90 proc. uczniów to migranci. Ekspert apeluje o zamknięcie „najbardziej niebezpiecznej szkoły w Niemczech”

0

W Karolina-Burger-Realschule w Ludwigshafen sytuacja wymknęła się spod kontroli. Przemoc, bójki, wandalizm i fałszywe alarmy pożarowe mają być tam codziennością. Według przedstawionych informacji około jedna trzecia nauczycieli przebywa obecnie na zwolnieniach lekarskich. Ekspert ds. migracji Ahmad Mansour uważa, że samo odwołanie dyrektora nie wystarczy. Jego zdaniem szkołę należy całkowicie zamknąć, a uczniów rozdzielić między inne placówki. Problemy szkoły miały być przez lata bagatelizowane przez odpowiedzialne władze – twierdzi związek nauczycieli. Dodatkowym wyzwaniem jest bardzo wysoki odsetek uczniów ze środowisk migracyjnych, który według artykułu wynosi około 90 proc. Mansour w rozmowie z „Bild” ocenił: „Tak dalej być nie może”. Jego zdaniem rozwiązaniem nie jest wyłącznie zmiana kierownictwa placówki. „Szkoła nie może stać się miejscem, w którym przemoc jest codziennością” – powiedział.

Dyrektor został odwołany po rozpoczęciu roku szkolnego

Przez 35 lat Nadrenią-Palatynatem rządziła SPD. Po wyborach w marcu 2026 roku władzę przejęła CDU, która objęła również resort edukacji. Nowe władze zdecydowały się na interwencję w Ludwigshafen. Już w drugim tygodniu nauki po wakacjach odwołano dyrektora Karolina-Burger-Realschule, Olivera Kästela. 56-latek wcześniej kandydował z ramienia SPD Meckenheim na stanowisko burmistrza miejscowości. Mansour uważa jednak, że zmiana dyrekcji nie rozwiąże problemu. Jego zdaniem na eskalację przemocy wpływają m.in. przemoc w rodzinach, oddziaływanie mediów społecznościowych, niepewność nauczycieli oraz brak wystarczającego wsparcia politycznego dla kadry pedagogicznej i dyrektorów szkół.

„Soczewka nieudanej polityki integracyjnej”

Socjolożka Susanne Schröter określa sytuację w Karolina-Burger-Realschule jako „soczewkę nieudanej polityki integracyjnej”. Zdaniem naukowczyni z Frankfurtu nie jest to odosobniony przypadek. Jak twierdzi, szkoły z wysokim odsetkiem uczniów ze środowisk migracyjnych już wcześniej trafiały na pierwsze strony gazet z powodu poważnych problemów. Jednocześnie problem przemocy wobec nauczycieli ma dotyczyć szkół w całych Niemczech. Według przytoczonych danych w 35 proc. placówek doszło już do przemocy ze strony uczniów, a 21 proc. nauczycieli padło ofiarą przemocy fizycznej.

Związek nauczycieli: „Nauczyciele są tutaj najbardziej poszkodowani”

Heinz-Peter Meidinger, honorowy przewodniczący Niemieckiego Związku Nauczycieli, uważa, że w przypadku części uczniów ze środowisk migracyjnych próg tolerancji dla przemocy jest niższy. W rozmowie z „Bild” wskazał również na problemy z funkcjonowaniem samej szkoły. Jego zdaniem popełniono wiele błędów, a kierownictwo placówki najwyraźniej nie zapewniło nauczycielom odpowiedniego wsparcia.

„Uczniowie nie stali się tacy w szkołach. Przynieśli ze sobą swój potencjał konfliktowy i swoje problemy. Nauczyciele są tutaj najbardziej poszkodowani” – ocenił Meidinger.

Jako jedno z głównych wyzwań wskazuje on koncentrację uczniów ze środowisk migracyjnych w niektórych placówkach i problemy z integracją. Opowiada się za bardziej równomiernym rozłożeniem uczniów między szkołami, zanim powstaną placówki z niemal całkowitym udziałem uczniów migrantów. Według Meidingera rodzice niemieccy zaczynają unikać takich szkół, co dodatkowo wzmacnia istniejącą tendencję. Twierdzi on, że w Niemczech są setki placówek borykających się z podobnymi problemami.

„Takie warunki przyspieszają upadek niemieckiego systemu szkolnictwa” – ostrzega.

Uczniowie obawiają się stygmatyzacji

Karolina-Burger-Realschule ma około 800 uczniów. Według przedstawionych informacji nawet 150 z nich może sprawiać poważne problemy wychowawcze. Konsekwencje ich zachowania mają odczuwać również pozostali uczniowie. Jeden z uczniów szkoły zwrócił uwagę na jeszcze jeden problem – obawę, że reputacja placówki może wpłynąć na przyszłość osób, które nie mają nic wspólnego z aktami przemocy.

„Kiedy będziemy szukać pracy i na świadectwie ukończenia szkoły będzie widniała nazwa naszej szkoły, kto wie, czy w ogóle nas przyjmą, bo wtedy wszyscy uczniowie stamtąd mogą być uznani za osoby problemowe” – powiedział w rozmowie z „Bild”.

Sprawa Karolina-Burger-Realschule stała się tym samym nie tylko debatą o bezpieczeństwie w jednej placówce, lecz także o tym, jak niemiecki system edukacji powinien reagować na koncentrację problemów społecznych, przemoc i trudności integracyjne.

źródło: bild.de

Nowy rekord upałów w 2026 roku. To był najgorętszy dzień w Niemczech

0

Upały w Niemczech stają się coraz bardziej odczuwalnym zjawiskiem, jednak rok 2026 przyniósł nowy rekord. 27 czerwca w kraju odnotowano najwyższą temperaturę od początku pomiarów meteorologicznych. Tego dnia w miejscowości Möckern-Drewitz w Saksonii-Anhalt termometry wskazały 41,8 stopnia Celsjusza. Był to nowy rekord temperatury dla Niemiec.

