 euro miesięcznie, nie licząc utraconego dodatku funkcyjnego.

Rezygnacja dotyczy tylko funkcji przewodniczącego frakcji

46-letni Jens Spahn został wybrany do Bundestagu z okręgu wyborczego Steinfurt I – Borken I w Nadrenii Północnej-Westfalii. Jego rezygnacja, ogłoszona 18 lipca, dotyczy wyłącznie stanowiska przewodniczącego frakcji CDU/CSU. Polityk nadal pozostaje członkiem Bundestagu oraz parlamentarnej frakcji Unii. Oznacza to, że zachowuje prawo do wszystkich świadczeń przysługujących posłom, z wyjątkiem dodatku wypłacanego za pełnienie funkcji szefa frakcji.

Afera wokół macierzyństwa zastępczego doprowadziła do rezygnacji

Decyzja Spahna była konsekwencją wydarzeń, które wywołały ogromne kontrowersje w niemieckiej polityce. W środę Jens Spahn i jego mąż Daniel Funke poinformowali, że zostali rodzicami. Ich syn Georg przyszedł na świat w Stanach Zjednoczonych dzięki matce zastępczej. Sprawa wywołała falę krytyki, ponieważ w Niemczech korzystanie z macierzyństwa zastępczego jest zakazane, a sam Spahn jako polityk CDU przez lata popierał obowiązujące przepisy. W szeregach CDU i CSU, gdzie temat ten od lat budzi silne emocje, pojawiły się liczne głosy oburzenia. Presja na polityka szybko rosła, również ze strony kanclerza. W sobotę Spahn poinformował posłów CDU/CSU o swojej rezygnacji z funkcji przewodniczącego frakcji. „W ostatnich dniach coraz wyraźniej uświadamiałem sobie jedno: moja rodzina jest dla mnie najważniejsza” – napisał w swoim oświadczeniu.

Nadal będzie otrzymywał ponad 17 tysięcy euro miesięcznie

Mimo rezygnacji z funkcji przewodniczącego frakcji Jens Spahn nadal otrzymuje dietę poselską. Obecnie wynosi ona dokładnie 11 833,47 euro brutto miesięcznie. Planowana od 1 lipca podwyżka diet parlamentarnych o 4,2 procent została jednak 10 lipca jednogłośnie zawieszona przez Bundestag. Gdyby nie ta decyzja, miesięczne wynagrodzenie posłów wzrosłoby do około 12 330 euro. Oprócz diety Spahn, podobnie jak wszyscy parlamentarzyści, otrzymuje także nieopodatkowany ryczałt na pokrycie kosztów wykonywania mandatu, który wynosi obecnie 5 467,27 euro miesięcznie. Łącznie oznacza to wpływy z budżetu Bundestagu na poziomie około 17 300 euro miesięcznie.

Ryczałt nie jest dodatkową pensją

Środki wypłacane w ramach ryczałtu nie stanowią jednak dowolnego dochodu parlamentarzysty. Mają one pokrywać między innymi koszty prowadzenia biura poselskiego w okręgu wyborczym, utrzymania drugiego mieszkania w Berlinie, zakupu materiałów biurowych oraz działalności związanej z reprezentowaniem wyborców. Posłowie korzystają również z innych świadczeń rzeczowych, takich jak wyposażenie biura w Bundestagu, budżet przeznaczony na zatrudnianie pracowników czy możliwość korzystania ze środków transportu podczas podróży służbowych.

Nie wiadomo, ile dokładnie stracił po rezygnacji

Jens Spahn utracił natomiast dodatkowe wynagrodzenie, które przysługiwało mu jako przewodniczącemu frakcji CDU/CSU. Takie dodatki są finansowane z budżetów frakcji parlamentarnych, które z kolei pochodzą ze środków publicznych. Nie stanowią jednak elementu ustawowej diety poselskiej. Dokładna wysokość dodatku pobieranego przez Spahna nie jest znana. Frakcja CDU/CSU nie ujawnia bowiem wysokości wynagrodzeń wypłacanych poszczególnym osobom pełniącym funkcje kierownicze.

