Berlińska szkoła zakazuje modlitwy muzułmanom – sprawa trafia do sądu

4

Zakaz praktyk religijnych uderza głównie w uczniów muzułmańskich

W jednym z gimnazjów w dzielnicy Mitte w Berlinie wprowadzono zakaz „demonstracyjnego wykonywania praktyk religijnych”. Krytycy twierdzą, że w praktyce dotyka on przede wszystkim uczniów muzułmańskich, którym zabroniono modlitwy na terenie szkoły. Sprawą zajmuje się teraz sąd administracyjny — pozew złożyło Stowarzyszenie na Rzecz Wolności Obywatelskich (Gesellschaft für Freiheitsrechte, GFF).

Organizacja pozarządowa zarzuca szkole dyskryminację

GFF to niezależna organizacja z siedzibą w Berlinie, która deklaruje walkę z dyskryminacją i obronę praw podstawowych. Jej misją jest m.in. wspieranie uchodźców i migrantów w przypadkach naruszenia praw konstytucyjnych oraz ochrona grup szczególnie narażonych przed dyskryminacją ze strony instytucji publicznych.

Według GFF zakaz obowiązujący w gimnazjum w Mitte narusza konstytucyjnie zagwarantowaną wolność wyznania. Stowarzyszenie uznaje go za formę dyskryminacji ze względu na religię, pochodzenie etniczne oraz przypisywane cechy rasowe.

– Gdy muzułmańscy uczniowie muszą ukrywać się w toaletach lub krzakach, aby się pomodlić, bo w przeciwnym razie grozi im nagana, jest to poważna ingerencja w ich prawa podstawowe – oświadczyła prawniczka GFF, Soraia Da Costa Batista.

Pozew w oparciu o berlińską ustawę antydyskryminacyjną

Organizacja złożyła pozew do sądu administracyjnego w Berlinie, powołując się na Landesantidiskriminierungsgesetz (LADG) – berlińską ustawę antydyskryminacyjną. W skardze podkreślono, że zakaz modlitwy nie tylko ogranicza wolność wyznania, lecz również uniemożliwia uczniom naukę wzajemnego poszanowania różnorodności religijnej i pokojowego rozwiązywania potencjalnych konfliktów.

– Taka decyzja ma charakter precedensowy. Jeżeli sąd uzna nasze racje, wyrok będzie miał znaczenie ogólnoniemieckie – zaznacza GFF.

Spór o modlitwę w szkołach ma długą historię

Sprawa modlitwy w szkołach w Berlinie nie jest nowa. Już około 15 lat temu ten sam zakaz obowiązywał w tej placówce i doprowadził do długotrwałego sporu prawnego. W listopadzie 2011 roku Federalny Sąd Administracyjny w Lipsku orzekł, że uczeń muzułmański nie może odprawiać publicznej modlitwy, jeśli zagraża to „pokojowi szkolnemu”.

Sąd zaznaczył jednak, że była to decyzja jednostkowa i nie oznacza ona generalnego zakazu modlitwy w szkołach. Każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualnie, a wolność religijna uczniów pozostaje chroniona przez konstytucję.

GFF z sukcesami w podobnych sprawach

To nie pierwszy raz, gdy GFF podejmuje działania prawne w sprawach związanych z dyskryminacją w instytucjach edukacyjnych. W 2023 roku organizacja przeanalizowała regulaminy berlińskich szkół i zakwestionowała ponad 20 z nich — m.in. z powodu zakazów modlitwy, restrykcyjnych zasad ubioru oraz obowiązku mówienia wyłącznie po niemiecku na terenie szkoły. Większość placówek ugięła się pod presją i zmieniła swoje przepisy. Gimnazjum w Mitte pozostało jednak przy obowiązującym zakazie.

GFF ma też na koncie wygrane procesy przeciwko Humboldt-Universität w Berlinie w sprawach dotyczących dyskryminacji osób trans, interpłciowych i niebinarnych. Organizacja uzyskała również wyrok zakazujący różnicowania zasad dotyczących opalania się topless w zależności od płci.

Niezależność finansowa organizacji

Na swojej stronie internetowej GFF podkreśla, że działa całkowicie niezależnie od wpływów politycznych. Organizacja nie korzysta z żadnych dotacji państwowych, a jej działalność finansowana jest głównie z darowizn indywidualnych, składek członkowskich i grantów fundacyjnych. Jak zaznaczono, żadne środki finansowe nie mogą wpływać na treść ani kierunek prowadzonych działań.

źródło: focus.de

„Tu giną marzenia” — protest mieszkańców ośrodka dla uchodźców w Hamburgu po nocy spędzonej na chodniku

5

Mieszkańcy ośrodka dla uchodźców w dawnej hali targowej przy Schlachthofstraße w hamburskim Harburgu zorganizowali demonstrację po incydencie sprzed tygodnia, gdy piętnaście osób zostało wyrzuconych z obiektu i spędziło noc na zewnątrz. Demonstranci domagają się zamknięcia obiektu i przeprowadzenia niezależnego śledztwa w sprawie praktyk zarządzających nim służb.

„Nie prosimy o luksus — tylko o godność”

W niedzielę przed stacją S-Bahn Harburg-Rathaus około sto osób wysłuchało przemówień zwołanej przez mieszkańców i ruchy antyrasistowskie demonstracji pod hasłem „Let’s resist together: Abolish the camp”. Jednym z mówców był Khaled Agha, który od ośmiu miesięcy mieszka w ośrodku. „We are not asking for luxury. We only want dignity” — mówił przez mikrofon, podkreślając, że najważniejsza jest dla nich godność.

