Niemcy: Koniec Bürgergeld, wyższe świadczenia rodzinne i alimenty – co zmieni się w 2026 roku?

1

Rok 2026 przyniesie w Niemczech szeroko zakrojone zmiany w obszarze podatków, świadczeń społecznych oraz rynku pracy. Obejmą one miliony obywateli – emerytów, pracowników, rodziny z dziećmi, osoby uczące się oraz osoby korzystające z pomocy społecznej. Nowe regulacje dotyczą m.in. wysokości emerytur, płacy minimalnej, składek ubezpieczeniowych, ulg podatkowych oraz świadczeń rodzinnych.

Wyższe emerytury od lipca 2026 roku

Około 21 milionów emerytów w Niemczech może liczyć na podwyżkę świadczeń. Zgodnie z projektem raportu rządu federalnego dotyczącego ubezpieczeń emerytalnych, emerytury mają wzrosnąć od 1 lipca 2026 roku o 3,73 procent.

Ostateczna decyzja w sprawie wysokości waloryzacji zapadnie tradycyjnie wiosną 2026 roku, po analizie aktualnej sytuacji gospodarczej oraz dynamiki wzrostu wynagrodzeń. Decyzję podejmie wówczas rząd federalny.

Nowe progi podatkowe i wyższy kwotowy próg wolny od podatku

Od 2026 roku zmienią się również kluczowe parametry podatkowe. Zgodnie z ustawą o dalszym rozwoju prawa podatkowego i dostosowaniu skali podatkowej:

  • kwota wolna od podatku wzrośnie z 11 784 euro do 12 348 euro rocznie,
  • najwyższa stawka podatku dochodowego pozostanie na poziomie 42 procent,
  • próg jej obowiązywania zostanie jednak przesunięty – w 2026 roku zacznie obowiązywać od dochodu 69 879 euro rocznie (wcześniej 68 481 euro).

W przypadku małżeństw i zarejestrowanych związków partnerskich rozliczających się wspólnie, obowiązują podwójne wartości progów.

Wyższe limity składek w ubezpieczeniach społecznych

Wraz ze wzrostem wynagrodzeń rosną także limity podstawy wymiaru składek w systemach ubezpieczeń społecznych.

Ubezpieczenie emerytalne

  • ogólna składka emerytalna: wzrost limitu z 8 050 do 8 450 euro miesięcznie,
  • ubezpieczenie górnicze (Knappschaft): 10 400 euro miesięcznie.

Ubezpieczenie zdrowotne i pielęgnacyjne

  • roczny limit dochodu objętego składkami wzrośnie z 66 150 do 69 750 euro,
  • miesięcznie: z 5 512,50 do 5 812,50 euro.

Powyżej tych kwot składki na ustawowe ubezpieczenie zdrowotne i pielęgnacyjne nie są już naliczane.

Granica obowiązku ubezpieczenia

Granica, od której możliwe jest przejście na prywatne ubezpieczenie zdrowotne, wzrośnie z 73 800 do 77 400 euro rocznie (6 450 euro miesięcznie).

Składki zdrowotne: podwyżki dla wielu ubezpieczonych

W 2026 roku wzrosną składki dla większości osób ubezpieczonych prywatnie. Według danych Verbraucherzentrale NRW około 60 procent klientów prywatnych ubezpieczycieli zapłaci średnio o 13 procent więcej. Przewiduje się, że kolejne towarzystwa podniosą składki w ciągu roku.

Również w publicznych kasach chorych możliwe są podwyżki. Choć minister zdrowia Nina Warken (CDU) zaleca utrzymanie średniej składki dodatkowej na poziomie 2,9 procent, kasy nie są do tego zobowiązane. Przykładowo:

  • Techniker Krankenkasse podnosi składkę dodatkową z 2,45 do 2,69 procent,
  • podwyżki zapowiedziały także oddziały AOK w kilku landach.

Aktywna emerytura: zachęta do pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego

Nowością jest tzw. aktywna emerytura – rozwiązanie podatkowe, a nie świadczenie emerytalne. Osoby, które osiągnęły ustawowy wiek emerytalny, mogą dobrowolnie kontynuować pracę i zarabiać do 2 000 euro miesięcznie bez podatku.

Ulga nie obejmuje m.in.:

  • samozatrudnionych,
  • rolników i leśników,
  • osób podejmujących się minijob,
  • urzędników.

Dochód powyżej 2 000 euro podlega opodatkowaniu, a składki na ubezpieczenie zdrowotne i pielęgnacyjne naliczane są od całej kwoty. Rząd planuje ocenę skuteczności tego rozwiązania po dwóch latach.

Nowy system oszczędzania na emeryturę dla dzieci

Planowana jest również tzw. emerytura startowa (Frühstart-Rente) dla dzieci i młodzieży w wieku od 6 do 18 lat. Państwo miałoby wpłacać 10 euro miesięcznie na indywidualne konto emerytalne dziecka.

Jeśli rodzice nie założą konta, państwo stworzy rozwiązanie zastępcze, umożliwiające późniejsze przeniesienie środków. Projekt nie został jeszcze formalnie uchwalony, ale rząd chce, aby obowiązywał z mocą wsteczną od 1 stycznia 2026 roku. Pierwszym objętym rocznikiem ma być rocznik 2020.

Wyższa płaca minimalna i podwyżki branżowe

Od 1 stycznia 2026 roku płaca minimalna w Niemczech wzrośnie z 12,82 do 13,90 euro brutto za godzinę. Skorzysta na tym nawet 6,6 miliona miejsc pracy. Już teraz zatwierdzono kolejną podwyżkę – od 2027 roku do 14,60 euro.

Podnoszone będą także minimalne stawki w wybranych branżach, m.in.:

  • elektrotechnika: 14,93 euro,
  • dekarstwo: 16,60 euro (dla wykwalifikowanych pracowników),
  • rusztowania: 14,35 euro,
  • wyższe stawki także w malarstwie i sprzątaniu budynków.

Minijob: wyższy limit zarobków

Wraz z podniesieniem płacy minimalnej wzrośnie również limit dochodów w minijobach – z 556 do 603 euro miesięcznie. Dzięki temu zachowany zostanie dotychczasowy wymiar pracy – około 10 godzin tygodniowo.