41,8 stopnia – nowy rekord temperatury

Do tej pory za najgorętszy dzień w historii niemieckich pomiarów uznawano 25 lipca 2019 roku. Niemiecka Służba Meteorologiczna (DWD) odnotowała wówczas temperaturę 41,2 stopnia Celsjusza w Duisburgu i Tönisvorst w Nadrenii Północnej-Westfalii. Rekord z 2026 roku pobił ten wynik o 0,6 stopnia. Najwyższą temperaturę zmierzono 27 czerwca na stacji meteorologicznej Möckern-Drewitz w Saksonii-Anhalt.

Ekstremalne upały coraz częstsze

Jeszcze kilka dekad temu temperatury przekraczające 40 stopni Celsjusza należały w Niemczech do wyjątkowo rzadkich zjawisk. W ostatnich latach rekordowe upały pojawiają się jednak coraz częściej. Do najcieplejszych niemieckich lat i okresów letnich od początku regularnych pomiarów meteorologicznych, prowadzonych od 1881 roku, należały m.in. 2003, 2018 i 2019. Wzrasta również średnia roczna temperatura. Według przedstawionych danych od 29 lat w Niemczech odnotowywane są lata z temperaturami przekraczającymi wcześniejsze normy. Lato 2025 przebiegało natomiast stosunkowo umiarkowanie. Temperatury w Niemczech wyraźnie się zmieniały, co ostatecznie dało bardziej przeciętny obraz sezonu. W sąsiednich krajach Europy sytuacja wyglądała inaczej – tam wielokrotnie odnotowywano temperatury przekraczające 40 stopni.

Czerwiec 2026 należał do najcieplejszych w historii

Lato 2026 nie zostało jeszcze w pełni podsumowane. Według danych dostępnych na 20 sierpnia można było jedynie przedstawić wstępny bilans, który i tak okazał się wyjątkowy. Czerwiec 2026 roku był drugim najcieplejszym czerwcem od początku ogólnoniemieckich zestawień. Średnia temperatura wyniosła 19,5 stopnia Celsjusza, czyli o 3,1 stopnia więcej niż średnia z lat 1991-2020. Kulminacja upałów nastąpiła już na początku lata. Od 18 do 28 czerwca Niemcy znalazły się pod wpływem długiej i intensywnej fali upałów, podczas której miał zostać ustanowiony nowy rekord temperatury. Również lipiec był wyjątkowo ciepły.

Czy lato 2026 będzie jednym z najgorętszych?

Niemiecka Służba Meteorologiczna będzie mogła ostatecznie ocenić całe lato dopiero po zakończeniu sierpnia i przeanalizowaniu danych z całego sezonu. Już teraz wiadomo jednak, że czerwiec przyniósł wyjątkowo wysokie temperatury, a fala upałów pod koniec miesiąca zapisała się jako jeden z najbardziej ekstremalnych epizodów pogodowych w Niemczech. To, czy lato 2026 znajdzie się ostatecznie wśród najgorętszych w historii niemieckich pomiarów, będzie można ocenić po opublikowaniu pełnego podsumowania sezonu.

źródło: bild.de

Niemcy wzywają firmy do bojkotu izraelskiego projektu. Ostrzegają przed konsekwencjami prawnymi

0

Niemcy, Francja, Włochy i Wielka Brytania zwiększają presję na Izrael. Cztery rządy zaapelowały do przedsiębiorstw, aby nie brały udziału w izraelskim przetargu budowlanym dotyczącym osiedla na Zachodnim Brzegu Jordanu. Firmy, które mimo to zdecydują się złożyć ofertę, zostały ostrzeżone przed możliwymi konsekwencjami prawnymi i utratą reputacji.

Chodzi o projekt osiedla E1 na Zachodnim Brzegu

Powodem wspólnego stanowiska jest izraelski projekt osiedleńczy E1, zlokalizowany pomiędzy Jerozolimą a Ma’ale Adumim. We wtorek Izrael ogłosił nowy przetarg na budowę 1234 mieszkań. Planowane inwestycje stanowią ponad jedną trzecią z około 3400 lokali mieszkalnych przewidzianych łącznie na obszarze E1. Według izraelskiej organizacji Peace Now oferty można składać do 19 października, czyli na osiem dni przed izraelskimi wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na 27 października.

Cztery państwa domagają się wycofania planów

Niemcy, Francja, Włochy i Wielka Brytania we wspólnym oświadczeniu opublikowanym w czwartek wezwały Izrael do „natychmiastowego wycofania” planów. Rządy czterech państw określiły ogłoszony przetarg jako „nie do zaakceptowania”. Ich zdaniem realizacja projektu E1 podważa perspektywy rozwiązania dwupaństwowego i negatywnie wpływa na terytorialną ciągłość obszarów palestyńskich. W oświadczeniu znalazł się również bezpośredni apel do przedsiębiorstw.

„Przedsiębiorstwa nie powinny rozważać udziału w przetargach budowlanych” – podkreślono.

Firmy zostały jednocześnie ostrzeżone, że powinny mieć świadomość możliwych „konsekwencji prawnych i szkód dla reputacji”. Rządy wskazały również na ryzyko udziału w poważnych naruszeniach prawa międzynarodowego.

Podobny apel pojawił się już wcześniej

Już w maju Niemcy, wspólnie z dziesięcioma innymi państwami oraz wysoką przedstawiciel UE do spraw zagranicznych, wezwały przedsiębiorstwa do nieuczestniczenia w przetargach dotyczących projektu E1 oraz innych izraelskich inwestycji osiedleńczych. Sygnatariusze już wtedy ostrzegali przed konsekwencjami prawnymi i reputacyjnymi. Teraz, po faktycznym ogłoszeniu przetargu na budowę nowych mieszkań, apel nabiera bardziej konkretnego znaczenia.

