Ponad 14 tys. euro na osobę rocznie! Bawaria ujawniła koszty zakwaterowania Ukraińców

2

W samym 2025 roku kraj związkowy Bawaria przeznaczył ponad 651 milionów euro ze środków publicznych na zakwaterowanie ukraińskich uchodźców. Wynika to z odpowiedzi bawarskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na interpelację posłów partii Florian Köhler, Oskar Lipp oraz Johannes Meier.

Z przedstawionych danych wynika, że średni koszt zakwaterowania jednego ukraińskiego uchodźcy w Bawarii wynosił ponad 14 tys. euro rocznie. Pod koniec 2025 roku w państwowych ośrodkach przebywało około 46,5 tys. obywateli Ukrainy, co daje łączne wydatki przekraczające 651 mln euro.

Kwota ta obejmuje wyłącznie koszty zakwaterowania. Nie uwzględnia innych świadczeń finansowanych przez państwo, takich jak zasiłek podstawowy (Grundsicherung/Bürgergeld), zasiłki rodzinne czy inne formy wsparcia, z których uchodźcy mogli korzystać.

Początkowo ministerstwo nie podało pełnych danych

Posłowie AfD już w maju skierowali do bawarskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Sportu i Integracji pytania dotyczące kosztów związanych z pobytem ukraińskich uchodźców. Interesowały ich m.in. wydatki, odpowiedzialność poszczególnych instytucji oraz skutki finansowe dla Bawarii.

W pierwszej odpowiedzi rząd krajowy stwierdził, że nie jest możliwe przedstawienie wiarygodnego zestawienia wszystkich kosztów związanych z ukraińskimi uchodźcami. Posłowie uznali odpowiedzi za niewystarczające i ponowili swoje pytania. Dopiero wtedy otrzymali dane dotyczące kosztów zakwaterowania.

Krytyka ze strony AfD

Przewodnicząca frakcji AfD w bawarskim parlamencie, Katrin Ebner-Steiner, zarzuciła władzom Bawarii brak przejrzystości.

– Rząd krajowy nie chciał ujawnić rzeczywistych kosztów związanych z Ukrainą. AfD jednak drążyła temat i udało się ujawnić przynajmniej część danych – stwierdziła.

Jej zdaniem przedstawione liczby pokazują skalę obciążenia dla bawarskich podatników.

Z kolei wiceszef frakcji AfD, Johannes Meier, skrytykował fakt, że – według odpowiedzi ministerstwa – rząd Bawarii nie dysponuje własnymi danymi na temat tego, ilu spośród ukraińskich uchodźców podjęło pracę. Jednocześnie, jak zaznaczył, rosną koszty zakwaterowania, administracji oraz wydatki ponoszone przez samorządy.

Liczba ukraińskich uchodźców nadal rośnie

Z danych bawarskiego rządu wynika, że między grudniem 2022 roku a majem 2026 roku liczba obywateli Ukrainy posiadających zezwolenie na pobyt na podstawie § 24 niemieckiej ustawy o pobycie wzrosła z 95 972 do 163 381 osób. Oznacza to wzrost o około 70 procent.

W tym samym czasie liczba osób zakwaterowanych w państwowych ośrodkach zwiększyła się z 36 tys. pod koniec 2022 roku do 46,5 tys. pod koniec 2025 roku.

Jednocześnie bawarski rząd przyznał, że nie posiada własnych danych dotyczących poziomu zatrudnienia w tej grupie ani pełnych wyliczeń całkowitych kosztów ponoszonych przez gminy i miasta.

źródło: Bild

Niemcy: Skorumpowany prokurator sprzedawał łagodniejsze wyroki. Nawet 160 tys. euro za terapię zamiast więzienia!

1

Afera korupcyjna z udziałem byłego prokuratora z Hanoweru może okazać się znacznie większa, niż dotychczas sądzono. Według informacji dziennika Hannoversche Allgemeine Zeitung prokuratura w Osnabrück prowadzi kolejne śledztwo przeciwko 40-letniemu Yasharowi G. Podejrzewa się, że za wysoką łapówkę miał obiecać handlarzowi narkotyków łagodniejszy wyrok oraz skierowanie do ośrodka odwykowego zamiast do więzienia.

Yashar G. został już wiosną tego roku skazany przez sąd krajowy w Hanowerze na osiem i pół roku pozbawienia wolności. Przyznał się, że jako „kret” współpracował z gangiem narkotykowym i przekazywał mu poufne informacje z wymiaru sprawiedliwości. W tamtym postępowaniu mowa była o 65 tys. euro łapówki. Już wtedy śledczy podkreślali jednak, że ujawnione przypadki mogą być jedynie „wierzchołkiem góry lodowej”.

Zażądał 200 tys. euro, skończyło się na 160 tys.

Nowe śledztwo dotyczy znacznie większych pieniędzy. Według prokuratury Yashar G. miał początkowo zażądać od handlarza narkotyków Stephana H. aż 200 tys. euro. Po negocjacjach obaj mieli uzgodnić kwotę 160 tys. euro.

