Niemcy zapowiadały deportacje syryjskich przestępców. W pół roku wydalono tylko cztery osoby

2

Zapowiadana przez niemiecki rząd ofensywa deportacyjna wobec Syryjczyków objętych obowiązkiem opuszczenia kraju praktycznie utknęła w martwym punkcie. Choć władze w Berlinie deklarowały stanowcze działania wobec przestępców i osób uznawanych za zagrożenie, w ciągu ostatnich miesięcy przeprowadzono jedynie cztery deportacje do Syrii.

Deportacje do Syrii praktycznie zatrzymane

Według informacji podanych przez niemieckie media, od końca stycznia żaden kraj związkowy w Niemczech nie otrzymał tzw. dokumentów zastępczych umożliwiających deportację syryjskich przestępców lub osób określanych przez służby jako zagrożenie. Oznacza to, że od 21 stycznia nie przeprowadzono kolejnych deportacji do Syrii, mimo że w całych Niemczech ponad 11 tysięcy obywateli Syrii ma obowiązek opuszczenia kraju.

Problemem są dokumenty podróży

Kluczową przeszkodą okazuje się brak odpowiednich dokumentów podróży. Tak zwane dokumenty zastępcze są konieczne w sytuacji, gdy osoba przeznaczona do deportacji nie posiada ważnego paszportu lub dokumentu tożsamości. Bez takich dokumentów deportacja zazwyczaj nie może zostać przeprowadzona. W przypadku Syrii proces miał być koordynowany centralnie przez niemiecki rząd federalny, aby odciążyć poszczególne landy.

Rząd obiecywał deportacje „przestępców i osób niebezpiecznych”

W umowie koalicyjnej partie CDU/CSU i SPD zapowiadały wznowienie deportacji do Syrii, począwszy od osób skazanych za przestępstwa oraz uznawanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa. W praktyce w grudniu 2025 roku i styczniu 2026 roku udało się przeprowadzić jedynie cztery deportacje syryjskich przestępców. Później cały proces ponownie został wstrzymany.

Niemieckie landy krytykują brak postępów

Minister spraw wewnętrznych Hesji Roman Poseck poinformował, że spośród 533 Syryjczyków zobowiązanych do opuszczenia kraju w jego landzie obecnie żadna osoba nie może zostać szybko deportowana. Powodem ma być brak wydawania dokumentów zastępczych przez stronę syryjską. Polityk CDU wezwał niemiecki rząd do bezpośrednich rozmów z władzami w Damaszku i podkreślił, że land Hesja jest gotowy do regularnych deportacji.

„System azylowy nie jest systemem imigracyjnym”

Roman Poseck podkreślił również polityczne znaczenie skutecznych deportacji. Jak stwierdził, osoby objęte obowiązkiem wyjazdu powinny rzeczywiście opuszczać Niemcy, a system azylowy nie może być traktowany jako system imigracyjny. Według niego sama możliwość deportacji jest także ważnym środkiem nacisku, który ma skłaniać migrantów do dobrowolnego powrotu do Syrii.

Coraz więcej Syryjczyków wraca do kraju

Z danych UNHCR wynika, że po upadku reżimu Baszara al-Asada w grudniu 2024 roku liczba powrotów Syryjczyków do ojczyzny wyraźnie wzrosła. Według raportów do Syrii wróciło już ponad 1,6 miliona uchodźców przebywających wcześniej za granicą. Jednocześnie z Niemiec odnotowano dotąd jedynie około 4 tysięcy wspieranych finansowo dobrowolnych wyjazdów do Syrii.

Migracja z Syrii nadal trwa

Pomimo dyskusji o deportacjach liczba nowych wniosków azylowych składanych przez Syryjczyków w Niemczech nadal pozostaje wysoka. Do końca kwietnia 2026 roku 3850 obywateli Syrii złożyło nowe pierwsze wnioski azylowe. Według niemieckich służb nadal dochodzi także do przemytu migrantów drogą lotniczą, między innymi przez Rumunię i Grecję.

Lufthansa ma analizować połączenia z Syrią

Według wewnętrznych raportów niemieckich służb również Lufthansa ma analizować możliwość uruchomienia bezpośrednich połączeń lotniczych z Syrią. Media informują, że po wcześniejszych misjach rozpoznawczych trwają już konkretne przygotowania dotyczące potencjalnych tras do Niemiec.

