„Jeśli AfD dojdzie do władzy, wyjeżdżam”. Mieszkańcy Saksonii-Anhalt obawiają się zwycięstwa prawicy

4

Coraz więcej osób zastanawia się, czy zostać w Saksonii-Anhalt

W Saksonii-Anhalt rosną obawy przed możliwym zwycięstwem Alternatywy dla Niemiec (AfD) w nadchodzących wyborach do landtagu. Osoby queer, migranci, artyści, naukowcy, aktywiści i przedstawiciele lewicy zastanawiają się, jak może wyglądać ich życie, jeśli partia ta zdobędzie wystarczające poparcie, by samodzielnie utworzyć rząd. Niektórzy już rozważają wyjazd z landu. Inni nie zamierzają się przeprowadzać i podkreślają, że właśnie teraz potrzebne są zaangażowanie społeczne oraz solidarność. Jedną z osób, która znalazła się w tej sytuacji, jest 34-letni Christian Franke-Langmach. Całe życie spędził w Saksonii-Anhalt. Dorastał w Altmarku – w liczącej około 200 mieszkańców wsi Wernitz oraz w niewielkim hanzeatyckim mieście Salzwedel. Studiował w Halle, a później ze względów zawodowych przeniósł się do Magdeburga. Kiedy ponad trzy lata temu jego mąż zaproponował, aby opuścili Saksonię-Anhalt, pierwszą myślą Frankego-Langmacha było: „Cholera”. Nie chciał wyjeżdżać. Dziś jego podejście jest inne.

„Kocham ten land, ale ludzie chcą wybrać partię, która wyrządzi wiele zła”

W maju Franke-Langmach stoi w południe na moście Sternbrücke w Magdeburgu i spogląda na stolicę landu. Elba płynie na północ, a katedra lśni w słońcu. Dlaczego 34-latek nie chce już mieszkać w Saksonii-Anhalt? Po chwili zastanowienia odpowiada, że kocha ten land, ale niepokoi go kierunek polityczny, jaki mogą obrać jego mieszkańcy.

„Kocham ten land. Ale wiele osób chce zagłosować na partię, która wyrządzi wiele zła” – mówi, mając na myśli AfD.

Od miesięcy partia w sondażach uzyskuje ponad 40 procent poparcia. Taki wynik może wystarczyć jej do samodzielnego utworzenia rządu, jeśli SPD, Zieloni i FDP nie przekroczą pięcioprocentowego progu wyborczego. Byłby to pierwszy rząd krajowy w Niemczech kierowany samodzielnie przez AfD.

„Siedzą na spakowanych walizkach”

Rozmawiając z mieszkańcami Saksonii-Anhalt, którzy nie popierają AfD, można usłyszeć, że część z nich jest już gotowa do wyjazdu. Dotyczy to między innymi aktywistów, artystów, naukowców, osób z doświadczeniem migracyjnym oraz osób queer. Obawy dotyczą jednak nie tylko tych grup. Coraz więcej osób zastanawia się, jak zmieni się land, jeśli AfD rzeczywiście przejmie władzę. Podobne pytanie zadaje sobie Christian Franke-Langmach.

Reiner Haseloff również ostrzegał przed rządem AfD

Latem ubiegłego roku ówczesny premier Saksonii-Anhalt Reiner Haseloff stanął przed mównicą w landtagu i wskazał w prawą stronę sali. Haseloff mieszkał wówczas w Saksonii-Anhalt od 71 lat, a przez 14 lat był premierem landu. Mimo to publicznie przyznał, że ewentualne powstanie rządu AfD byłoby dla niego powodem do zastanowienia się, czy nadal postrzega ten land jako swoją ojczyznę. Kiedy Franke-Langmach usłyszał te słowa, pomyślał tylko: „Czuję to samo”. Dziś sam zrobił już kolejny krok. Wraz z mężem mieszka w Lubece w Szlezwiku-Holsztynie. W tym landzie AfD nie zasiada nawet w parlamencie krajowym. Są tam charakterystyczne ceglane domy przypominające mu Altmark, a niedaleko znajduje się morze. Mimo przeprowadzki Franke-Langmach nie zerwał jednak więzi z Saksonią-Anhalt. Ze względów zawodowych regularnie dojeżdża do Magdeburga. Jest kierownikiem biura czołowej kandydatki Zielonych Susan Sziborra-Seidlitz. Od dawna jest również aktywny w partii. W 2016 roku przez dwa lata pełnił funkcję przewodniczącego Zielonych w landzie, później jednak wycofał się z pierwszego szeregu.

„Nie da się wyrzucić ze mnie mieszkańca Altmarku”

Franke-Langmach z dużym sentymentem mówi o życiu na wsi. Jak sam przyznaje, nie da się z niego „wyrzucić mieszkańca Altmarku”. Podaje charakterystyczny przykład. Gdy Jan Böhmermann w jednym ze swoich programów celowo niewłaściwie pokroił salzwedelski Baumkuchen – od góry do dołu zamiast w poprzek – Franke-Langmach natychmiast pojawił się w komentarzach, by zaprotestować.

„To jest niedopuszczalne!” – wspomina.

Mężczyzna mówi szybko i nadal brzmi na zirytowanego, mimo że opisywane przez niego nagranie powstało już dwa lata temu. Dlaczego więc, skoro tak bardzo kocha Altmark, zdecydował się wraz z mężem na przeprowadzkę?

„Przy politycznych nastrojach panujących w Saksonii-Anhalt nie czuliśmy się dobrze ani bezpiecznie. Chcieliśmy pojechać do zachodnich Niemiec i nad morze, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało” – wyjaśnia.

Jak dodaje, życie jako homoseksualna para w Saksonii-Anhalt nigdy nie było szczególnie komfortowe, jeśli chodzi o publiczne okazywanie sobie uczuć.

