Masowe wybicie drobiu w Dolnej Saksonii. 175 tysięcy kur niosek zlikwidowanych z powodu ptasiej grypy

2

Szósty przypadek w powiecie Vechta w ciągu półtora tygodnia

Epidemia ptasiej grypy w Niemczech nie ustępuje. W powiecie Vechta w Dolnej Saksonii odnotowano kolejny, już szósty w ciągu półtora tygodnia przypadek zakażenia wirusem u drobiu. Tym razem ognisko choroby wykryto w miejscowości Spreda. W wyniku decyzji władz weterynaryjnych wybitych zostanie aż 175 tysięcy kur niosek.

Pierwsze podejrzenie zakażenia pojawiło się w poniedziałek, gdy szybki test wykazał obecność wirusa. Dziś Friedrich-Loeffler-Institut, będący krajowym instytutem referencyjnym ds. chorób zwierząt, potwierdził pozytywny wynik badań.

Strefy bezpieczeństwa i ścisły nadzór weterynaryjny

Ze względu na wysoką zaraźliwość wirusa władze wyznaczyły wokół zakażonego gospodarstwa strefę ochronną o promieniu trzech kilometrów oraz strefę nadzoru obejmującą teren w promieniu dziesięciu kilometrów.

Wszystkie gospodarstwa drobiarskie znajdujące się w tych strefach zostały zobowiązane przez powiatowy urząd weterynaryjny do bezwzględnego przestrzegania zasad bezpieczeństwa biologicznego, natychmiastowego zgłaszania każdego podejrzenia choroby oraz pełnej współpracy podczas kontroli.

Kolejny przypadek także w powiecie Cloppenburg

Wirus wykryto również w sąsiednim powiecie Cloppenburg. Zakażony został tam zakład hodowlany w miejscowości Bösel, gdzie podjęto decyzję o uśmierceniu około 11,4 tysiąca indyków w wieku 20 tygodni.

Jak poinformowały władze, zabijanie drobiu w obu gospodarstwach – w Vechta i Bösel – ma zostać przeprowadzone jeszcze dziś pod ścisłym nadzorem służb weterynaryjnych.

32 ogniska ptasiej grypy w Dolnej Saksonii

Dolna Saksonia pozostaje obecnie najbardziej dotkniętym landem Niemiec. Według danych Friedrich-Loeffler-Institut, w tym regionie doszło już do 32 potwierdzonych ognisk choroby.

Zaledwie kilka dni wcześniej, w piątek, w tym samym powiecie Vechta konieczne było wybicie blisko 150 tysięcy kur niosek i indyków. Oprócz drobiu, wirus zebrał również żniwo wśród dzikiego ptactwa – 68 dzikich ptaków znalezionych na terenie landu zmarło z powodu zakażenia.

Trwa walka o zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa

Władze Dolnej Saksonii apelują do wszystkich hodowców o zwiększoną czujność i rygorystyczne przestrzeganie zasad bioasekuracji, aby zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się wirusa H5N1.

Mimo wielomiesięcznych działań i regularnych kontroli, sytuacja w regionie pozostaje poważna i dynamiczna, a każde kolejne ognisko choroby niesie ze sobą ogromne straty zarówno ekonomiczne, jak i hodowlane.

źródło: bild,de

Alarm dronowy w Niemczech i Belgii – zakłócenia na lotniskach w Monachium, Brukseli i Liège

2

Drony widziane także w pobliżu bazy NATO, gdzie mogą być przechowywane amerykańskie głowice jądrowe

Trzy lotniska sparaliżowane przez drony

We wtorkowy wieczór doszło do serii incydentów z udziałem dronów, które sparaliżowały ruch lotniczy w Niemczech i Belgii. Władze potwierdziły, że niezidentyfikowane obiekty latające zauważono jednocześnie w rejonie trzech dużych portów lotniczych – w Monachium, Brukseli oraz Liège.

Około godziny 19:50 na lotnisku w Monachium pilot jednego z samolotów zgłosił obecność drona w pobliżu pasa startowego. Jak poinformował rzecznik Federalnej Policji, Stefan Bayer, z powodu zagrożenia jedna z dróg startowych została zamknięta na około 40 minut. Po przeprowadzeniu kontroli i upewnieniu się, że przestrzeń powietrzna jest bezpieczna, operacje lotnicze wznowiono.

Chaos w Brukseli i Liège

Jeszcze poważniejsza sytuacja miała miejsce w Belgii. Na lotnisku w Brukseli dron został zauważony tuż przed godziną 20:00. Władze lotniska wstrzymały starty i lądowania wszystkich samolotów, a obiekt został tymczasowo całkowicie zamknięty.

Około godziny 21:00 wznowiono ruch lotniczy, jednak niespełna godzinę później, z uwagi na kolejne obserwacje dronów, operacje lotnicze ponownie wstrzymano – poinformowała belgijska agencja prasowa Belga, powołując się na służbę kontroli lotów Skeyes.

