Mieszkanie w Niemczech nadal drogie – Niemcy wydają jedną czwartą dochodu na koszty mieszkaniowe

1

Wydatki na mieszkanie w Niemczech znacznie wyższe niż średnia unijna

Koszty związane z mieszkaniem w Niemczech wciąż należą do najwyższych w całej Unii Europejskiej. Jak wynika z danych europejskiego urzędu statystycznego Eurostat, które na prośbę ugrupowania BSW przeanalizował niemiecki Federalny Urząd Statystyczny, w 2024 roku niemieckie gospodarstwa domowe przeznaczały średnio 24,5% swojego dostępnego dochodu na wydatki mieszkaniowe. Choć oznacza to niewielką poprawę względem roku 2023, kiedy wskaźnik ten wynosił 25,2%, Niemcy nadal utrzymują się w czołówce najdroższych krajów pod względem kosztów zamieszkania w Europie.

Dla porównania, średnia unijna w 2024 roku wyniosła 19,2%, czyli o 5,3 punktu procentowego mniej niż w Niemczech.

Co wchodzi w skład kosztów mieszkania?

Zgodnie z definicją Eurostatu, do kosztów mieszkaniowych zalicza się nie tylko czynsz, lecz także opłaty za media (ogrzewanie, wodę), podatki, ubezpieczenia, koszty utrzymania i ewentualne naprawy. W przypadku właścicieli nieruchomości doliczane są również raty kredytów hipotecznych. W analizie nie są natomiast uwzględniane żadne świadczenia socjalne, jakie otrzymują gospodarstwa domowe na pokrycie kosztów mieszkania – w Niemczech chodzi tu m.in. o rozbudowane w poprzedniej kadencji rządu federalnego dopłaty do czynszu, tzw. Wohngeld.

Co ósme gospodarstwo domowe jest przeciążone kosztami

Szczególnie niepokojącym zjawiskiem pozostaje liczba gospodarstw domowych, które są finansowo przeciążone wydatkami na mieszkanie. Za granicę takiego przeciążenia uznaje się sytuację, w której koszty mieszkaniowe przekraczają 40% dostępnych środków. W Niemczech dotyczyło to w 2024 roku aż 12% gospodarstw – o 1 punkt procentowy mniej niż rok wcześniej. Dla porównania, średnia unijna wynosiła 8,2%.

W jeszcze trudniejszej sytuacji znajdują się osoby zagrożone ubóstwem – w tej grupie przeciętne wydatki mieszkaniowe sięgały aż 43,8% dochodów, co oznacza, że niemal co drugi euro trafiał na konto właścicieli mieszkań lub do budżetów gmin.

Południe Europy znacznie tańsze

Na tle Niemiec znacznie korzystniej wypadają kraje południowej Europy. Przykładowo, w 2024 roku w:

  • Cyprze udział wydatków mieszkaniowych wynosił zaledwie 11,4%,
  • Malcie12,5%,
  • Włoszech i Słowenii – po 13,6%.

Niższe koszty odnotowano również we Francji, Austrii i Niderlandach. Z kolei kraje o podobnie wysokich kosztach co Niemcy to Dania i Szwecja, natomiast Grecja przewyższyła Niemcy z wynikiem 35,5% udziału wydatków mieszkaniowych w dochodzie.

Apel o regulację rynku mieszkaniowego

W obliczu wysokich kosztów zamieszkania i obciążenia gospodarstw domowych przewodnicząca partii BSW, Sahra Wagenknecht, skrytykowała obecną sytuację, mówiąc:
„Mieszkanie w Niemczech to program zubożenia dla szerokich warstw społeczeństwa”.
Wagenknecht wezwała do wprowadzenia ogólnokrajowego limitu czynszów (Mietendeckel) oraz zwiększenia udziału mieszkań o charakterze społecznym i wspólnotowym na rynku nieruchomości.

źródło: spiegel.de

Niemcy: Zaufanie do mediów rośnie, ale młodzi wciąż pozostają sceptyczni wobec źródeł informacji

2

Nowe badanie opinii publicznej pokazuje, że zaufanie Niemców do mediów wzrosło, szczególnie do mediów publicznych. Jednocześnie młodzi ludzie najczęściej czerpią informacje z mediów społecznościowych, które sami oceniają jako najmniej wiarygodne.

Rosnące zaufanie do jakości informacji w niemieckich mediach

83 procent Niemców ocenia jakość informacji dostarczanych przez media w kraju jako dobrą lub bardzo dobrą – wynika z reprezentatywnego badania przeprowadzonego przez instytut Infratest dimap na zlecenie Westdeutscher Rundfunk (WDR). Jest to już siódma edycja badania realizowanego od listopada 2015 roku.

Zaufanie do mediów znacząco wzrosło – 61 procent respondentów uważa informacje medialne za wiarygodne, co stanowi wzrost o pięć punktów procentowych w porównaniu z poprzednią edycją z października i listopada 2023 roku.

Silna pozycja mediów publicznych i prasy codziennej

Największym zaufaniem cieszą się publiczne nadawcy oraz gazety codzienne. Aż 67 procent badanych uznaje media publiczne za niezastąpione źródło informacji, co oznacza wzrost o trzy punkty procentowe względem poprzedniego pomiaru. Co istotne, poparcie to jest wysokie we wszystkich ugrupowaniach politycznych, z wyjątkiem zwolenników AfD – tylko 20 procent z nich uważa media publiczne za nieodzowne, podczas gdy 68 procent uważa je za zbędne.

