05.07.2020
Strona główna Wywiady Steffen Möller o swoim pierwszym słowie po polsku i nie tylko!

Steffen Möller o swoim pierwszym słowie po polsku i nie tylko!

Steffen Möller o swoim pierwszym słowie po polsku i nie tylko!

Dzień dobry Panie Steffenie i na wstępie bardzo dziękuję za poświęcony czas!

Adam Gaik: Czy mógłby Pan na wstępie opowiedzieć krótko o Pańskich początkach w Polsce? Jak radził Pan sobie z barierą językową i w jaki sposób udało się Panu tak dobrze opanować język polski? Być może może się Pan z nami podzielić jakimiś sposobami na naukę języków obcych?

Steffen Möller: Moimi pierwszymi polskimi słowami były „hamulec bezpieczeństwa” w pociągu z Berlina do Krakowa. Muszę przyznać, że póżniej już nie przydały się tak często. Pierwszy sukces językowy miał miejsce na kursie w Krakowie. Moja nauczycielka Beata wybrała dla mnie pewien wiersz do nauki na pamięć: „Samochwała” Jana Brzechwy. Pod koniec kursu recytowałem ten wiersz dla pozostałych uczestników kursu – wielkie brawa, ogromna duma po mojej stronie, choć w ogóle nie zrozumiałem, o co tam właściwie chodzi. Póżniej sam dawałem moim studentom niemieckie wiersze do nauki na pamięć, choć jeszcze lepsze są piosenki. Moją piewszą polską piosenką była oczywiście „Sto lat”. Trudne słowa na końcu: …niech go pioruń trzaśnie!

Czy żyjąc w Polsce często bywał Pan w Niemczech? Jak Pan sobie radził z rozłąką z rodziną?

Przez wiele lat nie bywałem często w Niemczech, tylko dwa, góra trzy razy rocznie. Bardzo dobrze radziłem sobie z tą rozłąką, w dodatku były to inne czasy, kiedy trzeba było zdawkować liczbę telefonów, bo rozmowy telefoniczne były wówczas jeszcze bardzo drogie. Wszystko to zmotywowało mnie dodatkowo do nauki języka polskiego, żeby móc się wreszcie dogadać z moimi nowymi sąsiadami na klatce schodowej.

Nie pomylę się chyba za wiele, jeśli napiszę, iż jest Pan najbardziej rozpoznawalnym i lubianym Niemcem w Polsce. Dlaczego w związku z tym zrezygnował Pan z kariery telewizyjnej? Czy ma to związek z specyfiką tej pracy czy miały na to wpływ również inne okoliczności?

Po prostu moja konjunktura się skończyła. My Europejczycy wypłynęliśmy na fali referendum do Unii w roku 2003. Wtedy zaczął się program „Europa da się lubić”. W roku 2005 zaczęła się wojna polsko-polska, do której trudno wtrącać się obcokrajowcowi. Polacy stracili zainteresowanie Europą, byli zajęci sobą, co trwa do dzisiaj. Poza tym zaczęła się wielka emigracja, która prowadziła do tego, że powoli już każdy miał wujka w Birminghamie albo kuzyna w Kolonii. Straciłem przez to swój największy atut – egzotyczność. Od tego czasu nie otrzymałem zbyt wielu propozycji z polskiej telewizji, występuję już tylko w kabarecie, prowadzę imprezy albo mam wizyty w szkołach z okazji Dni Języków Obcych. Zacząłem za to na większą skalę występować w Niemczech, gdzie znalazłem idealną publiczność – Polaków i Polki, którzy przyprowadzają swoich niemieckich sąsiadów. Razem uczymy się najważniejszych polskich słów oraz tańczymy poloneza. W zeszłym roku miałem 80 występów, z czego 70 było w Niemczech.

