Wojna o piwo w niemieckim klubie tenisowym. Muzułmańscy dzierżawcy nie chcą serwować alkoholu, klub żąda eksmisji!

1

Nietypowy spór w Hesji (Niemcy) wkracza w decydującą fazę. Klub tenisowy z Gießen zamierza eksmitować nowych dzierżawców klubowej restauracji. Powód? Małżeństwo prowadzące lokal kategorycznie odmawia serwowania alkoholu. Sprawa jest tak kuriozalna, że może skończyć się przed Federalnym Trybunałem Sprawiedliwości jako proces precedensowy.

Konflikt między władzami klubu tenisowego Rot-Weiß a nowymi najemcami, Bayramem i Isabell Dalkilic, zaostrza się z dnia na dzień. Klub wypowiedział już małżeństwu umowę najmu i wyznaczył ostateczny termin opuszczenia lokalu na 20 maja.

– Jeśli się nie wyprowadzą, wniesiemy sprawę o eksmisję – zapowiada kategorycznie prezes klubu, Fred Ostermeyer.

Kuchnia anatolijska bez procentów

U podłoża konfliktu leży autorska koncepcja gastronomiczna nowych dzierżawców. Małżeństwo, znane lokalnej społeczności z popularnego stoiska na cotygodniowym targu w Gießen, chce serwować tradycyjne dania kuchni wschodnioanatolijskiej.

– Do tej kuchni alkohol po prostu nie pasuje. Dotyczy to zarówno piwa, jak i wina – tłumaczy Isabell Dalkilic.

Para podkreśla, że zależy im na stworzeniu lokalu przyjaznego rodzinom, w który zapach alkoholu psułby atmosferę. Mąż Isabell dodaje również argument zdrowotny. Choć prywatnie są wierzącymi muzułmanami (Isabell nosi chustę), to stanowczo zaznaczają, że ich decyzja ma podłoże czysto biznesowe i wizerunkowe, a nie religijne.

Prawo zwyczajowe kontra wizja najemców

Władze klubu patrzą na sprawę zupełnie inaczej. Choć prezes Ostermeyer przyznaje, że w samej umowie najmu nie znalazł się jasny zapis o obowiązku sprzedaży napojów wyskokowych, to powołuje się na tzw. prawo zwyczajowe. W Niemczech standardem jest bowiem, że w lokalach działających przy klubach sportowych można napić się piwa czy wina.

– Najemcy podpisali umowę na lokal, który jest jednocześnie oficjalną siedzibą klubu tenisowego – zauważa Ostermeyer.

Zarząd twierdzi, że temat ten był szczegółowo omawiany podczas kilkugodzinnego spotkania jeszcze przed podpisaniem dokumentów, a klub od początku nalegał na obecność alkoholu w karcie. Państwo Dalkilic nie zaprzeczają, że takie oczekiwanie się pojawiło, ale od początku jasno deklarowali swoje stanowisko. Lokalna prasa „Gießener Allgemeine” donosi, że umowę podpisano na zasadzie luźnego kompromisu w myśl zasady: „jakoś to będzie i wypracujemy rozwiązanie”.

Droga bez odwrotu

Klub sfinansował nawet budowę nowego Baru, jednak tuż przed oficjalnym otwarciem restauracji konflikt wybuchł z podwójną siłą. Stanowisko klubu wspiera Stowarzyszenie Hoteli i Gastronomii (DEHOGA), które uważa, że goście muszą mieć wolność wyboru między napojami jedno- i bezalkoholowymi. Kompromisowa propozycja dzierżawców, aby alkohol sprzedawać… w specjalnej budce przed lokalem, została przez władze klubu odrzucona.

Prawnik reprezentujący klub postawił sprawę jasno:

„Jest całkowicie wykluczone, aby w siedzibie klubu sportowego nie serwować alkoholu”.

Prezes Ostermeyer nie widzi już szans na polubowne załatwienie sprawy. Zaznacza, że relacja oparta na zaufaniu została bezpowrotnie zniszczona. Jeśli małżeństwo Dalkilic nie opuści restauracji oraz przynależnego do niej mieszkania, sprawa trafi do sądu. Z uwagi na brak podobnych przypadków w historii niemieckiego prawa, proces może otrzeć się o najwyższe instancje.

Mimo widma eksmisji, Isabell Dalkilic nie kryje optymizmu. Twierdzi, że ma ogromne wsparcie od stałych klientów z targu, patrzy w przyszłość z podniesioną głową i zamierza wkrótce otworzyć lokal.

źródło: faz.net

Ta historia poruszyła całe Niemcy: Humbak Timmy znaleziony martwy u wybrzeży Danii!

0

Po dwóch dniach niepewności potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. Martwy wieloryb, którego fale wyrzuciły na brzeg duńskiej wyspy Anholt, to humbak Timmy. Zwierzę, które wcześniej zepchnęło się na mieliznę w Bałtyku, zostało zidentyfikowane dzięki zamontowanemu nadajnikowi.

W sobotnie popołudnie Ministerstwo Środowiska Meklemburgii-Pomorza Przedniego oraz duński urząd ds. środowiska wydały oficjalny komunikat w tej sprawie.

„Można już oficjalnie potwierdzić, że humbak znaleziony przed Anholt to ten sam osobnik, który wcześniej utknął na mieliźnie w Niemczech” – przekazała w pisemnym oświadczeniu Jane Hansen, szefowa duńskich władz ochrony środowiska.

