Niemcy: Kobiecie zabroniono wejścia na miejski festiwal przez koszulkę reprezentacji. Organizatorzy tłumaczą się „nieporozumieniem”

2

Kontrowersje podczas Kieler Woche w Kiel

Do nietypowego incydentu doszło podczas odbywającego się w Kiel jednego z największych festiwali miejskich w Niemczech – Kieler Woche. Młoda kobieta twierdzi, że odmówiono jej wstępu na teren jednej z imprez towarzyszących wydarzeniu, ponieważ miała na sobie koszulkę reprezentacji Niemiec. Sprawa wywołała dyskusję na temat granic politycznej neutralności imprez publicznych oraz stosunku części środowisk lewicowych do symboli narodowych.

Ochroniarz zażądał zdjęcia koszulki

Jak relacjonowała kobieta w rozmowie z lokalnym dziennikiem „Kieler Nachrichten”, krótko po przybyciu na teren wydarzenia podszedł do niej pracownik ochrony i zażądał, aby zdjęła koszulkę reprezentacji Niemiec, założyła ją na lewą stronę lub zasłoniła znajdujące się na niej symbole narodowe. Według jej relacji pracownik uzasadnił swoją decyzję politycznym charakterem wydarzenia.

– Powiedział, że jest to lewicowa impreza, dlatego flagi i symbole narodowe nie są tutaj tolerowane – relacjonowała kobieta.

Jak podkreśliła, pod koszulką miała jedynie biustonosz, jednak mimo to ochroniarz miał nalegać na wykonanie polecenia. W przeciwnym razie groził jej koniecznością opuszczenia terenu imprezy. Ostatecznie kobieta zdecydowała się wyjść.

– To, co wydarzyło się na „Muddi Markt”, pozostawiło mnie z niedowierzaniem. Zawsze myślałam, że Kieler Woche jest wydarzeniem apolitycznym – powiedziała.

Według informacji „Kieler Nachrichten” podobne doświadczenia zgłosiły również inne osoby. Do biura organizującego Kieler Woche miały także wpłynąć dodatkowe skargi dotyczące tej sytuacji.

Czym jest „Muddi Markt”?

„Muddi Markt” przedstawia się jako przestrzeń muzyczna, kulturalna i rekreacyjna. Organizatorzy deklarują, że poprzez różnego rodzaju warsztaty i działania edukacyjne chcą promować bardziej zrównoważony styl życia. W programie wydarzenia znalazły się między innymi zajęcia skierowane do młodzieży od 15. roku życia, uczniów oraz pracowników oświaty pod hasłem „Wspólnie przeciwko antymuzułmańskiemu rasizmowi”. Organizatorzy przygotowali również warsztaty samoobrony dla osób określanych mianem „Flinta*”. Termin ten obejmuje kobiety, lesbijki, osoby interpłciowe, niebinarne, transpłciowe oraz agenderowe, a także inne tożsamości płciowe. W praktyce z udziału wyłączeni są mężczyźni identyfikujący się z płcią męską.

Organizatorzy: Doszło do nieporozumienia

Po nagłośnieniu sprawy zarząd „Muddi Markt” odniósł się do zarzutów. Organizatorzy przekonywali, że incydent był wynikiem nieporozumienia. Jak wyjaśniono, na terenie wydarzenia obowiązuje zakaz wnoszenia dużych flag i transparentów, jednak nie dotyczy on odzieży z symbolami narodowymi ani koszulek piłkarskich.

– Każdy, kto odwiedza nasze wydarzenie – niezależnie od tego, czy ma na sobie koszulkę piłkarską, festiwalowy strój czy zwykłe ubranie – jest oczywiście mile widziany – przekazali przedstawiciele organizacji.

Jednocześnie podkreślili, że zabronione są ubrania zawierające treści dyskryminujące, rasistowskie, nienawistne, gloryfikujące przemoc lub sprzeczne z niemieckim porządkiem konstytucyjnym.

Sprawa wywołała debatę

Incydent szybko stał się przedmiotem dyskusji w niemieckich mediach i mediach społecznościowych. Krytycy wskazywali, że zakazywanie noszenia koszulki reprezentacji narodowej podczas publicznego festiwalu może być postrzegane jako forma dyskryminacji ze względu na poglądy lub wyrażanie tożsamości narodowej. Z kolei organizatorzy podkreślają, że nigdy nie zamierzali zakazywać uczestnikom noszenia niemieckich barw narodowych, a cała sytuacja miała wynikać z błędnej interpretacji zasad przez jednego z pracowników ochrony. Sprawa pokazuje jednak, jak duże emocje w Niemczech nadal wywołują kwestie związane z symbolami narodowymi, zwłaszcza gdy pojawiają się one w kontekście wydarzeń organizowanych przez środowiska o wyraźnym profilu ideowym.

źródło: jungefreiheit.de

Koszmar po wyjściu z klubu: 18-latka brutalnie zgwałcona przez dwóch Syryjczyków na dworcu autobusowym w Monachium

3

Wstrząsające wydarzenia w stolicy Bawarii. Po wyjściu z popularnego klubu nocnego, 18-letnia kobieta stała się ofiarą bestialskiego ataku. Sprawcy, dwaj obywatele Syrii, zostali już zatrzymani przez policję i usłyszeli zarzuty – poinformowała monachijska policja.

Dramatyczny przebieg nocy

Do zdarzenia doszło w nocy 7 czerwca. 18-latka, mieszkanka Górnej Bawarii, bawiła się wraz z przyjaciółką w znanym klubie „Neuraum”, mieszczącym się przy dworcu autobusowym (ZOB) w pobliżu Hackerbrücke. W trakcie pobytu w lokalu młoda kobieta poznała dwóch mężczyzn.

Około godziny 3:00 nad ranem cała trójka opuściła klub, udając się na zewnątrz, by zapalić papierosa. Wtedy sytuacja przybrała dramatyczny obrót. 19-latek i 21-latek nakłonili dziewczynę, by udała się z nimi do niezamkniętego pomieszczenia na pierwszym piętrze budynku dworca. To tam, w odosobnionym miejscu, doszło do brutalnego gwałtu na 18-latce.

Ucieczka i szybka reakcja świadka

Po dokonaniu przestępstwa sprawcy rzucili się do ucieczki. Ofiara, będąc w szoku, zdołała odnaleźć swoją przyjaciółkę i opowiedzieć jej o traumatycznym wydarzeniu. Towarzyszka ofiary niezwłocznie zaalarmowała służby ratunkowe. Poszkodowana została poddana badaniom medycznym oraz pomocy sądowo-lekarskiej; policja potwierdziła, że kobieta odniosła obrażenia podczas prób obrony przed napastnikami.

Kluczową rolę w ujęciu przestępców odegrał personel klubu „Neuraum”. Pracownica lokalu, wspólnie z funkcjonariuszami policji, jeszcze tej samej nocy przeanalizowała nagrania z monitoringu, co pozwoliło na dokładną identyfikację mężczyzn. Wizerunki podejrzanych zostały błyskawicznie przekazane wszystkim patrolom policyjnym w mieście.

