To będzie najgorętszy dzień w roku? W Niemczech temperatura może dzisiaj sięgnąć 41°C

0

Fala gorąca nie odpuszcza

Niemcy zmagają się z kolejną falą ekstremalnych upałów. Temperatury w wielu regionach kraju osiągają już wartości znacznie przekraczające 30°C, a według prognoz najgorsze dopiero nadejdzie. Meteorolodzy ostrzegają, że w najbliższych dniach lokalnie termometry mogą pokazać nawet 41°C. Rozgrzany asfalt, przepełnione kąpieliska i niemal bezchmurne niebo stały się codziennością w wielu częściach kraju. Upały dają się we znaki nie tylko w ciągu dnia. Coraz większym problemem stają się również wyjątkowo ciepłe noce, które utrudniają odpoczynek i regenerację organizmu.

Nawet noce nie przynoszą ulgi

Szczególnie trudna sytuacja panuje w dużych miastach. Budynki nagrzewają się przez cały dzień i oddają ciepło jeszcze długo po zachodzie słońca. W efekcie mieszkańcy wielu regionów muszą mierzyć się z tzw. nocami tropikalnymi, podczas których temperatura nie spada do poziomu zapewniającego komfortowy sen. Niemiecka Służba Meteorologiczna (DWD) prognozuje, że również dziś w większości kraju utrzyma się słoneczna pogoda. Na północy temperatury mają wynosić od 27°C do 33°C, natomiast w pozostałych regionach od 34°C do 38°C. Najgoręcej ma być na zachodzie i południowym zachodzie Niemiec. Według prognoz DWD lokalnie możliwe są wartości sięgające nawet 41°C.

Klimatolog: „Ekstremalne gorąco napływa z Francji”

Klimatolog dr Karsten Brandt wyjaśnia, że obecna sytuacja jest zgodna z wcześniejszymi prognozami meteorologicznymi.

– Dzieje się dokładnie to, co przewidywaliśmy. Kopuła gorącego powietrza nad Francją stopniowo się rozpada, a ekstremalne upały przemieszczają się w kierunku Niemiec – powiedział ekspert.

Według jego ocen temperatury w najbliższych dniach będą zbliżały się do granicy 40°C, a miejscami mogą ją nawet przekroczyć.

– Będzie naprawdę bardzo gorąco – podkreśla klimatolog.

Jak dodaje, w dużych miastach nocne temperatury mogą utrzymywać się nawet na poziomie 28°C.

Eksperci również odczuwają skutki upałów

Dr Brandt przyznaje, że także dla meteorologów obecne warunki są wyjątkowo wymagające.

– Sam jestem ciekaw, jak zniosę te upały – powiedział.

Jego podstawową metodą radzenia sobie z wysokimi temperaturami jest regularne nawadnianie organizmu.

– Człowiek bardzo dużo się poci. Nie mam jednak żadnej cudownej rady. W okolicach Bonn mamy obecnie około 30°C w mieszkaniu i nie posiadamy klimatyzacji – stwierdził.

Ekspert przyznał jednocześnie, że coraz poważniej rozważa zakup urządzenia chłodzącego.

Kolejne dni przyniosą jeszcze większy żar

Prognozy wskazują, że fala upałów utrzyma się również pod koniec tygodnia.

W piątek temperatury mają osiągać od 31°C do 38°C, a na zachodzie i południowym zachodzie kraju ponownie możliwe będzie nawet 41°C. Jeszcze goręcej może być w sobotę. Meteorolodzy przewidują, że pogoda będzie wtedy określana jako „bardzo gorąca” lub wręcz „ekstremalnie gorąca”. Jednocześnie eksperci ostrzegają przed gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi. Zarówno w piątek, jak i w sobotę po południu mogą pojawić się przelotne opady deszczu oraz burze. Lokalnie nie można wykluczyć wystąpienia gwałtownych nawałnic z ulewnym deszczem i gradem.

„Nadchodzą dni żaru”

Dyplomowany meteorolog Dominik Jung uważa, że Niemcy wchodzą obecnie w fazę wyjątkowo intensywnych upałów.

– Teraz nadchodzą dni żaru – powiedział ekspert.

Jung zwraca uwagę, że tradycyjne określenia stosowane przez meteorologów mogą już nie oddawać skali zjawiska. Według obowiązujących definicji dzień z temperaturą 25°C uznawany jest za dzień letni, temperatura 30°C oznacza dzień upalny, natomiast 35°C określana jest jako dzień pustynny. Obecne prognozy wykraczają jednak poza te wartości.

Czy Niemcy pobiją historyczny rekord?

Zdaniem Dominika Junga najbliższe dni mogą przejść do historii niemieckiej meteorologii.

– Dwa, a być może nawet trzy dni z temperaturą około 40°C z rzędu – czegoś takiego w Niemczech jeszcze nie było – ocenia meteorolog.

Jeżeli prognozy się sprawdzą, kraj może doświadczyć jednego z najbardziej intensywnych epizodów upałów od początku prowadzenia nowoczesnych pomiarów meteorologicznych.

Kiedy nadejdzie ochłodzenie?

Pierwsza wyraźniejsza ulga może nadejść dopiero w przyszłym tygodniu. Według aktualnych prognoz temperatury mogą wtedy spaść do około 25°C. Meteorolodzy podkreślają jednak, że trudno jeszcze przewidzieć, czy będzie to trwałe ochłodzenie, czy jedynie krótka przerwa w fali upałów. W Niemczech wiele osób zwraca również uwagę na przypadający w najbliższą sobotę tzw. Dzień Siedmiu Śpiących (Siebenschläfertag). Zgodnie z popularnym niemieckim powiedzeniem ludowym pogoda panująca w tym okresie ma wskazywać, jaki charakter będzie miało lato w kolejnych siedmiu tygodniach.

Kim są eksperci cytowani w prognozach?

Dr Karsten Brandt jest klimatologiem, który uzyskał stopień doktora nauk przyrodniczych na Uniwersytecie Duisburg-Essen. Jest autorem kilku publikacji poświęconych pogodzie oraz założycielem i prezesem portalu meteorologicznego Donnerwetter.de.

Dominik Jung ukończył studia meteorologiczne na Uniwersytecie Johannesa Gutenberga w Moguncji. Jest dyplomowanym meteorologiem, autorem książek oraz prezesem firmy Q.met, która prowadzi również portal pogodowy wetter.net.

źródło: bild.de

Nastolatki faszerowane narkotykami i wykorzystywane seksualnie. Dwóch kolejnych Syryjczyków zatrzymanych w Norymberdze

2

Skandal wstrząsający opinią publiczną: w Norymberdze rozbito część zorganizowanej grupy przestępczej, która poprzez podawanie narkotyków uzależniała od siebie nieletnie dziewczęta, a następnie zmuszała je do czynności seksualnych. Policja potwierdza zatrzymanie dwóch kolejnych podejrzanych – obywateli Syrii.

Dalsze uderzenie w gang przestępczy

Bawarska policja, w ramach szeroko zakrojonych działań wymierzonych w sprawców przestępstw seksualnych i narkotykowych w rejonie dworca głównego w Norymberdze, dokonała aresztowania dwóch kolejnych podejrzanych. Jak przekazała Komenda Policji Środkowej Frankonii, zatrzymani to dwaj obywatele Syrii w wieku 24 i 26 lat. Mężczyźni zostali tymczasowo aresztowani i oczekują na dalsze kroki prawne.

Zarzuty wobec zatrzymanych są bardzo poważne. 26-latek jest oskarżony o handel narkotykami wśród osób nieletnich. Podczas przeszukania jego mieszkania funkcjonariusze zabezpieczyli znaczne ilości nielegalnych substancji, w tym metamfetaminę (crystal meth) oraz kokainę, a także ponad 2000 euro w gotówce. W momencie zatrzymania był on już ścigany listem gończym. Z kolei 24-latek usłyszał zarzut ciężkiego wykorzystywania seksualnego dzieci. Łącznie w sprawie działań „gangu groomingowego” za kratkami przebywa już sześciu podejrzanych.