Zróżnicowane postawy we Wschodnich i Zachodnich Niemczech

Zaufanie do instytucji i mediów w Niemczech było w ostatnich latach zmienne, lecz obecnie ponownie wzrasta. 55 procent Niemców darzy zaufaniem media publiczne jako instytucję – to wzrost o dwa punkty procentowe.

Różnice są jednak wyraźne regionalnie:

  • w Zachodnich Niemczech: 58 procent deklaruje duże lub bardzo duże zaufanie do mediów publicznych,
  • w Wschodnich Niemczech: tylko 41 procent ufa tym mediom, natomiast 54 procent wyraża brak zaufania.

Zyskują również inne instytucje – polityka nadal na końcu listy

Nie tylko media publiczne odzyskały zaufanie społeczne. Wzrósł także poziom zaufania do:

  • Federalnego Trybunału Konstytucyjnego – 70 procent (+4 pp.),
  • prywatnych nadawców radiowo-telewizyjnych – 26 procent (+4 pp.).

Instytucje polityczne nadal wypadają słabiej:

  • Bundestag – 37 procent zaufania (+2 pp.),
  • Rząd federalny – 29 procent (+2 pp.),
  • Partie polityczne – 20 procent (+2 pp.).
    Warto zaznaczyć, że we Wschodnich Niemczech poziom zaufania do tych instytucji pozostaje jeszcze niższy niż w części zachodniej.

Media jako społeczne dobro wspólne – ale nie dla wszystkich

Jörg Schönenborn, dyrektor programowy WDR, komentuje wyniki:

„Zaufanie do mediów w Niemczech jest imponujące, szczególnie na tle międzynarodowym. Publiczne media stanowią fundament tego zaufania – to ogromny kapitał społeczny, którego zazdroszczą nam inne kraje.”

Zwraca jednak uwagę, że osoby popierające partie radykalne i skrajne coraz częściej kwestionują rzetelność mediów.
Tylko:

  • 10 procent zwolenników AfD ufa mediom publicznym,
  • 17 procent wyborców ugrupowania BSW (Sojusz Sahry Wagenknecht).
    Dla porównania:
  • Zieloni – 92 procent zaufania,
  • CDU/CSU – 78 procent,
  • SPD – 76 procent,
  • Lewica – 68 procent.

Media publiczne chwalone za relacje kryzysowe i kampanie wyborcze

Publiczne stacje telewizyjne uzyskały wysokie noty za relacjonowanie aktualnych kryzysów oraz kampanii wyborczych do Bundestagu. Około dwóch trzecich respondentów oceniło te relacje jako dobre lub bardzo dobre.

Z kolei zwolennicy AfD i BSW byli najbardziej krytyczni, chociaż ich sceptycyzm w tych kwestiach był mniej wyraźny niż w innych obszarach.

Młodzi wybierają media społecznościowe, którym… nie ufają

Zaskakującym wynikiem badania jest sytuacja wśród młodych dorosłych (18–34 lata). Choć ta grupa najczęściej korzysta z mediów społecznościowych jako głównego źródła informacji politycznych, to jednocześnie uważa je za najmniej godne zaufania.

Na końcu rankingu wiarygodności znalazła się platforma TikTok. Inne media społecznościowe również zostały ocenione jako raczej niewiarygodne lub całkowicie niewiarygodne – także przez samych młodych użytkowników. Mimo to młodsze pokolenie również darzy największym zaufaniem media publiczne i prasę codzienną.

Zaufanie to zobowiązanie – nie czas na samozadowolenie

Schönenborn ostrzega, że pozytywne wyniki nie powinny prowadzić do samozadowolenia:

„Musimy skupić się przede wszystkim na tej jednej trzeciej społeczeństwa, która choć korzysta z naszych treści, nie uważa ich za rzetelne ani wyważone. Nie możemy pozwolić, by polaryzacja polityczna doprowadziła do rozbicia wspólnej przestrzeni publicznej – to zagroziłoby spójności demokracji.”

Choć spadła liczba osób (do 38 procent) wierzących, że media w Niemczech otrzymują wytyczne od rządu (o 2 punkty mniej niż w 2023 roku), to wśród tych, którzy podzielają to przekonanie, aż 56 procent twierdzi, że media publiczne są szczególnie zależne od rządu – wzrost aż o 14 punktów procentowych.

źródło: tagesschau.de

Niemcy: Lawinowy wzrost liczby chorych na zespół chronicznego zmęczenia po pandemii. Eksperci biją na alarm

2

Szacuje się, że liczba osób cierpiących na ME/CFS w Niemczech podwoiła się od początku pandemii. W Berlinie trwa międzynarodowa konferencja poświęcona tej ciężkiej chorobie oraz Long Covid.

ME/CFS dotyka już około 600 tysięcy Niemców – sytuacja wymaga pilnej reakcji

Według Carmen Scheibenbogen, dyrektorki Centrum Fatigue przy berlińskiej klinice Charité, od czasu wybuchu pandemii liczba pacjentów z zespołem chronicznego zmęczenia (ME/CFS) mogła się podwoić. Obecnie na tę chorobę może cierpieć nawet 600 tysięcy osób w całych Niemczech – wynika z danych kas chorych oraz towarzystw naukowych.

Dane te zostały przedstawione tuż przed rozpoczęciem dwudniowej konferencji specjalistycznej w Berlinie, w której bierze udział około 200 lekarzy i naukowców z różnych krajów. W centrum uwagi znajdują się zagadnienia związane z leczeniem, niedoborem leków oraz przyszłością badań klinicznych nad ME/CFS i Long Covid.

