Trump rozważa wycofanie wojsk z Niemiec po ostrym sporze z Merzem

0

Waszyngton wysyła sygnał: możliwa redukcja wojsk w Niemczech

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że rozważa zmniejszenie liczby amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Niemczech. Informacja ta pojawiła się w jego wpisie na platformie Truth Social.

„Stany Zjednoczone obecnie analizują i oceniają możliwość redukcji wojsk w Niemczech; decyzja zostanie podjęta wkrótce” – napisał Trump. Wypowiedź ta została odebrana jako wyraźny sygnał politycznej presji w trwającym sporze między Waszyngtonem a Berlinem.

Ostry konflikt z kanclerzem Niemiec

Zapowiedź możliwego wycofania wojsk pojawiła się w napiętym momencie – niedługo po publicznej krytyce skierowanej przez Trumpa pod adresem kanclerza Niemiec Friedrich Merz.

Amerykański prezydent zarzucił Merzowi brak kompetencji w ocenie sytuacji międzynarodowej. „Nie ma pojęcia, o czym mówi!” – napisał, dodając również: „Nic dziwnego, że Niemcom idzie tak źle – zarówno gospodarczo, jak i w innych aspektach”.

Powodem sporu były wypowiedzi niemieckiego kanclerza dotyczące konfliktu z Iranem.

Krytyka USA ze strony Berlina

Friedrich Merz wcześniej skrytykował działania Stanów Zjednoczonych, zarzucając im brak spójnej strategii w konflikcie z Iranem. Według kanclerza USA „weszły w tę wojnę w sposób oczywisty bez żadnej strategii” i nie widać wyraźnej drogi wyjścia z konfliktu.

Pomimo ostrych słów, Merz próbował później złagodzić napięcia. W środę podkreślił w Berlinie, że jego osobiste relacje z Trumpem pozostają „niezmiennie dobre”. Jednocześnie nie wycofał się ze swojej krytyki, ostrzegając przed możliwymi konsekwencjami gospodarczymi oraz zagrożeniami dla bezpieczeństwa energetycznego.

Tło konfliktu: eskalacja na Bliskim Wschodzie

Kontekstem sporu jest eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie. Pod koniec lutego Stany Zjednoczone wraz z Izraelem rozpoczęły naloty na Iran. Teheran odpowiedział atakami na cele w regionie oraz niemal całkowitą blokadą cieśniny Ormuz – jednego z kluczowych szlaków transportu ropy naftowej i gazu na świecie.

Skala możliwego wycofania wojsk

Ewentualna decyzja o redukcji wojsk miałaby istotne znaczenie strategiczne. Według danych U.S. Army z połowy kwietnia w Europie stacjonuje obecnie około 86 000 amerykańskich żołnierzy, z czego około 39 000 znajduje się w Niemczech.

Kluczowe znaczenie mają takie bazy jak Ramstein czy dowództwo United States European Command w Stuttgarcie, które pełnią rolę centralnych punktów operacyjnych dla działań USA na Bliskim Wschodzie i poza nim.

Powrót do wcześniejszych planów Trumpa

Nie jest to pierwszy raz, gdy temat wycofania amerykańskich wojsk z Niemiec pojawia się w polityce USA. Podczas swojej pierwszej kadencji Donald Trump podjął decyzję o częściowym wycofaniu sił, jednak plan ten nie został w pełni zrealizowany i został później wstrzymany przez administrację Joe Bidena.

Obecnie temat powraca z nową siłą – tym razem w kontekście otwartego sporu politycznego między Stanami Zjednoczonymi a Niemcami.

Niepewność i napięcie

Na ten moment nie zapadła ostateczna decyzja w sprawie redukcji wojsk. Jednak sama zapowiedź takiego kroku pokazuje skalę napięć w relacjach transatlantyckich i może mieć daleko idące konsekwencje zarówno dla bezpieczeństwa Europy, jak i dla stosunków politycznych między Berlinem a Waszyngtonem.

źródło: bild.de

1 maja w Niemczech: Czy jest dniem wolnym od pracy?

Pierwszy maja jest dniem wolnym od pracy nie tylko w Niemczech, ale również w wielu innych krajach. W ten dzień obchodzone jest „Święto Pracy” i jest on uważany za jedno z najważniejszych niechrześcijańskich świąt w Niemczech. Tradycja ta istnieje dopiero od XIX wieku, a dokładniej od roku 1890. Wprowadzenie pierwszego maja jako święta państwowego w Niemczech sięga roku 1933.

Historia 1 maja jako Święta Pracy

Szczególne znaczenie 1 maja wynika z faktu, że w krajach anglo-amerykańskich był to zawsze tak zwany „dzień przeprowadzki”. W przeszłości w tym dniu ludzie często zmieniali pracę lub miejsce zamieszkania.

