Coraz więcej osób zastanawia się, czy zostać w Saksonii-Anhalt
W Saksonii-Anhalt rosną obawy przed możliwym zwycięstwem Alternatywy dla Niemiec (AfD) w nadchodzących wyborach do landtagu. Osoby queer, migranci, artyści, naukowcy, aktywiści i przedstawiciele lewicy zastanawiają się, jak może wyglądać ich życie, jeśli partia ta zdobędzie wystarczające poparcie, by samodzielnie utworzyć rząd. Niektórzy już rozważają wyjazd z landu. Inni nie zamierzają się przeprowadzać i podkreślają, że właśnie teraz potrzebne są zaangażowanie społeczne oraz solidarność. Jedną z osób, która znalazła się w tej sytuacji, jest 34-letni Christian Franke-Langmach. Całe życie spędził w Saksonii-Anhalt. Dorastał w Altmarku – w liczącej około 200 mieszkańców wsi Wernitz oraz w niewielkim hanzeatyckim mieście Salzwedel. Studiował w Halle, a później ze względów zawodowych przeniósł się do Magdeburga. Kiedy ponad trzy lata temu jego mąż zaproponował, aby opuścili Saksonię-Anhalt, pierwszą myślą Frankego-Langmacha było: „Cholera”. Nie chciał wyjeżdżać. Dziś jego podejście jest inne.
„Kocham ten land, ale ludzie chcą wybrać partię, która wyrządzi wiele zła”
W maju Franke-Langmach stoi w południe na moście Sternbrücke w Magdeburgu i spogląda na stolicę landu. Elba płynie na północ, a katedra lśni w słońcu. Dlaczego 34-latek nie chce już mieszkać w Saksonii-Anhalt? Po chwili zastanowienia odpowiada, że kocha ten land, ale niepokoi go kierunek polityczny, jaki mogą obrać jego mieszkańcy.
„Kocham ten land. Ale wiele osób chce zagłosować na partię, która wyrządzi wiele zła” – mówi, mając na myśli AfD.
Od miesięcy partia w sondażach uzyskuje ponad 40 procent poparcia. Taki wynik może wystarczyć jej do samodzielnego utworzenia rządu, jeśli SPD, Zieloni i FDP nie przekroczą pięcioprocentowego progu wyborczego. Byłby to pierwszy rząd krajowy w Niemczech kierowany samodzielnie przez AfD.
„Siedzą na spakowanych walizkach”
Rozmawiając z mieszkańcami Saksonii-Anhalt, którzy nie popierają AfD, można usłyszeć, że część z nich jest już gotowa do wyjazdu. Dotyczy to między innymi aktywistów, artystów, naukowców, osób z doświadczeniem migracyjnym oraz osób queer. Obawy dotyczą jednak nie tylko tych grup. Coraz więcej osób zastanawia się, jak zmieni się land, jeśli AfD rzeczywiście przejmie władzę. Podobne pytanie zadaje sobie Christian Franke-Langmach.
Reiner Haseloff również ostrzegał przed rządem AfD
Latem ubiegłego roku ówczesny premier Saksonii-Anhalt Reiner Haseloff stanął przed mównicą w landtagu i wskazał w prawą stronę sali. Haseloff mieszkał wówczas w Saksonii-Anhalt od 71 lat, a przez 14 lat był premierem landu. Mimo to publicznie przyznał, że ewentualne powstanie rządu AfD byłoby dla niego powodem do zastanowienia się, czy nadal postrzega ten land jako swoją ojczyznę. Kiedy Franke-Langmach usłyszał te słowa, pomyślał tylko: „Czuję to samo”. Dziś sam zrobił już kolejny krok. Wraz z mężem mieszka w Lubece w Szlezwiku-Holsztynie. W tym landzie AfD nie zasiada nawet w parlamencie krajowym. Są tam charakterystyczne ceglane domy przypominające mu Altmark, a niedaleko znajduje się morze. Mimo przeprowadzki Franke-Langmach nie zerwał jednak więzi z Saksonią-Anhalt. Ze względów zawodowych regularnie dojeżdża do Magdeburga. Jest kierownikiem biura czołowej kandydatki Zielonych Susan Sziborra-Seidlitz. Od dawna jest również aktywny w partii. W 2016 roku przez dwa lata pełnił funkcję przewodniczącego Zielonych w landzie, później jednak wycofał się z pierwszego szeregu.
