Niemcy na granicy kryzysu transportowego. Brakuje już 120 tysięcy kierowców ciężarówek

1

Coraz poważniejszy problem niemieckiej logistyki

Niemiecka branża logistyczna alarmuje: niedobór kierowców ciężarówek osiąga poziom zagrażający stabilności dostaw. Według danych Bundesverband Güterkraftverkehr, Logistik und Entsorgung (BGL) w Niemczech brakuje obecnie około 120 tysięcy kierowców Lkw, a skala problemu nadal rośnie. Przedstawiciele branży ostrzegają, że bez szybkich działań politycznych sytuacja może doprowadzić do poważnych zakłóceń w zaopatrzeniu kraju.

Dziesiątki tysięcy odchodzących, zbyt mało następców

Jak poinformował rzecznik zarządu BGL Dirk Engelhardt, każdego roku 30–35 tysięcy kierowców przechodzi na emeryturę, podczas gdy na rynek pracy trafia jedynie 15–20 tysięcy nowych pracowników. Oznacza to, że luka kadrowa systematycznie się pogłębia i w dającej się przewidzieć przyszłości nie ma szans na jej samoistne zamknięcie.

Brak wykwalifikowanych kierowców zaczyna już mieć wymierne skutki dla firm transportowych, które coraz częściej zmuszone są wycofywać pojazdy z eksploatacji lub anulować zamówienia. W wielu przypadkach przedsiębiorstwa rezygnują także z udziału w przetargach, ponieważ rosnące koszty pracy przy niedoborze personelu uniemożliwiają osiągnięcie opłacalności.

Puste półki to nie tylko spory cenowe

Zdaniem BGL coraz częściej widoczne w sklepach braki towarów na półkach nie wynikają wyłącznie z konfliktów cenowych pomiędzy sieciami handlowymi a producentami. Kluczowym czynnikiem jest właśnie deficyt kierowców. W Niemczech około 80 procent wszystkich towarów i dóbr transportowanych jest drogami, co sprawia, że każde zachwianie w logistyce ma bezpośredni wpływ na codzienne funkcjonowanie rynku.

Engelhardt przypomniał, że konsekwencje zaburzeń w łańcuchach dostaw były już widoczne podczas pandemii koronawirusa, gdy konsumenci doświadczyli masowych braków podstawowych produktów – symbolem tamtego okresu stał się deficyt papieru toaletowego.

Autonomiczne ciężarówki nie rozwiążą problemu

Branża logistyczna nie spodziewa się, by rozwiązaniem kryzysu miało stać się autonomiczne prowadzenie ciężarówek. Choć technologia oparta na sensorach, kamerach i sztucznej inteligencji dynamicznie się rozwija, kierowcy pozostają – zdaniem BGL – niezastąpieni.

Kierowca ciężarówki pełni bowiem nie tylko funkcję osoby prowadzącej pojazd, lecz także opiekuna i strażnika przewożonego ładunku. Odpowiada za jego zabezpieczenie, zgodne z prawem przekazanie odbiorcy oraz reagowanie na nieprzewidziane sytuacje, których żaden system techniczny nie jest w stanie w pełni przewidzieć.

Dodatkowe ryzyko: geopolityka i wojna

Związek ostrzega również przed możliwymi skutkami potencjalnego rosyjskiego ataku na jedno z państw Europy Wschodniej. W takim scenariuszu dziesiątki tysięcy kierowców z zagranicy musiałyby wrócić do swoich krajów pochodzenia, co jeszcze bardziej pogłębiłoby kryzys kadrowy w Niemczech.

Już teraz sytuacja jest napięta: niemal co drugi samochód ciężarowy na niemieckich autostradach ma zagraniczne tablice rejestracyjne, a także w pojazdach zarejestrowanych w Niemczech coraz częściej za kierownicą siedzą cudzoziemcy. Według Engelhardta w niedalekiej przyszłości co trzeci kierowca w ciężarówce z niemiecką rejestracją będzie posiadał zagraniczny paszport.

Apel do polityków: bez ich decyzji kryzys się pogłębi

Bundesverband Güterkraftverkehr, Logistik und Entsorgung podkreśla, że rozwiązanie problemu leży w dużej mierze po stronie polityki. Związek postuluje ułatwienia w wydawaniu wiz dla kierowców z państw trzecich oraz stworzenie możliwości zdobywania prawa jazdy i kwalifikacji zawodowych zgodnie z niemieckimi lub europejskimi standardami także poza Unią Europejską.

Bez zdecydowanych działań – ostrzegają przedstawiciele branży – niedobór kierowców ciężarówek stanie się jednym z kluczowych zagrożeń dla stabilności niemieckiej gospodarki i bezpieczeństwa dostaw w nadchodzących latach.

źródło: n-tv.de

Zaskakujące dane o przestępczości w Niemczech: Japończycy prawie bez przestępstw, rekordzistami Afgańczycy i Syryjczycy

2

Najnowsze dane niemieckiej policji ujawniają zaskakujące różnice w liczbie przestępstw popełnianych przez różne grupy mieszkańców Niemiec. Według policyjnej statystyki kryminalnej (PKS) za 2024 rok, wskaźnik liczby osób podejrzanych o przestępstwa – tzw. Tatverdächtigenbelastungszahl (TVBZ) – wynosi dla obywateli Niemiec 1 878 na 100 000 mieszkańców w wieku powyżej 8 lat, nie uwzględniając przestępstw związanych z prawem imigracyjnym, takich jak nielegalny wjazd czy pobyt.

