Więcej Polaków zginęło w zamachach islamistycznych w Niemczech niż w Polsce. Niemcy pytają: jak to możliwe?

1

Śmierć 65-letniej Polki podczas sobotniego zamachu islamistycznego na paradzie CSD w Berlinie wywołała poruszenie zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. Kobieta zginęła na miejscu, a jej córka została ranna. Sprawa wywołała również debatę na temat bezpieczeństwa oraz polityki migracyjnej Niemiec.

Tragiczne skutki zamachu

W sobotni wieczór podczas ataku terrorystycznego na uczestników berlińskiej parady CSD zginęła 65-letnia mieszkanka Warszawy. Kobieta przyjechała do Berlina wraz z córką, która również ucierpiała w zamachu i znalazła się wśród 31 osób rannych, z których część odniosła ciężkie obrażenia. Śmierć Polki spotkała się z reakcją polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które wyraziło współczucie rodzinie ofiary oraz ubolewanie z powodu tragedii.

Burzliwa dyskusja w Polsce

Jak opisuje niemiecki dziennik „Die Welt”, zamach jest szeroko komentowany w Polsce. W mediach społecznościowych wielu internautów wiąże tragedię z niemiecką polityką migracyjną, zarzucając władzom naszych zachodnich sąsiadów, że nie są w stanie skutecznie zapewnić bezpieczeństwa swoim obywatelom i turystom. Według gazety wydarzenie wpisuje się w utrwalone już w Polsce przekonanie, że kraj prowadzący bardziej restrykcyjną politykę migracyjną pozostaje bezpieczniejszy niż Niemcy. W efekcie informacje o aktach przemocy i zamachach terrorystycznych za Odrą są w Polsce szczególnie uważnie śledzone.

Niemieckie media przypominają wcześniejsze ofiary z Polski

„Die Welt” zwraca uwagę, że w islamistycznych zamachach przeprowadzonych na terenie Niemiec zginęło już więcej obywateli Polski niż w podobnych atakach na terytorium samej Polski. Gazeta przypomina m.in. historię Łukasza Urbana – polskiego kierowcy ciężarówki zamordowanego w grudniu 2016 roku przez Anisa Amriego. Sprawca najpierw zastrzelił kierowcę, a następnie porwał jego ciężarówkę i wykorzystał ją do przeprowadzenia zamachu na jarmark bożonarodzeniowy przy Breitscheidplatz w Berlinie, w którym zginęło 12 osób.

W Polsce głośno było także o innych przestępstwach

Niemiecki dziennik zauważa również, że duże zainteresowanie w Polsce wywołują także poważne przestępstwa, które nie są kwalifikowane jako akty terroryzmu. Jako przykład przywołano sprawę z 2023 roku, gdy polski turysta został zgwałcony na stacji metra w Monachium przez obywatela Afganistanu. Według „Die Welt” wydarzenie to odbiło się w Polsce znacznie większym echem niż w samych Niemczech.

Zmieniają się kierunki migracji

Gazeta wskazuje również na zmianę trendów migracyjnych między oboma krajami. Według przytoczonych danych w 2025 roku po raz pierwszy więcej osób przeprowadziło się z Niemiec do Polski niż z Polski do Niemiec. Zdaniem „Die Welt” jednym z czynników wpływających na takie decyzje jest poczucie bezpieczeństwa.

Ostrożna reakcja polskich władz

Jak podkreśla dziennik, rząd premiera Donalda Tuska zareagował na zamach stosunkowo powściągliwie. Jednocześnie przypomniano, że w poprzednich latach politycy Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie wskazywali niemiecką politykę migracyjną jako przykład działań, których – ich zdaniem – Polska powinna unikać. Artykuł „Die Welt” pokazuje, że tragiczny zamach w Berlinie stał się nie tylko przedmiotem śledztwa i dyskusji o bezpieczeństwie, ale również elementem szerszej debaty dotyczącej migracji, ochrony granic oraz polityki bezpieczeństwa w Europie.

źródło: welt.de

Niemcy chcą deportować Afgańczyka bez przeszłości kryminalnej. Wszystko przez wyjazd do Włoch

1

Faridoon Tofan uciekł z Afganistanu przed talibami i w Niemczech przez kilka lat pracował, uczył się języka oraz utrzymywał rodzinę pozostawioną w Kabulu. Teraz grozi mu deportacja do Afganistanu – nie z powodu przestępstwa, lecz przez dwudniowy prywatny wyjazd do Włoch. Sprawa 46-letniego inżyniera wywołała protesty organizacji praw człowieka, które ostrzegają, że może stać się ona niebezpiecznym precedensem.

Dwudniowy wyjazd do Włoch zakończył się aresztem

Faridoon Tofan przyjechał do Niemiec w listopadzie 2022 roku, uciekając przed rządzącymi Afganistanem talibami. Przez niemal cztery lata mieszkał w Niemczech, pracował i uczył się języka. Mężczyzna nie wiedział jednak, że jako osoba zobowiązana do opuszczenia kraju nie może wyjeżdżać poza granice Niemiec.

W kwietniu 2026 roku pojechał autobusem do Rzymu. Według ustaleń nie popełnił przy tym żadnego przestępstwa. Po powrocie do Niemiec został jednak zatrzymany i od tego czasu przebywa w areszcie deportacyjnym na lotnisku w Monachium.

Jak wynika z informacji medialnych, lot deportacyjny do Kabulu miał już się odbyć. W nocy z 27 na 28 lipca z Lipska wystartował samolot z osobami deportowanymi do Afganistanu, jednak Tofan nie znalazł się na jego pokładzie – prawdopodobnie dlatego, że sąd nie rozpatrzył jeszcze jego pilnego wniosku.