„Nie da się wyrzucić ze mnie mieszkańca Altmarku”
Franke-Langmach z dużym sentymentem mówi o życiu na wsi. Jak sam przyznaje, nie da się z niego „wyrzucić mieszkańca Altmarku”. Podaje charakterystyczny przykład. Gdy Jan Böhmermann w jednym ze swoich programów celowo niewłaściwie pokroił salzwedelski Baumkuchen – od góry do dołu zamiast w poprzek – Franke-Langmach natychmiast pojawił się w komentarzach, by zaprotestować.
„To jest niedopuszczalne!” – wspomina.
Mężczyzna mówi szybko i nadal brzmi na zirytowanego, mimo że opisywane przez niego nagranie powstało już dwa lata temu. Dlaczego więc, skoro tak bardzo kocha Altmark, zdecydował się wraz z mężem na przeprowadzkę?
„Przy politycznych nastrojach panujących w Saksonii-Anhalt nie czuliśmy się dobrze ani bezpiecznie. Chcieliśmy pojechać do zachodnich Niemiec i nad morze, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało” – wyjaśnia.
Jak dodaje, życie jako homoseksualna para w Saksonii-Anhalt nigdy nie było szczególnie komfortowe, jeśli chodzi o publiczne okazywanie sobie uczuć.
„Ale dzisiaj robilibyśmy to jeszcze mniej niż pięć lat temu” – mówi.
Jego zdaniem AfD „podburzyła ludzi”.
„Jeśli oni będą rządzić, wtedy wyjeżdżam” – deklaruje.
Migranci mówią o czymś więcej niż tylko wynikach sondaży
Kilka tygodni później, około 50 kilometrów w górę Elby, w Dessau, o sytuacji osób z doświadczeniem migracyjnym opowiada Mahdi Osmani. W Landesnetzwerk Migrantenorganisationen Sachsen-Anhalt, w skrócie LAMSA, kieruje projektem „Demokratie in Vielfalt Anhalt” („Demokracja w różnorodności Anhalt”). Zarówno prywatnie, jak i zawodowo zna osoby z doświadczeniem migracyjnym, które rozważają opuszczenie Saksonii-Anhalt. Jego zdaniem nie chodzi jednak przede wszystkim o wysokie wyniki partii antydemokratycznych w sondażach. Te są jedynie objawem znacznie głębszego problemu.
„Chodzi o klimat społeczny. Dyskryminacja nie zaczyna się dopiero od otwartej wrogości” – tłumaczy Osmani.
Jako przykład podaje sytuację podczas oglądania mieszkania. Jeśli potencjalny najemca z doświadczeniem migracyjnym jest od razu pytany o świadczenia z Jobcenter zamiast o wysokość wynagrodzenia, kryje się za tym określone uprzedzenie – przekonanie, że osoby z doświadczeniem migracyjnym nie pracują. W ten sposób, często bardzo subtelnie, przekazywany jest komunikat: „Nie jesteś jednym z nas”. Zdaniem Osmaniego nie chodzi o pojedyncze przypadki, lecz o sumę wielu podobnych doświadczeń.
„To, czy ludzie zostają, czy wyjeżdżają, w dużej mierze zależy od tego, czy mają zaufanie do społecznego współistnienia” – mówi, powołując się na badanie instytutu badawczego Minor.