„Ale dzisiaj robilibyśmy to jeszcze mniej niż pięć lat temu” – mówi.

Jego zdaniem AfD „podburzyła ludzi”.

„Jeśli oni będą rządzić, wtedy wyjeżdżam” – deklaruje.

Migranci mówią o czymś więcej niż tylko wynikach sondaży

Kilka tygodni później, około 50 kilometrów w górę Elby, w Dessau, o sytuacji osób z doświadczeniem migracyjnym opowiada Mahdi Osmani. W Landesnetzwerk Migrantenorganisationen Sachsen-Anhalt, w skrócie LAMSA, kieruje projektem „Demokratie in Vielfalt Anhalt” („Demokracja w różnorodności Anhalt”). Zarówno prywatnie, jak i zawodowo zna osoby z doświadczeniem migracyjnym, które rozważają opuszczenie Saksonii-Anhalt. Jego zdaniem nie chodzi jednak przede wszystkim o wysokie wyniki partii antydemokratycznych w sondażach. Te są jedynie objawem znacznie głębszego problemu.

„Chodzi o klimat społeczny. Dyskryminacja nie zaczyna się dopiero od otwartej wrogości” – tłumaczy Osmani.

Jako przykład podaje sytuację podczas oglądania mieszkania. Jeśli potencjalny najemca z doświadczeniem migracyjnym jest od razu pytany o świadczenia z Jobcenter zamiast o wysokość wynagrodzenia, kryje się za tym określone uprzedzenie – przekonanie, że osoby z doświadczeniem migracyjnym nie pracują. W ten sposób, często bardzo subtelnie, przekazywany jest komunikat: „Nie jesteś jednym z nas”. Zdaniem Osmaniego nie chodzi o pojedyncze przypadki, lecz o sumę wielu podobnych doświadczeń.

„To, czy ludzie zostają, czy wyjeżdżają, w dużej mierze zależy od tego, czy mają zaufanie do społecznego współistnienia” – mówi, powołując się na badanie instytutu badawczego Minor.

Co czwarta osoba rozważała wyjazd z landu

Na zlecenie władz Saksonii-Anhalt instytut Minor przeprowadził badanie wśród osób z doświadczeniem migracyjnym, pytając je, czy chcą pozostać w landzie. Spośród 700 respondentów co czwarty odpowiedział, że nie chce zostać. Większość osób planujących wyjazd chciała przenieść się do innego landu. Badanie nie jest reprezentatywne dla całej populacji, ale dostarcza wskazówek dotyczących powodów, dla których część migrantów chce opuścić Saksonię-Anhalt. 75 procent ankietowanych stwierdziło, że nie czuje się w landzie mile widzianych. Ponad połowa badanych mówiła natomiast o doświadczeniu dyskryminacji i rasizmu.

Saksonia-Anhalt od lat zmaga się z odpływem mieszkańców

Problem wyludniania nie jest dla Saksonii-Anhalt nowy. Żaden inny land w Niemczech nie stracił w ostatnich dekadach proporcjonalnie tak dużej części swojej populacji. W porównaniu z 1990 rokiem liczba mieszkańców landu jest obecnie o 26 procent niższa. Ekonomiści ostrzegają, że dalsza emigracja może dodatkowo pogłębić niedobór wykwalifikowanych pracowników. Dla osób z doświadczeniem migracyjnym stawką jest jednak coś więcej niż tylko sytuacja na rynku pracy. Chodzi o poczucie przynależności. Osmani mieszka w Niemczech od 13 lat. Jak mówi, Saksonia-Anhalt stała się jego ojczyzną. Przyszłość tego miejsca jest dla niego ważna nie tylko zawodowo, ale również osobiście.

„Ale przecież nie płacę podatków, nie współtworzę tego miejsca i nie pracuję po to, żeby do końca życia czuć się tutaj jak gość” – podkreśla.

„Spotkanie tworzy zrozumienie”

Osmani uważa, że sposobem na zmianę sytuacji może być bezpośredni kontakt między ludźmi.

„Spotkanie tworzy zrozumienie” – mówi.

Jego zdaniem potrzebny jest pełen szacunku dialog, również z osobami, które mają uprzedzenia wobec ludzi z doświadczeniem migracyjnym.

„Tylko w ten sposób możemy doprowadzić do zmiany”.

Jego zdaniem wyjazd nie rozwiązuje problemu. Dyskryminacja nie jest bowiem zjawiskiem charakterystycznym wyłącznie dla jednego regionu.

„Dyskryminacja nie jest regionalną osobliwością. W różnych formach spotykamy ją wszędzie” – zauważa.

„W moim przypadku jako osoby queer sytuacja się nie zmieniła, ale jako osoby czarnoskórej – tak”

Podobnie sytuację ocenia Amanda, muzyczka, pracownica otwartej pracy z dziećmi i młodzieżą w Quedlinburgu oraz koordynatorka programu „Szkoła bez rasizmu – szkoła z odwagą” w powiecie Harz. Ze względu na bezpieczeństwo swojej rodziny kobieta chce występować w artykule wyłącznie pod drugim imieniem. Ona również słyszała od znajomych, że w przypadku zwycięstwa AfD chcieliby opuścić Saksonię-Anhalt.

„Jeśli daje im to poczucie bezpieczeństwa, to jest to całkowicie w porządku” – uważa.

Dla niej i jej żony przeprowadzka nie jest jednak obecnie rozwiązaniem. Jednym z powodów jest dwoje dzieci, których nie chcą wyrywać z dotychczasowego środowiska. Drugim jest samo Quedlinburg. W średniowiecznym mieście położonym w górach Harzu znajduje się krąg jej przyjaciół. Amanda lubi sąsiadów i ceni sobie spokojne otoczenie.