Przypadkowe spotkanie i aresztowanie

Sprawiedliwość nadeszła szybciej, niż można było się spodziewać. Ta sama pracownica klubu, wracając do domu, przypadkowo natknęła się na poszukiwanych mężczyzn na ulicy Bayerstraße. Kobieta natychmiast zareagowała, powiadamiając policję. Kilka minut później sprawcy zostali zatrzymani przez patrol.

Zgodnie z doniesieniami „Abendzeitung”, zatrzymani to dwaj obywatele Syrii. Jeden z nich, 21-latek, zamieszkiwał w Itzehoe (Szlezwik-Holsztyn), a drugi, 19-latek, w powiecie Pfaffenhofen an der Ilm. Obaj podejrzani zostali doprowadzeni przed oblicze sędziego śledczego, który wydał nakaz aresztowania. Od tego czasu mężczyźni przebywają w areszcie śledczym.

źródło: apollo-news.net

Ogromne roszczenia wobec Niemiec! Namibia domaga się miliardowych reparacji za zbrodnie kolonialne

0

Ponad sto lat po krwawym ludobójstwie na ludach Ovaherero i Nama, Namibia zaostrza kurs wobec Berlina. Prezydent Netumbo Nandi-Ndaitwah żąda od Niemiec nie tylko symbolicznych przeprosin, ale przede wszystkim konkretnych reparacji za zbrodnie okresu kolonialnego. Sprawa, która od lat tkwi w martwym punkcie, staje się elementem szerszej, globalnej debaty o rozliczeniu z historią.

Namibia przerywa milczenie

Podczas międzynarodowej konferencji w Akrze, poświęconej wdrażaniu rezolucji ONZ A/RES/80/250, prezydent Namibii, Netumbo Nandi-Ndaitwah, jasno nakreśliła stanowisko swojego kraju. Podkreśliła, że dla Afryki nie jest to próba rozdrapywania starych ran, lecz dążenie do ich ostatecznego zagojenia, co bez uznania historycznych krzywd i rozliczenia ich skutków jest niemożliwe.

W centrum sporu pozostaje ludobójstwo na ludach Ovaherero i Nama z lat 1904-1908. Niemieckie wojska kolonialne dopuściły się wówczas eksterminacji dziesiątek tysięcy ludzi, stosując mordercze techniki: od wypędzania na pustynię, gdzie ofiary ginęły z pragnienia i głodu, po osadzanie w obozach koncentracyjnych, gdzie panowały choroby, niewolnicza praca i brutalne tortury. Jak zaznaczyła prezydent Nandi-Ndaitwah, echa tych zbrodni są dla Namibijczyków żywe do dzisiaj.

Miliardowy spór z Berlinem

Od lat rządy obu państw negocjują tzw. Wspólną Deklarację, mającą zamknąć tragiczny rozdział historii. Niemcy zaproponowały wsparcie w wysokości 1,1 miliarda euro, rozłożone na 30 lat, z przeznaczeniem na projekty rozwojowe w siedmiu regionach.

Propozycja ta budzi jednak ogromne kontrowersje. Przedstawiciele społeczności Ovaherero i Nama ostro sprzeciwiają się traktowaniu tych środków jedynie jako pomocy rozwojowej. Domagają się jasnej definicji prawnej: te pieniądze mają być uznane za reparacje za ludobójstwo. Oliwy do ognia dolewają oskarżenia ze strony ONZ, która już w 2023 roku wytykała obu rządom wykluczenie potomków ofiar z procesu decyzyjnego, co w ich ocenie narusza prawa człowieka.

„Niemcy są gotowe przeprosić”

W obliczu narastającej presji, odchodzący ambasador Niemiec w Namibii, Thorsten Hütter, zadeklarował gotowość Berlina do przeprosin i wyraził nadzieję na sfinalizowanie Wspólnej Deklaracji do końca 2026 roku. Przyznał, że rozmowy z potomkami ofiar uświadomiły stronie niemieckiej, iż oczekują oni nie tylko gestów, ale realnej zadośćuczynienia i uznania wyrządzonego zła. Jednocześnie dyplomata wskazał na ogromny potencjał przyszłej współpracy w obszarach zielonego wodoru i odnawialnych źródeł energii.

Globalna rewolucja afrykańskiej świadomości

Debata o reparacjach dla Namibii jest częścią szerszego, globalnego ruchu. Rezolucja ONZ A/RES/80/250 uznaje handel zniewolonymi Afrykanami za zbrodnię przeciwko ludzkości i stanowi fundament pod roszczenia wobec byłych potęg kolonialnych.

Hilary Beckles, szef komisji reparacyjnej karaibskiej wspólnoty CARICOM, zwrócił uwagę na historyczną niesprawiedliwość: dlaczego w przeszłości wypłacano rekompensaty właścicielom niewolników, a nie samym pokrzywdzonym?. Z kolei noblista Wole Soyinka ostrzegł, że problem niewolnictwa nie jest zamkniętym rozdziałem – jego współczesne oblicza, jak handel ludźmi czy wykorzystywanie dzieci, pozostają krwawym problemem dzisiejszego świata.

źródło: fr.de

Alarmujące dane z Niemiec: Drastyczny wzrost przypadków antymuzułmańskiej dyskryminacji

0

Liczba zgłoszonych incydentów wzrosła o jedną trzecią

Sieć organizacji Claim, zajmująca się monitorowaniem przypadków antymuzułmańskiego rasizmu w Niemczech, odnotowała wyraźny wzrost liczby zgłoszonych incydentów. Z najnowszego raportu wynika, że w 2025 roku zarejestrowano ponad 4 tysiące przypadków obejmujących zniewagi, groźby, ataki oraz różne formy dyskryminacji wobec osób postrzeganych jako muzułmanie. Dla porównania, w 2024 roku odnotowano nieco ponad 3 tysiące takich zdarzeń. Oznacza to wzrost o około jedną trzecią w ciągu zaledwie roku. Szefowa organizacji Claim, Rima Hanano, podkreśliła podczas konferencji prasowej w Berlinie, że publikacja raportu przypada na okres, w którym problem antymuzułmańskiego rasizmu jest – jej zdaniem – coraz częściej bagatelizowany lub wręcz negowany.

Politycy mówią o niepokojącym zjawisku

Dane przedstawione przez Claim wywołały reakcje części niemieckich polityków. Lamya Kaddor, rzeczniczka frakcji Zielonych ds. polityki religijnej w Bundestagu, oraz Ferat Koçak z partii Lewica określili opublikowane statystyki jako „szokujące”. Koçak, który w swojej partii odpowiada za kwestie związane z przeciwdziałaniem rasizmowi, uważa, że przedstawione liczby są również odzwierciedleniem przesunięcia debaty publicznej w Niemczech w kierunku bardziej prawicowych stanowisk. Z kolei Kaddor zwróciła uwagę na tzw. „ciemną liczbę” przypadków, czyli zdarzenia, które nigdy nie zostały zgłoszone odpowiednim instytucjom. Według polityczki badania prowadzone przez Niemieckie Centrum Badań nad Integracją i Migracją (Dezim) wskazują, że od 70 do 90 procent osób mających muzułmańskie pochodzenie doświadczyło w Niemczech różnego rodzaju dyskryminacji. Posłanka Zielonych zarzuciła również rządowi federalnemu brak spójnej strategii walki z islamofobią.