Oprócz tego dzień ten wiąże się z walką o lepsze warunki pracy. W Australii demonstracje na rzecz ośmiogodzinnego dnia pracy odbyły się po raz pierwszy 1 maja 1856 roku, a w USA z tego samego powodu w 1886 roku zwołano strajk generalny. W tym kontekście na Haymarket w Chicago wygłoszono słynne przemówienie, które doprowadziło do strajku generalnego, a pod nazwą „Haymarket Affair” doszło do krwawych starć między pracownikami a policją.

Kiedy w 1889 r. powstała Druga Międzynarodówka, protesty te zostały upamiętnione poprzez ogłoszenie 1 maja „Dniem Walki Ruchu Robotniczego”. Rok później na całym świecie odbyły się demonstracje i pochody.

1 maja w Niemczech

W Cesarstwie Niemieckim pierwszy maja grał początkowo podrzędną rolę. Na początku Republiki Weimarskiej, w szczególności SPD poczyniła w roku 1919 postępy w ustanowieniu Pierwszego Maja jako święta państwowego, ale nie udało się to z powodu oporu ze strony obozu ludowego. Dopiero narodowi socjaliści nadali 1 maja status święta państwowego, który nazwano wtedy „Dzień Narodowej Pracy” (niem. Tag der nationalen Arbeit).

Po zakończeniu II wojny światowej 1 maja pozostał i odegrał ważną rolę, szczególnie w NRD, jako „Międzynarodowy Dzień Walki i Święta Robotników na rzecz Pokoju i Socjalizmu”. W Republice Federalnej Niemiec dzień 1 maja również był dniem wolnym od pracy, choć bardziej kojarzył się z demonstracjami.

Jak jest obchodzone Święto Pracy w Niemczech?

Święto Pracy jest w całym swoim charakterze świętem politycznym. Dowodzi tego również fakt, że w Niemczech na porządku dziennym są demonstracje. Starcia między demonstrantami, a policją w Berlinie-Kreuzbergu i Schanzenviertel w Hamburgu można opisać jako powtarzające się, choć i tutaj ich intensywność znacznie spadła w ostatnich latach. W niektórych miejscach podczas demonstracji rozmieszczane są również czerwone goździki, choć i to nie jest już tak popularne.

„Tanz in den Mai” w Niemczech

Wśród osób o mniej politycznych zainteresowaniach, pierwszego maja obchodzi się w Niemczech „Tanz in den Mai”, czyli tłumacząc z niemieckiego „tańcz w maj”.

Wcześniej, noc z 30 kwietnia na 1 maja była przez wieki obchodzona jako Noc Walpurgii, kiedy tańcem odstraszało się złe duchy oraz żegnało czas nieurodzaju, a także witało ciepły okres roku.

Dzisiaj zwyczaj ten jest jednak bardziej znany pod nazwą „Tanz in den Mai”. W ten dzień w całych Niemczech odbywają się imprezy w klubach, a także prywatne potańcówki.

Maibaum – drzewko majowe w Niemczech

W wielu miejscach w Niemczech 1 maja wznosi się kolorowo zdobione majowe drzewko, wokół którego niegdyś powszechnie wykonywane były tańce ludowe. Celem jest konkurowanie z okolicznymi gminami o największe i najpiękniejsze drzewko majowe.

Drzewko majowe wznoszone gdzieś w Bawarii

Istnieje również tradycja (obchodzona przykładowo w Bawarii), polegająca na kradzeniu przez inne gminy drzewek majowych i bronione ich przez właścicieli. Zgodnie z niepisanym prawem gmina, której drzewo zostało skradzione, musi „uwolnić” je od złodziei płacąc za nie znaczne ilości piwa.

Oprócz tego, tym dniu w Nadrenii, ale także w części Bawarii i Szwabii oraz w niektórych innych regionach Niemiec, przed domem ukochanej stawia się drzewko majowe. Po miesiącu należy je odebrać. Tradycją jest zapraszanie przez kobietę, dla której zostało postawione drzewko, młodego mężczyzny na ciasto i kawę. Istnieje jednak również tradycja, że młody mężczyzna, który odbiera drzewko, dostaje ciasto od matki kobiety, skrzynkę piwa od ojca i pocałunek od niej samej.

Oto jak wyglądają tego typu drzewka majowe w Niemczech:

Czy 1 maja sklepy w Niemczech są otwarte?

W związku z tym, że Święto Pracy jest w Niemczech dniem wolnym od pracy, większość sklepów będzie zamknięta. Wyjątek stanowią stacje benzynowe oraz supermarkety takie REWE To Go (np. na dworcu głównym w Kolonii, Berlinie, czy Monachium) czy Edeka (np. na dworcu głównym w Düsseldorf) na dworcach głównych dużych miastach.