Dodano również, że ze względu na trudne warunki pogodowe nie udało się jeszcze odzyskać nadajnika GPS.

Nadajnik ukryty pod ciałem wieloryba

W sobotę nurkowie z duńskiej agencji ochrony przyrody Naturstyrelsen wraz z niemiecką weterynarz przeprowadzili ponowne oględziny ssaka, schodząc pod wodę. Dzień wcześniej agencja informowała, że na ciele zwierzęcia nie znaleziono żadnego urządzenia.

Morten Abildstrøm z duńskiej agencji wyjaśnił, że nadajnik przymocowany do płetwy grzbietowej był początkowo niewidoczny. Martwy wieloryb dryfował najpierw na boku, a następnie obrócił się na grzbiet, co utrudniało lokalizację sprzętu. Dopiero ponowna, dokładna ocena sytuacji przyniosła ostateczną jasność.

Finał dramatycznej akcji ratunkowej

Ta wiadomość oznacza oficjalne niepowodzenie głośnej akcji ratunkowej, którą zorganizowała prywatna inicjatywa. Wieloryb, który kilkakrotnie osiadał na mieliźnie u wybrzeży Szlezwika-Holsztynu oraz Meklemburgii-Pomorza Przedniego, został przetransportowany na otwarte morze za pomocą specjalnej barki. 2 maja wypuszczono go w cieśninie Skagerrak, około 70 kilometrów od Skagen.

Po uwolnieniu Timmiego jego los pozostawał nieznany. Choć wolontariusze wierzyli w sukces, eksperci i naukowcy od samego początku podchodzili do sprawy sceptycznie, oceniając długoterminowe szanse ssaka na przeżycie jako niezwykle niskie.

źródło: t-online.de

Merkel po latach broni otwarcia granic: „To była słuszna decyzja”

6

Była kanclerz Niemiec, Angela Merkel (CDU), wyraziła ubolewanie z powodu sposobu, w jaki media relacjonują obecne napięcia polityczne w kraju. „Częstotliwość pojawiania się doniesień medialnych wyraźnie wzrosła. Jeśli spojrzeć na lata 70. i 80., kiedy istniały zaledwie dwie stacje publiczne, polityka już wtedy znajdowała się pod ścisłą obserwacją” – zauważyła Merkel w rozmowie z magazynem „Focus”.

Była liderka chadecji nie potrafiła jednoznacznie ocenić, czy winę za ten stan rzeczy ponoszą wyłącznie środki masowego przekazu. Od samych polityków oczekuje jednak świadomości, że wypracowanie rozwiązań wymaga dyskusji. „A dzisiejsza debata jest niemal natychmiast określana mianem konfliktu” – stwierdziła.

Zdaniem Merkel opinia publiczna powinna zrozumieć, że istotą polityki jest „kształtowanie opinii”, co leży w „naturze rzeczy”. „Zanim zacznie się mówić o sporze, warto czasem dostrzec, że pracują tam ludzie, którzy z wielką pasją starają się rozwiązywać skomplikowane problemy” – zaapelowała była kanclerz. Dodała również, że „kompromis to wartość, która umożliwia pluralizm i pozwala zyskać poparcie większości”.

„Nie wyobrażałam sobie użycia armatek wodnych”

W wywiadzie polityk CDU zdecydowanie broniła swojej decyzji o niepodjęciu radykalnych kroków na granicach w 2015 roku. „Nie wyobrażałam sobie wypędzania uchodźców z kraju za pomocą armatek wodnych” – wyznała. Podkreśliła, że wobec migrantów, którzy przybyli wówczas do Niemiec, należało postąpić humanitarnie i zgodnie z obowiązującym prawem. „Na szczęście znalazłam wtedy wielu sprzymierzeńców, którzy to poparli. W przeciwnym razie realizacja tej polityki nie byłaby możliwa”.

Jednocześnie Angela Merkel ostro skrytykowała działalność partii AfD, zarzucając jej populizm, ksenofobię oraz szerzenie nienawiści. Zapewniła, że zawsze dążyła do wyraźnego odcięcia się od tego ugrupowania. „Z perspektywy czasu, po głębokim przemyśleniu sprawy, nadal uważam to podejście za całkowicie słuszne”.

Podsumowując, Merkel stwierdziła, że pomimo obecnych kryzysów i wyzwań – w tym tych związanych z AfD – Niemcy pozostają silną demokracją. Nie chciała jednoznacznie ocenić, czy poparłaby ewentualny zakaz działalności dla partii Alice Weidel i Tino Chrupalli, zadeklarowała jednak stanowczo: „W żadnym wypadku nie wyobrażam sobie z nimi współpracy”.

źródło: Focus

Dwie ucieczki jednego dnia: kolejny niebezpieczny pacjent zbiegł z psychiatrii w Niemczech

2

W Niemczech trwają poszukiwania potencjalnie bardzo niebezpiecznego 26-letniego Sofiane’a O. Tymczasem wyszło na jaw, że tego samego dnia z zamkniętego oddziału psychiatrycznego w Emmendingen uciekł także drugi sprawca przestępstw z użyciem przemocy. Policja opublikowała teraz również wizerunek i dane 34-letniego Marokańczyka Ahmeda H.

