Niemcy: Kultowy basen tylko dla kobiet zaostrza zasady. Po ogromnym napływie odwiedzających wprowadzono ograniczenia

3

Legendarny damski basen we Fryburgu zmienia zasady wstępu

Lorettobad we Fryburgu, uznawany za jedyny w Niemczech odkryty basen przeznaczony wyłącznie dla kobiet, zdecydował się na zaostrzenie zasad wstępu. Od ubiegłego weekendu od piątku do niedzieli z obiektu mogą korzystać wyłącznie kobiety i dziewczęta, które ukończyły 16. rok życia. Operator basenu tłumaczy, że decyzja została podjęta w związku z bardzo dużym napływem odwiedzających. Jak podkreślono w oficjalnym komunikacie, w najbardziej oblegane dni liczba gości osiągała już taki poziom, że spokojny wypoczynek w damskiej części kąpieliska był praktycznie niemożliwy.

Rosnąca liczba odwiedzających wywołała kontrowersje

Głos w sprawie zabrali również przedstawiciele stowarzyszenia „Przyjaciele Lorettobadu”. Jedna z osób należących do grona założycieli organizacji skierowała list otwarty do nadburmistrza Fryburga Martina Horna oraz klubów radnych. W liście opisano, że regularnie do basenu przyjeżdżały większe grupy kobiet z francuskiej Alzacji, często podróżujące minibusami. Autor zwrócił uwagę, że wiele z nich wchodziło do wody w codziennym ubraniu, które – jak opisano – w wielu przypadkach stanowiły długie szaty.

Stałe bywalczynie: o spokojnym wypoczynku nie było już mowy

Relacje te potwierdziły – jak podaje dziennik „Die Welt” – dwie wieloletnie bywalczynie Lorettobadu, które chciały zachować anonimowość. Emerytki przyznały, że w ostatnim czasie podczas weekendów trudno było mówić o spokojnym wypoczynku. Według ich obserwacji problemy najczęściej dotyczyły odwiedzających z Francji, które nie zawsze przestrzegały obowiązujących zasad korzystania z kąpieliska. Obie pozytywnie oceniły nowe przepisy dotyczące wstępu. Jak podkreśliły, już w miniony weekend na terenie damskiego basenu było zdecydowanie spokojniej.

Władze miasta: nie chodzi o wykluczanie konkretnych grup

Operator obiektu stanowczo zaznaczył, że nowe zasady nie mają na celu wykluczania żadnej konkretnej grupy osób. Jak wyjaśniono, decyzja jest odpowiedzią wyłącznie na problemy wynikające z bardzo dużej liczby odwiedzających. Podobne stanowisko przedstawił również nadburmistrz Fryburga Martin Horn, który broni wprowadzonych ograniczeń. Jak zaznaczył, wykluczenie dzieci i młodzieży z możliwości korzystania z basenu nie było łatwą decyzją. Celem zmian jest jednak ograniczenie bardzo dużego natężenia ruchu w niewielkim damskim kąpielisku, a nie dyskryminowanie określonych grup odwiedzających.

– Jeśli damski basen zamieni się w park wodny pełen atrakcji, utraci swój dotychczasowy charakter – podkreślił Martin Horn.

Ograniczenia obowiązują tylko w weekendy

Nowe zasady obowiązują od piątku do niedzieli. W tych dniach z Lorettobadu mogą korzystać wyłącznie kobiety i dziewczęta, które ukończyły 16 lat. Według operatora rozwiązanie ma przede wszystkim zapewnić odwiedzającym możliwość spokojnego wypoczynku i zmniejszyć tłok, który w ostatnim czasie stał się jednym z największych problemów tego wyjątkowego, funkcjonującego od lat kąpieliska.

źródło: nius.de

Fala bankructw piekarni w Niemczech. Coraz więcej rodzinnych firm nie wytrzymuje rosnących kosztów

2

Niemieckie piekarnie w kryzysie. Liczba upadłości gwałtownie wzrosła

Niemcy od dziesięcioleci słyną z bogatej tradycji piekarniczej, jednak obecnie branża zmaga się z jednym z najtrudniejszych okresów od lat. Coraz więcej piekarni nie jest w stanie utrzymać rentowności i decyduje się na złożenie wniosku o upadłość. Jak poinformował rzecznik firmy Creditreform, Patrik-Ludwig Hantzsch, w pierwszym półroczu 2026 roku 63 przedsiębiorstwa piekarnicze ogłosiły niewypłacalność. To aż o 40 procent więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Eksperci wskazują, że za pogarszającą się sytuację odpowiada przede wszystkim zmiana nawyków zakupowych klientów oraz utrzymujące się wysokie koszty prowadzenia działalności.

Klienci coraz częściej wybierają supermarkety i dyskonty

Jednym z głównych problemów tradycyjnych piekarni jest zmieniające się zachowanie konsumentów. Coraz więcej osób kupuje pieczywo podczas codziennych zakupów spożywczych w supermarketach lub dyskontach, korzystając z samoobsługowych automatów z pieczywem. Dotyczy to nie tylko osób szukających oszczędności, ale również klientów z wyższych grup dochodowych. Zdaniem ekspertów powoduje to stopniowy odpływ klientów z lokalnych piekarni, które przez lata opierały swoją działalność na regularnych zakupach chleba i bułek przez mieszkańców okolicy.

