W Niemczech narasta spór wokół planowanych zmian w ochronie zdrowia. Środowisko medyczne ostrzega, że zapowiadane cięcia mogą znacząco wydłużyć czas oczekiwania na wizyty u specjalistów – nawet do ponad 50 dni.
Krytyka planowanych zmian
Szef Krajowego Zrzeszenia Lekarzy Ubezpieczenia Zdrowotnego (KBV), Andreas Gassen, ostro skrytykował plan reform przygotowany przez komisję powołaną przez minister zdrowia Ninę Warken.
Pod koniec marca eksperci przedstawili 66 rozwiązań mających ograniczyć wielomiliardowy deficyt w ustawowym systemie ubezpieczeń zdrowotnych. Część z nich przewiduje ograniczenie finansowania świadczeń ambulatoryjnych, co bezpośrednio uderzyłoby w gabinety lekarskie.
„Miliony wizyt mogą zniknąć”
Zdaniem Gassena wdrożenie wszystkich rekomendacji – w tym likwidacja dodatków za przyjmowanie osób kierowanych przez lekarzy rodzinnych lub systemy rejestracji – przyniesie natychmiastowe skutki.
Już teraz około 40 milionów konsultacji specjalistycznych nie jest w pełni opłacanych i odbywa się kosztem medyków. Kolejne ograniczenia mogą sprawić, że część świadczeń po prostu zniknie.
Spór o wcześniejsze rozwiązania
Dodatkowe wynagrodzenia wprowadzono w 2019 roku z inicjatywy ówczesnego ministra zdrowia Jensa Spahna, aby skrócić kolejki. Według środowiska medycznego zachęciło to do zwiększenia liczby dostępnych terminów i przyjęcia większej liczby chorych.
Federalny Trybunał Obrachunkowy uznał jednak, że zamierzony efekt nie został osiągnięty i zasugerował likwidację dopłat. W odpowiedzi lekarze wskazują, że problemem nie jest brak miejsc, lecz stale rosnące zapotrzebowanie – wielu chorych uznaje swoje przypadki za pilne, choć nie zawsze wynika to z rzeczywistego stanu zdrowia.
Zarzuty o nadużycia
Komisja sugerowała możliwość nadużyć – np. celowego odsyłania pacjentów, by później przyjmować ich jako przypadki pilne.
Gassen odpiera te zarzuty. Jak wyjaśnia, często osoby trafiają do specjalistów ze skierowaniem oznaczonym jako pilne, mimo że sytuacja nie wymaga natychmiastowej interwencji. W praktyce prowadzi to do formalnego zakwalifikowania wizyty jako pilnej, choć nie jest to świadome wykorzystywanie przepisów.
Dłuższe kolejki niemal nieuniknione
W przypadku wdrożenia zmian medycy będą przyjmować wyłącznie w ramach opłacanych świadczeń. To oznacza nawet 40 milionów mniej terminów – czyli zniknięcie mniej więcej co jedenastej wizyty.
Już teraz czas oczekiwania wzrósł – w latach 2019–2024 z 9 do 42 dni (w zależności od przypadku). Po reformie może sięgnąć 50 dni lub więcej. Wyjątkiem pozostaną sytuacje nagłe.
Spór z politykami
Kontrowersje budzą także pomysły polityczne. Szef frakcji SPD Matthias Miersch zaproponował wprowadzenie gwarancji wizyty u specjalisty w ciągu trzech tygodni.
Gassen skomentował to bardzo ostro, określając pomysł jako „czysty nonsens” i przykład nadmiernej regulacji. Jego zdaniem o terminie powinna decydować wyłącznie rzeczywista potrzeba medyczna, a nie odgórnie narzucone limity.
Potrzebne jasne zasady
Zdaniem środowiska medycznego rozwiązaniem mógłby być system lekarza pierwszego kontaktu, który kierowałby pacjentów dalej. Warunkiem jego skuteczności jest jednak jasne określenie, które przypadki wymagają pilnej interwencji.
Ostrzeżenie przed kryzysem
Gassen ostrzega, że decyzje podejmowane pod presją polityczną, a nie w oparciu o realne potrzeby zdrowotne, mogą doprowadzić do poważnych problemów całego systemu.
Jego zdaniem konieczne są jasne zasady obowiązujące wszystkich – zarówno medyków, jak i pacjentów – oparte na rzeczywistych potrzebach, a nie oczekiwaniach czy presji społecznej.
źródło: rnd.de