Merz wcześniej wykluczał ogólne sankcje wobec Izraela

Stanowisko niemieckiego rządu jest szczególnie istotne również w kontekście wcześniejszych wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza. Pod koniec lipca wyraźnie wykluczał on możliwość wprowadzenia ogólnych sankcji przeciwko Izraelowi. Podczas wizyty w Dublinie Merz powiedział, że Niemcy nie uważają generalnych sankcji wobec Izraela za właściwe. Podkreślił również szczególną odpowiedzialność Niemiec wobec Izraela i zaznaczył, że z tego powodu Berlin nie może i nie chce przyłączać się do ogólnych reżimów sankcyjnych. Obecny apel nie jest więc formalnym wprowadzeniem sankcji, lecz stanowi wyraźne ostrzeżenie skierowane do firm rozważających udział w realizacji izraelskiego projektu osiedleńczego E1.

źródło: apollo-news.net

Niemcy udaremnili ponad 70 tys. nielegalnych wjazdów. Jest bilans kontroli granicznych

2

Od rozpoczęcia rządów koalicji pod przewodnictwem Friedricha Merza niemieckie służby miały udaremnić ponad 70 tys. nielegalnych wjazdów do kraju. Tak wynika z danych niemieckiej policji federalnej, dotyczących okresu od 8 maja 2025 roku do 15 sierpnia 2026 roku. Zaostrzone kontrole graniczne oraz bezpośrednie zawracanie osób na granicach zostały wprowadzone 7 maja 2025 roku, w pierwszym dniu pracy nowego rządu. Decyzję w tej sprawie podjął minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt. Miało to być początkiem zapowiadanej przez kanclerza Friedricha Merza zmiany polityki migracyjnej Niemiec. Kontrole zostały następnie przedłużone. Według danych, do których dotarł „Bild”, w ciągu 464 dni na granicach lądowych i niemieckich lotniskach udaremniono łącznie ponad 70 tys. nielegalnych wjazdów.

Prawie 58 tys. przypadków na granicach lądowych

Od 8 maja 2025 roku do 15 sierpnia 2026 roku na niemieckich granicach lądowych odnotowano 57 973 przypadki nielegalnego wjazdu, wliczając w to również próby przekroczenia granicy. Najwięcej zatrzymanych osób pochodziło z Ukrainy – 7515. Kolejne miejsca zajęli obywatele Afganistanu – 4842 przypadki oraz Turcji – 4834. W tym samym okresie 2868 osób, które próbowały przekroczyć granicę nielegalnie, zwróciło się o ochronę. Podczas kontroli granicznych zatrzymano również 11 018 osób poszukiwanych na podstawie nakazów aresztowania. Wśród zatrzymanych znalazło się także 1970 osób poszukiwanych w związku z przestępczością polityczną, obejmującą przestępstwa o podłożu lewicowym, prawicowym i islamistycznym. Niemiecka policja federalna zatrzymała również 1672 osoby podejrzane o przemyt ludzi oraz 2165 cudzoziemców objętych zakazem wjazdu i pobytu w Niemczech.

Ponad 12 tys. nielegalnych wjazdów udaremniono na lotniskach

Na niemieckich lotniskach w tym samym okresie udaremniono 12 639 nielegalnych wjazdów. Spośród tych przypadków 4780 dotyczyło osób przylatujących spoza strefy Schengen. Znacznie więcej, bo 7859 osób, próbowało dostać się do Niemiec drogą lotniczą z innych państw należących do strefy Schengen. Oznacza to, że większość zatrzymanych na lotniskach osób przybywała z krajów, w których już wcześniej przebywały lub przechodziły procedury azylowe.

Południowe granice pod szczególną presją

Od lat jednymi z głównych tras migracyjnych do Europy pozostają szlaki prowadzące przez Morze Śródziemne do Hiszpanii, Włoch i Grecji. Z tego powodu szczególne znaczenie dla Niemiec mają południowe odcinki granic. Według danych niemieckiej policji federalnej szczególnie duża liczba prób nielegalnego przekroczenia granicy odnotowywana jest na granicy z Francją. Osoby próbujące dostać się do Niemiec mają docierać tam przede wszystkim przez Włochy, ale również przez Hiszpanię i następnie Francję. Bilans pierwszych 464 dni zaostrzonych kontroli granicznych pokazuje skalę działań niemieckich służb. Łącznie na granicach lądowych i lotniskach udaremniono ponad 70 tys. przypadków nielegalnego wjazdu, choć dane te obejmują zarówno osoby zatrzymane podczas prób przekroczenia granicy, jak i inne przypadki wykryte w ramach prowadzonych kontroli.

źródło: bild.de

Niemcy ruszyli tankować do Polski. Oszczędzają nawet 90 centów na litrze

2

Po obniżeniu podatku VAT i wprowadzeniu maksymalnych cen paliw polskie stacje przy granicy z Niemcami przeżywają prawdziwe oblężenie. Niemieccy kierowcy masowo przyjeżdżają do Polski zatankować, ponieważ na każdym litrze mogą zaoszczędzić od 80 do nawet 90 centów. Od 17 sierpnia polski rząd, w ramach programu CPN „Ceny Paliw Niżej”, obniżył stawkę VAT na benzynę i olej napędowy z 23 do 8 proc. Ministerstwo Energii codziennie ustala również maksymalną cenę detaliczną paliw. Od momentu wprowadzenia obniżek na stacjach paliw w miejscowościach przygranicznych wyraźnie przybyło samochodów z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi.

Niemcy masowo tankują po polskiej stronie granicy

Sytuację w Świnoujściu opisał tabloid „Fakt”. Przy ulicy Karsiborskiej, gdzie obok siebie znajdują się trzy stacje paliw, samochody z polskimi rejestracjami należą obecnie do rzadkości.