Rosnące ceny energii mocno uderzyły w piekarnie

Drugim kluczowym problemem są wysokie koszty energii. Piekarnie należą do najbardziej energochłonnych zakładów rzemieślniczych. Do codziennej pracy niezbędne są piece, mieszarki, urządzenia do wyrabiania ciasta oraz inne maszyny zużywające duże ilości prądu. Jak podkreśla Stefan Lampe, właściciel sieci piekarni w Turyngii, właśnie gwałtowny wzrost cen energii po wybuchu wojny w Ukrainie okazał się decydującym ciosem dla jego firmy. W połowie czerwca przedsiębiorca złożył wniosek o upadłość obejmujący 44 piekarnie, w których zatrudnionych jest 280 pracowników.

– Główną przyczyną były gwałtownie rosnące ceny energii elektrycznej i innych nośników energii od początku wojny w Ukrainie. To dosłownie odebrało nam grunt pod nogami – powiedział w rozmowie z dziennikiem „Bild”.

Na razie wszystkie placówki pozostają otwarte, a pracownicy nadal wykonują swoje obowiązki. Trwa postępowanie upadłościowe i właściciel liczy na znalezienie rozwiązania, które pozwoli kontynuować działalność.

Nie wszystkie piekarnie uda się uratować

Nie każda firma ma jednak szansę na przetrwanie. Po ogłoszeniu upadłości bawarskiej sieci Rackls Backstubn i sprzedaży części majątku konkurencyjnej firmie poinformowano, że 10 placówek zostanie zamkniętych, a główna piekarnia zakończy produkcję. Syndyk masy upadłościowej Tobias Sorg przekazał, że nie udało się znaleźć rozwiązania umożliwiającego dalsze funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Podobny los spotkał również piekarnię Hansen Mürwik ze Szlezwik-Holsztyn, której historia sięga ponad stu lat. Zakład produkcyjny w miejscowości Wees koło Flensburga zakończy działalność pod koniec lipca. Konkurencyjna firma Andresen przejmie od 1 sierpnia jedynie sześć z jedenastu sklepów. Pozostałe punkty sprzedaży zostaną definitywnie zamknięte.

Rosną również koszty pracy i surowców

Problemy niemieckich piekarni nie kończą się na cenach energii. Przedsiębiorcy muszą mierzyć się także z rosnącymi kosztami wynagrodzeń, drożejącymi surowcami i materiałami oraz coraz większym niedoborem wykwalifikowanych pracowników. Według ekspertów marże osiągane przez piekarnie są na tyle niewielkie, że właściciele mogą przenosić rosnące koszty na klientów jedynie w bardzo ograniczonym stopniu. To sprawia, że szczególnie małe i rodzinne piekarnie coraz częściej znajdują się na granicy opłacalności.

Eksperci ostrzegają przed dalszymi upadłościami

Zdaniem specjalistów z Creditreform obecna sytuacja może oznaczać początek dłuższego kryzysu w niemieckiej branży piekarniczej. Jeżeli koszty prowadzenia działalności pozostaną na wysokim poziomie, a konsumenci nadal będą wybierać tańsze pieczywo z supermarketów i dyskontów, liczba bankructw może w najbliższych miesiącach nadal rosnąć. Dla wielu lokalnych piekarni oznacza to walkę o przetrwanie, a dla klientów – ryzyko znikania kolejnych rodzinnych zakładów, które przez dziesięciolecia stanowiły ważny element niemieckiej tradycji rzemieślniczej.

źródło: bild.de

Skandal w niemieckim ośrodku dla osób ubiegających się o azyl. Urzędnik podejrzany o szantaż seksualny wobec kobiet

0

Śledczy sprawdzają, czy urzędnik wykorzystywał swoją pozycję wobec kobiet ubiegających się o azyl w Niemczech

Prokuratura w Heidelbergu prowadzi śledztwo przeciwko pracownikowi administracji zatrudnionemu w ośrodku recepcyjnym dla osób ubiegających się o azyl w Heidelbergu w Badenii-Wirtembergii. Mężczyzna jest podejrzewany o to, że miał wykorzystywać swoją funkcję i składać kobietom propozycje o charakterze seksualnym w zamian za obietnicę wstrzymania ich deportacji. Według śledczych urzędnik miał sugerować, że może wpłynąć na przebieg postępowania administracyjnego dotyczącego ich pobytu w Niemczech, jeśli zgodzą się spełnić jego żądania seksualne.

Pierwsze zgłoszenie wpłynęło pod koniec maja

Jak poinformowała prokuratura w Heidelbergu, sprawa wyszła na jaw pod koniec maja, gdy młoda kobieta zgłosiła się na policję. Według jej relacji podczas pobytu w ośrodku recepcyjnym w Heidelbergu urzędnik miał zmuszać ją do czynności o charakterze seksualnym. W zamian miał obiecać, że doprowadzi do wstrzymania jej deportacji z Niemiec. Na podstawie tego zawiadomienia wszczęto postępowanie przygotowawcze.

Kolejne kobiety również złożyły zeznania

W toku śledztwa policja i prokuratura dotarły do kolejnych kobiet, które również postawiły urzędnikowi poważne zarzuty. Łącznie sześć następnych kobiet poinformowało śledczych, że podczas prowadzenia ich postępowań azylowych mężczyzna miał nakłaniać je do kontaktów seksualnych. Według dotychczasowych ustaleń żadna z tych kobiet nie zgodziła się na jego propozycje. Śledczy badają obecnie wszystkie zgłoszenia, aby ustalić, czy doszło do popełnienia przestępstw oraz czy liczba pokrzywdzonych może być większa.