Wyższe wynagrodzenia minimalne dla uczniów zawodu

Od 2026 roku wzrasta także minimalne wynagrodzenie dla osób odbywających naukę zawodu:

  • I rok: 724 euro,
  • II rok: 854 euro,
  • III rok: 977 euro,
  • IV rok: 1 014 euro.

Należy jednak pamiętać, że układy zbiorowe mają pierwszeństwo, nawet jeśli przewidują niższe stawki.

Dłuższy zasiłek dla osób na skróconym czasie pracy

Maksymalny okres pobierania zasiłku krótkoterminowego (Kurzarbeitergeld) pozostaje wydłużony do 24 miesięcy. Specjalna regulacja obowiązuje do 31 grudnia 2026 roku i ma zapobiegać masowym zwolnieniom.

Jawność wynagrodzeń zgodnie z dyrektywą UE

W 2026 roku Niemcy wdrożą unijną dyrektywę o transparentności wynagrodzeń. Pracodawcy będą zobowiązani m.in. do:

  • podawania widełek płacowych w ofertach pracy,
  • informowania o kryteriach ustalania wynagrodzeń,
  • umożliwienia pracownikom wglądu w średnie zarobki kobiet i mężczyzn na podobnych stanowiskach.

Wyższe świadczenia rodzinne i alimenty

Kindergeld

Od stycznia 2026 roku zasiłek na dziecko wzrośnie z 255 do 259 euro miesięcznie.

Ulgi podatkowe

Łączn ulga podatkowa na dziecko wzrośnie do 9 756 euro rocznie.

Alimenty

Nowa „tabela düsseldorfska” przewiduje niewielkie podwyżki alimentów – średnio o 4 euro miesięcznie w każdej grupie wiekowej.

Prawo do opieki całodziennej i koniec Bürgergeld

Od 1 sierpnia 2026 roku pierwszoklasiści zyskają prawo do całodziennej opieki. Do roku szkolnego 2029/30 prawo to obejmie wszystkie klasy szkoły podstawowej.

Jednocześnie Bürgergeld zostanie zastąpione nową formą podstawowego zabezpieczenia socjalnego. Zasady mają być bardziej restrykcyjne, a sankcje – surowsze. Planowane wejście w życie: 1 lipca 2026 roku.

Nowy model służby wojskowej

Od 1 stycznia 2026 roku obowiązywać będzie nowe prawo o służbie wojskowej. Mężczyźni urodzeni od 2008 roku będą musieli wypełnić ankietę i stawić się na kwalifikację wojskową. Sama służba pozostaje dobrowolna, jednak w razie niedoboru chętnych możliwe będzie wprowadzenie obowiązku na mocy decyzji Bundestagu.

źródło: mdr.de

Niemcy szykują zakaz jednorazowych e-papierosów. Minister środowiska ostrzega: „To niebezpieczne urządzenia”

0

Jednorazowe e-papierosy mogą w niedalekiej przyszłości zostać zakazane w Niemczech. Jak poinformowała w poniedziałek w Berlinie rzeczniczka Federalnego Ministerstwa Środowiska, w rządzie federalnym trwają już prace nad odpowiednim rozwiązaniem legislacyjnym. Projekt znajduje się jednak na wczesnym etapie, a kluczowe kwestie – w tym podział kompetencji między Ministerstwem Środowiska a Ministerstwem Zdrowia – nie zostały jeszcze rozstrzygnięte.

Minister środowiska: zakaz to moja jednoznaczna preferencja

Federalny minister środowiska Carsten Schneider (SPD) otwarcie opowiedział się za całkowitym zakazem jednorazowych e-papierosów. W rozmowie z Niemiecką Agencją Prasową (dpa) podkreślił, że jest to jego „bardzo wyraźna i jednoznaczna preferencja”.

Choć – jak zaznaczył – ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, a przed rządem stoją kwestie prawne do wyjaśnienia, polityk SPD nie pozostawia wątpliwości co do swojego stanowiska. Jego zdaniem argumenty przemawiające za zakazem są przekonujące.

Zagrożenie dla zdrowia, środowiska i bezpieczeństwa

Carsten Schneider uzasadnia swoje stanowisko trzema kluczowymi względami: ochroną zdrowia, ochroną środowiska oraz bezpieczeństwem w procesie utylizacji odpadów. Minister zwrócił uwagę, że jednorazowe e-papierosy stanowią realne zagrożenie w instalacjach przetwarzania odpadów.

– Te urządzenia są niebezpieczne. Gdy trafiają do zakładów przetwarzania śmieci, mogą eksplodować – i faktycznie eksplodują. Codziennie dochodzi do pożaru w jakiejś sortowni lub spalarni – powiedział Schneider.

Jak dodał, takie zdarzenia zagrażają nie tylko pracownikom zakładów, lecz także mają negatywny wpływ na środowisko.

Poparcie rządu i presja parlamentu

Rzeczniczka Ministerstwa Środowiska przypomniała, że już w listopadzie niemiecki rząd federalny zadeklarował gotowość do rozpoczęcia prac nad zakazem elektronicznych jednorazowych papierosów. Jak podkreśliła, proces ten „został faktycznie uruchomiony”.

W listopadzie Bundestag wezwał rząd do zbadania możliwości wprowadzenia zakazu. Wniosek w tej sprawie złożyły wspólnie frakcje koalicyjne CDU/CSU oraz SPD. Wcześniej za zakazem opowiedział się także Bundesrat, choć rząd federalny sygnalizował wówczas pewne wątpliwości natury prawnej.

Jednorazowe e-papierosy zostały już zakazane m.in. w Belgii, Francji oraz Wielkiej Brytanii.

Zwrot zużytych e-papierosów od lipca – czy to wystarczy?

Od lipca konsumenci w Niemczech będą mogli oddawać zużyte e-papierosy w każdym punkcie sprzedaży. Dotychczas taka możliwość istniała jedynie w większych sklepach. Systemu kaucyjnego jednak nie wprowadzono.

– Warto z tej możliwości korzystać, zwłaszcza jeśli ktoś nie chce zanieczyszczać środowiska – zaznaczył minister środowiska.

Zdaniem wielu ekspertów sama możliwość zwrotu może jednak nie wystarczyć, by realnie ograniczyć skalę problemu.