– Tankuję tutaj, bo jest po prostu taniej – powiedział Simon, który wracał z wakacji i był w drodze do Hanoweru.

Mathias, mieszkający w regionie przygranicznym, porównał ceny. W Niemczech litr paliwa kosztuje około 2,55 euro, podczas gdy w Polsce około 7,20 zł. Oznacza to oszczędność sięgającą niemal 4 zł na każdym litrze. Jeden z kierowców zatankował do swojego kampera prawie 60 litrów oleju napędowego za niewiele ponad 400 zł. W Niemczech za taką samą ilość paliwa musiałby zapłacić ponad 600 zł. Pracownicy stacji paliw w rozmowie z „Faktem” przyznają, że niemieccy kierowcy zawsze przyjeżdżali tankować do Polski, jednak po ostatnich obniżkach ich liczba wyraźnie wzrosła. Wielu z nich dodatkowo napełnia kanistry, aby zabrać paliwo ze sobą.

Kolejki także w Zgorzelcu

Podobną sytuację opisuje Radio Wrocław. W Zgorzelcu, położonym tuż przy niemieckim Görlitz, stacje paliw przy ulicach Armii Krajowej, Słowiańskiej, Łużyckiej i Daszyńskiego są pełne niemieckich samochodów. Cena benzyny 95 nie może przekroczyć 6,41 zł za litr, benzyny 98 – 7,20 zł, a oleju napędowego – 7,37 zł. Obniżki są efektem ponownego uruchomienia programu „Ceny Paliw Niżej”.

– Przyjeżdżamy tutaj, bo u nas ceny oszalały – mówią kierowcy z Görlitz w rozmowie z Radiem Wrocław.

Różnica w cenie wynosi od 40 do 60 centów na litrze. Kierowniczka jednej ze stacji, Magda Szczepańska, potwierdza, że po obniżkach Niemcy zaczęli licznie przyjeżdżać do Polski.

– Niemcy ruszyli. Dla nich to bardzo duża obniżka. Niemiecki klient zawsze tankuje też do kanistrów i zabiera paliwo ze sobą – mówi.

„Turystyka paliwowa” przy granicy nabiera tempa

O rosnącym zainteresowaniu tankowaniem w Polsce informują również niemieckie media. „Märkische Oderzeitung” opisał sytuację na granicy w rejonie Coschen i Żytowania. Dziennik zauważył, że mimo dużej różnicy cen tego dnia na stacjach w Słubicach nie było jeszcze szczególnie tłoczno. NDR poinformował z kolei o coraz dłuższych kolejkach przed stacjami paliw w okolicach Lubieszyna. Ustawiają się tam samochody z rejestracjami z Pasewalk, Ueckermünde, Neubrandenburga czy Greifswaldu.

„Lausitzer Rundschau” donosi natomiast o porannych kolejkach przed stacją Circle K w Zasiekach koło Forst na Łużycach. Portal „Wirtschaftswoche” wyliczył, że przy zatankowaniu 50-litrowego baku kierowcy mogą obecnie zaoszczędzić około 34 euro w przypadku benzyny Super E10 i około 27 euro w przypadku oleju napędowego. 50 litrów benzyny kosztuje w Polsce około 74,50 euro, podczas gdy w Niemczech około 108,50 euro. Za 50 litrów oleju napędowego trzeba w Polsce zapłacić około 85,50 euro, a w Niemczech około 112,50 euro.

Długi objazd może zniwelować oszczędności

„Wirtschaftswoche” zwraca jednak uwagę, że dłuższa podróż specjalnie po tańsze paliwo może szybko sprawić, że oszczędność przestanie się opłacać. Przy zużyciu 7 litrów benzyny na 100 kilometrów korzyść finansowa znika po przejechaniu około 220 dodatkowych kilometrów. W przypadku samochodu z silnikiem Diesla, który spala 6 litrów na 100 kilometrów, granica opłacalności wynosi około 200 kilometrów.

Do tych wyliczeń nie doliczono jeszcze czasu podróży ani kosztów związanych ze zużyciem samochodu. Tankowanie w Polsce najbardziej opłaca się więc mieszkańcom regionów przygranicznych lub osobom, które i tak planują podróż do Polski.

Tanie paliwo tylko do końca sierpnia

„Wirtschaftswoche” przypomina również, że zgodnie z niemieckim prawem kierowca może całkowicie zatankować standardowy bak swojego samochodu. Dodatkowo do 20 litrów paliwa przewożonego w kanistrach jest zwolnione z niemieckiego podatku energetycznego.

Paliwo musi zostać legalnie kupione na stacji w Polsce i opodatkowane na miejscu. Może być również przeznaczone wyłącznie na własny użytek oraz do konkretnego pojazdu. Przewiezienie przez granicę więcej niż 20 litrów paliwa w kanistrach wymaga zgłoszenia celnego i zapłacenia niemieckiego podatku energetycznego. Przepisy dotyczące transportu pozwalają wprawdzie przewozić łącznie do 240 litrów, jednak pojedynczy kanister nie może mieć pojemności większej niż 60 litrów.

Niemiecki automobilklub ADAC zaleca jednak ze względów bezpieczeństwa przewożenie maksymalnie 10 litrów paliwa. Kanistry powinny posiadać odpowiednie certyfikaty, być szczelnie zamknięte i odpowiednio zabezpieczone w bagażniku. Obniżka VAT oraz wprowadzenie maksymalnych cen paliw są reakcją na wysokie ceny ropy na światowych rynkach. Program ma jednak charakter tymczasowy. Od 1 września 2026 roku stawka VAT ma ponownie wzrosnąć do 23 proc., a maksymalne ceny paliw przestaną obowiązywać. Według obecnych informacji polski rząd nie planuje przedłużenia programu.