Z powodu zakłóceń część lotów została przekierowana z Brukseli do Liège we wschodniej Belgii. Jednak wkrótce również tam zauważono drony, o czym doniósł belgijski nadawca RTBF. W efekcie samoloty kierowano dalej – m.in. do Maastricht i Kolonii.

Drony w pobliżu bazy NATO

Zaniepokojenie wywołały także doniesienia o pojawieniu się dronów w pobliżu belgijskiej bazy wojskowej Kleine-Brogel, z której korzysta NATO. To właśnie tam, według niepotwierdzonych informacji, mogą być przechowywane amerykańskie głowice jądrowe.

Jak przekazała agencja Belga, powołując się na burmistrza miejscowości, Stevena Matheï, mieszkańcy zgłosili obserwację sześciu dronów w rejonie bazy. Policja potwierdziła obecność co najmniej dwóch z nich. – „Sytuacja jest wciąż niejasna, nawet wojsko nie było w stanie zidentyfikować tych dronów” – powiedział Matheï. Na miejsce wezwano policyjny śmigłowiec, który miał pomóc w namierzeniu obiektów.

Nie był to pierwszy taki incydent – już w miniony weekend służby odnotowały kilka przelotów dronów nad bazą Kleine-Brogel.

Baza o strategicznym znaczeniu

Kleine-Brogel, położona we flamandzkiej części Belgii, odgrywa ważną rolę w strukturze NATO. W październiku ubiegłego roku była jednym z miejsc, gdzie przeprowadzano doroczne ćwiczenia Sojuszu dotyczące obrony terytorium z użyciem broni jądrowej.

Nieoficjalne źródła od lat wskazują, że właśnie w tej bazie przechowywane są amerykańskie bomby atomowe typu B61. Belgijskie władze nigdy nie potwierdziły tej informacji, ale również jej nie zaprzeczyły.

Wspólne śledztwo służb

Niemieckie i belgijskie służby bezpieczeństwa prowadzą obecnie śledztwo, mające ustalić, kto stał za serią wtorkowych incydentów. Na ten moment nie wiadomo, czy działania te były skoordynowane.

Z uwagi na fakt, że drony pojawiły się zarówno w przestrzeni cywilnej, jak i w pobliżu obiektów o strategicznym znaczeniu, władze obu krajów traktują sprawę jako poważne naruszenie bezpieczeństwa lotniczego i militarnego.

źródło: bild.de

Niemcy: politycy CDU i CSU chcą płacić uchodźcom za dobrowolny powrót do ojczyzny

4

Po kontrowersjach wokół „zachęty do pozostania w kraju pochodzenia” – nowy pomysł niemieckich polityków

Po doniesieniach medialnych o tzw. zachęcie do pozostania w kraju pochodzenia” dla Afgańczyków, w niemieckiej debacie politycznej pojawił się kolejny kontrowersyjny pomysł. Politycy CDU i CSU proponują wprowadzenie „premii za wyjazd” (Ausreise-Prämie), czyli finansowego wsparcia dla uchodźców, którzy zdecydują się dobrowolnie opuścić Niemcy i wrócić do swojego kraju.

„Lepszy dobrowolny powrót niż przymusowa deportacja”

Alexander Throm (CDU), rzecznik do spraw wewnętrznych frakcji CDU/CSU w Bundestagu, w rozmowie z dziennikiem Bild przypomniał, że rządowa koalicja SPD, Zielonych i FDP zapowiedziała w umowie koalicyjnej tzw. ofensywę repatriacyjną (Rückführungsoffensive). Celem tego programu jest zarówno zwiększenie liczby deportacji, jak i wspieranie dobrowolnych powrotów uchodźców do ich ojczyzn.

„Każdy dobrowolny powrót jest lepszy i tańszy niż deportacja” – podkreślił Throm.

Zgodnie z treścią umowy koalicyjnej: „Osoby, którym odmówiono azylu, muszą opuścić nasz kraj. Chcemy lepiej wspierać dobrowolne powroty, wzmacniając system zachęt i doradztwa powrotowego.”

Inspiracja duńskim modelem

Pomysł finansowego wsparcia dla uchodźców, którzy zgodzą się na dobrowolny powrót, popiera również Jürgen Hardt (CDU), rzecznik ds. polityki zagranicznej. W rozmowie z Bild stwierdził:

„Duński model może być wzorem dla Niemiec. Rozszerzenie istniejących systemów zachęt dla dobrowolnego powrotu może w sposób rozsądny uzupełnić konieczne deportacje.”

Dania oferuje syryjskim uchodźcom średnio 27 000 euro za powrót do ojczyzny. Hardt uważa, że podobny system mógłby zostać zastosowany w Niemczech, choć na mniejszą skalę.

„Tym, którzy chcą odbudowywać swoje kraje – także z korzyścią dla gospodarki Niemiec – powinniśmy ułatwić nowy start w Syrii” – argumentował polityk. – „W ten sposób można byłoby też odciążyć niemieckie gminy.”