„Nie chcemy stąd wyjeżdżać” – mówi.

Czy jej zdaniem klimat społeczny się zmienił?

„Jako osoba queer tego nie odczuwam, ale jako osoba czarnoskóra – tak” – odpowiada.

Jak twierdzi, nasiliły się przypadki codziennego rasizmu i nieprzychylne spojrzenia.

„Wystarczy, że raz porządnie posprząta, a wszystko będzie dobrze”

Amanda słyszy również od osób ze swojego otoczenia, że podczas nadchodzących wyborów do landtagu „pozostaje już tylko zagłosować na AfD”. Niektórzy twierdzą, że partia musi raz „porządnie posprzątać”, a później wszystko znowu będzie dobrze. Amanda zwraca uwagę na paradoks takiego myślenia. Osoby te mówią takie rzeczy do lesbijki i kobiety czarnoskórej, ale jednocześnie nie dostrzegają, że polityka, którą popierają, może bezpośrednio dotyczyć również jej.

„Całkowicie to wypierają” – mówi.

Kiedy dopytuje swoich rozmówców, ich reakcje bywają pełne zakłopotania i zaskoczenia.

„W ich głowach jestem wystarczająco niemiecka i nie jestem osobą, o którą chodzi”.

Sama Amanda nie jest jednak tak optymistyczna.

„To tylko kwestia czasu, zanim będziemy mieli problemy” – uważa.

Na razie nie czuje się jednak ani źle, ani zagrożona.

Nadzieję daje solidarność mieszkańców

Amanda dostrzega również pozytywną stronę sytuacji. Nadzieję daje jej sposób, w jaki mieszkańcy Saksonii-Anhalt wspierają się nawzajem oraz nowe sieci współpracy, które powstają w landzie.

„Jesteśmy tak różni – niezależnie od pochodzenia, orientacji seksualnej czy wieku – a mimo to mamy ten sam cel. Tutaj naprawdę dużo się teraz dzieje” – mówi.

Franke-Langmach: „Robię wszystko, żeby nie powstał rząd AfD”

Christian Franke-Langmach wraca myślami do Magdeburga. Czy jeśli całkowicie przeniesie się do Lubeki, nie zostawi osób dotkniętych polityką AfD samych sobie?

„Tak, nie da się tego ukryć” – przyznaje.

Nie zamierza jednak rezygnować z walki o przyszłość Saksonii-Anhalt. Jeśli land nie będzie rządzony przez partię o narodowo-autorytarnym profilu, chce nadal tam pracować.

„Robię wszystko, żebyśmy nie mieli rządu AfD” – deklaruje.

Dla niego nie chodzi wyłącznie o pracę w strukturach Zielonych. Franke-Langmach jest również członkiem zarządu stowarzyszenia zajmującego się równościową pomocą dzieciom i młodzieży. W programie AfD działalność tego typu jest przedstawiana jako przykład tego, jak rzekoma „ideologia tęczowa” ma walczyć z tradycyjnie rozumianą „normalnością”. Franke-Langmach przyznaje, że nieustanne odpieranie tego rodzaju zarzutów jest wyczerpujące. Życie w Lubece, poczucie spokoju i bezpieczeństwa w prywatnym życiu dają mu jednak siłę. A tej siły potrzebuje, aby wspierać ludzi w landzie, z którego – jak podkreśla – właściwie nigdy nie chciał wyjeżdżać.

Coraz większa mobilizacja społeczeństwa obywatelskiego

Możliwy sukces AfD w nadchodzących wyborach do landtagu pokazuje, jak silne stały się w Saksonii-Anhalt siły skrajnie prawicowe. W obliczu tych zmian autorzy materiału zwracają uwagę na znaczenie solidarności, szczególnie z osobami, które lokalnie angażują się w obronę społeczeństwa obywatelskiego. W tym kontekście taz współpracuje z inicjatywą „Alles beginnt im Zentrum”. Kampania wspiera w całych Niemczech lewicowe i samorządne miejsca oraz tworzy solidarny fundusz przeznaczony na ich ochronę i utrzymanie. Autorzy podkreślają, że otwarte społeczeństwo potrzebuje zarówno dobrego, powszechnie dostępnego dziennikarstwa, jak i zaangażowania obywatelskiego.

źródło: taz.de

Walka wyżu z niżem. Meteorolodzy ostrzegają przed „temperaturami bólu głowy”

0

Początek tygodnia przyniesie w Niemczech wyraźną poprawę pogody. Parasole większość mieszkańców może dziś zostawić w domu, jednak w zamian niektórym mogą przydać się tabletki przeciwbólowe. Meteorolodzy zapowiadają przyjemny, momentami wręcz letni poniedziałek, ale jednocześnie ostrzegają przed gwałtownymi zmianami temperatur w kolejnych dniach. Po chłodniejszej i miejscami niemal jesiennej niedzieli nad Niemcy ponownie napływa cieplejsze powietrze. W tle trwa jednak pojedynek dwóch potężnych układów barycznych, który może zdecydować o tym, czy końcówka lata będzie słoneczna i ciepła, czy raczej deszczowa, wietrzna i nieprzyjemna.

Poniedziałek przyniesie dużo słońca

Według prognoz Niemieckiej Służby Meteorologicznej (DWD) tydzień rozpocznie się w wielu regionach słonecznie. Na południowym zachodzie okresami pojawi się więcej chmur, natomiast na wybrzeżu możliwe są jeszcze pojedyncze, krótkotrwałe opady. Po tym, jak w niedzielny poranek w wielu miejscach zrobiło się niemal jesiennie, temperatury ponownie wzrosną. DWD prognozuje dziś od 20 do 25 stopni Celsjusza. Na razie wygląda również na to, że gwałtowne zjawiska pogodowe, które w ostatnim czasie nawiedzały Bawarię, odpuszczą. Meteorolog dr Karsten Brandt zapowiada w rozmowie z BILD jeszcze bardziej optymistyczny scenariusz. Jego zdaniem poniedziałek będzie ponownie przypominał lato. Na południowym zachodzie temperatura może sięgnąć nawet 28 stopni.