Trzech polityków wyrzuconych ze znanego berlińskiego lokalu  – tylko dlatego, że są z AfD

2

W niemieckiej stolicy doszło do kontrowersyjnego incydentu, który wywołał dyskusję o granicach politycznej akceptacji i wolności w przestrzeni publicznej. Trzech polityków partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) zostało wyproszonych z popularnego lokalu w Berlinie – według relacji wyłącznie ze względu na swoją przynależność partyjną.

Politycy AfD wyproszeni z lokalu w Berlinie

Jak donosi niemiecka prasa, trzej politycy AfD – Maximilian Krah, Steffen Janich oraz Phillipp-Anders Rau – odwiedzili berlińską piwiarnię Gaffel Haus Berlin, gdzie planowali spędzić czas przy piwie.

Do zdarzenia doszło 14 kwietnia, jednak sprawa ujrzała światło dzienne dopiero kilka dni później za sprawą publikacji w Bildzie.

Początkowo z lokalu wyproszeni mieli zostać jedynie Krah i Rau. Gdy Steffen Janich zapytał o powód tej decyzji, również on został poproszony o opuszczenie lokalu.

Właściciele lokalu milczą

Dziennikarze Bild zwrócili się do właścicieli lokalu z prośbą o komentarz i potwierdzenie zdarzenia. Do momentu publikacji artykułu przedstawiciele Gaffel Haus Berlin nie odnieśli się do sprawy.

Brak oficjalnego stanowiska sprawia, że relacje opierają się głównie na przekazach medialnych oraz wypowiedziach samych zainteresowanych polityków.

Krah reaguje: apel o bojkot

Do sprawy odniósł się Maximilian Krah, który w rozmowie z mediami stwierdził, że istnieje „lepsze Kölsch niż Gaffel”. Jednocześnie zaapelował do swoich zwolenników o bojkot lokalu.

Jak podkreślił, jedynym skutecznym sposobem wywierania wpływu na przedsiębiorców są wyniki finansowe: spadek obrotów może skłonić ich do zmiany postawy.

Nie pierwszy taki przypadek

To nie pierwszy raz, gdy przynależność partyjna Kraha prowadzi do kontrowersji. Pod koniec lutego drukarnia Friedrich Pustet z Regensburga zerwała współpracę z wydawnictwem Castrum Verlag w związku z planowaną publikacją książki polityka.

W uzasadnieniu decyzji wskazano, że autor – jako członek AfD – reprezentuje orientację polityczną, z którą firma nie chce być kojarzona.

Odwołane wystąpienie na targach książki

Wcześniej Leipziger Buchmesse odwołały zaplanowane wystąpienie Kraha, który miał zaprezentować swoją książkę „Die Reise nach Europa”.

Organizatorzy tłumaczyli decyzję względami bezpieczeństwa. Sam polityk odrzucił jednak tę argumentację, uznając ją za pretekst.

Spór o granice wykluczenia

Opisany incydent wpisuje się w szerszą debatę toczącą się w Niemczech na temat traktowania przedstawicieli kontrowersyjnych ugrupowań politycznych.

Z jednej strony podnoszone są argumenty o prawie właścicieli lokali do decydowania, kogo obsługują. Z drugiej – pojawiają się głosy, że wykluczanie klientów ze względu na poglądy polityczne może prowadzić do dalszej polaryzacji społeczeństwa.

Sprawa z Berlina pokazuje, jak napięta pozostaje atmosfera wokół działalności AfD i jej przedstawicieli w przestrzeni publicznej Niemiec.

źródło: bild.de

600 000 euro z pieniędzy podatników na kawiarnię, do której nie mają wstępu biali ludzie! Kontrowersyjne projekty w Niemczech

1

Decyzja nowej minister ds. rodziny w Niemczech, Karin Prien, o wstrzymaniu finansowania części projektów w ramach programu „Demokratie leben!” wywołała ostrą debatę polityczną. Krytycy zarzucają jej ograniczanie wsparcia dla inicjatyw społecznych. Tymczasem fragment książki „Unterwanderung – Der politische Islam weiter auf dem Vormarsch” rzuca światło na wieloletnie finansowanie projektów, które budzą poważne wątpliwości.

Publikacja opisuje przykłady organizacji i inicjatyw, które otrzymywały znaczne środki publiczne, mimo kontrowersji dotyczących ich działalności, przekazu ideologicznego czy powiązań personalnych.

Setki tysięcy euro dla przestrzeni dostępnej tylko dla wybranych

Jednym z przytoczonych przykładów jest organizacja BIWOC Rising, która w latach 2021-2024 otrzymała łącznie 662 450 euro z programu „Demokratie leben!”. Prowadzi ona w Berlinie przestrzeń coworkingową z kawiarnią, określaną jako tzw. „safer space”.

