„Damy radę” to proces: Merkel broni swojej polityki migracyjnej i ostrzega przed AfD

7

W rozmowie z niemiecką FAS Angela Merkel broni swojej polityki migracyjnej. Jak twierdzi, „osiągnięto naprawdę bardzo wiele”, a jej dawna obietnica „damy radę” to proces – wyjaśniła była kanclerz. Merkel ostrzegła oprócz tego przed podziałem społeczeństwa i AfD.

Merkel broni swoich decyzji z 2015 roku

W wywiadzie dla Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung Angela Merkel ponownie broniła swoich działań w związku z kryzysem uchodźczym. „Wiele osiągnęliśmy, ale oczywiście nie w stu procentach”, wyjaśniła była kanclerz. Zapytana o swoje zdanie „damy radę” oraz o to, czy udało się to w kontekście kryzysu uchodźczego z 2015 roku, Merkel wykręciła się i wyjaśniła: „Damy radę – to jest proces”.

Zdaniem Merkel udało się „poradzić sobie z ówczesnym kryzysem humanitarnym”. Jednocześnie przyznała, że „nie ma wątpliwości, iż nadal mamy problemy z nielegalną migracją”. Podkreśliła jednak, że od początku zależało jej na europejskim podejściu do tego problemu. Jak zaznaczyła, fakt, że kryzys był rozwiązywany głównie na poziomie krajowym, prowadził do „poważnych napięć”. Mimo to była kanclerz ocenia, że „osiągnęliśmy naprawdę bardzo, bardzo wiele”.

Była kanclerz twierdzi, że nie zignorowała obaw obywateli

Dopytywana, czy obawy Niemców dotyczące masowego napływu migrantów nie zostały wówczas zignorowane, Merkel przypomniała o porozumieniu między UE a Turcją. Zapewniła, że intencją rządu nie było otwarcie granic dla setek tysięcy ludzi bez żadnej kontroli, stąd decyzja o układzie z Ankarą. „Za tę umowę znowu jednak spadła na mnie krytyka – zarzucano mi, że zawarłam z Erdoğanem układ, przez niektórych nazywany nawet brudnym” – wspomina Merkel.

Polityk nie uważa również, by błędem było pozostawienie otwartych granic. Choć przyznaje, że „część spraw uznawanych w polityce migracyjnej za nierozwiązane” mogła napędzić popularność AfD, to winą obarcza także wewnętrzne spory w parlamencie. Ówczesny „opór wewnątrz chadecji przeciwko mojej decyzji” z pewnością nie pomógł w ograniczaniu wpływów radykałów.

Merkel ostrzega przed AfD

„AfD reprezentuje poglądy, które nie są zgodne z moim rozumieniem ustawy zasadniczej” – oceniła Merkel, odnosząc się do partii, która w aktualnych sondażach wysuwa się na prowadzenie w kraju. Zdaniem byłej kanclerz ugrupowanie to próbuje podzielić społeczeństwo „na prawdziwy naród i elitę zdefiniowaną przez samo AfD”.

Swój stanowczy sprzeciw wobec ewentualnych rządów AfD Merkel wyraziła także podczas niedawnych targów re:publica. Zapytana o scenariusz, w którym za dziesięć lat polityk tej partii zostaje kanclerzem, odpowiedziała krótko: „Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby tak się nie stało”. Na koniec zwróciła się z apelem do publiczności: „Każdy, kto nie chce – a ja do nich należę – aby AfD rosnąca w siłę, musi zacząć działać”.

zródło: Bild

„Kto stawia opór, ten zostaje”. Policjant ujawnia szokujące kulisy deportacji w Niemczech!

4

Mimo zapowiedzi zaostrzenia polityki migracyjnej i ułatwienia deportacji w Unii Europejskiej, w Niemczech wydalanie osób zobowiązanych do opuszczenia kraju nadal napotyka liczne przeszkody. Doświadczony funkcjonariusz niemieckiej policji federalnej opowiedział o problemach, które jego zdaniem sprawiają, że wiele deportacji kończy się niepowodzeniem.

„Agresywne zachowanie może zablokować deportację”

Funkcjonariusz, występujący pod zmienionym nazwiskiem Uwe Schmitz, przez wiele lat uczestniczył w deportacjach drogą lotniczą. Jak relacjonuje, zdarzały się sytuacje, w których osoby przeznaczone do wydalenia stawiały czynny opór, groziły załodze samolotu lub próbowały zrobić sobie krzywdę. W takich przypadkach piloci często odmawiali zabrania pasażera ze względów bezpieczeństwa, a deportacja była przerywana. Policjant twierdzi, że niektóre osoby dzięki temu skutecznie unikały wydalenia z kraju. Przytoczył również przypadek obywatela Wybrzeża Kości Słoniowej, który podczas deportacji miał zaatakować funkcjonariuszy na lotnisku w Düsseldorfie. Dwóch policjantów odniosło obrażenia i trafiło do szpitala, a deportacja nie doszła do skutku.

Problemy już na etapie zatrzymania

Zdaniem funkcjonariusza trudności pojawiają się jeszcze przed rozpoczęciem procedury deportacyjnej. Jeśli policja zatrzyma nielegalnie przebywającego cudzoziemca poza godzinami pracy urzędów ds. cudzoziemców, często nie ma możliwości szybkiego przekazania go odpowiednim służbom. W efekcie zatrzymany otrzymuje jedynie nakaz stawienia się w urzędzie w późniejszym terminie i zostaje zwolniony. Według policjanta wiele takich osób znika później z pola widzenia władz.

Brakuje miejsc w ośrodkach deportacyjnych

Funkcjonariusz zwraca również uwagę na niedobór miejsc w ośrodkach detencyjnych przeznaczonych dla osób oczekujących na deportację. Jego zdaniem potrzebne są większe centra deportacyjne oraz dłuższy okres zatrzymania umożliwiający uzyskanie dokumentów niezbędnych do wydalenia cudzoziemca. Postuluje także przekazanie większych kompetencji policji federalnej, aby procedury były prowadzone sprawniej i bardziej jednolicie na terenie całego kraju.