Rynek wart miliardy euro

Według szacunków Federalnego Związku Branży Tytoniowej i Alternatywnych Produktów Nikotynowych (BfTG), Niemcy wydadzą w tym roku na e-papierosy około 2,4 miliarda euro. Około 10 procent tej kwoty przypada na jednorazowe urządzenia, a pozostała część na modele wielokrotnego użytku, które można ładować i uzupełniać płynem.

Udział jednorazowych e-papierosów znacząco spadł w ostatnich latach – w 2022 roku stanowiły one jeszcze około 40 procent rynku.

Dlaczego jednorazowe e-papierosy są problematyczne

Jednorazowe e-papierosy wystarczają na kilkaset, maksymalnie około tysiąca zaciągnięć. Po zużyciu są wyrzucane, ponieważ nie da się ani uzupełnić zbiornika z płynem, ani naładować wbudowanej baterii.

Urządzenia te zawierają litowo-jonowe akumulatory, których utylizacja jest szczególnie problematyczna. Według Verbraucherzentrale Hamburg wraz z jednorazowymi e-papierosami tracone są cenne surowce, takie jak tlenek litu i kobaltu – zasoby ograniczone i wydobywane często w trudnych warunkach.

Z punktu widzenia ochrony środowiska używanie takich surowców do jednorazowych produktów określane jest jako nie do zaakceptowania.

Popularność wśród młodzieży budzi niepokój

Jednorazowe e-papierosy są szczególnie popularne wśród młodych ludzi. Na rynku dominują chińskie marki, takie jak Elfbar, choć w ofercie posiadają je również wielkie koncerny tytoniowe, m.in. Philip Morris oraz British American Tobacco (BAT).

Lekarze zwracają uwagę, że choć para z e-papierosów zawiera mniej substancji szkodliwych niż dym tytoniowy, nikotyna pozostaje silnie uzależniająca i nie jest obojętna dla zdrowia.

Obawy przed rozwojem czarnego rynku

Przedstawiciele branży ostrzegają, że wprowadzenie zakazu może doprowadzić do dalszego rozwoju nielegalnego handlu. Według stowarzyszenia VdeH już dziś nawet co drugi jednorazowy e-papieros pochodzi z czarnego rynku.

– W nielegalnym obrocie całkowicie omija się przepisy dotyczące ochrony nieletnich, bezpieczeństwa produktów oraz podatku akcyzowego – podkreśla branża, apelując o skuteczniejsze egzekwowanie już obowiązujących regulacji.

Organizacje ekologiczne i samorządy domagają się zakazu

Zupełnie odmienne stanowisko prezentują organizacje ekologiczne, w tym Deutsche Umwelthilfe (DUH), oraz Verband kommunaler Unternehmen (VKU). Ich zdaniem sama możliwość zwrotu urządzeń jest niewystarczająca.

VKU zwraca uwagę, że dla wielu konsumentów oddanie zużytego e-papierosa do sklepu jest zbyt uciążliwe, dlatego urządzenia nadal masowo trafiają do odpadów zmieszanych lub pojemników na surowce wtórne, gdzie stwarzają zagrożenie pożarowe.

DUH ostrzega również, że nadchodzące zaostrzenie unijnej dyrektywy bateryjnej, które od lutego 2027 roku wymaga łatwej wymiany baterii w urządzeniach elektronicznych, nie oznacza automatycznego zakazu jednorazowych e-papierosów. Istnieje obawa, że producenci jedynie zmodyfikują konstrukcję, by obejść nowe przepisy.

źródło: tagesspiegel.de

Niemcy na granicy kryzysu transportowego. Brakuje już 120 tysięcy kierowców ciężarówek

1

Coraz poważniejszy problem niemieckiej logistyki

Niemiecka branża logistyczna alarmuje: niedobór kierowców ciężarówek osiąga poziom zagrażający stabilności dostaw. Według danych Bundesverband Güterkraftverkehr, Logistik und Entsorgung (BGL) w Niemczech brakuje obecnie około 120 tysięcy kierowców Lkw, a skala problemu nadal rośnie. Przedstawiciele branży ostrzegają, że bez szybkich działań politycznych sytuacja może doprowadzić do poważnych zakłóceń w zaopatrzeniu kraju.

Dziesiątki tysięcy odchodzących, zbyt mało następców

Jak poinformował rzecznik zarządu BGL Dirk Engelhardt, każdego roku 30–35 tysięcy kierowców przechodzi na emeryturę, podczas gdy na rynek pracy trafia jedynie 15–20 tysięcy nowych pracowników. Oznacza to, że luka kadrowa systematycznie się pogłębia i w dającej się przewidzieć przyszłości nie ma szans na jej samoistne zamknięcie.

Brak wykwalifikowanych kierowców zaczyna już mieć wymierne skutki dla firm transportowych, które coraz częściej zmuszone są wycofywać pojazdy z eksploatacji lub anulować zamówienia. W wielu przypadkach przedsiębiorstwa rezygnują także z udziału w przetargach, ponieważ rosnące koszty pracy przy niedoborze personelu uniemożliwiają osiągnięcie opłacalności.

Puste półki to nie tylko spory cenowe

Zdaniem BGL coraz częściej widoczne w sklepach braki towarów na półkach nie wynikają wyłącznie z konfliktów cenowych pomiędzy sieciami handlowymi a producentami. Kluczowym czynnikiem jest właśnie deficyt kierowców. W Niemczech około 80 procent wszystkich towarów i dóbr transportowanych jest drogami, co sprawia, że każde zachwianie w logistyce ma bezpośredni wpływ na codzienne funkcjonowanie rynku.

Engelhardt przypomniał, że konsekwencje zaburzeń w łańcuchach dostaw były już widoczne podczas pandemii koronawirusa, gdy konsumenci doświadczyli masowych braków podstawowych produktów – symbolem tamtego okresu stał się deficyt papieru toaletowego.

Autonomiczne ciężarówki nie rozwiążą problemu

Branża logistyczna nie spodziewa się, by rozwiązaniem kryzysu miało stać się autonomiczne prowadzenie ciężarówek. Choć technologia oparta na sensorach, kamerach i sztucznej inteligencji dynamicznie się rozwija, kierowcy pozostają – zdaniem BGL – niezastąpieni.

Kierowca ciężarówki pełni bowiem nie tylko funkcję osoby prowadzącej pojazd, lecz także opiekuna i strażnika przewożonego ładunku. Odpowiada za jego zabezpieczenie, zgodne z prawem przekazanie odbiorcy oraz reagowanie na nieprzewidziane sytuacje, których żaden system techniczny nie jest w stanie w pełni przewidzieć.