W zamian prokurator miał zapewnić oskarżonemu łagodniejszy wymiar kary oraz umieszczenie go w ośrodku terapii uzależnień zamiast w zakładzie karnym. W Niemczech taka forma odbywania kary może sprawić, że skazany odzyska wolność znacznie wcześniej.

Śledczy wskazują również na odszyfrowaną korespondencję, w której jeden z uczestników pisał, że pewien „Cop” może „w razie potrzeby” załatwić miejsce w ośrodku terapeutycznym. Zdaniem śledczych chodziło właśnie o prokuratora.

Prawie 1,5 tony marihuany ukrytej w transporcie owoców

Stephan H. przebywał wówczas w areszcie śledczym. Oskarżono go o udział w przemycie i magazynowaniu blisko 1,5 tony marihuany w hali magazynowej w okolicach Celle. Narkotyki miały zostać ukryte w transporcie owoców z Hiszpanii. Według śledczych był on jednym z ważniejszych współpracowników gangu kierowanego przez Konstantinosa S.

To właśnie Yashar G. prowadził postępowanie przeciwko Stephanowi H. i reprezentował prokuraturę podczas procesu.

To mógł nie być jedyny taki przypadek

Śledczy podejrzewają, że nie był to odosobniony incydent i że były prokurator chciał w ten sposób regularnie zarabiać na przestępcach. Obrońca Yashara G. nie skomentował nowych zarzutów. Milczy również adwokat Stephana H. Prokuratura w Osnabrück potwierdziła prowadzenie śledztwa. Obowiązuje domniemanie niewinności.

Nie wiadomo, czy Yashar G. rzeczywiście otrzymał 160 tys. euro. Podczas przeszukań nie znaleziono u niego większych sum gotówki. Według ustaleń gazety pieniądze miała jednak zdobyć żona Stephana H., przekazać je dwóm krewnym, a ci mieli dostarczyć gotówkę do Ronnenbergu koło Hanoweru, gdzie miało dojść do przekazania łapówki.

Stephan H. został w marcu 2022 roku skazany na dziewięć lat więzienia, jednak trafił do ośrodka terapii uzależnień. Obecnie jest już na wolności – pozostała część jego kary została zawieszona na okres próby.

źródło: Bild

Nowy wątek w sprawie masakry w Stade: Sprawcę przywiozła aktywistka migracyjna!

2

Pojawiają się nowe informacje w sprawie tragicznej strzelaniny w ośrodku pomocy rodzinie w Stade (Dolna Saksonia), gdzie w poniedziałek 45-letni mężczyzna zastrzelił sześciu pracowników pomocy społecznej i urzędu ds. młodzieży.

Według informacji portalu NIUS za kierownicą samochodu, którym sprawca uciekł z miejsca zbrodni, miała siedzieć 65-letnia Sylvia S. z Bremy. Mercedes-Benz GLE Coupé o mocy blisko 400 KM został przerejestrowany na jej nazwisko około pięć tygodni przed tragedią.

Doradczyni ds. rodzin i migracji

Sylvia S. pracuje jako doradczyni ds. rodzin i migracji w ogólnokrajowej organizacji zajmującej się doradztwem w sprawach migracyjnych. Organizacja pomaga m.in. w kwestiach łączenia rodzin, prawa pobytowego i uzyskania obywatelstwa oraz określa się jako pomost między polityką rodzinną, edukacyjną i migracyjną.

Jak podają niemieckie media, kobieta jest również matką chrzestną trzymiesięcznego dziecka, którego sprawa doprowadziła do konfliktu między rodziną sprawcy a niemieckimi władzami.

Spór o dziecko rozpoczął całą sprawę

Na początku kwietnia niemowlę trafiło najpierw do Kliniki Uniwersyteckiej w Hanowerze, a następnie do szpitala dziecięcego z podejrzeniem tzw. zespołu dziecka potrząsanego. W związku z tym ojciec dziecka znalazł się w kręgu zainteresowania śledczych.

Trzy dni przed tragedią Sylvia S. miała wysłać do kilku redakcji około 20-stronicowy list. Jak informuje „Hannoversche Allgemeine Zeitung”, krytykowała w nim sprzeczności i nieścisłości w dokumentacji medycznej oraz działania władz. Jej zdaniem obrażenia dziecka nie były skutkiem potrząsania, lecz nieszczęśliwego wypadku – ojciec miał przypadkowo uderzyć głową w głowę niemowlęcia podczas snu.

Taką wersję wydarzeń przedstawiali również rodzice dziecka. Według doniesień mediów ojciec próbował nawet uniemożliwić przeprowadzenie pilnej operacji dziecka, wzywając na miejsce policję. Lekarze złożyli następnie zawiadomienie o jego agresywnym zachowaniu. Ostatecznie urząd ds. młodzieży odebrał rodzinie dziecko. Sąd rodzinny zgodził się później na powrót dziecka do matki, jednak wyłącznie w placówce w Stade.

