W Niemczech miało miejsce kolejne włamanie do skrytek bankowych – tym razem w Stuhr koło Bremy. „Na temat łupu nie można obecnie podać żadnych informacji”, poinformowała w piątkowy wieczór policja w Diepholz. Do tej pory nie ma śladu sprawców.
Sprawcy dostali się do piwnicy placówki
Do włamania doszło w piątek w porze przerwy obiadowej, gdy bank był zamknięty. Sprawcy dostali się najpierw do piwnicy placówki Volksbanku przy ulicy Blockener Straße. Tam siłą otworzyli kilka drzwi, aby dotrzeć do skrytek bankowych i je sforsować. Jak wiele skrytek znajduje się w dotkniętej placówce i ile z nich zostało otworzonych, jest jeszcze niejasne, powiedział rzecznik policji.
Pracownicy placówki poczuli się źle
Włamanie zostało odkryte, ponieważ pracownicy banku zaczęli nagle skarżyć się na złe samopoczucie i nudności. Policja podejrzewa, że przyczyną była nieznana ciecz, którą sprawcy rozpylili w piwnicy i która trafiła między innymi na klamki drzwi. Do czego miała służyć ta substancja i jaka jest jej dokładna natura, nie jest jeszcze znane.
Po zgłoszeniu złego samopoczucia wezwano ratowników, a wszyscy pracownicy zostali ewakuowani. Straż pożarna zabezpieczyła teren i prowadziła pomiary z użyciem aparatów oddechowych, ale nie wykryto podwyższonych stężeń niebezpiecznych substancji. Dwie osoby zostały przebadane przez służby ratownicze, ale nie stwierdzono poważnych obrażeń.
Policja sprawdza monitoring
Policja sprawdza również, czy w i wokół budynku funkcjonował system monitoringu oraz jak dokładnie wyglądał sposób ucieczki sprawców.
Ten incydent przypomina spektakularne włamanie, które miało miejsce pod koniec grudnia w Gelsenkirchen (Nadrenia-Północna-Westfalia). Tam złodzieje dostali się przez otwór w ścianie do skrytek bankowych Sparkasse, otworzyli ponad 3000 skrytek i uciekli ze złotem, gotówką i innymi kosztownościami o wartości kilku milionów euro.
źródło: faz.net



Ale napisać w mediach społecznościowych, że Merz jest głupi i policja wnet na trop wpadnie.