„Zaczynamy nowy tydzień od świetnego dnia. To będzie naprawdę piękny poniedziałek” – ocenia ekspert.

We wtorek pojawi się więcej wilgoci i deszczu

Pogoda zacznie się jednak zmieniać już we wtorek. Nad Niemcy napłynie front ciepły, który poza wzrostem temperatur przyniesie również miejscami opady deszczu. W powietrzu pojawi się więcej wilgoci, a warunki mogą stać się bardziej parne. Według Brandta będzie to dopiero zapowiedź tego, co może wydarzyć się w kolejnych dniach. Jeszcze większego wzrostu temperatur można spodziewać się prawdopodobnie w czwartek. Wówczas słupki rtęci mogą ponownie wskazać około 30 stopni.

„Temperatury bólu głowy” mogą dać się we znaki

Tak gwałtowny skok temperatur może być odczuwalny dla organizmu. Karsten Brandt określa nadchodzące warunki mianem „temperatur bólu głowy”. Meteorolog zwraca uwagę, że po okresie chłodniejszej pogody temperatura w bardzo krótkim czasie ponownie wyraźnie wzrośnie. Takie zmiany mogą stanowić dodatkowe obciążenie dla układu krążenia i sprawiać, że część osób będzie czuła się gorzej. Nie oznacza to jednak powrotu do ekstremalnych upałów, które wcześniej przynosiły temperatury sięgające 40 stopni.

Największe upały tego lata prawdopodobnie już za nami

Zdaniem ekspertów rekordowo wysokie temperatury, które występowały w Niemczech w czasie tegorocznych fal upałów, nie powinny już powrócić w takiej skali. Eksperci podkreślają jednak, że lato wciąż może przynosić bardzo ciepłe dni. Dr Karsten Brandt z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru ocenia, że lato nie ma już takiej siły jak w poprzednich tygodniach. Jego zdaniem to, co jeszcze nadejdzie, będzie raczej mieszaniną różnych warunków pogodowych.

El Niño wpływa na pogodę

Na sytuację pogodową zwraca uwagę również dyplomowany meteorolog Dominik Jung. Według niego obecnie mamy do czynienia z silnym zjawiskiem El Niño, które wpływa na pogodę w różnych częściach świata. Skutki zmiennych układów atmosferycznych mieszkańcy Niemiec mogli już odczuć. W krótkim czasie temperatury spadły z poziomu przekraczającego 30 stopni do zaledwie 17-23 stopni. Towarzyszyły temu miejscami intensywne opady, a także gwałtowne burze.

Wyż i niż walczą o dominację

O tym, jaka pogoda czeka Niemcy w kolejnych tygodniach, może zdecydować sytuacja nad Atlantykiem. Dominik Jung wskazuje na obecność dwóch silnych układów barycznych, które pozostają ze sobą w swego rodzaju „konflikcie”. Z jednej strony znajduje się wyż blokujący, z drugiej – niż skandynawski. Ich wzajemne oddziaływanie może zdecydować o dalszym przebiegu pogody. Jeżeli wyż ponownie przesunie się w kierunku Europy Środkowej, możliwy jest powrót bardzo ciepłej pogody. Według Junga temperatury na poziomie 28-30 stopni mogą utrzymywać się nawet do września. Na południowym zachodzie niewykluczone są również pojedyncze bardzo gorące dni z temperaturami sięgającymi 35 stopni.

Wszystko zależy od wyniku pogodowego „pojedynku”

Jeśli jednak wyż przegra starcie z niżem skandynawskim, scenariusz będzie zupełnie inny. W takim przypadku Niemcom może grozić znacznie chłodniejsza, wietrzna i nieprzyjemna aura.

„Jeśli zwycięży niż, zrobi się wietrznie i nieprzyjemnie” – przewiduje Jung.

Ostatecznie to właśnie układ sił pomiędzy wyżem a niżem nad Atlantykiem może zdecydować, czy mieszkańcy Niemiec będą mogli jeszcze cieszyć się słonecznym, ciepłym końcem lata, czy też czeka ich wcześniejszy powrót do deszczowej i chłodniejszej pogody.

źródło: bild.de

Dzieci w bagażniku i na podłodze auta. Policja zatrzymała samochód na niemieckiej A3

0

Samochód był przeładowany. W środku podróżowało 10 osób

Niemiecka policja federalna zatrzymała na autostradzie A3 w pobliżu Ruhstorf an der Rott w powiecie Passau samochód na francuskich tablicach rejestracyjnych. Powód kontroli był poważny – pojazd był znacznie przeładowany, a część pasażerów podróżowała w miejscach, które nie były przeznaczone do przewozu osób. Do zatrzymania doszło w sobotę podczas kontroli osób wjeżdżających do Niemiec.

Sześcioro dzieci podróżowało bez odpowiednich miejsc

Jak poinformował Inspektorat Policji Drogowej w Passau, samochodem kierował 20-letni obywatel Rumunii. W pojeździe znajdowało się łącznie 10 osób, w tym sześcioro dzieci i małych dzieci. Problem w tym, że samochód był wyposażony zaledwie w pięć miejsc siedzących. W związku z tym część dzieci przewożono na podłodze pojazdu, a niektóre znajdowały się nawet w bagażniku. Takie warunki stwarzały poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa wszystkich podróżujących. Policjanci zdecydowali o natychmiastowym zakończeniu dalszej jazdy. Samochód nie mógł kontynuować podróży w takim stanie.