System opieki zdrowotnej nie radzi sobie z nowymi wyzwaniami

Ekspertka z Charité podkreśla, że mimo wdrożenia kilku istotnych inicjatyw, opieka nad pacjentami z ME/CFS wciąż jest niewystarczająca, a skuteczne metody leczenia – praktycznie nieistniejące.
Scheibenbogen zaznacza również, że ME/CFS nadal nie jest odpowiednio omawiane w ramach studiów medycznych, co przekłada się na ogromne zapotrzebowanie na szkolenia i kursy dla lekarzy.

Czym jest ME/CFS i dlaczego stało się tak istotne po pandemii?

Myalgiczne zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego (ME/CFS), znane także jako zespół chronicznego zmęczenia, to poważna, przewlekła choroba, której główne objawy to:

  • skrajne zmęczenie, które nie ustępuje mimo odpoczynku,
  • zaburzenia koncentracji i snu,
  • pogorszenie stanu zdrowia po wysiłku fizycznym lub umysłowym.

Objawy te muszą się utrzymywać przez co najmniej sześć miesięcy, aby możliwe było postawienie diagnozy. Choroba nie jest uleczalna i wciąż brakuje skutecznych terapii.

ME/CFS zyskało większą rozpoznawalność w opinii publicznej dopiero po pandemii COVID-19 – częściowo dlatego, że u wielu pacjentów objawy rozwijały się po infekcji wirusowej. W niektórych przypadkach ME/CFS uznaje się wręcz za najcięższą postać tzw. Long Covid.

Brak danych i niedoszacowana skala problemu

Pomimo rosnącej liczby chorych, rząd federalny Niemiec przyznał w październiku 2024 roku, że aktualne statystyki nie pozwalają na pełne określenie skali zjawiska Long Covid. Eksperci podkreślają, że rzeczywista liczba osób dotkniętych przewlekłymi skutkami COVID-19 może być nawet sześciocyfrowa.

Wnioski i apel środowisk medycznych

Trwająca w Berlinie konferencja ma na celu nie tylko wymianę wiedzy naukowej, ale również wywarcie nacisku na polityków, by przyspieszyli działania na rzecz poprawy diagnostyki, opieki i leczenia ME/CFS oraz Long Covid.

Zdaniem specjalistów, tylko skoordynowane działania rządu, środowiska medycznego i systemu ubezpieczeń zdrowotnych pozwolą stawić czoła wyzwaniom, jakie niesie ze sobą nagły wzrost liczby chorych.

źródło: zeit.de

Niemcy planują rewolucję emerytalną: Nowa minister pracy chce włączyć urzędników i samozatrudnionych do systemu emerytalnego

2

Nowe propozycje reformy emerytalnej w Niemczech budzą kontrowersje. Zdaniem minister pracy Bärbel Bas, więcej grup zawodowych powinno wspierać system emerytalny. Eksperci ostrzegają jednak przed możliwymi kosztami i obciążeniami dla obywateli.

Cel: Utrzymanie poziomu emerytur na stałym poziomie do 2031 roku

W umowie koalicyjnej nowego niemieckiego rządu zapisano, że poziom emerytur ma zostać utrzymany na poziomie 48 procent do 2031 roku. Aby osiągnąć ten cel, nowa minister pracy, Bärbel Bas z SPD, zaprezentowała konkretną propozycję. W rozmowie z gazetami grupy medialnej Funke wyjaśniła:
„Musimy zaangażować więcej osób w finansowanie systemu ubezpieczeń emerytalnych.”

Zgodnie z jej planem, do obowiązkowego systemu emerytalnego mieliby dołączyć także urzędnicy państwowi oraz osoby samozatrudnione. To właśnie ten pomysł wywołał ożywioną debatę i liczne głosy sprzeciwu.

Stanowczy sprzeciw ze strony związków zawodowych urzędników

Jednym z pierwszych krytyków propozycji był Niemiecki Związek Urzędników (dbb).
Przewodniczący organizacji, Ulrich Silberbach, powiedział dla agencji prasowej dpa:
„Zdecydowanie odrzucamy przymusowy, jednolity system ubezpieczeń.”

Jak tłumaczy Silberbach, włączenie urzędników do powszechnego systemu emerytalnego oznaczałoby konieczność opłacania składek przez ich pracodawców, czyli państwo. Co więcej, konieczna byłaby również zmiana struktury wynagrodzeń urzędników, tak aby umożliwić pobieranie składek od ich pełnych dochodów.

Według przedstawiciela dbb, takie zmiany wiązałyby się z ogromnymi kosztami.
„Pani Bas nie wyjaśnia, skąd rząd miałby wziąć na to pieniądze – zwłaszcza teraz” – skomentował krytycznie Silberbach.

Zniesienie podwójnego systemu: emerytura zamiast emerytury i pensji?

Pomysł likwidacji obecnego, dwutorowego systemu – obejmującego emerytury i odrębne pensje urzędnicze – nie jest nowy. W 2023 roku szef Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych (DIW Berlin), Marcel Fratzscher, opowiadał się w wywiadzie dla „Focusa” za obowiązkowym włączeniem zarówno samozatrudnionych, jak i urzędników do powszechnego systemu emerytalnego. Jego zdaniem, takie rozwiązanie obniżyłoby koszty państwowe i przyczyniło się do większej sprawiedliwości społecznej.