Dodatkowe ryzyko: geopolityka i wojna

Związek ostrzega również przed możliwymi skutkami potencjalnego rosyjskiego ataku na jedno z państw Europy Wschodniej. W takim scenariuszu dziesiątki tysięcy kierowców z zagranicy musiałyby wrócić do swoich krajów pochodzenia, co jeszcze bardziej pogłębiłoby kryzys kadrowy w Niemczech.

Już teraz sytuacja jest napięta: niemal co drugi samochód ciężarowy na niemieckich autostradach ma zagraniczne tablice rejestracyjne, a także w pojazdach zarejestrowanych w Niemczech coraz częściej za kierownicą siedzą cudzoziemcy. Według Engelhardta w niedalekiej przyszłości co trzeci kierowca w ciężarówce z niemiecką rejestracją będzie posiadał zagraniczny paszport.

Apel do polityków: bez ich decyzji kryzys się pogłębi

Bundesverband Güterkraftverkehr, Logistik und Entsorgung podkreśla, że rozwiązanie problemu leży w dużej mierze po stronie polityki. Związek postuluje ułatwienia w wydawaniu wiz dla kierowców z państw trzecich oraz stworzenie możliwości zdobywania prawa jazdy i kwalifikacji zawodowych zgodnie z niemieckimi lub europejskimi standardami także poza Unią Europejską.

Bez zdecydowanych działań – ostrzegają przedstawiciele branży – niedobór kierowców ciężarówek stanie się jednym z kluczowych zagrożeń dla stabilności niemieckiej gospodarki i bezpieczeństwa dostaw w nadchodzących latach.

źródło: n-tv.de

Zaskakujące dane o przestępczości w Niemczech: Japończycy prawie bez przestępstw, rekordzistami Afgańczycy i Syryjczycy

2

Najnowsze dane niemieckiej policji ujawniają zaskakujące różnice w liczbie przestępstw popełnianych przez różne grupy mieszkańców Niemiec. Według policyjnej statystyki kryminalnej (PKS) za 2024 rok, wskaźnik liczby osób podejrzanych o przestępstwa – tzw. Tatverdächtigenbelastungszahl (TVBZ) – wynosi dla obywateli Niemiec 1 878 na 100 000 mieszkańców w wieku powyżej 8 lat, nie uwzględniając przestępstw związanych z prawem imigracyjnym, takich jak nielegalny wjazd czy pobyt.

Wysokie wskaźniki wśród niektórych grup migrantów

Statystyki wskazują, że wyraźnie wyższe wskaźniki obserwuje się wśród niektórych grup cudzoziemców mieszkających w Niemczech. Dla osób pochodzących z Afganistanu TVBZ wynosi aż 8 753, a w przypadku Syryjczyków 8 236. Warto zaznaczyć, że liczby te obejmują wszystkie kategorie przestępstw poza naruszeniami prawa imigracyjnego.

Niska przestępczość wśród Azjatów

Z kolei migranci z Azji wykazują znacznie mniejszą skłonność do popełniania przestępstw. Wskaźniki liczby osób podejrzanych na 100 000 mieszkańców kształtują się następująco:

  • Indonezyjczycy – 719
  • Malezyjczycy – 712
  • Tajwańczycy – 684
  • Koreańczycy – 583
  • Japończycy – jedynie 377

Te dane jednoznacznie pokazują, że niektóre grupy migrantów popełniają przestępstwa w Niemczech znacznie rzadziej niż zarówno Niemcy, jak i migranci z Bliskiego Wschodu.

Wyjaśnienie różnic według ekspertów

Stefan Luft, badacz migracji z Bremy, tłumaczy w rozmowie z „BILD”, że różnice w przestępczości często odzwierciedlają warunki społeczne i kulturowe w krajach pochodzenia. „Jeżeli przemoc jest powszechna w codziennym życiu w kraju pochodzenia – jak w Afganistanie czy Syrii – to obserwujemy to również w statystykach niemieckich”, mówi Luft.

Dodatkowo, tradycje kulturowe i społeczne, takie jak legitymizacja przemocy w ramach norm męskości czy silna kultura honoru, wpływają na wzrost skłonności do przestępstw, co widoczne jest m.in. wśród niektórych migrantów tureckich.

Z drugiej strony, migranci z krajów azjatyckich, gdzie odchylenia od norm społecznych są surowo sankcjonowane, wykazują wyraźną prawość wobec prawa oraz wysiłki w zakresie integracji w niemieckim społeczeństwie. Luft podkreśla, że takie społeczności charakteryzują się dużą dyscypliną prawną, co przekłada się na niskie wskaźniki przestępczości.

Podsumowanie

Najnowsza niemiecka statystyka kryminalna pokazuje istotne różnice w zachowaniach przestępczych różnych grup mieszkańców Niemiec. Podczas gdy niektóre grupy migrantów z Bliskiego Wschodu wykazują wysokie wskaźniki TVBZ, migranci z Azji, zwłaszcza Japończycy, są znacznie mniej skłonni do popełniania przestępstw. Dane te potwierdzają znaczenie czynników kulturowych i społecznych w kształtowaniu zachowań przestępczych oraz wskazują na istotne wyzwania związane z integracją różnych grup w Niemczech.

źródło: bild.de

AfD przed sądem. Kontrowersyjne plakaty wyborcze z Frankfurtu nad Odrą trafią na wokandę

1

Polityk AfD oskarżony o użycie symboliki nazistowskiej

Poseł do landtagu Brandenburgii oraz przewodniczący struktur partii we Frankfurcie nad Odrą, Wilko Möller (AfD), stanie przed sądem. Jak wynika z komunikatu prasowego miejscowego sądu okręgowego, proces ma rozpocząć się pod koniec stycznia 2026 roku. Polityk jest oskarżony o użycie symboli organizacji uznanych za niekonstytucyjne, co w Niemczech stanowi przestępstwo.

Sprawa dotyczy kampanii wyborczej do parlamentu Brandenburgii w 2024 roku. Prokuratura we Frankfurcie nad Odrą zarzuca Möllerowi, że publicznie posłużył się zakazaną symboliką, nawiązującą do nazistowskiego salutowania. Akt oskarżenia został wniesiony już w sierpniu 2024 roku.