Coraz więcej przypadków przemocy

Raport Claim opiera się na analizie danych pochodzących z 38 punktów zgłoszeniowych i poradniczych działających na terenie całych Niemiec oraz na informacjach przekazywanych przez policję. Zdaniem Rimy Hanano dane wskazują nie tylko na wzrost liczby incydentów, lecz także na ich rosnącą brutalność. W 2025 roku odnotowano 214 przypadków uszkodzenia ciała, podczas gdy rok wcześniej było ich 198. Podobnie jak w 2024 roku zarejestrowano również dwa zabójstwa związane z tego rodzaju przestępstwami. Odnotowano ponadto 64 ataki na meczety. W 2024 roku takich przypadków było 67. Według raportu około dwie trzecie wszystkich zgłoszeń dotyczyło kobiet. Szczególnie często ofiarami miały padać kobiety noszące chusty islamskie.

Atak młotkiem w szkole i napaści na kobiety

W raporcie przytoczono kilka przykładów zdarzeń, które zdaniem autorów obrazują skalę problemu. Jednym z nich jest sprawa z Bawarii, gdzie w październiku były uczeń szkoły średniej zaatakował młotkiem dwóch nastolatków w wieku 13 i 14 lat. Według prokuratury sprawca miał świadomie wybierać ofiary pochodzenia migracyjnego i wyznające islam. Sąd skazał go na cztery lata więzienia, uznając jednocześnie, że popadł w skrajnie ekstremistyczne poglądy. Jednocześnie sędzia nie stwierdził istnienia motywu rasistowskiego. W Düsseldorfie nieznany sprawca miał uderzyć pięścią 52-letnią kobietę noszącą hidżab. Z kolei w Dreźnie 81-letnia kobieta miała próbować zerwać chustę z głowy młodej dziewczyny.

Kontrowersje wokół słowa „pashas”

Raport przywołuje również przypadek opisany przez organizację Arbeiterwohlfahrt (AWO) w Hildesheim. Według przekazanych informacji 13-letni uczeń miał być przez dłuższy czas nękany przez jednego z nauczycieli do tego stopnia, że rozważał opuszczenie szkoły. Nauczyciel miał sugerować chłopcu, że w kraju jego pochodzenia chłopcy są wychowywani jak „pashas”, dlatego powinien pracować ciężej niż pozostali uczniowie. Autorzy raportu zwracają uwagę, że określenie „pashas” było wcześniej przedmiotem ogólnoniemieckiej debaty po wypowiedzi obecnego kanclerza Friedricha Merza, który użył tego sformułowania w jednym z programów telewizyjnych w 2023 roku.

Sprawa młodego działacza CDU

W raporcie wspomniano również o sprawie, która obecnie budzi duże zainteresowanie w Nadrenii Północnej-Westfalii. Młodemu członkowi CDU z Krefeld przypisuje się autorstwo nagrania wideo, w którym miały pojawić się wypowiedzi wyrażające aprobatę dla gazowania muzułmanów. Lokalne struktury CDU złożyły w tej sprawie zawiadomienie do organów ścigania. Sam 23-latek nie odniósł się dotychczas publicznie do stawianych mu zarzutów. Zdaniem Lamyi Kaddor tego rodzaju wypowiedzi pokazują, z jakimi postawami część muzułmanów spotyka się obecnie w codziennym życiu.

Rosnące poczucie wykluczenia

Szefowa Claim ostrzega, że podobne doświadczenia mogą prowadzić do coraz silniejszego poczucia wykluczenia społecznego wśród muzułmanów mieszkających w Niemczech. Rima Hanano uważa, że osoby wyznające islam są coraz częściej przedstawiane w debacie publicznej przede wszystkim jako potencjalni sprawcy problemów społecznych lub zagrożenie dla bezpieczeństwa, a znacznie rzadziej jako ofiary przestępstw i dyskryminacji. Według niej prowadzi to do wzrostu poczucia, że część obywateli nie jest postrzegana jako pełnoprawna część niemieckiego społeczeństwa.

Organizacje domagają się większego wsparcia

Claim oraz politycy Zielonych i Lewicy apelują o trwałe finansowanie systemu monitorowania przypadków antymuzułmańskiego rasizmu oraz rozszerzenie pomocy dla osób dotkniętych dyskryminacją. Sama organizacja Claim otrzymuje obecnie wsparcie z federalnego programu „Demokratie leben” („Demokracja żyje”), jednak przyszłość finansowania programu pozostaje niepewna. Ferat Koçak podkreśla, że działalność organizacji jest szczególnie ważna ze względu na luki w oficjalnych statystykach państwowych. Według danych Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w 2025 roku odnotowano około 1828 przestępstw o charakterze antyislamskim. Jest to znacznie mniej niż liczba przypadków uwzględnionych przez Claim. Zarówno organizacje społeczne, jak i część polityków opozycji zgodnie postulują rozszerzenie systemu rejestrowania takich zdarzeń oraz skuteczniejsze ściganie sprawców.

źródło: fr.de

Wielka obława w Niemczech! Policja szturmowała ośrodki dla uchodźców w sprawie wyłudzeń zasiłków

4

Szeroko zakrojona kontrola w hamburskim ośrodku dla uchodźców

W czwartek rano w Hamburgu rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę operacja wymierzona w osoby podejrzewane o nadużywanie niemieckiego systemu świadczeń socjalnych. W działania zaangażowano około 200 funkcjonariuszy policji oraz przedstawicieli innych instytucji państwowych.

Głównym celem akcji jest wykrywanie przypadków wyłudzania świadczeń socjalnych oraz rozbijanie struktur, które mogą organizować tego rodzaju proceder. Według informacji podawanych przez niemieckie media, w niektórych przypadkach w działalność tę mają być zaangażowani również obywatele państw Unii Europejskiej.

Policja wkroczyła do dużego kompleksu mieszkalnego

Operacja rozpoczęła się około godziny 6:00 rano. Dwie jednostki policji z Hamburga weszły na teren ośrodka dla uchodźców w dzielnicy Winterhude, w tym do tzw. „Domu Ukraińskiego”. Funkcjonariuszy wspierali członkowie jednostki BFE (Beweissicherungs- und Festnahmeeinheit), specjalizującej się w zabezpieczaniu dowodów oraz zatrzymywaniu podejrzanych osób. W trakcie działań zabezpieczono wszystkie wejścia do kompleksu, a mieszkańcy byli wybudzani i poddawani kontroli. W operacji uczestniczyli również przewodnicy psów służbowych. Na miejscu obecni byli także pracownicy niemieckiej kasy rodzinnej (Familienkasse), którzy sprawdzali, czy osoby zgłoszone do pobierania świadczeń rzeczywiście mieszkają pod wskazanym adresem.

