W Berlinie wykryto PFAS w wodzie pitnej — chemikalia w sieciach wodociągowych

0

Badanie organizacji ekologicznej wykazało obecność per- i polifluorowanych substancji (PFAS) w próbkach wód gruntowych i wodociągowych

Organizacja Bund für Umwelt und Naturschutz Deutschland (BUND) wykryła obecność związków z grupy PFAS w próbkach pobranych z berlińskiego gruntu i sieci wodociągowej. Informację o wynikach badań podał lokalny nadawca RBB.

W całych Niemczech BUND przebadał 46 próbek wód gruntowych i pitnych — w 42 z nich stwierdzono obecność PFAS. W badaniu nie zanotowano przekroczeń obowiązujących dziś prawem wartości granicznych. Jednak w trzech lokalizacjach — Zeuthen (Brandenburgia), Ludwigslust i Güstrow (Meklemburgia-Pomorze Przednie) — zmierzone stężenia przekroczyły prognozowane, zaostrzane przyszłe limity, które mają obowiązywać od 2026 lub 2028 r. Mimo wykrycia PFAS rzecznicy BUND podkreślają, że zgodnie z obowiązującymi przepisami w większości miejsc woda z kranu jest zdaniem ekspertów bezpieczna do picia.

Gdzie wykryto największe stężenia?

Najwyższe obciążenie kilkoma różnymi związkami PFAS odnotowano w próbce pochodzącej z rejonu berlińskiego obszaru rządowego. W czterech próbkach PFAS nie wykryto — BUND podkreśla jednak, że badania miały charakter miejscowy i czasowy, dlatego nie odzwierciedlają stanu całej sieci wodociągowej w mieście.

Czym są PFAS i dlaczego budzą niepokój?

PFAS (per- i polifluorowane alkilsubstancje) to grupa syntetycznych związków obejmująca ponad 10 000 różnych substancji. Ze względu na trwałe wiązania węgiel-fluor są w środowisku praktycznie nieulegające rozkładowi — stąd nazwa potoczna: „chemikalia wieczności”. Zastosowanie PFAS jest szerokie: stosuje się je m.in. w powłokach trudnopalnych, odzieży wodoodpornej, opakowaniach spożywczych oraz pianach gaśniczych.

Badania naukowe łączą narażenie na niektóre PFAS z szeregiem problemów zdrowotnych. Liczne prace wskazują m.in. na wpływ na układ odpornościowy (osłabienie odpowiedzi immunologicznej), zwiększone ryzyko niektórych nowotworów, zaburzenia płodności oraz powiązania z otyłością i zaburzeniami metabolicznymi. Z uwagi na różnorodność związków i różne profile toksykologiczne, ocena ryzyka wymaga jednak precyzyjnych analiz i długoterminowych badań.

Co dalej? Limity, monitoring i działania zapobiegawcze

Władze krajowe pracują nad zaostrzeniem przepisów dotyczących PFAS w wodzie pitnej — zgodnie z zapowiedziami nowe ograniczenia mają wejść w życie w kolejnych latach (2026/2028). Próbki wskazujące na przekroczenia przyszłych standardów w trzech miejscowościach pokazują, że konieczne będą intensyfikacja monitoringu, identyfikacja lokalnych źródeł zanieczyszczeń oraz wdrożenie technologii oczyszczania wody tam, gdzie to konieczne.

Specjaliści zalecają także:

  • systematyczne i szerzej zakrojone badania w sieciach wodociągowych;
  • szybką identyfikację punktowych źródeł PFAS (np. zastosowanie pian gaśniczych, zakłady przemysłowe);
  • informowanie mieszkańców i grup wrażliwych (np. kobiety w ciąży, małe dzieci) w miejscach o podwyższonych stężeniach;
  • rozważenie technologii usuwania PFAS (np. aktywnego węgla, odwróconej osmozy) tam, gdzie przekroczenia się potwierdzą.

Podsumowanie

Odkrycie PFAS w próbkach badanych przez BUND wzmacnia głosy ekspertów nawołujących do zaostrzenia monitoringu i przepisów oraz do szybkiego wyjaśnienia źródeł zanieczyszczeń. Chociaż obecnie — według obowiązujących taryf prawnych — wartości graniczne nie zostały masowo przekroczone i w większości miejsc woda pitna pozostaje uznawana za bezpieczną, wykrycie tych trwałych substancji w sieciach wodociągowych Berlina i innych lokalizacjach jest sygnałem alarmowym wymagającym dalszych kroków administracyjnych i technicznych.

źródło: berliner-zeitung.de

31 Afgańczyków z rządową zgodą na wjazd ląduje w Hanowerze — mimo wstrzymania programu przyjęć

3

Rząd federalny zobowiązany wyrokami sądów do wydania wiz. Wśród przybyłych była dyrektorka szkoły z Kabulu

We wtorek wieczorem w Hanowerze wylądowało 31 obywateli Afganistanu, którzy otrzymali od rządu federalnego zgodę na przyjazd do Niemiec. Przylecieli rejsowym samolotem z Islamabadu z międzylądowaniem w Stambule, jak poinformował rzecznik Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wszyscy pasażerowie to osoby, których prawomocne wyroki niemieckich sądów zobowiązały Republikę Federalną do umożliwienia im wjazdu i wydania niezbędnych wiz. Każda z nich przeszła wcześniej procedurę kwalifikacyjną oraz szczegółową kontrolę bezpieczeństwa.