Mechanizm działania: „EKO Kajal” w akcji

Kryminalni z Norymbergi powołali komisję śledczą (EKO) o kryptonimie „Kajal” w maju bieżącego roku. Powodem były narastające sygnały o tym, że młode dziewczęta, często pochodzące z trudnych środowisk, są celowo nagabywane przez mężczyzn ze środowiska narkotykowego w okolicach Nelson-Mandela-Platz oraz przyległych parków.

Schemat działania sprawców był cyniczny i wyrachowany. Ofiary najpierw były „uwodzone” poprzez okazywanie zainteresowania, obdarowywanie prezentami oraz kosmetykami. Gdy dziewczęta nabierały zaufania, przestępcy oferowali im twarde narkotyki, takie jak metamfetamina. Powstałe w ten sposób silne uzależnienie było wykorzystywane do zmuszania ofiar do czynności seksualnych lub prostytucji. Śledczy badają również przypadki gwałtów i innych form ciężkiego wykorzystywania seksualnego.

Nie pierwsze zatrzymania w sprawie

To nie koniec działań służb. Już pod koniec maja policja informowała o pierwszych sukcesach. Zatrzymano wówczas 22-letniego Syryjczyka, podejrzanego o zgwałcenie nieletniej w swoim mieszkaniu i podanie jej silnych leków przeciwbólowych, oraz 35-letniego rodaka, który przebywał w tym samym lokalu i również był poszukiwany listem gończym.

Warto zaznaczyć, że w pierwotnych komunikatach dotyczących grupy „Kajal” policja wskazywała, że krąg podejrzanych wywodzi się głównie z Syrii, Pakistanu oraz krajów północnoafrykańskich. Wśród pierwszych zidentyfikowanych osób znaleźli się m.in. 18-letni Pakistańczyk oraz 25-latek bez obywatelstwa.

Brytyjski cień nad niemieckimi śledztwami

W debacie publicznej sytuacja w Norymberdze jest porównywana do drastycznych wydarzeń z Wielkiej Brytanii. W miastach takich jak Rotherham, Rochdale, Telford czy Oldham przez lata działały zorganizowane grupy, które w identyczny sposób – używając alkoholu i narkotyków – zniewalały bezbronne, nastoletnie dziewczęta.

W najbardziej znanych brytyjskich sprawach sprawcami byli prawie wyłącznie mężczyźni pochodzenia pakistańskiego. Przez długi czas organy ścigania były oskarżane o bierność lub celowe zaniechania, wynikające ze strachu przed oskarżeniami o rasizm. Tylko w samym Rotherham ofiarą procederu padło ponad 1400 dziewcząt. Pomimo licznych wyroków skazujących, sprawa ta do dziś wywołuje w Europie gorącą dyskusję na temat skuteczności ochrony dzieci oraz konieczności nazywania sprawców po imieniu, bez względu na ich pochodzenie etniczne czy polityczną poprawność.

źródło: apollo-news.net

Alarmujące dane z Berlina. Muzułmańscy uczniowie zarzucają nauczycielom rasizm i dyskryminację

2

Nowe dane o antymuzułmańskim rasizmie w berlińskich szkołach

Muzułmańscy uczniowie w Berlinie coraz częściej zgłaszają przypadki dyskryminacji, z którymi mają się spotykać w szkołach. Według danych zebranych przez punkt konsultacyjny ADAS (Anlaufstelle für Diskriminierungsschutz an Schulen), zajmujący się ochroną przed dyskryminacją w placówkach oświatowych, zdecydowana większość zgłoszonych przypadków ma pochodzić od personelu szkolnego. Z okazji ogólnokrajowego Dnia Przeciwko Antymuzułmańskiemu Rasizmowi, przypadającego 1 lipca, organizacja ADAS udostępniła dziennikowi „Berliner Morgenpost” najnowsze dane dotyczące zgłaszanych incydentów w berlińskich szkołach. Według statystyk około 76 procent zgłoszonych przypadków dyskryminacji muzułmańskich uczniów wiąże się z działaniami nauczycieli lub innych pracowników szkół.

„Nie dość niemieccy”, „zbyt mało demokratyczni”

Z relacji przedstawionych przez ADAS wynika, że część muzułmańskich uczniów spotyka się ze stereotypami dotyczącymi ich pochodzenia, religii czy postaw społecznych. Wśród zgłaszanych sytuacji pojawiają się przypadki, w których uczniom przypisywano cechy takie jak brak wystarczającej „niemieckości”, niższe zdolności edukacyjne czy niedostateczne przywiązanie do wartości demokratycznych. Według danych z 2024 roku odnotowano również przypadki, w których personel szkolny miał fizycznie uniemożliwiać uczniom modlitwę. W jednej ze szkół nauczyciel miał powiedzieć grupie młodych ludzi, że często myli ich z palestyńskimi terrorystami.

Eksperci mówią o problemie systemowym

Sabine Gauch, socjolożka odpowiedzialna za monitoring przypadków dyskryminacji w ADAS, podkreśla, że zgromadzone dane nie wskazują na pojedyncze incydenty.

– Przypadki nierównego traktowania występują we wszystkich dzielnicach Berlina i we wszystkich typach szkół. Nie chodzi o pojedyncze sytuacje, lecz o strukturalne i instytucjonalnie zakorzenione wzorce. Chcemy uwidocznić te realia dyskryminacji – wyjaśnia.

Gauch zajmuje się analizą statystyczną spraw dokumentowanych przez doradców organizacji.

Prawdziwa skala zjawiska może być większa

Ekspertka zaznacza jednocześnie, że statystyki ADAS pokazują jedynie część rzeczywistego problemu. Przede wszystkim należy brać pod uwagę tzw. ciemną liczbę przypadków, czyli sytuacje, które nigdy nie zostały zgłoszone. Zdaniem Gauch wielu młodych ludzi rezygnuje ze składania skarg, ponieważ obawia się negatywnych konsekwencji lub ma poczucie, że wcześniejsze zgłoszenia nie doprowadziły do żadnych zmian.

– Jeżeli młodzież obawia się negatywnych skutków albo wielokrotnie doświadcza sytuacji, w której jej skargi niczego nie zmieniają, pojawia się efekt rezygnacji – tłumaczy.

W praktyce oznacza to, że część uczniów przestaje zgłaszać problemy, uznając, że nie przyniesie to żadnych rezultatów.

Antymuzułmański rasizm najczęściej zgłaszaną kategorią

Dane ADAS pokazują, że w ostatnich latach przypadki rasizmu stanowiły od 70 do 80 procent wszystkich spraw, którymi zajmowała się organizacja. W 2025 roku antymuzułmański rasizm był najczęściej zgłaszaną podkategorią. Udokumentowano 100 takich przypadków. Nie oznacza to jednak, że inne formy dyskryminacji nie występują. Zdaniem organizacji część osób zgłasza swoje doświadczenia do wyspecjalizowanych instytucji zajmujących się konkretnymi problemami. Przykładowo osoby doświadczające antysemityzmu częściej mają zwracać się bezpośrednio do organizacji OFEK Berlin, która specjalizuje się w pomocy ofiarom tego rodzaju incydentów. Według Sabine Gauch również przypadki dyskryminacji wobec Sinti i Romów są stosunkowo rzadko zgłaszane.

Dziewczęta w hidżabach i stereotypy wobec chłopców

Socjolożka zwraca uwagę, że antymuzułmański rasizm często łączy się z innymi formami uprzedzeń, w tym z dyskryminacją ze względu na płeć. Jak wskazuje, muzułmańskim uczennicom często przypisuje się brak samodzielności przy podejmowaniu decyzji dotyczących noszenia hidżabu. Z kolei chłopcom postrzeganym jako muzułmanie częściej przypisuje się agresywność oraz większą skłonność do przemocy.

– Muzułmańskim uczennicom często sugeruje się, że nie podjęły samodzielnie decyzji o noszeniu chusty. Natomiast chłopcom przypisuje się agresję i większą gotowość do stosowania przemocy – mówi Gauch.