Sprawdzono niemal tysiąc mieszkańców

Według informacji niemieckich mediów w kompleksie zameldowanych jest blisko tysiąc osób. Każda z nich miała zostać objęta kontrolą. Sam ośrodek należy do największych tego typu obiektów w Hamburgu. Może pomieścić ponad 1500 osób, choć obecnie nie jest w pełni wykorzystany. Teren kompleksu zajmuje około 32 tysiące metrów kwadratowych i obejmuje czterokondygnacyjne budynki mieszkalne.

Efekt decyzji ministrów spraw wewnętrznych

Przeprowadzona akcja jest konsekwencją ustaleń podjętych podczas konferencji ministrów spraw wewnętrznych rządu federalnego i krajów związkowych, która odbyła się wiosną właśnie w Hamburgu. Podczas spotkania przyjęto szereg działań mających ograniczyć zorganizowane wyłudzanie świadczeń socjalnych. Niemieckie władze zwracają uwagę, że w niektórych przypadkach osoby ubiegające się o pomoc socjalną są fikcyjnie zatrudniane lub kierowane do zamieszkania w nieruchomościach o bardzo niskim standardzie wyłącznie po to, aby umożliwić pobieranie świadczeń, do których nie mają prawa.

Większa wymiana danych i wsparcie sztucznej inteligencji

Jednym z elementów nowej strategii jest rozszerzenie wymiany informacji pomiędzy różnymi instytucjami państwowymi. Lepsza współpraca ma objąć między innymi urzędy pracy (Jobcenter), kasy rodzinne, urzędy ds. cudzoziemców oraz policję. Władze zapowiadają również wykorzystanie narzędzi opartych na sztucznej inteligencji do analizowania danych i wykrywania nieprawidłowości. Celem jest szybsze identyfikowanie przypadków oszustw oraz skuteczniejsze wykrywanie osób pobierających świadczenia na podstawie nieprawdziwych informacji.

Władze chcą walczyć z fałszywymi tożsamościami

Szczególną uwagę zwraca się na przypadki nadużyć związanych z wykorzystywaniem cudzej lub fałszywej tożsamości. Według władz coraz częściej pojawiają się sytuacje, w których osoby nieuprawnione mają podszywać się pod uchodźców wojennych z Ukrainy, aby uzyskać szybszy dostęp do niemieckich świadczeń socjalnych. Hamburski senator spraw wewnętrznych Andy Grote z SPD podkreślił, że osoby popełniające przestępstwa powinny być łatwiej deportowane z Niemiec. Jego zdaniem brak skutecznych działań może negatywnie wpływać na społeczną akceptację dla udzielania ochrony osobom rzeczywiście potrzebującym pomocy.

Specjalny punkt zgłoszeń dla mieszkańców

W ramach walki z nadużyciami w Hamburgu uruchomiono również specjalny system zgłaszania podejrzeń dotyczących wyłudzania świadczeń socjalnych. Mieszkańcy mogą przekazywać informacje za pośrednictwem internetowego portalu usługowego miasta Hamburg. Zgłoszenia trafiają bezpośrednio do właściwych organów odpowiedzialnych za prowadzenie postępowań i weryfikację podejrzeń. Władze podkreślają, że działania te mają służyć ochronie systemu socjalnego przed nadużyciami oraz zapewnieniu, aby publiczne środki trafiały wyłącznie do osób rzeczywiście uprawnionych do otrzymywania pomocy.

źródło: bild.de

To będzie najgorętszy dzień w roku? W Niemczech temperatura może dzisiaj sięgnąć 41°C

0

Fala gorąca nie odpuszcza

Niemcy zmagają się z kolejną falą ekstremalnych upałów. Temperatury w wielu regionach kraju osiągają już wartości znacznie przekraczające 30°C, a według prognoz najgorsze dopiero nadejdzie. Meteorolodzy ostrzegają, że w najbliższych dniach lokalnie termometry mogą pokazać nawet 41°C. Rozgrzany asfalt, przepełnione kąpieliska i niemal bezchmurne niebo stały się codziennością w wielu częściach kraju. Upały dają się we znaki nie tylko w ciągu dnia. Coraz większym problemem stają się również wyjątkowo ciepłe noce, które utrudniają odpoczynek i regenerację organizmu.

Nawet noce nie przynoszą ulgi

Szczególnie trudna sytuacja panuje w dużych miastach. Budynki nagrzewają się przez cały dzień i oddają ciepło jeszcze długo po zachodzie słońca. W efekcie mieszkańcy wielu regionów muszą mierzyć się z tzw. nocami tropikalnymi, podczas których temperatura nie spada do poziomu zapewniającego komfortowy sen. Niemiecka Służba Meteorologiczna (DWD) prognozuje, że również dziś w większości kraju utrzyma się słoneczna pogoda. Na północy temperatury mają wynosić od 27°C do 33°C, natomiast w pozostałych regionach od 34°C do 38°C. Najgoręcej ma być na zachodzie i południowym zachodzie Niemiec. Według prognoz DWD lokalnie możliwe są wartości sięgające nawet 41°C.

Klimatolog: „Ekstremalne gorąco napływa z Francji”

Klimatolog dr Karsten Brandt wyjaśnia, że obecna sytuacja jest zgodna z wcześniejszymi prognozami meteorologicznymi.

– Dzieje się dokładnie to, co przewidywaliśmy. Kopuła gorącego powietrza nad Francją stopniowo się rozpada, a ekstremalne upały przemieszczają się w kierunku Niemiec – powiedział ekspert.

Według jego ocen temperatury w najbliższych dniach będą zbliżały się do granicy 40°C, a miejscami mogą ją nawet przekroczyć.

– Będzie naprawdę bardzo gorąco – podkreśla klimatolog.

Jak dodaje, w dużych miastach nocne temperatury mogą utrzymywać się nawet na poziomie 28°C.

Eksperci również odczuwają skutki upałów

Dr Brandt przyznaje, że także dla meteorologów obecne warunki są wyjątkowo wymagające.

– Sam jestem ciekaw, jak zniosę te upały – powiedział.

Jego podstawową metodą radzenia sobie z wysokimi temperaturami jest regularne nawadnianie organizmu.

– Człowiek bardzo dużo się poci. Nie mam jednak żadnej cudownej rady. W okolicach Bonn mamy obecnie około 30°C w mieszkaniu i nie posiadamy klimatyzacji – stwierdził.

Ekspert przyznał jednocześnie, że coraz poważniej rozważa zakup urządzenia chłodzącego.

Kolejne dni przyniosą jeszcze większy żar

Prognozy wskazują, że fala upałów utrzyma się również pod koniec tygodnia.

W piątek temperatury mają osiągać od 31°C do 38°C, a na zachodzie i południowym zachodzie kraju ponownie możliwe będzie nawet 41°C. Jeszcze goręcej może być w sobotę. Meteorolodzy przewidują, że pogoda będzie wtedy określana jako „bardzo gorąca” lub wręcz „ekstremalnie gorąca”. Jednocześnie eksperci ostrzegają przed gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi. Zarówno w piątek, jak i w sobotę po południu mogą pojawić się przelotne opady deszczu oraz burze. Lokalnie nie można wykluczyć wystąpienia gwałtownych nawałnic z ulewnym deszczem i gradem.