To ona zawiozła sprawcę na spotkanie

W poniedziałek w ośrodku w Stade odbywało się spotkanie dotyczące dalszej opieki nad dzieckiem. Według ustaleń NIUS to właśnie Sylvia S. przywiozła 45-letniego ojca na to spotkanie.

Po oddaniu śmiertelnych strzałów do sześciu pracowników pomocy społecznej i urzędu ds. młodzieży oboje uciekli z miejsca zdarzenia. 65-letnia kobieta została tymczasowo zatrzymana przez policję, jednak później ją zwolniono. Sam sprawca przebywa obecnie w areszcie tymczasowym.

Uwaga: Opisane informacje opierają się na doniesieniach portalu NIUS oraz niemieckich mediów. Dotychczas nie przedstawiono publicznie zarzutów wobec 65-letniej kobiety dotyczących udziału w samej zbrodni.

źródło: nius.de

Masakra w Stade była zaplanowana? Tydzień przed atakiem sprawca kupił pistolet za 4000 euro

0

Na jaw wychodzą kolejne informacje dotyczące tragedii w Stade w Dolnej Saksonii. Jak ustalił niemiecki nadawca NDR, 45-letni Fatih G., podejrzany o zamordowanie sześciu osób w placówce opieki nad matkami z dziećmi, kupił broń zaledwie tydzień przed atakiem.

Według ustaleń śledczych mężczyzna nabył w Berlinie półautomatyczny pistolet Beretta Model 70, wyprodukowany we Włoszech. Za broń oraz 21 sztuk amunicji miał zapłacić około 4000 euro. Zakupu miał dokonać przy berlińskim Kurfürstendamm.

Do tragedii doszło w poniedziałek około godziny 12:00 podczas tzw. spotkania dotyczącego planu pomocy rodzinie. Z ustaleń prokuratury wynika, że Fatih G. nagle otworzył ogień do obecnych na miejscu pracowników.

Na miejscu zginęło pięć osób, a szósta ofiara zmarła później w szpitalu. Wśród zabitych było cztery kobiety i dwóch mężczyzn – pracownicy placówki oraz urzędu ds. młodzieży regionu Hanower.

Po dokonaniu zbrodni podejrzany odjechał z miejsca zdarzenia luksusowym Mercedesem-AMG. Niedługo później został zatrzymany przez policję i obecnie przebywa w areszcie tymczasowym.

Możliwy motyw: spór o opiekę nad dzieckiem

Śledczy badają wszystkie okoliczności sprawy. Jedną z głównych hipotez jest konflikt dotyczący prawa do opieki nad dzieckiem.

Prokuratura w Hanowerze potwierdziła, że przed atakiem toczyło się pilne postępowanie przed sądem rodzinnym w Neustadt am Rübenberge. Sąd zdecydował, że matka oraz trzymiesięczna córka mają zostać umieszczone we wspólnej placówce dla matek z dziećmi.

Jednocześnie sąd pozostawił w mocy wcześniejszą decyzję o odebraniu rodzicom prawa do decydowania o leczeniu dziecka. Oboje rodzice złożyli odwołanie od tego orzeczenia. Sprawa nadal oczekuje na rozstrzygnięcie przez Wyższy Sąd Krajowy w Celle.

Policja kontynuuje śledztwo i analizuje m.in. informacje przekazywane przez świadków za pośrednictwem specjalnie uruchomionego internetowego portalu. Wiele wskazuje na to, że atak mógł zostać starannie zaplanowany już na kilka dni przed jego dokonaniem.

źródło: Bild

„Tracimy ten kraj”. Niemieccy policjanci przerywają milczenie ws. migracji

2

„Tracimy ten kraj” – od tych słów jednego z policjantów rozpoczyna się książka, która wywołuje w Niemczech ogromne zainteresowanie. Jej autorka, dziennikarka śledcza RTL Liv von Boetticher, przeprowadziła rozmowy z ponad 100 funkcjonariuszami. Z relacji policjantów wyłania się obraz przeciążonych służb, frustracji związanej z polityką państwa oraz problemów, o których – jak twierdzą – nie mogą otwarcie mówić.

Ponad 100 anonimowych rozmów z funkcjonariuszami

Wszyscy policjanci występują anonimowo. Jak wyjaśnia autorka, rzecznicy prasowi ich jednostek nie wyraziliby zgody na publiczne wypowiedzi dotyczące tych tematów.

Pomysł na książkę narodził się podczas realizacji materiału z funkcjonariuszami niemieckiej policji federalnej, którzy prowadzili kontrole graniczne związane z nielegalną migracją.

– Najciekawsze historie policjanci opowiadali dopiero wtedy, gdy rzecznik prasowy znajdował się poza zasięgiem słuchu i kamery były wyłączone – wyjaśnia Liv von Boetticher.