Budował obiekty dla zachodnich wojsk. Potem uciekł przed talibami

Historia Tofana zaczęła się na długo przed jego przyjazdem do Europy. Afgańczyk pochodzący z grupy etnicznej Pasztunów studiował rachunkowość, a następnie przez ponad 14 lat prowadził własną firmę budowlaną. Realizował między innymi projekty publiczne. Krótko przed przejęciem władzy przez talibów w 2021 roku zbudował centrum rekrutacyjne dla afgańskiej policji współpracującej z Międzynarodowymi Siłami Wsparcia Bezpieczeństwa NATO i ONZ. Jak twierdzi, właśnie jego związki z zachodnimi strukturami oraz poprzednim rządem sprawiły, że stał się zagrożony. Po przejęciu Afganistanu przez talibów miał kilkukrotnie uciekać przed nimi w obrębie kraju, zanim w październiku 2022 roku opuścił Afganistan.

Niemcy odrzuciły jego pierwszy wniosek azylowy

Tofan złożył pierwszy wniosek o azyl w styczniu 2023 roku. W 2024 roku został on odrzucony. Jego odwołanie również zakończyło się niepowodzeniem – 27 maja 2025 roku sąd administracyjny we Frankfurcie nad Odrą utrzymał decyzję w mocy. Sąd uznał wówczas, że między pojawieniem się zagrożenia a wyjazdem mężczyzny z Afganistanu upłynęło zbyt dużo czasu. Od tego momentu Tofan był formalnie zobowiązany do opuszczenia Niemiec, jednak otrzymał zgodę na czasowy pobyt (Duldung). Mógł pracować i co miesiąc wysyłał około 250 euro swojej żonie oraz sześciorgu dzieciom mieszkającym w Kabulu.

Kontrowersyjna wizyta w ambasadzie Afganistanu

Kolejnym elementem sprawy była procedura ustalenia jego tożsamości. Podczas pobytu w areszcie deportacyjnym niemiecka policja federalna przewiozła go do ambasady Afganistanu w Berlinie, gdzie miała zostać potwierdzona jego tożsamość i obywatelstwo. Tofan początkowo odmawiał udziału w spotkaniu, ponieważ wiedział, że w ambasadzie mogą przebywać przedstawiciele talibów. Ostatecznie, po decyzji sądu, został tam przewieziony 8 maja 2026 roku. Według jego relacji przedstawiciel talibów pytał go między innymi o:

  • imię i nazwisko,
  • pochodzenie,
  • ewentualną karalność w Niemczech,
  • miejsce pobytu jego rodziny.

Tofan wskazał, że jego bliscy mieszkają w Kabulu. Po powrocie z ambasady miał odczuwać silny lęk. Jak relacjonował, funkcjonariusze próbowali go uspokoić, jednak wyjaśnił im, że nie boi się policji, lecz talibów.

Talibowie mieli odwiedzić jego rodzinę

Niecałe dwa tygodnie później jego brat przesłał mu zdjęcia, na których – według Tofana – widać pojazd talibów przed domem rodziny. Podczas przesłuchania mężczyzna twierdził, że talibowie mieli pytać o niego bezpośrednio. Władze rozważały również możliwość, że była to jedynie próba zweryfikowania informacji przekazanych podczas spotkania w ambasadzie. Tofan odrzucił tę interpretację. Według niego wizyta miała służyć wywarciu presji na jego rodzinę i mogła być zapowiedzią dalszych działań.

BAMF: „Ryzyko śmierci nie jest wystarczająco prawdopodobne”

Jego prawniczka Anna Frölich złożyła 17 czerwca 2026 roku kolejny wniosek azylowy. Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) uznał go za dopuszczalny, ale 20 lipca odrzucił wszystkie formy ochrony jako „oczywiście bezzasadne”. To oznacza, że Tofanowi nie przyznano:

  • statusu uchodźcy,
  • ochrony uzupełniającej,
  • prawa do azylu,
  • zakazu deportacji.

Według uzasadnienia BAMF śmierć z rąk talibów nie jest „wystarczająco prawdopodobna”, ponieważ mężczyzna nie był – zdaniem urzędu – osobą o szczególnie wysokiej pozycji. Wizyta talibów u jego rodziny została potraktowana jako możliwa weryfikacja informacji, a nie jako forma zastraszenia.

Organizacje praw człowieka krytykują decyzję

Organizacja Pro Asyl ostro skrytykowała stanowisko BAMF. Jej dyrektorka Helene Rezene podkreśliła, że sprawa Tofana dotyczy szerszego problemu:

– Niemcy muszą odpowiedzieć na pytanie, czy mogą odsyłać ludzi do reżimu, który charakteryzuje się systematycznymi naruszeniami praw człowieka i arbitralnymi prześladowaniami.

Według organizacji urząd błędnie zakłada, że talibowie działają w sposób przewidywalny i racjonalny, podczas gdy wiele raportów ONZ i organizacji praw człowieka wskazuje na ich samowolne działania.

Prawniczka: „To przekroczenie ważnej granicy”

Adwokatka Anna Frölich uważa, że przypadek Tofana pokazuje problem związany z obecnym kierunkiem niemieckiej polityki deportacyjnej.

– Osoba szukająca ochrony nie może być narażana na nieprzewidywalne ryzyko tylko ze względu na polityczne oczekiwania dotyczące migracji – podkreśla.

Jej zdaniem Afganistan nadal nie posiada skutecznych struktur ochrony prawnej, a powrót może oznaczać dla wielu osób ryzyko prześladowania, zatrzymania lub kryzysu humanitarnego. Prawniczka zwraca również uwagę, że rozszerzanie deportacji na osoby, które nie popełniły żadnych przestępstw, może zacierać dotychczasową granicę między osobami stanowiącymi zagrożenie a innymi migrantami.