CSU: 1000 euro wystarczy jako zachęta

Za koncepcją premii za wyjazd opowiada się także Stephan Mayer (CSU), ekspert partii w kwestiach wewnętrznych. W rozmowie z Bild poparł ideę dobrowolnych powrotów, podkreślając, że finansowy bodziec może być skutecznym narzędziem migracyjnym.

„Jestem za tym, by wypłacać uchodźcom premię za powrót do ojczyzny. Uważam, że to może stworzyć realny bodziec do wyjazdu” – powiedział Mayer.

Jednocześnie zaproponował, aby wysokość takiego świadczenia była znacznie niższa niż w Danii:

„Kwota 1000 euro to rozsądna suma, wystarczająca jako zachęta i jednocześnie pomoc w rozpoczęciu nowego życia. Nie powinna być jednak zbyt wysoka, aby nie stworzyć tzw. efektu przyciągania (pull factor), który mógłby zachęcić kolejne osoby do przyjazdu do Niemiec.”

Debata o kosztach i skutkach społecznych

Propozycja Ausreise-Prämie wpisuje się w szerszą dyskusję o polityce migracyjnej Niemiec i rosnącym obciążeniu gmin, które coraz głośniej domagają się większego wsparcia od rządu federalnego. Pomysł wywołuje jednak mieszane reakcje – zwolennicy widzą w nim tańszą i bardziej humanitarną alternatywę dla deportacji, natomiast krytycy ostrzegają przed niebezpieczeństwem stworzenia finansowych zachęt do nielegalnej migracji.

Na razie propozycja nie została jeszcze przedstawiona w formie oficjalnego projektu ustawy, jednak rosnąca presja polityczna i społeczna może sprawić, że temat premii za wyjazd wkrótce trafi pod obrady Bundestagu.

źródło: bild.de

Niemcy: Berlin chce zasadzić milion drzew do 2040 roku. Projekt wart miliardy euro budzi kontrowersje

0

Nowe prawo klimatyczne w Berlinie

W Berlinie przyjęto przełomowe Klimaanpassungsgesetz – ustawę o dostosowaniu do zmian klimatu, która zakłada zasadzenie miliona nowych drzew do 2040 roku. Celem projektu jest podwojenie liczby drzew w mieście w ciągu najbliższych 15 lat, co ma znacząco zwiększyć odporność stolicy Niemiec na skutki globalnego ocieplenia.

Wydatki sięgające miliardów euro

Według szacunków agencji prasowej dpa, koszt realizacji programu wyniesie około 3,2 miliarda euro. Z tej kwoty dwa miliardy euro mają pochodzić z udziału Berlina w federalnym funduszu specjalnym (Sondervermögen), utworzonym w celu finansowania działań związanych z ochroną klimatu. Jak informuje dziennik Tagesspiegel, środki te mają pokryć zarówno zakup sadzonek, jak i prace związane z pielęgnacją, utrzymaniem oraz wymianą drzew w przyszłości.

Inicjatywa obywatelska i kompromis polityczny

Nowe prawo jest bezpośrednio inspirowane projektem obywatelskiej inicjatywy „BaumEntscheid”, która zainicjowała wniosek o przeprowadzenie referendum. Po serii negocjacji pomiędzy przedstawicielami ruchu a rządzącą koalicją CDU i SPD udało się osiągnąć porozumienie. Dzięki temu ustawa została przyjęta bez potrzeby organizowania głosowania powszechnego.

„Dziś wyznaczamy kierunek dla bezprecedensowej inwestycji w zielony kapitał naszego miasta” – powiedział Kai Wegner (CDU)„Ten senat i koalicja rządząca opowiadają się za większą liczbą drzew, konsekwentną ochroną klimatu i znacznym wzmocnieniem odporności klimatycznej stolicy.”

Krytyka ze strony berlińskiego biznesu

Nie wszyscy jednak podzielają entuzjazm władz. Przedstawiciele gospodarki wskazują, że wykorzystanie tak dużej części funduszu specjalnego na cele zielonej infrastruktury może ograniczyć inwestycje w inne, kluczowe obszary.

„Środki z funduszu specjalnego są potrzebne tam, gdzie powstają innowacje i rozwój gospodarczy” – powiedziała Manja Schreiner, dyrektor generalna Izby Przemysłowo-Handlowej Berlina (IHK), cytowana przez Tagesspiegel. Jej zdaniem, cele funduszu nie zostaną osiągnięte, jeśli aż 40 procent dostępnych środków zostanie przeznaczone na sadzenie drzew przy ulicach.

Historyczne głosowanie i precedens prawny

Według informacji berlińskiej administracji parlamentarnej, to pierwszy przypadek w historii miasta, gdy parlament przyjął ustawę pochodzącą bezpośrednio z inicjatywy obywatelskiej – i to w niemal niezmienionej formie. Wcześniej, w 2018 roku, podobny proces dotyczył ustawy o mobilności, która wprowadziła udogodnienia dla ruchu rowerowego. Tamten projekt był jednak formalnie przedłożony przez senat, a nie przez obywateli.