Urzędnik został odsunięty od obowiązków

W związku z pojawiającymi się oskarżeniami Prezydium Rejencji (Regierungspräsidium), któremu podlega pracownik, zdecydowało o natychmiastowym odsunięciu go od wykonywania obowiązków służbowych. Postępowanie karne prowadzą wspólnie prokuratura oraz policja kryminalna w Heidelbergu. Śledztwo dotyczy podejrzenia przymusu seksualnego.

Śledztwo trwa. Obowiązuje domniemanie niewinności

Prokuratura podkreśla, że sprawa znajduje się na etapie postępowania przygotowawczego i obecnie trwa gromadzenie materiału dowodowego. Jednocześnie śledczy przypominają, że do czasu prawomocnego zakończenia postępowania wobec podejrzanego obowiązuje zasada domniemania niewinności. Na razie nie podano informacji o ewentualnym terminie postawienia zarzutów ani o dalszych decyzjach procesowych w tej sprawie.

źródło: bild.de

Groźby śmierci wobec Friedricha Merza? Iran umieścił niemieckiego kanclerza na liście celów. Służby sprawdzają zagrożenie

3

Irańska gazeta powiązana z reżimem umieściła Friedricha Merza na liście zachodnich polityków zagrożonych śmiercią. Niemieckie służby badają teraz informacje dotyczące możliwych planów zamachów na terenie kraju. Politycy zajmujący się bezpieczeństwem ostrzegają: groźby z Teheranu mogą być czymś więcej niż tylko propagandą. Irańska gazeta reżimowa „Hamshahri” umieściła kanclerza Niemiec Friedricha Merza (CDU) na tak zwanej liście śmierci. Medium opublikowało grafikę przedstawiającą zachodnich przywódców, którzy według gazety „muszą oczekiwać zemsty narodu irańskiego”.

Na liście, oprócz niemieckiego kanclerza, znaleźli się również prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, premier Izraela Benjamin Netanjahu, prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Włoch Giorgia Meloni oraz brytyjski premier Keir Starmer. „Hamshahri” jest uznawana za jedno z mediów będących głosem irańskiego reżimu. Po publikacji listy niemieckie służby bezpieczeństwa analizują informacje dotyczące możliwych przygotowań do ataków w Niemczech. Dla Friedricha Merza sama publikacja nie oznacza całkowicie nowej sytuacji. Kanclerz Niemiec już wcześniej należał bowiem do osób objętych najwyższym poziomem ochrony państwowej.

Irańskie służby działają w Niemczech? Politycy ostrzegają

Poseł CDU zajmujący się polityką zagraniczną, Roderich Kiesewetter, uważa, że groźby ze strony Iranu nie powinny być bagatelizowane.

– Zakładam, że reżim terrorystyczny już od dłuższego czasu planuje i przygotowuje ukierunkowane zabójstwa oraz zamachy terrorystyczne na Zachodzie, także w Niemczech – powiedział polityk w rozmowie z „Handelsblatt”.

Jego zdaniem Iran próbuje wzmacniać swoją pozycję poprzez radykalną ideologię oraz działania terrorystyczne zarówno wewnątrz kraju, jak i poza jego granicami. Na aktywność irańskich służb wywiadowczych w Europie zwraca uwagę również Marc Henrichmann (CDU), przewodniczący Parlamentarnej Komisji Kontroli. Szczególną uwagę służb mają przyciągać tak zwani agenci jednorazowi. Chodzi o osoby wykorzystywane do wykonania pojedynczych zadań, które często nie wiedzą nawet, kto faktycznie stoi za zleceniem.

Zagrożenie nie dotyczy tylko Friedricha Merza

Również ekspert SPD ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Sebastian Fiedler ocenia, że obecna sytuacja wiąże się z wysokim poziomem zagrożenia. Według niego tego typu działania mogą wpływać na radykalne środowiska i zachęcać pojedyncze osoby do przemocy. Obawy dotyczą więc nie tylko operacji bezpośrednio sterowanych przez państwo irańskie, ale także osób, które mogą zostać zainspirowane irańską propagandą do samodzielnych ataków. W maju ujawniono, że niemiecka Prokuratura Federalna skierowała akt oskarżenia przeciwko dwóm mężczyznom, którzy mieli przygotowywać zamachy w Niemczech na zlecenie irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Według śledczych mężczyźni mieli zbierać informacje na temat Josefa Schustera, przewodniczącego Centralnej Rady Żydów w Niemczech, oraz Volkera Becka, przewodniczącego Niemiecko-Izraelskiego Towarzystwa.

Rząd Niemiec reaguje ostrożnie

Niemiecki rząd na razie powściągliwie komentuje sprawę irańskiej listy.Zastępca rzecznika rządu federalnego poinformował jedynie, że władze zapoznały się z doniesieniami. Jednocześnie niemieckie służby bezpieczeństwa analizują sytuację, a politycy ostrzegają, że groźby płynące z Teheranu mogą stanowić realne zagrożenie nie tylko dla Friedricha Merza, ale również dla innych osób związanych z polityką Niemiec i Zachodu.