Wysokie wskaźniki wśród niektórych grup migrantów

Statystyki wskazują, że wyraźnie wyższe wskaźniki obserwuje się wśród niektórych grup cudzoziemców mieszkających w Niemczech. Dla osób pochodzących z Afganistanu TVBZ wynosi aż 8 753, a w przypadku Syryjczyków 8 236. Warto zaznaczyć, że liczby te obejmują wszystkie kategorie przestępstw poza naruszeniami prawa imigracyjnego.

Niska przestępczość wśród Azjatów

Z kolei migranci z Azji wykazują znacznie mniejszą skłonność do popełniania przestępstw. Wskaźniki liczby osób podejrzanych na 100 000 mieszkańców kształtują się następująco:

  • Indonezyjczycy – 719
  • Malezyjczycy – 712
  • Tajwańczycy – 684
  • Koreańczycy – 583
  • Japończycy – jedynie 377

Te dane jednoznacznie pokazują, że niektóre grupy migrantów popełniają przestępstwa w Niemczech znacznie rzadziej niż zarówno Niemcy, jak i migranci z Bliskiego Wschodu.

Wyjaśnienie różnic według ekspertów

Stefan Luft, badacz migracji z Bremy, tłumaczy w rozmowie z „BILD”, że różnice w przestępczości często odzwierciedlają warunki społeczne i kulturowe w krajach pochodzenia. „Jeżeli przemoc jest powszechna w codziennym życiu w kraju pochodzenia – jak w Afganistanie czy Syrii – to obserwujemy to również w statystykach niemieckich”, mówi Luft.

Dodatkowo, tradycje kulturowe i społeczne, takie jak legitymizacja przemocy w ramach norm męskości czy silna kultura honoru, wpływają na wzrost skłonności do przestępstw, co widoczne jest m.in. wśród niektórych migrantów tureckich.

Z drugiej strony, migranci z krajów azjatyckich, gdzie odchylenia od norm społecznych są surowo sankcjonowane, wykazują wyraźną prawość wobec prawa oraz wysiłki w zakresie integracji w niemieckim społeczeństwie. Luft podkreśla, że takie społeczności charakteryzują się dużą dyscypliną prawną, co przekłada się na niskie wskaźniki przestępczości.

Podsumowanie

Najnowsza niemiecka statystyka kryminalna pokazuje istotne różnice w zachowaniach przestępczych różnych grup mieszkańców Niemiec. Podczas gdy niektóre grupy migrantów z Bliskiego Wschodu wykazują wysokie wskaźniki TVBZ, migranci z Azji, zwłaszcza Japończycy, są znacznie mniej skłonni do popełniania przestępstw. Dane te potwierdzają znaczenie czynników kulturowych i społecznych w kształtowaniu zachowań przestępczych oraz wskazują na istotne wyzwania związane z integracją różnych grup w Niemczech.

źródło: bild.de

AfD przed sądem. Kontrowersyjne plakaty wyborcze z Frankfurtu nad Odrą trafią na wokandę

1

Polityk AfD oskarżony o użycie symboliki nazistowskiej

Poseł do landtagu Brandenburgii oraz przewodniczący struktur partii we Frankfurcie nad Odrą, Wilko Möller (AfD), stanie przed sądem. Jak wynika z komunikatu prasowego miejscowego sądu okręgowego, proces ma rozpocząć się pod koniec stycznia 2026 roku. Polityk jest oskarżony o użycie symboli organizacji uznanych za niekonstytucyjne, co w Niemczech stanowi przestępstwo.

Sprawa dotyczy kampanii wyborczej do parlamentu Brandenburgii w 2024 roku. Prokuratura we Frankfurcie nad Odrą zarzuca Möllerowi, że publicznie posłużył się zakazaną symboliką, nawiązującą do nazistowskiego salutowania. Akt oskarżenia został wniesiony już w sierpniu 2024 roku.

Plakat wyborczy i podejrzenie nawiązania do hitlerowskiego salutowania

Według ustaleń prokuratury, w czerwcu 2024 roku Wilko Möller zlecił przygotowanie plakatu wyborczego, który miał promować politykę prorodzinną. Zgodnie z zarzutami, polityk określił szczegółowe wytyczne dotyczące projektu: na grafice mieli znaleźć się blond rodzice, którzy w widoczny sposób chronią swoje dzieci.

Za realizację projektu odpowiadał grafik reklamowy, który również został objęty aktem oskarżenia. Projektant sięgnął po bezpłatne zdjęcie z banku zdjęć, przedstawiające jasnowłosą kobietę i mężczyznę, którzy unoszą ręce pod kątem około 45 stopni, tworząc nad trójką dzieci symboliczny „dach”.

Kluczowy element sprawy pojawił się na etapie obróbki zdjęcia. Grafik – jak wskazuje prokuratura – odwrócił obraz w lustrzanym odbiciu, w wyniku czego powstało wrażenie, że mężczyzna na plakacie unosi prawą rękę w sposób przypominający hitlerowski salut.

Świadomość symboliki i zgoda polityka

Z aktu oskarżenia wynika, że grafik rozpoznał wizualne podobieństwo do zakazanego gestu oraz był świadomy jego historycznego znaczenia i prawnego zakazu. Mimo to projekt został przedstawiony Wilko Möllerowi.

Prokuratura twierdzi, że polityk również zdawał sobie sprawę z konotacji historycznych oraz obowiązującego w Niemczech zakazu używania tego typu symboliki, a mimo to zaakceptował projekt.

Plakaty zostały następnie wydrukowane w 50 egzemplarzach i – na polecenie Möllera – rozwieszone w przestrzeni publicznej na terenie całego Frankfurtu nad Odrą.

Zawiadomienie o przestępstwie i reakcja oskarżonego

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożyła w lipcu 2024 roku Anja Kreisel, lokalna polityczka partii Lewica. Sprawa szybko trafiła do prokuratury.