Ahmed H. przebywał w klinice psychiatrycznej w Emmendingen (Badenia-Wirtembergia) m.in. za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jednak – podobnie jak poszukiwany od tygodnia Algierczyk – 1 maja zdołał uciec z zabezpieczonego terenu placówki podczas zatwierdzonego wyjścia.

Zaatakował współlokatora nożem

Hans Christian Schmitz, rzecznik prokuratury w Offenburgu, ujawnił dziennikowi BILD szczegóły dotyczące przestępstw Ahmeda H. Według tych informacji Marokańczyk w lipcu 2022 roku zaatakował nożem współlokatora w ośrodku dla uchodźców. Następnie miał grozić bronią kolejnej osobie.

– „We wrześniu 2022 roku doszło również do próby spowodowania obrażeń ciała wobec pracownika supermarketu w naszym okręgu” – przekazał Schmitz.

„Niski” poziom zagrożenia

Ponieważ leczenie Ahmeda H. przebiegało pozytywnie, a mężczyzna dobrowolnie uczestniczył w terapii i regularnie przyjmował leki, od kwietnia otrzymał prawo do przepustek.

Jak poinformował Schmitz w rozmowie z BILD:
– „Placówka uznała ostatnio, że poziom zagrożenia ze strony poszukiwanego jest niski, pod warunkiem dalszego przyjmowania leków”.

Śledczy przypuszczają, że Ahmed H. uciekł, aby uniknąć zbliżającej się deportacji. Policja nie wyklucza, że mógł już przedostać się do sąsiedniego kraju. Francja znajduje się zaledwie około 30 kilometrów od Emmendingen.

Poszukiwany ma około 1,77 m wzrostu i szczupłą sylwetkę. Ostatnio widziano go z kilkudniowym zarostem. Był ubrany w beżowe spodnie, sportową kurtkę, jasną koszulkę oraz trampki.

Uciekli razem?

Drugi zbiegły pacjent, Sofiane O., został skierowany do placówki w Emmendingen po skazaniu za usiłowanie zabójstwa. Czy przestępcy zaplanowali ucieczkę wspólnie?

Wolfgang Kramer z policji w Offenburgu ucina spekulacje: „W porozumieniu z prokuraturą, ze względu na dobro i taktykę śledztwa, nie możemy udzielać informacji na temat ewentualnych powiązań między oboma zbiegami”.

źródło: Bild

Szok cenowy w Niemczech: niektóre produkty zdrożały nawet o 40%! Ale są też wyraźne spadki

1

W Niemczech ponownie widać wyraźne ruchy cenowe, które bezpośrednio uderzają w portfele konsumentów. Jak podają Niemcy, inflacja w kwietniu wyniosła 2,9% rok do roku – wynika z danych opublikowanych przez Statistisches Bundesamt. Głównym czynnikiem wzrostu są koszty energii, ale drożeją także liczne produkty spożywcze i usługi. Jednocześnie nie wszystko idzie w górę – część towarów, szczególnie w sektorze żywności i elektroniki, znacząco potaniała. Dane zostały opracowane przez niemiecki dziennik BILD na podstawie statystyk.

Co najbardziej zdrożało? Nawet ponad 40% wzrostu

W kwietniu 2026 r. w porównaniu z rokiem poprzednim najmocniej wzrosły ceny m.in. paliw, żywności i usług:

  • Olej napędowy (diesel): +40,6%,
  • Konserwy owocowe: +26,9%,
  • Mrożone owoce: +25,6%,
  • Benzyna (super): +21,9%,
  • Ubezpieczenia podróżne i bagażowe: +21,3%,
  • Karty pamięci, pendrive’y i podobne: +19%,
  • Oprogramowanie komputerowe: +18%,
  • Jaja: +14,6%,
  • Kawa i produkty kawowe: +13,7%,
  • Naprawy i części do pojazdów: +13,4%,
  • Kawa, herbata i kakao: +11,2%,
  • Wołowina i cielęcina: +10,6%,
  • Biżuteria: +10,5%,
  • Opłaty administracyjne: +9,9%,
  • Smartwatche i opaski fitness: +9,8%,
  • Czekolada: +9,7%,
  • Baranina, jagnięcina i mięso kozie: +9,7%,
  • Prasa i czasopisma: +8,7%,
  • Drób: +8,3%,
  • Transport: +8,1%,
  • Opieka nad osobami starszymi i niepełnosprawnymi: +7,8%,
  • Tytoń i liquidy do e-papierosów: +7,7%,
  • Usługi doradztwa (np. podatkowego): +7,6%,
  • Ryby świeże lub chłodzone: +7,0%,
  • Ubezpieczenia komunikacyjne: +6,9%,
  • Usługi socjalne: +6,8%,
  • Domy opieki: +6,8%,
  • Usługi rekreacyjne i sportowe: +6,7%,
  • Słodycze: +6,7%,
  • Wyroby tytoniowe: +6,2%.