Co czwarta osoba rozważała wyjazd z landu
Na zlecenie władz Saksonii-Anhalt instytut Minor przeprowadził badanie wśród osób z doświadczeniem migracyjnym, pytając je, czy chcą pozostać w landzie. Spośród 700 respondentów co czwarty odpowiedział, że nie chce zostać. Większość osób planujących wyjazd chciała przenieść się do innego landu. Badanie nie jest reprezentatywne dla całej populacji, ale dostarcza wskazówek dotyczących powodów, dla których część migrantów chce opuścić Saksonię-Anhalt. 75 procent ankietowanych stwierdziło, że nie czuje się w landzie mile widzianych. Ponad połowa badanych mówiła natomiast o doświadczeniu dyskryminacji i rasizmu.
Saksonia-Anhalt od lat zmaga się z odpływem mieszkańców
Problem wyludniania nie jest dla Saksonii-Anhalt nowy. Żaden inny land w Niemczech nie stracił w ostatnich dekadach proporcjonalnie tak dużej części swojej populacji. W porównaniu z 1990 rokiem liczba mieszkańców landu jest obecnie o 26 procent niższa. Ekonomiści ostrzegają, że dalsza emigracja może dodatkowo pogłębić niedobór wykwalifikowanych pracowników. Dla osób z doświadczeniem migracyjnym stawką jest jednak coś więcej niż tylko sytuacja na rynku pracy. Chodzi o poczucie przynależności. Osmani mieszka w Niemczech od 13 lat. Jak mówi, Saksonia-Anhalt stała się jego ojczyzną. Przyszłość tego miejsca jest dla niego ważna nie tylko zawodowo, ale również osobiście.
„Ale przecież nie płacę podatków, nie współtworzę tego miejsca i nie pracuję po to, żeby do końca życia czuć się tutaj jak gość” – podkreśla.
„Spotkanie tworzy zrozumienie”
Osmani uważa, że sposobem na zmianę sytuacji może być bezpośredni kontakt między ludźmi.
„Spotkanie tworzy zrozumienie” – mówi.
Jego zdaniem potrzebny jest pełen szacunku dialog, również z osobami, które mają uprzedzenia wobec ludzi z doświadczeniem migracyjnym.
„Tylko w ten sposób możemy doprowadzić do zmiany”.
Jego zdaniem wyjazd nie rozwiązuje problemu. Dyskryminacja nie jest bowiem zjawiskiem charakterystycznym wyłącznie dla jednego regionu.
„Dyskryminacja nie jest regionalną osobliwością. W różnych formach spotykamy ją wszędzie” – zauważa.
„W moim przypadku jako osoby queer sytuacja się nie zmieniła, ale jako osoby czarnoskórej – tak”
Podobnie sytuację ocenia Amanda, muzyczka, pracownica otwartej pracy z dziećmi i młodzieżą w Quedlinburgu oraz koordynatorka programu „Szkoła bez rasizmu – szkoła z odwagą” w powiecie Harz. Ze względu na bezpieczeństwo swojej rodziny kobieta chce występować w artykule wyłącznie pod drugim imieniem. Ona również słyszała od znajomych, że w przypadku zwycięstwa AfD chcieliby opuścić Saksonię-Anhalt.
„Jeśli daje im to poczucie bezpieczeństwa, to jest to całkowicie w porządku” – uważa.
Dla niej i jej żony przeprowadzka nie jest jednak obecnie rozwiązaniem. Jednym z powodów jest dwoje dzieci, których nie chcą wyrywać z dotychczasowego środowiska. Drugim jest samo Quedlinburg. W średniowiecznym mieście położonym w górach Harzu znajduje się krąg jej przyjaciół. Amanda lubi sąsiadów i ceni sobie spokojne otoczenie.
„Nie chcemy stąd wyjeżdżać” – mówi.
Czy jej zdaniem klimat społeczny się zmienił?
„Jako osoba queer tego nie odczuwam, ale jako osoba czarnoskóra – tak” – odpowiada.
Jak twierdzi, nasiliły się przypadki codziennego rasizmu i nieprzychylne spojrzenia.