To rodzice najczęściej zgłaszają problemy

Według danych ADAS aż 64 procent zgłoszeń pochodzi od rodziców. Jedynie około sześciu procent spraw zgłaszają sami uczniowie. Zdaniem ekspertki wynika to częściowo z wieku dzieci. Około połowa udokumentowanych przypadków dotyczy uczniów szkół podstawowych, którzy częściej opowiadają rodzicom o swoich doświadczeniach szkolnych niż nastolatkowie. Rodzice często decydują się na kontakt z ADAS dopiero wtedy, gdy ich wcześniejsze próby rozwiązania problemu w szkole nie przyniosły efektu. Według organizacji zdarza się, że skargi są bagatelizowane przez placówki edukacyjne, a sama możliwość rozmowy z doradcami daje rodzinom poczucie, że ich doświadczenia są traktowane poważnie.

Nie wszystkie szkoły chcą rozmawiać o problemie

Na życzenie poszkodowanych ADAS może kontaktować się bezpośrednio ze szkołą. Jak podkreśla Sabine Gauch, wiele zależy od nastawienia dyrekcji i gotowości do uznania problemu oraz podjęcia działań naprawczych. Zdarza się jednak, że kierownictwo szkoły traktuje zgłoszenie sprawy poza placówką jako naruszenie wzajemnego zaufania.

– W takich sytuacjach pojawia się pytanie: „Dlaczego wynieśli państwo tę sprawę na zewnątrz?”. Tymczasem rodzice często wcześniej próbowali rozwiązać problem wewnątrz szkoły – wyjaśnia ekspertka.

Jej zdaniem w takich przypadkach uwaga dyrekcji skupia się bardziej na samym zgłoszeniu niż na uczniach, którzy twierdzą, że stali się ofiarami dyskryminacji.

Ostateczna instancja to nadzór szkolny

Jeżeli rodzicom, uczniom oraz przedstawicielom ADAS nie uda się osiągnąć porozumienia ze szkołą, sprawa może zostać skierowana do nadzoru szkolnego. Jest to najwyższa instancja w ramach systemu oświaty, posiadająca uprawnienia do wydawania wiążących poleceń szkołom.

Nadzór może między innymi zobowiązać placówkę do omówienia skargi podczas oficjalnego spotkania oraz podjęcia działań mających na celu rozwiązanie problemu. Jak podkreśla jednak ADAS, pozostaje otwarte pytanie, czy perspektywa osób zgłaszających dyskryminację jest w takich sytuacjach wystarczająco uwzględniana oraz czy uzgodnione działania są później rzeczywiście realizowane.

źródło: morgenpost.de

Nauczycielka ujawnia prawdę o kursach integracyjnych w Niemczech: „Połowa migrantów nie ma motywacji”

0

Nauczycielka języka niemieckiego mówi o problemach integracji

Lolita Deriabina przyjechała do Niemiec pięć lat temu z Rosji, aby studiować na studiach magisterskich. Dziś pracuje w Hannover jako wykładowczyni języka niemieckiego jako języka obcego i drugiego oraz prowadzi kursy integracyjne, w których uczestniczą głównie migranci.

W rozmowie z dziennikiem „Die Welt” opowiedziała o swoich codziennych doświadczeniach związanych z nauczaniem oraz o problemach, które – jej zdaniem – utrudniają skuteczną integrację przybyszów z niemieckim społeczeństwem.

„40-50 procent uczestników nie wykazuje żadnej motywacji”

Zdaniem Deriabiny znacząca część osób uczęszczających na kursy integracyjne nie jest zainteresowana rzeczywistą nauką języka ani aktywnym uczestnictwem w procesie integracji. Jak podkreśla, około 40-50 procent kursantów jest obecnych jedynie fizycznie, natomiast brakuje im motywacji do nauki i rozwoju.

– Z mojego doświadczenia wynika, że około 40-50 procent uczestników kursów jest obecnych jedynie fizycznie, ale nie wykazuje żadnej motywacji. To bardzo dużo i przyćmiewa drugą połowę uczestników, którzy osiągają naprawdę imponujące wyniki – powiedziała.

Według niej już na początku kursu często można ocenić, które osoby będą robiły postępy, a które nie wykazują większego zainteresowania nauką. Zdarza się, że niektórzy uczestnicy nie pojawiają się na zajęciach, ignorują wiadomości e-mail, a czasami nawet urzędy pracy mają trudności z ustaleniem ich miejsca pobytu, gdy nie stawiają się na wyznaczone terminy.

Niezdany egzamin nie niesie poważnych konsekwencji

Wykładowczyni zwraca uwagę również na mechanizmy funkcjonowania kursów integracyjnych. Jej zdaniem część uczestników szybko orientuje się, że system nie przewiduje istotnych konsekwencji za brak zaangażowania. Jak wyjaśnia, każdy uczestnik może opuścić do 30 procent zajęć bez żadnych skutków. Dopiero przy większej liczbie nieobecności zainteresowanie sprawą wykazuje Jobcenter, czyli niemiecki urząd odpowiedzialny za wsparcie osób poszukujących pracy i pobierających świadczenia. Według Deriabiny nawet niezdanie egzaminu końcowego nie stanowi większego problemu, ponieważ uczestnikowi proponowany jest kolejny kurs.

– W efekcie migranci mogą spędzać niezliczone miesiące na kursach integracyjnych, odrzucać oferty pracy i nie podejmować nawet próby wyjścia poza własne środowisko, w którym używany jest wyłącznie język ojczysty – stwierdziła.

Krytyka systemu finansowania kursów

Deriabina krytycznie ocenia także sposób organizacji i finansowania kursów integracyjnych. Podkreśla, że programy są finansowane ze środków publicznych, jednak ich realizacją zajmują się podmioty, które – według niej – nie zawsze są zainteresowane skuteczną integracją uczestników. Jej zdaniem głównym celem części organizatorów jest utrzymanie finansowania i dalsze funkcjonowanie dzięki publicznym środkom.

– Dlatego kontrole nie działają tak, jak powinny działać. W praktyce nie mają działać skutecznie. Efektem są przemęczeni nauczyciele i niezmotywowani uczestnicy kursów – oceniła.

„Niemcy nie powinny rezygnować z własnej kultury”

W dalszej części rozmowy wykładowczyni poruszyła również temat niemieckiej polityki integracyjnej oraz podejścia do wielokulturowości. Jej zdaniem Niemcy coraz częściej tłumaczą najważniejsze informacje na wiele języków i szeroko celebrują święta oraz tradycje innych kultur. Nie uważa tego za zjawisko negatywne, jednak podkreśla, że równocześnie nie powinno dochodzić do zanikania własnych zwyczajów i tożsamości kulturowej. Według niej zbyt liberalne i otwarte podejście może prowadzić do sytuacji, w której nowo przybyłe osoby nie czują potrzeby dostosowania się do społeczeństwa przyjmującego.

– Jeśli kraj działa zbyt liberalnie i zbyt otwarcie, osoby przybywające nie czują się zobowiązane do adaptacji. W pewnym momencie państwo może zacząć tracić własną tożsamość – powiedziała.

Obawy o przyszłość niemieckiej tożsamości

Deriabina wyraziła również obawy dotyczące przyszłości Niemiec i ich kulturowej spójności. Jej zdaniem za kilka lat może pojawić się problem z odpowiedzią na pytanie, jakie elementy definiują współczesne Niemcy, jaki język jest wspólnym językiem społeczeństwa oraz jaka kultura stanowi fundament łączący wszystkich mieszkańców kraju. Podsumowując swoje stanowisko, stwierdziła, że państwo nie znika dlatego, że przybywają do niego nowi ludzie, lecz wtedy, gdy przestaje określać i chronić własną tożsamość. Wypowiedzi wykładowczyni wywołały dyskusję na temat skuteczności niemieckiego systemu integracyjnego, odpowiedzialności migrantów za naukę języka oraz roli państwa w procesie integracji nowych mieszkańców.