Organizatorzy protestu domagają się likwidacji obiektu oraz „niezależnego i przejrzystego śledztwa z udziałem neutralnych organizacji”, a nie wyjaśniania sprawy wyłącznie przez administrację ośrodka.

Noc na chodniku — co się stało?

Tydzień wcześniej jeden z kierowników firmy ochroniarskiej Elb Security miał — według relacji mieszkańców — wyrzucić piętnaście osób z terenu obiektu i nałożyć na nie zakaz wstępu, skazując je na noc spędzoną na chodniku. Poszkodowani twierdzą, że decyzja była arbitralna i wynikała z długotrwałych nadużyć oraz rasistowskich zachowań tego pracownika.

Po incydencie firma Fördern & Wohnen (F&W) — miejski podmiot zarządzający obiektem i zlecający jego prowadzenie Niemieckiemu Czerwonemu Krzyżowi — poinformowała, że ochroniarz został przeniesiony w poniedziałek po zdarzeniu. Jednocześnie podkreślono, że na tym etapie nie ma potwierdzonych dowodów na jego niewłaściwe zachowanie. Mieszkańcy oraz organizacje wspierające uchodźców domagają się jednak niezależnego, zewnętrznego śledztwa w tej sprawie.

Warunki życia w ośrodku: długi czas oczekiwania i „compartmenty”

Ośrodek w dawnej hali targowej funkcjonuje jako punkt pierwszego przyjęcia i od 2022 r. stale przyjmuje osoby ubiegające się o ochronę międzynarodową. Mieszka tam obecnie około 450 osób — część z nich od ponad dwóch lat. Jeszcze pół roku temu w tym miejscu przebywało nawet 1 200 osób, w tym w rozstawionych na parkingu namiotach zbiorczych po osiem osób.

Obecnie wszyscy lokatorzy przebywają w jednej dużej hali podzielonej cienkimi ściankami z kartonu tworzącymi tzw. „compartments” — przestrzenie oddzielone, lecz otwarte od góry. To rozwiązanie wraz z zewnętrznymi, nieogrzewanymi kontenerami z toaletami i prysznicami powoduje szczególnie duże trudności zimą oraz jest problematyczne z punktu widzenia prywatności, bezpieczeństwa kobiet i dzieci oraz opieki medycznej i psychologicznej.

Skargi, głodówki i obietnice władz — dlaczego nic się nie zmienia?

Mieszkańcy wielokrotnie zgłaszali złe warunki życia. W lutym część lokatorów przeszła w proteście na głodówkę — bez efektu trwałej poprawy sytuacji. Urząd F&W przyznaje, że ośrodki kryzysowe niosą „trudne wyzwania” i deklaruje chęć stopniowego ograniczania obciążenia takich lokalizacji, ale zastrzega, iż brakuje wolnych miejsc w systemie zakwaterowania, przez co konieczne jest utrzymanie rezerwowych punktów noclegowych, w tym tego konkretnego obiektu.

Rzeczniczka F&W, Susanne Schwendtke, tłumaczy: „Chcielibyśmy jak najszybciej zamknąć takie miejsca, ale obecnie nie jest to możliwe z powodu braków miejsc w systemie”. Podobne stanowisko prezentują miejska administracja ds. wewnętrznych i instytucje socjalne: system jest „wciąż mocno obciążony” (stan na 17 października: 95,8% zajętości miejsc).

Osobiste historie — zdrowie i nadzieja pogrążone w niepewności

W demonstracji brał udział Ahmad Alhussein, jeden z piętnastu wyrzuconych lokatorów. Relacjonuje, że po noclegu na chodniku zachorował i przez tydzień nie mógł uczęszczać do szkoły. Inna anonimowa mieszkanka mówiła o załamaniu nerwowym po siedmiu miesiącach pobytu w ośrodku. Wypowiedzi te ilustrują skalę psychologicznych i zdrowotnych kosztów długotrwałego pobytu w złych warunkach.

„To miejsce, w którym ludzie tracą zdrowie i marzenia” — mówił na demonstracji Agha. Mimo rozczarowania systemem i zmęczenia życiem w obozie mieszkańcy podkreślają, że nie chcą rezygnować z nadziei.

Co dalej? Postulaty i realia praktyczne

Mieszkańcy żądają:

  • natychmiastowego zamknięcia obiektu i relokacji mieszkańców do warunków zapewniających prywatność i bezpieczeństwo;
  • przeprowadzenia niezależnego, przejrzystego śledztwa w sprawie nocnych wyrzuceń i praktyk ochrony;
  • długofalowych rozwiązań mieszkaniowych, które zastąpią system obiektów awaryjnych.

Władze miejskie deklarują, że ośrodek będzie utrzymywany jako tzw. rezerwowy punkt noclegowy do czasu, gdy system zakwaterowania w Hamburgu umożliwi zmniejszenie lub likwidację tej lokalizacji. Tymczasem krytycy i aktywiści wskazują, że polityka „przechowywania” osób w warunkach awaryjnych jest niehumanitarna i wymaga pilnej zmiany strukturalnej.

źródło: taz.de

Napad na tle rasistowskim w Saksonii — w Hoyerswerda śledzili parę na rowerze, w Dreźnie 81-latka zerwała chustę z głowy 14-latki

3

W ostatnich dniach w Saksonii odnotowano kilka przypadków agresji o podłożu narodowościowym. W Hoyerswerda para pochodzenia wenezuelskiego została w nocy zaatakowana słownie i zastraszana przez nieznanego mężczyznę, natomiast w Dreźnie starsza kobieta zerwała z głowy 14-letniej dziewczynce chustę i obrażała ją. Policja prowadzi postępowania i prosi o pomoc świadków.