Czwarty lot w ramach niemieckich programów przyjęć

To już czwarty przelot afgańskich obywateli do Niemiec w ramach różnych programów ewakuacyjnych uruchomionych dla szczególnie zagrożonych osób. W poprzednich przypadkach uchodźcy również trafiali najpierw do Hanoweru, a następnie byli rozdzielani między poszczególne kraje związkowe.
Za czasów poprzedniego rządu organizowano specjalne, czarterowe loty przeznaczone wyłącznie dla uczestników programów przyjęć. Obecne przeloty odbywają się liniami rejsowymi.

„W Niemczech chcę edukacji dla moich córek” — emocjonalne relacje uchodźców

Wśród nowo przybyłych znalazła się była dyrektorka szkoły z Kabulu, która po ponad roku oczekiwania w Pakistanie mogła w końcu opuścić kraj. W rozmowie z mediami wyraziła głęboką wdzięczność i ulgę:

„Marzę o tym, by moje córki mogły w Niemczech zdobyć wykształcenie” — powiedziała kobieta.

Podobne emocje towarzyszyły afgańskiemu dziennikarzowi, który po niemal dwóch latach w Islamabadzie przybył do Niemiec wraz z żoną i małym synem. Jak podkreślił, czuje radość i nadzieję, ale także smutek — część jego rodziny wciąż czeka w Pakistanie na możliwość wyjazdu.

Program przyjęć wstrzymany, ale sądy decydują inaczej

Od maja 2025 roku nowy rząd koalicyjny (CDU/CSU i SPD) wstrzymał realizację federalnego programu przyjęć dla szczególnie zagrożonych Afgańczyków. Program ten obejmował m.in. byłych lokalnych współpracowników niemieckich instytucji, ich rodziny, a także osoby narażone na represje ze strony talibów, takie jak działacze praw człowieka, prawnicy i dziennikarze.

Mimo decyzji politycznej o wstrzymaniu przyjęć, część Afgańczyków uzyskała wizy dzięki wyrokom sądów administracyjnych, które nakazały rządowi umożliwienie ich wjazdu. W wielu przypadkach uchodźcy byli wspierani przez organizację „Kabul Luftbrücke”, znaną z pomocy w ewakuacji afgańskich cywilów po przejęciu władzy przez talibów.

Rząd proponuje pieniądze w zamian za rezygnację z przyjazdu

Według doniesień medialnych, rząd federalny próbuje obecnie nakłonić niektórych Afgańczyków do rezygnacji z programu przyjęć, oferując im świadczenia finansowe i pomoc rzeczową. Propozycje te mają sięgać kwot pięciocyfrowych w euro, jednak wielu zainteresowanych odrzuca takie rozwiązania, uznając je za próbę obejścia zobowiązań humanitarnych.

Struktura i liczby: kto czeka na wyjazd

W Pakistanie nadal przebywa około 1900 Afgańczyków z niemieckimi zgodami na przyjazd, którzy wciąż oczekują na możliwość wylotu.
Wśród wszystkich osób objętych różnymi programami ewakuacyjnymi znajdują się m.in.:

  • ok. 220 byłych współpracowników niemieckich instytucji,
  • ok. 60 osób z tzw. listy praw człowieka,
  • ok. 600 uczestników tzw. programu pomostowego (Überbrückungsprogramm),
  • oraz około 1000 Afgańczyków w ramach federalnego programu przyjęć (Bundesaufnahmeprogramm für Afghanistan).

Zmiana polityki migracyjnej w umowie koalicyjnej

W umowie koalicyjnej CDU, CSU i SPD znalazł się jednoznaczny zapis o ograniczeniu lub całkowitym zakończeniu dobrowolnych federalnych programów przyjęć.

„Będziemy w miarę możliwości kończyć istniejące dobrowolne programy przyjęć (np. dla Afganistanu) i nie będziemy uruchamiać nowych” — głosi dokument koalicyjny.

Tym samym nowy rząd zamknął etap otwartych programów ewakuacyjnych, które jeszcze w poprzednich latach stanowiły jedno z kluczowych narzędzi niemieckiej polityki humanitarnej wobec Afganistanu.

źródło: welt.de

Niemcy: Minister Dobrindt zakazuje „Muslim Interaktiv” — obławy i przeszukania w trzech krajach związkowych

0

Poranne akcje policji w Hamburgu, Berlinie i Hesji — działalność stowarzyszenia zablokowana

Minister spraw wewnętrznych podjął decyzję o zakazie działalności wobec islamistycznej grupy „Muslim Interaktiv”. Od wczesnych godzin porannych funkcjonariusze przeprowadzają przeszukania pomieszczeń stowarzyszeniowych i prywatnych mieszkań rzekomych liderów organizacji — akcje prowadzone są równocześnie w Hamburgu, Berlinie i Hesji.