Sam Wilko Möller konsekwentnie odrzuca zarzuty. W rozmowie z rbb w 2024 roku twierdził, że nie widzi w plakacie żadnego nawiązania do hitlerowskiego salutowania. Podkreślał, że grafika została wykonana przez zewnętrzną agencję i legalnie zakupiona. Jego zdaniem, aby dopatrzyć się tam zakazanego gestu, „trzeba uruchomić wyobraźnię”.

Polityk utrzymywał również, że nie wiedział, dlaczego zdjęcie zostało użyte w wersji lustrzanej.

Wniosek o immunitet i możliwe dalsze kroki prawne

W poniedziałek Wilko Möller poinformował rbb, że zamierza wystąpić do głównej komisji landtagu Brandenburgii o przyznanie mu immunitetu. Jeżeli komisja odrzuci jego wniosek, polityk zapowiedział możliwość złożenia środków prawnych.

Postępowanie sądowe może więc jeszcze ulec przedłużeniu, jednak – zgodnie z obecnym harmonogramem – proces ma ruszyć na początku 2026 roku.

Kim jest Wilko Möller

Wilko Möller zasiada w landtagu Brandenburgii od 2019 roku. Z wykształcenia jest funkcjonariuszem niemieckiej policji federalnej. W ostatnich latach pełnił także funkcję przewodniczącego AfD we Frankfurcie nad Odrą.

W ostatnich wyborach samorządowych ubiegał się o urząd nadburmistrza Frankfurtu nad Odrą, jednak w drugiej turze przegrał z bezpartyjnym kandydatem Axelem Strasserem.

Sprawa kontrowersyjnych plakatów wyborczych może mieć poważne konsekwencje zarówno prawne, jak i polityczne – nie tylko dla samego Möllera, lecz także dla wizerunku AfD w Brandenburgii.

źródło: rbb24.de

Ponad 7000 fałszywych wiz w Polsce – Niemcy mogły stać się celem tysięcy migrantów

1

Kriminalne sieci fałszujące wizy w Polsce

W północnej Polsce ujawniono kryminalne sieci oszustów, którzy wyłudzili wizy dla ponad 7000 migrantów. Sprawa ma znaczące konsekwencje dla Niemiec, ponieważ większość osób po uzyskaniu wiz przemieszczała się do tego kraju w celu ubiegania się o azyl. Informacje te podała polska Straż Graniczna.

Według śledczych, fałszywe wizy były wykorzystywane wyłącznie jako „bilet wstępu” do Unii Europejskiej, a docelowo – do Niemiec. Oszuści tworzyli fikcyjne wnioski o zatrudnienie w Polsce, które następnie służyły do legalizacji wjazdu migrantów.

Skala oszustwa i zagrożenia prawnego

W sumie 11 członkom grupy, która działała w latach 2019–2022 i organizowała nielegalne przekroczenia granicy, grozi kara do ośmiu lat więzienia. Jak podaje Straż Graniczna na Facebooku, śledztwo prowadzone jest przez jednostki graniczne na zlecenie Prokuratury w Bydgoszczy.

Z wcześniejszych danych dziennika „BILD” wynika, że w okresie od stycznia do października bieżącego roku niemieckie służby graniczne odnotowały aż 5569 osób podejrzanych o przyjazd do Niemiec z wykorzystaniem fałszywych wiz.

Mechanizm oszustwa: fikcyjne firmy i fałszywe wnioski

Według śledczych, oszuści zakładali i następnie składali w urzędach wnioski o pozwolenie na zatrudnienie cudzoziemców. Do wniosków dołączali fikcyjne adresy hoteli, gospodarstw rolnych i restauracji rzekomo zainteresowanych przyjęciem pracowników zagranicznych.

– „Przedstawiali nawet szczegółowe informacje dotyczące miejsc pracy i wynagrodzeń godzinowych” – podkreśla Straż Graniczna.

Wnioski te były następnie składane w urzędach pracy i innych instytucjach państwowych w celu „legalizacji” zatrudnienia cudzoziemców. W rzeczywistości dane użytych przedsiębiorstw były całkowicie fikcyjne, a właściciele prawdziwych firm nie mieli o tym żadnej wiedzy ani związku z procederem.

Ponad 12 tysięcy fałszywych dokumentów i 7000 wiz

Łącznie polskie urzędy otrzymały 12 445 wniosków i oświadczeń zawierających fałszywe dane. Na ich podstawie wydano 7069 wiz umożliwiających wjazd do Polski, a następnie do Unii Europejskiej.

– „Tysiące cudzoziemców otrzymało wizę w sposób nielegalny i wjechało do Polski, a stamtąd do UE” – poinformowała przedstawicielka Prokuratury w Bydgoszczy w serwisie tvp-info.pl.

Wpływ na Niemcy i reakcje służb

Ujawnienie tej afery w Polsce ma bezpośredni wpływ na Niemcy, ponieważ to właśnie tam większość osób ubiega się o azyl po przekroczeniu granicy z użyciem fałszywych wiz. Federalne służby graniczne w Niemczech odnotowują zwiększoną liczbę przypadków przyjazdów z wizami pochodzącymi z fałszywych wniosków.

Polskie śledztwo ma na celu nie tylko ukaranie sprawców, ale także zabezpieczenie systemu wizowego i ograniczenie ryzyka dalszych oszustw, które mogą generować problemy migracyjne w całej UE.

Wnioski i konsekwencje prawne

Prokuratura w Bydgoszczy prowadzi dochodzenie wobec członków sieci, którzy mogli narazić tysiące osób na udział w nielegalnym procederze. Grożą im surowe kary, a sprawa może stanowić precedens w walce z oszustwami wizowymi w regionie Europy Środkowej.