„Nadchodzą dni żaru”

Dyplomowany meteorolog Dominik Jung uważa, że Niemcy wchodzą obecnie w fazę wyjątkowo intensywnych upałów.

– Teraz nadchodzą dni żaru – powiedział ekspert.

Jung zwraca uwagę, że tradycyjne określenia stosowane przez meteorologów mogą już nie oddawać skali zjawiska. Według obowiązujących definicji dzień z temperaturą 25°C uznawany jest za dzień letni, temperatura 30°C oznacza dzień upalny, natomiast 35°C określana jest jako dzień pustynny. Obecne prognozy wykraczają jednak poza te wartości.

Czy Niemcy pobiją historyczny rekord?

Zdaniem Dominika Junga najbliższe dni mogą przejść do historii niemieckiej meteorologii.

– Dwa, a być może nawet trzy dni z temperaturą około 40°C z rzędu – czegoś takiego w Niemczech jeszcze nie było – ocenia meteorolog.

Jeżeli prognozy się sprawdzą, kraj może doświadczyć jednego z najbardziej intensywnych epizodów upałów od początku prowadzenia nowoczesnych pomiarów meteorologicznych.

Kiedy nadejdzie ochłodzenie?

Pierwsza wyraźniejsza ulga może nadejść dopiero w przyszłym tygodniu. Według aktualnych prognoz temperatury mogą wtedy spaść do około 25°C. Meteorolodzy podkreślają jednak, że trudno jeszcze przewidzieć, czy będzie to trwałe ochłodzenie, czy jedynie krótka przerwa w fali upałów. W Niemczech wiele osób zwraca również uwagę na przypadający w najbliższą sobotę tzw. Dzień Siedmiu Śpiących (Siebenschläfertag). Zgodnie z popularnym niemieckim powiedzeniem ludowym pogoda panująca w tym okresie ma wskazywać, jaki charakter będzie miało lato w kolejnych siedmiu tygodniach.

Kim są eksperci cytowani w prognozach?

Dr Karsten Brandt jest klimatologiem, który uzyskał stopień doktora nauk przyrodniczych na Uniwersytecie Duisburg-Essen. Jest autorem kilku publikacji poświęconych pogodzie oraz założycielem i prezesem portalu meteorologicznego Donnerwetter.de.

Dominik Jung ukończył studia meteorologiczne na Uniwersytecie Johannesa Gutenberga w Moguncji. Jest dyplomowanym meteorologiem, autorem książek oraz prezesem firmy Q.met, która prowadzi również portal pogodowy wetter.net.

źródło: bild.de

Nastolatki faszerowane narkotykami i wykorzystywane seksualnie. Dwóch kolejnych Syryjczyków zatrzymanych w Norymberdze

2

Skandal wstrząsający opinią publiczną: w Norymberdze rozbito część zorganizowanej grupy przestępczej, która poprzez podawanie narkotyków uzależniała od siebie nieletnie dziewczęta, a następnie zmuszała je do czynności seksualnych. Policja potwierdza zatrzymanie dwóch kolejnych podejrzanych – obywateli Syrii.

Dalsze uderzenie w gang przestępczy

Bawarska policja, w ramach szeroko zakrojonych działań wymierzonych w sprawców przestępstw seksualnych i narkotykowych w rejonie dworca głównego w Norymberdze, dokonała aresztowania dwóch kolejnych podejrzanych. Jak przekazała Komenda Policji Środkowej Frankonii, zatrzymani to dwaj obywatele Syrii w wieku 24 i 26 lat. Mężczyźni zostali tymczasowo aresztowani i oczekują na dalsze kroki prawne.

Zarzuty wobec zatrzymanych są bardzo poważne. 26-latek jest oskarżony o handel narkotykami wśród osób nieletnich. Podczas przeszukania jego mieszkania funkcjonariusze zabezpieczyli znaczne ilości nielegalnych substancji, w tym metamfetaminę (crystal meth) oraz kokainę, a także ponad 2000 euro w gotówce. W momencie zatrzymania był on już ścigany listem gończym. Z kolei 24-latek usłyszał zarzut ciężkiego wykorzystywania seksualnego dzieci. Łącznie w sprawie działań „gangu groomingowego” za kratkami przebywa już sześciu podejrzanych.

Mechanizm działania: „EKO Kajal” w akcji

Kryminalni z Norymbergi powołali komisję śledczą (EKO) o kryptonimie „Kajal” w maju bieżącego roku. Powodem były narastające sygnały o tym, że młode dziewczęta, często pochodzące z trudnych środowisk, są celowo nagabywane przez mężczyzn ze środowiska narkotykowego w okolicach Nelson-Mandela-Platz oraz przyległych parków.

Schemat działania sprawców był cyniczny i wyrachowany. Ofiary najpierw były „uwodzone” poprzez okazywanie zainteresowania, obdarowywanie prezentami oraz kosmetykami. Gdy dziewczęta nabierały zaufania, przestępcy oferowali im twarde narkotyki, takie jak metamfetamina. Powstałe w ten sposób silne uzależnienie było wykorzystywane do zmuszania ofiar do czynności seksualnych lub prostytucji. Śledczy badają również przypadki gwałtów i innych form ciężkiego wykorzystywania seksualnego.

Nie pierwsze zatrzymania w sprawie

To nie koniec działań służb. Już pod koniec maja policja informowała o pierwszych sukcesach. Zatrzymano wówczas 22-letniego Syryjczyka, podejrzanego o zgwałcenie nieletniej w swoim mieszkaniu i podanie jej silnych leków przeciwbólowych, oraz 35-letniego rodaka, który przebywał w tym samym lokalu i również był poszukiwany listem gończym.

Warto zaznaczyć, że w pierwotnych komunikatach dotyczących grupy „Kajal” policja wskazywała, że krąg podejrzanych wywodzi się głównie z Syrii, Pakistanu oraz krajów północnoafrykańskich. Wśród pierwszych zidentyfikowanych osób znaleźli się m.in. 18-letni Pakistańczyk oraz 25-latek bez obywatelstwa.

Brytyjski cień nad niemieckimi śledztwami

W debacie publicznej sytuacja w Norymberdze jest porównywana do drastycznych wydarzeń z Wielkiej Brytanii. W miastach takich jak Rotherham, Rochdale, Telford czy Oldham przez lata działały zorganizowane grupy, które w identyczny sposób – używając alkoholu i narkotyków – zniewalały bezbronne, nastoletnie dziewczęta.

W najbardziej znanych brytyjskich sprawach sprawcami byli prawie wyłącznie mężczyźni pochodzenia pakistańskiego. Przez długi czas organy ścigania były oskarżane o bierność lub celowe zaniechania, wynikające ze strachu przed oskarżeniami o rasizm. Tylko w samym Rotherham ofiarą procederu padło ponad 1400 dziewcząt. Pomimo licznych wyroków skazujących, sprawa ta do dziś wywołuje w Europie gorącą dyskusję na temat skuteczności ochrony dzieci oraz konieczności nazywania sprawców po imieniu, bez względu na ich pochodzenie etniczne czy polityczną poprawność.

