Rodzice studenta zamordowanego przez Afgańczyka: „Czas skończyć z izolowaniem AfD”

3

Po śmierci 22-latka rodzice zabrali publicznie głos

Rodzice Mariusa Dicka, 22-letniego studenta zamordowanego w lipcu w Trewirze, udzielili wywiadu, w którym zaapelowali o zmianę podejścia niemieckich partii do współpracy z Alternatywą dla Niemiec (AfD) w kwestiach związanych z polityką migracyjną i bezpieczeństwem. Ich wypowiedzi padły kilka tygodni po tragicznym ataku z użyciem noża, w którym zginął ich syn.

Ojciec: „Trzeba szukać większości”

Ojciec zamordowanego studenta, Thomas Dick, w rozmowie z dziennikiem „Die Welt” stwierdził, że jego zdaniem politycy powinni być gotowi do rozmów również z AfD.

– „Trzeba szukać większości, aby je znaleźć. Oznacza to także usiąść z AfD do stołu i rozmawiać o punktach wspólnych” – powiedział.

Matka 22-latka, Elke Dick, dodała, że nie można po prostu wykluczać ugrupowania, które zostało – jak podkreśliła – „zgodnie z prawem i licznie wybrane przez wyborców”. Ich wypowiedzi odnoszą się do tzw. „Brandmauer” (zapory ogniowej) – obowiązującej w niemieckiej polityce nieformalnej zasady, zgodnie z którą większość partii odmawia współpracy z AfD na szczeblu parlamentarnym i rządowym.

„Nie można już mówić o pewnych problemach”

Thomas Dick ocenił również, że presja na rząd federalny w sprawie polityki migracyjnej powinna być większa. Jego zdaniem w Niemczech panuje atmosfera, w której poruszanie niektórych tematów związanych z migracją prowadzi do oskarżeń o poglądy skrajnie prawicowe.

– „Panuje atmosfera, w której nie można już mówić o pewnych problemach, nie będąc od razu przypisanym do prawicy. W ten sposób niszczymy nasz kraj” – powiedział.

Ojciec ofiary skrytykował także fakt, że – jak stwierdził – w Niemczech przebywają osoby uznawane za niebezpieczne lub karane, a państwo nie ma nad nimi wystarczającej kontroli. Podkreślił również, że osoby, które w poważny sposób nadużywają prawa pobytu, nie powinny mieć możliwości pozostania w Niemczech. Według niego podobne zasady powinny obowiązywać również na poziomie całej Unii Europejskiej.

Rodzice wskazują na Danię i Szwecję

Zdaniem rodziców zamordowanego studenta niemieccy politycy powinni podjąć zdecydowane działania, aby ograniczyć falę brutalnych przestępstw. Thomas i Elke Dick jako przykłady państw, których rozwiązaniom warto się przyjrzeć, wskazali Danię i Szwecję. Według nich warto analizować, w jaki sposób kraje nordyckie prowadzą debatę oraz budują ponadpartyjne porozumienia w sprawach dotyczących polityki migracyjnej.

Matka odniosła się do krytyki swojej działalności politycznej

W wywiadzie Elke Dick odniosła się także do komentarzy dotyczących swojej przynależności do CDU oraz działalności w samorządzie. Podkreśliła, że jako polityk lokalny nie ma wpływu na politykę migracyjną prowadzoną przez władze federalne swojej partii.

– „Wręcz przeciwnie – to właśnie gminy odczuwają skutki tej sytuacji, ponieważ brakuje środków finansowych i musimy zastanawiać się, gdzie zakwaterować osoby kierowane do naszych miejscowości” – powiedziała.

Kobieta ujawniła również, że po śmierci syna otrzymała obraźliwe wiadomości. Jak relacjonowała, niektórzy mieli pisać do niej między innymi:

  • „Ma pani krew na rękach!”
  • „W końcu spotkało to właściwych ludzi!”

Do tragedii doszło w połowie lipca

Marius Dick zginął 15 lipca, niedaleko Uniwersytetu w Trewirze. Według dotychczasowych ustaleń śledczych został śmiertelnie ugodzony nożem. Podejrzanym o dokonanie zabójstwa jest Sajad M., obywatel Afganistanu ubiegający się o azyl w Niemczech. Według informacji zawartych w materiale źródłowym przyjechał do Niemiec jako dwunastolatek. Jego wniosek o azyl został odrzucony w 2017 roku, jednak nadal przebywał w kraju na podstawie statusu pobytu tolerowanego (Duldung). Obecnie 22-letni podejrzany przebywa w zakładzie psychiatrii sądowej, gdzie pozostaje do dyspozycji organów prowadzących postępowanie.

Tragiczne wydarzenie wywołało debatę

Śmierć Mariusa Dicka ponownie wywołała w Niemczech dyskusję na temat polityki migracyjnej, bezpieczeństwa publicznego oraz sposobu współpracy partii politycznych. Rodzice ofiary zaapelowali o ponadpartyjną debatę nad rozwiązaniami dotyczącymi migracji i walki z przestępczością, jednocześnie argumentując, że z rozmów nie powinno się wykluczać ugrupowań posiadających demokratyczny mandat wyborczy. Ich wypowiedzi spotkały się z dużym zainteresowaniem opinii publicznej i wpisują się w trwającą w Niemczech debatę dotyczącą polityki migracyjnej oraz bezpieczeństwa.

źródło: jungefreiheit.de

Szokujące sceny w Niemczech. Nieznajomy miał przytrzymać 2-latka pod wodą w fontannie. Policja bada motyw rasistowski

2

Policja prowadzi śledztwo po zdarzeniu w centrum miasta

Policja w Badenii-Wirtembergii prowadzi dochodzenie w sprawie niebezpiecznego incydentu, do którego doszło w środę po południu w centrum miasta Rastatt. Według ustaleń śledczych nieznany mężczyzna miał przytrzymać pod wodą dwuletniego chłopca bawiącego się przy fontannie, jednocześnie kierując pod jego adresem wypowiedzi o charakterze ksenofobicznym. Dzięki szybkiej reakcji matki dziecka oraz przypadkowych świadków mężczyzna przerwał swoje działanie i uciekł z miejsca zdarzenia. Chłopiec nie odniósł obrażeń.