Zgodnie z komunikatem medialnym, zakaz obejmuje całkowite uniemożliwienie działalności grupy: jej strony internetowe oraz konta w mediach społecznościowych mają zostać zablokowane lub usunięte, a majątek stowarzyszenia — zabezpieczony i skonfiskowany. Decyzja opiera się na obszernej dokumentacji zebranej przez Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (Bundesamt für Verfassungsschutz) przy współudziale kilku państwowych służb ochrony konstytucji. Przeszukania mają na celu zabezpieczenie dodatkowych dowodów. Organizacja ma prawo zaskarżyć zakaz na drodze sądowej.

Zasięg w mediach społecznościowych i działania skierowane do młodych ludzi

„Muslim Interaktiv” zdobywała znaczną widownię zwłaszcza wśród młodszych odbiorców za pośrednictwem platform takich jak TikTok (ok. 18 700 obserwujących, 389 000 polubień), Instagram (około 10 000 obserwujących) oraz YouTube (ok. 19 100 subskrybentów). W krótkich klipach występują młodzi kaznodzieje, a treści publikowane przez grupę odnoszą się często do aktualnych debat publicznych, co — zdaniem śledczych — zwiększa ich atrakcyjność wśród młodej publiczności.

Mimo pozornie otwartej i nowoczesnej formy obecności online, struktura organizacji jest opisywana przez służby jako klandestynna — ukryta i trudna do zweryfikowania: często nie jest jasne, kto stoi za produkcją materiałów i kto faktycznie kieruje działaniami.

Ideologiczne cele: kalifat i powiązania historyczne

Zdaniem organów bezpieczeństwa ideologicznym celem „Muslim Interaktiv” jest ustanowienie kalifatu — koncepcji światowej władzy o charakterze absolutystycznym. W tym zakresie grupa wykazuje powiązania koncepcyjne z organizacją Hizb ut-Tahrir, która od lat dąży do podobnego celu i jest w Niemczech objęta zakazem od 2003 roku.

Pokrewne ugrupowania pod lupą — przeszukania, ale bez zakazu

W toku porannych działań policyjnych przeszukano także obiekty związane z grupami „Realität Islam” i „Generation Islam”. Obie formacje określane są przez służby jako odgałęzienia lub sympatyzujące środowiska „Muslim Interaktiv”. Na chwilę obecną wobec tych dwóch podmiotów nie wprowadzono zakazu stowarzyszeniowego; działania wobec nich mają charakter operacyjny — służby poszukują dowodów i materiałów wyjaśniających ich powiązania.

Reakcje i dalsze kroki

Decyzję ministra poparł m.in. szef policji w mieście, który od dawna opowiadał się za prawnym uderzeniem w organizację. Z kolei eksperci i część komentatorów wskazują, że sam zakaz to tylko jeden z elementów — istotne będą teraz zabezpieczenie zgromadzonych materiałów dowodowych, prześwietlenie struktur finansowych oraz przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się treści propagandowych w internecie.

Organy ścigania podkreślają, że działania te są konieczne ze względu na bezpieczeństwo publiczne i ochronę młodych ludzi przed radykalizacją. Równocześnie przypominają, iż osoby i podmioty objęte zakazem mają prawo do skargi i odwołań, a sprawa zapewne trafi na ścieżkę sądową.

źródło: tagesschau.de

Niemcy: Fizjoterapeuta skazany na 5 lat — przez pięć lat wykorzystywał 17 pacjentek, najmłodsza miała 15 lat

0

Wyrok w Rostocku: wieloletnie nadużycia w gabinecie w Elmenhorst-Lichtenhagen

Sąd krajowy w Rostocku skazał 45-letniego fizjoterapeutę Martin A. na pięć lat pozbawienia wolności za wykorzystywanie seksualne pacjentek. W toku procesu ustalono, że w latach marzec 2020 – marzec 2025 mężczyzna dopuszczał się nadużyć wobec 17 kobiet i dziewcząt; najmłodsza ofiara miała 15, najstarsza 83 lata.

Fizjoterapeuta przyznał się do stawianych zarzutów już na początku procesu. Sąd uznał, że wykorzystywał on swoją pozycję zawodową, „bezwstydnie» osaczał pacjentki podczas zabiegów i doprowadzał do kontaktów intymnych w obrębie narządów płciowych. W pięciu przypadkach czynności te miały charakter gwałtu; w dwóch — przestępstw o niższym ciężarze (molestowanie o charakterze seksualnym).

Zakaz wykonywania pracy z kobietami

W lipcu sąd administracyjny odebrał oskarżonemu prawo do wykonywania zawodu fizjoterapeuty. Dodatkowo orzeczono pięcioletni zakaz wykonywania działalności zawodowej, w tym prac w miejscach, gdzie kobiety całkowicie lub częściowo się rozbierają (np. baseny, sauny, centra wellness).

Ofiary przez lata szukały pomocy — zamiast tego traumatyczne doświadczenia

Wiele poszkodowanych było pod opieką oskarżonego przez lata — zgłaszały się do gabinetu z dolegliwościami takimi jak rwa kulszowa, bóle stawu skroniowo-żuchwowego, bóle pleców, choroba zwyrodnieniowa czy bóle bioder. Zamiast ulgi doświadczyły przemocy i upokorzenia. Jedna z ofiar (19 lat) relacjonowała w sądzie: „Byłam jak sparaliżowana, zamilkłam”.