Coraz większa presja polityczna

Sprawa deportacji Syryjczyków pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów niemieckiej polityki migracyjnej. Krytycy rządu zarzucają władzom brak skuteczności i niespełnione obietnice dotyczące deportacji osób zobowiązanych do opuszczenia kraju. Z kolei zwolennicy bardziej restrykcyjnej polityki migracyjnej domagają się szybszych i bardziej zdecydowanych działań wobec osób skazanych za przestępstwa oraz uznawanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

źródło: n-tv.de

Makabryczne odkrycie we Frankfurcie nad Menem. 19-latek znaleziony martwy przed parkingiem wielopoziomowym

0

We Frankfurcie nad Menem doszło do tragicznego zdarzenia, które obecnie bada policja kryminalna. W nocy z soboty na niedzielę przed parkingiem wielopoziomowym w dzielnicy Höchst znaleziono ciało 19-letniego mężczyzny. Śledczy podejrzewają brutalne przestępstwo.

Ciało młodego mężczyzny znalezione nad ranem

Według informacji przekazanych przez niemiecką policję, około godziny 4:00 rano służby zostały wezwane na ulicę Emerich-Josef-Straße w dzielnicy Frankfurt-Höchst.

Na miejscu odnaleziono 19-letniego mężczyznę leżącego przed parkingiem wielopoziomowym. Jak podają śledczy, miał on ciężkie obrażenia głowy i leżał w kałuży krwi.

Lekarz mógł jedynie stwierdzić zgon

Po przybyciu ratowników medycznych okazało się, że obrażenia były śmiertelne. Lekarz pogotowia mógł już tylko potwierdzić śmierć młodego mężczyzny.

Na razie policja nie ujawniła jego tożsamości ani informacji dotyczących możliwego przebiegu zdarzeń poprzedzających tragedię.

Policja bada możliwe zabójstwo

Sprawą zajęła się policja kryminalna, która zabezpieczyła teren wokół miejsca zdarzenia i rozpoczęła zbieranie śladów.

Według śledczych dochodzenie znajduje się obecnie na bardzo wczesnym etapie. Funkcjonariusze badają wszystkie możliwe okoliczności śmierci 19-latka.

Zaplanowano również sekcję zwłok, która ma pomóc w ustaleniu dokładnej przyczyny zgonu.

Policja apeluje do świadków

Śledczy liczą także na pomoc osób, które mogły przebywać w okolicy w czasie zdarzenia lub zauważyć coś podejrzanego w nocy z soboty na niedzielę.

Na ten moment nie poinformowano o zatrzymaniu jakichkolwiek podejrzanych.

Kolejny brutalny incydent w Niemczech

Sprawa z Frankfurtu nad Menem wpisuje się w serię brutalnych zdarzeń, które w ostatnich miesiącach regularnie trafiają na pierwsze strony niemieckich mediów. Rosnąca liczba aktów przemocy coraz częściej wywołuje debatę o bezpieczeństwie w dużych niemieckich miastach.

źródło: bild.de

Kolejny atak nożownika w Berlinie. 21-latek ciężko ranny po bójce na ulicy

1

W Berlin ponownie doszło do brutalnego ataku z użyciem noża. W sobotni wieczór w dzielnicy Prenzlauer Berg ciężko ranny został 21-letni mężczyzna. Sprawcy uciekli i do tej pory nie zostali zatrzymani.

Ranny mężczyzna znaleziony na ulicy

Jak poinformowały służby ratunkowe, około godziny 22:20 ratownicy zostali wezwani na skrzyżowanie ulic Knaackstraße i Danziger Straße. Świadkowie zgłosili tam obecność rannego mężczyzny.

Ze względu na poważne obrażenia 21-latek został przewieziony do szpitala pod opieką lekarza pogotowia.

Ofiara zdołała dotrzeć do sklepu

Według informacji przekazanych przez policję, wcześniej miało dojść do sprzeczki pomiędzy co najmniej dwoma mężczyznami w rejonie Danziger Straße 18, pomiędzy ulicami Knaackstraße i Hagenauer Straße.

Ranny mężczyzna, mimo odniesionej rany kłutej, zdołał dotrzeć do pobliskiego sklepu typu Späti, czyli popularnego w Berlinie punktu sprzedaży czynnego do późnych godzin nocnych. Tam został zauważony i otrzymał pomoc.

Poszkodowany przebywa obecnie w szpitalu, gdzie jest leczony stacjonarnie.

Sprawcy uciekli

Policja rozpoczęła poszukiwania napastników, jednak początkowo nie przyniosły one rezultatów. Funkcjonariusze apelują do świadków o przekazywanie informacji wszystkim jednostkom policji.

Na ten moment nie podano szczegółów dotyczących tożsamości sprawców ani możliwego motywu ataku.

Coraz więcej ataków nożowników w Berlinie

Atak w Prenzlauer Berg wpisuje się w rosnącą falę przemocy z użyciem noży w Berlin.