Co potaniało? Masło i oleje w dół, elektronika też taniej

Nie wszystkie produkty podrożały – część kategorii wyraźnie staniała, szczególnie żywność podstawowa i sprzęt elektroniczny:

  • Masło: -25,4%,
  • Ziemniaki: -14,4%,
  • Telewizory i anteny satelitarne: -10,5%,
  • Oliwa z oliwek: -9%,
  • Sprzęt rekreacyjny do użytku na zewnątrz: -8,4%,
  • Mleko częściowo odtłuszczone: -8,1%,
  • Ser i twaróg: -7%,
  • Ryż i dania ryżowe: -6,9%,
  • Loty międzynarodowe: -6,9%,
  • Mleko pełne: -6,7%,
  • Transport lotniczy pasażerski: -6,3%,
  • Sprzęt RTV (radio, telewizja itd.): -6,1%,
  • Chipsy i paluszki: -5,2%,
  • Sprzęt gospodarstwa domowego: -4,7%,
  • Odtwarzacze MP3 i podobne: -4,7%,
  • Prąd: -4,5%,
  • Słuchawki, czytniki e-booków itd.: -4,4%,
  • Urządzenia kuchenne: -4,1%,
  • Telefony stacjonarne: -3,9%,
  • Ekspresy do kawy i herbaty: -3,9%,
  • Wycieczki zorganizowane: -3,5%,
  • Łodzie i silniki zaburtowe: -3,5%,
  • Aparaty fotograficzne: -3,4%,
  • Soki owocowe i warzywne: -3,4%,
  • Pralki i zmywarki: -3,3%,
  • Narzędzia elektryczne i urządzenia domowe: -3,2%,
  • Sprzęt foto i wideo: -3,2%,
  • Narzędzia do domu i ogrodu: -3%,
  • Artykuły sportowe: -2,7%,
  • Tostery i grille: -2,4%.

Co oznaczają te dane?

Choć inflacja w Niemcy utrzymuje się na umiarkowanym poziomie, struktura zmian cen pokazuje duże rozwarstwienie:

  • paliwa i żywność wysokoprzetworzona drożeją najmocniej,
  • podstawowe produkty mleczne i część elektroniki tanieją,
  • usługi (opieka, doradztwo, transport) nadal rosną w cenach.

Dane pokazują więc nie tylko ogólny wzrost cen, ale też coraz bardziej nierównomierne obciążenie konsumentów w codziennych wydatkach.

źródło: bild.de

Niemcy alarmują: system opieki nad seniorami stoi nad przepaścią. „To będzie ubóstwo na starość”

2

W Niemczech brakuje miliardów euro na opiekę. Seniorzy i ich rodziny coraz częściej nie są w stanie pokrywać kosztów

W Niemczech trwa gorąca debata wokół planowanej reformy systemu opieki. Kasy opiekuńcze znajdują się w dramatycznej sytuacji finansowej, a rząd ostrzega przed wielomiliardową luką w budżecie. Rosnące koszty opieki nad seniorami coraz mocniej uderzają zarówno w osoby wymagające pomocy, jak i ich rodziny.

Federalna minister zdrowia Nina Warken zapowiedziała, że jeszcze w maju chce przedstawić reformę systemu opieki. Według jej prognoz już w przyszłym roku w niemieckim systemie opieki zabraknie co najmniej 7,5 miliarda euro. Do 2028 roku deficyt może wzrosnąć nawet do ponad 15 miliardów euro.

Pierwsze propozycje zmian już teraz wywołują jednak ogromne kontrowersje. Organizacje branżowe ostrzegają przed cięciami, które mogłyby odbywać się kosztem seniorów wymagających opieki oraz personelu pielęgniarskiego.

Coraz więcej seniorów potrzebuje pomocy

Problem dotyczy milionów osób. Jedną z nich jest Margot Pfrogner, wdowa mieszkająca samotnie w wynajmowanym mieszkaniu w Mainz. 84-latka korzysta z pomocy ambulatoryjnej opieki domowej raz w tygodniu. Jak sama przyznaje, codzienne funkcjonowanie staje się dla niej coraz trudniejsze. „Nie mogę już niczego nosić. Z trudem ścielę łóżko, bo tracę równowagę i przewracam się do przodu. Bez balkonika chodzenie sprawia mi ogromny problem” – mówi seniorka. Według danych niemieckiego urzędu statystycznego aż 86 procent osób wymagających opieki w Niemczech jest pielęgnowanych w domach. To około 4,9 miliona ludzi.

Emerytura nie wystarcza na opiekę

Margot Pfrogner posiada drugi stopień opieki. W jego ramach przysługuje jej pomoc przy kąpieli, jeden dzień opieki dziennej tygodniowo oraz godzina pomocy domowej. Jak jednak podkreśla, jej emerytura nie pozwala na opłacenie większego zakresu usług. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wydatki na domową opiekę pielęgnacyjną w Niemczech niemal się potroiły. Rosnące koszty powodują ogromną presję także na firmy świadczące usługi opiekuńcze. Sandra Schulz z firmy „amundo – Ambulante Pflege mit Herz” w Mainz wyjaśnia, że coraz częściej ograniczana jest liczba wizyt opiekunów. „Wygląda to na przykład tak, że ogranicza się pomoc przy częściowej lub całkowitej pielęgnacji ciała z trzech razy w tygodniu do mniejszej liczby wizyt. Wielu klientów pilnie potrzebuje takiej opieki, ale zwyczajnie nie może już sobie na nią pozwolić” – tłumaczy. Jak dodaje, oznacza to również spadek przychodów dla samych firm opiekuńczych.