źródło: nius.de

„Muzułmanie są częścią Ciebie”. Kontrowersyjna kampania za pieniądze podatników w Niemczech

1

Federalne ministerstwo wspiera ogólnokrajową akcję przeciwko antymuzułmańskiemu rasizmowi

W wielu niemieckich miastach pojawiły się obecnie duże plakaty z hasłem: „Muzułmanie: część ciebie!”. Kampania jest częścią trwających „Tygodni Akcji Przeciwko Antymuzułmańskiemu Rasizmowi”, organizowanych przez wspieraną ze środków publicznych organizację CLAIM oraz inicjatywę Allianz gegen Hass (Sojusz Przeciwko Nienawiści). Przedsięwzięcie finansowane jest przez Federalne Ministerstwo ds. Rodziny w ramach programu „Demokratie leben” („Żywa demokracja”). Sama organizacja CLAIM otrzyma w 2025 roku 624 997,44 euro dofinansowania. Resort nie potrafił jednak odpowiedzieć na pytanie, jaka część tej kwoty została przeznaczona konkretnie na tegoroczną kampanię. Jak podkreślają organizatorzy, celem akcji jest zwrócenie uwagi na zjawisko antymuzułmańskiego rasizmu oraz pokazanie różnorodności życia muzułmanów w Niemczech.

„To dzieje się na co dzień” – przesłanie organizatorów

Na stronie internetowej Allianz gegen Hass można przeczytać, że antymuzułmański rasizm nie jest problemem występującym gdzieś na marginesie społeczeństwa. „Antymuzułmański rasizm nie dzieje się gdzieś daleko, lecz pośród naszej codzienności, najczęściej na oczach nas wszystkich. Dotyka ludzi, którzy każdego dnia współtworzą i podtrzymują nasze wspólne społeczeństwo” – przekonują organizatorzy. W ramach kampanii przedstawianych jest 30 muzułmanów i muzułmanek. Wśród nich znajdują się między innymi Doha – trenerka boksu nosząca hidżab, Miray – określana jako „sędzia piłkarska w hidżabie”, farmaceuta Mohamed czy przedsiębiorca Jan.

Wątpliwości wokół organizacji CLAIM

Szczególne kontrowersje budzi jednak rola organizacji CLAIM. Jak podkreśla źródłowy materiał, organizacja non profit CLAIM gGmbH została utworzona po to, aby kontynuować działalność wcześniejszej „Claim-Allianz”. Była to sieć zrzeszająca około 50 muzułmańskich organizacji i stowarzyszeń. Przez lata sojusz ten otrzymywał znaczne środki publiczne zarówno od władz federalnych, jak i od Berlina. Przykładowo berliński resort spraw społecznych przekazał w 2024 roku 166 108 euro, natomiast Federalne Ministerstwo ds. Rodziny dołożyło około 300 tys. euro w 2023 roku. W 2025 roku organizacja została jednak rozwiązana. Powodem były informacje dotyczące części organizacji członkowskich, wobec których istniały ustalenia istotne z punktu widzenia ochrony konstytucji.

Rząd zapowiedział weryfikację finansowania

W odpowiedzi na zapytanie parlamentarzystów AfD niemiecki rząd przyznał, że zgromadzone informacje dotyczące poszczególnych organizacji miały „różną intensywność, wagę oraz aktualność”. W związku z tym zapowiedziano analizę dalszego finansowania CLAIM. Niedługo po ujawnieniu tych informacji dotychczasowy sojusz został rozwiązany, a jego struktury merytoryczne przeniesiono do nowo utworzonej organizacji CLAIM gGmbH. To właśnie ona jest obecnie jednym z głównych organizatorów „Tygodni Akcji Przeciwko Antymuzułmańskiemu Rasizmowi”.

Wystawy, debaty i szkolenia w całych Niemczech

Akcja trwa od 17 czerwca do 1 lipca. Data zakończenia nie jest przypadkowa. W Niemczech 1 lipca obchodzony jest oficjalny „Dzień Przeciwko Antymuzułmańskiemu Rasizmowi”. Upamiętnia on Marwę El-Sherbini, która została zamordowana w 2009 roku w budynku sądu w Dreźnie. Według organizatorów motywem zbrodni była nienawiść wobec cudzoziemców. W ramach kampanii odbywają się liczne wydarzenia edukacyjne i społeczne. Jednym z nich była internetowa debata poświęcona uprzedzeniom wobec muzułmanek. Organizatorzy wskazywali, że kobiety wyznające islam często znajdują się na styku antymuzułmańskiego rasizmu, mizoginii oraz społecznych stereotypów. W opisie wydarzenia postawiono między innymi pytania o to, dlaczego muzułmanki w debatach publicznych często przedstawiane są jako symbole określonych problemów społecznych, a nie jako samodzielne podmioty i uczestniczki życia publicznego. Dyskutowano również o wpływie medialnego obrazu kobiet muzułmańskich na sposób ich postrzegania przez społeczeństwo.

Tematyka rasizmu, szkół i „prawicowego zwrotu”

W ramach akcji w bibliotece miejskiej w Kiel zorganizowano wystawę poświęconą temu zagadnieniu. Z kolei 29 czerwca w Hannover ma zostać zaprezentowany pierwszy roczny raport krajowego punktu zgłaszania przypadków antymuzułmańskiej dyskryminacji. Dzień później uczestnicy kolejnego wydarzenia będą rozmawiać o sposobach przeciwdziałania antymuzułmańskiemu rasizmowi w szkołach. 1 lipca w Berlinie odbędzie się natomiast debata poświęcona skutkom „społecznego zwrotu na prawo”. Do udziału zaproszono polityków partii Die Linke, Zielonych oraz SPD. Organizatorzy chcą odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób zmieniająca się sytuacja polityczna wpływa na współżycie społeczne oraz które grupy społeczne są szczególnie narażone na wykluczenie. W materiałach promocyjnych podkreślono, że zwłaszcza społeczności migranckie mają doświadczać dyskryminacji, rasizmu i politycznej niewidzialności.

Dyskusje o „rasistowskich strukturach” i zdrowiu psychicznym

Kolejne wydarzenie zaplanowane na 1 lipca w Essen ma zwrócić uwagę na tezę, że rasizm w Niemczech nie ogranicza się wyłącznie do indywidualnych uprzedzeń, lecz może przejawiać się także w debatach publicznych i strukturach społecznych. Uczestnicy będą rozmawiać o tzw. „rasistowskich zasobach wiedzy”, a także o skutkach doświadczeń dyskryminacyjnych dla muzułmanów. Dyskusja ma dotyczyć między innymi wpływu takich doświadczeń na zdrowie, zaufanie do instytucji państwowych oraz kulturę demokratyczną.

Organizatorzy zachęcają do zgłaszania incydentów

Twórcy kampanii apelują do mieszkańców nie tylko o udział w wydarzeniach, lecz także o aktywność w mediach społecznościowych. Zachęcają do publikowania nagrań i materiałów wyrażających sprzeciw wobec antymuzułmańskiego rasizmu. Możliwe jest również zgłaszanie odpowiednich incydentów bezpośrednio do organizacji CLAIM. Instytucja ta, również finansowana przez Federalne Ministerstwo ds. Rodziny, przygotowuje raporty dotyczące doświadczeń dyskryminacyjnych muzułmanów w Niemczech. Według danych organizacji w samym Berlin w ubiegłym roku odnotowano 975 przypadków, które zakwalifikowano jako incydenty związane z antymuzułmańskim rasizmem. Jedynie około czterech procent z nich zostało zgłoszonych organom ścigania. CLAIM poinformowała także na Instagramie, że poziom zaufania muzułmanów do niemieckiego rządu federalnego spadł z 58 procent w 2022 roku do 32 procent w 2025 roku.