źródło: de.euronews.com

Niemiecka prasa: W Polsce rosną obawy przed AfD i „nową niemiecką dumą”

3

Między niepokojem a chłodną analizą – europejscy sąsiedzi Niemiec z mieszanymi uczuciami obserwują wybory do parlamentu krajowego w Saksonii-Anhalt. Zdaniem komentatorów rosnące poparcie dla AfD nie jest jedynie regionalnym zjawiskiem, lecz sygnałem głębszych zmian politycznych zachodzących w Niemczech. Szczególne obawy pojawiają się w Polsce. Jeśli AfD rzeczywiście wygra wybory 6 września i będzie w stanie samodzielnie utworzyć rząd, może to ponownie zaostrzyć w Niemczech debatę na temat polityki narodowej, stosunku do sąsiadów oraz wsparcia dla Ukrainy.

Polska obawia się konsekwencji sukcesu AfD

W Polsce możliwość zwycięstwa AfD w Saksonii-Anhalt jest obserwowana z dużym niepokojem. Magazyn „Polityka” pisze, że partia „flirtuje z nazistowską przeszłością”, natomiast dziennik „Rzeczpospolita” ostrzega, że przejęcie władzy w jednym z niemieckich landów mogłoby otworzyć AfD drogę do udziału w koalicji na szczeblu federalnym.

Według „Rzeczpospolitej”, gdyby partia nie była w stanie realizować swoich planów reform wewnętrznych, mogłaby skoncentrować się na polityce zagranicznej i budowaniu „nowej niemieckiej dumy”.

„Bliska AfD koncepcja niemieckiej konsolidacji Europy Środkowej, która nieuchronnie oznacza powrót do kwestii terytorialnych, stanowi dla nas kolejne zagrożenie” – podsumowuje gazeta.

W rozmowie z portalem Onet ekspert ds. Niemiec Łukasz Jasiński z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych zwraca uwagę, że AfD postrzega Rosję jako najważniejszego partnera Niemiec na Wschodzie.

„Jest ona postrzegana jako mocarstwo, państwo dysponujące ogromnymi zasobami surowców i partner, z którym Niemcy powinny utrzymywać dobre stosunki, nawet jeśli miałoby się to odbywać kosztem Polski lub szerzej – Europy Środkowej” – wyjaśnia ekspert.

Jego zdaniem Polska w tej perspektywie nie jest traktowana jako istotny podmiot polityczny, co może być dla kraju niebezpieczne.

Francuskie media mówią o kryzysie politycznym w Niemczech

We Francji media koncentrują się przede wszystkim na konsekwencjach ewentualnego sukcesu AfD dla niemieckiej polityki wewnętrznej. Lewicowe media „L’Humanité” i „Mediapart” postrzegają rosnące poparcie dla partii jako objaw kryzysu politycznego w Niemczech.

„Niemcy, które przez długi czas były wzorem skutecznej liberalnej demokracji, pogrążają się obecnie w politycznym impasie, w którym ton nadaje skrajna prawica” – pisze „Mediapart”.

Według tego medium jedyną alternatywą dla AfD byłaby koalicja wszystkich pozostałych partii, co paradoksalnie mogłoby jeszcze bardziej wzmocnić ugrupowanie. Wynik wyborów w Saksonii-Anhalt może również zwiększyć presję na niemiecki rząd federalny. Francuski badacz ruchów skrajnie prawicowych Jean-Yves Camus stwierdził na platformie „Atlantico”, że jeśli AfD osiągnie wynik zbliżony do obecnych sondaży, może to oznaczać koniec trwającego od 1949 roku okresu, w którym niemiecka skrajna prawica pozostawała na politycznym marginesie. Ekspert uważa jednak za mało prawdopodobne, aby po wyborach francuskie prawicowo-narodowe Zjednoczenie Narodowe ponownie zbliżyło się do AfD.

Włosi traktują sukces AfD jako ostrzeżenie

Włoskie media również interpretują rosnące poparcie dla AfD jako polityczny sygnał ostrzegawczy dla Niemiec i całej Europy. Dla Włoch temat jest szczególnie interesujący, ponieważ sukces Giorgii Meloni pokazał, że partia wywodząca się z prawej strony sceny politycznej może zdobyć władzę. Porównanie z AfD ma jednak swoje ograniczenia. W przeciwieństwie do Fratelli d’Italia, z AfD żadna z głównych niemieckich partii nie chce obecnie współpracować. Sama Meloni wielokrotnie dystansowała się również od niemieckiego ugrupowania. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku europosła Roberto Vannacciego, byłego generała, który niedawno powołał własną partię. W Parlamencie Europejskim należy on do frakcji Europa Suwerennych Narodów, do której należą również europosłowie AfD. Vannacci, stojący na czele nowej partii Futuro Nazionale, współpracuje więc na poziomie europejskim z przedstawicielami AfD. We Włoszech jest natomiast politycznym konkurentem prawicowej koalicji Giorgii Meloni i zarzuca premier, że po objęciu władzy złagodziła swoje wcześniejsze stanowiska.

Brytyjczycy porównują AfD z Reform UK

W Wielkiej Brytanii sukcesy AfD są obserwowane przede wszystkim w kontekście własnych ugrupowań prawicowo-populistycznych, w tym Reform UK. Partia związana z jednym z głównych zwolenników Brexitu, Nigelem Farage’em, przez wiele miesięcy prowadziła w sondażach, zanim zmiana na stanowisku lidera rządzącej Partii Pracy i objęcie funkcji premiera przez Andy’ego Burnhama przyniosły zmianę sytuacji. W odniesieniu do wyborów w Saksonii-Anhalt tygodnik „The Economist” analizował stosunek niemieckich partii do AfD w tekście zatytułowanym „Jak zapora ogniowa zniszczyła niemiecką politykę”. Według przedstawionej analizy tzw. „Brandmauer”, czyli polityczna zasada wykluczająca współpracę z AfD, nie zdołała powstrzymać wzrostu poparcia dla tej partii, a zamiast doprowadzić do jej umiarkowania, miała sprzyjać dalszej radykalizacji. Jedną z różnic między Reform UK a AfD jest to, że brytyjskie ugrupowanie wielokrotnie wyraźnie odcina się od ruchów rasistowskich. „The Economist” zwraca natomiast uwagę na postulowane przez AfD „remigrację”, określając ją jako niejednoznaczne pojęcie, które może obejmować zarówno deportację osób ubiegających się o azyl, jak i znacznie bardziej radykalne interpretacje.