Eksperci ostrzegają, że podobne przypadki mogą powtarzać się w innych krajach UE, jeśli systemy wizowe i mechanizmy kontroli nie zostaną wzmocnione.

źródło: bild.de

Niemcy: Burza po pasterce w ARD. Nietypowe przedstawienie Jezusa w telewizji publicznej

1

Nie figurka w żłobie, lecz żywy człowiek

W Niemczech wybuchła ostra dyskusja po emisji pasterki w Wigilię Bożego Narodzenia, transmitowanej na żywo przez publicznego nadawcę ARD. W katolickim kościele St. Maria w Stuttgart (Badenia-Wirtembergia) zaprezentowano nietypową i dla wielu wiernych wstrząsającą interpretację narodzin Jezusa.

Zamiast tradycyjnej drewnianej figurki w żłobie widzowie zobaczyli dorosłego mężczyznę, całkowicie oblepionego mokrym papierem ryżowym, tworzącym śluzowatą powłokę. Aktor, symbolizujący nowo narodzonego Jezusa, wił się na stercie słomy, przypominając – jak opisują krytycy – świeżo narodzone zwierzę. Powietrze pobierał wyłącznie przez słomkę, co dodatkowo potęgowało wrażenie duszności i dyskomfortu.

Fala oburzenia wśród widzów i wiernych

Reakcje w mediach społecznościowych były natychmiastowe i skrajnie emocjonalne. Wielu widzów porównywało postać do „oddychającego kosmity”, inni określali przedstawienie jako „chore”, „odrażające” i „aberracyjne”. Szczególne oburzenie budził fakt, że taka forma artystycznej ekspresji została zaprezentowana w kościele, w dzień Bożego Narodzenia i dodatkowo w ogólnokrajowej transmisji telewizyjnej.

Dla licznych chrześcijan była to granica, która – ich zdaniem – została rażąco przekroczona. Pojawiły się pytania, czy hasło „sztuka ma prawo prowokować” powinno obowiązywać również w liturgii i w najważniejsze święto chrześcijańskie.

Ostra krytyka ze strony polityków CDU

Jednym z najostrzejszych krytyków wydarzenia był dr Klaus Nopper, radny miejski w Stuttgarcie oraz kandydat CDU w wyborach do landtagu. W swojej wypowiedzi nie krył oburzenia:

„To jest obrzydliwe. W tym przypadku historia Bożego Narodzenia została zinstrumentalizowana w duchu ideologii wokeness.”

Zdaniem Noppera takie działania podważają sens istnienia publicznego nadawcy. Jak stwierdził, granice są przesuwane coraz dalej, tradycyjne wartości odrzucane, a tego rodzaju przekaz prowadzi do erozji spójności społecznej.

Podobne stanowisko zajął Maximilian Mörseburg, były poseł do Bundestagu z ramienia CDU. Jego zdaniem przedstawiciele obu największych Kościołów w Niemczech coraz częściej:

„ośmieszają własną religię i pozbawiają ją godności”.

Polityk zwrócił uwagę, że dla wielu ludzi Boże Narodzenie jest jedynym momentem kontaktu z Kościołem w ciągu roku, a tego typu instalacje mogą jedynie pogłębiać proces odchodzenia wiernych.

Obrona koncepcji przez duchownego i artystkę

Ksiądz Thomas Steiger, który celebrował pasterkę, odniósł się do krytyki w rozmowie ze „Stuttgarter Zeitung”. Podkreślił, że intencją twórców nie była prowokacja dla samej prowokacji, lecz zwrócenie uwagi na istotę ludzkiej kruchości.

„Nie chcemy prowokować, ale też nie chcemy odwracać wzroku” – powiedział duchowny.

Podczas nabożeństwa zaznaczył, że zaprezentowana scena miała ukazywać realnego człowieka: nagiego, bezbronnego i wystawionego na cierpienie. Z kolei autorka instalacji, artystka Milena Lorek, wyjaśniła, że jej dzieło symbolizuje moment niepewności między bezpieczeństwem a zagrożeniem, który towarzyszy każdemu narodzeniu.

Odpowiedzialność ARD i milczenie diecezji

Po fali krytyki pojawiły się pytania o odpowiedzialność nadawcy publicznego. Rzecznik SWR, regionalnej rozgłośni należącej do ARD, podkreślił, że stacja nie ponosi odpowiedzialności za treść liturgii, ponieważ za jej kształt odpowiadała strona kościelna.

Diecezja Rottenburg-Stuttgart, na terenie której znajduje się kościół St. Maria, nie była dostępna do udzielenia komentarza w sprawie kontrowersyjnej inscenizacji.

źródło: Bild.de

Niemcy przeżywają szturm przed Sylwestrem. Holendrzy masowo wykupują fajerwerki przy granicy

0

Kleve pod oblężeniem klientów z Holandii

W wielu regionach przygranicznych Niemiec dochodzi do masowych zakupów fajerwerków przez obywateli Holandii. Jednym z takich miejsc jest Kleve, miasto położone tuż przy granicy, gdzie w ostatnich dniach przed Sylwestrem holenderscy klienci tłumnie ruszają do niemieckich punktów sprzedaży, aby zaopatrzyć się w mocne wyroby pirotechniczne. Powód jest prosty: w Holandii sprzedaż takich produktów jest już zakazana, a w Niemczech pozostaje legalna, tańsza i znacznie bardziej różnorodna.

Tłok, pośpiech i walka o towar

W punktach sprzedaży w Kleve panuje ogromny ruch. Gdy pracownicy donoszą kolejne partie fajerwerków, słychać nawoływania o zrobienie miejsca, a dziesiątki rąk natychmiast sięgają po rakiety, petardy i inne głośne ładunki. Zdecydowaną większość klientów stanowią Holendrzy, którzy doskonale wiedzą, że po niemieckiej stronie granicy wybór jest większy, a ceny bardziej atrakcyjne.