„Wystarczy, że raz porządnie posprząta, a wszystko będzie dobrze”
Amanda słyszy również od osób ze swojego otoczenia, że podczas nadchodzących wyborów do landtagu „pozostaje już tylko zagłosować na AfD”. Niektórzy twierdzą, że partia musi raz „porządnie posprzątać”, a później wszystko znowu będzie dobrze. Amanda zwraca uwagę na paradoks takiego myślenia. Osoby te mówią takie rzeczy do lesbijki i kobiety czarnoskórej, ale jednocześnie nie dostrzegają, że polityka, którą popierają, może bezpośrednio dotyczyć również jej.
„Całkowicie to wypierają” – mówi.
Kiedy dopytuje swoich rozmówców, ich reakcje bywają pełne zakłopotania i zaskoczenia.
„W ich głowach jestem wystarczająco niemiecka i nie jestem osobą, o którą chodzi”.
Sama Amanda nie jest jednak tak optymistyczna.
„To tylko kwestia czasu, zanim będziemy mieli problemy” – uważa.
Na razie nie czuje się jednak ani źle, ani zagrożona.
Nadzieję daje solidarność mieszkańców
Amanda dostrzega również pozytywną stronę sytuacji. Nadzieję daje jej sposób, w jaki mieszkańcy Saksonii-Anhalt wspierają się nawzajem oraz nowe sieci współpracy, które powstają w landzie.
„Jesteśmy tak różni – niezależnie od pochodzenia, orientacji seksualnej czy wieku – a mimo to mamy ten sam cel. Tutaj naprawdę dużo się teraz dzieje” – mówi.
Franke-Langmach: „Robię wszystko, żeby nie powstał rząd AfD”
Christian Franke-Langmach wraca myślami do Magdeburga. Czy jeśli całkowicie przeniesie się do Lubeki, nie zostawi osób dotkniętych polityką AfD samych sobie?
„Tak, nie da się tego ukryć” – przyznaje.
Nie zamierza jednak rezygnować z walki o przyszłość Saksonii-Anhalt. Jeśli land nie będzie rządzony przez partię o narodowo-autorytarnym profilu, chce nadal tam pracować.
„Robię wszystko, żebyśmy nie mieli rządu AfD” – deklaruje.
Dla niego nie chodzi wyłącznie o pracę w strukturach Zielonych. Franke-Langmach jest również członkiem zarządu stowarzyszenia zajmującego się równościową pomocą dzieciom i młodzieży. W programie AfD działalność tego typu jest przedstawiana jako przykład tego, jak rzekoma „ideologia tęczowa” ma walczyć z tradycyjnie rozumianą „normalnością”. Franke-Langmach przyznaje, że nieustanne odpieranie tego rodzaju zarzutów jest wyczerpujące. Życie w Lubece, poczucie spokoju i bezpieczeństwa w prywatnym życiu dają mu jednak siłę. A tej siły potrzebuje, aby wspierać ludzi w landzie, z którego – jak podkreśla – właściwie nigdy nie chciał wyjeżdżać.
Coraz większa mobilizacja społeczeństwa obywatelskiego
Możliwy sukces AfD w nadchodzących wyborach do landtagu pokazuje, jak silne stały się w Saksonii-Anhalt siły skrajnie prawicowe. W obliczu tych zmian autorzy materiału zwracają uwagę na znaczenie solidarności, szczególnie z osobami, które lokalnie angażują się w obronę społeczeństwa obywatelskiego. W tym kontekście taz współpracuje z inicjatywą „Alles beginnt im Zentrum”. Kampania wspiera w całych Niemczech lewicowe i samorządne miejsca oraz tworzy solidarny fundusz przeznaczony na ich ochronę i utrzymanie. Autorzy podkreślają, że otwarte społeczeństwo potrzebuje zarówno dobrego, powszechnie dostępnego dziennikarstwa, jak i zaangażowania obywatelskiego.
źródło: taz.de