Rodziny muszą przejmować coraz więcej obowiązków

W praktyce system opiera się w dużej mierze na rodzinach seniorów. Córka Margot Pfrogner – Alexandra – raz w tygodniu nocuje u matki, aby jej pomagać. „Samo organizowanie wszystkiego przez kasę opiekuńczą czy służby opieki po prostu nie wystarcza. Rodzina naprawdę musi się angażować” – mówi kobieta. Dodaje również, że jej matka musiała długo walczyć już o samo przyznanie drugiego stopnia opieki.

Tymczasem według propozycji reformy przedstawionej przez minister Ninę Warken uzyskanie niższych stopni opieki – od pierwszego do trzeciego – ma stać się jeszcze trudniejsze. Celem zmian ma być ograniczenie liczby osób pobierających świadczenia opiekuńcze. Minister zdrowia wykluczyła jednak całkowite odebranie już przyznanych stopni opieki, o czym wcześniej również dyskutowano.

Pobyt w domu opieki kosztuje fortunę

Jeszcze większe problemy finansowe mają rodziny osób przebywających w domach opieki. Reinhold Glaeser od siedmiu lat mieszka w ośrodku Caritas w miejscowości Elz koło Limburg an der Lahn. Aby sfinansować jego pobyt, rodzina sprzedała dom rodzinny. Łączne koszty opieki i zakwaterowania wyniosły już około 250 tysięcy euro. Sprawami finansowymi zajmuje się zięć seniora, Karl Reinert. „Mój teść płaci około 3000 euro miesięcznie z własnej kieszeni. Koszty stale rosną. Kasa opiekuńcza chce płacić coraz mniej, a opieka staje się coraz droższa” – podkreśla. Na razie rodzina korzysta jeszcze z oszczędności, ale Reinert obawia się przyszłości. „Przyszłość widzę w czarnych barwach. Nie będziemy już w stanie tego finansować. I myślę, że dotyczy to milionów ludzi” – mówi.

Coraz więcej mieszkańców domów opieki korzysta z pomocy społecznej

Problemy finansowe niemieckiego systemu opieki od lat analizuje Afschin Gandjour. Jak podkreśla, głównym problemem jest stale rosnąca liczba osób wymagających opieki. Konsekwencją są gwałtownie rosnące wydatki, które coraz częściej przerzucane są na seniorów i ich rodziny. Według Max Prümm już teraz ponad połowa mieszkańców placówki w Elz korzysta z pomocy społecznej.

Rząd chce wyższych składek dla lepiej zarabiających

Obecnie składka na niemieckie ubezpieczenie pielęgnacyjne wynosi 3,6 procent dochodu objętego obowiązkowymi składkami. Minister Nina Warken chce jednak zwiększyć wpływy do systemu. Jednym z pomysłów jest podniesienie tzw. granicy wymiaru składek, co oznaczałoby wyższe obciążenia dla osób lepiej zarabiających. Ekonomista Afschin Gandjour uważa natomiast, że konieczne będzie także zwiększenie finansowania z podatków.

„Moim zdaniem do ustawowego systemu opieki trzeba skierować więcej środków podatkowych. Należałoby zastanowić się, które podatki podnieść. Jednocześnie potrzebny byłby również specjalny fundusz kapitałowy” – ocenia ekspert.

„Inaczej czeka nas ubóstwo na starość”

Margot Pfrogner apeluje, aby państwo było bardziej hojne wobec osób wymagających opieki.

„Chciałabym, żeby byli trochę bardziej hojni, jeśli chodzi o świadczenia opiekuńcze. Nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich innych” – mówi seniorka.

Jej zdaniem w przeciwnym razie coraz więcej starszych ludzi będzie wpadać w ubóstwo na starość.

źródło: swr.de

„Tutaj w końcu poleje się krew” – mieszkanka alarmuje: E-hulajnogi pędzą i sieją strach w Kolonii

1

W niemieckiej Kolonii narasta spór dotyczący bezpieczeństwa w jednej z osiedlowych dzielnic. Mieszkanka osiedla GAG w Vingst ostrzega, że szybka jazda e-hulajnóg i rowerów może doprowadzić do poważnego wypadku. Jak mówi, sytuacja staje się coraz bardziej niebezpieczna i nikt nie reaguje.

Niebezpieczna jazda w osiedlu w Kolonii-Vingst

W dzielnicy Köln-Vingst, na terenie osiedla mieszkaniowego należącego do spółdzielni GAG, mieszkańcy skarżą się na niekontrolowaną jazdę e-hulajnóg i rowerów. Jak relacjonują, na ścieżkach między budynkami często dochodzi do sytuacji, w których pojazdy przejeżdżają bardzo szybko i bez ostrzeżenia, a dźwięk dzwonków słychać niemal bez przerwy. W przestrzeni osiedlowej znajdują się także porzucone e-hulajnogi, które dodatkowo utrudniają poruszanie się pieszym.

„Już kilka razy prawie zostałam potrącona”

Jedna z mieszkanek, która chce pozostać anonimowa, opisuje sytuację jako coraz bardziej niepokojącą: „Już trzy razy prawie zostałam potrącona. Oni dzwonią, ale to nic nie daje, a kiedy zwróci się im uwagę, zaczynają obrażać” – relacjonuje kobieta. W osiedlu mieszkają rodziny z dziećmi oraz osoby starsze, a także właściciele psów spacerujących po alejkach. Według mieszkanki zagrożenie jest realne i narasta.