Wcześniejsze zapowiedzi deportacji utrudniają działania

Kolejnym problemem ma być informowanie osób przeznaczonych do deportacji o planowanym terminie wydalenia. Jak twierdzi policjant, część cudzoziemców wykorzystuje ten czas na ukrycie się lub podejmuje działania uniemożliwiające przeprowadzenie procedury. W niektórych przypadkach, gdy nie można odnaleźć wszystkich członków rodziny, deportacja zostaje wstrzymana. Niemieckie przepisy nie pozwalają bowiem na rozdzielanie rodziców od dzieci.

Spór o dokumenty i ustalanie tożsamości

Znacznym utrudnieniem jest również brak dokumentów tożsamości. Wielu migrantów nie posiada paszportów lub nie chce ujawniać swojego kraju pochodzenia. W takiej sytuacji urzędy muszą zdobywać dokumenty zastępcze, co często trwa miesiącami. Funkcjonariusz krytykuje także ograniczenia prawne dotyczące dostępu do danych znajdujących się w telefonach komórkowych migrantów. W jego ocenie mogłyby one pomóc w ustaleniu kraju pochodzenia i przyspieszyć procedury deportacyjne.

„Bez zmian deportacyjna ofensywa pozostanie hasłem”

Podobne stanowisko przedstawił Manuel Ostermann ze związku zawodowego policji federalnej. Jego zdaniem skuteczniejsze deportacje nie będą możliwe bez uproszczenia procedur, ograniczenia biurokracji i wyraźnego podziału kompetencji między władzami federalnymi a krajami związkowymi. Według przedstawicieli służb obecny system jest zbyt skomplikowany i powoduje, że wiele decyzji o wydaleniu cudzoziemców pozostaje jedynie na papierze, mimo prawomocnych orzeczeń sądów nakazujących opuszczenie Niemiec.

źródło: bild.de

Niemcy. Były toksykolog Pfizera przerywa milczenie: „W badaniach szczepionek wykryto niepokojący wzrost poronień!”

4

Były szef działu toksykologii firmy Pfizer, Helmut Sterz, skrytykował sposób przeprowadzenia przedklinicznych badań bezpieczeństwa szczepionek mRNA przeciw COVID-19. Naukowiec, który przez 35 lat pracował dla międzynarodowych koncernów farmaceutycznych, twierdzi, że część sygnałów ostrzegawczych zaobserwowanych podczas badań na zwierzętach nie została odpowiednio przeanalizowana.

Wzrost liczby poronień u szczurów

Szczególną uwagę Sterz zwraca na badanie przeprowadzone na ciężarnych szczurach. Jak podkreśla, w grupie zaszczepionych zwierząt odnotowano statystycznie istotnie wyższą liczbę wczesnych poronień niż w grupie kontrolnej.

Według naukowca wynik ten powinien zostać potraktowany jako sygnał wymagający dalszych badań. Zwraca on uwagę, że podobne obserwacje miały pojawić się również w badaniach konkurencyjnej szczepionki firmy Moderna. W jego ocenie organy odpowiedzialne za dopuszczenie preparatów do obrotu powinny były dokładniej przeanalizować te dane.

Zarzuty dotyczące zakresu badań

Sterz uważa również, że program badań przedklinicznych był zbyt ograniczony. Jak wskazuje, większość testów przeprowadzono wyłącznie na szczurach, podczas gdy po tragedii związanej z lekiem Contergan standardem stało się wykonywanie części badań także na drugim gatunku zwierząt.

Były toksykolog podnosi również, że nie przeprowadzono szeregu dodatkowych analiz, które standardowo wykonuje się przy ocenie bezpieczeństwa nowych preparatów. Wymienia między innymi długoterminowe badania toksyczności, testy dotyczące wpływu na układ odpornościowy, badania metabolizmu i rozprzestrzeniania się substancji w organizmie czy analizy możliwego wpływu na materiał genetyczny.

Myocarditis i inne możliwe skutki uboczne

Zdaniem Sterza bardziej rozbudowane badania mogłyby pozwolić wcześniej wykryć niektóre działania niepożądane, takie jak zapalenie mięśnia sercowego. Przypadki tego schorzenia były zgłaszane po rozpoczęciu masowych szczepień przeciw COVID-19 i zostały później potwierdzone jako rzadkie działanie niepożądane niektórych szczepionek mRNA, szczególnie u młodych mężczyzn. Naukowiec twierdzi, że krótkotrwałe badania przeprowadzone przed dopuszczeniem preparatów do użycia mogły nie pozwolić na wykrycie części potencjalnych zagrożeń.

Kontrowersje wokół spadku liczby urodzeń

Sterz odniósł się również do obserwowanego w wielu krajach Europy spadku liczby urodzeń po 2021 roku. Uważa on, że zjawisko to może być powiązane z rozpoczęciem kampanii szczepień przeciw COVID-19. Jednocześnie należy podkreślić, że kwestia ta pozostaje przedmiotem sporów w środowisku naukowym. Dotychczas nie ma jednoznacznego konsensusu potwierdzającego bezpośredni związek pomiędzy szczepieniami mRNA a spadkiem liczby urodzeń. Na wskaźniki demograficzne wpływa wiele czynników, w tym sytuacja gospodarcza, zmiany społeczne, późniejsze zakładanie rodzin oraz skutki pandemii.

„Szybkość była ważniejsza niż dokładność”

Podsumowując swoje zarzuty, były szef toksykologii Pfizera stwierdził, że podczas opracowywania szczepionek mRNA priorytetem było jak najszybsze wprowadzenie preparatów na rynek. Jego zdaniem tempo prac ograniczyło zakres badań bezpieczeństwa, które powinny zostać przeprowadzone przed podaniem szczepionek miliardom ludzi na całym świecie.