Dziecko bawiło się przy fontannie

Do zdarzenia doszło około godziny 13:20 przy fontannie Bernhardusbrunnen w centrum Rastatt. Jak wynika z informacji przekazanych przez policję, dwuletni chłopiec bawił się przy fontannie, gdy nagle podszedł do niego nieznany mężczyzna i miał przytrzymać dziecko pod wodą przez kilka sekund. Według relacji funkcjonariuszy, podczas zdarzenia podejrzany miał również wypowiadać pod adresem chłopca ksenofobiczne (antycudzoziemskie) słowa.

Matka i świadkowie natychmiast zareagowali

Policja poinformowała, że gdy mężczyzna nadal miał kierować wobec dziecka obraźliwe wypowiedzi o charakterze antycudzoziemskim, z pomocą ruszyła obecna na miejscu matka chłopca oraz inni świadkowie zdarzenia. Pod wpływem ich interwencji podejrzany puścił dziecko i uciekł. Na szczęście dwuletni chłopiec nie odniósł żadnych obrażeń.

Policja prowadzi postępowanie

Funkcjonariusze wszczęli dochodzenie w sprawie podejrzenia uszkodzenia ciała. Na razie nie zapadła decyzja, czy sprawę przejmie niemiecki wydział ochrony państwa (Staatsschutz), który zajmuje się m.in. przestępstwami motywowanymi politycznie oraz czynami popełnionymi z pobudek nienawiści. Rzecznik policji odmówił ujawnienia szczegółów dotyczących treści wypowiedzi, które podejrzany miał kierować do dziecka.

Policja opublikowała rysopis podejrzanego

Poszukiwany mężczyzna został opisany jako osoba:

  • w wieku około 50–60 lat,
  • o wzroście około 190 cm,
  • silnej budowy ciała, z lekko wystającym brzuchem,
  • z krótką, pełną brodą,
  • z siwymi włosami zaczesanymi do tyłu z użyciem żelu.

W chwili zdarzenia miał na sobie:

  • beżowe krótkie spodenki,
  • białą letnią koszulę,
  • okulary przeciwsłoneczne.

Policja apeluje do świadków

Śledczy poszukują osób, które były świadkami zdarzenia lub mogą pomóc w identyfikacji podejrzanego. Każda informacja mogąca przyczynić się do wyjaśnienia okoliczności zdarzenia jest istotna dla prowadzonego postępowania. Policja podkreśla, że dochodzenie jest w toku, a wszystkie okoliczności incydentu, w tym jego możliwe motywy, są obecnie wyjaśniane.

źródło: bild.de

Skandal w Niemczech. Urząd odrzucił możliwość deportacji 500 cudzoziemców, wśród nich byli groźni przestępcy

0

Władze miasta odrzuciły ofertę wsparcia przy przygotowaniu deportacji

Władze Kolonii znalazły się pod presją po ujawnieniu wewnętrznej korespondencji oraz dokumentów urzędowych dotyczących postępowania wobec kilkuset cudzoziemców zobowiązanych do opuszczenia Niemiec. Jak informuje „Kölner Stadt-Anzeiger”, 19 listopada 2024 roku Centralny Urząd ds. Cudzoziemców (Zentrale Ausländerbehörde – ZAB) w Coesfeld zwrócił się do Urzędu ds. Cudzoziemców w Kolonii z propozycją pomocy w przygotowaniu deportacji około 500 osób. Do pisma dołączono listę osób pochodzących z Albanii, Bośni i Hercegowiny, Kosowa, Czarnogóry, Macedonii Północnej oraz Serbii.nWedług urzędu wszystkie te osoby były prawnie zobowiązane do opuszczenia Niemiec (vollziehbar ausreisepflichtig). Ich deportacja nie została jednak przeprowadzona między innymi z powodu braku dokumentów umożliwiających powrót do kraju pochodzenia.

Urząd zaoferował pomoc w zdobyciu dokumentów

Centralny Urząd ds. Cudzoziemców zaproponował, że sam zajmie się uzyskaniem tzw. dokumentów zastępczych (Passersatzpapiere) od władz państw pochodzenia, co umożliwiłoby przygotowanie procedur deportacyjnych. Według urzędników warunki do takiego działania były korzystne, ponieważ współpraca z administracją państw Bałkanów Zachodnich od wielu lat przebiega sprawnie. Jednak już siedem dni później Urząd ds. Cudzoziemców w Kolonii odrzucił tę propozycję. W odpowiedzi przekazano, że w żadnym z wymienionych przypadków dokumenty zastępcze nie są potrzebne. W korespondencji napisano również: „Przy wsparciu pracowników socjalnych pomagamy tym osobom uzyskać stałe prawo pobytu.” Oznacza to, że urząd zamiast przygotowywać deportacje zamierzał wspierać długo tolerowanych cudzoziemców w uzyskaniu zezwolenia na dalszy pobyt w Niemczech.

Na liście znalazł się wielokrotnie karany mężczyzna

Wśród około 500 osób znajdował się również Huso B., wielokrotnie notowany przez policję. Według opublikowanych informacji mężczyzna mieszka w Kolonii od 23 lat wraz z żoną i ośmiorgiem dzieci. Rodzina otrzymuje świadczenia socjalne w wysokości około 7 500 euro miesięcznie. W maju 2025 roku Huso B. został skazany za oszustwo na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wcześniej jego nazwisko miało pojawić się w policyjnych rejestrach 147 razy.

Rodzina również została objęta programem prawa pobytu

Według wewnętrznych dokumentów żona Huso B. również miała konflikt z wymiarem sprawiedliwości – sprawa dotyczyła zarzutów kradzieży. Z dokumentów wynika także, że rodzina nie podejmowała samodzielnych działań w celu uzyskania dokumentów umożliwiających powrót do kraju pochodzenia. Mimo to została objęta kolońskim programem umożliwiającym uzyskanie prawa pobytu. Gdy Centralny Urząd ds. Cudzoziemców zaoferował przejęcie procedury pozyskania wymaganych dokumentów, władze Kolonii również w tym przypadku zrezygnowały z tej pomocy.