Dania mówi o „politycznym trzęsieniu ziemi”

W Danii kilka mediów w ostatnich tygodniach analizowało wybory w Saksonii-Anhalt i ich znaczenie dla przyszłości politycznej Niemiec.

„Jeśli AfD wygra, będzie to znacznie więcej niż symboliczny przełom dla tej partii” – napisał prawicowo-liberalny dziennik „Jyllands-Posten”.

„Dla niemieckiej demokracji powojennej trudno wyobrazić sobie większy test wytrzymałości” – oceniła gazeta.

Podobne stanowisko prezentuje „Politiken”, według którego Niemcy stoją przed wydarzeniem, które może zakończyć się historycznym przełomem i politycznym trzęsieniem ziemi. Inne duńskie media twierdzą, że Niemcy muszą na nowo przemyśleć swoją polityczną przyszłość. Dziennik „Berlingske” zwraca natomiast uwagę na możliwe konsekwencje sukcesu AfD dla całej Europy. W artykule redakcyjnym ostrzeżono, że Niemcy rządzone przez AfD, postrzeganą jako ugrupowanie przychylne Kremlowi, mogłyby osłabić szanse Ukrainy na pokój i wolność. Według gazety powinno to niepokoić wszystkich, którzy za najważniejsze zadanie współczesnej Europy uznają budowę silnego gospodarczo i bezpiecznego kontynentu. Zdaniem części duńskich komentatorów Niemcy powinny jak najszybciej rozważyć, czy w niektórych obszarach polityki możliwe jest wypracowanie form współistnienia politycznego z AfD. Wymagałoby to jednak nowego podejścia, odwagi i gotowości do politycznego przewartościowania.

„Krótko mówiąc, Niemcy muszą wymyślić się na nowo. I to pilnie” – podsumowuje „Berlingske”.

źródło: focus.de

Niskie zapasy gazu w Niemczech. Eksperci ostrzegają przed wzrostem cen zimą

3

Niski poziom napełnienia magazynów gazu może doprowadzić do dalszego wzrostu cen dla odbiorców w Niemczech. Przed takim scenariuszem ostrzegła Ramona Pop, przewodnicząca zarządu Federalnego Związku Centrali Konsumenckich (vzbv).

„Bardzo dokładnie obserwujemy poziom napełnienia magazynów gazu i dostrzegamy potencjalne wyzwania związane z nadchodzącą zimą. Ceny zakupu gazu wyraźnie rosną od początku wojny na Bliskim Wschodzie” – powiedziała Pop w rozmowie z „Rheinische Post”.

Gospodarstwa domowe mogą zapłacić więcej

Niski poziom zapasów może dodatkowo pogorszyć i tak już napiętą sytuację na rynkach energii w nadchodzącym sezonie grzewczym. Dla gospodarstw domowych może to oznaczać wyższe rachunki za energię. Pop zaleciła konsumentom, aby już teraz sprawdzili, czy ich umowy na dostawy gazu przewidują gwarancję ceny również na okres zimowy. Takie rozwiązanie może początkowo chronić przed podwyżkami. Jednocześnie warto porównywać oferty i w razie potrzeby rozważyć zmianę dostawcy na tańszego. Portal porównujący ceny Verivox również spodziewa się wzrostu cen gazu dla konsumentów. Według jego prognoz podwyżki mogą wynieść od 10 do 20 proc. i wcześniej czy później objąć także osoby posiadające już umowy z dostawcami.

Niemieckie magazyny są znacznie mniej wypełnione niż rok temu

Poziom napełnienia magazynów gazu w Niemczech i całej Europie jest wyraźnie niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Według danych europejskiego stowarzyszenia operatorów infrastruktury gazowej GIE 17 sierpnia europejskie magazyny były wypełnione w 61,37 proc. Rok wcześniej poziom ten wynosił niemal 74 proc. Jeszcze większą różnicę widać w Niemczech. Tamtejsze magazyny były wypełnione w 50,06 proc., podczas gdy rok wcześniej poziom zapasów sięgał niemal 67 proc.

Czy zimą gazu wystarczy?

Rzeczniczka Federalnego Ministerstwa Gospodarki przyznała, że niemieckie magazyny gazu, które obecnie są wypełnione zaledwie w około połowie, mają „bardzo niski” poziom zapasów. Na pytanie, czy dostawy gazu w okresie zimowym są zagwarantowane, nie udzieliła jednak jednoznacznej odpowiedzi. Zamiast tego wskazała na odpowiedzialność przedsiębiorstw zajmujących się handlem gazem. Przez lata najważniejszym dostawcą gazu do Niemiec była Rosja. Dostawy z tego kierunku załamały się po rozpoczęciu wojny na Ukrainie. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na rynek jest sytuacja na Bliskim Wschodzie. Zablokowanie cieśniny Ormuz w związku z wojną z Iranem utrudnia międzynarodowy transport gazu i ropy, przyczyniając się do wzrostu cen. Jednocześnie dla importerów zakup gazu latem z myślą o sprzedaży go zimą jest obecnie mniej atrakcyjny. Może to dodatkowo utrudniać szybkie odbudowanie zapasów przed rozpoczęciem sezonu grzewczego.