W 2019 roku fizjoterapeuta był już zatrzymywany przez organy ścigania w związku z podejrzeniem molestowania w tym samym gabinecie, jednak sprawa nie uniemożliwiła mu kontynuowania działalności i — jak wynika z wyroku — po kilku latach nadużycia nasiliły się.

Motywacja sprawcy i konsekwencje karne oraz cywilne

W toku procesu nie ustalono jednoznacznej, pełnej motywacji czynów. Oskarżony był niedawno po rozwodzie, deklarował niezaspokojenie seksualne w nowym związku, regularnie pił alkohol i korzystał z materiałów pornograficznych — co, jak stwierdził sąd, mogło obniżać jego hamulce.

W ramach odszkodowań sprawca wypłacił poszkodowanym łączną kwotę 115 000 euro tytułem zadośćuczynienia. W mowie końcowej oświadczył, że zamierza podjąć terapię podczas odbywania kary: „Nic nie cofnie tego, co się stało, choć to moje najszczersze pragnienie”, mówił.

Reakcja sądu i perspektywy

Sędzia Lars Bruske w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że oskarżony bezwzględnie wykorzystał zawodową przewagę i zaufanie pacjentek. Wyrok przewyższał żądanie prokuratury, co wskazuje na surową ocenę czynów przez sąd.

Oskarżony został też obciążony zakazem wykonywania zawodu, a jego ewentualne podjęcie pracy w środowiskach mogących stwarzać ryzyko dla kobiet będzie przez pięć lat zabronione. Możliwe są dalsze odwołania — strony mają ustawowy czas na złożenie apelacji.

źródło: bild.de

Masowe wybicie drobiu w Dolnej Saksonii. 175 tysięcy kur niosek zlikwidowanych z powodu ptasiej grypy

2

Szósty przypadek w powiecie Vechta w ciągu półtora tygodnia

Epidemia ptasiej grypy w Niemczech nie ustępuje. W powiecie Vechta w Dolnej Saksonii odnotowano kolejny, już szósty w ciągu półtora tygodnia przypadek zakażenia wirusem u drobiu. Tym razem ognisko choroby wykryto w miejscowości Spreda. W wyniku decyzji władz weterynaryjnych wybitych zostanie aż 175 tysięcy kur niosek.

Pierwsze podejrzenie zakażenia pojawiło się w poniedziałek, gdy szybki test wykazał obecność wirusa. Dziś Friedrich-Loeffler-Institut, będący krajowym instytutem referencyjnym ds. chorób zwierząt, potwierdził pozytywny wynik badań.

Strefy bezpieczeństwa i ścisły nadzór weterynaryjny

Ze względu na wysoką zaraźliwość wirusa władze wyznaczyły wokół zakażonego gospodarstwa strefę ochronną o promieniu trzech kilometrów oraz strefę nadzoru obejmującą teren w promieniu dziesięciu kilometrów.

Wszystkie gospodarstwa drobiarskie znajdujące się w tych strefach zostały zobowiązane przez powiatowy urząd weterynaryjny do bezwzględnego przestrzegania zasad bezpieczeństwa biologicznego, natychmiastowego zgłaszania każdego podejrzenia choroby oraz pełnej współpracy podczas kontroli.

Kolejny przypadek także w powiecie Cloppenburg

Wirus wykryto również w sąsiednim powiecie Cloppenburg. Zakażony został tam zakład hodowlany w miejscowości Bösel, gdzie podjęto decyzję o uśmierceniu około 11,4 tysiąca indyków w wieku 20 tygodni.

Jak poinformowały władze, zabijanie drobiu w obu gospodarstwach – w Vechta i Bösel – ma zostać przeprowadzone jeszcze dziś pod ścisłym nadzorem służb weterynaryjnych.

32 ogniska ptasiej grypy w Dolnej Saksonii

Dolna Saksonia pozostaje obecnie najbardziej dotkniętym landem Niemiec. Według danych Friedrich-Loeffler-Institut, w tym regionie doszło już do 32 potwierdzonych ognisk choroby.

Zaledwie kilka dni wcześniej, w piątek, w tym samym powiecie Vechta konieczne było wybicie blisko 150 tysięcy kur niosek i indyków. Oprócz drobiu, wirus zebrał również żniwo wśród dzikiego ptactwa – 68 dzikich ptaków znalezionych na terenie landu zmarło z powodu zakażenia.

Trwa walka o zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa

Władze Dolnej Saksonii apelują do wszystkich hodowców o zwiększoną czujność i rygorystyczne przestrzeganie zasad bioasekuracji, aby zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się wirusa H5N1.

Mimo wielomiesięcznych działań i regularnych kontroli, sytuacja w regionie pozostaje poważna i dynamiczna, a każde kolejne ognisko choroby niesie ze sobą ogromne straty zarówno ekonomiczne, jak i hodowlane.

źródło: bild,de

Alarm dronowy w Niemczech i Belgii – zakłócenia na lotniskach w Monachium, Brukseli i Liège

2

Drony widziane także w pobliżu bazy NATO, gdzie mogą być przechowywane amerykańskie głowice jądrowe

Trzy lotniska sparaliżowane przez drony

We wtorkowy wieczór doszło do serii incydentów z udziałem dronów, które sparaliżowały ruch lotniczy w Niemczech i Belgii. Władze potwierdziły, że niezidentyfikowane obiekty latające zauważono jednocześnie w rejonie trzech dużych portów lotniczych – w Monachium, Brukseli oraz Liège.