Jednym z przykładów opisanych w książce jest historia migranta ekonomicznego, który miał zostać zawrócony z granicy osiem razy. Dopiero za dziewiątym razem, gdy zadeklarował chęć ubiegania się o azyl, został wpuszczony do Niemiec.

Autorka twierdzi również, że osoba, której uda się dostać do Niemiec – niezależnie od tego, czy legalnie, czy nielegalnie – w praktyce bardzo często pozostaje już w kraju.

„43 procent podejrzanych o przestępstwa to cudzoziemcy”

W książce przytoczono również dane dotyczące migracji i przestępczości.

Według autorki od 2021 roku do Niemiec przybyło około 8 milionów osób, a udział osób bez niemieckiego obywatelstwa w społeczeństwie wynosi obecnie około 17 procent.

Jednocześnie, powołując się na policyjne statystyki przestępczości (PKS) za 2025 rok, wskazuje, że około 43 procent wszystkich osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa stanowią cudzoziemcy.

Autorka przywołuje również dane dotyczące przestępstw na dworcach kolejowych, za które odpowiada niemiecka policja federalna. Według przedstawionych statystyk cudzoziemcy byli podejrzewani o:

  • przestępstwa z użyciem przemocy pięć razy częściej,
  • ataki z użyciem noża sześć razy częściej,
  • przestępstwa seksualne osiem razy częściej

niż obywatele Niemiec – w przeliczeniu na udział obu grup w całej populacji.

Policjanci krytykują ograniczenia dotyczące języka

Według relacji funkcjonariuszy część z nich uważa, że z powodów politycznych nie mogą w raportach lub publicznych wypowiedziach nazywać problemów wprost.

Jeden z policjantów miał stwierdzić, że w przypadku przestępstw przeciwko mieniu, kradzieży czy oszustw znaczącą część sprawców z Bułgarii i Rumunii stanowili przedstawiciele społeczności Sinti i Romów. Jak twierdzi, funkcjonariusze nie mogli jednak wpisywać takich informacji do raportów, zastępując je bardziej ogólnymi określeniami.

Inny policjant opisuje sytuację z dworca we Frankfurcie nad Menem. Twierdzi, że spotyka się z zarzutami rasizmu, gdy podczas kontroli narkotykowych częściej sprawdza osoby pochodzące z Afryki Subsaharyjskiej.

Według niego nie wynika to z uprzedzeń, lecz z wieloletnich doświadczeń służbowych oraz obserwacji typowych zachowań osób zajmujących się handlem narkotykami.

Książka stała się bestsellerem

Publikacja cieszy się dużym zainteresowaniem czytelników. Drugie wydanie jest już drukowane, a książka trafiła na 11. miejsce listy bestsellerów magazynu „Der Spiegel”.

Sama autorka przyznaje, że spotyka się z ostrą krytyką i jest określana przez niektórych jako osoba o poglądach skrajnie prawicowych. Stanowczo temu zaprzecza.

Podkreśla, że Niemcy pozostaną krajem imigracyjnym, a migracja będzie nadal potrzebna również z powodów demograficznych.

Jednocześnie zaznacza, że ukrywanie problemów nie prowadzi do ich rozwiązania.

– Jeżeli nie można nazwać grup sprawców, nie można ich również skutecznie zwalczać. Jeśli ukrywa się przyczyny problemów, nie da się opracować skutecznych rozwiązań – pisze w swojej książce.

„Niemcy nadal należą do najbezpieczniejszych krajów świata”

Liv von Boetticher przestrzega również przed przesadnym alarmizmem.

Jej zdaniem twierdzenie, że Niemcy stały się „krajem przestępców”, jest niezgodne z faktami i politycznie niebezpieczne.

– Niemcy nadal należą do najbezpieczniejszych państw świata – podkreśla.

Jak dodaje, celem książki było pokazanie opinii osób, które na co dzień znajdują się na pierwszej linii kontaktu z problemami migracji i przestępczości.

Według autorki, jeśli z rozmów z funkcjonariuszami wyłania się spójny obraz problemów – dotyczących nie tylko bezpieczeństwa, ale również szkół czy integracji – to warto potraktować go jako opis rzeczywistości, z którą, jej zdaniem, utożsamia się znaczna część niemieckiego społeczeństwa.

źródło: Bild

Policja w Niemczech ostrzega: nie przyjmuj paczek dla sąsiadów! Możesz narazić się na poważne problemy

0

Wielu ludzi odbiera paczki w imieniu swoich sąsiadów. To uprzejmy gest, który ułatwia pracę kurierom i pomaga osobom, których nie ma w domu. Jednak – jak aktualnie ostrzega policja w Niemczech – taka życzliwość może w niektórych przypadkach zakończyć się poważnymi kłopotami.