źródło: appollo-news.net

Zakaz wstępu na niemieckie kąpielisko bez znajomości języka. Miasto żąda wycofania przepisu

1

Władze Halle sprzeciwiły się regulaminowi kąpieliska

Kontrowersje wokół jednego z kąpielisk w Niemczech. Heidebad, popularne kąpielisko położone w Halle (Saale), wprowadziło zasadę, zgodnie z którą na teren obiektu miały być wpuszczane wyłącznie osoby posiadające wystarczającą znajomość języka niemieckiego. Zdaniem operatora było to konieczne ze względów bezpieczeństwa, ponieważ odwiedzający muszą rozumieć obowiązujące na terenie kąpieliska zasady. Interweniowały jednak władze miasta. Jak informuje „Der Spiegel”, Halle zwróciło się do operatora obiektu o wycofanie tego wymogu. W tej sprawie skierowano do zarządzających oficjalne pismo, a także przeprowadzono rozmowę telefoniczną.

Miasto obawia się oskarżeń o wrogość wobec cudzoziemców

Według przedstawicieli władz miejskich istnieje ryzyko, że taki zapis regulaminu mógłby zostać odebrany jako przejaw wrogości wobec cudzoziemców, co mogłoby negatywnie wpłynąć na wizerunek miasta. Rzecznik magistratu podkreślił, że tego rodzaju działania mogą naruszać obowiązek właściwego postępowania, wynikający z umowy zawartej pomiędzy miastem a operatorem kąpieliska. Władze Halle wskazują jednocześnie, że istnieją inne sposoby zapewnienia bezpieczeństwa osobom, które nie znają języka niemieckiego lub mają trudności z czytaniem.

– Mogą to być piktogramy, tłumaczenia lub kody QR prowadzące do wielojęzycznych materiałów informacyjnych – przekazał rzecznik miasta.

Zdaniem urzędników takie rozwiązania pozwoliłyby skutecznie przekazywać najważniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa bez konieczności ograniczania wstępu określonym grupom osób.

Operator: pracownicy nie są w stanie tłumaczyć zasad każdemu z osobna

Innego zdania jest operator kąpieliska. Zarządzający Heidebad Mathias Nobel powiedział agencji dpa, że w przeszłości pojawiały się problemy związane z komunikacją z gośćmi, którzy nie znali wystarczająco dobrze języka niemieckiego. Jak wyjaśnił, pracownicy nie chcieli każdorazowo tłumaczyć regulaminu za pomocą aplikacji i programów tłumaczeniowych.

– Mój personel i tak pracuje już na granicy swoich możliwości – stwierdził Nobel.

Według niego dodatkowe obowiązki związane z indywidualnym tłumaczeniem zasad bezpieczeństwa mogłyby jeszcze bardziej obciążyć pracowników.

Miasto przypomina o publicznym charakterze obiektu

Władze Halle podkreślają jednak, że zgodnie z umową operator ma również obowiązek zapewnienia, aby obiekt pozostawał dostępny dla ogółu społeczeństwa. Rzecznik miasta zaznaczył, że korzystanie z prawa do ustalania własnego regulaminu nie może prowadzić do podważania publicznego charakteru kąpieliska poprzez wprowadzanie ogólnych zakazów wstępu dla całych grup mieszkańców. Zdaniem magistratu operator powinien najpierw zastosować łagodniejsze środki niż powszechny zakaz wstępu oparty na kryterium znajomości języka.

Ostateczna decyzja miała zależeć od indywidualnej oceny sytuacji

Jak wynika z informacji przekazanych przez media, personel kąpieliska miał otrzymać od kierownictwa polecenie indywidualnego oceniania sytuacji przy wejściu. W przypadku pojawienia się trudności komunikacyjnych pracownicy mogli zdecydować o odmowie wpuszczenia danej osoby na teren obiektu. Miasto zapowiedziało, że chce jak najszybciej wypracować rozwiązanie akceptowalne dla obu stron.

Ratownik uratował dziecko. To zdarzenie miało wpłynąć na decyzję

Dyrektor Heidebad Mathias Nobel tłumaczy swoją decyzję konkretnym zdarzeniem, które miało miejsce kilka dni wcześniej. Nobel, który sam pracuje również jako ratownik wodny, poinformował, że musiał uratować małe dziecko znajdujące się w głębokiej części jeziora. Według niego właśnie kwestie bezpieczeństwa oraz konieczność skutecznego przekazywania zasad obowiązujących na kąpielisku stały się głównym powodem wprowadzenia kontrowersyjnego wymogu dotyczącego znajomości języka niemieckiego. Sprawa wywołała dyskusję na temat granicy pomiędzy bezpieczeństwem odwiedzających a zapewnieniem równego dostępu do publicznych obiektów rekreacyjnych. Władze Halle opowiadają się za rozwiązaniami opartymi na wielojęzycznej komunikacji, natomiast operator podkreśla praktyczne trudności, z jakimi mierzy się personel kąpieliska podczas codziennej pracy.

źródło: n-tv.de

Niemcy: Kibic przyszedł w koszulce nawiązującej do nazizmu. Policja wszczęła dochodzenie!

0

Podczas gdy oczy całego świata zwrócone były na mecz, w jednym z niemieckich lokali doszło do incydentu, który wstrząsnął lokalną społecznością. Kibic w kontrowersyjnej koszulce z nazistowskimi odniesieniami pojawił się w ogródku piwnym, wywołując falę oburzenia i stawiając właściciela pod ścianą.

W sobotni wieczór ponad 500 osób zgromadziło się w lokalu „Coupé 1900”, aby wspólnie kibicować niemieckiej reprezentacji w meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Atmosfera była napięta, a emocje rosły wraz z pierwszymi dźwiękami hymnów narodowych. Większość kibiców wstała z miejsc, by okazać szacunek, a wtedy właśnie wydarzyło się to, co przykuło wzrok oburzonych klientów.

Koszulka, która nie powinna istnieć

Jeden z mężczyzn obecnych w lokalu miał na sobie różową koszulkę reprezentacji Niemiec – model, który od dawna wywołuje kontrowersje. Gdy mężczyzna wstał, oczom pozostałych gości ukazał się widok, który dla wielu był szokujący. Na plecach widniał numer „44”, którego krój przypominał runy SS, oraz napis „Führer”.

Dla wielu świadków zdarzenia była to jawna prowokacja. Część gości miała zwrócić uwagę obsłudze, jednak wieczór minął bez oficjalnej interwencji policji. Funkcjonariusze nie zostali wezwani na miejsce, a sytuacja zaczęła żyć własnym życiem dopiero wtedy, gdy nagranie z lokalu trafiło do mediów społecznościowych.

Właściciel w ogniu krytyki: „Skąd mam wiedzieć?”

Następnego dnia telefon w lokalu „Coupé 1900” nie milczał ani przez chwilę. Bekim Ceka, właściciel lokalu, znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. W rozmowie z redakcją odpiera zarzuty, jakoby jego restauracja była „nazistowskim lokalem”.

– „Jesteśmy twierdzą SPD, byli u nas tego wieczoru nawet lokalni politycy socjaldemokratyczni” – broni się Ceka. Właściciel podkreśla, że zawsze dba o to, by w jego lokalu nie było miejsca dla awanturników czy radykałów, ale zaznacza też granice swojej kontroli. – „Nie mogę sprawdzać każdej koszulki ani kontrolować każdego gościa podczas śpiewania hymnu. Pochodzę z Jugosławii, skąd mam wiedzieć, co dla Niemców oznacza numer 44?” – pyta retorycznie.

Mimo że właściciel czuje się ofiarą „dramy”, przyznaje, że incydent odbił się szerokim echem. Rozważa usunięcie filmu z Instagrama, na którym widać mężczyznę w kontrowersyjnej koszulce, i zapowiada zaostrzenie zasad. „Jeśli ten człowiek jeszcze raz pojawi się w moim lokalu w tym stroju, dostanie zakaz wstępu” – zapewnia stanowczo.

Adidas mówi „dość”

Sprawa koszulki z numerem „44” nie jest nowa. W ubiegłym roku podobny przypadek miał miejsce na festiwalu Parookaville w Weeze. Tam interwencja policji była bardziej zdecydowana – mężczyzna musiał zdjąć strój, a sprawą zajęła się prokuratura.