Zgodnie z deklaracjami organizacji, dostęp do tej przestrzeni mają wyłącznie osoby należące do określonych grup: „BIWoC” (Black, Indigenous and Women of Color) oraz „TINBIPoC” (Trans, Inter* i niebinarne osoby o innym niż biały kolorze skóry).

W praktyce oznacza to, że osoby białe nie mają wstępu do tego miejsca. Jednocześnie statut organizacji przewiduje działalność na rzecz szerokiego spektrum osób potrzebujących – w tym prześladowanych politycznie czy uchodźców – co zdaniem autorów książki może pozostawać w sprzeczności z faktycznymi zasadami funkcjonowania projektu.

Kontrowersje wokół kadry kierowniczej

Dodatkowe wątpliwości budzą działania osób związanych z organizacją. Według ustaleń dziennika Die Welt, dyrektorka BIWOC Rising, Loubna Messaoudi, udostępniła w rocznicę ataku Hamasu 7 października 2023 roku wpis określający tę operację jako „opór przeciw kolonializmowi”.

Po interwencji policji wobec jednej z propalestyńskich aktywistek miała również porównać działania Niemiec do czasów narodowego socjalizmu.

W radzie doradczej organizacji zasiada z kolei aktorka Mihaela Dragan, która kwestionowała prawo Izraela do istnienia i używała obraźliwych określeń wobec izraelskich osadników.

Organizacja nie odpowiedziała na szczegółowe pytania dotyczące tych kwestii.

Miliony euro na wpływanie na język debaty publicznej

Kolejnym przykładem są „Neue Deutsche Medienmacher*innen”, organizacja, która wraz z partnerami otrzymała ponad 3,4 mln euro finansowania.

Tworzy ona m.in. tzw. „glosariusz językowy”, wykorzystywany w niektórych redakcjach – zwłaszcza mediów publicznych – jako wskazówki dotyczące niedyskryminującego języka.

W opracowaniu tym określenia takie jak „uchodźca ekonomiczny” czy „uchodźca biedy” uznawane są za pejoratywne. Z kolei pojęcia takie jak „nielegalny migrant”, „nadużycie azylu” czy nawet „integracja” wskazywane są jako problematyczne w określonych kontekstach.

Autorzy książki podnoszą, że takie podejście może ograniczać zakres debaty publicznej, eliminując z niej kluczowe pojęcia.

Spór o terminologię i interpretację zjawisk

W glosariuszu organizacji pojawiają się także zalecenia dotyczące opisywania przestępczości. Termin „klan” w kontekście przestępczości zorganizowanej uznawany jest za stygmatyzujący i powiązany z „kulturowym rasizmem”.

Z kolei islamizm definiowany jest jako połączenie religii i polityki, przy czym podkreśla się, że nie jest on tożsamy z terroryzmem. Jednocześnie autorzy glosariusza krytycznie odnoszą się do części wypowiedzi określanych jako „islamokrytyka”, wskazując, że mogą one mieć charakter uprzedzeń wobec muzułmanów.

Festiwal, kontrowersje i pytania o nadzór

Trzecim opisanym przypadkiem jest działalność sieci „CLAIM”, która również była finansowana ze środków publicznych.

Podczas wydarzenia „Unity Fest” w Berlinie we wrześniu 2025 roku pojawiły się elementy budzące kontrowersje – m.in. występy dzieci śpiewających religijne pieśni (nasheedy), malowanie flag palestyńskich czy sprzedaż koszulek z mapą, na której nie było Izraela.

Organizacja „CLAIM” oświadczyła, że ostatecznie wycofała się z udziału w wydarzeniu i nie była świadoma szczegółów programu. Jednocześnie wskazała, że jej logo zostało użyte bez zgody.

Antysemityzm wśród partnerów i reakcja organizacji

Dodatkowe napięcia wywołały doniesienia o wypowiedziach osoby związanej z organizacją partnerską „Teilseiend”, która miała publikować antysemickie treści w mediach społecznościowych – m.in. określając syjonistów jako „chorobę” czy kwestionując upamiętnianie Holokaustu.

Po ujawnieniu sprawy organizacje zdystansowały się od tych wypowiedzi, a „Teilseiend” zakończył współpracę z daną osobą.

Koniec „CLAIM”-Allianz i polityczne konsekwencje

W listopadzie 2025 roku ogłoszono rozwiązanie „CLAIM-Allianz”. Działalność ma być kontynuowana w nowej formule organizacyjnej jako spółka non-profit.