Amnesty ostrzega przed „niebezpiecznym precedensem”

Amnesty International określiła sprawę Tofana jako potencjalnie „niebezpieczny precedens”, który powinien zostać zatrzymany. Według organizacji obecnie co najmniej pięciu innych obywateli Afganistanu przebywa w niemieckim areszcie deportacyjnym mimo braku wyroków karnych. Niemcy wznowiły deportacje do Afganistanu w 2024 roku. Według danych Amnesty od tego czasu deportowano tam łącznie 198 osób, z czego 87 w samym 2026 roku. Organizacja wskazuje, że co najmniej jedna z deportowanych po 2024 roku osób miała zostać później zabita w Afganistanie.

Decyzja sądu nadal nie zapadła

24 lipca 2026 roku prawniczka Tofana złożyła skargę oraz wniosek o pilne zabezpieczenie sprawy do sądu administracyjnego w Poczdamie. Powołała się między innymi na raporty niemieckiego MSZ, Agencji Unii Europejskiej ds. Azylu oraz Szwajcarskiej Pomocy Uchodźcom, według których byli pracownicy administracji afgańskiej oraz ich rodziny nadal mogą być celem zastraszania, zatrzymań i przemocy mimo ogłoszonej przez talibów amnestii. Do tej pory sąd nie wydał decyzji. Faridoon Tofan nadal przebywa w areszcie deportacyjnym na lotnisku w Monachium. Nie ma pewności, czy zostanie odesłany do Afganistanu – kraju, przed którym kilka lat temu uciekł.

źródło: tz.de

Muzułmanie ze społeczności LGBT+ po zamachu w Berlinie: „Islamizm to nie islam”

2

Po islamistycznym zamachu podczas berlińskiego Christopher Street Day (CSD) queerowi muzułmanie w Niemczech zabierają głos. Potępiają przemoc, opłakują ofiary i jednocześnie ostrzegają przed utożsamianiem islamu z islamizmem. Ich zdaniem tragedia nie powinna prowadzić do wzrostu nienawiści wobec wszystkich wyznawców islamu.

„Na CSD czułem się wolny”

Jednym z głosów w tej dyskusji jest Mehmed König – muzułmanin i aktywista działający na rzecz społeczności LGBTQ+. Urodził się w Mostarze w Bośni i Hercegowinie, dorastał w Ingolstadt, a obecnie mieszka w Berlinie. Jak wspomina, udział w Christopher Street Day był dla niego wyjątkowym doświadczeniem.

– Dla mnie CSD jest czymś szczególnym. To miejsce, w którym człowiek czuje się wolny – powiedział.

Podczas parady spotkał dwie muzułmanki, które opowiedziały mu o swoim coming oucie i wyraziły uznanie dla jego otwartości. Kilka godzin później dowiedział się o zamachu.

– Byłem załamany, ponieważ po raz kolejny zaatakowano ludzi tylko za to, kim są. Jednocześnie czułem złość, bo wiedziałem, że wiele osób wykorzysta tę tragedię do szerzenia nienawiści wobec muzułmanów – przyznał.

„Islamizm jest ideologią, a nie religią”

Zdaniem Königa islamizm to skrajna ideologia oparta na nienawiści i odrzuceniu praw człowieka, w tym osób queer. Podkreśla jednak, że nie można utożsamiać jej z islamem jako religią.

– Islamizm nie jest islamem. Walcząc z islamizmem, nie wolno stawiać całej wspólnoty muzułmańskiej pod zbiorowym podejrzeniem – zaznaczył.

Podobne stanowisko przedstawia Bundeszentrale für politische Bildung (bpb). Instytucja wskazuje, że utożsamianie islamu z islamizmem nie odpowiada rzeczywistości ani w społeczeństwach zachodnich, ani w krajach z większością muzułmańską. Jednocześnie eksperci zwracają uwagę, że islamizm odwołuje się do religii islamu i stanowi jedną z możliwych – choć skrajną – interpretacji tej religii.

Atak wymierzony w społeczność queer

Według śledczych sprawca zamachu był znany służbom jako islamista sympatyzujący z tzw. Państwem Islamskim i zginął podczas policyjnej interwencji. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz określił wydarzenie jako „atak na nasze wolne społeczeństwo”. Profesor Mouhanad Khorchide uważa jednak, że równie ważne jest dostrzeżenie faktu, iż celem zamachu była konkretnie społeczność LGBTQ+. Według niego islamiści są przekonani, że jedynym akceptowalnym modelem życia jest związek kobiety i mężczyzny, a wszelkie odstępstwa od tej normy są przez nich odrzucane.

Czy meczety sprzyjają homofobii?

Eksperci zwracają uwagę, że wiele wspólnot muzułmańskich w Niemczech prezentuje konserwatywne stanowisko wobec homoseksualności. Religioznawczyni i etnolożka Leyla Jagiella ocenia, że większość meczetów w Niemczech reprezentuje tradycyjne podejście do kwestii osób queer. Jednocześnie podkreśla, że konserwatywne poglądy nie oznaczają nawoływania do przemocy. Jej zdaniem osoby dopuszczające się zamachów islamistycznych radykalizują się przede wszystkim w internecie, a nie w meczetach.

Spór o interpretację islamu

Profesor Khorchide przyznaje, że w wielu wspólnotach muzułmańskich homoseksualność nadal uznawana jest za grzech, a niektórzy duchowni określają ją nawet jako „chorobę”, którą można leczyć. Jednocześnie zwraca uwagę, że istnieją również liberalne wspólnoty muzułmańskie, które postrzegają orientację homoseksualną jako część Bożego planu stworzenia. Podkreśla, że niezależnie od wyznania każda interpretacja religii, która narusza godność człowieka, powinna zostać jednoznacznie odrzucona. Według teologa klasyczna myśl islamska zawiera również interpretacje, które mogą stanowić podstawę dla bardziej otwartego podejścia wobec osób queer.