Wypowiedzi Helmuta Sterza ponownie wywołały dyskusję na temat procesu dopuszczania szczepionek przeciw COVID-19 do użycia. Jednocześnie europejskie i amerykańskie instytucje regulacyjne nadal podtrzymują stanowisko, że korzyści wynikające ze stosowania szczepionek mRNA przewyższały związane z nimi ryzyko.

źródło: n-tv.de

Niemcy: Bracia-migranci skazani za szkolny terror. Sędzia nie miała litości!

2

Przez miesiące mieli terroryzować młodszych uczniów

Przed Sądem Rejonowym w Oranienburgu zapadł wyrok w sprawie dwóch braci oskarżonych o zastraszanie, wymuszanie pieniędzy i groźby wobec uczniów jednej ze szkół w Brandenburgii. Głównym oskarżonym był 17-letni Abdullah A., który według ustaleń śledczych przez dłuższy czas miał terroryzować swoich młodszych kolegów. Podczas procesu zeznawali poszkodowani uczniowie, z których część w chwili zdarzeń miała zaledwie 13 lat. Wielu z nich mówiło o strachu, który towarzyszył im przez długi czas.

Wymuszenia i groźby wobec nastolatków

Jak ustalono w trakcie postępowania, szczególnie poważne były dwa incydenty z września 2025 roku. W krótkim odstępie czasu Abdullah A. miał zmusić dwóch młodszych uczniów do oddania pieniędzy. W jednym przypadku wraz z innym sprawcą próbował doprowadzić ofiarę do bankomatu, aby wypłaciła gotówkę. Gdy się to nie udało, zażądał od chłopca mniejszej kwoty jako tzw. „haraczu ochronnego”. Niedługo później kolejny nastolatek miał zostać zmuszony do wypłaty pieniędzy pod groźbą przemocy. Według aktu oskarżenia sprawca groził między innymi użyciem noża oraz zapowiadał, że „połamie ofierze każdy palec po kolei”, jeśli zgłosi sprawę policji.

Starszy brat również stanął przed sądem

Na ławie oskarżonych zasiadł także starszy brat Mohammad A. Część zarzutów wobec niego nie mogła zostać rozpatrzona z powodu braku dostępnych świadków. Ostatecznie został uznany za winnego znieważenia, stosowania przymusu oraz stawiania oporu funkcjonariuszom policji. Według ustaleń sądu podczas jednej z interwencji miał obrażać policjantkę, używając wobec niej wulgarnych określeń.

Mocne słowa sędzi

Podczas ogłaszania wyroku sędzia nie kryła oburzenia zachowaniem oskarżonych. – Szerzycie strach i terror, przed którymi sami uciekliście ze swojego kraju. To budzi gniew ludzi tutaj – powiedziała. Jednocześnie zwróciła się do pokrzywdzonych uczniów, podkreślając, że nie ponoszą żadnej winy za to, co ich spotkało, i nie mają powodów do wstydu.

Kary bez zawieszenia

Obaj oskarżeni przeprosili podczas rozprawy i zapewniali, że podobne sytuacje już się nie powtórzą. Abdullah A. deklarował, że wyciągnął wnioski ze swojego zachowania. Sąd podszedł jednak do tych zapewnień sceptycznie. Sędzia przypomniała, że podobne obietnice padały już wcześniej, po czym oskarżony ponownie dopuszczał się podobnych czynów. Ostatecznie 17-letni Abdullah A. został skazany na dwa lata pozbawienia wolności bez zawieszenia. Sąd uznał, że wpływ na wymiar kary miały jego wcześniejsze konflikty z prawem oraz obowiązujący już okres próby. Jego starszy brat Mohammad A. usłyszał wyrok sześciu miesięcy pozbawienia wolności, również bez możliwości zawieszenia wykonania kary. Wyrok jest prawomocny.

źródło: n-tv.de

Niemcy muszą zmienić przepisy? Europejski Trybunał zakazał ograniczania części świadczeń dla azylantów

2

Ważny wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości

Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) w Luksemburgu orzekł, że Niemcy naruszyły prawo Unii Europejskiej, ograniczając część świadczeń dla niektórych osób ubiegających się o azyl. Zdaniem sędziów nawet w przypadku azylantów, za których formalnie odpowiada inne państwo UE, nie można całkowicie pozbawiać ich podstawowych świadczeń niezbędnych do godnego życia. Trybunał podkreślił, że wszystkie państwa członkowskie muszą zapewnić osobom ubiegającym się o ochronę międzynarodową „odpowiedni standard życia”, obejmujący również ochronę zdrowia fizycznego i psychicznego.

Sprawa dotyczyła obywatela Afganistanu

Wyrok zapadł po skardze obywatela Afganistanu, który miał zostać przekazany z niemieckiego powiatu Schweinfurt do Rumunii zgodnie z przepisami określającymi, które państwo UE odpowiada za rozpatrzenie wniosku azylowego. W 2022 roku niemieckie władze ograniczyły mu część świadczeń. Mężczyzna nadal otrzymywał żywność, miejsce w ogrzewanym ośrodku oraz dostęp do urządzeń sanitarnych, jednak nie przysługiwały mu już środki na zakup odzieży i artykułów gospodarstwa domowego. Azylant zaskarżył tę decyzję, a sprawa ostatecznie trafiła przed ETS.

Odzież i środki higieny to podstawowe potrzeby

Sędziowie uznali, że odzież należy do najbardziej podstawowych potrzeb człowieka i nie może zostać uznana za świadczenie zbędne. Trybunał wskazał również, że środki przeznaczone na zakup biletów komunikacji publicznej, produktów higienicznych czy innych niezbędnych artykułów pozwalają zachować minimalny poziom uczestnictwa w życiu społecznym i kulturalnym.