W Kolonii mieszkało ponad 3,6 tys. osób z pobytem tolerowanym

Według danych miasta w 2025 roku w Kolonii przebywało 3 657 cudzoziemców posiadających status pobytu tolerowanego (Duldung). Miasto poinformowało jednocześnie, że nie jest w stanie technicznie wyodrębnić kosztów ponoszonych na rzecz tej grupy osób. W tym samym roku z Kolonii deportowano 245 osób, w tym 130 skazanych przestępców. Urząd nie potrafi jednak wskazać, ilu spośród około 500 osób znajdujących się na wspomnianej liście:

  • dobrowolnie opuściło Niemcy,
  • zostało deportowanych,
  • otrzymało zezwolenie na pobyt.

Problem wpisuje się w szerszy trend w Niemczech

Jak wynika z przedstawionych danych, sytuacja w Kolonii ma odzwierciedlać szerszy problem dotyczący wykonywania decyzji o deportacji w całych Niemczech. W 2025 roku przeprowadzono 22 787 deportacji, jednak 32 855 prób zakończyło się niepowodzeniem jeszcze przed przekazaniem danej osoby funkcjonariuszom odpowiedzialnym za wykonanie decyzji. Oznacza to, że liczba nieskutecznych prób deportacji była wyższa niż liczba faktycznie przeprowadzonych wydaleń.

Sprawa wywołała dyskusję o polityce migracyjnej

Ujawnione dokumenty wywołały debatę na temat sposobu postępowania wobec osób zobowiązanych do opuszczenia Niemiec. Z jednej strony Centralny Urząd ds. Cudzoziemców deklarował gotowość do uzyskania dokumentów niezbędnych do przeprowadzenia deportacji. Z drugiej – Urząd ds. Cudzoziemców w Kolonii zdecydował się skupić na wspieraniu długo tolerowanych cudzoziemców w staraniach o legalizację ich pobytu. Jednocześnie z danych przedstawionych przez miasto nie wynika, jaki był ostateczny los większości osób znajdujących się na liście około 500 cudzoziemców, wobec których pierwotnie planowano podjęcie działań związanych z wykonaniem obowiązku opuszczenia Niemiec.

źródło: apollo-news.net

Strzały i noże na ulicach Kolonii. Wszystkich zatrzymanych zwolniono!

3

Prokuratura nie wystąpiła o areszt dla żadnego z podejrzanych

Wszystkie siedem osób zatrzymanych w związku z brutalną strzelaniną i bójką z użyciem noży, do której doszło w poniedziałek wieczorem w Kolonii, zostało zwolnionych. Jak poinformowała prokuratura, w obecnym stanie postępowania nie było podstaw do wydania nakazów aresztowania. Śledczym nie udało się bowiem ustalić, która z zatrzymanych osób odpowiada za konkretne czyny. Jednocześnie prokuratura podkreśla, że śledztwo jest kontynuowane.

Cztery osoby ciężko ranne po starciu dwóch rodzin

Do zdarzenia doszło późnym wieczorem w poniedziałek na Berliner Straße w kolońskiej dzielnicy Mülheim. Według dotychczasowych ustaleń doszło tam do gwałtownego starcia pomiędzy dwiema wielodzietnymi rodzinami (tzw. klanami rodzinnymi). W trakcie konfrontacji użyto zarówno broni palnej, jak i noży. Łącznie cztery osoby odniosły ciężkie obrażenia:

  • dwie zostały postrzelone,
  • dwie ugodzono nożem.

Policja poinformowała, że mimo użycia broni zdarzenie nie stanowiło zagrożenia dla przypadkowych mieszkańców. Śledczy nie ujawnili narodowości osób biorących udział w bójce.

Dlaczego wszyscy zostali zwolnieni?

Po zdarzeniu policja zatrzymała:

  • cztery ranne osoby,
  • dwóch 19-latków,
  • jednego 21-latka.

Prokuratura wyjaśniła jednak, że nie udało się osiągnąć wymaganego prawem stopnia podejrzenia, który pozwalałby wystąpić o zastosowanie tymczasowego aresztu. Jak przekazał rzecznik prokuratury, śledczy nie byli w stanie przypisać konkretnych czynów poszczególnym osobom, co uniemożliwiło wydanie nakazów aresztowania. Nie oznacza to jednak zakończenia sprawy.

Śledztwo trwa

Prokuratura zapewnia, że dochodzenie jest nadal prowadzone. Jak podkreślono, śledczy pracują nad odtworzeniem przebiegu całego zajścia oraz ustaleniem motywu konfliktu. Celem jest dokładne ustalenie, kto brał udział w bójce i jakie działania można przypisać poszczególnym uczestnikom. Istnieją również przesłanki wskazujące, że w zdarzeniu mogły uczestniczyć także inne osoby, które dotychczas nie zostały zidentyfikowane.

Motyw konfliktu nadal pozostaje nieznany

Według prokuratury wiadomo jedynie, że pomiędzy obiema rodzinami już wcześniej dochodziło do poważnych konfliktów. Na razie nie ustalono jednak, co bezpośrednio doprowadziło do poniedziałkowego starcia. Niemiecki dziennik „Bild” informował, że przyczyną bójki mógł być wcześniejszy incydent o charakterze seksualnym. Rzecznik prokuratury nie wykluczył takiej możliwości, ale podkreślił, że na obecnym etapie postępowania nie ma wystarczających dowodów, aby potwierdzić tę wersję wydarzeń. Zaznaczył również, że nie chce uczestniczyć w spekulacjach dotyczących motywów zdarzenia.