Inne partie publikują wysokość dodatków

Nie wszystkie ugrupowania stosują jednak taką samą politykę. Partia Zielonych informuje, że przewodniczący jej frakcji otrzymują dodatek odpowiadający 50 procentom diety poselskiej, czyli obecnie około 5 900 euro miesięcznie. Z kolei AfD podniosła w 2025 roku dodatki dla swoich przewodniczących do wysokości pełnej diety parlamentarnej, co oznacza niemal 12 000 euro miesięcznie. CDU/CSU oraz SPD publikują jedynie łączną kwotę wydaną na dodatki funkcyjne, bez wskazywania wysokości świadczeń dla konkretnych polityków. W 2023 roku frakcja CDU/CSU przeznaczyła na ten cel około 2,08 mln euro, natomiast SPD około 1,81 mln euro. Środki te zostały podzielone pomiędzy przewodniczącego frakcji, jego zastępców, sekretarzy parlamentarnych oraz innych funkcjonariuszy, dlatego na ich podstawie nie można ustalić, jaką dokładnie kwotę otrzymywał Jens Spahn.

źródło: t-online.de

Niemcy: Właścicielka berlińskiej kawiarni odmówiła obsługi klientowi. Powodem był krawat z symbolem AfD

4

„Nie podam kawy nazistom” – właścicielka lokalu wywołała burzę w internecie

Właścicielka berlińskiej kawiarni „Eule im Park” odmówiła sprzedaży napoju jednemu z klientów, ponieważ – jak twierdzi – rozpoznała w nim zwolennika partii AfD. Kobieta sama nagłośniła sprawę w mediach społecznościowych, publikując nagranie, w którym zapowiedziała, że w przyszłości również nie zamierza obsługiwać osób, które uzna za „nazistów” lub sympatyków Alternatywy dla Niemiec (AfD). Kawiarnia znajduje się w berlińskim parku Gleisdreieck i reklamuje się jako miejsce oferujące domowe jedzenie oraz napoje w spokojnej atmosferze. Tym razem jednak jeden z klientów miał spotkać się z odmową obsługi.

„No Latte for AfD”. Właścicielka opisała sytuację na Instagramie

Właścicielka lokalu opublikowała nagranie na oficjalnym profilu kawiarni na Instagramie, gdzie obserwuje ją około 8 tysięcy osób. Film zatytułowała „No Latte for AfD” („Żadnej latte dla AfD”). W nagraniu kobieta opowiedziała, że do kawiarni przyszedł mężczyzna, którego miała rozpoznać jako zwolennika AfD. Jak stwierdziła, miał on „ładnie pokazywać to swoim krawatem”. Według jej relacji klient chciał zamówić latte macchiato, jednak miał wymówić nazwę napoju jako „Latte Matschiato”. Właścicielka przyznała, że odmówiła mu obsługi.

„Powiedziałam: nie podam panu Latte Matschiato. A on naprawdę odpowiedział: gastronom powinien być całkowicie apolityczny. A ja na to: nie” – relacjonowała w nagraniu.

Kolejne nagrania i reakcje klientów

Na jednym filmie się jednak nie skończyło. Następnego dnia właścicielka opublikowała kolejne nagranie, w którym odniosła się do reakcji po swoim wpisie. Jak twierdziła, po odmowie sprzedaży kawy „afdowemu trollowi” lokal otrzymał wiele negatywnych opinii w internecie. Kobieta przekonywała jednak, że nie zaszkodzi to działalności kawiarni.

„Będziemy zawsze, zawsze, zawsze istnieć i zawsze, zawsze, zawsze, jeśli to rozpoznam, nie będę podawać kawy nazistom” – powiedziała.

Dodała również, że nie chce słyszeć argumentów, iż powinna rozmawiać z osobami o innych poglądach. Zapowiedziała także, że w razie potrzeby będzie publicznie ujawniać negatywne recenzje.

Zapowiedziała specjalną tabliczkę przed kawiarnią

W kolejnym nagraniu właścicielka ponownie poruszyła temat incydentu i tym razem określiła klienta obraźliwym mianem „afdwskiego błazna”. Twierdziła, że po publikacji materiałów w mediach społecznościowych została zaatakowana przez wielu użytkowników i otrzymała obraźliwe komentarze. Według niej reakcje te tylko utwierdziły ją w swoim stanowisku. Zapowiedziała, że w przyszłości chce umieścić przed lokalem tabliczkę informującą, że kawiarnia nie chce sprzedawać kawy „nazistom, osobom, które mogą nimi zostać, ani tym, którzy po prostu wybierają AfD”. W swojej relacji na Instagramie właścicielka opublikowała również zdjęcie tabliczki z napisem: „Wstęp tylko dla tych, którzy mają chociaż minimalny poziomem rozumu!” i skomentowała je słowami: „Tak powinno być wszędzie”. Sprawa wywołała dyskusję w internecie dotyczącą granic między poglądami politycznymi, prawem przedsiębiorcy do wyboru klientów oraz zasadą równego traktowania.