Każdy zna tę sytuację: kurier próbuje doręczyć przesyłkę, ale nie zastaje adresata w domu. Wówczas dzwoni do sąsiada z prośbą o jej odebranie. Większość z nas przynajmniej raz przyjęła paczkę dla sąsiada lub sama odbierała przesyłkę pozostawioną u kogoś innego. Oszuści doskonale wiedzą o tej powszechnej życzliwości i potrafią ją wykorzystać.

Policja ostrzega przed nową metodą oszustów

Krajowy Urząd Kryminalny Berlina (LKA) regularnie apeluje do mieszkańców hasłem: „Pomóż sąsiadowi, ale nie oszustowi”. Powodem jest coraz częściej stosowana metoda wyłudzania towarów, która może mieć kosztowne konsekwencje również dla osób, które jedynie chciały pomóc.

Uważaj, komu wydajesz paczkę

Jeśli dobrze znasz swoich sąsiadów i wiesz, kto mieszka pod danym adresem, przyjęcie paczki zwykle nie stanowi problemu. Ostrożność należy jednak zachować, gdy przesyłka jest adresowana do nieznanej osoby albo gdy po odbiór zgłasza się ktoś, kogo nigdy wcześniej nie widziałeś.

To właśnie w takich sytuacjach działają oszuści.

Jak działa oszustwo?

Schemat jest prosty, choć dobrze przemyślany.

Przestępcy oznaczają nieużywane skrzynki pocztowe nazwiskiem, pod którym zamierzają zamówić towar. W niektórych przypadkach wykorzystują również dane prawdziwych mieszkańców budynku. Następnie zamawiają produkty przez internet, posługując się cudzymi danymi lub skradzioną tożsamością, a jako adres dostawy podają przygotowany wcześniej adres, pod którym sami nie mieszkają.

Kiedy kurier przyjeżdża z przesyłką, oczywiście nie zastaje odbiorcy. Oszuści liczą więc na to, że paczkę odbierze życzliwy sąsiad.

Po skutecznym doręczeniu otrzymują powiadomienie w aplikacji przewoźnika. Następnie wyciągają ze skrzynki awizo i z nim zgłaszają się po przesyłkę.

Według policji najczęściej są to młodzi mężczyźni, którzy przedstawiają się jako osoby upoważnione do odbioru. Gdy sąsiad zaczyna zadawać pytania, tłumaczą na przykład, że są krewnymi adresata, właściciel paczki przebywa na urlopie albo właśnie się wprowadził.

Możesz ponosić odpowiedzialność

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że przyjmując paczkę, bierze na siebie odpowiedzialność za jej bezpieczne przekazanie właściwemu odbiorcy.

Po doręczeniu przesyłki kurier nie odpowiada już za jej dalsze losy. Jeśli paczka nie trafi do prawdziwego adresata, sprzedawca ma obowiązek zwrócić klientowi pieniądze. Następnie może dochodzić swoich roszczeń wobec osoby, u której przesyłka została ostatnio zarejestrowana.

Oznacza to, że nawet jeśli ostatecznie nie poniesiesz kosztów, możesz zostać zmuszony do udowodnienia swojej niewinności i wyjaśniania całej sprawy.

Sześć par markowych butów zamówionych na nazwisko sąsiada

Jeden z mieszkańców Berlina, Bernd S., opisał przypadek, w którym na jego nazwisko zamówiono sześć par markowych butów firmy Boss o wartości około 500 euro.

Ponieważ nie było go w domu, paczkę odebrała sąsiadka. Na szczęście Bernd S. wcześniej opróżnił swoją skrzynkę pocztową i przejął awizo, zanim dotarli do niego oszuści. Odebrał przesyłkę od sąsiadki i skontaktował się ze sprzedawcą.

Okazało się, że przestępcy założyli nawet adres e-mail na jego nazwisko w serwisie Web.de. Buty zostały odesłane do sprzedawcy, a sprawa zakończyła się bez dalszych konsekwencji.

Wezwanie do zapłaty od firmy windykacyjnej

Znacznie mniej szczęścia miał Florian D. O oszustwie dowiedział się dopiero wtedy, gdy otrzymał pismo od firmy windykacyjnej. Ktoś odebrał paczkę zamówioną na jego nazwisko od sąsiada, jednak rachunek nigdy nie został opłacony. Sprzedawca skierował więc sprawę do windykacji. Mężczyzna zgłosił sprawę na policję.

Sąsiedzi mogą odpowiadać za zaginioną przesyłkę

Największym problemem jest fakt, że sklep internetowy dysponuje potwierdzeniem odbioru przesyłki – podpisem osoby, która ją przyjęła.

To właśnie ta osoba jest ostatnim znanym odbiorcą paczki i w określonych sytuacjach sprzedawca może dochodzić wobec niej roszczeń cywilnych.

Policja w Niemczech apeluje o ostrożność

Berlińskie LKA informuje, że w ostatnich latach liczba tego typu oszustw wyraźnie wzrosła.