Śledczy chcą odtworzyć przebieg wydarzeń

Najważniejszym zadaniem prowadzących dochodzenie jest obecnie szczegółowa rekonstrukcja przebiegu bójki. Dopiero po ustaleniu, kto używał broni palnej, kto posługiwał się nożem oraz jaki był udział poszczególnych osób, możliwe będzie podjęcie dalszych decyzji procesowych. Na obecnym etapie postępowania nikt nie usłyszał zarzutów skutkujących zastosowaniem tymczasowego aresztu, jednak śledztwo pozostaje otwarte i nie zostało zakończone.

źródło: bild.de

Zieloni w Niemczech chcą, by lekarze przepisywali klimatyzatory na receptę

2

Klimatyzacja miałaby trafić do najbardziej narażonych osób

Czy klimatyzator może stać się sprzętem wydawanym podobnie jak sprzęt medyczny? Taki pomysł przedstawili bawarscy Zieloni. Partia zaproponowała, aby osoby szczególnie narażone na skutki wysokich temperatur mogły otrzymywać przenośne klimatyzatory na podstawie zaświadczenia lekarskiego. Urządzenia byłyby wypożyczane przez apteki lub sklepy ze sprzętem medycznym, a po zakończeniu upałów należałoby je zwrócić. Projekt wywołał szeroką dyskusję w Bawarii i spotkał się zarówno z poparciem, jak i krytyką. Ostatecznie został odrzucony przez bawarski parlament.

Zieloni: ochrona przed upałami nie powinna zależeć od zasobności portfela

Z propozycją wystąpiła przewodnicząca frakcji Zielonych w bawarskim Landtagu, Katharina Schulze. Według przedstawionej koncepcji osoby szczególnie narażone na skutki wysokich temperatur mogłyby, po okazaniu zaświadczenia od lekarza, wypożyczyć mobilny klimatyzator w aptece lub sklepie medycznym. Jak podkreśliła Schulze, „klimatyzatory na receptę dla szczególnie potrzebujących zapewnią ochłodę bezpośrednio w domu”. Jej zdaniem nowoczesne urządzenia mogą być zasilane energią pochodzącą z paneli fotowoltaicznych, dlatego ochrona klimatu i dostosowanie do zmian klimatycznych nie powinny się wzajemnie wykluczać. Polityczka argumentowała również, że ochrona przed upałami nie powinna zależeć od miejsca zamieszkania ani od sytuacji finansowej mieszkańców.

Kto miałby otrzymać klimatyzator?

Projekt zakładał, że z programu mogłyby skorzystać przede wszystkim:

  • osoby starsze mieszkające w słabo ocieplonych mieszkaniach,
  • kobiety w ciąży,
  • osoby wymagające opieki domowej.

Według propozycji kraj związkowy Bawaria miał początkowo zakupić 20 000 przenośnych klimatyzatorów. Koszt programu oszacowano na 10 milionów euro, co odpowiada średnio około 500 euro za jedno urządzenie. Po zakończeniu okresu wysokich temperatur klimatyzatory miałyby zostać zwrócone, aby mogły zostać ponownie wykorzystane przez innych potrzebujących.

Program wart 200 milionów euro

Pomysł klimatyzatorów na receptę był częścią szerszego programu Zielonych o wartości 200 milionów euro, którego celem było lepsze przygotowanie Bawarii na coraz częstsze fale upałów. Według projektu:

  • 100 milionów euro miało trafić do ponad 16 tysięcy szkół i przedszkoli w Bawarii. Środki miały zostać przeznaczone m.in. na montaż żagli przeciwsłonecznych, systemów zacieniania, zapewnienie dostępu do wody pitnej, zakup kamizelek chłodzących, sadzenie drzew oraz zakup mobilnych klimatyzatorów.
  • Kolejne 100 milionów euro Zieloni chcieli przeznaczyć na poprawę ochrony przed upałami w szpitalach oraz placówkach opieki.

Parlament odrzucił propozycję

Bawarski Landtag odrzucił projekt 23 lipca. Najwięcej kontrowersji wzbudził pomysł centralnego zakupu i dystrybucji klimatyzatorów przez państwo. Harald Meußgeier z partii Alternative für Deutschland określił projekt jako tworzenie kolejnego „biurokratycznego systemu dystrybucji”. Zwrócił również uwagę, że 20 tysięcy urządzeń wystarczyłoby jedynie dla około 3,2 proc. Spośród blisko 631 tysięcy osób wymagających opieki w Bawarii, co – jego zdaniem – znacząco ograniczałoby skuteczność programu.

Krytyka również ze strony CSU

Wątpliwości zgłosiła także rządząca w Bawarii Christlich-Soziale Union in Bayern. Polityk odpowiedzialny za kwestie zdrowia, Bernhard Seidenath, nazwał propozycję Zielonych „programem o charakterze doraźnym i pokazowym”. Jego zdaniem projekt sprawiał wrażenie, jakby państwo miało obowiązek rozwiązywać każdy problem obywateli. Zwrócił również uwagę na koszty eksploatacji. Chociaż klimatyzatory byłyby wypożyczane bezpłatnie, rachunki za energię elektryczną użytkownicy musieliby pokrywać z własnych środków.

Przyjęto znacznie skromniejszy projekt

Choć propozycja „klimatyzatorów na receptę” została odrzucona, bawarski parlament przyjął inny, znacznie bardziej ograniczony wniosek przygotowany przez partie rządzące. Za jego przyjęciem głosowali przedstawiciele CSU, Wolnych Wyborców oraz Zielonych. Nowy projekt nie przewiduje państwowego wypożyczania klimatyzatorów mieszkańcom. Zakłada natomiast analizę istniejących programów wsparcia dotyczących ochrony przed upałami oraz możliwości finansowania klimatyzacji w szpitalach.