źródło: bild.de

Niemcy: Policja ma ujawniać narodowość sprawców i podejrzanych? CDU chce zmian, Zieloni ostrzegają przed dyskryminacją

3

Unia CDU/CSU domaga się jednolitych zasad w całym kraju

W Niemczech trwa dyskusja na temat sposobu informowania opinii publicznej o przestępstwach. Frakcja CDU/CSU w Bundestagu opowiedziała się za wprowadzeniem jednolitych w całym kraju zasad, zgodnie z którymi policja miałaby co do zasady podawać obywatelstwo osób podejrzanych o popełnienie przestępstw. Zdaniem polityków takie rozwiązanie zwiększyłoby przejrzystość działań służb i ograniczyło rozprzestrzenianie się plotek oraz fałszywych informacji. Zieloni uważają jednak, że może to prowadzić do dyskryminacji.

CDU: Brak takich informacji podważa zaufanie do państwa

Rzecznik frakcji CDU/CSU ds. polityki wewnętrznej, Alexander Throm, zaapelował, aby wszystkie kraje związkowe stosowały takie same zasady jak Federalny Urząd Kryminalny (BKA) oraz Policja Federalna. Jak podkreślił, obie instytucje już teraz co do zasady podają obywatelstwo osób podejrzanych w swoich komunikatach prasowych. Informacje te i tak są rejestrowane w policyjnych statystykach. W rozmowie z magazynem „Focus” Throm stwierdził, że kraje związkowe powinny publikować wszystkie znane im informacje dotyczące podejrzanych, o ile jest to możliwe. Polityk CDU argumentował, że ukrywanie takich danych może prowadzić do rozpowszechniania plotek i dezinformacji, a w konsekwencji do utraty zaufania obywateli do organów państwowych. Jego zdaniem sprawą powinna zająć się Konferencja Ministrów Spraw Wewnętrznych Niemiec.

Badenia-Wirtembergia planuje zmianę dotychczasowej praktyki

Propozycja CDU pojawiła się w czasie, gdy Badenia-Wirtembergia zapowiada zmianę obowiązujących zasad. Minister spraw wewnętrznych tego kraju związkowego, Manuel Hagel (CDU), chce, aby policja w przyszłości aktywnie i co do zasady podawała narodowość osób podejrzanych o popełnienie przestępstw. Wyjątki miałyby dotyczyć jedynie spraw z udziałem nieletnich, sytuacji, w których mogłoby dojść do identyfikacji pokrzywdzonych, lub przypadków, gdy ujawnienie takich informacji mogłoby zagrozić prowadzonemu śledztwu. Hagel już wcześniej apelował o wprowadzenie jednolitych przepisów w całych Niemczech.

„To, że w Badenii-Wirtembergii wobec sprawców obowiązują jedne zasady, a w Berlinie inne, jest czymś, czego naprawdę nikt nie potrafi zrozumieć” – powiedział polityk CDU w rozmowie z dziennikiem „Bild”.

Dodał, że jeśli państwo chce cieszyć się zaufaniem obywateli, powinno mówić otwarcie i jasno, bez ideologicznych uprzedzeń czy niepotrzebnej polemiki, stosując jednakowe zasady wobec wszystkich.

Część krajów związkowych już podaje narodowość podejrzanych

Obecnie kilka krajów związkowych już standardowo zamieszcza informacje o narodowości podejrzanych w policyjnych komunikatach. Należą do nich między innymi Bawaria, Meklemburgia-Pomorze Przednie, Szlezwik-Holsztyn oraz Nadrenia Północna-Westfalia. Pozostałe landy nadal stosują bardziej ostrożne podejście lub każdorazowo oceniają, czy w danej sprawie istnieje interes publiczny uzasadniający ujawnienie takich informacji.