źródło: apollo-news.net

Alarmujące dane z Berlina. Muzułmańscy uczniowie zarzucają nauczycielom rasizm i dyskryminację

2

Nowe dane o antymuzułmańskim rasizmie w berlińskich szkołach

Muzułmańscy uczniowie w Berlinie coraz częściej zgłaszają przypadki dyskryminacji, z którymi mają się spotykać w szkołach. Według danych zebranych przez punkt konsultacyjny ADAS (Anlaufstelle für Diskriminierungsschutz an Schulen), zajmujący się ochroną przed dyskryminacją w placówkach oświatowych, zdecydowana większość zgłoszonych przypadków ma pochodzić od personelu szkolnego. Z okazji ogólnokrajowego Dnia Przeciwko Antymuzułmańskiemu Rasizmowi, przypadającego 1 lipca, organizacja ADAS udostępniła dziennikowi „Berliner Morgenpost” najnowsze dane dotyczące zgłaszanych incydentów w berlińskich szkołach. Według statystyk około 76 procent zgłoszonych przypadków dyskryminacji muzułmańskich uczniów wiąże się z działaniami nauczycieli lub innych pracowników szkół.

„Nie dość niemieccy”, „zbyt mało demokratyczni”

Z relacji przedstawionych przez ADAS wynika, że część muzułmańskich uczniów spotyka się ze stereotypami dotyczącymi ich pochodzenia, religii czy postaw społecznych. Wśród zgłaszanych sytuacji pojawiają się przypadki, w których uczniom przypisywano cechy takie jak brak wystarczającej „niemieckości”, niższe zdolności edukacyjne czy niedostateczne przywiązanie do wartości demokratycznych. Według danych z 2024 roku odnotowano również przypadki, w których personel szkolny miał fizycznie uniemożliwiać uczniom modlitwę. W jednej ze szkół nauczyciel miał powiedzieć grupie młodych ludzi, że często myli ich z palestyńskimi terrorystami.

Eksperci mówią o problemie systemowym

Sabine Gauch, socjolożka odpowiedzialna za monitoring przypadków dyskryminacji w ADAS, podkreśla, że zgromadzone dane nie wskazują na pojedyncze incydenty.

– Przypadki nierównego traktowania występują we wszystkich dzielnicach Berlina i we wszystkich typach szkół. Nie chodzi o pojedyncze sytuacje, lecz o strukturalne i instytucjonalnie zakorzenione wzorce. Chcemy uwidocznić te realia dyskryminacji – wyjaśnia.

Gauch zajmuje się analizą statystyczną spraw dokumentowanych przez doradców organizacji.

Prawdziwa skala zjawiska może być większa

Ekspertka zaznacza jednocześnie, że statystyki ADAS pokazują jedynie część rzeczywistego problemu. Przede wszystkim należy brać pod uwagę tzw. ciemną liczbę przypadków, czyli sytuacje, które nigdy nie zostały zgłoszone. Zdaniem Gauch wielu młodych ludzi rezygnuje ze składania skarg, ponieważ obawia się negatywnych konsekwencji lub ma poczucie, że wcześniejsze zgłoszenia nie doprowadziły do żadnych zmian.

– Jeżeli młodzież obawia się negatywnych skutków albo wielokrotnie doświadcza sytuacji, w której jej skargi niczego nie zmieniają, pojawia się efekt rezygnacji – tłumaczy.

W praktyce oznacza to, że część uczniów przestaje zgłaszać problemy, uznając, że nie przyniesie to żadnych rezultatów.

Antymuzułmański rasizm najczęściej zgłaszaną kategorią

Dane ADAS pokazują, że w ostatnich latach przypadki rasizmu stanowiły od 70 do 80 procent wszystkich spraw, którymi zajmowała się organizacja. W 2025 roku antymuzułmański rasizm był najczęściej zgłaszaną podkategorią. Udokumentowano 100 takich przypadków. Nie oznacza to jednak, że inne formy dyskryminacji nie występują. Zdaniem organizacji część osób zgłasza swoje doświadczenia do wyspecjalizowanych instytucji zajmujących się konkretnymi problemami. Przykładowo osoby doświadczające antysemityzmu częściej mają zwracać się bezpośrednio do organizacji OFEK Berlin, która specjalizuje się w pomocy ofiarom tego rodzaju incydentów. Według Sabine Gauch również przypadki dyskryminacji wobec Sinti i Romów są stosunkowo rzadko zgłaszane.

Dziewczęta w hidżabach i stereotypy wobec chłopców

Socjolożka zwraca uwagę, że antymuzułmański rasizm często łączy się z innymi formami uprzedzeń, w tym z dyskryminacją ze względu na płeć. Jak wskazuje, muzułmańskim uczennicom często przypisuje się brak samodzielności przy podejmowaniu decyzji dotyczących noszenia hidżabu. Z kolei chłopcom postrzeganym jako muzułmanie częściej przypisuje się agresywność oraz większą skłonność do przemocy.

– Muzułmańskim uczennicom często sugeruje się, że nie podjęły samodzielnie decyzji o noszeniu chusty. Natomiast chłopcom przypisuje się agresję i większą gotowość do stosowania przemocy – mówi Gauch.

To rodzice najczęściej zgłaszają problemy

Według danych ADAS aż 64 procent zgłoszeń pochodzi od rodziców. Jedynie około sześciu procent spraw zgłaszają sami uczniowie. Zdaniem ekspertki wynika to częściowo z wieku dzieci. Około połowa udokumentowanych przypadków dotyczy uczniów szkół podstawowych, którzy częściej opowiadają rodzicom o swoich doświadczeniach szkolnych niż nastolatkowie. Rodzice często decydują się na kontakt z ADAS dopiero wtedy, gdy ich wcześniejsze próby rozwiązania problemu w szkole nie przyniosły efektu. Według organizacji zdarza się, że skargi są bagatelizowane przez placówki edukacyjne, a sama możliwość rozmowy z doradcami daje rodzinom poczucie, że ich doświadczenia są traktowane poważnie.

Nie wszystkie szkoły chcą rozmawiać o problemie

Na życzenie poszkodowanych ADAS może kontaktować się bezpośrednio ze szkołą. Jak podkreśla Sabine Gauch, wiele zależy od nastawienia dyrekcji i gotowości do uznania problemu oraz podjęcia działań naprawczych. Zdarza się jednak, że kierownictwo szkoły traktuje zgłoszenie sprawy poza placówką jako naruszenie wzajemnego zaufania.

– W takich sytuacjach pojawia się pytanie: „Dlaczego wynieśli państwo tę sprawę na zewnątrz?”. Tymczasem rodzice często wcześniej próbowali rozwiązać problem wewnątrz szkoły – wyjaśnia ekspertka.