Około godziny 19:50 na lotnisku w Monachium pilot jednego z samolotów zgłosił obecność drona w pobliżu pasa startowego. Jak poinformował rzecznik Federalnej Policji, Stefan Bayer, z powodu zagrożenia jedna z dróg startowych została zamknięta na około 40 minut. Po przeprowadzeniu kontroli i upewnieniu się, że przestrzeń powietrzna jest bezpieczna, operacje lotnicze wznowiono.

Chaos w Brukseli i Liège

Jeszcze poważniejsza sytuacja miała miejsce w Belgii. Na lotnisku w Brukseli dron został zauważony tuż przed godziną 20:00. Władze lotniska wstrzymały starty i lądowania wszystkich samolotów, a obiekt został tymczasowo całkowicie zamknięty.

Około godziny 21:00 wznowiono ruch lotniczy, jednak niespełna godzinę później, z uwagi na kolejne obserwacje dronów, operacje lotnicze ponownie wstrzymano – poinformowała belgijska agencja prasowa Belga, powołując się na służbę kontroli lotów Skeyes.

Z powodu zakłóceń część lotów została przekierowana z Brukseli do Liège we wschodniej Belgii. Jednak wkrótce również tam zauważono drony, o czym doniósł belgijski nadawca RTBF. W efekcie samoloty kierowano dalej – m.in. do Maastricht i Kolonii.

Drony w pobliżu bazy NATO

Zaniepokojenie wywołały także doniesienia o pojawieniu się dronów w pobliżu belgijskiej bazy wojskowej Kleine-Brogel, z której korzysta NATO. To właśnie tam, według niepotwierdzonych informacji, mogą być przechowywane amerykańskie głowice jądrowe.

Jak przekazała agencja Belga, powołując się na burmistrza miejscowości, Stevena Matheï, mieszkańcy zgłosili obserwację sześciu dronów w rejonie bazy. Policja potwierdziła obecność co najmniej dwóch z nich. – „Sytuacja jest wciąż niejasna, nawet wojsko nie było w stanie zidentyfikować tych dronów” – powiedział Matheï. Na miejsce wezwano policyjny śmigłowiec, który miał pomóc w namierzeniu obiektów.

Nie był to pierwszy taki incydent – już w miniony weekend służby odnotowały kilka przelotów dronów nad bazą Kleine-Brogel.

Baza o strategicznym znaczeniu

Kleine-Brogel, położona we flamandzkiej części Belgii, odgrywa ważną rolę w strukturze NATO. W październiku ubiegłego roku była jednym z miejsc, gdzie przeprowadzano doroczne ćwiczenia Sojuszu dotyczące obrony terytorium z użyciem broni jądrowej.

Nieoficjalne źródła od lat wskazują, że właśnie w tej bazie przechowywane są amerykańskie bomby atomowe typu B61. Belgijskie władze nigdy nie potwierdziły tej informacji, ale również jej nie zaprzeczyły.

Wspólne śledztwo służb

Niemieckie i belgijskie służby bezpieczeństwa prowadzą obecnie śledztwo, mające ustalić, kto stał za serią wtorkowych incydentów. Na ten moment nie wiadomo, czy działania te były skoordynowane.

Z uwagi na fakt, że drony pojawiły się zarówno w przestrzeni cywilnej, jak i w pobliżu obiektów o strategicznym znaczeniu, władze obu krajów traktują sprawę jako poważne naruszenie bezpieczeństwa lotniczego i militarnego.

źródło: bild.de

Niemcy: politycy CDU i CSU chcą płacić uchodźcom za dobrowolny powrót do ojczyzny

4

Po kontrowersjach wokół „zachęty do pozostania w kraju pochodzenia” – nowy pomysł niemieckich polityków

Po doniesieniach medialnych o tzw. zachęcie do pozostania w kraju pochodzenia” dla Afgańczyków, w niemieckiej debacie politycznej pojawił się kolejny kontrowersyjny pomysł. Politycy CDU i CSU proponują wprowadzenie „premii za wyjazd” (Ausreise-Prämie), czyli finansowego wsparcia dla uchodźców, którzy zdecydują się dobrowolnie opuścić Niemcy i wrócić do swojego kraju.

„Lepszy dobrowolny powrót niż przymusowa deportacja”

Alexander Throm (CDU), rzecznik do spraw wewnętrznych frakcji CDU/CSU w Bundestagu, w rozmowie z dziennikiem Bild przypomniał, że rządowa koalicja SPD, Zielonych i FDP zapowiedziała w umowie koalicyjnej tzw. ofensywę repatriacyjną (Rückführungsoffensive). Celem tego programu jest zarówno zwiększenie liczby deportacji, jak i wspieranie dobrowolnych powrotów uchodźców do ich ojczyzn.

„Każdy dobrowolny powrót jest lepszy i tańszy niż deportacja” – podkreślił Throm.

Zgodnie z treścią umowy koalicyjnej: „Osoby, którym odmówiono azylu, muszą opuścić nasz kraj. Chcemy lepiej wspierać dobrowolne powroty, wzmacniając system zachęt i doradztwa powrotowego.”

