W Niemczech trwa gorąca debata o granicach wolności słowa i o tym, czy wymiar sprawiedliwości traktuje różne środowiska polityczne w jednakowy sposób. Powodem jest decyzja berlińskiej prokuratury dotycząca głośnego hasła „Burn the old white men” („Spalić starych białych mężczyzn”), które pojawiło się podczas demonstracji klimatycznej. Śledczy uznali, że slogan nie stanowi podżegania do przemocy ani nawoływania do nienawiści. Decyzja wywołała falę komentarzy i oskarżeń o stosowanie podwójnych standardów.
Kontrowersyjne hasło podczas demonstracji klimatycznej
Sprawa sięga września ubiegłego roku. Rzecznik młodzieżówki Zielonych, Jakob Blasel, opublikował na Instagramie nagranie z demonstracji klimatycznej w Berlinie. Na filmie było widać i słychać uczestników skandujących hasło: „BURN THE OLD WHITE MEN”. Nagranie wywołało oburzenie w całych Niemczech. Do policji i prokuratury wpłynęło wiele zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa.
Prokuratura umorzyła wszystkie postępowania
Jak wynika z pisemnej odpowiedzi berlińskiego senatu na interpelację posła AfD Marca Vallendara, prokuratura umorzyła wszystkie postępowania związane z tym hasłem. Śledczy analizowali między innymi możliwość popełnienia takich czynów jak: podżeganie do nienawiści, publiczne nawoływanie do przestępstw, aprobata przestępstw, znieważenie. Ostatecznie jednak nie dopatrzono się podstaw do postawienia zarzutów.
„To nie był dosłowny apel o przemoc”
Berlińska prokuratura argumentowała, że przy ocenie hasła nie można kierować się wyłącznie jego literalnym brzmieniem. Zdaniem śledczych decydujące znaczenie ma to, jak slogan odbiera „bezstronna i rozsądna publiczność”. Według prokuratury hasło nie stanowiło rzeczywistego wezwania do palenia „starych białych mężczyzn”, lecz było: „prowokacyjnym wkładem w debatę klimatyczną”, „przesadzoną i polemiczną krytyką aktualnej polityki klimatycznej”.
„Starzy biali mężczyźni” nie są według śledczych określoną grupą społeczną
Szczególne kontrowersje wzbudziło uzasadnienie prokuratury dotyczące samego określenia „old white men”. Według berlińskich władz hasło: „nie jest skierowane przeciwko określonej części społeczeństwa”. W uzasadnieniu wskazano, że demonstranci mieli w przenośny sposób nawoływać do porzucenia „starych idei i koncepcji” oraz do prowadzenia bardziej zrównoważonej polityki klimatycznej.
Pojawiły się zarzuty o podwójne standardy
Decyzja wywołała szeroką dyskusję na temat funkcjonowania niemieckiego wymiaru sprawiedliwości. Krytycy wskazują, że w innych sprawach niemieckie organy ścigania reagowały znacznie ostrzej nawet na mniej agresywne wypowiedzi. W artykule przypomniano między innymi sprawę mężczyzny, którego mieszkanie przeszukano po tym, jak nazwał ministra gospodarki Roberta Habecka „idiotą”. Według doniesień miał on jedynie udostępnić obraźliwy wpis w mediach społecznościowych. Wspomniano również przypadek obywatela, wobec którego wydano nakaz karny za nazwanie kanclerza Friedricha Merza „błaznem”.
Sprawa polityka CDU również wywołała emocje
W tekście przywołano także sprawę polityka CDU Detlefa Gürtha, który po ataku nożownika napisał o zagranicznych przestępcach: „To towarzystwo musi opuścić Niemcy”. Choć polityk został dwukrotnie uniewinniony, prokuratura nadal próbowała prowadzić sprawę, argumentując, że wypowiedź mogła odnosić się do wszystkich Afgańczyków mieszkających w Niemczech.
Debata o wolności słowa i granicach prawa
Autor tekstu twierdzi, że w Niemczech coraz częściej dochodzi do sporów dotyczących interpretacji przepisów o mowie nienawiści, znieważeniu oraz politycznie motywowanych „przestępstwach z nienawiści”. Krytycy obecnego systemu uważają, że organy ścigania posiadają bardzo szerokie możliwości interpretacyjne, co może prowadzić do nierównego traktowania różnych środowisk politycznych. Z kolei zwolennicy obecnych regulacji podkreślają, że każda sprawa oceniana jest indywidualnie, z uwzględnieniem kontekstu wypowiedzi oraz jej rzeczywistego znaczenia.
źródło: bild.de