Jednak skuteczność takiego rozwiązania zależy od konkretnej formy wdrożenia. Gdyby urzędników obejmował nowy system dopiero od momentu rozpoczęcia pracy (a osoby już zatrudnione pozostałyby przy systemie dotychczasowym), można by – według analizy dorocznego raportu Rady Ekspertów ds. Oceny Rozwoju Gospodarczego za lata 2023/24 – spodziewać się krótkoterminowej lub średnioterminowej ulgi dla budżetu.

W tym modelu zwiększa się liczba płacących składki, ale nie przybywa nowych beneficjentów. Jednak nawet wtedy ekonomiści nie są jednomyślni – część z nich ostrzega, że korzyści finansowe mogą być w rzeczywistości minimalne. Gdyby natomiast wszyscy urzędnicy – bez wyjątku – zostali objęci nowym systemem, oszczędności mogłyby być wręcz niezauważalne.

Minister Bas zapowiada powstanie komisji ds. reformy emerytalnej

Minister Bärbel Bas podkreśla, że jej propozycja jest jednym z wielu pomysłów na utrzymanie stabilności niemieckiego systemu emerytalnego. W najbliższym czasie planuje powołanie specjalnej komisji ds. reformy emerytalnej, której zadaniem będzie opracowanie szczegółowych propozycji zmian.

Jednocześnie Bas ostrzega, że w najbliższych latach należy się liczyć z podwyżką składek.
„W nadchodzących latach składki emerytalne będą nieznacznie rosnąć z powodu czynników demograficznych” – zapowiedziała minister.

Dopiero po wprowadzeniu reform i wdrożeniu propozycji nowej komisji możliwe będzie – jej zdaniem – osiągnięcie stabilizacji systemu.

źródło: fr.de

Niemcy: Alarmujący problem nieobecności w szkołach

1

Coraz więcej uczniów w Niemczech nie pojawia się na lekcjach bez usprawiedliwienia – liczba postępowań o kary pieniężne wzrosła w wielu landach o kilkadziesiąt procent

W Niemczech nasila się problem samowolnego opuszczania zajęć szkolnych. Coraz więcej dzieci i nastolatków nie stawia się na lekcjach bez uzasadnienia, co prowadzi do lawinowego wzrostu liczby postępowań w sprawie nałożenia kar administracyjnych wobec rodziców. Jak wynika z danych zebranych przez dziennik BILD w różnych landach i miastach, zjawisko przybiera coraz poważniejsze rozmiary.

Rekordowy wzrost w Nadrenii Północnej-Westfalii – ponad 8000 spraw

W Nadrenii Północnej-Westfalii w 2024 roku wszczęto aż 8076 postępowań w związku z naruszeniem obowiązku szkolnego. Rok wcześniej było ich 7505, a w 2020 – „zaledwie” 5573. Oznacza to wzrost o 45% w ciągu pięciu lat.

Warto podkreślić, że wszczęcie postępowania to już ostateczność – nauczyciele oraz dyrektorzy szkół decydują się na taki krok dopiero wtedy, gdy inne środki zawiodą, a nieobecności są uporczywe i długotrwałe.

Wzrosty w całym kraju: Bawaria, Turyngia, Dolna Saksonia, Hamburg

W wielu innych częściach Niemiec sytuacja wygląda podobnie:

  • Bawaria: W samym Monachium w 2024 roku nałożono grzywny na łączną kwotę około 600 000 euro. Liczba postępowań wyniosła 2766, co oznacza wzrost o 15% w porównaniu z rokiem 2023 (2403 przypadki). W Norymberdze odnotowano 1362 przypadki.
  • Turyngia: W stolicy kraju związkowego – Erfurcie – liczba postępowań wzrosła z 72 w 2023 roku do 113 w 2024 (wzrost o 57%). W jednym z przypadków rodziców ukarano rekordową kwotą 1305 euro. Co dziesiąty uczeń w Turyngii kończy szkołę bez żadnego wykształcenia.
  • Dolna Saksonia: W Hanowerze w 2024 roku zanotowano 2880 postępowań, o 21% więcej niż w roku poprzednim (2383). Łączne wpływy z grzywien wyniosły 468 540 euro.
  • Meklemburgia-Pomorze Przednie: Wzrost z 306 do 372 postępowań między rokiem szkolnym 2022/23 a 2023/24, czyli o 21%.
  • Hamburg: W 2022 roku wystawiono 1474 nakazy grzywny, w 2023 – 1641, a w 2024 – 1736. Wzrost o 18% w ciągu dwóch lat.
  • Brema: W roku szkolnym 2019/20 liczba spraw wynosiła 386, obecnie oscyluje między 615 a 718 rocznie.
  • Hesja: Ministerstwo edukacji podało, że rocznie odbywa się tam około 5000 postępowań administracyjnych.
  • Brandenburgia: W pierwszej połowie roku szkolnego 2024/25 liczba spraw wyniosła już 132, czyli niemal tyle co przez cały poprzedni rok (153). Trend wzrostowy się utrzymuje.

Rodziny w trudnej sytuacji – przyczyny wagarowania są złożone

Według informacji zebranych przez redakcję BILD, główne powody nieobecności to: lęk przed szkołą lub egzaminami, przemoc i mobbing, brak motywacji, problemy rodzinne oraz zaburzenia psychiczne. W części przypadków odpowiedzialność ponoszą rodzice – szczególnie ci, którzy ideologicznie odrzucają system edukacji (np. z kręgów tzw. obywateli Rzeszy – Reichsbürger).