Funkcjonariusze radzą, aby mimo chęci pomocy zachować ostrożność. Warto zwracać uwagę na dodatkowe nazwiska pojawiające się na skrzynkach pocztowych lub oznaczenia mieszkań, które wydają się niezamieszkane. W przypadku podejrzanych sytuacji należy poinformować policję lub administrację budynku.

źródło: LKA Berlin

Berlin: Agresywny 38-latek groził dzieciom. Policja musiała sięgnąć po gaz i pałki

0

We wtorek po południu na jednym ze skrzyżowań w Berlinie doszło do gwałtownej eskalacji policyjnej interwencji. Mężczyzna wskoczył na radiowóz, a funkcjonariusze użyli wobec niego gazu pieprzowego i pałek służbowych.

Według dotychczasowych ustaleń około godziny 14:30 przechodnie wezwali policję na skrzyżowanie ulic Malmöer Straße i Czarnikauer Straße w berlińskiej dzielnicy Prenzlauer Berg. Powodem było agresywne zachowanie mężczyzny, który miał grozić dzieciom, zaciskając pięści.

Mężczyzna w kąpielówkach zaatakował policjantów

Na miejscu funkcjonariusze zastali 38-letniego mężczyznę ubranego jedynie w czerwone kąpielówki. Nagranie z interwencji pojawiło się na platformie X.

Rzecznik policji przekazał: „W dalszym przebiegu zdarzenia mężczyzna miał najpierw ruszyć z zaciśniętymi pięściami w kierunku policjantki, a następnie uderzyć głową w tylną szybę radiowozu. Chwilę później pięścią uderzył jednego z policjantów w twarz, powodując u niego obrażenia nosa”.

Następnie 38-latek uciekł w kierunku skrzyżowania Bornholmer Straße i Malmöer Straße. Tam wskoczył na dach kolejnego radiowozu, który został wezwany na miejsce. Mimo użycia przez policjantów gazu pieprzowego oraz uderzeń pałkami w nogi mężczyzna odmówił zejścia z pojazdu. Według policji miał również opluć funkcjonariuszy.

38-latek został zatrzymany

Dopiero gdy policjanci zagrozili użyciem tasera, czyli paralizatora, 38-latek zszedł z dachu radiowozu i został zatrzymany.

Po interwencji dwunastu funkcjonariuszy skarżyło się na podrażnienie dróg oddechowych i oczu. Wszyscy zostali ambulatoryjnie opatrzeni. Policjantka oraz funkcjonariusz, który doznał urazu nosa, musieli zakończyć służbę. Uszkodzone zostały także dwa radiowozy.

Zatrzymany mężczyzna trafił na oddział psychiatryczny szpitala.

źródło: Bild

To koniec darmowego zwiedzania katedry w Kolonii. Od dziś wstęp kosztuje 12 euro

0

Wprowadzenie od 1 lipca opłat za zwiedzanie katedry w Kolonii jak dotąd nie wpłynęło na liczbę odwiedzających. Jak poinformował rzecznik kapituły katedralnej Markus Frädrich, obecnie przed świątynią nie tworzą się kolejki osób, które chciałyby jeszcze zobaczyć ją bezpłatnie.

W pierwszych trzech tygodniach czerwca katedrę odwiedziło około 400 tysięcy osób. To poziom zbliżony do tego z analogicznego okresu ubiegłego roku. – Dopiero okaże się, jak liczba odwiedzających będzie wyglądać po 1 lipca – powiedział Frädrich.

Od 1 lipca dorośli odwiedzający będą musieli zapłacić 12 euro za wstęp. Bezpłatnie do katedry będą mogły wejść osoby uczestniczące w nabożeństwach i modlitwie, dzieci do 13. roku życia, osoby z orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności wraz z opiekunem oraz członkowie Centralnego Stowarzyszenia Budowy Katedry.

Uczniowie od 14. roku życia, osoby odbywające praktyki zawodowe, studenci, opiekunowie grup szkolnych oraz posiadacze karty socjalnej zapłacą 6 euro.

Utrzymanie katedry kosztuje 16 milionów euro rocznie

Jak wyjaśnił prepozyt katedry w Kolonii Guido Assmann, powodem wprowadzenia opłaty jest sytuacja finansowa świątyni. Utrzymanie katedry kosztuje każdego roku około 16 milionów euro.

Koszty są pokrywane przez Archidiecezję Kolonii, Centralne Stowarzyszenie Budowy Katedry, kraj związkowy Nadrenia Północna-Westfalia oraz miasto Kolonia. Jednak ze względu na wzrost wynagrodzeń oraz kosztów materiałów i energii powstała roczna luka finansowa wynosząca około 4 miliony euro.

źródło: zeit.de

Koniec Bürgergeld! Od dzisiaj w Niemczech wchodzą w życie nowe zasady

3

Od środy świadczenie Bürgergeld zostanie zastąpione nowym systemem Grundsicherung (świadczeniem podstawowym). Oznacza to stopniowe wejście w życie szeregu zmian. Około 5,5 miliona osób pobierających świadczenia będzie musiało liczyć się z surowszymi obowiązkami wobec urzędów pracy oraz ostrzejszymi sankcjami. Koalicja CDU/CSU i SPD realizuje w ten sposób jedno ze swoich najważniejszych założeń programowych.