Niemieckie przepisy mogą wymagać zmian

Orzeczenie może mieć istotne konsekwencje dla niemieckiego prawa. W 2024 roku przepisy zostały bowiem zaostrzone i przewidziano możliwość całkowitego wstrzymania świadczeń dla osób ubiegających się o azyl, jeśli za ich procedurę odpowiada inne państwo Unii Europejskiej. Zdaniem ekspertów obecne regulacje mogą być trudne do pogodzenia z najnowszym wyrokiem ETS. – Jeśli nie wolno ograniczać świadczeń, to tym bardziej nie wolno ich całkowicie odbierać – ocenił prawnik specjalizujący się w prawie socjalnym Constantin Hruschka w rozmowie z agencją dpa.

Nowe przepisy UE już wkrótce

12 czerwca zacznie obowiązywać nowy system unijnych regulacji dotyczących świadczeń dla osób ubiegających się o azyl. Przewiduje on możliwość odebrania części świadczeń osobom przebywającym w państwie, które nie jest odpowiedzialne za rozpatrzenie ich wniosku. Jednocześnie nowe przepisy nadal wymagają zapewnienia minimalnego standardu życia zgodnego z prawem Unii Europejskiej oraz Kartą Praw Podstawowych UE. Oznacza to, że nawet po wejściu w życie nowych regulacji państwa członkowskie będą musiały zagwarantować osobom ubiegającym się o azyl podstawowe warunki egzystencji.

źródło: bild.de

Niemcy: Jechał 100 km/h w mieście, zabił człowieka i nie pójdzie do więzienia

1

Tragiczny wypadek po meczu mistrzostw Europy w Berlinie

Sąd Rejonowy Tiergarten w Berlinie skazał 28-letniego mężczyznę za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego, do którego doszło po meczu Turcji z Czechami podczas piłkarskich mistrzostw Europy w czerwcu 2024 roku. Oskarżony został uznany za winnego nieumyślnego spowodowania śmierci, nieumyślnego zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym oraz ucieczki z miejsca zdarzenia.

Sąd wymierzył mu karę roku i dziesięciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Dodatkowo mężczyzna stracił prawo jazdy na okres dwóch i pół roku. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Jechał dwukrotnie szybciej niż pozwalały przepisy

Według ustaleń sądu 28-latek poruszał się po centrum Berlina pożyczonym samochodem marki Mercedes-AMG z prędkością około 100 km/h. Na tym odcinku obowiązywało ograniczenie do 50 km/h.

Pieszy nie miał szans uniknąć zderzenia

W pewnym momencie na skrzyżowaniu przez jezdnię przechodził 67-letni Said T. Kierowca uderzył w mężczyznę z dużą siłą. Jak wynika z ustaleń śledczych, pieszy został odrzucony na odległość ponad 20 metrów. Poszkodowany poniósł śmierć w wyniku odniesionych obrażeń. Po wypadku kierowca oddalił się z miejsca zdarzenia. Około godzinę później zgłosił się jednak na policję w towarzystwie swojego ojca.

Oskarżony wyraził skruchę

Podczas procesu obrońca oskarżonego przekonywał, że jego klient nie uczestniczył w kolumnie świętujących kibiców. Według tej wersji wydarzeń mężczyzna miał jechać do swojej dziewczyny, a na drodze natrafił na kolumnę samochodów związanych ze świętowaniem zwycięstwa reprezentacji Turcji. Oskarżony twierdził, że wyprzedził kolumnę, przyspieszył, a następnie zauważył pieszego przechodzącego przez jezdnię. – Hamowałem z całej siły, ale go potrąciłem – powiedział przed sądem. Mężczyzna przyznał również, że popełnił błędy i żałuje swojego zachowania.

Świadkowie przedstawili inną wersję wydarzeń

Relacje świadków miały jednak różnić się od wyjaśnień oskarżonego. Według zeznań kierowca miał gwałtownie przyspieszać i celowo zwiększać obroty silnika. Po wypadku jedna z osób zaczęła nagrywać miejsce zdarzenia telefonem komórkowym. Świadkowie twierdzili, że kierowca podszedł wówczas agresywnie do nagrywającej osoby i miał ją obrazić słowami: „Przestań nagrywać, ty mały draniu!”.

Ekspert: przy dozwolonej prędkości mógł zatrzymać samochód

Kluczowe znaczenie podczas procesu miała również opinia biegłego. Ekspert ocenił, że gdyby kierowca przestrzegał obowiązującego ograniczenia prędkości, miałby możliwość zatrzymania pojazdu jeszcze około 16 metrów przed miejscem, w którym znajdował się pieszy. Według biegłego do tragedii prawdopodobnie nie doszłoby więc, gdyby samochód poruszał się zgodnie z przepisami.

Sąd zastosował karę w zawieszeniu

Ostatecznie sąd przychylił się do wniosku prokuratury i wymierzył karę roku i dziesięciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Dodatkowo kierowca przez dwa lata i sześć miesięcy nie będzie mógł prowadzić pojazdów. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, co oznacza, że strony postępowania mogą jeszcze skorzystać z przysługujących im środków odwoławczych.

źródło: bild.de

Ekstremiści w Berlinie są coraz młodsi, bardziej lewicowi i bardziej islamistyczni

2

Berliński kontrwywiad opublikował raport za 2025 rok

Berliński Urząd Ochrony Konstytucji (Verfassungsschutz) przedstawił najnowszy raport dotyczący działalności środowisk ekstremistycznych w stolicy Niemiec. Dokument liczący około 140 stron zawiera analizę zagrożeń związanych z ekstremizmem prawicowym, lewicowym, islamistycznym oraz tzw. ekstremizmem powiązanym z konfliktami zagranicznymi.