Z danych policyjnych wynika, że w 2025 roku w stolicy Niemiec odnotowano 3599 ataków z użyciem noża. Oznacza to wzrost o 5,5 procent w porównaniu z rokiem wcześniejszym.

Prawie połowa takich przestępstw miała miejsce w przestrzeni publicznej. Już w 2024 roku Berlin notował jeden z najwyższych poziomów tego typu przestępczości od wielu lat – wtedy zarejestrowano 3412 ataków nożowników.

Rosnące obawy mieszkańców

Rosnąca liczba brutalnych incydentów coraz częściej wywołuje dyskusję o bezpieczeństwie w niemieckiej stolicy. Szczególne obawy budzi fakt, że wiele ataków ma miejsce w miejscach publicznych, często wieczorami i nocą, w popularnych częściach miasta.

źródło: bild.de

Skandal w niemieckiej telewizji publicznej ZDF. Przekręcili słowa Brytyjki, żeby zrobić z niej rasistkę!

3

Po niedawnym skandalu związanym z nieoznaczonym materiałem wygenerowanym przez sztuczną inteligencję, przedstawiającym rzekomo nieludzkie deportacje w USA, niemiecka stacja ZDF ponownie znalazła się w centrum kontrowersji. Tym razem chodzi o sposób przetłumaczenia wypowiedzi uczestniczki demonstracji przeciw migracji w Londynie.

Jak z krytyka systemu zrobić ksenofoba?

W sobotnim wydaniu programu informacyjnego „heute”, ZDF relacjonowało masowe protesty antyimigracyjne w Londynie. Choć na ulicach brytyjskiej stolicy pojawiły się tysiące przedstawicieli klasy średniej, niemieccy dziennikarze postanowili skupić się na rasistowskim podtekście. Doskonałym tego przykładem była rozmowa z młodą Brytyjką.

Kobieta, zapytana o powody swojej obecności na demonstracji, rzuciła prosto do mikrofonu ZDF krótkie i jednoznaczne: „I hate it” (Nienawidzę tego). Z kontekstu wypowiedzi jasno wynikało, że odnosi się do ogólnej sytuacji polityczno-gospodarczej w Wielkiej Brytanii.

Reakcja niemieckich montażystów? Zdumiewająca. Stacja przetłumaczyła te słowa jako „Ich hasse sie” (Nienawidzę ich). Ta subtelna zmiana całkowicie odwróciła sens wypowiedzi. Zamiast uzasadnionej krytyki sytuacji w kraju, widzowie ZDF zobaczyli ordynarną ksenofobię wymierzoną bezpośrednio w imigrantów.

Recydywa niemieckiego nadawcy

To nie pierwsza tak poważna wpadka ZDF w ostatnim czasie. Zaledwie kilka tygodni temu stacja wywołała oburzenie, emitując wygenerowane przez sztuczną inteligencję, fikcyjne nagranie przedstawiające brutalne deportacje w USA. Fake news ten wywołał potężne trzęsienie ziemi wewnątrz samej redakcji. Jak wynika z nagrań z wewnętrznego spotkania kryzysowego, do których dotarł portal NIUS, w stacji publicznej doszło do otwartego buntu z powodu rażącego łamania standardów dziennikarskich. Kolejna manipulacja pokazuje jednak, że wyciąganie wniosków nie jest najmocniejszą stroną ZDF.

źródło: NIUS

Wojna o piwo w niemieckim klubie tenisowym. Muzułmańscy dzierżawcy nie chcą serwować alkoholu, klub żąda eksmisji!

1

Nietypowy spór w Hesji (Niemcy) wkracza w decydującą fazę. Klub tenisowy z Gießen zamierza eksmitować nowych dzierżawców klubowej restauracji. Powód? Małżeństwo prowadzące lokal kategorycznie odmawia serwowania alkoholu. Sprawa jest tak kuriozalna, że może skończyć się przed Federalnym Trybunałem Sprawiedliwości jako proces precedensowy.

Konflikt między władzami klubu tenisowego Rot-Weiß a nowymi najemcami, Bayramem i Isabell Dalkilic, zaostrza się z dnia na dzień. Klub wypowiedział już małżeństwu umowę najmu i wyznaczył ostateczny termin opuszczenia lokalu na 20 maja.

– Jeśli się nie wyprowadzą, wniesiemy sprawę o eksmisję – zapowiada kategorycznie prezes klubu, Fred Ostermeyer.

Kuchnia anatolijska bez procentów

U podłoża konfliktu leży autorska koncepcja gastronomiczna nowych dzierżawców. Małżeństwo, znane lokalnej społeczności z popularnego stoiska na cotygodniowym targu w Gießen, chce serwować tradycyjne dania kuchni wschodnioanatolijskiej.