Równolegle minister Karin Prien zapowiedziała szczegółowy przegląd projektów finansowanych w ramach programu „Demokratie leben!”. W wyniku tych działań również projekty związane z „CLAIM” znalazły się pod zwiększoną kontrolą.

Rząd odpowiada wymijająco

Na zapytanie parlamentarne dotyczące ewentualnego nadzoru służb nad organizacją „CLAIM” i jej partnerami, niemiecki rząd powołał się na względy bezpieczeństwa i nie udzielił pełnej odpowiedzi.

W oficjalnym stanowisku wskazano jedynie, że wobec samej organizacji nie ma dostępnych informacji, natomiast w przypadku niektórych jej partnerów istnieją „pojedyncze ustalenia o różnym charakterze i aktualności”. W związku z tym dalsze finansowanie projektów ma zostać poddane analizie.

Debata dopiero się zaczyna

Opisane przypadki wpisują się w szerszą dyskusję na temat przejrzystości wydatkowania środków publicznych oraz kontroli nad organizacjami korzystającymi z finansowania państwowego w Niemczech.

Decyzje polityczne podejmowane w najbliższych miesiącach mogą mieć istotny wpływ na przyszłość programów wspierających inicjatywy społeczne – a także na sposób prowadzenia debaty publicznej w tym kraju.

źródło: focus.de

Drastyczny spadek deportacji w Niemczech. Do Syrii i Iranu odesłano zaledwie kilka osób!

0

Mniej deportacji niż rok wcześniej

W pierwszym kwartale 2026 roku liczba deportacji z Niemiec wyraźnie spadła. Z danych rządu federalnego, na które powołuje się dziennik „Neue Osnabrücker Zeitung”, wynika, że w okresie od stycznia do marca kraj musiało przymusowo opuścić 4 807 osób. To o 1 344 mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W pierwszym kwartale 2025 roku deportowano bowiem 6 151 osób.

Najczęstsze kierunki deportacji

Jak poinformowało niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, najwięcej osób deportowano do kilku konkretnych państw. Najczęstszym kierunkiem była Turcja – 601 przypadków. Kolejne miejsca zajęły Gruzja (266), Macedonia Północna (230) oraz Hiszpania (192). Po 178 osób odesłano do Maroka i Algierii. Dane te pokazują, że deportacje koncentrują się głównie na określonych krajach, do których powrót jest możliwy z punktu widzenia prawnego i logistycznego.

Niewielka liczba deportacji do krajów objętych konfliktami

Zdecydowanie niższe liczby dotyczą państw uznawanych za szczególnie wrażliwe pod względem bezpieczeństwa. W pierwszym kwartale 2026 roku do Syrii deportowano trzy osoby. Tyle samo osób odesłano do Iranu. Do Afganistanu trafiło 27 osób.

Dane z odpowiedzi rządu

Przedstawione informacje pochodzą z odpowiedzi rządu federalnego na zapytanie frakcji Lewicy w Bundestagu. Pokazują one aktualne trendy w niemieckiej polityce migracyjnej oraz skalę realizowanych deportacji.

Wyraźny trend spadkowy

Spadek liczby deportacji może wynikać z różnych czynników, w tym ograniczeń prawnych, sytuacji międzynarodowej czy problemów organizacyjnych związanych z realizacją powrotów.

Jednocześnie dane wskazują, że Niemcy nadal prowadzą działania w zakresie egzekwowania decyzji o opuszczeniu kraju, choć ich skala w 2026 roku jest mniejsza niż rok wcześniej.

źródło: rtl.de

Niemcy uderzą po kieszeniach miłośników słodyczy. Nowy podatek tuż-tuż!

2

Rząd federalny w Niemczech planuje wprowadzenie podatku cukrowego jako elementu reform fiskalnych i działań prozdrowotnych. Propozycja budzi jednak kontrowersje, ponieważ wcześniej zdecydowany sprzeciw wobec takiego rozwiązania wyraziła CDU podczas swojego partyjnego kongresu.

Rząd planuje podatek cukrowy jako element reformy budżetowej i zdrowotnej

Według informacji z otoczenia ministra finansów Lars Klingbeil (SPD), podatek cukrowy ma być częścią pakietu działań służących konsolidacji budżetu państwa. Równolegle rozważane są również podwyżki podatków na tytoń i alkohol. Jednocześnie rozwiązanie ma mieć również charakter zdrowotny – ograniczać spożycie cukru i wspierać profilaktykę chorób cywilizacyjnych.

Propozycja komisji zdrowia: podatek od słodzonych napojów

Punktem wyjścia dla projektu jest rekomendacja komisji ds. reformy ustawowego ubezpieczenia zdrowotnego, powołanej przez minister zdrowia Nine Warken (CDU). Zaproponowano wprowadzenie stopniowanego podatku od napojów o wysokiej zawartości cukru, takich jak cola czy lemoniady. Według szacunków nowe rozwiązanie mogłoby przynieść około 450 milionów euro rocznie. Środki te miałyby zostać przeznaczone zarówno na stabilizację systemu opieki zdrowotnej, jak i programy profilaktyczne.