Incydent w Hoyerswerda — para ścigana rowerem, obraźliwe określenia i groźby gestami

W nocy z piątku na sobotę w Hoyerswerda nieznany mężczyzna zaczepił i obrażał dwoje osoby pochodzenia wenezuelskiego — 29-letnią kobietę i 33-letniego mężczyznę. Sprawca ścigał ich na rowerze, nazywając ich „odpadami” („Abschaum”) i wykonywał grożące gesty. Po chwili oddalił się i uciekł.

Policja podała wstępny rysopis podejrzanego: mężczyzna ma około 30–35 lat, około 1,70 m wzrostu, był ubrany na czarno, miał zakola, okulary i kolczyk w nosie; widoczne były także tatuaże na szyi i przedramieniu. Funkcjonariusze proszą osoby, które widziały zdarzenie lub rozpoznają opisaną osobę, o kontakt z komisariatem w Hoyerswerda pod numerem telefonu 03571 4650.

Atak w Dreźnie — 81-latka zerwała chustę z głowy nastolatki; ofiara miała problemy z oddychaniem

W Dreźnie, w piątek w rejonie Hohen Straße w dzielnicy Südvorstadt, 81-letnia kobieta podjęła agresywne działania wobec dwóch 14-letnich dziewcząt. Policja informuje, że napastniczka zerwała jednej z nich chustę z głowy, co spowodowało u nastolatki lekkie obrażenia i objawy duszności — prawdopodobnie związane z szokiem i stresem po zdarzeniu.

Według dalszych ustaleń kobieta sugerowała, że dziewczęta „powinny wracać do swojego kraju”, co wskazuje na motywację o charakterze ksenofobicznym. Policja w Dreźnie wszczęła postępowanie i zgłosiła wobec 81-latki podejrzenie popełnienia przestępstw: podżegania do nienawiści (Volksverhetzung) oraz spowodowania uszkodzenia ciała (Körperverletzung).

Działania organów i apel o zgłaszanie informacji

W obu sprawach prokuratura i policja prowadzą czynności wyjaśniające. Funkcjonariusze podkreślają, że każdy sygnał dotyczący motywów nienawiści lub przemocy na tle narodowościowym jest traktowany poważnie. Świadkowie i osoby posiadające informacje dotyczące obu zdarzeń są proszone o niezwłoczny kontakt z lokalnymi jednostkami policji — w przypadku Hoyerswerda telefon alarmowy to 03571 4650; w sprawie drezdeńskiej informacje przekazuje Komenda Policji w Dreźnie.

Kontekst i znaczenie

Zdarzenia te wpisują się w szerszą debatę o bezpieczeństwie mniejszości i przestrzeganiu prawa wobec aktów nienawiści w Niemczech. Organy ścigania wielokrotnie apelują o zgłaszanie takich incydentów, aby możliwe było szybkie i skuteczne reagowanie oraz pociąganie sprawców do odpowiedzialności karnej.

źródło: mdr.de

Ferie jesienne w Niemczech: fala wyjazdów, również dzisiaj na drogach będzie tłoczno

1

W Szlezwiku-Holsztynie, Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Hamburgu rozpoczęły się jesienne ferie. W Dolnej Saksonii trwają one już od tygodnia. Już w piątek na autostradach w północnych Niemczech panował duży ruch. Również dzisiaj występują korki spowodowane ruchem turystycznym.

Prognozy ADAC

ADAC prognozuje, że największe utrudnienia wystąpią w aglomeracji Hamburga oraz na różnych odcinkach autostrad objętych robotami drogowymi, zwłaszcza że jesienne ferie rozpoczęły się również w Berlinie i Brandenburgii. W Hesji, Saksonii i Turyngii ferie już się kończą.

Dzisiaj dotyczy to przede wszystkim autostrady A7. Na trasie z Flensburga w kierunku Hamburga kierowcy musieli rano liczyć się z około 20-minutowym opóźnieniem z powodu korka między węzłami Neumünster-Nord i Neumünster-Süd. Między węzłami Bispingen i Egestorf na trasie z Hanoweru do Hamburga również występują korki, które powodują co najmniej półgodzinne opóźnienia. Między Evendorfem a Garlstorfem jezdnia z Hanoweru w kierunku Hamburga jest zamknięta po wypadku. Kierowcy są kierowani objazdem przez Egestorf. Na A7 miały miejsce kolejne wypadki, które powodują utrudnienia w ruchu.

Korki i utrudnienia w ruchu na autostradach A1 i A7 już od piątku

Już od piątku w południe na autostradach A1 i A7 występowały długie korki i utrudnienia w ruchu. Na autostradzie A1 w kierunku Hamburga z Lubeki dotyczyło to odcinka przed węzłem Norderelbe, a na autostradzie A1 w kierunku Bremy z Osnabrück – odcinka między węzłem Stuhr a Bremen-Arsten oraz w przeciwnym kierunku między węzłem Bremer Kreuz a Bremen-Arsten. Korki utworzyły się również na autostradzie A7 z Hamburga w kierunku Hanoweru między Bad Fallingbostel a Berkhof oraz na autostradzie A7 z Flensburga w kierunku Hamburga między węzłem Bordesholm a Neumünster-Süd. Ruch w obu kierunkach był utrudniony również przed tunelem pod Łabą. Na autostradzie A2 z Dortmundu w kierunku Hanoweru wypadek spowodował długi korek między Bad Nenndorf a Garbsen.