– Do tej kuchni alkohol po prostu nie pasuje. Dotyczy to zarówno piwa, jak i wina – tłumaczy Isabell Dalkilic.

Para podkreśla, że zależy im na stworzeniu lokalu przyjaznego rodzinom, w który zapach alkoholu psułby atmosferę. Mąż Isabell dodaje również argument zdrowotny. Choć prywatnie są wierzącymi muzułmanami (Isabell nosi chustę), to stanowczo zaznaczają, że ich decyzja ma podłoże czysto biznesowe i wizerunkowe, a nie religijne.

Prawo zwyczajowe kontra wizja najemców

Władze klubu patrzą na sprawę zupełnie inaczej. Choć prezes Ostermeyer przyznaje, że w samej umowie najmu nie znalazł się jasny zapis o obowiązku sprzedaży napojów wyskokowych, to powołuje się na tzw. prawo zwyczajowe. W Niemczech standardem jest bowiem, że w lokalach działających przy klubach sportowych można napić się piwa czy wina.

– Najemcy podpisali umowę na lokal, który jest jednocześnie oficjalną siedzibą klubu tenisowego – zauważa Ostermeyer.

Zarząd twierdzi, że temat ten był szczegółowo omawiany podczas kilkugodzinnego spotkania jeszcze przed podpisaniem dokumentów, a klub od początku nalegał na obecność alkoholu w karcie. Państwo Dalkilic nie zaprzeczają, że takie oczekiwanie się pojawiło, ale od początku jasno deklarowali swoje stanowisko. Lokalna prasa „Gießener Allgemeine” donosi, że umowę podpisano na zasadzie luźnego kompromisu w myśl zasady: „jakoś to będzie i wypracujemy rozwiązanie”.

Droga bez odwrotu

Klub sfinansował nawet budowę nowego Baru, jednak tuż przed oficjalnym otwarciem restauracji konflikt wybuchł z podwójną siłą. Stanowisko klubu wspiera Stowarzyszenie Hoteli i Gastronomii (DEHOGA), które uważa, że goście muszą mieć wolność wyboru między napojami jedno- i bezalkoholowymi. Kompromisowa propozycja dzierżawców, aby alkohol sprzedawać… w specjalnej budce przed lokalem, została przez władze klubu odrzucona.

Prawnik reprezentujący klub postawił sprawę jasno:

„Jest całkowicie wykluczone, aby w siedzibie klubu sportowego nie serwować alkoholu”.

Prezes Ostermeyer nie widzi już szans na polubowne załatwienie sprawy. Zaznacza, że relacja oparta na zaufaniu została bezpowrotnie zniszczona. Jeśli małżeństwo Dalkilic nie opuści restauracji oraz przynależnego do niej mieszkania, sprawa trafi do sądu. Z uwagi na brak podobnych przypadków w historii niemieckiego prawa, proces może otrzeć się o najwyższe instancje.

Mimo widma eksmisji, Isabell Dalkilic nie kryje optymizmu. Twierdzi, że ma ogromne wsparcie od stałych klientów z targu, patrzy w przyszłość z podniesioną głową i zamierza wkrótce otworzyć lokal.

źródło: faz.net

Ta historia poruszyła całe Niemcy: Humbak Timmy znaleziony martwy u wybrzeży Danii!

0

Po dwóch dniach niepewności potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. Martwy wieloryb, którego fale wyrzuciły na brzeg duńskiej wyspy Anholt, to humbak Timmy. Zwierzę, które wcześniej zepchnęło się na mieliznę w Bałtyku, zostało zidentyfikowane dzięki zamontowanemu nadajnikowi.

W sobotnie popołudnie Ministerstwo Środowiska Meklemburgii-Pomorza Przedniego oraz duński urząd ds. środowiska wydały oficjalny komunikat w tej sprawie.

„Można już oficjalnie potwierdzić, że humbak znaleziony przed Anholt to ten sam osobnik, który wcześniej utknął na mieliźnie w Niemczech” – przekazała w pisemnym oświadczeniu Jane Hansen, szefowa duńskich władz ochrony środowiska.

Dodano również, że ze względu na trudne warunki pogodowe nie udało się jeszcze odzyskać nadajnika GPS.

Nadajnik ukryty pod ciałem wieloryba

W sobotę nurkowie z duńskiej agencji ochrony przyrody Naturstyrelsen wraz z niemiecką weterynarz przeprowadzili ponowne oględziny ssaka, schodząc pod wodę. Dzień wcześniej agencja informowała, że na ciele zwierzęcia nie znaleziono żadnego urządzenia.

Morten Abildstrøm z duńskiej agencji wyjaśnił, że nadajnik przymocowany do płetwy grzbietowej był początkowo niewidoczny. Martwy wieloryb dryfował najpierw na boku, a następnie obrócił się na grzbiet, co utrudniało lokalizację sprzętu. Dopiero ponowna, dokładna ocena sytuacji przyniosła ostateczną jasność.