Jednym z powodów są także próby przedłużania wakacji. Przedstawicielka miasta Augsburg (około 300 spraw rocznie) przyznała, że wielu rodziców korzysta z tańszych lotów przed lub po feriach, celowo zatrzymując dzieci w domu.

W berlińskim okręgu Neukölln (średnio 460 postępowań rocznie) powołano specjalny zespół ds. dystansu szkolnego, który ustalił, że aż 70% przypadków ma podłoże rodzinne – np. brak stałego rytmu dnia, izolacja społeczna, trudna sytuacja materialna, a także obowiązki dzieci w domu, jak opieka nad młodszym rodzeństwem. W 15% przypadków stwierdzono zaburzenia psychiczne.

Kary pieniężne sięgają nawet 2500 euro

Wysokość mandatów za uporczywe naruszanie obowiązku szkolnego różni się w zależności od landu. Przykładowe stawki maksymalne:

  • do 1000 euro – m.in. w Dolnej Saksonii, Bremie, Hamburgu, Hesji, Bawarii, Saksonii-Anhalt, Szlezwiku-Holsztynie, Saarze i Nadrenii Północnej-Westfalii;
  • do 1250 euro – w Saksonii;
  • do 1500 euro – w Turyngii i Nadrenii-Palatynacie;
  • do 2500 euro – w Brandenburgii, Berlinie oraz Meklemburgii-Pomorzu Przednim.

Wzrost liczby postępowań administracyjnych to wyraźny sygnał ostrzegawczy dla całego systemu edukacji w Niemczech. Choć obowiązek szkolny formalnie istnieje, jego egzekwowanie staje się coraz trudniejsze – a przyczyny tego zjawiska leżą znacznie głębiej niż jedynie w braku chęci do nauki.

źródło: bild.de

Niemcy: Dwutonowa kula oderwała się z instalacji i stoczyła przez miasto – policja szuka sprawców

2

Groźny incydent w Detmold: kula uszkodziła infrastrukturę i mogła doprowadzić do tragedii

W nocy z soboty na niedzielę doszło w niemieckim Detmold (Nadrenia Północna-Westfalia) do niecodziennego i bardzo niebezpiecznego incydentu. Około godziny 3:35 policja i straż pożarna zostały zaalarmowane o zniknięciu charakterystycznego elementu miejskiej przestrzeni – pomarańczowej, czterometrowej kuli, ważącej około dwóch ton. Obiekt zwykle zdobi rondo w 75-tysięcznym mieście położonym w regionie Ostwestfalen.

Kula zerwana z zabezpieczeń: stoczyła się 100 metrów ulicą

Jak ustaliła policja, nieznani sprawcy przecięli zabezpieczenia wokół dzieła sztuki – zarówno ogrodzenie budowlane, jak i pasy mocujące, które utrzymywały kulę w miejscu od czasu uszkodzenia jej zawieszenia podczas burzy na początku kwietnia. Kula, która wcześniej wisiała swobodnie na czterech stalowych linach, została celowo puszczona luzem i zaczęła toczyć się po ulicy.

Według policyjnych ustaleń, potężny obiekt przetoczył się na odległość około 100 metrów. W tym czasie uderzył w latarnię oraz znak drogowy, po czym zatrzymał się w przydrożnym rowie. Na szczęście w momencie zdarzenia na ulicach panował niewielki ruch, dzięki czemu nie doszło do wypadku z udziałem pojazdów czy pieszych.

Policja nie ma wątpliwości: to nie był żart

Policja traktuje incydent bardzo poważnie i prowadzi dochodzenie w kierunku niebezpiecznego ingerowania w ruch drogowy oraz uszkodzenia mienia. Funkcjonariusze wykluczają, że był to niewinny wybryk.

Burmistrz miasta, Frank Hilker, nie kryje oburzenia. – To poważny atak na bezpieczeństwo publiczne. Skutki mogłyby być tragiczne. Gdyby ktoś został ranny lub zginął, mielibyśmy do czynienia z katastrofą – powiedział. Podkreślił również, że zważywszy na rozmiary i wagę kuli, akcję musiało przeprowadzić kilka osób. – Jest oczywiste, że mamy do czynienia z grupą chuliganów – stwierdził. Zaapelował także do świadków o zgłaszanie się do lokalnej policji.

Policja poszukuje sprawców i prosi o pomoc

Wszystkie osoby, które mogły widzieć cokolwiek podejrzanego w okolicach miejsca zdarzenia, proszone są o kontakt z policją w Detmold pod numerem telefonu: 05231 – 6090.

Dzieło sztuki zabezpieczone, sprawa w toku

Uszkodzona kula została już usunięta z miejsca zdarzenia. Z pomocą Technisches Hilfswerk (THW) – niemieckiej służby ratownictwa technicznego – przetransportowano ją na specjalistycznym pojeździe i tymczasowo ulokowano na zabezpieczonym terenie.

Obiekt powstał w 2002 roku i jest dziełem hamburskiej artystki Gabriele Staarmann. Symbolizuje wejście do nowej dzielnicy miasta Detmold i przez ponad dwie dekady stanowił jego charakterystyczny punkt orientacyjny.

Sprawa jest rozwojowa. Policja nie wyklucza, że sprawcom zostaną postawione poważne zarzuty związane z narażeniem życia i zdrowia uczestników ruchu drogowego.