Pomysł wywołał debatę o roli państwa

Propozycja Zielonych stała się elementem szerszej dyskusji na temat tego, jak państwo powinno reagować na coraz częstsze fale upałów. Zwolennicy projektu argumentowali, że osoby najbardziej narażone na skutki wysokich temperatur powinny mieć równy dostęp do skutecznej ochrony, niezależnie od swoich dochodów. Krytycy wskazywali natomiast na wysokie koszty programu, ograniczoną liczbę dostępnych urządzeń oraz ryzyko stworzenia kolejnego rozbudowanego systemu administracyjnego. Ostatecznie bawarski parlament nie poparł pomysłu wypożyczania klimatyzatorów na receptę, pozostawiając jedynie możliwość dalszych prac nad rozwiązaniami dotyczącymi ochrony przed upałami w placówkach medycznych.

źródło: apollo-news.net

Segregujesz śmieci? Te błędy popełniają prawie wszyscy. Sprawdź, co naprawdę trafia do właściwego pojemnika

2

Segregacja odpadów w Niemczech wydaje się prosta: niebieski pojemnik na papier, kontener na szkło, żółty worek na opakowania. W praktyce wiele osób nadal wrzuca tam rzeczy, które nie powinny się tam znaleźć. Jeden tłusty karton po pizzy, paragon z zakupów czy szklana miska żaroodporna mogą zakłócić cały proces recyklingu. Sprawdź, co naprawdę można wyrzucać do pojemnika na papier i kontenera na szkło – oraz których błędów lepiej unikać.

Szkło do recyklingu – tylko odpowiedni rodzaj trafia do kontenera

Szkło jest cennym surowcem, który można wielokrotnie przetwarzać. Warunkiem skutecznego recyklingu jest jednak właściwa segregacja. Do publicznych kontenerów na szkło można wrzucać wyłącznie szkło opakowaniowe, czyli przede wszystkim butelki, słoiki i inne szklane opakowania.

Szkło dzieli się według kolorów:

  • biały kontener – przeznaczony wyłącznie na przezroczyste, bezbarwne szkło,
  • brązowy kontener – na brązowe szkło,
  • zielony kontener – na zielone szkło oraz wszystkie inne kolory, takie jak niebieski, czerwony czy żółty. Zielone szkło najlepiej toleruje domieszki innych barw.

Jeżeli nie masz pewności, gdzie wyrzucić kolorową butelkę, najbezpieczniejszym wyborem jest zazwyczaj zielony kontener.

Czy trzeba zdejmować nakrętki ze szklanych butelek?

To jedno z najczęstszych pytań przy kontenerach na szkło. Odpowiedź brzmi: nie jest to konieczne. Nakrętki i zamknięcia można oczywiście zdjąć i wyrzucić osobno do żółtego pojemnika na opakowania. Jeśli jednak zostaną na butelce, nowoczesne sortownie zazwyczaj potrafią je oddzielić automatycznie. Co ciekawe, w okresie wzmożonej aktywności os i innych owadów warto pozostawić zakrętki na butelkach – dzięki temu resztki napojów nie będą ich przyciągać. Szkła nie trzeba również dokładnie myć. Wystarczy, że opakowanie będzie puste i pozbawione większych resztek. Dokładne płukanie zużywa niepotrzebnie wodę.

Tego szkła nigdy nie wrzucaj do kontenera

Nie każde szkło nadaje się do recyklingu razem ze szkłem opakowaniowym. Inne rodzaje szkła mają różne temperatury topnienia i mogą zaburzyć cały proces. Do kontenera na szkło nie wolno wrzucać:

  • szklanek, kieliszków i naczyń ze szkła kryształowego,
  • wazonów i popielniczek,
  • szyb okiennych, luster i szyb samochodowych,
  • porcelany, ceramiki i kamionki,
  • żaroodpornych naczyń do pieczenia i mikrofalówki,
  • żarówek oraz ozdób choinkowych.

Co zrobić z takim szkłem?

  • Punkt recyklingu (Wertstoffhof) przyjmuje m.in. szyby, lustra, szkło żaroodporne, płyty ceramiczne czy kryształ.
  • Odpady specjalne obejmują m.in. świetlówki, żarówki energooszczędne, lampy LED oraz termometry zawierające rtęć.
  • Małe ilości szkła stołowego, ceramiki czy porcelany można zazwyczaj wyrzucić do odpadów zmieszanych.

Recykling szkła pozwala ograniczyć zużycie surowców i energii – szkło z odzysku topi się bowiem w niższej temperaturze niż nowe szkło, którego produkcja wymaga około 1500°C

Kidy można wyrzucać szkło?

Wrzucanie butelek do kontenera jest głośne, dlatego obowiązują określone godziny. Najczęściej:

  • od poniedziałku do soboty – szkło można wyrzucać w godzinach około 7:00-20:00,
  • w niedziele i święta – wrzucanie szkła jest zabronione.

Dokładne godziny zawsze znajdują się na oznaczeniu kontenera i mogą różnić się w zależności od gminy. Jeśli kontener jest pełny, nie wolno zostawiać butelek obok niego. Takie zachowanie jest traktowane jako nielegalne pozbywanie się odpadów.

Niebieski pojemnik na papier – co naprawdę można do niego wrzucać?

Pojemnik na papier i tekturę wydaje się najprostszy w obsłudze, ale właśnie tutaj wiele osób popełnia błędy. Zasada jest prosta: Do niebieskiego pojemnika trafia tylko czysty, suchy papier i karton bez resztek jedzenia. Jeśli papier jest zabrudzony, tłusty, błyszczący lub pokryty specjalną powłoką, zwykle nie nadaje się do recyklingu. Do pojemnika na papier można wrzucać m.in.:

  • gazety i czasopisma,
  • katalogi i ulotki (bez plastikowych folii),
  • papier do drukarki,
  • papier listowy i koperty, również z okienkiem,
  • zeszyty i książki bez plastikowych elementów,
  • kartony i pudełka,
  • wytłaczanki po jajkach,
  • papier pakowy,
  • torby papierowe po pieczywie,
  • kartony po pizzy – ale tylko czyste, bez tłuszczu i resztek jedzenia.

Paragony i ręczniki papierowe – dlaczego nie trafiają do papieru?