Zielony Berlin przyszłości

Plan zasadzenia miliona drzew do 2040 roku ma uczynić Berlin jedną z najbardziej zielonych metropolii Europy. Władze podkreślają, że program nie ogranicza się jedynie do nowych nasadzeń, lecz obejmuje również działania zwiększające retencję wody, redukcję miejskich wysp ciepła oraz poprawę jakości powietrza.

Choć koszt przedsięwzięcia budzi kontrowersje, jego zwolennicy argumentują, że długofalowe korzyści – zarówno dla klimatu, jak i zdrowia mieszkańców – są bezcenne. Jak podkreślają eksperci, inwestycje w zieleń miejską stają się coraz bardziej konieczne, szczególnie w obliczu coraz częstszych fal upałów i ekstremalnych zjawisk pogodowych w Niemczech.

źródło: spiegel.de

Milion Syryjczyków wróciło do kraju, a z Niemiec — prawie nikt. Co to oznacza dla debaty o deportacjach?

3

Minister Wadephul wzniecił spór — czy powroty do Syrii są możliwe?

Wypowiedź ministra spraw zagranicznych Johanna Wadephula (CDU), że „w najbliższym czasie powroty do Syrii są mało realne”, wywołała silną debatę polityczną w Niemczech i falę krytyki wewnątrz jego partii. W tle dyskusji stoją jednak twarde liczby: znaczna część przesiedleńców w regionie już wróciła — podczas gdy z Niemiec powrotów jest znikoma liczba.

Masowy powrót z sąsiednich krajów — kto i skąd wraca do Syrii?

Według danych przedstawionych w dyskusji, jeszcze pod koniec 2024 roku w krajach sąsiadujących z Syrią zarejestrowanych było około 4,5 mln syryjskich uchodźców (dane UNHCR). Po wydarzeniach z grudnia 2024 — a mianowicie odsunięciu Baszara al-Assada od władzy i zakończeniu wojny — liczba powracających do kraju gwałtownie wzrosła. UNHCR szacuje dziś ponad milion powrotów, a trend ten ma rosnący charakter.

Najwięcej osób wróciło z Turcji (ok. 550 000), następnie z Libanu (320 000) i Jordanii (152 000). Również Egipt i Irak odnotowały dziesiątki tysięcy powrotów.

Dobrowolność powrotów pod znakiem zapytania

Nie jest jednak jasne, ile z tych powrotów było w pełni dobrowolnych. W niektórych państwach stosowane są programy zachęcające do powrotu — np. tureckie „przyjedź i zobacz” (trzy krótkie wizyty przed ostateczną decyzją). Ponadto badania UNHCR wskazują, że wśród motywów wyjazdu z krajów przyjmujących często przeważają negatywne czynniki wypychające: rosnące koszty życia, brak perspektyw i trudności ze znalezieniem pracy — co sprawia, że „dobrowolna” decyzja o powrocie bywa podyktowana brakiem alternatyw.

Niemcy: prawie milion Syryjczyków — ale powroty prawie się nie zdarzają

Sytuacja Niemiec wygląda zupełnie inaczej. W kraju przebywa obecnie około 947 833 obywateli Syrii (większość z nich posiada status uchodźcy). Od początku roku nastąpił niewielki spadek tej liczby (ok. 30 000), co może być częściowo efektem naturalizacji.

Mimo że ponad milion Syryjczyków miało — według podawanych danych — wrócić z krajów sąsiednich do Syrii, z Niemiec skorzystało jedynie 2 869 osób z rządowego programu dobrowolnych powrotów (maksymalna pomoc na rodzinę do 4 000 euro).

Integracja, praca i obywatelstwo — dlaczego Syryjczycy zostają w Niemczech?

Kilka wskaźników tłumaczy, dlaczego Niemcy nie doświadczają masowych powrotów:

  • Zatrudnienie: według danych z początku roku ok. 236 000 Syryjczyków było zatrudnionych w pracy objętej ubezpieczeniem społecznym.
  • Wsparcie socjalne: około 518 000 osób otrzymywało świadczenie Bürgergeld.
  • Naturalizacje: w 2024 roku ponad 80 000 Syryjczyków otrzymało niemieckie obywatelstwo.
  • Migracja i urodzenia: wśród 1,3 mln osób w Niemczech o syryjskim pochodzeniu jest prawie ćwierć miliona urodzonych już w Niemczech.

Po upadku reżimu i zakończeniu wojny nadal wpływa do Niemiec wiele wniosków azylowych — od początku okresu po opisywanych wydarzeniach złożono ponad 20 000 nowych wniosków od osób syryjskiego pochodzenia.