A21 jako trasa alternatywna

Według ADAC, oprócz autostrad wokół Hamburga oraz w tunelu pod Łabą, spodziewane są również korki i opóźnienia na trasach do Morza Północnego i Bałtyckiego. Według ADAC, do zatorów może dojść zwłaszcza na autostradzie A7 w kierunku Flensburga i Sylt, na autostradzie A24 do Berlina, autostradzie A20 w kierunku Rostocku i Szczecina oraz na autostradzie A23 na zachodnim wybrzeżu. Osoby podróżujące w kierunku Morza Bałtyckiego lub Szlezwiku-Holsztynu powinny skorzystać z autostrady A21 jako trasy alternatywnej dla autostrad A1 i A7, aby ominąć korki wokół Hamburga.

Roboty drogowe w Hamburgu powodują utrudnienia

W Hamburgu roboty drogowe na moście Norderelbbrücke nadal stanowią wąskie gardło, ponieważ liczba dostępnych pasów ruchu jest ograniczona, a prędkość maksymalna wynosi 60 km/h. Z tego powodu w okolicy mostu i na drodze B75 mogą tworzyć się korki. ADAC zaleca omijanie tego obszaru szerokim łukiem. Ponadto w weekend w Hamburgu droga B75 między Georgswerder a Wilhelmsburg-Süd będzie zamknięta z powodu prac budowlanych. Kierowcy powinni również liczyć się z opóźnieniami na drogach dojazdowych do nadmorskich miejscowości i w okolicy przepraw przez Łabę. Należy tu zaplanować więcej czasu.

Na granicy z Danią funkcjonariusze przeprowadzają wyrywkowe kontrole, co może powodować opóźnienia. Z doświadczenia wynika, że na początku ferii załadunek pociągu samochodowego do Sylt w Niebüll może trwać dłużej. Połączenia kolejowe w pierwszy weekend ferii są również w 100% lub prawie całkowicie zabukowane. A na lotnisku w Hamburgu jesienne ferie należą do dni o największym natężeniu ruchu – według danych lotniska tylko w piątek, dzień tradycyjnie o największym obłożeniu, obsłużono 55 000 pasażerów. Łącznie podczas ferii jesiennych spodziewanych jest około 370 000 pasażerów tygodniowo. Liczba ta jest porównywalna z rokiem poprzednim.

Lepiej wyruszyć w niedzielę

Osoby, które mają elastyczny harmonogram, powinny według ADAC wyruszyć w podróż samochodem lub kamperem dopiero w niedzielę, kiedy obowiązuje zakaz ruchu ciężarówek. W ten sposób można uniknąć „przewidywalnego stania” w korku. Pozostałe wskazówki również nie są nowością, ale mogą okazać się pomocne: planując trasę podróży, należy zwracać uwagę na aktualne informacje o ruchu drogowym i sprawdzać trasy alternatywne. Na wypadek długich korków należy zapakować do samochodu wystarczającą ilość napojów i przekąsek dla wszystkich pasażerów.

Źródło: www.ndr.de

Niepokojący wzrost zachorowań na boreliozę w Niemczech. Dane są alarmujące

0

W Niemczech gwałtownie rośnie liczba przypadków boreliozy. Eksperci ostrzegają, że kleszcze stają się coraz większym zagrożeniem dla zdrowia publicznego, a najnowsze dane z kilku krajów związkowych potwierdzają niepokojący trend.

Coraz więcej zakażeń przenoszonych przez kleszcze

Kleszcze od dawna kojarzone są z poważnymi chorobami zakaźnymi. W Niemczech największe zagrożenie stanowią dwie z nich: borelioza (Lyme-Borreliose) oraz kleszczowe zapalenie mózgu i opon mózgowo-rdzeniowych (FSME – Frühsommer-Meningoenzephalitis).

Borelioza wywoływana jest przez bakterie i może prowadzić do zapalenia stawów, nerwów oraz mięśnia sercowego. FSME to choroba wirusowa, która w ciężkich przypadkach może uszkadzać mózg i rdzeń kręgowy, powodując trwałe porażenia. Obie choroby często zaczynają się od objawów przypominających grypę, co może utrudniać ich szybkie rozpoznanie.

Podczas gdy FSME koncentruje się głównie w wybranych regionach ryzyka — przede wszystkim w Bawarii, Badenii-Wirtembergii, Turyngii, Saksonii, Hesji oraz Nadrenii-Palatynacie — borelioza występuje na terenie całych Niemiec. Szczególnie często przypadki zakażeń odnotowuje się na południu kraju oraz w rejonach górskich.

Dane z Bawarii i Hesji budzą niepokój

Według informacji Bawarskiego Krajowego Urzędu Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności w Erlangen, do początku października 2025 roku zgłoszono ponad 4800 przypadków boreliozy. Dla porównania: w analogicznym okresie poprzedniego roku było to około 3500 przypadków, a dwa lata wcześniej nieco ponad 2900.

Urzędnicy podkreślają jednak, że faktyczna liczba zakażeń może być znacznie wyższa, ponieważ nie wszystkie przypadki są oficjalnie zgłaszane.

W sąsiedniej Hesji sytuacja wygląda podobnie. Jak podał portal „hessenschau.de”, powołując się na dane Kasy Chorych, tylko w pierwszym półroczu 2025 roku boreliozę zdiagnozowano u ponad 13 300 osób. W analogicznym okresie roku poprzedniego liczby te również utrzymywały się na wysokim poziomie.