Finał dramatycznej akcji ratunkowej

Ta wiadomość oznacza oficjalne niepowodzenie głośnej akcji ratunkowej, którą zorganizowała prywatna inicjatywa. Wieloryb, który kilkakrotnie osiadał na mieliźnie u wybrzeży Szlezwika-Holsztynu oraz Meklemburgii-Pomorza Przedniego, został przetransportowany na otwarte morze za pomocą specjalnej barki. 2 maja wypuszczono go w cieśninie Skagerrak, około 70 kilometrów od Skagen.

Po uwolnieniu Timmiego jego los pozostawał nieznany. Choć wolontariusze wierzyli w sukces, eksperci i naukowcy od samego początku podchodzili do sprawy sceptycznie, oceniając długoterminowe szanse ssaka na przeżycie jako niezwykle niskie.

źródło: t-online.de

Merkel po latach broni otwarcia granic: „To była słuszna decyzja”

6

Była kanclerz Niemiec, Angela Merkel (CDU), wyraziła ubolewanie z powodu sposobu, w jaki media relacjonują obecne napięcia polityczne w kraju. „Częstotliwość pojawiania się doniesień medialnych wyraźnie wzrosła. Jeśli spojrzeć na lata 70. i 80., kiedy istniały zaledwie dwie stacje publiczne, polityka już wtedy znajdowała się pod ścisłą obserwacją” – zauważyła Merkel w rozmowie z magazynem „Focus”.

Była liderka chadecji nie potrafiła jednoznacznie ocenić, czy winę za ten stan rzeczy ponoszą wyłącznie środki masowego przekazu. Od samych polityków oczekuje jednak świadomości, że wypracowanie rozwiązań wymaga dyskusji. „A dzisiejsza debata jest niemal natychmiast określana mianem konfliktu” – stwierdziła.

Zdaniem Merkel opinia publiczna powinna zrozumieć, że istotą polityki jest „kształtowanie opinii”, co leży w „naturze rzeczy”. „Zanim zacznie się mówić o sporze, warto czasem dostrzec, że pracują tam ludzie, którzy z wielką pasją starają się rozwiązywać skomplikowane problemy” – zaapelowała była kanclerz. Dodała również, że „kompromis to wartość, która umożliwia pluralizm i pozwala zyskać poparcie większości”.

„Nie wyobrażałam sobie użycia armatek wodnych”

W wywiadzie polityk CDU zdecydowanie broniła swojej decyzji o niepodjęciu radykalnych kroków na granicach w 2015 roku. „Nie wyobrażałam sobie wypędzania uchodźców z kraju za pomocą armatek wodnych” – wyznała. Podkreśliła, że wobec migrantów, którzy przybyli wówczas do Niemiec, należało postąpić humanitarnie i zgodnie z obowiązującym prawem. „Na szczęście znalazłam wtedy wielu sprzymierzeńców, którzy to poparli. W przeciwnym razie realizacja tej polityki nie byłaby możliwa”.

Jednocześnie Angela Merkel ostro skrytykowała działalność partii AfD, zarzucając jej populizm, ksenofobię oraz szerzenie nienawiści. Zapewniła, że zawsze dążyła do wyraźnego odcięcia się od tego ugrupowania. „Z perspektywy czasu, po głębokim przemyśleniu sprawy, nadal uważam to podejście za całkowicie słuszne”.

Podsumowując, Merkel stwierdziła, że pomimo obecnych kryzysów i wyzwań – w tym tych związanych z AfD – Niemcy pozostają silną demokracją. Nie chciała jednoznacznie ocenić, czy poparłaby ewentualny zakaz działalności dla partii Alice Weidel i Tino Chrupalli, zadeklarowała jednak stanowczo: „W żadnym wypadku nie wyobrażam sobie z nimi współpracy”.

źródło: Focus

Dwie ucieczki jednego dnia: kolejny niebezpieczny pacjent zbiegł z psychiatrii w Niemczech

2

W Niemczech trwają poszukiwania potencjalnie bardzo niebezpiecznego 26-letniego Sofiane’a O. Tymczasem wyszło na jaw, że tego samego dnia z zamkniętego oddziału psychiatrycznego w Emmendingen uciekł także drugi sprawca przestępstw z użyciem przemocy. Policja opublikowała teraz również wizerunek i dane 34-letniego Marokańczyka Ahmeda H.

Ahmed H. przebywał w klinice psychiatrycznej w Emmendingen (Badenia-Wirtembergia) m.in. za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jednak – podobnie jak poszukiwany od tygodnia Algierczyk – 1 maja zdołał uciec z zabezpieczonego terenu placówki podczas zatwierdzonego wyjścia.