Jej zdaniem w takich przypadkach uwaga dyrekcji skupia się bardziej na samym zgłoszeniu niż na uczniach, którzy twierdzą, że stali się ofiarami dyskryminacji.

Ostateczna instancja to nadzór szkolny

Jeżeli rodzicom, uczniom oraz przedstawicielom ADAS nie uda się osiągnąć porozumienia ze szkołą, sprawa może zostać skierowana do nadzoru szkolnego. Jest to najwyższa instancja w ramach systemu oświaty, posiadająca uprawnienia do wydawania wiążących poleceń szkołom.

Nadzór może między innymi zobowiązać placówkę do omówienia skargi podczas oficjalnego spotkania oraz podjęcia działań mających na celu rozwiązanie problemu. Jak podkreśla jednak ADAS, pozostaje otwarte pytanie, czy perspektywa osób zgłaszających dyskryminację jest w takich sytuacjach wystarczająco uwzględniana oraz czy uzgodnione działania są później rzeczywiście realizowane.

źródło: morgenpost.de

Nauczycielka ujawnia prawdę o kursach integracyjnych w Niemczech: „Połowa migrantów nie ma motywacji”

0

Nauczycielka języka niemieckiego mówi o problemach integracji

Lolita Deriabina przyjechała do Niemiec pięć lat temu z Rosji, aby studiować na studiach magisterskich. Dziś pracuje w Hannover jako wykładowczyni języka niemieckiego jako języka obcego i drugiego oraz prowadzi kursy integracyjne, w których uczestniczą głównie migranci.

W rozmowie z dziennikiem „Die Welt” opowiedziała o swoich codziennych doświadczeniach związanych z nauczaniem oraz o problemach, które – jej zdaniem – utrudniają skuteczną integrację przybyszów z niemieckim społeczeństwem.

„40-50 procent uczestników nie wykazuje żadnej motywacji”

Zdaniem Deriabiny znacząca część osób uczęszczających na kursy integracyjne nie jest zainteresowana rzeczywistą nauką języka ani aktywnym uczestnictwem w procesie integracji. Jak podkreśla, około 40-50 procent kursantów jest obecnych jedynie fizycznie, natomiast brakuje im motywacji do nauki i rozwoju.

– Z mojego doświadczenia wynika, że około 40-50 procent uczestników kursów jest obecnych jedynie fizycznie, ale nie wykazuje żadnej motywacji. To bardzo dużo i przyćmiewa drugą połowę uczestników, którzy osiągają naprawdę imponujące wyniki – powiedziała.

Według niej już na początku kursu często można ocenić, które osoby będą robiły postępy, a które nie wykazują większego zainteresowania nauką. Zdarza się, że niektórzy uczestnicy nie pojawiają się na zajęciach, ignorują wiadomości e-mail, a czasami nawet urzędy pracy mają trudności z ustaleniem ich miejsca pobytu, gdy nie stawiają się na wyznaczone terminy.

Niezdany egzamin nie niesie poważnych konsekwencji

Wykładowczyni zwraca uwagę również na mechanizmy funkcjonowania kursów integracyjnych. Jej zdaniem część uczestników szybko orientuje się, że system nie przewiduje istotnych konsekwencji za brak zaangażowania. Jak wyjaśnia, każdy uczestnik może opuścić do 30 procent zajęć bez żadnych skutków. Dopiero przy większej liczbie nieobecności zainteresowanie sprawą wykazuje Jobcenter, czyli niemiecki urząd odpowiedzialny za wsparcie osób poszukujących pracy i pobierających świadczenia. Według Deriabiny nawet niezdanie egzaminu końcowego nie stanowi większego problemu, ponieważ uczestnikowi proponowany jest kolejny kurs.

– W efekcie migranci mogą spędzać niezliczone miesiące na kursach integracyjnych, odrzucać oferty pracy i nie podejmować nawet próby wyjścia poza własne środowisko, w którym używany jest wyłącznie język ojczysty – stwierdziła.

Krytyka systemu finansowania kursów

Deriabina krytycznie ocenia także sposób organizacji i finansowania kursów integracyjnych. Podkreśla, że programy są finansowane ze środków publicznych, jednak ich realizacją zajmują się podmioty, które – według niej – nie zawsze są zainteresowane skuteczną integracją uczestników. Jej zdaniem głównym celem części organizatorów jest utrzymanie finansowania i dalsze funkcjonowanie dzięki publicznym środkom.

– Dlatego kontrole nie działają tak, jak powinny działać. W praktyce nie mają działać skutecznie. Efektem są przemęczeni nauczyciele i niezmotywowani uczestnicy kursów – oceniła.

„Niemcy nie powinny rezygnować z własnej kultury”

W dalszej części rozmowy wykładowczyni poruszyła również temat niemieckiej polityki integracyjnej oraz podejścia do wielokulturowości. Jej zdaniem Niemcy coraz częściej tłumaczą najważniejsze informacje na wiele języków i szeroko celebrują święta oraz tradycje innych kultur. Nie uważa tego za zjawisko negatywne, jednak podkreśla, że równocześnie nie powinno dochodzić do zanikania własnych zwyczajów i tożsamości kulturowej. Według niej zbyt liberalne i otwarte podejście może prowadzić do sytuacji, w której nowo przybyłe osoby nie czują potrzeby dostosowania się do społeczeństwa przyjmującego.

– Jeśli kraj działa zbyt liberalnie i zbyt otwarcie, osoby przybywające nie czują się zobowiązane do adaptacji. W pewnym momencie państwo może zacząć tracić własną tożsamość – powiedziała.

Obawy o przyszłość niemieckiej tożsamości

Deriabina wyraziła również obawy dotyczące przyszłości Niemiec i ich kulturowej spójności. Jej zdaniem za kilka lat może pojawić się problem z odpowiedzią na pytanie, jakie elementy definiują współczesne Niemcy, jaki język jest wspólnym językiem społeczeństwa oraz jaka kultura stanowi fundament łączący wszystkich mieszkańców kraju. Podsumowując swoje stanowisko, stwierdziła, że państwo nie znika dlatego, że przybywają do niego nowi ludzie, lecz wtedy, gdy przestaje określać i chronić własną tożsamość. Wypowiedzi wykładowczyni wywołały dyskusję na temat skuteczności niemieckiego systemu integracyjnego, odpowiedzialności migrantów za naukę języka oraz roli państwa w procesie integracji nowych mieszkańców.

źródło: nius.de

„Muzułmanie są częścią Ciebie”. Kontrowersyjna kampania za pieniądze podatników w Niemczech

1

Federalne ministerstwo wspiera ogólnokrajową akcję przeciwko antymuzułmańskiemu rasizmowi

W wielu niemieckich miastach pojawiły się obecnie duże plakaty z hasłem: „Muzułmanie: część ciebie!”. Kampania jest częścią trwających „Tygodni Akcji Przeciwko Antymuzułmańskiemu Rasizmowi”, organizowanych przez wspieraną ze środków publicznych organizację CLAIM oraz inicjatywę Allianz gegen Hass (Sojusz Przeciwko Nienawiści). Przedsięwzięcie finansowane jest przez Federalne Ministerstwo ds. Rodziny w ramach programu „Demokratie leben” („Żywa demokracja”). Sama organizacja CLAIM otrzyma w 2025 roku 624 997,44 euro dofinansowania. Resort nie potrafił jednak odpowiedzieć na pytanie, jaka część tej kwoty została przeznaczona konkretnie na tegoroczną kampanię. Jak podkreślają organizatorzy, celem akcji jest zwrócenie uwagi na zjawisko antymuzułmańskiego rasizmu oraz pokazanie różnorodności życia muzułmanów w Niemczech.