źródło: bild.de

Niemcy: Tysiące osób demonstrowało w ponad 60 miastach za delegalizacją AfD

8

Ogólnokrajowy dzień protestu pod hasłem „Zakaz AfD teraz!” – największe manifestacje odbyły się w Berlinie, Monachium i Hamburgu

W niedzielę, tysiące obywateli w całych Niemczech wyszły na ulice, by domagać się delegalizacji skrajnie prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). Demonstracje odbyły się w około 60 miastach pod wspólnym hasłem: „AfD-Verbot jetzt!” („Zakaz AfD teraz!”). Organizatorzy protestów podkreślali, że nie ma już miejsca na zwłokę, a działania rządu są niezbędne.

Tłumy w stolicy – nawet 7500 uczestników pod Bramą Brandenburską

Centralnym punktem dnia protestu była manifestacja w Berlinie, gdzie pod Bramą Brandenburską zgromadziło się, według szacunków organizatorów, do 7500 osób. Policja podała bardziej ostrożne dane – około 4000 uczestników. Uczestnicy nieśli transparenty i skandowali hasła wzywające do natychmiastowego zakazu działalności AfD.

Monachium i Hamburg również z dużą frekwencją

Drugą co do wielkości demonstracją była ta w Monachium – tam, według danych policyjnych, protestowało około 2500 osób. W Hamburgu i w regionie północno-zachodnich Niemiec na ulice wyszło łącznie około 2000 demonstrantów. W innych większych miastach również zanotowano liczne zgromadzenia.

Mniejsze miasta też protestowały – od Bochum po Jena

W Bochum manifestowało około 1500 osób, w Getyndze i Hanowerze – po 600. W Norymberdze pojawiło się 400 uczestników, a w Essen – tylko kilkaset, mimo że pierwotnie zapowiadano aż 5000. Policja z Nadrenii Północnej-Westfalii przekazała, że w wielu miastach frekwencja była znacznie niższa od zapowiadanej. Przykładowo: w Essen zarejestrowano jedynie 500 osób z 5000 planowanych, w Witten – 220 z 1000 zgłoszonych, a w Dortmundzie – 400 ze zgłoszonych 300.

Inne większe zgromadzenia odnotowano w Münster (500 uczestników), Wiesbaden (150) oraz we Fryburgu, gdzie – według danych policji – protestowało kilka setek osób. W Lipsku manifestowało około 500 osób, w Dreźnie – do 550, w Halle – 500, a w Jenie – 200.

Demonstracje przebiegły spokojnie – bez incydentów

Według informacji przekazanych przez policję, do niedzielnego wieczoru wszystkie zgromadzenia odbyły się pokojowo. Nie odnotowano żadnych poważniejszych incydentów czy konfrontacji.

Organizatorzy protestów apelują do polityków: czas na konkretne działania

Organizatorzy akcji krytycznie ocenili dotychczasową postawę władz, zarzucając im bierność i opieszałość. Podkreślili, że choć kwestia zakazu partii to procedura prawna, inicjatywa w tej sprawie musi wyjść od polityków. – „Pytanie o zakaz to kwestia prawna, ale decyzję musi podjąć polityka” – stwierdzili przedstawiciele ruchów społecznych.

Tło protestów: AfD oficjalnie uznana za skrajnie prawicową – decyzja sądu wciąż w zawieszeniu

Bezpośrednim impulsem do zorganizowania ogólnokrajowego protestu było ujawnienie na początku maja tajnego raportu niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji (Verfassungsschutz), w którym AfD została oficjalnie sklasyfikowana jako „ugruntowanie skrajnie prawicowa” partia. Mimo tego, formalne uznanie tej kwalifikacji prawnej pozostaje w zawieszeniu – do czasu ostatecznej decyzji sądu.

Protesty pod hasłem „Keine Ausreden mehr – AfD-Verbot jetzt!” („Żadnych wymówek – zakaz AfD teraz!”) były częścią zorganizowanego dnia akcji, który objął niemal cały kraj.

źródło: bild.de

Tragedia w Niemczech: martwy noworodek znaleziony na ulicy w Berlinie. Policja prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa

0

Makabryczne odkrycie w niedzielny poranek – ciało noworodka porzucone na poboczu

Berlin – Wstrząsające zdarzenie w berlińskiej dzielnicy Neukölln. W niedzielę rano, około godziny 5:00, funkcjonariusz policji jadący rowerem do pracy natrafił na tragiczny widok: na ścieżce wzdłuż Muru Berlińskiego, niedaleko Kölner Damm w osiedlu Gropiusstadt, znalazł zawiniątko, które początkowo uznał za porzuconą lalkę. Po dokładniejszych oględzinach okazało się jednak, że to ciało nowo narodzonego dziecka.

Jak potwierdziła policja, chodziło o dziewczynkę. Według informacji przekazanych przez dziennik Bild, dziecko zostało zabite.

Policja wszczyna śledztwo – zaangażowana sekcja zabójstw, technicy i psy tropiące

Po makabrycznym odkryciu, na miejsce natychmiast wezwano funkcjonariuszy z wydziału kryminalnego, techników policyjnych oraz jednostkę dochodzeniowo-śledczą zajmującą się zabójstwami. Teren został odgrodzony i szczegółowo przeszukany – wykorzystano m.in. drona oraz psy tropiące.

W godzinach porannych na miejscu zdarzenia pojawiła się również specjalistyczna grupa z psami przeszkolonymi do poszukiwań ludzi. Policjanci rozpoczęli działania mające na celu ustalenie, czy w okolicy przebywa kobieta, która mogła niedawno urodzić dziecko, a obecnie nie ma go przy sobie.