źródło: nius.de

Coraz więcej ofiar ataków nożowników w niemieckich szpitalach. Nowe dane niepokoją lekarzy

1

Liczba ciężko rannych pacjentów z ranami kłutymi, które mogą mieć związek z aktami przemocy, wyraźnie rośnie w niemieckich szpitalach. Najbardziej dotknięte są gęsto zaludnione miasta. Lekarze zwracają uwagę, że leczenie tego typu obrażeń stanowi szczególne wyzwanie.

Jak wynika z nowego badania opublikowanego w „Deutsches Ärzteblatt”, liczba ciężko rannych pacjentów z ranami kłutymi i podejrzeniem związku obrażeń z przestępstwem z użyciem przemocy wzrosła z 212 w 2013 roku do 382 w 2023 roku. Choć liczby bezwzględne nadal pozostają stosunkowo niewielkie, zarówno liczba takich przypadków, jak i ich udział wśród wszystkich ciężko rannych zwiększały się na przestrzeni lat.

Ponad 3,6 tys. ciężko rannych z ranami kłutymi

W badaniu wykorzystano dane z rejestru urazów Niemieckiego Towarzystwa Chirurgii Urazowej. Między styczniem 2013 roku a grudniem 2024 roku udokumentowano łącznie 291 752 ciężko rannych pacjentów.

Spośród nich 3664 osoby, czyli 1,28 proc., zakwalifikowano do kategorii pacjentów z ranami kłutymi i podejrzeniem związku z aktem przemocy. Ich udział wzrósł z 0,95 proc. do 1,47 proc., a najwyższy poziom osiągnął w 2023 roku, kiedy wyniósł 1,62 proc.

W 72 proc. przypadków konieczne było przeprowadzenie pilnego zabiegu. Badanie nie obejmuje jednak osób, które zmarły jeszcze przed przewiezieniem do szpitala.

Przykładowo w Berlinie w 2021 roku leczono 55 osób z ranami kłutymi, podczas gdy w 2024 roku liczba takich przypadków wzrosła do 74.

Lekarze wskazują na szczególne wyzwanie

Według „Deutsches Ärzteblatt” leczenie tego rodzaju obrażeń pozostaje szczególnym wyzwaniem, ponieważ zespoły zajmujące się ciężkimi urazami stosunkowo rzadko mają do czynienia z urazami penetrującymi.

Jednocześnie badanie nie uwzględnia danych dotyczących osób, które doznały lekkich lub średnio ciężkich obrażeń. Oznacza to, że rzeczywista liczba pacjentów trafiających do placówek medycznych z ranami kłutymi może być wyższa.

Najwięcej przypadków w gęsto zaludnionych miastach

Średnio w latach 2019-2023 w Niemczech odnotowywano około 1,87 przypadku ran kłutych związanych z aktami przemocy na 100 tys. mieszkańców.

Proporcjonalnie najwięcej takich przypadków występowało na obszarach o wysokiej gęstości zaludnienia. W miastach liczących ponad 2500 mieszkańców na kilometr kwadratowy liczba przypadków była 2,18 razy wyższa od średniej krajowej. W miejscowościach o gęstości zaludnienia od 1500 do 2500 mieszkańców na kilometr kwadratowy wskaźnik był 2,19 razy wyższy.

Z kolei na obszarach o gęstości zaludnienia poniżej 1500 mieszkańców na kilometr kwadratowy liczba takich przypadków stanowiła 0,56 średniej krajowej.

Do najbardziej zaludnionej kategorii zaliczono między innymi Monachium, Berlin, Kolonię i Frankfurt. W kategorii średniej gęstości znalazły się natomiast również duże miasta, takie jak Dortmund, Lipsk i Drezno.

Najwięcej przypadków na zachodzie i południu Niemiec

W latach 2019-2023 najwięcej ciężko rannych pacjentów z ranami kłutymi związanymi z aktami przemocy leczono w zachodniej części Niemiec – 37 proc. wszystkich przypadków. Na południu odnotowano 27 proc., na wschodzie 20 proc., a na północy 15,9 proc.

Podczas gdy liczba przypadków na północy i wschodzie kraju pozostawała na podobnym poziomie, wzrost odnotowano w zachodnich i południowych Niemczech.

Średni wiek pacjentów wynosił 34,2 roku. Mężczyźni stanowili 85,6 proc. badanej grupy, a u 73,3 proc. pacjentów konieczne było przeprowadzenie operacji.

Podczas pobytu w szpitalu zmarło 299 ciężko rannych pacjentów, co stanowiło 8,2 proc. badanej grupy. Najczęściej obrażenia dotyczyły klatki piersiowej – w 61,5 proc. przypadków – oraz jamy brzusznej, która była uszkodzona u 39,8 proc. pacjentów.

źródło: jungefreiheit.de

Sąd w Berlinie odmówił rodzinie z Rumunii darmowego noclegu. „Kto może spędzać urlop w ojczyźnie, nie jest bezdomny”

5

Berlin-Neukölln – Rodzina z Rumunii chciała po urlopie w ojczyźnie wrócić do bezpłatnego zakwaterowania w berlińskim ośrodku dla osób bezdomnych. Władze dzielnicy Neukölln odmówiły jej ponownego przyjęcia. Sprawa trafiła do sądu administracyjnego, który również nie przychylił się do wniosku rodziny. To jeden z przypadków, który w Berlinie wywołał dyskusję na temat zasad korzystania z miejskich miejsc interwencyjnego zakwaterowania. Hannes Rehfeldt, 40-letni radny CDU odpowiedzialny za sprawy społeczne w Neukölln, odmówił rodzinie dalszego korzystania z noclegowni po tym, jak jej członkowie wyjechali na urlop do Rumunii.