Inspiracja duńskim modelem

Pomysł finansowego wsparcia dla uchodźców, którzy zgodzą się na dobrowolny powrót, popiera również Jürgen Hardt (CDU), rzecznik ds. polityki zagranicznej. W rozmowie z Bild stwierdził:

„Duński model może być wzorem dla Niemiec. Rozszerzenie istniejących systemów zachęt dla dobrowolnego powrotu może w sposób rozsądny uzupełnić konieczne deportacje.”

Dania oferuje syryjskim uchodźcom średnio 27 000 euro za powrót do ojczyzny. Hardt uważa, że podobny system mógłby zostać zastosowany w Niemczech, choć na mniejszą skalę.

„Tym, którzy chcą odbudowywać swoje kraje – także z korzyścią dla gospodarki Niemiec – powinniśmy ułatwić nowy start w Syrii” – argumentował polityk. – „W ten sposób można byłoby też odciążyć niemieckie gminy.”

CSU: 1000 euro wystarczy jako zachęta

Za koncepcją premii za wyjazd opowiada się także Stephan Mayer (CSU), ekspert partii w kwestiach wewnętrznych. W rozmowie z Bild poparł ideę dobrowolnych powrotów, podkreślając, że finansowy bodziec może być skutecznym narzędziem migracyjnym.

„Jestem za tym, by wypłacać uchodźcom premię za powrót do ojczyzny. Uważam, że to może stworzyć realny bodziec do wyjazdu” – powiedział Mayer.

Jednocześnie zaproponował, aby wysokość takiego świadczenia była znacznie niższa niż w Danii:

„Kwota 1000 euro to rozsądna suma, wystarczająca jako zachęta i jednocześnie pomoc w rozpoczęciu nowego życia. Nie powinna być jednak zbyt wysoka, aby nie stworzyć tzw. efektu przyciągania (pull factor), który mógłby zachęcić kolejne osoby do przyjazdu do Niemiec.”

Debata o kosztach i skutkach społecznych

Propozycja Ausreise-Prämie wpisuje się w szerszą dyskusję o polityce migracyjnej Niemiec i rosnącym obciążeniu gmin, które coraz głośniej domagają się większego wsparcia od rządu federalnego. Pomysł wywołuje jednak mieszane reakcje – zwolennicy widzą w nim tańszą i bardziej humanitarną alternatywę dla deportacji, natomiast krytycy ostrzegają przed niebezpieczeństwem stworzenia finansowych zachęt do nielegalnej migracji.

Na razie propozycja nie została jeszcze przedstawiona w formie oficjalnego projektu ustawy, jednak rosnąca presja polityczna i społeczna może sprawić, że temat premii za wyjazd wkrótce trafi pod obrady Bundestagu.

źródło: bild.de

Niemcy: Berlin chce zasadzić milion drzew do 2040 roku. Projekt wart miliardy euro budzi kontrowersje

0

Nowe prawo klimatyczne w Berlinie

W Berlinie przyjęto przełomowe Klimaanpassungsgesetz – ustawę o dostosowaniu do zmian klimatu, która zakłada zasadzenie miliona nowych drzew do 2040 roku. Celem projektu jest podwojenie liczby drzew w mieście w ciągu najbliższych 15 lat, co ma znacząco zwiększyć odporność stolicy Niemiec na skutki globalnego ocieplenia.

Wydatki sięgające miliardów euro

Według szacunków agencji prasowej dpa, koszt realizacji programu wyniesie około 3,2 miliarda euro. Z tej kwoty dwa miliardy euro mają pochodzić z udziału Berlina w federalnym funduszu specjalnym (Sondervermögen), utworzonym w celu finansowania działań związanych z ochroną klimatu. Jak informuje dziennik Tagesspiegel, środki te mają pokryć zarówno zakup sadzonek, jak i prace związane z pielęgnacją, utrzymaniem oraz wymianą drzew w przyszłości.

Inicjatywa obywatelska i kompromis polityczny

Nowe prawo jest bezpośrednio inspirowane projektem obywatelskiej inicjatywy „BaumEntscheid”, która zainicjowała wniosek o przeprowadzenie referendum. Po serii negocjacji pomiędzy przedstawicielami ruchu a rządzącą koalicją CDU i SPD udało się osiągnąć porozumienie. Dzięki temu ustawa została przyjęta bez potrzeby organizowania głosowania powszechnego.

„Dziś wyznaczamy kierunek dla bezprecedensowej inwestycji w zielony kapitał naszego miasta” – powiedział Kai Wegner (CDU)„Ten senat i koalicja rządząca opowiadają się za większą liczbą drzew, konsekwentną ochroną klimatu i znacznym wzmocnieniem odporności klimatycznej stolicy.”

Krytyka ze strony berlińskiego biznesu

Nie wszyscy jednak podzielają entuzjazm władz. Przedstawiciele gospodarki wskazują, że wykorzystanie tak dużej części funduszu specjalnego na cele zielonej infrastruktury może ograniczyć inwestycje w inne, kluczowe obszary.