Dyskusja trwa od wydarzeń z sylwestra 2015/2016

Debata dotycząca ujawniania narodowości sprawców trwa w Niemczech od wielu lat, a szczególnie nasiliła się po wydarzeniach z nocy sylwestrowej 2015/2016. Wówczas w Kolonii, Hamburgu i innych miastach doszło do licznych napaści na tle seksualnym. Według późniejszych ustaleń większość podejrzanych pochodziła z krajów Afryki Północnej. Na początku informacje dotyczące pochodzenia podejrzanych były przekazywane bardzo ostrożnie, co później doprowadziło do ostrej krytyki pod adresem policji i części mediów.

Zieloni: To może prowadzić do dyskryminacji

Za wprowadzeniem jednolitych zasad opowiedział się również minister spraw wewnętrznych Nadrenii Północnej-Westfalii Herbert Reul (CDU).

„Zawsze byłem zwolennikiem przejrzystości” – powiedział w rozmowie z „Kölner Stadt-Anzeiger”. Jego zdaniem podawanie narodowości w kontekście przestępstw zwiększa transparentność działań policji i wzmacnia zaufanie społeczne.

Przeciwnicy takiego rozwiązania odwołują się jednak do niemieckiego Kodeksu Prasowego. Zgodnie z jego zapisami przy informowaniu o przestępstwach nie powinno się automatycznie podawać narodowości, religii ani pochodzenia etnicznego sprawców lub podejrzanych. Partia Zielonych sprzeciwia się obowiązkowemu ujawnianiu takich danych. Jej przedstawiciele argumentują, że mogłoby to zwiększać ryzyko dyskryminacji określonych grup społecznych i narodowościowych.

źródło: jungefreiheit.de

Niemcy: 22-letni Afgańczyk podejrzany o śmiertelny atak nożem na studenta. Rodzice ofiary apelują o zmiany

1

22-letni Afgańczyk podejrzany o śmiertelny atak w Trewirze. Rodzice ofiary domagają się konsekwencji

W Trewirze w Nadrenii-Palatynacie doszło do tragicznego ataku nożowego, w którym zginął 22-letni student Marius Dick. Młody mężczyzna został zaatakowany przypadkowo na ulicy przez rówieśnika, który miał wielokrotnie ugodzić go nożem. Teraz rodzice ofiary apelują do polityków o podjęcie działań i mówią: „W Niemczech musi się coś zmienić. Nie czujemy się już bezpiecznie”. Do zdarzenia doszło, gdy Marius wracał do domu po zakupach. Jak wynika z informacji przekazanych przez niemieckie media, na jego drodze miał pojawić się 22-letni Sajad M. pochodzący z Afganistanu. Według ustaleń śledczych mężczyzna zaatakował studenta nożem bez wcześniejszego kontaktu między nimi. Jeden z ciosów miał trafić ofiarę w okolice serca. Obrażenia okazały się zbyt poważne – mimo udzielonej pomocy medycznej Marius Dick zmarł krótko po przewiezieniu do szpitala.

Policja: ofiara była przypadkowa

Według policji Marius był przypadkową ofiarą. Sprawca i poszkodowany nie znali się wcześniej i nie łączyła ich żadna relacja. Podejrzany o atak został umieszczony w szpitalu psychiatrycznym. Prokuratura prowadzi przeciwko niemu postępowanie w sprawie podejrzenia zabójstwa. Po tragedii rodzice zmarłego studenta, którzy są zaangażowani w działalność partii CDU, udzielili wywiadu dziennikowi „Bild”. W rozmowie zaapelowali do władz o wyciągnięcie konsekwencji i podjęcie działań mających zwiększyć bezpieczeństwo obywateli.

„W Niemczech musi się coś zmienić. Nie czujemy się już bezpiecznie” – powiedzieli rodzice.

„Mój syn nigdy nie zrobiłby nikomu krzywdy”

Matka zmarłego, 56-letnia Elke Dick, od lat związana z CDU, opowiedziała o swoim synu jako o osobie otwartej i pełnej energii.

„Mój syn był niezwykle otwartym i ekstrawertycznym człowiekiem. Nigdy nie zrobiłby nikomu krzywdy. A teraz straciliśmy go w tak straszny sposób” – powiedziała.

Kobieta podkreśliła, że Marius był studentem historii na Uniwersytecie w Trewirze i znajdował się tuż przed ukończeniem studiów licencjackich. Miał już także dalsze plany edukacyjne – chciał kontynuować naukę na studiach magisterskich w Poczdamie, specjalizując się w historii wojskowości.