W obliczu licznych doniesień o wykorzystywaniu tej konkretnej numeracji przez środowiska skrajnie prawicowe, producent odzieży sportowej – firma Adidas – podjął ostateczną decyzję o wstrzymaniu produkcji koszulek z taką konfiguracją numerów. Choć moda przemija, symbole nienawiści wciąż próbują przenikać do życia publicznego, wymuszając na firmach i właścicielach lokali coraz surowszą weryfikację.

Czy incydent w „Coupé 1900” będzie lekcją dla innych właścicieli lokali w Niemczech? Jedno jest pewne: w dobie wszechobecnych smartfonów, każdy błąd – czy to wynikający z ignorancji, czy złej woli – może w kilka sekund stać się powodem ogólnokrajowego skandalu.

źródło: rp-online.de

Chaos na niemieckiej kolei! Pociągi w całym kraju stanęły w miejscu

2

Niespodziewana awaria sparaliżowała ruch kolejowy

W całych Niemczech doszło do poważnej awarii, która na około 90 minut praktycznie sparaliżowała ruch kolejowy. Przed północą pociągi dalekobieżne, regionalne oraz część kolei miejskich zostały zatrzymane, a pasażerowie musieli uzbroić się w cierpliwość. Choć ruch kolejowy został już wznowiony, Deutsche Bahn ostrzega, że powrót do normalnego funkcjonowania sieci potrwa jeszcze jakiś czas. Podróżni nadal muszą liczyć się z dużymi opóźnieniami, częściowymi odwołaniami kursów oraz utrudnieniami w wielu regionach kraju. Przewoźnik poinformował, że celem jest przywrócenie pełnej sprawności systemu przed rozpoczęciem kolejnego dnia eksploatacyjnego.

Szefowa Deutsche Bahn: „Udało się ustabilizować sytuację”

Do awarii odniosła się Evelyn Palla, członkini zarządu Deutsche Bahn odpowiedzialna za przewozy pasażerskie. Jak wyjaśniła, po około 90 minutach udało się przywrócić ruch wszystkich pociągów dzięki uruchomieniu systemu awaryjnego.

– Po 90-minutowym zakłóceniu wszystkie pociągi ponownie kursują. Udało nam się ustabilizować sytuację za pomocą systemu awaryjnego. Teraz musimy ustalić przyczynę problemu – powiedziała.

W szczytowym momencie kryzysu ruch kolejowy został wstrzymany na terenie całych Niemiec. Pociągi były zatrzymywane na stacjach lub w bezpiecznych miejscach do czasu wyjaśnienia sytuacji.

Problemy z cyfrowym systemem łączności

Według informacji przekazanych przez Deutsche Bahn źródłem problemów była awaria systemu GSM-R, czyli specjalnej cyfrowej sieci radiowej wykorzystywanej do komunikacji pomiędzy maszynistami a centrami sterowania ruchem kolejowym. System ten jest jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa na niemieckiej kolei. W przypadku jego awarii dalsze prowadzenie ruchu może być niemożliwe lub znacząco ograniczone. Technicy informatyczni pracowali nad usunięciem problemu przez cały czas trwania zakłóceń. Rzecznik kolei poinformował, że awarię udało się usunąć stosunkowo szybko, dzięki czemu możliwe było wznowienie ruchu jeszcze tej samej nocy.

Utrudnienia dotknęły także kolej miejską i przewoźników regionalnych

Skutki awarii odczuli nie tylko pasażerowie pociągów dalekobieżnych ICE. Problemy objęły również:

  • kolej miejską S-Bahn,
  • przewoźników regionalnych,
  • prywatne firmy obsługujące połączenia lokalne.

W Berlinie operator S-Bahn informował na swojej stronie internetowej, że pociągi nie kursują i zalecał korzystanie z komunikacji miejskiej obsługiwanej przez BVG. Podobna sytuacja miała miejsce w Monachium, gdzie ruch pociągów S-Bahn został całkowicie wstrzymany.

Tysiące pasażerów utknęły na dworcach

W czasie awarii Deutsche Bahn starała się kierować pociągi do najbliższych stacji, aby pasażerowie mogli bezpiecznie opuścić składy. Jeszcze podczas trwania problemów Evelyn Palla podkreślała, że priorytetem jest umożliwienie podróżnym wysiadania na stacjach. Według informacji niemieckich mediów komunikaty o zatrzymaniu ruchu miały być przekazywane w licznych pociągach ICE. Pasażerowie dowiadywali się, że wstrzymany został nie tylko ruch dalekobieżny, ale również regionalny. Mimo ogromnej skali zakłóceń sytuacja przez większość czasu pozostawała spokojna.

Pierwsze informacje o możliwej przyczynie

Jak podają niemieckie media, powołując się na źródła związane ze służbami bezpieczeństwa, do awarii mógł doprowadzić proces wymiany jednego z komponentów systemu radiowego. Informacje te nie zostały jednak oficjalnie potwierdzone przez Deutsche Bahn. Według doniesień największe napięcia pojawiły się jedynie na dwóch dworcach – w Gelsenkirchen oraz w Kiel. W Gelsenkirchen dodatkowym problemem był powrót tysięcy uczestników koncertu Helene Fischer, natomiast w Kiel odbywał się w tym czasie tradycyjny festiwal Kieler Woche. W obu miastach na stacjach przebywały więc wyjątkowo duże grupy podróżnych.

Kolej bada przyczyny incydentu

Deutsche Bahn podkreśla, że szczegółowe przyczyny awarii są obecnie analizowane. Nie wiadomo jeszcze, dlaczego doszło do zakłócenia systemu GSM-R ani czy problem był związany z błędem technicznym, modernizacją infrastruktury czy innym czynnikiem. Przewoźnik zapowiada dalsze wyjaśnienia po zakończeniu prac diagnostycznych. Jednocześnie pasażerowie są proszeni o sprawdzanie aktualnych informacji dotyczących połączeń, ponieważ mimo wznowienia ruchu kolejowego w wielu regionach Niemiec nadal mogą występować znaczne opóźnienia oraz odwołania pociągów.

źródło: bild.de

Szokujący atak w centrum Hamburga! 40-latek pobity po pytaniach o orientację. Świadkowie opisują sprawcę: mężczyzna o „południowym wyglądzie” z pełną brodą

2

Atak w centrum Hamburga

W Hamburgu doszło do brutalnego ataku na 40-letniego mężczyznę, który według wstępnych ustaleń śledczych mógł mieć podłoże homofobiczne. Do zdarzenia doszło we wczesnych godzinach porannych w sobotę. Poszkodowany odniósł obrażenia głowy i trafił do szpitala. Sprawcy zdołali uciec z miejsca zdarzenia. Policja prowadzi obecnie intensywne czynności mające na celu ich identyfikację oraz ustalenie wszystkich okoliczności zajścia.

Najpierw pytania o orientację seksualną

Jak wynika z informacji przekazanych przez hamburską policję kryminalną, 40-latek przebywał na Talstraße, gdy został zaczepiony przez dwóch nieznanych mężczyzn. Według śledczych rozmowa dotyczyła orientacji seksualnej poszkodowanego. Krótko po zadaniu pytań jeden z mężczyzn miał nagle zaatakować 40-latka i uderzyć go bez wyraźnego powodu. Atak nastąpił niespodziewanie, a ofiara nie miała możliwości skutecznej obrony.

Poszkodowany trafił do szpitala

W wyniku napaści mężczyzna doznał lekkich obrażeń głowy. Na miejsce wezwano zespół ratownictwa medycznego, który udzielił mu pierwszej pomocy. Następnie 40-latek został przewieziony do szpitala na dalsze badania i leczenie. Według dostępnych informacji jego obrażenia nie zagrażały życiu.