Część niemieckich sprzedawców prowadzi wręcz ukierunkowaną reklamę na klientów z Holandii. Jeden z kupujących pokazuje ulotkę promocyjną niemieckiego supermarketu, która – jak relacjonuje – została dostarczona bezpośrednio do jego skrzynki pocztowej w Holandii. Inni dowiedzieli się o sprzedaży dzięki reklamom w mediach społecznościowych, zwłaszcza na Instagramie.

Supermarkety przygotowane na rekordowy napływ klientów

Długie dojazdy, nocne kolejki, niskie temperatury – dla wielu Holendrów nie stanowi to żadnej przeszkody. Jak podkreślają, chcą jeszcze raz „naprawdę hucznie” pożegnać stary rok. Powodem jest zakaz używania fajerwerków na terenie Holandii.

Holenderskie władze wskazują, że w czasie Sylwestra wielokrotnie dochodziło do ataków na służby ratunkowe, a także do podpaleń samochodów i budynków. Zakaz ma ograniczyć skalę tych zdarzeń.

Z tego powodu niemieckie sklepy w regionach przygranicznych spodziewały się zwiększonego zainteresowania. Jak przyznaje Nicole Janssen, zastępczyni kierownika jednego z supermarketów w Kleve, było jasne, że w tym roku klientów z Holandii będzie więcej niż zwykle. W efekcie sklep zamówił większe ilości fajerwerków, a do obsługi sprzedaży zaangażowano dodatkowy personel.

Zakupy pod czujnym okiem

Natłok klientów sprawia, że atmosfera bywa nerwowa. Jedna z kobiet opowiada, że w pierwszych latach sprzedaży jej mąż wielokrotnie kłócił się z innymi klientami, ponieważ towar znikał z wózków zakupowych, gdy tylko ktoś na chwilę odwrócił wzrok. Tym razem postanowiła pilnować zakupów osobiście, stojąc przy wózku, podczas gdy mąż ustawia się w kolejce po kolejne petardy.

„To były ostatnie” – wyścig z czasem

Z tłumu wyłania się uśmiechnięta klientka, trzymająca pod pachą dużą paczkę rakiet. Jak mówi, były to ostatnie dostępne sztuki, które udało jej się zdobyć. Świadoma spodziewanego szturmu, przyjechała bardzo wcześnie i czekała na otwarcie sklepu na mrozie. Dzięki temu, jak podkreśla, udało jej się kupić to, na czym najbardziej jej zależało.

Dla wielu Holendrów oznacza to, że Sylwester – przynajmniej w tym roku – będzie jeszcze głośny i kolorowy.

Zakaz w Holandii wciąż niepewny

Nie ma jednak pewności, czy nadchodzący Sylwester faktycznie będzie ostatnim z prywatnymi fajerwerkami w Holandii. Plany rządu budzą silny sprzeciw części społeczeństwa. Młodzi chłopcy, którzy przyszli na zakupy razem z ojcem, mówią wprost, że odpalanie fajerwerków sprawia im radość i jest ważnym elementem świętowania.

Co więcej, przed wprowadzeniem ewentualnego zakazu holenderski parlament musi rozstrzygnąć szereg kluczowych kwestii. Chodzi między innymi o to, jak taki zakaz miałby być skutecznie kontrolowany oraz kto i w jaki sposób zrekompensuje straty branży pirotechnicznej.

W związku z tym decyzje nie zostały jeszcze ostatecznie przesądzone, a dyskusja wokół przyszłości prywatnych fajerwerków w Holandii wciąż trwa. Jedno jest jednak pewne: niemieckie miasta przy granicy już teraz odczuwają skutki tych planów bardzo wyraźnie.

źródło: tagesschau.de

Ktoś podpalił autobusy ratujące bezdomnych w Berlinie. Pomoc zimą poważnie zagrożona

0

Podpalenie w czasie mrozów. Dwa z trzech „kältebusów” zniszczone

W Berlinie doszło do zdarzenia, które w środku zimy może mieć dramatyczne konsekwencje dla osób w kryzysie bezdomności. W nocy z soboty na niedzielę nieznany sprawca podpalił dwa z trzech autobusów zimowych („Kältebusse”) należących do Berliner Stadtmission – organizacji, która każdej nocy ratuje ludzi przed wychłodzeniem i śmiercią na ulicy.

Do zdarzenia doszło przy silnych mrozach, gdy temperatury spadały poniżej zera, a pomoc mobilna ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa osób śpiących na zewnątrz.

Świadek zauważył podejrzaną osobę przy pojazdach

Autobusy zostały zaparkowane po zakończeniu nocnej zmiany około godziny 2:00 nad ranem przy Sydlitzstraße w berlińskiej dzielnicy Moabit. Około godzinę później świadek zauważył w pobliżu pojazdów podejrzaną osobę.

Krótko potem jeden z autobusów – VW Crafter o wartości około 60 tysięcy euro – stanął w płomieniach. Ogień szybko rozprzestrzenił się również na drugi pojazd zaparkowany obok.

Straż pożarna interweniowała, ale pojazdów nie udało się uratować

Świadek natychmiast zaalarmował straż pożarną. Służby szybko dotarły na miejsce i ugasiły pożar, jednak skala zniszczeń była zbyt duża. VW Crafter spłonął całkowicie, a drugi autobus został tak poważnie uszkodzony, że tymczasowo nie nadaje się do użytku.