Plakat wyborczy i podejrzenie nawiązania do hitlerowskiego salutowania

Według ustaleń prokuratury, w czerwcu 2024 roku Wilko Möller zlecił przygotowanie plakatu wyborczego, który miał promować politykę prorodzinną. Zgodnie z zarzutami, polityk określił szczegółowe wytyczne dotyczące projektu: na grafice mieli znaleźć się blond rodzice, którzy w widoczny sposób chronią swoje dzieci.

Za realizację projektu odpowiadał grafik reklamowy, który również został objęty aktem oskarżenia. Projektant sięgnął po bezpłatne zdjęcie z banku zdjęć, przedstawiające jasnowłosą kobietę i mężczyznę, którzy unoszą ręce pod kątem około 45 stopni, tworząc nad trójką dzieci symboliczny „dach”.

Kluczowy element sprawy pojawił się na etapie obróbki zdjęcia. Grafik – jak wskazuje prokuratura – odwrócił obraz w lustrzanym odbiciu, w wyniku czego powstało wrażenie, że mężczyzna na plakacie unosi prawą rękę w sposób przypominający hitlerowski salut.

Świadomość symboliki i zgoda polityka

Z aktu oskarżenia wynika, że grafik rozpoznał wizualne podobieństwo do zakazanego gestu oraz był świadomy jego historycznego znaczenia i prawnego zakazu. Mimo to projekt został przedstawiony Wilko Möllerowi.

Prokuratura twierdzi, że polityk również zdawał sobie sprawę z konotacji historycznych oraz obowiązującego w Niemczech zakazu używania tego typu symboliki, a mimo to zaakceptował projekt.

Plakaty zostały następnie wydrukowane w 50 egzemplarzach i – na polecenie Möllera – rozwieszone w przestrzeni publicznej na terenie całego Frankfurtu nad Odrą.

Zawiadomienie o przestępstwie i reakcja oskarżonego

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożyła w lipcu 2024 roku Anja Kreisel, lokalna polityczka partii Lewica. Sprawa szybko trafiła do prokuratury.

Sam Wilko Möller konsekwentnie odrzuca zarzuty. W rozmowie z rbb w 2024 roku twierdził, że nie widzi w plakacie żadnego nawiązania do hitlerowskiego salutowania. Podkreślał, że grafika została wykonana przez zewnętrzną agencję i legalnie zakupiona. Jego zdaniem, aby dopatrzyć się tam zakazanego gestu, „trzeba uruchomić wyobraźnię”.

Polityk utrzymywał również, że nie wiedział, dlaczego zdjęcie zostało użyte w wersji lustrzanej.

Wniosek o immunitet i możliwe dalsze kroki prawne

W poniedziałek Wilko Möller poinformował rbb, że zamierza wystąpić do głównej komisji landtagu Brandenburgii o przyznanie mu immunitetu. Jeżeli komisja odrzuci jego wniosek, polityk zapowiedział możliwość złożenia środków prawnych.

Postępowanie sądowe może więc jeszcze ulec przedłużeniu, jednak – zgodnie z obecnym harmonogramem – proces ma ruszyć na początku 2026 roku.

Kim jest Wilko Möller

Wilko Möller zasiada w landtagu Brandenburgii od 2019 roku. Z wykształcenia jest funkcjonariuszem niemieckiej policji federalnej. W ostatnich latach pełnił także funkcję przewodniczącego AfD we Frankfurcie nad Odrą.

W ostatnich wyborach samorządowych ubiegał się o urząd nadburmistrza Frankfurtu nad Odrą, jednak w drugiej turze przegrał z bezpartyjnym kandydatem Axelem Strasserem.

Sprawa kontrowersyjnych plakatów wyborczych może mieć poważne konsekwencje zarówno prawne, jak i polityczne – nie tylko dla samego Möllera, lecz także dla wizerunku AfD w Brandenburgii.

źródło: rbb24.de

Ponad 7000 fałszywych wiz w Polsce – Niemcy mogły stać się celem tysięcy migrantów

1

Kriminalne sieci fałszujące wizy w Polsce

W północnej Polsce ujawniono kryminalne sieci oszustów, którzy wyłudzili wizy dla ponad 7000 migrantów. Sprawa ma znaczące konsekwencje dla Niemiec, ponieważ większość osób po uzyskaniu wiz przemieszczała się do tego kraju w celu ubiegania się o azyl. Informacje te podała polska Straż Graniczna.

Według śledczych, fałszywe wizy były wykorzystywane wyłącznie jako „bilet wstępu” do Unii Europejskiej, a docelowo – do Niemiec. Oszuści tworzyli fikcyjne wnioski o zatrudnienie w Polsce, które następnie służyły do legalizacji wjazdu migrantów.

Skala oszustwa i zagrożenia prawnego

W sumie 11 członkom grupy, która działała w latach 2019–2022 i organizowała nielegalne przekroczenia granicy, grozi kara do ośmiu lat więzienia. Jak podaje Straż Graniczna na Facebooku, śledztwo prowadzone jest przez jednostki graniczne na zlecenie Prokuratury w Bydgoszczy.

Z wcześniejszych danych dziennika „BILD” wynika, że w okresie od stycznia do października bieżącego roku niemieckie służby graniczne odnotowały aż 5569 osób podejrzanych o przyjazd do Niemiec z wykorzystaniem fałszywych wiz.

Mechanizm oszustwa: fikcyjne firmy i fałszywe wnioski

Według śledczych, oszuści zakładali i następnie składali w urzędach wnioski o pozwolenie na zatrudnienie cudzoziemców. Do wniosków dołączali fikcyjne adresy hoteli, gospodarstw rolnych i restauracji rzekomo zainteresowanych przyjęciem pracowników zagranicznych.

– „Przedstawiali nawet szczegółowe informacje dotyczące miejsc pracy i wynagrodzeń godzinowych” – podkreśla Straż Graniczna.

Wnioski te były następnie składane w urzędach pracy i innych instytucjach państwowych w celu „legalizacji” zatrudnienia cudzoziemców. W rzeczywistości dane użytych przedsiębiorstw były całkowicie fikcyjne, a właściciele prawdziwych firm nie mieli o tym żadnej wiedzy ani związku z procederem.