Kierowca został ukarany mandatem

Wobec 20-letniego kierowcy wszczęto postępowanie w sprawie wykroczenia. Mężczyzna musiał również zapłacić na miejscu mandat w wysokości trzycyfrowej kwoty w euro. Podczas kontroli funkcjonariusze odkryli także inne nieprawidłowości. Okazało się, że termin ważności rejestracji samochodu upłynął. W efekcie pojazd nie tylko był znacznie przeładowany, ale również nie posiadał aktualnej rejestracji.

Policja uniemożliwiła dalszą jazdę

Funkcjonariusze nie pozwolili, aby samochód kontynuował podróż w takim stanie. Zatrzymanie na A3 zapobiegło dalszemu przewożeniu dzieci i pozostałych pasażerów w warunkach, które nie zapewniały im odpowiedniego bezpieczeństwa. Do zdarzenia doszło w rejonie Ruhstorf an der Rott w powiecie Passau, podczas kontroli wjazdowej prowadzonej przez niemiecką policję federalną.

źródło: br.de

Niemcy: Samochód wjechał na taras lokalu i uderzył w ścianę kamienicy. Dwie osoby ciężko ranne

0

Subaru wypadło z drogi w centrum Bambergu

Do poważnego wypadku doszło w niedzielę na Starym Mieście w Bambergu w Bawarii. Samochód marki Subaru, jadący stromą ulicą „Am Knöcklein”, w pewnym momencie wypadł z drogi i z dużą siłą wjechał na taras lokalu gastronomicznego. Następnie pojazd przebił barierkę przy położonym niżej chodniku i uderzył w ścianę budynku. W wyniku zdarzenia ciężko ranne zostały dwie osoby – kierowca samochodu oraz jego pasażerka.

Kierowca stracił panowanie nad autem

Według relacji świadków Subaru poruszało się ulicą „Am Knöcklein” ze zbyt dużą prędkością. Na jednym z zakrętów w lewo kierowca stracił panowanie nad pojazdem. Samochód zjechał w sposób niekontrolowany w prawą stronę, a następnie wpadł na taras należący do jednego z lokali. Pojazd staranował znajdujące się tam stoliki i krzesła. Na szczęście w chwili wypadku na zewnątrz nie przebywali żadni goście. W przeciwnym razie skutki zdarzenia mogły być znacznie poważniejsze.

Subaru przebiło barierkę i uderzyło w budynek

Na tym jednak nie skończyła się niebezpieczna jazda samochodu. Subaru przemieściło się dalej przez ulicę, przebiło barierkę zabezpieczającą położony niżej chodnik, a następnie z impetem uderzyło w ścianę budynku. Samochód zatrzymał się, pozostając przodem wbitym w okno znajdującej się za ścianą piwnicy, w której mieściła się pralnia. W wyniku uderzenia od budynku odpadły fragmenty kamienia, które spadły na znajdujące się w pomieszczeniu pralki. Uszkodzony został również samochód zaparkowany przed budynkiem.

Dwie osoby ciężko ranne

Kierowca Subaru oraz jego pasażerka zostali ciężko ranni. Służby musiały uwolnić ich z poważnie uszkodzonego pojazdu. Oboje zostali następnie przetransportowani do szpitala. Na miejscu pracowali również eksperci, którzy mają ocenić stan uszkodzonego budynku. Konieczne jest ustalenie, czy w wyniku uderzenia konstrukcja została na tyle naruszona, że może powstać zagrożenie zawaleniem.

Policja ustala przyczyny wypadku

Dokładne okoliczności zdarzenia nie są jeszcze znane. Policja prowadzi czynności mające wyjaśnić, dlaczego kierowca stracił panowanie nad samochodem i doprowadził do wypadku. Na ten moment wiadomo jedynie, że pojazd zjechał z drogi na stromym odcinku ulicy, przebił się przez taras lokalu, a następnie uderzył w budynek. Ostateczne przyczyny zdarzenia mają zostać ustalone w toku prowadzonego postępowania.

źródło: bild.de

Lipsk pod lupą służb. Szef syryjskiego klanu ma 32 dzieci i otrzymuje blisko 100 tys. euro zasiłku rocznie

1

W Lipsku służby bezpieczeństwa coraz uważniej przyglądają się działalności syryjskich rodzin wielopokoleniowych. Według informacji niemieckich mediów w centrum zainteresowania śledczych znajdują się cztery duże klany, liczące łącznie około tysiąca osób. Szczególną uwagę zwraca jedna z rodzin, której patriarcha ma 32 dzieci i – jeśli spełnione są ustawowe warunki – może otrzymywać blisko 100 tys. euro zasiłku rodzinnego rocznie.

Cztery syryjskie klany pod obserwacją LKA

Jak podają „Bild”, „Junge Freiheit” i „Focus”, saski Krajowy Urząd Kryminalny (LKA) prowadzi działania wobec struktur czterech syryjskich rodzin działających w rejonie Lipska. Według tych doniesień wszystkie cztery klany liczą łącznie około tysiąca członków. Śledczy koncentrują się jednak na konkretnych osobach i rodzinach, które miały wielokrotnie pojawiać się w prowadzonych postępowaniach.

Patriarcha ma 32 dzieci i co najmniej 25 wnuków

Największe zainteresowanie służb wzbudza głowa jednej z rodzin. Według LKA mężczyzna ma co najmniej trzy żony, 32 dzieci oraz przynajmniej 25 wnuków. Z informacji przekazanych przez urząd wynika, że niemal dwie trzecie członków jego najbliższej rodziny miało wcześniej kontakt z wymiarem sprawiedliwości. Wśród przestępstw, z którymi mieli być wiązani członkowie rodziny, wymieniane są m.in. przestępstwa drogowe, handel narkotykami, pranie pieniędzy, przemyt ludzi, groźby karalne, niebezpieczne uszkodzenie ciała, rozboje oraz oszustwa związane ze świadczeniami socjalnymi.