CDU przeciwna, ale część partii widzi „efekt zdrowotny”

Szczególnie istotne jest to, że CDU oficjalnie odrzuciła pomysł podatku cukrowego podczas swojego kongresu partyjnego w Stuttgarcie. Wniosek zgłoszony przez landowy oddział z Szlezwik-Holsztyn, wspierany przez Daniela Günthera, nie uzyskał poparcia. Sam Günther argumentował:

„Potrzebujemy podatku o działaniu regulacyjnym, aby przeciwdziałać tym poważnym problemom zdrowotnym.”

Ostatecznie propozycja została odrzucona przez delegatów CDU.

Apel organizacji i presja społeczna

Równolegle 46 organizacji – w tym Bundesärztekammer oraz organizacja Foodwatch – wystosowało otwarty list wzywający do wprowadzenia opłaty dla producentów napojów słodzonych. Sygnatariusze argumentowali, że taki krok leży „w interesie ochrony zdrowia przyszłych pokoleń”. Mimo tego nacisku politycy CDU na kongresie odrzucili pomysł podatku.

Możliwy zwrot w polityce rządu

Obecnie jednak pojawiają się sygnały, że rząd federalny może wrócić do koncepcji podatku cukrowego, niezależnie od stanowiska CDU wyrażonego na kongresie partyjnym. Według doniesień, decyzje partii nie muszą mieć bezpośredniego przełożenia na działania rządu. Daniel Günther odniósł się do tych informacji pozytywnie, ale z zastrzeżeniem dotyczącym przeznaczenia środków:

„To, że temat podatku cukrowego zyskuje na znaczeniu w rządzie federalnym, bardzo mnie cieszy. Jednocześnie środki nie mogą służyć łataniu dziur budżetowych, lecz muszą trafiać na zdrowie naszych dzieci i młodzieży.”

Podsumowanie

Planowany podatek cukrowy w Niemczech staje się kolejnym punktem sporu między polityką zdrowotną, finansami publicznymi i stanowiskami partii rządzących. Choć CDU oficjalnie go odrzuciła, rząd federalny nadal rozważa jego wprowadzenie, co zapowiada dalszą debatę polityczną w najbliższych miesiącach.

źródło: n-tv.de

Niemcy: Kierowca otrzymał 5 euro mandatu za zatrąbienie na kota

3

Zaskakujący mandat z Dortmundu

W niemieckim mieście Dortmund 65-letni mężczyzna został ukarany mandatem w wysokości 5 euro za „niewłaściwe użycie sygnału dźwiękowego”.

W oficjalnym piśmie z policji wykroczenie określono jako „nadużycie sygnału dźwiękowego”, czyli nieuzasadnione użycie klaksonu.

Sytuacja z kotem na drodze

Do zdarzenia doszło 25 lutego 2026 roku w strefie ograniczenia prędkości do 30 km/h. Według relacji kierowcy, podczas jazdy samochodem elektrycznym zauważył on kota, który siedział przy krawędzi jezdni i miał wejść na drogę.

Jak opisał, zatrzymał się i użył klaksonu, ponieważ jego pojazd jest bardzo cichy i chciał zwrócić uwagę zwierzęcia, aby nie weszło na jezdnię. Kot miał wówczas oddalić się z drogi.

Reakcja innego uczestnika ruchu

Jak się później okazało, sytuację zgłosiła anonimowo rowerzystka, która przejeżdżała w pobliżu. Według jej relacji dźwięk klaksonu miał ją przestraszyć, przez co mogła niemal stracić równowagę.

Na tej podstawie złożyła zgłoszenie online do policji.

Decyzja policji i mandat

Policja w Dortmundzie uznała zdarzenie za wykroczenie. Jak wyjaśniono, w przypadku tego typu sytuacji funkcjonariusze mają pewien zakres uznaniowości, jednak w tym przypadku zdecydowano o nałożeniu mandatu.

Zgodnie z przepisami niemieckiego kodeksu drogowego sygnał dźwiękowy w terenie zabudowanym może być używany wyłącznie w celu ostrzegania przed bezpośrednim zagrożeniem.

Spór o interpretację sytuacji

Choć kierowca miał możliwość przedstawienia swojej wersji wydarzeń, ostatecznie zdecydował się przyjąć mandat i go opłacić. Jak stwierdził, nie żałuje swojej decyzji, ponieważ – jego zdaniem – przyczynił się do uniknięcia potencjalnego zagrożenia dla zwierzęcia.