Obdukcja potwierdza: dziewczynka przyszła na świat żywa i zmarła w wyniku przemocy

Na polecenie prokuratury, w niedzielę przeprowadzono sekcję zwłok. Jej wyniki nie pozostawiają wątpliwości: noworodek urodził się żywy, był zdolny do przeżycia, a przyczyną śmierci były obrażenia zadane w wyniku działania osób trzecich.

Zabójstwo noworodka wstrząsnęło opinią publiczną. Śledczy traktują sprawę jako priorytetową i intensyfikują działania mające na celu odnalezienie matki oraz ewentualnych sprawców.

Pies tropiący trafia na trop – poszukiwania prowadzą do bloku mieszkalnego

Wczesnym popołudniem nastąpił przełom. Jeden z psów tropiących podjął trop i doprowadził funkcjonariuszy do jedenastopiętrowego bloku mieszkalnego przy Lippschitzallee. Według nieoficjalnych informacji dziennika Bild, pies zatrzymał się przy drzwiach jednego z mieszkań na trzecim piętrze.

Policjanci z wydziału zabójstw przez dłuższy czas przebywali w budynku, jednak później go opuścili. Rzecznik prokuratury, Sebastian Büchner, potwierdził użycie psów w dochodzeniu, ale z uwagi na dobro śledztwa odmówił komentarza na temat szczegółów operacji przeprowadzonej w budynku.

Policja prosi o pomoc – każdy może mieć cenne informacje

Policja apeluje do mieszkańców o przekazywanie wszelkich informacji, które mogą pomóc w ustaleniu tożsamości dziecka, jego matki oraz okoliczności tragedii. Zgłoszenia można kierować do każdej jednostki policji.

źródło: bild.de

Niemcy: Najwyższe świadczenia socjalne dla azylantów w Europie. System przyciąga migrantów z całego kontynentu

4

Kryzys migracyjny w Berlinie – brak miejsc, prowizoryczne rozwiązania

Sytuacja mieszkaniowa dla osób ubiegających się o azyl w Berlinie osiągnęła punkt krytyczny. Wszystkie dostępne miejsca zakwaterowania są już zajęte, miasto wynajmuje hotele, a prowizoryczne miasteczko namiotowe na terenie dawnego lotniska Tegel stało się trwałym elementem krajobrazu stolicy. Jak twierdzą lokalne władze, Berlin nie jest w stanie przyjąć już żadnych kolejnych migrantów i azylantów.

Z nadzieją patrzy się więc na nowy rząd federalny i jego zapowiedzi dotyczące ograniczenia niekontrolowanej imigracji.

Nowa polityka graniczna: koniec „przepuszczania”

Nowy kanclerz federalny, Friedrich Merz (CDU), postanowił spełnić swoją wyborczą obietnicę – zakończyć proceder swobodnego przekraczania granic przez migrantów. Minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt (CSU) ogłosił, że nie będzie już dochodzić do „przepuszczania” cudzoziemców na granicach bez uprzedniej weryfikacji.

Zgodnie z niemieckim prawem, a konkretnie z artykułem 16a Ustawy Zasadniczej oraz paragrafem 18 Ustawy o Azylu, azyl nie przysługuje osobie, która przybyła z tzw. „bezpiecznego kraju trzeciego”. Wszystkie sąsiednie kraje Niemiec są uznawane za bezpieczne. Te przepisy były jednak od 2015 roku ignorowane – najpierw przez ówczesną kanclerz Angelę Merkel (CDU), a później przez kolejne rządy. Teraz ma się to zmienić.

Nielegalne trasy pozostają otwarte

Problem polega jednak na tym, że kontrolą objęte są wyłącznie przejścia graniczne na autostradach i głównych drogach krajowych. Mniejsze drogi oraz tereny zielone wciąż pozostają niechronione, co umożliwia przemytnikom i migrantom ominięcie oficjalnych punktów kontrolnych. Tym samym, mimo formalnych zmian, wiele w praktyce się nie zmienia.

Zasiłki jako główny czynnik przyciągający

Jeszcze istotniejszy niż luki w kontroli granic jest tzw. „pull-faktor” – czyli czynnik przyciągający migrantów do Niemiec. Obecnie osoba ubiegająca się o azyl otrzymuje w Niemczech 441 euro miesięcznie oraz zakwaterowanie. Dla porównania:

  • Dania oferuje 236 euro plus mieszkanie,
  • Francja – 210 euro,
  • Polska nie wypłaca żadnych pieniędzy, zapewnia jedynie dach nad głową.

Po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku azylowego, samotna osoba dorosła otrzymuje w Niemczech 563 euro miesięcznie w ramach tzw. Bürgergeld (odpowiednik zasiłku obywatelskiego), a także pełne pokrycie kosztów najmu mieszkania (łącznie z opłatami za ogrzewanie) oraz ubezpieczenie zdrowotne. W Polsce, nawet po przyznaniu azylu, świadczenia ograniczają się do zakwaterowania i zaledwie 160 euro miesięcznie.

Brak azylu nie oznacza braku świadczeń

Największa różnica ujawnia się w sytuacji, gdy wniosek o azyl zostanie odrzucony. W Niemczech, mimo odmowy, osoby te nadal otrzymują Bürgergeld. Tymczasem we Francji, w Polsce i Danii wszystkie świadczenia w takim przypadku są wstrzymywane. Co więcej, Dania umieszcza osoby z odrzuconym wnioskiem azylowym w specjalnych ośrodkach deportacyjnych.