Muzułmańskie organizacje potępiły zamach

Po ataku wiele organizacji muzułmańskich w Niemczech publicznie potępiło przemoc. Między innymi Zentralrat der Muslime in Deutschland oświadczyła, że religia nie może być wykorzystywana do usprawiedliwiania nienawiści ani przemocy. Dla Lisy Osman, queerowej muzułmanki pochodzącej z Günzburga, było to ważne doświadczenie.

– Jako queerowa muzułmanka poczułam ulgę, widząc, że wiele wspólnot muzułmańskich jasno potępiło zamach. Po raz pierwszy miałam wrażenie, że mogę być jednocześnie częścią obu tych światów – powiedziała.

Osman zwróciła również uwagę na przesłanie zawarte w Koranie.

– W surze 4, wersecie 135 wierni są wezwani do wytrwałego stania po stronie sprawiedliwości. Myślę, że właśnie to może nas wszystkich łączyć – podkreśliła.

Po zamachu w Berlinie w Niemczech trwa debata nie tylko o zagrożeniu islamizmem, lecz także o odpowiedzialności za język publiczny. Wielu przedstawicieli społeczności muzułmańskiej apeluje, aby walka z ekstremizmem była stanowcza, ale nie prowadziła do stygmatyzowania milionów wyznawców islamu, którzy jednoznacznie odrzucają przemoc.

źródło: br.de

Karl Lauterbach z kontrowersyjną teorią po zamachu w Berlinie. Mówi o możliwym udziale Rosji

2

Były minister zdrowia Niemiec Karl Lauterbach (SPD) wywołał dyskusję po swoich wpisach dotyczących zamachu na uczestników Christopher Street Day (CSD) w Berlinie. Polityk zasugerował, że za atakiem mogły stać „zagraniczne siły”, wskazując na możliwość rosyjskich wpływów, nie przedstawiając jednak na poparcie tej tezy żadnych dowodów ani informacji ze śledztwa.

Lauterbach: „To bardzo możliwe”

Karl Lauterbach opublikował w serwisie X wpis odnoszący się do wypowiedzi posła SPD Sebastiana Fiedlera, który w telewizji Phoenix stwierdził, że od 2024 roku można zauważyć wyraźny wzorzec zamachów mających miejsce tuż przed wyborami. Fiedler mówił również o prowadzonej przez Rosję tzw. wojnie hybrydowej przeciwko Niemcom. Komentując tę wypowiedź, Lauterbach napisał:

„Bardzo możliwe, że wpływ mają tu zagraniczne siły. Kolega Fiedler ma rację, że nasze służby powinny otrzymać lepsze podstawy prawne do działania.”

Polityk nie przedstawił jednak żadnych dowodów ani przesłanek wskazujących na udział Rosji lub innych państw w przygotowaniu zamachu.

Podobne głosy pojawiły się także po lewej stronie sceny politycznej

Krótko po ataku posłanka partii Lewica Didem Aydurmus opublikowała wpis na platformie Threads, w którym uznała zamach za kolejny argument przemawiający za delegalizacją partii Alternative für Deutschland (AfD).

Twierdziła między innymi, że przed pojawieniem się AfD w niemieckiej polityce nie dochodziło do podobnych wydarzeń oraz sugerowała, że rosyjskie wpływy mogą sprzyjać aktom terroru mającym zwiększyć poparcie dla ugrupowań skrajnej prawicy. Także w tym przypadku nie przedstawiono publicznie żadnych dowodów potwierdzających te przypuszczenia.

Co wiadomo o sprawcy?

Według dotychczasowych ustaleń śledczych sprawcą sobotniego ataku był 21-letni Abdul Ballout, obywatel Niemiec libańskiego pochodzenia. Mężczyzna był od lat znany służbom jako osoba związana ze środowiskiem islamistycznym i posiadał status osoby stwarzającej zagrożenie. W sobotni wieczór miał wjechać białym samochodem dostawczym w tłum uczestników CSD w berlińskim Tiergarten, a następnie – według policji – zaatakować kolejne osoby ostrym narzędziem. Federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt poinformował, że była to maczeta.

W wyniku zamachu zginęła 65-letnia obywatelka Polski, a 29 osób zostało rannych. Wśród poszkodowanych znalazła się również córka ofiary śmiertelnej. Według władz wszyscy ranni znajdują się już poza bezpośrednim zagrożeniem życia. Po szeroko zakrojonych poszukiwaniach Ballout został odnaleziony w niedzielę wieczorem w Berlinie-Spandau i zginął podczas policyjnej interwencji.

Wcześniej próbował wyjechać do Syrii

Z ustaleń śledczych wynika, że Ballout już wcześniej próbował dołączyć do tzw. Państwa Islamskiego w Syrii. W maju 2026 roku sąd rejonowy Tiergarten skazał go na rok i dziesięć miesięcy pozbawienia wolności w związku z wcześniejszą sprawą dotyczącą działalności ekstremistycznej. Zastosowano wobec niego przepisy prawa karnego dla nieletnich, uznając, że mimo osiągnięcia pełnoletności jego rozwój był opóźniony. Sąd odroczył wykonanie kary do listopada, natomiast prokuratura złożyła apelację.

Na telefonie znaleziono nagranie z deklaracją wierności ISIS

Według informacji dziennika „Bild”, powołującego się na źródła w służbach bezpieczeństwa, na telefonie znalezionym w samochodzie sprawcy zabezpieczono nagranie wykonane w dniu zamachu. Na filmie Ballout miał deklarować lojalność wobec tzw. Państwa Islamskiego (ISIS). Jednocześnie wewnętrzne dokumenty wymiaru sprawiedliwości wskazują, że podczas pobytu w areszcie nie odnotowano oznak odejścia od poglądów ekstremistycznych.

Z materiałów tych wynika, że przebywając w zakładzie karnym dla młodocianych, miał pięć razy dziennie się modlić, zachęcać do tego innych osadzonych oraz próbować pełnić rolę osoby prowadzącej modlitwy i religijnego mentora. Według ocen służb od początku 2026 roku jego zachowanie i wygląd miały świadczyć o jeszcze silniejszym związaniu z ideologią salaficką.