Zniszczony Crafter był specjalnie przystosowany do transportu osób potrzebujących pomocy i został przekazany Berliner Stadtmission zaledwie trzy lata temu przez fundację Deutsche Bahn Stiftung.

Bez autobusów nie da się ratować ludzi przed wychłodzeniem

W wyniku podpalenia organizacja straciła możliwość przewożenia bezdomnych do bezpiecznych noclegowni. To szczególnie niebezpieczne w czasie trwających mrozów.

„Przy obecnych temperaturach to sytuacja dramatyczna i potencjalnie śmiertelna dla wielu osób, które noc spędzają na ulicy” – podkreślił dyrektor Berliner Stadtmission Christian Ceconi.

Wolontariusze wstrząśnięci: „Nie rozumiem, kto mógł to zrobić”

Zdarzenie wstrząsnęło także wolontariuszami. Gerhard Gross, kierowca kältebusu i od dwóch lat wolontariusz Berliner Stadtmission, nie kryje oburzenia.

„Nie potrafię zrozumieć, jak ktoś mógł dopuścić się czegoś takiego – właśnie teraz, gdy te autobusy są najbardziej potrzebne” – powiedział Gross, który zawodowo prowadzi kino w Hackesche Höfe w Berlinie-Mitte.

Szybka pomoc zastępcza, ale straty są ogromne

Na szczęście organizacja GEBEWO – publiczny operator pomocy społecznej – udostępniła tymczasowo autobus zastępczy wyposażony w rampę dla wózków inwalidzkich. Dzięki temu od niedzielnego wieczoru od godziny 20:00 ponownie w trasę mogły wyjechać dwa pojazdy.

Mimo to Berliner Stadtmission pilnie potrzebuje wsparcia finansowego na zakup nowego autobusu oraz naprawę uszkodzonego pojazdu.

Czym są „kältebusy” i dlaczego są tak ważne

Autobusy zimowe Berliner Stadtmission kursują każdego roku od 1 listopada do 31 marca. Codziennie, w godzinach od 20:00 do 2:00 w nocy, wolontariusze patrolują miasto, docierając do osób bezdomnych, rozdając gorącą herbatę, śpiwory i – w razie potrzeby – przewożąc je do noclegowni.

Skala pomocy jest ogromna. W minionym sezonie zimowym:

  • 2100 osób zostało przewiezionych do bezpiecznych schronień,
  • wolontariusze pokonali łącznie 37 tysięcy kilometrów.

Śledztwo w sprawie podpalenia

Sprawą zajmuje się obecnie Krajowy Urząd Kryminalny (LKA), który prowadzi dochodzenie pod kątem celowego podpalenia. Sprawca lub sprawcy pozostają na razie nieznani.

Podpalenie autobusów niosących pomoc w czasie mrozów jest postrzegane nie tylko jako przestępstwo przeciwko mieniu, lecz także jako realne zagrożenie dla życia najbardziej bezbronnych mieszkańców Berlina.

źródło: bild.de

Niemcy: Drożyzna w sklepach spożywczych mocno uderza w konsumentów. Coraz więcej osób musi się ograniczać

2

Badanie Verbraucherzentrale: niemal połowa ankietowanych oszczędza na jedzeniu

Rosnące ceny żywności stają się w Niemczech coraz większym obciążeniem dla gospodarstw domowych. Z najnowszego badania przeprowadzonego przez instytut Forsa na zlecenie Federalnej Federacji Centrów Ochrony Konsumentów (Verbraucherzentrale Bundesverband) wynika, że 45 procent respondentów deklaruje konieczność ograniczania zakupów spożywczych z powodu wysokich cen. To wyraźny wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy podobne trudności zgłaszało 39 procent ankietowanych.

Nastroje konsumenckie wyraźnie pogorszone

Wyniki badania pokazują również rosnący pesymizm wśród niemieckich konsumentów. Ponad połowa ankietowanych – dokładnie 52 procent – ocenia swoją sytuację finansową i konsumencką na nadchodzący rok raczej negatywnie. Optymistyczne nastawienie deklaruje 47 procent badanych.

Sondaż został przeprowadzony w dniach 12–14 listopada na reprezentatywnej próbie 1 002 osób powyżej 18. roku życia. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące swojej sytuacji finansowej, codziennych wydatków oraz wpływu inflacji na budżety domowe.

Zdrowa dieta coraz częściej zależna od zasobności portfela

Prezeska Verbraucherzentrale Bundesverband, Ramona Pop, zwraca uwagę na coraz poważniejsze konsekwencje społeczne rosnących cen żywności. W rozmowie z agencją dpa podkreśliła, że zdrowe odżywianie staje się w Niemczech coraz częściej kwestią pieniędzy, a nie świadomego wyboru.

Szczególnie dotkliwie wzrost cen odczuwają osoby o niskich dochodach, dla których podstawowe produkty spożywcze stanowią znaczną część miesięcznych wydatków. Jak zaznaczyła Pop, od 2020 roku ceny żywności w Niemczech wzrosły łącznie o ponad 35 procent, co w praktyce oznacza realny spadek siły nabywczej wielu gospodarstw domowych.

Krytyka planowanej obniżki VAT w gastronomii

Szefowa organizacji konsumenckiej sceptycznie odniosła się także do planowanej obniżki podatku VAT na posiłki serwowane w gastronomii, która ma wejść w życie 1 stycznia 2026 roku. Jej zdaniem zmiana ta nie przełoży się na realną poprawę sytuacji finansowej konsumentów.

Ramona Pop podkreśla, że korzyści z niższego podatku odczują przede wszystkim duże sieci gastronomiczne i fast-foodowe, natomiast przeciętni konsumenci nie zobaczą znaczącego spadku cen ani zwiększenia dostępności zdrowej żywności.