Zaatakował współlokatora nożem

Hans Christian Schmitz, rzecznik prokuratury w Offenburgu, ujawnił dziennikowi BILD szczegóły dotyczące przestępstw Ahmeda H. Według tych informacji Marokańczyk w lipcu 2022 roku zaatakował nożem współlokatora w ośrodku dla uchodźców. Następnie miał grozić bronią kolejnej osobie.

– „We wrześniu 2022 roku doszło również do próby spowodowania obrażeń ciała wobec pracownika supermarketu w naszym okręgu” – przekazał Schmitz.

„Niski” poziom zagrożenia

Ponieważ leczenie Ahmeda H. przebiegało pozytywnie, a mężczyzna dobrowolnie uczestniczył w terapii i regularnie przyjmował leki, od kwietnia otrzymał prawo do przepustek.

Jak poinformował Schmitz w rozmowie z BILD:
– „Placówka uznała ostatnio, że poziom zagrożenia ze strony poszukiwanego jest niski, pod warunkiem dalszego przyjmowania leków”.

Śledczy przypuszczają, że Ahmed H. uciekł, aby uniknąć zbliżającej się deportacji. Policja nie wyklucza, że mógł już przedostać się do sąsiedniego kraju. Francja znajduje się zaledwie około 30 kilometrów od Emmendingen.

Poszukiwany ma około 1,77 m wzrostu i szczupłą sylwetkę. Ostatnio widziano go z kilkudniowym zarostem. Był ubrany w beżowe spodnie, sportową kurtkę, jasną koszulkę oraz trampki.

Uciekli razem?

Drugi zbiegły pacjent, Sofiane O., został skierowany do placówki w Emmendingen po skazaniu za usiłowanie zabójstwa. Czy przestępcy zaplanowali ucieczkę wspólnie?

Wolfgang Kramer z policji w Offenburgu ucina spekulacje: „W porozumieniu z prokuraturą, ze względu na dobro i taktykę śledztwa, nie możemy udzielać informacji na temat ewentualnych powiązań między oboma zbiegami”.

źródło: Bild

Szok cenowy w Niemczech: niektóre produkty zdrożały nawet o 40%! Ale są też wyraźne spadki

1

W Niemczech ponownie widać wyraźne ruchy cenowe, które bezpośrednio uderzają w portfele konsumentów. Jak podają Niemcy, inflacja w kwietniu wyniosła 2,9% rok do roku – wynika z danych opublikowanych przez Statistisches Bundesamt. Głównym czynnikiem wzrostu są koszty energii, ale drożeją także liczne produkty spożywcze i usługi. Jednocześnie nie wszystko idzie w górę – część towarów, szczególnie w sektorze żywności i elektroniki, znacząco potaniała. Dane zostały opracowane przez niemiecki dziennik BILD na podstawie statystyk.

Co najbardziej zdrożało? Nawet ponad 40% wzrostu

W kwietniu 2026 r. w porównaniu z rokiem poprzednim najmocniej wzrosły ceny m.in. paliw, żywności i usług:

  • Olej napędowy (diesel): +40,6%,
  • Konserwy owocowe: +26,9%,
  • Mrożone owoce: +25,6%,
  • Benzyna (super): +21,9%,
  • Ubezpieczenia podróżne i bagażowe: +21,3%,
  • Karty pamięci, pendrive’y i podobne: +19%,
  • Oprogramowanie komputerowe: +18%,
  • Jaja: +14,6%,
  • Kawa i produkty kawowe: +13,7%,
  • Naprawy i części do pojazdów: +13,4%,
  • Kawa, herbata i kakao: +11,2%,
  • Wołowina i cielęcina: +10,6%,
  • Biżuteria: +10,5%,
  • Opłaty administracyjne: +9,9%,
  • Smartwatche i opaski fitness: +9,8%,
  • Czekolada: +9,7%,
  • Baranina, jagnięcina i mięso kozie: +9,7%,
  • Prasa i czasopisma: +8,7%,
  • Drób: +8,3%,
  • Transport: +8,1%,
  • Opieka nad osobami starszymi i niepełnosprawnymi: +7,8%,
  • Tytoń i liquidy do e-papierosów: +7,7%,
  • Usługi doradztwa (np. podatkowego): +7,6%,
  • Ryby świeże lub chłodzone: +7,0%,
  • Ubezpieczenia komunikacyjne: +6,9%,
  • Usługi socjalne: +6,8%,
  • Domy opieki: +6,8%,
  • Usługi rekreacyjne i sportowe: +6,7%,
  • Słodycze: +6,7%,
  • Wyroby tytoniowe: +6,2%.