„Środki z funduszu specjalnego są potrzebne tam, gdzie powstają innowacje i rozwój gospodarczy” – powiedziała Manja Schreiner, dyrektor generalna Izby Przemysłowo-Handlowej Berlina (IHK), cytowana przez Tagesspiegel. Jej zdaniem, cele funduszu nie zostaną osiągnięte, jeśli aż 40 procent dostępnych środków zostanie przeznaczone na sadzenie drzew przy ulicach.

Historyczne głosowanie i precedens prawny

Według informacji berlińskiej administracji parlamentarnej, to pierwszy przypadek w historii miasta, gdy parlament przyjął ustawę pochodzącą bezpośrednio z inicjatywy obywatelskiej – i to w niemal niezmienionej formie. Wcześniej, w 2018 roku, podobny proces dotyczył ustawy o mobilności, która wprowadziła udogodnienia dla ruchu rowerowego. Tamten projekt był jednak formalnie przedłożony przez senat, a nie przez obywateli.

Zielony Berlin przyszłości

Plan zasadzenia miliona drzew do 2040 roku ma uczynić Berlin jedną z najbardziej zielonych metropolii Europy. Władze podkreślają, że program nie ogranicza się jedynie do nowych nasadzeń, lecz obejmuje również działania zwiększające retencję wody, redukcję miejskich wysp ciepła oraz poprawę jakości powietrza.

Choć koszt przedsięwzięcia budzi kontrowersje, jego zwolennicy argumentują, że długofalowe korzyści – zarówno dla klimatu, jak i zdrowia mieszkańców – są bezcenne. Jak podkreślają eksperci, inwestycje w zieleń miejską stają się coraz bardziej konieczne, szczególnie w obliczu coraz częstszych fal upałów i ekstremalnych zjawisk pogodowych w Niemczech.

źródło: spiegel.de

Milion Syryjczyków wróciło do kraju, a z Niemiec — prawie nikt. Co to oznacza dla debaty o deportacjach?

3

Minister Wadephul wzniecił spór — czy powroty do Syrii są możliwe?

Wypowiedź ministra spraw zagranicznych Johanna Wadephula (CDU), że „w najbliższym czasie powroty do Syrii są mało realne”, wywołała silną debatę polityczną w Niemczech i falę krytyki wewnątrz jego partii. W tle dyskusji stoją jednak twarde liczby: znaczna część przesiedleńców w regionie już wróciła — podczas gdy z Niemiec powrotów jest znikoma liczba.

Masowy powrót z sąsiednich krajów — kto i skąd wraca do Syrii?

Według danych przedstawionych w dyskusji, jeszcze pod koniec 2024 roku w krajach sąsiadujących z Syrią zarejestrowanych było około 4,5 mln syryjskich uchodźców (dane UNHCR). Po wydarzeniach z grudnia 2024 — a mianowicie odsunięciu Baszara al-Assada od władzy i zakończeniu wojny — liczba powracających do kraju gwałtownie wzrosła. UNHCR szacuje dziś ponad milion powrotów, a trend ten ma rosnący charakter.

Najwięcej osób wróciło z Turcji (ok. 550 000), następnie z Libanu (320 000) i Jordanii (152 000). Również Egipt i Irak odnotowały dziesiątki tysięcy powrotów.

Dobrowolność powrotów pod znakiem zapytania

Nie jest jednak jasne, ile z tych powrotów było w pełni dobrowolnych. W niektórych państwach stosowane są programy zachęcające do powrotu — np. tureckie „przyjedź i zobacz” (trzy krótkie wizyty przed ostateczną decyzją). Ponadto badania UNHCR wskazują, że wśród motywów wyjazdu z krajów przyjmujących często przeważają negatywne czynniki wypychające: rosnące koszty życia, brak perspektyw i trudności ze znalezieniem pracy — co sprawia, że „dobrowolna” decyzja o powrocie bywa podyktowana brakiem alternatyw.

Niemcy: prawie milion Syryjczyków — ale powroty prawie się nie zdarzają

Sytuacja Niemiec wygląda zupełnie inaczej. W kraju przebywa obecnie około 947 833 obywateli Syrii (większość z nich posiada status uchodźcy). Od początku roku nastąpił niewielki spadek tej liczby (ok. 30 000), co może być częściowo efektem naturalizacji.

Mimo że ponad milion Syryjczyków miało — według podawanych danych — wrócić z krajów sąsiednich do Syrii, z Niemiec skorzystało jedynie 2 869 osób z rządowego programu dobrowolnych powrotów (maksymalna pomoc na rodzinę do 4 000 euro).

Integracja, praca i obywatelstwo — dlaczego Syryjczycy zostają w Niemczech?

Kilka wskaźników tłumaczy, dlaczego Niemcy nie doświadczają masowych powrotów:

  • Zatrudnienie: według danych z początku roku ok. 236 000 Syryjczyków było zatrudnionych w pracy objętej ubezpieczeniem społecznym.
  • Wsparcie socjalne: około 518 000 osób otrzymywało świadczenie Bürgergeld.
  • Naturalizacje: w 2024 roku ponad 80 000 Syryjczyków otrzymało niemieckie obywatelstwo.
  • Migracja i urodzenia: wśród 1,3 mln osób w Niemczech o syryjskim pochodzeniu jest prawie ćwierć miliona urodzonych już w Niemczech.