Dotychczas organy ścigania nie poinformowały o istnieniu dowodów wskazujących na udział zagranicznych służb lub państw w organizacji zamachu. Toczące się śledztwo koncentruje się przede wszystkim na działalności islamistycznej sprawcy, jego kontaktach oraz procesie radykalizacji.

źródło: bild.de

500 euro dla każdej rodziny, która ochrzci dziecko. Niemiecki milioner ruszył z nietypową akcją!

2

Niemiecki przedsiębiorca i milioner Peter Löw postanowił wesprzeć lokalną wspólnotę katolicką w nietypowy sposób. Rodzice, którzy zdecydują się ochrzcić swoje dziecko, mogą otrzymać od niego 500 euro. Celem inicjatywy jest zachęcenie młodych rodzin do przyjmowania sakramentu chrztu oraz przeciwdziałanie spadkowi liczby chrztów. Peter Löw, inwestor i autor książek, którego majątek szacowany jest na 250–500 mln euro, tłumaczy, że pomysł narodził się po rozmowie z przedstawicielem rady parafialnej w Starnbergu.

– Moje ośmioro dzieci zostało ochrzczonych. Rozmawiałem z osobą z rady parafialnej, która powiedziała mi, że w ostatnich miesiącach odbyło się bardzo niewiele chrztów. Pomyślałem wtedy: „Jak to będzie wyglądało w przyszłości?” – powiedział Löw w rozmowie z niemieckim dziennikiem „Bild”.

500 euro dla rodziców po chrzcie

Przedsiębiorca uruchomił akcję pod nazwą „Starnberger Schutzengelchen” („Mały Anioł Stróż ze Starnbergu”). Jak wyjaśnia, pieniądze mają pomóc rodzinom, dla których organizacja uroczystości chrztu stanowi wyzwanie finansowe. Choć sam sakrament chrztu w Kościele katolickim jest bezpłatny, wielu młodych rodziców obawia się kosztów związanych z organizacją rodzinnego spotkania po ceremonii. Premia w wysokości 500 euro trafia bezpośrednio do rodziców dziecka.

Pierwsze efekty już po dwóch tygodniach

Według Löwa inicjatywa spotkała się z dużym zainteresowaniem. W ciągu dwóch tygodni od rozpoczęcia programu ochrzczono już pięcioro dzieci. Przedsiębiorca opowiada, że rodziny przeznaczają otrzymane pieniądze na różne cele.

– Podczas pierwszego chrztu rodzice zabrali dzieci do parku rozrywki. Inni chcieli założyć dziecku książeczkę oszczędnościową. Jeśli niewielki impuls sprawi, że rodzice zdecydują się na chrzest, to uważam, że jest to coś dobrego – podkreśla.

Program tylko dla mieszkańców powiatu Starnberg

Choć o możliwość otrzymania premii zaczęły pytać również rodziny z innych regionów Niemiec, organizatorzy zdecydowali, że na razie program pozostanie ograniczony. Oferta obowiązuje wyłącznie w parafiach znajdujących się na terenie powiatu Starnberg i dotyczy dzieci w wieku od 0 do 3 lat. Pod koniec roku organizatorzy planują ocenić, czy akcja spełniła swoje założenia i czy będzie kontynuowana.

Milioner odpowiada na krytykę

Pomysł wywołał również kontrowersje. Niektórzy zarzucają, że oferowanie pieniędzy za chrzest może być próbą „kupowania wiernych”. Peter Löw zdecydowanie odrzuca takie zarzuty.

– Krytycy mogą powiedzieć, że zaczynamy kupować chrześcijan. Ale to nie o to chodzi. To piękne, gdy dziecko jest ochrzczone. Można powiedzieć, że od tego momentu ma przy sobie małego anioła stróża i buduje relację z Bogiem. Dzięki temu dorasta w lepszej atmosferze – przekonuje.

Jak dodaje, dotychczas otrzymał przede wszystkim pozytywne opinie. Sam uczestniczył we wszystkich dotychczasowych uroczystościach objętych programem. Oprócz 500 euro każde ochrzczone dziecko otrzymuje od niego również pluszową zabawkę oraz egzemplarz Ewangelii.

źródło: bild.de

Czy Niemcy są gotowe na kolejne ataki? Minister ostrzega po zamachu w Berlinie

5

Minister spraw wewnętrznych Nadrenii Północnej-Westfalii Herbert Reul (CDU) zapowiedział ponowną analizę procedur bezpieczeństwa podczas wydarzeń publicznych w swoim kraju po domniemanym islamistycznym zamachu na obrzeżach berlińskiego Christopher Street Day (CSD). Polityk podkreślił jednak, że państwo nigdy nie będzie w stanie zapewnić całkowitej ochrony przed każdym możliwym atakiem.

„Prawdą jest jednak to, że nigdy nie będziemy mogli zagwarantować stuprocentowego bezpieczeństwa” – powiedział Reul w rozmowie z gazetami należącymi do grupy medialnej Funke Mediengruppe.

Jak zaznaczył, zawsze istnieć będą osoby, które mogą nie zostać wykryte przez służby, ponieważ ich proces radykalizacji przebiega w ukryciu i może nastąpić bardzo szybko.

„Zawsze będą ludzie, którzy prześlizgną się przez system, ponieważ ich radykalizacja odbywa się w tajemnicy i w krótkim czasie. Także osoby, które nie mają statusu potencjalnie niebezpiecznych, mogą dokonać zamachu” – stwierdził minister.

„Zagrożenie islamistycznymi zamachami jest abstrakcyjnie wysokie”

Herbert Reul ocenił, że ryzyko ataku jest elementem, z którym należy liczyć się podczas organizacji każdego większego wydarzenia. Jednocześnie zaapelował, aby mieszkańcy Niemiec nie rezygnowali z udziału w uroczystościach, festynach i wydarzeniach publicznych z powodu zagrożenia terrorystycznego.