Wiele rzeczy wygląda jak papier, ale w rzeczywistości nim nie jest. Najczęstszy błąd to wyrzucanie paragonów do makulatury. Większość paragonów wykonana jest z papieru termicznego pokrytego specjalną warstwą chemiczną. Substancje te mogą przedostać się do procesu recyklingu. Dlatego paragony i bilety z papieru termicznego należy wyrzucać do odpadów zmieszanych. Do niebieskiego pojemnika nie powinny również trafiać:

  • ręczniki papierowe,
  • chusteczki higieniczne,
  • serwetki,
  • papier kuchenny,
  • papier do pieczenia,
  • mocno błyszczący papier prezentowy,
  • kartony po napojach (np. mleku i sokach),
  • zdjęcia i papier fotograficzny,
  • tapety,
  • tłuste kartony po pizzy,
  • opakowania po mrożonkach – zależnie od lokalnych zasad.

Jak prawidłowo korzystać z pojemnika na papier?

Kilka prostych zasad ułatwia recykling:

  • składaj kartony na płasko – zajmują mniej miejsca,
  • usuń taśmy klejące, naklejki i folie transportowe,
  • nie wrzucaj mokrego papieru ani wilgotnej tektury,
  • oddzielaj elementy z plastiku od papierowych opakowań.

Przykład: koperta z plastikowym okienkiem w niektórych miejscach może być dopuszczalna, ale plastikowe folie z ulotek zawsze warto usunąć.

Zasady mogą różnić się w zależności od miasta

W Niemczech za gospodarkę odpadami odpowiadają miasta i gminy, dlatego przepisy nie zawsze są identyczne w całym kraju. Różnice mogą dotyczyć między innymi:

  • książek w twardej oprawie,
  • opakowań z plastikowym okienkiem,
  • kartonów po mrożonkach.

To, co jest dozwolone w jednej miejscowości, kilka kilometrów dalej może być traktowane jako odpad niepożądany. Warto sprawdzić lokalne zasady segregacji odpadów albo skontaktować się z miejskim punktem informacji dotyczącej gospodarki odpadami.

Dwie zasady, które warto zapamiętać

Aby uniknąć najczęstszych błędów:
Szkło: wrzucaj tylko butelki i słoiki, a nie każde szkło, które znajduje się w domu.
Papier: jeśli coś jest tłuste, błyszczące albo klejące – prawdopodobnie nie powinno trafić do niebieskiego pojemnika.|
Dobra segregacja oznacza mniej odpadów, oszczędność surowców i skuteczniejszy recykling.

źródło: bild.de

Burzliwa dyskusja w Niemczech. Autor „taz” przekonuje, że migracja może ograniczyć islamizm

1

Autor komentuje, że odpowiedzią na islamizm powinna być lepiej zorganizowana imigracja. Pogląd spotkał się z ostrą krytyką

Po zamachu terrorystycznym podczas parady CSD w Berlinie w Niemczech trwa dyskusja nad sposobami przeciwdziałania islamistycznemu ekstremizmowi. Jednym z szeroko komentowanych głosów stał się felieton opublikowany na łamach niemieckiego dziennika „taz” (Die Tageszeitung), którego autor przekonuje, że skuteczną odpowiedzią na zagrożenie może być dobrze zorganizowana imigracja oraz integracja przybyszów. Poglądy te spotkały się z ostrą krytyką ze strony publicystów i części komentatorów.

Autor felietonu wskazuje na potrzebę większej integracji

Autorem komentowanego tekstu jest politolog i felietonista Udo Knapp. W swoim artykule podkreśla, że islamizm stanowi realne zagrożenie dla zachodnich wartości, takich jak wolność, demokracja, prawa kobiet czy liberalny styl życia. Zdaniem autora ideologia islamistyczna pozostanie niebezpieczna tak długo, jak długo będzie wspierana przez środowiska działające poza Europą.

Według autora odpowiedzią ma być dobrze zorganizowana migracja

Największe kontrowersje wzbudziła jednak propozycja rozwiązania problemu. Knapp twierdzi, że skutecznym sposobem ograniczenia wpływów radykalnych środowisk jest prowadzenie dobrze zorganizowanej polityki migracyjnej, połączonej z szerokimi programami integracyjnymi. Według niego społeczeństwo otwarte na migrantów oraz zapewniające im możliwość rozwoju i uczestnictwa w życiu publicznym może ograniczać wpływy ekstremistów. Autor argumentuje również, że większa różnorodność społeczna oraz równość szans mogą sprzyjać osłabianiu radykalnych ideologii.

Warunkiem ma być przestrzeganie zasad demokracji

Knapp zaznacza jednocześnie, że powodzenie takiego modelu wymaga przestrzegania przez wszystkich uczestników życia społecznego zasad demokracji, wolności oraz praw człowieka. W jego ocenie odpowiednio prowadzona integracja ma zmniejszać ryzyko radykalizacji zarówno wśród migrantów, jak i ich dzieci.

Publicysta krytykuje tę koncepcję

Autor komentowanego tekstu, Mike Siemens, zdecydowanie odrzuca przedstawioną argumentację. Jego zdaniem trudno uznać, że zwiększenie skali migracji może ograniczyć zjawisko islamistycznego ekstremizmu. Publicysta wyraża obawy, że bez skutecznej integracji może dochodzić do dalszego powstawania równoległych społeczności funkcjonujących poza głównym nurtem życia społecznego.

W artykule pojawiają się odniesienia do Syryjczyków

Knapp jako przykład wskazuje przyjęcie w ostatnich latach około miliona obywateli Syrii do Niemiec. Według niego większość z nich z powodzeniem zintegrowała się z niemieckim społeczeństwem. Autor komentarza polemizuje z tym stanowiskiem, przypominając o przypadkach przestępstw i zamachów terrorystycznych, których sprawcami byli niektórzy migranci. Jednocześnie pojedyncze przypadki nie pozwalają na ocenę całej grupy migrantów.

