Ulrike Herrmann: „Nonsensem jest zawsze powstrzymywanie migracji”
Temat migracji ponownie wywołał dyskusję w Niemczech. W programie „Maischberger” dziennikarka „taz” Ulrike Herrmann komentowała wydarzenia w Ceucie i przekonywała, że Niemcy powinny przyjmować więcej migrantów.
„Oczywiście nonsensem jest zawsze powstrzymywanie migracji” – stwierdziła Herrmann. Jej zdaniem błędne jest również podejście, w którym Niemcy chcą przyjmować przede wszystkim osoby już posiadające wysokie kwalifikacje.
Według Herrmann Niemcy potrzebują setek tysięcy osób rocznie
Dziennikarka powołała się na badanie Fundacji Bertelsmanna, według którego Niemcy miałyby potrzebować około 288 tys. migrantów rocznie jako pracowników. Herrmann zaznaczyła jednak, że część z nich przyjeżdżałaby wraz z dziećmi. Dlatego – jej zdaniem – rzeczywiste zapotrzebowanie wynosi około 400 tys. osób rocznie. Jej zdaniem Niemcy powinny być również w stanie integrować uchodźców i przygotowywać ich do wejścia na rynek pracy.
„Skandaliczne”, że Niemcy chcą wykwalifikowanych migrantów?
Herrmann krytycznie oceniła system, w którym Niemcy próbują pozyskiwać już wykwalifikowanych pracowników z innych państw.
„Jeśli potrzebujemy tutaj pracowników, musimy również kształcić ich tutaj” – argumentowała. Jej zdaniem sprowadzanie wysoko wykwalifikowanych osób, których wykształcenie zostało sfinansowane przez ich państwa pochodzenia, można określić mianem „intelektualnej kradzieży”.
Dziennikarka wskazała również na trudności w rekrutowaniu zagranicznych pracowników, między innymi z Brazylii i Filipin. Jak zauważyła, osoby mające dobre warunki życia w swoich ojczyznach niekoniecznie chcą je opuszczać.
Spór o wydarzenia w Ceucie
W programie Herrmann odniosła się również do masowego napływu ludzi do Ceuty. Według przedstawionej przez nią relacji 80 tys. Marokańczyków miało w ciągu jednego dnia przedostać się do hiszpańskiej eksklawy, a większość z nich miała następnie wrócić. Jej zdaniem wydarzenia te były między innymi skutkiem dezinformacji rozpowszechnianej na Facebooku. Herrmann określiła debatę dotyczącą migracji po wydarzeniach w Ceucie jako „wysoce irracjonalną”.
W swojej wypowiedzi skupiła się przede wszystkim na potrzebach niemieckiego rynku pracy, nie odnosząc się szerzej do informacji o pozostających w Ceucie migrantach z Afryki Subsaharyjskiej czy doniesień o przemocy.
Nikolaus Blome: Niemcy powinny decydować, kto przyjeżdża
Z inną perspektywą wystąpił Nikolaus Blome, szef działu politycznego RTL. Zwrócił uwagę, że nie wiadomo, czy osoby, które przybyły do Ceuty, rzeczywiście stałyby się pracownikami, ani jak długo trwałoby ich przygotowanie do pracy. Jego zdaniem obrazy masowego napływu migrantów wzmacniają również obawy części społeczeństwa przed utratą kontroli nad migracją. Blome wskazał na zasadniczą różnicę między spontanicznym napływem ludzi a kontrolowanymi programami rekrutacji pracowników z zagranicy. W tych drugich to państwo decyduje, kogo chce przyjąć. W przypadku Ceuty – jak argumentował – sytuacja wyglądała odwrotnie: to migranci sami próbowali dostać się na terytorium Hiszpanii. Debata w programie „Maischberger” pokazała więc dwa różne podejścia do polityki migracyjnej Niemiec: z jednej strony argument o rosnącym zapotrzebowaniu gospodarki na pracowników, z drugiej – postulat większej kontroli nad tym, kto i w jaki sposób przyjeżdża do kraju.
źródło: apollo-news.net