„Nie możemy pozwolić, aby ludzie odebrali sobie święta, wydarzenia i wolność” – powiedział.

Minister dodał, że służby od dawna wiedzą o zagrożeniu związanym z islamskim ekstremizmem.

„Wiemy, że zagrożenie islamistycznymi zamachami jest abstrakcyjnie wysokie. W Berlinie stało się ono teraz bardzo konkretne. Uczuliliśmy na to naszą policję” – przekazał Reul.

W związku ze zbliżającymi się obchodami CSD w Nadrenii Północnej-Westfalii zapowiedział ponowne sprawdzenie istniejących koncepcji bezpieczeństwa.

Atak podczas CSD w Berlinie

Zapowiedź ministra jest reakcją na sobotni atak w Berlinie, do którego doszło podczas wydarzeń związanych z Christopher Street Day. Według dotychczasowych ustaleń śledczych 21-letni obywatel Niemiec libańskiego pochodzenia, mający mieć związki ze środowiskiem islamistycznym, wjechał samochodem dostawczym w grupę ludzi. W wyniku zdarzenia zginęła 65-letnia kobieta z Polski, a kolejnych 29 osób (niektóre źródła podają 31) zostało rannych, w tym część ciężko.

Podejrzany Abdul B. uciekł z miejsca zdarzenia i ukrył się w jednej z altan działkowych w Berlinie. W niedzielę wieczorem podczas interwencji funkcjonariuszy został śmiertelnie postrzelony przez służby. Atak ponownie rozpoczął w Niemczech debatę na temat skuteczności działań prewencyjnych, monitorowania osób zagrożonych radykalizacją oraz sposobów zabezpieczania dużych wydarzeń publicznych.

źródło: welt.de

Frankfurt: Ataki o podłożu homofobicznym. Policja szuka świadków

1

Policja prowadzi dochodzenie w sprawie dwóch incydentów, do których doszło w niedzielę rano i które mogły mieć motyw związany z wrogością wobec osób queer. Jedna osoba została pobita i znieważona, a w drugim przypadku poszkodowana osoba miała zostać zastraszona przez grupę kilku osób.

Do zdarzeń doszło zaledwie kilka godzin po zamachu na uczestników berlińskiego CSD (Christopher Street Day), co dodatkowo zwróciło uwagę na problem przemocy wobec społeczności queer.

26-latek zaatakowany na stacji Konstablerwache

Jak poinformowała frankfurcka policja, w niedzielę nad ranem około godziny 6:00 na stacji Konstablerwache doszło do ataku na 26-letnią osobę należącą do społeczności queer.

Według ustaleń funkcjonariuszy nieznany mężczyzna miał zaatakować ją słownie, komentując jej ubiór, a następnie uderzyć ją otwartą dłonią w okolicy poniżej ucha.

Po ataku podejrzany uciekł z miejsca zdarzenia. Policja prowadzi obecnie poszukiwania świadków, którzy mogliby pomóc w ustaleniu jego tożsamości.

Kolejny incydent z możliwym motywem queerfobicznym

Policja we Frankfurcie bada również drugi przypadek, do którego miało dojść tego samego poranka przy Casparistraße. Według dotychczasowych ustaleń 42-letnia osoba miała umówić się tam ze wcześniej nieznanym mężczyzną. Niespodziewanie pojawiło się czterech nastolatków lub młodych dorosłych, którzy mieli zacząć ją obrażać i grozić jej. Jeden z podejrzanych miał trzymać w ręku młotek.

Gdy poszkodowana osoba próbowała odejść w kierunku swojego samochodu, do grupy miał dołączyć kolejny mężczyzna. Następnie miało dojść do dalszych zniewag, które – według policji – odnosiły się bezpośrednio do orientacji seksualnej poszkodowanej osoby. Ostatecznie udało jej się odjechać samochodem i opuścić miejsce zdarzenia.

Policja apeluje o pomoc

Funkcjonariusze prowadzą postępowania w obu sprawach i apelują do osób, które były świadkami zdarzeń lub posiadają informacje mogące pomóc w identyfikacji sprawców, o kontakt z policją.

W Niemczech określenie „queer” odnosi się do osób nieheteroseksualnych oraz osób, które nie identyfikują się z tradycyjnymi rolami płciowymi lub społecznymi normami dotyczącymi płci i seksualności.

Oba zdarzenia miały miejsce kilka godzin po śmiertelnym ataku na uczestników CSD w Berlinie. Incydenty ponownie wywołały dyskusję na temat bezpieczeństwa osób queer oraz skali przemocy motywowanej uprzedzeniami w Niemczech.

źródło: zeit.de

Dramatyczne sceny w Badenii-Wirtembergii. Policjant postrzelił włamywaczy podczas próby napadu na sklep z bronią

4

Dwóch włamywaczy przez dziewięć minut próbowało siłą wedrzeć się do sklepu z bronią. Mężczyźni używali młotów kowalskich i próbowali rozbić drzwi, uderzając w nie również samochodem. Gdy na miejsce przyjechała policja, padły strzały. Dramatyczne wydarzenia, do których doszło w nocy w miejscowości Gaggenau w Badenii-Wirtembergii, zostały nagrane przez kilku mieszkańców. Filmy dostępne na Bild pokazują moment, w którym dwóch mężczyzn próbuje włamać się do sklepu Waffenfuzzi.

Do zdarzenia doszło około godziny 2:00 w nocy. Według ustaleń śledczych sprawcy przez kilka minut brutalnie próbowali sforsować zabezpieczenia lokalu. Mieli uderzać w drzwi ciężkimi młotami oraz próbować wjechać w nie samochodem. Na nagraniach widać, jak jeden z napastników wielokrotnie uderza w zabezpieczone wejście, podczas gdy drugi – według świadków – miał rejestrować całe zdarzenie telefonem komórkowym.