Brak szczepionki i konieczność działań profilaktycznych

W przeciwieństwie do FSME, na boreliozę wciąż nie istnieje skuteczna szczepionka. Dlatego kluczową rolę odgrywa profilaktyka. Eksperci zalecają:

  • noszenie długiej odzieży podczas spacerów w wysokiej trawie lub lesie,
  • dokładne oględziny ciała po powrocie z terenów zielonych,
  • jak najszybsze usuwanie zauważonych kleszczy.

Warto pamiętać, że pierwszym objawem boreliozy często jest charakterystyczna rumień wędrujący — zaczerwienienie skóry wokół miejsca ukąszenia, które stopniowo się powiększa.

Aktywność kleszczy zależy od pogody

Według danych Instytutu Roberta Kocha (RKI) liczba przypadków FSME w Niemczech zmienia się z roku na rok i jest uzależniona od czynników klimatycznych i ekologicznych. Wpływają one na cykl życia kleszczy oraz liczebność zwierząt, które są ich żywicielami. Znaczenie ma również to, jak dużo czasu ludzie spędzają na świeżym powietrzu — a co za tym idzie, jak bardzo są narażeni na ukąszenia.

Eksperci przypominają, że kleszcze stają się aktywne już przy temperaturach powyżej 6°C, dlatego ryzyko zakażeń utrzymuje się przez większą część roku.

źródło: watson.de

Niemcy: Proces nożownika z Aschaffenburga — wstrząsające szczegóły z życia sprawcy

5

Podwójny morderca odpowiada przed sądem. „Słyszał głosy z zaświatów i pił wodę z toalety”

W czwartek rano do sali sądowej wprowadzono w kajdankach i z łańcuchami na nogach 28-letniego Enamullaha O., oskarżonego o brutalny atak nożem na grupę dzieci i opiekunów w parku Schöntal w Aschaffenburgu. Mężczyzna przyznał się do popełnienia zbrodni. Jego postawa i zeznania tworzą obraz człowieka skrajnie zaburzonego psychicznie, którego od lat nie udało się skutecznie powstrzymać.

Dramatyczny atak w parku

Zbrodnia miała miejsce w styczniu 2025 roku. Enamullah O., pochodzący z Afganistanu, zaatakował grupę dzieci i ich opiekunów podczas spaceru. W wyniku brutalnej napaści zginął dwuletni Yannis oraz 41-letni Kai-Uwe D. — przypadkowy przechodzień, który próbował stanąć w obronie ofiar. Na pytanie sędziego, czy to on zadał śmiertelne ciosy, oskarżony odpowiedział cicho: „Tak”.

Nielegalny pobyt i wcześniejsze sygnały zagrożenia

Mężczyzna przybył do Niemiec w 2022 roku i złożył wniosek o azyl, który został odrzucony. Od początku 2025 roku był zobowiązany do opuszczenia kraju, jednak przebywał w Niemczech nielegalnie. Już wcześniej zwracał uwagę służb z powodu agresywnego zachowania i epizodów psychotycznych.

W przeszłości groził współlokatorom, atakował policjantów i ratowników medycznych. W 2024 roku ugodził nożem swoją partnerkę. Trafiał do szpitali psychiatrycznych, lecz za każdym razem wypuszczano go tego samego dnia.

„Miał diabła w głowie”

Obrońca oskarżonego, adwokat Jürgen Vongries, podkreślił w sądzie, że jego klient cierpi na poważną chorobę psychiczną. — „Miał diabła w głowie. To czyn człowieka ciężko chorego” — mówił. Według obrońcy, Enamullah O. słyszał głosy — raz od zmarłych bojowników Talibanu, innym razem od amerykańskich żołnierzy.

Biegły psychiatra prof. Volz zdiagnozował u niego schizofrenię paranoidalną.

Życie w izolacji i paranoi

Opiekunki społeczne opisywały go jako osobę zagubioną, zalęknioną i całkowicie wycofaną. Mówił o „zdrajcach”, którzy rzekomo chcieli go zabić. Spał w piwnicy, bo bał się innych mieszkańców ośrodka. Jadał papier toaletowy, i — jak zeznał obrońca — pił nawet wodę z toalety.

Mimo coraz bardziej niepokojących zachowań nie podjęto skutecznych działań, by zapobiec tragedii.

Niepokojące treści w telefonie

W dniu ataku w telefonie mężczyzny zarejestrowano wyszukiwania, które mogą wskazywać na motywację sprawcy. Większość zapisanych materiałów stanowiły treści pornograficzne i selfie, ale tego dnia o 11:45 wyszukał w Google frazę: „piosenki do wyruszenia na wojnę”. Następnie odtworzył utwory z osmańską muzyką wojenną.

O 11:46 rozpoczął się atak w parku Schöntal.

Przerażająca scena na miejscu zbrodni

Kriminalhauptkommissar Michael L. (40) relacjonował w sądzie, co zastał na miejscu tragedii. — „Pięcioro dzieci płakało i krzyczało. Mały Yannis został bez oznak życia wyciągnięty z wózka. Obok siedziała poważnie ranna Elin. Kilka metrów dalej w żwirze leżał martwy Kai-Uwe D., wciąż trzymając rękę na rączce wózka” — mówił policjant.

Przebieg procesu i możliwe orzeczenie

W czasie przesłuchania policjanta oskarżony wielokrotnie ziewał. Obrońca wyjaśnił, że nie jest to oznaka lekceważenia sprawy, lecz efekt działania silnych leków psychotropowych.

Sąd rozważa, czy ze względu na stan psychiczny Enamullaha O. powinien zostać na stałe umieszczony w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Ojciec rannej dziewczynki twarzą w twarz z napastnikiem

Na sali rozpraw pojawił się ojciec ciężko rannej Elin, który jako oskarżyciel posiłkowy po raz pierwszy spojrzał w oczy mężczyźnie, który zaatakował jego córkę. Proces będzie kontynuowany.