Operator ośrodka już wcześniej miał zastrzeżenia do zachowania rodziny. Według przedstawionych informacji rodzice pili alkohol i palili papierosy w pokoju oraz przyjmowali tam osoby z zewnątrz, co miało stanowić naruszenie regulaminu placówki. Rodzina otrzymała w związku z tym upomnienie. W połowie lipca rodzice wraz z dwójką niemal dorosłych dzieci zgłosili wyjazd na urlop do Rumunii. Jak podano, mieli być świadomi, że dłuższa nieobecność może oznaczać brak gwarancji powrotu do ośrodka. Po dziesięciu dniach rodzina wróciła do Berlina i domagała się ponownego zakwaterowania. Rehfeldt odrzucił ten wniosek.

„Kto spędza urlop w swoim kraju, może również mieszkać tam na stałe i nie musi mieć w Niemczech opłacanych przez państwo świadczeń socjalnych i zakwaterowania” – stwierdził radny.

Rodzina skierowała sprawę do sądu

Rodzice nie zgodzili się z decyzją i złożyli w trybie pilnym wniosek do berlińskiego sądu administracyjnego. Chcieli, aby sąd nakazał tymczasowe ponowne przyjęcie rodziny do ośrodka dla osób bezdomnych w dzielnicy Friedrichshain. Sąd nie przychylił się jednak do ich żądania. Sędzia uznała, że w tej sytuacji brakuje „wymaganej nie dobrowolności deklarowanej bezdomności”. W praktyce oznacza to, że zdaniem sądu rodzina mogła uniknąć sytuacji, w której znalazła się bez miejsca zakwaterowania. Jej wcześniejszy wyjazd do Rumunii miał mieć znaczenie dla oceny, czy bezdomność była rzeczywiście niezawiniona i niezależna od jej decyzji.

Zakwaterowanie kosztowało około 5400 euro miesięcznie

Ośrodek interwencyjnego zakwaterowania nie był jedyną formą publicznego wsparcia, z której korzystała rodzina. Jako obywatele Unii Europejskiej rodzice mogą swobodnie przemieszczać się po UE, a także mieszkać i pracować w Niemczech, jeśli spełniają odpowiednie warunki. Mogą również korzystać z uzupełniających świadczeń socjalnych. Z informacji przedstawionych w sprawie wynika, że rodzina takie świadczenia otrzymywała. Jobcenter ustalił zapotrzebowanie rodziny na świadczenia na poziomie 1700 euro miesięcznie. Po odliczeniu zasiłku na dzieci rodzina otrzymywała 1012 euro miesięcznie. Dodatkowo państwo pokrywało koszty zakwaterowania. Stawka wynosiła około 45 euro za osobę dziennie, co w przypadku całej rodziny dawało około 5400 euro miesięcznie. Sprawa pokazuje, jak wysokie mogą być koszty miejskiego zakwaterowania interwencyjnego oraz jak istotne znaczenie przy ocenie prawa do takiej pomocy może mieć kwestia dobrowolności powstania bezdomności.

źródło: bild.de

Większość Niemców przeciwko tablicom informującym o muzułmańskich modlitwach. Jest nowy sondaż

3

Większość Niemców sprzeciwia się umieszczaniu przy wjazdach do miejscowości tablic informujących – obok godzin chrześcijańskich nabożeństw – również o muzułmańskich modlitwach piątkowych. Tak wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego przez Instytut Insa na zlecenie Ewangelickiej Agencji Informacyjnej IDEA. Przeciwko takim tablicom opowiedziało się 58 proc. ankietowanych. Poparcie dla tego rozwiązania zadeklarowało 22 proc. respondentów, a 16 proc. odpowiedziało „nie wiem”.

Największe poparcie wśród osób w wieku 18-29 lat

Mężczyźni częściej sprzeciwiają się takim tablicom niż kobiety – odpowiednio 60 proc. wobec 56 proc. Przeciwników jest również więcej we wschodnich Niemczech niż w zachodniej części kraju: 63 proc. wobec 57 proc. Jedyną grupą wiekową, w której względna większość opowiedziała się za umieszczaniem takich informacji, są osoby w wieku od 18 do 29 lat. Popiera je 46 proc. respondentów z tej grupy. We wszystkich pozostałych grupach wiekowych przeciwnicy wyraźnie przeważają.

Protestanci i osoby bezwyznaniowe najczęściej przeciw

Wśród protestantów należących do Kościołów krajowych sprzeciw wobec takich tablic jest najsilniejszy i wynosi 65 proc. Wśród katolików przeciwko opowiedziało się 55 proc. ankietowanych. Z kolei 68 proc. muzułmanów popiera umieszczanie informacji o piątkowych modlitwach. Wśród osób bezwyznaniowych aż 67 proc. jest przeciwko takim rozwiązaniom.

Wyborcy AfD najczęściej przeciwko takim tablicom

Biorąc pod uwagę sympatie polityczne, największy sprzeciw deklarują wyborcy AfD – 79 proc. z nich jest przeciwko umieszczaniu informacji o muzułmańskich modlitwach piątkowych na tablicach przy wjazdach do miejscowości. Na kolejnych miejscach znaleźli się wyborcy CDU/CSU, wśród których przeciwko jest 61 proc. ankietowanych, a następnie sympatycy SPD – 50 proc. oraz Zielonych – 41 proc.Jedynie wśród wyborców Lewicy względna większość, wynosząca 43 proc., opowiedziała się za takimi tablicami.

W Bawarii takie tablice już istnieją

W niemieckim Penzbergu w Bawarii funkcjonuje już tego rodzaju oznakowanie. Miejscowość jest pierwszą w Niemczech, która na tablicach przy wjeździe informuje nie tylko o godzinach chrześcijańskich nabożeństw, ale również o muzułmańskich modlitwach piątkowych. Badanie przeprowadzono online od 14 do 17 sierpnia 2026 roku na reprezentatywnej grupie 2006 pełnoletnich obywateli Niemiec.

źródło: nius.de