Ponad 12 tysięcy fałszywych dokumentów i 7000 wiz

Łącznie polskie urzędy otrzymały 12 445 wniosków i oświadczeń zawierających fałszywe dane. Na ich podstawie wydano 7069 wiz umożliwiających wjazd do Polski, a następnie do Unii Europejskiej.

– „Tysiące cudzoziemców otrzymało wizę w sposób nielegalny i wjechało do Polski, a stamtąd do UE” – poinformowała przedstawicielka Prokuratury w Bydgoszczy w serwisie tvp-info.pl.

Wpływ na Niemcy i reakcje służb

Ujawnienie tej afery w Polsce ma bezpośredni wpływ na Niemcy, ponieważ to właśnie tam większość osób ubiega się o azyl po przekroczeniu granicy z użyciem fałszywych wiz. Federalne służby graniczne w Niemczech odnotowują zwiększoną liczbę przypadków przyjazdów z wizami pochodzącymi z fałszywych wniosków.

Polskie śledztwo ma na celu nie tylko ukaranie sprawców, ale także zabezpieczenie systemu wizowego i ograniczenie ryzyka dalszych oszustw, które mogą generować problemy migracyjne w całej UE.

Wnioski i konsekwencje prawne

Prokuratura w Bydgoszczy prowadzi dochodzenie wobec członków sieci, którzy mogli narazić tysiące osób na udział w nielegalnym procederze. Grożą im surowe kary, a sprawa może stanowić precedens w walce z oszustwami wizowymi w regionie Europy Środkowej.

Eksperci ostrzegają, że podobne przypadki mogą powtarzać się w innych krajach UE, jeśli systemy wizowe i mechanizmy kontroli nie zostaną wzmocnione.

źródło: bild.de

Niemcy: Burza po pasterce w ARD. Nietypowe przedstawienie Jezusa w telewizji publicznej

1

Nie figurka w żłobie, lecz żywy człowiek

W Niemczech wybuchła ostra dyskusja po emisji pasterki w Wigilię Bożego Narodzenia, transmitowanej na żywo przez publicznego nadawcę ARD. W katolickim kościele St. Maria w Stuttgart (Badenia-Wirtembergia) zaprezentowano nietypową i dla wielu wiernych wstrząsającą interpretację narodzin Jezusa.

Zamiast tradycyjnej drewnianej figurki w żłobie widzowie zobaczyli dorosłego mężczyznę, całkowicie oblepionego mokrym papierem ryżowym, tworzącym śluzowatą powłokę. Aktor, symbolizujący nowo narodzonego Jezusa, wił się na stercie słomy, przypominając – jak opisują krytycy – świeżo narodzone zwierzę. Powietrze pobierał wyłącznie przez słomkę, co dodatkowo potęgowało wrażenie duszności i dyskomfortu.

Fala oburzenia wśród widzów i wiernych

Reakcje w mediach społecznościowych były natychmiastowe i skrajnie emocjonalne. Wielu widzów porównywało postać do „oddychającego kosmity”, inni określali przedstawienie jako „chore”, „odrażające” i „aberracyjne”. Szczególne oburzenie budził fakt, że taka forma artystycznej ekspresji została zaprezentowana w kościele, w dzień Bożego Narodzenia i dodatkowo w ogólnokrajowej transmisji telewizyjnej.

Dla licznych chrześcijan była to granica, która – ich zdaniem – została rażąco przekroczona. Pojawiły się pytania, czy hasło „sztuka ma prawo prowokować” powinno obowiązywać również w liturgii i w najważniejsze święto chrześcijańskie.

Ostra krytyka ze strony polityków CDU

Jednym z najostrzejszych krytyków wydarzenia był dr Klaus Nopper, radny miejski w Stuttgarcie oraz kandydat CDU w wyborach do landtagu. W swojej wypowiedzi nie krył oburzenia:

„To jest obrzydliwe. W tym przypadku historia Bożego Narodzenia została zinstrumentalizowana w duchu ideologii wokeness.”

Zdaniem Noppera takie działania podważają sens istnienia publicznego nadawcy. Jak stwierdził, granice są przesuwane coraz dalej, tradycyjne wartości odrzucane, a tego rodzaju przekaz prowadzi do erozji spójności społecznej.

Podobne stanowisko zajął Maximilian Mörseburg, były poseł do Bundestagu z ramienia CDU. Jego zdaniem przedstawiciele obu największych Kościołów w Niemczech coraz częściej:

„ośmieszają własną religię i pozbawiają ją godności”.

Polityk zwrócił uwagę, że dla wielu ludzi Boże Narodzenie jest jedynym momentem kontaktu z Kościołem w ciągu roku, a tego typu instalacje mogą jedynie pogłębiać proces odchodzenia wiernych.

Obrona koncepcji przez duchownego i artystkę

Ksiądz Thomas Steiger, który celebrował pasterkę, odniósł się do krytyki w rozmowie ze „Stuttgarter Zeitung”. Podkreślił, że intencją twórców nie była prowokacja dla samej prowokacji, lecz zwrócenie uwagi na istotę ludzkiej kruchości.

„Nie chcemy prowokować, ale też nie chcemy odwracać wzroku” – powiedział duchowny.

Podczas nabożeństwa zaznaczył, że zaprezentowana scena miała ukazywać realnego człowieka: nagiego, bezbronnego i wystawionego na cierpienie. Z kolei autorka instalacji, artystka Milena Lorek, wyjaśniła, że jej dzieło symbolizuje moment niepewności między bezpieczeństwem a zagrożeniem, który towarzyszy każdemu narodzeniu.

Odpowiedzialność ARD i milczenie diecezji

Po fali krytyki pojawiły się pytania o odpowiedzialność nadawcy publicznego. Rzecznik SWR, regionalnej rozgłośni należącej do ARD, podkreślił, że stacja nie ponosi odpowiedzialności za treść liturgii, ponieważ za jej kształt odpowiadała strona kościelna.

Diecezja Rottenburg-Stuttgart, na terenie której znajduje się kościół St. Maria, nie była dostępna do udzielenia komentarza w sprawie kontrowersyjnej inscenizacji.