Według autorów raportu szczególnym problemem staje się coraz skuteczniejsza radykalizacja młodych ludzi, zwłaszcza za pośrednictwem internetu i mediów społecznościowych. Berlińska senator ds. wewnętrznych Iris Spranger zwróciła uwagę między innymi na ataki wymierzone w infrastrukturę energetyczną miasta. Jak podkreśliła, wydarzenia te pokazały, jak szybko mieszkańcy mogą odczuć skutki przemocy stosowanej przez grupy ekstremistyczne.

Cztery główne źródła zagrożeń

Według berlińskiego Verfassungsschutzu zagrożenie dla demokratycznego porządku konstytucyjnego pochodzi przede wszystkim z czterech obszarów:

  • ekstremizmu prawicowego,
  • ekstremizmu lewicowego,
  • ekstremizmu powiązanego z konfliktami zagranicznymi,
  • islamizmu.

Każde z tych środowisk zostało szczegółowo przeanalizowane pod względem liczebności, aktywności oraz potencjalnych zagrożeń.

Prawicowy ekstremizm: 1480 osób pod obserwacją

Raport rozpoczyna się od analizy środowisk prawicowo-ekstremistycznych. Według danych służb ich potencjał osobowy w Berlinie wzrósł do około 1480 osób. Po raz pierwszy w raporcie uwzględniono również tzw. „sieciowe kultury młodzieżowe o charakterze prawicowo-ekstremistycznym”. Wśród organizacji wymieniono między innymi partię Der III. Weg, jej młodzieżówkę Nationalrevolutionäre Jugend (NRJ) oraz partię Die Heimat, funkcjonującą wcześniej pod nazwą NPD.

Verfassungsschutz rozróżnia przy tym tradycyjny prawicowy ekstremizm od środowisk określanych mianem „Nowej Prawicy”. Według służb przedstawiciele tego nurtu starają się wpływać na debatę publiczną poprzez podejmowanie tematów związanych z migracją, bezpieczeństwem czy problemami społecznymi. W raporcie wskazano również na promowanie idei remigracji, czyli odsyłania części migrantów do krajów pochodzenia, jako jeden z elementów działalności środowisk uznawanych przez urząd za problematyczne.

Lewicowi ekstremiści stanowią najliczniejszą grupę

Największą grupę ekstremistyczną w Berlinie stanowią według raportu środowiska lewicowo-ekstremistyczne. Ich liczebność oszacowano na około 3950 osób, co oznacza wzrost o 150 osób w porównaniu z rokiem poprzednim. Służby zwracają uwagę przede wszystkim na działalność niewielkich, zakonspirowanych grup, które mają odpowiadać za ataki na infrastrukturę państwową, przedsiębiorstwa oraz obiekty infrastruktury krytycznej. Według raportu istotną rolę w radykalizacji części środowiska odegrała ideologia określana jako „ekoanarchizm”.

Ataki na sieci energetyczne i kolejowe

Szczególną uwagę służb przyciągnęły działania tzw. „grup wulkanicznych” (Vulkangruppen). Ich członkowie mieli atakować między innymi kanały kablowe przy liniach kolejowych, maszty telekomunikacyjne, przewody przesyłowe oraz pojazdy należące do firm. Według Verfassungsschutzu grupy te odpowiadają za liczne podpalenia, które w niektórych przypadkach doprowadziły nawet do rozległych przerw w dostawach energii elektrycznej. Służby podkreślają również, że po latach spadków ponownie wzrosła liczba osób związanych z radykalnym środowiskiem autonomicznym i postautonomicznym.

Prawie 1700 osób związanych z ekstremizmem zagranicznym

Kolejną kategorią analizowaną w raporcie jest ekstremizm związany z konfliktami zagranicznymi. W Berlinie środowisko to liczy około 1700 osób. Znajdują się w nim między innymi sympatycy kurdyjskiej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), tureckiego ruchu Ülkücü, znanego również jako „Szare Wilki”, a także około 600 osób określanych przez służby jako aktywiści o postawach antyizraelskich i antysemickich. Wśród organizacji wymienionych w raporcie znalazły się między innymi United Palestinian National Committee (VPNK), BDS Berlin, Young Struggle.

Coraz bardziej agresywne demonstracje

Według raportu od czasu ataku Hamasu na Izrael z 7 października 2023 roku w Berlinie coraz częściej dochodzi do agresywnych demonstracji organizowanych przez środowiska propalestyńskie. Służby zwracają uwagę na antyizraelskie hasła pojawiające się podczas manifestacji oraz na rosnące przenikanie się części środowisk propalestyńskich z niemieckimi grupami lewicowo-ekstremistycznymi. Według autorów raportu wspólnym elementem łączącym te środowiska staje się wrogość wobec Izraela.

Wysokie zagrożenie terroryzmem islamistycznym

Jednym z najpoważniejszych zagrożeń pozostaje islamizm. Verfassungsschutz szacuje liczbę osób związanych z tym środowiskiem na około 2590. Do grupy tej zaliczane są zarówno organizacje legalistyczne, działające w granicach prawa, jak i środowiska otwarcie wspierające przemoc lub terroryzm. Szczególny wzrost odnotowano wśród salafitów. Według raportu w Berlinie działa około 1250 zwolenników salafizmu, z czego około 350 uznawanych jest za osoby o nastawieniu przemocowym. Ponadto służby szacują, że w stolicy Niemiec przebywa około 200 sympatyków Hamasu oraz około 300 osób związanych z libańskim Hezbollahem.

Ataki i plany zamachów w Niemczech

Raport przypomina również o wydarzeniach, które miały miejsce w 2025 roku. Wśród nich znalazł się atak nożownika na terenie Pomnika Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie. Sprawcą miał być 19-letni obywatel Syrii, który ciężko ranił hiszpańskiego turystę. Służby wspominają także o zatrzymaniu 18-letniego obywatela Rosji podejrzewanego o planowanie zamachu terrorystycznego w Niemczech. Jednym z potencjalnych celów miała być ambasada Izraela w Berlinie. W minionym roku zatrzymano również osoby określane jako zagraniczni operatorzy Hamasu.