Wnioski polityczne i perspektywy

Dane pokazują wyraźne zróżnicowanie doświadczeń: w krajach sąsiednich Syrii zauważalny jest masowy trend powrotów, częściowo skłoniony politycznie i ekonomicznie; w Niemczech natomiast większość osób syryjskiego pochodzenia pozostaje — z uwagi na pracę, rodzinę, naturalizacje oraz dostęp do systemu socjalnego.

W debacie politycznej, którą roznieciła wypowiedź ministra Wadephula, kluczowe pozostają pytania: kiedy i na jakich zasadach możliwe będą powroty? oraz jak pogodzić humanitarne zobowiązania z oczekiwaniami społeczeństwa i realiami politycznymi? Jak jasno wynika z przedstawionych liczb, rozwiązania będą musiały być przede wszystkim zróżnicowane i uwzględniać zarówno indywidualne sytuacje powracających, jak i polityczne oraz ekonomiczne warunki w regionie.

źródło: bild.de

Niemcy: 99 procent czytelników „BILD” popiera deportacje Syryjczyków

1

Burza wokół wypowiedzi ministra spraw zagranicznych CDU

Wypowiedź niemieckiego ministra spraw zagranicznych Johanna Wadephula (CDU) wywołała poważny spór w rządzie federalnym oraz podziały wewnątrz samej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU). Polityk stwierdził w czwartek, że Syryjczycy „w najbliższym czasie nie mogą powrócić do swojej ojczyzny”, ponieważ „tam naprawdę trudno jest dziś komukolwiek żyć w godnych warunkach”.

Słowa te stoją w sprzeczności z ustaleniami zawartymi w umowie koalicyjnej, zgodnie z którą możliwe mają być deportacje do Syrii – w pierwszej kolejności osób skazanych za przestępstwa oraz byłych funkcjonariuszy syryjskiego reżimu. Po wypowiedzi Wadephula z szeregów CDU natychmiast pojawiły się ostre głosy sprzeciwu.

Zdecydowane stanowisko czytelników „BILD”

Dziennik „BILD” przeprowadził w niedzielę ankietę wśród swoich czytelników, pytając: „Czy Niemcy powinny deportować Syryjczyków?” Wyniki nie pozostawiają złudzeń – 99 procent spośród ponad 17 800 uczestników głosowania opowiedziało się za deportacjami, a jedynie 1 procent uznał, że Niemcy nie powinny ich przeprowadzać.

Wielu komentujących uzasadniało swoje stanowisko, zwracając uwagę, że odbudowa Syrii powinna należeć do samych Syryjczyków.

Głosy czytelników: „To ich kraj – oni powinni go odbudować”

Matthias Bayer napisał:

„Nikt nie zaprzeczy, że w Syrii wiele budynków zostało zniszczonych. Ale przecież to właśnie Syryjczycy mogą i powinni zmienić tę sytuację.”

Martin Rieger z kolei zwrócił uwagę na potrzebę realistycznego podejścia:

„Nie widzę w tym niczego problematycznego. Mówi się, że kraj jest zniszczony i nie da się tam żyć – to w pewnym stopniu prawda. Ale co miałoby się stać, żeby deportacje znów były możliwe? Czy Syria ma najpierw dorównać niemieckim standardom życia? Nie, nie musi. Choć wielu z tych ludzi straciło tam swoje domy, deportacja nie powinna być stosowana lekkomyślnie. Warto pamiętać, że sama imigracja nie jest niczym złym ani groźnym.”

Stephanie Molter podkreśliła natomiast konieczność odbudowy:

„To tragiczne, że po wojnie wszystko jest zniszczone, ale to normalne. Odbudowa kraju to trudne zadanie – jednak to zadanie jego własnych obywateli.”

Inni apelują o indywidualne podejście

Nie wszyscy uczestnicy dyskusji popierają jednak całkowite deportacje. Andy Oberkrämer uznał, że nie mogą być one rozwiązaniem uniwersalnym:

„Osoby, które wykazują chęć integracji lub już się zintegrowały, powinny być chronione przed deportacją, jeśli chcą pozostać w Niemczech.”

Podobne stanowisko zajęła Gabriele W. Luehr:

„Mam mieszane uczucia. W zasadzie po zakończeniu wojny ludzie powinni wrócić do swojego kraju, ale jeśli tam nic nie ma? Rodziny z dziećmi potrzebują przynajmniej podstawowej infrastruktury, by móc rozpocząć życie na nowo.”

Głos z CDU: „Moja rodzina wraca, by odbudować Syrię”

Deutsch-Syryjczyk i działacz CDU Baha Jamous poparł opinię dziennikarza „BILD” Juliana Röpckego, który w swoim komentarzu stwierdził, że „deportacje do Syrii są słuszne”. Jamous odpowiedział na platformie X (dawniej Twitter):

„Julian ma rację. Moja rodzina również stopniowo wraca do Syrii, by odbudować nasze domy i nasz kraj. To potrwa, ale motywacja jest ogromna.”