Co potaniało? Masło i oleje w dół, elektronika też taniej

Nie wszystkie produkty podrożały – część kategorii wyraźnie staniała, szczególnie żywność podstawowa i sprzęt elektroniczny:

  • Masło: -25,4%,
  • Ziemniaki: -14,4%,
  • Telewizory i anteny satelitarne: -10,5%,
  • Oliwa z oliwek: -9%,
  • Sprzęt rekreacyjny do użytku na zewnątrz: -8,4%,
  • Mleko częściowo odtłuszczone: -8,1%,
  • Ser i twaróg: -7%,
  • Ryż i dania ryżowe: -6,9%,
  • Loty międzynarodowe: -6,9%,
  • Mleko pełne: -6,7%,
  • Transport lotniczy pasażerski: -6,3%,
  • Sprzęt RTV (radio, telewizja itd.): -6,1%,
  • Chipsy i paluszki: -5,2%,
  • Sprzęt gospodarstwa domowego: -4,7%,
  • Odtwarzacze MP3 i podobne: -4,7%,
  • Prąd: -4,5%,
  • Słuchawki, czytniki e-booków itd.: -4,4%,
  • Urządzenia kuchenne: -4,1%,
  • Telefony stacjonarne: -3,9%,
  • Ekspresy do kawy i herbaty: -3,9%,
  • Wycieczki zorganizowane: -3,5%,
  • Łodzie i silniki zaburtowe: -3,5%,
  • Aparaty fotograficzne: -3,4%,
  • Soki owocowe i warzywne: -3,4%,
  • Pralki i zmywarki: -3,3%,
  • Narzędzia elektryczne i urządzenia domowe: -3,2%,
  • Sprzęt foto i wideo: -3,2%,
  • Narzędzia do domu i ogrodu: -3%,
  • Artykuły sportowe: -2,7%,
  • Tostery i grille: -2,4%.

Co oznaczają te dane?

Choć inflacja w Niemcy utrzymuje się na umiarkowanym poziomie, struktura zmian cen pokazuje duże rozwarstwienie:

  • paliwa i żywność wysokoprzetworzona drożeją najmocniej,
  • podstawowe produkty mleczne i część elektroniki tanieją,
  • usługi (opieka, doradztwo, transport) nadal rosną w cenach.

Dane pokazują więc nie tylko ogólny wzrost cen, ale też coraz bardziej nierównomierne obciążenie konsumentów w codziennych wydatkach.

źródło: bild.de

Niemcy alarmują: system opieki nad seniorami stoi nad przepaścią. „To będzie ubóstwo na starość”

2

W Niemczech brakuje miliardów euro na opiekę. Seniorzy i ich rodziny coraz częściej nie są w stanie pokrywać kosztów

W Niemczech trwa gorąca debata wokół planowanej reformy systemu opieki. Kasy opiekuńcze znajdują się w dramatycznej sytuacji finansowej, a rząd ostrzega przed wielomiliardową luką w budżecie. Rosnące koszty opieki nad seniorami coraz mocniej uderzają zarówno w osoby wymagające pomocy, jak i ich rodziny.

Federalna minister zdrowia Nina Warken zapowiedziała, że jeszcze w maju chce przedstawić reformę systemu opieki. Według jej prognoz już w przyszłym roku w niemieckim systemie opieki zabraknie co najmniej 7,5 miliarda euro. Do 2028 roku deficyt może wzrosnąć nawet do ponad 15 miliardów euro.

Pierwsze propozycje zmian już teraz wywołują jednak ogromne kontrowersje. Organizacje branżowe ostrzegają przed cięciami, które mogłyby odbywać się kosztem seniorów wymagających opieki oraz personelu pielęgniarskiego.

Coraz więcej seniorów potrzebuje pomocy

Problem dotyczy milionów osób. Jedną z nich jest Margot Pfrogner, wdowa mieszkająca samotnie w wynajmowanym mieszkaniu w Mainz. 84-latka korzysta z pomocy ambulatoryjnej opieki domowej raz w tygodniu. Jak sama przyznaje, codzienne funkcjonowanie staje się dla niej coraz trudniejsze. „Nie mogę już niczego nosić. Z trudem ścielę łóżko, bo tracę równowagę i przewracam się do przodu. Bez balkonika chodzenie sprawia mi ogromny problem” – mówi seniorka. Według danych niemieckiego urzędu statystycznego aż 86 procent osób wymagających opieki w Niemczech jest pielęgnowanych w domach. To około 4,9 miliona ludzi.