źródło: jungefreiheit.de

Niemcy pod wodą po potężnych nawałnicach! Grad wielkości piłek golfowych niszczył auta i dachy

0

Dramatyczne skutki burz w północnych Niemczech. Strażacy odebrali tysiące zgłoszeń

Potężne burze przeszły w poniedziałkowy wieczór nad północnymi Niemcami. Wielocentymetrowe kule gradu, silny wiatr i intensywne opady deszczu spowodowały poważne zniszczenia. Zalane zostały ulice, uszkodzone samochody, a nawet dachy budynków. Niemiecka Służba Meteorologiczna (DWD) ostrzega jednak, że zagrożenie jeszcze się nie skończyło – kolejne gwałtowne zjawiska pogodowe są możliwe w wielu regionach kraju.

Szczególnie mocno ucierpiała Dolna Saksonia. Jak poinformowała straż pożarna w Hanowerze, od późnego poniedziałkowego wieczoru do wtorkowego poranka wpłynęło tam około 2300 zgłoszeń alarmowych. Służby musiały skoordynować około 1000 interwencji związanych z ekstremalną pogodą w stolicy landu i jej okolicach. Wcześniej policja informowała już o około 250 zgłoszeniach i 600 akcjach ratunkowych związanych z nawałnicami w całej Dolnej Saksonii.

Grad niszczył samochody, wiatr powalał drzewa

Jednym z najbardziej dotkniętych obszarów był powiat Harburg w Dolnej Saksonii. Ogromne kule gradu rozbijały szyby samochodów i pozostawiały głębokie wgniecenia na karoseriach. Silny wiatr powalał również duże drzewa. Nagrania z miejscowości Heidenau pokazują poważnie uszkodzone dachy budynków. Jedna z mieszkanek, cytowana przez agencję dpa, przyznała:

„Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. To był kompletny chaos”.

W Celle strażacy musieli wypompowywać wodę z zalanych piwnic oraz skrzyżowań, które po intensywnych opadach zamieniły się w rozlewiska.

Woda zalała miasta w Nadrenii Północnej-Westfalii

Setki interwencji odnotowano również we wschodniej części Nadrenii Północnej-Westfalii. Gwałtowne burze z ulewnym deszczem doprowadziły tam do wybicia studzienek kanalizacyjnych i zalania piwnic. W Bielefeld uderzenie pioruna spowodowało pożar poddasza jednego z budynków.

Północ Niemiec walczyła z powodziami

Stan wyjątkowy ogłoszono także w Szlezwiku-Holsztynie. Wieczorna fala burzowa doprowadziła tylko w powiatach Pinneberg i Steinburg do ponad 150 akcji ratunkowych i pomocowych. Najbardziej ucierpiały Elmshorn i Kellinghusen, nad którymi przeszła potężna komórka burzowa z intensywnym deszczem i gradem. Ulice zostały zalane, a niektóre pojazdy służb ratunkowych utknęły w podtopionych przejazdach podziemnych. Straż pożarna musiała korzystać ze wsparcia ekip z innych regionów.

W Meklemburgii-Pomorzu Przednim ulice wyglądały jak zimą

Jeszcze bardziej spektakularne obrazy napłynęły z Wittenburga w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. W ciągu kilku minut ulice zostały całkowicie pokryte grubą warstwą gradu. W środku lata krajobraz przypominał zimową scenerię. Drogi zamieniły się w rwące potoki wypełnione mieszaniną wody i lodowych kul. Do usuwania zalegającego gradu konieczne było użycie ładowarek.

Nawałnica spowodowała również szkody w drukarni w Wittenburgu. Jak informuje „Nordkurier”, część czytelników gazet, w tym „Schweriner Volkszeitung” oraz „Norddeutsche Neueste Nachrichten”, musiała liczyć się z opóźnieniem dostawy swoich wydań. Najpierw grad uszkodził świetliki w budynku drukarni, a następnie ulewny deszcz zalał i zatrzymał maszyny drukarskie. Naprawa w nocy nie była możliwa. Ostatecznie gazety udało się jednak wydrukować w drukarni w Pinnebergu w Szlezwiku-Holsztynie.

We wtorek kolejne regiony Niemiec zagrożone

Według DWD ekstremalna pogoda nadal będzie występować we wtorek. Podczas gdy w środkowej i południowej części Nadrenii Północnej-Westfalii oraz w całej zachodniej części Nadrenii-Palatynatu obowiązywały oficjalne ostrzeżenia związane z upałami i temperaturami przekraczającymi 30 stopni Celsjusza, w innych częściach kraju ponownie spodziewane są gwałtowne burze. W całej Badenii-Wirtembergii obowiązują ostrzeżenia pierwszego i drugiego stopnia. Szczególnie zagrożony jest region Schwarzwaldu, gdzie prognozowane są kolejne burze z ulewnym deszczem, silnym wiatrem i gradem. Niebezpiecznie może być również we wschodniej części Niemiec. Lokalne, gwałtowne nawałnice mogą pojawić się między innymi w rejonie Magdeburga, Erfurtu, Berlina, a także w Saksonii, Vogtlandzie, Łużycach oraz ponownie we wschodniej części Dolnej Saksonii.