Sprawcy uciekli z miejsca zdarzenia

Po ataku napastnik oddalił się wraz ze swoim towarzyszem. Policja przekazała rysopis głównego podejrzanego. Według świadków był to mężczyzna o czarnych włosach i czarnej, pełnej brodzie. Funkcjonariusze opisują go jako osobę o „południowym wyglądzie”. Po napaści obaj mężczyźni uciekli w kierunku Simon-von-Utrecht-Straße. Do chwili obecnej sprawcy nie zostali zatrzymani.

Śledztwo prowadzi wydział do spraw przestępstw z nienawiści

Ze względu na możliwe homofobiczne podłoże ataku sprawą zajmuje się wydział ochrony państwa działający przy Krajowym Urzędzie Kryminalnym Hamburga. Jednostka ta odpowiada między innymi za prowadzenie postępowań dotyczących przestępstw motywowanych nienawiścią. Śledczy analizują zgromadzone materiały oraz sprawdzają, czy atak rzeczywiście był związany z orientacją seksualną poszkodowanego.

Policja apeluje o pomoc świadków

Funkcjonariusze zwrócili się do mieszkańców o przekazywanie wszelkich informacji mogących pomóc w identyfikacji sprawców. Szczególnie cenne mogą okazać się relacje osób, które znajdowały się w rejonie Talstraße i Simon-von-Utrecht-Straße w czasie zdarzenia. Postępowanie jest w toku, a policja podkreśla, że ustalenie motywu oraz tożsamości napastników pozostaje obecnie priorytetem śledztwa.

źródło: nius.de

Upał w biurze: co na ten temat mówią przepisy niemieckiego prawa pracy? Jak się ochłodzić?

Do Niemiec zawitało lato, a wraz z nim dużo słońca i wysokie temperatury. Kiedy termometr w biurze pokaże ponad 26°C, pracodawca musi podjąć odpowiednie działania. Gdy w miejscu pracy panuje piekielny upał, wykonywanie obowiązków zawodowych staje się dla większości ciężką próbą: spada koncentracja i wydajność, mogą pojawić się bóle głowy i problemy z krążeniem. Wzrasta nawet ryzyko wypadków przy pracy. Z tego artykułu dowiecie się, co na ten temat mówi niemiecka ustawa o bezpieczeństwie i higienie pracy oraz kodeks pracy. Znajdziecie tu też porady, jak zapewnić sobie ochłodę i orzeźwienie w miejscu pracy…

Bezpieczeństwo i higiena pracy: pracownicy nie mogą liczyć na wolne z powodu upałów

Niestety, nie ma czegoś takiego jak wolne od pracy ze względu na panujące upały. Zgodnie z § 4 niemieckiej ustawy o bezpieczeństwie i higienie pracy, pracodawca jest w ramach obowiązku opieki (niem. Fürsorgepflicht) zobowiązany jedynie do zorganizowania pracy w taki sposób, aby uniknąć zagrożeń dla zdrowia. Decydujące znaczenie ma przy tym nie temperatura panująca na zewnątrz, ale temperatura w pomieszczeniu lub temperatura w miejscu pracy.

Jak gorąco może być w biurze?

Temperatura powietrza w biurze nie może przekraczać 26°C. Jeśli termometr wskaże wyższą wartość, pracodawca musi podjąć środki zaradcze. Jeżeli na zewnątrz jest ponad 35°C, temperatura w pomieszczeniu oscylująca wokół 30°C jest nadal akceptowalna. Za niedopuszczalną w miejscu pracy uznaje się dopiero temperaturę przekraczającą 35°C. Pracodawca nie musi jednak zapewniać dnia wolnego od pracy z powodu upału – póki co może zmienić godziny pracy, tak, aby była ona wykonywana w chłodniejszych porach dnia lub skrócić dzień pracy.

Co zrobić, gdy w biurze jest za gorąco?

Jeśli granica 30°C w biurze zostanie przekroczona, pracodawca musi zapewnić swoim pracownikom ochłodę – na przykład za pomocą wentylatorów, rolet zaciemniających pomieszczenia lub darmowych napojów orzeźwiających. To od szefa zależy, po jakie rozwiązania sięgnie. Czasami wystarczy zimna woda. Wybór środków należy do pracodawcy. Jest on jedynie zobowiązany do szybkiego działania, aby pracownicy zachowali spokój.

Czy zatrudniony może odmówić wykonywania pracy z powodu wysokiej temperatury w miejscu pracy?

A co w przypadku gdy temperatura w biurze osiągnie 35°C ? Pracownik w Niemczech może odmówić wykonywania pracy tylko wtedy, gdy szef nie podejmie żadnych środków zaradczych. Wyjątek: jeśli źle się poczujecie, zrobi Wam się słabo z powodu upału, możecie odmówić świadczenia pracy. W takim przypadku należy niezwłocznie udać się do lekarza i wziąć zwolnienie lekarskie.

Kobiety w ciąży, matki karmiące i pracownicy, którzy mogą potwierdzić problemy zdrowotne zaświadczeniem lekarskim, również korzystają ze specjalnej ochrony i mogą domagać się od szefa, aby temperatura w biurze nie przekraczała 26°C. Jeśli nie jest to możliwe, mają prawo do zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy lub do wykonywania jej z domu w szczególnie upalne dni.

Jakie przepisy obowiązują, gdy w miejscu pracy panują wysokie temperatury?

Żaden pracownik nie może być zmuszony do pracy w pełnym słońcu przez cały dzień – nawet przy biurku. Zgodnie z dyrektywą dotyczącą miejsca pracy (Arbeitsstätten-Richtlinie), pracownicy muszą być chronieni przed stałym bezpośrednim działaniem promieni słonecznych – nawet tych wpadających przez szyby okienne. Jeśli więc w biurze jest gorąco, można domagać się od szefa montażu żaluzji lub zaciemnienia okien.

Ponadto szef może pozwolić pracownikom na złagodzenie w upalne dni normalnie obowiązujących zasad dotyczących ubioru. Na przykład mężczyźni mogą zrezygnować z krawata, a kobiety z rajstop. Jednak pracodawca może oczywiście w dalszym ciągu stawiać określone wymagania co do stroju – zwłaszcza wobec pracowników mających bezpośredni kontakt z klientami.

Większa wydajność pracowników

Wysokie temperatury przynoszą również korzyści: jak odkrył amerykański badacz Alan Hedge z Cornell University, pracownicy osiągają lepsze wyniki, gdy w biurze jest ciepło, niż gdy jest zimno. Przeprowadził on eksperyment, który polegał na tym, że najpierw pracownicy firmy ubezpieczeniowej pracowali w temperaturze 20°C. Rezultat: wskaźnik błędów na poziomie 25 proc. Następnie Hedge podkręcił ogrzewanie do 25°C. Okazało się, że ludzie pracowali ciężej, a wskaźnik błędów spadł do poziomu 10 proc. Wyniki badań Hedge’a potwierdzają koledzy z uniwersytetu w Utrechcie. Stwierdzili oni, że wyższa temperatura w pomieszczeniu poprawia atmosferę i klimat pracy.

Letni dress code: w co się ubrać do biura, gdy jest upał?

Gdy w biurze jest gorąco, największym problemem jest dress code. Klapki, szorty i topy z odkrytymi ramionami: to, co w życiu prywatnym zapewnia ochłodę, w pracy może okazać się niedozwolone. W okresie letnim większość pracodawców łagodzi zasady dress code’u, gdy na dworze panują tropikalne temperatury. Zasady dotyczące ubioru są jednak często uzależnione od następujących kryteriów:

  • Branża
    Pracownicy branży medialnej i kreatywnej mogą z reguły ubierać się bardziej swobodnie niż pracownicy sektora finansowego czy kancelarii prawnych. Dotyczy to tym bardziej osób mających bezpośredni kontakt z klientami. Tutaj zwykle obowiązuje formalny dress code – nawet w lecie.
  • Firma
    W dużych firmach dress code jest często bardziej konserwatywny i elegancki niż w małych firmach rodzinnych. O ile mężczyźni mogą sobie pozwolić na założenie koszuli z krótkim rękawem, o tyle na szorty raczej nie ma już zgody. W przypadku kobiet sukienki mogą być bardziej przewiewne, ale zbyt duży dekolt i spódniczki mini z reguły nie są mile widziane w pracy.
  • Stanowisko
    Ubiór kadry kierowniczej jest taki sam przez cały rok: nawet latem widzi się pracowników wysokiego szczebla przychodzących do biura w garniturze i krawacie lub w kostiumie. Osoby, które mają świecić przykładem i reprezentować firmę na zewnątrz, muszą wybrać elegancki strój, nawet jeśli temperatura przekracza 30°C.