źródło: bild.de

Niemcy: Burza po słowach kanclerza Merza — oskarżenia o rasizm i „podsycanie nastrojów”

2

Kontrowersyjna wypowiedź wywołała ostrą reakcję SPD i Zielonych

Wystarczył jeden krótki fragment wypowiedzi, by rozpętała się ogólnokrajowa burza polityczna. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz (CDU) podczas wtorkowego wystąpienia w Poczdamie odniósł się do kwestii migracji i sytuacji politycznej w kraju. Jego słowa o „problemie w miejskim krajobrazie” wywołały falę oburzenia wśród partii koalicyjnych i opozycji. SPD i Zieloni oskarżyli go o podsycanie napiętej debaty i rasistowskie konotacje.

„Mamy oczywiście w krajobrazie miejskim ten problem”

Podczas konferencji prasowej Merz mówił o spadku liczby migrantów w porównaniu do poprzedniego roku oraz o działaniach rządu w zakresie deportacji:
— „W tej kadencji rządu zmniejszyliśmy liczbę migrantów w okresie od sierpnia 2024 do sierpnia 2025 roku o 60 procent. Ale mamy oczywiście w krajobrazie miejskim ten problem. Dlatego federalny minister spraw wewnętrznych pracuje obecnie nad umożliwieniem i przeprowadzeniem szeroko zakrojonych deportacji”.

Ten właśnie fragment — odnoszący się do „problemu w krajobrazie miejskim” — został odebrany jako stygmatyzujący i dyskryminujący wobec osób o pochodzeniu migracyjnym.

SPD: „Słowa kanclerza są jak podpałka”

Jedną z pierwszych osób, które publicznie zareagowały, była rzeczniczka SPD ds. polityki migracyjnej, Rasha Nasr, posłanka z Drezna o syryjskich korzeniach. — „Jeśli kanclerz łączy w jednym zdaniu migrację, deportacje i tak zwany problem w krajobrazie miejskim, to nie jest to przejęzyczenie. To dodawanie oliwy do ognia w i tak już napiętej debacie. Takie słowa nie rozwiązują problemów, lecz pogłębiają podziały” — stwierdziła.

Nasr podkreśliła również, że osoba na najwyższym stanowisku w państwie musi być świadoma ciężaru swoich słów. — „Kanclerz nie może być podpalaczem, lecz tym, który łagodzi napięcia” — dodała.

Zieloni: „To niegodne kanclerza”

Silnie krytyczne stanowisko zajęła również partia Zielonych. Współprzewodniczący ugrupowania Felix Banaszak ocenił słowa Merza jednoznacznie negatywnie: — „Jeśli kanclerz na podstawie wyglądu miejskiego uzasadnia potrzebę kolejnych deportacji, wysyła bardzo niebezpieczny sygnał. To brak szacunku, to niebezpieczne i niegodne urzędu kanclerza. Friedrich Merz powinien przeprosić za swoje słowa”.

Reakcja rządu i brak fragmentu w oficjalnym protokole

Rzecznik rządu Stefan Kornelius próbował złagodzić napięcie i wyjaśnić kontekst wypowiedzi: — „Myślę, że ta wypowiedź jest interpretowana zbyt szeroko. Kanclerz odnosił się do zmiany kursu w polityce migracyjnej nowego rządu — i to w roli przewodniczącego partii, co wyraźnie zaznaczył”.

Co istotne, fragment wypowiedzi dotyczący „krajobrazu miejskiego” nie został uwzględniony w oficjalnych protokołach Federalnego Urzędu Prasowego. Wyjaśniono to obowiązkiem zachowania neutralności i faktem, że Merz wypowiadał się w roli szefa partii CDU, a nie jako kanclerz.

Opozycja wykorzystuje słowa Merza w Bundestagu

Wypowiedź Merza natychmiast stała się tematem gorącej debaty w Bundestagu. Szefowa frakcji Zielonych Katharina Dröge ostro skrytykowała kanclerza: — „Po czym właściwie rozpoznaje pan ten ,problem‘ — po kolorze skóry? W jaki sposób zamierza pan go ,zidentyfikować‘?” — pytała z mównicy. Jej zdaniem wypowiedź była „obraźliwa, dyskryminująca i niegodna”.

Przewodniczący frakcji Lewicy Sören Pellmann również skrytykował Merza: — „To nie była zwykła wpadka językowa. Tymi słowami kanclerz wbił kolejny kolec w tkankę naszej demokracji”.

AfD zadowolona z wypowiedzi

Inaczej zareagowała skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), która uznała słowa Merza za potwierdzenie własnej narracji. Poseł landtagu Bawarii Jörg Baumann zapytał ironicznie na platformie X: — „Czy Merz miał na myśli ,ten problem w krajobrazie miejskim‘?” — i dołączył zdjęcia modlących się muzułmanów oraz świątecznych dekoracji ramadanowych.

źródło: bild.de

Toaleta w centrum Hamburga zasypana — koniec „podziemnego” projektu za 2 mln euro

0

Podsumowanie decyzji: bez remontu, bez przywrócenia — instalację zasypią

Publiczna, podziemna toaleta przy Gerhart-Hauptmann-Platz w Hamburgu, która kosztowała około 2 milionów euro, zostanie zasypana. Decyzję ogłosił w czwartek szef dzielnicowego urzędu Hamburg-Mitte, Ralf Neubauer (SPD). Po wielomiesięcznych próbach oceny możliwości naprawy i analizy kosztów uznano, że przywrócenie obiektu do użytku jest nierealne — zarówno technicznie, jak i z punktu widzenia zakłóceń w ruchu i funkcjonowaniu centrum miasta.