Spór dotyczy również sytuacji demograficznej

W felietonie Udo Knapp argumentuje również, że migracja jest potrzebna z powodów demograficznych i gospodarczych. Wskazuje na starzenie się niemieckiego społeczeństwa oraz malejącą liczbę osób w wieku produkcyjnym. Autor krytycznego komentarza nie zgadza się z tą oceną i uważa, że argument demograficzny nie powinien być decydującym uzasadnieniem dla zwiększania skali migracji.

Trwa debata nad sposobami walki z ekstremizmem

W swoim komentarzu Mike Siemens odnosi się także do działań zapowiadanych przez niemiecki rząd po zamachu na berliński CSD, takich jak rozszerzenie stosowania elektronicznych opasek monitorujących, łatwiejsze stosowanie aresztu prewencyjnego czy zaostrzenie środków wobec osób uznawanych za szczególnie niebezpieczne. Zdaniem autora same środki bezpieczeństwa nie rozwiążą problemu, jednak równie sceptycznie ocenia on pogląd, że zwiększenie migracji mogłoby ograniczyć zagrożenie islamistycznym ekstremizmem. Debata dotycząca migracji, integracji oraz bezpieczeństwa pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów niemieckiej polityki po ostatnim zamachu terrorystycznym w Berlinie.

źródło: jungefreiheit.de

„Wielu przyjeżdża po zasiłki” – słowa Syryjczyka wywołały gorącą debatę w Niemczech

2

Dyskusja o motywach migracji, świadczeniach socjalnych i bezpieczeństwie odbiła się szerokim echem w niemieckich mediach społecznościowych

Głośna rozmowa pomiędzy niemieckim streamerem politycznym Marcantem a pochodzącym z Syrii mężczyzną wywołała żywą dyskusję w mediach społecznościowych. Tematem rozmowy były m.in. motywy migracji Syryjczyków do Niemiec, system świadczeń socjalnych, integracja na rynku pracy oraz kwestie przestępczości i islamistycznego ekstremizmu.

Rozmowę zarejestrował inny streamer

Nagranie zostało opublikowane przez streamera Weichreite, kojarzonego z kręgami sympatyzującymi z AfD. Marcant należy do najbardziej rozpoznawalnych politycznych twórców internetowych w niemieckojęzycznej części internetu. W trakcie rozmowy wielokrotnie polemizował z opiniami swojego rozmówcy.

„Wielu przyjeżdża ze względu na system socjalny”

Najwięcej emocji wzbudził fragment dotyczący niemieckiego systemu pomocy społecznej. Mężczyzna pochodzący z Damaszku stwierdził, że – jego zdaniem – wielu Syryjczyków nie przyjeżdża do Niemiec z zamiarem podjęcia pracy. Według jego relacji już w 2015 roku w Syrii szeroko dyskutowano o niemieckim systemie świadczeń. Twierdził, że w jego kraju rozpowszechniały się informacje o tym, że w Niemczech państwo zapewnia mieszkanie, comiesięczne świadczenia oraz możliwość utrzymania się bez konieczności natychmiastowego podjęcia pracy. Rozmówca zaznaczył, że przedstawia własne doświadczenia i obserwacje.

Marcant nie zgodził się z taką oceną

Streamer od razu zakwestionował uogólnienia dotyczące Syryjczyków. Podkreślił, że nie można oceniać całej grupy na podstawie części jej przedstawicieli. Przywołał również rozmowę z prawniczką specjalizującą się w prawie migracyjnym, która – jak relacjonował – wskazywała, że większość uchodźców nie decyduje się na niebezpieczną podróż wyłącznie z powodów finansowych. Marcant zwrócił uwagę na dramatyczne doświadczenia wielu migrantów, którzy podczas ucieczki tracili członków rodzin lub doświadczyli ciężkich traum.

Spór o przyczyny migracji

Syryjski rozmówca utrzymywał jednak, że poza wojną i bezpieczeństwem znaczenie mają również warunki życia oraz niemiecki system socjalny. Według niego część osób wykorzystuje istniejące szlaki migracyjne również z powodów ekonomicznych. Marcant odpowiedział, że jego zdaniem zdecydowana większość migrantów przyjeżdża do Niemiec z nadzieją na spokojniejsze życie, możliwość pracy oraz zapewnienie lepszej przyszłości swoim dzieciom. Rozmówca z Syrii odparł, że – w jego ocenie – nie dotyczy to większości przybywających.

Rozmowa zeszła na temat przestępczości i islamizmu

W dalszej części dyskusji poruszono temat przestępczości oraz zagrożenia islamistycznym ekstremizmem. Marcant zauważył, że również osoby dopuszczające się przestępstw mogą uciekać z własnych krajów, podając jako przykład nazistów, którzy po II wojnie światowej schronili się w Argentynie. Syryjczyk odpowiedział, że jako chrześcijanin, który uciekł przed wojną i radykalnym islamizmem, obawia się pojawiania się podobnych zagrożeń także w Europie. Odwołał się przy tym do niedawnych zamachów w Niemczech, wskazując, że przypominają mu wydarzenia znane z Syrii.

Rozmowa wywołała szeroką dyskusję

Nagranie szybko zyskało dużą popularność w mediach społecznościowych i stało się przedmiotem licznych komentarzy. Dyskusja pokazuje, jak odmienne są opinie dotyczące przyczyn migracji, funkcjonowania systemu świadczeń społecznych oraz skuteczności integracji migrantów w Niemczech. Warto podkreślić, że przedstawione w rozmowie wypowiedzi są opiniami jej uczestników i nie stanowią potwierdzonych danych dotyczących motywacji wszystkich osób migrujących z Syrii.

źródło: nius.de

Alarm na lotnisku Lipsk/Halle. Przy ukraińskim samolocie odkryto drona z zapalnikiem, śledczy badają możliwy sabotaż

1

Nocna akcja służb sparaliżowała ruch lotniczy. Policja nie wyklucza, że zdarzenie mogło mieć charakter sabotażowy

W nocy z wtorku na środę na lotnisku Lipsk/Halle doszło do poważnego incydentu, który spowodował zakłócenia w ruchu lotniczym. Powodem był dron odnaleziony w pobliżu ukraińskiego samolotu transportowego Antonow. Według niemieckich mediów przy urządzeniu znajdowała się paczka z zapalnikiem, dlatego śledczy potraktowali je jako potencjalny ładunek wybuchowy.