Rosnąca presja na politykę społeczną

Dane przedstawione w badaniu Verbraucherzentrale potwierdzają, że problem drożejącej żywności w Niemczech przestaje być zjawiskiem marginalnym. Coraz większa część społeczeństwa musi dokonywać trudnych wyborów przy codziennych zakupach, rezygnując z jakości, różnorodności lub ilości nabywanych produktów.

Eksperci ostrzegają, że bez skutecznych działań osłonowych i długofalowej polityki cenowej presja finansowa na konsumentów może w kolejnych latach jeszcze się nasilić.

źródło: zeit.de

Coraz więcej Polaków deklaruje niechęć wobec Niemców

1

Relacje polsko-niemieckie pod presją polityki i sporów na granicy

Stosunki między Niemcami a Polską w ostatnim czasie wyraźnie się pogorszyły. Spory polityczne, kontrole graniczne oraz napięta debata publiczna po obu stronach Odry pozostawiają ślad nie tylko w relacjach dyplomatycznych, lecz także w nastrojach społecznych. Potwierdzają to wyniki najnowszego Barometru Polsko-Niemieckiego – cyklicznego badania opinii publicznej, które analizuje wzajemne postrzeganie obu narodów.

Z opublikowanych danych wynika, że znacząco wzrosła liczba Polaków deklarujących niechęć wobec Niemców, co rodzi pytania o to, jak te zmiany przekładają się na codzienne życie Niemców mieszkających w Polsce.

Życie w Polsce oczami Niemca: doświadczenia bez uprzedzeń

Dennis Czekalla po raz pierwszy przyjechał do Polski kilka lat temu. Choć posiada rodzinne korzenie na Śląsku, przez długi czas nie miał bliższego związku z dzisiejszą Polską. Jak sam przyznaje, początkowo czuł się jednoznacznie Niemcem. Z biegiem lat to poczucie zaczęło się jednak zmieniać.

Od około siedmiu lat – z przerwami – mieszka w Polsce. Studiował, nauczył się języka polskiego i założył własną firmę. Obecnie mieszka w Krakowie. Jak podkreśla, nigdy nie doświadczył niechęci z powodu swojej narodowości.

Polacy są zazwyczaj bardzo pozytywnie nastawieni, kiedy dowiadują się, że Niemiec mieszka w Polsce. A jeśli jeszcze potrafi powiedzieć kilka słów po polsku, reakcje są wręcz entuzjastyczne – mówi. – Nigdy nie spotkałem się z otwartą wrogością czy negatywnymi komentarzami pod moim adresem.

Barometr Polsko-Niemiecki: wyraźna zmiana nastrojów

Indywidualne doświadczenia nie zawsze jednak odzwierciedlają ogólny obraz społeczny. Najnowsza edycja Barometru Polsko-Niemieckiego pokazuje wyraźną zmianę nastawienia wśród polskiego społeczeństwa. Jedna czwarta ankietowanych Polaków deklaruje obecnie niechęć wobec Niemców, co oznacza wzrost o 10 punktów procentowych w porównaniu z poprzednim badaniem z 2022 roku.

Jednocześnie znacząco spadł odsetek osób deklarujących sympatię wobec Niemców – z około połowy respondentów do nieco ponad jednej trzeciej.

Antyniemiecka retoryka i historyczne skojarzenia

Zdaniem Agnieszki Łady-Konefał z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt, współautorki badania, przyczyn tego trendu jest kilka. Jedną z nich jest utrzymująca się od lat antyniemiecka narracja części polskich ugrupowań politycznych, szczególnie tych o charakterze prawicowym.

Jak podkreśla badaczka, w przestrzeni publicznej regularnie pojawiają się oskarżenia pod adresem Niemiec o prowadzenie polityki niekorzystnej dla Polski. Często towarzyszą im odwołania do II wojny światowej, które wzmacniają emocjonalny przekaz i sprzyjają przyzwoleniu na publiczną krytykę Niemiec.

Codzienność bez wrogości: relacje międzyludzkie wciąż stabilne

Jednocześnie Łada-Konefał zaznacza, że wzrost deklarowanej niechęci nie oznacza powszechnej wrogości wobec Niemców w życiu codziennym. Wyniki badania pokazują, że większość Polaków nie ma problemu z Niemcami jako sąsiadami, współpracownikami czy partnerami zawodowymi.

Istotne znaczenie mają tu osobiste kontakty. Wielu Polaków miało już bezpośredni kontakt z Niemcami, co – jak wskazuje ekspertka – osłabia stereotypowe postrzeganie Niemców wyłącznie przez pryzmat historii i wojennej przeszłości.

Internet jako przestrzeń napięć i hejtu

Znacznie gorzej sytuacja wygląda w przestrzeni internetowej. Na narastający problem mowy nienawiści zwraca uwagę Joanna Hassa ze Związku Niemieckich Towarzystw Społeczno-Kulturalnych w Polsce. Jak relacjonuje, w sieci regularnie pojawiają się obraźliwe komentarze pod adresem osób identyfikujących się jako Niemcy lub należących do mniejszości niemieckiej.

Są to często wezwania do opuszczenia kraju, podważanie prawa do życia w Polsce, a nawet groźby i brutalne obelgi, których treść trudno przytoczyć bez parafrazowania. Skala zjawiska pozostaje trudna do oszacowania, ponieważ brakuje oficjalnych statystyk, jednak doświadczenia osób zaangażowanych społecznie wskazują, że problem jest realny.

Mimo wszystko: Niemcy w Polsce nadal czują się bezpiecznie

Pomimo niepokojących tendencji, zarówno eksperci, jak i sami zainteresowani podkreślają, że Polska pozostaje krajem, w którym Niemcy mogą normalnie i bezpiecznie żyć. Kluczowe znaczenie dla przyszłości relacji polsko-niemieckich ma dalszy dialog, współpraca oraz bezpośrednie kontakty międzyludzkie.

