Niepokojące dane z landowych ośrodków
W Niemczech ujawniono poważny problem związany z funkcjonowaniem systemu azylowego. Jak wynika z danych Ministerstwa Integracji Nadrenii-Palatynatu, w ciągu ostatnich półtora roku 923 osoby ubiegające się o azyl zniknęły bez śladu z landowych ośrodków recepcyjnych. Sprawa dotyczy sześciu placówek funkcjonujących na terenie tego kraju związkowego.
W analizowanym okresie do ośrodków przyjęto łącznie 10 120 osób, co oznacza, że niemal co dziesiąty azylant (9,1 proc.) został uznany za zaginionego. Władze nie są w stanie jednoznacznie określić, gdzie obecnie przebywają te osoby.
Gdzie znikają azylanci? Władze nie mają jasnej odpowiedzi
Los większości zaginionych pozostaje nieznany. Według przypuszczeń części urzędników i mediów, niektórzy azylanci mogli nielegalnie wyjechać przez Francję do Wielkiej Brytanii. Inni mogli udać się do dużych niemieckich miast, takich jak Frankfurt nad Menem czy Hamburg, gdzie łatwiej zniknąć w anonimowej przestrzeni miejskiej. Tylko niewielka część mogła – jak zakładają władze – potajemnie wrócić do krajów pochodzenia.
Faktem jest jednak, że osoby zakwaterowane w ośrodkach recepcyjnych nie mają prawa samowolnie ich opuszczać. System przewiduje jasno określone procedury w przypadku nieobecności mieszkańców.
Trzy dni nieobecności wystarczą, by uznać osobę za zaginioną
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, jeśli mieszkaniec ośrodka azylowego nie pojawia się przez trzy kolejne dni, zostaje formalnie uznany za „abgängig”, czyli zaginionego. W takich przypadkach Nadrenia-Palatynat stosuje ustalone procedury, realizowane we współpracy z Federalnym Urzędem ds. Migracji i Uchodźców (BAMF), lokalnymi urzędami ds. cudzoziemców oraz policją.
Po upływie tygodnia od stwierdzenia zaginięcia urząd ds. cudzoziemców wszczyna procedurę ustalenia miejsca pobytu, która zostaje przekazana policji.
Ministerstwo zapewnia: kontrole są codzienne
Do sprawy odniosła się zminister integracji Nadrenii-Palatynatu Katharina Binz. W rozmowie z dziennikiem BILD podkreśliła, że ośrodki są codziennie kontrolowane, a obecność mieszkańców jest regularnie weryfikowana.
Jak zaznaczyła, każda nieobecność trwająca trzy dni jest zgłaszana zgodnie z procedurami, a dalsze działania podejmowane są we współpracy z odpowiednimi instytucjami państwowymi.
Ostra reakcja opozycji. „To skandal azylowy”
Sprawa wywołała silną reakcję polityczną, szczególnie ze strony opozycji. Lider CDU w Nadrenii-Palatynacie Gordon Schnieder określił sytuację jako „alarmującą” i zażądał pełnego wyjaśnienia.
Jego zdaniem państwo musi w każdej chwili wiedzieć, kto przebywa w jego ośrodkach i kto je opuszcza. Brak takiej kontroli – jak podkreślił – podważa wiarygodność aparatu państwowego. Schnieder otwarcie nazwał sytuację „skandalem azylowym”, obciążając odpowiedzialnością rządzącą w landzie koalicję SPD, Zielonych i FDP.
Ujawnienie sprawy przez pracownika ochrony
Skandal, który poważnie uderza w rząd landowy w Moguncji, wyszedł na jaw dzięki pracownikowi ochrony jednego z ośrodków recepcyjnych – w Bitburgu. Według dostępnych informacji, mężczyzna rozpowszechnił dane dotyczące liczby zaginionych azylantów wśród szerszego grona osób, co miało nastąpić z naruszeniem obowiązujących przepisów.
To właśnie te informacje uruchomiły debatę publiczną i doprowadziły do ujawnienia skali problemu.
Poważne pytania o kontrolę i bezpieczeństwo
Sprawa niemal tysiąca zaginionych azylantów rodzi poważne pytania o skuteczność nadzoru, bezpieczeństwo oraz odpowiedzialność administracyjną w niemieckim systemie azylowym. Choć władze zapewniają o istnieniu procedur, skala zjawiska pokazuje, że w praktyce system kontroli może być niewystarczający.
Nie jest wykluczone, że temat będzie miał dalszy ciąg – zarówno na szczeblu politycznym, jak i administracyjnym – a presja na rząd landowy w Nadrenii-Palatynacie będzie narastać.
źródło: bild.de




Rząd stracił nad Nimi kontrole i władzę
BERLIN – Czy tego już nikt nie widzi czy nie chcą widzieć a Oni tak jak cyganie, od 20 – 30 lat żaden nie pracuje, pobierają zasiłki a jeżdżą nowymi BMW – Mercedes – Jedynie samochód zameldowany na wójka w Polsce