Zgodnie z niemieckim prawem pracy, pracodawca może narzucić dress code w miejscu pracy, nawet jeśli jest gorąco. Tym bardziej, jeśli pracownicy maja osobisty kontakt z klientami zewnętrznymi. W końcu ubiór jest również środkiem komunikacji.

Co zrobić, aby przetrwać upały w pracy

Szybsze rozpoczynanie pracy

Jeśli Wasz pracodawca oferuje elastyczny czas pracy, skorzystajcie z niego w upalne dni, przychodząc do pracy wcześniej rano, kiedy nie jest jeszcze tak gorąco. Wtedy będziecie mogli zakończyć pracę szybciej (gdy jest już naprawdę upalnie). Możecie także zapytać szefa, czy możecie spędzić popołudnie w domowym biurze. Jeśli nie jest to możliwe, róbcie więcej przerw niż zwykle – co 45 minut odpocznijcie przez około 10 minut.

Przewiewny ubiór

Dostosujcie swój ubiór do temperatury. Noście jasne, oddychające ubrania, na przykład wykonane z bawełny, lnu lub mikrofibry. Jeśli to możliwe, natychmiast zmieniajcie przepocone ubrania na suche.

Prawidłowe wietrzenie

Aby obniżyć temperaturę w pomieszczeniu, należy je dobrze przewietrzyć w godzinach porannych, a od południa zamknąć okna i zaciągnąć zasłony lub opuścić rolety. Należy jednak uważać na klimatyzację: jeśli różnica między temperaturą w pomieszczeniu a temperaturą na zewnątrz jest zbyt wysoka, istnieje ryzyko przeziębienia. W wielu biurach pracownicy włączają wentylatory na pełną moc. Zapewniają one wprawdzie przyjemny wietrzyk, ale jednocześnie mogą powodować przeciągi i letnie przeziębienia. Jeśli wentylatory są skierowane na głowę, mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Gdy strumień powietrza regularnie owiewa spocone czoło, może to prowadzić do bólów głowy i napięć. Lepiej jest skierować wentylator na górną część ciała.

Lekkie posiłki

Nie obciążajcie dodatkowo układu krążenia ciężkimi potrawami. Nawet jeśli grillowane dania pachną kusząco –powinniście raczej w większym stopniu włączyć do swojej diety świeże sałatki, owoce i warzywa – sprawdzi się także lekkie, chude mięso z kurczaka lub ryba. Należy unikać tłustych potraw, takich jak frytki, czy grillowane kiełbaski. Za bardzo obciążają one układ krążenia.

Spożywanie dużej ilości płynów

Czy wiecie, że wzrost temperatury o zaledwie 5°C sprawia, że umiarkowanie ciężko pracująca osoba potrzebuje o 1,5 litra wody dziennie więcej niż zwykle? Zasada, zgodnie z którą należy pić około dwóch litrów wody na dobę, w upalne dni oznacza konieczność dostarczania organizmowi trzech litrów wody dziennie. Szczególnie zalecana jest naturalna woda mineralna, woda z sokiem lub herbaty owocowe, które dostarczają organizmowi minerałów utraconych w wyniku pocenia się. Kawa jest mniej zalecana. Nie dlatego, że rzekomo odwadnia (jest to mit), ale dlatego, że może zwiększyć pocenie się.

Zimne plastry melona

Oprócz wypijania odpowiedniej ilości płynów, kluczowe znaczenie ma również częstotliwość ich spożywania w ciągu dnia. Zamiast wypijać litr wody co dwie godziny, lepiej wziąć kilka łyków co 15-20 minut. Pomoże to utrzymać wydajność i zapobiegnie niedoborom płynów. Jeśli trudno Wam wypić odpowiednią ilość napojów w ciągu dnia lub jeśli w którymś momencie nie możecie już patrzeć na wodę, herbatę i soki, możecie dostarczyć sobie potrzebnych płynów w inny sposób: na przykład poprzez pokarmy, które w dużej mierze składają się z wody, takie jak melony czy pomidory. Zamiast regularnie sięgać po butelkę z wodą, możecie mieć pod ręką schłodzone plastry melona lub podobne przekąski.

Opryskanie wodą twarzy i przedramion

Ponieważ niewielu pracowników biurowych może wziąć prysznic w czasie pracy, istnieje inna mała sztuczka, która ma podobnie orzeźwiający efekt: wystarczy polewać przedramiona zimną wodą przez około pięć minut i ochlapać nią twarz. To jednocześnie odświeża i chłodzi.

Chłodny okład na nogi

Oto kolejne domowe sposoby na letnie upały: umieśćcie kilka drobno pokrojonych liści mięty lub melisy w misce z wodą i postawcie ją na biurku. Ciepło sprawi, że woda zacznie parować, wydzielając przyjemny zapach, który pomoże przeciwdziałać dusznościom spowodowanym upałem. Możecie też zastosować chłodne – nie zimne – okłady na stopy lub nadgarstki. One także mogą pomóc w regulacji temperatury ciała.

Chłodny okład na kark

Podobny efekt chłodzenia zapewnia mały wilgotny ręcznik: wystarczy zanurzyć go w zimnej wodzie, wykręcić, zrolować i położyć na karku. Umieszczenie ręcznika w zamrażarce – jak zalecają niektórzy – jest mniej sensowne. Powoduje to, że ręcznik jest zbyt zimny i istnieje ryzyko sztywności karku po jego zastosowaniu.

Moczenie stóp

Jeśli praca i dress code na to pozwalają, w upalne dni możecie siedząc za biurkiem zamienić zwykłe buty na klapki. Możecie także przynieść z domu małą plastikową wanienkę (i ręcznik), napełnić ją wodą i umieścić pod biurkiem, aby schłodzić w niej stopy. Jeśli nie jest to dozwolone: zabierzcie z domu zimne okłady (tzw. coolpack), schłodźcie je w zamrażarce lub lodówce i połóżcie na stopach lub w butach.

Nadmierne pocenie się: domowe sposoby

Oto kilka domowych sposobów, które pomogą Wam poradzić sobie z problemem nadmiernego pocenia się:

Herbata z szałwii

Nie każdy ją lubi, a sama myśl o filiżance gorącej herbaty w temperaturze 30 stopni sprawia, że niektórzy się pocą. Ale herbata z szałwii naprawdę może zmniejszyć pocenie się. Alternatywnie, możecie również rozprowadzić napar bezpośrednio na skórze, w miejscach, w których najbardziej się pocicie. Spróbujcie – to naprawdę przeciwdziała nadmiernemu poceniu się!

Franzbranntwein

To również stary i sprawdzony środek domowy: jeśli bardzo się pocicie na dłoniach lub stopach, możecie kilka razy dziennie wetrzeć w nie nalewkę. Butelka kosztuje około 5-6 euro i działa cuda. Franzbranntwein natychmiast chłodzi, zmniejsza pocenie się, a zawarte w niej olejki eteryczne udrażniają drogi oddechowe i ułatwiają oddychanie.

Puder dla niemowląt

Niektórzy ludzie używają pudru dla niemowląt, aby zapobiegać nadmiernemu poceniu się, szczególnie pod pachami. Ta metoda sprawdza się nie tylko w przypadku dzieci, ale również osób dorosłych.

To, co zawsze działa, to najsmaczniejsza forma zimnej, orzeźwiającej wody: lody. Z chęcią nawet dwa razy dziennie…