Krótka historia inwestycji i awarii

Instalację oddano do użytku w październiku 2023 roku. Już po trzech miesiącach obiekt został zamknięty przez rozległe zalanie spowodowane wadami konstrukcyjnymi. Pierwotnie zakładano, że ewentualna ponowna otwarcie może nastąpić dopiero w połowie 2027 roku — ostatnie analizy wykazały jednak, że koszty i zakładane utrudnienia są nie do zaakceptowania.

Dlaczego rezygnują z naprawy? Zbyt drogo i zbyt uciążliwie

Według urzędu dzielnicy naprawa wymagałaby prac o dużej skali, które pociągnęłyby za sobą zamknięcie części reprezentacyjnej Mönckebergstraße, jednej z głównych ulic handlowych miasta. Takie blokady i utrudnienia byłyby znaczącym obciążeniem dla handlu i ruchu miejskiego, a koszty remontu — według władz — znacznie przekroczyłyby racjonalne granice.

— „Można było to obracać i kombinować na różne sposoby, ale po prostu nie znaleźliśmy rozwiązania, które pozwoliłoby na sensowną naprawę” — przyznał Ralf Neubauer w rozmowie z NDR 90,3.

Co stanie się z miejscem po zasypaniu?

Zasypana przestrzeń pod placem ma być uprzątnięta i udostępniona ponownie powierzchniowo. Dzięki temu w okresach sezonowych — na przykład podczas organizacji jarmarku bożonarodzeniowego — teren będzie mógł być wykorzystywany tak jak dawniej. W dłuższej perspektywie władze rozważają realizację nadziemnego rozwiązania — koncepcji „toalety dla wszystkich” dostępnej bez konieczności skomplikowanych prac pod ziemią.

Kto poniesie koszty — możliwe roszczenia regresowe

Hamburska Stadtreinigung (miejska służba porządkowa), która była zamawiającym inwestycji, zapowiedziała analizę podstaw do dochodzenia roszczeń regresowych wobec wykonawcy. Wszczęto już procedury wyjaśniające, mające ustalić odpowiedzialność za wady i prace naprawcze.

Dodatkowo organizacje monitorujące wydatki publiczne, m.in. Bund der Steuerzahler, już wcześniej umieściły tę inwestycję w swoim „Schwarzbuch” — rejestrze przypadków marnotrawienia pieniędzy podatników.

Reakcje mieszkańców i biznesu

Decyzja o zasypaniu instalacji spotyka się z mieszanymi odczuciami. Część mieszkańców i handlowców oddycha z ulgą, że nie dojdzie do długotrwałych zamknięć Mönckebergstraße, inni wskazują na symboliczny wymiar klęski projektu — inwestycja za miliony, która nie przetrwała nawet roku. W przestrzeni publicznej trwa debata o jakości nadzoru nad miejskimi inwestycjami oraz o konieczności rzetelnego wyboru wykonawców.

Co dalej? Krótkoterminowo porządek i bezpieczeństwo, długoterminowo koncepcja nadziemna

Na najbliższe miesiące planowane jest uporządkowanie i zabezpieczenie obszaru, tak aby mógł on służyć imprezom i handlowi sezonowemu. W perspektywie długoterminowej magistrat myśli o prostszym, nadziemnym rozwiązaniu sanitarno-publicznym, które ma być tańsze w utrzymaniu i mniej narażone na poważne awarie konstrukcyjne.

źródło: ndr.de

Niemcy: Brutalny atak z premedytacją — 40-latek oskarżony o próbę morderstwa po celowym potrąceniu mężczyzny SUV-em

3

Upozorowany „wypadek” okazał się być zamachem

Wuppertal — To miało wyglądać jak zwykły wypadek drogowy, jednak w rzeczywistości był to bezwzględny, zaplanowany zamach. Jak pokazują nagrania z monitoringu, kierowca czarnego Mercedesa SUV celowo wjechał w pieszego, 50-letniego Eduarda B., uderzając go z pełną prędkością. Ofiara cudem przeżyła, a 40-letni David S. z Worms musi teraz odpowiadać przed sądem za usiłowanie zabójstwa.

Dramatyczne nagranie z monitoringu

Na nagraniu z miejsca zdarzenia widać, jak Eduard B. przechodzi przez ulicę z torbą sportową. W tym samym momencie z dużą prędkością nadjeżdża Mercedes GLE. Pieszy nie ma szans na reakcję — samochód z impetem uderza w niego, po czym ofiara zostaje odrzucona na nadjeżdżającą z naprzeciwka Toyotę. Według prokuratury manewr był celowy.

Intensywne poszukiwania sprawcy

Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, a policja natychmiast rozpoczęła szeroko zakrojone poszukiwania. David S. został zatrzymany kilka dni później. Mimo zebranych dowodów, mężczyzna do dziś zaprzecza, jakoby prowadził pojazd. Jego obrońca, Olaf Langhanki z Moguncji, stwierdził: — „Mój klient z całą pewnością nie siedział za kierownicą”.

Jak śledczy trafili na trop oskarżonego

Policja powiązała samochód z podejrzanym, ponieważ pojazd był zarejestrowany na żonę ojca Davida S. Dodatkowo Eduard B. zeznał, że rozpoznał oskarżonego w samochodzie tuż przed uderzeniem. Na nagraniu z monitoringu twarz kierowcy nie jest jednak widoczna, co czyni sprawę bardziej skomplikowaną.