źródło: bild.de

Niemcy: coraz więcej miast rezygnuje z jarmarków bożonarodzeniowych

3

W Overath odwołano tradycyjny jarmark świąteczny

Czas adwentu zwykle kojarzy się z ciepłem, zapachem pierników i pierwszym grzanym winem. Jednak dla mieszkańców Overath tegoroczny okres świąteczny przyniesie rozczarowanie. Władze miasta poinformowały, że coroczny jarmark bożonarodzeniowy został odwołany – powodem są zbyt wysokie koszty zabezpieczenia imprezy.

Tradycyjny kiermasz wokół kościoła parafialnego św. Walburgi, organizowany w pierwszy weekend Adwentu, był od lat ważnym elementem lokalnej tradycji. Tym razem jednak zabraknie zarówno świątecznych świateł, jak i stoisk z przysmakami. Organizator – Stowarzyszenie Marketingu Miejskiego Overath – przyznał, że nie jest w stanie pokryć kosztów wymaganych środków bezpieczeństwa, w tym barier ochronnych i ochrony antyterrorystycznej.

Przewodniczący stowarzyszenia, Andreas Koschmann, w rozmowie z RTL wyjaśnił, że w ciągu ostatnich 18 miesięcy wydano na zabezpieczenia ok. 17 500 euro. Dotychczas koszty te pokrywano z dochodów z czterech innych dużych imprez miejskich, jednak w ostatnich latach nie przynosiły one już zysków.

Zgodnie z orzeczeniem sądu administracyjnego w Berlinie, gminy nie mogą przenosić wydatków związanych z bezpieczeństwem na prywatnych organizatorów. Miasto Overath odmówiło jednak pokrycia tych kosztów, co ostatecznie doprowadziło do odwołania tegorocznego jarmarku.

Kerpen zmienia nazwę jarmarku, by ograniczyć koszty

Nieco inny sposób na poradzenie sobie z problemem znalazła Kolpingstadt Kerpen, również w Nadrenii Północnej-Westfalii. Tegoroczny jarmark nie odbędzie się pod nazwą „Weihnachtsmarkt”, lecz jako „Genussmarkt im Advent” – czyli „Targ Smaków w Adwencie”.

Organizatorzy z Aktionsgemeinschaft Kolpingstadt Kerpen (AGK) wyjaśnili, że zmiana nazwy pozwala ominąć niektóre przepisy dotyczące organizacji dużych wydarzeń publicznych. Dzięki temu targ może odbyć się na mniejszej powierzchni, co zmniejsza konieczność tworzenia stref bezpieczeństwa i zatrudniania licznej ochrony. Jak podkreślono, powodem decyzji była brak wsparcia finansowego ze strony miasta oraz coraz wyższe wymagania administracyjne.

Kolejne niemieckie miasta rezygnują z jarmarków

Podobne decyzje zapadają również w innych częściach Niemiec.
W Rostocku (Meklemburgia-Pomorze Przednie) odwołano historyczny jarmark bożonarodzeniowy w IGA Park – w zamian planowana jest impreza w stylu średniowiecznym wiosną przyszłego roku.
W Hamburgu-Rahlstedt organizatorzy zrezygnowali z jarmarku z powodu braku wystawców i niewystarczających przychodów, natomiast w Dortmundzie jarmark w zabytkowym zamku Bodelschwingh musiał zostać anulowany z uwagi na prace renowacyjne.

Coraz droższe święta w Niemczech

Decyzje te pokazują szerszy trend – rosnące koszty bezpieczeństwa, ochrony antyterrorystycznej i wynajmu przestrzeni publicznej coraz częściej uniemożliwiają organizację lokalnych wydarzeń świątecznych. W wielu miastach tradycja jarmarków, stanowiąca od dziesięcioleci istotny element niemieckiej kultury bożonarodzeniowej, staje się coraz trudniejsza do utrzymania.

źródło: bild.de

Niemcy: Nastolatkowie oskarżeni o próbę zabójstwa policjantów. Rzucili e-hulajnogę na radiowóz

0

Brutalny atak w sylwestrową noc

Frankfurt nad Menem – Sylwestrowy wieczór 2024 roku w północno-zachodniej części Frankfurtu zakończył się dramatycznym atakiem na policję. Dwóch nastolatków – 17-letni Marcelo K. i 19-letni Aycan B. – stanęło przed sądem pod zarzutem usiłowania zabójstwa funkcjonariuszy. Według śledczych celowo zrzucili z mostu 30-kilogramową e-hulajnogę na przejeżdżający radiowóz.

Zdarzenie miało miejsce 31 grudnia 2024 roku około godziny 22:40 w rejonie Nordwestzentrums – dużego centrum handlowego w tzw. problematycznej dzielnicy miasta, znanej z wysokiego odsetka mieszkańców o pochodzeniu migracyjnym, frustracji społecznej i częstych aktów wandalizmu.