Policja mówi o około 130 osobach znanych służbom

Saksońskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych potwierdziło, że policja odnotowała około 130 osób zaliczanych do syryjskiego środowiska klanowego w rejonie Lipska jako osoby figurujące w policyjnych aktach. Jednocześnie władze podkreślają, że określenie „środowisko klanowe” odnosi się do sieci rodzinnych, które mogą odgrywać istotną rolę w organizacji struktur przestępczych. Sama przynależność do dużej rodziny nie oznacza jednak automatycznie udziału w działalności przestępczej. Dlatego działania służb koncentrują się na konkretnych osobach, wobec których prowadzone są postępowania lub którym udowodniono popełnienie przestępstw.

Nawet 100 tys. euro zasiłku rodzinnego rocznie

Jednym z najbardziej komentowanych elementów sprawy jest kwestia świadczeń socjalnych. Patriarcha, którego tożsamość LKA nie ujawnia ze względu na przepisy o ochronie danych, może otrzymywać zasiłek rodzinny na każde dziecko, o ile spełnione są obowiązujące warunki prawne. Przy 32 dzieciach łączna wartość świadczenia wynosi blisko 100 tys. euro rocznie. Śledczy sprawdzają również informacje dotyczące możliwych nadużyć związanych z systemem świadczeń socjalnych.

Władze próbują oddzielić legalnych członków rodzin od osób podejrzanych

Według LKA przypadek tej rodziny jest częścią szerszego zjawiska, z którym Lipsk zmaga się od kilku lat. Miasto należy do głównych obszarów działań służb przeciwko przestępczym strukturom klanowym w Saksonii. Śledczy podkreślają, że problem nie dotyczy wyłącznie syryjskich rodzin. W poprzednich latach zainteresowanie służb obejmowało również inne grupy definiowane według pochodzenia etnicznego. W przypadku syryjskich rodzin dochodzeniowcy zwracają uwagę na szybkie powstawanie bardzo licznych struktur rodzinnych w Niemczech, obejmujących kilka pokoleń i setki krewnych. LKA oraz saksońskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych prowadzą działania mające na celu dokładne ustalenie powiązań rodzinnych i oddzielenie licznych członków rodzin, którzy legalnie mieszkają w Niemczech, od osób faktycznie podejrzewanych o działalność przestępczą. Według władz liczba około tysiąca osób odnosi się do wielkości czterech rodzinnych klanów, a nie do liczby osób podejrzanych o popełnienie przestępstw. Śledztwa mają ustalić, czy w obrębie tych rodzin funkcjonują trwałe struktury przestępcze.

źródło: bild.de; focus.de

Niemcy: 15-latek podejrzany o zabójstwo ojca. Mężczyzna został ugodzony nożem, gdy leżał na kanapie

1

W jednym z bloków mieszkalnych w dzielnicy Dortmund-Hörde doszło do tragedii. 15-letni chłopak jest podejrzany o śmiertelne zaatakowanie swojego ojca. Według dotychczasowych ustaleń śledczych miał dwukrotnie ugodzić go nożem, gdy mężczyzna leżał na kanapie. Ojciec zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. W niedzielę sąd zdecydował o zastosowaniu wobec 15-latka tymczasowego aresztu. Nastolatek jest podejrzany o zabójstwo. Na obecnym etapie śledztwa nie ustalono jeszcze motywu.

Sąsiedzi nie mogą uwierzyć

Do tragedii doszło w sobotni poranek w jednym z wysokich bloków mieszkalnych w południowej części Dortmundu. Sąsiedzi znali rodzinę raczej powierzchownie, jednak nastolatek miał być postrzegany jako spokojny i uprzejmy.

„On zawsze był taki miły” oraz „Nie mogę w to uwierzyć” – takie komentarze, według relacji „Bild”, powtarzali sąsiedzi.

Z ich relacji wynika jednocześnie, że chłopak miał od czasu do czasu kłócić się z ojcem.

Śmiertelny atak w mieszkaniu

Według dotychczasowych ustaleń śledczych w sobotni poranek 15-latek miał sięgnąć po nóż. Podejrzewa się, że dwukrotnie ugodził ojca, gdy ten leżał na kanapie. Jak podaje „Bild”, ostrze miało zranić mężczyznę w okolice płuca. Obrażenia okazały się śmiertelne. Jedna z sąsiadek powiedziała gazecie: „Usłyszałam głośny krzyk. Potem nagle zrobiło się cicho”. Co istotne, to sam 15-latek miał zadzwonić pod numer alarmowy i wezwać pomoc.

15-latek trafił do aresztu

Policja pojawiła się w mieszkaniu krótko po godzinie 8 rano. Funkcjonariusze zatrzymali nastolatka, który w niedzielę został doprowadzony przed sędziego. Sąd wydał wobec niego nakaz aresztowania w związku z podejrzeniem zabójstwa. Motyw ataku pozostaje na razie nieznany. Śledczy nadal ustalają dokładne okoliczności tragedii. Obrony 15-latka podjął się adwokat Ali Mojab. „Czy zarzut zabójstwa utrzyma się przed sądem, pokaże śledztwo” – powiedział prawnik.

Matka i 12-letnia siostra były na wakacjach

Według informacji „Bild” w chwili tragedii matka nastolatka oraz jego 12-letnia siostra przebywały na urlopie. 15-latek miał być w tym czasie sam w mieszkaniu z ojcem. Po otrzymaniu informacji o tragedii kobieta i jej córka miały rozpocząć powrót do Niemiec. Śledztwo ma wyjaśnić, co dokładnie wydarzyło się w mieszkaniu i co doprowadziło do śmiertelnego ataku. Na tym etapie 15-latek pozostaje podejrzanym, a ostateczna kwalifikacja prawna czynu może jeszcze ulec zmianie.