„To dzieje się na co dzień” – przesłanie organizatorów

Na stronie internetowej Allianz gegen Hass można przeczytać, że antymuzułmański rasizm nie jest problemem występującym gdzieś na marginesie społeczeństwa. „Antymuzułmański rasizm nie dzieje się gdzieś daleko, lecz pośród naszej codzienności, najczęściej na oczach nas wszystkich. Dotyka ludzi, którzy każdego dnia współtworzą i podtrzymują nasze wspólne społeczeństwo” – przekonują organizatorzy. W ramach kampanii przedstawianych jest 30 muzułmanów i muzułmanek. Wśród nich znajdują się między innymi Doha – trenerka boksu nosząca hidżab, Miray – określana jako „sędzia piłkarska w hidżabie”, farmaceuta Mohamed czy przedsiębiorca Jan.

Wątpliwości wokół organizacji CLAIM

Szczególne kontrowersje budzi jednak rola organizacji CLAIM. Jak podkreśla źródłowy materiał, organizacja non profit CLAIM gGmbH została utworzona po to, aby kontynuować działalność wcześniejszej „Claim-Allianz”. Była to sieć zrzeszająca około 50 muzułmańskich organizacji i stowarzyszeń. Przez lata sojusz ten otrzymywał znaczne środki publiczne zarówno od władz federalnych, jak i od Berlina. Przykładowo berliński resort spraw społecznych przekazał w 2024 roku 166 108 euro, natomiast Federalne Ministerstwo ds. Rodziny dołożyło około 300 tys. euro w 2023 roku. W 2025 roku organizacja została jednak rozwiązana. Powodem były informacje dotyczące części organizacji członkowskich, wobec których istniały ustalenia istotne z punktu widzenia ochrony konstytucji.

Rząd zapowiedział weryfikację finansowania

W odpowiedzi na zapytanie parlamentarzystów AfD niemiecki rząd przyznał, że zgromadzone informacje dotyczące poszczególnych organizacji miały „różną intensywność, wagę oraz aktualność”. W związku z tym zapowiedziano analizę dalszego finansowania CLAIM. Niedługo po ujawnieniu tych informacji dotychczasowy sojusz został rozwiązany, a jego struktury merytoryczne przeniesiono do nowo utworzonej organizacji CLAIM gGmbH. To właśnie ona jest obecnie jednym z głównych organizatorów „Tygodni Akcji Przeciwko Antymuzułmańskiemu Rasizmowi”.

Wystawy, debaty i szkolenia w całych Niemczech

Akcja trwa od 17 czerwca do 1 lipca. Data zakończenia nie jest przypadkowa. W Niemczech 1 lipca obchodzony jest oficjalny „Dzień Przeciwko Antymuzułmańskiemu Rasizmowi”. Upamiętnia on Marwę El-Sherbini, która została zamordowana w 2009 roku w budynku sądu w Dreźnie. Według organizatorów motywem zbrodni była nienawiść wobec cudzoziemców. W ramach kampanii odbywają się liczne wydarzenia edukacyjne i społeczne. Jednym z nich była internetowa debata poświęcona uprzedzeniom wobec muzułmanek. Organizatorzy wskazywali, że kobiety wyznające islam często znajdują się na styku antymuzułmańskiego rasizmu, mizoginii oraz społecznych stereotypów. W opisie wydarzenia postawiono między innymi pytania o to, dlaczego muzułmanki w debatach publicznych często przedstawiane są jako symbole określonych problemów społecznych, a nie jako samodzielne podmioty i uczestniczki życia publicznego. Dyskutowano również o wpływie medialnego obrazu kobiet muzułmańskich na sposób ich postrzegania przez społeczeństwo.

Tematyka rasizmu, szkół i „prawicowego zwrotu”

W ramach akcji w bibliotece miejskiej w Kiel zorganizowano wystawę poświęconą temu zagadnieniu. Z kolei 29 czerwca w Hannover ma zostać zaprezentowany pierwszy roczny raport krajowego punktu zgłaszania przypadków antymuzułmańskiej dyskryminacji. Dzień później uczestnicy kolejnego wydarzenia będą rozmawiać o sposobach przeciwdziałania antymuzułmańskiemu rasizmowi w szkołach. 1 lipca w Berlinie odbędzie się natomiast debata poświęcona skutkom „społecznego zwrotu na prawo”. Do udziału zaproszono polityków partii Die Linke, Zielonych oraz SPD. Organizatorzy chcą odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób zmieniająca się sytuacja polityczna wpływa na współżycie społeczne oraz które grupy społeczne są szczególnie narażone na wykluczenie. W materiałach promocyjnych podkreślono, że zwłaszcza społeczności migranckie mają doświadczać dyskryminacji, rasizmu i politycznej niewidzialności.

Dyskusje o „rasistowskich strukturach” i zdrowiu psychicznym

Kolejne wydarzenie zaplanowane na 1 lipca w Essen ma zwrócić uwagę na tezę, że rasizm w Niemczech nie ogranicza się wyłącznie do indywidualnych uprzedzeń, lecz może przejawiać się także w debatach publicznych i strukturach społecznych. Uczestnicy będą rozmawiać o tzw. „rasistowskich zasobach wiedzy”, a także o skutkach doświadczeń dyskryminacyjnych dla muzułmanów. Dyskusja ma dotyczyć między innymi wpływu takich doświadczeń na zdrowie, zaufanie do instytucji państwowych oraz kulturę demokratyczną.

Organizatorzy zachęcają do zgłaszania incydentów

Twórcy kampanii apelują do mieszkańców nie tylko o udział w wydarzeniach, lecz także o aktywność w mediach społecznościowych. Zachęcają do publikowania nagrań i materiałów wyrażających sprzeciw wobec antymuzułmańskiego rasizmu. Możliwe jest również zgłaszanie odpowiednich incydentów bezpośrednio do organizacji CLAIM. Instytucja ta, również finansowana przez Federalne Ministerstwo ds. Rodziny, przygotowuje raporty dotyczące doświadczeń dyskryminacyjnych muzułmanów w Niemczech. Według danych organizacji w samym Berlin w ubiegłym roku odnotowano 975 przypadków, które zakwalifikowano jako incydenty związane z antymuzułmańskim rasizmem. Jedynie około czterech procent z nich zostało zgłoszonych organom ścigania. CLAIM poinformowała także na Instagramie, że poziom zaufania muzułmanów do niemieckiego rządu federalnego spadł z 58 procent w 2022 roku do 32 procent w 2025 roku.

źródło: appollo-news.net