Zaniepokojona mieszkanka zgłosiła policji grupę kilkunastu młodych osób, które gromadziły się w pobliżu centrum i przemieszczały pojemniki na śmieci, najwyraźniej szykując się do wywołania zamieszek. Wysłany na miejsce patrol z 14. komisariatu przejeżdżał akurat pod kładką dla pieszych, gdy z góry spadł na niego elektryczny skuter.

E-hulajnoga spadła na szybę i dach radiowozu

Uderzenie było na tyle silne, że uszkodziło przednią szybę i dach pojazdu. Dwóch funkcjonariuszy zostało rannych. Prokuratura uznała, że atak był celowy i mógł doprowadzić do śmierci policjantów.

Prokurator Mert Karagüllü zarzuca oskarżonym działanie „z zamiarem podstępnego pozbawienia życia ludzi przy użyciu niebezpiecznego narzędzia”. Obaj nastolatkowie zostali tymczasowo aresztowani.

Materiały wybuchowe i atak na funkcjonariuszy

Według ustaleń śledczych, to ówczesny 16-letni Marcelo K. bezpośrednio zrzucił e-hulajnogę, podczas gdy jego starszy kolega, Aycan B., kierował całym atakiem. Rzucał także petardy i inne przedmioty w kierunku policjantów, a nawet skonstruował koktajl Mołotowa – co stanowi naruszenie ustawy o broni.

Trzeci oskarżony, 18-letni Rayan I., miał przekazać butelkę jednemu z napastników, a następnie sam rzucić nią w stronę radiowozu. Zarzuca mu się napaść na funkcjonariuszy pełniących obowiązki służbowe.

Związek z wcześniejszym incydentem

Do ataku doszło w tym samym rejonie, w którym zaledwie dwa dni wcześniej, w sobotę, w centrum handlowym Nordwestzentrum wybuchła panika. Świadkowie twierdzili wówczas, że słyszeli strzały, jednak policja ustaliła, że źródłem hałasu były najprawdopodobniej petardy. W wyniku zamieszania rannych zostało dziewięć osób.

Proces potrwa kilka miesięcy

Podczas pierwszego dnia procesu, który rozpoczął się w poniedziałek przed Wielką Izbą Karną Sądu Krajowego we Frankfurcie, żaden z trzech oskarżonych nie odniósł się do stawianych im zarzutów. Postępowanie sądowe zaplanowano do lutego 2025 roku.

Śledczy traktują sprawę jako przykład narastającej agresji wobec funkcjonariuszy w Niemczech i eskalacji przemocy wśród młodych mieszkańców miejskich blokowisk. Jeśli sąd uzna winę nastolatków, mogą im grozić wieloletnie kary pozbawienia wolności.

źródło: bild.de

Brutalny atak na boisku w Kempen — mężczyzna pobił żonę na oczach córki

1

Brutalne pobicie na boisku w Kempen (NRW) — kobieta w ciężkim stanie, mężczyzna zatrzymany

Na boisku przy Hessenring doszło do szokującego aktu przemocy: 50-letni mężczyzna zaatakował swoją 42-letnią żonę, bijąc ją i kopiąc tak brutalnie, że kobieta doznała obrażeń zagrażających życiu. Napastnik został zatrzymany przez policję na miejscu zdarzenia.

Do dramatycznego zdarzenia doszło w poniedziałkowe popołudnie. Według wstępnych ustaleń funkcjonariuszy, między małżonkami przed atakiem wybuchła kłótnia; następnie doszło do eskalacji przemocy na terenie niewielkiego boiska osiedlowego. Nawet gdy poszkodowana leżała już na ziemi, agresor nie przestał uderzać i kopać ofiary.

Ofiara trafiła do szpitala z ciężkimi obrażeniami

Poszkodowaną przewieziono natychmiast do szpitala – lekarze zakwalifikowali jej stan jako krytyczny z obrażeniami zagrażającymi życiu. Aktualne informacje o stanie zdrowia kobiety będą przekazywane przez służby medyczne i organy ścigania w toku śledztwa.

7-letnia córka była świadkiem napaści

Wstrząsające jest także to, że całą napaść obserwowała ich siedmioletnia córka. Dziewczynka, która została umieszczona w placówce opiekuńczej dla młodzieży, nie odniosła obrażeń fizycznych. Po zdarzeniu została objęta opieką pracowników tej placówki i psychologicznym wsparciem.

Policja zabezpieczyła miejsce zdarzenia, trwa dochodzenie

Funkcjonariusze natychmiast odcięli teren boiska oraz przyległy chodnik i zabezpieczyli ślady. Sprawę przejęła policja kryminalna, która prowadzi oględziny oraz zbiera zeznania świadków. Wstępne ustalenia wskazują, że między rodzicami doszło wcześniej do sprzeczki, która przerodziła się w fizyczny atak.

Mężczyzna został zatrzymany na miejscu i usłyszy zarzuty — prokuratura zdecyduje o treści zarzutów i ewentualnym wniosku o tymczasowe aresztowanie.