Dron odnaleziono w pobliżu ukraińskiego samolotu

Jak poinformowała policja, w nocy w pobliżu lotniska Lipsk/Halle zauważono niezidentyfikowany obiekt latający. W środę rano dziennik Bild podał nowe informacje, według których odnaleziony dron miał przenosić paczkę wyposażoną w zapalnik. Według tych doniesień urządzenie znajdowało się w bezpośrednim sąsiedztwie ukraińskiego samolotu transportowego Antonow, co sprawiło, że śledczy potraktowali je jako potencjalne zagrożenie. Na obecnym etapie służby nie potwierdziły oficjalnie, czy rzeczywiście był to gotowy do użycia ładunek wybuchowy.

Służby przeprowadziły szeroko zakrojoną akcję

Na miejsce skierowano funkcjonariuszy Policji Federalnej oraz policji kraju związkowego Saksonia. Podejrzany przedmiot znajdujący się w rejonie południowego pasa startowego został zbadany z wykorzystaniem robota pirotechnicznego. Działania służb trwały kilka godzin.

Zakłócenia w ruchu lotniczym

Incydent spowodował poważne utrudnienia w funkcjonowaniu portu lotniczego. Kilka samolotów zostało skierowanych na inne lotniska, w tym również samolot pasażerski. Znacznie utrudniony był także ruch samolotów transportowych. Według policji od godziny 1:55 ponownie uruchomiono północny pas startowy, a w środę rano ruch lotniczy odbywał się już bez większych problemów.

Śledczy badają możliwy sabotaż

Sprawą zajmują się obecnie niemieckie organy ścigania. Według informacji dziennika Bild postępowanie zostało zakwalifikowane jako sprawa z zakresu ochrony bezpieczeństwa państwa (Staatsschutzdelikt). Śledczy analizują różne scenariusze i nie wykluczają, że zdarzenie mogło stanowić próbę sabotażu. Na razie nie ujawniono informacji o ewentualnych podejrzanych ani o pochodzeniu drona.

Dochodzenie trwa

Policja kontynuuje czynności mające wyjaśnić wszystkie okoliczności incydentu. Śledczy ustalają, kto odpowiada za pojawienie się drona na terenie lotniska oraz czy rzeczywiście stanowił on realne zagrożenie dla znajdujących się tam statków powietrznych.

źródło: nius.de

Koszmar na niemieckiej granicy. Szczeniaki przemycano w kartonach bez wody i jedzenia!

2

Zwierzęta były transportowane bez wody i pożywienia podczas upałów. Kierująca nie posiadała wymaganych dokumentów

Niemiecka Policja Federalna udaremniła nielegalny transport siedmiu szczeniąt na przejściu granicznym Reitzenhain w Saksonii. Psy były przewożone w kartonowych pudełkach bez odpowiedniej wentylacji, dostępu do wody i pożywienia. W związku ze sprawą wszczęto postępowanie wobec 48-letniej obywatelki Rumunii.

Szczenięta przewożono w kartonach podczas upału

Do kontroli doszło w piątek po południu na przejściu granicznym pomiędzy Czechami a Niemcami w miejscowości Reitzenhain. Funkcjonariusze Policji Federalnej z Chemnitz zatrzymali do kontroli samochód prowadzony przez 48-letnią obywatelkę Rumunii. Podczas sprawdzania pojazdu odkryto siedem szczeniąt – mieszańców maltańczyka – zamkniętych w kartonowych pudełkach. Jak podkreślają niemieckie służby, zwierzęta miały dostęp do powietrza jedynie przez niewielkie otwory w kartonach. W pojeździe nie było dla nich ani wody, ani pożywienia, mimo że temperatura na zewnątrz sięgała około 36°C.

Na miejsce wezwano lekarza weterynarii

Po ujawnieniu transportu policjanci natychmiast powiadomili powiatowy urząd weterynaryjny. Na miejsce przybyła urzędowa lekarka weterynarii, która zdecydowała o odebraniu zwierząt i przewiezieniu ich do schroniska. Jak poinformował rzecznik Policji Federalnej, psy znajdowały się w kartonach bez odpowiedniej wentylacji oraz bez zapewnionych podstawowych warunków do transportu.

Kierująca nie miała dokumentów zwierząt

48-letnia kobieta nie była w stanie przedstawić ważnych dokumentów wymaganych do przewozu psów. Według jej wyjaśnień zwierzęta miały trafić do Belgii. Wobec kobiety wszczęto postępowanie administracyjne w związku z podejrzeniem naruszenia niemieckich przepisów o ochronie zwierząt.

Psy przebywają na kwarantannie

Przedstawiciel władz powiatu Erzgebirgskreis poinformował, że wszystkie szczenięta zostały objęte kwarantanną i przechodzą szczepienia. Dopiero w najbliższych tygodniach okaże się, czy będą mogły zostać przekazane do adopcji. Mimo trudnych warunków transportu ich stan określono jako zaskakująco stabilny.

Reitzenhain pozostaje miejscem częstych nielegalnych transportów zwierząt

Jak podkreślają niemieckie służby, przejście graniczne w Reitzenhain od dłuższego czasu jest jednym z głównych miejsc ujawniania nielegalnych transportów szczeniąt. Od początku roku wykryto tam już kilka podobnych przypadków. Według niemieckich mediów wiele takich zwierząt pochodzi z tzw. „puppy mills” – nielegalnych lub pseudohodowlanych gospodarstw działających m.in. w Rumunii, na Węgrzech, w Bułgarii i na Słowacji. Szczenięta są następnie przewożone do krajów Europy Zachodniej, takich jak Niemcy, Belgia, Holandia czy Francja, gdzie są sprzedawane za wysokie kwoty. Część z nich bywa chora, niezaszczepiona lub posiada sfałszowaną dokumentację.

źródło: bild.de