Emerytura nie wystarcza na opiekę

Margot Pfrogner posiada drugi stopień opieki. W jego ramach przysługuje jej pomoc przy kąpieli, jeden dzień opieki dziennej tygodniowo oraz godzina pomocy domowej. Jak jednak podkreśla, jej emerytura nie pozwala na opłacenie większego zakresu usług. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wydatki na domową opiekę pielęgnacyjną w Niemczech niemal się potroiły. Rosnące koszty powodują ogromną presję także na firmy świadczące usługi opiekuńcze. Sandra Schulz z firmy „amundo – Ambulante Pflege mit Herz” w Mainz wyjaśnia, że coraz częściej ograniczana jest liczba wizyt opiekunów. „Wygląda to na przykład tak, że ogranicza się pomoc przy częściowej lub całkowitej pielęgnacji ciała z trzech razy w tygodniu do mniejszej liczby wizyt. Wielu klientów pilnie potrzebuje takiej opieki, ale zwyczajnie nie może już sobie na nią pozwolić” – tłumaczy. Jak dodaje, oznacza to również spadek przychodów dla samych firm opiekuńczych.

Rodziny muszą przejmować coraz więcej obowiązków

W praktyce system opiera się w dużej mierze na rodzinach seniorów. Córka Margot Pfrogner – Alexandra – raz w tygodniu nocuje u matki, aby jej pomagać. „Samo organizowanie wszystkiego przez kasę opiekuńczą czy służby opieki po prostu nie wystarcza. Rodzina naprawdę musi się angażować” – mówi kobieta. Dodaje również, że jej matka musiała długo walczyć już o samo przyznanie drugiego stopnia opieki.

Tymczasem według propozycji reformy przedstawionej przez minister Ninę Warken uzyskanie niższych stopni opieki – od pierwszego do trzeciego – ma stać się jeszcze trudniejsze. Celem zmian ma być ograniczenie liczby osób pobierających świadczenia opiekuńcze. Minister zdrowia wykluczyła jednak całkowite odebranie już przyznanych stopni opieki, o czym wcześniej również dyskutowano.

Pobyt w domu opieki kosztuje fortunę

Jeszcze większe problemy finansowe mają rodziny osób przebywających w domach opieki. Reinhold Glaeser od siedmiu lat mieszka w ośrodku Caritas w miejscowości Elz koło Limburg an der Lahn. Aby sfinansować jego pobyt, rodzina sprzedała dom rodzinny. Łączne koszty opieki i zakwaterowania wyniosły już około 250 tysięcy euro. Sprawami finansowymi zajmuje się zięć seniora, Karl Reinert. „Mój teść płaci około 3000 euro miesięcznie z własnej kieszeni. Koszty stale rosną. Kasa opiekuńcza chce płacić coraz mniej, a opieka staje się coraz droższa” – podkreśla. Na razie rodzina korzysta jeszcze z oszczędności, ale Reinert obawia się przyszłości. „Przyszłość widzę w czarnych barwach. Nie będziemy już w stanie tego finansować. I myślę, że dotyczy to milionów ludzi” – mówi.

Coraz więcej mieszkańców domów opieki korzysta z pomocy społecznej

Problemy finansowe niemieckiego systemu opieki od lat analizuje Afschin Gandjour. Jak podkreśla, głównym problemem jest stale rosnąca liczba osób wymagających opieki. Konsekwencją są gwałtownie rosnące wydatki, które coraz częściej przerzucane są na seniorów i ich rodziny. Według Max Prümm już teraz ponad połowa mieszkańców placówki w Elz korzysta z pomocy społecznej.

Rząd chce wyższych składek dla lepiej zarabiających

Obecnie składka na niemieckie ubezpieczenie pielęgnacyjne wynosi 3,6 procent dochodu objętego obowiązkowymi składkami. Minister Nina Warken chce jednak zwiększyć wpływy do systemu. Jednym z pomysłów jest podniesienie tzw. granicy wymiaru składek, co oznaczałoby wyższe obciążenia dla osób lepiej zarabiających. Ekonomista Afschin Gandjour uważa natomiast, że konieczne będzie także zwiększenie finansowania z podatków.

„Moim zdaniem do ustawowego systemu opieki trzeba skierować więcej środków podatkowych. Należałoby zastanowić się, które podatki podnieść. Jednocześnie potrzebny byłby również specjalny fundusz kapitałowy” – ocenia ekspert.

„Inaczej czeka nas ubóstwo na starość”

Margot Pfrogner apeluje, aby państwo było bardziej hojne wobec osób wymagających opieki.

„Chciałabym, żeby byli trochę bardziej hojni, jeśli chodzi o świadczenia opiekuńcze. Nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich innych” – mówi seniorka.

Jej zdaniem w przeciwnym razie coraz więcej starszych ludzi będzie wpadać w ubóstwo na starość.

źródło: swr.de