Inicjatywa „Berlin autofrei” i pomysł ograniczenia ruchu
W Berlinie trwa debata wokół radykalnej propozycji ograniczenia ruchu samochodowego w centrum miasta. Inicjatywa „Berlin autofrei” zbiera podpisy pod tzw. ekologicznym referendum, które zakłada daleko idące zmiany.
Zgodnie z projektem mieszkańcy mieliby możliwość korzystania z prywatnych samochodów w centrum maksymalnie 12 razy w roku. Ograniczenia objęłyby rozległy obszar – aż 860 kilometrów ulic, zamieszkanych przez ponad milion osób. Wyłączone z nich byłyby jedynie autostrady i drogi federalne (łącznie 51 km), a także ruch gospodarczy.
Kampania polityczna i sprzeciw części partii
Na pół roku przed wyborami w Berlinie zaplanowanymi na 20 września, temat stał się jednym z głównych punktów sporu politycznego. Partie takie jak CDU i AfD prowadzą intensywną kampanię sprzeciwu – według doniesień rozwieszono około 10 tysięcy plakatów z hasłami przeciwko ograniczeniom dla kierowców.
Możliwe konsekwencje: likwidacja infrastruktury i nowe problemy
Z analizy berlińskiego senatu wynika, że skutki wprowadzenia projektu mogłyby być bardzo szerokie – i momentami paradoksalne.
- Około jedna trzecia z 700 sygnalizacji świetlnych mogłaby zostać zlikwidowana jako zbędna.
- Zniknęłyby również automaty parkingowe.
- Stacje ładowania samochodów elektrycznych przy ulicach mogłyby zostać wyłączone z powodu spadku popytu.
- Pod znakiem zapytania stanęłoby funkcjonowanie 38 stacji paliw w objętym obszarze.
Jednocześnie konieczne byłoby tworzenie nowych parkingów na obrzeżach miasta, co mogłoby prowadzić do konfliktów społecznych.
Biurokracja i system zezwoleń
Nawet ograniczona liczba przejazdów wymagałaby rozbudowanego systemu administracyjnego. Według szacunków każdego dnia roboczego trzeba byłoby wydawać około:
- 73 000 zezwoleń dla osób prywatnych,
- 96 000 zezwoleń dla ruchu gospodarczego.
Już teraz odpowiednie urzędy są przeciążone, co rodzi pytania o realną wykonalność projektu.
Co z politykami? Przewidziano wyjątki
Szczególne kontrowersje budzi kwestia wyjątków. Jak wskazują przedstawiciele inicjatywy, osoby objęte ochroną – w tym kanclerz czy ministrowie – nadal mogłyby poruszać się samochodami w obrębie miasta.
Dotyczyłoby to również dyplomatów oraz posłów Bundestagu korzystających z rządowych limuzyn.
Transport publiczny pod ogromną presją
Wprowadzenie ograniczeń oznaczałoby konieczność znacznego rozbudowania transportu publicznego. Aby zapewnić dostęp do przystanków co pięć minut, potrzebne byłyby:
- dodatkowe nakłady w wysokości 530 milionów euro rocznie,
- zatrudnienie około 4000 nowych kierowców autobusów .
To szczególnie problematyczne w sytuacji, gdy już dziś sektor transportu boryka się z brakami kadrowymi.
Warunki przeprowadzenia referendum
Zanim projekt trafi pod głosowanie mieszkańców, inicjatorzy muszą zebrać do 8 maja 174 000 podpisów. Według danych z marca zebrano około 35 000.
Jeśli referendum odbyłoby się wraz z wyborami 20 września i zakończyło sukcesem, przewidziano czteroletni okres przejściowy na wdrożenie zmian.
Ostra krytyka władz miasta
Pomysł stanowczo krytykuje burmistrz Berlina, Kai Wegner. W jego ocenie projekt nie poprawi sytuacji w mieście, a wręcz ją pogorszy.
Polityk ostrzega przed negatywnymi skutkami dla gospodarki, wzrostem biurokracji oraz pogłębianiem podziałów społecznych. Podkreśla również, że nie poprze inicjatywy i określa ją jako błędny kierunek dla rozwoju miasta.
źródło: bz-berlin.de