Próba ucieczki zakończona strzałami

Kiedy na miejsce dotarł patrol policji, dwaj mężczyźni wsiedli do samochodu i próbowali odjechać. Jeden z funkcjonariuszy miał podjechać radiowozem w pobliże pojazdu podejrzanych, a następnie podejść do otwartych drzwi kierowcy. W jednej ręce trzymał broń służbową i miał krzyczeć:

„Wysiadać! Policja! Zatrzymać się!”

Według ustaleń policji kierowca nie zastosował się do poleceń, zamknął drzwi i ruszył z miejsca. Wtedy funkcjonariusz oddał dwa strzały. Samochód uciekinierów miał zjechać w lewo i uderzyć w ścianę budynku.

Obaj podejrzani ranni i zatrzymani

Kolejne chwile również zostały zarejestrowane przez mieszkańców. Na nagraniach słychać, jak policjant wielokrotnie wydaje polecenia:

„Wyjść z samochodu! Na ziemię!”

Jego koleżanka z patrolu miała zabezpieczać drugiego mężczyznę znajdującego się po stronie pasażera. Kierowca wyszedł z pojazdu i położył się twarzą do ziemi na chodniku. Drugi podejrzany również się poddał. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani i przewiezieni do szpitala. Jak wynika z informacji niemieckiego dziennika „Bild”, powołującego się na źródła śledcze, policjant trafił obu włamywaczy. Mężczyźni odnieśli ciężkie obrażenia, ale ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo.

Podejrzani przyjechali z Francji

Według policji zatrzymani to obywatele Francji w wieku 19 i 24 lat. Wstępne ustalenia wskazują, że samochód wykorzystany podczas próby włamania został wcześniej skradziony na terenie Francji. Policja uzasadniała użycie broni tym, że podejrzani mieli skierować pojazd w stronę funkcjonariuszy. Zanim samochód zjechał z toru jazdy i uderzył w ścianę, miał również uszkodzić radiowóz.

Śledztwo przejęło LKA

Ponieważ podczas interwencji policjant użył broni palnej, sprawę przejął Landeskriminalamt Baden-Württemberg. W poniedziałek sąd zdecydował o zastosowaniu wobec obu podejrzanych tymczasowego aresztu. Mężczyznom zarzuca się między innymi usiłowanie kradzieży w szczególnie ciężkim przypadku oraz uszkodzenie mienia. Śledczy nadal badają dokładny przebieg wydarzeń, w tym okoliczności użycia broni przez funkcjonariusza.

źródło: bild.de

Sprawca zamachu w Berlinie radykalizował więźniów. W zakładzie karnym występował w roli „imama”

1

Abdul Ballout, podejrzany o przeprowadzenie ataku podczas berlińskiego CSD, już wcześniej znajdował się w zainteresowaniu służb z powodu podejrzeń o działalność islamistyczną. Jak wynika z wewnętrznych dokumentów służb, podczas pobytu w areszcie miał próbować wpływać na innych osadzonych i występować wobec nich w roli religijnego przywódcy.

W sobotni wieczór, krótko przed godziną 22:00, Ballout wjechał samochodem dostawczym w tłum uczestników obchodów Christopher Street Day w berlińskim Tiergarten. W wyniku ataku zginęła 65-letnia Polka, a 31 osób zostało rannych, w tym część ciężko.

Po zdarzeniu podejrzany miał uciec z miejsca ataku. Następnego dnia wieczorem został odnaleziony przez funkcjonariuszy jednostki specjalnej SEK w altanie działkowej w Berlinie-Spandau i zginął podczas wymiany ognia z policją.

Od lat w zainteresowaniu służb

21-latek od kilku lat był znany berlińskiemu Krajowemu Urzędowi Policji Kryminalnej (LKA) jako osoba związana ze środowiskiem salafickim. Według służb miał być klasyfikowany jako tzw. Gefährder – osoba, wobec której istnieją przesłanki, że może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

Po powrocie do Niemiec i zatrzymaniu 17 listopada 2025 roku na lotnisku BER Ballout trafił do zakładu karnego dla młodocianych przy Friedrich-Olbricht-Damm w Berlinie. Powodem zatrzymania były podejrzenia dotyczące przygotowywania poważnego czynu zagrażającego bezpieczeństwu państwa.

Modlił się pięć razy dziennie i miał przekonywać innych więźniów

Według informacji niemieckiego dziennika „Bild”, podczas pobytu w zakładzie karnym Ballout miał otwarcie manifestować swoje radykalne poglądy religijne.

Miał pięć razy dziennie odprawiać modlitwy i próbować przekonywać innych osadzonych do praktyk religijnych. Według dokumentów niemal codziennie miał zachęcać współwięźniów do wspólnej modlitwy.

Zachowanie 21-latka zwróciło uwagę kierownictwa więzienia. Obawiano się, że może wpływać na innych osadzonych, dlatego w grudniu został oddzielony od pozostałych więźniów.

W wewnętrznym dokumencie służby więziennej zapisano, że od stycznia 2026 roku zmienił się jego sposób zachowania, który miał stać się „silnie nacechowany salafizmem”.

Jak wynika z dokumentu, pobyt w areszcie śledczym „nie doprowadził do zauważalnego odejścia od ekstremistycznej postawy”.

Miał szukać kontaktu z osobami o podobnych poglądach

Ocena zagrożenia przygotowana przez służby wskazuje, że od lutego 2026 roku Ballout ponownie nawiązywał kontakty z innymi osadzonymi.

Według dokumentów miał „próbować przyjmować rolę osoby prowadzącej modlitwy i misjonarza oraz celowo szukać kontaktu z osobami o podobnych poglądach”.

Po opuszczeniu aresztu jego telefon miał być monitorowany, a sam Ballout pozostawał pod obserwacją funkcjonariuszy operacyjnych oraz przy użyciu kamer monitoringu.