źródło: Bild.de

Niemcy przeżywają szturm przed Sylwestrem. Holendrzy masowo wykupują fajerwerki przy granicy

0

Kleve pod oblężeniem klientów z Holandii

W wielu regionach przygranicznych Niemiec dochodzi do masowych zakupów fajerwerków przez obywateli Holandii. Jednym z takich miejsc jest Kleve, miasto położone tuż przy granicy, gdzie w ostatnich dniach przed Sylwestrem holenderscy klienci tłumnie ruszają do niemieckich punktów sprzedaży, aby zaopatrzyć się w mocne wyroby pirotechniczne. Powód jest prosty: w Holandii sprzedaż takich produktów jest już zakazana, a w Niemczech pozostaje legalna, tańsza i znacznie bardziej różnorodna.

Tłok, pośpiech i walka o towar

W punktach sprzedaży w Kleve panuje ogromny ruch. Gdy pracownicy donoszą kolejne partie fajerwerków, słychać nawoływania o zrobienie miejsca, a dziesiątki rąk natychmiast sięgają po rakiety, petardy i inne głośne ładunki. Zdecydowaną większość klientów stanowią Holendrzy, którzy doskonale wiedzą, że po niemieckiej stronie granicy wybór jest większy, a ceny bardziej atrakcyjne.

Część niemieckich sprzedawców prowadzi wręcz ukierunkowaną reklamę na klientów z Holandii. Jeden z kupujących pokazuje ulotkę promocyjną niemieckiego supermarketu, która – jak relacjonuje – została dostarczona bezpośrednio do jego skrzynki pocztowej w Holandii. Inni dowiedzieli się o sprzedaży dzięki reklamom w mediach społecznościowych, zwłaszcza na Instagramie.

Supermarkety przygotowane na rekordowy napływ klientów

Długie dojazdy, nocne kolejki, niskie temperatury – dla wielu Holendrów nie stanowi to żadnej przeszkody. Jak podkreślają, chcą jeszcze raz „naprawdę hucznie” pożegnać stary rok. Powodem jest zakaz używania fajerwerków na terenie Holandii.

Holenderskie władze wskazują, że w czasie Sylwestra wielokrotnie dochodziło do ataków na służby ratunkowe, a także do podpaleń samochodów i budynków. Zakaz ma ograniczyć skalę tych zdarzeń.

Z tego powodu niemieckie sklepy w regionach przygranicznych spodziewały się zwiększonego zainteresowania. Jak przyznaje Nicole Janssen, zastępczyni kierownika jednego z supermarketów w Kleve, było jasne, że w tym roku klientów z Holandii będzie więcej niż zwykle. W efekcie sklep zamówił większe ilości fajerwerków, a do obsługi sprzedaży zaangażowano dodatkowy personel.

Zakupy pod czujnym okiem

Natłok klientów sprawia, że atmosfera bywa nerwowa. Jedna z kobiet opowiada, że w pierwszych latach sprzedaży jej mąż wielokrotnie kłócił się z innymi klientami, ponieważ towar znikał z wózków zakupowych, gdy tylko ktoś na chwilę odwrócił wzrok. Tym razem postanowiła pilnować zakupów osobiście, stojąc przy wózku, podczas gdy mąż ustawia się w kolejce po kolejne petardy.

„To były ostatnie” – wyścig z czasem

Z tłumu wyłania się uśmiechnięta klientka, trzymająca pod pachą dużą paczkę rakiet. Jak mówi, były to ostatnie dostępne sztuki, które udało jej się zdobyć. Świadoma spodziewanego szturmu, przyjechała bardzo wcześnie i czekała na otwarcie sklepu na mrozie. Dzięki temu, jak podkreśla, udało jej się kupić to, na czym najbardziej jej zależało.

Dla wielu Holendrów oznacza to, że Sylwester – przynajmniej w tym roku – będzie jeszcze głośny i kolorowy.

Zakaz w Holandii wciąż niepewny

Nie ma jednak pewności, czy nadchodzący Sylwester faktycznie będzie ostatnim z prywatnymi fajerwerkami w Holandii. Plany rządu budzą silny sprzeciw części społeczeństwa. Młodzi chłopcy, którzy przyszli na zakupy razem z ojcem, mówią wprost, że odpalanie fajerwerków sprawia im radość i jest ważnym elementem świętowania.

Co więcej, przed wprowadzeniem ewentualnego zakazu holenderski parlament musi rozstrzygnąć szereg kluczowych kwestii. Chodzi między innymi o to, jak taki zakaz miałby być skutecznie kontrolowany oraz kto i w jaki sposób zrekompensuje straty branży pirotechnicznej.

W związku z tym decyzje nie zostały jeszcze ostatecznie przesądzone, a dyskusja wokół przyszłości prywatnych fajerwerków w Holandii wciąż trwa. Jedno jest jednak pewne: niemieckie miasta przy granicy już teraz odczuwają skutki tych planów bardzo wyraźnie.

źródło: tagesschau.de

Ktoś podpalił autobusy ratujące bezdomnych w Berlinie. Pomoc zimą poważnie zagrożona

0

Podpalenie w czasie mrozów. Dwa z trzech „kältebusów” zniszczone

W Berlinie doszło do zdarzenia, które w środku zimy może mieć dramatyczne konsekwencje dla osób w kryzysie bezdomności. W nocy z soboty na niedzielę nieznany sprawca podpalił dwa z trzech autobusów zimowych („Kältebusse”) należących do Berliner Stadtmission – organizacji, która każdej nocy ratuje ludzi przed wychłodzeniem i śmiercią na ulicy.

Do zdarzenia doszło przy silnych mrozach, gdy temperatury spadały poniżej zera, a pomoc mobilna ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa osób śpiących na zewnątrz.

Świadek zauważył podejrzaną osobę przy pojazdach

Autobusy zostały zaparkowane po zakończeniu nocnej zmiany około godziny 2:00 nad ranem przy Sydlitzstraße w berlińskiej dzielnicy Moabit. Około godzinę później świadek zauważył w pobliżu pojazdów podejrzaną osobę.

Krótko potem jeden z autobusów – VW Crafter o wartości około 60 tysięcy euro – stanął w płomieniach. Ogień szybko rozprzestrzenił się również na drugi pojazd zaparkowany obok.

Straż pożarna interweniowała, ale pojazdów nie udało się uratować

Świadek natychmiast zaalarmował straż pożarną. Służby szybko dotarły na miejsce i ugasiły pożar, jednak skala zniszczeń była zbyt duża. VW Crafter spłonął całkowicie, a drugi autobus został tak poważnie uszkodzony, że tymczasowo nie nadaje się do użytku.