Pomoc dla ofiary i dziecka — możliwe działania instytucji

W takich przypadkach odpowiednie służby socjalne i policyjne zwykle uruchamiają procedury ochronne wobec rodziny. Do zadań miejscowych instytucji należy zapewnienie opieki medycznej dla ofiary, psychologiczne wsparcie dla dziecka oraz, jeśli zajdzie taka potrzeba, organizacja tymczasowego zakwaterowania. Postępowanie karne będzie równolegle wyjaśniać motyw i okoliczności czynu.

Kontekst społeczny i apel do świadków

Zdarzenie porusza lokalną społeczność i ponownie stawia pytania o profilaktykę przemocy domowej oraz dostępność pomocy dla ofiar. Policja apeluje do osób, które były świadkami lub posiadają informacje mogące pomóc w śledztwie, aby zgłaszały się niezwłocznie na najbliższy posterunek lub dzwoniły pod numer alarmowy.

źródło: bild.de

Sąd zezwolił na budowę meczetu w Lipsku mimo protestów

3

Po latach sporów i obelg — Ahmadiyya-Gemeinde może rozpocząć budowę świątyni

W Lipsku zapadł długo oczekiwany wyrok w sprawie budowy meczetu przy Georg-Schumann-Straße. Pomimo wieloletnich protestów, gróźb i prowokacyjnych incydentów, w tym umieszczania na terenie budowy zakrwawionych świńskich głów, sąd administracyjny w Lipsku orzekł, że projekt budowy nowej świątyni muzułmańskiej Ahmadiyya-Gemeinde jest zgodny z prawem.

Wyrok, wydany w poniedziałek, oddala skargi dwóch mieszkańców, którzy od lat starali się zablokować inwestycję. Ich zarzuty dotyczyły przede wszystkim rzekomego zagrożenia dla spokoju w okolicy — zwiększonego hałasu, problemów z parkowaniem i zaburzenia dotychczasowego charakteru urbanistycznego dzielnicy.

Sąd nie podzielił jednak tych argumentów, uznając, że wszystkie wymogi prawne zostały spełnione. Jak poinformowano, orzeczenie nie jest jeszcze prawomocne, a pisemne uzasadnienie decyzji ma zostać opublikowane w najbliższym czasie.

Trzynastoletnia batalia o zgodę na budowę

Plany budowy meczetu sięgają roku 2011, kiedy społeczność Ahmadiyya po raz pierwszy wystąpiła o pozwolenie na wzniesienie własnego miejsca modlitwy. Projekt uzyskał oficjalną zgodę władz miejskich w 2021 roku, lecz od tego momentu był wielokrotnie blokowany przez protesty i skargi sąsiedzkie.

Według zwycięskiego projektu z 2015 roku, autorstwa stuttgarckiego architekta Mustafy Ljaića, planowana budowla ma mieć dwie kondygnacje z osobnymi salami modlitwy, świetlistą kopułę widoczną po zmroku oraz ozdobne minarety o wysokości około 16 metrów. Początkowo koszt inwestycji szacowano na około 700 tysięcy euro, jednak w obliczu inflacji i rosnących cen materiałów budowlanych kwota ta prawdopodobnie znacząco wzrosła.

Kontrowersje i akty nienawiści wobec społeczności Ahmadiyya

Ahmadiyya-Gemeinde, do której należy około 100 wiernych z Lipska, jest częścią ruchu islamskiego znanego z pokojowego i lojalnego wobec konstytucji podejścia, choć bywa uznawana przez niektóre grupy za odłam heretycki.

Od momentu ogłoszenia planów budowy meczetu społeczność mierzyła się z falą agresji i nienawiści. Wiele razy na terenie przyszłej budowy pojawiały się zakrwawione świńskie głowy — symboliczne akty mające na celu obrażenie i zastraszenie wiernych, dla których świnia jest zwierzęciem nieczystym.

Mimo tych prowokacji społeczność Ahmadiyya pozostała wierna zasadzie pokojowego dialogu i nie odpowiadała na ataki. Jej przedstawiciele wielokrotnie podkreślali, że chcą wnieść wkład w życie lokalnej społeczności poprzez otwartość i współpracę.

Przeciwnicy mogą się jeszcze odwołać

Choć decyzja sądu w Lipsku jest przełomowa, spór prawny prawdopodobnie jeszcze się nie zakończył. Pokonani mieszkańcy mają możliwość złożenia odwołania do Wyższego Sądu Administracyjnego w Budziszynie (Bautzen).

Do czasu ewentualnego rozpatrzenia apelacji wyrok sądu pierwszej instancji pozostaje w mocy, co pozwala Ahmadiyya-Gemeinde rozpocząć pierwsze przygotowania do budowy. Po trzynastu latach planowania i postępowań realizacja marzenia o własnym miejscu modlitwy w Lipsku wydaje się wreszcie możliwa.

źródło: bild.de