Dla obu partnerów rządzącej koalicji reforma ma szczególne znaczenie. CDU/CSU spełnia jedną z głównych obietnic wyborczych, natomiast SPD zgadza się na wycofanie własnego projektu wprowadzonego przez poprzedni rząd. Spotkało się to z oporem części młodzieżówki partii, która próbowała doprowadzić do wewnątrzpartyjnego głosowania przeciwko reformie. Zainteresowanie tą inicjatywą było jednak niewielkie.

Co się zmienia?

Jedną z najważniejszych zmian jest zaostrzenie przepisów dotyczących osób, które celowo odmawiają podjęcia pracy.

Jeżeli osoba pobierająca świadczenie świadomie odrzuci ofertę zatrudnienia – na przykład podpisze umowę o pracę, ale nie stawi się w pierwszym dniu pracy – urząd pracy będzie mógł wstrzymać wypłatę świadczeń na co najmniej miesiąc. Takie rozwiązanie wynika z wytycznych Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Od drugiego miesiąca urząd będzie musiał na bieżąco sprawdzać, czy nadal istnieją podstawy do utrzymania zawieszenia świadczeń.

Większe obowiązki wobec Jobcenter

Znacznie zaostrzone zostaną również obowiązki związane ze współpracą z Jobcenter.

Osoba, która bez ważnego powodu nie stawi się na dwóch wyznaczonych spotkaniach, otrzyma o 30 procent niższe świadczenie. W przypadku trzeciej nieusprawiedliwionej nieobecności wypłata świadczenia zostanie tymczasowo wstrzymana, a czynsz będzie przekazywany bezpośrednio właścicielowi mieszkania.

Wyższe sankcje grożą także osobom, które przerwą program aktywizacyjny lub nie będą składać wymaganych podań o pracę. W takich przypadkach podstawowe świadczenie może zostać obniżone o 30 procent na okres trzech miesięcy.

Jak rząd chce uniknąć karania niewłaściwych osób?

Minister pracy Bärbel Bas wielokrotnie podkreślała, że sankcje nie będą dotyczyły osób współpracujących z Jobcenter ani tych, które z ważnych powodów nie mogą stawić się na spotkaniach.

Świadczenia nie będą również obniżane dzieciom i młodzieży. Dodatkowo mają zostać wzmocnione mechanizmy ochronne dla osób cierpiących na choroby psychiczne.

Czy świadczenia zostaną obniżone?

Nie. Wysokość podstawowych świadczeń nie ulega zmianie.

Ministerstwo Pracy podkreśla, że zdecydowana większość osób pobierających Bürgergeld współpracuje z urzędami i regularnie uczestniczy w wyznaczonych spotkaniach. Tzw. „całkowici odmawiający współpracy” stanowili ostatnio mniej niż jeden procent wszystkich beneficjentów. To właśnie wobec tej grupy skierowane są nowe przepisy.

Kto otrzymuje Bürgergeld?

Świadczenie przysługuje wszystkim osobom zdolnym do pracy, które nie są w stanie samodzielnie utrzymać się z własnych dochodów.

Obecnie otrzymuje je około 5,5 miliona osób. Wśród nich znajduje się około 800 tysięcy tzw. osób pracujących, których zarobki są zbyt niskie, aby zapewnić utrzymanie.

Osoba, która straci pracę, przez pierwszy rok otrzymuje zasiłek z ubezpieczenia w razie utraty pracy (Arbeitslosengeld), a dopiero później przechodzi na Bürgergeld.

Spośród wszystkich beneficjentów około 1,8 miliona stanowią dzieci i młodzież. Udział cudzoziemców wśród osób pobierających Bürgergeld wynosi obecnie niespełna 48 procent.

Ile wynosi Bürgergeld?

Obecnie:

  • osoby samotne i samotnie wychowujące dzieci otrzymują 563 euro miesięcznie,
  • osoby żyjące w związku – 506 euro miesięcznie,
  • osoby niepełnoletnie – od 357 do 451 euro, dodatkowo z 20 euro dodatku natychmiastowego.

Państwo pokrywa również koszty czynszu wraz z opłatami dodatkowymi oraz – w odpowiedniej wysokości – koszty ogrzewania.

Stawki pozostają niezmienione od stycznia 2024 roku. Wcześniej wzrosły w ciągu jednego roku o około 12 procent.

Ile kosztuje to podatników?

Wydatki na Bürgergeld stale rosły.

W 2024 roku osiągnęły rekordowy poziom 51,7 miliarda euro, z czego:

  • 29,2 mld euro przeznaczono na wypłatę świadczeń,
  • 12,4 mld euro na czynsze i ogrzewanie,
  • 3,7 mld euro na działania związane z aktywizacją zawodową,
  • 6,5 mld euro pochłonęły koszty administracyjne.