Mocne słowa: „Tutaj w końcu poleje się krew”

W emocjonalnej wypowiedzi kobieta ostrzegła: „Tutaj w końcu poleje się krew, bo ta brawura wymknie się spod kontroli”. Mieszkanka twierdzi, że część użytkowników e-hulajnóg może być bardzo młoda i nie posiadać wymaganych uprawnień do ich prowadzenia.

Osiedle prywatne, miasto bez bezpośrednich kompetencji

Osiedle należy do spółdzielni mieszkaniowej GAG Immobilien AG, dlatego – jak podkreśla miasto – teren nie podlega bezpośredniej kontroli miejskich służb porządkowych. Według władz miasta Köln, odpowiedzialność za kontrolę i egzekwowanie zasad na terenie prywatnym spoczywa na właścicielu nieruchomości. Z kolei na drogach publicznych e-hulajnogi podlegają przepisom ruchu drogowego i mogą być kontrolowane przez policję. Miasto twierdzi również, że dotychczas nie stwierdzono oficjalnych problemów z e-hulajnogami w tym rejonie.

GAG: mamy ograniczone możliwości kontroli

Spółdzielnia GAG przyznaje, że pojedyncze zgłoszenia dotyczące zbyt szybkiej jazdy e-hulajnóg się pojawiają, jednak – jak podkreśla – nie dysponuje wystarczającymi zasobami, aby prowadzić stałe kontrole i nakładać kary. „Niestety obserwujemy ogólnospołeczny trend większej nieostrożności i łamania zasad” – przekazuje spółdzielnia w odpowiedzi na pytania mediów.

Miasto zapowiada działania, ale bez konkretnych terminów

Władze Kolonii podkreślają, że e-hulajnogi są ważnym elementem transformacji mobilności miejskiej. Jednocześnie zaznaczają, że konieczne są dalsze regulacje i współpraca z firmami wypożyczającymi pojazdy. Miasto planuje rozwój tzw. mobilnych stacji, które mają uporządkować ruch i parkowanie, jednak nie wskazuje konkretnych działań dotyczących samego problemu w Vingst.

Rosnące napięcie wśród mieszkańców

Mieszkanka, która zgłosiła problem, twierdzi, że brak reakcji ze strony instytucji tylko pogarsza sytuację: „Nikt się tym tutaj nie zajmuje” – podsumowuje. Na razie nie wiadomo, czy i kiedy zostaną wprowadzone realne zmiany, które poprawią bezpieczeństwo w osiedlu.

źródło: ksta.de

Tajemnicza śmierć w Brandenburgii: Ukrainiec znaleziony martwy niedaleko ośrodka dla uchodźców

1

W niewielkiej miejscowości na wschodzie Niemiec doszło do zdarzenia, które wywołało silne emocje i falę oskarżeń pod adresem lokalnych władz. W pobliżu ośrodka dla osób ubiegających się o azyl znaleziono ciało ukraińskiego mężczyzny. Sprawa wciąż budzi wiele pytań, a polityczny spór o funkcjonowanie placówki tylko się nasila.

Zaginiony Ukrainiec znaleziony po kilku miesiącach

W miejscowości Flecken-Zechlin w landzie Brandenburgia, w regionie Ostprignitz-Ruppin, w styczniu zgłoszono zaginięcie ukraińskiego mężczyzny, byłego żołnierza, który – według relacji – zmagał się z ciężkimi traumami wojennymi. Cztery miesiące później spacerowiczka miała odnaleźć jego silnie rozkładające się ciało w pobliskim lesie, około kilkaset metrów od ośrodka. Według przekazanych informacji, tożsamość mężczyzny została później potwierdzona w wyniku sekcji zwłok i badania DNA.

Ośrodek dla uchodźców i kontrowersje wokół jego działania

Ciało znaleziono w pobliżu byłego hotelu, który został przekształcony w ośrodek dla osób ubiegających się o azyl i uchodźców. Obiekt ten funkcjonuje w miejscowości Flecken-Zechlin i według władz powiatu miał zapewniać zakwaterowanie m.in. osobom z traumami wojennymi oraz niepełnosprawnościami. Według relacji cytowanych przez media, w ośrodku miało przebywać nawet do 150 osób. Ośrodek, według mieszkańców, od początku budził sprzeciw części lokalnej społeczności.

Zarzuty o brak opieki i niewystarczające wsparcie

Mieszkańcy i część lokalnych urzędników twierdzą, że w placówce brakuje odpowiedniego wsparcia psychologicznego dla osób z traumami wojennymi. Według ich relacji, na miejscu nie ma stałej opieki psychologicznej, a liczba pracowników socjalnych jest niewystarczająca. W anonimowych wypowiedziach urzędników pojawiają się zarzuty o brak przejrzystości w zarządzaniu ośrodkiem oraz o problemy organizacyjne związane z rozmieszczaniem mieszkańców.

Niejasne okoliczności śmierci

Okoliczności śmierci ukraińskiego mężczyzny pozostają niewyjaśnione. Policja nie podała dotąd jednoznacznej przyczyny zgonu. Według relacji cytowanych przez lokalne media, poszukiwania miały nie zostać przeprowadzone w sposób wystarczająco intensywny, mimo że miejsce odnalezienia ciała znajdowało się stosunkowo blisko ośrodka.