Internet staje się głównym narzędziem radykalizacji

Jednym z najważniejszych wniosków płynących z raportu jest rosnąca rola internetu w procesie radykalizacji młodych ludzi. Według Verfassungsschutzu ekstremiści coraz skuteczniej wykorzystują blogi, podcasty, filmy, memy, krótkie nagrania wideo,nrelacje publikowane w mediach społecznościowych. Szczególną uwagę zwrócono na działalność prowadzoną za pośrednictwem TikToka i innych popularnych platform, gdzie młodzi użytkownicy są narażeni na propagandę polityczną i ideologiczną. Zdaniem służb tematy związane z konfliktem izraelsko-palestyńskim stały się jednym z najważniejszych narzędzi rekrutacyjnych wykorzystywanych przez radykalne środowiska.

„Obywatele Rzeszy” pozostają marginalnym zjawiskiem

Raport odnosi się również do środowisk określanych jako „Reichsbürger” („Obywatele Rzeszy”) oraz tzw. samorządowców. Grupy te odrzucają legalność współczesnego państwa niemieckiego i obowiązującego porządku prawnego. W 2025 roku zdelegalizowano między innymi organizację „Królestwo Niemiec” (Königreich Deutschland). Mimo aktywności takich środowisk służby podkreślają, że ich znaczenie pozostaje niewielkie w porównaniu z liczebnością innych grup ekstremistycznych.

Coraz młodsi radykałowie

Najbardziej niepokojącym wnioskiem płynącym z raportu jest fakt, że radykalne organizacje coraz skuteczniej docierają do młodych ludzi. Zdaniem autorów dokumentu osoby poszukujące własnej tożsamości społecznej i politycznej są szczególnie podatne na wpływy propagandowe. W efekcie zarówno środowiska lewicowe, prawicowe, islamistyczne, jak i związane z konfliktami zagranicznymi coraz częściej wykorzystują media społecznościowe do pozyskiwania nowych sympatyków. Berliński Verfassungsschutz ostrzega, że proces ten może prowadzić do dalszej radykalizacji części młodego pokolenia i stanowi jedno z największych wyzwań dla bezpieczeństwa Niemiec w najbliższych latach.

źródło: n-tv.de

Minister sprawiedliwości Saksonii chce znieść kary za obrażanie polityków

0

Saksonia chce zmian w niemieckim prawie

W Niemczech trwa dyskusja na temat granic wolności słowa i ochrony polityków przed obraźliwymi wypowiedziami. Minister sprawiedliwości Saksonii Constanze Geiert (CDU) zapowiedziała, że będzie zabiegać o zniesienie lub znaczące ograniczenie § 188 niemieckiego kodeksu karnego, który przewiduje szczególną ochronę dla osób pełniących funkcje publiczne. Sprawa nabrała rozgłosu po kilku głośnych postępowaniach dotyczących obraźliwych określeń kierowanych pod adresem kanclerza Niemiec Friedricha Merza.

Czym jest § 188 niemieckiego kodeksu karnego?

Paragraf 188 StGB przewiduje karę grzywny lub pozbawienia wolności za znieważanie osób zaangażowanych w życie polityczne w sposób, który może znacząco utrudnić wykonywanie przez nie działalności publicznej. Przepis ten został wprowadzony jako forma szczególnej ochrony polityków przed kampaniami oszczerstw, nękaniem oraz agresją słowną mogącą wpływać na ich działalność publiczną. W praktyce oznacza to, że organy ścigania mogą wszcząć postępowanie nawet wtedy, gdy sam polityk nie złożył zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, o ile uznają, że istnieje interes publiczny wymagający interwencji.

Minister sprawiedliwości Saksonii chce likwidacji przepisu

Constanze Geiert zamierza przedstawić swoją propozycję podczas zbliżającej się konferencji ministrów sprawiedliwości krajów związkowych. Jeżeli uczestnicy spotkania poprą inicjatywę, odpowiedni wniosek zostanie skierowany do federalnej minister sprawiedliwości Stefanie Hubig. W projekcie uchwały znalazł się postulat przeanalizowania możliwości przeprowadzenia gruntownej reformy przepisów dotyczących zniewagi, w szczególności poprzez:

  • doprecyzowanie przesłanek ogólnego przestępstwa zniewagi zawartego w § 185 StGB,
  • całkowite uchylenie § 188 StGB,
  • lub przynajmniej znaczące ograniczenie zakresu jego stosowania.

„Szczególna ochrona polityków nie jest potrzebna”

Saksońska minister argumentuje, że dotychczasowe funkcjonowanie przepisu nie doprowadziło do skuteczniejszej ochrony osób pełniących funkcje publiczne. Jej zdaniem istnieje natomiast ryzyko, że obecne regulacje negatywnie wpływają na swobodę debaty politycznej i ograniczają możliwość prowadzenia ostrych, polemicznych sporów, które są naturalnym elementem demokratycznego życia publicznego.

Możliwe ograniczenie zamiast całkowitej likwidacji

Saksonia dopuszcza również rozwiązanie kompromisowe. Zamiast całkowitego uchylenia przepisu możliwe byłoby jego zawężenie wyłącznie do przypadków, w których wypowiedzi rzeczywiście naruszają godność człowieka. W takim wariancie ścigane byłyby jedynie szczególnie poważne formy znieważenia, a nie wszelkie ostre lub kontrowersyjne wypowiedzi pod adresem polityków. Zdaniem zwolenników reformy pozwoliłoby to lepiej wyważyć ochronę dóbr osobistych i konstytucyjne prawo do wolności słowa.