Dlaczego Niemcy są celem numer jeden?

Zestawienie przygotowane przez ARD w marcu jasno pokazuje, jak silna jest motywacja migrantów do wyboru Niemiec jako kraju docelowego. Bez względu na to, czy uzyskają azyl, czy nie – mogą liczyć na długoletnie, a nawet bezterminowe utrzymanie z systemu socjalnego. Nic dziwnego, że wielu migrantów rezygnuje z pozostania w Grecji, Włoszech czy Polsce i kontynuuje podróż właśnie do Niemiec. Inne kraje Unii Europejskiej, mając świadomość tej sytuacji, często „przepuszczają” migrantów dalej na północ z pełną świadomością, gdzie ci finalnie się udadzą.

Apel o ujednolicenie systemu świadczeń w UE

Według autora tekstu, Gunnara Schupeliusa, tylko ujednolicenie poziomu świadczeń socjalnych w krajach Unii Europejskiej może doprowadzić do realnego zahamowania migracji do Niemiec. Dopóki RFN będzie oferować tak hojne wsparcie – zwłaszcza osobom, które nie uzyskały prawa do pobytu – dopóty napływ migrantów będzie trwał. Publicysta uznaje to za jedną z największych niesprawiedliwości, jakie obecny rząd funduje własnym obywatelom: finansowanie zasiłków dla osób, które powinny opuścić kraj.

źródło: bild.de

Niemcy: Coraz więcej firm rezygnuje z inwestycji w USA – wolą rozwijać się na rodzimym rynku

2

Amerykańska polityka celna zniechęca niemieckie przedsiębiorstwa

Polityka celna prowadzona przez prezydenta USA, Donalda Trumpa, miała na celu przyciągnięcie większej liczby zagranicznych inwestorów do Stanów Zjednoczonych. Jednak najnowsze dane wskazują, że efekt jest odwrotny od zamierzonego. Wśród niemieckich firm narasta poczucie niepewności co do inwestowania w USA, a zainteresowanie inwestycjami na rynku krajowym wyraźnie rośnie.

Nowe priorytety inwestycyjne: Niemcy zamiast USA

Według wiosennej ankiety przeprowadzonej przez firmę doradczą i audytorską Deloitte wśród 200 członków zarządów niemieckich przedsiębiorstw, aż 80% dyrektorów finansowych (CFO) planuje średnioterminowo skoncentrować swoje inwestycje na Niemczech. To wzrost o 7 punktów procentowych w porównaniu do poprzedniego badania, gdzie odsetek ten wynosił 73%.

W tym samym czasie udział firm deklarujących inwestycje w Ameryce Północnej spadł z 25% do zaledwie 19%. Szczególnie widoczne jest to w przypadku firm nastawionych na eksport – tylko 38% z nich nadal rozważa ekspansję w USA, podczas gdy 62% skupia się na rynku niemieckim. Również zainteresowanie inwestycjami w Azji wykazuje tendencję spadkową.

USA nie jest już postrzegane jako stabilny partner

Kwestie geopolityczne i handlowe coraz mocniej determinują sytuację rynkową i perspektywy firm – zauważył główny ekonomista Deloitte, Alexander Börsch. – Budowanie odporności oraz skuteczne zarządzanie ryzykiem geopolitycznym staje się kluczowe dla sukcesu.

Z badania wynika, że niemieckie firmy zamierzają koncentrować swoje wydatki na transformacji cyfrowej (49%) oraz wzmacnianiu odporności operacyjnej (34%). Natomiast 20% respondentów planuje ograniczenie wydatków na rozbudowę mocy produkcyjnych. W branży motoryzacyjnej ten odsetek wzrasta do 50%, a w przemyśle maszynowym – do 25%.

Firmy lepiej przygotowane na ryzyka geopolityczne

Pozytywnym sygnałem jest to, że połowa przedsiębiorstw deklaruje, iż potrafi dziś skutecznie identyfikować i zarządzać ryzykiem geopolitycznym. Dwa lata wcześniej taką gotowość wykazywało jedynie 33% firm. Aby się zabezpieczyć, przedsiębiorcy stosują m.in. analizy scenariuszowe (41%), ograniczają zależności od konkretnych rynków zbytu i dostaw (34%) oraz przeprowadzają stres testy (33%). W branży motoryzacyjnej niemal co drugie przedsiębiorstwo planuje przenieść lub ponownie ocenić lokalizacje swoich zakładów.

Nadzieje pokładane w polityce wewnętrznej

Wysoki poziom niepewności znacząco wpływa na strategie dyrektorów finansowych – stwierdził ekspert Deloitte ds. finansów, Markus Seeger. – Na pierwszym planie pozostają optymalizacja kosztów i transformacja cyfrowa, choć nie mniej istotne są również strategie wzrostu, zwłaszcza w sektorze MŚP i usług.

Zdaniem autorów badania, odpowiednie działania polityczne mogłyby zachęcić firmy do realizacji wstrzymywanych dotąd inwestycji. Trzy czwarte ankietowanych firm rozważyłoby taki krok, gdyby uproszczono przepisy biurokratyczne. Ponadto, 44% przedsiębiorstw wskazało, że byłoby skłonne zainwestować więcej w nowe technologie, gdyby otrzymały w tym zakresie konkretne wsparcie.

Co trzeci przedsiębiorca uznał, że niedawno przyjęty pakiet inwestycyjny dotyczący infrastruktury i obronności również stanowiłby bodziec do wznowienia zamrożonych inwestycji.

źródło: manager-magazin.de