Możliwy ekstremalny grad i ulewy

Na południu Brandenburgii meteorolodzy ostrzegają przed lokalnie ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi. Możliwy jest duży grad oraz silne porywy wiatru osiągające około 75 km/h. DWD przewiduje także bardzo intensywne opady deszczu – miejscami nawet około 40 litrów wody na metr kwadratowy w ciągu jednej godziny, a lokalnie jeszcze więcej. Podobna sytuacja może wystąpić również w środkowych Niemczech. Meteorolodzy podkreślają, że mieszkańcy zagrożonych regionów powinni śledzić aktualne ostrzeżenia pogodowe i przygotować się na kolejne gwałtowne burze.

źródło: bild.de

Spektakularna akcja policji w Niemczech. Funkcjonariusze otoczyli wieżowiec i chcą pobrać DNA od wszystkich mieszkańców

1

200 policjantów wkroczyło do 22-piętrowego budynku w Kilonii. Śledztwo dotyczy usiłowania zabójstwa policjantki

We wtorek o godzinie 6:00 rano niemiecka policja przeprowadziła zakrojoną na szeroką skalę akcję w jednym z najbardziej znanych wieżowców w Kilonii. Około 200 funkcjonariuszy weszło do budynku na osiedlu Mettenhof, określanego jako „Biały Gigant” (Weißer Riese). Wieżowiec został całkowicie otoczony przez policję. Przez czas prowadzenia działań mieszkańcy nie mogli opuszczać budynku, a funkcjonariusze sprawdzali kolejno wszystkie mieszkania – od najwyższych pięter w dół.

Sąd wydał zgodę na pobranie materiału DNA od mieszkańców

Najważniejszym elementem akcji było pobranie materiału genetycznego od mieszkańców budynku. Jak informują niemieckie media, Sąd Rejonowy w Kilonii wydał postanowienie umożliwiające policji zwrócenie się do wszystkich mieszkańców o dobrowolne oddanie próbki DNA. Funkcjonariusze odwiedzali każde z 242 mieszkań znajdujących się w 22-piętrowym budynku. Osoby, których nie zastano w domu, otrzymywały do skrzynki pocztowej zawiadomienie z prośbą o dobrowolne zgłoszenie się w celu pobrania materiału genetycznego. Na miejscu obecna była również prokuratorka nadzorująca czynności śledczych. Policja wykorzystywała także drony wspierające działania funkcjonariuszy.

Powodem jest atak na policyjny radiowóz

Akcja ma związek z wydarzeniami z 2 czerwca, do których doszło krótko po północy. Z jednego z mieszkań znajdujących się w wieżowcu ktoś zrzucił ciężki fragment betonowej płyty chodnikowej na przejeżdżający radiowóz. Betonowy blok przebił przednią szybę pojazdu i poważnie ranił 25-letnią policjantkę. Kobieta doznała obrażeń dłoni oraz stawu skokowego i do dziś nie wróciła do służby.

Śledczy podejrzewają usiłowanie zabójstwa

Prokuratura prowadzi postępowanie pod kątem usiłowania zabójstwa. Problem polega na tym, że do tej pory nie udało się ustalić, z którego mieszkania zrzucono betonowy element. Mimo wyznaczenia nagrody w wysokości 1000 euro za informacje mogące pomóc w ustaleniu sprawcy, mieszkańcy dotychczas nie przekazali śledczym żadnych istotnych wskazówek. W praktyce oznacza to, że podejrzenia obejmują wszystkich mieszkańców budynku do czasu wykluczenia ich z kręgu osób mogących mieć związek ze sprawą.

Jeden z mieszkańców: „Oddam próbkę, nie mam nic do ukrycia”

Jeden z mieszkańców wieżowca, 38-letni Mohammed Amin, powiedział niemieckiemu dziennikowi Bild, że dobrowolnie zgodzi się na pobranie materiału DNA. Jak podkreślił, nie ma nic wspólnego z atakiem i chce pomóc w szybkim wyjaśnieniu sprawy.

„Biały Gigant” od lat sprawia problemy służbom

„Biały Gigant” to charakterystyczny wieżowiec mieszkalny przy placu Kurta Schumachera w Kilonii. Budynek ma 85 metrów wysokości, co czyni go najwyższym budynkiem mieszkalnym w mieście. Jego budowę rozpoczęto w 1968 roku, a pierwsi lokatorzy wprowadzili się w 1971 roku. Od 2014 roku właścicielem nieruchomości jest spółka Grand City Properties, notowana na giełdzie. Przez wiele lat budynek pojawiał się w niemieckich mediach z powodu problemów społecznych oraz pogarszającego się stanu technicznego. Lokalny dziennik Kieler Nachrichten określał go już wcześniej jako zaniedbany. Jak przekazała rzeczniczka policji Stephanie Lage, tylko w 2025 roku funkcjonariusze interweniowali w tym budynku 107 razy, co pokazuje skalę problemów, z jakimi od lat mierzą się służby w tej części miasta.

źródło: bild.de

Brutalny atak nożem na nauczyciela w Niemczech. Czterej bracia z Syrii skazani na wieloletnie więzienie

3

Sąd uznał, że motywem była relacja nauczyciela z matką oskarżonych

Wyższy Sąd Krajowy w Itzehoe w Szlezwiku-Holsztynie skazał czterech syryjskich braci za brutalny atak nożem na nauczyciela języka niemieckiego. Mężczyźni usłyszeli wyroki od czterech do siedmiu i pół roku pozbawienia wolności za usiłowanie zabójstwa popełnione wspólnie oraz spowodowanie ciężkich obrażeń ciała. Według ustaleń sądu sprawcy działali z pobudek osobistych. Prokuratura wskazała, że chcieli zemścić się na nauczycielu, ponieważ miał on pozostawać w pozamałżeńskim związku z ich matką. Bracia uznali, że ich honor został naruszony.

