Berlin przeznaczył 4,2 mln euro publicznych pieniędzy na budowę przedszkola w Neukölln na 188 miejsc. To największa tego typu inwestycja w historii miasta. Problem w tym, że operatorem placówki jest podmiot powiązany z osobami i środowiskami, które według ustaleń służb oraz autorów śledztwa mają związki z szyickim islamizmem. Po publikacji tych informacji berliński senat zapowiedział kontrolę projektu, a dotychczasowy dyrektor zrezygnował.
Rekordowe finansowanie, minimalna weryfikacja
Nowe przedszkole przy Harzer Straße 51 ma powstać dzięki dotacji z Senatu Berlina. Urzędnicy tłumaczyli decyzję dużym zapotrzebowaniem na miejsca opieki w północnym Neukölln. Jednocześnie z tekstu wynika, że przed przyznaniem środków nie przeprowadzono pogłębionej kontroli ideologicznego zaplecza inwestora ani jego ewentualnych związków z ekstremizmem.
W centrum sprawy stoi Mohamed Amer
Kluczową postacią jest Mohamed Amer — były dyrektor zarządzający BNIG gGmbH, operatora przedszkola, a zarazem działacz stowarzyszenia meczetowego Torath e. V., działającego pod tym samym adresem. Amer był też w latach 2010–2013 przewodniczącym szyickiej organizacji parasolowej IGS, a później jej wiceprzewodniczącym.
To właśnie tu zaczynają się największe kontrowersje: według niemieckich służb IGS miała wykazywać bliskość z szyickim islamizmem, a także należeć do otoczenia Islamskiego Centrum w Hamburgu (IZH) — organizacji uznawanej za ważny instrument wpływu Iranu w Niemczech i później zakazanej.
Ten sam adres, te same kręgi
Szczególnie niepokojący ma być fakt, że adres planowanego przedszkola, stowarzyszenia Torath i dokumentów IGS wielokrotnie się pokrywa. To wzmacnia podejrzenia, że nie chodzi o przypadkowe, dawne kontakty, lecz o realne przenikanie się struktur religijnych i projektu finansowanego z pieniędzy publicznych.
Najbardziej pikantny wątek: hidżab dla dziewczynek
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów śledztwa jest dokument dotyczący islamskich zasad ubioru dziewcząt i kobiet. Wynika z niego, że obowiązek noszenia hidżabu może dotyczyć dziewczynek już przed ukończeniem dziewiątego roku życia.
To właśnie przy tym dokumencie pojawia się nazwisko Mohameda Amera — obok przedstawicieli innych szyickich instytucji, w tym osób związanych z później zakazanym IZH. Amer przez adwokata twierdzi jednak, że dokumentu nie zna, nie współtworzył go i się z nim nie utożsamia. Problem polega na tym, że jego nazwisko figuruje w nim w sposób bardzo wyraźny, a pytanie, czy doszło do fałszerstwa, pozostało bez odpowiedzi.
Dla opinii publicznej brzmi to fatalnie: człowiek związany z operatorem przedszkola, które ma wychowywać małe dzieci za państwowe pieniądze, pojawia się przy dokumencie sugerującym religijne nakazy wobec dziewczynek w wieku niespełna dziewięciu lat.
Dozwolony seks z żoną po ukończeniu przez nią 9 lat
Torath e. V. przedstawia się jako niemieckie biuro łącznikowe wielkiego ajatollaha Alego al-Husainiego as-Sistaniego. I tu sprawa robi się jeszcze bardziej drażliwa.
Według przytoczonego materiału Sistani:
- po śmierci Hassana Nasrallaha wychwalał go jako „wyjątkowego przywódcę”;
- na swojej stronie publikował religijne wykładnie zasad, z których wynika, że współżycie seksualne z żoną staje się dozwolone po ukończeniu przez nią 9 lat księżycowych;
- formułował także zasady odszkodowań za ciężką przemoc domową w logice religijno-prawnej całkowicie obcej niemieckiemu porządkowi konstytucyjnemu.
To właśnie ten fragment ksiązki jest politycznie najbardziej wybuchowy: operator przedszkola nie został oskarżony o popieranie takich poglądów wprost, ale nie przedstawił też jednoznacznego odcięcia się od religijnych wykładni propagowanych przez własny autorytet religijny, czyli Sistaniego.
Reakcje polityczne: alarm i utrata zaufania
Burmistrz Neukölln Martin Hikel przyznał, że początkowo cieszył się z projektu, ale po ujawnieniu religijno-organizacyjnego tła zaczął patrzeć na sprawę z dużą nieufnością. Uznał, że „myślenie ajatollaha” stoi w sprzeczności z demokratycznym porządkiem.
Jeszcze ostrzej oceniono kwestię ewentualnego narzucania religijnych norm małym dziewczynkom. Hikel stwierdził, że byłaby to katastrofa i coś nie do pogodzenia z demokratycznym społeczeństwem.
Z kolei sekretarz stanu Falko Liecke zapowiedział kontrolę projektu przez radę doradczą.
Linia obrony Amera
Amer, przez adwokata, odrzuca zarzuty i zapewnia o przywiązaniu do liberalno-demokratycznego porządku konstytucyjnego. Jego pełnomocnik podkreśla, że nie można sugerować, jakoby klient tolerował przemoc wobec kobiet czy dzieci albo akceptował seks z dziećmi.
Największy problem polega jednak na tym, że odpowiedzi mają charakter ogólny i obronny. Brakuje w nich prostego, jednoznacznego stanowiska wobec:
- dokumentu o hidżabie dla dziewczynek,
- wypowiedzi i religijnych wykładni Sistaniego,
- relacji z organizacjami z kręgu IGS i IZH.
źródło: Focus