Narastający konflikt między władzami

W sprawie pojawił się również spór pomiędzy władzami lokalnymi a administracją powiatu Landkreis Ostprignitz-Ruppin. Powiat odrzuca część zarzutów, określając je jako niepotwierdzone i wskazując, że nie wszystkie informacje rozpowszechniane przez lokalnych polityków zostały zgłoszone policji. Z kolei lokalne władze miejskie twierdzą, że odpowiedzialność za sytuację w ośrodku była przerzucana między różnymi instytucjami.

Polityczne napięcia i krytyka zarządzania

Sprawa stała się elementem szerszego sporu politycznego w regionie. Krytycy zarzucają władzom powiatu niewystarczające przygotowanie infrastruktury oraz brak konsultacji społecznych przy tworzeniu ośrodka. Według relacji medialnych, obiekt miał powstać w byłym hotelu i został wynajęty oraz sprzedany w kolejnych latach za coraz wyższe kwoty, co również budzi kontrowersje wśród mieszkańców.

W tle tragedii – pytania bez odpowiedzi

Choć potwierdzono tożsamość zmarłego, nadal nie wiadomo, co dokładnie doprowadziło do jego śmierci ani czy można było jej zapobiec. Sprawa wciąż jest badana przez służby, a lokalna społeczność domaga się wyjaśnień i większej przejrzystości w funkcjonowaniu ośrodka w Flecken-Zechlin.

źródło: bild.de

Niemiecka minister nazwała członków AfD „nazistami”? Burza polityczna i możliwy pozew

1

W Niemczech wybuchł polityczny spór po doniesieniach medialnych dotyczących wypowiedzi minister spraw wewnętrznych landu Dolna Saksonia. Według relacji lokalnych mediów, polityczka miała użyć wobec członków Alternatywy dla Niemiec (AfD) określenia „naziści”. Sprawa może trafić do sądu.

Kontrowersyjne słowa na spotkaniu z mieszkańcami

Jak wynika z informacji dziennika regionalnego Stader Tageblatt, niemiecka minister spraw wewnętrznych Dolnej Saksonii Daniela Behrens (SPD) miała podczas wydarzenia w gminie Harsefeld określić członków AfD jako „skrajnie prawicowych i nazistów”.

Do zdarzenia miało dojść na początku kwietnia podczas spotkania obywatelskiego pod hasłem „Auf ein Wort”, na które zaproszono m.in. posłankę SPD Corinnę Lange oraz samą minister Behrens. Uczestnicy mogli zadawać pytania polityczkom, zapisując je na tzw. „piwnych podkładkach”.

Spór o wypowiedź i reakcja AfD

W trakcie spotkania Behrens miała nawiązać do Alternatywy dla Niemiec, wskazując m.in. na działania niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji, który miał zakwalifikować regionalne struktury partii do intensywniejszego nadzoru. Według cytatu przytoczonego przez media, minister miała powiedzieć: „To są skrajni prawicowcy i naziści.” Słowa te wywołały natychmiastową reakcję polityków AfD, którzy uznali je za przekroczenie granic debaty publicznej. Poseł landtagu Stephan Bothe skierował w tej sprawie zapytanie do rządu landowego, domagając się potwierdzenia, czy takie słowa faktycznie padły.

Ministerstwo nie zaprzecza jednoznacznie

W odpowiedzi administracji wskazano, że nie da się jednoznacznie wykluczyć, iż wypowiedź padła w przytoczonej formie. Jak podkreślono, ze względu na upływ czasu nie można już dokładnie odtworzyć jej brzmienia. Jednocześnie rzecznik ministerstwa odmówił dalszych komentarzy w tej sprawie.

AfD rozważa pozew

AfD zapowiedziała analizę możliwości podjęcia kroków prawnych wobec minister Behrens. Partia twierdzi, że polityczka mogła naruszyć tzw. obowiązek neutralności, ponieważ występowała w roli urzędnika publicznego oraz parlamentarzystki. Dodatkowo AfD pozostaje w sporze prawnym z niemieckimi służbami w związku z wcześniejszą klasyfikacją części struktur partii jako bardziej radykalnych i objętych obserwacją. Według przedstawicieli AfD wypowiedź minister była „niedopuszczalną eskalacją” i może stanowić podstawę do pozwu.

Polityczny konflikt w Niemczech się zaostrza

Sprawa wpisuje się w narastający w Niemczech spór o granice krytyki politycznej wobec AfD oraz o to, jak daleko mogą się posunąć przedstawiciele władz publicznych w ocenie tej partii. Na razie nie wiadomo, czy dojdzie do formalnego postępowania sądowego, jednak napięcie polityczne wokół sprawy wyraźnie rośnie.

źródło: n-tv.de

Niemiecki wirusolog uspokaja po wybuchu hantawirusa na statku. „Scenariusz jak podczas COVID-19 jest mało prawdopodobny”

1

Trzy osoby nie żyją, pasażerowie trafili do kwarantanny. Eksperci komentują sytuację na pokładzie „MV Hondius”

Wybuch zakażeń hantawirusem na statku ekspedycyjnym „MV Hondius” wywołał niepokój i przywołał wspomnienia z początków pandemii COVID-19. Trzy osoby zmarły, kilka kolejnych zostało zakażonych, a około 150 pasażerów objęto kwarantanną. Dramatyczne obrazy statku stojącego na Atlantyku u wybrzeży Republiki Zielonego Przylądka sprawiły, że pojawiły się pytania o możliwość kolejnej globalnej epidemii. Niemiecki wirusolog Jonas Schmidt-Chanasit uważa jednak, że sytuacja – choć poważna – nie przypomina zagrożenia z czasów koronawirusa.