Pańska książka „Viva Polonia” cieszyła się dużą popularnością nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech. Bardzo trafnie opisuje w niej Pan przywary i cechy charakterystyczne Polaków i porównuje je do tych niemieckich. Jak z perspektywy lat zmienił się Pański obraz Polaków i Polski? Czy Pańskie rozważania na nasz temat zawarte w książce są nadal aktualne?

Myślę, że większość jest nadal aktualna, bo mentalności narodów nie zmieniają się tak szybko. A może się mylę? Czy Polacy już nie całują się trzy razy? Można już dać rękę przez próg? No, chyba raczej nie. Mój punkt widzenia się jednak trochę rozszerzył, bo zauważyłem, że każda cecha ma dwie strony, dobrą i złą. Po polsku się mówi pięknie: coś za coś. Weżmiemy polską umiejętność do improwizacji i fantazji. To są piękne rzeczy, ale za to mniej szanujecie procedury, standardy i przepisy. Dramatycznie mówiąc: polski romantyzm jest jakoś związany z dużą ilością zabitych ludzi na ulicy, dwa razy więcej niż w Niemczech. Wszystko jest ze wszystkim powiązane, i tak samo jest oczywiście w Niemczech.

Mimo, iż w Polsce zdobył Pan ogromną popularność, w Niemczech pozostaje Pan nieznany szerszej publiczności. Czy fakt ten w jakiś sposób Panu przeszkadza?

Muszę się z tym pogodzić, skoro mój kabaret toczy się wyłącznie wokół polskich tematów. Krąg zainteresowanych jest ograniczony. Ale nie martwi mnie to. Mam piękną niszę, jestem zadowolony. Niemieckie tematy mnie po prostu mało kręcą. Jestem obecnie częściej w Berlinie niż w Warszawie, ale nadal chodzę po berlińskich ulicach troszeczkę jak po marsie.

Według Wikipedii mieszka Pan obecnie na stałę w Berlinie. Czy to ostateczny rozbrat z Polską? Jakie są Pańskie plany na dalszą karierę?

Obecnie jestem w trakcie pisania nowej książki, ale żadnych szczegółów nie mogę zdradzić, bo nie wiem, czy mi się naprawdę uda. Ale generalnie co miesiąc jestem w Warszawie. Bo nie zapominajmy o tym, że w Berlinie tylko wynajmuję mieszkanie, podczas gdy w Warszawie kupiłem mieszkanie, jak prawdziwy Polak!

Regularnie występuje Pan w Niemczech. Czy może Pan powiedzieć coś o najbliższych występach i gdzie będzie można Pana spotkać?

Ku mojej wielkiej radości mam jeszcze tylko dwa występy w Niemczech, zanim udam się na zasłużoną przerwę kreatywną, która jest koniecznie potrzebna, żeby napisać książkę. Zamierzam zresztą być częściej w Warszawie, bo chciałbym koniecznie śledzić, czy atmosfera w kraju będzie znów podobna do tej z roku 2005/2006, kiedy znajomi w telewizji i w radiu autentycznie bali się państwa policyjnego. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Obecnie odnoszę nawet wrażenie, że emocje nieco opadły. Zobaczymy! A więc do zobaczenia na Starym Mieście w Warszawie!

Na koniec chciałbym Pana zapytać o jakieś rady dla Polaków wyjeżdżających do Niemiec.

Powinni liczyć się z tym, że cały pierwszy rok i wiele godzin z drugiego i trzeciego roku będą pochłonięci nauką języka niemieckiego. Sprawa będzie łatwiejsza, jeśli trochę zaczniesz oglądać niemiecką telewizję. Może nie jest najciekawszą telewizją pod słońcem, ale można się za to nauczyć kilku nowych słów. Zauważyłem jednak, że wielu ludzi ogląda tylko programy w własnym języku. To jest wielka strata – no chyba że oglądają najlepszy serial świata, czyli M jak Miłość….

Obserwuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Co o tym myślisz? Skomentuj!x
()
x