źródło: bild.de

Tablice z godzinami muzułmańskich modlitw ponownie zdewastowane. Policja prowadzi śledztwo

2

W bawarskim Penzbergu po raz kolejny zdewastowano tablice informujące o godzinach muzułmańskich modlitw. Nieznani sprawcy spryskali je farbą. Sprawą zajmuje się policja.

Do zdarzenia doszło w nocy z czwartku na piątek. Według informacji przekazanych przez policję akty wandalizmu miały miejsce między godziną 19:00 a 6:55 rano. Uszkodzone zostały trzy tablice ustawione w Untermaxkron oraz przy Bichler Straße i Sindelsdorfer Straße. Wszystkie zostały zabezpieczone przez funkcjonariuszy jako materiał dowodowy.

Kontrowersyjne tablice w Penzbergu

Tablice informujące o godzinach piątkowych modlitw w miejscowym meczecie od kilku tygodni wywołują dyskusje nie tylko w Penzbergu, ale również w innych częściach Niemiec. Miasto umieściło je przy wjazdach do miejscowości obok informacji dotyczących nabożeństw katolickich i ewangelickich. Penzberg był jedną z pierwszych – jeśli nie pierwszą – niemieckich gmin, która zdecydowała się na takie rozwiązanie.

Nie jest to pierwszy przypadek zniszczenia tych oznaczeń. Zaledwie kilka dni po ustawieniu jednej z tablic nieznani sprawcy zamalowali ją czarną farbą. Policja wszczęła wówczas postępowanie w sprawie uszkodzenia mienia. Według „Merkur” obecny incydent oznacza, że tablice zostały zaatakowane już kolejny raz.

Policja prowadzi dochodzenie mające ustalić sprawców ostatniego aktu wandalizmu.

Źródło: Münchner Merkur

Influencerka oskarża język niemiecki o rasizm! Jako przykład podała m.in. „Schwarzfahrer”

5

Mss Leyla opublikowała na Facebooku nagranie, w którym ostro skrytykowała język niemiecki oraz same Niemcy. Jej zdaniem język niemiecki ma być „oparty na rasizmie”. Jako przykłady podała określenia „Schwarzfahrer” oraz „Schwarzarbeiter”.

Autorka nagrania zastanawiała się, dlaczego w języku niemieckim używa się właśnie słowa „schwarz” (czarny) w odniesieniu do osoby jadącej bez ważnego biletu czy pracującej nielegalnie.

– Dlaczego nie mówi się „Weißfahrer”, „Rotfahrer” albo „Grünfahrer”? – pytała, odnosząc się odpowiednio do kolorów białego, czerwonego i zielonego.

Czy określenia te rzeczywiście mają rasistowskie pochodzenie?

Nie ma jednak wiarygodnych dowodów wskazujących na rasistowskie pochodzenie przytoczonych przez Mss Leylę określeń. Niemieckie słowo „Schwarzarbeit” oznacza pracę wykonywaną nielegalnie lub bez odpowiedniego zgłoszenia. „Schwarz” jest w tym kontekście związane z czymś wykonywanym potajemnie, poza oficjalnym obiegiem lub niezgodnie z przepisami, a nie z kolorem skóry.

Podobnie określenie „Schwarzfahrer” odnosi się do osoby korzystającej z transportu publicznego bez ważnego biletu.

Mówiła również o czasach Hitlera

W nagraniu Mss Leyla odniosła się także do okresu narodowego socjalizmu. Stwierdziła, że za rządów Adolfa Hitlera prześladowano ludzi m.in. ze względu na czarne włosy lub dlatego, że nie mieli blond włosów i niebieskich oczu.

Takie przedstawienie polityki rasowej III Rzeszy jest jednak dużym uproszczeniem. Nazistowskie prześladowania nie opierały się po prostu na kolorze włosów czy oczu. Kluczowe były stworzone przez reżim rasistowskie kategorie i koncepcja „pochodzenia”, na podstawie których dyskryminowano, prześladowano i mordowano całe grupy ludności.

Na zakończenie nagrania Mss Leyla ponownie ostro skrytykowała Niemcy. Według niej kraj ten „od zawsze był rasistowski” i pozostaje taki również obecnie.

Źródło: Mss Leyla, nagranie na Facebooku z 18 sierpnia 2026 r.

Polityk AfD zwrócił uwagę muzułmankom w autobusie i został wyproszony z pojazdu

5

Do nietypowego incydentu doszło w Paderborn w Nadrenii Północnej-Westfalii. Christian Kurzweg, radny miasta z ramienia AfD, został wyproszony z autobusu komunikacji miejskiej. Na miejsce wezwana została policja. Wersje wydarzeń przedstawiane przez polityków AfD oraz przewoźnika PaderSprinter różnią się jednak od siebie.

Polityk poprosił dwie muzułmanki o uspokojenie dzieci

O sprawie poinformował inny lokalny polityk AfD, Marvin Weber. Według jego relacji Kurzweg, który niedawno przeszedł operację oka i miał cierpieć z powodu silnego bólu głowy, podróżował autobusem linii 9. W pewnym momencie miał poprosić dwie muzułmańskie matki podróżujące z dziećmi, aby zachowywały się nieco ciszej.

Jak twierdzi Weber, sytuacja szybko się zaostrzyła. Jedna z kobiet miała zacząć krzyczeć, natomiast inna pasażerka siedząca za politykiem miała zagrozić mu wybiciem zębów. Kierowca autobusu wezwał następnie policję, a Kurzweg został wyproszony z pojazdu.