Sąd: atak został starannie zaplanowany

Sąd uznał za udowodnione, że do napaści doszło blisko dwa lata temu na parkingu przy Centrum Kształcenia Dorosłych (Volkshochschule) w miejscowości Wedel w Szlezwiku-Holsztynie. Zdaniem sądu oskarżeni działali z premedytacją i wykorzystali element zaskoczenia. Z tego powodu skład orzekający uznał, że w sprawie została spełniona przesłanka działania z wykorzystaniem podstępu, która w niemieckim prawie stanowi jedną z cech kwalifikujących usiłowanie zabójstwa. Wyrok w dużej mierze odpowiadał wnioskom przedstawionym przez prokuraturę. Nie jest on jeszcze prawomocny.

Zwabili nauczyciela pod pretekstem pomocy w napisaniu listu

Z ustaleń śledczych wynika, że bracia przygotowali plan zwabienia nauczyciela na parking przy szkole. Skontaktowali się z nim, twierdząc, że najmłodszy z rodzeństwa potrzebuje pomocy w napisaniu listu w języku niemieckim. Gdy nauczyciel przyjechał na miejsce, jeden z braci rozpoczął z nim rozmowę. Drugi obserwował otoczenie i ostrzegał pozostałych przed ewentualnym zagrożeniem. W tym czasie kolejny z braci podszedł do nauczyciela od tyłu i zadał mu kilka ciosów nożem o ostrzu długości około 20 centymetrów. Najmłodszy z oskarżonych, choć według ustaleń śledczych nie znajdował się bezpośrednio na miejscu ataku, miał uczestniczyć w przygotowaniu całego planu.

Ofiara przeżyła tylko dzięki szybkiej pomocy

Nauczyciel języka niemieckiego Hisham A. odniósł obrażenia zagrażające życiu. Ciosy trafiły między innymi w szyję, barki oraz płuco. Lekarzom udało się uratować jego życie, jednak – jak podkreślano podczas procesu – przeżył atak tylko dzięki szybkiej interwencji medycznej. Poszkodowany od wielu lat angażował się społecznie. Jako wolontariusz pomagał uchodźcom oraz prowadził kursy języka niemieckiego w Centrum Kształcenia Dorosłych w Wedel. Kilka miesięcy przed napaścią został uhonorowany przez burmistrza miasta specjalnym odznaczeniem za działalność społeczną.

Czterej bracia usłyszeli wieloletnie wyroki

Dwaj najstarsi bracia, którzy w chwili popełnienia przestępstwa mieli po 21 lat – Ali A. oraz Salih A. – zostali skazani na 7 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności każdy. Trzeci z oskarżonych, Omar A., który w czasie ataku miał 19 lat, otrzymał 6 lat kary pozbawienia wolności w ramach prawa dla młodocianych sprawców. Najmłodszy brat, Besam A., mający w chwili zdarzenia 17 lat, został skazany na 4 lata pozbawienia wolności zgodnie z przepisami prawa karnego dla nieletnich. Cała czwórka została zatrzymana około czterech tygodni po ataku. Od tego czasu przebywali w areszcie śledczym, przy czym każdy z nich był osadzony oddzielnie. Podczas procesu ciężko ranny nauczyciel występował również w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

źródło: bild.de

Niemcy pokazują prosty sposób na oszczędzanie. 4 euro dziennie może zamienić się w niemal 340 tys. euro na emeryturę

0

Zamiast codziennej kawy – regularne inwestowanie. Wyliczenia pokazują siłę procentu składanego

Czy rezygnacja z codziennej kawy na wynos może znacząco zwiększyć oszczędności na emeryturę? Według wyliczeń niemieckiego portalu porównawczego Verivox, regularne inwestowanie równowartości 4 euro dziennie w fundusz ETF może po 40 latach przynieść kapitał sięgający niemal 340 tys. euro.

Analiza została przygotowana dla niemieckiego dziennika Bild i ma pokazać, jak nawet niewielkie, ale systematycznie odkładane kwoty mogą z czasem urosnąć dzięki działaniu procentu składanego.

4 euro dziennie to około 120 euro miesięcznie

Przyjęty w analizie przykład zakłada, że zamiast codziennie kupować kawę na wynos lub cappuccino za 4 euro, taka sama kwota jest regularnie wpłacana na szeroko zdywersyfikowany fundusz ETF.

W skali miesiąca oznacza to inwestowanie około 120 euro.

Autorzy wyliczeń przyjęli średnioroczną stopę zwrotu na poziomie 7,5 proc. Jest to wartość oparta na historycznych wynikach rynku, jednak – jak podkreślają eksperci – nie stanowi gwarancji przyszłych zysków.

Tak rośnie wartość inwestycji przez kolejne lata

Według modelowych obliczeń wartość zgromadzonych środków mogłaby wynieść:

  • po 10 latach – około 21 200 euro,
  • po 20 latach – około 64 900 euro,
  • po 30 latach – około 155 000 euro,
  • po 40 latach – blisko 340 000 euro.

Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że z całej tej kwoty jedynie 57 600 euro pochodziłoby z własnych wpłat inwestora.

Pozostałe ponad 280 tys. euro stanowiłby zysk wypracowany dzięki wzrostowi wartości inwestycji oraz efektowi procentu składanego.

Na czym polega siła procentu składanego?

Procent składany oznacza, że nie tylko wpłacony kapitał przynosi zyski, ale również wcześniej wypracowane zyski zaczynają generować kolejne.

W praktyce oznacza to, że wraz z upływem czasu tempo wzrostu wartości inwestycji staje się coraz większe. Im dłużej pieniądze pozostają zainwestowane, tym silniejszy jest efekt kumulowania zysków.

Ekspert: to realny scenariusz, ale nie gwarancja

Dyrektor działu porównywania produktów finansowych w Verivox, Oliver Maier, podkreśla, że przedstawione wyliczenia pokazują potencjał długoterminowego inwestowania w szeroko zdywersyfikowane fundusze ETF.

Jak zaznacza, taki scenariusz jest realistyczny, ale nie można go traktować jako gwarancji osiągnięcia konkretnych wyników. Faktyczne stopy zwrotu mogą być zarówno wyższe, jak i niższe od przyjętych w modelu.

Inflacja również ma znaczenie

Autorzy analizy zwracają uwagę, że przedstawione wyliczenia mają charakter modelowy i nie uwzględniają wpływu inflacji na siłę nabywczą pieniędzy.

Oznacza to, że za 340 tys. euro za 40 lat prawdopodobnie będzie można kupić mniej niż za taką samą kwotę obecnie.

Eksperci podkreślają również, że celem analizy nie jest zachęcanie do całkowitej rezygnacji z drobnych codziennych przyjemności, takich jak kawa na wynos czy inne niewielkie wydatki.

Wyliczenia mają przede wszystkim pokazać, jak duże znaczenie dla budowania kapitału może mieć regularne i długoterminowe inwestowanie nawet stosunkowo niewielkich kwot.

źródło: bild.de

Ponad 110 tysięcy przypadków wyłudzeń świadczeń w Niemczech. Dług wobec państwa sięga już 3,55 miliarda euro

2

Niemieckie urzędy alarmują. Skala nadużyć przy pobieraniu świadczeń socjalnych może być znacznie większa

W Niemczech w 2025 roku potwierdzono około 110 tysięcy przypadków nadużyć związanych z pobieraniem świadczeń socjalnych. Dane pochodzą z postępowań prowadzonych przez centra pracy (Jobcenter), jednak rzeczywista skala problemu może być znacznie większa. W statystykach nie uwzględniono bowiem wszystkich urzędów prowadzonych przez samorządy, a dodatkowo istnieje nieznana liczba niewykrytych przypadków.

Jednocześnie rośnie zadłużenie beneficjentów wobec państwa. Według najnowszych danych osoby pobierające świadczenia są obecnie winne niemieckiemu państwu łącznie 3,55 miliarda euro.

Ponad 133 tysiące postępowań, w większości potwierdzono podejrzenia

Jak ustalił niemiecki dziennik „Die Welt”, w 2025 roku centra pracy wszczęły 133 640 nowych postępowań dotyczących podejrzeń o bezprawne pobieranie świadczeń socjalnych.

W około 110 tysiącach spraw podejrzenia zostały potwierdzone lub skierowano zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Autorzy danych zwracają jednak uwagę, że liczba ta nie obejmuje centrów pracy zarządzanych przez jednostki samorządowe, dlatego rzeczywista liczba przypadków może być znacznie wyższa. Dodatkowo nie wiadomo, ile nadużyć nigdy nie zostało wykrytych.

Nie jest również możliwe dokładne określenie strat finansowych spowodowanych wyłudzeniami świadczeń. Niemieckie władze przyznają, że obecnie nie istnieją uporządkowane dane, które pozwalałyby precyzyjnie oszacować wartość poniesionych szkód.

Zadłużenie wobec państwa systematycznie rośnie

Jak informuje dziennik „Bild”, osoby pobierające świadczenia socjalne są obecnie zadłużone wobec państwa na kwotę 3,55 miliarda euro.

Dla porównania, pod koniec czerwca zadłużenie wynosiło 3,25 miliarda euro, natomiast w 2015 roku było to 1,43 miliarda euro.

Część tych należności wynika z oszustw, takich jak podawanie nieprawdziwych informacji czy podejmowanie nielegalnej pracy bez zgłoszenia dochodów.

Nie wszystkie zobowiązania mają jednak charakter przestępczy. Zadłużenie może powstać również wtedy, gdy osoba pobierająca świadczenie podejmie zatrudnienie, ale wcześniej otrzymała już wypłatę zasiłku za cały miesiąc.

Ponad 5 milionów osób pobierało świadczenie podstawowe

W 2025 roku świadczenie Bürgergeld, które zastąpiło dawny system Hartz IV i obecnie funkcjonuje jako świadczenie z podstawowego zabezpieczenia socjalnego, otrzymywało około 5,2 miliona osób.

Zmiany wprowadzone przez koalicję CDU/CSU i SPD miały nie tylko zreformować system pomocy społecznej, ale również zwiększyć skuteczność walki z nadużyciami.