Zniszczony Crafter był specjalnie przystosowany do transportu osób potrzebujących pomocy i został przekazany Berliner Stadtmission zaledwie trzy lata temu przez fundację Deutsche Bahn Stiftung.

Bez autobusów nie da się ratować ludzi przed wychłodzeniem

W wyniku podpalenia organizacja straciła możliwość przewożenia bezdomnych do bezpiecznych noclegowni. To szczególnie niebezpieczne w czasie trwających mrozów.

– „Przy obecnych temperaturach to sytuacja dramatyczna i potencjalnie śmiertelna dla wielu osób, które noc spędzają na ulicy” – podkreślił dyrektor Berliner Stadtmission Christian Ceconi.

Wolontariusze wstrząśnięci: „Nie rozumiem, kto mógł to zrobić”

Zdarzenie wstrząsnęło także wolontariuszami. Gerhard Gross, kierowca kältebusu i od dwóch lat wolontariusz Berliner Stadtmission, nie kryje oburzenia.

– „Nie potrafię zrozumieć, jak ktoś mógł dopuścić się czegoś takiego – właśnie teraz, gdy te autobusy są najbardziej potrzebne” – powiedział Gross, który zawodowo prowadzi kino w Hackesche Höfe w Berlinie-Mitte.

Szybka pomoc zastępcza, ale straty są ogromne

Na szczęście organizacja GEBEWO – publiczny operator pomocy społecznej – udostępniła tymczasowo autobus zastępczy wyposażony w rampę dla wózków inwalidzkich. Dzięki temu od niedzielnego wieczoru od godziny 20:00 ponownie w trasę mogły wyjechać dwa pojazdy.

Mimo to Berliner Stadtmission pilnie potrzebuje wsparcia finansowego na zakup nowego autobusu oraz naprawę uszkodzonego pojazdu.

Czym są „kältebusy” i dlaczego są tak ważne

Autobusy zimowe Berliner Stadtmission kursują każdego roku od 1 listopada do 31 marca. Codziennie, w godzinach od 20:00 do 2:00 w nocy, wolontariusze patrolują miasto, docierając do osób bezdomnych, rozdając gorącą herbatę, śpiwory i – w razie potrzeby – przewożąc je do noclegowni.

Skala pomocy jest ogromna. W minionym sezonie zimowym:

  • 2100 osób zostało przewiezionych do bezpiecznych schronień,
  • wolontariusze pokonali łącznie 37 tysięcy kilometrów.

Śledztwo w sprawie podpalenia

Sprawą zajmuje się obecnie Krajowy Urząd Kryminalny (LKA), który prowadzi dochodzenie pod kątem celowego podpalenia. Sprawca lub sprawcy pozostają na razie nieznani.

Podpalenie autobusów niosących pomoc w czasie mrozów jest postrzegane nie tylko jako przestępstwo przeciwko mieniu, lecz także jako realne zagrożenie dla życia najbardziej bezbronnych mieszkańców Berlina.

źródło: bild.de

Niemcy: Drożyzna w sklepach spożywczych mocno uderza w konsumentów. Coraz więcej osób musi się ograniczać

2

Badanie Verbraucherzentrale: niemal połowa ankietowanych oszczędza na jedzeniu

Rosnące ceny żywności stają się w Niemczech coraz większym obciążeniem dla gospodarstw domowych. Z najnowszego badania przeprowadzonego przez instytut Forsa na zlecenie Federalnej Federacji Centrów Ochrony Konsumentów (Verbraucherzentrale Bundesverband) wynika, że 45 procent respondentów deklaruje konieczność ograniczania zakupów spożywczych z powodu wysokich cen. To wyraźny wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy podobne trudności zgłaszało 39 procent ankietowanych.

Nastroje konsumenckie wyraźnie pogorszone

Wyniki badania pokazują również rosnący pesymizm wśród niemieckich konsumentów. Ponad połowa ankietowanych – dokładnie 52 procent – ocenia swoją sytuację finansową i konsumencką na nadchodzący rok raczej negatywnie. Optymistyczne nastawienie deklaruje 47 procent badanych.

Sondaż został przeprowadzony w dniach 12–14 listopada na reprezentatywnej próbie 1 002 osób powyżej 18. roku życia. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące swojej sytuacji finansowej, codziennych wydatków oraz wpływu inflacji na budżety domowe.

Zdrowa dieta coraz częściej zależna od zasobności portfela

Prezeska Verbraucherzentrale Bundesverband, Ramona Pop, zwraca uwagę na coraz poważniejsze konsekwencje społeczne rosnących cen żywności. W rozmowie z agencją dpa podkreśliła, że zdrowe odżywianie staje się w Niemczech coraz częściej kwestią pieniędzy, a nie świadomego wyboru.

Szczególnie dotkliwie wzrost cen odczuwają osoby o niskich dochodach, dla których podstawowe produkty spożywcze stanowią znaczną część miesięcznych wydatków. Jak zaznaczyła Pop, od 2020 roku ceny żywności w Niemczech wzrosły łącznie o ponad 35 procent, co w praktyce oznacza realny spadek siły nabywczej wielu gospodarstw domowych.

Krytyka planowanej obniżki VAT w gastronomii

Szefowa organizacji konsumenckiej sceptycznie odniosła się także do planowanej obniżki podatku VAT na posiłki serwowane w gastronomii, która ma wejść w życie 1 stycznia 2026 roku. Jej zdaniem zmiana ta nie przełoży się na realną poprawę sytuacji finansowej konsumentów.

Ramona Pop podkreśla, że korzyści z niższego podatku odczują przede wszystkim duże sieci gastronomiczne i fast-foodowe, natomiast przeciętni konsumenci nie zobaczą znaczącego spadku cen ani zwiększenia dostępności zdrowej żywności.

Rosnąca presja na politykę społeczną

Dane przedstawione w badaniu Verbraucherzentrale potwierdzają, że problem drożejącej żywności w Niemczech przestaje być zjawiskiem marginalnym. Coraz większa część społeczeństwa musi dokonywać trudnych wyborów przy codziennych zakupach, rezygnując z jakości, różnorodności lub ilości nabywanych produktów.

Eksperci ostrzegają, że bez skutecznych działań osłonowych i długofalowej polityki cenowej presja finansowa na konsumentów może w kolejnych latach jeszcze się nasilić.

źródło: zeit.de