Ofiara wciąż zmaga się z konsekwencjami ataku

Eduard B. odniósł w wyniku ataku poważne obrażenia — złamał kości, ale jego życie nie było zagrożone. Do sądu przybył na wózku inwalidzkim. Jak zeznał, przed zdarzeniem otrzymał groźby od Davida S.: — „Powiedział mi przez telefon, że wpakuję się pod ziemię. Widziałem go w aucie. Tego spojrzenia nie zapomnę do końca życia”. Według ofiary w samochodzie miał znajdować się również brat oskarżonego.

Możliwe motywy — narkotyki i konflikty między rodzinami

Śledczy próbują ustalić, co było motywem brutalnego ataku. Jedna z hipotez mówi o nielegalnych interesach narkotykowych. Eduard B. twierdzi, że rodzina Davida S. zmuszała jego synów do handlu narkotykami pod groźbą użycia broni, aby spłacić długi. Odmowa miała doprowadzić do aktu zemsty. Policja nie wyklucza również, że atak mógł być wynikiem długoletniego konfliktu pomiędzy dwoma klanami.

Proces ruszył — możliwy wyrok za próbę morderstwa

Sąd rozpatruje sprawę jako atak z premedytacją. Ze względu na sposób działania — celowe najechanie na pieszego z dużą prędkością — David S. może zostać uznany winnym usiłowania morderstwa z motywów niskich pobudek. Wyrok w sprawie zapadnie po przeprowadzeniu szczegółowego postępowania dowodowego i przesłuchaniu świadków.

źródło: bild.de

Niemcy: Tysiące przestępstw związanych z prawem azylowym – przed sąd trafia zaledwie garstka spraw

0

Dane z Hamburga ujawniają ogromną skalę naruszeń przepisów migracyjnych przy jednocześnie niemal całkowitej bezkarności sprawców

W Hamburgu odnotowuje się tysiące przypadków łamania przepisów dotyczących pobytu i prawa azylowego, jednak tylko nieliczne kończą się procesem sądowym. Z danych, do których dotarł dziennik „Bild”, wynika, że w 2024 roku prokuratura wszczęła blisko 10 000 postępowań dotyczących naruszeń ustawy o pobycie, prawa azylowego oraz ustawy o swobodzie przemieszczania się w UE. Pomimo tej wysokiej liczby, jedynie w 7 przypadkach wniesiono akt oskarżenia.

Tysiące spraw – niemal żadnych konsekwencji

Jak wynika z odpowiedzi hamburskiego Senatu na interpelację CDU, w 2024 roku policja 9523 razy zarejestrowała przypadki złamania przepisów pobytowych i azylowych. Funkcjonariusze sporządzili pełną dokumentację i przekazali sprawy do prokuratury. Spośród 8803 zakończonych postępowań, jedynie 0,08 procenta trafiło do sądu.

Większość spraw – dokładnie 3843 – została umorzona z powodu tzw. znikomej szkodliwości czynu. Oznacza to, że choć doszło do naruszenia prawa, prokuratura uznała wymierzenie kary za nieproporcjonalne lub uznała, że nie leży to w interesie publicznym.

Tymczasem niemieckie przepisy przewidują za takie wykroczenia grzywnę lub karę pozbawienia wolności do roku, a w przypadkach szczególnie poważnych nawet do trzech lat.

Rzadko orzekane kary i masowe umorzenia

Z danych wynika, że nawet kary finansowe nakładane są wyjątkowo rzadko. W 2024 roku tylko w 43 sprawach złożono wnioski o wydanie nakazu karnego.

W 803 przypadkach postępowania musiały zostać umorzone, ponieważ podejrzani zniknęli lub zeszli do podziemia. W 770 sprawach nie udało się zebrać wystarczających dowodów do postawienia zarzutów.

Skala umorzeń w zestawieniu z przepisami przewidującymi realne sankcje karne pokazuje, jak rzadko dochodzi do faktycznego pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności.

2025 rok: jeszcze więcej spraw, jeszcze mniej oskarżeń

Sytuacja w 2025 roku pokazuje pogłębiający się problem. Już w pierwszym półroczu wszczęto 7915 nowych postępowań, czyli niemal tyle, ile w całym poprzednim roku. Do końca czerwca zakończono 5412 spraw, ale zaledwie dwie z nich zakończyły się wniesieniem aktu oskarżenia. To oznacza jeszcze niższy odsetek postępowań trafiających przed sąd – zaledwie 0,04 procenta.

Krytyka polityków i policjantów

Richard Seelmaecker, ekspert ds. wymiaru sprawiedliwości hamburskiej frakcji CDU, nie kryje oburzenia:

„To jest zielone światło dla sprawców i policzek wymierzony policjantom, którzy codziennie na ulicach wykonują swoją pracę, wszczynając nowe postępowania. Przy takich wynikach można odnieść wrażenie, że pracują do kosza na śmieci.”

Jego zdaniem obecna praktyka podważa autorytet państwa prawa i zniechęca funkcjonariuszy do dalszego egzekwowania przepisów migracyjnych.

System pod presją

Wysoki odsetek umorzeń i minimalna liczba aktów oskarżenia pokazują ogromną dysproporcję między liczbą wykrytych przestępstw a liczbą spraw, które trafiają przed sąd. Przy rosnącej liczbie nielegalnych przekroczeń granicy i naruszeń prawa pobytowego system wymiaru sprawiedliwości stoi przed poważnym wyzwaniem.

Hamburg stał się przykładem tego, jak rozbieżność między przepisami a praktyką może prowadzić do de facto bezkarności dużej grupy sprawców.

źródło: bild.de