Spór o granice wolności wypowiedzi

Constanze Geiert uważa również, że konieczne jest szersze spojrzenie na niemieckie przepisy dotyczące zniewagi zawarte w § 185 kodeksu karnego. Według niej obywatele powinni mieć większą pewność, które wypowiedzi są jeszcze chronione przez wolność słowa, a które mogą skutkować odpowiedzialnością karną. Minister podkreśla, że obecne regulacje bywają trudne do zrozumienia i nie zawsze zapewniają wystarczającą przewidywalność orzeczeń.

Głośne sprawy dotyczące Friedricha Merza

Debata wokół przepisów nabrała tempa za sprawą dwóch szeroko komentowanych postępowań związanych z obecnym kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem. W jednym przypadku mężczyzna określił polityka mianem „Lackaffe”, co można przetłumaczyć jako obraźliwe określenie osoby próżnej lub zarozumiałej. Postępowanie zakończyło się umorzeniem po wpłaceniu 100 euro. Znacznie większe zainteresowanie wywołała jednak sprawa internauty, który nazwał Merza „Lügenfritz”, czyli w wolnym tłumaczeniu „kłamczuchem Fritzem”; „pinokiem”. Sąd Rejonowy w Göringen uznał autora wpisu za winnego i wymierzył mu karę grzywny w wysokości 30 stawek dziennych.

Prokuratura: nie chodzi o prawdziwość zarzutów

W uzasadnieniu przywoływanym przez niemieckie media prokuratura wskazała, że kluczowe znaczenie nie miała kwestia prawdziwości lub fałszywości samego stwierdzenia. Według śledczych istotne było przede wszystkim to, czy dana wypowiedź mogła wzmacniać negatywne uprzedzenia oraz podsycać agresję wśród osób podzielających podobne poglądy. To właśnie takie interpretacje przepisów stały się jednym z argumentów zwolenników reformy, którzy twierdzą, że obecne regulacje mogą prowadzić do nadmiernego ograniczania swobody krytyki polityków.

Dyskusja może objąć całe Niemcy

Jeżeli propozycja Saksonii uzyska poparcie innych krajów związkowych, temat reformy przepisów dotyczących zniewagi może trafić na szczebel federalny. Dyskusja dotyczy nie tylko samego § 188 kodeksu karnego, ale również szerszego pytania o to, gdzie przebiega granica między ochroną godności osób publicznych a prawem obywateli do ostrej krytyki politycznej. Spór ten od miesięcy budzi duże emocje w Niemczech i może stać się jednym z najważniejszych tematów debaty dotyczącej wolności słowa w najbliższym czasie.

źródło: bild.de

Niemiecki hotel odmówił noclegu Izraelczykowi. W wiadomości napisano: „Żydzi nie są tu mile widziani”

1

Skandal w Bawarii. Ruszyło śledztwo prokuratury

Niemieckie organy ścigania prowadzą postępowanie po głośnym incydencie, do którego doszło w bawarskiej miejscowości Lam. Izraelski turysta próbował zarezerwować pokój w hotelu „Zum Hirschen” za pośrednictwem platformy Booking.com, jednak w odpowiedzi otrzymał wiadomość o treści: „Przykro nam, w naszym hotelu Żydzi nie są mile widziani”. Sprawa wywołała oburzenie zarówno w Niemczech, jak i w Izraelu. Po zgłoszeniu incydentu hotel został usunięty z platformy rezerwacyjnej, a Generalna Prokuratura w Monachium wszczęła postępowanie w związku z podejrzeniem podżegania do nienawiści.

Izraelski konsulat potwierdził autentyczność wiadomości

Poszkodowany turysta zgłosił sprawę również izraelskim przedstawicielom dyplomatycznym w Niemczech. Konsulat Generalny Izraela w Monachium przeprowadził własną weryfikację i potwierdził autentyczność wiadomości wysłanej do klienta. Początkowo przedstawiciele hotelu mieli kwestionować prawdziwość zarzutów. Później jednak przyznali, że wiadomość rzeczywiście została wysłana przez jednego z pracowników.

Hotel tłumaczy się frustracją po fałszywych rezerwacjach

Według wyjaśnień przedstawicieli hotelu autor wiadomości działał pod wpływem frustracji związanej z licznymi fałszywymi rezerwacjami, które wcześniej miały trafiać do obiektu. Po nagłośnieniu sprawy hotel przeprosił izraelskiego turystę i zaprosił go do bezpłatnego pobytu. W rozmowie z niemiecką agencją prasową dpa współwłaściciel hotelu Andreas Vogl zapewnił, że antysemityzm nie jest częścią wartości reprezentowanych przez obiekt. Jak podkreślił, była to „głupia pomyłka z naszej strony” oraz „niewłaściwa reakcja” na wcześniejsze problemy.

Przeprosiny nie zakończyły kontrowersji

W wiadomości z przeprosinami skierowanej do izraelskiego gościa hotel napisał, że wypowiedź nie była skierowana przeciwko osobom wyznania mojżeszowego, lecz miała wynikać ze zdenerwowania spowodowanego fałszywymi rezerwacjami. Jednocześnie przedstawiciele obiektu przyznali, że zachowanie pracownika było całkowicie nieakceptowalne. Mimo przeprosin sprawa nadal budzi ogromne emocje, a wiele środowisk żydowskich podkreśla, że użyte sformułowanie nie może zostać usprawiedliwione żadnym kontekstem.

Ostre reakcje przedstawicieli Izraela

Izraelska konsul generalna w Monachium Talya Lador nie kryła oburzenia. W komentarzu opublikowanym w serwisie X zadała pytanie: „Czy wróciliśmy do lat trzydziestych XX wieku?” Dyplomatka pozytywnie oceniła również decyzję o usunięciu hotelu z platformy Booking.com.

Pełnomocnik ds. walki z antysemityzmem: to jednoznacznie antysemicka wypowiedź

Do sprawy odniósł się także pełnomocnik rządu Bawarii ds. walki z antysemityzmem Ludwig Spaenle. Jego zdaniem wiadomość wysłana do izraelskiego turysty stanowi „jednoznacznie antysemicką wypowiedź”. Podobne stanowisko zajął Centralny Związek Żydów w Niemczech, który opowiedział się za dokładnym zbadaniem sprawy pod kątem prawnym.