Przepisy dotyczące użycia klaksonu

Zgodnie z niemieckimi przepisami ruchu drogowego (paragraf 16 StVO), sygnał dźwiękowy w obszarze zabudowanym może być używany jedynie w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia. Poza terenem zabudowanym dopuszczalne jest jego użycie jako sygnału ostrzegawczego przy wyprzedzaniu.

Sprawa z Dortmundu stała się przykładem nietypowej interpretacji przepisów drogowych i wywołała dyskusję na temat granic ich stosowania w codziennych sytuacjach.

źródło: bild.de

Niemcy: Próbował zgwałcić 15-latkę w pociągowej toalecie. Mimo recydywy i powagi zarzutów, podejrzany Syryjczyk wyszedł na wolność

3

Nocny incydent w pociągu do Dortmundu

W Niemczech doszło do poważnego incydentu na pokładzie pociągu dużych prędkości ICE. W nocy z 21 na 22 kwietnia, w składzie jadącym w kierunku Dortmundu, miało dojść do próby gwałtu na 15-letniej dziewczynie.

Podejrzanym jest obywatel Syrii ubiegający się o azyl, który – według informacji policji – był już wcześniej notowany przez służby. Mimo poważnych zarzutów mężczyzna został po interwencji wypuszczony na wolność.

Policja: brak podstaw do aresztu tymczasowego

Jak poinformował rzecznik policji, decyzja o zwolnieniu mężczyzny wynikała z braku przesłanek do zastosowania aresztu tymczasowego.
„Szczególne warunki dla zastosowania tymczasowego aresztowania nie zostały spełnione” – przekazano w komunikacie.

Wcześniej ustalono tożsamość podejrzanego i przeprowadzono podstawowe czynności.

Kwalifikacja prawna: molestowanie i uszkodzenie ciała

Według wstępnej oceny prokuratury w Dortmundzie, sprawa jest obecnie kwalifikowana jako podejrzenie molestowania seksualnego w połączeniu z naruszeniem nietykalności cielesnej.

Śledczy podkreślają, że jest to wstępna kwalifikacja prawna, oparta na dotychczas zgromadzonych informacjach.

Do zdarzenia doszło w toalecie pociągu

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że incydent miał miejsce w toalecie pociągu ICE 921. Tam mężczyzna miał próbować zgwałcić nastolatkę.

Dziewczynie udało się początkowo uwolnić, jednak – według relacji – podejrzany miał ponownie ją zaatakować.

Interwencja pasażerów i personelu

Na sytuację zareagowała jedna z pasażerek, która zauważyła zdarzenie i zaalarmowała obsługę pociągu. Personel natychmiast podjął interwencję, obezwładnił mężczyznę i przetrzymywał go do czasu przyjazdu funkcjonariuszy policji federalnej na dworzec w Dortmundzie.

Podejrzany był już wcześniej notowany

Jak wynika z informacji przekazanych przez policję, mężczyzna był wcześniej znany organom ścigania. Miał być notowany w związku z podobnymi przestępstwami, a także z powodu poważnego rozboju oraz naruszeń przepisów dotyczących posiadania broni.

Znajomość między stronami

Z ustaleń śledczych wynika również, że podejrzany i 15-latka mogli się wcześniej znać. Rzecznik policji wskazał na istnienie „relacji” między nimi, nie podając jednak szczegółów jej charakteru.

Śledztwo trwa

Postępowanie jest w toku, a organy ścigania analizują zgromadzony materiał dowodowy. Kluczowe będzie ustalenie dokładnego przebiegu zdarzenia oraz odpowiedzialności poszczególnych osób.

Zgodnie z zasadą domniemania niewinności, do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy mężczyzna pozostaje osobą podejrzaną, a nie skazaną.

źródło: bild.de

Mężczyzna z dwoma nożami terroryzował ulicę w Kaarst. Finał interwencji mrozi krew w żyłach

2

Groźna sytuacja na ulicy – interwencja zakończona strzałami

W niemieckim mieście Kaarst doszło do dramatycznej interwencji policji, podczas której funkcjonariusze użyli broni palnej wobec agresywnego mężczyzny uzbrojonego w noże.

26-latek, ubrany w ciemną kurtkę, miał ruszyć w stronę policjantów, trzymając w rękach dwa długie noże kuchenne. Funkcjonariusze wielokrotnie wzywali go do położenia się na ziemi i odrzucenia broni, jednak – jak wynika z relacji świadków – nie reagował na polecenia.

Nagranie z akcji: najpierw ostrzeżenia, potem strzały

Dramatyczne wydarzenia zostały zarejestrowane przez świadków, którzy filmowali interwencję telefonami komórkowymi. Na nagraniach słychać, jak policjanci krzyczą do mężczyzny, nakazując mu odłożyć noże i się poddać.