Rząd zapowiada przygotowanie specjalnego „Planu działań na rzecz zwalczania nadużyć w systemie świadczeń socjalnych”.

Jak przekazała rzeczniczka niemieckiego Ministerstwa Pracy i Spraw Socjalnych w rozmowie z „Die Welt”, wiele przypadków oszustw nadal pozostaje niewykrytych, ponieważ poszczególne urzędy nie są ze sobą odpowiednio połączone i nie wymieniają informacji w wystarczającym zakresie.

Planowane zmiany obejmą również obywateli Unii Europejskiej

Niemiecki rząd planuje także zmienić przepisy dotyczące prawa obywateli Unii Europejskiej do otrzymywania świadczenia podstawowego.

Obecnie obywatele państw UE mogą uzyskać prawo do świadczenia po pięciu latach pobytu w Niemczech. Jak wskazano w artykule, sam okres pobytu nie musi jednak oznaczać, że był on zgodny z obowiązującymi przepisami.

Przykładem nieuprawnionego pobytu może być sytuacja, w której obywatel innego państwa Unii Europejskiej nie wykonywał pracy w Niemczech, mimo że przebywał tam przez wymagany okres.

Według przedstawionej interpretacji niemieckie przepisy w tym zakresie wykraczają poza minimalne wymagania prawa Unii Europejskiej.

Planowane zmiany mają również przewidywać odebranie prawa do świadczeń osobom poszukiwanym na podstawie nakazu aresztowania. W przyszłości osoby ścigane przez organy ścigania nie będą mogły otrzymywać świadczeń socjalnych z niemieckiego systemu pomocy.

źródło: welt.de

Dożywocie dla małżeństwa z Iraku w Niemczech. Przez lata zniewalali i wykorzystywali seksualnie jazydzkie dziewczynki

2

Sąd w Monachium skazał byłych członków Państwa Islamskiego za niewyobrażalne zbrodnie

Wyższy Sąd Krajowy w Monachium (Oberlandesgericht München) wydał wyrok wobec irackiego małżeństwa oskarżonego o zniewolenie, przemoc i wykorzystywanie seksualne dwóch jazydzkich dziewczynek. Oboje oskarżeni zostali skazani na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Według ustaleń prokuratury federalnej oraz sądu, małżeństwo w latach 2015-2017 przebywało na terenach kontrolowanych przez terrorystyczną organizację Państwo Islamskie (ISIS) w Iraku i Syrii. Tam mieli traktować dwie dziewczynki należące do mniejszości jazydzkiej jako niewolnice.

Jedna z ofiar miała zaledwie pięć lat, gdy trafiła w ręce pary. Później pod ich kontrolę dostała się także dwunastoletnia dziewczynka.

Jazydzkie dzieci ofiarami ludobójstwa ISIS

Obie ofiary należały do społeczności jazydów – mniejszości religijnej, przeciwko której ISIS rozpoczęło brutalną kampanię prześladowań w 2014 roku.

Terroryści zamordowali tysiące osób, a kobiety i dziewczęta były masowo porywane, gwałcone oraz sprzedawane jako niewolnice seksualne. Organizacje międzynarodowe uznały działania ISIS wobec jazydów za ludobójstwo.

Dziewczynki były zmuszane do pracy i poddawane przemocy

Jak ustalił sąd, dziewczynki musiały wykonywać obowiązki domowe, sprzątać oraz pracować na rzecz małżeństwa. Były również poddawane indoktrynacji zgodnej z ideologią organizacji terrorystycznej.

Według aktu oskarżenia mężczyzna, Twana H. S., miał wielokrotnie zgwałcić obie dziewczynki. Jego żona, Asia R. A., miała pomagać w popełnianiu tych przestępstw – między innymi przygotowywać pomieszczenie, a także pomalować jedną z ofiar przed wykorzystaniem seksualnym.

Przemoc miała obejmować również inne formy znęcania się. Mężczyzna miał między innymi bić starszą dziewczynkę kijem od szczotki. Kobieta natomiast miała według prokuratury poparzyć rękę młodszej ofiary gorącą wodą.

Dzieci były także wielokrotnie karane – między innymi zmuszano je do długiego stania na jednej nodze.

Po upadku ISIS małżeństwo uciekło, ale nie uwolniło dzieci

Pod koniec 2017 roku, gdy Państwo Islamskie traciło kolejne tereny pod swoją kontrolą, oskarżeni uciekli z Syrii. Nie uwolnili jednak dziewczynek.

Według śledczych przekazali je innym członkom ISIS.

Podejrzani zostali zatrzymani dopiero w Niemczech

Do zatrzymania małżeństwa doszło kilka lat później na terenie Niemiec. W kwietniu 2024 roku funkcjonariusze aresztowali kobietę w Ratyzbonie (Bawaria), a mężczyznę w powiecie Roth.

Prokuratura federalna postawiła im zarzuty między innymi ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości oraz zbrodni wojennych.

Po trwającym około półtora roku procesie sąd w Monachium uznał zasadniczą część zarzutów za udowodnioną i wydał wyrok dożywotniego więzienia dla obojga oskarżonych.

Dla pokrzywdzonych dziewczynek zakończenie procesu jest symbolicznym finałem wieloletniej walki o sprawiedliwość. Sprawa ponownie zwróciła uwagę na zbrodnie popełnione przez ISIS wobec jazydzkich kobiet i dzieci.

źródło: bild.de