Centralny Związek Żydów: takich słów nie da się usprawiedliwić

Przewodniczący Centralnego Związku Żydów w Niemczech Josef Schuster stwierdził, że zdanie „Żydzi nie są tu mile widziani” jest wypowiedzią głęboko godzącą w godność człowieka i nie może zostać usprawiedliwione żadnymi wyjaśnieniami. Jak podkreślił, przyjął do wiadomości przeprosiny hotelu, jednak sama sytuacja pozostaje szokująca. Zdaniem Schustera szczególnie niepokojący jest fakt, że ktoś nie tylko pomyślał o użyciu takiego sformułowania, ale zdecydował się je również zapisać i wysłać klientowi.

Prokuratura bada możliwość popełnienia przestępstwa

Generalna Prokuratura w Monachium prowadzi obecnie postępowanie pod kątem podejrzenia popełnienia przestępstwa podżegania do nienawiści. Śledczy będą analizować okoliczności zdarzenia oraz odpowiedzialność osób zaangażowanych w wysłanie kontrowersyjnej wiadomości. Sprawa ponownie wywołała w Niemczech debatę na temat narastającego antysemityzmu oraz odpowiedzialności przedsiębiorców za treści kierowane do klientów. Wiele organizacji żydowskich podkreśla, że podobne incydenty budzą szczególny niepokój ze względu na historyczne doświadczenia Niemiec i znaczenie walki z wszelkimi przejawami dyskryminacji.

źródło: n-tv.de

Hamburg: 36-latek przebił się przez policyjną blokadę przed koncertem Linkin Park. Padły strzały, funkcjonariusz w szpitalu

0

Nerwowa sytuacja przed koncertem w Hamburgu

Do niebezpiecznego incydentu doszło w Hamburgu tuż przed koncertem amerykańskiego zespołu Linkin Park. W pobliżu Barclays Arena policja zamknęła część ulic dojazdowych ze względów bezpieczeństwa. Jeden z kierowców postanowił jednak zignorować polecenia funkcjonariuszy i sforsował policyjną blokadę. W trakcie interwencji padł strzał ostrzegawczy, a jeden z policjantów odniósł lekkie obrażenia.

Kierowca zignorował zamkniętą ulicę

Jak poinformowały niemieckie media, policja zamknęła kilka ulic prowadzących w okolice stadionu i hali widowiskowej, gdzie miał odbyć się koncert popularnej amerykańskiej grupy rockowej Linkin Park. Jedną z objętych ograniczeniami była Ottensener Straße. Według wstępnych ustaleń 36-letni kierowca samochodu dostawczego nie chciał skorzystać z wyznaczonego objazdu i postanowił przejechać mimo obowiązujących blokad. Mężczyzna miał zignorować polecenia funkcjonariuszy zabezpieczających teren i przełamać ustawione zabezpieczenia drogowe.

Policjant próbował zatrzymać pojazd

Gdy jeden z policjantów podjął próbę zatrzymania kierowcy, sytuacja gwałtownie się zaostrzyła. Według informacji przekazanych przez służby 36-latek dodał gazu i próbował uciec z miejsca zdarzenia. W trakcie dynamicznej i niebezpiecznej sytuacji funkcjonariusz podjął decyzję o oddaniu strzału ostrzegawczego. Policja podkreśla, że był to świadomie oddany strzał ostrzegawczy, mający na celu zatrzymanie uciekającego kierowcy.

Funkcjonariusz trafił do szpitala

W wyniku zdarzenia 32-letni policjant doznał lekkich obrażeń. Został przewieziony do szpitala na badania kontrolne. Na razie nie podano szczegółowych informacji dotyczących charakteru odniesionych obrażeń.

Uciekinier szybko wpadł w ręce policji

Mimo próby ucieczki kierowca nie zdołał uniknąć odpowiedzialności. Krótko po zdarzeniu funkcjonariusze namierzyli i zatrzymali 36-latka. Mężczyzna został aresztowany, a sprawą zajęła się hamburska policja kryminalna. Śledczy prowadzą obecnie czynności mające wyjaśnić dokładny przebieg zdarzenia oraz motywy działania kierowcy.

Utrudnienia komunikacyjne wokół stadionu

Do incydentu doszło w czasie wzmożonego ruchu związanego z koncertem Linkin Park, co dodatkowo utrudniło sytuację komunikacyjną w okolicy. Według relacji mediów wokół stadionu i hali widowiskowej panował duży chaos drogowy, a zamknięcia ulic oraz działania policji powodowały dodatkowe korki.

Media sprostowały wcześniejszą informację

Autorzy pierwotnej publikacji poinformowali później o korekcie jednego ze szczegółów dotyczących zdarzenia. Początkowo podano, że strzał został oddany przypadkowo po tym, jak broń policjanta sama wypaliła. Następnie wyjaśniono, że funkcjonariusz świadomie oddał strzał ostrzegawczy podczas próby zatrzymania kierowcy. Redakcja opublikowała sprostowanie i przeprosiła za wcześniejszą nieścisłość.

Trwa wyjaśnianie okoliczności zdarzenia

Śledztwo w sprawie niebezpiecznego incydentu nadal trwa. Policja analizuje okoliczności przełamania blokady drogowej, przebieg pościgu oraz działania podjęte przez funkcjonariuszy. Na obecnym etapie nie podano informacji, czy kierowca znajdował się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających. Nie wiadomo również, jakie zarzuty zostaną mu ostatecznie postawione. Pewne jest natomiast, że zdarzenie wywołało duże poruszenie w Hamburgu, gdzie tysiące fanów przybyły tego wieczoru na koncert jednego z najpopularniejszych zespołów rockowych na świecie.

źródło: bild.de