Gdy wezwania nie przyniosły efektu, funkcjonariusze oddali strzały ostrzegawcze w powietrze. To jednak również nie powstrzymało napastnika. W tej sytuacji policjanci zdecydowali się użyć broni palnej i oddali strzały w jego kierunku.

Według ustaleń medialnych jedna z kul trafiła mężczyznę w nogę, a kolejna spowodowała ranę powierzchowną.

Ranny, ale nadal agresywny

Pomimo odniesionych obrażeń 26-latek nadal poruszał się w kierunku policjantów, kulejąc i wciąż wymachując nożem. Dopiero po chwili udało się go obezwładnić.

Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe, które przewiozło ciężko rannego mężczyznę do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Interwencja po zgłoszeniu od rodziny

Do zdarzenia doszło po tym, jak około godziny 9:40 rodzina 26-latka zadzwoniła pod numer alarmowy. Zgłoszenie dotyczyło mężczyzny znajdującego się w stanie silnego kryzysu psychicznego.

Według przekazanych informacji miał on grozić członkom rodziny oraz zadawać sobie obrażenia. Jeszcze przed przyjazdem policji wybiegł z domu, będąc uzbrojonym w dwa noże kuchenne.

Użyto także gazu i udzielono pierwszej pomocy

Podczas interwencji funkcjonariusze użyli również gazu pieprzowego. Zdjęcia z miejsca zdarzenia pokazują łuski po nabojach na ulicy, a na nożach mężczyzny widoczna była krew. Nie jest jednak jasne, czy pochodziła ona z obrażeń zadanych przez niego samego.

Jak poinformował rzecznik policji, funkcjonariusze natychmiast udzielili rannemu pierwszej pomocy jeszcze przed przybyciem służb ratunkowych.

Śledztwo prowadzi policja z Düsseldorfu

Okoliczności zdarzenia są obecnie wyjaśniane. Ze względu na konieczność zachowania bezstronności sprawę bada policja w Düsseldorfie.

Śledczy mają ustalić, co dokładnie doprowadziło do agresywnego zachowania mężczyzny oraz przebieg całej interwencji.

źródło: bild.de

Trump ostro atakuje Merza: „Nic dziwnego, że Niemcom idzie tak źle”

1

Konflikt na linii USA-Niemcy po wypowiedziach o Iranie

Prezydent USA Donald Trump publicznie skrytykował kanclerza Niemiec Friedricha Merza, odnosząc się do jego wypowiedzi dotyczących amerykańskiej strategii wobec Iranu. Spór rozgorzał po komentarzach niemieckiego polityka na temat polityki USA w regionie Bliskiego Wschodu.

Trump opublikował swoją reakcję na platformie Truth Social, gdzie odniósł się do słów Merza w bardzo ostrym tonie.

Trump: „Nie wie, o czym mówi”

W swoim wpisie Donald Trump stwierdził, że Friedrich Merz miałby rzekomo zgadzać się na to, aby Iran posiadał broń jądrową. Były prezydent USA skomentował to jednoznacznie: „Nie wie, o czym mówi!”.

Jednocześnie Trump ostrzegł przed potencjalnymi konsekwencjami: „Gdyby Iran miał broń jądrową, cały świat zostałby wzięty jako zakładnik”.

Obrona działań USA wobec Iranu

Trump bronił również działań Stanów Zjednoczonych w konflikcie z Teheranem. Podkreślił, że obecne działania są tym, co – jego zdaniem – inne państwa i wcześniejsi prezydenci powinni byli zrobić już dawno.

W dalszej części wpisu ponownie odniósł się do niemieckiego kanclerza, pisząc:
„Nic dziwnego, że Niemcom idzie tak źle – zarówno gospodarczo, jak i w innych kwestiach”.

Krytyka USA ze strony Merza

Friedrich Merz wcześniej sam odniósł się krytycznie do amerykańskiej polityki wobec Iranu. Podczas spotkania z uczniami zarzucił Waszyngtonowi brak jasnej strategii wyjścia z konfliktu.

Według niego Stany Zjednoczone „albo bardzo skutecznie negocjują, albo bardzo skutecznie nie negocjują”. Dodatkowo mówił o „upokorzeniu” USA przez irańskie władze.

Merz nie odnosił się w tym wystąpieniu do ewentualnego posiadania broni jądrowej przez Iran.

Narastające napięcia polityczne

Wymiana ostrych słów między Donaldem Trumpem a Friedrichem Merzem wpisuje się w szerszy kontekst napięć wokół polityki wobec Iranu oraz różnic w podejściu do strategii międzynarodowej między USA a Europą.

źródło: n-tv.de