Po upadku reżimu i zakończeniu wojny nadal wpływa do Niemiec wiele wniosków azylowych — od początku okresu po opisywanych wydarzeniach złożono ponad 20 000 nowych wniosków od osób syryjskiego pochodzenia.

Wnioski polityczne i perspektywy

Dane pokazują wyraźne zróżnicowanie doświadczeń: w krajach sąsiednich Syrii zauważalny jest masowy trend powrotów, częściowo skłoniony politycznie i ekonomicznie; w Niemczech natomiast większość osób syryjskiego pochodzenia pozostaje — z uwagi na pracę, rodzinę, naturalizacje oraz dostęp do systemu socjalnego.

W debacie politycznej, którą roznieciła wypowiedź ministra Wadephula, kluczowe pozostają pytania: kiedy i na jakich zasadach możliwe będą powroty? oraz jak pogodzić humanitarne zobowiązania z oczekiwaniami społeczeństwa i realiami politycznymi? Jak jasno wynika z przedstawionych liczb, rozwiązania będą musiały być przede wszystkim zróżnicowane i uwzględniać zarówno indywidualne sytuacje powracających, jak i polityczne oraz ekonomiczne warunki w regionie.

źródło: bild.de

Niemcy: 99 procent czytelników „BILD” popiera deportacje Syryjczyków

1

Burza wokół wypowiedzi ministra spraw zagranicznych CDU

Wypowiedź niemieckiego ministra spraw zagranicznych Johanna Wadephula (CDU) wywołała poważny spór w rządzie federalnym oraz podziały wewnątrz samej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU). Polityk stwierdził w czwartek, że Syryjczycy „w najbliższym czasie nie mogą powrócić do swojej ojczyzny”, ponieważ „tam naprawdę trudno jest dziś komukolwiek żyć w godnych warunkach”.

Słowa te stoją w sprzeczności z ustaleniami zawartymi w umowie koalicyjnej, zgodnie z którą możliwe mają być deportacje do Syrii – w pierwszej kolejności osób skazanych za przestępstwa oraz byłych funkcjonariuszy syryjskiego reżimu. Po wypowiedzi Wadephula z szeregów CDU natychmiast pojawiły się ostre głosy sprzeciwu.

Zdecydowane stanowisko czytelników „BILD”

Dziennik „BILD” przeprowadził w niedzielę ankietę wśród swoich czytelników, pytając: „Czy Niemcy powinny deportować Syryjczyków?” Wyniki nie pozostawiają złudzeń – 99 procent spośród ponad 17 800 uczestników głosowania opowiedziało się za deportacjami, a jedynie 1 procent uznał, że Niemcy nie powinny ich przeprowadzać.

Wielu komentujących uzasadniało swoje stanowisko, zwracając uwagę, że odbudowa Syrii powinna należeć do samych Syryjczyków.

Głosy czytelników: „To ich kraj – oni powinni go odbudować”

Matthias Bayer napisał:

„Nikt nie zaprzeczy, że w Syrii wiele budynków zostało zniszczonych. Ale przecież to właśnie Syryjczycy mogą i powinni zmienić tę sytuację.”

Martin Rieger z kolei zwrócił uwagę na potrzebę realistycznego podejścia:

„Nie widzę w tym niczego problematycznego. Mówi się, że kraj jest zniszczony i nie da się tam żyć – to w pewnym stopniu prawda. Ale co miałoby się stać, żeby deportacje znów były możliwe? Czy Syria ma najpierw dorównać niemieckim standardom życia? Nie, nie musi. Choć wielu z tych ludzi straciło tam swoje domy, deportacja nie powinna być stosowana lekkomyślnie. Warto pamiętać, że sama imigracja nie jest niczym złym ani groźnym.”

Stephanie Molter podkreśliła natomiast konieczność odbudowy:

„To tragiczne, że po wojnie wszystko jest zniszczone, ale to normalne. Odbudowa kraju to trudne zadanie – jednak to zadanie jego własnych obywateli.”

Inni apelują o indywidualne podejście

Nie wszyscy uczestnicy dyskusji popierają jednak całkowite deportacje. Andy Oberkrämer uznał, że nie mogą być one rozwiązaniem uniwersalnym:

„Osoby, które wykazują chęć integracji lub już się zintegrowały, powinny być chronione przed deportacją, jeśli chcą pozostać w Niemczech.”

Podobne stanowisko zajęła Gabriele W. Luehr:

„Mam mieszane uczucia. W zasadzie po zakończeniu wojny ludzie powinni wrócić do swojego kraju, ale jeśli tam nic nie ma? Rodziny z dziećmi potrzebują przynajmniej podstawowej infrastruktury, by móc rozpocząć życie na nowo.”

Głos z CDU: „Moja rodzina wraca, by odbudować Syrię”

Deutsch-Syryjczyk i działacz CDU Baha Jamous poparł opinię dziennikarza „BILD” Juliana Röpckego, który w swoim komentarzu stwierdził, że „deportacje do Syrii są słuszne”. Jamous odpowiedział na platformie X (dawniej Twitter):

„Julian ma rację. Moja rodzina również stopniowo wraca do Syrii, by odbudować nasze domy i nasz kraj. To potrwa, ale motywacja jest ogromna.”

źródło: bild.de