To właśnie one – jak pokazują badania – mają największą siłę w przełamywaniu uprzedzeń i mogą sprawić, że kolejne edycje Barometru Polsko-Niemieckiego przyniosą bardziej optymistyczne wyniki.

źródło: mdr.de

Niemcy: Nawet 10 000 euro kary za fajerwerki w Sylwestra. Gdzie obowiązuje zakaz strzelania?

0

Dolna Saksonia bez ogólnego zakazu, ale z licznymi strefami ograniczeń

W Dolnej Saksonii nie wprowadzono ogólnokrajowego zakazu używania fajerwerków w noc sylwestrową. Władze landowe pozostawiają jednak decyzję samorządom, które w wielu miastach wyznaczyły specjalne strefy, w których obowiązuje całkowity zakaz odpalania petard i rakiet. Za złamanie przepisów grożą w niektórych przypadkach kary sięgające nawet 10 000 euro.

Premier Dolnej Saksonii Olaf Lies (SPD) jasno podkreśla, że nie popiera wprowadzenia powszechnego zakazu na poziomie landu. Jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest podejmowanie decyzji lokalnie, z uwzględnieniem specyfiki poszczególnych miast i dzielnic. Jak zaznaczył, narzucanie ogólnych regulacji „ponad głowami mieszkańców” nie wchodzi w grę.

Ogólnokrajowe przepisy obowiązujące w całych Niemczech

Niezależnie od decyzji samorządów, na terenie całych Niemiec obowiązują przepisy federalne. Zabronione jest odpalanie materiałów pirotechnicznych w pobliżu:

  • kościołów,
  • szpitali,
  • domów dziecka i domów opieki,
  • budynków o konstrukcji szachulcowej,
  • domów krytych strzechą.

Naruszenie tych zasad może skutkować wysokimi grzywnami, których maksymalna wysokość – w zależności od regionu – sięga 10 000 euro.

Hanower: całoroczny zakaz fajerwerków w centrum miasta

W Hanowerze ograniczenia są szczególnie daleko idące. Już w ubiegłym roku obowiązywał tam zakaz strzelania fajerwerkami w dużej części centrum, m.in. w okolicach dworca głównego, Opernplatz, Kröpcke i Steintor.

Na mocy uchwały rady miejskiej z 18 grudnia wprowadzono całoroczny, całodobowy zakaz posiadania broni i niebezpiecznych przedmiotów w ścisłym centrum miasta. Jak poinformował pierwszy radny Axel von der Ohe (SPD), do tej kategorii zaliczają się również fajerwerki. Zakaz ma na celu poprawę bezpieczeństwa i zapobieganie niebezpiecznym sytuacjom. Przestrzeganie przepisów będą kontrolować policja oraz miejski urząd porządkowy.

Brunszwik: zakaz w rejonie Bohlweg i dodatkowe kontrole

W Brunszwiku obowiązuje zakaz używania fajerwerków m.in. w rejonie kolumnad przy Bohlweg. Miasto poinformowało również o zakazie wnoszenia szklanych butelek na tym obszarze. Policja oraz służby porządkowe zapowiedziały wzmożone kontrole.

Za naruszenie przepisów dotyczących materiałów wybuchowych grożą kary do 1 000 euro, a dodatkowe zakazy obejmują także inne części miasta, zwłaszcza rejony z zabudową szachulcową lub budynkami szczególnie narażonymi na pożar.

Getynga i Lüneburg: całkowity zakaz w centrach miast

W Getyndze obowiązuje zakaz używania fajerwerków na terenie całego śródmieścia. Obejmuje on obszar wewnątrz dawnych murów miejskich, same wały oraz okolice parkingu. Zakaz dotyczy zarówno nocy sylwestrowej, jak i Nowego Roku.

Podobne regulacje wprowadzono w Lüneburgu. Tam zakaz obejmuje:

  • historyczne stare miasto,
  • rezerwat przyrody Kalkberg,
  • okolice klasztoru Lüne.

Miasto zapowiedziało kontrole prowadzone przez policję. Władze Lüneburga podkreślają, że ich celem jest przede wszystkim zapobieganie niebezpiecznym sytuacjom. W przypadku złamania zakazu grozi jednak kara do 10 000 euro.

Wolfsburg, Oldenburg i Osnabrück: bez dodatkowych stref zakazu

W Wolfsburgu i Oldenburgu nie wprowadzono lokalnych zakazów wykraczających poza przepisy federalne. W Oldenburgu policja i służby porządkowe zapowiedziały jednak kontrole, a za typowe wykroczenia, takie jak nieprzestrzeganie wymaganych odległości, również mogą zostać nałożone grzywny sięgające 10 000 euro.

W Osnabrück także nie ustanowiono specjalnych stref zakazu. Informacje te jako pierwsza podała „Neue Osnabrücker Zeitung”.

Brema: zakaz petard i rakiet nad Wezerą

W Bremie w noc sylwestrową obowiązuje zakaz odpalania fajerwerków m.in. na promenadzie Schlachte nad Wezerą. Jak wyjaśniła rzeczniczka resortu spraw wewnętrznych, w poprzednich latach dochodziło tam do wielu niebezpiecznych sytuacji związanych z fajerwerkami i dużymi skupiskami ludzi.

Zakaz dotyczy również:

  • głównego dworca kolejowego,
  • okolic ratusza,
  • dzielnicy Schnoor.

Za złamanie przepisów w Bremie grozi kara grzywny do 5 000 euro.

źródło: ndr.de