Ile ma przynieść reforma?

Kanclerz Friedrich Merz początkowo mówił o oszczędnościach liczonych w miliardach euro.

Projekt ustawy przygotowany przez Ministerstwo Pracy wskazuje jednak, że sama reforma nie przyniesie znaczących oszczędności. Rząd liczy natomiast, że dzięki surowszym sankcjom więcej osób podejmie pracę.

Według wyliczeń ministerstwa, jeśli 100 tysięcy osób przestanie pobierać Bürgergeld, budżet państwa zaoszczędzi około 850 milionów euro.

Co z osobami posiadającymi oszczędności?

Nadal będą mogły ubiegać się o świadczenie, ale na nowych zasadach.

Od reformy Bürgergeld obowiązywał roczny okres ochronny, w którym można było zachować majątek do 40 tysięcy euro, a partner życiowy dodatkowo 15 tysięcy euro.

Nowa reforma całkowicie likwiduje ten okres ochronny. Oznacza to, że posiadany majątek będzie uwzględniany już od pierwszego dnia pobierania świadczenia.

Zmiana dotyczy jednak wyłącznie nowego świadczenia podstawowego i nie obejmuje zasiłku dla bezrobotnych. Osoby, które dopiero stracą pracę, nie będą więc musiały od razu korzystać ze swoich oszczędności.

Co na to związki zawodowe i organizacje społeczne?

Związki zawodowe oraz organizacje społeczne krytykują reformę, uznając ją za społecznie niesprawiedliwą.

Związek zawodowy IG Metall uważa, że nowe przepisy są wymierzone w bardzo niewielką grupę osób całkowicie odmawiających współpracy, a jednocześnie stawiają miliony beneficjentów i ich rodziny pod ogólnym podejrzeniem, nie zapewniając im realnych możliwości zdobycia kwalifikacji ani stabilnego zatrudnienia.

Z kolei organizacja Sozialverband VdK krytykuje przede wszystkim planowane ograniczenie wysokości pokrywanych kosztów mieszkania. Według niej może to prowadzić do zadłużenia czynszowego, a w skrajnych przypadkach nawet do utraty mieszkania. Podobne stanowisko zajmują również Sozialverband Deutschland oraz Diakonie Deutschland.

źródło: arbeitsagentur.de

Nowe zasady w Niemczech. Za niechlujny wygląd lub alkohol grozi obniżka zasiłku o 30 proc.!

2

Osoby, które pojawią się na rozmowie kwalifikacyjnej pod wpływem alkoholu lub w stanie rażącego zaniedbania, mogą w przyszłości liczyć się z dotkliwym obniżeniem zasiłku podstawowego w Niemczech. Federalna Agencja Pracy (BA) zaostrza wymagania wobec osób pobierających to świadczenie.

Podstawą zmian jest nowa wewnętrzna dyrektywa dla urzędów pracy, która od lipca ma obowiązywać w całych Niemczech. Wdraża ona zaostrzone przepisy dotyczące sankcji, uchwalone przez koalicję CDU/CSU i SPD po odejściu od programu „Bürgergeld”.

Niechlujny wygląd może słono kosztować

Zgodnie z nowymi zasadami za naruszenie obowiązków będzie uznawane również celowe uniemożliwienie podjęcia pracy. Dotyczy to między innymi sytuacji, gdy osoba pobierająca zasiłek upije się przed rozmową kwalifikacyjną lub pojawi się na niej w stanie znacznego zaniedbania.

Jak wskazano w nowej instrukcji Federalnej Agencji Pracy, odmowa podjęcia zatrudnienia ma miejsce również wtedy, gdy osoba „swoim negatywnym zachowaniem uniemożliwia zatrudnienie lub nawiązanie stosunku pracy”.

Jako przykład Agencja Pracy wymienia przypadki, w których osoba pobierająca zasiłek stawia się na rozmowie kwalifikacyjnej pod wpływem alkoholu lub w stanie znacznego zaniedbania, a pracodawca z tego powodu wyklucza ją z dalszego procesu rekrutacyjnego.

Urzędy pracy będą mogły stosować surowsze sankcje

Jeśli urząd pracy dowie się o takim zachowaniu, będzie mógł od razu nałożyć znacznie surowszą sankcję niż dotychczas. Standardowe świadczenie może zostać obniżone o 30 proc. na okres do trzech miesięcy.

Obecnie urzędy pracy mogły przy pierwszym naruszeniu obowiązków obniżyć zasiłek o 10 proc., a dopiero przy kolejnych naruszeniach zastosować sankcje w wysokości 20 lub 30 proc.

Nie oznacza to jednak możliwości całkowitego odebrania zasiłku podstawowego. Zgodnie z orzecznictwem Federalnego Trybunału Konstytucyjnego państwo ma obowiązek zapewnić każdej osobie minimum środków niezbędnych do godnej egzystencji.

źródło: BILD