Niebezpieczny wariant hantawirusa wykryty na statku

Alarm wywołał tzw. wirus Andes – odmiana hantawirusa uznawana za szczególnie niebezpieczną. To jedyny znany typ hantawirusa, który może przenosić się z człowieka na człowieka. Na pokładzie statku „MV Hondius” potwierdzono już kilka zakażeń. Zmarły trzy osoby, w tym obywatelka Niemiec. Według doniesień kolejne osoby zachorowały, a część pasażerów została ewakuowana i objęta obserwacją medyczną. 65-letnia Niemka, która miała bliski kontakt ze zmarłą rodaczką, została 6 maja 2026 roku przetransportowana specjalnym samolotem do Europy. Transport był zorganizowany przez straż pożarną z Düsseldorfu oraz Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Düsseldorfie. Placówka podkreśliła jednak, że kobieta nie ma potwierdzonego zakażenia hantawirusem, a jej hospitalizacja ma charakter wyłącznie profilaktyczny i służy dalszej diagnostyce.

Ewakuacja zakażonych i kolejne przypadki

Razem z Niemką do Europy przetransportowano dwóch chorych członków załogi: 56-letniego Brytyjczyka oraz 41-letniego Holendra, którzy wymagali pilnej pomocy medycznej. Jak podają niemieckie media, drugi samolot transportowy musiał awaryjnie lądować na Gran Canarii z powodu usterki kapsuły izolacyjnej. Tymczasem w Szwajcarii odnotowano również przypadek hantawirusa na lądzie. Od 10 maja trwa ewakuacja pasażerów statku „MV Hondius”. Dotychczas potwierdzono sześć kolejnych zakażeń oraz dwa przypadki podejrzewane o infekcję.

Niemiecki wirusolog: to nie jest scenariusz jak przy COVID-19

Sytuacja wywołała skojarzenia z początkiem pandemii koronawirusa w 2020 roku. Zdjęcia statku objętego kwarantanną i pasażerów izolowanych od świata przypomniały wielu osobom wydarzenia sprzed kilku lat. W rozmowie z niemieckim portalem fr.de wirusolog Jonas Schmidt-Chanasit zaznaczył jednak, że porównania do SARS-CoV-2 są przesadzone. „To, co wydarzyło się na pokładzie MV Hondius, jest nietypowe i należy traktować bardzo poważnie” – powiedział ekspert.

Jak wyjaśnił, hantawirusy zazwyczaj występują na terenach wiejskich, a nie na statkach wycieczkowych. Szczególnym problemem jest jednak fakt, że wariant Andes może w ograniczonym stopniu przenosić się między ludźmi – głównie podczas bliskiego i długotrwałego kontaktu. Mimo to wirusolog uważa, że powtórka z pandemii COVID-19 jest mało prawdopodobna. Według eksperta kluczowa różnica dotyczy sposobu transmisji. Koronawirus rozprzestrzeniał się bardzo łatwo drogą oddechową, również przez osoby bezobjawowe. W przypadku wirusa Andes nie ma obecnie dowodów na podobny mechanizm szerokiego rozprzestrzeniania się. „Wirus Andes jest groźny ze względu na ciężki przebieg choroby, a nie z powodu wyjątkowo łatwego przenoszenia się w społeczeństwie” – wyjaśnił Schmidt-Chanasit.

Brakuje szczepionki i skutecznego leczenia

Eksperci zwracają uwagę, że obecnie nie istnieje szczepionka przeciwko wirusowi Andes ani bezpośrednia terapia przeciwwirusowa. Dlatego – jak podkreśla niemiecki wirusolog – najważniejsze jest szybkie leczenie objawowe i intensywna opieka medyczna. „Konieczna jest szybka terapia wspomagająca na oddziale intensywnej terapii. Tylko w ten sposób można obniżyć śmiertelność” – zaznaczył. Zdaniem specjalisty realne zagrożenie dotyczy przede wszystkim osób mających bliski kontakt z zakażonymi. Dla ogółu społeczeństwa ryzyko pozostaje obecnie niewielkie. Kluczowe znaczenie mają teraz izolacja chorych, dokładne śledzenie kontaktów oraz stały nadzór medyczny nad osobami potencjalnie zakażonymi.

Statek ma kontynuować rejs do Rotterdamu

Według najnowszych informacji czterech niemieckich pasażerów zostało już przewiezionych do Niemiec. Po badaniach we Frankfurcie mają zostać skierowani do różnych placówek medycznych. Jeden z niemieckich pasażerów przebywa obecnie w Wielkiej Brytanii. Liczba zakażonych nadal pozostaje stosunkowo niska. Po zakończeniu ewakuacji pasażerów statek „MV Hondius” ma kontynuować rejs z częścią załogi w kierunku Rotterdamu. Dopiero wtedy z pokładu zostanie zabrane ciało zmarłej Niemki.

źródło: merkur.de