„Był głęboko związany ze środowiskiem salafickim”

Śledczy mieli szybko dojść do wniosku, że 21-latek nadal pozostawał „głęboko zaangażowany w środowisko salafickie”.

Według analiz służb regularnie kontaktował się telefonicznie z byłymi współwięźniami, przyjmując wobec nich – jak zapisano w dokumentach – „rolę mentora lub przywódcy religijnego”.

19 czerwca Ballout miał udać się ze swojego mieszkania przy Bissingzeile w dzielnicy Tiergarten w kierunku zakładu karnego dla młodocianych. Miał spacerować przed więzieniem, nie zdając sobie sprawy, że jest obserwowany.

Według wewnętrznej dokumentacji miał wejść na przyczepę ciężarową i telefonicznie kontaktować się z osadzonymi, którzy prawdopodobnie posiadali nielegalne telefony komórkowe. W dokumencie zapisano:
„Odbyli wspólną modlitwę, pan Ballout śpiewał podczas niej.”

Służby obserwowały go jeszcze godzinę przed atakiem

Według wspólnego śledztwa dzienników Süddeutsche Zeitung, Norddeutscher Rundfunk oraz Westdeutscher Rundfunk, Ballout miał pozostawać pod obserwacją służb bezpieczeństwa nawet na krótko przed przeprowadzeniem ataku.

Kamera monitoringu zainstalowana przez berlińskie LKA przed jego mieszkaniem miała zarejestrować go w sobotę o godzinie 20:58, gdy opuszczał budynek.

Około godziny 22:00 miał już kierować samochodem dostawczym w stronę tłumu uczestników CSD w Tiergarten.

Sprawa wywołała w Niemczech kolejną debatę dotyczącą skuteczności monitorowania osób podejrzewanych o radykalizację, możliwości przeciwdziałania ekstremizmowi w zakładach karnych oraz sposobów reagowania służb wobec osób uznawanych za potencjalne zagrożenie.

źródło: bild.de

Kai Wegner po zamachu w Berlinie apeluje o „lepszą politykę integracyjną”. „Musimy docierać właśnie do takich osób”

1

Burmistrz Berlina Kai Wegner uważa, że po ataku na paradę CSD w stolicy Niemiec konieczne jest wzmocnienie działań prewencyjnych wobec islamistycznej radykalizacji. Polityk CDU podkreślił, że podejrzany o przeprowadzenie zamachu urodził się w Niemczech i przeszedł przez cały system edukacji, a mimo to nie udało się zapobiec jego radykalizacji.

W wywiadzie udzielonym w niedzielę dla programu „rbb24 Abendschau” burmistrz Berlina Kai Wegner odniósł się do ataku podczas berlińskiego CSD (Christopher Street Day) i zaapelował o skuteczniejszą pracę nad zapobieganiem ekstremizmowi islamistycznemu.

Wegner zwrócił uwagę, że podejrzany o dokonanie ataku Abdul Ballout urodził się w Berlinie w 2005 roku i od najmłodszych lat funkcjonował w niemieckim systemie edukacji.

„Podejrzany urodził się w 2005 roku w Berlinie. Chodził do przedszkola, chodził do szkół, a mimo to nie udało nam się dotrzeć do niego z naszym sposobem życia i wartościami. I właśnie o tym musimy rozmawiać: jak poprzez lepszą politykę integracyjną możemy dotrzeć dokładnie do takich osób” – powiedział Wegner.

Kontrowersje po wypowiedzi burmistrza

Fragment wywiadu szybko rozprzestrzenił się w mediach społecznościowych i wywołał wiele krytycznych komentarzy. Część użytkowników zarzuciła Wegnerowi, że jego słowa mogą sugerować odpowiedzialność większości społeczeństwa za nieudane procesy integracyjne, które miałyby prowadzić do takich wydarzeń.

Krytycy wskazywali, że Niemcy już oferują szerokie możliwości integracji poprzez system edukacji i instytucje państwowe, dlatego większy nacisk powinien zostać położony na odpowiedzialność środowisk migracyjnych za przestrzeganie zasad obowiązujących w kraju.

Z kolei berliński senator finansów i lider CDU w nadchodzących wyborach do Izby Deputowanych Berlina Stefan Evers bronił Wegnera przed zarzutami. Na platformie X skrytykował osoby, które jego zdaniem próbują wykorzystać wypowiedź burmistrza do politycznej awantury.

„Ludzie nie są maszynami. I całe szczęście. Kto teraz na podstawie krótkiego fragmentu wypowiedzi Kai Wegnera konstruuje skandal, ten poświęca pamięć ofiar dla taniego oburzenia” – napisał Evers.

Wegner chwali działania służb

Mimo tragicznych wydarzeń burmistrz Berlina pozytywnie ocenił przygotowania służb bezpieczeństwa podczas CSD. Jego zdaniem fakt, że liczba ofiar nie była większa, wynikał między innymi z odpowiedniego zabezpieczenia głównego obszaru wydarzenia.

Wegner pochwalił również szybkie działania organów ścigania, które doprowadziły do ustalenia sprawcy i podjęcia interwencji.

Według ustaleń śledczych Ballout miał wjechać białym samochodem dostawczym w grupę ludzi w berlińskim Tiergarten. Po opuszczeniu miejsca zdarzenia miał ukryć się w altanie działkowej w dzielnicy Wedding.

W niedzielę wieczorem doszło tam do wymiany ognia z funkcjonariuszami jednostki specjalnej SEK. Podejrzany zginął podczas interwencji.

Atak na CSD ponownie wywołał w Niemczech debatę na temat skuteczności działań zapobiegających radykalizacji, integracji osób z rodzin migracyjnych oraz sposobów reagowania państwa na zagrożenia związane z ekstremizmem.

źródło: apollo-news.net