Ojciec apeluje do władz: „Ten przypadek musi wstrząsnąć Niemcami”

Ojciec ofiary, 59-letni Thomas Dick, zaapelował do władz federalnych i regionalnych o działania mające chronić obywateli przed podobnymi tragediami.

„Sprawa mojego syna musi teraz wstrząsnąć Niemcami” – powiedział.

Dodał również: „Apeluję do polityków, do naszych władz krajowych i federalnych, aby chronili naszych obywateli przed takimi atakami. Chcę sprawiedliwości dla mojego syna”. Śledztwo w sprawie śmierci 22-letniego studenta nadal trwa. Służby wyjaśniają dokładny przebieg wydarzeń oraz motywy podejrzanego.

źródło: n-tv.de

Niemcy: Sześciu policjantów rannych podczas nocnej bójki w Lingen. Funkcjonariuszka kopnięta i niezdolna do służby

5

Awantura przed lokalem zamieniła się w atak na policję. Zatrzymano trzy osoby

Do poważnej eskalacji doszło w nocy z piątku na sobotę w Lingen w powiecie Emsland w Dolnej Saksonii. Podczas masowej bójki przed jednym z lokali gastronomicznych uczestnicy zaatakowali interweniujących policjantów. W wyniku zdarzenia rannych zostało sześciu funkcjonariuszy, a jedna z policjantek po kopnięciu i upadku nie była już w stanie kontynuować służby. Jak poinformowała policja z komisariatu Emsland/Grafschaft Bentheim, do zdarzenia doszło w sobotę około godziny 3:00 nad ranem na rynku w centrum Lingen. Przed jednym z lokali gastronomicznych wybuchł konflikt pomiędzy dwiema większymi grupami osób. Początkowo była to sprzeczka słowna, która szybko przerodziła się w przepychanki i bójkę. Na miejsce skierowano patrole policji, które próbowały rozdzielić zwaśnione grupy i opanować sytuację. Jednak po przybyciu funkcjonariuszy część uczestników bójki miała skierować agresję przeciwko interweniującym mundurowym.

Tłum zaatakował funkcjonariuszy. Policjantka trafiła do szpitala

Według ustaleń policji kilku uczestników zdarzenia zjednoczyło się i zaatakowało funkcjonariuszy. Z tłumu wyłoniły się osoby, które miały celowo zaatakować trzech policjantów. Najpoważniej ucierpiała 34-letnia policjantka. Kobieta została kopnięta, a następnie upadła, odnosząc obrażenia wymagające pomocy medycznej. Funkcjonariuszka została przewieziona do szpitala, gdzie udzielono jej pomocy ambulatoryjnej. Ze względu na stan zdrowia nie mogła już wrócić tego dnia do służby. Pięciu kolejnych policjantów w wieku od 28 do 36 lat doznało lżejszych obrażeń. Jak przekazała policja, również wśród uczestników bójki odnotowano pojedyncze urazy, jednak nie były one poważne.

Konieczne było wezwanie dodatkowych sił policji

Sytuacja była dynamiczna i dopiero po przybyciu kolejnych funkcjonariuszy udało się opanować zdarzenie. Policja zatrzymała trzech podejrzanych mężczyzn w wieku 18, 21 i 25 lat. Na polecenie prokuratury zatrzymani musieli poddać się badaniom krwi, które mają wykazać, czy w chwili zdarzenia znajdowali się pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Wobec mężczyzn wszczęto postępowania dotyczące podejrzenia napaści na funkcjonariuszy podczas wykonywania obowiązków, stawiania oporu policji oraz zakłócania porządku publicznego.

Policja prowadzi dalsze śledztwo

Śledczy sprawdzają również udział kolejnych osób, które znajdowały się w tłumie i mogły brać udział w ataku na funkcjonariuszy. Ich tożsamość nie została jeszcze ustalona. Aby zapobiec kolejnym incydentom, policja zastosowała dodatkowe środki. Wobec dwóch uczestników zdarzenia, którzy nie mają stałego miejsca zamieszkania w Lingen, wydano długoterminowy zakaz przebywania na terenie całego miasta. Inne osoby otrzymały nakazy opuszczenia strefy pieszej w centrum Lingen. Dokładne przyczyny początkowego konfliktu oraz przebieg całego zdarzenia są nadal wyjaśniane przez policję.

źródło: bild.de