Polityk AfD zwrócił również uwagę na pochodzenie kierowcy. Według relacji Webera kierowca miał być muzułmaninem i w konflikcie opowiedzieć się po stronie muzułmańskich kobiet. AfD przedstawia ten aspekt jako istotny element całego zajścia. Jest to jednak interpretacja polityków tej partii, a nie niezależnie potwierdzony motyw działania kierowcy.

Przewoźnik przedstawia inną wersję

Do zarzutów odniósł się PaderSprinter. Według przewoźnika kierowca przekazał, że poczuł się obrażony zachowaniem oraz wypowiedziami pasażera. Firma nie dopatrzyła się nieprawidłowości w postępowaniu swojego pracownika.

Przewoźnik podkreślił, że sposób działania kierowcy był zgodny z obowiązującymi zasadami przewozu. Tym samym PaderSprinter odrzucił krytykę sformułowaną przez polityków AfD.

Christian Kurzweg zasiada w radzie miasta Paderborn z ramienia AfD. Sprawa wywołała dyskusję w mediach społecznościowych. Publicznie dostępne relacje obu stron różnią się, dlatego nie można jednoznacznie rozstrzygnąć, co dokładnie zostało powiedziane w autobusie i co bezpośrednio doprowadziło do interwencji policji.

źródło: Facebook, merkur.de

„Mało empatii”. Polityk CDU ostro o polityce migracyjnej Merza

2

Dennis Radtke krytykuje kanclerza za reakcję na kryzys migracyjny w Hiszpanii

Eurodeputowany CDU Dennis Radtke podczas programu „Markus Lanz” skrytykował politykę migracyjną niemieckiego rządu. Zarzucił kanclerzowi Friedrichowi Merzowi, że w obliczu kryzysu migracyjnego w hiszpańskiej enklawie Ceuta nie wykazał się wystarczającą europejską solidarnością. W czwartkowym wydaniu programu „Markus Lanz” jednym z gości był eurodeputowany CDU Dennis Radtke. Tematem dyskusji stał się m.in. kryzys migracyjny w hiszpańskiej enklawie Ceuta. W pewnym momencie Radtke wszedł w ostrą wymianę zdań z prowadzącym program dziennikarzem ZDF.

„Prawdziwy test dla UE”

Dziennikarz Hans-Christian Rößler określił sytuację w Ceucie jako „prawdziwy test dla Unii Europejskiej, który zdała ona z dużym trudem”. Pod koniec lipca w hiszpańskiej enklawie doszło do masowego napływu migrantów. Według danych hiszpańskiego rządu do Ceuty przedostało się wówczas około 80 tys. nielegalnych migrantów z Maroka. Wielu z nich miało pokonywać drogę wpław. Ekspert ds. migracji Daniel Thym ostrzegał następnie przed politycznymi konsekwencjami wydarzeń. Jego zdaniem dramatyczne obrazy z Ceuty mogą dodatkowo wzmacniać tendencję do zaostrzania polityki migracyjnej i uszczelniania granic. Thym zwrócił również uwagę na reakcję europejskich rządów. Jak przyznał, szczególnie zaskoczyło go to, „jak nerwowo zareagowały europejskie rządy”. Ekspert mówił wręcz o „panice, która niemal wybuchła”.

Radtke ostro o reakcji Merza

W tym momencie Dennis Radtke wyjątkowo stanowczo skrytykował Friedricha Merza.

„Chodzi tutaj o to, że państwo członkowskie Unii Europejskiej znajduje się w sytuacji ostrego kryzysu, ponieważ nagle 80 tysięcy osób nielegalnie przekracza granicę” – powiedział polityk CDU. Radtke negatywnie ocenił sposób, w jaki europejskie rządy zareagowały na sytuację w Hiszpanii. Jego zdaniem problemów związanych z migracją nie da się rozwiązać „emocjonalnymi impulsami i bezmyślnością”. Prowadzący program dopytał wówczas Radtke wprost, czy uważa reakcję Merza za przesadzoną. Polityk CDU przyznał mu rację. Ocenił, że takie podejście „nie odpowiada wyobrażeniu o europejskiej solidarności”.

Spór o słowa Merza dotyczące wyglądu miast

Następnie rozmowa zeszła na szeroko komentowaną wypowiedź Merza dotyczącą „wyglądu miast”. Radtke stwierdził, że nawet deportacja wszystkich nielegalnych migrantów nie zmieniłaby wyglądu wielu niemieckich miast. Lanz zareagował na te słowa wyraźnym oburzeniem. Zapytał polityka CDU, czy rzeczywiście chce w ten sposób uprawiać politykę i przedstawiać takie stanowisko obywatelom. Radtke zaprzeczył. Prowadzący zarzucił mu jednak wówczas „całkowite poddanie się”. Eurodeputowany CDU również temu zaprzeczył.

„Twierdza Europa” i potrzeba większej empatii

W dalszej części programu dyskusja objęła całą europejską politykę migracyjną. Daniel Thym zwrócił uwagę na rosnące znaczenie ochrony granic i ostrzegał przed powstaniem „twierdzy Europa” oraz związanym z tym coraz większym zamykaniem się Unii. Radtke częściowo zgodził się z tą oceną. Przyznał, że taką tendencję można obserwować „w wielu miejscach”. Jednocześnie polityk CDU zaapelował o większą empatię w podejściu do migracji. Jego zdaniem Europa potrzebuje „bezpiecznych granic”, ale jednocześnie w polityce migracyjnej należy uwzględniać „kwestię empatii”. Radtke podkreślił przy tym, że nie jest to wyłącznie problem Friedricha Merza, lecz całego niemieckiego rządu. Jak ocenił, „w niektórych miejscach powstaje wrażenie, że brakuje właśnie empatii”.

źródło: apollo-news.net